Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój dzienny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Florence G. Fortescue
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t2957-florence-fortescue#48519 http://www.morsmordre.net/t3031-maskotka#49606 http://www.morsmordre.net/t2998-florka#49152 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3110-florence-fortescue#51096
współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Sometimes the only payoff for having any faith - is when it’s tested again and again everyday
5
15
0
0
5
0
0
0
Czarodziej
Matka Florence z Pokątnej od dusz cierpiących

PisanieTemat: Pokój dzienny   13.06.16 10:41

First topic message reminder :

Pokój dzienny


Urządzony bardzo prosto i funkcjonalnie. Centralną część pomieszczenia zajmuje nieco podniszczona, skórzana kanapa; zaraz obok niej stoi niedopasowany fotel w znacząco lepszym stanie. Na obu meblach zawsze poniewiera się kilka koców i poduszek, które mają ułatwić zapadnięcie w zdrowotną drzemkę. Nieco na uboczu stoi potężne dębowe biurko, w którego pozamykanych na klucz szafkach przechowywane są wszystkie dokumenty i papierzyska dotyczące funkcjonowania lodziarni. Okna wychodzą na mały dziedziniec wewnątrz kamienicy, jako jedyne w domu, po uchyleniu nie napełniają pomieszczenia zgiełkiem z ulicy Pokątnej.
W tym pomieszczeniu znajduje się podłączony do sieci Fiuu kominek.  






I wish you were the one
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   14.11.16 21:28

Wiedział czego chciała od niego matka. Zawsze pragnęła, by był szczęśliwy. Zawsze chciała tylko i wyłącznie jego dobra, gotowa oddać wszystko co posiadała dla tego celu. Początkowo ze smutkiem i wyrzutami sumienia patrzyła na jego zawziętość w postanowieniu, że zostanie lekarzem, by ją wyleczyć. W końcu jednak uznała, że to dobre dla niego, ponieważ był to bardzo dobry zawód. Zawsze się o niego martwiła, zawsze o niego dbała. Dobrze wiedział, że nie chciałaby, aby zachowywał się tak jak teraz. Zapewne zmrużyłaby oczy w charakterystyczny dla siebie sposób i powiedziała nieco groźniejszym tonem ,,Alanie Bennett, opamiętaj się!". I podziałałoby. Wiedział to wszystko, wiedział. A jednak...
- To nie takie proste. - Odburknął. Pogrążył się już zbyt mocno, wlazł do zbyt głębokiego dołka. Chciał, aby matka jak zawsze go z niego wyciągnęła, albo by miał poczucie, że czeka na niego na samej górze. Ale tym razem jej nie było. Była tylko gorycz i wspomnienia, które niegdyś wywoływały radość, a teraz powodowały więcej goryczy.
Nie odpowiedział nic na jej dalsze słowa. Lilith... Cóż, ostatnie spotkanie z Lilith przebiegło niezbyt dobrze. Głównie z jego winy, ale nic nie mógł teraz na to poradzić. Poza tym - Lilka miała swoje życie. Wzięła ślub, miała męża. Nie widywał jej już tak często jak zwykle. A to tylko pogłębiało uczucie samotności. Zaś wspomnienie o założeniu rodziny... Ukłuło go, ale postarał się to ukryć. Przypomniało mu się bowiem kolejne niezbyt przyjemne zdarzenie, które miało miejsce na krótko przed śmiercią jego matki. Kosz od Eileen i kłótnia. Zabawne, że ostatnimi czasy o tym zapomniał. Może i lepiej? Bo to nie tak, że on nie chciał założyć rodziny. Wiele razy o tym myślał. Jednak coś w jego życiu szło nie tak i jeżeli chciał podążać za swoim sercem - nie wychodziło.
- Dobrze, nie ucieknę. - Obiecał, kiedy popędziła go spać. - Dobranoc, Florence. - Dodał, a gdy skierowała się w stronę wyjścia, zatrzymał ją jeszcze dwoma słowami. - I... Dziękuję.
A potem obserwował jak wychodziła. Ułożył się na kanapie, przykrył kocem (czy co tam mu dała) i zasnął. O dziwo, zasnął bardzo szybko, zaś we śnie nie miał żadnych koszmarów. Rano natomiast zjadł z nią śniadanie, podziękował i odszedł. Obydwoje rozeszli się na swoje strony, ale Bennett jeszcze nie wiedział, że nie na długo.

zt x 2


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   04.03.17 14:30

Zawsze był dobry w szukaniu informacji.
Jego pasja nierozerwalnie się z tym wiązała. Od najmłodszych lat siedział z nosem w grubych książkach, próbując dowiedzieć się czegoś więcej na interesujący go temat. Powstania goblinów, palenie czarownic, biografia pierwszego ministra magii - tematów były tysiące, a podstawowym źródłem wiedzy okazywały się właśnie grube księgi. Czasami przed pójściem do biblioteki zasięgał informacji u konkretnych osób, np. u ojca, zanim ten umarł, czy u nauczycieli, kiedy jeszcze chodził do Hogwartu. Tym razem tą osobą okazała się sama Bathilda Bagshot, co dla Floreana było nie lada wydarzeniem. Miał ochotę wszystkim się pochwalić, że ma okazję do słuchania tak utalentowanego i uznanego historyka. Miał jeszcze większą ochotę stanąć i wykrzyknąć na środku ulicy, że jest członkiem tajnej organizacji - z wiadomych przyczyn nie wprowadził w życie żadnej z tych dwóch opcji. Tajemnica związana z przynależnością do Zakonu mu ciążyła, przede wszystkim przez wzgląd na siostrę, przed którą nigdy nie chował żadnych sekretów. Teraz musiał każdego dnia spoglądać w jej twarz i wymyślać tysiące wymówek, usprawiedliwiających jego niespodziewane nieobecności. Był przekonany, że Florence w końcu zacznie zadawać niewygodne pytania, i jeszcze nie wiedział, co wtedy zrobi. Nawet nie chciał w tym momencie sobie zaprzątać tym głowę - miał ważniejsze rzeczy do zrobienia. Z samego rana udał się do biblioteki i spędził tam mniej więcej trzy godziny w poszukiwaniu odpowiednich pozycji, które mogłyby zawierać jakąkolwiek informację o Kruczej Wieży. Pod koniec poszukiwań był na tyle zdesperowany i chłonny wiedzy, że zaczął nawet kartkować księgi poświęcone tylko wieżom oraz tylko krukom. Ostatecznie zabrał ze sobą pozycje poświęcone właśnie wieżom, krukom, Wyspom Wright, innym okolicznym wysepkom, Wielkiej Brytanii (historii i geografii). Podając wszystkie tomiszcza bibliotekarce, również ją zapytał czy przypadkiem nie wie czegoś o tych terenach. Rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie, więc Florean wyjaśnił jej, że chce napisać artykuł do gazety i wyszedł z biblioteki. Teleportował się z powrotem do mieszkania i zasiadł na kanapie w salonie, uprzednio kładąc na stoliczku wszystkie wypożyczone księgi, od których aż trochę wygiął się blat. Westchnął głęboko, przez chwilę jedynie na nie patrząc. Po paru minutach tego nieróbstwa wstał i udał się do kuchni, żeby zaparzyć sobie dzban kawy. Czuł, że bez tego daleko nie zajdzie. Wystukiwał palcami rytm najnowszej piosenki Elvisa Presleya, kiedy w końcu zagotowała się woda. Zabrał ze sobą dzbanek z kawą i parę Czekoladowych Żab. Położył wszystkie książki w linii i na każdej ułożył po jednej żabie. Obiecał sobie, że będzie po nie sięgał dopiero wtedy, kiedy jednocześnie będzie sięgał po następną pozycję.
I zabrał się do pracy.
Zaczął od najbardziej obiecującej księgi czyli tej poświęconej Wyspie Wright. Wytrwale ją kartkował, strona po stronie, zapisując na pergaminie co przydatniejsze informacje. Na szczęście to wszystko trzymało się zainteresowań Floreana, więc nie czuł się w żaden sposób pokrzywdzony, marnując na to swój czas. Spędził dobre dwie godziny na analizowaniu tej księgi, więc kiedy tylko skończył, rozłożył się na kanapie i przez moment patrzył w sufit. Po tej chwili zjadł Czekoladową Żabę, leżącą na księdze poświęconej krukom. W środku znajdowała się karta św. Munga - już chyba trzydziesta w jego życiu, więc odłożył ją na bok. I tak robił z każdą kolejną, aż zapadł zmrok, a do mieszkania miała niedługo wrócić Florence. Florean stwierdził, że będzie kontynuował poszukiwania następnego dnia, ale kiedy już zjadł kolację i wszedł do swojej sypialni, zmienił zdanie. Lumos pomyślał i przejrzał jeszcze księgę o brytyjskich wyspach. To go zainspirowało do przejrzenia również księgi o brytyjskich mitach i legendach, łudząc się, że może znajdzie w niej wzmiankę o możliwych historiach związanych z kruczą wieżą. Przeglądał ją wytrwale, aż w końcu zasnął.
Obudziły go promienie słońca, zwiastujące nadejście nowego dnia. Florean podniósł głowę i zasłonił dłonią oczy, ponieważ z niewyspania czuł się jak wampir. Do jego policzka przyczepił się kawałek pergaminu, ale zdawał się tego nie zauważać. Powiedział Florence, że chyba bierze go jakieś choróbsko, i dzisiejszego dnia również nie może udać się do pracy. Czuł się fatalnie, musząc wmawiać jej kolejne kłamstwa, ale nie miał innego wyboru. Musiał przejrzeć resztę ksiąg i przeanalizować zrobione notatki. Z ogromną chęcią porozmawiałby z kimś na ten temat - mimo wszystko zawsze przedkładał wykłady i dyskusje nad suche książki, jednak obawiał się, że nie będzie w stanie nikogo takiego znaleźć. Przeszukał spis nazwisk w swojej głowie i niezadowolony stwierdził, że jednak musi kolejny dzień poświęcić na przeglądanie ksiąg. Czytał, pił kawę, jadł żaby i cały czas czuł, że to wciąż jest mało. Chciał zrobić więcej, dowiedzieć się więcej, chciał być przygotowany na to, co może ich tam spotkać. Śmierć Charlusa i Dorei dodatkowo wpłynęła na jego chęć zdobywania wiedzy, nie mogąc znieść myśli, że jeżeli im się nie uda to wielu ich znajomych może podzielić ich los. Ta myśl nie pozwalała mu zasnąć nad kolejną stroną czy zbyt długo jeść albo siedzieć w łazience, byle tylko nie marnować czasu. Miał nadzieję, że te poszukiwania okażą się owocne.

|zt

[bylobrzydkobedzieladnie]




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue



Ostatnio zmieniony przez Florean Fortescue dnia 04.03.17 14:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   04.03.17 14:30

The member 'Florean Fortescue' has done the following action : rzut kością


'k100' : 59


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
15
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   26.11.17 23:21

14.05 noc

Miała łzy w oczach. Oczywiście. Zarówno te smutku, jak i wściekłości. Bo zderzenie z rzeczywistością zawsze bolało. I chociaż zdążyła już zapomnieć, dlaczego tak naprawdę była wściekła na tego parszywego Bott'a, musiał się przecież pojawić i jej przypomnieć. Ba, nie tylko przypomnieć ale jeszcze bardziej podsycić płomień, który niszczył ich relację. Teraz już nie było odwrotu. Choć Florence była pijana, jej ruchy chaotyczne i nieskoordynowane, umysł w zadziwiająco trzeźwy sposób analizował to, co łączyło ją z Matthewem. A w tym momencie nie łączyło ją już nic. Nie odpowiedziała mu nic, gdy ją pożegnał - posłała mu tylko nienawistne, załzawione spojrzenie i nieporadnie wspięła się na schody prowadzące do mieszkania. Otworzenie drzwi było swego rodzaju wyzwaniem, ale finalnie dała radę i jakoś wgramoliła się do środka. Chwiejne kroki skierowała - nie wiedzieć czemu - do salonu, a tam jak stała, tak padła na kolana na środku pokoju, a potem wybuchnęła płaczem.
Już wcześniej czuła się przecież wyjątkowo paskudnie. Naprawdę, wystarczyło jej to, że kilka dni temu bez żadnego powodu złamano jej serce! Że czuła się wyjątkowo bezradna i beznadziejna w kwestii odnalezienia Lily! Zmarnowała tyle czasu, leżąc zamknięta w szpitalu - była jednym wielkim kłębowiskiem nerwów, jątrzącą się raną, która za nic nie chciała się zasklepić. Na dokładkę jednak dostała jeszcze jego - pozbawionego skrupułów i sumienia, żałosnego robaka z Nokturnu, którego uważała kiedyś za przyjaciela, a który postanowił dobić ją, zupełnie jakby gasił jednego ze swoich paskudnych petów na jej ciele.
Nie sądziła, że jeszcze kiedyś w swoim życiu wyleje tyle samo łez, co wtedy, gdy musieli z bratem pochować oboje rodziców. A jednak, teraz Florence czuła się prawdziwie opuszczona, zdradzona, a także bezradna i pusta. Wiedziała, że zaraz obok niej pojawią się opiekuńcze dłonie. Florean na pewno nie spał, skoro nie było jej w domu tak późno. I w tym momencie niczego nie pragnęła tak mocno, jak przytulić się do nieco i po prostu wypłakać wszystkie łzy, które tylko mogła, aż zmęczenie wygra z uczuciem rozpaczy, które teraz zżerało jej serce.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   10.12.17 1:38

Nie czułem się dzisiaj najlepiej i nie potrafiłem zrozumieć dlaczego. Teoretycznie miałem wiele powodów do zmartwień jak chociażby ratowanie świata... ale dotychczas nie powodowało to we mnie takiego stresu, spięcia, nerwobóli. Byłem kłębkiem nerwów. Próbowałem uspokoić się podczas czytania najnowszego numeru Proroka Codziennego, ale to był fatalny pomysł - każdy kolejny artykuł był głupszy od poprzedniego, przez co moja próba uspokojenia jedynie podniosła mi ciśnienie. Postanowiłem zaparzyć sobie ziółka. Melisa podobno działała cuda, miałem się przekonać czy to prawda. Otworzyłem słoik, a do moich nozdrzy momentalnie dostał się jej charakterystyczny zapach, przywołujący dziesiątki wspomnień z dzieciństwa. Mama zwykła zaparzać mi melisę za każdym razem, kiedy miałem problem ze snem. Pamiętam jak boso przychodziłem do sypialni rodziców i szturchałem ją delikatnie palcem zapłakany, bo nie dość, że nie mogłem spać to jeszcze musiałem przeszkodzić mamie. A ona tylko się uśmiechała w półśnie i wyjmowała z górnej szafki słoik podobny do tego, który przed chwilą otworzyłem. Nie wiem czy melisa faktycznie działa, nie znam się na zielarstwie. Za to wiem, że w dzieciństwie bardzo mi pomagała, nawet jeżeli bardziej była to zasługa matczynej miłości niźli alchemii. Może teraz samo wspomnienie zadziała. Zazwyczaj starałem się nie wracać do tych odległych czasów dzieciństwa, ale czasem były takie momenty, że było to silniejsze ode mnie. Tak jak teraz. Nastawiłem czajnik, opierając się ciężko dłońmi o kuchenny blat. Zerknąłem kątem oka na ścienny zegar, który przed chwilą wybił późną nocną godzinę. Dlaczego Florence jeszcze nie było w domu? Nie chciałem jej kontrolować i zazwyczaj tego nie robiłem, ale tym razem nie mówiła mi, że wychodzi na tak długo. Poza tym po prostu czułem, że coś jest nie tak.
I wtedy jak na zawołanie usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Przez krótką chwilę po prostu nasłuchiwałem ciężkich kroków, które szybko ucichły. - Florence? - Zapytałem retorycznie, bo to przecież musiała być ona. Poszedłem do salonu, zdziwiony, że nie przyszła się przywitać.
Wystarczyło jednak, że ją zobaczyłem i w mig wszystko zrozumiałem, łącznie ze swoim złym samopoczuciem. Uklęknąłem obok niej na podłodze, odgarniając jej wilgotne włosy z twarzy. - Flo? Flo, co się stało? - Zapytałem zaniepokojony, czując jak mój dzisiejszy stres osiąga apogeum, ale przynajmniej znałem już jego powód. Dała o sobie znać ta dziwna bliźniacza więź. - Już jesteś w domu, spokojnie, jestem tutaj - zacząłem powtarzać, choć nawet nie znałem powodu jej płaczu. Po chwili po prostu ją objąłem, czekając aż się uspokoi. Mogłem tak siedzieć do białego rana jeżeli tylko zaszłaby taka potrzeba. Flo o tym wiedziała.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
15
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój dzienny   12.12.17 2:28

Chociaż zwykle była raczej silną kobietą, tą, do której szło się z problemem po racjonale rozwiązanie, chociaż nie lubiła pokazywać swojej słabości i nawet gdy nie było kolorowo, a wszelakie problemy próbowała ukrywać... teraz nawet nie zamierzała udawać, że nic się nie stało. Przed Floreanem z resztą przecież nie musiała. Nawet gdyby próbowała, on i tak by to wyczuł. To również chyba była ta bliźniacza więź, cieniutka nitka, łącząca ich oboje od dnia narodzin, nierozerwalna i prawdziwa. Na widok zatroskanej twarzy brata, Florence poczuła się jeszcze mniejsza i jeszcze bardziej bezradna. Łzy popłynęły jeszcze większą fontanną, rozmazując i tak już kompletnie zniszczony makijaż. Cała jej osoba wyrażała w tym momencie bezgraniczną rozpacz i zagubienie. Niczego tak nie pragnęła, jak tego, żeby ją teraz przytulił - a kiedy to zrobił, naprawdę poczuła, że wróciła do domu.
- Florku... co jest ze mną nie tak...? Proszę, powiedz mi. C-co jest ze mną nie tak? - załkała w jego ramionach, próbując się w nich niemalże ukryć. Ukryć przed światem, przed swoimi wadami i słabościami, przed poczuciem winy i przed oskarżycielskim spojrzeniem Matt'a, które wciąż prześladowało ją w myślach. Jego głos również odbijał się głucho w jej umyśle, tak jak tego chciał. Choć nie miał co do niej racji, naprawdę czuła się w tym momencie winna zniknięciu Lily. Winna również temu, że została porzucona. We wszystkich złych rzeczach, które jej się ostatnio przydarzyły, widziała swoją własną winę. Ukryła więc twarz w koszuli Floreana i płakała - płakała długo, nie chcąc się wcale uspokoić, ani też opowiedzieć mu o wszystkich swoich zmartwieniach. Jeszcze nie. Najpierw musiała wypłakać wszystkie łzy, wszystkie co do jednej, aż nie zostało jej już nic. Ale nawet kiedy jej policzki powoli zaczęły już schnąć a pozostałości płaczu już z rzadka wstrząsały jej ciałem, wciąż jeszcze uparcie milczała. Próbowała uspokoić huragan w swojej głowie - obecność Floreana bardzo jej pomagała, by dla niej niczym bezpieczna przystań, jedyna osoba, której mogła bezgranicznie zaufać, która nigdy jej nie zdradzi.
- Przepraszam... - wydukała cicho, wciąż z nosem schowanym w uścisku Floreana - jeśli kiedyś byłam dla ciebie ciężarem. Przepraszam, braciszku.
Jeśli i on chował do niej jakąkolwiek urazę - jeśli go skrzywdziła lub zasmuciła... musiała go przeprosić tu i teraz. Musiała wiedzieć, że on nigdy nie będzie na nią zły, że nic ich nie poróżni. Tiara przydziału się pomyliła - wcale nie powinna ich wtedy rozdzielać w Hogwarcie. Zawsze mieli tylko siebie, inni przychodzili i odchodzili. A oni zawsze byli razem.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
 

Pokój dzienny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Pokój dzienny
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Pokątna 5/2-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17