Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Parkiet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Parkiet   20.06.16 0:30

Parkiet

Skryty pod kopułą wielkiego namiotu parkiet znajduje się tuż nieopodal głównego placu w Dolinie Godryka. Jest idealnym miejscem dla tych, którzy chcą rozerwać się i rozgrzać w rytm rock&rolla oraz najnowszych hitów Ricka Charliego i jego Zmiataczy. Choć spod kopuły widać padające nieopodal płatki śniegu, na całym parkiecie za pomocą magii utrzymywana jest pokojowa temperatura umożliwiająca zabawę do białego rana bez zbędnych kurtek, czapek i szalików. Głośna muzyka raczej nie zachęca do rozmów, umożliwia za to podrygiwanie do najznamienitszych szlagierów i kręcenie się z partnerem w takt skocznego jive'a.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Parkiet   03.07.16 16:24

Był przemoczony, był zmarznięty, chłód kąsał piegi na jego twarzy, paradoksalnie nie czyniąc twarzy rubinową, a jeszcze bledszą - mimo wszystkich negatywnych odczuć rozjaśniał ją najszczerszy z uśmiechów, ten beztroski, lekki, przepełniony szczęściem. I uwielbieniem.
- Gdyby nie fakt, że nikt nie wygrał, na pewno nasz bałwan byłby zwycięski - rzucił z pewnością w głosie w stronę Margaux, kiedy tylko znalazł się przy niej po klasycznej ewakuacji z bałwankowego pola bitwy, na którym zapanował kompletny chaos. - Widziałaś go? Szczyt awangardy, dzieło sztuki, może jeszcze zostanę artystą. - Z braku lepszych możliwości mokrą od śniegu rzemieniową bransoletą związał posklejane w chaotycznych strąkach włosy, które z racji wilgoci nabrały barwy głębokiego kasztanu. - A Charlie, syn Harriett, jest tak bardzo uroczym dzieckiem - dodał zaraz, dopiero w tej chwili przypominając sobie, że umówił się z jasnowłosym chłopcem na wendetę na okrutniku Benie. Będzie musiał odnaleźć go potem.
Przecież nie odmówi sobie przyjemności zbombardowania przyjaciela śnieżkami.
Otulił się szczelniej grubym kocem, a otrzymany wełniany szalik bez słowa uprzedzenia zawiązał wokół szyi Margaux - nie zaszkodzi jej odrobina więcej ciepła, a przy takiej pogodzie naprawdę łatwo było o złapanie choroby.
- Naciągnąłbym ci jeszcze na uszy drugą czapkę, ale chyba gdzieś ją zgubiłem - powiedział z nutą zawodu, przyglądając się krytycznie nowemu szalikowi Margie i dostrzegając wreszcie fragment odsłoniętej szyi; wzdychając ciężko (i bardzo teatralnie), znów wyciągnął w jej stronę rękę, by szybko go poprawić i tym samym upewnić się, że nie zmarznie. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że jemu też tak właściwie było zimno, więc osuszył się szybko niewerbalnym zaklęciem, na które wcześniej nie miał czasu, a potem w jego spojrzeniu zatańczyły jakieś ogniki.
- Mam pomysł, chodź - rzucił nagle, wyciągając w stronę Margie dłoń, by następnie poprowadzić ją śniegowym labiryntem; lawirował wśród zasp, uważał na oblodzone powierzchnie, starał się nie wpadać w lepione przez małe dzieci bałwanki (niech chociaż one ocaleją przed dekapitacją). Nie do końca zdawał sobie z tego sprawę, ale widok młodocianych, kilkuletnich czarodziejów pochłoniętych zabawą w śniegu wywabiał na jego usta jeszcze szerszy uśmiech.
Przez chwilę kierowali się w stronę głównego placu Doliny, ale, chcąc uniknąć gęstych tłumów ludzi, Garry nagle skręcił; w powietrzu wznosił się rozgrzewający zapach grzanego miodu i zimowych wypieków. Skoczna muzyka z każdym krokiem stawała się coraz głośniejsza, bezczelnie zdradzając intencje Garretta.
Zatrzymali się dopiero wtedy, gdy znaleźli się na tyle blisko parkietu, że ogrzała ich sztucznie utrzymywana temperatura pokojowa.
- Czy mogę? - upewnił się, zanim zdjął najpierw jej płaszcz, potem swój i odwiesił oba na pobliskim wieszaku. - Czy zechce pani uczynić mi tę przyjemność i poświęcić mi swój pierwszy taniec, moja lady? - spytał z całą arystokratyczną szarmancją (choć skoczna muzyka nie odpowiadała salonowym standardom), którą odziedziczył wraz ze szlachecką krwią, nawet na chwilę nie przestając uśmiechać się w sposób, który zarezerwował tylko dla niej.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Parkiet   03.07.16 21:49

Nie mogła uwierzyć, że spędziła ostatnich kilkadziesiąt minut, obserwując konkurs na najpiękniejszego bałwana z emocjami, które czarodziejom zazwyczaj towarzyszyły przy zaciekłych meczach Quidditcha. No, prawie takimi samymi; może nie wiwatowała głośno zza odgradzającej bałwankowe pole linki, ale z całą pewnością wywołała co najmniej kilka zdziwionych uniesień brwi, gdy na zmianę śmiała się i skubała nerwowo rękawiczkę, z której teraz wystawało kilka luźnych, wołających o litość nitek. To, co organizatorzy zaserwowali konkursowiczom, zakrawało o absurd i przez moment musiała resztkami silnej woli powstrzymywać się, żeby nie wkroczyć na teren turnieju i nie uratować wszystkich dzieciaków (i Garretta przy okazji) przed śmiercionośnymi soplami lodu, morderczymi zaspami i spadającymi z nieba, śniegowymi rzeźbami. Może nawet podzieliłaby się swoją opinią z umykającą właśnie w popłochu komisją, gdyby nie to, że widok przemoczonego, zatrzymującego się przed nią mężczyzny, skutecznie pozbawił ją całego oburzenia, ustępującego gładko rozbawieniu. I innym uczuciom.
Nie mam co do tego żadnych wątpliwości – zapewniła bez wahania, odruchowo odszukując wzrokiem pozostałości po bałwanku, który przez chwilę naprawdę wyglądał imponująco, mimo że nie miał głowy. – Twoja kula zdecydowanie była najlepsza, możemy później ulepić swojego bałwanka, gdzieś, gdzie nie zagrozi mu żadne niszczycielskie jury. Możemy zawołać też Charliego, na pewno było mu przykro, że ktoś popsuł waszą pracę – kontynuowała, nie protestując, gdy wokół jej szyi owinął się ciepły szalik. Rzeczywiście było jej chłodno; bezruch nie sprzyjał utrzymywaniu ciepła i przez kilka ostatnich minut tupała w miejscu, bezskutecznie próbując się rozgrzać. – Dziękuję – powiedziała lekko, powstrzymując się od wywrócenia oczami, gdy poprawiał miękką tkaninę i wykorzystując ten moment, żeby otrzepać kołnierz jego płaszcza z resztek śniegu. Nie wiedziała, czy on sam robił to świadomie, ale jej zdarzało się z premedytacją wykradać takie drobne gesty, ciesząc się z faktu, że znów miała na nie przyzwolenie. Nie wiedziała co prawda, dlaczego, ani na jak długo, ale postanowiła nie pytać, po prostu przyjmując z wdzięcznością wszystko, co Garry miał jej do zaoferowania. Uciszała przy tym trzepoczące jej gdzieś nad głową wyrzuty sumienia, tłumacząc sobie, że dopóki się uśmiechał, wszystko było w porządku; ta jedna kwestia wciąż pozostawała niezmienna.
Dokąd? – zapytała, doskonale wiedząc, że nie doczeka się odpowiedzi, ale bez zawahania łapiąc wyciągniętą w jej stronę dłoń i dając się poprowadzić wzdłuż toru przeszkód, złożonego z bawiących się w najlepsze dzieci. Przez chwilę miała ochotę do nich dołączyć, jednak koniec końców z tego zrezygnowała, raz tylko machając różdżką w stronę piegowatej dziewczynki i prostym zaklęciem zapinając wszystkie porozpinane guziki jej zimowego płaszczyka. Z tego wszystkiego nie zwróciła też uwagi na coraz głośniejszą, wypełniającą powietrze muzykę, orientując się, gdzie przyprowadził ją Garry dopiero, gdy zatrzymali się na skraju tanecznego parkietu. – Ojej. – Oczy zabłysły jej jaśniej, przemykając po wirujących w rytm skocznych dźwięków czarodziejach; szybko zsunęła z ramion płaszcz, pozwalając mężczyźnie go odwiesić i w międzyczasie rozplątując jeszcze starannie zawiązany szalik.
Naprawdę starała się zachować spokojny wyraz twarzy, gdy zapraszał ją do tańca za pomocą wymyślnej formułki; zacisnęła usta, mając zamiar ukłonić się z gracją i odpowiedzieć mu równie oficjalnie, ale gdzieś między moja, a lady, nie wytrzymała i roześmiała się beztrosko. – Skoro tak pan nalega, lordzie Weasley – odpowiedziała jednak dzielnie, dygając w sposób absurdalnie niepoprawny, a później rezygnując z cierpliwego czekania na rzecz złapania go za rękaw i wciągnięcia na parkiet.




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Parkiet   04.07.16 15:30

Nie mógł powstrzymać cichego parsknięcia śmiechem; wizja dwójki ludzi dobiegających powoli trzydziestki (tak - na każdym kroku przypominał sobie, że, prawdę mówiąc, został mu tylko rok do przekroczenia tej przerażającej granicy; czy nie powinien stać się już odpowiedzialny?), którzy z wielkim zaangażowaniem toczą śnieżne kule zakrawała o absurd, choć w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- Ten pomysł jest godny rozważenia - zaśmiał się lekko, doszczętnie niwecząc cały wysiłek, jaki włożył w zachowanie iluzji powagi.
Ale nie chciał być poważny. Czuł się na to zbyt beztrosko, zbyt lekko; odrzucił wszystko to, co mąciło mu myśli, co powodowało skoki ciśnienia, co w nieprzyjemny sposób rozgrzewało płynącą w żyłach krew. Ponoć błękitną, ponoć należącą do świata arystokracji, co niektórzy próbowali mu insynuować - wcześniej niemiłosiernie go to drażniło, teraz zbywał to śmiechem. Bawiła go myśl, że dokładnie w tym momencie mógłby zajmować się luzowaniem zbyt mocno ściśniętego kołnierza białej, pozbawionej skaz koszuli.
Już wolał taplać się w śniegowych zaspach i wtykać w bałwana martwe ryby.
I, co o wiele ważniejsze, wolał zamykać w palcach dłoń osoby, która nie wymagała od niego poświadczeń, świadectw i obietnic, zmian i przeklasyfikowania priorytetów. Która chciała jego obecności, nie szlachetnego nazwiska, metaforycznej barwy krwi, pozycji, tytułów.
Był za to wdzięczny i tę niemą podziękę łatwo było odnaleźć w jego spojrzeniu.
Gdy znaleźli się już w otoczeniu kręcących się w rytmicznych obrotach par, rozgrzewało ich rzucone zaklęcie, chroniąc przed kąsającym, zimowym chłodem, a zbędne okrycie wierzchnie zawisło już na nieodległych wieszakach, Garrett uśmiechnął się raz jeszcze, choć być może po prostu nawet na ulotny moment nie przestał tego robić; pozwolił się ciągnąć na parkiet wyłącznie przez chwilę, już po krótkich sekundach przejmując prowadzenie.
- Pamiętasz jeszcze... - zaczął, ale, jak się okazało, mówił o wiele za cicho - jego głos ginął wśród donośnej muzyki, której brzmienie odczuwał w całym ciele. - Pamiętasz jeszcze, jak się tańczy jive'a? - dokończył znacznie głośniej, zbliżając się tuż do ucha Margie, żeby mieć pewność, że go usłyszy; wyłącznie przez przypadek oparł policzek o zasłoniętą kurtyną jasnych włosów skroń. Z nim nigdy nie miała wyboru - musiała pamiętać, zbyt lubił tańczyć; gdyby zaszła taka potrzeba, przypominałby jej kroki za każdym razem, wciąż by ćwiczyli, korygowali błędy, powtarzali podstawy od samego początku.
Kiedy bardzo chciał, potrafił być cierpliwym nauczycielem.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Parkiet   09.07.16 16:10

Być może nie powinna była zachowywać się tak lekkomyślnie, śmiać tak beztrosko i pozwalać myślom błądzić po rejonach, na które wstępu do tej pory stanowczo sobie zakazywała; żyli w końcu w czasach – łagodnie mówiąc – niespokojnych, nad ich głowami od co najmniej kilku miesięcy kłębiły się burzowe chmury (nawet jeśli dzisiejszej nocy gdzieniegdzie przebijało się usiane gwiazdami niebo), a ludzkie życie coraz częściej gasło gwałtownie na ich oczach, ale… w jakiś sposób tym bardziej doceniała to wszystko. Krótkie chwile szczęścia, zaciskające się na jej dłoni palce, skoczną muzykę, wesołe błyski w oczach, do których mimowolnie uciekała spojrzeniem, znacznie częściej, niż zdawała sobie z tego sprawę; może na to nie zasługiwała, może przekreśliła nadzieje na bajkowe zakończenie dwa lata wcześniej, ale w którymś momencie postanowiła przestać wybiegać myślami w przód (trochę też tchórzliwie, bo Jutro z każdym dniem stawało się coraz mniej pewne) i zwyczajnie cieszyła się tym, co tu i teraz.
A tu i teraz składało się z niedosłyszanych słów, niknących w głośnych dźwiękach, szerokich uśmiechów i radosnych par, od których wirowania kręciło jej się w głowie. Nachyliła się w stronę Garry’ego odruchowo, starając się wyłuskać kolejne sylaby spomiędzy skocznej muzyki i mimowolnie wdychając znajomy zapach, przemieszany z wonią wilgoci. – Zaraz się przekonamy! – odpowiedziała ze śmiechem, miała nadzieję – wystarczająco głośno, żeby przekrzyczeć orkiestrę. Oczywiście, że pamiętała kroki; pamiętała wszystko, czego nauczył ją Garrett, a taniec zajmował pośród reszty rzeczy miejsce wyjątkowe, głównie dlatego, że wiedziała, jak dużą sprawia mu radość. Choć jej samej rzadko zdarzało się trafiać na taneczny parkiet – nie licząc szkolnych potańcówek w Beauxbatons i zimowych wieczorów, w trakcie których jej ojciec stawiał ją sobie na stopach i kręcił się z nią w koślawym walcu, nie miewała raczej okazji do szlifowania umiejętności – to odkąd w jej życiu pojawił się początkujący wówczas auror, uczyła się dzielnie i cierpliwie, choć nigdy nie udało jej się dotrzymać mu kroku.
Dzisiaj również pozwoliła mu się poprowadzić bez wahania i bez zbędnych słów, wiedząc doskonale, że nie raz i nie dwa zdarzy jej się pominąć muzyczne uderzenie albo zgubić na moment rytm.
A wtedy Garrett dyplomatycznie uda, że niczego nie zauważył.




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Parkiet   17.07.16 17:45

Wsłuchiwał się w brzmienie instrumentów grających melodie, które wszyscy zgromadzeni na parkiecie musieli znać na pamięć - najpopularniejsze szlagiery drżały w powietrzu, poruszając nie tylko ciałami tańczących, ale też duszami; Garrett miał wrażenie, że tempo jego myśli nadawały kolejne takty i był w stanie skupić się wyłącznie na rytmie, co przyjmował z wielką ulgą.
Było wiele spraw, które wolał odłożyć na jutro.
Dziś przecież nadszedł czas na świętowanie; łapał ostatnie chwile roku pięćdziesiątego piątego, chcąc zapamiętać go jak najlepiej. Muzyka dyktowała mu kroki, wyczarowane światło odbijało się w jasnych kosmykach włosów Margie i rozjaśniało jej oczy, co na dodatek sprawiało, że nie mógł przestać się uśmiechać.
Najwspanialsze było to uczucie, że milczenie wcale nie zdawało się niezręczne - nie czuł potrzeby zapełniania dzielącej ich przestrzeni wymyślnymi uwagami, wystarczyły naturalne spojrzenia, dotyk dłoni, słowa znanych piosenek mimowolnie wbijające się na usta.
Uwielbiał taniec, bo potrafił przekazać tak wiele bez zbędnych słów.
Nie miał pojęcia, ile tańczyli; mógłby kręcić Margaux w obrotach w nieskończoność i uśmiechać się - szeroko, ciepło, serdecznie, paradoksalnie z uwielbieniem - za każdym razem, kiedy myliła kroki. Kolejne utwory zlewały się w całość i zauważył zmianę dopiero wtedy, gdy muzyka znacznie zwolniła, dając mu nieme przyzwolenie na przyciągnięcie Margie bliżej siebie. - Odpoczywamy po tym tańcu, po kolejnym czy dopiero bliżej północy? - spytał z rozbawieniem, jak zawsze wykorzystując każdą okazję do użycia liczby mnogiej. Muzyka nie wyciszyła się, ale mniejsze nagromadzenie trąbek, puzonów i bębenków pozwoliło mu zabrać głos bez przekrzykiwania donośnych dźwięków instrumentów. Nie odrywał od Margaux spojrzenia, głównie dlatego, że nie miał pojęcia, jak; nigdy by się nie spodziewał, że odbudowa wszystkiego, co kiedyś utracili, przyjdzie tak nagle, tak łatwo, tak niespodziewanie.
- Przygotowałaś już sobie postanowienia noworoczne? - zapytał po chwili milczenia, w jego spojrzeniu zatańczyły jakieś krnąbrne ogniki rozbawienia, których nie umiał i nie chciał powstrzymać.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Parkiet   25.07.16 2:28

Otaczająca ich muzyka zdawała się mieć magiczną moc, sprawiającą, że wszystko dookoła podporządkowywało się pod wyznaczany przez nią rytm; ruchy wirujących par, stukot butów o parkiet, przyspieszone oddechy, nieskrępowane uśmiechy. Nawet czas przestał składać się z minut i sekund – te zamieniły się w takty i melodie, zwalniając lub przyspieszając na zawołanie orkiestry. Margaux już nie przejmowała się tym, czy gubiła kroki, czy nie, błahe troski uciekły gdzieś poza obręb ogrzanego czarodziejsko namiotu, pozbawione wstępu na ten uświęcony teren, wyznaczany przez zaciśnięte dłonie i połączone spojrzenia. Ona również nie spuszczała wzroku z błękitnych oczu, mając wrażenie, że patrzenie w ten jeden punkt było tym, co utrzymywało ją w tym błogim stanie równowagi; i nie chciała sprawdzać, czy miała rację.
Ucieszyła się, gdy muzyka zwolniła; nie tylko dlatego, że odruchowo zbliżyła ich do siebie, ale też z powodu coraz większej zadyszki, którą dzielnie ukrywała, nieświadoma, że jej policzki zaczęły kolorem przypominać dojrzałe marchewki, zdobiące głowy mijanych wcześniej bałwanków. – Jeszcze nie teraz – odpowiedziała tylko, trochę wbrew rozsądkowi, ale gdyby mogła, przeciągnęłaby tę chwilę w nieskończoność.
Albo chociaż do końca roku.
Uśmiechnęła się radośnie, kiedy jej szaleńczo bijące serce zaczęło wreszcie zwalniać rytm, wyrównując się wraz z odzyskującym regularność oddechem. Wyciągnęła rękę, odruchowo odgarniając z twarzy Garry’ego kilka kosmyków, które przykleiły mu się do spoconego czoła. Noworoczne postanowienie? – Tylko jedno – rzuciła wymijająco. Rzadko kiedy robiła szeroko zakrojone plany, działając raczej spontanicznie i pod wpływem chwili, czy to ze względu na wyjątkowo niepewną przyszłość, czy ze zwyczajnej przekory. Z kolei na spełnianie tych drobniejszych, w stylu wcześniejszego wstawania, krótszego pracowania, czy zdrowszego odżywiania, zwyczajnie brakowało jej silnej woli. Ale w tym roku złamała już tyle zasad, że nagięcie jeszcze jednej nie mogło nikomu zaszkodzić. – A ty? – zapytała, przekrzywiając głowę i doskonale zdając sobie sprawę, że próbowała zrobić unik, który nie miał prawa zakończyć się sukcesem.
Ale wcale nie musiał.




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Parkiet   26.07.16 4:23

Przez wszystkie nawarstwiające troski, które wbrew temu, co utrzymywał, dotykały go bardzo dogłębnie, zdążył nawet zapomnieć, jak wiele radości dawały mu rzeczy proste - dudniąca w uszach muzyka, tak głośna, że odczuwał ją w całym ciele, znajome takty, naturalna i niewymuszona bliskość drugiej osoby. Uśmiechał się, bo zdawało mu się, że mimo mnożących się przeszkód wszystko będzie dobrze. I choć doskonale wiedział, że nie było to prawdą, kłamstwo niosło mu ukojenie, którego potrzebował najbardziej.
Odnajdował je też w oczach o barwie nieba skrytego za warstwami puchowych chmur.
- Czego sobie tylko życzysz - zaśmiał się cicho, lekko, nawet na moment nie przestając tańczyć; znów pozwolił ciszy zapaść, o ile można o niej mówić na zapełnionym parami parkiecie rozgrzanym przez ciepłe dźwięki muzyki, która mimochodem dyktowała im wszystkim kolejne kroki.
Spojrzał na Margie z uwagą, choć w jego spojrzeniu żarzyło się też rozbawienie - niedopowiedzenia i owiane nutą tajemnicy półsłówka tylko sprawiały, że chciał wiedzieć więcej, zrozumieć, doszukać się ukrytych prawd.
- Planujesz uratować świat - przerwała mu trąbka zarządzająca wyjątkowo krótki solowy występ składający się z kilku tylko dźwięków - zostać autorką kolejnej niesamowitej książki z bajkami - teraz przerwał sam, zmuszając Margaux do niespodziewanego, choć niespiesznego obrotu; w razie czego był gotów, żeby zręcznie ją złapać i uratować przed zachwianiem - czy może wynajdziesz niezawodne remedium i przejmiesz dowodzenie w Mungu? - ciągnął, choć pod grubą warstwą żartu i braku powagi krył rzeczywistą ciekawość. A Margie musiała o tym wiedzieć.
Parsknął krótko śmiechem, gdy odbiła pytanie; prawdę mówiąc, nie spodziewał się niczego innego, choć tym razem nie miał przygotowanej odpowiedzi. Przez pewien moment milczał, wykorzystując głośną muzykę jako pretekst do zebrania myśli. W końcu wyglądał, jakby miał zamiar coś powiedzieć, ale w ostatniej sekundzie z tego zrezygnował.
- Co roku mam mnóstwo postanowień - powiedział zamiast tego, uznając, że beztroska pogawędka o rzeczach niepoważnych w trakcie sylwestrowej zabawy nie jest najlepszą okolicznością do wspomnienia o tym, że w najbliższym czasie ma zamiar naprawić całą kolekcję błędów, które popełnił w przeszłości - ale zawsze kończy się to tak samo. - Choć miał nadzieję, że tym razem będzie inaczej.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Parkiet   27.07.16 18:00

To aż niedorzeczne, jak bezpiecznie i pewnie czuła się w jego ramionach, bez protestów pozwalając mu prowadzić się przez kolejne takty muzyki, przejścia i obroty, nie przejmując się, że od wirowania zakręci jej się w głowie; wiedziała przecież, że i tak nie pozwoliłby jej upaść. Był dobrym tancerzem, powiedziałaby nawet, że naturalnym, a przynajmniej taki wydawał każdy taniec z nim; w którymś momencie, przy którymś z kolei utworze, umykała konieczność pilnowania rytmu, bo nawet jeżeli ten zaczynał nagle biec zbyt szybko lub zbyt wolno, to Garrett natychmiast wprowadzał w niego ich oboje.
I bynajmniej nie tyczyło się to tylko muzyki.
Uśmiechała się z rozbawieniem, słuchając, jak próbował odgadnąć, co chodziło jej po głowie. Paradoksalnie, była jakaś dziwna świeżość w tym, że nie wiedział; był przecież czas, kiedy znał ją lepiej niż ona sama znała siebie i chociaż jeszcze do niedawna wydawało jej się, że jej dwuletnia ucieczka wytworzyła między nimi nieprzekraczalny dystans niedopowiedzeń, to coraz częściej wierzyła – czy może, miała nadzieję – że się myliła. Że może ta konieczność odkrywania siebie nawzajem na nowo nie wyznaczała końca, a początek. – To wszystko to fakty, nie postanowienia – zażartowała, wracając do niego po obrocie dookoła własnej osi. – Chociaż – dodała z namysłem – ratowanie świata zostawię chyba jednak tobie. Mnie wystarczy ratowanie ludzi, którzy ratują świat.
Celowo nie kontynuowała, czekając najpierw na jego odpowiedź. Która nadeszła po chwili milczenia, choć w formie znacznie okrojonej; wiedziała, czy może wyczuwała, że pierwotna wersja brzmiała nieco inaczej, ale nie miała zamiaru naciskać ani drążyć; czuła się zbyt lekka i zbyt szczęśliwa, żeby na siłę wciągać ich oboje na pole minowe nieodbytych jeszcze, poważnych rozmów. – Dopóki za którymś razem nie skończy się inaczej – zauważyła, dokańczając jego wypowiedź i rzucając mu krótkie, ale wymowne spojrzenie, tylko trochę podszyte rozbawieniem.
Tym razem to ona nie odzywała się przez dłuższą chwilę, skupiając się na kolejnych krokach, wsłuchując w piękne dźwięki muzyki, a od czasu do czasu zerkając na wirujące wokół nich pary, jakby się zastanawiała, co kryło się za ich uśmiechniętymi twarzami i o czym rozmawiali, zamknięci na cały świat dookoła; ciągle wracała jednak spojrzeniem do Garretta, a gdy wydawało się już, że porzuciła temat, grające instrumenty uderzyły w cichsze tony. – W pięćdziesiątym szóstym będę szczęśliwa – powiedziała po prostu. I mogłoby zabrzmieć to samolubnie, gdyby nie fakt, że byłaby szczęśliwa tylko wtedy, gdy wszyscy jej bliscy podzieliliby najpierw ten stan.




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Parkiet   29.07.16 3:20

Nie miał pojęcia, ile upłynęło czasu (choć zapewne więcej, niż mogłoby mu się wydawać), odkąd odwiesili przemoknięte płaszcze na hak pobliskiego wieszaka i zatonęli w wirze skocznej muzyki. W naturalny, kompletnie instynktowny sposób stawiał kolejne kroki, prowadząc ich po parkiecie, zwinnie uchylając się i broniąc Margie przed atakami łokci i dłoni innych kręcących się w obrotach par. Rytm zdawał się wbić w krew wszystkim tańczącym, a ci już wkrótce zaczęli przypominać jeden organizm - oddychający we wspólnym tempie, spajający wiele niepasujących do siebie elementów w nierozrywalną całość.
Garrett nie widział ten dziwnej zależności, nie czuł, że stanowi wyłącznie fragment większej układanki; nieczęsto odrywał spojrzenie od Margaux, całą uwagę skupiając na tej niewielkiej przestrzeni pomiędzy nimi. Kolejnych krokach. Rozluźniających dźwiękach muzyki.
To niezwykłe, że w tak niespokojnych okolicznościach udało im się bezczelnie wykraść chwilę niezmąconej beztroski.
Zaśmiał się, ale dźwięk rozbawienia zginął gdzieś we wszechobecnym gwarze. Na język cisnęła mu się uwaga, że do tej pory ratowanie świata nie szło mu najlepiej, ale ją także stłumił, uznając, że byłoby to wyłącznie kuszenie losu. A choć w przesądy nigdy nie wierzył, od ostrożności i dmuchania na zimne nikt się jeszcze nie sparzył.
Czasem bał się, że nawet myślenie o klęsce sprowadzi na nich zły los.
- Oby - podsumował krótko, a jeden z kącików ust nieprzerwanie wygiętych w uśmiechu jakby drgnął lekko, niemalże niezauważalnie, wyłącznie przez ulotną sekundę. Garry zdawał sobie sprawę, że naiwne mrzonki o naprawie wszystkich błędów były niemożliwe do spełnienia - rodzinne, ciepłe relacje oparte na bezkrytycznym zaufaniu już dawno skruszyły się jak brutalnie rozbite szkło, życie nie zostanie zwrócone tym, którym przedwcześnie je odebrano, a rozpętany chaos niebezpieczeństw nie wróci do zarodka, by następnie doszczętnie się zniszczyć, zanim rozpocznie się na nowo.
Nie chciał o tym myśleć - starał się skupiać na rzeczach, jakie zdoła jeszcze ocalić, na pomyłkach, które zaczął już naprawiać; wciąż nie potrafił uwierzyć, że to, co dawno uznał za stracone, za czym tak tęsknił, co niegdyś dawało mu siłę do dalszej walki i nigdy nie pozwalało się poddać, znów było na wyciągnięcie ręki.
Albo jeszcze bliżej, przeszło mu przez myśl, kiedy muzyka znów zwolniła, a on ostrożnie przyciągał do siebie Margaux, niwecząc wcześniejszą przestrzeń.
- Mam nadzieję, że będę mógł ci w tym pomóc - rzucił nieco ciszej w odpowiedzi, uzmysławiając sobie, że mówił absolutną prawdę; na ten moment najbardziej w świecie pragnął tego, żeby móc znów wpisywać się w jej prywatną definicję szczęścia.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance http://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie http://www.morsmordre.net/t1791-margo http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Parkiet   11.08.16 21:00

Właściwie nie potrzebowała już żadnych słownych zapewnień. Bezpowrotnie minęły czasy, w których uważała za konieczne werbalizowanie własnych myśli, wygłaszanie przyrzeczeń, szeptanie wyznań, składanie obietnic. Owszem, czasami potrafiły sprawić, że na sercu robiło jej się cieplej, a na usta mimowolnie wypływał szczery i absurdalnie szeroki uśmiech, ale koniec końców były tylko słowami: ulotnymi, wybrzmiewającymi szybko i tak naprawdę zbyt łatwymi do wygłoszenia, żeby przywiązywać do nich nieproporcjonalnie duży ciężar. Ludzie zbyt dobrze nauczyli się nimi żonglować, zbyt często też mówili rzeczy, których tak naprawdę nie mieli na myśli, żeby później uparcie trzymać się tych kilkunastu wyrazów, wyciągając je w razie potrzeby jako broń.
Zamiast tego, Margie nauczyła się cenić gesty. Naturalne, niby nienaumyślne, pozornie nic nie znaczące. A jednak, przelotne drgnięcie warg i przyciągające ją bliżej dłonie, znaczyły dla niej więcej, niż można by sądzić; uśmiechała się do nich bezwiednie, ulegając im bez wysiłku, tak samo, jak bez wysiłku zaczęła stawiać kroki w takty muzyki, wypełniającej teraz już nie tylko otaczające ich powietrze, ale też każdą komórkę ciała. Skupiła się na moment na tych nielicznych bodźcach, bez wyrzutów sumienia wykorzystując niespodziewane zniwelowanie dzielącej ich przestrzeni na dokładniejsze przyjrzenie się garrettowym oczom, które jako jedyne wciąż były dokładnie takie same, jak w dniu, w którym go poznała – i może dlatego to właśnie one pomagały jej w przekonaniu samej siebie (a robiła to zaskakująco często), że naprawdę był tu razem z nią. Tutaj, zaraz obok, nie po drugiej stronie kraju, ani w odległej dzielnicy Londynu.
Rozpromieniła się lekko, gdy znowu się odezwał, tylko potwierdzając wszystko to, co tak naprawdę gdzieś już tam wiedziała, ale w co za nic w świecie nie chciała uwierzyć, bo przez ostatnie miesiące los raczej przyzwyczaił ją do utraty niż zyskiwania. Zapewne miała mu być jeszcze za to wdzięczna, być może nawet w niedalekiej przyszłości – mimo dzisiejszej beztroski i roznoszącego się po krwioobiegu, niezmąconego szczęścia, nie zapominała o długo zapowiadanej wojnie, która wreszcie zdawała się odnaleźć drogę do czarodziejskiej rzeczywistości – ale chwilowo odrzucała wszystkie otrzymane lekcje, skupiając się na tym, co miała zaraz przed sobą. Na tym, którego miała zaraz przed sobą. – Poproszę – przytaknęła cicho, zbyt cicho, żeby sylabom udało się przedrzeć przez wygrywaną przez orkiestrę melodię – ale krótkie, pojedyncze słowo, było wystarczająco proste, żeby można było je odczytać z ruchu warg. Albo z nieznacznego skinięcia głową, które mogłoby zostać uznane za rytmiczne podążanie za muzyką, gdyby nie fakt, że absolutnie nie wpasowało się w żaden z grających instrumentów.

| zt <3




shadows settle on the place
that you left


Powrót do góry Go down
 

Parkiet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mały salon
» Parkiet
» Lodowy parkiet

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Dolina Godryka :: Sylwester w Dolinie Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18