Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gabinet Cassiusa Notta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Gabinet Cassiusa Notta   20.06.16 1:00

Gabinet Cassiusa Notta

Elegancko urządzony gabinet jest dość przestronny za sprawą ograniczonego wyposażenia. Główny element wystroju stanowi ciężkie biurko, na którym panuje porządek bez względu na stopień zapracowania jego użytkownika. Oprócz niego znalazło się miejsce na wielki regał wypchany po brzegi wszelakimi tomami i pergaminami nie tylko umilającymi, ale także ułatwiającymi pełnienie obowiązków w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Czarów. Wygodne fotele z pewnością pozwolą spędzić tu długie godziny, lecz urzędnicza praca z zasady jest samotną wędrówką, dlatego zastanawiający pozostaje fakt, skąd wzięło się tu drugie, dużo mniejsze biurko.


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Gabinet Cassiusa Notta   20.06.16 1:01

| 18 grudnia '55

Praca w Ministerstwie bywała nader przyjemna, jeśli pracowało się w jakimś nudnym departamencie. Ślęczenie za biurkiem przez bite godziny zdawało się być katorgą, lecz Cassius nie mógł narzekać na ten fakt. Przerwę między wypełnianiem kolejnych dokumentów czy pisaniem listów wypełniał popijaniem drogiej whisky z miniaturowego barka zorganizowanego w szafce. W końcu jakoś musiał wykorzystać nadmiar wolnej przestrzeni, a składowanie kolejnych teczek mógł spokojnie zwieńczyć na szerokim, dość starym regale. Picie w pracy jednak nie umniejszało wagi zajęcia, którego się podjął. Mógłby przysiąc nawet po wypiciu Veritaserum!
Tego poranka, kiedy zjawił się w atrium ministerstwa dokładnie czternaście minut przed godziną dziewiątą, liczył na spokojne rozpatrzenie wczorajszych spraw nadesłanych z Wizengamotu. Praca w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Czarów nie tylko wiązała się z bieżącym prowadzeniem śledztw wobec jakimkolwiek naruszeniom Kodeksu Tajności, lecz także wymagała biegłej znajomości prawa. W końcu pracował w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów! Niestety, dosyć często, przywilej ten był wykorzystywany przez inne departamenty, kiedy to pracownicy potrzebowali jasnej i klarownej odpowiedzi powołując się na akty prawne sformułowane w zeszłym stuleciu. Co więcej, wymagali oni także bieżącej analizy dekretów wydawanych przez Minister Magii niczym najnowsze wydanie Proroka Codziennego. Sprowadzało się to nie mniej, nie więcej do tego, że Cassius nie miał zbyt wielu możliwości zajmowania się sprawami, które rzeczywiście dotyczyły warunków zatrudnienia. Ale do rzeczy.
Pojawiwszy się w atrium od razu ruszył w stronę wind, które miały zabrać go na odpowiedni poziom. Z Prorokiem pod pachą sprawnie wymijał innych pracowników, niektórym nieznacznie kiwając głową w ramach przywitania. Innych całkowicie ignorował. Nie zamierzał wdawać się w niepotrzebne burdy tuż przed kontrolą. O tak, sprawdzanie każdego pracownika, czy nie przenosił niczego zagrażającego bezpieczeństwu stało się solą w oku większości czarodziei. Niestety nawet Cassius nie był w stanie wpłynąć na kogokolwiek w tej materii. Nieugięte decyzje przeklętej Minister Magii nie mogły zostać podważone, pomyślał, pozwalając odpowiedniej osobie dokonać szybkiej rewizji. Cóż, ciężki zimowy płaszcz nie pozwalał zajrzeć do kieszeni eleganckiej szaty, w której zasiadał za swoim biurkiem, a twarde spojrzenie najwyraźniej było wystarczającą gwarancją, że nie zamierzał puścić gmachu z dymem. Wyminąwszy strażnika, ruszył ku windom, lecz głośne wołanie jego nazwiska zaburzyło tę chwilę spokoju. Do Cassiusa dopadł jakiś starszy mężczyzn, dysząc jakby przebiegł całe atrium.
Lordzie... Nott — wysapał, podpierając się dłońmi na kolanach. Dłuższą chwilę próbował złapać oddech, aż wreszcie wyprostował się i przyjął względnie elegancką postawę.
Lordzie Nott, jak dobrze, że zdołałem lorda złapać przed windą. Jestem Philus Diggle, z Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Dosłownie parę minut temu dostałem przesyłkę wewnętrzną o przybyciu petentki z Francji. W związku z łamaniem Kodeksu Tajności i na mocy współpracy została skierowana do nas, by jej sprawa została rozpatrzona przed Wizengamotem. Ma przybyć świstoklikiem równo o dziewiątej. Cały departament byłby wdzięczny, gdyby lord mógł poświęcić jej dłuższą chwilę na wyjaśnienie sytuacji. Tutaj mam odpowiednie dokumenty... choć nie wątpię, że zostanie lord uraczony taką samą teczką od petentki. — Wcisnął dość grubo wypchaną teczkę w ręce, posłał uniżony uśmiech i zaczął się wycofywać zostawiając Cassiusa bez dalszych wyjaśnień.
Cudownie — warknął do siebie rzucając przechodzącej czarownicy srogie spojrzenie, po czym ruszył do pierwszej wolnej windy.
Wysiadłszy na poziomie swojego departamentu jawnie zignorował powitanie czarodzieja, z którym zaledwie wczoraj uzupełniał brakujące raporty i szybkim krokiem przemierzył korytarz, aby dotrzeć do drzwi zajmowanego gabinetu. Zamknąwszy się w komnacie urządzonej zgodnie z manierą Nottów rzucił teczkę od Diggle'a na błyszczący blat biurka i zabrał się za odpinanie guzików. Zerkając na zegar zwolnił nieco tempa. Wciąż miał kilka minut, zanim będzie musiał stawić czoła, lecz przed tym maleńki kieliszeczek dobrego wina nikomu jeszcze nie zaszkodził.
Dość natarczywe pukanie zmusiło Cassiusa do odstawienia kieliszka do szafki; jednocześnie wydobył z siebie grzeczne Proszę, by móc ze swojego miejsca obserwować właściwą akcję. Oczywiście nie obyło się bez kurtuazyjnego podniesienia z wygodnego fotela.
Do środka wparowała dość ekscentrycznie ubrana czarownica z miejsca czyniąc inwektywy pełne płaczu i łez od samego progu. Jej angielski przeplatany francuskimi obelgami zdawał się brzmieć nawet zabawnie, choć sytuacja na taką nie wyglądała. Zachowanie pełnej powagi oraz spokoju stanowiło klucz do sukcesu; i polubownego załatwienia sprawy. Niemniej jednak najpierw należało wysłuchać wszystkich oskarżeń, a dopiero później westchnąć i zabrać się do łagodzenia rozżalonej damy. Ale uprzednio wypadało zamknąć drzwi.
Proszę spocząć — wskazał na fotel po drugiej stronie biurka, prowadząc czarownicę na miejsce. Dopiero sam mógł usiąść, skupiając wzrok na petentce. — Nasz urząd wyraża ubolewanie nad zaistniałą sytuacją i jestem przekonany, że wspólnie dojdziemy do porozumienia satysfakcjonującego obie strony. — powiedział łagodnym, jednak rzeczowym tonem. Nie omieszkał posłać jej jednego z salonowych uśmiechów chcąc wywrzeć jak najlepsze wrażenie.
Bardzo chciałbym móc podać pani gotowe wyjaśnienie, jednakże zostałem poinformowanym o sprawie zbyt późno, aby podjąć odpowiednie działania — dodał, sięgając po teczkę. Akta w niej zawarte były dość obszerne, lecz wydawały się być po prostu przypadkowym zbiorem kilku dekretów, prawnych interpretacji obowiązujących we Francji oraz tych, którymi Wielka Brytania została obciążona w listopadzie. Cóż, ktoś próbował osiągnąć sukces tam, gdzie nie było nań miejsca.
No dobrze... wedle raportu sytuacja dotyczy zdarzenia sprzed dwóch dni. To pani syn, zgodnie z zapisem, użył magii łamiąc postanowienia dekretu dwudziestego szóstego wydanego dwudziestego siódmego października bieżącego roku przez Minister Magii Wilhelminę Tuft. Na mocy dekretu Ulica Pokątna, gdzie doszło do zdarzenia została ustanowiona jako miejsce, w którym zakazane jest użycie jakiejkolwiek magii. — Westchnął cicho zerkając na czarownicę nieco oszołomioną tymi faktami. Cóż, po prawdzie nie winił jej za brak takiej wiedzy, ale nieznajomość prawa nie zwalniała z jego przestrzegania. Nie winił nawet pracowników wykonujących swoje obowiązki, lecz niekompetencję już tak. Bez wątpienia doszło do zaniechania prawidłowego postępowania przez kogoś, kto nie był obeznany w sytuacji wystarczająco mocno, a kto próbował wybić się odwalając dobrą robotę.
Tak, cała sytuacja jest jednym wielkim nieporozumieniem — przytaknął gorliwym słowom czarownicy. — Zdarzenie to zostało zarejestrowane, lecz postępowanie nie zostało przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi procedurami — wyjaśnił, choć nie liczył na odpowiednią dozę zrozumienia. — Oczywiście zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje wobec osób dopuszczających się zaniechania przestrzegania przepisów. Jeszcze dziś, przed powrotnym świstoklikiem do Francji otrzymani pani pisemne przeprosiny. Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości. Muszę przygotować odpowiednie wpisy do akt oraz przesłać informacje do departamentów.
Odłożywszy teczkę na bok, sięgnął po trzy kopie papieru służącego do wysyłania wewnętrznych przesyłek. Na pierwszej w niewybrednych słowach zrównał z ziemią niekompetencję czarodzieja, który próbował uniknąć właściwej kolejności działań oraz nakazał mu sporządzenie pisemnych przeprosin. Na drugiej poinformował szefa własnego departamentu o tym, co zostało ustalone oraz jakie działania należało podjąć celem anulacji. Na ostatniej przygotował krótką notkę dla Philusa Diggle'a, w której był wdzięczny za podjęcie procedur łagodzących sytuację. Pozostawało tylko machnąć różdżką, by machina ruszyła.
Wydam pani stosowny dokument, z którym będzie musiała pani udać się do naszego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów — mówiąc to przygotowywał odpowiednie pismo, które zwieńczył zamaszystym podpisem oraz odbił na pergaminie pieczątkę urzędu. — Tam otrzyma pani resztę informacji.
Powstał z miejsca wręczając kobiecie zwinięty rulon z dokumentem, po czym obszedł biurko i pomógł jej wstać. Pozwolił sobie na powolne odprowadzenie korytarzem damy w stronę windy, która miała zabrać ją w odpowiednie miejsce.
Naprawdę, bardzo mi przykro, że spotkała panią taka sytuacja. Coś takiego nie powinno mieć w ogóle miejsca — zagrzmiał, obrzucając chłodnym spojrzeniem stażystę przechodzącego obok. — Niemniej jednak, pomimo okoliczności, było mi bardzo miło pomóc w pani sprawie. Życzę pani miłego dnia oraz powrotu do Francji.
Odczekał krótką chwilę, aż winda zniknęła z zasięgu jego wzroku i westchnął głośno. Teraz nie obejdzie się bez czegoś mocniejszego, pomyślał, po czym ruszył w drogę powrotną do gabinetu.

| z/t




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Gabinet Cassiusa Notta   13.08.16 22:09

9 stycznia 1956
Noworoczne porządki powinny dobiec końca przed tragicznymi wydarzeniami na Sabacie. Tak niestety nie było i pojawienie się Cassiusa w gabinecie zostało zwieńczone przybyciem kilkunastu przesyłek wewnętrznych. Nie zdążył rozpiąć wszystkich guzików płaszcza, kiedy jedna z nich zawisła mu przed nosem i wydarła się głosem dyrektora Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów niczym jakiś wyjec.
Nott! Będę u ciebie za pięć minut! — I opadła na podłogę, gdzie skończyła brutalnie zdeptana eleganckim butem czarodzieja. Parę sekund później zajęła się ogniem i zniknęła wraz z kolejnym zaklęciem.
Podburzony tak jawnym zignorowaniem tego, co sobą reprezentował Cassius, zawiesił płaszcz, po czym zasiadł za biurkiem z zamiarem przejrzenia kilku ważnych dokumentów w towarzystwie szklaneczki mocnego alkoholu. Butelka ani stosowny kieliszek nie zajęły miejsca na ciemnym blacie tylko przez wzgląd na zapowiedzianą wizytę dyrektora, lecz z tego samego powodu znalazła się tam cisowa różdżka skierowana dokładnie w drzwi. Czekała i jednocześnie ostrzegała, że jej posiadacz nie był w nastroju na wysłuchiwanie wrzasków ani tym bardziej oskarżeń skierowanych w jego stronę.
Opierając się wygodnie w fotelu, sięgnął po dokumenty z poprzedniego dnia. Trzymał je w dłoniach tak długo, aż drzwi zagrzmiały i otworzyły się, wpuszczając do luksusowego wnętrza bardziej usytuowanego od Cassiusa urzędnika. Mężczyzna dostrzegł tylko, jak teczka ląduje niedbale na blacie biurka, jednak nie zajął miejsca po drugiej stronie. Postawił drewnianą skrzynkę przed Nottem i zaplótł ręce na piersi, jakby oczekiwał wyjaśnienia. Zdawał się nie zwracać uwagi na różdżkę czekającą w pogotowiu.
Co to ma być? — warknął, a w odpowiedzi uzyskał jedynie ciche prychnięcie. Cassius wstał, poprawiając spinki w mankietach jasnozielonej koszuli, po czym zrobił kilka kroków w stronę zaczarowanego okna. Wyglądał na niezainteresowanego bezcelowymi dyskusjami, lecz opuścił barki w akcie poddania i wykonał zamaszysty obrót, prezentując urzędnikowi cyniczny, pełen pogardy uśmieszek.
To jest skrzynka, Bode — wymamrotał cicho. — To zaskakujące, że ktoś taki jak ty nie potrafi przyswoić sobie prostych pojęć. Jakim cudem dostałeś tak wysokie stanowisko? Nieważne. — wzruszył ramionami, robiąc kilka niewielkich kroków w stronę mężczyzny. — Nie próbuj zrzucać na mnie niekompetencji twojego szlamowatego asystenta. Przecież nie chcemy, by poleciały głowy, nieprawdaż? — rzucił czarodziejowi obojętne spojrzenie i chwycił za różdżkę, aby machnąć nią niedbałym ruchem. Odrobiną niewerbalnej magii przywołał starą, wyświechtaną księgę, a następnie wcisnął ją w ręce swojego gościa.
Obaj powinniście przyswoić sobie odrobinę procedur Ministerstwa Magii — rzekł pustym głosem. — A teraz zejdź mi z oczu, skoro nie potrafisz naprawić skutków własnej niekompetencji — dorzucił wrogo, niekulturalnie wskazując palcem na drzwi. Gdy tylko został sam, opadł na fotel z ciężkim westchnieniem i kolejnym ruchem różdżki opróżnił skrzynkę, tworząc z otrzymanych akt elegancko ułożony szereg zajmujący całą długość biurka. Stukając nią lekko w okładki, odwiązywał drobne sznureczki oraz zdejmował banalne czary ochronne. Bode nie potrafił zadbać nawet o to, ale nie powinien dziwić się, skoro uważał go za naprawdę miernego czarodzieja i dziwił się, jakim cudem cokolwiek temu czarodziejowi wychodziło. Jednak teraz nie było czasu na mieszanie ludzi z błotem; teraz odkręcał ich nieznajomość prawa oraz ministerialnych procedur.
Złapał za pierwszą w kolejności teczkę, odczytując sygnaturę akt. Nie przywodziła na myśl żadnej ze spraw, którymi zajmował się w zeszłym roku. Data na okładce mówiła jedynie tyle, że przypadek zaistniał na początku stycznia, a zastanawiającym okazało się pytanie, dlaczego te dokumenty nie leżały głęboko w archiwum. Dlaczego Urząd odkopuje zamknięte sprawy?
Sięgnął po pióro, kałamarz oraz kawałek pergaminu i zabrał się za kreślenie krótkiej notatki. W tych trzech elementach zamykała się esencja stanowiska zajmowanego przez Cassiusa, jeśli nie otrzymał jakiegoś dobitnie skomplikowanego przypadku nadużycia czarów bądź złamania Kodeksu Tajności; skomplikowanego na tyle, by pomocne okazało się szlacheckie urodzenie. Jeszcze na tym świecie liczyły się wartości starego świata arystokracji, w którym przyszło mu żyć. Przykre jednak było to, że społeczność potrzebowała ich wtedy, gdy sami nie mogli zdziałać dostatecznie wiele. Wracając jednak do notatki nakreślonej ładnym, eleganckim pismem, przytwierdził ją zaklęciem do teczki, którą chwilę później odłożył do skrzynki. Podobnie postępował z każdą kolejną, aż dotarł do tej, której sygnatura wskazywała na Biuro Aurorów. Co tutaj robił raport któregoś z magicznych stróżów prawa? Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, bowiem pogrążył się w zadumie nad faktem, że teczka nie była zabezpieczona lub chroniąca ją magia została zdjęta i nienałożona ponownie. Interesujące; najwyraźniej ktoś szukał informacji o aurorach. Nie, nie odważył się otwierać raportu. Odsunął go na bok, aby zająć się resztą przedawnionych spraw, które powinny znajdować się w archiwum. Całe szczęście poprawianie błędów swoich przełożonych nie zajmowało zbyt wiele czasu. Kilka krótkich słów, pieczęć jego Urzędu... voila. Skończone.
Ponownie sięgnął po raport aurora. Przez dłuższą chwilę patrzył na nazwisko, aż wreszcie odłożył teczkę na pozostałe i skierował różdżkę w skrzynkę wypełnioną dokumentami. Locomotor skrzynka, pomknęło w jego myślach z niebywałym trudem, ostatecznie odnosząc pomyślny skutek. Nie skupiał się na magii. Myślał o tej próbie wydobycia tajnych informacji przez kogoś, kto znajdował się w ich kręgach, niemal od razu wiążąc przypadek z tragicznymi wydarzeniami na Sabacie. Gwałtownie wstał z miejsca, różdżką kierując skrzynkę w przestrzeń tuż obok siebie, gdy postanowił złożyć niespodziewaną wizytę u dyrektora Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów. Opuścił gabinet, by szybkim krokiem przemierzyć labirynt korytarzy prowadzących do celu. Po drodze minął zaledwie kilku mężczyzn, którzy schodzili mu z drogi. Traktowanie ich wyniosłą miną przynosiło odpowiednie skutki i przed właściwymi drzwiami znalazł się dwie, może trzy minuty później. Knykciami prawej ręki uderzył w ciemne drewno i wszedł do środka, wpuszczając przed sobą lewitującą skrzynkę. Przy pomocy różdżki popchnął ją na biurko dyrektora, który uważnie śledził każdy ruch Cassiusa, aż spoczął na krześle przygotowanym specjalnie dla gości.
Jak mogę ci pomóc?
Pytanie zawisło w powietrzu, domagając się jasnej, klarownej odpowiedzi, lecz Nott jedynie kiwnął głową w stronę wyjątkowej teczki, uprzejmie prosząc o zajęcie się nad wyraz pilną sprawą. Czekał w milczeniu, obserwując rozszerzające się oczy dyrektora Urzędu. Mężczyzna nie dostrzegł kpiącego uśmieszku na twarzy Cassiusa, kiedy wrócił do niego spojrzeniem. Obaj zachowali pełną powagę, gdy w powietrzu pojawiło się kolejne pytanie:
Skąd to masz?
Przełknął ślinę, absolutnie przygotowany na udzielenie właściwej odpowiedzi:
Bode był tak miły dostarczyć mi to tuż po moim przybyciu do Ministerstwa — odparł, zerkając na raport wyniesiony z Biura Aurorów. — Wetknięty między nasze dokumenty. Niestety nie wiem, kto pozwolił wynieść to z archiwum ani jakim cudem raport znalazł się w złym dziale. Może ktoś próbował zdobyć informacje. Sygnatura jest całkiem świeża. Z zeszłego tygodnia. — Ciągnął dalej nieco obojętnym tonem, powoli uściślając coraz więcej informacji. — Teczka nie jest obłożona żadnym z zaklęć, inaczej nie mógłbym jej dotknąć. Moja różdżka potwierdzi, że to nie ja. — Odłożył ją na biurko pewnym ruchem, pragnąc potwierdzić prawdziwość swoich słów. Nie bał się. Nie miał czego; w ostatnich dniach nie rzucał żadnych zakazanych czarów, jedynie użyteczne zaklęcia. Z resztą badanie różdżki, wywoływanie widma Priori Incantatem było jedynie formalnością. Podjęcie radykalnych działań wobec jednego z pracowników Ministerstwa wymagało dużo więcej zachodu i Cassius liczył, że nie zostanie obarczony tym przykrym obowiązkiem. Wprawdzie z wielką ochotą zrzuciłby kogoś z ministerialnego stołka, lecz nie chciał mieszać się w już i tak zawiłe, polityczne niuanse. Miał nadzieję, iż sprawa zostanie załatwiona po cichu i z klasą, tak jak mówił mu kiedyś lord Rosier, gdy przechodził staż jako jego asystent.
Podejmiemy odpowiednie kroki — wymruczał dyrektor, rzucając Cassiusowi znaczące spojrzenie. — Zajmij się, proszę, przygotowaniem odpowiednich dokumentów. I powiadom odpowiednie służby, zanim Bode opuści Ministerstwo. Niezwłocznie.
Niezwłocznie — powtórzył za mężczyzną, podnosząc się z miejsca. Szklaneczka czegoś mocniejszego czekała na niego w gabinecie i grzała się, czekając na swojego wybawcę. Niestety nie mógł jej opróżnić. Najpierw musiał zająć się zleconymi zadaniami. I Bodem. Bode, dokumenty, szklanka whisky. Dokładnie w takiej kolejności.
| z/t




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Gabinet Cassiusa Notta   06.08.17 22:42

20 kwietnia 1956
Nie sądził, że nieobecność spowodowana chorobą przysporzyła mu takich zaległości w dokumentach, którymi zwykł się zajmować. Na ten długi czas wszystkie jego obowiązki zostały zlecone innym pracownikom Ministerstwa, jednak – jak się okazało – powrót do pracy kazał Cassiusowi rozpocząć od tego, co wydarzyło się pod jego nieobecność.
Zjawiwszy się w Ministerstwie kilkanaście minut przed ósmą rano, obszedł całe piętro Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, gromadząc do skórzanej teczki dokumenty oraz inne pisma, które mu podlegały, by sumiennie dokonać starannej analizy działań podjętych przez innych pracowników. Mimo bycia prostym urzędnikiem, zajmującym się niewłaściwym użyciem czarów, często służył swą wiedzą i znajomością tak prawa, jak i historii magii, aby skutecznie rozwiązywać problemy społeczeństwa, w którym przyszło mu żyć. Nie sądził jednak, że aż takie zaniedbanie powstało na skutek wydarzeń z ubiegłego miesiąca. Kroki poczynione przez Minister Magii przysporzyły nie lada problemów w interpretacji tego, co uchodziło w prawie międzynarodowym, a co zgodnie z prawem Brytyjskiego Ministerstwa Magii podlegało reperkusjom. Postawiony w takiej sytuacji nie był przekonany co do decyzji podjętych przez innych pracowników biura i właśnie to okazało się być najbardziej zajmującym aspektem jego pracy.
Ślęcząc nad biurkiem w obstawie stosów dokumentów i dołączonych do nich aneksów, raz po raz męczył wzrok tymi samymi wersami żmudnego tekstu. Interpretacje oraz uzasadnienia poczynione w stronę kasacji spraw wziętych do analizy były przerażające i, zdaniem Notta, nade wszystko pobłażliwe w kierunku oskarżonych. Nie mógł zrozumieć, jak ktoś pozwalał sobie na tak luźne przestrzeganie przepisów, dzięki którym istniał względny pokój pośród społeczeństwa. Nie rozumiał tej bezmyślności, którą kierował się jeden ze współpracowników, a którego błędy właśnie poprawiał, kreśląc raz po raz uwagi do każdego uzasadnienia. Niezliczoną ilość razy powoływał się na akty prawne niezmienne od ponad stu dwudziestu trzech lat i drugie tyle formułował wnioski z prośbą o wznowienie postępowania. Przez cały ten czas ani razu nie spojrzał na zegarek, całą swoją uwagę poświęcając sprawom anulowanym na skutek cudzego lenistwa. Świat poza drzwiami gabinetu zdawał się nie istnieć, kiedy podrywał głowę do góry, przerywając pracę i nasłuchując odgłosów z korytarza. Od samego rana oczekiwał wizyty jednego z asystentów szefa Urzędu, by móc złożyć na jego ręce raport z podjętych działań. Ostatecznie do niego trafiały wszelkie decyzje, co do których ktoś miał wątpliwości. W opinii Cassiusa była to złożona nieznajomość obowiązujących przepisów wraz ze wszelkimi nowelizacjami, które czyniono już za rządów Tuft. To dzięki niej wszystko było takie zagmatwane, choć biedna Minister próbowała udowodnić, że wszystko upraszczała do granic możliwości.
Odłożywszy ostatnią ze spraw na stos sprawdzonych dokumentów, ścisnął mocniej pióro w palcach, przetarł oczy i stłumił dłonią ziewnięcie. Wydawało mu się, że spędził długie godziny na poprawianiu dokumentów, a jednak wciąż było przed południem, co wskazywało, iż wizyta asystenta odbędzie się – jak zwykle – na ostatnią chwilę. Komu przecież chciałoby się przejść przez wszystkie korytarze piętra, by trafić do jego gabinetu, kiedy po drodze można było znaleźć tyle ciekawszych i prostszych zajęć. Niestety, ktoś najwyraźniej nie myślał dziś w ten sposób. Pukanie do drzwi, zdaniem Cassiusa nieco zbyt natarczywe, rozległo się zaledwie pół minuty przed południem, co oznaczało, że nie miał szans wymigać się od złożenia raportu.
Proszę — rzucił głośno, odkładając pióro obok kałamarza i różdżki. Wolnymi ruchami wyprostował się tak, by wszystko wyglądało na oderwanie go od pracy, gdy gałka w drzwiach przekręciła się, a do środka wszedł starszy od niego czarodziej z przysadzistym wąsem pod nosem. Posłał mu uprzejmy uśmiech, skinieniem głowy zapraszając, by spoczął po drugiej stronie biurka, zaś sam sięgnął do szuflady biurka po niewielki plik dokumentów, które zamierzał wręczyć asystentowi.
Jak poranek, Cassiusie? Długo nie było cię wśród nas. Dyrektor Urzędu poczynił już kroki, by twój gabinet nie stał nieużywany, ale sam wiesz, jak to się skończyło. Wróciłeś i, jak widzę, nadrabiasz zaległości. — Słowa czarodzieja były niczym maleńkie szpilki wbijające się w jego twarz, zmuszając ją do zareagowania w sposób niegodny piastowanego przez niego stanowiska. Co więcej, doskonale zdawał sobie sprawę, że mężczyzna próbował go podpuścić, by uległ nonszalanckiej bezmyślności i zwierzył się z nękających w pracy problemów.
Bardzo dobrze, dziękuję — odparł krótko, układając przed swoim rozmówcą dokumenty. — Mimo tak długiej nieobecności, nie mogłem pozwolić sobie na szarganie mojego dobrego imienia. Sam doskonale rozumiesz, Marcusie, że tutaj, w Ministerstwie, liczą się nieco inne sprawy, niż krew i zasobność skrytki u Gringotta. Widzę jednak, że komuś wyjątkowo zależy na zajęciu mojego stanowiska. Spójrz, proszę, na sprawy, którymi zajmowano się pod moją nieobecność. — Podsunął mężczyźnie dwa jaskrawe przypadki nadużycia magii, które skierowano do anulacji i kasacji w trybie urzędowym.
Gdybym wrócił do Ministerstwa kilka dni później, nie byłoby już czego sprawdzać, a konsekwencje poniósłbym ja z powodu braku dowodów. Urocze, nieprawdaż?
Bez dwóch zdań. Ten, kto dopuścił się takiego zaniedbania, sygnując się upoważnieniem urzędnika o nieposzlakowanej opinii, poniesie konsekwencje przewidziane w paragrafie siedemset trzecim ustawy. — Marcus zdawał się być równie oburzony jak Cassius, widząc tak jawne złamanie przepisów i nie omieszkał tego skomentować, udzielając przy tym odpowiedniej rady: — Wystąp z wnioskiem o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Przygotuj pisma, pod którymi również ja podpiszę się jako świadek i zadbaj o stworzenie kopii dokumentów, które dotyczą wniosku. W obecnej sytuacji nie możemy mieć pewności, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan.
Dziękuję, Marcusie. Podejmę odpowiednie kroki za twoją radą — odpowiedział, sięgając po pergamin zawinięty dwoma rzemykami. — Wspomniano mi rano, że oczekiwany jest ode mnie raport z ostatnich działań. W obecnej sytuacji mogę w raporcie zawrzeć jedynie wystąpienie z wnioskiem w związku z nieprawidłowościami. Nic innego dyrektor urzędu ode mnie nie dostanie. Zapewne będziesz miał okazję przekroczyć drzwi jego gabinetu. — Oparł się nieco wygodniej o oparcie krzesła, zakładając jedną nogę na drugą i obdarzając Marcusa zamyślonym wyrazem twarzy.
Zastanawia mnie, jak wiele nieprawidłowości zdarzyło się wcześniej. Mogę się jedynie domyślać, że wiele spraw uległo już przedawnieniu i zostały zamknięte w archiwum, do którego dostęp mają jedynie szefowie w poszczególnych departamentach… ale z tą sprawą jesteśmy w stanie coś zrobić. Informuj mnie, proszę, o postępach, a teraz – jeśli pozwolisz – przygotuję dla ciebie raport. — Rozwiązał rzemyk i ułożył pergamin przed sobą, po czym namoczył pióro w czarnym atramencie i przystąpił do pisania sformułowań charakterystycznych dla tego rodzaju dokumentacji, pomijając wszelkie zbędne detale (tym samym powołując się na konkretne rozporządzenia prawne oraz zawarte w nich paragrafy), zawierając jedynie klauzulę, pod którą złożył podpis wraz z pieczęcią.
Proszę bardzo, raport dla dyrektora — powiedział, osuszając różdżką pergamin, który chwilę później zawinął w elegancki rulonik i wręczył na dłonie Marcusa. — Sprawę przekazuję w twoje ręce i pozostaję do twojej dyspozycji, jeśli nie zostanę odsunięty od postępowania.
Nie zamartwiaj się tym. Załatwię wszystko tak, by winni ponieśli karę. Tymczasem przejmij dwie sprawy, którym nie sprostał nowy stażysta, bo nie umiał znaleźć podstawy prawnej w Kodeksie Tajności. To prawdziwy wstyd, że ktoś taki zawitał w naszym urzędzie. Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze zdoła wyjść na ludzi. Miłego popołudnia, Cassiusie. — Marcus wsunął pergamin do swojej teczki wraz z pozostałymi dokumentami, które wręczył mu Nott i, podnosząc się z krzesła, podał mu dwa rulony, o których mówił, po czym opuścił gabinet, nucąc pod nosem jakąś melodię.
Krótkie westchnięcie przetoczyło się przez pomieszczenie, gdy drzwi na powrót zwarły się z framugą, a Cassius rozsiadł się leniwie na krześle i sięgnął po wręczony mu pergaminy, równie wolno przystępując do ich interpretacji na czystym kawałku pergaminu:
Dnia 18–04–1956 r. Charles Dawlish użył zaklęcia oszałamiającego na mugolu, w obecności innego mugola. Popełniony czyn kwalifikuje się jako naruszenie fundamentalnych postanowień Kodeksu Tajności o ukrywaniu swoich zdolności przed niemagicznymi mieszkańcami Londynu oraz stanowi naruszenie paragrafu czternastego ustawy z dn. 10–03–1984 o używaniu magii celem wyrządzania uszczerbku na zdrowiu i życiu mugoli. Sprawę kieruje się do rozpatrzenia przez Wizengamot, powołując na świadka: Dorotheę Tonks, z domu Wood. Podpisano: Cassius Nott, Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów.
Odłożywszy zapisany pergamin na bok, sięgnął po kolejny i szybko przewertował kilka linijek argumentacji odnośnie zarzucanych czynów, pod którymi nie omieszkał zostawić napisu Pozostawione do dalszego rozpatrzenia, Cassius Nott wraz z pieczęcią urzędu, po czym zajął się porządkowaniem biurka, nie mogąc opuścić stanowiska pracy pozostawionego w bałaganie nawet, jeśli udawał się na krótką, niezapowiedzianą wizytę u dyrektora urzędu. Nie wątpił, że Marcus zdołał poczynić odpowiednie kroki, by jego wniosek został rozpatrzony w trybie pilnym. Pragnął być świadkiem sytuacji, w której to on był oskarżycielem, bowiem właśnie tego oczekiwał, zabierając wręczone mu pergaminy i opuszczając gabinet.
|z/t




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
 

Gabinet Cassiusa Notta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17