Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kasztanowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kasztanowy park   20.06.16 20:41

Kasztanowy park

O tej porze roku kasztanowy park tonie w grubych warstwach śnieżnego puchu, który - ku uciesze nie tylko dzieci - zdaje się idealny do tworzenia aniołków, lepienia trwałych śnieżek i budowania przepięknych bałwanów.
Nieco dalej park wypełniony jest licznymi ścieżkami, które okazują się kręte i dość oblodzone. Z gałęzi wysokich drzew zwisają długie sople, a w grudniowym powietrzu wirują drobne płatki śniegu. Spacer po tym spokojnym parku jest świetną alternatywą dla osób, które poszukują chwilowej ucieczki od zgiełku panującego na głównym placu Doliny Godryka.


grupy:
 
opisy bałwanków:
 
opis zadań:
 
wynik losowania ozdób:
 


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   20.06.16 20:49

Konkurs na najpiękniejszego bałwana został zapowiedziany jeszcze na wielkiej scenie pół godziny przed rozpoczęciem zabawy. Dzięki temu wszyscy zainteresowani mogli w porę dotrzeć do nieodległego parku. Tam każdy z uczestników wylosował numerek, który zadecydował o jego przynależności do określonej grupy. Jednak póki co na horyzoncie nie było widać jeszcze urzędnika Ministerstwa, który miał kwiecistą przemową i wyjaśnieniem zasad rozpocząć konkurs; wśród uczestników krążyła nawet pogłoska, że ktoś widział owego mężczyznę okupującego bufet. Cóż, pozostało tylko czekać - jest to znakomita sposobność, by lepiej poznać swoją grupę i sprawdzić, czy zaistnieje możliwość jakiejkolwiek współpracy.

grupy:
 

| Konkurs rozpocznie się za 48h - do tej pory możecie swobodnie rozmawiać i zapoznać się z grupą. Uwaga - napisanie chociaż jednego posta w tym temacie do czasu rozpoczęcia konkursu jest niezbędne do wzięcia udziału w zabawie!


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   20.06.16 22:39

Tadam, konkurs rozpoczęty, pary a raczej trójki zostały wylosowane, a Colin z lekkim niedowierzaniem wpatrywał się w nazwiska przy swoim zespole. Nie znał i nie kojarzył tych ludzi, jak zresztą większości, która miała być jego przeciwnikami. Ale w sumie czego się spodziewał, przybywając na imprezę, na którą szlachcice byli chyba równie wielką atrakcją, jak lepienie bałwanów czy wyścigi na łyżwach? Równie dobrze mógł wybrać się na sylwestra do jakiejś mugolskiej dzielnicy i czułby się podobnie, chociaż zapewne tam jego hak wzbudziłby spore zainteresowanie. Tutaj wydawał się czymś całkowicie normalnym; czarodzieje byli nie tylko przyzwyczajeni do o wiele dziwniejszych widoków na czele z czyrakami na twarzy czy zaskakującymi efektami nieudanych zaklęć. Byli też przyzwyczajeni do tego, że nawet wśród nich zdarzają się ekscentryczne wyjątki takie jak Colin.
- Halo! - krzyknął w stronę zebranego tłumu. Skoro nie znał swoich nowych towarzyszy, to w jaki cholerny sposób miał ich znaleźć? - Halo! Frederick Fox i Luna Spencer-Moon! - Wyciągnął w górę dłoń z różdżką i wystrzelił w powietrze świetliste iskry, które zawisły nad jego głową tworząc rzymską czwórkę. Miał trzydzieści pięć lat i za chwilę powinien zacząć lepić bałwana z zupełnie sobie nieznanymi ludźmi. Czyż życie nie jest cudowne?


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   21.06.16 10:54

Zabawa w lepienie bałwana była z pewnością zajęciem dla osób niedojrzałych psychicznie, mających problemy z odnalezieniem się w dorosłym życiu...czyli stanowiła doskonałą rozrywkę dla nieco już wstawionego Wrighta, który sylwestrową noc zaczął świętować już o poranku, dla doskonałego kurażu witając ostatni dzień roku kilkoma łyczkami Ognistej. Stawiającej go na nogi i pozwalającej w doskonałym nastroju pojawić się w mroźnej Dolinie Godryka, przez którą ruszał niczym taran. Brodził w śniegu po pas (niestety Ognista wpłynęła na celność teleportacji i zamiast zjawiskowo objawić się prosto w oznaczonym miejscu, Wright dziwnym trafem zmaterializował się pół kilometra dalej na jakimś nieodśnieżonym poletku) przez kilka minut a kiedy w końcu znalazł się na miejscu, przez kolejne chwile otrzepywał spodnie z białego puchu, który jak na złość unosił się coraz wyżej, pokrywając kruczoczarną brodę i nieco wilgotne loki warstewką siwizny. Zaprzestał walki z wiatrakami dopiero w momencie rozdawania numerków: dla spóźnionego Bena ostały się tylko dwa, dlatego złapał pierwszy lepszy z brzegu. Grupa trzecia miała stacjonować nieco z prawej strony śnieżnego pola, dlatego Wright ruszył w tamtym kierunku, wesoło pogwizdując. Po drodze pomachał ręką Garrettowi, zdołał nawet klepnąć w plecy Fredericka (i wzrokiem przekazać mu ważną wiadomość o treści pijemy-później) i...prawie staranować stojącą pośrodku niczego Harriett.
Nic dziwnego, że jej nie zauważył - jasne włosy i blada karnacja niezbyt wybijały się z wszechobecnej bieli, nie mówiąc już o filigranowym ciałku i niesamowitej zdolności Benjamina do ignorowania rzeczy trudnych. Stanął jak wryty, natychmiastowo przyjmując pozycję obronną: ręce w kieszeniach skórzanej kurtki, łypiący niechętnie spode łba wzrok, napięte ramiona. Do uosobienia rozjuszonego byka (lub innego bydlęcia) brakowało tylko pary z nosa i nerwowego dłubania kopytem w śnieżnej materii, mającej posłużyć im do budowania baranka pokoju. To znaczy bałwanka. Wright nie powiedział jednak nic, po prostu patrząc na Hatsy i mając nadzieję, że kolejna osoba w ich grupie okaże się uroczym buforem, powstrzymującym go od wywarczenia swoich wątów, dotyczących wpieprzania się w życia innych ludzi, grożąc chemiczną kastracją.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   21.06.16 12:39

Różne ma się cele w życiu. Niektórzy chcą znaleźć miłość swojego życia, inni odkryć sekret nieśmiertelności, a niektórym zależy na sukcesie. Ile ludzi, tyle marzeń. Hereward też do czegoś dążył Sam nie do końca wiedział, dokąd, ale miał poczucie, że znajduje się na właściwej ścieżce. Piął się po szczeblach naukowej kariery pisząc kolejne książki, ucząc w Hogwarcie młodych czarodziejów. Był poważnym i poważanym człowiekiem. Raczej lubianym nauczycielem, sądził też, bardzo subiektywnie z resztą, że udało mu się u młodzieży wyrobić pewną pozycję, którą wszyscy uczniowie respektowali. Dał w życiu kilka szlabanów, odjął setki punktów, dodał z resztą też. Do czego zmierzam, o Herewardzie można powiedzieć, że jest poważnym człowiekiem, profesorem, który zasłużył sobie na szacunek w środowisku szkolnym. Ten zaś zawsze wiązał się z pewnym dystansem. Dlatego niech Merlinowi będą dzięki, że żaden z jego podopiecznych nie miał zobaczyć, jak pan profesor tapla się w śniegu próbując ulepić bałwana. Choć bez wątpienia jest to zajęcie bardzo ważne i odpowiedzialne, nikt nie powinien mieć raczej wątpliwości, że będą się nim parać takie osoby jak hogwarccy nauczyciele, księgarze, aurorzy, smokolodzy, ministerialni urzędnicy czy alchemicy w towarzystwie jednego dziecka. A jednak serce Herewarda podskakiwało radośnie na myśl o lepieniu bałwanków budząc w nim chłopięce podekscytowanie. W każdym wszak kryje się dziecko. To Barty'ego zaś bardzo lubiło bawić się w śniegu.
Miał wyrzuty sumienia, że przyszedł na zabawę sylwestrową. Wiedział, co stało się w Tower. A raczej wiedział tyle, ile zechcieli mu opowiedzieć ci, którym udało się stamtąd wyjść. To była szalona głupota. Luno, Cress, Roger. Nie znał ich dobrze, widzieli się na kilku spotkaniach Zakonu, ale przecież to mógł być on. Miał wrażenie, że otarł się o śmierć. Sam został zamknięty w Tower of London, z którego udało mu się uciec tylko dzięki niebywałemu szczęściu. Co Ministerstwo robiło? Zamykanie niewinnych na podstawie dekretów wydawanych z dnia na dzień, z godziny na godzinę nawet, tortury, które prowadzą do śmierci. A to wszystko w imię... No właśnie, w imię czego? To, co się działo było absurdem. Herewardowi przeszło nawet przez myśl, że na sylwestrze może stać się coś złego. Uznał to jednak za swoją paranoję. Nie przewidywał wybuchających czarną magią winogron w najbliższym czasie, gdy myślał o tym racjonalnie. Dalej czuł jednak, że pojawienie się na sylwestrze było niewłaściwe po tym, co się ostatnio stało. Tylko nie sądził by dobre dla niego było siedzenie w domu i wpatrywanie się w padający za oknem śnieg, rozpamiętywanie tego, co się stało. Zmarli odeszli, im już nie zrobi różnicy, czy będzie za nimi płakał, czy nie. Żywi zaś muszą iść dalej, nie zostawać w ciemnym pokoju ze swoimi demonami czającymi się w każdym kącie. Musiał od nich uciec.
- Grupa piąta - mruknął do siebie spoglądając na losowanie. O ironio, że też musiał wpaść na Minerwę, jedną z tych osób, przy których jeszcze zależało mu na zachowywaniu się poważnie. Miał nadzieję, że druga kobieta nie była jego uczennicą, skoro zupełnie jej nie kojarzył.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   21.06.16 16:47

Luna niemal co roku pojawiała się na obchodach sylwestra, więc i tym razem nie zrobiła wyjątku, choć był to pierwszy raz, kiedy nie towarzyszyła jej Astra. Niestety w tym roku bliźniaczka przebywała poza domem, więc Lunie nie pozostało nic innego, jak wybranie się do Doliny Godryka samotnie. Przechadzała się po placu w milczeniu, żałując, że obok niej nie ma jej siostry, z którą mogłaby dokładnie omówić wszystkie atrakcje i porównać je z tymi dostępnymi w poprzednich latach. Niektórych obecnych czarodziejów kojarzyła z widzenia z korytarzy ministerstwa, ale spora część pozostawała jej nieznana.
Zainteresowała się stoiskami z przekąskami, zerknęła także na parkiet, lodowisko i scenę gdzie przygotowywano występy i skąd już dobiegały dźwięki muzyki. A później ogłoszono atrakcje; sfrustrowana samotnością Luna postanowiła się zgłosić do zabawy i tym sposobem pojawiła się w kasztanowym parku, gdzie miał odbyć się konkurs robienia śniegowych bałwanów. Jakkolwiek tego typu zabawy kojarzyły się z czasami dzieciństwa, Luna odnotowała, że większą część zgromadzonych uczestników stanowili dorośli, niekiedy nawet starsi od niej.
Po losowaniu wzięła kartkę z nazwiskami członków swojej grupy, jednak wydawało jej się, że nie znała żadnego z dwójki mężczyzn, z którymi miała współpracować przy wykonywaniu zadania. Zaczęła się jednak rozglądać i już po chwili usłyszała głos wołający jej nazwisko.
Ruszyła w tamtą stronę, dopiero wtedy rozpoznając w wysokim mężczyźnie z hakiem w miejscu jednej z dłoni księgarza z ulicy Pokątnej. Jako miłośniczka wiedzy i ksiąg wszelakich była częstym gościem w Esach i Floresach. Chociaż wydawało jej się, że gdy go tam widziała, nie posiadał jeszcze tak specyficznej „ozdoby”.
- Luna Spencer-Moon – przedstawiła się, obserwując swoich towarzyszy. Ten drugi również budził w niej pewne skojarzenia, może pracował w ministerstwie? – Pracuje pan w Esach? – zapytała, lekko mrużąc zielone oczy. Dookoła nich inni uczestnicy także zbierali się już w grupki, wyglądało na to, że nie tylko ona nie zna członków swojego „zespołu”. Ale póki nie rozpocznie się właściwa część konkursu, był czas, żeby dowiedzieć się przynajmniej podstawowych rzeczy o towarzyszach. Miała nadzieję, że uda im się jakoś dogadać przynajmniej na czas budowy bałwana.


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   21.06.16 17:06

Garrett Weasley, auror, lat niemalże dwadzieścia dziewięć, założyciel Zakonu Feniksa i pogromca czarnoksiężników, miał zamiar, na przekór wszelkim przeciwnościom losu, jak najlepiej bawić się na tegorocznym przyjęciu sylwestrowym.
No i się bawił - kiedy tylko do jego uszu dofrunęła informacja o rozpoczynającym się wkrótce konkursie na najpiękniejszego bałwana, uświadomił sobie, że właśnie o tym marzył. O toczeniu wielkich, puchowych kul ze śniegu, beztroskim brodzeniu w zaspach, polowaniu na marchewki i przytwierdzaniu wielkich guzików do brzuszka swojego konkursowego dzieła.
- Ulepimy najwspanialszą śniegową wiwernę - zapowiedział z niezwykłą powagą Fredowi, który, jak się okazało, wykazywał równie wielką chęć na infantylną zabawę wśród gromad dzieci, które najpewniej zgłosiły się do owej konkurencji.
Ale trochę się mylił; wśród gąszczy dorosłych czarodziejów ledwo dostrzegał nieletnie skrzaty kręcące się w okolicy kolan. Cóż, trudno ukrywać, że poniekąd ucieszyła go ta myśl - nie on jedyny zachowywał się od czasu do czasu nie tak, jak przystało na jego wiek.
Czekała go jednak przykra niespodzianka; pomachał akurat przechodzącemu Benowi i wysłał na odchodne ciepły uśmiech w stronę Margie, kiedy dość brutalnie uświadomiono mu, że to nie oni będą wybierać grupy, w jakim przyjdzie im budować bałwana. Spojrzał na Freda ni to z niepokojem, ni to podejrzliwie, ale wreszcie skapitulował, wiedząc, że niewiele zdziała.
A bałwanek sam się nie ulepi, więc wylosował (z lekką niechęcią) numerek grupy i przyjrzał mu się krytycznie.
J e d e n.
Jego znajomy właściciel księgarni (ile to razy go już pokonał w pojedynkach!) nawoływał członków swojej brygady, ale gdy Garry rozglądał się po uczestnikach zabawy, nie dostrzegał nikogo krzyczącego grupa pierwsza; wobec tego, po życzeniu Fredowi ze śmiechem powodzenia, oddalił się w stronę stanowiska swojej drużyny, mając nadzieję, że zaraz ktoś do niego dołączy.
I że dojdą do porozumienia. Bo bałwanek lepiony w nieprzyjemnej atmosferze będzie smutnym bałwankiem.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 http://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 http://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 http://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill http://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   21.06.16 20:15

Spodziewała się czegoś innego? Tak chyba można było powiedzieć, bo w planach miała wspólne lepienie bałwana z synkiem, a tymczasem na miejscu czekało ich losowanie - i to losowanie, które rozdzieliło ich do dwóch różnych grup. Czy jednak dała po sobie znać, że coś jej nie odpowiada? Absolutnie nie. Zamiast tego przywołała na twarz łagodny uśmiech, gdy odprowadzała Charliego do jego grupy, by życzyć im powodzenia i przypomnieć małemu Lovegoodowi, by był grzeczny (kiedy stała się aż tak przewidywalną nudziarą?), po czym sama udała się we wskazane miejsce, by czekać na resztę osób, które miały szczęście wylosować numer trzeci. A może pecha? Bo raczej bliżej tej kategorii leżał cudowny traf, który nakazał Benjaminowi Wrightowi pruć na ślepo przed siebie jak niczym niewzruszony lodołamacz właśnie w jej kierunku.
Początkowo go nie widziała, wciąż uparcie zerkała w stronę Charliego, by upewnić się, że wszystko jest w porządku, gdy jednak ostatecznie spojrzała ku źródłu donośnego trzeszczenia śniegu, jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie. Gdyby nie wyraz twarzy zatrzymującego się tuż przed nosem Harriett poetycko oprószonego błyszczącymi śnieżynkami mężczyzny, bez chwili namysłu stwierdziłaby, że ten zamierza wygarnąć jej po raz kolejny życiowe mądrości rodem z alternatywnego wszechświata.
U ś m i e c h n ę ł a  się. Lekko i niezobowiązująco, nie cofając się ani o krok, chociaż właśnie to podpowiadał jej instynkt. Sylwester był pierwszą podjętą przez półwilę okazją, by przełamać pasmo żałobnej czerni - w jasnej sukni niemalże stapiającej się z zaśnieżoną okolicą, czuła się nieswojo. Może wręcz obco?
- Można by pomyśleć, że to przeznaczenie - zaśmiała się niepoważnie, nawiązując do wyników losowania i skrzętnie maskując zmieszanie. Nie chciała toczyć kolejnej wojny, nie dzisiaj, nie z nim. Odzianymi w pasujące do stroju rękawiczki dłońmi chwyciła brzegi etoli i okryła się nią szczelniej. Zdecydowanie ubrała się zbyt lekko, dając do głosu dojść swojej próżności, która - jak za starych, dobrych czasów - podpowiadała, że warto odrobinę zmarznąć, by dać się przewietrzyć nowemu futrzastemu dodatkowi, który otrzymała w prezencie… nie wiadomo od kogo. I nawet przez myśl jej nie przeszło, że na ten miły gest mógł się zdobyć właśnie Wright.




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   21.06.16 21:38

Wpierw byłem z mamą w jakimś miejscu, gdzie spokojnie mogłem zobaczyć te wszystkie miejsca, poznać tutejszy smak śniegu, czy nawet nieco w nim się zanurzyć, gdy mama zawołała mnie i powiedziała, że czas lepić bałwanki. Tak bardzo się cieszyłem, bo przecież chciałem z mamą ulepić najpiękniejszego bałwanko-smoka i wygrać oczywiście tym sposobem konkurs. Już nawet udało mi się wyćwiczyć modelowanie ze śniegu głowy smoka, choć nie potrafię tak pięknie nakreślić jego oczu i łusek, jak mama to czyniła. Dlatego mentalnie ją wybrałem jako swoją towarzyszkę broni, bo przecież idziemy na bałwanią wojnę. A mój bałwan powinien wygrać, tak!
Lecz nie przewidziałem jednej rzeczy - losowania. Może póki nie ujrzałem wyników losowania, byłem pewny, że będę z mamą w parze i jedynie kogoś dorzucą. Tak, przecież nie rozdzielą matki z dzieckiem.
Merlin wie, jak ja się pomyliłem. Jak moje nadzieje w jednym momencie uciekły, gdyż zobaczyłem na swojej dłoni numer 1, a u mamy numer 3. Moja pierwsza myśl byłą taka, ze chciałem pójść do kogokolwiek i zamienić się numerkami, aby być z mamą w trójce, lecz mama zaraz mnie uspokoiła i powiedziała, żebym się nie przejmował, że ktoś inny pomoże w doskonałym smocznodziele. Może miała rację? Tylko komu mógłbym zaufać, skoro nie wiem, z kim jestem w grupie? Grzecznie poszedłem z mamą, która zostawiła mnie pod opieką jakiegoś pana o płonąco-rudych włosach, którego chyba widziałem kiedyś. Chyba na pogrzebie taty, lecz zanim zdołałem się spytać o to mamy, ona już poszła w swoją stronę. Chyba powinienem jakoś przywitać się z rudym panem, tak należało. Spojrzałem na niego badawczo swoimi czekoladowymi oczami.
- To już lepimy bałwany, czy raczej zbieramy się na wojnę na śnieżki, prze pana?- zadałem pytanie kierując swe czyste spojrzenie na rudzielca. Bo nie wiedziałem, na co ludzie się zbierają, skoro nie lepią bałwanów. Czyżby ma się zacząć od śnieżek, a potem mają być bałwany? Zaraz jakby na zawołanie, uśmiechnąłem się weselej, bo na myśl o wojnie na śnieżki już chciałem lepić śnieżną kulkę i zrobić wyliczankę. Bo liczyłem, że rudzielec będzie w moim zespole śnieżkowej, więc on ode mnie nie oberwie śnieżką.
Ostatecznie kucnąłem i jedną ręką zebrałem nieco śniegu. Gdy z kupki śniegu uformowałem kulkę, dostatecznie dużą, bo byłą duża niczym moja dłoń, wstałem i spojrzałem na rudzielca gotów do ataku. Na kimkolwiek.
- Śnieżka?- zapytałem się wesoło swoim cwaniaczym wzrokiem. I tak nic lepszego nie mamy do roboty prócz stania i nudnego gadania.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Frank Cresswell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2513-frank-carter#39521 http://www.morsmordre.net/t2730-poczta-franka http://www.morsmordre.net/t2538-frankenstein http://www.morsmordre.net/f248-pokatna-1-mieszkanie-nad-dziurawym-kotlem http://www.morsmordre.net/t4441-frank-cresswell#94971
właściciel dziurawego kotła, naukowiec
35
Półkrwi
Żonaty
a lot of hope in one man tent
there's no room for innocence
take me home before the storm
velvet moths will keep us warm
5
5
26
0
0
0
2
10
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   22.06.16 2:46

Tłum czarodziejów, pałętające się pod nogami dzieci, zaspy śniegu, grająca w tle muzyka i wisząca w powietrzu, niema obietnica wspaniałej zabawy – wszystko to składało się na całkiem realny obraz osobistego, frankowego czyśćca; szedł przez tę mozaikę nieco nieprzytomnie, prowadzony tylko i wyłącznie przez drobne palce, zaciśnięte gdzieś w okolicy rękawa płaszcza, rozglądając się dookoła jakby w poszukiwaniu ratunku. W postaci odosobnionej ławeczki, na przykład. Albo pustego baru, chociaż rzadko kiedy decydował się zaufać jakiemukolwiek lokalowi, oprócz swojego własnego. Zamiast tego widział ludzi, ludzi i… coraz więcej ludzi, wśród których co chwilę migały mu sylwetki zdecydowanie znajome, przekonując go (nieco opornie), że Teddy mimo wszystko nie wciągnęła go w sam środek krzywego zwierciadła, a w miejsce, w które czarodzieje faktycznie przychodzili świętować. Chcąc nie chcąc, podążał więc za nią, po drodze kiwając głową w stronę Freda i posyłając szeroki uśmiech Samuelowi, sceptyczne myśli spychając gdzieś w kąt umysłu i przez moment nawet obiecując sobie, że będzie się dobrze bawił.
Nie to, żeby nie znosił towarzystwa; wbrew pozorom, obecność osób, które zwyczajnie lubił, podnosiła go na duchu i sprawiała, że po prostu czuł się dobrze, ale tłumy budziły w nim niepokój, pochodzący gdzieś z wewnątrz. Świecący na niebie księżyc, ograniczający się dzisiaj do cienkiego rogalika, uspokajał go tylko częściowo, choć uparcie starał się na niego nie zerkać, zamiast tego skupiając wzrok albo na pięknym profilu kobiety u jego boku, albo na poupychanych gdzieniegdzie atrakcjach. I może udałoby mu się w ten sposób pogrzebać osobiste wątpliwości całkowicie, gdyby nie…
- L o s o w a n i e ? – powtórzył, tknięty natychmiastową chęcią ucieczki, niezrealizowaną – znów – tylko ze względu na Teddy. Która już zdążyła wylosować swój numerek; poszedł w jej ślady, przyglądając się przez chwilę zgrabnej jedynce, niestety w niczym nie przypominającej brzuchatej trójki. Zrobił nieszczęśliwą minę, ale zgodnie z poczynioną samemu sobie obietnicą, nie wypowiedział słowa skargi. Odprowadził wzrokiem blondynkę, dopóki nie znalazła się wśród swojej drużyny (na widok Wrighta nie zdołał już powstrzymać grymasu) i dopiero potem rozejrzał się w poszukiwaniu własnej. Składającej się z rudego, nieznajomego mu mężczyzny oraz kilkuletniego chłopca, zajętego właśnie tworzeniem mokrej, lodowatej, pozlepianej bryłki śniegu.
Podszedł do tej osobliwej dwójki, zatrzymując się w oddaleniu półtorej kroku. Gdyby promieniująca od niego niezręczność miała temperaturę, z pewnością stopiłaby śnieg dookoła. Odchrząknął, zastanawiając się, jak powinien się przywitać. Dobry wieczór? Cześć? Witajcie? Bez oddzielającego go zazwyczaj od nieznajomych bufora bezpieczeństwa w postaci barowej lady, czuł się nieswojo.
Po chwilowym milczeniu, zdecydował się w końcu na skinięcie głową, połączone z parsknięciem śmiechem z samego siebie. I z sytuacji. – Wygląda na to, że zostaliśmy drużyną – zauważył elokwentnie, zezując trochę na ruchliwego szkraba o aparycji aniołka i spojrzeniu potergeista.
Mało rzeczy przerażało go tak bardzo, jak dzieci.




you better keep the wolf back from the door
he wanders ever closer every night
and how he waits, baying for blood
I promised you everything would be fine


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   22.06.16 12:04

Nie był pewien, co skłoniło go do zmiany decyzji. W pracy, niemal od bitych kilku lat - miał zarezerwowany grafik i wachtę, która brał na sylwestra i większość świątecznych okazji - bez mrugnięcia okiem. Jednak za podpowiedzią szefa (i nie tylko) powędrował między zbiorowisko czarodziei i prószącego śniegu - w cywilu. Wiedział, że znajdowała się tu i magiczna policja, która miała pilnować bezpieczeństwa, ale Samuel tym razem - nie pomagał im w przedsięwzięciu, chociaż - wciąż pozostawał dziwnie czujny, rejestrując napięcie mięśni za każdym razem, gdy gdzieś w oddali podnosił się krzyk..śmiechu. Potrzebował jednak chociaż chwilowej odskoczni. To, czego dowiedział się ostatnio - nie dawało mu spokoju, ale - musiał troski odłożyć na bok. Inaczej - ani nie odpocznie, ani nie wymyśli niczego konstruktywnego.
Trochę z krzywym uśmiechem stanął do losowania, dostrzegając, ze i Frank miał niepocieszoną minę. Odwzajemnił uśmiech przyjaciela, szczerząc się szeroko i pierwszy raz odetchnął z ulgą. Z mrugnięciem oka, posłał całusa Teddy, by zaraz umknąć przed ewentualnym łokciem w żebra. Zdecydowanie musiał nauczyć się odkładać czasem pracę na bok, oddzielając ją od swego prywatnego życia, które zazwyczaj traktował po macoszemu. Większe dobro, tak?
Gdzieś mignęła mu ruda czupryna Garreta, ale zanim machnął mu dłonią, rzeczony zniknął...dołączając do jego przyjaciela. Świat był mały.
Zerknął na wypisany numerek "dwa" i rozejrzał się w poszukiwaniu zbiórki swojej drużyny, w którym miał się pojawić. I nie potrafiłby inaczej zareagować jak rosnącym na ustach uśmiechem, gdy jego oczom ukazała się drobna sylwetka Emmie i towarzyszącej jej rudowłosej dziewczynki.
- Przyjmiecie do swej drużyny pomocnika? - powitał na wstępie, kłaniając się przed uroczymi towarzyszkami, a w drugiej kolejności podejść do swej przyjaciółki - Emmie - nachylił się, by delikatnie ucałować policzek, z nadzieją, ze nie podrapał brodą jej gładkiego lica, zaczerwienionego dodatkowo od mrozu.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   22.06.16 12:49

Konkurs na lepienie bałwana oczywiście jest dla mnie pretekstem do godziwego zarobku, aczkolwiek nie wykluczam przy tym możliwości dobrej zabawy. Dwadzieścia siedem lat na karku, a jeszcze nigdy nie turlałam śnieżnych kul, z oczywistych przyczyn klimatycznych. W Londynie co rusz widuję jednak tłumy rozwrzeszczanych bachorów, rzucających się puchem, który moczy skarpetki i tworzących z niego jakieś stworki, o jakich wcześniej słyszałam jedynie w świątecznych piosenkach, jakimi na czas Bożego Narodzenia zarzynała mnie matka. Idę jednak w miejsce zbiórki, ciągnąc za tłumem ludzi, w którym dostrzegam swojego przystojniaka - jedyną znajomą twarz spośród ciżby, na którą jakoś szczególnie nie mam ochoty patrzeć. Nie znam tutaj nikogo, aczkolwiek spostrzegam, iż niektórzy wyglądają na znacznie bardziej zagubionych ode mnie. Pod nogami pałętają się również jakieś dzieci - obym tylko żadnego nie staranowała, naturalnie przez przypadek, bo gdzieżbym śmiała uczynić to specjalnie. Losowanie się rozpoczęło, ale nazwiska z jakimi mnie połączono, nie mówią mi absolutnie nic. Stoję pośrodku zamieszania, czekając aż się uspokoi i kiedy dostrzegam jedną jedyną parę spośród pozostałych grup dobranych trójkami, leniwym krokiem zdążam w ich stronę. Kiwam głową na przywitanie, nie widząc powodu, dla którego miałabym się do nich odezwać i stoję trochę na uboczu, w milczeniu czekając, aż konkurs się rozpocznie.


Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   22.06.16 13:14

Clementine długo przygotowywała się do tego wyjścia. Był to jej pierwszy Sylwester poza murami Mole Valley. Sukcesywnie udawało jej się namawiać ojca na coraz większe ustępstwa w jej kierunku. Miała wrażenie, że teraz przypada największy kwiat jej wieku i powinna wykorzystać go, jak najlepiej potrafi. Większość drogi milczała, nie chcąc przypadkiem powiedzieć czegoś, co mogłoby zmienić zdanie pana Baudelaire co do wyjścia na organizowanego Sylwestra. Gotów byłby się zawrócić i odstawić ją do domu, a samemu wrócić do przerwanej pracy. Ku jej zaskoczeniu, nic takiego nie nastąpiło. Na miejsce dojechali starej daty powozem. Najpewniej odziedziczonym po jakimś dziadku, mocno już pordzewiałym, wymagającym wcześniej konserwacji, o jaką Rodrick zadbał. Chociaż po drodze klął, że mogli jednak zarejestrować kominek i po powrocie do domu niezwłocznie to zrobi, skoro jego córka ku jego wielkiemu przestrachowi coraz częściej wybywa w świat. Na miejscu nie odstępował jej na krok, a chociaż miał zabronić jej brać udział w lepieniu bałwana, Clementine była uparta. Przez upartość rozumie się, że patrzyła na Rodricka pełnym nadziei, roztkliwionym spojrzeniem, widocznie rozentuzjazmowana i ucieszona wizją tworzenia czegoś ze śniegu tak bardzo, że nawet ojciec, wyraźnie wobec tego pomysłu sceptyczny, nie miał serca jej odmówić. Kiedy dzielono ich na grupy, o mało nie rozniósł stoiska z losami, bocząc się, ze wylądował gdzieś w innej grupce niż Clementine, aż w końcu zrezygnował zupełnie z brania udziału w konkurencji, zamiast tego śledząc dziewczynę z daleka. Odpuścił sobie dostrzegając sylwetkę zbliżającego się do Clementine Samuela. Chociaż był na niego, rzecz jasna, wściekły, ufał mu, mimo wszystko, mogąc pozostawić córkę w jego rękach, a samemu zniknął gdzieś. Clementine chciałaby móc powiedzieć gdzie, ale jej łatwo było stracić ludzi z wzroku.
Kucała przed małą Febe, nie mając pojęcia, jak powinno się postępować z dziećmi, ale miała chyba coś na kształt instynktu macierzyńskiego, bo uśmiechała się do niej wyraźniej i cieplej, bardziej ufnie, niż do każdego innego obecnego tu czarodzieja, przedstawiając się jej krótko.
Jestem Clementine, a ty? — wyciągnęła dłoń, którą jak dotąd przytrzymywała suknię, trzymając ją w górze ponad śniegiem, odsłaniając nieznacznie swoje czółenka. Chciała nawiązać z dzieckiem kontakt, ale w tym momencie usłyszała za sobą bardzo dobrze znany jej ton. Ten, który momentalnie rozgrzał jej ciało. Było to przyjemne ciepło, bardzo nienachlane i niewinne. Radość ze spotkania swojego przyjaciela. Wyprostowała się, odwracając w jego kierunku, najpewniej zaplątując się trochę w płaszcz i suknię. Kiedy próbowała odkręcić ciężki materiał, najpierw usłyszała kilka kroków. Skrzypiąc śniegiem pod butami Samuel znalazł się przed nią. Instynktownie uniosła podbródek wyżej, dłoń wyciągnęła  w jego kierunku, lekko opierając ja na jego ramieniu, kiedy się nad nią pochylił. Przymknęła powieki i uchyliła je dopiero, kiedy jego ramię, naturalnie, wymsknęło jej się spod palców, kiedy się cofał.
Samuelu… — zostawił elektryzujący ślad na jej policzku, niewidoczny dla oka, a chociaż skinęła mu w zgodzie głową, musiała tą decyzję z kimś skonsultować.
Nie wiem, jak myślisz, pozwolimy mojemu przyjacielowi do nas dołączyć? — spytała Febe, zwracając twarz w stronę, z której stała dziewczynka. — To jest Samuel — przedstawiła go, ale zdanie wydawało się nie dość pełne. Pochyliła się nad dziewczynką, mniej więcej w jej kierunku, ale żeby dokładniej zorientować się w przestrzeni, potrzebowała wyciągnąć przed siebie dłoń i odszukać rączki dziecka. Dopiero wtedy pochyliła się nad jej uchem, konspiracyjnie szepcząc, łagodnym, spokojnym tonem — Samuel jest wyjątkowy — chciała przekonać co do tego dziewczynkę, ale na chwilę zawiesiła ton, dopiero teraz uświadamiając sobie jak mogło to zabrzmieć. Szczególnie, że amuel, najpewniej mógł ich podsłuchać. Dopowiedziała wiec wyjaśnienie, starając się, żeby jej ton nie zadrżał zbyt mocno —  Ma zadziwiające zdolności magiczne. Damy mu szansę?




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall http://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 http://www.morsmordre.net/t1966-minnie http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
kariera naukowa
20
Półkrwi
Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
10
5
0
0
23
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   22.06.16 14:48

Grupa piąta, pięć to dobra liczba. W numerologii: liczba doskonałości. Taki właśnie miał być ten bałwanek - doskonały. W Minerwie naprawdę rzadko budził się silny instynkt rywalizacji, wyjątkiem naturalnie pozostawały kwestie badawcze, co do których wiedziała, że była w nich zwyczajnie dobra. Podobnie miała się rzecz z robieniem bałwanków: rok w rok lepiła wielkiego bałwana przed Hogwartem, w myślach nazywając go imieniem jednego ze Ślizgonów, z tych dryblasów, którzy dokuczali wszystkim. Lubiła bałwanki  - były wesołe, śmieszne, jak uśmiech dziecka w ponurą noc - bo zima przecież była ciągłą nocą. Wieczór przed północą zapadł stanowczo zbyt wcześnie. A Minnie nie lubiła, kiedy było ponuro.
Uśmiechnęła się do Herewarda - nie spodziewała się spotkać tutaj profesora. Przez moment zastanawiała się, czy to dobry dobór grupy: bardzo szanowała profesora za jego wiedzę, ale ostatnio się nie popisał - miała nadzieję, że tym razem nie zepsuje jej bałwanka. Nie znała drugiej osoby, która miała być z nimi w grupie, wyjątkowo wysoka, ładna dziewczyna, której jednak... znikąd nie kojarzyła. Bez wahania udała się w kierunku swojej grupy, którą zaczął zwoływać Hereward; Minnie ubrana była w puchaty błękitny płaszczyk ze srebrzystą spinką, którego głęboki kaptur chronił złociste włosy dziewczyny przed śniegiem. Jej policzki były rumiane od mrozu, w dłoniach skrytych pod grubymi, pozbawionymi palców rękawiczkami z granatowej wełny trzymała kubek ciepłej herbaty na rozgrzanie przed konkursem.
- Profesorze - powitała go z szerokim uśmiechem. - Cóż za zbieg okoliczności. Nie spodziewałam się pana tutaj spotkać. - Właściwie, myślałam, że będę tutaj z przyjaciółką. - Nazywam się Minnie - przedstawiła się trzeciej osobie, początkowo niezrażona dystansem, który ta wobec nich zdecydowała się utrzymać.




kto z gwiazdobioru Wegapatrząc na ziemie zgadnie:

kto pierwszy był człowiekiem?
kto będzie nim ostatni?
Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   22.06.16 15:00

Zimny szampan, brodzenie w śniegu, więcej zimnego szampana, pokaz fajerwerków, jeszcze więcej zimnego szampana, hulanki pod gołym niebem i tak dla pewności jeszcze trochę zimnego szampana. W Dolinie Godryka zapowiadała się przednia zabawa, żadnych dekretów, tylko garstka magicznej policji szwendająca się między tłumem czarodziejów. Jeszcze nigdy nie czułem się tak bezpiecznie, jak tego wieczoru. Tym bardziej, że towarzyszył mi Garrett Weasley, pogromca wiwerny, pierwszy tego imienia, niespalony, wyzwoliciel z okowów, auror jakich mało.
Nie trzeba było szczególnie naszej dwójki zachęcać do udziału w konkursie na najlepszego bałwana. Zawsze powtarzałem, że czuję się młody duchem, ale na miejscu okazało się, że nie tylko my zawyżaliśmy średnią wieku, Co więcej, prawie połowa spośród dorosłych osób, które zgromadziły się w kasztanowym parku, była związana z Zakonem Feniksa.
Poważni ludzie odpowiedzialni za ratowanie świata magicznego.
- Jak nam nie wyjdzie, to sam przemienię się w najpiękniejszego bałwana. - Nie ma to jak dobra taktyka i metamorfomag w drużynie.
Przywitałem się z Benem i Frankiem, uściskałem Teddy i pomachałem do stojącej nieco dalej Hattie, której nieodłącznie towarzyszył mały Charlie. Przybiłem piątkę z Samuelem, kiwnąłem Herewardowi i Minnie, a później mina mi zrzedła, bo okazało się, że nasz misterny plan rozgromienia d z i e c i a k ó w w tej konkurencji spalił na panewce (jak wszystkie nasze plany ostatnimi czasy).
Losowanie.
- Co to za podstęp. Ktoś musiał dać cynk organizatorom, że jeśli nas nie rozdzielą, zgarniemy wszystkie nagrody. - Niemal zaszlochałem Weasleyowi. Tak ku chwale dorosłości.
Zrezygnowany odnalazłem swoich nowych kompanów. Dziewczyna, dość młoda, była mi zupełnie obca, jegomościa zaś kojarzyłem z Esów i Floresów. Nigdy wcześniej nie zauważyłem jednak, by brakowało mu ręki.
R ę k i.
Matematyka była bezlitosna. Mieliśmy tylko pięć egzemplarzy do dyspozycji, na szczęście życie nauczyło mnie tolerancji dla osób pokrzywdzonych przez los.
- Fox. - Przedstawiłem się.
Trójka dorosłych biorąca udział w konkurencji dla dzieci. Wyśmienicie. I pomyśleć, że robiłem takie rzeczy na trzeźwo.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
 

Kasztanowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 11Idź do strony : 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Kasztanowy park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Dolina Godryka :: Sylwester w Dolinie Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18