Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kasztanowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kasztanowy park   20.06.16 20:41

First topic message reminder :

Kasztanowy park

O tej porze roku kasztanowy park tonie w grubych warstwach śnieżnego puchu, który - ku uciesze nie tylko dzieci - zdaje się idealny do tworzenia aniołków, lepienia trwałych śnieżek i budowania przepięknych bałwanów.
Nieco dalej park wypełniony jest licznymi ścieżkami, które okazują się kręte i dość oblodzone. Z gałęzi wysokich drzew zwisają długie sople, a w grudniowym powietrzu wirują drobne płatki śniegu. Spacer po tym spokojnym parku jest świetną alternatywą dla osób, które poszukują chwilowej ucieczki od zgiełku panującego na głównym placu Doliny Godryka.


grupy:
 
opisy bałwanków:
 
opis zadań:
 
wynik losowania ozdób:
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Luna Spencer-Moon
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2180-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/t2253-poczta-luny http://www.morsmordre.net/t2238-luna-spencer-moon http://www.morsmordre.net/f224-evelyn-ave-184 http://www.morsmordre.net/t2269-luna-spencer-moon
amnezjatorka
22
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
7
14
0
0
5
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   28.06.16 20:07

Niestety nie wszystko poszło tak, jak oczekiwała. Bałwanek owszem, zaczął zmierzać ku ziemi, ale jej zaklęcie okazało się zbyt mocne i bałwan, zamiast osiąść na śniegu, poleciał prosto na nią. Drobna dziewczyna straciła równowagę i upadła plecami w śnieg, bałwan wylądował na jej brzuchu i nogach, skutecznie przyduszając ją do zimnego podłoża. Na szczęście miała na sobie ciepły płaszcz, więc w pierwszej chwili nie poczuła jeszcze dotkliwego chłodu i wilgoci. Raczej po prostu była zdziwiona takim efektem zaklęcia.
Fawley początkowo próbował ją wydostać, jednak dolna kula zaczęła niepokojąco trzeszczeć i rozsypywać się. Zdjęcie go mogłoby znacząco naruszyć podstawę, więc Luna jedynie wywróciła oczami i chyba już pogodziła się z myślą, że stanie się nieplanowanym elementem dekoracji. Oby tylko ich drużyna nie została za to wykluczona z konkursu.
- Zostaw, całkiem przyjemnie mi się leży - rzuciła z cieniem ironii w głosie, rozkładając bezradnie ramiona, które akurat miała wolne. Zachowała nawet różdżkę, ale postanowiła na razie nie próbować żadnych czarów, bo nie była pewna, czy potem będą mogli naprawić ewentualne szkody.
- Daj mi jedną miotłę do ręki, mogę udawać pechową miotlarkę, która została zaatakowana przez wielkiego złego bałwana i właśnie czeka na jego ostateczny cios - powiedziała trochę pół żartem, pół serio. Cóż, Luna była specyficzną osóbką, a ten moment, kiedy leżała przygnieciona na ziemi i powoli zaczynała już marznąć, sprzyjał dziwnemu poczuciu humoru.
Przekręciła głowę w bok, by spojrzeć na pozostałe ozdoby. Odnośnie kapelusza, guzików, fajki i marchewki przychodziło jej do głowy raczej standardowe bałwankowe zastosowanie, odnośnie drugiej miotły - bałwan mógł udawać, że próbuje uderzyć nią rozpłaszczoną na ziemi Lunę. Chociaż ta propozycja brzmiała głupio nawet w jej głowie.


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   28.06.16 21:41

Uratowanie bałwanka nie przebiegło tak dobrze, jak zakładali, ale na szczęście Benjamin nie skupiał się na zwycięstwie. Czym innym było zapierające dech w piersiach polowanie lub morderczy wyścig brzegiem morza a czym zupełnie innym lepienie pękatych brył ze śniegu. Oczywiście Wright nie pojawił się w Dolinie Godryka w roli kpiarza, patrzącego z pogardą na szaleńcze zaangażowanie się innych, śmiejąc się w duchu z ich niedojrzałości. Przybył tutaj ze szczerą ochotą na wesołą zabawę w gronie bliższych i dalszych znajomych, sylwester miał być bowiem ciepłym przedłużeniem zakonowego Bożego Narodzenia i wspaniałym ukoronowaniem tego dobrego roku. Porozsypywane części życia Wrighta powróciły na swoje miejsce. Uwielbiał swoją pracę, uwielbiał swoje nokturnowe mieszkanko, uwielbiał smoki, uwielbiał Qudditch i...cóz, pojawił się także Percival. Żałował, że nie ma go tuż obok: mogliby wspólnymi siłami złamać zły czar festiwali, choćby ten upalny, ze środka lata, gdy zerkał na niego gniewnie, nie przypuszczając, że po zaledwie pół roku będzie za nim tęsknił - choć nie widzieli się od zaledwie tygodnia.
Rozkojarzony, prawie nie zauważał dziejącego się wokół siebie chaosu. Spoglądał tylko za odbiegającą Teddy, nie słysząc jednak w ogólnym gwarze jej radosnych okrzyków. A szkoda, inaczej może nie dosłyszałby także i Harriett, która na szczęście otworzyła usta dopiero po przydzieleniu grupie trzeciej rekwizytów. Wright od razu położył na miejscu oka monokl, próbując także wepchnąć pod łapę łabędzia butelkę szampana, uprzednio sprawdzając, czy znajduje się w niej płyn. Dekorował mechanicznie i dopiero po dobrych kilkunastu sekundach przez jego myśli dotyczące wystrojenia śnieżnego kumpla (arystokratyczny łabędź z rodu Rosierów - trzeba wysikać obok niego maksymę jego rodu, tak dla pewności interpretacji) dotarł bodziec, płynący z wypowiedzi Lovegood.
Obrócił się w jej stronę niezmiernie powoli, ściskając w dłoni bukiet zasuszonych róż, niczym zdezorientowany amant, spóźniający się z przeprosinami za grzechy przeszłości. - Co wyszło? Od nich samych, od kogo? O czym ty mówisz? - spytał w kompletnym niezrozumieniu, zastanawiając się, czy Hatsy nie zaczyna bełkotać z powodu wyziębienia organizmu. Etola z lisa nie zapewniała dobrej ochrony, tak samo jak cieniutka sukieneczka. Może powinna wzorować się na uszaliczonej Teddy?




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   28.06.16 22:44

A z chaosu wyłoniła się jasność.
Mógłby przysiąc, że był moment, w którym nie był pewien, czy bardziej go wszystko śmieszy, czy denerwuje. Był mokry, a temperatura sprawiała, że na jego włosach pojawiały się białe smugi zamarzających kropel i śniegu. Obrazka chaosu dopełniały krzątające się wokół istoty, czarodzieje i dzieci, a wisienką na torcie była karykatura bałwanka, przypominająca bardziej nieforemną, trochę wypukłą breję. Stał więc przez moment, wygłuszając otaczające go dźwięki, przyglądając się całemu dziełu, kiedy na dłoniach poczuł ciepło dłoni - Emmie - na zadane pytanie kiwnął głową, zapominając, że dziewczyna nie mogła dostrzec jego gestu. Mimo to zacisnął lekko palce, niewerbalnie dając znać, że nie ma nic przeciw, chociaż czuł się dziwnie czując ciepło oddechu na rękach od istoty, która okazywała troskę komuś, kto winien jej zapewnić opiekę. Nie pamiętał, kto ostatnio, tak prostym gestem przekazał mu, że ktoś próbuje dbać o niego. Dlatego w lekkim osłupieniu przyglądał się dziewczynie, czując niebezpieczna (dla niego samego) chęć przygarnięcia jej do siebie i - jeszcze bardziej niebezpieczna - wizje zupełnie innej kobiety i innych czasów, które minęły zbyt dawno, by mógł pamiętać, a jednak...
Oderwał się od wspomnień, najpierw, gdy usłyszał głos Emmie, potem...dziwny pisk radości. Przytrzymał umykające dłonie kasztanowłosej czarownicy, by odwrócić głowę i dostrzec swego przyjaciela w pozycji półleżącej i otulającą go Teddy w jakiejś radosnej ekstazie.
Wychodzę za mąż powtarzane co chwilę, bardzo szybko wytłumaczyło co się właściwie stało (a przynajmniej tak podejrzewał) - Nie zachoruję - odwrócił się do panny Baudelaire, zaciskając palce raz jeszcze na jej dłoniach i zanim wypuścił je z dłoni, podciągnął drobną rękę ku sobie, by złożyć delikatny pocałunek na ich wierzchu - zaraz wrócę - dopowiedział, by odwrócić się ku rozgrywającej się scence - Frank, ty szujo...gratulacje! - nachylił się nad parą - i przypominam, że mam być świadkiem, halo! - dodał, starając się pomóc wstać przyjacielowi, który obejmował swoją narzeczoną. Wyszczerzył się radośnie, chociaż czuł, że kolejne niewyraźne wspomnienie załomotało mu w głowie, coś, co strzeliło go ostrym końcem gdzieś pod żebra. Na moment przez jego twarz przebiegł cień, szybko ukryty pod kolejnym parsknięciem śmiechu. Nie miał zamiaru przerywać chwili szczęścia przyjaciela. Odwrócił się akuratnie by usłyszeć o kolejnej części bałwankowego konkursu. na szczęście ciepły koc, był przydatną formą ogrzania, toteż zrobił sobie z niego prowizoryczny płaszc.
Dekoracje. W tym nie był najlepszy, ale..patrząc na ich śnieżno-topiącą kreację i tak nie miało większego znaczenia, czy miał talent. - A może...zróbmy z tego..rudowłosego czarodzieja... - niby przypadkiem zerknął na oddalonego nieco Garreta - ewentualnie modną czarownicę - kucnął przed wylosowanymi przedmiotami, zerkając na ich brejowat-śniezny twór. Nieco złośliwie, pomstując w myślach Weasleyowi, wyobraził go sobie w kreacji rekwizytów, które wylosowali. Powstrzymał jednak śmiech - ...taką co się wykopuje z zaspy. Zobaczcie, będzie jej wystawać tylko głowa, nieco sukienki i trochę ręce - wskazał na ułożenie bieli i spojrzał do góry, by zaraz pociągnąć obie swoje towarzyszki do podobnej pozycji, jak jego, oczywiście delikatnie - ...buty i sukienkę wciśniemy niżej, żeby też wyglądało, jakby wystawały z zaspy!....Emmie, Febe, jak myślicie? ściszył głos, do prawie-konspiracyjnej, tajnej narady.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   29.06.16 14:20

Słowa kobiet zawsze (prawie) były dla niego rozkazem, więc bez najmniejszych skrupułów wbił jedną z mioteł w śnieg obok leżącej dziewczyny, aby mogła po nią swobodnie sięgnąć. Po chwili namysłu połamał w niej kilka witek, bo przecież spotkanie z bałwanem musiało mieć jakieś ofiary, a idealnie wyglądająca miotła była zdecydowanie zbyt podejrzana. Drugą z nich umieścił w kolnej kuli bałwana w taki sposób, jakby lodowy potworek chciał na niej odlecieć; sterczała w niej jak jakaś parodia śniegowego bałwana, któremu nagle zachciało się latać i... cóż, nie do końca mu to wyszło. Tuż obok miotły planował wbić marchewkę, ale uznał, że z pewnością straciliby mnóstwo punktów za gorszenie dzieci, dlatego z ubolewaniem i głośnym westchnieniem wetknął marchewę prosto w bałwankową głowę, uprzednio odgryzając skromny kawałek warzywa i radośnie go sobie chrupiąc.
- Jest taki... zwyczajny - zauważył po chwili, między jednym a drugim chrupnięciem wysupłując ze słoika kolejne guziki i wzbijając je w śnieg w równym rządku, jakby tworzyły zapięcia niewidzialnego płaszcza. W słoju wciąż pobrzękiwały guziki, których starczyłoby co najmniej dla armii bałwanów. - Nie ma żadnej książki, ani pochodni, ani nawet głupich balonów - dodał z dezaprobatą, patrząc na pozostałe dekoracje, które im udostępniono. Zerknął jeszcze raz na guziki, po czym wysypał sobie na dłoń całą ich garść i zaczął kolejno wbijać je w głowę bałwanka. Jeden po prawej stronie, samotny i opuszczony robił za otwarte oko, ale po lewej... o, tutaj wyobraźnia Colina zaszalała i już po chwili ułożone obok siebie guziki zaczęły przypominać piracką opaskę zdobiącą bałwanie oko. Niżej, na linii ust pod marchewką wbił fajkę, bo przecież każdy szanujący się bałwan morski musiał pykać z fajeczki, a po minucie z wyrwanych wcześniej miotle witek dorobił brązowe, krzaczaste wąsy. Został mu tylko kapelusz, który jednak ani trochę nie pasował do pirackiego wizerunku; Colin wzruszył więc ramionami i zarzucił go na głowę leżącej dziewczyny.
Pozostało jeszcze tylko jedno: wyciągnął wbitą wcześniej w bałwana miotłę i złamał ją wpół, tuż przy złączeniu witek z rączką, po czym tę drugą wbił w dolną kulę bałwana równolegle do ziemi, imitując piracką nogę, a kłąb witek przymocował do bałwaniej brody. Co prawda nie była to droga a'la sławny Dumbledore, ale i tak robiła swoje wrażenie.
No i proszę, latający piracki bałwan gotowy!


Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 http://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 http://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 http://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill http://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   29.06.16 14:28

Nie tak to miało wyglądać. Jakim cudem dokonali aż takiego zniszczenia ulepionej ze śniegu formy i z tak dużym opóźnieniem zorientowali się, że wszystkie ich zabiegi razem wzięte odnosiły skutek przeciwny do zamierzonego? Harriett wydęła wargi w podkówkę niezadowolenia, wpatrując się w spłaszczoną bezlitośnie stronę bałwana i nie chcąc przyjąć do wiadomości, że przyłożyła do tego swoją rękę. Ona, orędowniczka piękna, lubująca się w dbałości o szczegóły i perfekcjonizm w najwyższym stopniu - ostatnio potrafiła tylko psuć. Przesunęła więc ręką po pierzu wbitym w coś, co już nawet nie przypominało bałwana. Czy jeśli zabarwiłaby pióra na złoto, całość wyglądałaby odrobinę bardziej sylwestrowo? Nie rozglądała się w poszukiwaniu Teddy, bardziej domyślając się, że ta zdezerterowała, niż wnioskując to z obserwacji. Nie dziwiła jej się, razem z Wrightem byli raczej mało rozrywkowym towarzystwem do spędzania tego wyjątkowego wieczoru razem z nimi. Spojrzała beznamiętnym wzrokiem na przydzielone im ozdoby, już nawet nie potrafiła przeczyć samej sobie, brakło jej serca do tego konkursu. Pokiwała głową automatycznie, w milczeniu aprobując rozmieszczenie monokla i butelki szampana. Podniosła na Wrighta pytające spojrzenie i zawahała się. Jeszcze nie łączył wątków?
- Mówię o zaręczynach - wyjaśniła przyciszonym głosem, zerkając na wyschnięte na wiór róże i czując nieprzyjemne ukłucie w okolicach splotu słonecznego. Z odmętów jej pamięci wypłynęły zmasakrowane resztki sierpniowego wianka, który w równie małym stopniu przypominał dorodne, żywe kwiaty, jak teraz te, które wyjmowała z dłoni Benjamina, by dziewiętnaście róży wetknąć w miejsce, w którym mogłaby się znajdować dłoń bałwana-absztyfikanta. - Percival i Inara zostali zaręczeni - zostali zaręczeni, bo przecież nie zaręczyli się. Obyczaje szlacheckie były zbyt dobrze znane, by dopuszczać się aż takiego pogwałcenia precyzji językowej. - Najprawdopodobniej nestorzy prowadzili rozmowy już od jakiegoś czasu, wszystko pewnie zostanie oficjalnie ogłoszone w nowym roku - kontynuowała, lokując dwudziestą różę nieco wyżej, na wzór poszetki w brustaszy, by dopełnić wizerunku sylwestrowego eleganta. - Myślałam, że już wiesz - dodała po chwili już praktycznie szeptem, odwracając się ponownie w kierunku mężczyzny. Nienawidziła być posłańcem złych wiadomości.




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   29.06.16 17:07

Z racji tego, że nikt inny na daną chwilę nie był w stanie tego zrobić, Garry szybkim krokiem udał się do sędziów, by wylosować zestaw do zdobienia bałwana. I, oczywiście, nie dopisało mu szczęście - gdy dostrzegł, z jakimi przedmiotami przyjdzie im pracować, w mimice jego twarzy odbiła się rezygnacja i mimowolnie zastanowił się, dlaczego wyższe siły tak boleśnie chcą mu utrudnić przyzwoitą, bezproblemową egzystencję.
Najwidoczniej trzydziesty pierwszy grudnia roku pięćdziesiątego piątego nie był najlepszym czasem dla Garretta Weasley'a; a skoro mówiono, że jaki Nowy Rok, taki cały rok, to pozostało mu tylko mieć nadzieję, że przez następnych kilka godzin wszystko ulegnie zmianie. Na lepsze.
Z kapitulacją powrócił do bałwanka i niedługo potem coś uczepiło się jego nogi; cosiem okazał się mały Charlie, który był czymś wyraźnie podekscytowany.
- Ślub? - powtórzył po nim jakoś nie do końca świadomie, składając akurat wczorajszego Proroka tak, żeby utworzyć z niego dostojny kapelusz do bałwanka; położył go na brzuchu (który był jednocześnie głową) śnieżnego tworu, a po chwili przeniósł spojrzenie na chłopca, dopiero teraz rozumiejąc, co tak właściwie powiedział. - Chwila, co? - spytał zbity z tropu i wreszcie się rozejrzał - Frank półklęczał (i chyba półleżał), Teddy skakała, Sam się cieszył, ktoś chyba zaklaskał.
Och. Akurat tego się nie spodziewał.
- Po co ci drobne, Charlie? - rzucił, choć nie był pewien, czy chce znać odpowiedź. - A to jeszcze nie jest ślub. Frank dopiero oświadczył się Teddy, a ona obiecała mu, że za niego wyjdzie - wytłumaczył z zadziwiającą nawet jego samego cierpliwością, jednocześnie podając chłopcu worek guzików. - Nie przeszkadzajmy im teraz, niech cieszą się swoim szczęściem. Złożymy im gratulacje później, co ty na to? - zaproponował, zerkając na martwą rybę leżącą tuż obok w śniegu i zastanawiając się, co, do cholery jasnej, jury oczekiwało, że z nią zrobią. - Może póki co ozdóbmy bałwana, hm? Bo zaraz dołączy do pozostałych i też się rozpuści - a mówiąc to, wreszcie rozejrzał się po stanowiskach pozostałych drużyn; bałwan Bena, Teddy i Harriett nie przypominał już niczego, ten Colina i Freda był piratem (nie dostrzegł Luny leżącej gdzieś pod nim), a ten Samuela, Clementine i trzeciej, małej dziewczynki...
...chwila, czy właśnie się nie przesłyszał?
- Wiesz co, Charlie? - powiedział głośno, żeby mieć pewność, że Skamander go doskonale usłyszy. - Skoro nasz bałwan już głowy nie ma, a co za tym idzie, mózgu też nie posiada i zbyt wiele raczej nie myśli, może nazwijmy go Samuel? Pasuje idealnie - skwitował, po czym z pewną obawą wziął pieluchę w dłoń (na szczęście świeżą, czystą i najpewniej pachnącą) i zarzucił ją na bałwanka, czyniąc z niej ni to kaftan, ni to szal, ni to kubraczek.
[bylobrzydkobedzieladnie]




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych



Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 30.06.16 12:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   29.06.16 17:08

Clementine była przygotowana całkiem się odsunąć. Czując drobny, sugestywny dotyk palców przyjaciela, zatrzymała się jeszcze na chwilę. Chociaż twarz miała spokojną i nie było tego widać, wewnętrznie cieszyło ją jego słowa uspokojenia. Zapewniał ją, że nie zachoruje, a ona wierzyła mu, jakby to zależało rzeczywiście od niego. Skinęła w zrozumieniu głową, przyjmując również subtelny pocałunek na skórze, na którą wstąpiła od razu gęsia skórka. Baudelaire naiwnie wierzyła, ze to wrażenie wywołanego dreszczu to wyłącznie skutek różnicy temperatur między zimnymi dłońmi, a rozgrzanymi, mimo wszystkiego, wargami Samuela. Nie zatrzymywała go, wyczuwając w jego tonie potrzebę załatwienia czegoś. Dodała tylko dla rozwiania wątpliwości:
Idź.
Wśród tłumu spróbowała wyłapać kolejny znajomy jej ton. Nie wyczuła w tonie Garretta żadnej kpiny, nawet gdyby ta mogła się tam znaleźć. Za to odczuwała coś zupełnie innego. Ktoś tak podatny na zmysł dźwięku jak ona mógł gładko wyłapać szczękanie zębami, czy drżenie ust wywołane chłodem. Szczególnie jeśli czarodziejów zapamiętywała właśnie po ich głosie.
Brzmisz, jakby Tobie też było odrobinę zimno — zauważyła Clementine, zwracając twarz w kierunku brata swojej koleżanki. Swój szal oddała już Frankowi, rękawiczki nie nadawały się już do niczego innego, jak tylko do powieszenia ich w domu na kominku. Miała podstawy wierzyć, ze nie spodobałoby mu się, gdyby spróbowała pomóc mu w ten sam sposób, w jakim przed chwilą pomogła Samuelowi, a różdżka nie wchodziła w grę. Nie była najlepszą czarownicą, a zaklęcie jakie przed chwilą rzucała, skończyło się katastrofą. Intensywnie myślała, jak mu pomóc. Z rozwiązaniem przybyli organizatorzy, wszystkim najbardziej poszkodowanym wręczając koce i wełniane czapki. Clementine przyłożyła dłoń do ramienia Garretta, tylko po to, żeby niemo dodać mu sił, ale zaraz potem poczuła szarpniecie za ramię.
Muszę Cię przeprosić, Garettcie — rzuciła jeszcze w ramach wytłumaczenia, zanim opadła na kolana, obok Samuela i Febe, słuchając planu na przystrojenie bałwana. Nie wiedziała, jak to powiedzieć swojemu przyjacielowi, ale…
Yhmmmm… Samuel, to brzmi… trochę dramatycznie — zwróciła uwagę, bo nie chciała niewinnej pani Bałwanowej zakopywać w zaspie, ale z drugiej strony nie widziała jak to wszystko wygląda. Być może Skamander miał rację. Wyciągnęła dłonie przed siebie, badając kupkę ich śniegu, przy okazji trochę ją uklepując. Decyzja należała do Febe.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Febe Valhakis
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t2437-febe-valhakis-buduje#38225 http://www.morsmordre.net/t2756-poczta-febe#44557 http://www.morsmordre.net/t2757-dom-wymyslonych-przyjaciol#44561 http://www.morsmordre.net/f256-seaham-posiadlosc-rodziny-valhakis
najmłodsza erynia
10
Czysta
Panna
Widziałam już koty bez uśmiechu, ale uśmiech bez kota widzę po raz pierwszy w życiu. To doprawdy nadzwyczajne!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   29.06.16 18:59

Wysłuchuję planu Samuela - dość desperackiego. Lecz co innego nam pozostaje, skoro bałwanek się roztopił, a my wciąż musimy go przyozdobić. To zawsze jakiś pomysł. Lepszy niż żaden pomysł - przyglądam się kopczykowi śniegu, zaciskając małe usta. Mamy coraz to mniej czasu, by stworzyć cokolwiek. Wiem to, bo Emmie i Sam spoglądają na mnie, jakby to ode mnie zależała decyzja. To krępujące - nie lubię decydować. Nagle przychodzi mi do głowy coś innego:
- Możemy stworzyć damę w opałach, albo... Zawiązać jej sukienkę niczym ręcznikowy turban na głowie... Domalować usta i oczy, a nos stworzyć z zamkniętego opakowania tej smi... pomadki - wciąż za bardzo seplenię, a wypowiedzenie szminki jest zbyt trudne. - Wyglądałaby niczym pani w łaźni albo w wannie! Nie wiem tylko co z butami - kończę wypowiedź lekkim wzruszeniem ramionami. - Niech Samauel, jako chłopak, zadecyduje - przenoszę wzrok na mężczyznę. Cóż, tata mówi, że mężczyzna zawsze ma decydujące słowo w wielu kwestiach, nie tylko dotyczących wyjścia na Sylwestra! Często podejmuje decyzje dotyczące moich, już dorosłych sióstr. Także niech panowie decydują, skoro tak to lubią, a nam pozostawią zdobienie!


Powrót do góry Go down
Teddy Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2277-theodora-purcell http://www.morsmordre.net/t2511-poczta-teddy http://www.morsmordre.net/t2435-teddy-bear http://www.morsmordre.net/f248-pokatna-1-mieszkanie-nad-dziurawym-kotlem
sekretarka
28
Półkrwi
Zamężna
It’s complicated. All this love shit’s complicated. And that’s good. Because if it’s too simple you’ve got no reason to try, and if you’ve got no reason to try you don’t.
0
5
0
4
11
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   29.06.16 23:55

- Poczekaj tu, zaraz wrócę - nakazuję Franeczkowi kiedy już opada odrobina (naprawdę odrobina, jeśli ktoś myśli, że przestanę przeżywać przed następnym sylwestrem to srogo się myli, może nagłe wybuchy entuzjazmu uspokoją się gdzieś w okolicach pierwszego dnia Freddiego w Hogwarcie) emocji i przestaję krzyczeć. I piszczeć. Moje struny głosowe zaczynają przypominać tarkę. Proszę też spojrzeć, nie mam jeszcze obrączki na palcu, a już rozstawiam go po kątach. Przykrywam kocykiem. Naciągam czapkę na zmarznięte uszy. Oraz całuję, bo to rozgrzewa lepiej niż ognista.
Wychodzę za mąż!
Ktoś mógłby powiedzieć, że to wystarczający powód by odpuścić sobie lepienie bałwana. Zapewne gdyby chodziło o cokolwiek innego, jak papierkowa robota, to darowałabym sobie. Ale bałwan? Bałwan to poważna sprawa, prawdziwa odpowiedzialność. Zostawienie drużyny nie wchodzi w grę.
Nawet jeśli nasze dzieło jest tak paskudne, że nie da się na nie patrzeć bez łzawiących oczu, to wciąż wierzę, że mamy szansę na zwycięstwo - No ludzie, bierzemy się do roboty - ok, miny reszty zespołu są raczej marsowe, udam, że nie widzę. Tak będzie znacznie prościej. W Ministerstwie czasami działa. Chowam niektóre rzeczy za papierami i wierzę, że znikają.
Może jeszcze tam są, nie sprawdzam.
W każdym razie, może jeśli zignoruję całą sprawę z wojenną ścieżką Bena i Harriett to prędzej czy później zaczną wyglądać jak najlepsi przyjaciele.
- Myślicie, że można to jeszcze trochę wymodelować? - pytam, próbując poradzić sobie z masą piór i lodu - W ogóle, uważam, że powinniśmy go nazwać Lord Rosier. Bo to ci od róż, prawda? Zrobimy mu z nich naszyjnik, w oku umieścimy monokl i… - przerywam w pół zdania bo nadchodzi moment wybuchu entuzjazmu - Wychodzę za mąż, wychodzę za mąż! - mają szczęście, że już ledwo chrypię, bo znowu zaczęłabym krzyczeć - Jesteście zaproszeni na ślub, będzie niedługo, myślicie, że uda się już dzisiaj? Dzisiaj byłoby w porządku co, fajna data, łatwo zapamiętać… - tak paplając zdaje sobie sprawę, że zaproszenie ich dwójki do spędzenia wspólnie chociażby kolejnej minuty jest bardzo ryzykowne - Tylko się nie pozabijajcie? - no. To zrobiło się niezręcznie - W każdym razie wracając do bałwana… - mruczę pod nosem, próbując wyrównać kule. A potem ładnie ozdobimy go różami, monokl w oko a szampana… - Pijemy? - pytam, gotowa otworzyć butelkę - Pustą możemy wsadzić mu w rękę, lord Rosier jak żywy! - nigdy nie spotkałam żadnego, ale jestem pewna, że tak właśnie wygląda. Z piórami, różami i alkoholem.


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
15
0
0
5
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   30.06.16 15:27

- Komitet do spraw estetyki wygląda całkiem poważnie. - Zauważyłem, zerkając na sędziów i owijając sobie darowany szalik wokół szyi. - Co oznacza mniej więcej tyle, że nie powinniśmy podążać ich śladami. - W końcu nikt trójki dorosłych ludzi, biorących udział w konkursie przeznaczonym dla dzieci, o dojrzałość zapewne nie posądzał. Na powagę to ja się mogłem porywać w pracy, ale poza nią nie miałem ochoty mieć z styczności z pompatycznością. Przejadła mi się po siedemnastu latach urzędowania w Wiltshire.
Spojrzałem z góry na przygniecioną przez bałwana Lunę, którą księgarz właściciel księgarni bezskutecznie próbował wyrwać spod jarzma śniegowego stwora. Widząc przechylające się kule wydałem z siebie serię niezrozumiałych dźwięków ostrzegawczych, po czym rzuciłem się, by w porę powstrzymać bałwana przed rozpadnięciem się.
Fantastyczny Pan Lis na posterunku.  
- Co za poświęcenie. Stawianie piękna ponad własne zdrowie nie może zostać zlekceważone. - Komisja będzie musiała to docenić!
Już miałem zabrać się za jakieś szalone dekorowanie, ale okrzyki Teddy (z których ciężko było cokowleik zrozumieć) całkowicie mnie rozproszyły. W pierwszej chwili pomyślałem, że próbuje się ze mną porozumieć, w końcu sam przed momentem użyłem języka składającego się głównie z samogłosek, głośnych wdechów i ostrzegawczych krzyków. Ale to było coś innego. I trwało znacznie dłużej. Minęła chwila, zanim uświadomiłem sobie, że pośród wrzasków powtarzają się słowa oświadczył się i Frank. Moje niesłychane zdolności dedukcji podpowiadały mi, że właśnie doszło do  jakiegoś przełomowego momentu życia u Carterów.
To oni jeszcze nie byli małżeństwem?!
- Fae Feli – Wycelowałem różdżką w ich stronę, dochodząc do wniosku, że do pełni szczęścia brakuje im zapewne tylko brokatu. Frank na pewno się ucieszy. W końcu jesteśmy takimi świetnymi kumplami, zawsze znam jego potrzeby.  
Nie było jednak czasu na składanie gratulacji, bo czas się kończył, a jednoręki pracował w pocie czoła, by nasz bałwan miał ręce i nogi. A raczej jedną nogę. Piracką. Widząc, co się święci, postanowiłem i ja wykazać się inwencją twórczą. Oderwałem jeszcze część witek z połamanej miotły, do krzaczastych wąsów dorabiając iście kamracką brodę. Pozostałe guziki wetknąłem natomiast w środek bałwana, jednak zamiast klasycznego układu ułożyłem z guzików cztery kolumny – dwie bardziej na lewo, dwie na prawo, środek pozostawiając czysty, po to, by jak najbardziej przypominał układ guzików z pirackiego płaszcza.
- Brakuje tylko złowrogiego warczenia. - podsumowałem.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall http://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 http://www.morsmordre.net/t1966-minnie http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
kariera naukowa
20
Półkrwi
Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
10
5
0
0
23
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   30.06.16 19:41

- Bleach! - Minnie nie miała najmniejszego zamiaru krzywdzić nowej koleżanki. Stała przed tym wątpliwej jakości widowiskiem z niewyraźną miną, nie wiedząc, co zrobić, nieporadnie kręcąc różdżką w dłoniach - czy dało się to jakoś zatrzymać? Na szczęście, potwór w końcu zostawił dziewczynę - czarownica pobiegła w jej stronę, upewniając się, czy dotarł do niej koc i herbata podrzucone przez organizatorów. - Och, naprawdę nie chciałam, przepraszam, gdybym tylko cię zobaczyła... - zaczęła szczebiotać tak szybko, że nawet nie dostrzegła, kiedy zniknął Cassian - poszuka go, kiedy konkurs się skończy. Teraz musieli dokończyć pracę nad bałwankiem - i zająć się Bleach, która ucierpiała na tej zabawie. Minnie wyciągnęła w jej kierunku rękę, żeby pomóc wygrzebać się jej ze śnieżnej zaspy.
Losowanie wyszło im dość dobrze: przedmioty, którymi mieli przystroić bałwanka, były klasyczne, na pewno bardziej klasyczne niż martwa ryba, choć nie wypadało mówić tego na głos - Minnie czytała kiedyś publikację naukową na temat emocji martwych ryb.
- Obrócił się do góry nogami... ale mamy dwie miotły. Może on zwisa z lecącej miotły? - wsparła kij od miotły na ziemi i położyła ją na bałwanku, lekko przyprószając ją od góry śniegiem. Następnie wbiła marchewkę w miejsce nosa, dwoje oczu - wciąż do góry nogami - oraz guziki od fraku na większej z kul. - Kij od drugiej miotły możemy złamać, z dwóch połówek zrobimy mu ręce. W jednej może wywijać cylindrem. A z witek będą świetne rozwiane włosy. No, może trochę przesuszone. - Zmarszczyła brwi, przenosząc krytyczny wzrok na kompanów. - A może macie lepszy pomysł?




Kto pierwszy był człowiekiem?
Kto będzie nim ostatni ?
Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   30.06.16 19:55

Pozostawało więc tylko dopełnić dzieła, idealnego, wiekopomnego, które na zawsze pozostanie w pamięci uczestników sylwestra w Dolinie Godryka. Ich bałwan był gotowy, a z tego co widział, reszta grup zajęta była swoimi własnymi sprawami, jakby w ogóle im nie zależało na zwycięstwie. Głupcy, będą mu potem zazdrościli medalu z marchewki dumnie wpiętego w klapę zimowego płaszcza. Ciekawe co powie Keira, kiedy wróci do niej promieniejąc ze szczęścia i będzie domagał się oklasków za swój przewpaniały dekoratorski talent. Może nawet stoi gdzieś w tłumie i patrzy z podziwem, jak jej jednoręki szef baluje w najlepsze w wielką, trzykulową kupą śniegu?
- Da się załatwić, panie Lisie - powiedział tylko, szczerząc zęby w podejrzliwym uśmiechu. W pierwszym odruchu zamierzał go zwyczajnie kopnąć i wywołać złość mężczyzny - bo przecież najładniej warczą wkurzeni faceci, ale z drugiej strony uznał, że kopanie nieznajomego zupełnie nie przystoi tak poważanemu szlachcicowi. Ustawił się więc z tyłu bałwana, lekko uginając nogi i wystawiając lewą dłoń zakończoną hakiem zza pleców śniegowych kul. Z przodu mogło to więc wyglądać zupełnie tak, jakby bałwan miał dodatkową rękę z hakiem. Aby dokończyć dzieła, Colin wziął głęboki oddech, odchrząknął kilka razy, a potem warknął - a raczej ryknął - w taki sposób, że nawet największemu królowi zwierząt grzywa opadłaby z zazdrości.


Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   30.06.16 20:12

Obserwowałem rudzielca czekając na jego reakcję. Która z resztą zbyt szybko, a może zbyt późno nadeszła, i to taka, która mnie zbytnio nie zachwyciła. Gdzie ta radość ze ślubów? Gdzie skoki w kilometry w niebo, gdzie rzuty czymś drobnym, białym i złotym? Chociaż nie, nie wiem jak wyglądają takie śluby. Ale marzyć zawsze mogę. Już chciałem odpowiedzieć Garry'emu żeby było kolorowo, lecz zaraz kolejne jego słowa padły z ust, więc zamilkłem i wysłuchałem. Ze zdziwieniem, które krążyło na mojej twarzy. Wziąłem co mi dano, czyli woreczek z guzikami, a ja się nadal dziwiłem, gdzie radość nawet z samych zaręczyn. Zaraz jednak zaproponował, że później do nich pójdziemy, więc grzecznie przytaknąłem głową i wyciągnąłem pierwszy, czarny, okrągły guziczek z worka. Przyjrzałem się jemu z bliska, po czym zacząłem wpierw przykładać do kulki, a potem ręką wbijać guziki, by przypadkiem nie chciały uciec z tego miejsca. Uśmiechałem się przy tym wesoło, póki Garry znów nie zaczął mówić, to odwróciłem głowę w jego stronę.
- Hmm.....- wraz z jego pytaniem przyjrzałem się bałwankowi. Pasuje te imię? W sumie... - Zgoda.- odpowiedziałem wesoło uśmiechając się do Garry'ego, po czym raz jeszcze spojrzałem na brzuch i wpadłem na jakiś pomysł. Zaraz sięgnąłem gołymi łapkami - bo rękawiczki leżały gdzieś przy Franku - po rybę. Nieco skrzywiłem się widząc, że mam problem z jej trzymaniem, lecz zaraz pyskiem wbiłem ją w brzuch, nieco wyżej od połowy. Tak by było to rybi nos. Głową ryby torowałem sobie wbicie do środka kulki, a potem zostawiając część tułowia z ogonem, zaklepałem rękoma, by rybi nos nie uciekł, a potem resztę guzików, które mi zostały, doczepiłem robiąc z nich zarówno oczy, jak i szeroki guzikowy uśmiech. I tak został pusty worek po guzikach. Czy nasz bałwan nie wygląda epicko? Przyznaj Garry, wygramy to! Aż uśmiechnąłem się z dumą widząc to, co w sumie w dwójkę stworzyliśmy.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   30.06.16 20:47

W jednej chwili straszę bałwanka, w drugiej ten czort porywa mnie w bliżej nieokreśloną przestrzeń. Nigdy nie przypuszczałam, że to dzięki śniegowej figurze teleportuję się po raz pierwszy w życiu. Co nie podoba mi się do tego stopnia, że nie mam zamiaru robić tego po raz kolejny, nawet mimowolnie. Jestem przemarznięta i wydaje mi się, że każdy ząb szczeka osobno. Z ulgą przyjmuję ciepły koc, który planuję sprytnie podwędzić pod koniec konkursu - jeszcze się przyda - ale ani nie dziękuję, ani nie okazujè wdzięczności w żaden inny sposób. Patrzę na wylosowany zestaw przedmiotów i kręcę głową z rezygnacją. Jest zwykły, zupełnie przeciętny, ale chyba sobie poradzimy. Kiwam głową Minnie, bagatelizująco machając ręką, bo przecież jej nie winię. Zdarza się, a przecież i tak nie wydrapię jej oczu. Zwłaszcza, że kombinowała całkiem nieźle.
-To magik - stwierdzam, łamiąc jeszcze kilka witek i plotąc z nich uroczego króliczka. Niestety w 2D, bo poza kradzieżą jestem raczej kiepska w pracach manualnych - spójrz jak stara się wpakować z powrotem do cylindra - mruczę, rozchylając patykowate łapki króliczka u ronda kapelusza a'la Mufasa trzymający się kurczowo skały i patrzący w oczy skazy - do tego nasz magik jest osą - ciągnę, wybierając ze słoika wszystkie żółte i czarne guziki, robiąc z nich szerokie pasy na jednej z kul, przypominające ubarwienie pszczółki czy tam innego brzęczącego insekta z żądłem. Muszę przy tym nieco wejść w drogę Minnie, ale chyba sie nie obrazi - włosy... Włosy są dobre- mruczę, dodając jeszcze kilka niesfornych gałązek z ogona miotły, aby wydłużyć j e g o fryzurę. Marchewkowaty nos zadzieram w górę, poprawiam uśmiech z guzików na zadziorny, szelmowski i odchodzę kilka kroków w tył, aby podziwiać efekt naszej pracy - Proszę państwa, Douglas Jones jak żywy - ogłaszam głośno, aby wszyscy (a zwłaszcza sędziowie) mnie usłyszeli. Podobieństwo było przecież uderzające, nie zdziwiłabym się, gdyby nagle na naszego bałwanka wpadła jakaś rozhisteryzowana fanka szukającego Os.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   01.07.16 3:46

Nareszcie - w szczególności ku niewyobrażalnej uldze sędziów - konkurs dobiegł końca. Ogłoszono koniec czasu na ozdabianie bałwanków i, jak na zawołanie, do parku powrócił zaginiony urzędnik, pan Umbridge, którego spojrzenie było aktualnie jeszcze bardziej rozbiegane niż wcześniej. Mężczyzna bujał się też na boki dość niebezpiecznie, choć nie tracił równowagi. Musiał być wprawiony w boju.

Już wkrótce jury w pełnym składzie poczęło przechadzać się po parku i przyglądało się dumnie prezentowanym bałwankom - pani Bones zerkała na nie sceptycznie, dbając bardziej o to, żeby nie przemoczyć śniegiem butów, Judith Leach z wielką fascynacją w spojrzeniu oceniała je pod kątem artystycznym, a pan Umbridge... cóż, jemu chyba wszystko było obojętne; co chwilę zerkał tylko tęsknie w kierunku stolika z trunkami, a sam konkurs przestał być dla niego w ogóle interesujący.

opisy bałwanów:
 
komentarze jury:
 

Po trwających dłuższą chwilę oględzinach i znacznie krótszej naradzie pan Umbridge w końcu zabrał głos, by ogłosić wyniki.
- Panie i panowie... wreszcie koniec - powiedział i dokładnie w tym momencie podeszła do niego pani Bones, szturchając go i sycząc coś w jego kierunku. Mężczyzna spojrzał na nią ze skruchą i usunął się w cień.
- Najdrożsi uczestnicy - zaczęła pani Bones raz jeszcze - z tak jadowitą słodyczą w głosie, na jaką potrafiły się zdobyć wyłącznie redaktorki Czarownicy. - Dziękujemy wam wszystkim za udział w konkursie i przedstawienie niesamowitych lodowych rzeźb. Poziom w trakcie tegorocznych zawodów był niezwykle wysoki - kłamstwo nie chciało przejść jej przez usta, więc uśmiechnęła się (z widocznym wysiłkiem i bólem) jeszcze szerzej - i nad wyraz trudno było wyłowić zwycięzcę. Niestety, w każdej konkurencji ktoś musi triumfować, a ktoś musi przegrać. Po długich naradach udało nam się wyłonić wygraną drużynę.
Zdetronizowany tuż po rozpoczęciu przemowy pan Umbridge miał wręczać nagrody. Podszedł chwiejnym krokiem do drużyn, w jednej dłoni ściskając wielki, czerwony order z napisem "najpiękniejszy bałwan", a w drugiej gigantyczną butelkę szampana. Judith Leach stała tuż za nim, szeroko się uśmiechając - przed nią lewitował olbrzymi kosz słodkości z Miodowego Królestwa, którymi częstowała uczestników.
- W imieniu całego jury chciałabym z wielką przyjemnością ogłosić, że zwycięską drużyną została... - kontynuowała z przejęciem pani Bones, ale dokładnie w tym samym momencie coś poszło nie tak.
Pan Umbridge nie powinien był tyle pić - alkohol odebrał mu kompletnie koordynację i mężczyzna boleśnie się zachwiał. Aby uchronić się przed upadkiem, próbował złapać się najbliżej stojącej osoby - niestety, zamiast na osobę padło na bałwanka grupy drugiej, z którego po zderzeniu z pijanym mężczyzną pozostało raczej niewiele. Urzędnik, wciąż nie chcąc lądować w śniegu, szukał dalej oparcia. Wpadł prosto na Samuela, upadając razem z nim w pobliską zaspę; złośliwy przypadek sprawił, że jednocześnie nieświadomie przypiął mu do odzienia trzymany w dłoni order. W tym momencie Samuel Skamander otrzymał tytuł "najpiękniejszego bałwana".
Judith Leach, widząc to, przeraziła się jak nigdy - machnęła niezdarnie różdżką i lewitujący kosz ze słodyczami gwałtownie zawrócił, by niekontrolowanie latać wśród uczestników konkursu. Dryfował w powietrzu coraz szybciej i coraz niebezpieczniej, przyczyniając się do dekapitacji bałwanków grupy pierwszej i trzeciej. Ktoś - choć w całym tym zamieszaniu nikt nie spostrzegł, kto - wpadł na bałwana grupy czwartej, również nieco go niszcząc. Najmniejsza z kul bałwana zachwiała się i spadła, lądując prosto na twarzy Luny, która przez unieruchomienie nie mogła uciec, choć doskonale widziała zbliżające się zagrożenie.
Kiedy zdawało się, że tylko dzieło grupy piątej przeżyło tę bałwankową rzeź niewiniątek, twarz Odette Bones najpierw zajarzyła się intensywną czerwienią, a ledwie chwilę później znów stała się blada. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, kobieta zemdlała, nie mogąc zdzierżyć tak wielu nieszczęść na raz i, jak łatwo się domyślić, wylądowała prosto w objęciach ostatniego stojącego bałwanka, jego również zgniatając. Butelka szampana, która miała służyć za nagrodę, także gdzieś się odturlała i zginęła wśród wszechobecnych zasp.
I tyle było, proszę państwa, z konkursu na najpiękniejszego bałwana.

| Zabawa dobiegła końca - z całego serca przepraszam za mord na bałwankach, które z takim zaangażowaniem lepiliście! Posta podsumowującego znajdziecie tutaj.
PS: Nie obawiajcie się, na wyścigu na łyżwach przewiduję mniej ofiar.


Powrót do góry Go down
 

Kasztanowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Kasztanowy park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Dolina Godryka :: Sylwester w Dolinie Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18