Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kasztanowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kasztanowy park   20.06.16 20:41

First topic message reminder :

Kasztanowy park

O tej porze roku kasztanowy park tonie w grubych warstwach śnieżnego puchu, który - ku uciesze nie tylko dzieci - zdaje się idealny do tworzenia aniołków, lepienia trwałych śnieżek i budowania przepięknych bałwanów.
Nieco dalej park wypełniony jest licznymi ścieżkami, które okazują się kręte i dość oblodzone. Z gałęzi wysokich drzew zwisają długie sople, a w grudniowym powietrzu wirują drobne płatki śniegu. Spacer po tym spokojnym parku jest świetną alternatywą dla osób, które poszukują chwilowej ucieczki od zgiełku panującego na głównym placu Doliny Godryka.


grupy:
 
opisy bałwanków:
 
opis zadań:
 
wynik losowania ozdób:
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frank Cresswell
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2513-frank-carter#39521 http://www.morsmordre.net/t2730-poczta-franka http://www.morsmordre.net/t2538-frankenstein http://www.morsmordre.net/f248-pokatna-1-mieszkanie-nad-dziurawym-kotlem http://www.morsmordre.net/t4441-frank-cresswell#94971
właściciel dziurawego kotła, naukowiec
35
Półkrwi
Żonaty
a lot of hope in one man tent
there's no room for innocence
take me home before the storm
velvet moths will keep us warm
5
5
26
0
0
0
2
10
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 0:44

Szło im nieźle; bałwankowa głowa co prawda bardzo szybko przeszła do historii, rozpadając się jeszcze w dłoniach Charliego, ale Frank nie tracił dobrego nastroju (który pojawił się niewiadomo skąd), przyglądając się dwuczęściowemu dziełu z zadowoleniem. Kto właściwie powiedział, że kule muszą być trzy? Spojrzał na chłopca, który wyglądał nieco mniej szczęśliwie, niż jeszcze chwilę temu, i uśmiechnął się do niego szeroko. – Nie przejmuj się! Prawie Bezgłowy Nick też nie ma głowy… prawie, a jest najbardziej odlotowym duchem w Hogwarcie – powiedział. I zamilkł, niepewny, czy większą konsternację wzbudził w nim fakt, że rozmawia z nieznajomym dzieckiem o urokach dekapitacji, czy to, że z jego trzydziestoczteroletnich ust właśnie padło słowo odlotowy.
Coś szurnęło, gdzieś z prawej poczuł chłodny podmuch wiatru i odwrócił się, żeby odnaleźć wzrokiem Garretta, ale Garrett zdążył zamienić się w zaspę śniegu. To znaczy zniknął pod nią, a w powietrze uniósł się biały tuman, przez co sam Frank nie od razu zauważył skalę problemu. Dopiero kontrolne spojrzenie w kierunku bałwanka zmroziło mu krew w żyłach – śniegowy ludek nie tylko nie miał głowy, ale zniknął również brzuszek! Na szczęście czujne oko wilkołaka szybko zauważyło zgubę, która toczyła się w siną dal. Zawahał się tylko na moment – może powinien sprawdzić, czy Charliemu nic się nie stało, albo spróbować uratować spod lawiny Garry’ego? – szybko jednak ustalił w odpowiedniej kolejności priorytety i rzucił się w pogoń za kulą.
Mocna koncentracja na celu nie uczyniła go ślepym na to, co działo się dookoła; gdzieś na krawędzi pola widzenia zauważył, że jeden z bałwanków wystrzelił w górę jak korek z szampana i aktualnie pędził w stronę chmur, a kawałek dalej – czy to była grupa Teddy? – z ziemi wyrosły lodowe kolce. Gdyby nie to, że nic nie zdążył jeszcze wypić, pomyślałby, że umysł płata mu figle; tymczasem musiał zdać się na wiarę w to, co widział na własne oczy. A jego oczy mówiły, że śniegowy brzuch dziwnym trafem zmierzał prosto w stronę Samuela, którego bałwanek wyglądał dużo żałośniej niż – jeszcze do niedawna – dzieło Franka. – Widzę, co robisz, Samuel! – krzyknął trochę bez sensu, doganiając kulę i bohatersko rzucając się na kolana, żeby złapać uciekiniera. Udało mu się, objął dzieło zręcznych rąk Garretta ramionami, ostrożnie i z jakąś ojcowską czułością, jednocześnie łypiąc podejrzliwie na Skamandera. U którego stóp wylądował. – Nie podejrzewałbym aurora o próbę oszustwa! – fuknął groźnie, dopiero teraz zwracając uwagę na zamieniającego się w kałużę bałwanka. Wstał z kolan, wciąż tuląc w objęciach cenny brzuszek. – Dzień dobry paniom – przywitał się z towarzyszkami przyjaciela, nie przejmując się, że jedna z nich miała co najwyżej dziesięć lat. A później przeniósł na niego spojrzenie, jakby oczekiwał wyjaśnień.




you better keep the wolf back from the door
he wanders ever closer every night
and how he waits, baying for blood
I promised you everything would be fine


Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
37
20
1
0
0
1
15
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 2:15

Nie szło im tak, ja zakładał. No dobrze. To jemu nie szło tak, jakby chciał i gdzieś po drodze jego duma rozklejała się razem z mało estetycznym, śnieżnym tworem, które miało stanowić trzon ich bałwana. Tylko rezolutna dziewczynka stanęła na wysokości zadania, ale w sumie..czego mógł się spodziewać? I właściwie, gdy Emmie wpadła w podstawę zimowego ludka, zwyczajnie, wsparł się na kolanach, opierając i tak rozpadającą półkę, która miała być kulą.
- Nic się nie stało -powiedział cicho, kierując swoją twarz ku zaróżowionym, dziewczęcym policzkom. Podniósł się z miejsca, by przenieść spojrzenie na Febe.
-Trochę zachowują się jak koty...- przypomniał sobie zajęcia w szkole - ...albo młode aetonaty - uśmiechnął się szeroko do Febe, tym razem wspomnienie biorąc z własnego doświadczenia i rodzinnej hodowli - I fiu fiu, gratuluje odwagi Tobie..i twojej siostrze. Nie każdy zdecydowałby się na taki wyczyn - nachylił się nad śnieżna zaspą, przy której usiadła Emmie, przysuwając dłonią swój płaszcz i różdżkę, wyraźnie wybijająca się ciemna barwą pośród bielącego się puchu. Widział, że drobne dłonie dziewczyny poszukiwały zguby - Usiądź tutaj, nie zmarzniesz - różdżkę podsunął pod dziewczęce palce, by mogła samodzielnie trafić na swoją własność. Dlatego, gdy wszystkie trzy kule ze zwycięską najlepiej wyglądająca głową tkwiły we właściwymi miejscu, po prostu usiadł obok, na brzegu rozłożonego płaszcza, zapraszając do podziwiania obie swoje towarzyszki. Zanim jednak z westchnieniem opadł na prowizoryczne siedzisko, biała czapa śniegu odpadła z ich misternego dzieła, ukazując coraz więcej prześwitów, a sama podstawa spoglądała żałośnie kroplami powiększającej się kałuży.
- Co do...ehm...stu nieśmiałków - zmełł słówko w ustach, pamiętając, gdzie i z kim się znajdował. Zerwał się na nogi akuratnie, by zauważyć ..biegnącego Franka, w rączej próbie pochwycenia toczącej się (jakoś zbytnio okrągłej jak na standardy konkursu) śnieżnej kuli?
Skrzyżował dłonie przed sobą, przyglądając się z rosnącym rozbawieniem, jak poważny, odpowiedzialny...wilkołak, kurczowo obejmuje uciekinierkę? (zależnie jakiej płci się nabawił ów śnieżny brzuszek).
- Co robię?...raczej co Ty robisz? Sądzę że powinieneś klękać przed Teddy nie przede mną - zakpił, mierząc się wzrokiem z przyjacielem, nie kryjąc cisnącego się na usta śmiechu - Pff - rozplótł ręce, by jedną dłoń zatrzymać na swojej brodzie, gładząc ją w teatralnym zamyśleniu - Co ja poradzę, ze nawet bałwany na mnie lecą - wzruszył ramionami - Patrz, nasz się rozpłakał ze szczęścia..albo zachwytu, jak mnie zobaczył - wykrzywił usta w grymasie, który z uśmiechu przekształcił się w parsknięcie - ..ale to już jest przesada - mruknął, odwracając się do rzeczonych pań - Tak, znam go. To jest Frank. Jaki jest, każdy widzi, albo czuje. Niekoniecznie trzeba go naśladować - zaprezentował dziarsko mężczyznę, uroczo wtulonego w mroźny fragment bałwankowego brzucha? Przesunął się w tył, by odnaleźć dłonią przyjaciółkę - A w rzeczywistości, to mój przyjaciel, któremu ucieka bałwan. Tylko imię się zgadza - powiedział ciszej, by zaraz wrócić do swego przedsięwzięcia.
Zanim jednak na nowo parsknął śmiechem, kucnął przed ich topiącą się kreacją - No mała, już przestajemy. Dostaniesz nawet całusa, a te dwie piękne niewiasty udekorują cię koroną, jak prawdziwą księżniczkę, prawda? - zerknął na swoje towarzyszki poważną miną, czując, jak bardzo głupio wyglądał i - jak bardzo go wszystko śmieszyło - ..ale taka mroźną koronę - dodał po chwili.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 26.06.16 12:14, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 2:22

Przezabawna jest przewrotność losu.
W jednej chwili spoglądał z ukosa na swoją piękną kulę zasługującą na miano idealnej (powinien się przebranżowić, czekała na niego posada starszego budowniczego bałwanów), w drugiej planował wyrzucenie z siebie co najmniej trzech żartów o traceniu głowy tak słabych, że wysuszyłyby cały okoliczny śnieg, a w trzeciej już stało się coś niespodziewanego, co (dosłownie!) zatrzęsło jego światem w posadach.
Park był względnie kolorowy, coś łupnęło, park stał się biały.
I dziwnie cichy.
Nawet nie było mu zimno - zaskoczenie wyparło wszystkie uczucia, a fala chłodu, wilgoci i wszystkiego innego, co klasyfikowało się jako wyjątkowo niekomfortowe, uderzyła go dopiero chwilę potem; przez jakiś czas rozważał nawet, czy przypadkiem nie umarł, ale szybko doszedł do wniosku, że i tak jest mu to całkiem obojętne. A ta wegetacja w otoczeniu chłodu, puchu, bieli i pustki nie była taka zła.
Nie przyszło mu jednak egzystować w ten sposób wystarczająco długo. Dokładnie w chwili, w której uzmysłowił sobie, że właściwie znajduje się w pozycji embrionalno-półleżącej, doszedł go przytłumiony, dziecięcy głos. Coś zaszurało, coś zaszeleściło, a przez warstwę bliżej nieokreślonej pustki, w której tkwił, przebił się lekki promień sztucznego światła - może jednak faktycznie umarł, przeszło mu przez myśl, choć za żadne skarby nie potrafił sobie przypomnieć, co go zabiło.
Kilka bolesnych procesów myślowych później uświadomił sobie, że jasnowłosym aniołkiem, który wykopuje go z własnej mogiły, jest nie kto inny, jak mały Charlie, mruczący sobie coś cicho pod nosem. Czyli wpadł w śnieg, śnieg jest zimny, dlatego tak zamarzał - wszystko nagle nabrało sensu, co nie było jednak uczuciem zbyt miłym, bo Garry przypomniał sobie, że całe grono osób oglądało jego spektakularną przemianę w bałwana.
Garrett, Garrett - dlaczego takie rzeczy przytrafiają się tylko tobie?
- Nic mi - zaczął odpowiadać na pytanie, które nigdy nie padło, ale szczękające z zimna zęby zmusiły go do urwania w połowie - nie jest - ale tak naprawdę to było mu wiele, bo nawet jeżeli jego głowa wybiła się już z białego puchu niczym przebiśnieg na wiosnę, to reszta ciała wciąż pozostawała uwięziona w zaspie, która z każdej strony kąsała go przeszywającym chłodem.
Więc postanowił się wyswobodzić; najpierw jedna ręka, potem druga, później podparł się na przedramionach i próbował wydostać z pułapki resztę ciała. Noga jedna, noga druga; był cały przesiąknięty lodowatą wodą, jego włosy zmieniły się w brudnokasztanowe, mokre strąki, a twarz z mrozu stała się jednocześnie przeraźliwie blada i intensywnie czerwona, co w połączeniu z mozaiką złotych piegów prezentowało się raczej niecodziennie.
Ale to nie był czas na użalanie się nad własnym losem - mieli do wykonania misję i, jak zaraz się okazało, nie szło im tak dobrze, jak Garrettowi zdawało się na początku.
- Gdzie jest druga kula? - spytał chłopca, z niedowierzaniem wbijając spojrzenie w bałwana, który aktualnie przypominał bardziej przerośniętego kafla; przejął się tym tak bardzo, że nawet zapomniał, że było mu zimno i że powinien przeraźliwie szczękać zębami.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
http://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 http://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 http://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 14:11

- To są duchy w Hogwarcie?- zapytałem się zdziwiony tymi słowami. Duchy istnieją... naprawdę? Może tata jest teraz duchem i może...
powinienem go odnaleźć. Może będzie w Hogwarcie, skoro podobno tam są duchy. Lecz czy duchy nie straszą? Co, jeśli nie będę mógł w stanie odnaleźć tatę, bo będę przerażony innymi duchami? Ten Frank dał mi za dużo do myślenia. Zwłaszcza teraz, gdy trzeba było ratować dwóch bałwanów. Jeden się mrozi, a drugi rozdrabnia. Czemu mnie to nie bawi, tylko pchnę się w ratowaniu jednego bałwana modląc się, by nie został śnieżnym potworem.
Yeti. Wziąłem wdech, wydech spoglądając na twoją twarz.
Nie jesteś.
Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło, gdy zobaczyłem ciebie, kiedy próbowałeś coś mówić, a większość co słyszałem prócz twoich ust, to szczękanie twoich ust. Widziałem też przerażający kolor twojej twarzy, więc kiedy ty próbowałeś wydostać się ze śniegu, dotknąłem niepewnie twojego zaplamionego pewnie od nadmiaru marchewek, bo jak żeby inaczej powstają te plamy.
- Bałwan.- powiedziałem z uśmiechem. Może wrócą się jemu wcześniejsze kolory przy moim dotyku? Ale zaraz przerwałem moje rozmyślania, bo powędrowałem głową w stronę drugiego bałwana, który powoli się rozczłonkowywał.
- Uciekła, ten drugi... Frank poszedł ją gonić... Czy to.... nie on z tą-tym facetem z kucykiem?- poszukałem wzrokiem Franka i znalazłem go z kulą w ręku, tylko że rozmawiał z ... kimś. Początkowo myślałem, że to dziewczyna, bo jest kucyk na głowie, lecz gdy dostrzegłem brodę, to nie wiedziałem co sądzić. To chyba musiał być facet, prawda? Przyjrzałem się jemu dłużej i coś ta twarz mi mówiła. Coś chciało mi dać do zrozumienia, że znam tego faceta, lecz nie pamiętałem, z jakiego wydarzenia. Może to kolejny zębny przyjaciel mamy? Chyba tak. Dlatego zmieniłem zaraz słowo nie chcąc popełnić błędu. Zaraz jednak spojrzałem na Garretta z nowym, lepszym pomysłem.
- Może skoro nie mamy głowy, a brzuch nam uciekł, to mnie się wsadzi do środka?- zaproponowałem swój pomysł. Mama nie zauważy, bo jak teraz spojrzałem na jej stanowisko, miała swoje problemy. Z pewnością będzie zajęta czymś innym, a ja przynajmniej uratuję honor głowy, którą zniszczyłem. A co, jeśli dostaniemy więcej punktów za to, że będę w bałwanie?





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 http://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 http://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 http://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill http://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 14:38

Podobno w życiu chodzi o to, by cieszyć się małymi rzeczami, zacznijmy więc wyliczankę nieprawdopodobnych sukcesów. Po pierwsze, zapobiegli dalszym werbalnym nieprzyjemnościom, poprzez stłamszenie na językach wszystkich niewypowiedzianych, pełnych zgryźliwości odpowiedzi i skupienie się każde na swojej zaspie śniegu, przez co przypominali zapewne obrażone dzieciaki w piaskownicy, ale co tam. Po drugie, śnieg w dłoniach Harriett nie zmieniał stanu na ciekły i to w dodatku zdatny do parzenia w nim herbaty. Po trzecie, części składowe bałwana okazały się być w całkiem niezłej formie i zaskakująco dobrze do siebie pasowały. Zlepili całość w grobowym milczeniu, które aż wzbudzało w Lovegood wyrzuty sumienia z powodu tego, że Teddy przyszło się z nimi obtykać, a oni tak brutalnie zduszają jej entuzjazm i dobre chęci. Może więc dlatego w przerwie pomiędzy kolejnymi przyklepywaniami małych porcji śniegu do nieforemnego brzucha, lekkim tonem skomplementowała różowe włosy kobiety i wyraziła tonę uznania dla bałwankowej głowy, która zdecydowanie była najładniejszym elementem ich wspólnego dzieła? Blondynka cofnęła się o krok, by krytycznym okiem spojrzeć na śniegową postać i zastanowić się czy można ją ulepszyć w jakiś sposób. Pewnie tylko dlatego w porę dostrzegła kątem oka wyrastające z białego puchu sople, dłuższe i ostrzejsze z każdą kolejną sekundą.
- Uwaga! - krzyknęła momentalnie, gdy tylko połączyła w całość ciąg przyczynowo-skutkowy z ostrymi jak sztylety soplami i znajdującymi się zbyt blisko ludźmi w roli głównej. Ulegając odruchowi, może nieroztropnemu, chwyciła rękaw skórzanej kurtki Wrighta i pociągnęła do tyłu, tak mocno, jak tylko pozwalały jej na to wątłe ramionka i wizja tego bezdennie głupiego buca wykrwawiającego się poetycko na lodowych dzidach. Jej odruch niestety nie obejmował szybkiego ratowania stojącej kawałek dalej Teddy, co po kilku głębszych wdechach wprawiło Harriett w zakłopotanie. Sople utworzyły już klatkę dookoła bałwana, który wciąż był nieskończony, lecz nim półwila zwróciła na to uwagę, rozejrzała się pospiesznie naokoło, by z ulgą odnotować, że w całym tym kosmicznym zamieszaniu, jakie wybuchło naokoło, Charliemu nic się nie stało. Wydobyła różdżkę, by podjąć walkę z soplami. - Relashio - wypowiedziała formułę zaklęcia, a miękkim ruchem nadgarstka skierowała różdżkę w znajdujące się najbliżej sople.




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 14:38

The member 'Harriett Lovegood' has done the following action : rzut kością


'k100' : 90


Powrót do góry Go down
Bleach Pistone
avatar

Nieaktywni niemagiczni
Nieaktywni niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t2179-bleach-pistone#33158 http://www.morsmordre.net/t3081-karton-blicz http://www.morsmordre.net/t3082-masz-cos-dla-mnie http://www.morsmordre.net/t3163-blicz
Wagabunda
27
Charłak
Panna
Nic mnie nie dręczy, niczego nie żałuję. Bez przeszłości, bez jutra. Wystarcza mi teraźniejszość. Dzień po dniu. Dzień dzisiejszy! Le bel aujourd'hui!
0
0
0
0
0
0
0
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 16:52

Nananana, mam ochotę cichutko śpiewać sobie pod nosem, bo chyba nie powinnam przeklinać przy plączących się pod nogami dzieciakach. Choć pewnie i tak pewnie mnie nie usłyszą, bo mają za dużo miodu w uszach, ale gdzieś tu krążą rodzice tych potworków i jeszcze gotowi są mnie zrugać za nieprzyzwoite słownictwo. Nucę więc sobie niezobowiązująco, turlając coraz cięższą i większą kulę, nabierającą kształtu solidnego brzuszka. Pewnie wypełnionego jakimiś smakołykami, jakimi żywią się bałwanki, nie mam zielonego pojęcie, co to może być. Gorąca czekolada, którą uwielbiam chyba wypaliłaby mu wnętrzności, co raczej nie jest zbyt przyjemne - nawet dla lodowej kukiełki, o żywocie trwającym do pierwszego podniesienia temperatur. W każdym razie moja kula wygląda naprawdę zacnie. Jeśli to nie bałwankowy Święty Mikołaj o wielkim, wypiętym brzuszysku, to mogę nawet się ustatkować i zaprzestać swego trybu życia. Na szczęście dziewczynka, z jaką przyszło mi pracować nie ustępuje mi kroku i ulepiła doprawdy śliczną głowę. Foremną i chyba idealnie okrągłą, przypominającą mi wypolerowaną kulę do kręgli, doskonale pasującą do wykonanego przeze mnie tułowia. W końcu to szyja kręci głową, zatem to moje zadanie było najważniejsze - i przynajmniej mu podołałam, bo rudy profesor trochę spartaczył sprawę. Patrzę z politowaniem na to coś, parodiujące podstawę i w jednej chwili bałwanek-terminator przemienia się w nieco grubawe, bałwankowe dziecko. Zaczynające znikać? Słysze tylko jakieś dziwne hik-hik i nasza lodowa rzeźba zaczyna momentalnie pojawiać się i znikać. Ech, w tym względzie mam niebywałe szczęście, że nie dotykają mnie żadne dziwaczne choroby i schorzenia, na jakie cierpią czarodzieje. Pytanie tylko - od kogo zaraził się nasz bałwanek. Może to rudy jest nosicielem paskudnego choróbska? Matka (gdy jeszcze niby jej słuchałam) mówiła, że od czkawki chroni possanie kawałka lodu, więc dopadam tego kapryśnego stworka, nie zważając na stworzenie przez profesorka iluzji gigantycznej suszarki i mówię do niego głośno i wyraźnie.
- Wyrwę Ci trzewia i cię nimi nakarmię - nie wiem, czy groźba działa, ale zbieram z bałwanka trochę luźnego śniegu, który świeżo oprósza jego eee ramiona i rozsmarowuję mu je tam, gdzie powinien mieć twarz. Trochę brutalności nie zaszkodzi.


Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
9
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 18:32

Nastoletnie obrażanie się i odwracanie plecami do byłych miłości swego życia (także szkolnego) zapewne nie dodawało Benjaminowi męskości, ale na szczęście mógł wytłumaczyć się misją. Przyszli tutaj przecież po to, by niezwykle dojrzale budować śniegowe rzeźby, mające zachwycić komisję i zagwarantować im...no właśnie, co? Wright przez dłuższą chwilę próbował sobie przypomnieć, czy przed rozpoczęciem konkurencji ktokolwiek z szanownych przewodniczących choć przebąkiwał coś o podarku dla triumfującej drużyny, lecz niestety zirytowanie na Harriett nie pomagało Benowi w przeprowadzeniu dowodu myślowego. Nawet tocząc śniegową kulę widział w niej bladą twarz Hatsy, pytlującą uroczo jakieś głupoty. Jego Percivalowi. Nie mógł znieść tej myśli, dlatego toczył śnieżną kulę zajadle, niezbyt dbając o to, by uściślać jej strukturę, przez co dół bałwana stał się trochę płaski.
Acz solidny. Jaimie nie rozglądał się jednak dookoła, by porównać szanse drużyny trzeciej z konkurentami, wpatrzony w rosnącego przed jego oczami bałwana z mieszaniną dumy i dziwnej zaciętości. Nie zerkał w ogóle na Lovegood, pewny, że gdy znowu zobaczy jej chamski uśmieszek wiecznej dziewicy i merlińskiej cnotki, to zacznie ziać ogniem, ewentualnie zrobi coś równie niemożliwego. Na przykład pocałuje Teddy. Co właściwie nie byłoby takie złe; znów spojrzał na Purcell, unosząc do góry kciuk, by pokazać, że spisała się w bałwaniej grze znakomicie, lecz zanim zdążył zmienić kciuk na przybicie piątki, coś szarpnęło go w tył. Coś okazujące się Hatsy.
Cofnął się o krok właściwie raczej ze zdziwienia niż spętany szaloną siłą blondynki, co na szczęście uchroniło go od zostania wyjątkowo mięsistym szaszłykiem. Powinien może podziękować za opiekę, ale zamiast tego burknął nieprzyjemnie, szybko odsuwając się od Hatsy. Ratującej ponownie sytuacje udanym (zapewne) zaklęciem zanim Ben zdążył siłować się z lodowymi soplami siłą swych mięśni. Przez chwilę zerkał pytająco na Teddy - słodkie przeniesienie z Hogwartu, gdy zupełnie nie wiedział co napisać w eseju o transmutacji, a młodsze dziewczę litowało się nad jego brakiem rozumu, znajdując od razu odpowiedź - po czym westchnął z bezsilności i postanowił ochronić ewentualnie zbyt silne promieniowanie cieplne strumienia ognia.
- Aquamenti - wyciągnął różdżkę i skierował ją w kierunku tej strony bałwanka, od której zaczęły topić się lodowe sople, by ochronić zamrożoną powierzchnię śnieżnej rzeźby i umocnić jej brzegi.




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 18:32

The member 'Benjamin Wright' has done the following action : rzut kością


'k100' : 75


Powrót do góry Go down
Febe Valhakis
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t2437-febe-valhakis-buduje#38225 http://www.morsmordre.net/t2756-poczta-febe#44557 http://www.morsmordre.net/t2757-dom-wymyslonych-przyjaciol#44561 http://www.morsmordre.net/f256-seaham-posiadlosc-rodziny-valhakis
najmłodsza erynia
10
Czysta
Panna
Widziałam już koty bez uśmiechu, ale uśmiech bez kota widzę po raz pierwszy w życiu. To doprawdy nadzwyczajne!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 22:52

Staję przed naszym bałwankiem, lekko przekrzywiając głowę, jakbym tak mogła przyjrzeć mu się bardziej krytycznym wzorkiem lub takie ułożenie głowy miałoby wpłynąć na odbiór dopiero co stworzonej śnieżnej postaci. - Dorobimy mu wielki nos i przebierzemy za pajacyka... - mruczę bardziej sama do siebie, zastanawiając się, co też można zrobić z naszym tworem, by dodać mu atrakcyjności.
W naszą stronę toczy się brzuszek bałwanka bez głowy, z którego pozostała już tylko jedna kulka. Całe szczęście że w pościg za częścią ruszył jeden z panów - ot co, sami bohaterowie wokół. - O NIE! - piszczę trochę zbyt cienkim głosikiem, jednak zaszokowanie bierze górę. Czyżbym się przewidziała? Jak to możliwe? - On się topi! Szybko, Emmie, zrób magię i go ochłódź zanim całkiem zniknie! - wołam do dziewczyny, by jakoś zadziałała. Sama jestem za mała na czary i czuję się całkowicie bezużyteczna w tej sytuacji. Nie widzę, by którakolwiek z pań miała przy sobie wachlarz, a gołe gałęzie kasztanowca na nic się nie przydadzą. Nie zamierzam jednak stać bezczynnie. Jedyny pomysł jaki przychodzi mi do głowy - a raczej znajduje się na mojej głowie - to wachlowanie bałwanka czapką - taką wełnianą z wielkim pomponem na czubku i dwoma mniejszymi, które zwisają z części chroniącej uszy. Być może okłady ze śniegu bardziej by się przydały, jednak ten śnieg jest dziwnie podejrzany, bo który śnieg nagle zaczyna topnieć?! Przecież jest zimno! Czuję jak mróz zaczyna szczypać mnie w policzki i nos, który zapewne przypomina kolorem przypomina ten należący do klauna.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   25.06.16 22:52

The member 'Febe Valhakis' has done the following action : rzut kością


'k100' : 63


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   26.06.16 11:06

Z irytacją spojrzał na swoją różdżkę, z której wystrzeliły smętne kolorowe płomienie, nie robiąc jednak bałwanowi żadnej krzywdy; lewitował więc sobie swobodnie dalej, unosząc się kpiąco w powietrzu i rzucając Colinowi drwiące spojrzenia, oczywiście o ile śnieg może z kogokolwiek drwić. W każdym razie ten drwił i wzbudzał w księgarzu coraz większą wściekłość - miał tylko nadzieję, że zbyt wiele osób nie widziało jego dramatycznej porażki. Postanowił jednak zrzucić to na karb swojej niedawnej zdrowotnej rekonwalescencji; najwyraźniej nie tylko jego fizyczna siła, ale i magiczne moce postanowiły sobie wziąć chwilowy odpoczynek. Na szczęście nie musiał zbyt długo przeżywać swojej porażki, bo towarzysząca mu dziewczyna wzięła sprawy w swoje ręce. Wypowiedziała formułę zaklęcia, kierując je w bałwanka, a Colin uznał, że warto spróbować jeszcze raz.
- Mobiliarbius! - machnął ze złością hakiem w kierunku uciekiniera i ponownie skierował na niego swoją różdżkę, skupiając się tylko na tym, aby ściągnąć go na ziemię i zakończyć całą tę farsę. Miał przecież milion innych rzeczy do roboty, niż uganianie się za latającą kupą śniegu. Na przykład pożarcie kolejnej babeczki.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   26.06.16 11:06

The member 'Colin Fawley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 70


Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   26.06.16 13:08

Emmie chciałaby móc się tak przyglądać ich tworowi. Najpewniej bez wpędu na efekt, uznałaby ich bałwana za piękną lodową rzeźbę. Nie wiedziała, zże ten chyli się ku ziemi jakby chciał spaść. Być może myśl o Samuelu rozgrzewa jego bałwanie serduszko, jeśli to Pani Balwanowa, albo może topi się pod wpływem uroku młodej Febe. Jaki by nie był tego powód, bałwanka należalo ratować! Niczego jeszcze nieświadoma Clementine, odnajdując różdżkę, skorzystała z płaszcza Samuela, przysuwając się do mężczyzny, żeby zrobić miejsce dziewczynce. Była na tyle blisko, że czuła ciepło mężczyzny obok siebie. Jego zapach wdzierał jej się w nozdrza, nie pozwalając jej zapomnieć o jego towarzystwie. Nawet kiedy twarz zwracała w kierunku Febe, uśmiechając się do niej. Jej zadowolenie udzieliło się Clementine, która mogłaby całą zimę lepić bałwany. Uczucie jakie temu towarzyszyło było niepodważalnie ekscytujące.
Z minuty na minutę coraz bardziej. Coś toczy się po śniegu, coś kłapie za tym czymś i panienka Baudelaire nie zna tego dźwięku. Instynktownie podciąga nogi pod siebie, poprawiając odrobinę suknie i odchyla się do tyłu. W naturalnym odruchu chowa się za plecami Samuela. Jej ciepły oddech z pomiędzy rozchylonych ze zdziwienia warg, spływa wprost na jego kark. Clementine nie czuje ani żeby była dalej, ani bliżej Skamandera. Skupiona już na nowych doświadczeniach, oderwała się na razie od wrażeń obecności jego osoby. Znajduje się teraz bardzo blisko niego, odrobinę za nim. Głowę unosi wyżej na dźwięk czyichś słów. Samuel przedstawia im tego człowieka, jako swojego przyjaciela.
Dzień dobry Panu, Panie Frank.
Skamander jej nie przedstawił, dlatego zebrała się z podłoża do góry, otrzepując suknię, prawdopodobnie w całkowitej nieświadomości, strzepując drobinki śniegu na twarz Samuela. Gdyby wiedziała, najpewniej próbowałaby Samowi odkupić ten haniebny ruch. Tymczasem, całkowicie spokojna zwróciła twarz w kierunku Franka. Chciała się przedstawić. Poderwał ją jednak krzyk Febe. Drgnęła odwracając się w jej stronę.
Oj… — miała wspomnieć dziewczynce, że nie jest najlepsza w magii, ale głos dziecka był tak pełny nadziei i wiary w jej możliwości, że poczuła się nie dość, że pewniej, to w dodatku mocno zmotywowana do działania. Wyciągając różdżkę szepnęła inkantację zaklęcia:
Caeruleusio —z końca różdżki wydobyła się smuga chłodu, która z początku owiała…. Franka Cartera. Clementine zdawało się, że wyciągnęła różdżkę w kierunku bałwana, ale przecież łatwo było się pomylić. Tyle się tu w końcu wokół działo. Dopiero, kiedy wyciągnęła dłoń przed siebie, żeby zbadać postępy w naprawianiu szkód, zamiast natknąć się dłonią na lód, jej palce, osłonięte rękawiczką, natknęły się na żywą tkankę, teraz już odrobinę chłodną. Zadarła głowę w górę, szepcząc z kontrolowanym spokojem, bo serce zabiło jej ze stresu mocniej.
Nic Panu nie jest?
Dłoń dalej miała ulokowaną na piersi mężczyzny, bo właśnie tam bezwładnie opadła, kiedy próbowała odnaleźć bałwanka. Instynktownie przesunęła ją na bok, w stronę lewej piersi, sprawdzając, czy nie zmroziła mu czegoś ponad skóry. Serce bilo mu pewnie, co tylko w niewielkim stopniu ją uspokoiło.
O Morgano, niech się Pan odezwie.
Zrzuciła z siebie szalik, udostępniając go mężczyźnie. Chciała mu go zarzucić na szyję, ale mężczyzna by wyższy niż się tego spodziewała dlatego miękki materiał szala opadł mu z wolna na głowę — Proszę to ode mnie przyjąć. Panu się teraz bardziej przyda — kiedy Clementine upewniła się, że więcej nie mogła zrobić, z nadzieją wypowiedziała imię swojego przyjaciela — Samuelu? — zwróciła twarz w tamtym kierunku. Chociaż ruchy miała harmonijne miała nadzieję, ze obejdzie się bez interwencji magomedyków. Ufając Samowi, wycofała się pozostawiając mu miejsce do działania. Mijając się z nim, musnęła go tylko z niema prośbą opuszkami palców po ramieniu. Zaraz potem mogła przystąpić do reanimowania bałwana. Chociaż zaniepokojona Panem Carterem, ponawiając tą samą inkantację zaklęcia, tym razem na bałwanie, nasłuchiwała uważnie czy Samuel zdołał opanować sytuację.
Febe… — szepnęła łagodnie, chociaż w dalszym ciągu była tą sytuacją przejęta — Mam do Ciebie prośbę, możesz mi opowiedzieć, co widzisz?
Nie mówiła o bałwanie, tylko o wszystkim. Głównie o Franku, czy nie wyrządziła mu żadnych szkód.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kasztanowy park   26.06.16 13:08

The member 'Clementine Baudelaire' has done the following action : rzut kością


'k100' : 83


Powrót do góry Go down
 

Kasztanowy park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Kasztanowy park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Dolina Godryka :: Sylwester w Dolinie Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18