Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Edgar Burke

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Edgar Burke   23.06.16 17:40


Edgar Theodore Augustus Burke

Data urodzenia: 24 grudnia 1922r.
Nazwisko matki: Slughorn
Miejsce zamieszkania: Durham
Czystość krwi: szlachetna
Status majątkowy: bogacz
Zawód: łamacz klątw, zaopatrzeniowiec B&B i wszystkich miłośników opium
Wzrost: 183cm
Waga: 83kg
Kolor włosów: ciemny brąz
Kolor oczu: niebieski
Znaki szczególne: zmierzwione włosy, blizna na prawym udzie, niewielkie znamię w kształcie Szkocji na lewym ramieniu


Zamek Durham był przeciwieństwem wszystkiego, co wiązało się ze słowem przytulne. Grube mury, mało światła, chłód w komnatach. Prawdopodobnie większość osób ominęłaby go szerokim łukiem, ale nie Edgar. On lubił ponurą aurę tego miejsca. Wpisywał się w nią swoim równie ponurym charakterem. Czy gdyby wychowywał się w kolorowym pałacu pełnym barokowych zdobień, byłby innym człowiekiem? Śmiał w to wątpić, choć atmosfera Durham idealnie dopasowała się do swoich mieszkańców. Równie nieodgadniona, kryjąca niemniej tajemnic.
Mężczyzna oddał swój płaszcz skrzatowi i ruszył w kierunku gabinetu swojego ojca. Przynajmniej taki miał plan, lecz nieznane siły kazały mu się najpierw trochę rozejrzeć. Wszedł do przestronnej jadalni, w której niegdyś przyszło mu spędzać każdy wieczór. Rodzice zawsze kładli duży nacisk na zacieśnianie rodzinnych więzi, a organizowana przez nich kolacja była ważnym i pewnym punktem dnia. Nikt nie miał odwagi na nią nie przyjść, bo to z pewnością wiązałoby się z gniewem rodziców, a do tego nikt nigdy nie chciał dopuścić. Tak więc siadali przy suto zastawionym stole i przysłuchiwali się wszystkiemu, co chcieli im przekazać. Ojciec przede wszystkim pragnął rozwinąć w nich swoje poglądy i przekonania. Najważniejszy był zakaz bratania się z wrogiem, a wrogiem była każda osoba nieszlachetnego urodzenia. Oprócz tego opowiadał im wiele rodzinnych historii, zaszczepiał ducha walki i dumę z nazwiska. To był też ich czas na dzielenie się opiniami, z którego Edgar nieczęsto korzystał. Nigdy nie był szczególnie rozmowny - ani jako dziecko ani jako dorosły, niemniej doceniał możliwość swobodnego wyrażania siebie. To było coś, co szanował w swojej rodzinie, że wyzbyli się ślepego podążania za konwenansami, które przecież prowadzą donikąd.
Spojrzał na ciężkie zasłony i przypomniała mu się uczta, zorganizowana niedługo po jego szóstych urodzinach. Do tego dnia nie objawiły się w nim żadne magiczne zdolności. Wtedy był za mały, żeby dokładnie zrozumieć konsekwencje niebycia czarodziejem w czarodziejskim świecie - szczególnie, kiedy pochodziło się z czystokrwistej rodziny. Widział natomiast zawód w oczach ojca i tylko to zmuszało go do zaszywania się w dużym ogrodzie i zmuszania swojego organizmu do choćby odrobiny magii. Próbował zmienić kolor płatków róż czy przesunąć kamyk chociaż o milimetr do przodu, jednak każda z tych prób kończyła się niepowodzeniem. Atmosfera w domu stawała się coraz bardziej napięta i teraz Edgar wcale się temu nie dziwił. Marcus Burke przeżyłby wiele, ale z pewnością nie syna charłaka. Aż nagle nadszedł wyczekiwany moment. Goście siedzieli przy długim stole, śmiejąc się i rozmawiając. Guwernantka przyniosła jego młodszego brata nad którym od razu wszyscy zaczęli się zachwycać i wróżyć mu świetlaną przyszłość. Edgar poczuł narastającą złość i zazdrość, że brat okaże się od niego lepszy. Strach, że ojciec go odtrąci. Zacisnął pięści, byleby tylko nie ujawnić na twarzy żadnej z buzujących w nim emocji, kiedy czarne jak noc zasłony stanęły w płomieniach. Chłopiec spojrzał zaskoczony na ojca, ale ten jedynie kiwnął głową i ugasił niewielki pożar. Jak zwykle oszczędny w słowach i czynach.
Edgar przeszedł z jadalni do salonu i od razu rzuciły mu się w oczy fotografie, stojące na  kominku. Na jednej z nich był on sam, ubrany w czarną szatę z herbem Slytherinu na piersi. Nie pamiętał, kiedy zrobiono mu to zdjęcie, ale na oko stwierdził, że musiał mieć wtedy koło trzynastu lat. Dostojna mina, chłodny wzrok i, niepasujące do wizerunku, rozwiane włosy. Pozostawały w artystycznym nieładzie, nie ważne jak długo były czesane. Zawsze go to denerwowało, ponieważ chciał wyglądać poważnie jak na Burke'a przystało, a fryzura psuła cały efekt. W każdym razie nikt nie zdziwił się, kiedy Tiara przydzieliła go do Domu Węża. Każdy w jego rodzinie tam trafiał, a poza tym Edgar po prostu tam pasował. Nie miał problemu z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości i rzadko tęsknił za domem (choć oczywiście cieszył się na każdą wizytę w Durham). Nie szukał przyjaciół. Zawsze wychodził z założenia, że tak naprawdę ufać można tylko sobie. Poleganie na kimś innym uważał za słabość, a nie chciał być słaby. Zawsze był ciekawy świata, więc wielki Hogwart był dla niego spełnieniem marzeń. W Durham już nie miał nic do odkrycia, natomiast tutaj całe dnie spędzał na włóczeniu się po zamku. Znajdował ślepe korytarze, zapomniane komnaty, ukryte przejścia. Próbował odnaleźć jakąś prawidłowość w ruchomych schodach czy zrozumieć waśnie i przyjaźnie pomiędzy obrazami. Parę razy dociekliwość zaprowadzała go wprost na szlaban, co niesamowicie go denerwowało, bo przecież nie robił nic złego. Jeszcze bardziej denerwowało to jego ojca, więc starał się więcej nie doprowadzać do takich sytuacji. Tylko to wcale nie było proste, kiedy Zakazany Las tak kusił swoją tajemnicą. Edgar miał wtedy ochotę wszystko rzucić i wejść w głąb. Z biegiem lat zwykłe zwiedzanie zamku zaczęło przekształcać się w olbrzymią pasję. Często przesiadywał w bibliotece, niemalże połykając każdą pozycję poświęconą mitom i legendom. Jego ulubionymi przedmiotami szybko stały się starożytne runy i historia magii. W piątej klasie doradca zawodowy nie musiał nic mówić. Edgar dawno wybrał. Łamacz klątw. Pilnie się uczył, żeby osiągnąć swój cel, jednak skupiał się jedynie na przedmiotach potrzebnych do przyszłych kursów. Przedmioty niepotrzebne traktował po macoszemu, więc zaczął z nich otrzymywać jeszcze gorsze wyniki niż wcześniej. Największy problem zawsze miał z eliksirami. Podczas każdych zajęć coś musiało mu wybuchnąć. Profesor najczęściej omijał jego kociołek szerokim łukiem w obawie, że zaraz coś z niego wypełznie. Edgar po prostu nie potrafił trzymać się przepisu. Za bardzo go korciło, żeby pomieszać dwa razy w lewą stronę zamiast w prawą albo żeby dodać sproszkowane skrzydła muchy po pięciu minutach zamiast po piętnastu. Czasami starał się robić wszystko po kolei, a i tak nic mu nie wychodziło. Ostatecznie z wyników egzaminów końcowych był zadowolony, czego nie można było powiedzieć o jego rodzicach. Co prawda zdał Obronę przed czarną magią na ocenę Wybitną, a Historię magii i Starożytne runy na Powyżej Oczekiwań, jednak oni zwracali uwagę jedynie na gorsze oceny. Gorsze oceny czyli wszystkie inne przedmioty, z których dostał ocenę Zadowalającą i przede wszystkim Eliksiry, z których ledwo wyciągnął Nędzny. Podczas egzaminu prawie otruł egzaminatorów, więc nie spodziewał się pozytywnej oceny.
Podniósł fotografię stojącą obok. Zobaczył na niej siebie i resztę rodzeństwa z jednym wyjątkiem - nie było na niej jego młodszej siostry. W ogóle go to nie zdziwiło. Doskonale pamiętał dzień, kiedy właśnie w tym pomieszczeniu rozgorzała poważna kłótnia. Stał pod ścianą, przyglądając się całemu zajściu, nie chcąc opowiadać się po niczyjej stronie. Zgadzał się z ojcem - jego siostra nie powinna podejmować tak pochopnych decyzji i zaprzepaszczać wiekową tradycję rodziny dla jakiejś szlamy. Z drugiej strony to cały czas była jego siostra i chciał wierzyć, że szybko się opamięta, a całe zajście pójdzie w zapomnienie. Chyba nigdy nie widział ojca tak zdenerwowanego jak tamtego dnia. Teraz, kiedy sam był ojcem, doskonale go rozumiał. Wydziedziczenie córki to jedyne rozsądne wyjście, ale za to wiązało się z nim mnóstwo nieprzyjemności. Zapomnieć o tym, że kiedykolwiek miało się dziecko? Tak w ogóle się da? Przeniósł wzrok na jednego z młodszych braci. Nie mógł oderwać wzroku od znajomej twarzy. Wciąż nie mógł pogodzić się z jego śmiercią i szczerze wątpił, żeby to miało się kiedykolwiek zmienić. Cały czas nie mógł się pozbyć wyrzutów sumienia, bo był pewny, że mógł temu zapobiec. Dlaczego akurat on musiał odpowiadać za transport zaklętego artefaktu? Przecież Edgar był starszy, bardziej doświadczony. Na Merlina, pracował jako łamacz klątw! Znał się na nich i na pewno istniało o wiele mniejsze prawdopodobieństwo, żeby jemu przytrafiło się to samo. Nie chciał dłużej o tym myśleć, więc odstawił fotografię i wyszedł z salonu.
Wszedł po schodach na pierwsze piętro i zajrzał do rodzinnej biblioteki. Na pierwszy rzut oka nie miała szczególnie bogatych zbiorów, ale w tym wypadku pierwsze wrażenie było mylne. Burke'owie nie stawiali na ilość tylko na jakość i Edgar dobrze wiedział, że można tu znaleźć kilka perełek. Jeszcze więcej perełek można było znaleźć w pomieszczeniu niedostępnym dla wścibskich oczu, gdzie leżało mnóstwo starych woluminów dotyczących czarnej magii. Czarnomagiczna wiedza była czymś przekazywanym z pokolenia na pokolenie i w życiu każdego młodego Burke'a przychodził moment, kiedy zaczynał się z nią zapoznawać. Edgar chłonął tą wiedzę jak gąbka, gdyż ściśle wiązała się z jego zamiłowaniem do wszystkiego co tajemnicze. Pochłaniał kolejne książki i niemalże biegł na każde zajęcia z ojcem. Podczas nich uświadomił sobie, że to co wcześniej wiedział o magii to tak naprawdę kropla w oceanie. Czarnomagiczne zaklęcia niesamowicie poszerzyły jego horyzonty i od tamtej pory był bardziej skory do rzucania właśnie takich niż zwykłych zaklęć obronnych, które nagle zaczęły mu się wydawać tak błahe. W pewnym sensie czuł się lepszy, ponieważ posiadł wiedzę z dziedziny, która dla większości czarodziejów nie była pisana. Wtedy też zaczął pracować w rodzinnym sklepie. Dobrze wiedział, że to przede wszystkim on z pomocą swojego rodzeństwa będzie w przyszłości odpowiedzialny za to miejsce. Czuł na swoich barkach ten ciężar odpowiedzialności i ze wszystkich sił starał się mu sprostać. Przykładał się do powierzanych mu zadań, żeby pokazać ojcu i dziadkowi, że dobrze zrobili, wdrażając go w rodzinny biznes. Zresztą Edgar naprawdę to lubił, bo praca na Nokturnie obfitowała w czarną magię. Doszkalał się w klątwach, handlu, kontaktach międzyludzkich. Z czasem ta ekscytacja z pracy w rodzinnym sklepie jednak zaczęła maleć, bo ciągnęło go do czegoś więcej. Chciał już teraz natychmiast skończyć szkolenie łamacza klątw i wyjechać. Szczególnie, że sytuacja w świecie czarodziejów stawała się coraz bardziej napięta. Walka Grindelwalda w imię większego dobra zaczęła się dokładnie w tym samym roku, w którym Edgar skończył szkołę. Cały jego kurs i praca w sklepie odbywały się pod pytaniem: co będzie dalej. Sprowadzanie artefaktów wiązało się z większym ryzykiem, więc było ich w sklepie coraz mniej, a i popyt wyraźnie zmalał. To nie był łatwy okres dla Burke'ów, ale na szczęście posiadali unikatową umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji. Marcus Burke był w tym szczególnie dobry i jego żyłka do interesu dała o sobie znać, kiedy zaczął sprzedawać ciała ofiar wojny w celach badawczych. Może nie było to zajęcie godne szlachcica, ale kto by się tym przejmował. Tym sposobem udało im się stosunkowo bezboleśnie przetrwać niepewne czasy. Wojna skończyła się pokojem podpisanym w 1945 roku, który przypadł również na moment, w którym Edgar mógł rozpocząć pracę łamacza.
Zatrzymał się na chwilę przy tytule, którego nigdy wcześniej tutaj nie widział. Przeczytał pierwszą stronę i odstawił pozycję na miejsce, opuszczając bibliotekę. Już miał ruszyć do gabinetu ojca, kiedy zerknął na drzwi od swojego starego pokoju i nie mógł tam nie wejść. Z zadowoleniem stwierdził, że niewiele się tutaj zmieniło. Na ścianach wciąż wisiały zielone proporczyki, w rogu stała jego stara miotła, na półce znajdowało się parę ruchomych zdjęć. Mimo wszystko miał złe wspomnienia związane z tym miejscem. Kojarzyło mu się z jego chorobą, a najchętniej w ogóle wymazałby ją ze swojego życiorysu. Niedługo przed pójściem do Hogwartu zdiagnozowano u niego transmutacyjne zaniki organowe. Doskonale pamiętał noc, podczas której dostał pierwszego ataku. Ból wyrwał go ze snu. Łapczywie próbował zaczerpnąć powietrza. Zacisnął pięść na cienkim materiale koszuli, chcąc się jej pozbyć. Czuł jak pot cieknie mu po plecach. W głowie miał kompletną pustkę - pragnął jedynie odrobiny życiodajnego powietrza, żeby jego płuca w końcu przestały płonąć. Oczy zaczęły mu łzawić z bólu i bezsilności. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy znalazł się w św. Mungu. Pamiętał za to twarz uzdrowiciela, który przyniósł mu ulgę. Niewydolność płuc. Tak brzmiała pierwsza diagnoza, w którą jednak ciężko było uwierzyć. Edgar wydawał się być okazem zdrowia. Elvira i Marcus nie potrafili zrozumieć dlaczego ich silny syn z dnia na dzień stał się chorowitym, bladym chłopcem. Uzdrowiciele nie potrafi znaleźć innej przyczyny dla tego ataku duszności, więc Edgar wrócił do domu. Cały dzień przespał w swojej sypialni, by następnego dnia przeżyć ten sam koszmar. Wydawało mu się, że po ujawnieniu magicznych zdolności, już nigdy nie zawiedzie swojego ojca. Zawsze chciał być taki jak on, natomiast nieznane mu siły wyższe usilnie próbowały mu pokazać, że to jest niemożliwe. Chciał być mądry jak on, a do szóstego roku życia nie potrafił wykrzesać z siebie nawet odrobiny magii. Chciał być silny jak on, a w tym momencie nie mógł przejść nawet pięciu kroków bez zadyszki i ataku kaszlu. Tak naprawdę każdy dzień dzielił się na momenty duszności i coraz rzadsze momenty spokoju. Zdenerwowani Burke'owie zwołali sztab specjalistów, który po wielu badaniach stwierdził, że to musi być rzadka genetyczna przypadłość. Jego organizm transmutował jeden organ w drugi. Klamka zapadła - Edgar musiał nauczyć się z tym funkcjonować. Na początku żył w ciągłym strachu, że atak się powtórzy. Owszem, powtórzył się i to niejednokrotnie. Płuca, trzustka i wątroba. Święta trójca organów, które z niewiadomych przyczyn postanowiły od czasu do czasu zamieniać się miejscami. Jedynym lekarstwem były regularne wizyty u lekarza. Z czasem ataki choroby nie stały się rzadsze, ale za to szybciej wykrywalne, a co za tym idzie - o wiele mniej bolesne.
Ambicji nie obchodzi rzeczywistość. Edgar nie zamierzał rezygnować ze swojego marzenia zostania łamaczem klątw tylko ze względu na chorobę. Poświęcał naprawdę dużo czasu na naukę. Nie rozstawał się z ciężkimi księgami, czytając je nawet podczas pracy w sklepie. Średnio co dwa tygodnie chodził na kontrolną wizytę i udało mu się opanować chorobę na tyle, że w zasadzie przez kilka lat nie dostał poważnego ataku, który skończyłby się bolesną wizytą w szpitalu. W końcu jego marzenie się spełniło - skończył kurs i wyjechał na pierwszą misję do Afryki. Nigdy nie zapomni chwili, kiedy po raz pierwszy stanął na samej górze wydmy. Widział piach po sam horyzont, lekki wiatr rozwiewał mu włosy, a słońce świeciło prosto w twarz. Piramidy okazały się być o wiele większe niż się tego spodziewał, ale i o wiele ciekawsze - choć myślał, że to już niemożliwe. Razem z nim w misji brało udział kilku innych Brytyjczyków, dwóch Norwegów i jeden Polak. Ten ostatni był równie małomówny co Edgar, ale dużo starszy i bardziej doświadczony. Wystarczyło jedno spojrzenie na jego pomarszczoną twarz, żeby być pewnym, że wiele w swoim życiu widział. Czasami się otwierał i zaczynał opowiadać o tajemnicach polskich gór, o puszczach albo jeziorach pełnych niebezpiecznych trytonów. Każda jego opowieść była niesamowicie barwna i aż chciało się tam pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy. Edgar cenił tego człowieka i traktował go jako kopalnię cennej wiedzy. Parę dni później wydarzył się nieprzyjemny wypadek. Pod wpływem nieuważnie wypowiedzianego zaklęcia zawalił się strop i kilku uczestników wyprawy zostało rannych. Edgar miał szczęście i nie stało mu się nic poważnego, ale wtedy uświadomił sobie, że ta praca to nie tylko szukanie pięknych figurek. W tych wszystkich tajemniczych miejscach czyhało mnóstwo niebezpieczeństw. Nie wystarczyło szybko biegać czy znać się na obronie przed czarną magią. Trzeba było jeszcze umieć sobie pomóc. Widząc jak Polak leczy rannych, Edgar poszedł go wesprzeć. To był tak naprawdę jego pierwszy kontakt z magią leczniczą. Po powrocie do domu jeszcze trochę tą wiedzę poszerzył i choć poznał jedynie proste podstawy, okazały się one przydatne w późniejszych podróżach. Polaka spotkał jeszcze jeden raz po dwóch latach. Tym razem w Rumunii. Pewnego wieczora wypił za dużo Ognistej Whiskey i rozgadał się jak nigdy dotąd. W którymś momencie zszedł na temat Insygni Śmierci. Edgar na początku uznał to za paplanie pijanego człowieka, bo to wszystko było jedynie bajką dla dzieci, jednak im dłużej mu o tym opowiadał, tym bardziej Edgar zaczynał wątpić. Okazało się, że mężczyzna od lat podążał za znalezionymi tropami, ale jak dotąd każda jego wyprawa kończyła się fiaskiem. Edgar jedynie kiwnął głową, wyjął mu z rąk butelkę z alkoholem i pomógł dojść do namiotu. Próbował o wszystkim zapomnieć, ale ta historia wciąż do niego wracała i nie dawała mu spokoju. Po powrocie do domu sam zainteresował się tym tematem i zaczął szukać w różnych źródłach jakiegoś potwierdzenia całej teorii. Dalej nie jest pewny czy to wszystko jest prawdą, ale ta legenda jest na tyle interesująca, że Edgar gdzieś w głębi duszy wierzy, że jednak gdzieś jest ta czarna różdżka, peleryna niewidka czy, co go najbardziej fascynuje, kamień wskrzeszenia.
Edgar zaczął żyć od wyjazdu do wyjazdu. Im dłużej siedział w tym zawodzie, tym bardziej stawał się interesujący. Mimo wszystko jedną stopą cały czas stał na ziemi i regularnie się badał, chodząc na dodatkowe wizyty bezpośrednio przez i po podróży. Nie mógł sobie pozwolić na atak choroby pośrodku Himalajów. Zresztą oprócz zwykłej pracy łamacza klątw, zaczął na większą skalę pomagać w prowadzeniu sklepu. Mianowicie podjął się sprowadzania czarnomagicznych artefaktów, czasami nawet szukając ich na zamówienie. To była jego wymarzona forma wkładu w rodzinny interes. Obracając się wśród miłośników wszystkiego, co nielegalne, udało mu się również zadzierzgnąć wiele przydatnych znajomości. Niedługo później zaczął nie tylko przywozić nielegalne przedmioty, ale i opium. Wszystko układało się po jego myśli. Niestety nie mógł bez końca uciekać przed odpowiedzialnością. Rodzice szanowali jego pasję i wkład w rodzinny biznes, więc trochę mu odpuścili, ale nie mogli odpuszczać bez końca. Nadszedł moment, w którym musiał pożegnać się z nieograniczoną wolnością i przywitać się z obrączką ślubną. Niechętnie wbił się w elegancki strój i z jeszcze mniejszą chęcią poszedł na Sabat. Nawet nie próbował dostosowywać się do towarzystwa i nawiązywać nowych znajomości. Dobrze wiedział, że jest tylko marionetką w rękach swoich rodziców, zresztą tak samo jak jego przyszła żona. Tak naprawdę nie miał wiele do gadania - jego małżeństwo miało być interesem, miało zapewnić dobre stosunki z innym rodem i odpowiednią krew dla kolejnych pokoleń. Jego wybranka została dobrana wedle zasad naturalnej selekcji - idealna partnerka ze szlachetnej rodziny, przyjaźniącej się z Burke'ami. Byle tylko nie wprowadzić wrogów do swojego gniazda. Żadne z nich nie ukrywało niechęci, którą do siebie czuli. Niestety nie mieli innego wyjścia i w końcu musieli nauczyć się ze sobą żyć. Nie było łatwo, bo oboje posiadają silne charaktery, ale w końcu przez te podobieństwo zaczęli się szanować i wspierać. Doczekali się nawet trójki dzieci. Cztery lata temu urodziły się im bliźniaczki, na których punkcie Edgar szybko oszalał. Nie wyobrażał sobie siebie w roli ojca, ale kiedy już do tego doszło, całkiem tą rolę polubił. Przez następne lata starali się o syna, jednak nic z tego nie wychodziło. Edgar kochał swoje córki, niemniej nie mógł nie mieć dziedzica. Zaczynało go to frustrować, ale niepotrzebnie, gdyż parę miesięcy temu na świat przyszedł jego syn. Wtedy też postanowił nieco ograniczyć swoje wyjazdy. Został do tego niejako zmuszony, gdyż w Anglii czekało na niego coraz więcej obowiązków i nie mógł wyjeżdżać z niej tak często jak mógł jeszcze parę lat temu. Nawet jego żona, której nigdy nie przeszkadzały jego długie nieobecności, stwierdziła, że już najwyższy czas na zapuszczenie trochę głębszych korzeni w rodzinnej ziemi.
Pół roku temu w jego życiu pojawiła się inna kobieta. Od razu poczuł do niej coś, czego nigdy nie poczuł do swojej żony. Oczywiście pochodziła ze szlachetnego rodu, ale nigdy wcześniej jej nie poznał, co nie było dziwne skoro Edgar bardzo rzadko zaszczycał swoją obecnością arystokratyczne spędy. Była od niego młodsza i dopiero zaczynała stawiać pierwsze kroki w karierze łamacza klątw. Edgar z chęcią pomógł jej w stawianiu tych pierwszych kroków i kilku dalszych. Ich relacja szybko przerodziła się w coś więcej. Świetnie się rozumieli i wyjeżdżanie z nią na wyprawy było czystą przyjemnością. Pomagali sobie nawzajem i cieszyli się z nowych znalezisk. Edgarowi wystarczała taka forma ich znajomości, ale ona chciała czegoś więcej. Pewnego dnia wyskoczyła z prośbą jakiejś deklaracji, co zbiło Burke'a z pantałyku. Wydawało mu się, że daleko jej do przeciętnej szlachcianki, która zamiast biegać po amazońskiej puszczy, woli doglądać szycia nowej sukni na przyjęcie. Nigdy nie miał w zwyczaju owijać w bawełnę, więc prosto z mostu wytłumaczył jej, że między nimi nigdy nie będzie więcej niż jest. Od początku wydawało mu się to jasne. Urwała z nim kontakt. Na początku brakowało mu jej towarzystwa, ale samo zniknięcie w żaden sposób go nie zdenerwowało. Dopiero jej nieroztropność podczas jednego z wyjazdów przelała szalę goryczy. Jej błąd doprowadził do zniszczenia ważnego artefaktu, który z pewnością poszedłby na Nokturnie za sowitą cenę. Edgar od dawna planował podróż, mającą na celu zyskanie tego przedmiotu. Chociaż czy na pewno tylko przez to był na nią zły?
Mężczyzna wyrwał się z zamyślenia i zerknął na zegarek. Poświęcił zdecydowanie za dużo czasu na tą sentymentalną podróż, więc czym prędzej wyszedł ze swojej sypialni i skierował kroki w stronę gabinetu ojca.




Patronus Edgara przyjmuje postać sokoła. Wiele razy zastanawiał się dlaczego jest to akurat to zwierzę i doszedł do wniosku, że chodzi o umiejętność latania. Ptaków nic nie ogranicza. On sam ma mnóstwo obowiązków, ale podczas podróży może na krótki moment się od nich oderwać i poczuć równie wolnym i niezależnym. Zaklęcie nie przychodzi mu łatwo, musi się dobrze skupić, żeby z jego różdżki wydobyła się pełna forma patronusa. Stara się wtedy myśleć o swojej pierwszej wyprawie do Afryki, kiedy pierwszy raz w życiu zobaczył pustynię. Zrobiło to na nim ogromne wrażenie i lubi wracać w te rejony, choć warunki klimatyczne nie należą do najprostszych.



Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 14 +5 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 0 Brak
Czarna Magia: 19 Brak
Magia lecznicza: 5 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język obcy: francuskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
RetorykaI2
AnatomiaI2
SpostrzegawczośćI2
KłamstwoII10
ZastraszanieII10
Starożytne RunyIII25
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka EtykietaI0
EkonomiaII10
Silna WolaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze Walpurgii-0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura(wiedza)I0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
JeździectwoI1
PływanieI1
SzermierkaI1
Taniec BalowyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 3,5


Wyposażenie

różdżka, teleportacja, łamanie klątw, 7 punktów statystyk

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Edgar Burke dnia 15.07.16 1:15, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Edgar Burke   09.09.17 15:28

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Edgar w legendach i runach odnalazł swoją pasję, której z czasem zaczął poświęcać swoje życie. Praca łamacza klątw nie należy do najłatwiejszych, o czym lord Burke przekonał się niejednokrotnie - w końcu jednego z braci stracił właśnie w wypadku związanym z tym niebezpiecznym zawodem. Pogodził się także z wyborami siostry - to na jego barkach spoczął obowiązek kultywowania rodzinnych tradycji. Pomiędzy wyprawami, zajmował się rodzinnym dziedzictwem w postaci sklepu na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Dopiero narodziny potomków wpłynęły na jego gorącą krew i zamiłowanie do przygód - na jak długo pozostanie wierny rodzinie, a może w jego życiu po raz kolejny zamiesza pewna młoda łamaczka klątw? Życzę powodzenia w zdobywaniu upragnionych przedmiotów i zapraszam na fabułę.

OSIĄGNIĘCIA
Łowca skarbów
Weteran
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Transmutacyjne zaniki organowe.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Łamanie klątw
Kartę sprawdzał: Allison Avery


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Edgar Burke   09.09.17 15:28

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: włosie akromantuli, bezoar

[30.07.17] Ingrediencje (kwiecień)

BIEGŁOŚCI[03.10.16] Wsiąkiewka +2PB
[25.06.17] Wsiąkiewka +2PB
[08.08.17] Wsiąkiewka +2PB

HISTORIA ROZWOJU[27.06.16] Zakupy -870 pkt
[16.07.16] Wykonywanie zawodu (grudzień) +50 pkt
[19.08.16] udział w gonitwie; +30 PD
[27.08.16] Wykonywanie zawodu sty/lut +50 pkt
[04.09.16] Czara Ognia +10 pkt
[03.10.16] Wsiąkiewka (sty-lut) +60 pkt, +2 pkt biegłości
[29.10.16] Rozwój: +1 pkt OPCM, -120 pkt
[05.11.16] Klub pojedynków (marzec) +10PD
[25.01.17] Poruszenie tematu artykułu +5 PD
[30.01.17] Zwrot PD; +20 PD, +1 pkt OPCM
[05.02.17] Cave Inimicum -40 PD
[04.03.17] Fantastyczne baśnie i jak je znaleźć +120 PD
[02.04.17] Zwrot PD (teleportacja): +1 do OPCM
[10.04.17] Sowa: -50 PD
[27.05.17] Spotkanie rycerzy +40 PD
[04.06.17] +5 pkt do statystyk
16.06.2017 Aktualizacja postaci: +2opcm, +4CM, -350pd
23.06.2017 Osiągnięcie: Weteran, +100 PD
[25.06.17] Wsiąkiewka (marzec): +60 PD, +2 PB
[08.08.17] Wsiąkiewka (kwiecień) +90 PD, +2 PB
[20.08.17] Zakupy: +2 pkt cm, -200 PD
[11.11.17] Zwrot za statystyki i łamanie klątw, +360 PD


Powrót do góry Go down
 

Edgar Burke

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Anthony Burke
» Wynonna Persephone Burke

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17