Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zwierzyniec Pani Pickle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zwierzyniec Pani Pickle   28.06.16 18:55

Zwierzyniec Pani Pickle

Mały, niezbyt popularny sklepik umieszczony przy tym końcu ulicy, który prowadzi na Nokturn. Rzadko kiedy trafiają się tutaj tłumy i kolejki. Pod ścianami znajdują się klatki i terraria, z tyłu zaplecze i schowek na towar, którego nie udało się upchnąć na półkach. Za kasą zwykle stoi właścicielka - pulchna kobieta po czterdziestce, Pani Pickle, lub pracująca tam dziewczynka - Charlotte. Jedynym zwierzęciem, które chodzi po sklepie niczym nie skrępowane jest czarny kot właścicielki - Samuel. Dość ciasne pomieszczenie sprawia wrażenie, że zwierząt jest porażająco wiele - jest to jednak tylko wrażenie, sklep jest zaopatrzony całkiem przeciętnie.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   30.06.16 23:37

Śnieg rozpadał się na dobre, bez ustanku, siekąc w twarz, wdzierając się za szaliki i w towarzystwie mroźnego wiatru zamrażając nawet najcieplej ubranych spacerowiczów. Pustą ulicą, w nocnej ciemności szła niska, przemarznięta do kości dziewczyna. Oczywiście tej męczącej, mroźnej nocy zamek w drzwiach musiał się zacinać, więc drżące, przemarznięte dłonie musiały majstrować przy kluczach, a drzwi nie chciały wpuścić dygoczącej dziewczyny do środka jeszcze przez prawie minutę.
Kiedy te w końcu ustąpiły, Charlotte na powrót owionęło przyjemnie ciepłe powietrze. Odetchnęła z ulgą, spiesząc na zaplecze, żeby przyrządzić sobie gorącą czekoladę na rozgrzanie. Zapasy słodkiego napoju były regularnie uzupełniane przez właścicielkę sklepu, odkąd ta przyjęła młodą pracownicę i w tej chwili Lotta była jej za to niezmiernie wdzięczna. Dopiero, kiedy wypiła pół kubka, postanowiła zdjąć wierzchnie okrycie i grzejąc wciąż jeszcze poczerwieniałe dłonie na dużym, błękitnym kubku z małym uszkiem siąść za ladą, przy której miała zamiar dospać do ósmej, zanim otworzy sklep. Z zegaru wiszącego nad drzwiami, Char dowiedziała się, że doszła trzecia w nocy. Kiedy tylko skończyła swój napój, po prostu podparła ręce i pierś na pustej ladzie, głowę układając na ramieniu i zamknęła oczy.

Dopiero ciche, acz dość natrętne mruczenie zbudziło dziewczynę. Kiedy otworzyła oczy, było już po dziewiątej. Przez chwilę poczuła, jak mocniej bije jej serce, miała cholerną nadzieję, że nikt nie wszedł do sklepu, kiedy spała. Zamknęła za sobą drzwi? A jeśli ktoś coś ukradł?
Podniosła się zaraz, czując ból gardła, głowy i nieprzyjemne ciepło. I to koszmarne uczucie w płucach. Jasne, że musiała się pochorować, jakżeby inaczej?
Drzwi na szczęście okazały się zamknięte. Na szczęście? Dobra, pani Pickle miało dzisiaj nie być, więc nawet się nie dowie. Dziewczyna otworzyła drzwi, obróciła karteczkę, żeby napis "otwarte" był widoczny na zewnątrz i przeszła na tyły sklepu po kolejną gorącą czekoladę - za równo na rozgrzanie, jak i na śniadanie. Przepłukała też twarz, poprawiła włosy i wytarła nos - uznając, że nie zrobi w tej chwili ze sobą lepszego porządku, wróciła na miejsce, starając się nie zakaszleć.


Powrót do góry Go down
Giovanna Borgia
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t2539-giovanna-maddalena-borgia http://www.morsmordre.net/t2576-poczta-giovanny http://www.morsmordre.net/t2567-sono-italiano-parlo-italiano http://www.morsmordre.net/f252-pokatna-37-2
Pianistka, kobieta biznesu
28
Czysta
Panna
Come due uccelli da ammazzare,
piuttosto che tornare giù.
5
20
0
0
0
10
1
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   03.07.16 22:03

Sticazzi. Wszędzie ten śnieg. Padający z nieba, leżący na ulicach, topiący się na chodnikach, lecący za kołnierz. Zimny, mokry, nieprzyjemny. Że też ten Caesar musiał być aż taką fajtłapą, żeby ściągnąć Giovannę do Anglii na zimę. Miała momentami ochotę ukręcić mu ten lokaty łeb z jego podkręconym wąsem.
Teraz właśnie zmuszona była do opuszczenia ciepłego domu, na parę godzin przed dzisiejszym otwarciem Wenus - miała bowiem misję do wykonania, chociaż nie była właściwie pewna, co jest środkiem do osiągnięcia sukcesu. Chciała zirytować Caesara (dawno bowiem jej się to porządnie nie udało), a przepis na to był raczej prosty - zrobić coś, z czego przebywające pod jego opieką bambino się ucieszą, mając możliwość do nowych psot. Ach, łączenie przyjemnego z przyjemnym, rzadko kiedy Włoszka miała na to okazję. Codzienne interesy wymagały bowiem od niej ciągłego poszukiwania konsensusu - o ile tylko ktoś nie był na tyle naiwny, by dać się obrotnej pianistce naciągnąć.
Szła więc tak, w swoich butach na obcasiku, otulona futrem do ziemi (jeden z prezentów od Ceasara, tak był rad z jej powrotu), gdy w jej oczy rzucił się szyld. To był sam koniec Pokątnej, prawie że Nokturn już, a jednak był tu całkiem przyjemnie wyglądający sklep ze zwierzętami. W głowie Giovanny natychmiast utworzył się plan - oj, jak Caesara zirytowałby kot w rezydencji! Bez dalszego zwlekania ruszyła więc do przybytku. Dzwoneczek zadzwonił, gdy pchnęła drzwi, momentalnie dziękując Salazarowi za ciepło, jakie ją otoczyło. Weszła głębiej do sklepu, wypełnionego popiskiwaniem, mruczeniem, miauczeniem, ćwierkaniem i poszczekiwaniem, oraz wszystkimi innymi odgłosami, które ciężko było nazwać. W powietrzu unosiła się charakterystyczna woń zwierząt. Nie do końca przyjemna, bowiem każde zwierzę trochę śmierdzi, ale trudno. Otrzepała futro ze śniegu, wytrzepała także płatki zaplątane w jej czarne włosy. Zdjęła skórzane rękawiczki, wzrokiem ciągnąć po półkach... aż do lady, za którą siedziała mała, patykowata dziewczyna o płomiennorudych włosach.
- Buongiorno - powiedziała do małej, uśmiechając się czule. Rzadkie były takie uśmiechy u Giovanny. - Szukam prezentu dla syna przyjaciela. Myślałam o jakimś małym kotku - powiedziała, nadal się uśmiechając i lustrując dziewczynkę uważnym spojrzeniem czekoladowobrązowych oczu.
- Nie jestem jednak pewna, czy to najlepszy pomysł. Mogłabyś mi jakoś doradzić, bella? - zapytała uprzejmie, bo kto wie - może istniały w tym sklepie bardziej irytujące stworzenia niźli koty?
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Giovanna Borgia dnia 12.07.16 18:33, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   03.07.16 22:37

Nie było ruchu. Prawie nigdy w ranki nie ma. Ludzie mają ciekawsze rzeczy do robienia, niż odwiedzanie sklepu ze zwierzętami w tygodniu - większość z nich jest w pracy, w szkole, gdziekolwiek. Charlie lubiła początki dnia w pracy, bo mogła w spokoju wszystko poukładać, pokarmić zwierzęta, wysprzątać, gdzie trzeba i nie musiała sobie w niczym przerywać. Pierwsza klientka i tak wpadła dość wcześnie, ale Moore zdążyła właśnie siąść znów za ladą. Rozważała kolejny kubek gorącej słodyczy. Gdyby na co dzień jadała regularne posiłki, jej pociąg do słodyczy pewnie zrobiłby z niej kulkę.
Kobieta, która weszła do sklepu nie przypominała większości klientów, jacy odwiedzali Zwierzyniec. Była ładna, zadbana i bardzo elegancka. Wręcz krzyczało od niej, że jest szlachetnie urodzona. Ostatnio Char ma chyba jakieś szczęście do tych ludzi. Wydawała się w każdym razie całkiem przyjazna.
Młoda dziewczyna starając się nie kasłać, żeby nie odstraszyć klientki wstała i wyszła przed ladę, żeby też poprzyglądać się zwierzętom w klatkach i terrariach.
- Jest pani pewna, że to dziecko... zadba o zwierzę? Ile ma lat? - spytała. Chciała wiedzieć, czy warto proponować coś małego i bezbronnego. Z drugiej strony coś, co może się obronić mogłoby zrobić krzywdę dziecku, które nieświadomie je wystraszy. Charlie nie była pewna, czy zwierzęta na prezent to najszczęśliwszy pomysł, ale o tym nie wspominała klientom - musiała dbać o interes pani Pickle i tyle. Poza tym nie sądziła, by w domu, jaki ma rodzina tej kobiety komukolwiek mogło być źle.
- Zwykłe koty nie sprzedają się za dobrze. Ludzie raczej wolą kuguchary. Mówi się, że mają zdolność rozpoznawania ludzi o złych intencjach, dziecko powinno cieszyć się z takiego opiekuna. Do tego doskonale zapamiętują drogę, mogą doprowadzić właściciela do domu. Można stwierdzić, że to całkiem praktyczny prezent dla malucha. O ile oczywiście zwierzę go polubi, to w końcu magiczni krewniacy kotów. - jej głos zaczął lekko chrypieć. Uśmiechnęła się przyjaźnie, podchodząc do odgrodzonego na ziemi legowiska, w którym znajdowały się trzy małe koty i aż kugucharów o urodzie persów i uroczych ogonach zakończonych jak u lwa. Widać było, że dziewczynie praca ze zwierzętami sprawia przyjemność. Sięgnęła w dół i pogłaskała jednego z malców, który właśnie się budził z drzemki.
- Jest pani Włoszką? - spytała po chwili z czystej ciekawości. Miała nadzieję, że nie palnęła głupoty. Nie znała języków, tak tylko jej się skojarzyło, ktoś tak mówił? A może to po francusku? Przez chwilę pożałowała, że w ogóle się odezwała. Nie znosiła, kiedy wychodziło, że nie wie czegoś, co dla wielu osób byłoby oczywiste. - Ten jest świetny. Non stop rozrabia. Ma charakterek. Jeśli właściciele będą mieli do niego cierpliwość, powinien sprawić dziecku wiele radości. - wskazała na czterołapa o szarym, nakrapianym futerku, który właśnie polował na ogon swojego brata.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Giovanna Borgia
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t2539-giovanna-maddalena-borgia http://www.morsmordre.net/t2576-poczta-giovanny http://www.morsmordre.net/t2567-sono-italiano-parlo-italiano http://www.morsmordre.net/f252-pokatna-37-2
Pianistka, kobieta biznesu
28
Czysta
Panna
Come due uccelli da ammazzare,
piuttosto che tornare giù.
5
20
0
0
0
10
1
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   12.07.16 18:53

Dziewczę było doprawdy przeurocze. Giovannie miękło serce gdy na nią patrzyła, chociaż gdzieś z tyłu głowy czaiła się myśl, że zapewne jest to charłak. Dziewczę w jej wieku powinno być w Hogwarcie. Jednak... może jest tu tylko na czas przerwy świątecznej? Nie, nie myśl o tym. Bądź miła. Idą święta, pomyślała i uśmiechnęła się po raz kolejny.
- Chłopiec ma sześć lat. Jednak to bardzo odpowiedzialnie wychowywany mały lord, umie zadbać o siebie, a i jego ojciec stwierdził, że to czas by mały wziął odpowiedzialność za coś innego niż on - odparła, znów gładko kłamiąc. Historia była przecież bardzo wiarygodna, a Giovanna umiała bezbłędnie kłamać. Nawet dziewczynkom z Nokturnu czy Pokątnej - bowiem co do jej pochodzenia pewna być nie mogła.
Wysłuchała uważnie informacji o zwierzętach i zweryfikowała swoje plany. Kuguchar brzmiał o wiele lepiej niż kot. Ach, już widziała oczyma wyobraźni Caesara próbującego opędzić się od zwierzątka, przy akompaniamencie radosnych pisków jego synów. Miała nadzieję, ze przyjdzie jej to ujrzeć na własne oczy - oby Isolde miała jak najwięcej świątecznych dyżurów w szpitalu.
- Muszę przyznać, że kuguchar wydaje się być o wiele bardziej interesującym zwierzakiem - odparła, wodząc oczyma po zwierzętach w legowisku. Następne pytanie wyrwało ją z zamyślenia, zwróciła oczy na małą sprzedawczynię i uśmiechnęła się delikatnie. - Owszem, jestem, Skąd wiedziałaś? - spytała, bowiem nie była pewna, czy charłackie dziecko pracujące w niewielkim sklepiku ze zwierzętami pobierało kiedykolwiek jakiekolwiek nauki.
Następnie pochyliła się, by bliżej przyjrzeć się małemu kociemu rozrabiace.
 -Si, ten jest... perfetto - mruknęła usatysfakcjonowana. Ten na pewno wlezie Caesowi na głowę.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   13.07.16 21:57

Skinęła lekko głową. Nie było powodu, żeby na cokolwiek narzekać - ostatecznie ma sprzedawać zwierzęta, a nie zniechęcać do zakupu, prawda? Prawda. Więc pora się tym zająć. Uśmiechnęła się uprzejmie do kobiety.
Ludzie robią się inni, kiedy idą święta. Z jednej strony zaganiani i zabiegani, szukają prezentów, gotują, kłócą się o kompletne bzdury. Inni, ci za których organizacją świąt zajmuje się służba chodzą beztrosko po sklepach i dobierają podarki. Większość powtarza sobie, że trzeba być miłym. Że to jest taki wyjątkowy czas, kiedy przez jakiś czas nie powinno się warczeć na innych.
Lotcie zawsze ten zwyczaj wydawał się zabawny, ale miły i, choć nie brała udziału w świątecznych kolacjach, rodzinnych zwyczajach, dawaniu prezentów i innych takich, lubiła ten okres. Lubiła patrzeć na ludzi - szczególnie tych, którzy z organizacją bardzo się spieszyli. Jeszcze całe trzy tygodnie, ale świąteczne szaleństwo już się zaczęło. I tylko Nokturn jest taki, jak zawsze. Tamto miejsce by się nie zmieniło nawet, gdyby Matka Boska osobiście zeszła na ziemię teraz, już i powiedziała, że chciałaby, aby ludzie zaczęli być dla siebie milsi.
- Chyba u kogoś wcześniej słyszałam te słowa. - przyznała, w duchu ciesząc się, że jednak udało jej się trafić. Zdarzało jej się czytać książki braci, czy siedzieć w bibliotece, ale taka samodzielna, nieregularna nauka nie mogła umywać się z wykształceniem kogokolwiek, kto faktycznie chodził do szkoły. A Charlie nie lubiła, kiedy jej braki wychodziły na wierzch.
Zaraz wzięła kota na ręce, przerywając mu tym samym polowanie. Małe pazurki przyczepiły się do jej powyciąganego swetra. Na jej twarzy pojawił się łagodny uśmiech. Kochała zwierzęta.
- Będzie pani chciała od razu potrzebne rzeczy? Miski, karmę, żwirek, kuwetę. Dobrze mieć nosidełko i jakiś drapak. - wymieniła zaraz, czego może potrzebować następny właściciel zwierzęcia, pilnując przy tym, żeby szary wiercipięta nie uciekł jej z rąk. - Nosidełko na pewno przyda się i pani, jeśli faktycznie ma pani zamiar go teraz kupić. - stwierdziła lekko rozbawiona.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Giovanna Borgia
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t2539-giovanna-maddalena-borgia http://www.morsmordre.net/t2576-poczta-giovanny http://www.morsmordre.net/t2567-sono-italiano-parlo-italiano http://www.morsmordre.net/f252-pokatna-37-2
Pianistka, kobieta biznesu
28
Czysta
Panna
Come due uccelli da ammazzare,
piuttosto che tornare giù.
5
20
0
0
0
10
1
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   28.07.16 13:12

Borgia obserwowała z zafascynowaniem małego kuguchara, a z każdą chwilą tego obserwowania małego kotka była coraz bardziej przekonana, że zwierzaka chce dla siebie. Już nawet ledno kiwnęła głową na wyjaśnienie małej, skąd rozpoznała ojczysty język Giovanny. Mały kociak nagle stanowił to, co Giovanna chciała na święta i nie miała zamiaru czekać na to, aż ktokolwiek przyjdzie i zaoferuje jej kupno maleństwa w prezencie.
- Wezmę go - powiedziała Borgia, kolejnym uśmiechem obdarzając dziewuszkę. Było w tej małej coś takiego... jakaś taka gracja, którą czasem widziała nawet u nielubianej Bulstrode. Szybko jednak zapomniała o tej myśli, no bo jak dziecko pracujące tutaj miałoby mieć cokolwiek wspólnego ze szlacheckim światem. - Wyjaśnisz mi trochę sposób opieki nad tym maluchem? Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek miałam do czynienia z czymś bardziej wymagającym niż rybki - uśmiechnęła się, lekko speszona przy przyznaniu swojej niewiedzy. Może i z opieki nad magicznymi stworzeniami wykuła niejeden podręcznik, jednak na zajęciach praktycznych zawsze znalazła kogoś, kim mogła się wyręczyć.
Wyciągnęła nieśmiało rękę i pogłaskała szare futro stworzenia, a na jej ustach wykwitł piękny i szczery uśmiech.


Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   31.07.16 19:29

Charlotte lubiła patrzeć, jak ludzie nagle miękną i stają się cieplejsi, kiedy mają do czynienia ze zwierzętami. Sama także uśmiechnęła się lekko widząc, jak twarz klientki rozjaśnia się uśmiechem, kiedy ta dotknęła małego kuguchara. Zaraz jednak odłożyła zwierzę do reszty chcąc mieć wolne ręce.
- Oczywiście. - cieszyła się, kiedy mogła komuś opowiedzieć o tym, co wie. Oczywiście to jej zawód i MUSI to umieć i niby wiedziała, że duma z wiedzy potrzebnej do wykonywanego zawodu - szczególnie takiego - jest głupia, a takie zdolności powinny być naturalne. Ale lubiła czuć, że mimo braku magii nie jest wcale gorsza i, że mimo faktu że nie chodziła do szkoły, nadaje się do czegoś więcej, niż... niż zapewne oczekiwałoby się po charłaczce wychowanej na Nokturnie.
- To właściwie nic trudnego. Te zwierzęta są całkiem samodzielne, nie sprzedajemy ich w wieku w którym nie poradziłyby sobie bez matki czy czyjejś stałej opieki. Wystarczy je dość regularnie karmić i wymieniać żwirek. - powiedziała na start nie chcąc nastraszyć kobiety. Właściwie to taka była prawda, wybierała jedne z bardziej samowystarczalnych zwierząt nawet mimo, że brała maleństwo, nie wymagało ono już karmienia mlekiem w regularnych godzinach, a rozrabiało i skakało jak tylko chciało. Charlie miała wrażenie, że jedyny problem jaki mogą mieć nowi właściciele, czy sama klientka to podrapane meble i zasłony. - Karmienie. Najwygodniej dać mu karmę do miseczki i niech podjada, kiedy jest głodny. To ruchliwy kocur, więc pewnie będzie potrzebował trochę więcej niż się zaleca, ale przez to warto obserwować jego wagę, żeby nie przesadzić. - mówiąc to wzięła trochę typowej kociej karmy. - W miarę często trzeba będzie mu sprzątać. Nie trzeba wiele żwirku. - wzięła miseczkę na wodę i karmę. Oczywiście do tego nosidełko i resztę rzeczy. Przygotowywała to, co uważała za najbardziej potrzebne i odpowiednie dla tego zwierzaczka.
- Zabawki. To krewniacy kotów, lubią ostrzyć pazurki. Dobrze zorganizować mu jakiś drapak i mieć nadzieję, że on mu wystarczy. Choć kotowate są wredne, a te są do tego bardzo inteligentne, więc i tak warto na niego uważać. - uśmiechnęła się wesoło. - Samuel jest spokojny i ułożony, ale jeśli poczuje się zaniedbany nie ma oporów przed zorganizowaniem nam tu przez noc kilku godzin sprzątania, co nie? - pod koniec wypowiedzi spojrzała na dumnego, czarnego kota i uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo. Ten całkowicie ją ignorując przeszedł z typowo kocią elegancją na tyły sklepu, gdzie stało jego pożywienie - A podobno mugolskie koty są mniej mściwe. Oczywiście każde zwierzę ma swój charakter, ale ten pewnie będzie wymagał wiele uwagi.
Wiedziała, że nie mówi niczego odkrywczego i, że mimo iż sama pytała, klientka może wcale nie czuć się wiele mądrzejsza ale nic więcej nie wpadło jej do głowy. Nie czuła się z resztą dzisiaj wybitnym mówcą nawet jeśli miałaby cokolwiek więcej do powiedzenia. Była niewyspana i przede wszystkim starała się nie wyglądać na chorą. Ze względu na dobro sklepu oraz dlatego, że nieznosiła, kiedy dorośli pytali ją o prywatne sprawy.
Pod koniec wypowiedzi wróciła po szare maleństwo.
- Idziesz rozrabiać w innym miejscu, łobuzie. - podobał jej się charakter tego kotowatego. Zaraz wsadziła go do niewielkiego nosidełka i zamknęła drzwiczki, słuchając jego cichego miałczenia. Nie wiedział, co się dzieje, ale nadal chciał się bawić.

Kiedy klientka zdecydowała o swoich zakupach, Lotta sprawnie je przygotowała, zapakowała i podliczyła. Życząc Włoszce wesołych świąt, a kotkowi dobrego domu pożegnała ją i skupiła się na kolejnej osobie, jaka dziś postanowiła zajrzeć do zwierzyńca po jakiś drobiazg dla swojego podopiecznego.

zt x 2




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   25.08.16 17:14

|02.02.1956r?

Za oknami panowała zima i Charlie wyjątkowo cieszyła się, że jest w pracy. Nie musiała kombinować, co ze sobą zrobić, a na prawdę lubiła Zwierzyniec i bardzo chętnie brała każdą godzinę, jaką tylko oferowała jej właścicielka sklepu - która z resztą coraz częściej była nieobecna, co trochę pannę Moore zaczynało martwić. Tak, czy inaczej - na ulicy było widać grubo poubieranych ludzi szybko uciekających przed zimnym wiatrem i śniegiem w kierunku sklepów, domów, lub knajp. Postaci były lekko rozmazane właśnie przez sypiący gęsto śnieg, a miękki puch znajdował się dosłownie wszędzie - z wnętrza przyjemnie ciepłego sklepu wyglądając na prawdę przyjemnie.
Minęło już kilka dni od nietypowego spotkania nad brzegiem rzeki i Lotta niewiele już myślała o dość tajemniczym człowieku, któremu starała się pomagać w polowaniu na małego kociaka. Powiedział, że w ciągu kilku dni wpadnie do sklepu, ale przecież równie dobrze mógł zajść gdzieś bliżej siebie, czy w miejsce jakie poleci mu ktoś znajomy. Miała nadzieję, że był faktycznie tak opiekuńczy względem zwierząt, jaki się wydawał. Wspomniała małą, trzęsącą się kulkę otuloną jego grubym szalikiem, którą przez chwilę trzymała w rękach. Ciekawe, czy przywykł do nowego domu?
Tak, czy inaczej - ona miała teraz trzy kocięta i kilka kugucharów pod opieką. Poza tym wszelkiego rodzaju gady, płazy, gryzonie i nawet trochę ptactwa. Był to jeden z tych dni, kiedy była w Zwierzyńcu sama, jednak nie było szczególnego ruchu. Myślała o nowych zwierzakach, w jakie zamierzała zaopatrzyć sklep w najbliższym czasie pani Pickle - dostała z tej okazji książki związane z opieką nad psidwakami i obcymi jej do tej pory gatunkami ptaków. Czytała je w każdej wolnej chwili, wcale nie traktując tego jak obowiązek - co jest chyba dość typowe dla osób, które nigdy nie musiały nauki traktować jako coś, co muszą robić. Lotta, której dostęp do wiedzy był dość utrudniony doceniała każdą odrobinę, każdą nowinę, czy książkę. Ciekawe, czy byłoby tak samo, gdyby mogła chodzić do jakiejś szkoły?
Na niewielkiej ladzie stał jej duży, błękitny kubek pełen gęstej i słodkiej gorącej czekolady, w jaką Pani Pickle zawsze zaopatrywała składzik z myślą o swojej młodej pracownicy. Sama dziewczyna kucała przy klatce w której siedział puszek i przez chwilę głaskała jego gęste futerko. Sklep był wysprzątany, klientów nie było i mogła przez chwilę zająć się sobą i po prostu zabawą ze zwierzętami - by zaraz jednak zamknąć drzwiczki klatki i wstać, kiedy tylko usłyszała, że drzwi sklepu się otwierają, wpuszczając powiew bardzo zimnego powietrza, zapewne odrobinę śniegu i nowego klienta.
Na widok osoby, która jednak zjawiła się w sklepie, na bladej twarzy dziewczyny pojawił się nieznaczny uśmiech.
- Dzień dobry. - odezwała się po chwili. - Jak się czuje mała znajda?
Spytała domyślając się, że mężczyzna przyszedł po rzeczy dla kociaka.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   28.08.16 1:37

Śnieg już nie tyle padał, co zalewał zagubioną w gwarze ulicę; choć jedno zaklęcie roztopiłoby cały lód i wysuszyło moknące włosy, Garrett narzucił na głowę kaptur, by zapobiec ewentualnemu przeziębieniu. Co prawda czarodziejów rzadko imały się tak pospolite choroby, ale strzeżonego Merlin strzeże - nie miał czasu na wegetację pod trzema kocami i z kubkiem gorącej herbaty w rozpalonej gorączką dłoni.
Trzeba było przecież ratować świat.
Ale zanim zajmie się ratowaniem wszystkich, musiał zadbać o tych najmniejszych - w tym wypadku okazał się nim bury, raczej niewielkich rozmiarów kot o zdecydowanie zbyt chudych łapach i żwirze wplątanym we wciąż puszyste futerko. Był dość tchórzliwy, niepewny, bał się ludzkiego dotyku; musiało minąć parę dni, zanim ze względną ufnością pozwolił Garrettowi do końca się wyczesać.
Dużo spał, jadł jeszcze więcej, wkrótce zaczął nawet ocierać się o nogi, gdy Garry po ciężkim dniu wracał z pracy. Zaczynali porozumiewać się i współgrać na wielu płaszczyznach, a był to przecież dopiero początek ich wspólnego pomieszkiwania.
Kot był miłym współlokatorem, nie wyrzucał mu podejmowania złych decyzji życiowych.
Prószył śnieg; Garrett ściskał w dłoni niewielką paczkę - zawiniątko niezdarnie opakowane w szary papier - i modlił się w duchu, by doszczętnie nie przemokła. Schował ją nawet pod płaszcz, choć niewiele to pomogło przy panującej za oknem zawiei.
Gdy wszedł do sklepu, wniósł na butach sporą ilość topniejącego śniegu. Zauważył to niemal od razu; wyjął różdżkę, machnął nią i niewerbalnie rzucone zaklęcie wyczyściło pozostawioną na podłodze kałużę. Potem uniósł głowę; całe szczęście, że dostrzegł swoją nową znajomą, bo gdyby w sklepie spotkał kogoś innego, nie wiedziałby, jak poprosić o zawołanie rudej dziewczynki - nie znał jej imienia, nie potrafił doprecyzować nawet jej wyglądu. Gdy widział ją ostatnio, gubiła się w wieczornej ciemności zbyt słabo rozświetlonej ulicznymi lampami.
- Dzień dobry - powiedział z uśmiechem, choć być może "dobry wieczór" pasowałoby bardziej. Zbliżył się nieznacznie, rozglądając się po wnętrzu sklepu - podążył spojrzeniem po piętrzących się przy ścianach klatkach, ale zaraz powrócił wzrokiem do Charlotte. Patrzył na nią ciepło. - Nie słyszałem, żeby narzekał - wysilił się nawet na żart, ale zabrzmiał on dość słabo w połączeniu z dzisiejszą aparycją Garretta - nie wyglądał najlepiej, a poprzedniej nocy nie miał zbyt wiele czasu, by zaznać spokojnego snu. Zmęczenie odbiło się sinymi pręgami pod jego oczami, a skóra wyglądała jakoś szaro. Niezdrowo.
Widać było, że przy życiu utrzymuje go tylko kofeina płynąca najpewniej w żyłach.
- Przytulny macie ten sklepik - dodał, znów unosząc kąciki ust w nieznacznym uśmiechu.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   29.08.16 0:58

- To dobrze. Koty doskonale potrafią narzekać. O wiele gorzej niż ludzie. Bardziej wymownie. - stwierdziła, uśmiechając się pod nosem. Bo i, kiedy Sam był niezadowolony, wiedział o tym każdy w sklepie: czy to zwierz, czy człowiek.
Dopiero teraz mogła się przyjrzeć osobie, z którą pewnej nocy polowała na kociaka. Fakt, że był dużo starszy od niej zanotowała już wtedy. Wtedy, w nocy stwierdziłaby, że zbliża się już do czterdziestki, teraz dawała mu trzydzieści, może trzydzieści dwa lata. Mieli podobny typ urody: rude włosy nad których ułożeniem trudno zapanować, blada - typowa dla rudzielców cera - i błękitne oczy. Do tego dużo, bardzo dużo piegów. Ten człowiek z powodzeniem mógłby być jej ojcem lub dużo starszym bratem. Na pewno prędzej, niż jej prawdziwa rodzina. Trochę ją nawet ta myśl rozbawiła. Rudzielec był co prawda lepiej zbudowany, a w każdym razie nie tak wychudzony i o wiele wyższy od niej, ale takie "detale" wcale nie zmieniały wrażenia, jakie odniosła przyglądając mu się tak przez moment.
- Gorącej czekolady? Stawia na nogi lepiej niż kawa. Polecam. - sama nie była pewna, czemu wyszła z tą propozycją, ale coś w niej chyba polubiło tego kotolubnego człowieka. Możliwe, że przez okoliczności w jakich się poznali. W tym czasie Samuel siedział na parapecie jednego z okien i przyglądał się nowemu obcemu człowiekowi. Wielu klientów ignorował przyzwyczajony do nowych postaci, które wchodzą na chwilę, a później na zawsze, lub na długo znikają. Od czasu do czasu tylko zdarzała się osoba, którą zaszczycił spojrzeniem, czy - jak w tym wypadku - całkiem sporą dawką uwagi. Czarny kocur po chwili zeskoczył zgrabnym ruchem na podłogę i przeszedł między nogami rudzielca ocierając się o nie, co było dość jawną sugestią, że należy kota pogłaskać, lub podrapać za uszkiem. Najlepiej natychmiast, zanim zmieni zdanie. Charlotte przez chwilę przyglądała się poczynaniom zwierzęcia zastanawiając się czy ma po prostu tupet typowy dla pana na włościach - ostatecznie to właściwie jego dom - czy jest po prostu bezczelny. Ale tak właściwie to jest po prostu Samem.
- Lubię to miejsce. - przyznała. To jej mały raj na ziemi. Dużo zwierząt, dobra pracodawczyni, która może i wygląda na surową, ale za maską oschłości ukrywa bardzo ciepłą osobę. Do tego nieograniczony zapas gorącej czekolady. I spokój. Zerknęła zaraz na tyły sklepu, żeby zagotować wodę.
- Ma pan już jakieś rzeczy, czy wszystko będzie potrzebne? - spytała jeszcze, bo właściwie to ten człowiek przyszedł tu pewnie w dość konkretnym celu. Choć to bardzo miłe, że przyszedł właśnie tu. Może nie do końca to okazywała, bo też nie do końca potrafiła się na tyle otworzyć przed kimś całkowicie obcym, ale cieszyła się z tej wizyty. Póki co jedynym, co przygotowała była karteczka z adresem zaufanego weterynarza. Pamiętała, że ten-ktoś wspominał, że miał kota, więc pewnie jakiegoś zna, ale dodatkowy kontakt nie zaszkodzi. Z resztą rzeczy czekała na wizytę, która w końcu wcale nie musiała nastąpić.
- Jakie dostał imię?
Zapytała jeszcze.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   30.08.16 23:37

Jeszcze chwilę podążał spojrzeniem po prętach klatek, po czym popatrzył wreszcie na Charlotte - jej tonącą w piegach twarz okalaną kosmykami rudawych włosów, drobną posturę. W jakiś sposób naturalnie wpasowywała się w obraz pełnego zwierząt sklepu. Garrett nie zdziwiłby się, gdyby uznawała to miejsce za bardziej ludzkie niż ulice wraz ze śpieszącymi po nich czarodziejami. W końcu to oni skrywali najczęściej bestialskie oblicze pod grubo tkaną maską pozorów.
- Wierzę, ale dziękuję - rzucił w odpowiedzi, jakoś nie mając serca powiedzieć, że słodkie napoje nieszczególnie wpisywały się w jego gusta. Pozostawał tradycjonalistą, i to tradycjonalistą wiernym - nie zdradzał kawowych ideałów, nie bezcześcił ich nawet mlekiem czy drobinami cukru. Zupełnie jakby zawsze ciągnęło go do goryczy.
Chciał podejść bliżej, ale zatrzymał go niespodziewany dotyk w okolicach lewej łydki. Zerknął przez ramię, ciemne futro kota gubiło się na tle jego spodni. Uśmiechnął się lekko, dość nieświadomie, schylając się tylko po to, by pozwolić mu powąchać knykcie - potem podrapał kota za uchem i przeciągnął dłonią wzdłuż jego kręgosłupa. Futro przyczepiło mu się do palców; powoli zbliżała się wiosna.
A wiosna niosła powiew zmian - topniały śniegi, kwitły kwiaty, słońce nadgryzało zimową szarość, pozwalając odrodzić się barwom. Ludzie też odżywali; ciemne, ciężkie płaszcze gubiły się w otchłaniach głębokich szaf, na pokrytych lodem ulicach przechodnie przestawali się ślizgać, spod śnieżnych zasp wychylały się pierwsze zieleniące się pędy.
Miał tylko nadzieję, że zmiany wyjdą poza obszar odradzającej się przyrody.
- Stara kuweta się odnalazła, przelotem kupiłem jakąś skromną ilość kociej karmy - nawet nie wiedział, jaka ona była; przez ostatnie dni robił wszystko szybko, instynktownie, niestarannie, nie miał czasu przykładać do niczego uwagi - a oprócz tego potrzebuję... no, wszystkiego. - Albo nawet i więcej; przerażała go ta myśl, ale był gotów zakupić rzeczy niepotrzebne tylko po to, by pomóc małej nieznajomej i wywołać na jej twarzy uśmiech.
Podszedł bliżej lady - tym razem nie przeszkodził mu futrzak - i przypomniał sobie, że ściska w dłoni paczkę; przełożył ją do drugiej ręki, ale wciąż zdawał się jej nie zauważać, nie przykuwał do niej większej uwagi.
- Póki co jest po prostu kotem - przyznał szczerze, nie był dobry w nazywaniu rzeczy, miejsc, zwierząt. Prawdę mówiąc, uczuć też nigdy nie nazywał najlepiej. - A jak się nazywa ten czarny dżentelmen?




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   03.09.16 11:59

Skinęła głową, rozglądając się po sklepie. Koty nie były szczególnie wymagające, tak na prawdę wystarczy miseczka na wodę i karmę i jakiś żwirek i kotek będzie zadowolony. A nawet i miseczki dałoby się czymś zastąpić, więc to, na ile obładowany stąd wyjdzie zależało już tylko od jej klienta.
- Samuel. Sam. To właściwie jego sklep. - uśmiechnęła się pod nosem patrząc, jak Sam porusza się po nim z gracją dumny ze swojej wolności między całą masą zwierzaków uwięzionych w klatkach. Uwielbiała tego kota. Był tu odkąd ona się tu zjawiła, kiedy jeszcze nie czuła się zbyt pewnie, kiedy była tak zagubiona, że bardziej już chyba nie mogła i jakoś z czasem zaczęła traktować go jak przyjaciela. Słyszał więcej jej marzeń, niż jakikolwiek człowiek, widział więcej jej złości i wysłuchał najwięcej narzekań i zapytań o to, "dlaczego", "co by było gdyby" oraz "co potem", kiedy jeszcze miała ochotę je zadawać. Nigdy nie odpowiedział, ale ocierał się o jej nogi i wskakiwał na kolana i teraz miała go głaskać, a nie narzekać.
Już po chwili kot znowu leżał na parapecie z leniwie przymkniętymi oczami.
- Właściwie to niewiele więcej trzeba. - wróciła do tematu - Miseczki i żwirek. Chyba, że karmy chce pan wziąć więcej i mieć zapas. Dalej to już zależy, jakie ma pan potrzeby, czy będzie z kotem gdzieś chodził i przyda się choćby nosidełko. Można próbować z jakimś posłaniem, ale mówiąc szczerze nie miałam jeszcze do czynienia z kotem, który z niego korzystał, one i tak śpią gdzie chcą. Najchętniej w łóżkach właścicieli.
Bywało, że klienci chcieli jakiegoś sposobu, aby koty tego oduczyć albo naśmiewali się z tego zwyczaju. Sama Lotta znała tylko niewiele kotów już w domu opiekunów, ale większość przypominała właśnie Sama.
- Niektórzy kupują jakieś drapaki i inne bzdurki po których kot może się wspinać. - wzruszyła ramionami. - Ale i bez tego koty sobie radzą i są szczęśliwe. Nie człowiek będzie im mówił gdzie mają pazurki ostrzyć.
Choć jak spojrzała na Sama, ten był kotem bardzo wychowanym. Nigdy, odkąd tu była nie psuł mebli. Nie miał tu jednak drapaka i nie wydawał się zainteresowany tymi sklepowymi. W ogóle sklepowych rzeczy nie ruszał, a przecież była tu cała karma. Może pani Pickle jakoś te rzeczy zaczarowała, żeby nie przyciągały uwagi kocura?
- Choć małego kociaka powinno się dać nauczyć takich rzeczy. - to jednak będzie już zależało od rudzielca i jego zainteresowania kotem, tego ile uwagi mu poświęci i jego stanowczości.
Lotta zerknęła między rzeczy dla kotów po większy worek żwirku - żeby był na dłużej, małe uznała za nieopłacalne i przesunęła koło lady. Do tego miseczki - niebieskie. Bo najbardziej jej się podobały. Jakoś nie sądziła, żeby rudzielec miał ochotę stać przed półką z kolorowymi miseczkami i dobierać ich kolor do kociaka. Jak będzie chciał to zamieni.
Czekając na decyzję dotyczącą dalszych zakupów, lub podliczania tych, wzięła swój kubek pełen gorącej słodyczy w chude, kościste dłonie, trochę je na nim grzejąc i napiła się powoli. Kim musi być człowiek, który odmawia gorącej czekolady?




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   08.09.16 19:28

Spojrzał z powrotem na czarnego kota, który rzeczywiście poruszał się ze swobodną, niewymuszoną gracją godnej najwyższych rangą arystokratów. Uniósł jeden z kącików ust, patrząc na zwierzę z widoczną mieszaniną rozbawienia i dobrotliwości.
- Ciekawe imię dla kota - przyznał ze śmiechem, nie potrafiąc nie przyrównać stworzenia do Skamandera; nawet futerko mieli podobne, zauważył w myśli, uśmiechając się jeszcze szerzej, żałośnie rozbawiony własnym, niewypowiedzianym na głos dowcipem, którego dziewczynka i tak by nie zrozumiała. - Ma mądre oczy - powiedział zamiast tego, obserwując, jak kot na długich łapach zmierza w kierunku parapetu, by zaraz przyszykować się do skoku. - Uważaj, bo jeszcze okaże się, że tak naprawdę jest wyjątkowo wprawnym animagiem - zażartował, wreszcie odwracając spojrzenie od czarnego stworzenia i przenosząc je na Charlotte. Miała szczęście, inteligentne zwierzęta bywają często lepszymi towarzyszami niż podli, perfidni ludzie.
Kompanami do rozmów byli marnymi - raczej do monologów - ale nikt nie potrafił słuchać o błędach tak uważnie i bezkrytycznie, jak robiły to zwinięte w kłębek koty, dla których ludzkie tragedie oraz moralne dylematy nie miały żadnego znaczenia.
Skinął lekko głową, też był zdania, że narzucanie kotom jakichkolwiek barier czy ograniczeń i tak mija się z celem - przecież w każdej chwili mogą je przeskoczyć. Są indywidualistami, a ci nigdy nie akceptowali autorytetów; Garrett dobrze wiedział, że mimo jakkolwiek usilnych starań i tak nie zdoła narzucić kotu, gdzie powinien układać się do snu. Więc nawet nie próbował tego robić.
- Nie wiem, czy jest sens kupować drapak - przyznał szczerze, choć przyjrzał się przelotnie tym najbardziej wymyślnym (i najpewniej przy tym najdroższym), które zostały ustawione we wnętrzu sklepu. - Kot już sobie upatrzył stary fotel. Tak czy siak spisałem go na straty. - Nie było mu nawet żal prehistorycznego mebla; już jego poprzedni zwierzak z wielkim zaangażowaniem wbijał w niego pazury i rozciągał chudy grzbiet, a z tyłu mebla zwisały rozorane płaty ciemnego materiału. W pewien sposób dodawało mu to swojskości i uroku.
Nie mogąc bezczynnie patrzeć, jak Charlotte targa sporej wielkości worek wypełniony żwirkiem, sięgnął dłonią do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjął z niej różdżkę. Zacisnął lekko palce na uchwycie, skierował koniec osikowego drewna na wór i wykonał szybki, opanowany do perfekcji ruch nadgarstkiem.
- Libramuto - mruknął cicho inkantację zaklęcia "lekkiego piórka"; coraz wyraźniej dostrzegał fakt, że Charlotte stroniła od używania magii w sytuacjach, w których czarowanie mogłoby znacznie ułatwić życie. Była więc masochistką, kryminalistką wyrzuconą ze szkoły, której przełamano różdżkę, mugolką, która o świecie magii dowiedziała się przypadkiem lub... charłaczką?
Garrett schował różdżkę; podszedł do lady, zerkając na kolorowe miseczki.
- Od razu widać, że doskonale znasz się na zwierzętach - rzucił nagle, postanawiając w subtelny sposób zachęcić Charlotte do rozwiania wątpliwości. - Od dawna tu pracujesz? - Bo ile ta rudowłosa dziewczyna mogła mieć lat, kilkanaście? Przyjrzał się jej twarzy, odnajdując na niej ślady wyłącznie dziecięcej jeszcze młodości; gdy doszedł do wniosku, że nawet krótka analiza jej zmarszczek (a raczej ich braku) koło oczu może uchodzić za dziwną, zdecydował się znów zerknąć przelotnie na Samuela. Dla zachowania pozorów pełnej normalności. Dopiero po chwili powrócił spojrzeniem do Charlotte, tym razem wysłał jej nieznaczny uśmiech. - Ile będą mnie kosztować te zakupy? - zapytał w końcu.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   16.09.16 20:48

- Były chwile, kiedy o tym myślałam. To najzwyklejszy, mugolski kot, ale bardzo bystry. Kiedy się go urazi, zapamięta sobie, obrazi się, albo zrobi człowiekowi, zwykle mi na złość. Kiedy go dopieszczam, chętniej się łasi i, kiedy do niego mówię, często na mnie patrzy. Czasami możnaby pomyśleć, że ktoś więcej kryje się w tym futrzaku.
Czasami jej się to marzyło. Samuel zmienia się w człowieka i zabiera ją na niesamowitą podróż. Gdzieś daleko. W końcu zna wszystkie jej lęki, sekrety, żale. Wie, że Charlotte nie ma niczego, że nic jej w domu nie trzyma, z Londynem nie wiąże, że gdyby się spakowała i teraz już ruszyła w świat, pewnie a bardzo by nie tęskniła. Miała dobrych znajomych, trochę bała się słowa przyjaciel, były osoby, które lubiła, ale na pewno nikt, kto mógłby ją tu zatrzymać. Więc całkowicie abstrakcyjne i szalone marzenia o odległym świecie były najlepsze.
Nie od dziś jednak wiadomo, że magia się życia Charlotte Moore nie trzyma.
- Skoro już wybrał, fotel należy do niego. - lekko wzruszyła kościstymi ramionami. Łagodnie się uśmiechnęła. Kociarze zawsze się dogadają, prawda? Choć w sumie Lotta nie była pewna, czy jest kociarą, ona chyba po prostu uwielbiała wszystkie zwierzęta. I tyle. Dogadywała się z ptakami, puszkami, nie bała się i nie brzydziła pająków, przepadała za gadami i płazami.
Kiedy klient jej pomógł, w pierwszej chwili poczuła się dziwnie. Ludzie zwykle tego nie robili. To po prostu jej praca. Ona sama z resztą prawie nigdy nie prosiła o pomoc. Z niczym. Sama radziła sobie pod każdym względem i nie uznawała jakichkolwiek wykrętów, choćby i miała się przy jakimś dźwiganiu napocić. Nie prosiła z resztą o pomoc, bo to musiałoby się wiązać z przyznaniem do swojego dość istotnego braku, o którym wspominać nie lubiła. I, bo musiałaby o tym braku przypomnieć samej sobie. A tego nie lubiła podwójnie bardzo.
- Dziękuję. - mruknęła jedynie, choć bez wdzięczności. Można było pomyśleć, że poczuła się urażona, bo przecież dałaby radę, przecież to jej praca! Wiedziała jednak, że rudzielec po prostu chce być miły. Ale powinien myśleć, że ona ma swoją różdżkę i, jeśli zechce to zaczaruje sobie worek. A jednak nie myślał. Co sprawiło, że poczuła się tym bardziej zakłopotana.
- Dobranie potrzebnych bzdurek dla kota nie wymaga szczególnej wiedzy. - stwierdziła już milej. Chyba nawet trochę rozbawiona. Nie potrafiła przyjmować komplementów. Po prostu, była w tym kiepska. I chyba trochę czuła, że klient nie ma prawa wiedzieć, ile ona wie o zwierzętach i po prostu próbuje być miły. Choć udało mu się, to było miłe. Właściwie to cały ten człowiek wydawał się bardzo miłą, ciepłą osobą. Nie martwiła się ani przez chwilę o los kociaka. I jakoś... liczyła, że jego nowy właściciel będzie do niej wpadał po karmę i żwirek. Chyba go trochę polubiła. Po prostu ciepłe, serdeczne osoby przyciągały ją jak światło ćmę. Nawet, jeśli nie do końca potrafiła i nie bardzo chciała to okazywać.
- Zdążyłam się już nieźle zadomowić. - odpowiedziała wymijająco na jego pytanie. Nie miała ochoty chwalić się swoim charłactwem. Z reguły tego nie robiła. Po co? Żeby wyraz twarzy tego uprzejmego rudzielca się zmienił? Pogarda albo litość. Lotta nie wiedziała, która opcja denerwuje ją bardziej, z żadną na pewno nie miała ochoty się spotykać. Co to z resztą za reklama dla sklepu? Kiepska. Klienci czasem po prostu wierzyli, że jest świeżo po szkole. Przez chudość i częste zmęczenie mogła wyglądać na odrobinkę starszą, niż była. A nawet, jeśli nie, wiele osób uznawało to za jedyną opcję. Bo co inaczej robiłaby teraz poza szkołą?
Podliczyła zakupy, wstukała obiecany rabat - rzadko to robiła, więc pani Pickle pozwalała jej od czasu do czasu - i podała cenę za niewielkie zakupy, jakie zrobił rudzielec.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
 

Zwierzyniec Pani Pickle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Pani Norris
» Recepcja
» Lucjusz Malfoy
» Gard Manor - Swansea, Walia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17