Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zwierzyniec Pani Pickle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zwierzyniec Pani Pickle   28.06.16 18:55

First topic message reminder :

Zwierzyniec Pani Pickle

Mały, niezbyt popularny sklepik umieszczony przy tym końcu ulicy, który prowadzi na Nokturn. Rzadko kiedy trafiają się tutaj tłumy i kolejki. Pod ścianami znajdują się klatki i terraria, z tyłu zaplecze i schowek na towar, którego nie udało się upchnąć na półkach. Za kasą zwykle stoi właścicielka - pulchna kobieta po czterdziestce, Pani Pickle, lub pracująca tam dziewczynka - Charlotte. Jedynym zwierzęciem, które chodzi po sklepie niczym nie skrępowane jest czarny kot właścicielki - Samuel. Dość ciasne pomieszczenie sprawia wrażenie, że zwierząt jest porażająco wiele - jest to jednak tylko wrażenie, sklep jest zaopatrzony całkiem przeciętnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#55393
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   18.01.17 21:28

Może i wydawało się, że w świetle ostatnich zdarzeń nic nie polepszy mu humoru. I tu się właśnie mylił. Bo czy może być coś lepszego niż kupienie małego szczeniaka, który jeszcze ledwo sam chodził. Lub właściwie się czołgał? Raiden jeszcze o tym nie wiedział, bo nigdy tego nie robił, ale jak na swój pierwszy raz trzeba było przyznać, że szło mu całkiem nieźle. Nigdy nie rozumiał ludzi, którzy woleli koty od psów. Czworonogi po prostu były nieocenione, można było się z nimi pobawić, wyjść na spacer i wyglądać przy tym jak człowiek z takim łobuzem przy nodze. A koty? Nie dość, że były leniwe to jeszcze chodziły własnymi drogami. I weź takiego upilnuj! W świetle prawa po znalezieniu takiego zwierzaka pod kołami innego samochodu, traktowane było jako wina właściciela. Dlatego właśnie był za trzymaniem psa, który w jakikolwiek sposób mógł się jeszcze odwdzięczyć za okazaną mu dobroć. W przeciwieństwie do jego arcywroga w zwierzęcym półświatku. Gdy wszedł do sklepu i zobaczył uśmiechniętą twarz rudowłosego podlotka, twarz momentalnie mu złagodniała i również się uśmiechnął.
- No, cześć - rzucił w jej stronę, czując jak zmęczenie i stres po przekroczeniu tego progu jakby zmalały, a jego barków nie ciągnęło aż tak w dół. Ponownie jego uwagę przyciągnęły inne zwierzaki sklepu, ale gdy wrócił z powrotem spojrzeniem do lady, dziewczyny już nie było. Widział, że podeszła do boksu i chyba już podnosiła jego nowego towarzysza. Nie zobaczył go dokładnie, gdy rudowłosa nie wyszła do niego i nie pokazała malca. Na Raidena patrzyła para małych oczu schowanych pod warstwą już mocno pofałdowanej skóry, a sam szczeniak przypominał świnkę morską. Był bardzo młody. Może jakieś dwa tygodnie? Carter patrzył na niego jak zaczarowany, chcąc już go mieć na rękach, siedzieć w domu i cieszyć się z jego posiadania. - Czytasz mi w myślach - rzucił do rudowłosej, uśmiechając się szeroko. Jego oczy praktycznie aż buchały ekscytacją.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   20.01.17 0:11

Ludzie często całkowicie się zmieniają przy zwierzętach, szczególnie tych małych. Jakby mieli osobną twarz dla tych nieporadnych istotek tak bardzo potrzebujących opieki. Charlotte z resztą nie była wyjątkiem. Oto Zwierzyniec, szczególne miejsce w którym to ona się opiekuje, a inne istoty są kruche, słabe i potrzebują pomocy.
- Obroża i smycz? Znaczy teraz ich nie potrzebuje raczej, więc równie dobrze może pan wrócić za jakiś czas. - wolała się upewnić. Dała na moment psa w ręce nowego właściciela, kontrolnie zerknęła, czy ten aby na pewno sobie radzi i zaszła na zaplecze. Niedawno była dostawa, więc jakieś kartony jeszcze się walały.
- Nie wiem, jak pan podróżuje. Nie mam co prawda żadnego koca, więc jeśli pieszo to zdecydowanie lepiej w rękach. - wzruszyła ramionami. Inna sprawa do Błędny Rycerz, choć miała nadzieję, że nieznajomy nie wpadłby na aż tak beznadziejnie głupi pomysł. Nie znała go, ale nie wglądał na skończonego idiotę.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#55393
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   30.01.17 11:43

Raidenowi w sumie trudno było przypomnieć sobie cokolwiek z posiadania własnego zwierzęcia, bo go po prostu nie miał. No, może mała, niesforna Sophia się pod to podciągała, ale raczej w to wątpił. Nigdy nie była upierdliwa. Kochał ją najmocniej na świecie, a teraz jeszcze miał się tą miłością dzielić. W sumie już to robił. Patrząc na maluszka w swoich dłoniach, zastanawiał się jak to będzie z jego własnym dzieckiem. Przecież już teraz się rozczulił nad tą drobinką, co dopiero gdy zobaczy mini człowieka? Jeśli nie zemdleje będzie to naprawdę coś godnego uwagi. W sumie to nie usłyszał pytania dziewczyny, ale nie było to ważne, bo miała rację. Mógł wrócić trochę później. Teraz obroża była większa od Smurta. Tak. Tak właśnie zamierzał nazwać tego dzieciaka. Był tak mały, że mieścił mu się na dłoni. Nie zauważył zniknięcia chwilowego rudowłosej, ale podniósł na nią spojrzenie, gdy spytała o środek transportu.
- Mam samochód. Posadzę go na siedzeniu albo... - nie dokończył, bo szczeniak trącił jego dłoń delikatnie nosem i schował się głębiej w płaszcz Raidena, zupełnie jakby podświadomie ciągnął do bezpieczeństwa i ciepła. Carter uśmiechnął się, po czym przytaknął głową na nigdy nie zadane pytanie. - Masz może jakiś karton? Chciałbym tez zabrać te rzeczy, które kupiłem poprzednio.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   01.02.17 18:46

Samochód. Skinęła głową. Czy to jakaś moda wśród czarodziejów? Zaczynają im się podobać mugolskie środki transportu? A może to jakaś forma buntu? Tak, czy inaczej poczuła dość mocne ukłucie gdzie w środku na wspomnienia związane z pierwszą i zapewne ostatnią podróżą samochodem, jaką odbyła.
Nie skupiając się na tym jednak, choć nie mogąc wyzbyć widocznego rozkojarzenia, skinęła głową. Kartonów mieli wbrót po ostatniej dostawie, nie powinno być problemu z odpowiednim. Wróciła więc na zaplecze i wygrzebała jakiś w miarę nieduży.
- Coś się znajdzie. - stwierdziła. - W sumie kupił pan tamto posłanie, w nim spokojnie może pan przewieźć tego malucha chyba. - stwierdziła, bo i to faktycznie miało lekko uniesione boki. Cóż, pozostawi to klientowi do wyboru, położyła na ladzie torbę z jego zakupami i karton po zabawkach.
- To wszystko? - spytała, żeby się upewnić.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#55393
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   01.02.17 18:57

Raiden miał słabość do niektórych przydatnych według niego gadżetów ze świata mugoli. Jak chociażby kilka razy rewolwer uratował mu życie tak jazda samochodem była nieporównywalna z teleportacją. Owszem. Zajmowała więcej czasu, ale jaka była przyjemność w raz byciu tu, a zaraz gdzie indziej? Żadna. Można było się rozkoszować widokami, ulicami... Korkami czy światłami. Ale one były po prostu częścią tamtego świata, a jemu podobały się te elementy. Był wielofunkcyjnym członkiem czarodziejskiej policji, bo mało kto umiał prowadzić, a nikt nie umiał obsługiwać się bronią. Więc... Zaawansowany poziom można by rzec sam się kłaniał.
- Pewnie - odparł na jej słowa. - Właśnie tak sobie myślałem, ale lepiej mieć też karton. Mogę w nie nie tylko tego malucha, ale też rzeczy. Kupowałem ostatnio karmę? - spytał dziewczyny, przenosząc spojrzenie ze szczeniaka na nią. Nie był tego do końca pewny. Zresztą niczego nie był, gdy czuł zapach małego psa jak i po prostu się rozczulił. Musiał zabawnie wyglądać, ale nie obchodziło go to zbytnio. Chyba wszystko... A przynajmniej tak sądził. Nie wiedział czy w tym wszystkim o czymś zapomniał. Może? Najwyżej wpadnie tutaj drugi raz albo podjedzie do jakiegoś zoologicznego po drodze do domu. Dzisiaj miał plan matkowania Smurtowi. Został już oficjalnie przechrzczony.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   01.02.17 21:40

- O, okej. Przyniosę w takim razie coś większego.
Stwierdziła na jego słowa, patrząc na niewielki karton, który jej zdaniem miał być lokum dla małego, słodkiego pieska, ale na pewno bez dodatkowych gratów do jego towarzystwa. Zabrała więc pudełko, żeby nie zaśmiecać sklepu i wróciła niedługo ze znacznie większym, do którego włożyła kupione niedawno przez nieznajomego posłanie, zabawkę.
- Właściwie wszystko pan już kupił. Poza psem.
Stwierdziła, o właściwie tylko czworonóg nie był opłacony. Zaraz, jak spakowała wszystko pożąnie, podała kwotę.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#55393
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   01.02.17 21:51

- A. No pewnie! - zaśmiał się, słysząc jej słowa. Fakt. Za Smurta nie zapłacił, a był pewny, że wszystko już załatwił. Odczekał, aż dziewczyna pomoże mu spakować, lub właściwie to sama zapakuje, wszystko do kartonu i będzie mógł włożyć malca do jego posłania. I chociaż nie chciał go wypuszczać z rąk, nie było wyjścia. Zapewne trochę by mu zrzedła mina, gdyby okazało się, że buldog zostawił na jego ubraniu jakiś niepożądany ślad. Na szczęście do niczego takiego nie doszło, a Raiden przejechał rozczulonym spojrzeniem po kulącym się psiaku. Żałował, że musiał go odłożyć, ale kto by zapłacił? Zaraz też sięgnął po portfel tkwiący w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Po usłyszeniu ceny podał oczekiwaną sumę i dorzucił coś gratis dla rudzielca. W końcu pewnie nie miała dużo zajęć, a przecież pomogła mu i to z większym zaangażowaniem niż większość ludzi podchodzących do swojej pracy. Uśmiechnął się do niej po raz ostatni, zanim wrzucił portfel do kartonu z psiakiem i jego akcesoriami. Wziął kubeł i odwrócił się w stronę wyjścia, rzucając wesołe Trzymaj się!. Zaraz drzwi się za nim zamknęły, a Raiden odetchnął świeżym powietrzem Ulicy Pokątnej.
- No, Smurt. To jedziemy do domu - mruknął do szczeniaka i ruszył w stronę samochodu, który zaparkował po mugolskiej części City of London. Ciekawe co też miały powiedzieć czekające na niego dwie kobiety w domu? Jeśli były niezadowolone - trudne. On był!

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   02.02.17 18:54

|08.04.1956r?


Mieli się spotkać wczoraj, ale się nie udało. Zabawne, że bardziej chodziło jej po głowie ostatnie spotkanie z chłopcem, który złamał jej serce (a może któremu ona złamała serce?), niż to wszystko, co działo się dookoła. A przecież działo się tak wiele! Była rozkojarzona i zupełnie jakby ostatniego miesiąca nigdy nie było, znów była ponurą dziewczynką. Minęło już przecież tyle czasu! Kiedy ma się szesnaście lat, jeden miesiąc może wydawać się rokiem, a tydzień wiecznością. Mimo, że minęły trzy wieczności, a każdego poranka Lotta powtarzała sobie jesteś naiwną idiotką, która powinna stanąć wreszcie na ziemi, nadal zerkała czasem, trochę zbyt często na drzwi jakby licząc że ktoś zechce jej zrobić niespodziankę i zrobić coś bardzo nieodpowiedzialnego, na co ona i tak nie mogłaby się zgodzić. Ale czy marzenie o czymś realnym przez tę realność nie traciłoby trochę uroku?
Lotta nie lubiła takiej siebie. Lubiła twardo stąpać po ziemi i nie zawracać sobie głowy rzeczami, jakie nie mają szans się spełnić. Czuła się teraz jak mała, bezbronna dziewczynka, jakby fakt że raz się na prawdę przed kimś otworzyła miał sprawić, że stała się słabsza, była rozkojarzona, co okropnie ją drażniło.
Kończyła już zamiatać podłogę. Szukając sobie zajęcia doprowadzała Zwierzyniec do porządku nawet bardziej, niż powinna. Odkładała właśnie starą miotłę, kiedy usłyszała, że ktoś wchodzi do sklepu. Odwróciła się więc w stronę drzwi.
- Dzień dobry. - odezwała się, unosząc spojrzenie na wchodzącą osobę. Choć cofnęła się trochę widząc, że za tą wchodzi kolejna i kolejna, wszyscy dorośli mężczyźni, zdecydowanie nie wyglądali na osoby, które przyszły tu kupić grono szczeniaczków, czy szczurków. - Czym mogę pomóc? Właściwie już zamykamy.
Oznajmiła w nadziei, że uda jej się wyprosić nieznajomych. Jednocześnie weszła za ladę, jakby ta miała stanowić w razie czego mur między nią a nimi. Patrzyła na nich uważnie nie wiedząc, czego się spodziewać. Od początku miesiąca martwiła się, że jej obecność w sklepie może narobić pani Pickle problemu, to było w tej chwili jej główne podejrzenie, choć nie mogła mieć pewności. Czekała, nie spuszczając z nieznajomych uważnego, nieufnego spojrzenia i zastanawiając się, czy w razie czego zdoła zatarasować drzwi do zaplecza jakimś krzesłem i czmychnąć oknem, kiedy jej spojrzenie natrafiło na znajomą twarz. Nie bardzo znajomą, a jednak to w oczy rudzielca wbiła pełne niezadanych pytań spojrzenie, kiedy odezwał się ktoś inny, osoba, która weszła do sklepu pierwsza.
- Będziesz musiała odłożyć zamknięcie, musimy sprawdzić ten sklep. - oznajmił, wyjmując dokument na którym widoczne było jego zdjęcie i zawód aurora.
- Mogę wiedzieć, czego zamierzacie szukać w sklepie ze zwierzętami?
Spytała dość chłodno, choć bez prychania na które w tej chwili miała ochotę. Gotowała się w niej złość, pewnie związana już z wcześniejszymi emocjami po części i najchętniej powiedziałaby tym urzędasom co sobie właśnie o nich myśli, jak najpewniej zrobiłaby każda nastolatka z kłębkiem emocji w głowach, w bardzo burzliwym okresie dojrzewania... no, gdyby nie mieli po metr osiemdziesiąt i nie byli mężczyznami uzbrojonymi w różdżki.
Trochę zbladła, choć przecież nie miała się o co martwić. Sklep był legalny, nic tutaj nie było niezgodnego z prawem! No, chyba że dziś popołudniu wyszedł dekret zakazujący rozprowadzania piszczących, biegających gumowych kurczaczków dla psów, wtedy pójdzie siedzieć jak nic!
Nie prychała, choć bardzo niechętnie odsunęła się, kiedy jeden z nich po prostu ruszył na zaplecze. To był jej teren. Czuła jakby ktoś wchodził z buciorami do jej domu, a ona nie mogła nic zrobić. W razie problemów co najwyżej zrzuci na nich kilka klatek, albo w nadziei, że mają arachnofobię obrzuci ich pająkami. Marne szanse, lepiej dać im robić swoje. Z resztą biedne pająki by się wystraszyły, a ona nie lubiła denerwować zwierząt.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
oglądaj w lustrze
swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany
– czyż nie było lepszych
38
20
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   05.02.17 19:26

Świat pogrążał się w chaosie.
Ale to nie było nagłe, nie powodował tego impuls - kasandryczne wizje stawały się rzeczywistością powoli, jakby niespiesznie. Burzowe chmury gromadziły się od jakiegoś czasu, z początku rzucając tylko wątły cień, a teraz pogrążając wszystko, co znali, w nieprzeniknionej ciemności. To dziwne, że zachodzące zmiany nie odbiły się na naturze; rośliny i tak poczynały się zielenić, kwiaty rozwijały pąki, a zwierzęta, wybudziwszy się z zimowych letargów, przemierzały leśne ściółki na drżących łapach.
Katastrofa odbijała się też na jego życiu - nie tylko prywatnym, nie tylko tym roztaczającym się pod patronatem Zakonu Feniksa, ale również zawodowym. Zachwianie w strukturach Ministerstwa zaczynało przypominać preludium do najgorszego z koszmarów; zwalniano ludzi, likwidowano departamenty, a nepotyzm wśród policji antymugolskiej (wciąż nie mógł wierzyć, że ten absurd był prawdą, że ktoś rzeczywiście zgodził się wprowadzić go w życie) rozwijał skrzydła, osiągając mało chlubne apogeum.
Jeżeli tak miała wyglądać apokalipsa, magiczny świat nie był na nią gotowy.
I nie mógł znieść tego, że nawet jego przywileje aurora zaczęły schodzić na drugi plan - nikt nigdy nie powiedział tego na głos, ale nie potrafił wyzbyć się wrażenia, że w czasach, gdy rozkwitały nastroje antymugolskie, nikt nie przejmował się czarną magią. Czarnoksiężnicy w mniemaniu władz przestali stanowić realne zagrożenie; najgroźniejsi wydawali się bezbronni, nieświadomi niczego mugole, którzy przeważnie nawet nie śnili o magii i nie zdają sobie sprawy z istniejącego za murem czarodziejskiego świata.
Wezwania zdawały się coraz mniej znaczące; choć raporty piętrzyły się na jego biurku znacznie wyżej niż zawsze, to wszystko wydawało się grą, igraszką, zasłoną dymną. Gdy spoglądał na twarze innych aurorów, widział na nich zmęczenie, ale ich misja - łatanie świata rozdartego przez czarną magię - zdawała się przejmować ich mniej niż zawsze. Mieli na głowie ważniejsze zmartwienia. Zbliżającą się wojnę. Ratowanie własnych rodzin.
To też zajmowało mu myśli, gdy otrzymali wezwanie na ulicę Pokątną. Choć podejrzenia o przemyt nielegalnych zwierząt napiętnowanych znamieniem czarnej magii nie było bezpodstawne (dla odmiany dostarczyło je godne zaufania źródło), nie wymagało też wysłania tak wielkiej brygady ratunkowej. Wystarczyłoby wyłącznie dwóch aurorów (wysłał pokątne spojrzenie w stronę Howella, starszego partnera o szpakowatej brodzie; Garrett nie potrafił zliczyć, od jak wielu lat brali udział we wspólnych misjach), ale zamiast tego Ministerstwo nakazało im zaangażowanie w to większego grona osób. Kompletnie niepotrzebnych - dwóch przedstawicieli antymugolskiej policji, którzy pałętali im się pod nogami, było całkowicie zbędnych. Stanowili balast; nie wiedzieli, co robią, nie mieli doświadczenia i pojęcia o czarnej magii, z którą ponoć mieli się teraz zmierzyć.
Jedyne, co posiadali, to buchająca w sercu nienawiść do wszystkiego, co niemagiczne - mimo wszystko Ministerstwo nie przestawało im płacić i na siłę wymyślało zadania dla niewykwalifikowanych pracowników. Pomoc aurorom? Och, aurorzy poradziliby sobie sami, nie potrzebowali kontroli nieudolnych, przepełnionych nienawiścią pseudozawodowców, którzy potrafili wyłącznie odbierać różdżki tym, których rodzice nie byli czarodziejami.
Choć niekiedy miewał wątpliwości dotyczące Próby, chwile takie jak ta bezwstydnie je rozganiały. Ktoś musiał coś z tym zrobić - dlaczego nie powinien być to właśnie on?
Do sklepu wszedł jako ostatni; był tu (ledwie parę miesięcy temu? nie był pewien, kiedy, czas zbyt szybko wymykał mu się spomiędzy palców) ostatni raz po to, by kupić kilka drobiazgów dla złapanego kota. A teraz przechodził przez próg, starając się wyostrzyć zmysły i przygotować do dostrzeżenia najmniejszych zalążków czarnej magii.
Czy nie można było dostrzec w tym subtelnej nuty ironii losu?
Howell wyrwał do przodu, podchodząc do lady z wyciągniętą już odznaką aurora. Garrett milczał, w ciszy wsłuchując się w słowa partnera; czuł na sobie pytające spojrzenie rudej dziewczynki stojącej za ladą, ale nie odwzajemniał go. Zamiast tego wbił wzrok w przedstawicieli antymugolskiej policji, których w myślach wciąż nazywał skrajnie bezużytecznymi; zawadzali, dlatego starał się traktować ich z wyższością, wierząc, że dzięki temu zrozumieją, że nie ma tu dla nich miejsca. Że nie ma dla nich miejsca nigdzie - świat nie potrzebował tych służb, które od samego początku szkodziły więcej niż naprawiały.
- Zawołaj kogoś kompetentnego, gdy znajdziesz coś budzącego podejrzliwość - mruknął raczej niechętnie w kierunku policjanta zmierzającego na zaplecze, nie przejmując się tym, że mężczyzna spiorunował go wzrokiem - nie miał prawa głosu, dzisiaj to Garrett wydawał polecenia. Drugi z przedstawicieli policji antymugolskiej zmierzył w kierunku półek; wyciągnął różdżkę, gotów je przeszukać.
Howell wysłał spojrzenie Garrettowi, ale zobaczywszy, że Weasley nie rwie się dziś do kontaktów międzyludzkich, westchnął pod nosem i znów zerknął na Charlotte.
- Mamy wezwanie, mała - rzucił jednocześnie ciepłym i surowym głosem, choć wcale nie brzmiał niemiło bądź protekcjonalnie. - Podejrzenie przemytu, czarnej magii, same mało przyjemne rzeczy. - I znów zerknął przez ramię, odnajdując wzrokiem swojego partnera. Na parę sekund zawiesił na nim spojrzenie, które wypełniało pytanie, ale nie wypowiedział go na głos; milczał. - Weasley, przypilnuj ją i przepytaj, ja idę sprawdzić, czy ten idiota już coś wysadził - dodał cicho, choć na tyle, że szmer jego słów mógł dotrzeć do uszu Charlotte, a potem zaraz ruszył w kierunku zaplecza. Gdy zniknął za drzwiami, nastała dziwna cisza; dopiero teraz Garrett odnalazł wzrokiem Charlotte.
- Coś ci o tym wiadomo? - spytał, sięgając po różdżkę. Odnalazł ją w wewnętrznej kieszeni ciemnego, długiego płaszcza, zaraz uniósł ją na wysokość ramienia. - Hexa Revelio - rzucił profilaktycznie zaklęcie, które odkryłoby najprostsze klątwy zawieszone w powietrzu. Nic jednak się nie stało, a to w najmniejszym stopniu go nie zdziwiło.
W pomieszczeniu zostali wyłącznie w trójkę: Charlotte, Garrett i kręcący się przy ścianach policjant, który po przyjrzeniu się półkom wyraźnie zaczął się denerwować.
- Niczego tu nie ma - burknął niezadowolony, spoglądając na Garretta, a potem wyglądał, jakby tknęła go nagła myśl. Podszedł w stronę Charlotte, a peleryna plątała mu się pomiędzy nogami. - Wylegitymuj się. Różdżka? - ni to powiedział, ni to warknął, wyciągając w stronę dziewczyny dłoń i oczekując, aż poda mu swoją różdżkę, by sprawdzić jej tożsamość.
Albo w innym, bliżej nieokreślonym celu; Garry nigdy nie potrafił określić, jakie dziwne impulsy popychają antymugolską policję do czynienia wszystkich bzdur, jakich się dopuszczają. Dla samej zasady nie mógłby nie zareagować.
- Nie ty tu wydajesz rozkazy - rzucił więc ostro w stronę policjanta, a jego oczy natychmiast zagrzmiały; mimo to nie ruszył się jeszcze z miejsca, piorunując policjanta spojrzeniem, a ten nie wycofywał dłoni, wciąż wbijając rozgniewany wzrok w Charlotte i oczekując jej współpracy.
[bylobrzydkobedzieladnie]




i nie przebaczaj; zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie


Ostatnio zmieniony przez Garrett Weasley dnia 13.02.17 15:08, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   06.02.17 15:09

Nie okazywała lęku. Była całkiem niezła w nieokazywaniu uczuć więc nawet jeśli dało się dostrzec bardziej nerwowe gesty, nie wyrażały one nawet jednej dziesiątej tego, co czuła. Za dużo dało się ostatnimi czasy usłyszeć, lub przeczytać o nastawieniu świata go mugoli i mugolaków, żeby nerwowe myśli nie przebiegały jej przez głowę. Bała się, że coś znajdą. Niedawno była kolejna dostawa, może któryś z pająków nie miał prawa tu być? Uczyła się sama, uczyła się bardzo wiele, lubiła myśleć że niejednego czarodzieja mogłaby uczyć o Opiece Nad Magicznymi Stworzeniami, ale czy tak było w rzeczywistości? Co jeśli coś przeoczyła, nie sprawdziła nie spodziewając się, co jeśli w sklepie jest jakieś nielegalne stworzenie, które wysłano im w ramach ponurego żartu, czystej złośliwości, czy zatajenia próby faktycznego przemytu? W końcu kto by podejrzewał o jakieś nieczyste interesy mały, przytulny sklepik przy samym końcu ulicy Pokątnej?
A co, jeśli to, że sklep jest czysty i w tym wszystkim chodzi o głupiego charłaka? Każdy ma w sobie tę dozę egocentryzmu, a w ostatnich czasach możnaby to nazwać także zwykłą ostrożnością.
Pożałowała ukrycia się za ladą, teraz rudy czarodziej stał przed nią i już wcale nie wydawał się tak przyjazny, jak podczas polowania na kociaka. Nie ma też szans, żeby uciec oknem, bo na zapleczu znajduje się jeden z policnantów, czy kimkolwiek oni są - Charotte nigdy nie obchodziło, czym dokładnie zajmuje się policja, aurorzy, straż, a już w szczególności ten nowy organ powołany dla uprzykrzania życia nie-czarodziejom. Tak przynajmniej sądziła, ale co ona tam wie?
Kiedy kolejny nieznajomy ruszył w jej stronę, zrobiła krok w tył. Patrzyła na niego wrogo, nie odzywając się kiedy jej znajomy-nieznajomy się odezwał. Człowiek jednak się nie odsuwał.
- Mieliście podobno sprawdzać sklep, a niczego nielegalnego w nim nie ma. - odpowiedziała. Nie sądziła, żeby informacja że nie posiada różdżki mogła jej w czymkolwiek pomóc. Jeśli policjant będzie naciskał, powie że jej się złamała, ale co jeśli nie uwierzą?
Samuel w postawie pełnej nerwowego oburzenia wyszedł z zaplecza, najpewniej wybudzony z popołudniowej drzemki. Wskoczył na ladę, mierząc swoim bystrym spojrzeniem nieznajomych, powoli poruszając przy tym ogonem.
Wyminęła rudego czarodzieja, podchodząc do worków karmy, żeby wyjąć garstkę i położyć Samuelowi na parapecie - i nie zasłaniać już sobie ladą drogi do drzwi. Tak na wszelki wypadek, w części sklepowej poczuła się trochę swobodniej. W pewnej odległości od funkcjonariuszy - tym bardziej.
Była ciekawa, czy faktycznie dostali jakieś zgłoszenie. Od kogo? Dlaczego? A jeśli na prawdę ktoś im coś podrzucił?
Zabrakło wam nielegalnych sklepów na Nokturnie? Przeszło jej przez myśl, nie bez nuty pogardy. Sklepik pani Pickle to łatwy cel. Zawsze jest w nim dzieciak albo starszawa kobiecina, najgroźniejszy w sklepie jest chyba kot właścicielki, który kilka razy zadrapał ręce Charlotte za podrapanie go po brzuchu - nikczemna bestia.
Kiedy usłyszała, że na zapleczu zaczął się większy ruch, przeszły ją dreszcze. A jeśli coś znaleźli? Jeśli ktoś coś podrzucił? A jeśli ona sama coś wniosła nie wiedząc o tym? Spojrzała w tamtą stronę w nadziei, że odgłosy oznaczają jedynie przesuwanie jakiegoś mebla w celu sprawdzenia, czy za nim czegoś nie ma, jednocześnie cofając się znów odrobinę w stronę drzwi. Czy dobiegnie do domu Bena? Nie goniliby jej na Nokturnie, była prawie pewna, wystarczyłaby tylko minuta, żeby zniknąć im z oczu.
Nic jednak nie robiła, czekała - jeśli nikt nie zechciał im zaszkodzić, niczego tu nie znajdą, a paniką i bezpodstawną ucieczką mogłaby zaszkodzić i sobie i sklepowi.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
oglądaj w lustrze
swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany
– czyż nie było lepszych
38
20
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   13.02.17 17:51

Nie odrywał spojrzenia od stojącego do niego tyłem policjanta - ten nieprzerwanie wyciągał dłoń w stronę Charlotte, wciąż oczekując, aż dziewczyna odda mu swoją różdżkę. Jej rzucona zaraz potem uwaga, która w niepokojący sposób zakrawała o bezczelność, nie mogła jej pomóc; funkcjonariusz zacisnął dłoń w pięść i niemal momentalnie cała jego twarz zabarwiła się buraczaną czerwienią. Był wściekły i wściekłość ta mocno rozgrzewała mu spojrzenie; gdyby wzrok potrafił zabić, Charlotte mogłaby leżeć już martwa.
Garrett dopiero teraz drgnął, właściwie nie wiedząc, w jaki sposób może - i czy w ogóle jest to jeszcze możliwe - zapobiec zbliżającej się wielkimi krokami katastrofie; wtedy jednak z zaplecza odezwał się głos Howella.
- Coś chyba mamy - powiedział przeciągle i stosunkowo konkretnie starszy mężczyzna, a jego głos wcale nie tryskał nadmiernym entuzjazmem. Mimo wszystko rozwścieczony policjant sarknął jeszcze na Charlotte, omiótł ją nienawistnym spojrzeniem, splunął lekceważąco przez ramię i ruszył w kierunku pozostałych funkcjonariuszy. Gdy opuścił pomieszczenie, znów zapadła cisza, a Garrett powiódł spojrzeniem za rudą dziewczynką oddalającą się, by nasypać krztynę karmy dla swojego kota. Pamiętał go; miał długi ogon i mądre, niemal ludzkie spojrzenie - przechadzał się władczo po blacie, gdy Garrett odwiedził to miejsce po raz ostatni.
Nie przestając zaciskać palców na uchwycie swojej różdżki, założył ręce na piersi i oparł się o pobliską ścianę; ulokował spojrzenie na Charlotte, ale wciąż nie powiedział ani słowa. Czekał. Taksował ją wzrokiem, ale wszystkie pytania gubiły się w milczeniu - czy mamy oczekiwać, że coś tu znajdziemy, Charlotte? Czy powinienem o czymś wiedzieć? Dlaczego po prostu (dla świętego spokoju, tak, jak uczyniłby to każdy postawiony pod ścianą) nie pokazałaś nam tej różdżki, co z pewnością powstrzymałoby policjanta przed wybuchem złości?
Z zaplecza dobiegły ich ni to huki, ni to trzaski obronnych zaklęć, które przełamywały potencjalne uroki; Garrett wciąż nie mógł wiedzieć, czy rzeczywiście coś znaleźli, czy były to tylko zwodnicze poszlaki. Jednak tę chwilę, gdy pozostali w głównym pomieszczeniu zwierzyńca wyłącznie we dwójkę, miał zamiar wykorzystać jak najlepiej. Wciąż obserwował Charlotte spojrzeniem, które nie wyrażało gniewu, surowości, nie było ostre; tliło się w nim jedynie oczekiwanie na najkrótsze słowo wyjaśnień. Doszukiwał się jakichkolwiek nieprawidłowości w jej zachowaniu, nerwowego drżenia rąk, rozpaczliwego błysku tańczącego w oku i ust rozchylających się pod naporem wyjaśniających okoliczności słów. Bo żeby działać, żeby nawet móc odwołać interwencję i wraz całą brygadą ratunkową powrócić do ministerstwa, potrzebował znać prawdę - a im będzie szczersza, im bardziej naga, im mniej otulona grubym całunem pozorów, przemilczeń i białych kłamstw, tym łatwiej będzie im dojść do porozumienia i, w konsekwencji, zapobiec czającym się w cieniu katastrofom.
No dalej, Charlotte, po prostu to wyjaśnij - mówiło jego spojrzenie, gdy jeszcze przez moment pozostawał w bezruchu, po czym rozplątał założone na piersi ręce i uniósł różdżkę. Machnął krótko, jakby niedbale nadgarstkiem, choć w rzeczywistości jego gest był niezwykle dopracowany - lata praktyk aurorskich nauczyły go dbać o szczegóły. Nie wypowiedział na głos inkantacji, Carpiene  zabrzmiało mu tylko w umyśle i zdawało się, że w powietrzu pojawia się na moment świetlista smuga; szybko jednak znikła, nie pozostawiając po sobie najsubtelniejszego śladu. Wszystko wskazywało na to, że nie tylko nie było tu czarnej magii, ale też żadnych kryjówek czy podstępów; Garrett zmarszczył lekko, ledwie zauważalnie brwi, po czym znów podążył spojrzeniem do Charlotte, a w jego oczach nieprzerwanie tańczyło oczekiwanie.




i nie przebaczaj; zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa http://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 http://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 http://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 http://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
7
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   23.02.17 0:14

Zrobiła krok w tył czując złość buzującą w nieznajomym mężczyźnie, choć jej postawa się nie zmieniała. Pewna obronność, napięcie, czy gotowość do ucieczki wydawały się w tej chwili całkowicie dla niej naturalne. Przyglądała mu się z pewną dozą pogardy, którą niejednokrotnie przykrywała buzujący wewnątrz niej lęk. Zacisnęła dłonie rozglądając się i zastanawiając, co zrobić, kiedy usłyszała głos z drugiego pomieszczenia.
Zbladła.
Napastliwy nieznajomy zniknął, ale sytuacja wydawała się gorsza i gorsza. Czuła na sobie spojrzenie aurora, kiedy nasypywała Samuelow karmę. Pogłaskała jego kocią głowę z dużą czułością. Oto jej przyjaciel, jedyny który widział ją w każdym stanie, który słyszał jej najskrytsze sekrety, żale, radości czy zwierzenia. Ten kot był dla niej bardzo ważne, o dziwo chyba niekiedy nawet ważniejszy niż prawdziwe koleżanki. Jego cicha obecność, charakterność i chyba to, że był przy niej od tych najważniejszych chwil. Największa zmiana w jej życiu, praca w tym miejscu.
Zabiorą jej to?
Jej największym lękiem zawsze była rodzina. To, że mogłaby być taka, jak Moorowie, to że geny wezmą górę, że zacznie pić, zachowywać się się w tak potwornie żałosny sposób, stanie się mendą, bezrobotną, paskudną, obleśną, zniszczoną. A teraz? Nie potrafiła sobie wyobrazić czegoś bardziej przerażającego od stracenia tego miejsca. Bez perspektywy na cokolwiek innego. Bez Samuela, bez pani Pickle. To miejsce było stabilnym gruntem pod jej nogami.
Widziała różdżkę w dłoni rudowłosego czarodzieja. Nie był już uprzejmym człowiekiem z którym goniła kotka, teraz był w pracy, dostał zadanie, może dowiedział się o niej coś czego nie powinien. Wydawał się w tej chwili zagrożeniem. Niebezpiecznym.
Patrzył na nią wyczekująco. Co dalej? Co ma powiedzieć? Jej milczenie było pełne uporu, pewnej obronności, patrzyła na niego spodełba trochę, jakby oczekiwała że zacznie machać rożdżką, czy stanie się równie napastliwy, co jego kolega.
Postawa mężczyzny, czy jego spojrzenia mogły wyglądać inaczej w oczach kogoś spokojnego, Charlotte jednak była zestresowana i podejrzliwa. Bała się, czuła jakby powinna bronić tego miejsca, swojego miejsca na ziemi, a nie mogła tego zrobić. Bała się kłopotów. Za dużo się słyszało o tym, jak traktują mugolaków, kim więc była ona?
Odsunęła się, kiedy machnął różdżką, nadal była jednak blisko drzwi. Wsłuchiwała się w to, co działo się w pomieszczeniu obok.
- To najbezpieczniejsze miejsce na świecie. - burknęła cicho, nie patrząc na rudzielca. - Nie niszczcie go.
Dodała w cichej prośbie. Serce tłukło jej w piersi, cała dygotała, kiedy naciskała klamkę, ruch był jednak szybki, była zdecydowana. Zbyt bardzo się bała, żeby po prostu tu czekać. Była zbyt słaba, kiedy będą tu z nią wszyscy, gdyby jej najgorsze obawy miały się spełnić: nie będzie miała najmniejszej nawet szansy na ucieczkę.
Oczywiście może się też mylić. To wszystko może być przypadkiem, nie mieć nic wspólnego z nią samą, jednak... cóż, wiara w przypadki  i podejrzliwość się wykluczają, Lotta reprezentuje niestety tę drugą cechę. Zbyt wiele się zmieniło, zbyt wiele się dzieje, dlaczego akurat teraz, dlaczego policja antymugolska?
Jeśli się myli, właśnie narobiła sobie kłopotów. W jednej chwili wybiegła z miejsca, które zawsze traktowała jak ostoję bezpieczeństwa, by - o ironio - ruszyć w kierunku ulicy Śmiertelnego Nokturnu i tam szukać schronienia. Biegła nie oglądając się za siebie w nadziei, że da radę zniknąć między ludźmi, że dzięki przechodniom nikt nie trafi w nią zaklęciem i po prostu schowa się tam, gdzie aurorzy za nią nie pójdą.

Rzut na powodzenie. Dobiegam jak zbiorę 150. W międzyczasie możesz mnie dogonić jeśli pierwsza uzbierasz 150, albo rzucać zaklęciami przed którymi mogę robić uniki ST 60.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.


Ostatnio zmieniony przez Charlotte Moore dnia 23.02.17 0:15, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   23.02.17 0:14

The member 'Charlotte Moore' has done the following action : rzut kością


'k100' : 69


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
oglądaj w lustrze
swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany
– czyż nie było lepszych
38
20
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   08.03.17 20:29

Nieprzerwanie milczał - taksował ją spojrzeniem, wiedząc, że powoli wymykał im się czas, jaki mogli przeznaczyć na załatwianie sprawy polubownie. Im dłużej tonęli w ciszy, im dłużej nie wypowiadali najmniejszego słowa, a Charlotte (targana lękiem, wątpliwościami, niepewna i drżąca o własne bezpieczeństwo?) uciekała od wyjaśnień, tym mocniej wbijał w nią wzrok, jakby wierzył, że w końcu się złamie; że w końcu nabierze rozsądku i zrozumie, że nie był jej wrogiem - że tylko spokojna rozmowa pozwoli jej uratować się przed największym z błędów, który mogłaby popełnić...
...który mogłaby popełnić, ryzykując ucieczką; już słowa, które wypowiedziała, dotarły do Garretta z nieznacznym opóźnieniem, jakby wcześniej musiały przedrzeć przez niewidzialną, choć wciąż zaskakująco grubą ścianę, która tłumiła myśli, reakcje, odczucia. W jednej sekundzie obserwował kota unoszącego wysoko ogon i zanurzającego pyszczek w misce, w drugiej drgał już, gdy Charlotte sięgała pokrytą wysepkami piegów dłonią do klamki drzwi - a potem naciskała ją, by zaraz wysunąć się ze sklepu i pomknąć w kierunku ulicznego gwaru. Nie pozostawał jej dłużny, donośnie przeklął i natychmiast ruszył za dziewczyną; teraz nie potrafił odgonić pewności, że coś ukrywała: coś, co - sądząc po jej nagłej reakcji, po potrzebie wymknięcia się ze sklepu i pozostawieniu go na pastwę aurorów - miało wagę większą, niż mógłby się tego spodziewać. Już po dwukrotnej rozmowie z Charlotte potrafił wywnioskować, że nie była głupia; znał się na ludziach i potrafił odczytywać emocje oraz intencje skryte w oczach na tyle, aby nie błądzić po omacku i aby względnie poprawnie interpretować ich cele, zamiary, kierujące nimi powody. W tym przypadku nie umiał; pojawiało się zbyt wiele niewiadomych, a choć ciche głosy z tyłu jego głowy mogły podpowiadać mu subtelnie możliwe wyjaśnienia, wciąż zakrawały o zbytnią abstrakcję, o zbytnią niejasność. Nie lubił wysuwać pochopnych wniosków i oskarżać bez niezbędnych dowodów - nie czynił więc tego także teraz.
Pozostawiając za sobą aurorów i policjantów (nie miał czasu do zmarnowania, który mógłby poświęcić na przekazanie im informacji o niespodziewanym pościgu), opuścił sklep, natychmiast unosząc dłoń; bez przerwy zaciskał mocno palce na uchwycie różdżki barwy kości słoniowej. Tłumy na Pokątnej nie były zatrważające - ludzie bali się wychodzić z domów, odkąd zaczęli lękać się, że każdy ich krok może być obserwowany przez Ministerstwo, a każdy gest uznany za oznakę rychłej zdrady. Kolejne dekrety i bzdurne wymysły najwyższych instancji zalewały ich jak wczesnowiosenny deszcz chłodną, orzeźwiającą wodą; w społeczeństwie nigdy nie mogło dziać się dobrze, jeżeli prawa bardziej ograniczały, niż ułatwiały egzystencję i dawały możliwości rozwoju.
Bez większych problemów dostrzegł charakterystyczny płomień rudych włosów wśród szaroburych czarodziejów kręcących się po Pokątnej. Korzystając z faktu, że jako przedstawiciel Brygady Uderzeniowej znajdował się poniekąd ponad prawem (a na pewno ponad wszystkimi świstkami dokumentów, które zabraniały użycia magii w czarodziejskich miejscach publicznych), nie wahał się przed użyciem uroku. Skierował koniec różdżki na stopy Charlotte - nie chciał czynić jej krzywdy, a jedynie opóźnić bezsensowny pościg.
- Colloshoo - wypowiedział prędko inkantację, żywiąc nadzieję, że dziewczynę szybko trafi promień zaklęcia i zatrzyma ją w miejscu, przytwierdzając buty i stopy do chłodnego bruku.




i nie przebaczaj; zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zwierzyniec Pani Pickle   08.03.17 20:29

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 39


Powrót do góry Go down
 

Zwierzyniec Pani Pickle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Pani Norris
» Recepcja
» Lucjusz Malfoy
» Gard Manor - Swansea, Walia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17