Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sadzawka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 17  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sadzawka   03.07.16 23:47

First topic message reminder :

Sadzawka

Sadzawka mieszcząca się w głębi ogrodów latem olśniewa kolorami; zimą pozostaje mroczna, czarna i ponura. Jej taflę skuwa lód, a otaczające ją nagie drzewa uginające się od śniegu dodają scenerii gotyckiego romantyzmu. Przyprószone białym puchem zarośla z całą pewnością są dość wysokie, by znajdujący się tutaj goście pozostawali niezauważeni dla pozostałych, wydaje się jednak mało prawdopodobne, by ktokolwiek, kto nie zna dobrze rezydencji Nottów, trafił tutaj przypadkiem. A jeśli trafi - niewątpliwie trudno będzie mu wrócić.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange http://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 http://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange http://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor http://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
nowhere to run
from all of this havoc
nowhere to hide from
all of this m a d n e s s
5
10
0
0
10
5
9
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 20:37

Piekły ją policzki.
Nawet pomimo rześkiego powietrza i faktu, że tego wieczora nie piła jeszcze alkoholu, Marine była już lekko zaróżowiona, choć ojciec w drodze do sadzawki nieustannie powtarzał jej, że wygląda pięknie z tym dziewczęcym rumieńcem. Zbliżała się północ, lecz panna Lestrange czuła się jeszcze w pełni sił, wszakże do Sabatu przygotowywała się niezłomnie jeszcze zanim poznała jego dokładną datę. Zadbała o to, by jej suknia została magicznie dopracowana, a raczej zadbał o to ojciec, ponieważ jego odrobinę zestresowana córka wolała nie ryzykować rzucania zaklęć, od których zależała jej prezencja.
Taniec balowy miała we krwi, podobnie jak poczucie rytmu i miłość do muzyki. Co więc mogło pójść nie tak? Wszystko, bowiem o ile ojciec wspierał ją w niektórych kwestiach, inne spędzały jej sen z powiek. Wiedziała już, że będzie uważnie obserwowana przez lady Nott, a ze względu na swój wiek oraz salonowy debiut nie tylko gospodyni zawiesi na niej oko. Nie czuła się pewnie na łyżwach, a ślizganie się na butach po zamarzniętym jeziorze w dzieciństwie nie można było uznać za zadowalającą praktykę. Musiała więc dać z siebie wszystko i jeszcze więcej, miną nadrabiać wszelkie niedoskonałości w krokach i za żadne skarby nie dać po sobie poznać, jak ważne było dla niej to wszystko, co miało się wydarzyć.
Wiele zależało także od jej partnera, choć widząc nazwisko lorda Ollivandera przy swoim w pierwszej kolejności pomyślała, że Adelaide jednak dowiedziała się o ich spotkaniu w rozkołysanym zakątku. Choć sprawiał wrażenie naprawdę miłego, nie mogła nie wyczuć w nim tej nuty beztroski i nonszalancji, dlatego odrobinę obawiała się ich występu na lodzie. Zwłaszcza, gdy Titus przywitał ją mało pokrzepiającymi słowami; chociaż gdyby nie była zestresowana to zapewne by ją rozbawił.
Zdążyła jeszcze przywitać się uprzejmie z Inarą i skinąć głową Cressidzie, a także swojemu kuzynowi i siostrom Rosier. Czyżby Fantine miała tańczyć z Flavienem? I gdzie podziewała się Evandra ze swoim mężem? Marine nie dała rad dostrzec ich w tłumie.
- Nie umiem chyba powiedzieć nic pokrzepiającego – zasznurowała zaczarowane łyżwy i podała dłoń swojemu partnerowi. Kątem oka zauważając ojca, skinęła mu głową, a później skupiła się już wyłącznie na sobie i Titusie – Damy sobie radę.
Pierwsze kroki na lodzie nie były takie straszne, jak mogłaby się spodziewać; magia robiła swoje, a póki co każdy uczestnik utrzymywał się na łyżwach. Czy taniec w nich także będzie wyzwaniem? Póki co, nie miała zamiaru porywać się na figury, przez które mogłaby skręcić kark lub, co gorsza, pokazać widowni swoją halkę, dlatego taniec w ślizgu okazał się idealny na sam początek. Klasa sama w sobie, o ile za chwilę nie zaliczą popisowego upadku.
Rozległa się znajoma muzyka, jednak czy miała jej dziś sprzyjać?




hush, don't say a word
and never mind that noise you heard. It's just the beast under your bed, in your closet, in your h e a d.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 20:37

The member 'Marine Lestrange' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 62

--------------------------------

#2 'k100' : 67


Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 21:32

Uwielbiałam Sabaty, więc i do tego przygotowywałam się jak zawsze - wiele dni wcześniej. Suknia musiała być idealna, tym razem zdecydowałam się na delikatny róż, u ziemi przechodzący w fiolet. Wiedziałam oczywiście o planowanych tańcach na lodzie (jeszcze nie wyobrażałam sobie jak sobie w nich poradzę) i zupełnie nie miałam pojęcia jak powinien być dopasowany strój do tego rodzaju aktywności, więc zostawiłam te zmartwienia projektantom. Wszystko było pięknie, lekko falujące kosmyki włosów zebrane miałam w wysokie upięcie, które wydawało się trzymać jakby za pomocą magii. Fryzura ta odsłania smukłą szyję, podkreślaną jeszcze przez delikatną biżuterię w rodowych barwach.
Dużą śmiałością z mojej strony było napisanie do Quentina. Obawiałam się też odpowiedzi, co to byłby za wstyd, gdyby uprzejmie odmówił? Być może mój urok działał również listownie, albo po prostu i tak miał zamiar się pojawić. Wiedziałam jak to było z Burke'ami, chyba podobnie jak z Yaxleyami - nie przepadali za opuszczaniem swojej posiadłości i nie na każdym towarzyskim wydarzeniu można było ich zobaczyć. Cyneric jednak przyszedł z Rosalie i nawet dał jej namówić się na taniec w lodzie. Tak samo jak ja, oni również nie potrafili jeździć na łyżwach, ale podobno miało być rozdawane magiczne obuwie - może w jakiś sposób żadne z nas nie zrobi z siebie pośmiewiska.
Rozmawiałam z inną lady, kiedy dostrzegłam Quentina, przywitałam się, dygając lekko i przyjęłam od niego kieliszek. Uprzejmie przeprosiłam moją rozmówczynię.
- Dziękuję, lordzie Burke - przyjęłam komplement z uśmiechem. Byłam do nich przyzwyczajona, ale zawsze było miło usłyszeć takie słowa, szczególnie kiedy doskonale wiedziałam, że są one prawdą. Nie uważałam, żeby było to przesadą, a gdybym znała myśli Quentina, pewnie rozejrzałabym się po pobliskich pannach, żeby dowiedzieć się, czy któraś rzeczywiście wyglądała lepiej ode mnie.
Chwilę przed rozpoczęciem zabawy zaczęłam się zastanawiać czy nie przewrócę się przy pierwszym roku (czy też ślizgu?) na lodzie. Mimo swoich obaw, bardzo chciałam spróbować, a lady Nott widocznie uznała, że będziemy z Quentinem odpowiednią parą. Lord Burke nie wydawał się chętny do próbowania swoich sił w tańcu, ale też ciężko było mu odmówić. Niepewnie założyłam łyżwy - nigdy nie miałam ich na nogach, ale poruszanie się w nich nie mogło być ich aż tak trudne. Będąc już na lodzie zauważyłam, że naprawdę musiała być w nich jakaś magia, bo czułam się pewniej i stabilniej niż mogłabym się tego spodziewać. Muzyka zaczęła grać, a my mieliśmy wykonać pierwszą figurę, czyli podwójny piruet z odwróceniem uwagi. Nie miałam nic przeciwko ściągnięciu na siebie uwagi sędziów. Na pewną będę wyglądać pięknie, o ile tylko się nie przewrócę. Starałam się myśleć, że to po prostu zwyczajny taniec, a tańczyć przecież umiałam doskonale. Kątem oka widziałam potknięcie Cynerica, przez co tylko bardziej zaczęłam się stresować, że i mi się to przydarzy.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 21:32

The member 'Liliana Yaxley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 49, 47


Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5537-evandra-rosier http://www.morsmordre.net/t5544-jean-baptiste#128986 http://www.morsmordre.net/t5543-lady-rosier#128981 http://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose http://www.morsmordre.net/t5546-evandra-rosier#129180
arystokratka, harfiarka
22
Szlachetna
Zamężna
It feels like there's oceans
Between me and you once again
We hide our emotions
Under the surface and tryin' to pretend
14
6
2
0
2
0
10
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 21:43

Idąc w stronę zaczarowanej sadzawki, cieszyła oko wyjątkowym, nastrojowym otoczeniem. Wieczory spędzone w posiadłości Lady Nott za każdym razem były niezwykle, jak i głęboko zapadały jej w pamięć. Po raz pierwszy gościła tutaj, w trakcie Sabatu, nie jako lady Lestrange, niezamężna panna, nie mogąca narzekać na brak towarzystwa adoratorów, których za serce chwytał jej urok wili, tylko lady Rosier. Ciężki wisior podarowany jej przez matkę Tristana w dniu ślubu, iskrzył się w półmroku na jej piersi rubinowym blaskiem. Biżuteria celowo kontrastowała z lekką, zwiewną, pudroworóżową suknią, której koronkowa góra układała się w kwieciste wzory. Odrobina magii miała jej zapewnić wygodę podczas jazdy na łyżwach, a także zadbać o to, aby materiał nie poderwał się zbyt wysoko w tańcu.
Choć z początku miała sporo obaw, czy powinni wziąć udział w tańcu na lodzie, to jednak opiekuńcze ramię Tristana, którym obejmował ją przez większość wieczoru, utwierdziło ją w przekonaniu, że nie pozwoli on, aby podwinęła się jej noga i w konsekwencji stała się - i nie tylko - krzywda. Zanim na nowo znaleźli się w towarzystwie, zadarła nieco podbródek, obdarowując Rosiera ciepłym uśmiechem. O dziwo nie doskwierał jej chłód, pomimo odsłoniętych ramion. Muzykę miała we krwi, taniec również, oby więc szybko przypomniała sobie, jak łapała równowagę, kiedy jako dziecko ślizgała się po zamarzniętych taflach jeziora, o ile w ogóle można było porównać te doświadczenie z prawdziwą jazdą po lodzie.
Ubierając łyżwy, skrupulatnie zasznurowała jedną i drugą. Gdzieś w tłumie dostrzegła siostry Tristana, a także Flaviena, który, jeżeli wzrok ją nie próbował zmylić, prowadził w stronę tafli Fantine. Widok tej dwójki dobranej w parę przez gospodynię niezwykle ją ucieszył. Przed oczyma mignęła jej również Rosalie, której zamążpójścia była nie tak dawno świadkiem. Rozglądała się za Marine, ciekawa debiutu swojej najdroższej kuzynki, ale zamiast niej, uchwyciła spojrzenie jej ojca.
- Trzymaj mnie mocno - słowa wypowiedziane szeptem, usłyszeć mógł wyłącznie Tristan. Podała mu dłoń, wspólnie weszli na lód, a kiedy tylko zabrzmiała muzyka, Evandra pozwoliła, aby porwali ją do tańca. Tak, jak zostało to wcześniej ustalone, zacząć mieli swój układ niecodziennie, bo zamiast wspólnie okrążyć tafle, dając świadectwo tak charakterystycznej dla pierwszych miesięcy małżeństwa bliskości, zainicjowała pełną jawnego wyzwania odwracankę. Dało się dostrzec kokieterię w jej ruchach, w tym, jak niby dąży do kontaktu, a jednak tak naprawdę zachowuje dystans. Finalnie, zbliżyć miał ich do siebie kończący figurę, lekki podskok, do którego poderwała się w odpowiednim momencie z gracją.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 21:43

The member 'Evandra Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 23, 53


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 22:15

Miałem bardzo silną awersję do sabatów od czasu noworocznego mordu popełnionego w Hampton Court, jednak nie mogłem nie stawić się na kolejnym. Z nestorem się bowiem nie dyskutowało, miałem iść to szedłem. Zwłaszcza, że był to sabat czerwcowy, na którym pojawiało się najwięcej debiutów. Poszukiwania żony dla mojej osoby nie ustały, po kilku miesiącach względnego spokoju (nie licząc oczywiście komentarzy ciotki Brunhildy) znów musiałem zacząć przynajmniej udawać, że jestem zainteresowany tematem. Rano zostałem poddany pod całodzienną kuratelę Dzwoneczka, która miała przypilnować sumiennie, abym od samego rana nie uchybiał w niczym szlacheckiej etykiecie. Ktoś wymyślił sobie bowiem, że jeżeli od momentu wstania będę się starał, nie popełnię żadnego faux pas popołudniem. Na dwie godziny (cóż za bezsensowny zapas czasu, mógłbym wtedy chociażby pouczyć się do egzaminów) odesłany zostałem na przygotowania. ledwo udało mi się wyperswadować Dzwoneczkowi z głowy, że na pewno nie potrzebuję pomocy w kąpieli (no naprawdę, to już była przesada). Kiedy zaledwie w kwadrans później stałem już wypachniony i w bieliźnie we własnej sypialni... oj, wtedy się dopiero zaczęło. Nowa dostawa strojów od Solange już na mnie czekała. Zostałem kilkukrotnie ubrany i rozebrany, całkowicie wbrew mojej woli oraz w zupełności nieukontentowany zebraną na to widowisko publiką. Naturalnie, ubrania była zarzucane i zrywane z mojego grzbiety za parawanem, wciąż jednak czułem się całkowicie upokorzony. I miałem wrażenie, ze traktują mnie jak jakąś młodocianą lady niż, bądź co bądź, posiadającego doświadczenie na salonach lorda. Cały ten cyrk jednak wreszcie się skończył, a ja mogłem odetchnąć z ulgą. Do ostatniej chwili bowiem wyczekiwałem momentu, w którym cała ta maskarada pójdzie za daleko i ktoś zadecyduje, że trzeba koniecznie wbić mnie w gorset. Przejrzałem się w lustrze, z jednej strony, z drugiej i musiałem przyznać, że efekt był całkiem spektakularny. Byłem gładko ogolony, a w obronie moich zapuszczanych z dbałością włosów zgodziłem się na ich metamorfomagiczne skrócenie. Schodząc niżej z uznaniem musnąłem palcami pomarańczowo-czerwony, satynowy fular otulający moją szyję, doskonale komponujący się z bursztynowo złotymi szczegółami mojego stroju takimi jak spinki do mankietów i wypukłe guziki białej koszuli. Uwielbiałem sposób, w jaki panna Baudelaire na moją prośbę była w stanie wpleść mugolskie akcenty do mojego stroju, które w dalszym ciągu stylizacją nie odstawały od czarodziejskiej mody. Na kuszulę założono mi czarną kamizelę o czerwonych przednich klapach, koszula wpuszczona zaś była w idealnie czarne spodnie. Na wierzch natomiast narzuconą miałem prostą i elegancką, czerwoną, otwartą szatę, przystosowaną do zimowych chłodów. Naciągnąłem na pokryte żyłkami blizn dłonie czarne, skórzane rękawiczki i po dyskretnym upewnieniu się, że pod warstwą ubrań udało mi się przemycić na szyi wisior z czerwonym kryształem byłem gotów na stawienie się na sabacie - naturalnie przy ogólnej aprobacie ciotek.
Podróż do siedziby lady Adelaide Nott była, tradycyjnie, niezwykle szybka. Tam już czekał na mnie cały tłum bogato ubranych szlachciców i szlachcianek, zmierzających jak te baranki na rzeź śladem jaśniejących w wieczornym mroku lampionów w stronę przeobrażonej w lodowisko sadzawki; tej samej sadzawki, wokół której jeszcze niecałe pół roku temu spacerowałem z Lyrą. Wtedy wydawało mi się, że życie jest ciężkie. Ach, byłem bardzo, ale to bardzo naiwny. Z tą myślą ruszyłem jako kolejna, potulna owieczka po odbiór moich zaczarowanych łyżew - minęło mnóstwo czasu, odkąd ostatnio miałem jakiekolwiek łyżwy na nogach, chyba z pięć, sześć lat. Byłem wręcz pewien, że pamiętałem z jazdy figurowej tyle, co nic. Moje rozważania nad tym, jak bardzo zbłaźnię się pomimo posiadania magicznego wspomagania przerwał głos informujący mnie, że dzisiejszego dnia mam przyjemność tańczyć z lady Callisto Malfoy. Z neutralnym wyrazem twarzy kiwnąłem kamerdynerowi głową potwierdzając tym samym, że przyjąłem to do wiadomości, po czym odwróciłem się do niego plecami, a na moje oblicze wstąpił wyraz lekkiego przerażenia. Na chwilę tylko, zaraz bowiem zamyśliłem się niezwykle mocno. Kto wpadł na tak genialny pomysł, aby sparować Selwyna z Malfoyówną? Czyżby lady Nott zaczynała doświadczać starczych problemów z głową? I to jeszcze, jak mogła wybrać mi na partnerkę siostrę Fredericka? Poczułem nagle presję - siebie mógłbym zbłaźnić czy ośmieszyć i wcale bym tego nie żałował, siostrze Lisa zrobić tego nie mogłem. Musiałem dać z siebie wszystko, nawet jeżeli nie do końca mi to pasowało. Wykorzystując moje równe sto osiemdziesiąt siedem centymetrów wzrostu wyprostowałem się i odszukałem wzrokiem moją towarzyszkę. Dzięki jej jasnym włosom nie było to zbyt skomplikowane zadanie, toteż w kilka chwil zjawiłem się przed nią, gnąc się w ukłonie.
- Lady Malfoy, nie spodziewałem się dzisiaj dostąpienia zaszczytu przebywania w lady obecności - powiedziałem prostując się, po czym ująłem jej dłoń i w arystokratycznej manierze musnąłem ją ustami. - Lady pozwoli, winniśmy przywdziać łyżwy, konkurencja nie będzie czekać - powiedziałem, oferując czarownicy ramię i prowadząc ją do najbliższej wolnej ławeczki. Wpierw pozwoliłem na to, by usiadła dama. Przyklęknąłem u jej stóp na jedno kolano i wprawnie zasznurowałem magiczne łyżwy na stopach niewiasty. Zaraz też sam przywdziałem zaczarowane obuwie i ponownie, oferując kobiecie podług zasad swoje ramię, wprowadziłem nas na lodowisko. Po drodze kiwnąłem głową Titusowi Ollivanderowi, wlepiając w młodego różdżkarza znaczące spojrzenie. Nadal nie darowałem jemu i Bertiemu za tego kwietniowego niuchacza i nie zamierzałem szlachcicowi dać zapomnieć o tej sytuacji.
Poprowadziłem Callisto bliżej środka tafli, gdzie ująłem ją w ramiona w pozę otwierającą taniec. - Zacznijmy może na rozgrzewkę od czegoś prostszego, bowiem wyszedłem chyba z wprawy w jeździe na łyżwach - uśmiechnąłem się do lady przepraszająco, po czym ruszyliśmy, ustawiając się do pierwszej figury - razem, a jednak osobno. Moim zdaniem było to bardzo adekwatne do relacji panującej miedzy dwoma rodami, do których należeliśmy - choć zachowywałem się wyjątkowo niezwykle poprawnie, wzorowo wręcz. Nie mogłem zapomnieć przecież, że to siostra Foxa. Kiedy ruszyliśmy pęd powietrza sprawił, że na pewno od chłodu jeszcze mocniej zaczerwienił mi się odmrożony na Próbie nos. Było... zimno, zimno. Poczułem, jak w mojej głowie pojawia się chwilowy opór i odruchowo naparłem na niewidoczną barierę.

|#1 - figura; #2 - taniec balowy; #3 - przełamanie Imperio




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 22:15

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 36

--------------------------------

#2 'k100' : 73

--------------------------------

#3 'k100' : 68


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 23:30

William Fawley | Łyżwiarstwo - 0, Taniec balowy - I, sprawność 5, spostrzegawczość I

Tragedia, która wydarzyła się w Hampton Court szybko odeszła w niepamięć, a salony ponownie wypełniły się gośćmi rozprawiającymi o filozofii, sztuce oraz ekonomii, jakgdyby krwawe żniwo nocy Sylwestrowej było tylko złym snem, który rozpłynął się wraz z nadejściem dnia. William nie zapomniał – choć przebywał wówczas w Ambleside, uznając, że byłoby nieuprzejme wobec Cressidy oddać się szaleństwu szampańskiej zabawy, podczas gdy jego małżonka pozostawała pod czujnym okiem uzdrowicieli – nawet, jeśli tragedia nie dotknęła jego rodziny, odczuł ją na własnej skórze równie dotkliwie, jakby spokojne czasy, które pamiętał z lat młodości, były ulatniająca się mrzonką, wątłą mgiełką, rozpływającą się pod naciskiem długich, szponiastych dłoni, sięgających z samej otchłani ciemności. Musiał rozgonić tę ciemność – choć pozostawał kawalerem wystarczająco długo, by zdążyć nagrabić sobie u nestora, obrączka wsunięta na jego smukłe palce przez Cressidę nigdy nie wydała mu się ciężką. Wtedy nie sądził jeszcze, że rola ojca uczyni go najszczęśliwszym człowiekiem na Wyspach; najszczęśliwszym, ale i najbardziej niespokojnym, bo dzień, w którym na świat przyszły bliźnięta wywrócił do góry nogami wszystko, co dotychczas znał. Nie był przecież mężczyzną bojaźliwym – i tym samym, pomimo tragedii, które nieustępliwie spadały na Anglię niczym dziesięć plag egipskich, zamierzał żyć tak, jak czynił to dotychczas, nie pozwalając, by tragedie ciemiężyły jego rodzinę. Zbyt wiele czasu minęło, odkąd po raz ostatni brylował na salonach.
Łyżwy założył na nogi w życiu dwa razy – i oba miały miejsce w odległej przeszłości, gdy był jeszcze dzieckiem. Zawsze wychodził z założenia, że to, co nieznane, kusi najbardziej. Lubił przygody, lubił po prostu pozwolić porwać się szaleństwu – rzecz jasna kontrolowanemu. Cressidzie brakowało tej śmiałości – zawsze. Brakowało jej w dniu, gdy po raz pierwszy porwał ją do tańca, brakowało gdy po zaręczynach zabrał ją do francuskiej opery, ośmielając się skraść jej pocałunek, brakowało jej w noc poślubną. A z każdym z tych wspomnień Cressida coraz mocniej wykradała jego serce.
Meandrowali między gośćmi, racząc się rozmowami – tymi małymi i tymi trochę większymi, w końcu wędrując w stronę sadzawki, na której czekał creme de la creme wieczoru.
- Czy kiedykolwiek żałowałaś, moja lady, gdy uległaś któremuś z moich pomysłów? - Zapytał z błyskiem w oku, wierząc, że i tym razem się nie myli.
Gdy dotarli na miejsce, w szarmanckim geście pomógł wsunąć Cressidzie łyżwy na stopy, po czym delikatnie ujął jej drobne dłonie, powoli stając na lodzie – gotów w każdej chwili uchronić ją przed upadkiem. Na moment objął ją w talii pewnym, mocnym uściskiem, pozwalając, by poczuła się bezpiecznie.
- Prędzej pozwoliłbym zniszczyć wszystkie obrazy w galerii, niż pozwolił ci upsć. - Odparł, szepcząc Cressidzie do ucha obietnicę i pewnie ruszając przed siebie – co dzięki zaczarowanym łyżowm okazało się znacznie łatwiejsze, niż śmiał przypuszczać – czując się, jakby oboje, w istocie, płynęli przez obłoki.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 23:30

The member 'Ain Eingarp' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 75, 92


Powrót do góry Go down
Callisto Malfoy
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5069-callisto-s-malfoy http://www.morsmordre.net/t5166-thames http://www.morsmordre.net/t5078-callisto-malfoy http://www.morsmordre.net/
stażystka w Międzynarodowej Komisji Handlu Magicznego
22
Szlachetna
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
15
5
0
5
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 23:55

Callisto wypatrywała każdego sabatu ze zniecierpliwieniem większym niż to, z którym oczekiwała na poprzedni, nawet gdy pozornie stało się to już niemożliwe. Za każdym razem powtarzała sobie, w myślach oczywiście, by nie zrujnować pracy wizażystki nad jej makijażem, że to na pewno dziś. Dziś lady Adelaide Nott w swej nieprzebranej mądrości w końcu wybierze dla niej partnera, który zostanie przy niej już do końca życia, zasłużywszy urodzeniem, wykształceniem, obyciem i intencjami wobec panny Malfoy na aprobatę jej wymagającego ojca.
Do czerwcowego Sabatu, choć pogoda przypominała raczej luty, w którym to obchodziła już dwudzieste drugie urodziny, przygotowywała się więc – jak mogło się zdawać – jeszcze dłużej i staranniej niż do pozostałych towarzyskich okazji. Callisto nie miała zbyt wielkich nadziei (żywiła, oczywiście, te tyczące się mężczyzny, który będzie jej partnerował przez ten wieczór) na swoje powodzenie w konkursie jazdy figurowej. Nie tylko nigdy nie nauczyła się dość dobrze jeździć na łyżwach, by choć zaryzykować półpiruet, ostatnia jej bytność na lodowisku miała miejsce we wczesnym dzieciństwie, Callisto zaś na dodatek nigdy nie polubiła zimy. Gdyby chłód doskwierał jej nieznośnie, z garderoby wyciągnięto pyszne futro z norek, by mogła się nim okryć w razie potrzeby w przerwie między tańcami. Płaszcz dokładnie odkurzono, nieco odświeżono krój niewielkimi przeróbkami – lady Malfoy kazała w porę zamówić nowe suknie, by mieć z czego wybierać na sabat, ponieważ jednak nikt nie spodziewał się, że w czerwcu przyjdzie im wirować na parkiecie z lodu w otoczeniu śnieżnych zasp, w kwestii okrycia wierzchniego była zmuszona improwizować.
Z miną nieznoszącą sprzeciwu instruowała więc służki i skrzaty domowe; od samego rana trwały przymiarki, czesanie, malowanie, wszystko po to, by – a przynajmniej tak zamierzała zdeterminowana nie na żarty lady Malfoy – przyćmić wszystkie inne panny na parkiecie, nawet debiutantki, te, które powinny skupiać na sobie najwięcej uwagi. Samo przez się się rozumie, że Callisto miała żal do losu o otaczanie jej coraz to liczniejszymi parami zaręczonych młodych szlachciców i szlachcianek, do Malfoy Manor napływało też ostatnio jakby więcej zaproszeń na śluby. Nie była chyba gorsza od wielu trzpiotek, które już podczas swego pierwszego sabatu poznały przyszłych mężów i niedługo potem zrobiły świetne partie wychodząc za odpowiednich młodzieńców. Dotknięta poczuciem krzywdy odczuwalnym nawet mimo zaaferowania kolejną okazją do tańca i zabawy, Callisto w porę trafiła do Hampton Court. Gdy przybyła, goście już się zbierali; nie była pierwszą osobą, którą przywitał kamerdyner, wiele osób przyszło także po niej – dokładnie tak, jak być powinno.
Krótko, choć w wielkim podnieceniu, oczekiwała na informację, z kim przyjdzie jej zaprezentować się w tanecznym konkursie. Co prawda na łyżwach nie czuła się w ogóle pewnie, na pocieszenie miała jednak reputację wyśmienitej tancerki i silną wolę, by spędzić czas w rezydencji lady Nott w jak najlepszym humorze. Gdy obwieszczono jej jednak tożsamość losowo wybranego partnera, Callisto zlękła się niepomiernie. Czymże, ach, jakim przewinieniem zasłużyła sobie na takie upokorzenie, czyżby naraziła się czymś lady Nott?
Na pierwszy rzut oka młodemu mężczyźnie, którego towarzystwo dziś jej przypisano nie można było nic zarzucić. Był bardzo wysoki, a jego twarzy nie można było odmówić urody. Utrzymywał też poprawną postawę, a gdy wreszcie stanął w całej okazałości przed panną Malfoy szybko oceniła, że w wybranym na dziś stroju prezentuje się wcale korzystnie. Było jej ponadto wiadome, że planuje obiecującą karierę uzdrowiciela, słyszała, że świetnie mówi po francusku, jest żywiołowym, utalentowanym muzykiem.
Młodzieniec ów miał także jedną zasadniczą wadę, która w mig przysłoniła Callisto każdą z wymienionych obiektywnie zalet. Mianowicie, dżentelmen na nazwisko miał Selwyn. Było zaś nie do pomyślenia wręcz afrontem, przynajmniej dla młodej lady Malfoy, żeby czcigodna lady Nott ujrzała w Selwynie dobrego kandydata na… cokolwiek dla niej. Szczęśliwie jednak dla swego nieszczęsnego partnera i żelaznego postanowienia, by dobrze się bawić, Callisto była niezłą aktorką i bardzo przekonująco wyszła jej dobra mina, którą obdarowała niewątpliwie złą grę, jaką miały się okazać tańce na lodzie.
- Proszę mi wierzyć, lordzie, że także dla mnie jest to niespodzianka.niemiła, nawiasem mówiąc, przemknęło jej przez myśl, lecz nie było znać tej maleńkiej złośliwości po uśmiechu, jaki podarowała lordowi Alexandrowi, gdy dwornie chylił się nad jej dłonią. W innych okolicznościach nigdy by Malfoy nie podał nawet ręki Selwynowi, cóż dopiero – Callisto miała teraz pozwolić, by ją tak bez skrępowania obejmował w tańcu? Próbując zwalczyć zgorszenie i uciszyć myśli każące zastanawiać się, za co karze ją takim wyborem partnera lady Adelaide, posłusznie podążyła za lordem do ławeczki, gdzie zadziwił ją szczerze pomocny gest sznurowania jej łyżew. Gdyby miała sama sprostać temu zadaniu, byłoby znacznie utrudnione przez obszerną spódnicę pięknej szmaragdowej sukni podkreślającej swą ciemną barwą jej nieskazitelną bladą cerę. Szmaragdy i srebrne ozdoby były także wplecione we włosy lady Malfoy, a jej twarz rozświetlały perłowe drobinki roztarte na powiekach i szczytach kości policzkowych. Usta, wciąż złożone w pozbawionym większego znaczenia miłym uśmiechu były powleczone cienką warstwą pomadki w subtelnym odcieniu łososiowego różu.
Pozwoliła poprowadzić się na taflę lodu, doskonale markując niechęć złożyła ręce w dłoniach Alexandra.
- Bardzo proszę, lordzie. Obawiam się, że i moje nader skromne umiejętności w dziedzinie łyżwiarstwa nie pozwalają na odtańczenie karkołomnych figur.
Razem, a jednak osobno. Osobno, nigdy razem, choć ich dłonie stykały się ze sobą co krótką chwilę. Oddalała się od Selwyna i przybliżała na przemian, z początku sunąc po lodzie raczej niepewnie, prędko jednak najważniejsze stało się, by dobrze wykonaną figurą zaimponować każdemu, kto się przyglądał.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   02.01.18 23:55

The member 'Callisto Malfoy' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 80, 26


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   03.01.18 2:40

Wspaniałe przyjęcia urządzane przez lady Nott cieszyły się zawsze zasłużoną sławą doskonałych; lubił je, kiedy był młodszy i mógł traktować jako świetną okazją do zabaw przepełnionych kokieterią z pięknymi rówieśniczkami, lubił je, kiedy były dla niego jedynymi okazjami do zdobycia uwagi kobiety, z którą dzisiaj zjawił się na to przyjęcie, a z którą powiązały go - wreszcie - więzy małżeńskie, lubił je nawet później, kiedy nie mógł już otwarcie prowadzić flirtu z arystokratkami, mając u boku narzeczoną, wkrótce potem - żonę. Dziś pierwszy raz mogli zjawić się tutaj razem, Tristan miał na sobie czarodziejską odświętną szatę barwy czerni, już nie żałobnej, a eleganckiej, mógł zrzucić żałobę wraz z końcem minionego miesiąca. Przy jego szyi błyszczała brosza złotej róży zapięta przy kołnierzu, błyszcząca jak guziki jego stroju. Krótko przed pólnocą eleganckie buty podkute męskim obcasem zamienił na czarne łyżwy, z mieszanymi uczuciami podchodząc do zadania użyczenia małżonce opiekuńczego męskiego ramienia; kiedyś się ślizgał w ogrodzie, jak każde dziecko, ale dzisiaj nie pamiętał już niczego z tamtych beztroskich czasów. Może- to właśnie najlepszy czas, żeby sobie przypomnieć? Same znajome twarze - oczywiste w tych kręgach - powitał już wcześniej, w trakcie przyjęcia, na którym - na szczęście - zdążył napić się wina. W ilości, która pozwoliła mu wierzyć, że zjawiskowa uroda jego żony odciągnie uwagę od jego popisów tanecznych.
- Uważaj na siebie - Bardziej poprosił, niż nakazał, podejmując szept Evandry, tym samym zaciskając uścisk na jej dłoni - ledwie moment później podając jej ramię, by zaprowadzić na kruchą taflę lodu. Nie martwił się, był pewien, że ktoś taki jak Adelaide Nott jest w stanie zadbać o wszelkie zaklęcia ochronne, które odbiorą tej zabawie zagrożenia. Nic złego nie mogło się wydarzyć, wyłapał spojrzeniem w tłumie spojrzenia Fantiny i Melisande. Muzyka zabrzmiała, agresywnie, kiedy stawiali na tafli pierwsze kroki. - Pięknie dziś wyglądasz - szeptał do niej wciąż, jeszcze nim rozpoczęli zaplanowaną odwracankę, ze zdziwieniem przyjmując fakt, że wciąż jeszcze stał na równych nogach. Zaczarowane łyżwy od lady Nott zdawały się nieść ciało same - były stabilne, silne, jednocześnie lekkie, płynęły po lodzie jak melodia. Tym łatwiej przychodziło mu podziwianie wdzięków Evandry, dobrze jej było w tym kolorze - a srebrne włosy i jasne oczy przepięknie komponowały się z opadającymi płatkami śniegu i lodem, na którym zbierał się szron pod ostrzami łyżew. - Jak śnieżna królowa - kontynuował niezrażony, kiedy rozpoczęła ten flirt jako pierwsza, wyprzedzając go o pół kroku - sunął tuż za nią, wodząc spojrzeniem wzdłuż linii jej szyi, pleców i wąskiej talii. - Lodowa nimfa - nie przestawał, gotując się do podskoku, po którym mieli wreszcie znaleźć się bliżej siebie; obejrzał się w bok, upewniając się, że obok nich nie sunął, w kogo mógłby omyłkowo wjechać. - Marine doskonale sobie radzi - pozwolił sobie zauważyć, kiedy znaleźli się znów blisko siebie, szeptem, bo słowa miały być dostępne jedynie dla uszu Evandry.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sadzawka   03.01.18 2:40

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 50, 38


Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Sadzawka   03.01.18 13:42

Ostatnie obowiązki i zawirowania w jego życiu sprawiły, że stał się bardziej wycofany w stosunku do arystokratycznych zabaw, spędów, integracji. Od kiedy jednak zaczął na nowo dzielić ten sam dach ze swymi rodzicami oraz nestorem wiedział, że będzie musiało się to zmienić. Wolność Tomku w swoim domku - tego jednak już nie było. Był więc dziś właśnie tutaj. Powinien przez wzgląd na rodowe więzi łącząc z Nottami, przez wzgląd na to, że należało je cementować i dopieszczać. Przez wzgląd na obecność innych rodów. To był Sabat, a on nie był już naiwnym dziecięciem. Zdawał sobie z tego sprawę, a jednak nie to przeważyło na jego obecności, a właśnie Inara. Uśmiechną się do niej. Powodzenie mu się przyda. Nie pamiętał kiedy ostatnio stąpał po lodzie. Tym bardziej w towarzystwie młodej kobiety do której w tym momencie podszedł witając ją z godnie nakazującymi konwenansami.
- Lady Selwyn... Proszę mi pozwolić być swym Rycerzem - uśmiechnął się łagodnie, przyjaźnie nawiązując rzecz jasna do rytmu rozbrzmiałej muzyki w rytm której mieli pląsać na lodzie. Taniec Rycerzy Prokofjewa była bardzo fortunną na tą okazję melodią.
Uzdrowiciel ujął swoją młodą partnerkę z którą chwilę później znalazł się na lodowej tafli. Po kilku wstępnych ślizgach po których przetestował swą przyczepność co do której posiadał nie lada wątpliwości zaczął pewniej stawiać kroki na tym wyjątkowo śliskim parkiecie. By nabrać pewności Carrow poprowadził swoją partnerkę inicjując elegancką w swej prostocie wymijankę.





Powrót do góry Go down
 

Sadzawka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18