Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Biblioteka   03.07.16 23:51

First topic message reminder :

Biblioteka

Leżąca w północnym skrzydle biblioteka jest miejscem często odwiedzanym przez gości lady Nott, głównie z powodu bogato zdobionego sufitu. Namalowany fresk odnosi się do historii rodu Nottów, przedstawiając między innymi Robina z Loxley i piękną lady Marion. Biblioteka Adelaide Nott słynie również z niezwykłych kolekcji czarodziejskich ksiąg, których tytuły budzą zarówno zainteresowanie jak i szacunek. Regały ułożone są wzdłuż ściany po obu stronach pomieszczenia, na środku którego stoją globusy pochodzące z VIIw. Przodkowie Lorda otrzymali je od żeglarzy, ponoć w podzięce za finansowe wsparcie ich wypraw. W tym miejscu zazwyczaj panuje cisza i spokój, a słoneczne światło wpada do środka za sprawą wysokich okien, czyniąc to pomieszczenie doskonałym zakątkiem dla samotników.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Constance Lestrange
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 http://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 http://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 http://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance http://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
badacz zaklęć
24
Szlachetna
Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
10
23
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   05.08.16 15:22

- Największe komplementy należą się Emery, ja tylko jestem żywą reklamą – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Chociaż Constance była naprawdę marudną klientką, dobrze potrafiła dogadać się z przyjaciółką zarówno na stopie prywatnej jak i biznesowej. Znały się tyle lat, że czasami nie potrzebowała dodawać żadnych pobożnych życzeń do zamówienia, a Emery trafiała w dziesiątkę. Może więzy krwi sprawiały, że potrafiły sobie czytać w myślach? Wpatrzona w zimowe błonia Nottów zachwycała się widokiem. Delikatny puch osadzał się na iglakach, które zachwycały zielonym kolorem. Chciała zobaczyć gwiazdy, lecz musiałaby się wspiąć na parapet i mocno się wychylić. Ciągle pragnęła wyjść, poczuć śnieg pod trzewikami, zgnieść go w swoich dłoniach. Lubiła jak zimno delikatnie rozchodziło się po kończynach, przypominając jej o sile natury. To właśnie ona stanowiła największą inspiracje podczas badań. Zwykła przesiadywać na swoim parapecie godzinami, a teraz każdego dnia żegnała się z rodowymi ogrodami, uzmysławiając sobie, że będzie musiała pokochać inne błonia. Wirowało ciągle w głowie, a Constance nagle poczuła, iż musi zrobić coś, czego nigdy nie robiła.
- Nauczycie mnie palić? – spytała, obserwując jak gęste kłęby dymu łączą się z lodowatym powietrzem. Chociażby miała się przeziębić, co nie było częste u czarodziejów, nie chciała się ruszyć z parapetu. Pokręciła głową na jakiekolwiek propozycje zajęcia fotelu. Było jej niedobrze, a alkohol podpowiadał same złe rzeczy. Powinna znaleźć Arthura, najlepiej to powiedzieć wszystko, co ma na końcu języka i zerwać absurdalne zaręczyny. Skąd pojawił się pomysł buntowniczej walki z oczywistościami świata? Emery sama wyrwała się do odpowiedzi, co uratowało Constance przed wypowiedzeniem na głos zdania na temat trudnych pytań.
- A kto wygrał? – spytała zaciekawiona Cassiusa, bojąc się, że może usłyszeć imię swojego narzeczonego. Nie zniosłaby tego, że ona z tej pary przegrała, a on… Niespecjalnie wiedziała jak się gra w bakarat. Nie była nigdy za grami. Strach przed przegraną przeważał nad chęcią zabawy. Może nie potrafiła się na tyle odprężyć, aby czerpać z tego przyjemność? Wszędzie widziała rywalizację. Zielona na twarzy pokręciła jeszcze raz głos na jakiekolwiek aluzje na temat jej stanu.
- Dobrze mi tu – stwierdziła, chociaż czuła gęsią skórkę i dreszcze – Czy powinnam znaleźć Arthura? – spytała, nie mogąc ukryć niechęci przed Cassiusem. Pijana traciła hamulce, a gdy uzmysłowiła sobie, co w zasadzie powiedziała, uniosła ręce do ust, zakrywając je. Najlepiej jakby w ogóle zniknęła już w kominku i poszła spać. Jakże szybko skończy się dla niej ten sabat! Szalone pytania ciotki i jej wyskokowe wino.





lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Biblioteka   25.08.16 19:29

Pozwolę sobie stwierdzić, że nawet najlepsze, krawieckie dzieło Parkinsonów na szlamie nie prezentowałoby się w połowie tak dobrze, jak prosta kreacja na tobie, Constance — Tym oto sposobem, dość okrężnym prawił komplement, poruszając jednocześnie kwestie istotne dla ich małego zgromadzenia. Towarzystwo dwu pięknych dam najczystszego pochodzenia może i nie było dla niego idealne, jednak miał przy sobie swoją ulubioną kuzynkę Emery oraz dosyć bliską kuzynkę Constance, której to pasje i intelekt sprawiały na nim piorunujące wrażenie. Wprawdzie nie okazywał tego, lecz w duchu był naprawdę rad, że połowa jego krwi należała do Lestrange'ów. Wyśmienita kompozycja, bez dwóch zdań.
Emery, Emery, dasz wiarę, że upojone alkoholem cioci Adalaide towarzystwo lordów nie wywołało żadnej burdy? — rzucił w przestrzeń pytanie, zaciągając się obfitą porcją papierosowego dymu. Nadmiar wypitej nalewki wzbudzał pragnienia, którym nie potrafił należycie ulec. Niemniej jednak bardzo starał się wyglądać na porządnego tak długo, jak nikt inny im nie przeszkadzał. Z resztą wyrażał pewne zwątpienie, iż ktokolwiek zechce baraszkować pośród ksiąg, choć minął po drodze kogoś znajomego. Nie przejmował się tym, wszak w obecności swoich drogich kuzynek nie mogło zdarzyć się nic zdrożnego. Nikt też nie wyrażał chęci dołączenia do ich wąskiego, wyjątkowo dobrze dobranego grona, co z kolei pozwalało Cassiusowi zachować nieco więcej swobody. Przy nich nie musiał udawać nonszalancji serwowanej szlachcicom zaproszonym na sabat. W całkowitym spokoju oddawał się przyjemności palenia tytoniu, mnąc w ustach odpowiedź na pytanie panny Lestrange. Zdołał jedynie unieść brwi ku górze, oznajmiając zdumienie. Nie spodziewał się, że Constance wypiła aż tyle, by próbować nowych przyjemności, ale kimże był, aby jej tego zabraniać. Posłał jedynie nieco dłuższe spojrzenie w stronę Emery, wyginając wargi w salonowym uśmiechu.
Czyń honory, moja droga — rzucił luźno, zachęcając ją do przeciągnięcia kuzynki na ich stronę. Osobiście nie chciał mieszać się w coś takiego. Z resztą obserwowanie sytuacji było aż nadto zabawne, by miał sobie odpuścić, ale i tak wiedział, że tym samym nie zdoła uniknąć kilku kompromitujących odpowiedzi.
Zdaje się, że nalewka cioci nie spoczywała w moich rękach zbyt długo. Wychodząc, widziałem lorda Carrowa słaniającego się na krzesełku... ale na szczęście to nie jemu przypadła wygrana. Lord Selwyn, Caesar i mój drogi kuzyn Percival zgarnęli nagrody. Chociaż osobiście liczyłem na małą burdę, kiedy lord Black odsłonił swoje karty przed obstawieniem. — Poruszył barkami w ramach bezgłośnego westchnienia, przypominając sobie o jeszcze jednej informacji, którą pragnął poznać.
A która z was odebrała zaszczyty z rąk lady Nott?




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Emery Parkinson
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2503-emery-parkinson#39082 http://www.morsmordre.net/t2633-poczta-lady-parkinson#41954 http://www.morsmordre.net/t2632-emy#41952 http://www.morsmordre.net/f258-gloucestershire-dwor-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t2744-emery#44244
Projektantka mody
23
Szlachetna
Panna
Appear like the innocent flower, but be the deadly snake beneath it.
7
21
0
0
0
1
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Biblioteka   01.09.16 22:25

Nierzadko przyjmowała komplementy czy to dla swoich kreacji, czy też tych wypuszczonych pod znakiem Domu Mody. Przyzwyczaiła się do tego, że stroje były postrzegane jako małe dzieła sztuki, dlatego zwykle reagowała uśmiechem, w którym można było zauważyć cień dumy; tym razem nie było inaczej.  Z krytyką spotykała się rzadko, a jeśli już to tylko od osób, które nie miały pojęcia o modzie i zadowalały się kreacjami z podrzędnych miejsc według Emery nie mających prawa zwać się nawet pracowniami. - Masz całkowitą rację, Cassiusu, właśnie taki efekt zawsze pragniemy osiągnąć... Za to ty, mój drogi, mam nadzieję, że oczarujesz tego wieczora niejedną pannę na wydaniu. Jak mogłoby być inaczej... - zlustrowała pobieżnie sylwetkę kuzyna. Gdyby chciał, mógłby i narzeczoną. Nie mogła nie czuć się dziwnie z myślą, że wkrótce to nastąpi. Choć wyrosła już ze swojego młodzieńczego postrzegania starszego kuzyna, który stanowił pewnego rodzaju niedościgniony wzór i obiekt pierwszych westchnień, wciąż czuła się nieswojo z myślą o rodzinnych obowiązkach jakie spoczywały na każdym z nich. Czyżby była zazdrosna? A może obawiała się, że panna, która zostanie mu przedstawiona skradnie jego serce na własność? Nie powinna martwić się na zapas, na pewno nie dzisiaj, kiedy mieli świętować nadchodzący rok. - Och doprawdy? Czyżbyś liczył na jakąś awanturę? - kąciki ust zadrgały lekko. W Cassiusu miała partnera w zbrodni, oczy tam, gdzie być nie mogła. Odpowiednie artykuły na pewno zapełniłby strony kolejnego wydania Czarownicy, zresztą nie powinna się obawiać - noc była młoda i na pewno za obfituje wieloma wydarzeniami, które będzie można odpowiednio omówić. - Constance, naprawdę nigdy wcześniej nie paliłaś? - śmieje się, jednak wstaje z fotela, by podać kuzynce paczkę papierosów. Jeśli nawet okaże się to całkowitym fiaskiem, zabawa będzie przednia, o ile nikotyna nie wzmocni szkód wyrządzonych alkoholem. - Wciągnij powietrze i potrzyj koniec papierosa, by się odpalił. Wydmuchaj i spróbuj wciągnąć dym głęboko do płuc - rzuciła konspiracyjnym szeptem, jakby była to jakaś wielka tajemnica. Przypuszczała, że skończy się to wszystko kaszlem i łzami stającymi w oczach. Constance czasami wydawała się niewinna aż do przesady, jednak pewne umiejętności, choćby palenia, są przydatne, szczególnie gdy nadchodzące miesiące zdają się być napięte. - Zostań z nami, Arthur jeśli zechce, na pewno cię odnajdzie - nie chce oddawać Constance w łapy Slughorna, w okresie narzeczeństwa i po ślubie - do którego o ile w ogóle dojdzie! - będzie miała na dość sposobności, by towarzyszyć u boku swojego wybranka. Zresztą przypuszczała, że Slughorn siedzi w swojej pracowni nad parującym kociołkiem z jakąś paskudną cieczą i ani myśli stawić się na przyjęciu lady Nott. Tak, to bardzo w jego stylu. Że też pasje narzeczonych tak bardzo się rozmijały - być może to i lepiej? Nie będą musieli się ze sobą kontaktować, jednak ileż można stawiać się na przyjęciach bez wybranka serca rodziców?
- Mówisz, że lord Carrow nie zna umiaru? - zagłuszyła chichot, zasłaniając dłonią usta. Zbierała coraz to ciekawsze informacje - nie obchodzili ją zwycięzcy, co ci którzy ewidentnie mieli dość już na początku wieczora. - Co śmieszniejsze, to właśnie córka lorda Carrowa wykazała się największą wiedzą, a raczej umiejętnościami gospodarowania ją pod wpływem alkoholu - cały konkurs nie ukazywał prawdziwej wiedzy - był raczej popisem refleksu, mocnej głowy i szczęścia przy typowaniu; nic dziwnego, że trzeźwość zwyciężała nad zamroczeniem krążącymi we krwi procentami. - Najwyraźniej ojciec powinien uczyć się od córki.


Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Biblioteka   28.09.16 22:16

Nieznacznie poruszając barkami, pysznił się posiadaniem kreacji z rąk samej Emery. Mimo nieznacznego upojenia alkoholem lśnił własnym blaskiem, ciesząc się również obecnością drogich kuzynek. Ich towarzystwo niewątpliwie utrzymywało go w dobrym nastroju, co też okazał lekkim schwyceniem palców Emery, by musnąć je wargami w ledwie wyczuwalny sposób. Rzadko pozwalał sobie na tak śmiałe kroki, lecz w jej obecności nie musiał obawiać się zagrożenia. Znał ją doskonale z niemałą wzajemnością, gdy w końcu odarł siebie z wstydliwych sekretów. Oczywiście nie oznaczało to, że wiedziała o swoim kochanym kuzynie wszystko. Wciąż ukrywał kilka spraw, które nigdy nie powinny wyjść na światło dzienne. Dawało to jednak sygnał, iż właśnie dzisiaj nadchodził kolejny rok ukrywania tajemnic pod grubą warstwą ułudy i konfabulacji, którą karmił swoje towarzystwo powoli, sycąc je maleńkimi kawałkami tak, by ich głód nie został zaspokojony zbyt szybko. — Znasz mnie — mrugnął porozumiewawczo do kuzynki — nigdy nie przepuściłbym okazji do obejrzenia kolejnej bezsensownej bijatyki pijanych arystokratów — dokończył nazbyt wesołym tonem. Osobiście raczył się wysublimowaną perorą oraz zręcznym lawirowaniem pośród niepewnych argumentów politycznej dywagacji, co przekładało się na stanowcze unikanie bezpośrednich rozmów. Nie widział w nich szczytnego celu, choć czasami potrafił zmusić się do postawienia faktów prostolinijnie na tyle, na ile pozwalało mu odebrane wychowanie. Nie mógł przecież tak łatwo zrezygnować z wysokich standardów, które tak sobie cenił.
Wygiął wargi w namiastce uśmiechu, słysząc to pytanie. Oto Constance, kolejna z dam, łamała pewne konwenanse i, co dziwniejsze, nie uraziło go to w żaden sposób. Chęć spróbowania nałogu, z którym miał styczność od lat, traktował u innych jako ciekawe doświadczenie, które być może przekona ich do niesięgania po tę używkę, choć z drugiej strony tytoniowy dym towarzyszący jego osobie prezentował się dużo lepiej niż podejrzane stany po czymś gorszym. Albo po solidnej porcji alkoholu ciotki, który wprawiał w zdecydowanie zbyt lekki humor. — Nie, absolutnie nie chodzi mi o tego lorda Carrowa. Deimos Carrow, zdaje się, chociaż kto tak naprawdę wie, kto wypił najwięcej. Wiesz, że nie uprawiamy wspólnego szydełkowania — zaśmiał się gardłowo, zerkając w stronę regałów prowadzących ku wyjściu. — Nie powinniśmy znikać na tak długo z oczu innych. Nadgorliwość niektórych dam nie zna granic. Idziemy? — zapytał jeszcze, użyczając ramienia obu swoim kuzynkom, by mogły mu dalej towarzyszyć dzisiejszego wieczora. Cóż, jedna z nich towarzyszyła Cassiusowi do samego końca.

| z/t dla nas




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   03.01.18 15:22

21 czerwca, przed północą
Spóźnił się. Nie zamierzał przekładać spraw powierzonych mu przez ojca na później, dlatego też w lekkim pośpiechu kierował się teraz w stronę wejścia do Hampton Court. Opuszczenie początku sabatu było mu na rękę, a tłumy arystokratów miały zatuszować jego nieobecność, gromadząc się w murach posiadłości. Szybkie pokonanie schodów głównych nie sprawiło mu problemu, chociaż mocował się w tym samym czasie z muchą, którą do niedawna trzymał w kieszeni. Wychodząc ze swoich komnat w Fenland, Morgoth czuł jak bardzo nie chciał się nikomu pokazywać tej nocy. Wolałby zostać samemu w pustym pałacu i spędzić ten czas na rozmyślaniu nad kolejną już wątpliwością, która pojawiła się w jego umyśle, a dotyczyła transmutacji. Wiedział jednak że nie miał wyjścia, dlatego też patrzył w tym momencie na znajomy budynek, który przyniósł jego rodowi wielką tragedię, a jej następstwa po dziś dzień były odczuwalne. Samo wspomnienie rozlanej na posadzce krwi nestora sprawiła, że jego niechęć do Hampton Court jedynie wzrosła. Pnąc się w górę ku wejściu, zastanawiał się czy przekazał w Fenland wszystkie instrukcje - wydawanie odpowiednich poleceń służbie na przygotowanie komnat po powrocie przebywających u lady Nott w gościnie Yaxleyów spadło na jego barki. Ojciec, matka, Rosalie, Cyneric, Liliana - wszyscy już byli na miejscu, a jedynie on pozostał jeszcze w Yaxley's Hall, skąd miał dołączyć do rodziny o późniejszej porze. Tylko przyjdź, powiedziała mu matka, żegnając się z synem i patrząc na niego wymownie. Wiedziała, że jak każdy ze swojego rodu nie przepadał za podobnymi uroczystościami; szczególnie teraz. Najwidoczniej niewłaściwa pora nie przeszkadzała szlachetnej krwi w zabawie pełną piersią. A on musiał im towarzyszyć. Zdawał sobie sprawę, że jego nieobecność w końcu byłaby zauważona i wywołać nieprzyjemne, niewygodne pytania. Zamierzał pojawić się na kilka godzin i przetrawić towarzystwo, które od długiego czasu napełniało go niczym więcej jak jedynie niesmakiem. Świętowanie w tak gorącym dla wszystkich okresie nie było rozsądne.
- Sir - lokaj stojący u kolosalnych drzwi, wskazał dłonią obleczoną w białą rękawiczkę na własną muchę, wymownie patrząc również na tą u Morgotha. Yaxley skinął mu głową i zaraz pociągnął delikatnie oba końce, by ją wyrównać i by nie było widać żadnych zagnieceń. Od razu skierował się w stronę biblioteki, skąd mógł przedostać się znacznie szybciej do głównych pomieszczeń i znajdujących się tam zaproszonych gości. Nie zamierzał jednak wchodzić przez największe drzwi sali, by pokazać wszystkim, że w końcu dotarł na miejsce, dlatego też wybrał drogę, którą pamiętał jeszcze z pechowego, grudniowego sabatu. Jedna ze starszych wdów z rodu Nott wspomniała mu o nim w trakcie opowieści na temat tajemnych przejść rozsianych po całej posiadłości. Morgoth przyjął ten pomysł z niemałą ochotą - i nie ze względu na tajemnice. Podejrzewał, że biblioteka stanie się dla niego pomieszczeniem chwilowego wyciszenia i ucieczki od hałastry bawiącej się na salach balowych. Nie lubił tak sporych zbiegowisk, a ostatni ślub Rosalie i Cynerica, choć wspaniały w każdym detalu, zmęczył go wystarczająco. Zaproszenie od lady Adelaidy Nott było więc przyjęte przez niego z ciężkim westchnieniem, jednak nie było mowy o jego odrzuceniu. Szczególnie że reszta zamieszkujących Yaxley's Hall bliskich zamierzała na przyjęciu się pojawić. Każde z nich reprezentowało rodzinę i każde z nich musiało tam być bez względu na własne obiekcje.
Drzwi biblioteki otworzyły się przed nim bez użycia ludzkich rąk, a po chwili od pięknie zdobionych ścian i sufitu odbijały się odgłosy męskich kroków na marmurowej posadzce. Nie podejrzewał, że ktoś miał też się tutaj znajdować właśnie teraz i szukać spokoju. Niecałe kilka chwil przed północą zawsze było najgorętszymi momentami zwabiającymi gości jak ćmy do ognia. Dlatego też zajęty poprawianiem mankietów, nie dostrzegł przed sobą majaczącej, kobiecej sylwetki. Sylwetki, którą bardzo dobrze znał i na której natknięcia absolutnie się nie spodziewał. Nic jednak nie byłoby w stanie przygotować go na to spotkanie.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   05.01.18 20:55

Powiedzieć, że nie lubiła takich spotkań to trochę za dużo. Chodziło bardziej o to, że czuła się na nich dość niekomfortowo. Odzwyczaiła się od tego tłumu, spojrzeń, nawet od ludzi, którzy kiedyś byli jej codziennością. Odzwyczaiła się od pięknych strojów, robiących wrażenie aranżacji i ciężaru historii, którą było czuć w każdym zakątku tego miejsca. Nie czuła się w obowiązku by tu dzisiaj przychodzić. Wręcz przeciwnie. Przyzwyczaiła się już przecież do komentarzy na swój temat. Rozsądek jednak podpowiadał jej, że gdyby się tutaj dzisiaj nie pojawiła to już całkowicie straciłaby w oczach ludzi, których uważała za ważnych. Choć była indywidualistką nie zważającą na zasady i ludzi, którzy czegoś od niej wymagali to nie chciała zawodzić wszystkich po kolei. Nie chciała wyglądać na skończoną, a chyba właśnie taka w wielu spojrzeniach była. Lucinda nie wiedziała czy to była już hipokryzja czy tylko jej odłam, ale po przyjściu tutaj szybko zrozumiała, że potrzebuje odpocząć. Sztuczne uśmiechanie się do sztucznych osobistości po prostu ją męczyła. Udawanie, że wie o tych wszystkich romansach, ślubach, szerzących się plotkach było łatwiejsze niż mówienie wprost co się o tym myśli, a szlachcianka naprawdę myślała dużo. Jej rodzina w wielu kręgach była uważana za kłamliwą; w ostatnim czasie nawet za pozbawioną skrupułów. Oczekiwano od niej takiego właśnie zachowania, a ona nie wyobrażała sobie pokazywać prawdziwej siebie ludziom, którzy szczerze na to nie zasługiwali. Blondynka zdawała sobie doskonale sprawę z tego jak to wszystko w ich społeczeństwie funkcjonowało. Bardzo często można było stawać na głowie by wypaść wprost idealnie, ale znajdą się osoby, które w tobie znajdą nawet najmniejszą rysę. Często te rysy były czymś wyróżniającym się; jakąś wyjątkowością, z którą szlacheckie społeczeństwo nie potrafiło się utożsamić. W ich mniemaniu Lucinda miała w sobie bardzo wiele rys i tak naprawdę nigdy nawet nie próbowała w sobie tego zmienić. Ubrana w długą i skrzącą się srebrem suknie przemknęła przez największe sale w poszukiwaniu swojego własnego zacisznego kąta. Wiedziała, że niedługo będzie musiała tam wracać, w końcu czekał ją jeszcze taniec na lodzie, ale chyba po prostu potrzebowała chwili dla siebie. Przypomnienia sobie, że tak naprawdę nic się nie zmieniło, a ona nadal jest tą samą Lucindą; tą samą, która wbrew wszystkim głosom swoich bliskich była sobą. Chłód biblioteki ją zaskoczył. Nie spodziewała się znaleźć w całej posiadłości jednego tak chłodnego miejsca; podejrzewała, że nawet tafla lodu miała się jej topić pod stopami. Przyszła tutaj wiedząc, że zbliża się już północ i tak naprawdę już dawno powinna przemykać między gośćmi w poszukiwaniu idealnego partnera. Prawdą było, że Lucinda nie wierzyła w idealność czegokolwiek. Nikt nie był doskonały… świat nie był doskonały i to właśnie było w nim piękne. Stanęła obok regału z książkami łaknąc powietrza i chłodu; wyciszenia. Kiedy drzwi otworzyły się ponownie odwróciła się spoglądając na stojącego przed nią Yaxleya. Dawno się nie widzieli. Tak wiele się wydarzyło odkąd ostatni raz ze sobą rozmawiali i tak wiele zdążyło się zmienić. A jednak niektóre rzeczy chyba nigdy się nie zmieniały. Na początku zaskoczona tylko drygnęła w szlacheckim ukłonie, którego używała już dzisiejszego wieczoru tak wiele razy. Kiedy się wyprostowała kącik ust drgnął jej w uśmiechu. - Zbyt gwarnie – mruknęła jakby chciała wytłumaczyć swoją obecność w bibliotece. Jakby chciała, żeby wiedział dlaczego wybrała to miejsce, a nie pełną ludzi salę. Nie musiała się wysilać. Była pewna, że zrozumie.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   05.01.18 21:49

Nie wybrali sobie takiego życia, jednak musieli ponosić odpowiedzialność za świat, w którym przyszło im istnieć. Rozumiał to i nie bał się spojrzeć tej prawdzie w oczy. Nauczony szacunku do własnej krwi i korzeni był w stanie z łatwością przeciwstawić się każdemu nawet najdrobniejszemu słowu, które atakowało dobre imię jego rodziny lub statusu. Nie było jednak w tym krzty cynizmu, a zwyczajna wiara w swoje działania. Gdyby nie pokładał żadnego sensu w podejmowanych decyzjach, nie zaszedłby tak daleko i nie miał żadnej motywacji. Każdy błąd zostałby mu wytknięty z bolesnymi skutkami nie dla niego samego, ale dla rodu do którego przynależał i dbał o dobrą reputację. Dlatego musiał się chociażby pojawić na tym bezwartościowym przyjęciu, które zganiało arystokratów jak owce łaknące sytego posiłku. Wiadomym było, że znajdowali się tam znaczący coś ludzie. Jednak to coś było tak ulotne, złudne i fałszywe, że Morgoth czuł ten smród jeszcze zanim przekroczył próg posiadłości. A jednak też tam się znajdował. Przybiegł jak na zawołanie. Tego oczekiwano. Tego wymagano. Jeśli ktoś by mu powiedział, że ów spotkania były dobrowolne, uznałby, że ktoś taki nigdy nie żył wśród szlachciców. Nic nie mogło go wytłumaczyć z braku obecności, chyba że poważna choroba lub nagły wyjazd, jednak najgorsze ataki Ondyny minęły. Wciąż miał w pamięci anomalie, przez które o mało nie udusił się na wyprawie w poszukiwaniu antycznego smoka. Był na siebie wściekły za to, co się tam wydarzyło. Podświadomie wiedział, że nie mógł mieć na to wpływu, ale nic to nie zmieniało. Zawiódł nie tylko siebie, ale głównie Tristana, który na nim polegał i obłożył go tak wielkim zaufaniem. Nie oznaczało to jednak że miało to w jakikolwiek zdominować myśli Yaxleya w następnych dniach. Nie zamierzał się nad sobą rozwodzić - miał coś zupełnie innego do zrobienia i oczekiwano od niego pełnego zaangażowania. Nie chodziło wszak jedynie o przygotowania do wyprawy do Azkabanu, chociaż Morgoth oszczędzał się nawet ze snem, wertując kolejne książki o transmutacji i animagii, by jak najlepiej spełnić swoje zadanie. A mimo to dalej nie czuł się gotowy... Jeśli kiedykolwiek miałby być. Obchodziły go również sprawy bardziej przyziemne. Nawet jeśli ojciec nie wspomniał słowem o zapanowaniu nad służbą czy gośćmi po hucznym weselu Rosalie i Cynerica, Morgoth wszystko kontrolował. Nic dziwnego że sprawy domu przeszły na niego. Odkąd matka zachorowała, obowiązki związane z prowadzeniem posiadłości i dbaniem o dobro każdego z mieszkańców zależały od niego. Ojciec jako nestor miał wystarczająco sporo na głowie, by nie poświęcać się czemuś tak oczywistemu i nie wymagającemu wielkich umiejętności. Nic z czym syn nie mógł sobie poradzić. Co prawda matka miała przez wiele lat to pod kontrolą i opanowała ów umiejętność do perfekcji, jednak Morgoth przymusił ją do tego, by jeszcze odczekała po osłabieniu z braniem ponownie spraw Yaxley's Hall w swoje ręce. Widział, że była mu wdzięczna, chociaż nie powiedziała słowa o tym, że się o niego zamartwiała. Tak, matko. Ryzykuję dla waszego dobra. Nigdy nie mogła się dowiedzieć i nosiła to w swoim sercu, jednak jej jedyny syn nie mógł jej pomóc. Wszystko się zmieniło.
Wszystko.
Razem z odpowiednim dygnięciem stojącej naprzeciw kobiety, nastąpił zwyczajowy ukłon w jej stronę. Nie wiedziała. Nie mogła wiedzieć, że nie widzieli się wcale tak dawno. Jej cera nabrała nieco bardziej różowego koloru, chociaż spojrzenie wciąż miała matowe i pozbawione dawnej iskry. Nie potrafił odwzajemnić tego nikłego uśmiechu. Kiedyś na pewno przyszłoby mu to łatwiej. Jednak to kiedyś było, a jakiś czas temu obiecał jej i sobie, że nie będzie prowadził dwóch żyć. Wybrał rodzinę ponad wewnętrzny rozłam i tego zamierzał się trzymać. - Lady Selwyn - odparł dość głęboko, starając się wyjść z twarzą z tego niespodziewanego spotkania. Szybko też zajął się ostatnimi poprawkami mankietów, by w końcu skupić na niej swoją uwagę, jednak była to bardzo chwilowa uwaga. - Naturalnie - dodał, posyłając przelotne spojrzenie na drzwi po drugiej stronie licząc na to, że ktoś będzie przez nie przechodził. Prześlizgnął wzrokiem po stojących w jednym rzędzie globusach, łapiąc się na myśli, że chyba nikogo innego by się nie spodziewał na sabacie z daleka od gości. W końcu jego oczy znów spoczęły na jej twarzy, chociaż nie odezwał się ani słowem.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Biblioteka   15.01.18 20:43

Lucinda znała siebie chociaż często o tym zapominała. Wiedziała co może uznać za swoją mocną, a co za swoją słabą stronę i jak powinna kierować swoim życiem by było one po prostu dobre. Wiedziała kiedy powiedzieć dość, a kiedy zaryzykować. Niestety wiedza nie zawsze szła z praktyką i kiedy przychodziło co do czego zapominała o wszystkim co było przecież takie klarowne i jasne jeszcze chwile wcześniej. Babka nazwała ją kiedyś największym rozgarnięciem ich rodu, a jak sama powtarzała, lista osób do tego tytułu była dość długa. Czasami po prostu chciałaby mieć na ramieniu kogoś kto wprost powiedziałby, żeby dała sobie spokój, żeby zwolniła, że tak nie można. Na myśl jej przyszła ostatnia rozmowa z Lizzie, która chyba poddenerwowana już zachciankami i szaleństwami blondynki próbowała coś wbić jej do głowy, uruchomić szare komórki, sprawić, że ta zacznie w końcu widzieć świat takim jaki jest naprawdę, a nie przez te jaskrawe, różowe okulary. Lucinda nie mogła się jej dziwić. Ostatnie tygodnie pokazały jej, że życie jest o wiele bardziej kruche niż można się tego spodziewać chociaż widziała to już przecież wcześniej. Po tym wszystkim obiecała sobie, że szkoda jej czasu. Tak po prostu. Szkoda jej czasu na smutki, żale, negatywne emocje. Szkoda jej czasu na kłótnie, na bycie złośliwą, na bycie upartą, a czasem po prostu szaloną. Oczywiście nie można było powstrzymać natury, a ona z natury utrudniała sobie życie, ale szkoda jej było czasu na te elementy, które mogłyby tylko przysporzyć jej więcej zmartwień niżeli przynieść dobre rezultaty. Blondynka spoglądała na stojącego przed nią mężczyznę wiedząc jak wiele się od ich ostatniego spotkania zmieniło. Nie tego ze smokiem, nie tego, w którym spędzali czas w swoim towarzystwie jakby za karę bo żadne z nich nie chciało rozdrapywać zabliźnionej już rany. Choć to wszystko nadal odbijało się w niej w jakimś stopniu echem to nie miała zamiaru już tego rozdrapywać. Oboje poszli dalej, prawda? Znaleźli sposób by nie tkwić uparcie w wizji już nieistniejących osób. Spojrzała na jego twarz i miała wrażenie, że widzi ją po raz pierwszy. Mimowolnie dłoń pomknęła jej do własnej twarzy dotykając miejsca, w którym mężczyzna miał bliznę. Nie skomentowała tego jednak. Dawno straciła już przywilej pytania wprost o takie rzeczy, ale zastanawiała się co musiało się wydarzyć, że pozostał taki ślad. Dziwnie znajomy, ale jednak całkowicie obcy. - Nie miałam jeszcze okazji przeprosić cię za to, że nie mogłam pomóc. - zaczęła zaraz szybko dodając. - Wtedy pod koniec kwietnia. - umówili się i dobrze wiedziała, że mógł to potraktować w różny sposób. Lucinda jednak nie odmówiłaby mu pomocy nawet jeśli chodziło tylko i wyłącznie o taką związaną z jej umiejętnościami. Nie ufali już sobie na tyle by dzielić się czymkolwiek, prawda? Kącik ust drgnął jej w delikatnym uśmiechu. Wiedział, że nie musi zwracać się do niej lady, musiał wiedzieć, że same te słowa dziwnie brzmią skierowane do jej osoby, ale znała go na tyle dobrze, że wiedziała iż był za dobrze wychowany by nie zwrócić się do niej w należyty sposób. Nie wiedzieć czemu na tą myśl zrobiło jej się… żal. - Nie jeździłam na łyżwach od.. prawie zawsze. Jeśli upadnę to na Merlina niech wszyscy zamkną oczy. - dodała uśmiechając się do mężczyzny z rozbawieniem. Kiedyś był to o wiele łatwiejsze. Podejść do niego, uśmiechnąć się, utrzymać wzrok. Teraz miała wrażenie, że najchętniej po prostu by stąd wyszedł; wcale mu się nie dziwiła.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka
» Wielka biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18