Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Balkon południowy

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Balkon południowy - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime03.07.16 23:51

First topic message reminder :

Balkon południowy

Daleko od zgiełku rozmów, lejącego się alkoholu i wścibskich spojrzeń, gdzieś na skraju rezydencji, skryty za plątaniną korytarzy znajduje się południowy balkon. Niezmącona cisza i spokój tego miejsca są niewyobrażalne. Widok rozciągający się za misternie rzeźbioną w celtyckie symbole kamienną kolumnadą zapiera zaś dech w piersiach - widać stąd nie tylko pobliskie połacie lasów, ale i święcący w oddali wysoką łuną Londyn. Balkon może i nie jest reprezentatywny, ale można tu zaznać nieco kameralnej prywatności.
W tej lokacji można zbierać plotki.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Drew Macnair
Drew Macnair

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 20
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 38
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime13.08.19 23:11

Przebywając w całym tym przepychu, tłumie bogato zdobionych szat i płynącym wodospadzie najlepszych alkoholi tylko upewniał się w fakcie, iż nie wiedział co tu robił. Skrywając się w cieniu liczył, iż był niewidzialny, że jego niezbyt dopasowany frak i nałożona, zgodnie z wytycznymi w liście, maska nie rzucały się w oczy. Podobnie jak brak szlacheckiej etykiety, czy znajomości podstawowych kroków balowego tańca, za pomocą jakiego korowód hucznie rozpoczął Zimowy Bal w iście wyjątkowo dobrym akompaniamencie. To wszystko było dla niego nowe, bowiem przyzwyczajony do grubiańskich tekstów i zwykłych, pijackich potańcówek spotkał się z ogromnym murem, którego z pewnością nie udałoby mu się pokonać dzisiejszego wieczora. Rzecz jasna najmniej irytował go fakt szklaneczki nieustannie wypełnionej bursztynowym płynem – nawet nie musiał się prosić o dolewkę, gdy widać było jej dno.
Sama posiadłość stanowiła dla niego już swego rodzaju labirynt. Odnalezienie drogi na świeże powietrze zajęło mu dłuższą chwilę, a i tak zamiast otwartej przestrzeni spotkał jedynie wyjście na przestronny, rzecz jasna wykwitnie wystrojony, balkon. Nie miał ochoty dłużej krzątać się po kątach, dlatego chwycił za klamkę i wszedł do środka rozglądając się po oświetlonym ogrodzie, który był kilkadziesiąt metrów większy jak jego apartament na Nokutrnie. Właściwie większy był nawet taras, ale o tym nie chciał nawet myśleć. Naprawdę życie i codzienność wymagały aż tak wielkiej przestrzeni? Trudno było mu znaleźć odpowiedź na to pytanie, albowiem nigdy nie pławił się w luksusach. Dzisiejszej nocy było to nieistotne, jak wiele różnych, innych rzeczy.
Wyciągnąwszy z kieszeni paczkę papierosów chwycił między palce jednego ze środka, a następnie oparł się łokciami o górną część balustrady i pocierając o jego kraniec odpalił. Dym wypełniający jego płuca przypominał o wieczorach spędzonych w tłumnie odwiedzanych barach, jednak cała aura oraz otocznie momentalnie nakazywały wracać do rzeczywistości. Pokręciwszy lekko głową mimowolnie zerknął w kierunku kobiety, zapewne szlachcianki, która podobnie jak on zapragnęła chwili samotności. Może jednak po prostu na kogoś czekała? Może było to miejsce schadzek? Skąd miał do licha wiedzieć? -Przeszkadzam Pani swą obecnością?- rzucił starając się zachować w słowach choć grosz kurtuazji, lecz w innym przypadku kompletnie by temat olał. -Nie w mej intencji było narzucać się. Chciałem jedynie dać sobie chwilę na odpoczynek.- dodał, a następnie wysunął paczkę w kierunku lady i zaraz po tym skarcił się w myślach. Panie na dworach zapewne stroniły od tytoniu, a on owym gestem dał po sobie poznać, że nie do końca znał pewne tradycje. -Pani wybaczy, kultura czasem mija się z rozsądkiem.- zwieńczył nieporadnie i westchnął pod nosem kierując swój wzrok ponownie na rozciągające się ogrody.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
Lucinda Selwyn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Balkon południowy - Page 3 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime14.08.19 19:57

Mogła przewidzieć, że przez tak długą nieobecność w jakiejkolwiek z posiadłości szybko przyjdzie jej mieć dość wszystkiego co ją otacza. Podniesione głosy przyprawiały ją o ból głowy, a wymuszone rozmowy przypominały jej, że wszyscy obecni tutaj ludzie nigdy nie obdarowali by jej serdecznością gdyby tylko wiedzieli kto kryje się pod wybraną przez gospodynię kreacją. Zbyt długo trzymała się z daleka by teraz móc czerpać z tego jakąkolwiek przyjemność. Oczywiście przyjmując zaproszenie doskonale wiedziała na co się pisze, ale widocznie nawet ją niektóre rzeczy po prostu przerastają. Chwila oddechu była tym czego potrzebowała. Bez sztucznego uśmiechu przyklejonego do ust niczym kolejna maska. Do powitania Nowego Roku zostało jeszcze trochę czasu, a Lucinda doskonale wiedziała, że wcześniejsze wyjście będzie kolejnym powodem do oczerniania jej imienia w świecie czarodziejów. Przyzwyczaiła się do łatki przeklętej, ale to jak specjalne dolewanie oliwy do ognia, a ona nie lubiła być w centrum zainteresowania. To ludzie robili sensacje dla własnej uciechy i chyba nawet nie potrafiła ich za to winić.
Słysząc dźwięk otwieranych drzwi nawet się nie odwróciła. Taras był pierwszym i bardzo szybkim wyborem. Była miło zaskoczona, że nie jest oblegany przez innych czarodziejów, ale z drugiej strony pogoda wcale nie zachęcała do podziwiania ogrodów. Mając jednak świadomość tego jak wielu szlachciców uczestniczy sabacie podejrzewała, że długo sama tu nie pobędzie. Wolała pozostać nie wzruszona niż okazać swoją czujność. Sabat dopiero się zaczął, a ona miała już szczerze dość wyciągniętych w jej stronę dłoni proszących ją do tańca, albo zbyt nachalnych starszych kawalerów, których z pewnością nasyłała na nią ciotka. Kiedy jednak mężczyzna zbliżył się do barierki wiedziała już, że nie ma zbytnio gdzie uciec. Kątem oka spostrzegła, że to nikt z jej oprawców i odetchnęła z ulgą przenosząc ponownie spojrzenie na zasypane śniegiem drzewa.
Pytanie mężczyzny lekko ją zaskoczyło. Może nie tyle jego treść co sposób wypowiedzenia. W dodatku głos mężczyzny był dla niej dziwnie znajomy. Tak znajomy, że przez chwile zrobiło jej się jeszcze chłodniej. Odgoniła te myśli wiedząc, że to zwyczajnie niemożliwe. Los lubił z niej kpić w najróżniejszy sposób, ale istnieją jakieś granice. Przynajmniej tak jej wydawało. – Proszę się mną nie przejmować, lordzie. Jest tu i tak nadzwyczajnie spokojnie. – odparła unosząc kącik ust w wyuczonym uśmiechu. Irytował ją fakt, że nie wiedziała kto znajduje się po drugiej stronie maski. Prawdopodobnie wtedy nie potrafiłaby udawać uprzejmości tak jak robi to teraz.
Lucinda spojrzała na wysuniętą w jej stronę paczkę papierosów nie wiedząc co tak naprawdę ma teraz miejsce. Uczucie, że stojący przed nią mężczyzna jest jej znany wcale nie minęło, a jedynie się pogłębiło wraz z kolejnymi słowami i zachowaniem. Blondynka uniosła w odpowiedzi wyżej trzymany kieliszek tym razem szczerze rozbawiona. –Pozostanę przy jednej używce, ale proszę się nie krępować. – odparła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że stojący przed nią mężczyzna to ten sam, który podczas kalamburów odgadł jej przebranie. Może stąd znała jego głos?  – Co mnie zdradziło? – zapytała w końcu odwracając się do mężczyzny. – Skrzydła czy maska, lordzie? Myślałam, że będzie trochę trudniej – dodała.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 20
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 38
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime15.08.19 16:29

Nie miał pojęcia czy taki sam przebieg miały wszystkie podobne temu przyjęcia zarezerwowane dla najzamożniejszych, ale jeśli tak to w końcu zobaczył na własne oczy, z jakiego powodu jego matka tak usilnie starała się na salony powrócić. Szatyn stronił od bogactw, próżności i przepychu, lecz Ophelia była jego przeciwieństwem; nie interesowała ją wiedza, poszerzanie własnych horyzontów, podróże tudzież spełnianie wyznaczonych celów. Codzienność miała dla niej jeden wydźwięk – męki, cholernej mierności, za którą winą obarczała małe, nieświadome dziecko. Nie trwonił już od dawien dawna swego czasu nad analizą przeszłości, nie szukał dłużej odpowiedzi na pytania, które już zawsze miały pozostać niewyjaśnione. Pragnął jedynie pozbyć się problemu, podziękować i zarazem odwdzięczyć się za te wszystkie lata, dlatego krocząc po schodach ruiny na Nokutrnie wiedział doskonale co uczyni. Miało to zapewnić wolność, oddech, świeże spojrzenie i rzucenie ciężaru korzeni, które tylko przynosiły wstyd i ujmę na honorze – tak też się stało. Wówczas sam stał się odpowiedzialny za napisanie nowej, lepszej historii, albowiem nikt już nie mógł wejść mu w drogę i zbłaźnić nazwiska.
Abstrahując już od kwestii własnej dumy był niezmiernie zadowolony, iż ojca, pieprzonego kuguchara spadającego wiecznie na cztery łapy, dopadły w końcu macki sprawiedliwości. Poczuł ból, zaznał olbrzymiego cierpienia i odszedł błagając o litość, na którą nigdy nie zasłużył.
Skrzywił się na sam powrót do owych wydarzeń – nie chciał już więcej o tym myśleć, jednak nieustannie pewne elementy nawoływały lawinę obrazów, które wręcz nakazywały mu poddać się chwili „letargu”. Niczego nie żałował, był dumny z obranej z siebie drogi oraz podjętych decyzji, dlatego wychodził z założenia, iż było to nieuniknione i tylko czas mógł cokolwiek zmienić.
Uniósł szkło w kierunku warg i upił znacznej ilość alkoholu, kiedy dziewczyna wyraźnie dała mu do zrozumienia, iż nie przeszkadzała jej jego obecność. Właściwie nie wiedział, czy ci Lordowie traktowali z należytym szacunkiem Panie i w ogóle porwaliby się na podobne pytanie, ale nie wyczuwając żadnego zdziwienia w jej głosie odpuścił sobie myślenie o tym. Ponownie, jak wcześniej na sali balowej, naszło go wrażenie, iż doskonale znał tą barwę i styl wypowiedzi, jednak czy naprawdę istniała szansa na tak wielki zbieg okoliczności? Dodatkowo w tak „niebezpiecznym” miejscu? Było setek par i wręcz niemożliwym wydawało się, aby los skrzyżował ich drogi. Może znów miał przy tym całkiem niezły ubaw? -Nie chciałbym wyglądać na nachalnego, kiedy powróci Pani mąż. celowo użył ów stwierdzenia wiedząc, że szlachecko urodzone kobiety wcześnie wychodziły za mąż. Okropnym było rozmyślanie nad każdym dobranym słowem – zdecydowanie wolał mówić co mu ślina na język przyniesie.
Ten śmiech… do licha. Znał go i to wyjątkowo dobrze. Zapewne gdyby nie fakt pogmatwanej relacji i częstych spotkań nie umiałby sprecyzować kto kryje się za tak dobrze dobranym strojem, lecz w owej sytuacji coraz więcej elementów układanki wskakiwało na swe miejsce. -Zatem jeśli mam już pozwolenie olśniewającej lady, to ów papieros będzie samą przyjemnością.- nie mogła dostrzec kpiącego uśmieszku, ale ten właśnie pojawił się na jego twarzy. Właściwie to „lordowanie” z jej ust całkiem mu się podobało i ba – wyjątkowo bawiło. Najzabawniejszy w tym całym absurdzie był fakt, że przeszło miesiąc temu rozmawiali na temat jego podejścia do życia pośród szlachty i bogactwa.
-Genialnie dobrane przebranie wiązało się z łatwiejszym skojarzeniem, choć nie ukrywam nie była to prosta zagadka. Największą wskazówką były żelazne skrzydła oraz ten dziób.- zaśmiał się pod nosem, a następnie upił ognistej; nie ukrywał, że dla tego smaku i jakości mógłby posiadać błękitną krew. -Ma lady w swoim charakterze coś, co powieliłoby się z cechami stymfalidy?- spytał kontynuując niezobowiązującą rozmowę. Zastanawiał się czy wiedziała, lecz nawet gdyby miała jakiekolwiek przypuszczenia to przecież jego obecność tutaj była niemożliwa i tego należało się trzymać.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
Lucinda Selwyn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Balkon południowy - Page 3 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime16.08.19 21:52

Decydując się na przyjście tutaj była świadoma pewnego ryzyka. W końcu dla lady Nott żadne przebranie nie stanowiło tajemnicy, a otwartość w wyrażaniu poglądów tylko potwierdziło jej wcześniejsze przepuszczenia. Zastanawiała się do czego była zdolna jej ciotka jeżeli chodziło o wspieranie Sami-Wiecie-Kogo i jego świty. Jej przynależność do Zakonu Feniksa była tajemnicą, a przynajmniej w kręgu rodziny nikt oprócz Alexa o tym nie wiedział. Często zastanawiała się jednak czy wśród Rycerzy znane są jej personalia i każde kolejne spotkanie z Macnairem podsuwało jej twierdzącą odpowiedź. Życie w obecnych czasach w ogóle było pełne ryzyka i ostatnia misja w Azkabanie jeszcze dobitniej jej to uzmysłowiła. Choć nie chciała wracać myślami do tego co się tam wydarzyło to jednak ciężko było po prostu się tego pozbyć. Brakowało tak niewiele by nigdy więcej się nie obudziła. Nie stałaby tutaj. Nie przymierzała się do wejścia w nowy, ale na pewno nie lepszy rok. Znała ryzyko i witała się z nim jak ze starym przyjacielem, ale to wcale nie znaczyło, że się go nie bała. Była naprawdę przerażona.
Słowa mężczyzny kolejny raz wydawały się być jej znajome. I choć szczerze liczyła na to, że to tylko jej umysł płata jej figle to chyba wcale tak nie było. Nie znajdowała się już w Azkabanie, nie było szaleńca, który mącił jej w głowie tak jak wtedy. Po prostu czuła, że wychodząc na taras kolejny raz dała się zmanipulować przewrotnemu losowi. Mówi się, że jeśli chcesz rozśmieszyć Boga musisz opowiedzieć mu o swoich planach na życie. Ona widocznie dostarczała wielu powodów do śmiechu. – Myślę, że tej ostatniej nocy starego roku nawet mój przyszły mąż nie będzie się złościł – odparła z delikatnym uśmiechem podłapując temat. Grali w grę, w której mogli być jednie przegrani. Właściwie ciągle w coś grali i Lucinda nie miała zamiaru pozwolić mu tym razem być górą. Czasami była tresowanym lisem jak to kiedyś nazwał ją Fox.
Oczywiście ciągle nie mogła być pewna swoich przypuszczeń, ale nic nie mogła poradzić na rodzące się w jej głowie pytania. Co tutaj robił? A jeśli on tutaj był to kto jeszcze skrywał się za maskami? Czy naprawdę weszła w gniazdo żmij myśląc, że przebranie ją ochroni? Momentalnie zrobiło jej się jeszcze chłodniej, bo choć nie mógł tego wiedzieć to z jego ręki trafiło jej się w ostatnim czasie wiele blizn. Czy zrobiłby to naprawdę? Wiedziała, że kiedyś go o to spyta. Jeszcze nie teraz, ale kiedyś. Dzisiaj wszystko było wyścielone pozorami. – Uznam te słowa za komplement – powiedziała i skłoniła się delikatnie. Jak dziwnie jej było zachowywać te wszystkie uprzejmości. Tyle czasu minęło odkąd musiała uważać na każde słowo. Za dobrze czuła się we własnej skórze by teraz to zmieniać.
Teraz gdy już przepuszczała, że to właśnie Drew znajduje się po drugiej stronie maski wcale nie była zaskoczona tym, że odgadł jej przebranie. Ich zawód wymagał od nich często sięgania do podań, legend i mitów, a on był w końcu w tym dobry. – Tak myślałam, że dziób mnie zdradzi, ale bez niego mój strój byłby niestety niekompletny – odparła dotykając koniuszka swojego dzisiejszego nosa. – Ma lord naprawdę dobre oko. Można by pomyśleć, że zajmuje się lord tym zawodowo – dodała unosząc kącik ust w uśmiechu i obracając twarz w kierunku ogrodu.
Na pytanie mężczyzny w zamyśleniu zastukała palcami o szkło kieliszka. – Pyta lord czy jestem zabójcza? Nigdy nie słyszałam podobnych określeń w swoim kierunku, ale kto wie co można usłyszeć o sobie kiedy rozmowy toczą się za plecami. – odpowiedziała upijając łyk szampana. – Zdradzi mi lord swoje postanowienia noworoczne? Ciągle szukam inspiracji – dodała ciekawa odpowiedzi. Gdyby znajdowali się w innym miejscu, gdyby sytuacja wyglądałaby inaczej… nawet przyjście nowego roku nie zmieni pewnych decyzji, prawda?




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 20
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 38
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime19.08.19 15:16

Otwarte poparcie obecnej władzy oraz samego Lorda Voldemorta miało dla Macnaira szczególne znaczenie, bowiem stanowiło to symbol nowej drogi do lepszej i wyplewionej z mugolskiej krwi rzeczywistości. Wciąż pozostawały grupy nieugiętych, walczących za chore ideały czarodziejów, jednak wróżona im była szara przyszłość wypełniona krwią i śmiercią, bowiem w żaden sposób nie dorównywali oni potędze Czarnego Pana. Rycerze popełnili wiele błędów pozwalając Zakonowi dosięgnąć wyznaczonych celów, a w tym utkać drogę do Azkabanu, jednak ostatnia mobilizacja i powiększające się grono sojuszników działało na ich korzyść. Szatyn wierzył, że opór w końcu zostanie zduszony w zarodku, a Ci którzy otwarcie sprzeciwiali się oraz wiedli prym w szeregach wroga zapłacą odpowiednią cenę za swe zbrodnie. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż jedną z tych osób była towarzysząca mu czarownica, jednak nie potrafił – oby jeszcze – znaleźć sposobu, aby przemówić jej do rozsądku i pomóc obrać właściwie tory. Pogubiła się, pragnienie wyrwania się z sideł rodowych obowiązków oraz tradycji sprowadziło ją na złą ścieżkę, ale nieustannie miał nadzieję, iż była jeszcze dla niej nadzieja. Powinien już dawno pojmać ją i oddać w ręce Śmierciożerców, jednak wiedział jaki byłby tego finał – nie chciał, aby stała się jej krzywda, lecz przyjdzie moment, w którym uczucia przegrają walkę ze zdrowym rozsądkiem. Czym więcej robi, czym więcej działa – o czym jeszcze nie wiedział – tym mniejsza szansa, iż kolejne ich spotkanie zakończy się miłą pogawędką.
-Wybaczy mi lady moje faux pas. Któż jest zatem tym szczęśliwcem?- spytał zaciekawiony ów kwestią, bo co jeśli mówiła prawdę? Faktycznie w jej życiu pojawił się nowy, lepszy mężczyzna? Nie chwaliła się mu – nie miała takiego obowiązku. Być może jej ślub z Burke był aktualny? Abstrahując od rzeczywistości los ponownie zdawał sobie z niego drwić i nieźle się przy tym bawić. Musiał zachować pozory niewzruszonego owym faktem, choć w głębi siebie wiedział, że trochę go to ubodło.
Trudno było nie domyślić się kto znajdował się po drugiej stronie przebrania, bowiem mieli za sobą spory kawałek historii, dzięki czemu znali się dość dobrze. Poznać człowieka można było nie tylko po rysach twarzy, ale i innych, istotnych elementach jak gestykulacja, barwa głosu tudzież charakterystyczny sposób bycia. Można było grać – w końcu robił to zawsze będąc pod „maską” innego człowieka, jednak wtem zmieniał także całą sylwetkę i wykrycie było zdecydowanie większym wyzwaniem. Zawód, którym obydwoje się trudzili, wymagał spostrzegawczości i nie wątpił, że Selwyn się nią cechowała przykładając dużą wagę do detali. Zdawał sobie sprawę, iż lepszym było pozostać w ukryciu, jednak gdyby wówczas starał się szybko oddalić z balkonu to z pewnością wzbudziłby jeszcze więcej podejrzeń – a tego pragnął uniknąć. W końcu zawsze mógł się wszystkiemu wyprzeć.
-Słusznie.- odparł, po czym upił alkoholu ze szklaneczki i obrócił się nieco, aby oprzeć przedramiona o bogato zdobioną balustradę. To był komplement, naprawdę wyglądała olśniewająco.
Zaśmiał się pod nosem na jej słowa, lecz nie mógł nie przyznać jej racji. Dziób wypełniał całą kreację i dodawał jej charakteru – bez takowego suknia nie byłaby równie ciekawa oraz kompletna.
-Graniem w kalambury na salonach? Ciekawa profesja.- pokręcił głową w rozbawieniu, a następnie odpalił papierosa i już po chwili można było dostrzec nikotynowy dym, który uniósł się nad jego głową. -Pytam co uważa lady, nie inni ludzie, którym przeważnie na rękę jest siać zamęt za plecami. Czyż nie wtedy najłatwiej jest powiedzieć prawdę?- odpowiedział zgodnie z własnymi przekonaniami, a następnie zamyślił się na jej pytanie. Właściwie nigdy nie ustanawiał jakichkolwiek noworocznych postanowień, więc ciężko było mu znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź.
-Zwykle nie jestem skłonny do takowych, lecz jeśli we dwoje nie mamy odpowiedniej inspiracji może uda nam się ją znaleźć?- spytał odwracając głowę w jej kierunku.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
Lucinda Selwyn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Balkon południowy - Page 3 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime20.08.19 14:40

Ostatni rok wniósł do jej życia tak wiele, że Lucinda praktycznie nie pamiętała już jak wyglądało ono wcześniej. Ciężko było patrzeć w przyszłość i liczyć na to, że wojna w końcu się skończy. Wrosło to w ich społeczeństwo tak bardzo, że prawdopodobnie ludzie nigdy nie będą już w stanie normalnie spoglądać na kreujący się świat. To była przykra wizja, ale prawdziwa. Gdyby miała w zwyczaju robić swój własny rachunek sumienia, to wiele rzeczy, które wydarzyły się w tym roku musiałaby mu poddać. Na szczęście nigdy takowe wyrzucanie sobie żali nie weszło jej w krew. Oczywiście mogłaby podejmować inne decyzje, otaczać się innymi ludźmi, mogłaby zrobić więcej, ale w owym czasie tego nie wiedziała. Reasumując było wiele rzeczy, których mogłaby żałować, ale jaki był w tym sens? Czas uciekał, a ona teraz jak nigdy była świadoma ile można stracić i jak kruche było życie.
Biorąc pod uwagę swoją wiedzę na temat mężczyzny najbezpieczniejsze było trzymanie się od niego z daleka. Nie żałowała, że go poznała, tak samo jak nie żałowała tego co się między nimi wydarzyło. Angażując się w tę relację nie mogła przewidzieć, że to z góry spisane będzie na straty. Z jednej strony już dawno powinna skierować różdżkę w jego stronę, ale z drugiej naprawdę nie chciała patrzeć jak dzieje mu się krzywda. Mogli nazywać to przekornością losu, albo upartością przypadku, ale przecież prędzej czy później trafiliby na siebie z własnej nieprzymuszonej woli. Byli wrogami od samego początku nawet nie będąc tego świadomi, a to tylko pokazywało, że to nie człowiek walczył z człowiekiem. Jedynie idee i ich wartości.
Jeżeli choć przez chwile wziął jej słowa na poważnie to albo była bardzo dobrą aktorką, albo po prostu nie znał jej tak jak myślała, że zna. Lucinda od zawsze powtarzała, że nie wyobraża sobie siebie u boku szlachcica. Żadnego. Wolałaby zostać pozbawiona nazwiska niż w imię głupich zasad podporządkować się innym. – Moim faux pas byłoby zdradzenie personaliów jakiegokolwiek uczestnika balu. W końcu wszyscy mamy maski – odparła uśmiechając się delikatnie. Maska jedynie chroniła to co widoczne dla oczu. W duszy naprawdę martwiła ją ta cała sytuacja. Ucieczka była tym co powinna zrobić, kiedy tylko jej przepuszczenia się potwierdziły, ale chyba nie sądziła, że znajdą się w sytuacji, w której naprawdę chciałaby uciec jak najdalej.
Blondynka przyjrzała się dokładniej temu jaki strój na dzisiejszy wieczór przygotował Drew. Znała go na tyle by wiedzieć, że odpowiedź zawarta będzie w najdrobniejszym szczególe. Może nawet zbyt oczywistym by można było go od razu zauważyć. Zaczęła się zastanawiać nad tym jak się czuje w otoczeniu szlachty, którą tak bardzo gardzi. Czerpał przyjemność z obcowania z tymi wszystkimi ludźmi, a może wykonywał powierzone mu rozkazy? Czasami żałowała, że wejście do czyjeś głowy nie może być prostsze. Selwyn skinęła jedynie głową w odpowiedzi. On choć w ogóle nie przypomniał samego siebie to wpasowywał się w otoczenie idealnie. Czy nie powiedziała mu już kiedyś czegoś podobnego?
- Tak tak, właśnie to miałam na myśli – odparła w odpowiedzi na słowa mężczyzny przy tym bardzo ze sobą walcząc by nie przewrócić oczami. W innej sytuacji w ogóle by się nie krępowała. Jednak wyuczone nawyki aktywowały się w miejscach jak to. – Zabójcza? Nie. Ekstremalne przypadki wymagają ekstremalnych środków – odpowiedziała na pytanie dotyczące cech stymifalidy przenosząc wzrok na mężczyznę. Lucinda nie była zwolennikiem przemocy bez względu na to na kogo była skierowana. Po tym wszystkim przez co przyszło jej przejść wiedziała jednak, że ogień można zwalczyć jedynie ogniem.
Selwyn zamyśliła się nad słowami Drew. Ludzie widzą w przyjściu Nowego Roku okazję do wyzerowania swojego życia. Myślą, że stworzone przez nich postanowienia zmienią wszystkie negatywne rzeczy w pozytywne. Lucinda chciałaby wierzyć, że to działa, ale niestety zbyt wiele rezygnuje po pierwszym potknięciu. Nie można z góry zaplanować swojego życia na całe dwanaście miesięcy. – Obawiam się lordzie, że nasze postanowienia mogą być aż nadto odmienne, ale zawsze warto spróbować. Wie lord od czego zacząć? Małe kroczki czy od razu wielkie plany? – zapytała przechylając kieliszek.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 20
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 38
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime27.08.19 21:59

Zwykle częściej nie można było dostać tego czego pragnęło się, jednak w przypadku szlachecko urodzonych nierzadko otrzymywało się właśnie to czego wyjątkowo bardzo człowiek nie chciał. Wydawało mu się, że zdążył poznać Lucindę; jej przyzwyczajenia, sposób bycia, a także podejście do wielu spraw. Czyż to właśnie nie takowe dzieliło ich nad wyraz mocno i stawiało po dwóch stronach barykady? Nieprzekraczalnej granicy? Niepokoił go jednak fakt jej obecności w ów miejscu, bowiem skoro ród Selwyn otwarcie opowiedział się za obecną władzą i tym samym pozbawił nazwiska jej kuzyna, to jakim cudem wciąż jeszcze miała swe przywileje? Nasuwały mu się tylko dwie opcje – niewiedza lub przyszłe małżeństwo, którym chciała wszystkim zamknąć usta. Nie było to jednak w jej stylu wszak nie zależało jej na tych wszystkich profitach oraz szalonym bogactwie, a możliwości podążania własną ścieżką. Kajdany związku zmusiłyby ją do ograniczenia pola manewru i co gorsza prawdopodobnie zakończyłyby się zamknięciem w dworku; przecież ewentualny mąż mógłby sobie nie życzyć własnej damy na wojażach i dalekich, trudnych wyprawach. W końcu nawet jej najbliżsi nie byli skorzy tego akceptować.
-Czyli uważa lady, że maska może skryć wszystkie tajemnice?- uniósł kącik ust, po czym ponownie zaciągnął się nikotynowym dymem. Nie mogła – był tego pewien. Jako metamorfomag niejednokrotnie przybierał wygląd obcych osób i niezwykle trudnym wyzwaniem było zachować przy tym grę pozorów obarczoną nie tylko odpowiednim doborem słów, ale i gestykulacją oraz przyzwyczajeniami. Każdy człowiek był indywidualnością, więc mimo perfekcyjnie „skopiowanej” wizualnej części pozostawała ta trudniejsza – ta, której odegranie wiązało się z szalenie wymagającą umiejętnością aktorstwa oraz wyjątkowo dobrą spostrzegawczością.
Nie przyszło mu jeszcze zastanowić się nad tym jak czuł się podczas podobnego wydarzenia tudzież w gronie zamożnych osób. Zwykle trzymał się z dala od szlachecko urodzonych, albowiem irytował go fakt ich przekonania o rzekomej wyższości nad innymi czarodziejami, w których żyłach płynęła czysta krew. Majątek nie był wyznacznikiem charakteru, inteligencji tudzież wartości, a jedynie za jego pomocą wiele spraw okazywało się dużo prostszych, nie wspominając już o samych kontaktach, które zwykle bez trudów mogły wyciągnąć osobnika z tarapatów. Nie dało się ukryć, że błękitnokrwiści zajmowali wyższe stanowiska, gromadzili więcej funduszy oraz mieli na start znacznie większe pole do popisu, jednakże działo się to tylko i wyłącznie z uwagi na ich korzenia, nie umiejętności. Nie chciał odbierać im wiedzy wszak wiele poznanych osób zasłużyło sobie swą ciężką pracą na własny sukces, ale było też sporo typowych pajaców, dla których stołek był tylko i wyłącznie prezentem tudzież kaprysem.
-Ciekawe, spokojne zajęcie, a dodatkowo wcale nie trzeba być przy nim trzeźwym.- zaśmiał się pod nosem, po czym upił ognistej whisky, która znajdowała się w zdobionej reliefem szklaneczce.
-Lady zatem jest ekstremalnym przypadkiem?- spytał z zaciekawieniem przenosząc wzrok na dziewczynę; nie miał pewności jaką przyjdzie mu usłyszeć odpowiedź. Szatyn wychodził z założenia, iż faktycznie takim była – może nie tyle ekstremalnym, co wyjątkowym, bowiem ile szlachcianek odważyłoby się na podobne kroki i wiążące się z nimi decyzje? Ile pozwoliłoby sobie na spotkania i intymne relacje z facetem jego pokroju? Aż w końcu ile walczyłoby o życie szlam i mugoli? Na samą ostatnią myśl robiło mu się niedobrze, marnowała cenne życie w imię chorych idei – to akurat pragnąłby w niej zmienić.
-Zacząłbym od szczerości, to ona otwiera nowe horyzonty i pozwala ruszyć się z miejsca. Nie tylko patrząc pod kątem prawdy wobec drugiego człowieka, ale i samego siebie. Ludzie często o tym zapominają i żyją w obłudzie oraz nadziei, iż ta w końcu faktycznie zmieni się w rzeczywistość. To trudne, więc jednak skłaniałbym się ku wielkim planom.- uśmiechnął się nieznacznie w jej kierunku, choć nie mogła tego widzieć.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
Lucinda Selwyn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Balkon południowy - Page 3 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime17.09.19 1:14

Świat usłany był pozorami. Ludziom o wiele łatwiej przychodziło chować swoją twarz i manipulować innymi niż odkryć się przed kimś całkowicie. To sprawiało, że finalnie ciężko było odróżnić prawdę od fikcji. Coś co dla jednych mogło uchodzić za niepodważalne dla innych było druzgocącym kłamstwem. Lucindzie ciężko było widzieć w ludziach ich prawdziwe oblicze. To głupie i naiwne przeświadczenie, że intuicja nie może ją mylić już niejednokrotnie wywiodło ją na manowce. Czasami żałowała, że ludzie nie byli ze sobą po prostu szczerzy. Może gdyby wprost mówili sobie o swoich odczuciach, zamiarach i poglądach nikt nie wchodziłby sobie w drogę. Bycie szczerym do bólu miało swoje plusy, a te mogłyby uchronić wszystkich przed skutkami decyzji, których cofnąć nie jest się w stanie. A jednak żyli w świecie manipulacji. Kreowania własnych wizerunków na potrzeby konkretnych celów. Skłamałaby mówiąc, że jej to nie dotyczy. – Uważam, że żadna maska nie skrywa tajemnic zbyt długo – zaczęła obojętnie wzruszając ramionami. –  Chociaż nikt nie broni naiwnie swych tajemnic bronić, lordzie – dodała przywołując na swoją twarz leniwy uśmiech. Blondynka lubiła to w ich rozmowach. Naturalne przechodzenie z tematów całkowicie błahych na te poważne, refleksyjne, często drażliwe, ale i w jakimś stopniu szczere. Ona nigdy nie mijała się z prawdą kiedy o coś ją pytał. Może też dlatego, że nigdy nie miała ku temu powodu. Teraz znalazłoby się ich wiele. Ale jedno było pewne. Maska nawet jeśli nie chroniła wszystkich tajemnic pozwalała jej dzisiaj rozmawiać z nim tak jakby nic się nie wydarzyło. A to był komfort, który straciła wraz z powrotem z Azkabanu. Komfort, który po kilku kieliszkach szampana i niecodziennym spotkaniu wrócił na swoje miejsce.
Lucinda wiedziała, że przyjście tutaj odbije się na niej w sposób szczególny. Jakaś część jej nieprzerwanie chciała ciągle do tego kręgu przynależeć. W ciągu roku jej życie uległo zmianie tak drastycznie, że wcale nie była zdziwiona, że ciągnęło ją do jakiejś normalności. Oczywiście nic w arystokratycznym świecie nie można było dopasować do tej kategorii, ale jednak to właśnie to znała przez całe swoje życie.
Słysząc słowa mężczyzny uśmiechnęła się szeroko. – Kto wie, może lord załapie się na wolny wakat – odparła. Takich słów nie użyłaby prawdopodobnie w kierunku żadnego lorda, ale już wiedziała kto kryje się pod maską i nie musiała uważać na słowa tak jak robiła to wcześniej. Mogła nie wiedzieć o nim wszystkiego, a to co wiedziała mogło być jedynie garstką informacji, ale niejednokrotnie przekonała się jak zdolnym czarodziejem jest. Żałowała jedynie, że wybrał magię, która niosła ze sobą cierpienie i wojnę. Żałowała, że wybrał fanatyzm zamiast spokojnego życia. Nic jednak nie mogli na to poradzić, a ona wiedziała, że należało się z tym faktem po prostu pogodzić. Miała dość walki z wiatrakami. Czasami wystarczyło odpuścić.
- Nie – odpowiedziała zgodnie z własnymi przemyśleniami. – Ja tylko te ekstremalne spotykam. – dodała przenosząc spojrzenie z maski mężczyzny na swoje dłonie. Oczywiście wiedziała, że swoim zachowaniem odbiega od zachowań innych arystokratek czy w ogóle kobiet, ale to nie w sobie widziała ekstremalny przypadek. Podchodził do ich bliskości jak do czegoś wyjątkowego i owszem takie właśnie było, ale na całkowicie innej płaszczyźnie niż mu się wydawało. W jej oczach nie chodziło o szlachciankę i czystokrwistego czarodzieja niższego pochodzenia. Chodziło o ich samych. Była zwyczajną kobietą, którą kierowały uczucia. Historia stara jak świat. Z równie starym zakończeniem.
Lucinda zastanawiała się nad tym jaką odpowiedź usłyszy. W takich kwestiach zawsze ciężko przychodziło jej go rozgryźć. Był uparty i znalazłby odpowiedź na każde pytanie gdyby istniała taka potrzeba. A jednak to co mówił miało sens i docierało do niej bardziej niżeli się spodziewała. – To naprawdę wielkie plany – zaczęła znowu przenosząc spojrzenie na mężczyznę. – Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach prawda jest towarem deficytowym. - wszyscy kłamią. Nie ma ludzi tak prawdziwie szczerych. Potrafiła to zrozumieć. Nawet w jego postrzeganiu ona była kłamcą. W końcu to co dla niej było złe w jego oczach uchodziło za poprawne. Prawda zawsze działa w obie strony i nie jej roztrząsać czyja jest lepsza lub czyja ma większy sens. Każdy ma prawo mieć swoją, ale tylko jeśli ktoś za tę prawdę nie musi płacić krwią. – W takim razie ja pozostanę przy tym by ludzie przestali żyć w obłudzie. – dodała jeszcze i skierowała swoje spojrzenie w stronę tarasowych drzwi. – Jeśli nie chcemy przegapić nowego roku powinnyśmy wracać. Chce mi lord towarzyszyć czy w samotności patrzeć jak postanowienia się spełniają? – zapytała okrywając się szczelniej narzuconym na siebie szalem.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 20
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 38
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Balkon południowy - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Balkon południowy   Balkon południowy - Page 3 I_icon_minitime19.11.19 0:29

Byłby rad wiedząc, że nie wcielała się w grupę osób – jeśli takowa w ogóle istniała w realnym świecie – które ustrzegły się przed sidłami własnego kłamstwa oraz manipulacji. Nie musiałby daleko szukać argumentów, nie byłby zmuszony kierować się matactwem, bowiem w końcu nawet w ich relacji wiele sytuacji rzucało jasne światło na sytuację. Jej usta nie wypowiadały nader wiele słów, nie opowiadały o przeszłości, nie próbowały nadążyć nad codziennością, a tym bardziej na wizji przyszłości – czasu związanego z naiwną próbą „wyzwolenia” ludzi, uwolnienia spode reżimu obecnych władz i niesprawiedliwości. Doskonale zdawała sobie sprawę, iż był przeciw, krew musiała mrozić ją w żyłach, gdy kolejny raz wywołał mugola tudzież szlamę na piedestał i werbalnie ich zdeptał. Reagowała, temu nie mógł zaprzeczyć, lecz czy wystarczająco skoro jej poglądy lawirowały po zupełnie innej hierarchii wartości?
Ktoś z boku mógłby wydać dobitą opinię i takowa z pewnością pasowałaby również do niego samego. Adekwatnie, lecz z innej perspektywy.
-Uważa lady, że przed wszystkim zawsze wszelkie tajemnice zostaną odkryte? Wychodzi lady z założenia, iż nie ma możliwości, aby je dostatecznie ochronić nawet jeśli odbiorcą są osoby zupełnie obojętne?- uniósł brew pytająco zastanawiając się nad jej stwierdzeniem – z jednej strony widział w nim sens, rozumiał je, jednakże nie byłby nader optymistyczny w kwestii kłamstwa. Ono miało krótkie nogi, lecz czy na tyle, by nawet nieznajomi zdołali podstawić stopę w chwili, gdy próbowało uciec? -Skłania mnie to ku wnioskowi, iż szybko zdążę poznać wszelkie twe sekrety madame, a wiem, iż jest to bujdą.-… bo masz ich wiele; szczególnie takich, na które nic nie był w stanie zaradzić, nawet jeśli bez jej świadomości o nich wiedział. Właśnie podobne przekreślały wszystko i choć wówczas rozmawiali jak wcześniej, czyli tak jak najbardziej lubił, to wraz ze wschodem słońca czar musiał prysnąć. Nie było innego wyjścia. Nie było.
-Kto wie, może jeszcze dziś lady przekona się czy naprawdę jestem godzien ów wybitnej posady. Zdaje się naprawdę fascynująca.- ściągnął brwi i uśmiechnął się kąśliwe, choć maska skrywała prawdziwy wyraz jego twarzy. Wiedział jednak, że nie odebrała jego słów na poważnie – właściwie czy ktokolwiek by to zrobił? -Lady nadawałaby się na idealną odtwórczynię różnych ról, które ja miałbym odgadnąć wraz z przyodzianym strojem.- dodał świadomie zachowując dwuznaczny ton wypowiedzi, a następnie w geście toastu uniósł szklaneczkę wypełnioną trunkiem i upił jej zawartość do dna nie mówiąc już nic więcej.
-Ekstremalne przypadki nie są z góry skazane na porażkę, bowiem na każde można znaleźć sposób.- odparł obserwując jak jej wzrok wędruje ku dłoniom. Doskonale znał ów ruch – zawsze to robiła, gdy rozmowa, choć nigdy nie dosłownie, wędrowała ku coraz trudniejszym i boleśniejszym tematom. Powinien zareagować, lecz pozostawało pytanie; jak? -Pytanie czy podobne traktujesz w perspektywie tych straconych.- zwieńczył i obrócił się bokiem do dziewczyny, aby móc oprzeć łokcie o zdobioną balustradę. Przenosząc spojrzenie na ogród zdołał jeszcze dostrzec jak zielone tęczówki ponownie szukają jego wzroku i finalnie nie pozwolił, aby takowy odnalazły.
-Szczególnie wśród ludzi, którzy znają coś więcej jak imię naszej sowy.- prychnął nieznacznie pod nosem kręcąc lekko głową. Pieprzona prawda, cholernie jej nienawidził.
Dopaliwszy papierosa i wyrzuciwszy go na trawnik – cóż maniery odeszły na drugi plan – wciągnął haust świeżego powietrza nim zareagował na jej kolejne słowa, albowiem z każdą chwilą podobne stawały się coraz bardziej trafne i jednoznaczne. Szatyn odepchnął się dłońmi od drewnianego szczebla, po czym obrócił do dziewczyny z wyraźnym, kpiącym uśmiechem malującym na ustach. Nim jednak cokolwiek powiedział wykonał wyraźny krok w przód, który pozwolił mu znaleźć się dosłownie przed nią. -Już dawno lady wybrała z kim pragnie świętować nowy rok.- rzucił twardym, pewnym tonem, a następnie zerknął w kierunku drzwi balkonowych, aby upewnić się, iż nikt akurat nie zamierzał przerwać ich chwilowej samotności. -Jak widać czyny nie zawsze mogą, a nawet nie chcą przerodzić się w słowa.- dodał powracając do niej wzrokiem, by po chwili intuicyjnie nachylić się ku jej wargom. W głowie szatyna panował chaos, istna walka horyzontów, które za wszelką cenę nie chciały odpuścić. Była wrogiem, była kochanką.
Był blisko, wystarczająco blisko, lecz poza lekkim ściśnięciem materiału olśniewającej sukni w okolicy lędźwi oraz chodnym, alkoholowym oddechem, które okalało jej usta, nie zrobił nic więcej. Wyprostował się momentalnie i pomijając wszelkie szlacheckie frazesy powrócił do teatru – udawać dalej tego kim nigdy nie był i nigdy nie będzie.


/zt x2






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
 

Balkon południowy

Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19