Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala balowa   06.07.16 0:36

First topic message reminder :

Sala balowa

Okazała sala balowa w rezydencji Lady Adelaide Nott gościła niejeden sabat. To jedno z ważniejszych miejsc dla młodych szlachciców, bowiem każdy, kto pragnie zaistnieć w świecie arystokracji musi choć raz zatańczyć na marmurach Nottingham. Sala jest bardzo jasna, z akcentami kolorystycznymi charakterystycznymi dla rodu Nottów; na podwyższeniu w jednym z rogów sali stoją instrumenty gotowe zagrać najpiękniejszą muzykę do tańca, znajdująca się na półpiętrze arkada, na którą prowadzą szerokie i kręte marmurowe schody umożliwia dogodne obserwowanie parkietu, a gdzie nie gdzie pod ścianami stoją sofy o skórzanych obiciach, zapraszające zmęczonych tancerzy do chwili wypoczynku. Jednak zdecydowanie najbardziej kunsztowny element wystroju stanowią bogate żyrandole, mieniące się tysiącami kryształów umieszczonych na ramionach ze szczerego złota.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala balowa   03.11.17 22:34

Znalazłam się przy lordzie Burke'u zupełnie przypadkiem, jednak musiałam przyznać, że całkiem miło było na nim zawiesić oko. Zapewne to popchnęło mnie od tego co robiłam, poza oczywiście zwyczajnym kaprysem i nudą - lubiłam wernisaże i oglądanie obrazów, jednak nie czerpałam z tego tak wielkiej przyjemności, by mogło być jedyną atrakcją wieczoru. Dopadły mnie nagle - nikłe trzeba przyznać - wyrzuty sumienia. Czy aby nie przesadziłam ze swoimi czarami? Nie zawsze jeszcze nad nimi panowałam, czasem nie działały wcale, a kiedy indziej aż za bardzo i miałam wrażenie, że tak właśnie jest w tym momencie. A może po prostu Quentin był wyjątkowo podatny na mój urok? Sprawnie odgoniłam poczucie winy, które próbowało przez chwilę stać się całkiem wyraźne. Z pewnością nie powinnam się przejmować odrobinę zbyt nachalnie wpatrującym się we mnie oczami. Sytuacja mnie bawiła, miałam wrażenie, że nigdy nie znudzi mi się wpływanie w ten sposób na mężczyzn. Jakim przykrym będzie dzień, kiedy będę musiała każde towarzyskie wyjście spędzać u boku męża! Wtedy podobne zabawy się skończą, a przynajmniej zostaną na tyle ograniczone, by nie zwracały uwagi skłonnego do plotek szlacheckiego grona. Ja również powinnam szukać sobie przyszłego męża, ale nie angażowałam się w to zadanie tak bardzo, jak powinnam. Niektórzy mogliby też mieć wątpliwości co do używanych metod i (słuszne) podejrzenia, że więcej w tym było zabawy niż poważnego podejścia.
Mimo pozytywnych stosunków między naszymi rodami, miałam przyjemność poznać bliżej, czy chociażby zamienić parę słów, ledwo z kilkoma Burke'ami. Również Rowan pochodziła przecież z tej rodziny, chociaż jeśli o mnie chodzi, traktowałam ją jak Yaxleya, zapominając, że sama się nim tak bardzo nie czuła. W jej przypadku ciężko było stwierdzić małomówność, jednak zdecydowanie było to spowodowane tym, że wystarczająco dobrze się znałyśmy. Cisza, nawet jeśli czasem trwała, nie była wcale krępująca. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że lord Burke rzeczywiście jakby przestał się denerwować i miał znacznie więcej do powiedzenia. Stałam więc obok, kontynuując rozmowę i będąc ciekawą jak to się rozwinie. Po początkowych wyrzutach sumienia, teraz nie miałam ich już wcale.
- Słusznie lord zauważył, to na pewno o szok chodzi - odparłam, wpatrując się w obraz, który tak bardzo krzyczał o swojej inności. To właśnie w nim ciekawiło najbardziej, początkowo przyciągało uwagę, żeby po dłuższych oględzinach jakby rozczarować. Zerkałam ukradkiem na mojego towarzysza, niby to przyglądając się dziełom wiszącym kawałek dalej na ścianie.
- O tak, z pewnością. Miałam już okazję zobaczyć kilka innych i stylem mocno odbiegały od tego tutaj. Ciężko sobie wyobrazić, żeby lady Nott pozwoliła na aż tyle kontrowersji. Może zechciałby mi lord dotrzymać towarzystwa przy ich oglądaniu? Zdaje się, że w pomieszczeniu przy wejściu widziałam piękne pejzaże - spytałam uprzejmie, chociaż wiedziałam, że nie zechce mi odmówić. Ruszyłam w tamtym kierunku, starając się utrzymać urok, równocześnie nie pozwalając na jakiego wzmocnienie, bo to by mogła być katastrofa!
- Przepada lord za wernisażami? Nie przypominam sobie byśmy widzieli się na jakimkolwiek. - Albo po prostu nie zwróciłam uwagi. Mimo mojego niezbyt wielkiego zamiłowania do sztuki, ostatnio częściej pojawiałam się na wystawach. Dotarliśmy do sali wypełnionej malunkami krajobrazów, chociaż moim zdaniem były przepiękne, nie wzbudzały chyba takiego podekscytowania jak nowoczesny obraz przy którym się z Quentinem spotkaliśmy, ponieważ było tutaj zdecydowanie bardziej pusto, ledwo kilka osób kręciło się, cicho rozmawiając.


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   11.11.17 15:24

Nie potrafię oprzeć się wilowemu urokowi - tak naprawdę żadnemu urokowi, zwłaszcza kobiecemu. Szybko tracę głowę w obliczu piękna, które tak trudno poskromić siłą własnego umysłu, niebędącego zbyt potężnym. Pomijając dorobek naukowy, gdyż nie uważam się za osobę głupią, ale właśnie część odpowiadającą za odpowiednie zachowanie w towarzystwie płci przeciwnej. Zaczynam się niepotrzebnie denerwować pocąc się, mając nerwowe tiki, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Szczęściem w nieszczęściu jest rzucony na mnie czar pozwalający nieco się wyciszyć, uspokoić. W oczach nadal czai się typowa dla mnie niepewność siebie, ale moje gesty są wyważone, wręcz wydają się naturalne, tak jak płynące z moich ust słowa. Potok słów, wodospad - wprawiający mnie w ciche zdumienie, które staram się zatuszować pod maską obojętności. Nie do końca wiem co się ze mną dzieje, dlaczego czuję potrzebę kłapania jęzorem, dlaczego wpatruję się w Lilianę jak w najpiękniejszy obraz nie czując przy tym fizycznego skrępowania. Wiem jedynie, że to skrajnie nieodpowiedzialne, ba, wręcz niekomfortowe kiedy tylko się nad tym zastanowić.
Co jeszcze dziwniejsze, gdzieś w środku tli się nadzieja, że moja niespodziewana towarzyszka nie zechce opuścić mnie zbyt szybko. Całkiem przyjemnie jest iść obok niej oraz wymieniać się spostrzeżeniami odnośnie sztuki. Wszystkie znaki na niebie oraz ziemi mówią, że mamy jednaki pogląd na temat dzisiejszej wystawy, chociaż niekoniecznie jednakową miarą mierzymy osobę lady Nott. Jak dla mnie to kobieta niemająca dużego pojęcia na temat granic, przynajmniej jeżeli chodzi o wścibstwo oraz wywoływanie plotek napędzanych skandalami. Obraz dobitnie ukazuje moją rację - jednak mieści się w skali dobrego smaku, a mimo to wywołuje kontrowersje. Ot, cała lady Adelaide; czy raczej ja ją tak odbieram.
Nie ośmielam się sprzeciwić, zamiast tego słucham uważnie wypowiedzi do końca, tylko czasem zerkając na rzeczone płótno. Głównie wpatruję się w Lilianę, niemal nabierając pogodnego wyrazu twarzy.
- Z miłą chęcią - odpowiadam jedynie. Stoję jeszcze tak zbyt długi czas zastanawiając się czy nie powinienem zaoferować swojego ramienia; jednak nie decyduję się na tak odważny krok stwierdzając, że wolę być gburem niż ośmieszony po raz wtóry - nie przez tę półwilę, naturalnie, ale tak ogólnie. Całościowo.
Wreszcie zatem ruszam do przodu, zatrzymując się przy poszczególnych obrazach, przy których można nieco pokontemplować nad ich jakością.
- To nawet zastanawiające, gdyż uwielbiam podziwiać dzieła sztuki. Często bywam w galeriach - przyznaję bez cienia fałszu. - Może po prostu odwiedzamy inne miejsca? - pytam, nie ośmielając się zasugerować, że Liliana zupełnie nie gustuje w podjętym przez nas temacie. - Te wszystkie okazy są uroczo zwyczajne - zauważam przechodząc obok kolejnego pejzażu.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala balowa   16.11.17 14:35

Nie poświęcałam wiele uwagi zachowaniu mojego towarzysza, po części dlatego, że nie wiedziałam jaki jest zwyczajnie, ale również zdawałam sobie sprawę jak to przeważnie wyglądało. Mężczyźni nie różnili się od siebie aż tak bardzo. W drugiej sali było przyjemniej, ciszej, nasze słowa na ginęły w gwarze innych rozmów, przez co zdawały się być wyraźniejsze. Grupa elegancko ubranych osób w przeciwległym kącie zupełnie nie zwracała na nas uwagi, zajęta sobą.
- Zapewne, jest ich ostatnio tak wiele, że nie sposób być obecnym na wszystkich. Nie mówiąc o tym, że wystawy nie składają się z samych wernisaży - zauważyłam, chociaż prawdę mówiąc nie przypominałam sobie, żebym oglądała jakoś często obrazy nie na wernisażach. Bardziej mnie ciągnęło na te wydarzenia ze względu na ludzi, kontemplowanie sztuki w zupełnej ciszy i skupieniu było czasem interesujące... o ile niezbyt częste. Lubiłam rzeczy piękne, a sztuka w dużej mierze się do nich zaliczała, nie sposób więc było zaprzeczyć, że przyglądanie się jej było przyjemne. Znałam się na malarstwie na tyle, by potrafić rozpoznać najbardziej popularne style, tutaj na przykład, w salce z pejzażami wiele było takich, dobrze mi znanych. Nie miałam pojęcia czy w moim zachwycaniu się, że kilkoma pociągnięciami pędzla można było stworzyć bardzo realistyczne kształty, było coś profesjonalnego - raczej nie. O ile sytuacja nie wymagała chwalenia się swoją wiedzą (czy też udawania, że jest większa niż w rzeczywistości), wolałam tego nie robić.
- Uroczo zwyczajne? - powtórzyłam. Interesujący dobór słów. Nigdy nie myślałam o tego rodzaju pracach w ten sposób, jednak to określenie na pewno było trafne. Jednak z jakiegoś powodu mi się podobały, patrzenie na nie, wpatrywania się w ich głębię, przynosiło jakby spokój i ukojenie dla zmysłów. Może właśnie dlatego, że nie były specjalnie zaskakujące, a po prostu piękne i oddające na płótnie coś, co gdzieś naprawdę istniało. - Proszę mi powiedzieć, woli lord tego rodzaju uroczo zwyczajne okazy, czy może takie, które mają w sobie coś wyjątkowego? - dopytywałam się. Z jego słów ciężko było jednoznacznie to wywnioskować, chociaż brzmiały raczej pobłażliwie. - Nie mówię oczywiście o aż tak kontrowersyjnych ja ten, który mieliśmy okazję przed chwilą zobaczyć - dodałam i uśmiechnęłam się, zatrzymując na chwilę wzrok na Quentinie. Nie tylko sztukę miałam na myśli, jednak nie zdradziłam tego ani słowem. W końcu na dłużej spojrzałam na jeden z krajobrazów, przystanęłam przy nim - przedstawiała pokrytą różowo-białymi liliami sadzawkę, przy brzegu znalazła się nawet czapla, a w tle nierównomierne plamy farby tworzyły coś, co przypominało bagna. Podobne były do naszych terenów tylko odrobinę, gdzieś rzeczywiście musiała być sadzawka, jednak zdecydowanie bardziej zdziczała. Utworzono ją kiedyś z dala od posiadłości, ale zdążyła zarosnąć, pokrywało ją mnóstwo rzęsy wodnej i trzciny.
Pozwoliłam, by urok, który wcześniej rzuciłam na Burke'a powoli się rozmywał, czy też - nie robiłam nic by go podtrzymać. Sama nie wiedziałam co się w związku z tym stanie, ciężko było posługiwać się czymś, czego nigdy tak naprawdę mnie nie uczono.


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   24.11.17 10:37

Nie przebywam z wilami na co dzień, nie znam ich tak wiele właściwie. Spotykam się jedynie czasem z Harriett - i słowo daję, to straszna tortura dla kogoś tak nieśmiałego jak ja. Kojarzę jeszcze jedną w szeregach Rycerzy i to chyba tyle. Coś mi świta, że siostry Yaxley także posiadają ten gen, jednak w tłumie podczas uroczystości łatwiej jest unikać krępującego towarzystwa niż w momencie, kiedy się na kogoś wpada i spędza z nim czas praktycznie sam na sam. Jestem rozluźniony zgodnie z poleceniem, ale wewnętrznie się trochę stresuję zaistniałą sytuacją. Coś mi mówi, że powinienem uciekać jak najdalej stąd w celu zachowania twarzy, ale jest już za późno.
- To prawda. Chociaż obserwuje się już spadek tego typu wernisaży oraz przyjęć, większość czarodziei nie ma chęci na uczestnictwo w rozwoju kultury odkąd zapanowały te okropne anomalie - dodaję od siebie to, czego się ostatnio dowiedziałem. - Straszna szkoda, uważam, że w tak niepewnych czasach tym bardziej powinniśmy spróbować odnaleźć nieco sztuki - dopowiadam kręcąc przy tym głową. Może przesadzam z tym umiłowaniem malarstwa oraz dziedzin pokrewnych? Może powinienem całe życie siedzieć w pracowni i warzyć eliksiry z myślą o nadchodzącej wojnie?
To zastanawiające zważywszy na niezaprzeczalny fakt, że nie jestem żadnym wybitnym znawcą. Tak naprawdę mam niewielkie pojęcie o sztuce, wszystkie zamówienia realizują moi krewni lub inni profesjonaliści znający mój gust. Ostatnio nabrałem nieco więcej wiedzy, jednak nadal daleko mi do kogoś, kto mógłby dyskutować o stylach, autorach oraz interpretacji dzieł. Gdyby taka konwersacja zaczęłaby się między nami rozwijać chyba musiałbym zapaść się pod ziemię ze wstydu.
Uznaję to za odpowiedni dobór słów, ale pytanie Liliany trochę przełamuje moją pewność siebie. Odrywam wzrok od płótna spoglądając na nią trochę zdezorientowany, ale szybko doprowadzam się do porządku. Mrugam intensywnie i oddycham głęboko.
- Tak jak uroczo zwyczajne są pejzaże. Nie ma w nich nic niezwykłego, ale wieś może nam się wydać na swój sposób urokliwa - tłumaczę spokojnie. - O, albo jak szczeniaczki. Nie są niczym niezwykłym, ale pewnie większość ludzi zachwyca się nad ich słodyczą - stwierdzam jeszcze po krótkim namyśle.
Niestety kolejne pytanie nosi znamiona tak zwanej pułapki - wyczuwam to. Dlatego przez długie sekundy milczę starając się odpowiednio dobrać słowa, żeby nie musieć wstydzić się za swoją wypowiedź.
- Dobrze jest się otaczać okazami uroczo zwyczajnymi, ale dążyć do posiadania tego jednego wyjątkowego - odpowiadam wreszcie, ale nie patrzę wcale na stojącą obok kobietę. Znów policzki zapłonęłyby mi gorącym szkarłatem gdyby nie moja przypadłość. Coś mi podpowiada, że wcale nie rozmawiamy tylko o sztuce, dodatkowo słabnący urok powoduje powracanie do dawnego siebie - zagubionego w towarzystwie pięknej damy. Ściskam mocniej palce chcąc ukryć nawracające zdenerwowanie.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 http://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 http://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
stażystka w MM
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
15
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala balowa   26.11.17 22:48

Jak na to, że byłam jedną z nich, mało wiedziałam o wilach. Nie byłam na przykład pewna w jaki sposób półwile są postrzegane przez osoby postronne, chociaż większość wydawała się nie zauważać, że różniłyśmy się czymś od zwykłych ludzi. Różnica była na tyle subtelna, że w zasadzie nie do określenia. Przecież wiele było pięknych kobiet, wręcz większość arystokratek za takie uchodziło. W moim (naszym) przypadku to było coś więcej - coś co przyciągało uwagę, jednocześnie nie będąc widocznym, kiedy już się przyjrzało. Byli też tacy, którzy od razu jakby wiedzieli, chociaż nie miałam pojęcia jak to możliwe.
- Szkoda - przytaknęłam. - Wciąż jednak można zauważyć, że wiele osób lubi tego rodzaju rozrywkę. Nie można wciąż tylko się zamartwiać. - Uśmiechnęłam się lekko, myślami wędrując gdzieś dalej, z dala od problemów, do bardziej beztroskich czasów. Moglibyśmy wypić toast za beztroskie spędzanie wolnych chwil, ale żadne z nas nie miało kieliszka szampana. Ostatnio zdarzało mi się to często, ale poza tym nie byłam stałym bywalcem wernisaży. Coś jednak było w tym co mówił lord Burke, jak się zastanowić, ludzi w ogóle było mniej w miejscach, które były typowo rozrywkowe. Może się bali? Anomalie brały się nie wiadomo skąd i chociaż nawiedzały nawet we własnej sypialni, to w jakiś dziwny sposób w domu wciąż można było czuć się bezpieczniej.
Zbytnie wdawanie się w szczegóły i dyskutowanie o malarstwie mogłoby przynieść wstyd również mi, dlatego nie poruszałam tych tematów szczegółowo, w zupełności zadowalając się tym o czym mówiliśmy. Zupełnie nie wiedziałam dlaczego Quentin tak dziwnie zareagował, więc kiedy spojrzał na mnie, uśmiechnęłam się delikatnie. Nie miałam na myśli nic złośliwego, może nie spodziewał się, że zwrócę na to uwagę? Nie czułam się jednak winna czy speszona, skinęłam głową, kiedy wyjaśniał co miał na myśli.
- Nie jestem przekonana czy nie ma w nich nic niezwykłego - odpowiedziałam, bo tylko częściowo się z nim zgadzałam. - To o czym lord mówi jest niezwykle, kiedy widzimy to po raz pierwszy. Z czasem niektóre obrazy mogą się opatrzeć, ale wciąż pozostają pięknie - powiedziałam, wyobrażając sobie to, co mi nigdy nie potrafiło się znudzić. Konie, a szczególnie podczas galopowania po bagnach zawsze były tak samo zachwycające, podobnie jak tereny Fenland. Myśląc o tym, ponownie spojrzałam na lorda Bure'a, kiedy on całkiem uciekał wzrokiem. Miałam wrażenie, że znacznie bardziej odbiegał w swoich słowach od mówienia o obrazach, niż ja to robiłam. Kąciki ust uniosły mi się lekko do góry, a w oczach było widać rozbawienie. Nie powiedziałam nic, chociaż moim zamiarem wcale nie było wprawienie Quentina w jeszcze większe zakłopotanie - chyba już dostatecznie to zrobiłam.
- Pozwoli lord, że już go opuszczę. Dostatecznie długo tutaj zabawiłam - powiedziałam, kiedy zorientowałam się, że bagienny pejzaż był ostatnim w tej sali. Miałam wrażenie, że spędziliśmy już na rozmowie dużo czasu i chociaż nie czułam tej samej niezręczności co on, to powinnam znać jakieś granice. Uśmiechnęłam się jeszcze raz, czarująco, i dygnęłam lekko.
- Bardzo miło było zamienić kilka słów - pożegnałam się, a potem odeszłam. Wróciłam do głównego pomieszczenia, gdzie spędziłam już niewiele czasu. Porozmawiałam jeszcze z kilkoma osobami, które do mnie podeszły, a potem wróciłam do Fenland.

zt x2


Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black http://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa http://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 http://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 http://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
25
Szlachetna
Zaręczony
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
5
11
0
27
0
0
3
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala balowa   29.12.17 22:45

Kulig, ślub, sabat; wydawało mi się, że właśnie kończy się pewna era towarzyskich spotkań, ale wtedy przypomniałem sobie, że w świecie arystokracji to nigdy nie będzie mieć miejsca. Zawsze znajdą się jakieś choćby niewielkie przyjęcia, wernisaże, herbatki, spotkania gentlemanów oraz inne atrakcje bez których wyższe sfery nie potrafiłyby istnieć. Nie narzekałem, byłem ich częścią, lubiłem czasem oderwać się od obowiązków oraz pospotykać się z innymi przedstawicielami dumnych, szlacheckich rodów. O ile nie mieli w sobie pierwiastka odpowiadającego za zepsucie poglądów powodujących niszczenie tradycji, dobrego smaku oraz zwykłej, czarodziejskiej przyzwoitości nakazującej utrzymywanie krwi w czystości. To logiczne, że jeśli krew ulega rozrzedzeniu, talent magiczny zanika; niestety coraz więcej osób, w tym szlachciców, pozostawało ślepymi oraz głupimi na moc rzetelnych argumentów. Dlatego spotykanie niektórych z nich nie napawało mnie entuzjazmem, a wręcz wzbudzało odrazę. Dobrze, że część z nich postanowiła sama się wykluczyć z towarzystwa, ale niektórzy widocznie nie rozumieli, że powinni wybrać stronę. Albo jedną, albo drugą, bo nie ma nic pośrodku. Niektórzy wygodnie lawirowali między poszczególnymi barykadami przynosząc nam jedynie wstyd, ale może to była ich taktyka na zniszczenie wygodnego kokonu, w którym się mościliśmy?
Ubrałem się nadzwyczaj elegancko, stawiając jednak zamiast na czernie to na ciemny granat. Srebrne brosze oraz spinki były dopełnieniem wyglądu, jakim powinien charakteryzować się arystokrata. Zwłaszcza taki u boku olśniewającej Parkinsonówny, którą znów postanowiłem odwiedzić w Broadway Tower i stamtąd udać się do Hampton Court. Być może sprawiałem wrażenie nadopiekuńczego, ale coś mi podpowiadało, że powinienem wykorzystywać każdą chwilę w obecności narzeczonej. Musieliśmy się lepiej poznać, najlepiej jeszcze przed ślubem; w dodatku przyjaźniliśmy, warto było tę więź wzmacniać zamiast osłabiać. Czy nam się to podobało czy nie, zostaliśmy na siebie skazani. Spędzimy ze sobą resztę życia, a to nie byle co. I jasne, że mogę uciekać coraz intensywniej w pracę, ale nie widziałem w tym większego sensu. Nie na tym chyba miało polegać wspólne istnienie. Współistnienie, jakże to pięknie brzmiało.
Rozmawialiśmy trochę przed dotarciem do środka, a kiedy tylko przekroczyliśmy próg dworku, pomogłem Victorii zdjąć płaszcz. Oddałem go wraz z moim służbie, po czym poprowadziłem ją pod rękę w kierunku, w którym chciałem znaleźć się od początku uroczystości. Nie zawiodłem się, bo już w korytarzu słychać było delikatną muzykę, idealną do tańca. Kiedy znaleźliśmy się w przestronnej, przepięknej sali balowej, przywitałem się z kilkoma znajomymi osobami. Zdążyliśmy nawet ogłosić nasze niedawne zaręczyny, a potem mieliśmy już czas tylko dla siebie.
- Uczynisz mi ten zaszczyt i dasz się porwać do tańca? – spytałem po tych wszystkich powinnościach, jakie musieliśmy poczynić, nim mogliśmy oddać się wspólnemu spędzaniu czasu. Skłoniłem się lekko, podając czarownicy swoją dłoń. Ciekawe czy ona także przypomniała sobie nasz udział w konkursie na ślubie Nottów?




It caress the serpentthat devours us, until it has eaten away our heart.
Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sala balowa   13.01.18 20:54

To wszystko szło tak szybko. Miałam wrażenie, że ledwie włożył mi zaręczynowy pierścionek na palec, a już minął ponad miesiąc od tego wydarzenia. Moment, w którym kobieta się zaręcza jest pewnego rodzaju przełomem, od tego momentu jej myśli zazwyczaj już krążą tylko wokół mężczyzny, z którym ma spędzić resztę swojego życia, wokół ślubu i przyszłości. Trochę bałam się, że to co Lupus pokazuje wcale nie jest tym, co myśli i że nie jest zadowolony z tego obrotu sprawy. Że mówi mi to, co chcę usłyszeć. Jeśli tak, to jest dobrym kłamcą. Ale czy potrafiłby mnie okłamać? Zawsze miałam wrażenie, że mnie lubi. Może niepotrzebnie wychodziłam tak daleko z myślami? Może niepotrzebnie się obawiałam i mój narzeczony jest tak samo usatysfakcjonowany, co ja? Otrzymał dobrze wychowaną, całkiem ładną i młodą pannę. O odpowiednich poglądach i zainteresowaniach. W dodatku siostrę swojego zmarłego przyjaciela. Aaron na pewno by chciał, by to Lupus się mną zaopiekował. Jestem pewna, że tego by właśnie chciał. Po za tym, gdyby tu był na pewno by mnie uspokoił. Zawsze potrafił to zrobić, ukoić moje myśli i zadbać o to, abym o nic się nie martwiła. Gdy budziłam się rano i spoglądałam na pierścionek zaręczynowy od razu moje myśli kierowały się w stronę Lupusa, jednak zawsze tuż obok niego stał mój brat. Nie było jego narzeczonej, był on sam. Taki jakiego go pamiętałam. Ujrzenie ich obojga o poranku zawsze poprawiało mi nastrój.
Dzisiaj był specjalny dzień, ponieważ to był pierwszy sabat, na którym mieliśmy zadebiutować jako narzeczeństwo. Przyznam szczerze, że dość się stresowałam. Starałam wyszykować się najlepiej jak potrafiłam, aby nie zawieść lorda Black i być jego ozdobą. Najpiękniejszą z pereł, które tak bardzo lubiłam nosić. Dumnie kroczyłam obok niego mając nadzieję, że dobrze odnajduję się w nowej roli. Rozmawialiśmy, jak zwykle na przeróżne tematy i tak szybko minął nam czas, że nawet nie zorientowałam się, kiedy znaleźliśmy się Hampton Court. Pozwoliłam ściągnąć z siebie płaszcz i chwytając Lupusa pod ramię wkroczyliśmy w głąb posiadłości. Tak jak i on, tak i ja zdążyłam przywitać się z paroma osobami, dzielnie jednak stałam obok narzeczonego przyjmując gratulacje od jego znajomych, których ja nigdy nie miałam okazji poznać. Po chwili kompletnie pogubiłam się, który z lordów jest którym. Aż zrobiło mi się głupio, więc przywdziałam na twarz uprzejmy uśmiech i starałam się w żaden sposób nie przeszkadzać w rozmowie. Być ozdobą, tak jak być powinno. Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu mogliśmy poświęcić czas tylko sobie. Na sali balowej przygrywała muzyka, parę par tańczyło już na parkiecie.
- Z miłą chęcią - odpowiedziałam bez większego zastanowienia.
Ostatni raz mieliśmy okazję zatańczyć na ślubie mojej bliskiej koleżanki lady Nott i poszło nam wtedy całkiem dobrze. Oczywiście to co wydarzyło się później nie było już godne zapamiętania. Miałam nadzieję, że i Lupusowi już wyleciało to z pamięci. Dygnęłam mu nisko w odpowiedzi na jego ukłon i podałam swoją dłoń przyozdobioną w zaręczynowy pierścionek i pozwoliłam się poprowadzić na środek parkietu, gdzie ułożyliśmy się do tańca. Poruszaliśmy się powoli w rytm aktualnej muzyki. Co jakiś czas nieśmiało spoglądałam na swojego narzeczonego, a gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały, uciekałam w bok. Mogło to wydawać się trochę dziecinne, ale ciągle nie mogłam przyzwyczaić się do nowej roli. Chwilę zajmie nim Lupus z łatki “przyjaciel Aarona” stanie się “narzeczonym”.
- Cieszę się z dzisiejszego dnia - powiedziałam w końcu, gdy przylgnęłam do niego po kolejnym obrocie. - Ci czarodzieje z którymi się witałeś, to twoi znajomi ze Świętego Munga? Wydawali się być zaskoczeni moją osobą.
Próbowałam wciągnąć go w jakąś rozmowę i stwierdziłam, że zapytanie o znajomych będzie najbardziej neutralnym pytaniem, jakie mogłam w tym momencie zadać i miałam nadzieję, że poprowadzi nas to do dalszych tematów w gładki sposób.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
 

Sala balowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Sala balowa [ŚLUB]
» Sala Balowa
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Hampton Court-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18