Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Sala główna   09.07.16 14:29

Sala główna

Sala główna pełniąca również funkcję jadalni jest jednym z najbogatszych pomieszczeń w całym pałacu. Stanowi przykład sztuki zdobniczej Drugiego Cesarstwa Francuskiego. Centrum zajmuje wielki czarny stół i żyrandole. Na suficie Eugène Appert przedstawił świetliste niebo z egzotycznymi ptakami. Każde z ręcznie rzeźbionych krzeseł obite jest miękkimi pufkami nabitymi złotymi okrągłymi ćwiekami, a w komnacie przeważają ciemnozielone kolory. Sala stanowi również miejsce ważniejszych spotkań.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 13.09.17 23:09, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala główna   29.08.16 22:43

22 stycznia

To był nienajlepszy okres dla Morgotha. Wiadomość o przeszłości matki wstrząsnęła nim o wiele poważniej niż się spodziewał. Szczególnie że utrzymywała tak ważną kwestię w tajemnicy. Ona i ojciec... Ojciec, który był przecież dla niego wszystkim. Nie czuł się oszukany, nie obwiniał ich. Był zły na siebie za to że był takim ignorantem. Potrafił siedzieć godzinami nad książkami o historii magii, tłumaczyć teksty, jednak nie znał historii życia najbliższych mu ludzi. Zadziwiające... Ile jeszcze niespodzianek miało go czekać? Wizyta Lynn dwa dni wcześniej odcisnęła na nim piętno, które zaczynało się rozrastać. Nie tylko jeśli chodziło o sprawy rodzinne czy związane z klątwą, którą została obłożona lady Yaxley. Gdy pospiesznie żegnał Lucindę, odezwała się jego własna klątwa. Choroba Ondyny nie znała dnia ani godziny. Po prostu uderzała mocniej i gwałtowniej. Morgothowi wydawało się, że to wszystko zależy od stresu. I może naprawdę tak było... Wiadomość o żądnym zemsty byłym narzeczonym matki na pewno nie podziałała na niego kojąco. Jego oddech był szybszy i nie wychodził od dwóch dni z pokoju, przyjmując jedynie kuzyna Rowle'a, który był jego uzdrowicielem. Napary i mieszkanki, które ten mu przygotował pomagały w łapaniu oddechu, ale Morgoth wciąż był słaby. Za słaby na cokolwiek. Gdy kolejny z rodzinnych posiłków się zakończył postanowił pozostać w sali głównej i trochę poczytać. Komnata dobra jak każda inna, a nie miał tyle siły, by już przejść do innego skrzydła. Sądził, że ojciec z siostrą i lepiej czującą się matką opuścili salę, ale okazało się, że się mylił. Akurat chciał przeczytać coś o smokach i ich przodku, gdy nagle zgasły świece na świeczniku przed nim.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Leia Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3572-leia-yaxley http://www.morsmordre.net/t3638-ren http://www.morsmordre.net/t3637-leia-yaxley http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3639-leia-yaxley
młodszy uzdrowiciel
21
Szlachetna
Panna
Enter the override, how we run the game
Sleeker and cheaper, the wind changed
Following deeper, they hear what I say now
Spectral incentives, have paved the way
1
4
6
9
1
0
0
1
Czarodziej
to be proud

PisanieTemat: Re: Sala główna   29.08.16 23:27

Były takie momenty, kiedy naprawdę cieszyła się, że przez większość dnia znajdowała się z dala od swojego domu. W ostatnim czasie działo się tu tyle nieprzyjemnych rzeczy, którymi Leia nie chciała zaprzątać sobie głowy, że z miłą chęcią by się od tego wszystkiego odcięła, gdyby tylko mogła. Co prawda to nie na jej barkach spoczywały niektóre rzeczy, bo nie dość, że była damą, to jeszcze młodszą z rodzeństwa, ale i tak mocno odczuwała wszystko, co się wydarzyło. Nie sądziła, że matka ma przed nimi jeszcze jakieś tajemnice, na pewno nie ona, chociaż może powinna się tego spodziewać. Leia nie była członkiem byle jakiej rodziny. Nosiła brzemię nazwiska Yaxley, a razem z nim świadomość, że nigdy nie pozna wszystkich sekretów, jakie noszą ze sobą jej bliscy. Mimo tego ufała im, bo co innego miała zrobić, jeżeli mieli pozostać jednością? Szczególnie w tych ciężkich czasach musieli trzymać się razem, a ona z pewnością nie zamierzała zostać powodem, dla którego tak nie będzie. Potrafiła być dobrą córką, dobrze wiedziała, jak odgrywa się tą rolę, nawet jeżeli samemu zmieniłoby się kilka rzeczy. Umiała też być siostrą, czyli dostrzegać pewne rzeczy między wierszami, jak na przykład teraz, kiedy na pewno nie zamierzała zostawić Morgotha samemu sobie, gdy tak wyglądał. On musiał to wszystko gorzej przeżywać.
Mhm, uważaj, bo ci pozwolę — powiedziała, kiedy dzięki swojemu wygaszaczem sprawiła, że świece obok mężczyzny zgasły. Naprawdę chciał jeszcze czytać? Oczywiście rozumiała jego chęć, jako iż sama uwielbiała książki, ale teraz nie był na to odpowiedni moment. Po chwili milczenia przywróciła światło świecom, a następnie powoli skierowała się ku niemu, ostatecznie kucając przy krześle, na którym siedział. Mogła usiąść na krześle niedaleko, to prawda, ale wtedy nie mogłaby wziąć dłoni brata w swoją, chcąc mu tym samym pokazać, że ze wszystkimi swoimi problemami nie jest sam. Nie wiedziała, jak obiektywnie ocenić rok w sferze czasu, ale dla niej ta różnica wieku była niewystarczająca, aby Morgorth mógł zakazywać jej typowo siostrzanych zachowań, nawet jeżeli był dorosłym facetem i umiał o siebie zadbać. — Wyglądasz okropnie, wiesz o tym? Powinieneś iść do łóżka, a nie siedzieć nad kolejnymi księgami. Równie dobrze możesz przestudiować je jutro — powiedziała, obserwując uważnie twarz swojego brata. Nigdy nie bała się patrzeć mu prosto w oczy, nieważne ile chłodu by się w nich nie znajdowało. Umiała stawić mu czoło, zawziąć się i sprowadzić go do pionu, kiedy widziała, że jest z nim źle i odczuwała strachu przed robieniem tego. — Może po prostu zamkniesz książkę i spędzisz trochę czasu z siostrą, kiedy akurat jest na moment dłużej w domu, co? — zaproponowała, unosząc kącik ust. Rzeczywiście ostatnio nie przebywali zbyt często w swoim towarzystwie, a powinni w świetle biegłych wydarzeń. Na szczęście dało się to naprawić, tym bardziej, że przecież każde z nich wiedziało, jak ważne są niektóre sfery życia, takie jak na przykład właśnie praca.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala główna   30.08.16 8:59

Mógł się tego spodziewać. Leia. Tylko ona miała na tyle odwagi, nie licząc rodziców, by mu przeszkadzać w spokojnym studiowaniu książek. Bez pardonu otworzyła swój wygaszacz i zaraz ogień świec zgasł, odcinając go od głównego źródła światła.
- Nie widzisz, że czytam? - spytał, chociaż wiedział, że siostry to nie obchodziło. Mogła go zirytować swoim zachowaniem, by zaraz dosłownie chwilkę później ukoić, uspokoić i sprawić, że jej wybaczał. Nie mógł być na nią zły. Nie wchodziło to nawet w grę. Po prostu przypominała mu, że miał do niej wyjątkową słabość i to właśnie Leia była jedyną osobą na świecie zdolną wpłynąć na swojego brata. Oczywiście nie podążał ślepo za jej zachciankami czy sugestiami, jednak był podatny na to co mówiła. Wiedział, że sam mógł na niej polegać, ale nie zwierzał jej się ze wszystkiego. Był raczej osobą podobną do ich ojca. Wszystkie zmartwienia nosił w sobie, nie chcąc zawracać głowy reszcie bliskich mu osób. Nie potrzebowały widzieć w nim kogoś słabego. Potrzebowały wsparcia. Szczególnie gdy było im teraz tak ciężko. Sabat, matka, zostanie nestorem musiało pogrążać ojca w wielu sprawach. Nie miał zamiaru dokładać mu większej ilości zmartwień. Był synem Leona Vasilasa Yaxley'a! Jeśli nie miał sobie poradzić to jak to o nim świadczyło?
- Zostaw mnie, Leia - mruknął poważnie, jednak zaraz poczuł jej dłonie na swoich i spojrzał w te znajome oczy, które mówiły, że siostra nie odejdzie dopóki nie dowie się, co się działo. - To nic. Tylko nawrót Ondyny. Jutro poczuję się lepiej - odpowiedział, nie chcąc kontynuować tematu. Miał jej powiedzieć, co ciążyło mu na sumieniu? Nie. Jednak zaraz złagodniał, słysząc jej słowa. Wiedział, że go podchodziła, ale robiła to tak sprawnie, że nie mógł nie zareagować. Lub właściwie się temu poddać. Nie miał siły się z nią spierać. Szczególnie dziś, gdy był wyraźnie osłabiony. Miała rację. Ostatnio jej obecność w domu była znikoma, żeby nie powiedzieć, że praktycznie w ogóle jej nie było. Rozumiał, że pochłonęła ją praca, jednak czasem żałował, że wybrała właśnie tę drogę. Było to nieco egoistyczne z jego strony, ale nigdy nie chciał się przyznać do tego, że lubił gdy była w pobliżu. Gdy wracał z rezerwatu i wypytywała go o nowe przygody ze smokami. - To może powiesz, gdzie cię tak nosiło ostatnio? - spytał, doskonale wiedząc, że był na straconej pozycji. Przegrał kolejny raz tę dziwną walkę. Chociaż zawsze pozwalał jej wygrywać. Może i rok różnicy nie był specjalnie znaczący, raz wydawało się to dekadami, kiedy indziej niczym. Tak dobrze go znała.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it



Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 13.09.16 19:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Leia Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3572-leia-yaxley http://www.morsmordre.net/t3638-ren http://www.morsmordre.net/t3637-leia-yaxley http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3639-leia-yaxley
młodszy uzdrowiciel
21
Szlachetna
Panna
Enter the override, how we run the game
Sleeker and cheaper, the wind changed
Following deeper, they hear what I say now
Spectral incentives, have paved the way
1
4
6
9
1
0
0
1
Czarodziej
to be proud

PisanieTemat: Re: Sala główna   12.09.16 21:01

Oczywiście, iż miała tą świadomość, że Morgoth jest w trakcie czytania książki, przecież nie była ślepa. Przecież właśnie o to jej chodziło, bo o ile zdobywanie wiedzy było bardzo ważną rzeczą, to mimo wszystko uważała, że wszystko trzeba robić z umiarem. Co prawda ona sama nieczęsto stosowała się do tej zasady, ale on nie musiał jeszcze o tym wiedzieć, o ile już nie zakodował sobie tego w głowie. W końcu kiedyś spędzali ze sobą bardzo wiele czasu, a nawet teraz zmieniło się to tylko trochę, gdyż wciąż mieszkali w tym samym miejscu. Leia znała swojego brata, a on znał ją, chociaż nadal bywały takie momenty, w których wydawało im się, że będą w stanie się nawzajem oszukać. Nigdy nie było to podyktowane jakimiś niedobrymi powodami, ponieważ trzymali się razem, bardziej wynikało to z sytuacji, gdzie chcieli się wesprzeć w jakiś sposób. Leia nie miała problemów z kłamaniem komuś w żywe oczy, ale członkom rodziny nie mogłaby tego zrobić, jedynie tylko w dobrej wierze, kiedy uznałaby, że nie ma innego wyjścia z danej sytuacji.
O nie, nie ma mowy, żebym cię teraz zostawiła, bracie — odpowiedziała mu, a chociaż na jej twarzy nie było widać złości, to jednak ton głosu Lei był niezwykle pewny i nawet trochę szorstki. Chciała dać mu do zrozumienia, że nie wypędzi jej stąd, nawet gdyby miał uczynić to siłą. Morgoth mógł na nią krzyczeć do woli, ale ona nie zamierzała się tym przejmować. Były takie sytuacje, kiedy nie mogła się poddać, a tą uznawała za jedną z takich. — Jutro może tak, ale dziś nie czujesz się dobrze i dopóki nie będę pewna, że zaraz nie znajdziesz się na podłodze, to nie zamierzam stąd wychodzić. — tym razem mówiła już nieco spokojniej, jednak wciąż tak samo stanowczo. Nigdy nie potrzebowała podnosić głosu, aby brzmieć w ten sposób, co trochę  ułatwiało jej życie, szczególnie w zawodzie, który wykonywała.
Leia zawsze uważała, że podróże kształcą, a chociaż część jej chciała, żeby to właśnie one były powodem częstych nieobecności, to jednak gdyby tak powiedziała, minęłaby się z prawdą. Pomimo swoich chęci na zwiedzenie chociażby kawałka świata, musiała pozostać tutaj i skupić się na swojej karierze. Dopiero niedawno awansowała i tak naprawdę dopiero teraz rozpoczynała się ciężka praca oraz potrzeba wykazania się w zawodzie. Leia nie wątpiła jednak w to, że te starania się opłacają, dlatego nie dawała sobie chwili na wytchnienie.
Praca — odparła krótko i treściwie, wzruszając nieznacznie ramionami. — Sam wiesz jak to jest,  tym bardziej w Świętym Mungu — sprecyzowała, a na jej twarzy pojawił się ciepły uśmiech. Niektórzy nie wierzyli, że młoda kobieta była w ogóle zdolna do tego typu gestów, ale takie opinie mieli o niej tylko ci, którzy nawet nie zdążyli jej jeszcze poznać. — Nie rozmawiajmy jednak o mojej pracy, dobrze? Lepiej powiedz mi, co u ciebie i czy nie potrzebujesz mojej pomocy. Rozumiem, że sytuacja jest ciężka, mi też nie jest najłatwiej. — przyznanie się do tego nie było dla niej łatwe, ale Morgoth nie był byle kim i przed nim nie bała się przyznawać do swoich słabości.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala główna   13.09.16 19:15

Nie zamierzała odpuścić. Nawet jeśli by na nią krzyknął, co jak dotąd nie miało miejsca, chyba że lekko podniósł głos. Była twarda. Czasami wydawało mu się, że była bardziej uparta od niego samego. I może właśnie coś w tym było? pod tą zewnętrzną delikatną aparycją krył się członek jednego z najstarszych rodów szlacheckich – prawdziwy Yaxley z krwi i kości. Mimo że odziedziczyli we dwójkę urodę od strony matki to mało zostało w nich z Flintów. To był dobry znak. Pamiętając o rodzinie nie powinni zapominać kim naprawdę byli – dziedzicami prastarej historii i jej strażnikami. Wraz z ich nazwiskiem miała się ciągnąć odpowiedzialność przekazywania jej następnym pokoleniom, tworzenia jej i umacniania. Do tego się narodzili i takimi mieli umrzeć. A przynajmniej tego chciał Morgoth – umrzeć ze świadomością, że zrobił wszystko, by utrzymać ich rodzinne korzenie w czystości z odpowiednią spuścizną. Często o tym myślał. Nie był pewny czy spowodowane to było faktem, że był jedynym synem, czy może tym że chorował. I odbijało się to na nim z roku na rok coraz ciężej. Nie był pesymistą, a twardym realistą. Musiał się liczyć z tym, że którejś zimy z kolei nie przeżyje. Pytanie było tylko jedno – której? Nie dziwił się, że rodzice powoli zaczynali interesować się jego ożenkiem pomimo że mężczyźni zostali nakładani tą decyzją najczęściej w wieku trzydziestu lat. Ale Yaxley'owie nigdy nie robili tego, co robiła większość i dlatego zachowali wewnętrzną niezależność. Wewnętrzną jak i zewnętrzną, co było w tych czasach wyjątkowo rzadkie. 
- Rozumiem, że obalisz każdy mój argument niezależnie jak przekonująco by brzmiał? – spytał retorycznie, doskonale znając odpowiedź. Nie musiała nawet patrzeć na niego wymownie, by wiedział, co jej chodziło po głowie. Ton jej głosu przypominał mu o nim samym, gdy nie znosił odmowy. Byli do siebie tak podobni, że czasem wydawało się, że nie dzieli ich rok różnicy, a jedynie kilka minut. Zupełnie jakby ludzie dookoła mieli do czynienia nie z rodzeństwem, a bliźniakami tak sobie bliskimi. Ale Yaxley’owie nigdy nie słynęli z wewnętrznych konfliktów – w opozycji do swoich kuzynek byli zgrani i rozdzielenie było raczej niemożliwe. Jeśli w ogóle. Nie odpowiedział na jej kolejne słowa. Nie miał zamiaru z nią walczyć. Może gdyby miał więcej siły… Jednak tak nie było i mimo, że nie zamierzał się do tego przyznawać, jej bliskość była mu niezwykle miła. 
Tak. Podróże kształciły, jednak to w domu było najlepiej. Gdy oboje nie mieli jeszcze tylu obowiązków, często udawali się na wspólny weekend poza granice rodzinnej posiadłości w dalsze zakamarki Wielkiej Brytanii, by spędzić razem trochę czasu. Teraz było to bardzo rzadkie i Morgoth nie pamiętał, kiedy miało to ostatnio miejsce. Żałował, że tak się to potoczyło, ale nie oznaczało to, że ich kontakty się zaczęły zrywać. Nigdy. Nigdy by na to nie pozwolił. Awans Lei przyjął z dumą, którą chował głęboko w sobie – nie popierał jej zaangażowania w pracę przy chorych, ale sukces był jej pisany i wierzył, że osiągnie to, co będzie chciała. Wymarzony prestiż. 
- Czasem żałuję, że nie jesteś młodsza jeszcze o kilka lat i nie mogę zwyczajnie uznać, że to sprawy, których nie rozumiesz – odpowiedział również z lekkim uśmiechem, łagodniejąc. To prawda. Odkrywanie swoich słabości czynili z wielkim trudem, chociaż nie byli dla siebie pierwszymi lepszymi osobami. Ale robili to, gdy nastawał czas. A Morgoth teraz nie miał wyjścia.- To nie tylko Ondyna – zaczął, zerkając na blondynkę i przejeżdżając dłonią we włosach. – Martwię się o to, co się dzieje, Leia. O to co wydarzyło się na sabacie, o to co dzieje się z matką, o to… 
Że czuję, że się zmieniam. Nie dokończył. Nie przyznawał się nawet przed samym sobą, że naprawdę zaczęło się dziać w jego życiu coś nad czym nie miał kontroli. 
- Martwię się o ojca. Nie znoszę tych wszystkich ludzi w naszym domu. Tłumaczą się sprawami do nowego nestora, ale... Nie podoba mi się to.




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Leia Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3572-leia-yaxley http://www.morsmordre.net/t3638-ren http://www.morsmordre.net/t3637-leia-yaxley http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3639-leia-yaxley
młodszy uzdrowiciel
21
Szlachetna
Panna
Enter the override, how we run the game
Sleeker and cheaper, the wind changed
Following deeper, they hear what I say now
Spectral incentives, have paved the way
1
4
6
9
1
0
0
1
Czarodziej
to be proud

PisanieTemat: Re: Sala główna   02.10.16 11:56

Morgoth miał rację. Nawet gdyby krzyknął, Leia by się nie cofnęła, wręcz przeciwnie – napierałaby jeszcze bardziej, bo takie reakcje innych osób jedynie pobudzały ją do dalszego działania. Nie tego ludzie się spodziewali, kiedy wchodzili z nią jakiekolwiek interakcje. Zupełnie tak, jakby dama nie mogła czasami ukąsić, pozbawiona możliwości do bronienia swojej własnej godności, zmuszona do bycia uległą. Ona najprawdopodobniej nie wytrzymałaby długo w takim stanie. Wrodzony upór i zawziętość za każdym razem krzyczały do niej, chcąc się wyswobodzić z okowów powściągliwości. Nikt nie wiedział, ile już razy Leia gryzła się w język, bo chociaż miała ogromną ochotę na powiedzenie czegoś, to powstrzymywała się przed tym, pamiętając, że nie jest byle kim. Ze swoim nazwiskiem musiała pamiętać. Umiejętność ta była niezbędna, jeżeli pragnęła godnie reprezentować swój ród, a przecież był to jeden z jej priorytetów przez większość życia. Sprawnie balansowała na tej linii, umiejąc zdecydować, kiedy mogła sobie na coś pozwolić, a kiedy już nie. To aż zadziwiające, że wielu wydawało się, iż Leia nigdy nie tupnęła nogą. Robiła to, tylko że z subtelnością godną prawdziwej damy, co jednocześnie czyniło z nią dobrą córkę, ale także czarodzieja, który w przyszłości mógł dokonać jakiejś zmiany, nawet jeśli miała być ona niewielka. Kogoś, kto nie był jedynie laleczką w czyiś rękach, ale istotą podążającą za własnymi pragnieniami, osiągającą cele, które były wyznaczane przez nią samą.
Może wtedy byłoby ci wygodniej, ale na kim byś się wtedy wspierał? — spytała, bo chociaż oboje wiedzieli, że gdyby Lei nie było, to i tak miałby z kim porozmawiać, to jednak nie można było zaprzeczyć tej unikatowej więzi, którą oboje ze sobą dzielili. Uzdrowicielka była pewna, że jest w stanie unieść taki ciężar, jaki tylko będzie musiała. Nie bała się tego, mimo iż jej ramiona mogły wydawać się nadzwyczaj kruche i nietrudne do złamania.
Jej też nie podobały się te wszystkie rzeczy, o których wspomniał Morgoth. Z podejrzliwością patrzyła na każdego nieznajomego człowieka, przekraczającego próg ich posiadłości. Co prawda uśmiechała się do tych ludzi, bo przecież tego od niej wymagano, ale gdyby tylko głębiej jej się przyjrzeli, zrozumieliby, że młoda Yaxley ma na nich oko. Tylko, że większość z nich nie przejmowała się nią w żadnym stopniu, biorąc ją za latorośl, która być może niewiele rozumiała i nie do końca pojmowała, co się wokół niej dzieje. Sama Leia nie uważała się za osobę, która potrafiłaby unieszkodliwić tych wszystkich poważnych mężczyzn za pomocą jednego zaklęcia, ale to nie o to chodziło. Liczyła się informacja.
Uwierz mi, również mi się to wszystko nie podoba — odparła, a z jej ust wydostało się ciche westchnięcie. Nie potrafiła zdecydować czy woli zająć się pracą, nie musząc się wtedy przejmować sprawami rodzinnymi, czy jednak trochę więcej czasu spędzać w domu, aby wiedzieć, co tak właściwie się tu dzieje. Lubiła mieć wiele spraw pod kontrolą. — Nie lubię tych ludzi, martwię się o matkę, o naszą rodzinę. O ciebie również. Bardzo chciałabym, abyśmy wszyscy mogli zaznać w końcu odrobiny spokoju — oznajmiła, ostatnie stanie wypowiadając z lekką złością. Chciała po prostu odetchnąć. — Najgorsze jest to, że tak naprawdę niewiele możemy z tym zrobić. Ta bezsilność jest dobijająca, rozumiem cię. Jeżeli jednak przestaniesz ze mną rozmawiać, co więcej nam pozostanie, Morgoth? — nieczęsto używała imienia brata w pełnym jego brzmieniu, dlatego zrobiła to, aby podkreślić wagę tej kwestii. — Musimy trzymać się razem i wspólnie to przetrwać. Bardzo chciałabym, abyś nadal był ze mną. Niezależnie od wszystkiego jesteś moim bratem i nic bardziej by mnie nie ucieszyło, jak tylko twoja zgoda na to, aby móc być przy twoim boku. — nieco mocniej zacisnęła palce na jego dłoniach, wpatrując się w jego oświetloną przez świecę twarz.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala główna   09.10.16 0:25

- Słyszałaś o nadchodzących zmianach, prawda? - spytał cicho. Miał na myśli wszystko. Nie tylko te w rodzinie, ale również i te na scenie politycznej. Już teraz przebąkiwało się o napięciach w Ministerstwie Magii, a także narastających antymugolskich nastrojów. Martwił go fakt, że to szło bardzo szybko do przodu. Nie zmiany, ale sprawy dotyczące rodu Yaxley'ów i reszty szlacheckich rodzin. W końcu sabat był jakby dopiero co. Każdy czuł zimne palce stresu, gdy o tym myślał. Gdy myślał o konsekwencjach i tym, że nie złapano winnego, chociaż tam był! Był i nic z tym nie zrobiono! Kogo obchodziło śledztwo, które zbyt długo się ciągnęło bez skutków? Co to byli za aurorzy, którzy nie potrafili ich ochronić? Co to za władze, które nie potrafiły się uporać z tak poważnym problemem? Nie sprawdzała się w mniejszych i nie działała poprawnie i teraz. Nie podobało mu się to i nie zamierzał tego akceptować. Skinął głową, słysząc słowa siostry. On również się martwił. Ale nie o siebie. - Powinniśmy być teraz przy ojcu i matce. Potrzebują naszego wsparcia. Mną się nie przejmuj. To tylko nawrót choroby. Nic więcej. Spokój to coś, co nie jest pisane naszej rodzinie - dodał z lekkim uśmiechem, chociaż oboje wiedzieli, że w tym żarcie było o wiele więcej prawdy niż można było z początku przypuszczać. I mimo że żyli na uboczu, w miejscu trudno dostępnym i nielubianym przez innych, Yaxley'owie stanowili pewien mocny filar socjety arystokratycznej i każdy kto chciał działać, musiał się z nimi liczyć. Czy tego chciał czy nie. - Nie mam zamiaru przestawać z tobą rozmawiać, Leia. Nikt nie rozumie mnie lepiej niż ty i nie odebrałbym ci tej przyjemności.
Jej dalszą wypowiedź przyjął kiwając głową i zgadzając się z każdym najmniejszym słowem siostry. Blado uśmiechnął się pod koniec, po czym zmienił temat na nieco inny, ale dalej powiązany z jego obawami.
- Czytałaś ostatni dodatek specjalny do Proroka Codziennego? - spytał, prostując się i przejeżdżając dłonią po włosach, wcześniej delikatnie wyciągając dłonie z uścisku blondynki. - Mówi o nowy sezon w Brytyjskim Klubie Pojedynków. Nie interesuje cię to jak się to rozwinie?




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala główna   03.11.16 15:59

Niepewnie wszedł do pomieszczenia w obawie, że mógłby przerwać jakąś ważną rozmowę rodzeństwu Yaxleyów. Kto by pomyślał, że ten czas tak szybko leci? Niemal kilka lat temu byli jeszcze dziećmi, a dziś stała przed nim dwójka dorosłych ludzi godnie reprezentujących swój ród.
-Lady, Lordzie raczą mi państwo wybaczyć.-powiedział, kłaniając się lekko z oczywistym okazaniem szacunku. Nie był to wymuszony gest, a raczej już wyuczony, choć nigdy nie powiedziałby, że fałszywy. Szanował ród Yaxley. Pracował dla Nich już od wielu lat, byli dobrymi ludźmi. Oczywiście, że skrywali oni też wiele tajemnic, które ten pałac wręcz wchłaniał. Zresztą jak każda rodzina. Akurat w tej kwestii nawet status krwi nie miał znaczenia. Nie interesowanie się jednak tym, było  jego obowiązkiem. Na służących arystokratycznych rodzin ciążyła duża odpowiedzialność. Takim jak on, albo się ufało, albo się zastraszało. Nikt nie chciał, aby tajemnice rodzinne rozpowiadane były przez jego pracowników po całej Anglii. A niestety, czy chciało się czy nie to tacy jak on niektórych rzeczy dowiadywali się mimochodem. Dlatego też zawsze, nawet po tylu latach pracy u tej rodziny ostrożnie poruszał się po jego korytarzach, byleby nie usłyszeć o słowa za dużo.-Twój ojciec nalega abyś niezwłocznie się u niego wstawił Sir.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
16
18
11 (15)
5 (17)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala główna   04.11.16 17:03

Gdy drzwi zaskrzypiały, podniósł spojrzenie. Najwidoczniej wcześniej nie usłyszeli pukania. Byli tak zajęci rozmową, które zdarzały się nadzwyczaj rzadko w ostatnim czasie... Tęsknił za tymi chwilami, gdy mieli całe dni dla siebie i mogli robić co chcieli. Oboje przekazywali sobie wiedzę, która łączyła się z ich zawodami, przekładając to na praktyczne i ciekawe zagadnienia. Dlaczego by nie? Przecież oboje byli również łakomi wiedzy, a każda najmniejsza część, która niosła za sobą dodatkową wartość była godna uwagi. Ciekawe i smutne zarazem było to, że część arystokratów nie podchodziła już do tego w taki sam sposób jak Yaxley'owie. Ale trzeba zaznaczyć, że już żaden ród nie był podobny do rodziny Yaxley. Samotnicy i oderwani od wszelkiej głośnej społeczności. Tacy byli i nie przeszkadzało im to. Im mniej uwagi im poświęcano tym lepiej.
Spojrzał na służącego i skinął mu głową. Lojalny mężczyzna nigdy nie był powodem do niepokoju. Tak zgranej i oddanej służby można było szukać ze świecą. I pomimo że dla innych szlachciców inni posługacze byli jedynie tłem, tak dla Yaxley'ów byli ważnymi filarami istnienia tego domu. Jak to powiadał Leon Kto nie posiada szacunku wśród służby, ten nie zasługuje na niego w ogóle. Tak. Miał rację. Jak zawsze.
- Nie każmy mu więc czekać - mruknął Morgoth, po czym podniósł się i uważnie przejechał spojrzeniem po siostrze. Pocałował ją w czoło i wyszedł za lokajem. Czego mógł chcieć?

|zt x3




There is no Hell, no Heaven either
This world is what we make of it

Powrót do góry Go down
 

Sala główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Fenland, Yaxley's Hall-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17