Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Prosektorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Prosektorium   30.03.15 23:26

First topic message reminder :

Prosektorium

Piętro to wypełnia charakterystyczny zapach niewątpliwie kojarzący się ze stanem rozkładu i śmierci; taka otoczka skutecznie odstrasza osoby, które nie mają wyraźnego powodu, by zapuścić się do podpiwniczonej części szpitala. Prosektorium to przestronna sala z dwoma wielkimi, metalowymi stołami, specjalistyczną aparaturą i kilkoma siedzeniami na podwyższeniu przeznaczonymi dla obserwujących stażystów. Dzienne światło sączy się przez kilka niewielkich okien, lecz przy oględzinach ciał sala oświetlana jest jasnym blaskiem jarzeniówek. Z tej sali można dostać się także do chłodni służącej do przechowywania zwłok oczekujących na autopsję.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Prosektorium   24.04.17 21:20

W tym momencie można by westchnąć i rzec taki jest już nasz marny los, bądź nic się na to nie poradzi. Duża część czarodziejskiej społeczności przyjmowała ten los z pokorą i zrezygnowaniem, z pochyloną głową. Dawno się już z tym pogodzili, z życiem w cieniu i ukrywaniem się jak szczury. Przed kim? Przed robactwem. Z niewiadomej dla Daphne przyczyny. Mieli nieograniczoną do własnej dyspozycji potęgę, dlaczego oddali świat mugolom? Nie potrafiła zrozumieć podobnego stanu rzeczy, a ponadto nie zamierzała się z tym pogodzić.
Brakowało jej pokory oraz posłuszeństwa. Zarówno wobec rodziny, tak wobec obowiązującego prawa. Ku chwale ironii pracowała w Ministerstwie, lecz za zasłoną cienia dokładała wszelkich starań, by czarodziejska społeczność w końcu wyszła z cienia. Czyż Czarny Pan nie był ich jedyną nadzieją? Daphne nie była jednak na tyle głupia, by zdradzać postronnym podobne informacje, choć niejednokrotnie pragnęła ogłosić całemu światu, że już wkrótce nastanie nowa, świetlana era dla czarodziejów. Wierzyła, że w końcu się ujawnią i nie będą musieli działać w ukryciu, lękając się aresztowania.
Miała ochotę odrzekną: moja praca przyzwyczaiła mnie do śmierci, lecz nigdy, pod żadnym pozorem, nie wypowiadała się o swej pracy. Nie pisnęła nic ponad: pracuję w Departamencie Tajemnic, więc i teraz zacisnęła usta. Zastanawiało ją, czy czarodzieje tacy jak Rowan, inni pracownicy Ministerstwa, domyślali się choćby w najmniejszym stopni co krył w sobie jej Departament? Prawda mogłaby przekroczyć ich najśmielsze wyobrażenie.
-Wiele dam, to nie ukrywajmy, głupie gęsi, których jedynym celem życiowym jest upolowanie godnego małżonka i powicie mu stada dzieci. Przykre, lecz to prawda ,milady – odparła bez wstydu i zażenowania Daphne – Nie przeraża mnie śmierć, pani. To nieodłączny element cyklu naszego życia. Truchła to wiele ze składników eliksirów, przywykłam.
Głos Daphne był cichy, ocierał się o granicę słyszalności, gdy stała wpatrzona w martwe ciało. W istocie, nie wydawała się ani przerażona, ani zdegustowania.
-Mogła przedawkować, owszem. Nie wyobrażam sobie jednak, by czarownica mająca choćby kroplę oleju w głowie, a ponadto brzemienna, beztrosko popijała Wywar Żywej Śmierci.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Prosektorium   27.04.17 8:40

Zaciekawiona zerknęła na kobietę stojącą obok niej. Zaskakująco sposób spojrzenia lady Rowle i jej samej były do siebie bardzo podobne. Fakt, że cały życie chorowała na śmiertelną bladość i mogła tak naprawdę umrzeć w każdej chwili pozwolił jej zrozumieć śmierć i to, że spotka ona każdego. Jaki jest sens bać się nieuniknionego? Jako stażystka w Mungu nieraz widziała przerażonych ludzi. Bali się nieznanego, a jednak rzeczy tak pospolitej, że dotknie ona każdego z nas. Rodzimy się, żyjemy i umieramy. Równowaga. Tak samo, koronerów nie jest mało z powodu, że ta praca może kogoś brzydzić, główną przyczyną tego, jest to, że dla takich osób śmierć jest wręcz namacalna. Można się z nią utożsamić. Codziennie widywać martwe, zastygłe ciała osób, które jeszcze niedawno korzystali z daru życia. Zrozumienie śmierci jest uspokajające, ale również i przeraża.
- Nie możemy się jednak też za bardzo im wszystkim dziwić. Tak zostały wychowane. Bycie przykładną damą, ożenienie się, urodzenie dzieci i godna reprezentacja rodu swojego oraz tego należącego do męża. Niestety większość w nich się zatraca zapominając o własnej asertywności. - A czy ona sama nie marzyła o poślubieniu pewnego lorda, o posiadaniu gromadki dzieci? Nie zmieniało to jednak faktu, że była w tym wszystkim, od początku do końca, sobą. Starała się na każdym kroku podejmować swoje własne, a nie narzucone przez kogoś innego, decyzje. Czasem wychodziło jej to na dobre, a czasem odwracało się to przeciw niej.
- Wywar Żywej Śmierci? - Zapytała marszcząc lekko brwi. Teraz już nie dziwiła się, że żaden alchemik nie był w stanie jej pomóc. Ograniczyli oni swoje poszukiwania wyłącznie do trucizn, przez co nie połączyli wyników toksykologicznych oraz śladów znajdujących się na ciele denatki ze środkami leczniczymi.
Faktycznie, wywar ten jest bardzo silny, odradzany całkowicie w czasie ciąży, o której zresztą kobieta musiała wiedzieć, tak więc całkowicie można by odpuścić sobie teorie o "nieszczęśliwym wypadku". Kobieta wiedziała co robi, albo osoba, która ją zabija wiedziała.
- W takim razie dziękuję. Twoja pomoc, lady była nieokazana. Cieszę się, że nareszcie trafiłam na kogoś bardziej kompetentnego. - Powiedziała szczerze kiwając lekko kobiecie głową. Ciekawe ile musiałaby jeszcze czekać na osobę, która miałaby choć trochę oleju w głowie? Może nawet sprawa ta nie zostałaby z powodu nieznajomości eliksiru rozwiązana? Nie popełniła błędu prosząc o pomoc właśnie lady Rowle. Teraz zostało jej tylko i wyłącznie sporządzenie raportu i przeniesienie ciała do kostnicy. Reszta pozostanie już w rękach policji.
- Tak jak pisałam w liście, Ministerstwo wynagrodzi twój trud, milady.

|zt




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 29.04.17 12:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Prosektorium   29.04.17 9:15

Ludzie zwykli bać się śmierci, nie tylko własnej, lecz i cudzej. Unikali pogrzebów, samego wspominania zmarłych, a o wizycie w takich miejscach jak to, o zetknięciu się z truchłem nie było nawet mowy. Sama nie wiedziała dlaczego jej to nie razi. Być może przyczyną było towarzystwo duchów, które Daphne ceniła czasami mocniej, od obecności żywych. Niektóre duchy były bardzo stare, miały nie kilkadziesiąt, lecz setki lat i kiedy tylko mała lady Rowle pragnęła ich słuchać ochoczo opowiadały jej zarówno o swoim życiu, jak i śmierci.
Jako dziesięcioletnia dziewczynka więc wiedziała, że dawniej mugole palili czarownice na stosie, a nielicznym nie udało się rzucić zaklęcia, które sprawiłoby, że ogień by je łaskotał, a jedną z nich była Anne, która z żalem opowiadała Daphne jak bardzo boli płonięcie na stosie. Przyszła alchemiczka oswoiła się ze śmiercią, wiedziała że czeka to każdego i niezmiernie ciekawiło ją co jest potem. Każdy duch bez wyjątku uciekał wówczas od niej, znikał za ścianą, nie chciał o tym rozmawiać. Rowle posiedli władzę nad duchami z nawiedzonego lasu, lecz nie zdołali zmusić ich do wyjawienia tajemnicy życia po śmierci.
-Tak, oczywiście, nie mogę temu zaprzeczyć.
Kłamała. Pragnęła temu zaprzeczyć. Wierzyła, że czarownica szlachetnej krwi większą chlubę przyniesie swej rodzinie, jeśli wykaże się wiedzą, talentem i ambicją. Jeśli coś osiągnie - zupełnie tak jak mężczyzna. Pragnęła doczekać dnia, kiedy te nierówne prawa i obowiązki odejdą w niepamięć, a czarownice będzie się cenić za dokonania, nie zaś za to, ile dzieci powiła małżonkowi.
Alchemiczka skinęła głową. Piołun, waleriana, od razu przyszło jej to na myśl. Dziwiło ją, że pracownicy Munga szukali jedynie pobieżnie.
-Ciężko rzec, by była to dla mnie przyjemność... - odparła Daphne, zerkając znacząco na ciało martwej kobiety na stole -Jednakże, jeśli tylko lady będzie potrzebowała jeszcze pomocy alchemika, niech pani bez wahania wyśle do mnie sowę.
Nic tu po niej. Obdarzyła Lady Yaxley uśmiechem, który nie sięgał oczu i dygnęła elegancko, po czym skierowała swe kroki do wyjścia.
-Życzę spokojnego dnia. Do widzenia, milady.


| zt




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Prosektorium   03.08.17 12:54

13 IV 1956
Nie mógł dziś usiedzieć na miejscu. Wszędzie go było pełno, a jednak mimo wszystko nie tryskał energią. Snuł się niczym mgła po wszystkich oddziałach, szukając dla siebie jakiegoś zajęcia na dłużej - co okazało się być zadaniem karkołomnym. W poprzednich dniach uzupełnił całą dokumentację, jaka zdążyła się nazbierać przez weekend, toteż żmudne i wielogodzinne wypełnianie akt nie wchodziło dziś w ogóle w rachubę. Spędzając większą część ostatniego roku stażu na magipsychiatrii musiał liczyć się z tym, że jeżeli na tym oddziale nie będzie wiele do zrobienia to istnieje zaledwie kilka miejsc, które będą w stanie zaspokoić jego wymaganie wynikające z coraz bardziej pogłębiającego się pracoholizmu. Zaczął od standardowego uporządkowania gabinetu Avery'ego, napełnienia kałamarzy i podlania roślin, które odkąd rozpoczął pracę pod skrzydłami Samaela stały się o wiele bardziej bujne i żywotne. O ile oczywiście dało się w jakiś sposób określić żywotność rośliny nie przejawiającej zbytnio oznak życia poza... nie umieraniem.
W tym roku musiał ukończyć staż na dwóch oddziałach: magipsychiatrii oraz zatruciach eliksiralnych. Jako, że pierwszą miał już rozpracowaną mniej więcej od stażowej alfy do omegi to wykonanie obchodu wraz ze stażystą piątego roku zamiast jednego ze starszych uzdrowicieli, co chyba rzeczonego magomedyka niezwykle uradowało, zajęło mu niesamowicie mało czasu. Minuty rozciągały się niemiłosiernie, nawet wtedy gdy studiował najnowszy przypadek na oddziale wraz z jedną z pozostałych adeptek sztuki uzdrawiania. Starszy mężczyzna, lat pięćdziesiąt trzy i pół, podręcznikowy wręcz przykład zaburzeń afektywnych dwubiegunowych o charakterze epizodu mieszanego. W jednym zdaniu czarodziej ten był w stanie kilkukrotnie zmienić nastrój z umiarkowanie radosnego na smutny, a następnie na euforyczny. Porozumiewanie się z nim było nie lada wyczynem, bowiem jedno złe słowo mogło doprowadzić go do wybuchu płaczu lub też do stanu, w którym rzucał się na ciebie z pięściami, gotów do rękoczynów. Alexander patrzył na mężczyznę tak jak na każdego innego pacjenta, który pojawiał się wśród twarzy uwięzionych na trzecim piętrze szpitala Świętego Munga - spojrzeniem jak najbardziej profesjonalnym, zdystansowanym od emocji, jedynie ze szczerym ciepłem i wiarą, że będą w stanie pomóc czarodziejowi. Kiedy jednak opuszczał salę jego twarz na chwilę się zmieniła. Przelatywały przez nią emocje ulotne niczym motyle, a największe i najbardziej barwne wśród nich w takich chwilach były zawsze dwie: smutek i zmęczenie. Nikt jednak tego nigdy nie widział, Alexander bowiem nie chciał obnosić się ze swoją szczerą empatią. Tutaj wiele osób nie było zbytnio przychylne ludziom naprawdę współodczuwającym - tutaj należało się oddzielić murem od większości ludzkich emocji, pozostawać miał jedynie sam, czysty i niczym niezmącony profesjonalizm. Selwyn więc znów, tak jak za każdym razem przyoblekł twarz w maskę uzdrowiciela bez zbędnych uczuć i ruszył dalej korytarzem. Wkrótce obchód był zakończony, a gdy po godzinie raport został napisany i złożony Alexander został odesłany. Odmeldował się więc i ruszył w stronę klatki schodowej. Skierował swe kroki w dół - nie zatrzymał się jednakże ani na drugim piętrze, ani na trzecim, ani na parterze. Zszedł aż do podziemi, gdzie mieściło się szpitalne prosektorium. Jako stażysta trzeciego roku przed zbliżającymi się egzaminami miał za obowiązek poświęcić dziennie przynajmniej dwie godziny na ćwiczenie elementarnych umiejętności uzdrowicielskich, do czego zaliczała się także znajomość anatomii. W piwnicach panował magicznie utrzymywany chłód - oddech Alexandra uciekał z jego ust w małych obłoczkach pary wodnej, gdy przywitał się ze starszym uzdrowicielem Carringtonem - wcześniej tego tygodnia bardzo uprzejmie poprosił o możliwość asystowania właśnie jemu w sekcji. Wykorzystując fakt że wielokrotnie w ubiegłych tygodniach zgłaszał się na ochotnika do pomocy Carringtonowi we wszelakich procedurach nie miał jakichkolwiek problemów z tym, by uzdrowiciel wybrał właśnie jego do asysty. Carrington zmarszczył czoło gdy ujrzał witającego się z nim Selwyna, a siwe, krzaczaste brwi na chwilę prawie całkowicie przysłoniły jego oczy gdy zmarszczył się, lustrując młodzika wzrokiem. Alexander był idealnie na czas, w idealnie czystej szacie i ze zbyt idealnym - powstrzymywanym, lecz nadal - entuzjazmem. W końcu jednak Carrington wymruczał coś brzmiącego łudząco podobnie do przywitania i kiwając głową machnął na Selwyna, by ten podążał za nim. Alexander krok w krok za niskim, nie najszczuplejszym już mężczyzną wszedł do jednej z prosektoryjnych sal. Na stole sekcyjnym zajmującą centralną część pomieszczenia leżało już ciało - na razie zakryte białą płachtą materiału. W pomieszczeniu do tej pory panowała cisza; teraz jednak ruch uzdrowicieli i echo butów stawianych na białych kafelkach posadzki zaburzały trupi spokój. Starszy mężczyzna jednym, szybkim ruchem ściągnął białe prześcieradło i oczom Alexandra ukazało się ciało mężczyzny, który nie mógł mieć więcej niż trzydzieści kilka lat. Pod ścianami stały rzędy szaf, które w swych czeluściach skrywały różnego rodzaju akta i rejestry, a także słoje z eksponatami wycinanymi z delikwentów, którzy wcześniej już spoczywali na metalowym stole. Wzrok Alexandra nie mógł też ominąć przedmiotów znajdujących się na przysuniętym do stołu z nieboszczykiem mniejszym stoliku. Leżały na nim różnego rodzaju piły, młoteczki, dłuta i dłutka, spiralnie skręcone wiertła. Alexander zawiesił na nich na moment spojrzenie, nim nie przeniósł go znów na trupa.
- Ofiara najprawdopodobniej klątwy uśmiercającej, lecz to przyjdzie nam jeszcze ocenić - powiedział Carrington, wyciągając różdżkę. Zatrzymał się jednak w pół ruchu, spoglądając na Selwyna z mieszanką różnych emocji. - Otwórz - rzucił ostatecznie krótko, cofając rękę.
Alexander skinął w podziękowaniu głową i sam uniósł różdżkę nad bladą klatkę piersiową nieboszczyka spoczywającego na stole. Mężczyzna był zadbany, nie nadmiernie umięśniony lecz wyraźnie w formie. Okrucieństwo w jego śmierci krzyczało, lecz Selwyn był już odporny na te pierwsze fale emocji. Wiedział, że wszystko ma jakieś drugie dno, a świat nie występuje tylko w odcieniach czerni i bieli. Odepchnął więc poczucie niesprawiedliwości świata względem istnień ludzkich oraz przedwczesne współczucie.
Alexander założył na dłonie rękawiczki z bardzo cienkiej cielęcej skóry i sięgnął prawą ręką po skalpel. Robił to ręcznie, za każdym razem jak przyszło mu mieć możliwość rozcinania ludzkiego ciała. Przyłożył ostrzę do skóry trupa i przeciągnął nim przez sam środek śródpiersia w osi strzałkowej. Biała skóra została splamiona bladoróżową kreską cięcia, a naprawdę niewielkie ilości już intensywnie zaciemniałej krwi wypłynęły z ciała. Selwyn zatrzymał się jednak i spojrzał na Carringtona. Ten uniósł pytająco krzaczastą brew, nim nie odezwał się lekko drwiącym tonem.
- Paniczyk czeka aż kości same się przed nim rozstąpią? - zapytał, trącając palcem piłę chirurgiczną. Zmatowiała stal szczerzyła do stażysty kły stamtąd, skąd leżała. - No dalej, Selwyn, za kilka tygodni nie będziesz już mógł się tak zastanawiać. Udam więc, że tego nie widziałem. Piła. Bez magii, skoro tak ci się to podoba - zarządził Carrington głosem nieznoszącym sprzeciwu, zakładając ręce na piersi. Alexander drgnął, odkładając skalpel i ręcznie poszerzając otwarcie przez powłokę skórną i mięśnie. Na jego miejsce chwytając lekko stępiałą piłę chirurgiczną umieścił jej zęby w powstałym otworze. Z piłą było niestety o tyle gorzej, że użycie jej wymagało większej siły, do tego trwało o wiele dłużej bez pomocy ze strony czarów. Selwyn zacisnął tylko zęby i wykonał pierwszy ruch w przód. Przyciągnął piłę do siebie, odepchnął od siebie. Do siebie, od siebie, do siebie, od siebie - a chrzęst rozcinanego mostka i ciche posapywania Selwyna odbijały się echem od wykafelkowanych ścian prosektorium. W końcu jednak oba te dźwięki zamarły, gdy Alexander wyczuł pod piłą charakterystyczne zmniejszenie oporu.
- Już? To teraz odsłoń mi to wszystko przy pomocy haków - Carrington zakomenderował, samemu zakładając podobne selwynowym rękawiczki, które jednak były o wiele bardziej zużyte i wykonane ze zdecydowanie gorszej jakości skóry. Alexander nie oponował, odkładając piłę i sięgając po lekko zdezelowane haki chirurgiczne. Odciągnął przy ich pomocy skórę i mięśnie, następnie używając haków odrobinę innego rodzaju rozwarł żebra chwytając o brzegi mostka.
- Jeżeli w końcu jest gotowe to się odsuń - rzucił starszy uzdrowiciel, a Alexander bez słów odsunął się na bok i obserwował, jak Carrington zaczyna wykrawać serce z piersi nieboszczyka. Podszedł bliżej, uważnie przyglądając się sposobowi prowadzenia skalpela przy użyciu magii. Nawet jeżeli był to nieboszczyk to Carrington i tak robił wszystko bardzo ostrożnie, by nie zniszczyć tkanek. Po kilku minutach ciszy i skupienia Carrington uniósł spojrzenie znad zwłok, zadzierając głowę do góry by spojrzeć na wysokiego młodzieńca.
- Na stepujące sklątki, jesteś za wysoki dla swojego własnego dobra. Wyjmij serce - powiedział, robiąc Selwynowi miejsce. Całą brudną robotę zostawiał stażyście, co z kolei wcale nie zdziwiło Lexa. To było bardzo, bardzo typowe. Nie ociągając się jednak sięgnął długimi palcami wgłąb ziejącej dziury w klatce piersiowej. Owszem, śmierdziało, jednak człowiek zawsze trochę śmierdzi w środku - a przyzwyczajenie się do tego było tym, czego wymagało się od kursantów na stażu uzdrowicielskim. Otoczył dłońmi narząd z lewej i z prawej strony, po czym tworząc niewielki koszyczek z dłoni wydobył serce w górę i umieścił jej na głębokiej tacce z wywiniętymi do góry brzegami. Carrington wziął się za egzaminowanie narządu bez jakiegokolwiek słowa skierowanego do Selwyna. Ten znów skupił się na obserwowaniu uzdrowiciela, kiedy niespodziewanie starszy z mężczyzn wyprostował się i triumfującym głosem nie wykrzyknął:
- Acha!
Zamachał na Selwyna ręką, po czym palcem w rękawiczce z cienkiej skórki wskazał na rozpołowione serce. - Tutaj. Widzisz to tutaj?
Alexander pochylił się jeszcze bardziej i wytężył wzrok. Zaraz też dojrzał, o co chodziło Carringtonowi.
- Zawał. Wyraźna patologiczna budowa ściany serca. Porażenie zaklęciem Commotio mogło wywołać natychmiastowy zgon w przypadku takiej wady - zawyrokował Alexander, zerkając pytająco na Carringtona. Ten rozpogodził się i energicznie kiwnął głową.
- Dokładnie. Opisz mi to serce i umieść w słoiku. Razem z pełnymi aktami chcę to widzieć na swoim biurku za godzinę, ni minuty więcej. Posprzątaj i poskładaj jakoś te puzzle - powiedział Carrington, zdejmując z dłoni rękawiczki i niedbałym ruchem pokazując na otwarte ciało na stole. Alexander śledził mężczyznę wzrokiem, gdy ten oddalał się od stażysty. Selwyn stał nieruchomo aż za starszym uzdrowicielem nie zamknęły się drzwi. Wtedy dopiero drgnął i spojrzał ponownie na serce, a następnie na nieruchomą, spokojną twarz mężczyzny na stole. Westchnął tylko i w ciszy wziął się do pracy, poza nieboszczykiem nie mając w prosektorium żadnej kompanii.

| zt - 1612 słów[bylobrzydkobedzieladnie]




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Prosektorium   29.11.17 22:50

Naprawa magii

Tu także w wyniku rozładowania magii zapanował istny chaos - moc magiczna była niestabilna, niebezpieczna. Choć za dnia Ministerstwo nie dopuszczało nikogo w pobliże okolic, w których magia szalała najbardziej, ministerialne próby zaprowadzania porządku kończyły się klęską. Nie minęło parę dni, gdy czarodzieje zaczęli zastanawiać się, czy aby na pewno Ministerstwo chce, aby magia została doprowadzona do porządku - postanowili więc wziąć to w swoje ręce.

Odkąd Ministerstwo Magii oznaczyło to miejsce jako niebezpieczne, pojawienie się w nim mogło grozić aresztowaniem przez Oddział Kontroli Magicznej. Do czasu uspokojenia się magii nie można rozgrywać tu wątków innych niż te polegające na jej naprawie.

Opis okoliczności
W szpitalu św. Munga niewiele było miejsc, które po wybuchu magii zamknięto przez pracowników ministerstwa, uznając za niebezpieczne i zagrażające życiu. Większość problematycznych sytuacji udało się opanować, aby nie utrudniały pracy uzdrowicielom, lecz anomalie mające miejsce w prosektorium były na tyle poważne, że zdecydowano zamknąć ten obszar na czas nieokreślony, bowiem tuż po wejściu do wychłodzonych pomieszczeń, znajdujące się wewnątrz narzędzia atakowały pojawiające się w zasięgu żywe istoty. Skalpele, igły, szczypce z dużą prędkością leciały wprost na odwiedzającego prosektorium czarodzieja. Przy odrobinie szczęścia, wbite w ścianę lub osłonę padały na ziemię, lecz szybko unosiły się w powietrze i celowały po raz kolejny.

Etap I
Od razu po przekroczeniu drzwi prosektorium, lewitujące narzędzia świsnęły i  pomknęły w kierunku czarodziejów.

Wymaganie: Skutecznie rzucone zaklęcie Protego przez przynajmniej jednego czarodzieja.

Niepowodzenie poskutkuje utratą 50 punktów życia, przez atak ostrych narzędzi, które szczęśliwie ominą newralgiczne miejsca, raniąc głównie kończyny.

Walka
Przed rozpoczęciem kolejnego etapu należy odczekać co najmniej 24h. W tym czasie do lokacji może przybyć kolejna (wyłącznie jedna) grupa chcąca ją przejąć, by naprawić magię na sposób inny, niż miała być naprawiona dotychczas.

Walka odbywa się zgodnie z forumową mechaniką oraz z arbitrażem mistrza gry do momentu, w którym któraś z grup zdecyduje się na ucieczkę bądź nie będzie w stanie prowadzić dalszej walki.

Etap II
Wymaganie: ST ujarzmienia magii jest równe 140, a sposób obliczania otrzymanego wyniku zależny jest od wybranej metody naprawiania magii.

Uwaga - jeżeli postać posiada zerowy poziom biegłości organizacji, mnoży statystykę nie razy 0, a razy ½. W przypadku liczb nieparzystych wynik zaokrągla się do góry.

W metodzie neutralnej każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+Z; wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Rycerzy Walpurgii każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(CM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Zakonu Feniksa każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(OPCM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

Etap III
W pomieszczeniu, pod jednym ze stołów z narzędziami znajdował się nieprzytomny czarodziej (którego wcześniej nie zauważono), który musiał utracić świadomość w wyniku upadku — poślizgnięcia. Z jego nogi, zranionej wcześniej skalpelem, sączyła się krew, brudząc spodnie. Na podłodze zaś widoczna była nieduża, szkarłatna plama, dzięki której można było dostrzec coś za pokrytym białym płótnem stołem. Czarodziej nie był w złym stanie, musiał wejść do prosektorium niedługo przed wami.

Wymaganie: Ocena stanu fizycznego czarodzieja i udzielenie mu pierwszej pomocy. ST wynosi 50, do rzutu należy dodać bonus biegłości anatomia.

Niepowodzenie będzie skutkować uduszeniem nieprzytomnego czarodzieja. Trzęsące się w przedśmiertnych konwulsjach ciało poruszy stojący obok stół z narzędziami, która w wyniku normujących się anomalii wzniosą się w powietrze i bezwładnie opadną w dół, wbijając się w ciało nieżyjącego czarodzieja, a także w udzielających mu pomocy, odbierając 200 punktów żywotności w wyniku uszkodzenia głowy.



Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Prosektorium   02.12.17 11:31

17 czerwca późnym wieczorem

Pioruny rozjaśniały nocne niebo, a grzmoty nie cichły ani na chwilę. Ich echo roznosiło się po Londyne od kilku dni, nie ustawały, udowadniając, że natura posiada niezwykłą moc, niezbyt łaskawą nawet dla nich, czarodziejów.  To był dobry moment, by skorzystać z zamieszania i panujących dookoła pogodowych zawirowań i włamać się tam, gdzie Ministerstwo Magii ogłosiło stan alarmowy i zakazało zbliżania osobom postronnym. Dla takich jak oni nie było jednak miejsc niedostępnych, ograniczeń, które powstrzymywały ich przed robieniem tego, co uznawali za słuszne. Odkąd anomalie spowiły świat, w szpitalu Świętego Munga panował ciągły chaos i zamieszanie. Liczba potrzebujących utrzymywała się na stałym poziomie, choć oni sami zmieniali się dość szybko. Głównie cierpiały dzieci — lecz im pomóc wciąż się nie dało.
Poznała sposób radzenia sobie z anomaliami, ale musiała tego doświadczyć na własnej skórze, unormować magiczne zaburzenia, by spojrzeć na to wszystko szerszym niż do tej pory okiem. Chciała pomóc córce — dobrze — kiedy zetknie się z tym chaosem, pozna go dogłębnie i nauczy się z nim radzić, być może odnajdzie poszukiwany przez siebie sposób ujarzmienia dziecięcej siły, która w ostatnim miesiącu potrafiła być zabójcza, nie tylko dla bezbronnych pociech, ale i wszystkich dookoła nich. On sam chciał mieć ją blisko, sprawując kontrolę nad jej nauką i rozwojem, obserwując go z bliska, śledząc jej poczynania w posłudze Czarnemu Panu — a jednocześnie z egoistycznych pobudek, których nie zamierzał zdradzać ani sobie, ani tym bardziej jej. Nie dziełem przypadku było miejsce, w którym się znaleźli. Gdyby jej losy potoczyły się inaczej mogła być właśnie tu. Historia zataczała bowiem koło i kończyła się tu, gdzie się rozpoczęła, aby dać szansę początkowi zupełnie nowej ery.
Do środka weszli jak gdyby nigdy nic. Nawet późna pora nie czyniła z nich nieporządanych gości; stale tu ktoś teraz wchodził i wychodził, szukał bliskich rannych w wybuchach anomalii, czy atakach dzieci, a nawet mugoli. Nie zwracali na siebie zbytniej uwagi, nie starał się na nikogo patrzeć zbyt długo, ani unikać wzroku, zachował naturalność, z łatwością chłonąc panujący wokół nastrój paniki i zmęczenia.
— Musimy dostać się do prosektorium — powiedział, przystając przy drzwiach, które przed nią otworzył. Nie tylko ze względu na maniery, ale i naturalną sposobność łatwej komunikacji przy mocno zniwelowanym dystansie. Spojrzał na nią tuż po tym, jak obejrzał się za siebie, upewniając tym samym, że nikt nie podąża za ich śladem i nie obserwuje ich poczynań. Minęli dopiero drugie drzwi — w Mungu był kilka razy w życiu, nie był pewien, czy bez zbłądzenia trafiłby w odpowiednie miejsce. Pamiętał jednak że zaraz przyjdzie im zdecydować, którędy się udać, a to właśnie ona odbyła tu część stażu, musiała znać drogę. — Część zaburzeń udało się tu opanować, ale to jedno miejsce ministerstwo odcięło. — Widział już na własne rzeczy, co anomalie potrafiły uczynić z ludzi, lokali, mieszkań. Jeśli pracownikom ministerstwa udało się naprawić część anomalii, to, co działo się w prosektorium musiało ich przerosnąć. Chciał, by uświadomiła sobie, że to co spotka ich za ostatnimi drzwiami może przerosnąć jej oczekiwania. Ale wszystko zakończy się pomyślnie.

| Naprawa metodą Rycerzy, oczywiście.




My haunted lungs, ghost in the sheets
I know if I'm haunting you
you must be haunting me


Ostatnio zmieniony przez Ramsey Mulciber dnia 12.12.17 11:27, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
http://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 http://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky http://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 http://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Uzdrowicielka, szabrowniczka, współpracuje z Paliczkami
27
Czysta
Panna
A ty, czy ty, już rozumiesz, że: czy chcesz, czy nie, czeka na nas
ś m i e r ć.
0
0
5
29
5
1
0 (10)
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Prosektorium   04.12.17 0:45

Mury świętego Munga. Nie sądziła, że kiedyś tu wróci - początkowo nieswoja unikała spoglądania w oczy mijającym ją uzdrowicieli, na szczęście, byli dość zabiegani, by nie było to dla niej żadnym wyzwaniem. Ze zdziwieniem przyjęła fakt, że nie rozpoznawała już nikogo - żadnych znajomych rysów - minęło więcej lat, niż się jej zdawało i zapewne nikt spośród tu obecnych nie pamiętał już jej - wróżbitki, która dostała wilczy bilet nie z powodu swojego błędu. Rzadko popełniała błędy. Wspomnienia, melodia przeszłości, to wszystko sprawiało, że niechętnie obrała szpital za cel swojej podróży - ale jeśli mogli znaleźć tutaj bijące serce anomalii, to chciała to zrobić. Zbliżyć się, poczuć jego siłę, zapach, moc, ujrzeć jego barwę, choć wiedziała, że nic nie zobaczy. Musiała to zrobić - zaznać na własnej skórze jej mocy. Poznać ją. Jeśli mieli je sobie podprządkować, nie mogli od nich uciekać - to ta siła była odpowiedzialna za słabość Lysandry. Jako matka - musiała to zrobić. Nie przyszło jej do głowy spróbować z kimkolwiek innym, to właśnie Ramsey wskazał jej drogę i przedstawił zapisany swój, to dzięki niemu wiedziała cokolwiek. I on - był dość silny, by mogła zdecydować się zrobić to bez żadnych obaw. Nawet tutaj, w miejscu, które rozpraszało samym swoim istnieniem. To tutaj narodziła się po raz drugi - to tutaj rozpoczęła się historia, która wyrzuciła ją na mroczny Nokturn. I to tutaj  - ta historia szukała swojego finału, odradzając ją po raz trzeci. Kiedyś porównałaby to do feniksa, dziś ten ptak budził zbyt wiele pejoratywnych uczuć. Feniks - był wrogiem jej sojuszników, a więc również jej samej. Poprawiła czarną chustę otulającą jej szyję i ramiona, długa, czarna szata szczelnie otulała jej ciało, wysokie cholewy skórzanych butów chroniły przed śniegiem. Śnieg w czerwcu tylko przypominał, jak straszne i nieprzewidywalne czasy nastały. Musieli sobie z nimi poradzić - jeśli nie przeciwstawią się żywiołowi, zginie wszystko, a razem ze wszystkim mała Lysa.
Prosektorium, powtórzyła w myślach, bez słowa mijając podtrzymującego drzwi Ramseya, spojrzała na niego kątem oka - przeciągle - wciąż pamiętała oddech tych korytarzy. Wciąż pamiętała, którędy iść. Pewnych wspomnień nie dało się wyrzucić z głowy - niestety.
- To piętro niżej - mruknęła, zatrzymując się, by do niej dołączył, jedynie bliskość pozwalała rozmawiać w tajemnicy przed niepożądanymi uszami. - Obok nic nie ma, nie wolno tam wchodzić - dodała, bardziej składając własne myśli w całość, niż z pragnienia pogawędki. - Tędy - dodała, pewniejszym krokiem skręcając w jeden z ciemniejszych korytarzy. Wciąż pamiętała to miejsce: oczywiście, że tak, znała przejścia, wiedziała, które były mniej, a które bardziej uczęszczane. Nikt nie zauważy ich przy tylnych schodach, które wyprowadzą ich prosto na korytarz, który w istocie wkrótce pojawił się przed nimi - charakterystyczny dla piwnicy zapach wywoływał wspomnienia już w połowie drogi. - Nie lubiłam tego miejsca - dodała od niechcenia. - Zbyt wiele znajomych twarzy. - Widywała ich, widywała ich w snach, mając nadzieję, że nigdy nie będzie musiała oglądać trupich czaszek ponownie; widmo śmierci towarzyszyło jej od zawsze. Mijając kolejne drzwi - prowadzące do składów, pamiętała - objęła w końcu smukłą dłonią jedną z klamek - i pchnęła drzwi. Nie pomyliła się, znaleźli się w prosektoryjnej sali - a czarnomagiczne wibracje w powietrzu wydawały się aż nadto wyczuwalne. Nie zdążyła jednak zorientować się w sytuacji, kiedy dostrzegła kilka narzędzi... lecących prosto na nią.
- Protego! - wywołała formułę zaklęcia, szybkim ruchem wysuwając różdżkę z kieszeni szaty, nie była na to przygotowana.




Noc była piękna jak sen, a śmierć -
Śmierć była jeszcze piękniejsza.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Prosektorium   04.12.17 0:45

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 28


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Prosektorium   04.12.17 0:45

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Prosektorium   07.12.17 18:54

Przytrzymując drzwi, zupełnie zwyczajnie, elegancko nie tylko przepuścił ją przodem; obejrzał się za siebie odczekując krótką chwilę, by omieść czujnym spojrzeniem korytarz za nimi. Nikt ich nie śledził, nikogo nie widział. Nikogo, kto mógłby im przeszkodzić, lub spróbować ich zatrzymać. Wciąż znajdowali się w miejscu dostępnym dla wszystkich, by zaraz za drzwiami zniknąć w strefach zastrzeżonych wyłącznie dla obsługi magicznego szpitala. Zamknął za sobą przejście i dołączył do niej, ze spokojem i pewną ulgą — nie będą musieli krążyć po szpitalu na ślepo — wsłuchując się jej głos.
— To dobrze — przyznał cicho na jej słowa. — Nie wiemy, co czai się wewnątrz, ale żaden nietypowy odgłos nie powinien zwrócić niczyjej uwagi.—  Czy dało się przyzwyczaić do panujących wokół anomalii, nauczyć się rozpoznawać dźwięki lub dojrzeć w tym, co się działo jakiś ukryty schemat? Nie wiedział, wolał tego nie sprawdzać. Ślepo stawiał na to, że przy chaosie panującym we właściwej części szpitala jest tyle do zrobienia, że nikt nie będzie zainteresowany sprawdzeniem, co się dzieje w okolicy źródła anomalii, tym bardziej, że została zabezpieczona przez ministerstwo. A nawet gdyby stało się inaczej, nie miałby oporów, by dokończyć sprawy po swojemu. Jedno ciało więcej w kostnicy nikomu nie zrobi różnicy.
Szedł tuż za nią — dzielił ich ledwie krok — tak na wszelki wypadek nie pozwalając jej oddalić się za bardzo. Był pewien, że jej wiedza dotycząca tego miejsca bezpiecznie i bez przeszkód sprowadzi ich we właściwe miejsce, a gdyby na swej drodze przytrafiły się jakieś zaskakujące przeszkody, uporają się z nimi bez trudu.
Uniósł brew, w pierwszej chwili nie pojmując o czym mówi. Spodziewał się opowiastki o tym, jak widok nieboszczyków jeszcze budził w niej niechęć — zanim stała się ratunkiem dla przypadków beznadziejnych i skrajnie paskudnych, uzdrowicielką biednych i do szpiku złych, zaklętych, których twarze nieraz pewnie przestały przypominać ludzkie. Dopiero w jej kolejnych słowach odnalazł sens, kąciki ust drgnęły mu lekko, uniosły się nieznacznie w czymś co jeszcze nie było uśmiechem.
— Dziwne — podsumował, sięgając dłonią po różdżkę. — Tacy znajomi to skarb. Nie jesteś sam, a jednak nikt nie kłapie bez sensu dziobem. — Towarzystwo nieboszczyków, znajomych i nieznajomych było lepsze od obecności wielu ludzi, którzy go otaczali, a których musiał tolerować. Śmierć była mu bliska, rozumiał ją i był pewien, że potrafiłby się z nią doskonale dogadać, gdyby miała w tym świecie swoją materialną formę. — Ostrożnie — ostrzegł ją, gdy otwarła drzwi; jego wzrok od razu powędrował gdzieś dalej, nad jej ramieniem w zagraconą przestrzeń zimnego pokoju. Chłód uderzył w nich od razu, wraz z powietrzem, które dla niego — o dziwo, pozbawione było jakiegokolwiek zapachu. Sterylne, bezwonne, niezauważalne. Może właśnie to podświadomie go zaalarmowało o zagrożeniu, lecz nim dostrzegł niebezpieczeństwo lecące w ich kierunku, było już za późno. Cassandra stała przed nim, a jej późno wyciągnięta różdżka nie zdołała jej ochronić. Zaklęcie tarczy okazało się zbyt słabe, by powstrzymać przyrządy, którym nie zdążył się nawet przyjrzeć, a co dopiero je nazwać. Zaraz za nimi, gdy tylko przekroczył próg by pociągnąć uzdrowicielkę w tył, ruszyła kolejna partia. Puścił ją i przysłonił lewą stroną, której zakończeniem była wysoko uniesiona różdżka.
— Protego!— Głośno i zdecydowanie, pewny, że zdezorientowanie było chwilowe, a panująca wokół aura nie powstrzyma wrogiego czarnej magii zaklęcia tarczy — o dziwo, w tej chwili tak niezbędnego do ratunku.




My haunted lungs, ghost in the sheets
I know if I'm haunting you
you must be haunting me
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Prosektorium   07.12.17 18:54

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 44


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Prosektorium   07.12.17 20:27

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Prosektorium   08.12.17 17:10

Już kilka dni wcześniej zainteresowałem się sprawą zamkniętego prosektorium. Niepodobnym bowiem było, by zamykać jakąkolwiek część szpitala - jednak tak się stało. Ustalenie przyczyny nie było zbyt trudne, zważając na fakt wyskakujących w ostatnich dniach jak grzyby po deszczu anomalii. W te pędy więc zacząłem szukać kogoś, kto chciałby wraz ze mną udać się do prosektorium i spróbować naprawić to, co wybuchem magii zniszczyliśmy miesiąc temu. Na noc czwartego czerwca mówiłem się więc z Josephine - miałem kończyć dyżur nadgodzinami, żeby móc zaczekać na stosowny moment. Pomogłem jej wślizgnąć się do szpitala. Gdy znaleźliśmy się na mniej uczęszczanym korytarzu Munga, wcisnąłem jej w ręce zawiniątko - szatę wolontariuszki.
- Twoje alibi na dziś - uśmiechnąłem się do niej, po czym szarmancko otworzyłem przed aurorką drzwi do kantorka. - Nie jest to może zbyt wysoki standard pomieszczenia, jednak zapewnia całą masę prywatności - zareklamowałem klitkę, w której piętrzyły się bandaże i inne poboczne przybory uzdrowicielskie. Z równie uprzejmym wyrazem twarzy zamknąłem za Josie drzwi, po czym opierając się plecami o ścianę obok framugi zacząłem od niechcenia przeglądać akta, które miałem w ręce - ot, lektura na czas oczekiwania. Nie zauważyłem kiedy nawet wciągnąłem się w lekturę, zafascynowany przypadkiem mnogiej osobowości u jednego z młodszych pacjentów na oddziale magipsychiatrii - z zamyślenia wyrwał mnie jednak dźwięk otwieranych drzwi. - Gotowa? - zapytałem, choć po części było to pytanie retoryczne. - Całkiem do Ci do twarzy. Nie myślałaś może o zmianie ścieżki kariery? - zagaiłem, . Tak naprawdę tylko próbowałem odciągnąć się myślami od tego, że planujemy zrobić coś niezwykle ryzykownego. I sprzecznego z prawem. Czyli po prostu, kolejny dzień jak co dzień dla Zakonnika. I to nawet całkiem ekscytujący, bowiem był to pierwszy mój raz przy próbie naprawy magii, Jo zresztą też.
Zostawiłem po drodze akta na przeznaczonym do tego wózku i ruszyliśmy z Josie dyskretnie w dół, mniej uczęszczanymi drogami, aż do chłodnych prosektoryjnych piwnic. Wyciągnąłem różdżkę, jednak przed drzwiami do zamkniętego pomieszczenia przystanąłem, unosząc w górę dłoń.
- Słyszysz? Ktoś tam jest - wyszeptałem. Zza drzwi dobiegł nas męski głos wymawiający zaklęcie tarczy. Ustawiłem się przy drzwiach, z ręką na klamce. Wymieniłem z Jo spojrzenie, kiwnąłem głową i szarpnąłem za klamkę, z uniesioną różdżką wparowując do pomieszczenia. Nie spodziewałem się zobaczyć tam tej samej osoby, którą po raz pierwszy spotkałem we wspomnieniach Justine.
Pieprzony Mulciber.
- Regressio! - wycelowałem w Ramseya, towarzyszącą mu kobietę pozostawiając pannie Fenwick.

| Przybywamy, bo naszym zdaniem zdecydowanie lepszym sposobem na naprawę magii w tej lokacji jest sposób Zakonu!




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Prosektorium   08.12.17 17:10

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 8

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
27
0
0
0
10
0
3
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Prosektorium   08.12.17 18:14

Wślizgnąć się do Munga, wcale nie było trudno - o ile można było mówić o wkradaniu się do miejsc użytku publicznego, jednak dzisiaj myślała o tym właśnie w tych kategoriach. Spotkała się z Alexandrem na oddziale, w którym pracował - szczęśliwie pomyślał o wszystkim, zapewniając strój, w którym mniej rzucała się w oczy! Przygarnęła szatę, obdarzyła uzdrowiciela ciepłym uśmiechem zanim wcisnęła się do kantorku. Alex szarmancko zapewnił jej ustronne miejsce, w końcu nie chciałaby zostać przyłapaną na zakładaniu mungowiskich szat na środku korytarza. Dała sobie też chwilę na ochłonięcie i zebranie myśli. Alexander nie musiał długo namawiać jej na naprawę magii w Mungu, pomimo tego, że Ministerstwo kategorycznie zakazywało zbliżania się do miejsc, gdzie magia przestała być stabilna. Nie wiedziała, w jaki sposób występuje anomalia, jednak mogła mieć tylko nadzieję, że żaden z "pacjentów" nie postanowił wstać z łóżka. Prosektorium munga nie należało do najprzyjemniejszych miejsc, jednak miała szczerą nadzieję, że czeka ich tam coś łatwego do opanowania. Nie miała jeszcze większej styczności z zawirowaniami magii, więc może chociaż zostanie jej oszczędzony widok żywych trupów. Potrząsnęła głową, porzucając tę surrealistyczną myśl i pchnęła drzwi od kantorka. Alexander ją o to prosił i tyle jej wystarczyło; zależało mu na tym, więc w jakiś przedziwny sposób zależało także i jej. Nie rozumiała, o cóż chodzi w tym, co odczuwa, jednak zgodziła się bez wahania, starając się wykazać wcale nieudawanym entuzjazmem. Może tylko o to, że zrobił dla niej tak wiele i nie miała okazji się odwdzięczyć? Tak, właśnie o to musiało chodzić - chciała zrobić coś więcej poza zwykłym dziękuję. Zakon zmienił jej podejście, dawniej karcąco skomentowałaby taki pomysł, a teraz... Chciała poczuć na nowo trochę adrenaliny i przydać się w czymkolwiek organizacji. Jeśli miała ku temu okazję i towarzysza, przeszła do działania. - Tak twierdzisz? Czyli jeśli damy się dzisiaj złapać i zawieszą mnie w pracy, to czym mogę się zająć? - zagaiła zanim ruszyła pobliskimi schodami w dół.
Bez większego problemu minęli poszczególne poziomy - piwnice powitały ich zatęchłym zapachem, innym niż na korytarzach Ministerstwa, prowadzących do archiwum. Już chciała skomentować aurę otaczającą prosektorium, kiedy Alex ją uciszył. Miał rację, ktoś znajdował się już w pomieszczeniu przed nimi. Na chwilę, w swojej naiwnej ufności ucieszyła się na ten fakt: kto wie, może znaleźli towarzysza gotowego na pomoc w naprostowywaniu magii na własną rękę? Naiwne myślenie, nie przeszkodziło jej w zamknięciu różdżki w pewnym uścisku. Cóż... Działanie Alexandra, wyprowadziło ją z błędu. Nie znała pary znajdującej się w środku, jednak nie zwlekała, tylko wycelowała w mężczyznę, mając nadzieję, że zaklęcie, o ile się powiedzie, przeszkodzi obydwojgu w ataku. - Expulso!





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
 

Prosektorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Podziemia, poziom I: Prosektorium-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18