Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Prosektorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Prosektorium   30.03.15 23:26

First topic message reminder :

Prosektorium

Piętro to wypełnia charakterystyczny zapach niewątpliwie kojarzący się ze stanem rozkładu i śmierci; taka otoczka skutecznie odstrasza osoby, które nie mają wyraźnego powodu, by zapuścić się do podpiwniczonej części szpitala. Prosektorium to przestronna sala z dwoma wielkimi, metalowymi stołami, specjalistyczną aparaturą i kilkoma siedzeniami na podwyższeniu przeznaczonymi dla obserwujących stażystów. Dzienne światło sączy się przez kilka niewielkich okien, lecz przy oględzinach ciał sala oświetlana jest jasnym blaskiem jarzeniówek. Z tej sali można dostać się także do chłodni służącej do przechowywania zwłok oczekujących na autopsję.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Prosektorium   24.04.17 21:20

W tym momencie można by westchnąć i rzec taki jest już nasz marny los, bądź nic się na to nie poradzi. Duża część czarodziejskiej społeczności przyjmowała ten los z pokorą i zrezygnowaniem, z pochyloną głową. Dawno się już z tym pogodzili, z życiem w cieniu i ukrywaniem się jak szczury. Przed kim? Przed robactwem. Z niewiadomej dla Daphne przyczyny. Mieli nieograniczoną do własnej dyspozycji potęgę, dlaczego oddali świat mugolom? Nie potrafiła zrozumieć podobnego stanu rzeczy, a ponadto nie zamierzała się z tym pogodzić.
Brakowało jej pokory oraz posłuszeństwa. Zarówno wobec rodziny, tak wobec obowiązującego prawa. Ku chwale ironii pracowała w Ministerstwie, lecz za zasłoną cienia dokładała wszelkich starań, by czarodziejska społeczność w końcu wyszła z cienia. Czyż Czarny Pan nie był ich jedyną nadzieją? Daphne nie była jednak na tyle głupia, by zdradzać postronnym podobne informacje, choć niejednokrotnie pragnęła ogłosić całemu światu, że już wkrótce nastanie nowa, świetlana era dla czarodziejów. Wierzyła, że w końcu się ujawnią i nie będą musieli działać w ukryciu, lękając się aresztowania.
Miała ochotę odrzekną: moja praca przyzwyczaiła mnie do śmierci, lecz nigdy, pod żadnym pozorem, nie wypowiadała się o swej pracy. Nie pisnęła nic ponad: pracuję w Departamencie Tajemnic, więc i teraz zacisnęła usta. Zastanawiało ją, czy czarodzieje tacy jak Rowan, inni pracownicy Ministerstwa, domyślali się choćby w najmniejszym stopni co krył w sobie jej Departament? Prawda mogłaby przekroczyć ich najśmielsze wyobrażenie.
-Wiele dam, to nie ukrywajmy, głupie gęsi, których jedynym celem życiowym jest upolowanie godnego małżonka i powicie mu stada dzieci. Przykre, lecz to prawda ,milady – odparła bez wstydu i zażenowania Daphne – Nie przeraża mnie śmierć, pani. To nieodłączny element cyklu naszego życia. Truchła to wiele ze składników eliksirów, przywykłam.
Głos Daphne był cichy, ocierał się o granicę słyszalności, gdy stała wpatrzona w martwe ciało. W istocie, nie wydawała się ani przerażona, ani zdegustowania.
-Mogła przedawkować, owszem. Nie wyobrażam sobie jednak, by czarownica mająca choćby kroplę oleju w głowie, a ponadto brzemienna, beztrosko popijała Wywar Żywej Śmierci.




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley http://www.morsmordre.net/t3601-magnus http://www.morsmordre.net/t3618-rowcia http://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor http://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
29
Szlachetna
Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
5
11
0
5
0
15
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Prosektorium   27.04.17 8:40

Zaciekawiona zerknęła na kobietę stojącą obok niej. Zaskakująco sposób spojrzenia lady Rowle i jej samej były do siebie bardzo podobne. Fakt, że cały życie chorowała na śmiertelną bladość i mogła tak naprawdę umrzeć w każdej chwili pozwolił jej zrozumieć śmierć i to, że spotka ona każdego. Jaki jest sens bać się nieuniknionego? Jako stażystka w Mungu nieraz widziała przerażonych ludzi. Bali się nieznanego, a jednak rzeczy tak pospolitej, że dotknie ona każdego z nas. Rodzimy się, żyjemy i umieramy. Równowaga. Tak samo, koronerów nie jest mało z powodu, że ta praca może kogoś brzydzić, główną przyczyną tego, jest to, że dla takich osób śmierć jest wręcz namacalna. Można się z nią utożsamić. Codziennie widywać martwe, zastygłe ciała osób, które jeszcze niedawno korzystali z daru życia. Zrozumienie śmierci jest uspokajające, ale również i przeraża.
- Nie możemy się jednak też za bardzo im wszystkim dziwić. Tak zostały wychowane. Bycie przykładną damą, ożenienie się, urodzenie dzieci i godna reprezentacja rodu swojego oraz tego należącego do męża. Niestety większość w nich się zatraca zapominając o własnej asertywności. - A czy ona sama nie marzyła o poślubieniu pewnego lorda, o posiadaniu gromadki dzieci? Nie zmieniało to jednak faktu, że była w tym wszystkim, od początku do końca, sobą. Starała się na każdym kroku podejmować swoje własne, a nie narzucone przez kogoś innego, decyzje. Czasem wychodziło jej to na dobre, a czasem odwracało się to przeciw niej.
- Wywar Żywej Śmierci? - Zapytała marszcząc lekko brwi. Teraz już nie dziwiła się, że żaden alchemik nie był w stanie jej pomóc. Ograniczyli oni swoje poszukiwania wyłącznie do trucizn, przez co nie połączyli wyników toksykologicznych oraz śladów znajdujących się na ciele denatki ze środkami leczniczymi.
Faktycznie, wywar ten jest bardzo silny, odradzany całkowicie w czasie ciąży, o której zresztą kobieta musiała wiedzieć, tak więc całkowicie można by odpuścić sobie teorie o "nieszczęśliwym wypadku". Kobieta wiedziała co robi, albo osoba, która ją zabija wiedziała.
- W takim razie dziękuję. Twoja pomoc, lady była nieokazana. Cieszę się, że nareszcie trafiłam na kogoś bardziej kompetentnego. - Powiedziała szczerze kiwając lekko kobiecie głową. Ciekawe ile musiałaby jeszcze czekać na osobę, która miałaby choć trochę oleju w głowie? Może nawet sprawa ta nie zostałaby z powodu nieznajomości eliksiru rozwiązana? Nie popełniła błędu prosząc o pomoc właśnie lady Rowle. Teraz zostało jej tylko i wyłącznie sporządzenie raportu i przeniesienie ciała do kostnicy. Reszta pozostanie już w rękach policji.
- Tak jak pisałam w liście, Ministerstwo wynagrodzi twój trud, milady.

|zt




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 29.04.17 12:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Daphne Rowle
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t652-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/t707-safona#2367 http://www.morsmordre.net/t706-daphne-rowle http://www.morsmordre.net/f222-cheshire-zamek-beeston http://www.morsmordre.net/t4308-daphne-h-rowle#90966
Niewymowna, alchemiczka i trucicielka
28
Szlachetna
Panna
jeśli przeżyje choć jeden wilk,
owce nigdy nie będą bezpieczne
5
1
19
1
0
11
2
1
Czarownica
królowa zimy

PisanieTemat: Re: Prosektorium   29.04.17 9:15

Ludzie zwykli bać się śmierci, nie tylko własnej, lecz i cudzej. Unikali pogrzebów, samego wspominania zmarłych, a o wizycie w takich miejscach jak to, o zetknięciu się z truchłem nie było nawet mowy. Sama nie wiedziała dlaczego jej to nie razi. Być może przyczyną było towarzystwo duchów, które Daphne ceniła czasami mocniej, od obecności żywych. Niektóre duchy były bardzo stare, miały nie kilkadziesiąt, lecz setki lat i kiedy tylko mała lady Rowle pragnęła ich słuchać ochoczo opowiadały jej zarówno o swoim życiu, jak i śmierci.
Jako dziesięcioletnia dziewczynka więc wiedziała, że dawniej mugole palili czarownice na stosie, a nielicznym nie udało się rzucić zaklęcia, które sprawiłoby, że ogień by je łaskotał, a jedną z nich była Anne, która z żalem opowiadała Daphne jak bardzo boli płonięcie na stosie. Przyszła alchemiczka oswoiła się ze śmiercią, wiedziała że czeka to każdego i niezmiernie ciekawiło ją co jest potem. Każdy duch bez wyjątku uciekał wówczas od niej, znikał za ścianą, nie chciał o tym rozmawiać. Rowle posiedli władzę nad duchami z nawiedzonego lasu, lecz nie zdołali zmusić ich do wyjawienia tajemnicy życia po śmierci.
-Tak, oczywiście, nie mogę temu zaprzeczyć.
Kłamała. Pragnęła temu zaprzeczyć. Wierzyła, że czarownica szlachetnej krwi większą chlubę przyniesie swej rodzinie, jeśli wykaże się wiedzą, talentem i ambicją. Jeśli coś osiągnie - zupełnie tak jak mężczyzna. Pragnęła doczekać dnia, kiedy te nierówne prawa i obowiązki odejdą w niepamięć, a czarownice będzie się cenić za dokonania, nie zaś za to, ile dzieci powiła małżonkowi.
Alchemiczka skinęła głową. Piołun, waleriana, od razu przyszło jej to na myśl. Dziwiło ją, że pracownicy Munga szukali jedynie pobieżnie.
-Ciężko rzec, by była to dla mnie przyjemność... - odparła Daphne, zerkając znacząco na ciało martwej kobiety na stole -Jednakże, jeśli tylko lady będzie potrzebowała jeszcze pomocy alchemika, niech pani bez wahania wyśle do mnie sowę.
Nic tu po niej. Obdarzyła Lady Yaxley uśmiechem, który nie sięgał oczu i dygnęła elegancko, po czym skierowała swe kroki do wyjścia.
-Życzę spokojnego dnia. Do widzenia, milady.


| zt




here in the forest, dark and deep,
I offer you eternal sleep

Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Prosektorium   03.08.17 12:54

13 IV 1956
Nie mógł dziś usiedzieć na miejscu. Wszędzie go było pełno, a jednak mimo wszystko nie tryskał energią. Snuł się niczym mgła po wszystkich oddziałach, szukając dla siebie jakiegoś zajęcia na dłużej - co okazało się być zadaniem karkołomnym. W poprzednich dniach uzupełnił całą dokumentację, jaka zdążyła się nazbierać przez weekend, toteż żmudne i wielogodzinne wypełnianie akt nie wchodziło dziś w ogóle w rachubę. Spędzając większą część ostatniego roku stażu na magipsychiatrii musiał liczyć się z tym, że jeżeli na tym oddziale nie będzie wiele do zrobienia to istnieje zaledwie kilka miejsc, które będą w stanie zaspokoić jego wymaganie wynikające z coraz bardziej pogłębiającego się pracoholizmu. Zaczął od standardowego uporządkowania gabinetu Avery'ego, napełnienia kałamarzy i podlania roślin, które odkąd rozpoczął pracę pod skrzydłami Samaela stały się o wiele bardziej bujne i żywotne. O ile oczywiście dało się w jakiś sposób określić żywotność rośliny nie przejawiającej zbytnio oznak życia poza... nie umieraniem.
W tym roku musiał ukończyć staż na dwóch oddziałach: magipsychiatrii oraz zatruciach eliksiralnych. Jako, że pierwszą miał już rozpracowaną mniej więcej od stażowej alfy do omegi to wykonanie obchodu wraz ze stażystą piątego roku zamiast jednego ze starszych uzdrowicieli, co chyba rzeczonego magomedyka niezwykle uradowało, zajęło mu niesamowicie mało czasu. Minuty rozciągały się niemiłosiernie, nawet wtedy gdy studiował najnowszy przypadek na oddziale wraz z jedną z pozostałych adeptek sztuki uzdrawiania. Starszy mężczyzna, lat pięćdziesiąt trzy i pół, podręcznikowy wręcz przykład zaburzeń afektywnych dwubiegunowych o charakterze epizodu mieszanego. W jednym zdaniu czarodziej ten był w stanie kilkukrotnie zmienić nastrój z umiarkowanie radosnego na smutny, a następnie na euforyczny. Porozumiewanie się z nim było nie lada wyczynem, bowiem jedno złe słowo mogło doprowadzić go do wybuchu płaczu lub też do stanu, w którym rzucał się na ciebie z pięściami, gotów do rękoczynów. Alexander patrzył na mężczyznę tak jak na każdego innego pacjenta, który pojawiał się wśród twarzy uwięzionych na trzecim piętrze szpitala Świętego Munga - spojrzeniem jak najbardziej profesjonalnym, zdystansowanym od emocji, jedynie ze szczerym ciepłem i wiarą, że będą w stanie pomóc czarodziejowi. Kiedy jednak opuszczał salę jego twarz na chwilę się zmieniła. Przelatywały przez nią emocje ulotne niczym motyle, a największe i najbardziej barwne wśród nich w takich chwilach były zawsze dwie: smutek i zmęczenie. Nikt jednak tego nigdy nie widział, Alexander bowiem nie chciał obnosić się ze swoją szczerą empatią. Tutaj wiele osób nie było zbytnio przychylne ludziom naprawdę współodczuwającym - tutaj należało się oddzielić murem od większości ludzkich emocji, pozostawać miał jedynie sam, czysty i niczym niezmącony profesjonalizm. Selwyn więc znów, tak jak za każdym razem przyoblekł twarz w maskę uzdrowiciela bez zbędnych uczuć i ruszył dalej korytarzem. Wkrótce obchód był zakończony, a gdy po godzinie raport został napisany i złożony Alexander został odesłany. Odmeldował się więc i ruszył w stronę klatki schodowej. Skierował swe kroki w dół - nie zatrzymał się jednakże ani na drugim piętrze, ani na trzecim, ani na parterze. Zszedł aż do podziemi, gdzie mieściło się szpitalne prosektorium. Jako stażysta trzeciego roku przed zbliżającymi się egzaminami miał za obowiązek poświęcić dziennie przynajmniej dwie godziny na ćwiczenie elementarnych umiejętności uzdrowicielskich, do czego zaliczała się także znajomość anatomii. W piwnicach panował magicznie utrzymywany chłód - oddech Alexandra uciekał z jego ust w małych obłoczkach pary wodnej, gdy przywitał się ze starszym uzdrowicielem Carringtonem - wcześniej tego tygodnia bardzo uprzejmie poprosił o możliwość asystowania właśnie jemu w sekcji. Wykorzystując fakt że wielokrotnie w ubiegłych tygodniach zgłaszał się na ochotnika do pomocy Carringtonowi we wszelakich procedurach nie miał jakichkolwiek problemów z tym, by uzdrowiciel wybrał właśnie jego do asysty. Carrington zmarszczył czoło gdy ujrzał witającego się z nim Selwyna, a siwe, krzaczaste brwi na chwilę prawie całkowicie przysłoniły jego oczy gdy zmarszczył się, lustrując młodzika wzrokiem. Alexander był idealnie na czas, w idealnie czystej szacie i ze zbyt idealnym - powstrzymywanym, lecz nadal - entuzjazmem. W końcu jednak Carrington wymruczał coś brzmiącego łudząco podobnie do przywitania i kiwając głową machnął na Selwyna, by ten podążał za nim. Alexander krok w krok za niskim, nie najszczuplejszym już mężczyzną wszedł do jednej z prosektoryjnych sal. Na stole sekcyjnym zajmującą centralną część pomieszczenia leżało już ciało - na razie zakryte białą płachtą materiału. W pomieszczeniu do tej pory panowała cisza; teraz jednak ruch uzdrowicieli i echo butów stawianych na białych kafelkach posadzki zaburzały trupi spokój. Starszy mężczyzna jednym, szybkim ruchem ściągnął białe prześcieradło i oczom Alexandra ukazało się ciało mężczyzny, który nie mógł mieć więcej niż trzydzieści kilka lat. Pod ścianami stały rzędy szaf, które w swych czeluściach skrywały różnego rodzaju akta i rejestry, a także słoje z eksponatami wycinanymi z delikwentów, którzy wcześniej już spoczywali na metalowym stole. Wzrok Alexandra nie mógł też ominąć przedmiotów znajdujących się na przysuniętym do stołu z nieboszczykiem mniejszym stoliku. Leżały na nim różnego rodzaju piły, młoteczki, dłuta i dłutka, spiralnie skręcone wiertła. Alexander zawiesił na nich na moment spojrzenie, nim nie przeniósł go znów na trupa.
- Ofiara najprawdopodobniej klątwy uśmiercającej, lecz to przyjdzie nam jeszcze ocenić - powiedział Carrington, wyciągając różdżkę. Zatrzymał się jednak w pół ruchu, spoglądając na Selwyna z mieszanką różnych emocji. - Otwórz - rzucił ostatecznie krótko, cofając rękę.
Alexander skinął w podziękowaniu głową i sam uniósł różdżkę nad bladą klatkę piersiową nieboszczyka spoczywającego na stole. Mężczyzna był zadbany, nie nadmiernie umięśniony lecz wyraźnie w formie. Okrucieństwo w jego śmierci krzyczało, lecz Selwyn był już odporny na te pierwsze fale emocji. Wiedział, że wszystko ma jakieś drugie dno, a świat nie występuje tylko w odcieniach czerni i bieli. Odepchnął więc poczucie niesprawiedliwości świata względem istnień ludzkich oraz przedwczesne współczucie.
Alexander założył na dłonie rękawiczki z bardzo cienkiej cielęcej skóry i sięgnął prawą ręką po skalpel. Robił to ręcznie, za każdym razem jak przyszło mu mieć możliwość rozcinania ludzkiego ciała. Przyłożył ostrzę do skóry trupa i przeciągnął nim przez sam środek śródpiersia w osi strzałkowej. Biała skóra została splamiona bladoróżową kreską cięcia, a naprawdę niewielkie ilości już intensywnie zaciemniałej krwi wypłynęły z ciała. Selwyn zatrzymał się jednak i spojrzał na Carringtona. Ten uniósł pytająco krzaczastą brew, nim nie odezwał się lekko drwiącym tonem.
- Paniczyk czeka aż kości same się przed nim rozstąpią? - zapytał, trącając palcem piłę chirurgiczną. Zmatowiała stal szczerzyła do stażysty kły stamtąd, skąd leżała. - No dalej, Selwyn, za kilka tygodni nie będziesz już mógł się tak zastanawiać. Udam więc, że tego nie widziałem. Piła. Bez magii, skoro tak ci się to podoba - zarządził Carrington głosem nieznoszącym sprzeciwu, zakładając ręce na piersi. Alexander drgnął, odkładając skalpel i ręcznie poszerzając otwarcie przez powłokę skórną i mięśnie. Na jego miejsce chwytając lekko stępiałą piłę chirurgiczną umieścił jej zęby w powstałym otworze. Z piłą było niestety o tyle gorzej, że użycie jej wymagało większej siły, do tego trwało o wiele dłużej bez pomocy ze strony czarów. Selwyn zacisnął tylko zęby i wykonał pierwszy ruch w przód. Przyciągnął piłę do siebie, odepchnął od siebie. Do siebie, od siebie, do siebie, od siebie - a chrzęst rozcinanego mostka i ciche posapywania Selwyna odbijały się echem od wykafelkowanych ścian prosektorium. W końcu jednak oba te dźwięki zamarły, gdy Alexander wyczuł pod piłą charakterystyczne zmniejszenie oporu.
- Już? To teraz odsłoń mi to wszystko przy pomocy haków - Carrington zakomenderował, samemu zakładając podobne selwynowym rękawiczki, które jednak były o wiele bardziej zużyte i wykonane ze zdecydowanie gorszej jakości skóry. Alexander nie oponował, odkładając piłę i sięgając po lekko zdezelowane haki chirurgiczne. Odciągnął przy ich pomocy skórę i mięśnie, następnie używając haków odrobinę innego rodzaju rozwarł żebra chwytając o brzegi mostka.
- Jeżeli w końcu jest gotowe to się odsuń - rzucił starszy uzdrowiciel, a Alexander bez słów odsunął się na bok i obserwował, jak Carrington zaczyna wykrawać serce z piersi nieboszczyka. Podszedł bliżej, uważnie przyglądając się sposobowi prowadzenia skalpela przy użyciu magii. Nawet jeżeli był to nieboszczyk to Carrington i tak robił wszystko bardzo ostrożnie, by nie zniszczyć tkanek. Po kilku minutach ciszy i skupienia Carrington uniósł spojrzenie znad zwłok, zadzierając głowę do góry by spojrzeć na wysokiego młodzieńca.
- Na stepujące sklątki, jesteś za wysoki dla swojego własnego dobra. Wyjmij serce - powiedział, robiąc Selwynowi miejsce. Całą brudną robotę zostawiał stażyście, co z kolei wcale nie zdziwiło Lexa. To było bardzo, bardzo typowe. Nie ociągając się jednak sięgnął długimi palcami wgłąb ziejącej dziury w klatce piersiowej. Owszem, śmierdziało, jednak człowiek zawsze trochę śmierdzi w środku - a przyzwyczajenie się do tego było tym, czego wymagało się od kursantów na stażu uzdrowicielskim. Otoczył dłońmi narząd z lewej i z prawej strony, po czym tworząc niewielki koszyczek z dłoni wydobył serce w górę i umieścił jej na głębokiej tacce z wywiniętymi do góry brzegami. Carrington wziął się za egzaminowanie narządu bez jakiegokolwiek słowa skierowanego do Selwyna. Ten znów skupił się na obserwowaniu uzdrowiciela, kiedy niespodziewanie starszy z mężczyzn wyprostował się i triumfującym głosem nie wykrzyknął:
- Acha!
Zamachał na Selwyna ręką, po czym palcem w rękawiczce z cienkiej skórki wskazał na rozpołowione serce. - Tutaj. Widzisz to tutaj?
Alexander pochylił się jeszcze bardziej i wytężył wzrok. Zaraz też dojrzał, o co chodziło Carringtonowi.
- Zawał. Wyraźna patologiczna budowa ściany serca. Porażenie zaklęciem Commotio mogło wywołać natychmiastowy zgon w przypadku takiej wady - zawyrokował Alexander, zerkając pytająco na Carringtona. Ten rozpogodził się i energicznie kiwnął głową.
- Dokładnie. Opisz mi to serce i umieść w słoiku. Razem z pełnymi aktami chcę to widzieć na swoim biurku za godzinę, ni minuty więcej. Posprzątaj i poskładaj jakoś te puzzle - powiedział Carrington, zdejmując z dłoni rękawiczki i niedbałym ruchem pokazując na otwarte ciało na stole. Alexander śledził mężczyznę wzrokiem, gdy ten oddalał się od stażysty. Selwyn stał nieruchomo aż za starszym uzdrowicielem nie zamknęły się drzwi. Wtedy dopiero drgnął i spojrzał ponownie na serce, a następnie na nieruchomą, spokojną twarz mężczyzny na stole. Westchnął tylko i w ciszy wziął się do pracy, poza nieboszczykiem nie mając w prosektorium żadnej kompanii.

| zt - 1612 słów[bylobrzydkobedzieladnie]




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
 

Prosektorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Podziemia, poziom I: Prosektorium-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17