Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 British Museum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: British Museum   16.07.16 18:18

First topic message reminder :

British Museum

Każdy obywatel Anglii powinien znać historię swego kraju i dbać o to, by pamięć o niej była wciąż żywa - tyczy się to nie tylko społeczności mugolskiej, ale również czarodziejskiej. Nie dziwi więc nikogo, że najbardziej okazałe muzeum w kraju ma również dwoistą naturę. Magiczna część muzeum doskonale ukryta jest przed niepożądanymi gośćmi, skrywając w sobie sekrety czarodziejskiej przeszłości Anglii. Zaczarowane wystawy przyciągają spojrzenia zarówno młodych, jak i starszych odwiedzających. Bogate zbiory muzeum umożliwiają prześledzenie dziejów danych czarodziejów, wielkich figur w świecie magii czy też wyobrażenie sobie życia zwykłych ludzi na przestrzeni wieków - również w czasach tych lat bardziej strasznych, na których wspomnienie niektórym z czarodziejów wciąż włos się jeży na głowie. Na zwiedzających czekają przewodnicy, gotowi w najdrobniejszych szczegółach opowiedzieć o wszystkim, o co tylko zostaną zapytani. Po muzeum krążą też nieustannie ochroniarze, dbający o spokój i bezpieczeństwo zarówno ludzi, jak i eksponatów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gwendolyn Grey
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa http://www.morsmordre.net/t5762-skrzynka-gwen#135985 http://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
malarka, przewodniczka
20
Mugolska
Panna
Nie chcę być symbolem czegokolwiek. Jestem tylko sobą.
6
13
12
0
3
0
3
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: British Museum   12.02.18 22:37

Moja matka się tam wyprowadziła... a ja z nią – wyjaśniła z uśmiechem, nie dając po sobie poznać, że to wspomnienie jednak trochę ją boli.
Słysząc kolejne słowa Jocelyn Gwen posępniała: wyraźnie widać było, że wie, co uzdrowicielka ma na myśli.
Zwykle nie jest to pierwsza rzecz, o której mówię – powiedziała tylko krótko.
Prześladowania mugolaków zaczęły się jeszcze w trakcie jej nauki, dlatego rozumiała cały problem. Jednak.. po prostu chyba musiała to w końcu komuś powiedzieć, zwłaszcza, że nie miała tu wielu znajomych. Spojrzeniami Jocelyn nie przejmowała się szczególnie: rozumiała je i wiedziała, że dziewczyna została wychowana w innych warunkach, niż ona sama.
Skinęła głową, słysząc jak jej towarzyszka mówi o magii.
No właśnie... to się po prostu czuje. A mugole mają niezwykły dar do rozkładania wszystkiego na części pierwsze i próby zrozumienia prawdziwej istoty rzeczy. No wiesz, ty nie wiesz, jak działa różdżka, ale dziecko z rodziny mugoli prawdopodobnie bez wahania powie ci, jak działa prąd. O czarodziejach nie można tego powiedzieć.
Po chwili dodała:
– Nie zrozum mnie źle, absolutnie nikogo teraz nie osądzam. Po prostu... te dwa rozdzielone światy są tak inne... i mogłyby się tak dobrze dopełniać.
Gwen westchnęła, słysząc kolejne słowa Jocelyn.
Wiem, że to jest utopijna wizja. Ale wierzę... wierzę, że przynajmniej do pewnego stopnia to byłoby możliwe. Niestety, żaden ze mnie specjalista, by się tym na poważnie zajmować.
A może powinna? Jako czarownica, która jest z mugolskim światem bardzo mocno powiązana? Niestety, jej krew jak zawsze była tu przeszkodą. Oj, niedobre to czasy dla dzieci mugoli, takich ja ona. Nawet, gdyby zaczęła edukować czarodziejów prawdopodobni i tak by nic z tego nie wyszło. Może kiedyś... gdy czasy się uspokoją?
Zaśmiała się ponownie, słysząc zdziwienie Jocelyn.
Pod wieloma względami, naprawdę! Czasem mam wrażenie, że choć świat magiczny ma się za lepszy to on utknął w średniowieczu. Weźmy na przykład arystokracje... wiesz, że wśród mugoli wywyższanie się jej jest coraz bardziej sporadyczne? Są nazwiska, które się liczą, owszem, ale... rodziny z historią są coraz mniej zamknięte.
Rudowłosa faktycznie mogła zostać uznana za ciekawostkę, jednak...  sama się takową nie czuła. Była po prostu sobą, trochę rozdartą pomiędzy dwoma światami i sama nie wiedziała, gdzie jest jej miejsce. Gdyby tylko świat czarodziejów był bardziej otwarty na mugolaków na pewno znalazłaby w nim miejsce dla siebie, a tak? Bezpieczniej było unikać jakichkolwiek starć z władzami.
Mogliby w wakacje otwierać Hogwart jako muzeum. Wyobraź sobie te tłumy czarodziejów z całego świata! I nie tylko, pewnie wielu byłych uczniów chętnie by się tam ponownie wybrało. – Nic dziwnego, że Gwen miała akurat takie skojarzenia, skoro właśnie z muzeum obecnie pracowała.
Przechodząc obok obrazów zacnych osobistości, Gwen raczej nie odczuwała żadnych emocji: większości nawet nie znała, pojedynczych kojarzyła z lekcji i to też nie najlepiej: znała ogólny zarys historii magii, ale szczegóły zdążyły wytrzeć się z jej pamięci. Jocelyn mogła więc zauważyć, że w trakcie tego spaceru rudowłosa obserwuje gabloty z dość nieprzytomnym spojrzeniem.





Poświęcić siebie? To właśnie siebie nie można i nie wolno poświęcać.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: British Museum   13.02.18 14:58

Josie skinęła głową. Jej matka pewnie też chętnie wyjechałaby do Francji, gdyby nie konieczność tkwienia przy mężu i choroba, za sprawą której musiała być pod stałą kontrolą uzdrowicieli. Przyjęła też do wiadomości jej kolejne słowa, Gwendolyn powinna być ostrożna, jeśli chodzi o zbyt otwarte obnoszenie się z poglądami. Nawet teraz Josie rozejrzała się uważnie, żeby się upewnić, czy nikt nie usłyszał jej kontrowersyjnej mowy; także przez wzgląd na swoje dobro, nie chciałaby zostać posądzona przez konserwatywne kręgi o niestosowne sympatie. Zależało jej na podtrzymywaniu neutralności, tym bardziej że grono jej rodziny, znajomych i współpracowników stanowili ludzie o zróżnicowanych poglądach. Nie była jednak ani trochę świadoma tego, że już formowały się dwie przeciwne strony, i nawet jej otoczenie nie było od tego wolne.
- Prąd? Taki w rzece? – zdziwiła się, bo to rzeka lub ewentualnie morze były jej pierwszym skojarzeniem po usłyszeniu tego słowa, i zaskoczyło ją, że mugole analizowali dokładnie takie zjawiska. – Myślę, że czarodzieje którzy bywają nad wodą wiedzą czym jest prąd – powiedziała więc, nie wiedząc że właśnie wychodziła na skończoną ignorantkę. – A o tym, jak działa różdżka, najwięcej wiedzą różdżkarze. Bardzo starannie strzegą swoich tajemnic, więc inni czarodzieje mogą tylko się zastanawiać, jak połączenie drewna z rdzeniem daje magiczną moc. – Josie nie była Ollivanderem, więc nie wiedziała, jak udawało im się sprawiać, żeby różdżki, które tworzyli, czarowały. Było to ścisłą tajemnicą rodu, do której nie dopuszczano obcych, pozostawało jednak faktem, że różdżka stanowiła przedłużenie dłoni czarodzieja, że to dzięki niej mogli rzucać zaklęcia, chyba że któryś był na tyle potężny, by opanować magię bezróżdżkową.
Wolała jednak nie ciągnąć grząskiego tematu utopijnej i nierealistycznej wizji świata w którym mugole i czarodzieje ściśle ze sobą współpracują. W tych czasach, w dobie nastrojów antymugolskich lepiej było zachować takie myśli dla siebie, a Josie naprawdę nie chciała by ktoś uznał ją za osobę promugolską. Wolała trzymać się kurczowo asekuracyjnej, obojętnej neutralności.
- Stare rody bardzo dbają o swoje tradycje, są one ważnym elementem ich życia – wyjaśniła, jako córka szlachcianki doskonale rozumiejąc jak działało to środowisko i jak ważne były odpowiednie obyczaje i podtrzymywanie ich. – Ale nie są zbyt otwarci na nowości i zmiany, to trzeba przyznać. – Dobrym przykładem była nawet jej matka. I wielu innych. To też wyjaśniało dlaczego uczniowie szlachetnego pochodzenia często już w szkole wywyższali się nad mugolakami, choć oczywiście nie wszyscy. Większość krewnych jej matki była dość tolerancyjna w tym względzie. Podziały zaznaczały się bardzo wyraźnie już na tak wczesnym etapie życia jak szkoła, kiedy w jednym miejscu stykały się dzieci wychowane w poczuciu wyższości nad całą resztą czarodziejów i mugoli, oraz mugolacy którzy usłyszeli o magii dopiero po otrzymaniu listu. Hogwart był zróżnicowanym miejscem, tak jak zróżnicowani byli sami czarodzieje.
- Hogwart też bardzo starannie strzeże swoich tajemnic oraz swojego położenia przed niepowołanym wstępem. Nie bez powodu chronią go liczne zaklęcia – dodała. Był ukryty pod mnóstwem zaklęć, znajdował się na odludnych obszarach, gdzie trudno było się dostać. Czytała o tym co nieco w Historii Hogwartu. – Choć przyznaję, przyjemnie byłoby móc go jeszcze kiedyś odwiedzić i przejść się jego korytarzami i błoniami, zobaczyć obrazy, pokój wspólny Ravenclawu... Był naprawdę piękny, a jeszcze piękniejszy był widok z jego okien. Do tej pory zachowałam trochę szkiców, które rysowałam przysiadając na parapecie.
Przechodziła wzdłuż obrazów, rozmyślając i od czasu do czasu spoglądając w stronę byłej Puchonki. Czy i jej myśli pomknęły teraz do lat szkolnych? Czy mimo tej dziwacznej fascynacji światem mugoli miała w sobie jakiś sentyment do tego wyjątkowego daru, jakim była magia i możliwość jej zgłębiania w Hogwarcie? Dla takich jak ona, dzieci mugoli, był to w końcu niezwykły przywilej, że mimo braku magicznej krwi z dziada pradziada zostali dopuszczeni do tego świata i mogli w nim żyć, nawet jeśli często towarzyszyły im uprzedzenia.





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa http://www.morsmordre.net/t5762-skrzynka-gwen#135985 http://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
malarka, przewodniczka
20
Mugolska
Panna
Nie chcę być symbolem czegokolwiek. Jestem tylko sobą.
6
13
12
0
3
0
3
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: British Museum   13.02.18 15:18

Gwen roześmiała się w głos: w życiu nie przyszłoby jej do głowy, że „prąd” użyty w tym kontekście można skojarzyć z wodą i Jocelyn po prostu niezmiernie ją zaskoczyła.
Nie, nie... wybacz mi, ale... to było zaskakujące. Prąd to coś, dzięki czemu mugole mają światło. Na przykład latarnie na mugolskich ulicach są przez nie napędzane. Nie wiem, jak dokładnie działa, ale chyba chodzi o jakieś przewody, które go przenoszą... Błyskawica chyba też jest prądem... albo czymś w tym rodzaju. A mugole po prostu ją ujarzmili. No, można tak powiedzieć. I widzisz, u mugoli też tylko specjaliści zajmują się prądem i podobnymi rzeczami, ale chodzi mi o to, że przeciętny człowiek potrafi te... podstawowe rzeczy wyjaśnić, gdy go spytasz.
Po prawdzie, Gwen też nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co się tak naprawdę w świecie magii dzieje. Dwie strony? Które się ze sobą kłócą? Oczywiście, że w przestrzeni publicznej spierały się różne opinie, ale rudowłosej nie przeszło nawet przez myśl, że sprawa może być aż tak poważna, jak było w rzeczywistości.
Przytaknęła głową, słysząc o rodach.
Chociaż... to ma swój urok – przyznała. – Ale chyba nie mogłabym żyć w tak zamkniętym środowisku. To tak zniewala! Musisz wybrać dobrego męża, urodzić dzieci, dobrze zachowywać się w towarzystwie i zwracać uwagę na to, co inni mówią... to takie męczące! Lepiej robić w życiu to, co się chce, a nie to, co się musi.
Dla niej, jako artystki, to było szczególnie istotne: gdy tworzyła, nie lubiła widzieć wokół siebie barier. Gdyby miała nad sobą rodzinę, wymuszającą na niej konkretne poczynania, prawdopodobnie nigdy nie rozwinęłaby się tak bardzo, jak teraz: Gwen miała bardzo delikatny charakter i gdyby jej rodzice byli bardziej zamknięci, prawdopodobnie i ona odgrodziłaby się od świata aż do końca swoich dni. Na szczęście wychowała się w domu, który wspierał ją we wszystkim, co robiła. Czego nie można było powiedzieć o jej szkole...
Kiwnęła głową. Zapominała o zaklęciach, to fakt, ale nie miała najmniejszego zamiaru się do tego otwarcie przyznawać.
Ja chyba najbardziej lubiłam wieżę astronomiczną – przyznała. – Widok z niej był zniewalający. Mam gdzieś jeszcze jakieś szkice... nawet chyba obraz leży gdzieś w moim mieszkaniu. Ech, chyba muszę znów namalować coś nocą. Zwykle maluje jasne rzeczy, ale mrok, ciemność... i gwiazdy mają w sobie wiele uroku.
Jej wzrok uciekł na chwilę, spoczywając na zegarze wiszącym na jednej ze ścian.
Ojej, już tak późno? – powiedziała mimowolnie do siebie. – Przepraszam, że cię tu tak zatrzymałam... Ale chyba muszę iść, bo niedługo zamkną mi wszystkie sklepy! – Widać było, że jest naprawdę zawiedziona i właściwie nie ma większej ochoty, by odchodzić





Poświęcić siebie? To właśnie siebie nie można i nie wolno poświęcać.
Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane http://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn http://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane http://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 http://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
Idź za marzeniem i znowu idź za marzeniem
I tak dalej aż do końca
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: British Museum   13.02.18 16:16

Jocelyn uniosła brwi jeszcze wyżej.
- Więc mugole oświetlają latarnie ujarzmionymi błyskawicami? – zdziwiła się, choć nie rozumiała, jak mogli tego dokonać i na jakiej zasadzie to działało. – Czy to jest bardzo... niebezpieczne? – zapytała, bo miała nie najlepsze wspomnienia związane z błyskawicami po nocy pierwszego maja. Wolała o tym nie myśleć, ani nie zastanawiać się jak mugole ujarzmiali błyskawice bez magii bo przy jej zerowym stanie wiedzy o ich świecie to chyba przekraczało jej wyobrażenie.
Josie wiedziała o bieżących wydarzeniach tyle, ile mogła sama zaobserwować lub wyczytać w gazecie, i nawet nie zastanawiała się nad tym, że to tylko część wszystkiego co się działo. Niewiedza była jednak wygodniejsza i bezpieczniejsza, przynajmniej w tym względzie, bo choć panna Vane była osobą głodną wiedzy, to nigdy nie ciągnęło ją do polityki i tego typu męskich spraw.
- Dla kogoś, kto urodził się w takim środowisku, wszystko to jest całkowicie normalne i oczywiste – przyznała. – Odpowiednie aranżowanie związków też jest elementem dbałości o zachowanie tradycji i zachowaniem ich dla kolejnych pokoleń. Albo wychowanie, któremu są poddawani od małego. Ja też byłam – przyznała lakonicznie, nie wdając się w szczegóły, nie opowiadając o wychowaniu, które odebrała i presji, która towarzyszyła jej przez te wszystkie lata. Nie dorastała może w pełnym przepychu dworze ani nie nosiła znakomitego nazwiska, ale odebrała odpowiednie wychowanie i była przygotowywana do roli żony. Nie łudziła się też, że będzie miała wolny wybór, jej matka nie pozwoliłaby jej poślubić nikogo, kogo krew nie byłaby co najmniej czysta, zbyt mocno marzyła że jej córki osiągną awans społeczny, którego ją pozbawiono. W dzieciństwie wcale nie mówiono jej, że może robić ze swoim życiem to co chce, zawsze towarzyszył jej pewien przymus i presja, choć tylko ze strony matki o wysokich ambicjach, nie całej rodziny i otoczenia, jak to miało miejsce wśród prawdziwych szlachcianek. Sama też w pewien dziwny sposób pragnęła zadowolić pokładane w niej oczekiwania i dostosować się – bo zawsze wiedziała, że musi to robić, jeśli chce, żeby matka ją zauważyła i pokochała. Uczuć ze strony Thei Vane nie otrzymywało się za darmo, trzeba było sobie na nie zasłużyć.
Gdyby Gwen przyszła na świat w takiej rodzinie, zapewne też nie znałaby innego stanu rzeczy. Josie mogła tylko sobie wyobrażać jak żyły zwyczajne rodziny, w których rodzice kochali swoje dzieci za to, że były, a nie za spełnianie ich ambicji. Minęły lata zanim sama się przekonała, że jej rodzina odbiega od innych, że nie wszystkie młode dziewczęta są traktowane tak jak ona.
- Też ją lubiłam. I wiele innych miejsc. Na przykład bibliotekę, zawsze lubiłam spędzać tam czas – przyznała, choć z samej astronomii nie pamiętała za wiele, bo przestała się jej uczyć po zdaniu sumów i chyba przydałoby jej się odświeżyć sobie wiedzę, bo zauważała, że przez tak silne pochłonięcie nauką anatomii znacząco zaniedbała inne sprawy. A przecież w Hogwarcie zawsze uchodziła za prymuskę, która spędzała większość wolnego czasu z nosem w książkach i zawsze miała dobre oceny, nawet z przedmiotów za którymi nie przepadała, choć jak widać pozwoliła sobie zapomnieć wiele informacji z nich gdy już opuściła szkołę. – I zwykle też rysuję jasne rzeczy. – Jej rysunki to były w większości szkice roślin, kwiatów czy zwierząt, czasem szkicowała ludzi lub przedmioty. Na bardziej czasochłonne obrazy olejne nie miała od dawna czasu, więc częściej oddawała się rysowaniu ołówkiem, niekiedy atramentem.
Także nie zauważyła, że była już ta godzina.
- Och, chyba też powinnam już wracać – powiedziała; Thea zapewne znowu będzie marudzić, choć pewnie poczuje się udobruchana, gdy się dowie że Josie przeznaczyła ten czas na odwiedzenie muzeum. Choć spotkanie ze szkolną koleżanką raczej przemilczy, matka nie musiała wiedzieć o wszystkim.
Podziękowała jej za rozmowę i pożegnała się. Zagadana nie zdążyła obejrzeć wszystkich sal, ale zawsze mogła dokończyć w inny dzień, choć nie była pewna, czy w najbliższym czasie nadarzy się okazja. Tegoroczny maj był bardzo nieprzewidywalny.

| zt?





The good ti­mes of to­day are the
 sad thou­ghts
of to­mor­row.
Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa http://www.morsmordre.net/t5762-skrzynka-gwen#135985 http://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
malarka, przewodniczka
20
Mugolska
Panna
Nie chcę być symbolem czegokolwiek. Jestem tylko sobą.
6
13
12
0
3
0
3
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: British Museum   13.02.18 17:36

Zastanowiła się: nie miała często okazji tłumaczyć takich rzeczy. Nie było to dla niej zbyt łatwe: choć wynalazki mugoli były jej codziennością to jednak jej edukacja przebiegała głównie w szkole czarów, gdzie o takich rzeczach mowy raczej nie było. Bardzo chciała jednak wyjaśnić Jocelyn tę sprawę tak dobrze, jak tylko potrafiła, skoro już zaczęła ten temat.
W pewnym sensie błyskawice... prąd chyba też tworzy się, gdy coś potrzesz... czasem, jak się dotyka różnych rzeczy to czuć takie... kopnięcie. I z tego co wiem potrafi być bardzo niebezpieczne, jeśli ten... przewód będzie zepsuty. Ale mugole robią wszystko, by ryzyko było jak najmniejsze.
Nie kłóciła się ze słowami Jocelyn:
Zapewne tak jest. Inaczej ten system nie funkcjonowałby już dawno. – Skinęła głową, mówiąc.
Absolutnie nie miała zamiaru ciągnąć uzdrowicielki za język: nie znały się przecież za dobrze, a osobiste sprawy Jocelyn zdecydowanie nie były czymś w co mogłaby, lub powinna się wtrącać. Wprawdzie czasem zdarzało jej się powiedzieć o słowo za dużo, lub spytać o coś, o co nie powinna, jednak w tym przypadku wyraźnie czuła, że drążenie tematu nie ma najmniejszego sensu.
Cenię książki, choć nie jestem molem książkowym – przyznała. – Ale tak... ta biblioteka jest wspaniała. Po prostu Hogwart, jako budynek, jest niezwykły. W całości.

Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy, Jocelyn – powiedziała, żegnając się z nią. – W razie czego jestem tu kilka razy w tygodniu.
Po tym, jak rozstała się z uzdrowicielką, rudowłosa artystka w końcu ruszyła do domu, po drodze wkraczając do sklepu po drobne zakupy, bez których nie byłaby w stanie przygotować obiadu. W międzyczasie zastanawiała się nad tym, czy jeszcze los da kiedyś im się spotkać? Naprawdę miło byłoby nawiązać relacje z kimś, kto tak jak ona, zajmuje się sztuką. Może i Jocelyn nie była profesjonalną malarką, ale przecież nie o to w tym chodzi. Liczy się to, czy czujesz w duszy potrzebę tworzenia, a nie życia z tego.

| z/t





Poświęcić siebie? To właśnie siebie nie można i nie wolno poświęcać.
Powrót do góry Go down
 

British Museum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» British Museum

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18