Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Potańcówka braci Fancourt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Potańcówka braci Fancourt   16.07.16 18:33

Potańcówka braci Fancourt

Nawet czarodzieje od czasu do czasu potrzebują się rozerwać i w rytm rock and rolla odtańczyć skocznego jive'a. Dwaj bracia Fancourt założyli przed paroma laty wypełniony muzyką lokal na wzór mugolskich potańcówek. Gwarantują wszystkie czynniki zapewniające przednią zabawę - najznamienitsze szlagiery, olbrzymi parkiet, klimatyczne oświetlenie i doborowe towarzystwo. Gdy ktoś zmęczy się tańcem, może odpocząć przy jednym ze stolików otaczających gęsto zaludniony parkiet. W powietrzu nieprzerwanie dryfują szklanki wody i kieliszki słabego, najpewniej rozcieńczonego czerwonego wina.
Choć nawet w trakcie tygodnia można tu ujrzeć co najmniej kilkanaście par wirujących w energicznym tańcu, prawdziwe tłumy spotyka się dopiero w weekendy - a przynajmniej tak było przed wprowadzeniem jednego z dekretów Minister Magii. Dalej czarodzieje gromadzą się tutaj, by dobrze się zabawić, jednak nie tak licznie, jak mieli w zwyczaju. Czyżby ponownie nastały czasy, w których lepiej nie wychylać nosa poza dom?


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   04.09.16 14:23

26 luty?

Dzisiejszy dzień był dla Titusa trochę stresujący - głównie dlatego, że znowu wychylał się ze sklepu zerkając w stronę Zwierzyńca i znowu nie widział żadnej rudej czupryny, która przecież powinna siedzieć za ladą! Lotta rozpłynęła się w powietrzu, jednego dnia trzymali się za ręce stąpając po bruku ulicy Pokątnej, następnego już jej nie było - w pierwszej chwili Ollivander pomyślał, że może oszalał? Może tak naprawdę dziewczę nigdy nie istniało? Może miał halucynacje i inne omamy?...
Po drugie był tak rozkojarzony, że przy polerowaniu złamał jedną z różdżek, jeszcze na oczach starego Garricka, który tak się wściekł, że w momencie zrobił się czerwony jak burak, zaczął wrzeszczeć i zanim Titus zdążył uciec złapał spod lady gazetę, którą przez bite dziesięć minut okładał go po łbie.
Później było tylko gorzej, bo jak już trochę się uspokoił to dotarło do niego, że magazyn, który ściska w ręce to nie żadne pismo naukowe, tylko mugolski tygodnik o motoryzacji, który jego podopieczny czytał z zapartym tchem w tajemnicy przed wszystkimi. Znowu przybrał barwę dorodnego rubinu i znowu wrzeszczał przez pół godziny grożąc, że powie o wszystkim ojcu. To, że ostatecznie udało się go udobruchać było prawdziwym cudem!
Był więc młody Ollivander niezwykle rad, kiedy wreszcie mógł opuścić różdżkarnię i choć przykleił nos do szyby sklepu ze zwierzętami, nadal nie dostrzegł tam Charlotty, tylko pani Pickle pomachała mu wesoło, ale nie miała czasu na żadne pogaduszki. Brodząc po kostki w rozmokłym śniegu ruszył przed siebie. Tyle, że wcale nie miał ochoty wracać do domu, bo to wiązałoby się z konfrontacją z rodzicami i pewnie także z wujem Garrickiem, który niby obiecał trzymać język za zębami, ale wciąż był na niego trochę zły. Lepiej poczekać aż ochłonie... I udać się w jakieś odstresowujące miejsce... A czy było coś bardziej rozluźniającego niż szalony taniec w rytmach rock'n'rolla? Oczywiście, że nie! Potańcówka braci Fancourt! Dlaczego od razu na to nie wpadł!
W aktualnej chwili był już w lokalu - niewiele osób zdecydowało się poszaleć tego wieczora. Tylko kilka par wywijało na parkiecie w rytmicznym, szalonym tańcu. Kapela młodych czarodziejów próbowała rozgrzać publikę i zdaniem Titusa spisywali się całkiem nieźle! Nogi same mu chodziły, kiedy do uszu docierała muzyka. Zrzucił z ramion płaszcz, odwieszając go na wieszak przy drzwiach, po czym pochwycił jeden z kieliszków wina, spijając całość na raz - rozcieńczony trunek i tak niezbyt mocno zaszumi w głowie. Podrygując ruszył wgłąb sali, swoim sokolim oczkiem wyszukując jakiejś wolnej niewiasty, którą będzie mógł porwać i... nawet szybko ją znalazł. Raczej drobna, wyglądała na niewiele starszą od niego (choć w rzeczywistości dzieliło ich kilka lat), jej radosna twarzyczka wzbudziła jego zaufanie, więc bez ostrzeżenia podbiegł do niej chwytając wpół i ze śmiechem wyciągnął dziewczę na parkiet rzucając się z nią w wir skocznego rock'n'rolla! Och, Tonks! Bylebyś umiała tańczyć!


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   04.09.16 19:48

/wiesz, że 26 luty to niedziela? xd

Można było powiedzieć wiele rzeczy o Justine Tonks. Dla przykładu, pewnie wielu przeszło przez myśl, że jest inna. Dziwna nawet pewnie i przez te głowę przeszło. Niektórym też wymsknęła się ta myśl ustami. Można było stwierdzić, że dziwnie się ubiera lub że sam ubiór to jeszcze nic w porównaniu z jej włosami, które były zmienne jak zdanie niejednej z kobiet. Tonks raczej trzymała się uparcie swoich zdań i przekonań – niestety ku rozpaczy - głównie jej i starszych babć - jej włosy zdawały się mieć całkiem odmienny plan na życie.
Posiadała zdolność, dar – jak to lubiła mawiać jej matka. Mogła, przy odpowiednim skupieniu, zmieniać długość włosów, nosa, uwydatnić usta, jednym słowem, zmienić dowolnie twarz. Gdy skupiła się, mogła nawet kolor włosów wybrać. I o ile każda inna część zdawała się pozostawać w zmienionym stanie póki sam nie postanowiła zrezygnować z niego, to włosy tylko laskawie godziły się na chwilową uległość, która nigdy nie trwała długo. Oh, gdyby tak mogła dzięki tej swojej zdolności sprawić sobie na głowie jakiś czekoladowy brąz, albo ponętny blond z pewnością by to zrobiła. Przez kilka lat próbowała nawet. W końcu przestała, dochodząc do wniosku, że kolorowego bałaganu na jej głowie poskromić się nie da i – niezależnie od tego czego Tonks chce – on i tak będzie żył po swojemu.
Gdy była względnie spokojna (co nie zdarzała się za często – a wie o tym każdy kto choć raz w życiu ją poznal) na głowie nosiła czuprynę, która kolorem przypominała piaskowy blond, naznaczony błękitnymi refleksami. Niestety zawsze. Ale to naprawdę zawsze, coś zafrapowało ją na tyle, że dokonywała się na jej głowie rewolucja, której (na razie) nie potrafiła zapobiec.
Ale nie o tym. Nawet nie ma co pytać, co tu robiła. Bywała tu często, czasem sama, a innym razem nie. Teraz stała pochłonięta swoimi myślami marszcząc nos. Właściwie miała się tu spotkać z jednym osobnikiem – widocznie godzinne spóźnienie pozbawiło ją tej okazji, albo znalazł sobie kogoś innego do zabawy i z tym kimś zniknął. Westchnęła mocno i tego westchnięcia nie skończyła, bo coś ją pociągnęło. A ona pociągnąć się dała. Głównie dlatego, że upór był daremny- czuła, że nie jest silniejsza. Poza tym, przecież przy świadkach nikt by jej nie porywał. Ha! Ją porywać. Dobre sobie ani pieniędzy nie miała, ani żadnych sekretów nie znała. Dla potencjalnego zbira była kompletnie bezwartościowa.
W każdym razie dociągnięto ją na parkiet. Jej umysł lekko rozmiękczony szklaneczką Ognistej nie widział zagrożenia. Dlatego z zaróżowionymi policzkami spojrzała na swojego porywacza i poczęstowała go uśmiechem tak wielkim, że właściwie pół twarzy jej zajmował. Dosłownie sekundy zajęło jej zorientowanie się w sytuacji, bo przez głowę przewinęło się kilka wątków kompletnie niezwiązanych z tematem.
No i zaczęła tańczyć! Bo przecież umiała i lubiła? Jak miałaby nie umieć, jak stałym bywalcem pubów i innych lokali była. Poza tym, ta muzyka wyzwalała ją w jakiś dziwny sposób. Odpychała troski. Pozwalała, by choć na chwilę odłożyć zmartwienia i myśli – których miała w głowie więcej niż mrówek w mrowisku jest. Więc nawet nie spytała o imię. O nic w sumie nie spytała. Pozwoliła się porwać, czasem też śmiejąc się radośnie jak dziecko w wigilię. Wirowała razem ze swoim nowym nieznanym partnerem i odkrywając, że to jest ten konkretny moment, w którym żadna z myśli – zarówno dobrych jak i złych – nie odbijała się w jej głowie z znajomym echem domagając się, by rozpatrzyć ją po raz tysięczny. Nie wiedziała czemu, ale miała wrażenie, że tak wygląda głowa normalnego człowieka, że tak właśnie wolność wygląda.





I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   04.09.16 21:34

/no to ideolo! akurat weekendowe potańcówki, a u ollivanderów się pracuje nawet w święta! Laughing

Nie dostał w twarz, a do jego uszu (oraz uszu zgromadzonych) nie dotarł żaden przeraźliwy krzyk - było dobrze! Tym lepiej, kiedy na słodkim licu panny Tonks wykwitł ten promienny uśmiech - Titus nie mógł powstrzymać swoich warg przed wyciągnięciem się w podobnym grymasie. Z pozoru mógł wyglądać trochę groźnie - wysoki, krótko ścięty (zupełnie jakby wyszedł z jakiegoś zakładu karnego, albo wychował się na blokowisku w dalekiej przyszłości, w szarych latach 90.) w czasach, kiedy wszyscy nosili grzywy a la Elvis Presley, ale w tych błękitnych oczach wiecznie tańczyły łagodne iskierki i czysta radość. Szybko pogratulował sobie wyboru, bo okazało się, że jego towarzyszka wywija jak na wywrotowca przystało! A Titus? Kiedyś przecież uczył się dworskich tańców, więc z racji tego umiał prowadzić kobietę. Później odkrył rock'n'rolla i przestał się ruszać jakby ktoś wepchnął mu kołka w tyłek, jeno zaczął hulać jak małpa! Było więc w tym tańcu trochę obrotów, trochę piruetów, trochę twista i mnóstwo zabawy, tak charakterystycznej przy muzyce tego rodzaju. Bo czyż nie był to po prostu najbardziej pierwotny, najbardziej ludzki sposób wyrażania radości? Titus nie ufał ludziom, którzy wiecznie podpierali ściany, albo wstydzili się hulać w podskokach. Musieli być bardzo smutni... Ale! Trzeba przyznać, że tej dwójce szło wybornie - każdy kolejny ruch miał w sobie nieokiełznany chaos, jednak równocześnie byli całkiem nieźle zgrani jak na nieznajomych, którzy nie mieli wcześniej czasu zamienić chociaż słowa, a co dopiero dogadać choreografii! Stworzyli piękny, wirujący i szalony duet!
W końcu jednak wybrzmiały ostatnie takty piosenki, a ze sceny popłynął głos wokalisty, tym razem spokojniejszy i mniej melodyjny niż przy akompaniamencie muzyki.
- Dziękujemy! Dziękujemy bardzo! Jesteście elektryzującą publicznością! Zapraszamy na krótką przerwę, na zwilżenie gardła a po niej... wracamy z coniedzielną niespodzianką! - Titus nie był jedynym, który głośno bił brawo. Chłopaki spisywali się świetnie i nawet przeszło mu przez myśl, że byliby idealną niespodzianką dla Bertiego, któremu wraz z Polą mieli zamiar urządzić urodziny vel marcówkę. Będzie musiał przedyskutować to z blondynką, ale nie pora teraz o tym myśleć, skoro miał obok inną zacną pannę. Wbił spojrzenie w Tonks, na nowo szczerząc się do niej w uśmiechu.
- Cześć. Wybacz, że tak bez ostrzeżenia. To wszechświat mi kazał. - pokiwał głową, przez chwilę wyglądając tak, jakby mówił całkiem poważnie! Zaraz jednak parsknął śmiechem - Titus. Titus Ollivander. - przedstawił się, wyciągając ku niej dłoń, drugą z kolei oparł na boku, zaciskając palce na materiale swojego ubrania - Ufff, zmęczyłem się. - odetchnął. Ależ to był energiczny taniec! Nic dziwnego, że zaschło mu w gardle i tylko czekał aż podleci do niego kolejna lampka wina.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   04.09.16 23:47

Oh wolna się czuła! Taka wolna i lekka w tym tańcu, pozwalający, bo wszystkie myśli i emocje wyparowały z jej głowy. A miało co wyparowywać, bo właściwie mózg jej nigdy nie spał. Nawet gdy ona sama kładła się spać, by oddać się w objęcia morfeusza, ten knuł tam spiski z sumieniem, by rano zaatakować ją milionem myśli, tych nowszych i starszych, z którymi do tej pory nie udało jej się jeszcze rozprawić, lub też, o których wcześniej nie pomyślała. Zdarzało się też, że pomyślała o jakimś, ale coś innego skupiło na sobie całą jej uwagę tą pierwszą myśl na chwilę wrzucając w czeluść, w której czekała grzecznie, by powrócić znów do jej głowy.
Pewnie, że nie dostał w twarz. Krzyczeć też przecież nie miała po co. W sumie to nawet jakiś medal by mu się należał za to, że na chwilę wywrwal Tonks z jej własnej głowy, co wcale nie było takim prostym zadaniem, bowiem zdawać by się mogło, że wręcz kurczowo trzymała się w środku, nie pozwalając, by ktoś wyciągnął z niej więcej, niż sama chciała pokazać.
Chociaż tutaj zaczynamy kolejny odcinek z serii „jak zrozumieć Tonks”. Właściwie poprawną byłaby odpowiedź: nie da się. Bo Tonks zamykała się w sobie, pozwalając światu dostrzec to co chciała, a jednocześnie mocno potrzebowała też, by ktoś poznał ją całą, dokładnie i dogłębnie. Od samego początku do końca. A jeszcze bardziej chciała, by po poznaniu jej nie uciekł. Zaakceptował to. Został.
Ale wiedziała, że nikt nie zostanie. Czuła to gdzieś podskórnie, a może po prostu powtarzanie w różnych kombinacjach słowa Nits tak się w niej zakorzeniły, że uznała je za suchy fakt? Chciała podzielić się swoimi obawami z bratem. Poszukać pomocy u najlepszej przy przyjaciółki. Wyzbyć się choroby watowatych nóg, które przynosił jej każdy widok Skamandera. Ale nie umiała. A może bardziej nie chciała rezygnować z tego, co już miała, pewna, że wszystko to może tylko stracić.
A Titus jej dzisiaj pomógł. Właśnie tym małym porwaniem na parkiet. Myśli choć na kilka minut przestały obijać się o głowę. Czuła ulgę. Oh, jakże błogi to był stan. Nawet smutek zawitał w jej sercu kiedy muzyka skończyła się. Jednak Titus nie pozwolił, by zaległa między nimi cisza. Gdyby on się nie odezwał pewnie ona by to zrobiła. Nadal mierzyła go spojrzeniem, któremu towarzyszył uśmiech. W oczach błyszczały wesołe ogniki. Na jego słowa wydęła lekko usta i pokiwała z powagą – a przynajmniej starała się poważną minę zrobić, która w ogóle nie wyszła.
-Jak wszechświat każe, to nie ma wyjścia. – wzruszyła lekko ramionami. I choć słowa brzmiały szczerze i naprawdę w to wierzyła, to cały efekt powagi psuł uśmiech. Widocznie Tonks z uśmiechem nie mogła wyglądać poważnie. Właściwie czasem miała wrażenie, że mimo lat nikt na poważnie też jej nie bierze. Właściwie winić mogła za to tylko siebie. Za to, że była tak zamknięta, za to, że czasem traciła wątek i potem nie mogła zorientować się w dyskusji, rzucając coś kompletnie nie pasującego do kontekstu rozmowy. – Tonks. Just Tonks. – przedstawiła się i w sumie dla osoby nowo poznanej musiało to brzmieć tak, jakby nie akceptowała innej formy zwracania się do niej poza „Tonks”. Cóż, na pewno nie akceptowała swojego imienia w ustach osób, które nie należały do rodziny. Więc większość się zgadzała, czyż nie?
-Ledwo dotrzymałeś mi kroku. – rzuciła prowokująco unosząc jedną brew. Jasne, że nie było to prawdą. Ale, kto by się tam przejmował tym właśnie w tym momencie? Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że kojarzy jego nazwisko. Jednak rumiany oddech i lekko przyśpieszony oddech odciągnęły jej myśli od tego wątku, zostawiając go na kiedy indziej.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   07.09.16 12:03

Oj, Titus bardzo chętnie poznałby ją lepiej i DOGŁĘBNIE, ale może nie tutaj, tylko w bardziej ustronnym miejscu. Ostatecznie tutejsze toalety wyglądały na całkiem przyjazne, hehe.
- Po prostu Tonks. Więc się masz Tonks. - uśmiech powiększył się trzykrotnie. Właściwie to nawet nie przyszło mu do głowy, że Just tak na prawdę jest zdrobnieniem od pełnego imienia brzmiącego Justine - bardzo ładnego swoją drogą. Jeszcze raz głęboko odetchnął, ale kiedy zarzuciła mu, że ledwo dotrzymał jej kroku, zmarszczył brwi - Że niby co? Mógłbym tak wywijać przez jeszcze jedną piosenkę! A później kolejne trzy! - energicznie pokiwał głową, ale prawda była taka, że po kolejnych kilku taktach dyszałby i charczał jak stary smok. Oj, powinien popracować nad kondycją, powinien! Kiedyś nawet to rozważał, ale ostatecznie zwątpił, bo zwyczajnie nie widział się w jakichkolwiek innych ćwiczeniach oprócz latania na miotle.
- Usiądźmy na chwilkę, co? Zanim zespół wróci z przerwy. - zerknął w stronę sceny, na której aktualnie znajdowały się tylko instrumenty, czekające aż dłonie muzyków znowu je ujarzmią. Rozejrzał się za wolnym stolikiem - było ich mnóstwo, więc wskazał ruchem głowy jeden z nich - Może tam? - zaproponował. Dał Tonks iść jako pierwszej, w razie gdyby upatrzyła inne miejsce, a gdy wreszcie wybrali odpowiedni stół, Ollivander ciężko opadł na krzesło, wyrzucając nogi pod blat, zaś ręce luźno opuszczając wzdłuż oparcia łączącego się z nóżkami krzesła. Nadal czuł jak mocno bije mu serce i z jakim zapałem pompuje krew. Rock and roll był męczący, ze sto razy bardziej niż tańce, których uczono w kręgach arystokracji! Zaraz jednak sięgnął po dwa kieliszki wina, które akurat przelatywały gdzieś obok i ustawił je na stoliku, jeden z nich podsuwając swojej towarzyszce. Drugi złapał za nóżkę zwilżając gardło rozcieńczonym trunkiem, a później wsparł łokcie na blacie, wbijając spojrzenie w Justine.
- No to, Tonks, może powiesz mi co cię tu sprowadza i dlaczego właściwie jesteś sama? - przekrzywił głowę na jedną stronę - Chyba, że nie jesteś i zaraz dostanę blaszkę w potylicę od jakiegoś mięśniaka, który uzna, że podrywam mu dziewczynę? - jakby z przestrachem rozejrzał się dookoła, ale gdy powrócił wzrokiem do dziewczyny, jego usta na nowo układały się w uśmiechu. Warto było wykorzystać tę krótką chwilę na rozmowę i picie, nawet jeśli pod stolikiem stopy wciąż rytmicznie podrygiwały, a palec wskazujący bezwiednie wybijał rytm, uderzając o wypolerowane drewno - W ogóle... - zaczął, sunąc spojrzeniem po kolorowych kosmykach włosów - Muszę przyznać, że masz bardzo fajną fryzurę, pierwszy raz w życiu widzę, żeby ktoś miał na głowie takie kolory! - serio bardzo mu się to podobało. Wyglądało niezwykle oryginalnie i z pewnością zwracało uwagę. A Titus chyba po prostu lubił takie barwne osobistości - chaos na głowie równał się chaosowi pod kopułą?




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   07.09.16 16:15

Panie Ollivander! Co też pan za nie przystające szlachetnie urodzonym rzeczy opowiada! Toż to nie ładnie tak chcieć kobiety do toalety ciągać, nawet jeśli w swym celu ma się poznanie tejże istoty lepiej, a nawet dogłębnie. Bardzo zresztą wątpliwe, że pomimo niezaprzeczalne uroku który pan posiada, by którakolwiek z panien z ochotą i radością w sercu dała zaciągnąć się do wcześniej wspomnianego miejsca, tylko i wyłącznie po to, by mógł pan splądrować wnętrze jej jamy ustnej, oraz dokładnie zbadać krągłości z których złożone było jej ciało.
Może jakieś by się znalazły. Może i w śród nich była Tonks. Lubiła zabawę. Lubiła też niezobowiązujące przygody. Jednak właściwie nigdy nie doprowadzała tych zabaw do końca, coś w środku mocno ją hamowało. Możliwym było, że to nieszczęśliwa miłość, jak i fakt, a może bardziej jakaś nikła nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone. I że i ona zyska tego, którego tak mcono pragnie.
Ale teraz nie czas był na rozmyślanie o tym. Nie czas na smucenie i smęcenie do kieliszka, kiedy to naprzeciw niej siedział młodzieniec tak żywo zainteresowany dotrzymaniem jej towarzystwa. Przytaknęła głową potwierdzając, że jest po prostu Tonks. Przecież właśnie nią była, nikim więcej i nikim też mniej. Zaśmiała się serdecznie, gdy tak się uniósł tłumacząc jej, że spokojnie mógłby jeszcze dalej wywijać na parkiecie. Uniosła dłonie w geście poddania się i wycofania z poprzedniego oskarżenia, chociaż diabliki w jej oczach nadal tańczyły.
-Jeśli podrygiwanie nogą nazywasz tańczeniem, to z pewnością. – odgryzła się. Może trochę wrednie, ale ton jakim to wypowiedziała, oraz uśmiech który temu towarzyszył sprawiał wrażenie bardziej sympatycznego, nieszkodliwego przytyku, niż wbijania igły.
Zasiadła przy stoliku wskazanym przez jej towarzysza. Dzisiaj miała na sobie dżinsy i jakąś prostą koszulkę. Rzadko paradowała w sukienkach, to zdecydowanie nie był jej styl. Założyła nogę na nogę i wsunęła obie pod stolik. Z chęcią przyjęła kieliszek wina, zwilżając nim gardło. Odrzuciła włosy na plecy, a później swój wzrok całkowicie skupiła na twarzy swojego rozmówcy.
-Może poluję w samotności na nieświadomą niczego zwierzynę? – rzuciła tezę uśmiechając się. Stopą, która wisiała nad ziemią za sprawą nogi ułożonej na drugiej, odnalazła pod stołem dolną kończynę Titusa i bezpardonowo, niby to przypadkiem dotknęła tej jego nogi swoją stopem pod stołem. Wcale nie przypadkiem. Lepiej w te stronę to obrócić, niż chodzić i mówić jaką to się jest spóźnialską osobą. Komentarz dotyczący jej włosów przyniósł na jej twarz grymas. Złapała za kosmyk, jakby chcąc sprawdzić jaki w tej chwili mają kolor, po czym zmarszczyła nos, przez chwilę tak uważnie studiując włosy. W końcu westchnęła upijając znów wina. – Nie umiem nad nimi panować. – przyznała szczerze wzruszając ramionami. Bo co więcej mogła powiedzieć. Że się starała? Że ćwiczyła dniami by w końcu opanować umiejętność zmiany każdej części ciała? I że udało jej się, poza włosami, które robiły na jej głowie co chciały? Nie, tego nie trzeba było mówić. – Przeważnie robią co chcą. – dodaje Tonks, jakby to miało w jakiś sposób cokolwiek wyjaśnić. Przez chwilę mierzy go spojrzeniem, a potem odzywa się znów. – A ciebie co tu sprowadza kompletnie samego? – strzela, zgaduje bardziej. Mając nadzieję, że trafiła. Cóż, przecież nie załamie się i nie pójdzie płakać w kąt, jeśli nie miała racji. Just nie należała do takich osób. Znaczy do tych płaczących w kątach nie należała.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   08.09.16 17:53

Musieli śmiesznie wyglądać wirując na parkiecie, bo jak się okazuje w tym duecie to on miał na sobie sukienkę. Jak na szlachcica przystało nosił powłóczyste szaty, tym razem w kolorze ciemnej śliwki. Właściwie ciężko było szukać w szafie Titusa mugolskich strojów - sam raczej nie miał nic do spodni i koszulek, ale Ollivanderowie byli starym rodem, wuj nie wyobrażał sobie by jego młodszy podopieczny mógł przyjmować w sklepie w takim nieodpowiednim odzieniu! A może po prostu lubił Tytus jak mu było przewiewnie tu i ówdzie?...
- Taaak? A nie boisz się, że myśliwy będzie zwierzyną? - zmrużył delikatnie ślepia, nieznacznie unosząc kąciki ust, a gdy poczuł jej nogę na swojej, opuścił spojrzenie. Nie mógł się jednak powstrzymać i już za moment powietrze przeszył radosny śmiech chłopaka. Uniósł kieliszek w geście toastu.
- Obyś więc upolowała kawał ładnego mięcha. - pokiwał głową. Chlapnął całość na raz, odkładając pusty kieliszek na brzeg blatu - Serio? - wytrzeszczył oczy, kiedy wyjaśniła sprawę z włosami - Ale są fantastyczne, naprawdę! - pokiwał energicznie głową. Chciał nawet zapytać czy potrafi zmienić nos w świński ryjek albo inne śmieszne sprawy, ale ugryzł się w język. Ostatecznie znali się... zaledwie chwilę. Kiedyś, może w bliższej, może w dalszej przyszłości z pewnością poruszy ten temat.
- Po prostu moi znajomi to nudziarze i nie mam z kim chodzić na potańcówki. - stwierdził, wzruszając przy tym ramionami, zaraz jednak pokręcił głową - Nie, żartowałem. Idę od razu z pracy, chciałem się trochę rozerwać i rozluźnić po ciężkim dniu, a nie było czasu na zapraszanie innych. - oj, wiedział, że przynajmniej połowa jego ziomków byłaby zachwycona wizytą na potańcówce! Miał w końcu najlepszych znajomych na świecie! Sam sobie zazdrościł takich fantastycznych przyjaciół.
Tymczasem na scenę zaczęli wracać muzycy, gdzieś w tle sprawdzali instrumenty, dogadując się co do repertuaru, zaś miejsce przy mikrofonie zajął inny mężczyzna - pewnie ktoś w rodzaju opiekuna sali. Odchrząknął, tym samym zwracając na siebie uwagę zgromadzonych.
- A więc, drodzy państwo, mam tę przyjemność zaprosić wszystkich na niespodziankę, którą jest... - tutaj zerknął w stronę perkusisty, który usadowił się za bębnami i pod naporem spojrzenia uderzył w werble tym samym dodając nastroju słodkiego oczekiwania - Konkurs tańca w rytmach rock and rolla! Para, która zbierze najwięcej braw wygra to oto cudowne trofeum oraz ordery uśmiechu! - wskazał dłonią młódkę, która weszła na scenę prezentując nie tylko główną nagrodę (pozłacaną parę wywijającą w szaleńczym tańcu) ale także siebie - machała do publiczności, puszczała perliste oczka i wysyłała soczyste całusy. Titus tymczasem był... zachwycony to chyba mało powiedziane! Oczy błysnęły mu tym intrygującym blaskiem, którym świeciły gdy jeszcze w Hogwarcie co rusz wpadał na świetne pomysły zwykle kończące się szlabanem i utratą mnóstwa punktów... Zanim ktokolwiek zdążył zareagować zerwał się z miejsca wyrzucając w górę jedną rękę.
- Tutaj! Pierwsza para! - zawołał, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że właściwie mógłby najpierw zapytać o zdanie Tonks. Czym prędzej odwrócił się w jej stronę, wspierając na blacie obie dłonie by delikatnie pochylić się w kierunku dziewczyny - Tonks, czy będziesz moją partnerką? - wyszczerzył zęby w uśmiechu - no nie mogła mu odmówić! Nie teraz!




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   09.09.16 2:29

Tonks właściwie była przyzwyczajona do spojrzeń które rzucali jej ludzie. Różnego rodzaju były to spojrzenia: od tych miłych i przyjemnych w których posyłali uśmiechy, przez te z uniesioną brwią, aż do tych krzywych i niechętnych. Te ostatnie ignorowała, na dwa pierwsze rodzaje sama odpowiadała uśmiechem. Gdyby miała się przejmować tym, co sądzi o niej każda sąsiadka z kamienicy w której mieszka, pewnie pozostawałoby jej tylko usiąść w kącie i płakać.
Dlatego teraz mogli wyglądać śmiesznie. Ba, kabaretem nawet mogli być, jeśli by o zdanie zapytać Tonks. Miała to kompletnie gdzieś jak wyglądali. Liczył się tylko i wyłącznie fakt, że w tym konkretnym momencie – kiedy Titus obracał nią na parkiecie – czuła się niesamowicie dobrze. I żadne krzywe spojrzenie nie miało mocy, bo jej to zepsuć.
Ona zaś, głównie z powodu, że sama rzadko zastanawiała się dłużej nad swoją garderobą, kompletnie nie była zdziwiona ubiorem swojego towarzysza. Ani w żaden sposób nie sprawił on, że czuła się przy nim gorzej. Albo, broń boże, że gorzej myślała o nim.
-Potrafię odnaleźć przyjemność zarówno w polowaniu, jak i w byciu łapanym, także odpowiadając: ani trochę się nie boję. – czego miała się bać? Mężczyźni w większości przypadków byli nieszkodliwi, a jej nigdy nie chodziło o nic więcej, jak o dobrą zabawę. Nie dawała nadziei, ani nie składała obietnic z tego prostego powodu, że swoim sercem rozdysponowała już dawno.
Gdy Titus zachwycał się nad jej włosami ona nadal się krzywiła. Ludzie, których poznawała dzieli się zazwyczaj na dwie grupy – na tych, którzy jej włosy krytykowali i na tych, co byli nimi zachwyceni. Tonks zaś marzyła po prostu o jednym, normalnym kolorze. Coś jednak po drodze poszło mocno nie tak i zamiast jednego koloru miała ich na głowie zawsze kilka – co najmniej dwa – a nawet celowa zmiana z wykorzystaniem jej zdolności nie przynosiła stałego efektu. Więc w końcu po prostu zaprzestała walki.
-Po ciężkim dniu najlepiej dać się porwać muzyce. – Tonks przytakuję mu ochoczo i upija alkoholu po raz któryś. Czuje też, że zaczyna mi on lekko szumieć w jej głowie, ale to ta przyjemna tego odmiana. Zanim odkłada kieliszek na scenie pojawia się jegomość, który nie wygląda, jakby miał zajmować się śpiewaniem. I w tym swoim przemyśleniu Tonks wcale się nie myli. Słucha uważnie jego słów, a potem jej oczy padają na dziewczynę, która wdzięczy się na scenie. Nagle Titus się odzywa, więc spojrzenie Tonks ze sceny wraca do niego. Właściwie nawet nie tyle co odzywa, a drze na całą salę zgłaszając się do konkursu.
-Jakbym w ogóle miała jakieś inne wyjście-mówi, śmiejąc się. Bo naprawdę ją rozbawił. Tak prawdziwie. Że chwile zajmuje jej, zanim chichot zamiera na jej ustach i może wziąć udział w konkursie o tą jakże potrzebną jej statuetkę. W końcu podnosi się z miejsca, które zajmowała i na który tak właściwie za długo nie przyszło jej odpoczywać. Podaje dłoń Titusowi i pozwala się zaprowadzić na parkiet. Przecież nie zostawi go w takiej chwili samego, nie? Głupio by to wyszło gdyby odmówiła i sam musiałby szorować. Poza tym, nawet nie miała ochoty mu odmawiać. Dobrze czuła się w jego towarzystwie. Dobrze też czuła się na parkiecie.
W końcu docierają na jakieś bliżej nieokreślone miejsce, ale z jakiegoś powodu wiedzą, że właśnie w tym chcą zacząć swoje wywijanie. Zatrzymują się i stają na przeciw siebie. Tonks śmiesznie wygląda taka mała. Właściwie każdy na sali jest od niej wyższy. Unosi więc lekko twarz by spojrzeć na swojego partnera w tym - z pewnością - zaciekłym pojedynku tanecznym który zaraz się rozpocznie. W końcu muzyka rusza. Ruszają też oni. Bez żadnych oporów Tonks pozwala, by titus prowadził ją przez kolejne takty, wierząc, że doskonale wie co robi. Trochę głupio by było jakby na twarz upadła. W sumie, jej to by nie przejęło za bardzo, śmiać by się zaczęła. Ale Titus na dobrego wyglądał, więc pewnie zmartwiłby się tym upadkiem i tyle byłoby z tańczenia a co dopiero wygrywania statuetki.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   10.09.16 13:19

Tak szerokiego uśmiechu Tonks chyba jeszcze w życiu nie widziała! Rad był, że nie odmówiła - po pierwsze wstyd gdyby musiał sam zamiatać parkiet, a po drugie ufał, że z Justine w parze faktycznie może wygrać! Bo kto był tu zagrożeniem? Ta staruszka ze swoim dziadkiem? Wyglądali jakby ich kości zaraz miały zamienić się w pył! Szesnastolatkowie upojeni alkoholem? Nie mieli pojęcia o tańcu! Dzieciaki hulające w kółko?...
Poprowadził Tonks do samego centrum sali, wolną dłonią wygładzając szatę, w której śliwkowych nitkach odbijały się wielobarwne światła rozlane po pomieszczeniu. Rzucił okiem naokoło, w duchu dziękując wszystkim tajemnym mocom, że nie jest wstydnisiem, bo każde jedno spojrzenie w tym momencie utkwione było w tej dwójce. Choć w gardle troszkę mu zaschło, to teraz nie mogli się wycofać - zacisnął więc palce na dłoniach swojej partnerki i czekał aż pierwsze takty muzyki porwą ich do tańca!...
I ruszyli! Muzyka uderzyła falą w do tej pory stateczne ciała tancerzy. Skoczne rytmy podrywały stopy w górę, sprawiały, że hulały w swawolnej zabawie czy plątały w obszernych połach szaty. Ręce co rusz wyskakiwały prawie że pod same lampy, migające feerią barw. Tytus prowadził ją przez salę trochę w jedną i trochę w drugą stronę robiąc piruety i obroty, rzucając biodrami jak John Travolta! Wyglądało to trochę jak dzikie harce albo taniec godowy jakiejś nieznanej zwierzyny. Ale ile było w tym wszystkim luzu! Ileż cudownej zabawy! Ludzie krzyczeli i tupali, ledwie powstrzymując się przed wtargnięciem na parkiet. Żaden krok, żaden ukłon ani ślizg na kolanach nie był tutaj nie na miejscu, bo rock and roll rządził swoimi własnymi zasadami, zaś najważniejszą z nich był po prostu brak żadnych zasad!
W końcu jednak ostatnia, cichsza melodia wydostała się z bębnów i pudeł rezonansowych, głos ucichł, a ostatecznie piosenkę ucięło energicznie szarpnięcie strun. Titus zgiął się wpół, tym samym kończąc występ, przysunął się bliżej Tonks, palcami jednej dłoni wciąż ściskając dziewczęcą rękę.
- Byłaś fantastyczna! - pokiwał łbem. Czy zebrali dużo braw? Trochę z pewnością, choć niektórzy pewnie i tak bardziej chcieli uhonorować muzyków niż tancerzy. Niemniej ci znowu mieli chwilkę odpoczynku, bo na parkiet już wkroczyła kolejna para gotowa zaprezentować swoje zdolności, a zespół dogadywał kolejną piosenkę. W powietrzu unosił się zapach alkoholu oraz rozgrzanych ciał - czy istniały bardziej fascynujące miejsca niż to tutaj, gdzie radość wylewała się ze sceny uderzając wprost w rozgorączkowany tłum?




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   11.09.16 18:25

Szeroki miał ten uśmiech – prawda sama w sobie. Tak wielki, że pewnie gdyby nie uszy, to owijałby się wokół jego głowy. Ale, uwaga, Tonks znała już ten rodzaj uśmiechu. Był wręcz wizytówką Duncana. Ten to potrafił się szczerzyć. A co najlepsze, a może i najgorsze, od razu na ten uśmiech jego chciało się odpowiedzieć, tak samo zresztą jak na ten Titusowy. Więc Tonks odpowiadała, szczerząc się tak mocno, że po chwili aż ją policzki zaczynały boleć. Ale nie przestawała, bo chęć odwzajemnienia uśmiechu był silniejsza, niż jakiś tam skurcz mięśni twarzowych.
I oczywiście, że nie odmówiła. Pomijając już fakt, że nie miała żadnych argumentów dla których odmawiać by miała temu przystojnemu młodzieńcowi, to Justine lubiła testować siebie. A czy istniała lepsza forma sprawdzenia swoich umiejętności niż konkurs? Tak, faktem było to, że raczej powalającej konkurencji to nie było. A i oni nie ćwiczyli latami rutyny by w końcu zaprezentować ją światu. Bardziej w tym wszystkim liczyła się dobra zabawa niż zwycięstwo. Chociaż wygranie nawet takich zawodów dałoby jej możliwość do chodzenia i chwalenia się, że kiedyś w życiu takie wygrała.
Pozwoliła by Titus poprowadził ją w swoje upatrzone miejsce. Gdy zatrzymali się i oczekiwali na pierwsze takty muzyki przestąpiła z nogi na nogę. Gdzieś w krótkiej chwili przez jej głowę przeleciała myśl, że może to nie dobry pomysł, bo co jeśli uruchomi się jej Tonksowa natura i zamiast ładnego piruetu wyląduje dupskiem na ziemi? Myśl ta jednak zniknęła tak samo szybko jak się pojawiła, pewnie nawet Just skwitowała ją wzruszeniem ramion. Najwyżej będzie się z czego śmiać. Bo to pierwszy raz kiedy swoim bytem przynosi ludziom trochę śmiechu?
Muzyka ruszyła tylko pogłębiając uśmiech na jej twarzy. Jej partner prowadził ją po parkiecie to w jedną, to w drugą stronę, skrzętnie dbając, by każdy kawałek podłogi choć raz mógł poczuć na sobie słodki ciężar ich ciał. Kręciła się, machała biodrami i wykonywała tylko sobie znane kroki. Ludzie śmiali się i klaskali, a oni dawali z sobie tyle ile mogli – przecież nie mogli zawieść tak wiernej publiki.
W końcu zabrzmiał ostatni tak utworu. Policzki Tonks były zaróżowione od wysiłku w oczach zaś świeciły się wesołe, rozbrykane ogniki. Schyliła się w podziękowaniu za oklaski. Do jej uszu dotarły słowa mężczyzny.
-Wiem. – odpowiedziała, chwilę później pozwalając sobie na krótki śmiech. Tak, zabrzmiało to trochę narcystycznie, choć wcale nie miało takim być. Jednak zaczęła tak tylko dlatego, by móc potem powiedzieć. – Ty jednak powinieneś odrobinkę jeszcze poćwiczyć. – cały ton tej wypowiedzi zgubił się, jeszcze zanim w ogóle jej słowa wypłynęły z ust, a efekt wredności, czy docinki psuł uśmiech, który nie schodził z jej ust. Oczywiście, że żartowała. Titus był świetny i z pewnością swoimi umiejętnościami pobijał na łopatki konkurencję. – I co teraz? – zapytała omiatając spojrzeniem salę. Kolejna para tańczyła na parkiecie, ona zaś już całkowicie skupiła swoją uwagę na Titusie.




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   12.09.16 2:21

Zerknął na nią z ukosa, delikatnie kręcąc głową.
- Dobra, od dzisiaj nie robię nic innego tylko ćwiczę, jak spotkamy się w następną niedzielę to normalnie padniesz. - zapewnił - Teraz? Możemy chlapnąć po jeszcze jednym kieliszku. - obrócił się wokół własnej osi chwytając w dłonie kolejne naczynka wypełnione po brzegi czerwonym trunkiem. Jedno podał swojej towarzyszce, drugie przystawił do ust, spijając niewielki łyk. Jeśli jeden kieliszek nie szumiał w głowie, to kolejne dwa albo trzy wykwitły rumieńcem na policzkach Titusa. Nie można powiedzieć by miał mocną głowę, wręcz przeciwnie! Upijał się szybko, jak na nastolatka przystało, a najgorsze, że nawet lubił to robić! Inaczej nie nosiły ze sobą piersiówki.
- Czekamy na wyniki, mam nadzieję, że wygramy, a jeśli nie... - pochylił się w kierunku Tonks - Trzeba będzie ukraść to wspaniałe trofeum, bo nie wiem jak ty, ale ja już widzę jak się pięknie komponuje z moją półeczką. - parsknął śmiechem. Żartował? Czy mówił poważnie? Niby nie wyglądał na złodzieja, ale aż mu się oczy świeciły jak patrzył na tę fantastyczną statuetkę!
Kolejne pary wirowały na parkiecie, a Titus każdego nagradzał gromkimi brawami i głośnymi gwizdami, natomiast chwile względnej ciszy wykorzystywał na zabawianie Tonks rozmową - mówił o wszystkim i o niczym, co rusz podsuwając jej kolejne kieliszki wina. To, choć rozcieńczone, wkrótce zaczęło szumieć między uszami i Titus nawet się nie zorientował, kiedy po raz trzeci zaczął jej opowiadać tę samą historię o tym, jak kiedyś podczas szlabanu przyszło mu odgnomiać ogródek woźnego i jakie śmieszne są te małe stworzonka!
Ostatnia para została nagrodzona brawami, zaś na scenę wkroczył ten sam mężczyzna, który ogłaszał konkurs. Kilkukrotnie uderzył dłonią o dłoń i choć zamierzał ogłosić wyniki, wszyscy już wiedzieli kto wyjdzie stąd dzisiaj jako zwycięzcą.
- Panie i panowie! - zaczął, rozkładając ramiona, zaraz machnął jedną dłonią na kobietę ze statuetką, która już za moment na nowo wbiegła na scenę raz jeszcze prezentując nagrody - Rywalizacja była zacięta, a wszystkie pary, oczywiście z małą pomocą naszej wspaniałej kapeli, rozgrzały tłum do czerwoności! Musieliście jednak wybrać najlepszych i chyba każdy zgodzi się, że była to para... numer jeden! Brawo dzieciaki! - uśmiechnął się szeroko ukazując wszystkim nieskazitelnie białe zęby.
- Słyszałaś?! To my! To my! - Titus roześmiał się głośno, uniósł ręce ponad głowę, bijąc brawo wraz z resztą zebranych, ruszył przed siebie nieco chwiejnym krokiem, oczywiście przepuszczając Tonks, a gdy obydwoje znaleźli się w pobliżu sceny, posłał w tłum głębokie ukłony i soczyste całusy. Mieli statuetkę do odebrania! Ach! I ordery! Nie co dzień dostawało się przecież Order Uśmiechu!




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks http://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 http://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks http://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 http://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
20
15
0
10
6
0
2
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   14.09.16 6:16

Tonks odebrała kieliszek pełen procentowego trunku od swojego partnera po czym zanurzyła w nim usta. Przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele, jakby w tym samym momencie uświadamiając jej, że alkohol rozpościera coraz większą mgłę skutecznie odpychając ją od trzeźwości.
-Jeśli. – powiedziała tylko sugestywnie uśmiechając się w jego stronę Nic nie było pewne w życiu. Nie powinien więc zakładać, że za dokładnie siedem dni spotka ją w tym samym miejscu i będzie miał jeszcze jedną sposobność by pociągnąć ją za sobą na parkiet.
Uniosła jedną brew ku górze na jego kolejną propozycję mierząc go spojrzeniem i zastanawiając się, czy rzeczywiście żartuje. Wszak ton jego wskazywał właśnie na tą opcje, jednak wzrok co jakiś czas tęskno spoglądał się na statuetkę. Justine przez chwilę wróciła myślami do swojego małego pokoiku i zastanowiła się czy znalazłaby u siebie miejsce dla takiej nagrody. Pozłacane trofeum teoretycznie ładnie komponowałoby się z granatem mebli, jednak nijak nie pasowało do wypłowiałych brzoskwiniowych ścian.
W końcu zajęli się rozmową, a ratowniczka z uwagą słuchała każdego słowa, które wydobywała się z ust jej towarzysza. Nie dlatego, że była uprzejma. Bardziej dlatego, że potrafił ciekawie opowiadać. Sama historia z gnomami wielce ją rozbawiała i Tonks nie zabroniła sobie, by roześmiać się podczas słuchania jej, nawet, jeśli jednego wieczoru usłyszała ją trzy razy. Co jakiś czas dzielnie oklaskiwała kończące pary, choć kłamstwem byłoby powiedzenie, że obserwowała ich poczynania z zapartym tchem. Raczej co jakiś czas zerkała w stronę parkietu, niekoniecznie przez zainteresowanie bardziej by zrewidować jak wygląda kolejna para.
W końcu ostatnia para skończyła swój występ co Just przyjęła z lekką ulgą. Kolejny kieliszek wina sprawiał, że jej percepcja odrobinkę zaczęła szwankować. Co prawda nadal wiedziała z kim i gdzie jest, jednak myślenie szło jej jakby trochę wolniej i dłużej. Spiker ponownie wszedł na scenę i skupił całą jej uwagę gdy się odezwał.
-To my! – przyznała mu kompletnie zdumiona. Wygrała coś. Ona. Justine Tonks. Nie mogła w to uwierzyć. Ruszyła w stronę sceny pierwsza, dzięki uprzejmości Titusa. Zalała ich wala braw i gratulacji, a oni oboje z uśmiechem odebrali statuetkę.
Po chwili ludzie wrócili do własnych zajęć. Konkurs się skończył. Tak samo jak zainteresowanie nimi. Tonks trzymała w dłoni nagrodę a swoją całą uwagę skupiała właśnie na Titusie. Przez chwilę mierzyła go spojrzeniem, po czym zbliżyła się o tą niewielką dzielącą ich odległość. To był ten moment, w którym jej organizm powiedział żegnaj rozum, spotkamy się jutro. A sam rozum oddał wodzę rozsądkowi upojonemu alkoholem.
Może jutro będzie żałować. Może nie. Dzisiaj jednak nie miało to znaczenia. Wspięła się na palce i nim Titus zdążył cokolwiek zrobić dotknęła swoimi wargami jego. Smakował alkoholem.
Nie trwało to długo. Chwilę raczej. Zaraz potem opadła z powrotem na pięty i cofnęła się o krok.
-To była przyjemność panie Olliwander. – powiedziała wykonując coś na rodzaj dworskiego ukłonu. Zaraz potem odwróciła się na pięcie i biegiem ruszyła do wyjścia. Tam zaś zniknęła na zakręcie przy końcu budynku, by potem kawałek dalej znów skręcić. I dopiero po kolejnej minucie dość chwiejnego marszu zrozumiała, że nadal ma z sobą statuetkę. Zatrzymała się i spojrzała na nią przez kilka chwil mierząc ją spojrzeniem.
-No cóż… - mruknęła do siebie, jakoś szalenie rozbawiona. Ten co chciał ją kraść w razie niewygrania został właśnie z niej okradziony przez swoją partnerkę. Dosłownie na moment w jej głowie zabłysła myśl by wrócić i zwrócić nagrodę. Zdawało jej się, że Titusowi zależało bardziej. Po tym momencie jednak stwierdziła, że istniało prawdopodobieństwo, że i jego nie ma już na potańcówce. Zaś swoim powrotem zniszczyłaby to jakże dziwne, choć w jej głowie szalenie pomysłowe, wyjście.
Postanowiła więc wrócić do domu, przez chwilę rozmyślała teleportację. Zrezygnowała z tego pomysłu szybko, doskonale wiedząc jakie są skutki złej teleportacji i zawołała Błędnego Rycerza mając nadzieję, że jazda nim nie sprowadzi do jej żołądka żadnych rewolucji.

/zt




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   14.09.16 17:57

- Ale czaderskie odznaki. - roześmiał się, zerkając w dół, na Order Uśmiechu na swojej piersi, który wirował i błyszczał za każdym razem gdy Titus tknął go palcem. Zaraz jednak uniósł spojrzenie na Tonks, rozchylił wargi by coś jeszcze powiedzieć, jednak zrezygnował kiedy dziewczyna zminiejszyła dzielącą ich odległość. Wbił spojrzenie w jej oczy, a kiedy złączyła ich usta w krótkim pocałunku, wstrzymał powietrze. Tego się raczej nie spodziewał, choć nie mógł powiedzieć by ta dodatkowa nagroda nie była najprzyjemniejszą i zdecydowanie lepszą nawet od tej pięknej statuetki. Otworzył szeroko oczy, w tym momencie nie był nawet w stanie się z nią pożegnać, właściwie gdy ona już zniknęła, on wciąż patrzył na drzwi, wielce zdziwiony tym co przed chwilą miało miejsce. Jego usta wyciągnęły się w uśmiechu, zaś powieki opadły, za moment na nowo odsłaniając błękitne oczęta - kilkukrotnie zamrugał, dopiero po chwili wracając do świata, na potańcówkę, gdzie wciąż grała muzyka i ludzie nadal świetnie się bawili.
- Zacze.. Cholera, moja statuetka! - zmarszczył nos. Tak mu się podobała! Już nawet znalazł jej miejsce na półeczce, a Tonks zrobiła go w konia. Jak ją gdzieś spotka (a miał nadzieję, że tak będzie) to z pewnością się upomni. Just trochę mu teraz pomieszała w głowie, więc przesunął dłonią po twarzy, dopiero po chwili rozglądając się naokoło.
- Ej ludzie! Kolejka dla wszystkich! - zakrzyknął, wyrzucając w górę obie ręce. Odpowiedziała mu fala okrzyków i braw, a lewitujące kieliszki zniknęły w zastraszającym tempie - sam chlapnął ostatniego, na odchodne, uregulował rachunek, po czym odebrał swój płaszcz i również opuścił potańcówkę - zadowolony, wyluzowany i trochę zmartwiony faktem, że szedł slalomem, a musiał jeszcze wrócić do domu!

/zt




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   19.02.17 12:30

16 kwietnia?
W sumie ciężko było stwierdzić jak się tu dostał. Chyba po prostu chciał gdzieś pójść po ciężkim dniu pracy i niekoniecznie do domu. Nie dlatego że pokłócił się z którąś z lokatorek carterowej posiadłości, po prostu chciał się gdzieś wybrać. A że nogi zaprowadziły do na potańcówkę... Oczywiście wcale nie zamierzał tańczyć. Chciał po prostu usiąść w tłumie ludzi, poprosić jakieś dobre piwo i posączyć je w spokoju. Musiał tutaj się kiedyś w o wiele piękniejszym towarzystwie niż tylko swoim własnym, ale wiedział, że jego kochana siostrzyczka jest za bardzo zajęta na podobne wypady, a Finnleigh... Odetchnął głęboko, wiedząc, że niedługo ich potencjalny spokój zostanie pięknie zdewastowany. Ale zawsze pozostał wyjazd, jeśli blondynce miało to za bardzo przeszkadzać. Na razie jednak jeszcze nic się nie działo, nie było po co zbyt wybiegać w przyszłość. Teraz skupił się na swoim aktualnym położeniu. Nie powiedział Penny'emu dokąd idzie, bo jego kuzyn jak zawsze był czymś zawalony, a Raiden nie chciał mu zawracać głowy. Zresztą ostatnie wydarzenia sprawiły, że nieco się zdystansował. Spotkanie z Grace, które niosło za sobą dobre i złe strony wytrąciły go z równowagi. Chciał powiedzieć Sproutowi o Artis, pomijając oczywisty fakt zostania ojcem, ale wtedy pojawiła się jego dawna chicagowska słabość i... Temat uleciał. Musiał mu to w końcu powiedzieć, ale żaden moment nie był wystarczająco dobrym. Policjant wszedł do dusznego lokalu, a muzyka jak i cały fetor uderzyły w niego tak gwałtownie, że Carter aż otworzył szerzej oczy. Zaraz też wytrzeźwiał, a nieco skomplikowane myśli uleciały razem z zobaczeniem baru i gamy alkoholi, których musiał spróbować. Uśmiechnął się do siebie i zaczął się przepychać między znajdującymi się wewnątrz osobami. Lawirował między stolikami, gośćmi. Wpadł też na jakąś uroczą dziewczynę, którą przeprosił swoim uśmiechem, a ona zaśmiała się i oczywiście powiedziała, że nic się nie stało. Po drodze zsunął jeszcze z ramion płaszcz, zdjął kapelusz z głowy i powiesił na chodzącym po pomieszczeniu wieszaku. Ten zabrał jego rzeczy dalej, ale Raiden nie musiał się przejmować, że ktoś ukradnie mu ubrania. Strażnik-wieszak reagował bardzo agresywnie, gdy ktoś chociażby połasił się nie na swoje wierzchnie okrycie. Z zadowoleniem rozpiął marynarkę i usiadł przy barze, przejeżdżając spojrzeniem po wyborze. Za jego plecami łupała muzyka, ludzie tańczyli, ciesząc się możliwością dobrej zabawy.
- Co dla ciebie? - rzucił barman, a Carter od razu wskazał Czarodziejski Miód Pitny. Niech no zacznie od czegoś lekkiego. Nie ma pośpiechu, a godzina i tak była wczesna. Mógł spokojnie oddać się przyjemnym aspektom bycia po służbie.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Potańcówka braci Fancourt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» PIKNIK POLICYJNY - potańcówka
» Apartament braci Mortis
» Amarys Reed

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17