Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 1939, dworek w Nottingham

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: 1939, dworek w Nottingham   20.07.16 12:52

~*~

W ślicznej, przygotowanej specjalnie na tej okazji białej sukience czuła się jak królowa balu. Pozwalała guwernantkom wygładzać dłońmi warstwy miękkiego, białego atłasu, który otaczał ją jak pierzasta chmura, upodabniając do tkwiącego na szczycie olbrzymiej choinki aniołka. Raphael pewnie powiedziałby, że przypominała bardziej wyjątkowo puszystą bezę albo bałwana- za to Percy na pewno nie odmówiłby jej tytułu księżniczki.
Którą była, lub do bycia którą miała pełne prawo się poczuwać, otoczona przez sztab rozmawiających pospiesznie kobiet, które prostowały zagięte fałdy sukienki, przygładzały kręcące się pysznie złote włosy, sznurowały wylakierowane specjalnie trzewiczki, wcierały w delikatną, miękką skórę szyi słodkie, jaśminowe pachnidła. Ulla łaskawie pozwalała im na to, błądząca wzrokiem i myślami gdzieś daleko, daleko poza zamkniętą przestrzenią jasnego pokoju, w którym czuła się jak jedna z tych miniaturowych porcelanowych figurek, które jej matka lubiła ustawiać w grzecznym rządku na komodzie. Piękna, krucha i wyjątkowo drobna- niknąca prawie w olbrzymiej przestrzeni dziewczęcej bawialni, która innej siedmiolatce wydawać by się mogła całym światem.
Dla niej nie była niczym wartym uwagi.
Po przybyciu gości pozwalała całować się w policzki, łaskawie dając obsypać się komplementami i dygając wdzięcznie, ze słodkim uśmiechem rozjaśniającym niepokojącą bladą twarz. Dokładnie tak, jak chciała tego matka- bądź piękna i grzeczna, kochanie, piękna i grzeczna. Pozwól im się kochać. Ulla pozwalała więc im na to, niecierpliwiąc się jednak coraz bardziej z każdą oglądaną twarzą- aż do czasu.
-Chodź- zakomenderowała krótko, chwytając szczupłą dłoń ślicznej Inary o wielkich, miłych orzechowych oczach. Nie czekając na pozwolenie guwernantek w ten kapryśny, wyniesiony z wychowania sposób przemknęła przez tłum, szeleszcząc połami sukienki, szybkim truchtem pokonując lśniące schody na piętro. Wciąż nie puszczając z uścisku szczupłego nadgarstka drugiej dziewczynki, uchyliła mahoniowe drzwi jednego z gabinetów i wsunęła się do środka.
Kiedy finalnie odwróciła się w stronę Inary, zielone oczy lśniły.
-Mówiłam, że dam radę- oznajmiła odrobinę prowokacyjnie, z dumą podnosząc ostry podbródek i pozornie niedbałym gestem szczupłej ręki wskazując coś stojącego w centrum pokoju.
Złocony kociołek lśnił lekko w półmroku pokoju, czekając wyraźnie na skorzystanie zeń- nawet nie przez lady Nott, swoją prawowitą właścicielkę.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: 1939, dworek w Nottingham   24.07.16 1:50

Bez. Wdychała jego zapach niemal zapominając, czemu zaciskała w dłoniach brzeg czerwonej sukieneczki, który zakrywał skarby, jakie pieczołowicie pakowała poprzedniego wieczoru w przeźroczyste fiolki, które dostała na ostatnie urodziny. Wszystkie słoiczki zawinęła w miękki materiał  błękitnej chustki, by niepotrzebny (i psujący cały jej wielki plan) dźwięk nie wydał jej dziecięcej tajemnicy. Pozwoliła się nawet bez przeszkód ubrać w długą, koronkową sukienkę w rodowej czerwieni. Nie grymasiła, gdy jej czarne loki próbowano uczesać, ostatecznie pozostawiając rozpuszczone, stanowiące niesforny i naturalny płaszcz za jej plecami.
Marszczyła nosek, gdy guwernantki przytrzymywały ją i poprawiały sukienkę, rozczulając się nad jej urodą. A Inara chciała już iść. Właściwie role odwróciły się w momencie, gdy usłyszała głosy rodziców, a bzowy zapach na nowo otulił jej drobną osóbkę, gdy z roziskrzonym blaskiem w ciemnych źrenicach pomknęła do salonu. Teraz mogła spotkać się z przyjaciółką i towarzyszką zbrodni, nieopacznie nazywaną przez dorosłych niepoważną psotą. I kto tu był niepoważny nazywając tak - niezaprzeczalnie (bo kto śmiałby zaprzeczyć) - poważne działania dwóch niedorosłych alchemiczek?!
Przez jedną długą chwilę z drgającym na jej twarzy wyraźnym zniecierpliwieniem pozwalała - tak jak widziana już z daleka jasnowłosa księżniczka o twarzy jasnej i delikatnej, ale...kryjącej siłę, której niewielu dostrzegało. Czasami wydawało jej się, że dorośli są ślepi. Albo to ona dopatrywała się czegoś więcej. ktoś jej powiedział, że nie powinna tak bezczelnie przypatrywać się oczom rozmówcy, bo to niegrzeczne. Nie wypada małej damie i rozprasza. Nigdy nie mogła zrozumieć o co dokładnie chodziło. A czarnowłosa panienka uwielbiała zaglądać w źrenice spotykanych osób. Uleńka była jedną z niewielu osób, które się nie gniewały na podobne zapędy, odwzajemniając zadziorne spojrzenia.
Nie zawahała się ani sekundy, gdy smukłe palce panienki Nott zacisnęły się na jej dłoni. Miała ochotę pokazać język drepczącym za nimi guwernantkom, które zniknęły za korytarzem, zdając sobie sprawę, że nie mogły dogonić dwóch słodkich złośniczek.
Nie musiała długo zaglądać przez ramię dziewczynki, by dojrzeć jaśniejący (to nic, że tylko w ich oczach) obiekt westchnień. Kociołek mienił się w blasku okiennego światła i miało się wrażenie, że skupia w sobie więcej kolorów.
- Piękny - jej uśmiech lśnił na ustach zapewne jaśniej niż sam kociołkowy błysk. Zacisnęła odrobinę mocniej palce, by zwrócić twarz ku swej ślicznej towarzyszce - Wiedziałam - uniosła podbródek wyżej, celując w Ulę ciemnoorzechowe źrenice - Też mam coś dla nas - oczy jej błyszczały, a niemal konspiracyjny szept nie przeszkadzał jej dziecięcemu głosikowi - jesteśmy prawdziwymi alchemiczkami - dodała pospiesznie, z dumą otwierając ukryta torebeczkę. Wyciągając z namaszczeniem kolejne fioleczki, które ustawiła na marmurowej podłodze - Popatrz, mam nawet piołun - klęknęła przed rozstawionymi słoiczkami z lubością wskazując kolejne ingrediencje.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: 1939, dworek w Nottingham   28.07.16 22:20

Nie lubiła większości panienek, z którymi rodzice polecili jej się zaprzyjaźnić. Na wszelkie podobnego rodzaju sugestie odpowiadała bardzo jednoznacznym milczeniem i jeszcze bardziej jednoznacznym grymasem; nie lubiła ich i nie czuła potrzeby głośnego artykułowania swojej opinii na ich temat. Wszystkie były takie same, lub przynajmniej wydawały jej się takimi samymi. Przychodziły do jej domu napuszone i dumne, z dziecięcymi jeszcze twarzyczkami ściągniętymi w wiecznym grymasie dziwacznego męczeństwa, co doprowadzało ją do bolesnych wręcz przypływów złości. Nie lubiła ich min, ich zachowania, ich manier przy stole i tego, jak przewracały oczami. Nie lubiła zapachu ich perfum, dźwięku ich głosów, szelestu ich sukienek. Nie lubiła w nich niczego i nie chciała ich oglądać, a tym bardziej gościć w swoim domu. Nie pasowały w nim. Nie życzyła sobie ich obecności w osobistym pałacyku, królując w każdym jego kącie i posyłając im chłodne, oceniające spojrzenia z bezpiecznego dystansu.
Była dla nich miła i uprzejma, bo tego wymagały matka i guwernantki. To było jej obowiązkiem; czuła się niezmiernie dobra i łaskawa, nie skąpiąc im szerokich uśmiechów zaciśniętych mocno warg i słodkich komplementów na temat ich sukienek, chociaż i tak zawsze uważała swoją sukienkę za najpiękniejszą. Pozwalała im więc na to, na co miały ochotę, nie biorąc w tym jednak udziału- ewentualnie biorąc w tym udział całkowity, przejmując rolę przywódczyni bez wysłuchiwania słowa protestów z nadzieją na wytrwanie do końca balu.
Inara... Inara jednak była inna. Obecność Inary nie była, wyjątkowo, jak obecność zgrzytającego między perłowobiałymi zębami piasku. Właściwie była nawet dość miła- stanowiła przyjemną odmianę w nużącej codzienności bali i bankietów, powiew świeżego powietrza wkradający się chyłkiem w stęchłą już niemalże i chłodną atmosferę. Ulla odważyła się nawet ją polubić, chociaż sama ostrożnie i z przyzwyczajenia określała sympatię suchym mianem akceptacji. Zwykła akceptacja nie skłoniłaby jej jednak do kradzieży kociołka (to było żałośnie proste; poczuła się niemalże zawiedziona, kiedy kolejne gładkie kłamstwo zostało przyjęte przez służbę bez mrugnięcia okiem i jakichkolwiek dodatkowych pytań). Nie skłoniłaby jej do rezygnacji z obracania się w towarzystwie na rzecz zamknięcia się w zakurzonym nieco pokoju.
A już z pewnością nie skłoniłaby ją do szerokiego, zaskakująco szczerego uśmiechu, który wykwitł na podekscytowanej twarzy.
Mimowolnie kucnęła, podwijając obfity materiał sukienki i przebiegając palcami po szklanej powierzchni fiolek.
-Och- zdołała tylko wydusić, zanim posłała Inarze roziskrzone, pełne aprobaty spojrzenie.- Skąd..?
Wstała jedynie po to, aby szerokim skoblem zablokować drzwi od wewnątrz.
-Moje guwernantki są głupie jak trolle, nie znajdą nas- oświadczyła z zadziwiająco pewnością, po czym pospiesznym krokiem powróciła do kociołka i posłała Inarze szeroki uśmiech.
-Musimy stworzyć coś... coś wyjątkowego.- Oczy lśniły jej czystą ekscytacją, kiedy ponownie kucnęła na podłodze, aby sięgnąć po stojące na niej fiolki.- Od czego zaczniemy?
Gdyby był to ktokolwiek inny, nie zapytałaby, decydując samodzielnie. Jednak Inarze przysługiwały pewne specjalne względy i przywileje- tak, jak nielicznym osobom, na widok których nie odczuwała chęci natychmiastowej ucieczki.




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: 1939, dworek w Nottingham   20.08.16 2:05

Dziecięca perspektywa ofiarowała znacznie większe pole obserwacji. Dorośli myślą, że jeśli jesteś mała, to niewiele rozumiesz z tego, co dzieje się wokół. Dlatego najczęściej lekceważą cienkie głosiki z zapałem opowiadające o świecie, który widzą, o srokach śmigająchych wśród gałęzi jaśminu, o chochlikach biegających wokół filiżanki z czekoladą i o minach ludzi, gdy śpiewało się im wymyśloną na poczekaniu piosenkę. nie słuchają, dlatego nie wiedzą, że szpaki mają gniazdo, w którym zbierają skarby, a jak się wspięło po kruchych gałązkach i zajrzało, to znalazła srebrzysty okruch gwiazdy. A chochliki pluły do czekolady, której Inara za nic w świecie nie chciała wypić, złoszcząc guwernantki. A piosenka...w końcu, układane słowa opowiadały jej sny. Tylko wybrańcy słuchali. Jak jej zapracowany tateńko, albo..mama, która opowiadała jej przed snem o tańcu pod gwiazdami i ściganiu z wiatrem. Zasypiała wtedy mocno, powtarzając kolejne słowa i udając, że to zaklęcia, które przenosiły ją do malowanych w umyśle historii. Potem, rano, jeszcze nieprzytomna, z potarganymi włosami i pomiętą koszulą, siadała na podłodze. Wyciągała kartki i pierwszą kredkę, jaką złapała malowała widziane w snach twarze. Czasami zasypiała i nad nimi, by nieco później znaleźć dziewczynkę niemal pod łóżkiem, z brudnymi od ołówków paluszkami i rozrzuconymi rysunkami. Rodzice się śmiali, guwernantki krzywiły, że znowu usmarowała buzię i nocną koszulkę.
Inara kochała rysować, albo może rysowanie kochało przyszłą alchemiczkę, czasem dręcząc ją wizją dopóty nie odzwierciedliła dziecięcych fascynacji, kreślonych jeszcze niepewną ręką. najczęściej jednak, zaglądała do kociołków. To nic, że gospodyni w dworku gotowała w nich gulasz, to nic, że gęstą zupę mieszała magiczna chochla. Mała lady Carrow udawała, ze to magiczny eliksir, od czasu do czasu wrzucając do garnka swoje propozycje. Potem próbowała sama mieszać wyproszone i zmieszane ze sobą składniki, wywołując więcej śmiechu niż ...czegoś poza kleistą mazią. Przynajmniej, dopóki nie poznała młodziutkiej lady Nott.
Uleńka wyróżniała się nawet na tle dziecięcych dam, pyszniących się sukienkami, lalkami i czekoladowymi żabami. Zdawało się, że jej jasne włosy przyciągały światło, a Inara łapała się na tym, że próbowała łapać w dłonie płynący na wietrze, pojedynczy włos, lśniący blaskiem niby złapany promyk słoneczny. Mówiła też inaczej. Nie zalewała ją toną pytań o nowy kolor sukienki, który pasował do wplecionej we włosy kokardy. Nie pytała o płynący od Inary zapach bzu. Po prostu była i...rozumiała, dlaczego mieszanie czegoś z czymś jest tak niezwykle fascynujące. I dlatego spotkały się dzisiaj, w pełnym skupieniu obiecując wykonać swoje misje.
Śmiała się cicho. usta poruszały się, unosząc kąciki coraz wyżej, a ciemne oczy błyszczały radośnie, gdy krzyżowała je z chłodną tonią zieleni, którą prezentowała Ula.
- To znalazłam w gnieździe srok! - drobny, blady paluszek wskazał jedną z buteleczek, ostrożnie rysując po jego powierzchni - Ten, dostałam od tateńki, przyniósł mi z pracy! a pozostałe...uhm...z różnych miejsc - przykładowo z pokoju mamy. Uśchnęliście się tajemniczo, zatykając usta wolną dłonią. Nie chciała zdradzić głosem ich kryjówki - Pewnie i tak szukają w twoim pokoju - dorośli zawsze myśleli, ze jak już się gdzieś chowała, to zaczną od najbardziej prawdopodobnego miejsca. Błąd. powinni szukać od najbardziej niezwykłego. kto...przewidywałby, ze dwie dziewczynki, damy zechcą zamknąć się gabinecie?
- To będzie coś wyjątkowego! - podała swej jasnowłosej przyjaciółce dwie z fiolek, pozostałe trzy zebrała sama, układając je na materiale sukienki. Zignorowała fakt, że odsłaniała kolana, a gdyby zobaczyły ją teraz guwernantki, dostałaby niezwykła burę. Kogo to teraz obchodziło? Miały przecież szalenie ważną misję.
Zatrzymała się przed kociołkiem, ostrożnie wystawiając swoje zdobycze - Musimy zacząć od serca - zaczęła poważnie, naśladując głos przyjaciółki matki. Co prawda, nie wiedziała absolutnie, co wiązało się z tym pojęciem, ale zrozumiała tyle, że jest ważne - i...musimy tam wlać...wodę? - wydęła usta, intensywnie zastanawiając się nad podjętą kwestią - i podgrzać - dodała, przesuwając się nieco w bok, by zrobić miejsce przyjaciółce.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: 1939, dworek w Nottingham   17.09.16 16:19

Zabawy z Percym były czymś innym. Percy był dobry i cudowny, Percy był mądry, Percy wiedział rzeczy, o których ona nie miała pojęcia, i potrafił ubrać je w tak gładkie i piękne słowa, że brzmiały jak zaklęcia i czuła się tak, jakby już potrafiła czarować. Percy nigdy nie odmawiał jej pomocy i zawsze pamiętał, żeby rano pochwalić jej sukienkę- i żeby nigdy nie zamykać wieczorem drzwi do swojego pokoju. Zawsze zostawiał je uchylone, cudownie pamiętając, że była zbyt słaba, by je otworzyć- a przecież nie mogła zostać sama z koszmarami w czterech ścianach swojego pokoju, który podczas nocy dusił i przerażał.
Percy był jednak starszy. I był chłopcem. To zubażało go już na starcie- przynajmniej w jej dziecięcych oczach, pomimo siedmioletniej słodyczy chłodnych już i nad wyraz chętnych do kalkulacji. Był chłopcem, więc nie wiedział, jak to było spędzać całe bale w strojnych sukienkach, koronka których drapała w szyję, cisnęła w ręce, i szeleszczeniem zdradzała każde poruszenie, nieprzyjemnie krępując ruchy i ograniczając je do grzecznych dygnięć i ukłonów. Nie wiedział, jak to jest spędzać czas z innymi panienkami z dobrych domów, które były nijakie, oschłe i nużące, a na dodatek zdradzały skłonności do histerycznego płaczu za każdym razem, kiedy im o tym mówiła. Bycie starszym natomiast na stałe eliminowało go z tych wszystkich zabaw, w wyniku których ze słodką satysfakcją odkrywała coś nowego- on przecież już wszystko wiedział. Wiedział i widział to wszystko, co dla niej było nowe, cudowne, ekscytujące. Wrzucanie żabiego skrzeku do wody nie sprawiało mu przyjemności; doskonale zdawał sobie sprawę, co się wydarzy, nie tak, jak ona. I chociaż starał się udawać ekscytację (nigdy nie chciał sprawiać jej przykrości), wiedziała, że tylko udawał. Tylko grał. A ona miała dość teatrzyków, dlatego wylewała wodę ze skrzekiem przez okno i ściągała usta w grymasie niezadowolenia i gorzkiego zawodu.
Inara jednak nie zawodziła.
W ciemnych oczach Inary widziała dokładnie to, co w swoich- ciekawość. Ekscytację. Radość. Entuzjazm. I nieustraszoność. I chociaż czasem była pewna, że ich nieustraszoność różniła się od siebie tak bardzo, jak ciemny orzech od przejrzystej zieleni tęczówek, wyjątkowo nie odrzucało jej to. A przynajmniej nie w tym momencie, kiedy nieustraszoność Inary pozwoliła jej odpowiedzieć złośliwie na złośliwą uwagę i roześmiać się tuż po tym, jeszcze zanim nabrzmiałe między nimi powietrze zamieniło się w burzę. I nie w tym momencie, kiedy hamowała ją przed wylaniem zawartości kociołka przez okno i dodaniem nowego składnika sprawiała, że dotychczasowa mikstura przestawała nudzić i frustrować.
Jak teraz.
-W gnieździe srok?- Nie była pewna, czy bardziej nie dowierzała, czy bardziej podziwiała ten fakt, dlatego na chwilę zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się chwilę później. W końcu nie zamierzała być gorsza.- Ja za to znalazłam coś, czym na pewno można byłoby wyczarować wszystkie te rzeczy. Zobacz.
Aż zarumieniła się z emocji i triumfu, w końcu wyciągając z rękawa największy as i z dumą wyciągając go niemalże pod jej podbródek.
-Ma w sobie serce smoka- Próbowała pozostać tajemnicza, ale głos drżał jej z emocji.- Jest Percy'ego.
O tym, jak weszła w jej posiadanie, nie chciała opowiadać. Zamiast tego zatknęła różdżkę za pas i z poważnym wyrazem twarzy ruszyła w stronę wazy z kwiatami. Podniosła ją z wysiłkiem, niedbale wytrącając z niej kremowe róże, i przelała wodę do kociołka. Kilka kropli prysnęło na bok, znacząc jej sukienkę mokrymi łzami.
-Mamy już wodę. Różaną- Dodała z dumą, chociaż bez pewności, a następnie z błyszczącymi oczami wlała do kociołka zawartość pierwszej z fiolek.- Podgrzejemy na koniec, i rzucimy kilka zaklęć. Wtedy na pewno zadziała.
O tym, że obie nie miały najbledszego nawet pojęcia o rzucaniu zaklęć, postanowiła łaskawie zapomnieć.


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: 1939, dworek w Nottingham   28.09.16 17:35

Prawdopodobieństwo, ze zostałaby zbeszta przez innych członków rodziny za wdrapywanie się na drzewa - było wielce wysokie. szczególnie, jeśli brało się pod uwagę gładki, pyszniący się jedwabiem materiał sukienki, lśniący błękitem, który darł się, gdy zahaczyła koronką o wystająca gałąź. A Inara zawiała beztrosko brzegi sukienki i bez skrupułów, z wypiekami na twarzy i podrapanym policzkiem, uwieszała się na niższych gałęziach, tylko po to...by zobaczyć co sroki chowały w swoim gnieździe. Bo chowały. Kiedyś próbowała ścigać się z nimi na dziecięcej miotełce, ale nawet Adrien (skrywając zapewne śmiech i dumę) zmył jej głowę za głupotę (bo nie było go razem z nią podczas pościgu).
A tam, na szczycie kwitnącym bzem, były skarby, o których dorosłym się nie śniło (a przynajmniej Inara w to wierzyła mocno). I takim sposobem, z potarganymi włosami, w końcu osiągnęła sukces, a siedząc pod drzewem, obsypana bzowymi płatkami i listkami, trzymała w dłoniach zwycięski okruch.
Oczywiście zaczynało się od wyzwania. Czasem spotykała dziecko, chłopca, który nie krzywił się na pomysły i nie próbował (za często) ciągnąc jej za włosy. Właściwie lubiła ich towarzystwo, może dlatego tak łatwo zdobywała sobie przyjaciół, nie pozwalając - nawet jak na małą złośnicę - sprowadzić ja do roli chłopczycy. Nie była nią. I obserwując swoją mamę - potrafiła gładko, uroczym uśmiechem i słodyczą wytłumaczyć towarzystwu - kim była.
Uli nie musiała tłumaczyć niczego. Nie potrzebowała spowiadać się z głupiego pomysłu i snu. Wiedziała, która sukienka była śliczna, a która drażniła szelestem i sztywnym wiązaniem. A najważniejsze - widziała w jej zielonych oczach tę samą ciekawość i uroczą burzę, którą sama posiadała. I iskrę, zapalająca się jasno, nawet jeśli w tęczówkach Ursuli miały poblask lodowych ogników. Nie przeszkadzało jej to. Nawet w pewien zaskakujący sposób, przyciągało mocniej, chociaż tej zależności jeszcze nie rozumiała. Inarowy, dziecięcy umysł rejestrował teraźniejszość, nie próbując w żaden sposób przekraczać granicy czasowej i chwytała drobnymi raczkami wszystko to co otrzymywała z ciekawością i radością.
- Wspięłam się na sam czubek, by do niego się dostać - pochyliła się lekko, zniżając głosik do szeptu - ..i porwałam tę błękitna sukienkę, co mi kazali nosić - zachichotała radośnie. To nic, że materiał szybko został naprawiony przez guwernantkę. Inara była dumna, ze podołała wielkiej misji. nawet jeśli potem cierpiała, próbując samej rozczesać potargane włosy.
- Wyczarować? - powtórzyła pospiesznie, a ciemne źrenice rozszerzyły się gwałtownie, gdy jej jasnowłosa przyjaciółka wysunęła z rękawa różdżkę. Przez moment przyglądała się jej powierzchni, jakby dostrzegła właśnie wyjątkowy okaz magicznego aetonata - Jest piękna - poruszyła ustami, rozciągając powoli wargi w uśmiechu. I na jej policzki wstąpił rumieniec, tym mocniej, gdy usłyszała o smoczym sercu. Zdobyć była wyjątkowa. tak, jak musiał być jej właściciel?
Poruszyła się nieznacznie odsuwając unoszącą się mimowolnie dłoń ku różdżce, by ostatecznie dotknąć błyszczącego drewna - Uhm..twojego brata - Inara zdążyła kilkukrotnie widzieć Percivala, ale były to krótkie chwile, w których znikała razem z Ulą za zasłoną dziecięctwa. częściej słyszała o nim z ust przyjaciółki, niż miała przyjemność poznać samej, chociaż - nie sadziła, żeby chciał z nią rozmawiać. Był chłopcem, starszym od niej i zdążyła zauważyć, ze tacy bezwiednie omijali wzrokiem biegające w sukienkach, niedorosłe panienki. Chociaż, czasem łapała się na tym, że..chciałaby, tak jak Ula mieć starsze rodzeństwo, o którym mówiłaby z taką..pasją?
Inara splotła dłonie za sobą i z uniesionym podbródkiem podeszła do złocącego się kociołka. odsunęła się na chwilę tylko wtedy, gdy błyszczące krople różanej wody znalazły się w jego zawartości. Była dumna z ich wielkiego eksperymentu. Naprawdę były już alchemiczkami! - Musimy czymś mieszać! - dodała jeszcze, przekręcając się w miejscu, by zerknąć na kąty gabinetu. Wśród półek dostrzegła długi, błyszczący przedmiot, który - jak się okazywało - był prosta miarką. Złapała go w dłonie i wyciągnęła chusteczkę, by przetrzeć go dokładnie i dopiero po chwili zanurzyć go odbijającej światło, kociołkowej tafli.
- Podgrzejmy...uhm...- zawahała się, spoglądając na zatknięta różdżkę - a wiesz, co się wtedy mówi? - czarnowłosa pokonała odległość dzielącą ją od ustawionych fioleczek i z radością złapała zawiniątko, kryjące gwiezdne okruchy - To będzie serce! - patrzyła przez chwilę jak woda, wciąż zimna - mieni się czerwienią i ciemnymi plamami, gdy Ulla wlała pierwszą z ingrediencji - Będziemy miały gwiezdny eliksir - co prawda nie wiedziała, czy taki istnieje, ani jakie miałby właściwości, ale...kogo to teraz obchodziło? Może odkryją fantastyczną recepturę i nawet dorośli będą patrzyć na nie z podziwem?





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 http://www.morsmordre.net/t3357-tyfon http://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice http://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: 1939, dworek w Nottingham   16.10.16 19:13

Kradzieże były łatwe.
W końcu nikt jej nie podejrzewał. Nie o taki przejaw prostactwa; ostatecznie w jej żyłach miała ponoć płynąć błękitna krew, chociaż za każdym razem, kiedy nieopatrznie złapany srebrny widelec lub źle wpięta we włosy szpilka raniły doskonale biały jedwab skóry, Ulla widziała tylko gorącą, tętniącą, nienawistną czerwień.
Nikt jej nie podejrzewał, ponieważ nie musiała kraść- zazwyczaj wystarczyło jedno jej słowo, jedno znaczące skrzywienie pełnych ust, by to, czego chciała, zostało podane jej z emfazą na srebrnej tacy. Jeśli miała ochotę na przejażdżkę, sztab stajennych w pośpiechu siodłał jej kucyka. Jeśli miała ochotę zjeść porcję bezowego tortu, skrzaty w pocie czoła uwijały się wśród białych marmurów przestronnej kuchni. Jeśli miała ochotę dostać nową sukienkę, dostawała trzy; jeśli miała ochotę zacząć uczyć się francuskiego, natychmiast sprowadzano cały tuzin najlepszych nauczycieli; jeśli miała ochotę coś rozbić, natychmiast dostarczano jej całą kolekcję pięknych kieliszków.
I być może właśnie dlatego kradła.
Tylko dlatego, że nie powinna i nie musiała. Z czystej, zimnej, niepojętej przekory to, czego nie powinna robić, robiła najchętniej, z gorącym zapałem, który malował jasną buzię lalki różanym rumieńcem. Nie musiała okradać Percy'ego- nie chciała go okradać. Był w końcu jedyną osobą w Nottinghamshire, lub być może na całym świecie, której wierzyła i którą nauczyła się kochać. Tym razem była jednak prawie pewna, że wystosowane przez nią żądanie dostarczenia różdżki spotkałoby się z odmową, a ona przecież nie znosiła odmów. Nie znosiła też być gorsza; wiedziała, była pewna, że pomysłowość i spryt Inary pozwoli jej dostarczyć na ich spotkanie coś naprawdę niezwykłego.
Musiała więc sprostać oczekiwaniom.
Chłodne drewno różdżki zdawało się wibrować w jej niecierpliwych, powściąganych siłą dłoniach, zupełnie tak, jakby wyczuwało przyszłą moc obecnej właścicielki... lub też jej zamiary.
Uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi na słowa Inary. Rzadki grymas prawie zapiekł, kiedy półkole uśmiechu przecięło gładki, nieruchomy marmur jasnych policzków.
-I dobrze- Odparła entuzjastycznie, niechętnie wspominając wizje rzeczonej sukienki. Inara potrafiła myśleć, tak jak ona; w jakiś niezrozumiały dla dziecięcego umysłu sposób zdawała się rozumieć nawet to, co Ulla próbowała przekazać jej bez słów, i to sprawiało jej pewien rodzaj niewymuszonej przyjemności.- To nie była Twoja sukienka.
Sukienki Inary nie mogły być zwyczajne. Przynajmniej nie tak długo, jak nadzwyczajna była sama Inara, Inara szmaragdowa, fioletowa, Inara srebrna lub czerwona. Nie błękitna. Błękit był obojętny i dziecinny.
A one były przecież już cokolwiek dorosłe.
-Tego milszego brata- sprostowała, marszcząc lekko zgrabny nos i w ten niemy sposób przekazując dobitnie, co sądziła na temat Raphaela.- Percy jest miły i mądry, ale nie na tyle sprytny, żebym nie mogła go okraść.
Uśmiechnęła się jeszcze, uroczo i zupełnie niewinnie, aby po chwili zmarszczyć czoło w wyrazie skrajnego skupienia.
-Zobacz, coś już się tworzy, tu, na powierzchni- Wyszeptała z zachwytem, pochylając się nad zawartością kociołka.- To gwiazdy tak błyszczą.
Odparła z całkowitą pewnością, nagle zupełnie poważna, z namaszczeniem wyciągając przed siebie dzierżącą różdżkę dłoń. Prawą; skoro to była ręka obdarzona mocą w przypadku Percy'ego, w jej przypadku musiało być tak samo. W końcu byli identyczni- a przynajmniej bardzo tego pragnęła.
-Wcale nie trzeba chodzić do Hogwartu, żeby umieć czarować, to całkiem proste- Oznajmiła pewnie, zadzierając lekko podbródek, i w skupieniu próbując powtórzyć ruch podpatrzony niegdyś u pani matki rozpalającej kominek.- Relashio!
Nawet, jeśli dzięki temu gwiazdy faktycznie rozbłysły jaśniej, nie zdołała tego dostrzec. Różdżka huknęła głośno, wyrywając się silnie spoza zaciśniętych palców, a z jej końca buchnęła gęsto czarno-popielata, gryząca para.
Wyjątkowo zjawiskowa supernova.


Powrót do góry Go down
 

1939, dworek w Nottingham

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dworek Merberetów [ Sheffield, hrabstwo Yorkshire]
» Dworek rodu Fawley

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17