Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Laboratorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Laboratorium   25.07.16 15:43

First topic message reminder :

Laboratorium

Okrągłe pomieszczenie, do którego wejście znajduje się naprzeciw zejścia z Białej Wywerny. Zamknięte zostało ciężkimi, drewnianymi drzwiami – i nikt niepowołany nie powinien ważyć się minąć jego progu. Wewnątrz znajdują się różnego rodzaju czarnomagiczne artefakty oraz alchemiczne komponenty niezbędne do przygotowywania różnego rodzaju mrocznych rytuałów – krew jednorożca, ludzkie kości, czasem całe ciała lub tylko jego części. Ściany wsparte są na półkach uginających się pod ciężarem ksiąg, słoiczków i zestawów fiolek, a pośrodku znajduje się okrągły stół służący przeprowadzaniu eksperymentów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Laboratorium   29.11.16 0:01

Może to była tylko jego wyobraźnia - a może temperatura w, i tak dość chłodnym pomieszczeniu, spadła jeszcze o kilka stopni? Wzrok Craiga w jednej chwili przestał skakać na boki, gdzie zatrzymywał się co jakiś czas to na drzwiach, przez które wchodzili kolejni rycerze, to na twarzach już zebranych. Co czuł, kiedy zobaczył ich zaledwie ósemkę? Złość - to z pewnością. Było ich tak niewielu. Tylko garstka zdecydowała się poświęcić własną przyszłość, duszę i całe życie budowaniu lepszego jutra. Tylko ósemka ofiarowała swoje umiejętności, charyzmę, swoje zdolności i swoje umysły do kreowania czystego świata. Tak niewielu. To było niemal bolesne.
Z drugiej strony, odczuł swego rodzaju dumę. Oto zebrała się elita elit. Ci, którzy już zostali przeklęci - ci, którzy mieli na rękach krew najczystszej z istot. Ci, którzy gotowi byli na każde poświęcenie. Ci, którzy cofnąć się już nie mogli. Szybkie spojrzenie, które prześlizgnęło się po raz kolejny po zebranych w sali osobach było tym razem przepełnione pełnym błyskiem - byli braćmi w sprawie.
Kiedy w pomieszczeniu rozległ się głos Czarnego Pana, na jego twarzy nie drgnął żaden mięsień. Po plecach przebiegł jednak chłodny dreszcz. Czasem zadawał sobie pytanie - w jaki sposób chłopiec, na którego w szkole Craig nawet początkowo nie zwrócił uwagi - skupił wokół siebie taką potęgę i zaczął wywierać tak znaczący wpływ na swoją grupę popleczników... nie potrafił odpowiedzieć. Nie skupiał się jednak na tych myślach zbyt często - cóż one dziś znaczyły? Miał przed sobą nadzieję dla świata czarodziejów - tego, który mógł oczyścić świat. Więc jeśli jego służba mogła coś zmienić, uczynić jutro lepszym - gotów był na każde poświęcenie.
Kiedy jego skronie przeszyła ostra szpila bólu, musiał zacisnąć powieki. Spiął też mięśnie karku. Ciało odruchowo zapragnęło się bronić - szybko się jednak przed tym powstrzymał. Tym łatwiej mu to przyszło, gdy poczuł wiatr na twarzy. Zamrugał, zaskoczony że widzi siebie na miotle. To marzenie... To głupie, dziecięce marzenie, zakorzenione w nim aż tak głęboko. Tylko nieliczni o nim wiedzieli - nie było chlubą dla rycerza bujać w obłokach i śnić o zdobywaniu goli w jakiejś grze. Ale w tej chwili to się nie liczyło. Po prostu radował się tą senną wizją dopóki jedno, ostre słowo nie sprowadziło go na ziemię - niczym dosłowne gruchnięcie o murawę boiska. Drgnął lekko, przekręcając po chwili głowę w bok, aż mu lekko chrupnęło w karku.
To marzenie było piękne - czyste, niewinne. Niemal jak jednorożec, którego musieli zabić. Jedna z bardzo niewielu rzeczy, które - chyba - zostały jeszcze w jego osobie nieskalane. Jednak to nie jego spełnienia musiał pragnąć najbardziej. Nie to było jego celem. Musiał więc szybko pozbyć się resztek wizji, która przez kilka chwil zawładnęła jego umysłem. Służba. Na tym musiał się skoncentrować.
Służba.
Potęga.
Nowy, czysty świat. Bez mugoli i szlam.
Zacisnął swoją dłoń na nadgarstku Czarnego Pana. To było tak nierealne, takie nierzeczywiste. Craig ponownie jednak odegnał niepotrzebne myśli. Przysięga. Musiała być wypowiedziana z mocą.
- Na krew moich przodków - co powiedziałaby Rowan, słysząc co właśnie przyrzeka jej brat? - na moje życie, na wszystko co mi drogie... zaklinam się, oddaje ci swoją duszę. Zrobię wszystko, czego zażądasz, a moją myślą nigdy nie wstrząśnie zwątpienie.
Wypowiadając kolejne słowa żegnał się z częścią dawnego siebie.
- Przybiorę nową twarz, jeśli będzie trzeba. Nigdy nie wykażę się słabością ani zawahaniem i stawię się na każde wezwanie. Wiem bowiem, że tylko tobie, książę Slytherinu, ostatni z rodu Gauntów, wężousty Czarny Panie, pragnę służyć.
Obserwował niemal jak zahipnotyzowany, jak złote wężyki wychodzące z różdżki gwaranta powoli oplatają jego rękę. Nie było odwrotu.
Służba albo śmierć.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
9
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Laboratorium   29.11.16 18:00

Wreszcie się pojawił. W chmurze czarnego dymu, dzięki zaklęciu, którego nas nauczył. Skupiał na sobie całą uwagę nawet wtedy, gdy się nie odzywał, gdy nawet na nas nie patrzył. A kiedy wreszcie zabrał głos wszyscy słuchaliśmy go w nabożnym skupieniu. Trudno było mi powiedzieć, czy bawi go wzbudzany szacunek, czy bawi się skrywanym strachem. Był nierozwikłaną przez nikogo zagadką. Tak jak jego słowa zwiastujące coś, czego sam nie byłem pewien. Poczułem jednak jak po moich plecach przebiega lekki dreszcz, gdy Czarny Pan zakwestionował lojalność rycerzy. Nie moją, na pewno nie moją, jej mogłem być pewien. Nigdy nawet przez myśl nie przeszła mi zdrada. I to nie tylko dlatego że wiedziałem, jak skończy się próba wykiwania tego konkretnego czarnoksiężnika. Wszyscy chyba pamiętali, co stało się z Samaelem za znacznie mniejsze przewiny.
Ból wdarł się do mojej czaszki nagle, chociaż się go spodziewałem. Niezależnie od tego, jak bardzo myślałem, że jestem gotowy, nigdy nie byłem. Czyjaś obecność w moich własnych myślach, mroczna siła, która penetrowała najskrytsze pragnienia i największe obawy z łatwością, z jaką ptaki wzbijają się do lotu. Nie opierałem się, próbowałem poddać się jej potędze, by zmniejszyć ból. Ale ten i tak przestał mieć wreszcie znaczenie, kiedy zobaczyłem to, o czym marzyłem od tak dawna. Widziałem właściwy porządek świata, a w nim ukrytą też moją zemstę. Mugoli, którzy znaleźli się wreszcie na właściwym miejscu i nas, czarodziejów na piedestale. Robiliśmy to, do czego zostaliśmy stworzeni - władaliśmy światem. Wizja trwała. Jednocześnie całą wieczność i zaledwie chwilę. Zagubiony w marzeniach nie potrafiłem powiedzieć, ile dokładnie minęło czasu. A kiedy obrazy mojej imaginacji zastąpiły te realne wiedziałem, że jestem gotów dla mojego marzenia poświęcić wszystko. Czy nie było to też marzenie Czarnego Pana? Czy nie tego chciał? Odpowiedniego miejsca dla czarodziejów? Dla tej wizji mogłem poświęcić bardzo wiele.
Wyciągnąłem różdżkę, kiedy dłonie Czarnego Pana i Perseusa się spotkały. Słowa przysięgi dźwięczały mi i w myślach, i w uszach. Nie miałem problemów, by samemu je wypowiedzieć, gdy dotknąłem zimnej ręki i pozwoliłem złączyć się z Nim wieczystymi ślubami wierności i posłuszeństwa.
- Na krew moich przodków, na moje życie, na wszystko co mi drogie, - słowa układały się na moich ustach same, rozbrzmiewały niesamowitą siłą - zaklinam się, oddaje ci swoją duszę. Zrobię wszystko, czego zażądasz, a moją myślą nigdy nie wstrząśnie zwątpienie. Przybiorę nową twarz, jeśli będzie trzeba. Nigdy nie wykażę się słabością ani zawahaniem i stawię się na każde wezwanie. Wiem bowiem, że tylko tobie, książę Slytherinu, ostatni z rodu Gauntów, wężousty Czarny Panie, - wiedziałem, że za chwilę nie będzie ucieczki. Że zwiążę się z innym człowiekiem tak, jak nigdy nie związałem się z nikim, że oddam mu wszystko, co dla mnie ważne. Ale nawet się nie zawahałem - pragnę służyć.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Laboratorium   29.11.16 18:00

A więc to byli już wszyscy, pojawienie się Lorda Voldemorta w chmurze czarnego dymu i jego słowa potwierdziły przypuszczenia Avery’ego, który coraz wyraźniej dostrzegał zachwianie wartości, które powinni wyznawać Rycerze i konieczność przeprowadzenia zmian, o których wspomniał ich przywódca. Przytaknął głową nieznacznie, w niemy sposób przyznając słuszność i jednocześnie zaciskając mocniej dłoń dookoła sztywnego materiału kryjącego w sobie zdobycze okupione śmiercią nie pojedynczą, a potrójną. W pełni świadomy swoich czynów, wciąż odmawiał sobie głębszej refleksji nad tym, co uczynił - poświęcenia były przecież konieczne. Nie byli zbyt rozmowni, odpowiedzi nie były oczekiwane, a po enigmatycznym wstępie nastąpił dobrze znany, choć wciąż nieoswojony punkt programu. Wdarcie się do umysłu przywołało tępy, pulsujący ból w czaszce, zmuszając Perseusa do wstrzymania oddechu, tym razem jednak nastąpiło nieoczekiwane i zamiast zwyczajowego przeczesywania myśli i wspomnień, szlachcicowi było dane ujrzeć coś zupełnie odmiennego. Czarny Pan wiedział o nim wszystko, znał każdą, nawet najmniejszą jego tajemnicę, miał w dłoni wszystkie narzędzia, by podsunąć mu tuż pod nos nęcące wizje tego, czego pragnął najgoręcej w formie, która pozostawała zrozumiała tylko dla nich dwóch. Avery nie pożądał przecież tytułu, który szczególnie ostatnimi czasy zdawał się być zupełnie pusty, nie pożądał wygodnego, skórzanego fotela w urządzonym ze smakiem gabinecie w najbardziej reprezentacyjnej części ministerialnego gmachu ani sterty papierów oczekujących na jego zamaszysty podpis - jego marzenia obracały się dookoła tego wszystkiego, co symbolizowała pozycja na szczycie Ministerstwa: nieograniczonej władzy i zastępu popleczników prezentujących wszystkie liczące się ugrupowania społeczne, posłusznych jego życzeniom niczym marionetki, których sznurki dzierżył w dłoni, by pociągać w dowolnym momencie i zmuszać do tańczenia w rytm jemu tylko znanego taktu. Koniuszki jego palców zaświerzbiły, zupełnie tak, jakby już zaciskał je dookoła delikatnych strun, by te naprężyły się i rozbrzmiały echem jego triumfu, lecz iluzja - niezależnie od tego, jak realną wydawała się być - wciąż pozostawała tylko iluzją, a zatem rozmyła się pod jego powiekami, wyparta głosem Czarnego Pana, przywołującego go na powrót do laboratorium. Zamrugał trzykrotnie, otrząsając się z resztek snu na jawie, charakterystyczny ból w skroni zapulsował po raz ostatni, a przez głowę Perseusa przemknęło pytanie o to, jak długo nurzał się w krainie skrywanych głęboko ambicji. Mogę dać wam wszystko, czego pragniecie. Nie wątpił w to ani przez chwilę, przywołując z odmętów pamięci wszystkie te razy, gdy czarnoksiężnik w parę uderzeń serca dawał pokaz swojej niespotykanej mocy, która zdawała się wzrastać przy każdym kolejnym spotkaniu i którą dzielił się z tymi, których uznał za godnych. Chociaż Avery nigdy nie był osobnikiem ulegającym fantazjom ani snującym zbyt optymistyczne plany na przyszłość, teraz czuł przepełniające go dziwne podekscytowanie, zacierające całkowicie irracjonalne niepokoje. U boku Lorda Voldemorta nie było rzeczy niemożliwych - tego, że właśnie tu było jego miejsce, był pewny jak niczego innego w całym swoim życiu. Cena dźwięczała w jego myślach nieznośnie, przypominając o utkwionym w niego rozumnym spojrzeniu konającego jednorożca, o atramentowym firmamencie odbijającym się w jego pustych oczach i o gęstej krwi, oblepiającej srebrem dłoń dzierżącą fiolkę przytkniętą do szyi zwierzęcia. Przekleństwo zrodzone z zamordowanej niewinności miało zbierać swoje żniwo aż do ostatniego jego tchnienia, czy jeśli więc nosił na sobie niezmywalne piętno własnych zbrodni, był sens opierać się temu, co przychodziło niemalże naturalnie? Zaszczepiona idea rozprzestrzeniła się w jego umyśle niczym zaraza, wymazując wszystkie boczne ścieżki czy możliwość cofnięcia się i pozostawiając go z banalnie prostym wyborem - była tylko jedna droga, droga prowadząca naprzód. Coraz pewniej stawiał na niej kroki, czując już tylko narastającą ciekawość przed tym, co znajdzie za kolejnym zakrętem. Gdy nadeszła jego kolej na składanie przysięgi, zerknął przelotnie na Ignotusa, będącego jego gwarantem, a następnie pewnie wyciągnął dłoń w kierunku chłodnego nadgarstka Riddle’a, by patrzeć, jak złota nić oplata ich ręce symbolem wiecznej obietnicy.
- Na krew moich przodków, na moje życie, na wszystko co mi drogie, zaklinam się, oddaje ci swoją duszę - wypowiadał pierwsze słowa przysięgi, bez chwili zastanowienia wkładając na szalę drogie osoby, których twarze zamigotały tuż przed jego oczami. - Zrobię wszystko, czego zażądasz, a moją myślą nigdy nie wstrząśnie zwątpienie. Przybiorę nową twarz, jeśli będzie trzeba. Nigdy nie wykażę się słabością ani zawahaniem i stawię się na każde wezwanie - kontynuował, przyrzekając bezgraniczną lojalność, której dowodził już wcześniej. - Wiem bowiem, że tylko tobie, książę Slytherinu, ostatni z rodu Gauntów, wężousty Czarny Panie, pragnę służyć. - Pierwszy i jedyny raz w swoim życiu czuł dumę w zginaniu karku - ale przecież było to jedyne adekwatne uczucie w trakcie zawiązywania paktu z utożsamieniem nieograniczonej potęgi.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Czarny Pan
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry http://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://www.morsmordre.net/f303-piwnica http://www.morsmordre.net/f303-piwnica
Czarnoksiężnik
30
Półkrwi
Kawaler
Ja, który zaszedłem dalej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności...
99
99
99
99
99
99
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Laboratorium   29.11.16 18:13

Nikt z was się nie wycofał - złożyliście przysięgę wieczystą wiernej służby Czarnemu Panu. Jeśli ktokolwiek z was zdradzi, sprzeciwi się jego woli, nie wykona rozkazu - zginie. Złożyliście swoje dusze w ręce lorda Voldemorta. Po tym jak świetliste wstęgi otuliły zaciśnięte ręce Jego i ostatniego pośród rycerzy, Perseusa, Czarny Pan wycofał się z zadowoleniem.
- Czaszka - zarządził, wyciągając szponiastą dłoń w kierunku Morgotha. Kiedy ją otrzymał, uniósł ją lekko ku górze, obrócił i spojrzał prosto w jej puste oczodoły - następnie położył czaszkę na stojak znajdujący się na stole laboratoryjnym i przyłożył różdżkę na środek jej czoła. Wypowiedział inkantację - sięgnęło was blade, szmaragdowe światło, a czaszka rozpadła się na dwie idealnie równe części. Tylna - równie prędko obróciła się w proch, przednią Czarny Pan obrócił wierzchem ku sobie i rzucił na nią kolejne zaklęcie. Biała kość zaczęła się utwardzać, błysnęła, pokryła się metaliczną substancją - puste oczodoły, pusty nos, śmiejąca się szczęka jęły splatać się w upiorniejsze wzory. Trofeum po zamordowanym mugolu zamieniło się w coś, co przypominało wenecką czaszkę wykonaną z twardego metalu.
- Będziecie potrzebować nowej twarzy - odniósł się do przysięgi, wręczając maskę Morgothowi, a następnie spoglądając wyczekująco na pozostałych - naśladując ruchy i słowa Czarnego Pana, których choć nie rozumieliście, to które jednak wciąż dźwięczały wam w głowach, byliście w stanie powtórzyć rytuał i sami stworzyć swoje maski - maski śmierci.

Dokonanie rytuału nie wymaga żadnego rzutu - należy założyć jego powodzenie. Otrzymaliście maskę śmierciożercy - powinniście opisać jej indywidualny wygląd, zwrócić uwagę na kształt, barwę i zdobienia. Na odpis macie 48h.


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Laboratorium   29.11.16 19:33

Wszyscy byli złączeni losem już na dobre z Czarnym Panem. Każde z zebranej ósemki. Znał konsekwencje, ale nie zamierzał w jakikowielk sposób się sprzeciwić woli czarodzieja przed sobą. Wiedział, że może mu zawierzyć i wiedział, że o cokolwiek Riddle go poprosi, rozkaże będzie słuszne. Bo właśnie tego potrzebowali, by zwyciężyć - jedności i poświęcenia do dalszych działań. Morgoth dość miał tego całego oczekiwania i nie robienia niczego, co mogło pozbyć się tych obrzydliwych szlam, utwierdzenia, że szlachcice jak i cały czarodziejski świat powinien być oczyszczony. Ile przecież drajców chowalo się za znanymy, arystokratycznymi nazwiskami? Podczas skaładania przez innych przysięgi, wyczuwał, że powinno ich być więcej, chociaż jeśli tylko oni się na to zdobyli... Co z pozostałymi?
Czaszka.
Morgoth sięgnął pod poły płaszcza, gdzie przy boku znajdowała się sakwa z trofeum, które mieli zdobyć od szlamy. Miał całą noc na pozbycie się całej tkanki, która mogła jeszcze w jakikolwiek sposób świadczyć, że należała do żywej istoty. Teraz była jedynie wieloma zespolonymi ze sobą szwami kośćmi. Bladymi i doskonale widocznymi. W półmroku laboratorium czaszka zdawała się wręcz najjaśniejszym elementem. Wyciągnął ją w kierunku Czarnego Pana, który odebrał zdobycz i zaczął coś, czego Yaxley jeszcze nie widział. Obserwował jak z czaszki zaczęła tworzyć się maska. Jakaś substancja mieniąca się na srebrzysto pokryła powierzchnię kości zmieniając jej strukturę od najmniejszej z komórek. Szczęka zaczęła się wydłużać i przestała aż jej koniec sięgał jeszcze kilka cali poza brodę. Powierzchnia poza czołem rozgrzała się do czerwoności, wypalając plątaninę roślinnych wzorów. Zaraz jednak Morgoth spojrzał na spłaszczony front czaszki, który zaraz pod pustym nosem zaczęła zapadać się, tworząc głęboką szczelinę szeroką na niecały cal, długą na ponad trzy, a po dwóch stronach wgłębienia wzdłuż jego linii pobiegły wygładzone tarczki. Na płaskim czole pojawiła się jakby wycięta odwrócona litera Y, której dwa ramiona nachodziły lekko na oczy, a pomiędzy nimi był jeszcze trójkąt - pomiędzy oczodołami stając się centrum całej maski. Otwory na poziomie oczu były wąskimi, długimi szczelinami, które miały kryć ten element twarzy w cieniu.
Wziął ją od Czarnego Pana i spojrzał na zmienioną już czaszkę. Zwężona na dole i rozszerzająca się ku górze pokryta roślinnymi wzorami z bagien. Jego maska. Jego nowa twarz jak to nazwał Riddle. Morgoth podniósł spojrzenie na Czarnego Pana, a potem na resztę zebranych. Zaczynało się to na co czekał.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Laboratorium   30.11.16 14:23

Kiedy odbierała życie przypadkowemu mugolowi, w okrutny, brutalny sposób przekreślając jego plany, marzenia i uczucia, nie czuła nic poza obrzydzeniem. Kiedy patrzyła na wykrwawiającego się starca, nieosiągalnego potwora z dzieciństwa, okazującego się jak najbardziej śmiertelnym, nie czuła nic poza zdziwieniem - że przyszło jej to tak łatwo, że moralność, jaką jej wpojono, nie uruchomiła procesu autodestrukcji. Dopiero kiedy najniewinniejsze, najpiękniejsze magiczne stworzenie, padało na wilgotny katafalk leśnego mchu, coś w jej sercu rozbłysło ostatnim, mocnym płomieniem, a potem bezpowrotnie zgasło, czerniejąc, utwardzając się, nadbudowując rakotwórczą tkankę na czymś, co niegdyś pulsowało czystością. Nie sądziła, że kiedykolwiek odczuje coś równie intensywnego, w bolesny sposób zmieniającego, obdzierającego z wolnej woli lecz paradoksalnie uwalniającego z wszystkich nałożonych na nią kajdan, lecz dopiero w momencie, w którym złożyła Wieczystą Przysięgę, przeżyła to do końca. Oddając się Czarnemu Panu całkowicie i ostatecznie, ofiarowując mu swoje życie, rozpoczynała zupełnie nowy etap, w którym każdy kolejny oddech nie należał już do niej. Świadomość nieuchronności posłuszeństwa petryfikowała i nakręcała spiralę chorego triumfu, lecz gdy złote więzy opadły i Deirdre znów stanęła przy kamiennym blacie, emanowała nagłym spokojem. Serce zwolniło rytm, rumieniec podekscytowania spłynął z policzków a spięte ramiona rozluźniły się. Wszystko zostało już powiedziane, wszystko zostało już przyrzeczone i wszystko, czego pragnęła, gdy tylko dowiedziała się o istnieniu Czarnego Pana, właśnie się spełniło. Dzięki jej pracy, poświęceniu, sile, ambicji i...dzięki niemu.
Przesunęła wzrokiem po zgromadzonych mężczyznach, zatrzymując spojrzenie na Tristanie. Czy był z niej dumny? Czy był dumny z siebie? Przyprowadzenie potencjalnych współbraci zawsze wiązało się z ryzykiem, wielu zawiodło, wielu, nawet tych najdłużej popierających Lorda Voldemorta, nie podjęło się wykonania zadania, a ona stała tutaj, ciągle czując lodowaty uścisk dłoni na swoim nadgarstku. Razem składali przysięgę, razem mieli mu służyć.
Ze skupieniem obserwowała działania Czarnego Pana. Czaszka. Skomplikowane, obce inkantacje. Pękająca kość, zamieniająca się w metal. Źrenice Deirdre rozszerzyły się, gdy i ona sięgnęła po mordercze trofeum, rozpoczynając jej modyfikację. Czyniła to pieczołowicie, powoli, ze skupieniem, obserwując jak przód czaszki zamienia się w twarz, stworzoną z czystego, choć postarzanego szlachetnie srebra. Piękna, obojętna maska, bez płci, bez wieku, z czarnymi szczelinami oczu, nozdrzy i ust, w niektórych miejscach lśniąca tak, że przy odpowiednim skupieniu z powodzeniem mogłaby odbijać rzeczywistość. Twarze cierpiących wrogów, ich puste, przerażone, ostatnie spojrzenie? Różdżka Tsagairt ponownie ruszyła ku górze maski, pokrywając ją drobnymi, minimalistycznymi zdobieniami. Żadnych kwiatów, żadnych runów, jedynie labirynt delikatnych, regularnych linii, obojętnych i bezbłędnych, wyrytych w srebrze. Jej nowa twarz, kolejna maska, jaką miała prezentować światu; tym razem maska idealna, naznaczona śmiercią.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Laboratorium   01.12.16 0:44

Wyrwanie cudzego żywota z wiotczejącego ciała, prócz władzy rzucało ponadto na ramiona ciężar odpowiedzialności. Avery przyjmował owo brzemię będąc świadom konsekwencji, osiadających na nim jak larwy pokrywało gnijące w ziemi zwłoki. Chciał, by umierając patrzyli na jego twarz, by go pamiętali, by bali się, by wręcz wyczekiwali na ten krótki moment ulgi. Zbawiennej. Podobała mu się zasianie w tym podłym, niechlubnym (czy aby na pewno?) czynie ziarna artyzmu. Pozostawał skrajnym estetą, hołdując minimalizmowi, aczkolwiek doceniał także i teatralne efekty w postaci rekwizytów z wyprutych wnętrzności oraz uroczego dźwięku łamanych kości. Preludium do zebrania bardziej krwawego żniwa, wywołującego rażące obrażenia. Skóra zdarta z twarzy, wydostanie na wierzch parujących od wysiłku mięśni, rozerwanie żył i tętnic, demonstracja wypływających zewsząd płynów ustrojowych. Ofiary były mięsem, a Avery tworzył nimi dekoracyjną ars moriendi. Połamane żebra, puste oczodoły, ścięgna groteskowo trzymające się białych, zgrzytających kości. Piękno w tej najbrudniejszej postaci, mogącej zachwycić nie tylko turpistów. Serwował wszak śmierć na eleganckiej, złotej tacy, gwarantując każdemu efektowne zejście z tego świata, szumne zakończenie, wieńczone oklaskami zachwyconej widowni. Milczącej i po fakcie - również dość ponurej, biorącej udział w festiwalu ścinania pokłosia.
Ludzie ginęli w agonii, zaznaczając swą bytność krzykiem urwanym w pół tonu, jękliwą prośbą, błaganiem. Nic jednak nie mogło sprowadzić na nich miłosierdzia, kiedy Avery bezlitośnie zaklęciem po zaklęciu przecinał wątłe nici, trzymające ich przy życiu. Jednorożec odchodził inaczej. Wolniej, dostojniej, przeszywając Samaela na wskroś rozumnym spojrzeniem wielkich oczu. Wiedział, że z tą chwilą stał się przeklęty, lecz strach przeradzał się w irracjonalną dumę. Sprostał zadaniu, własnoręcznie ukrócił trzy istnienia, po raz kolejny złożył Przysięgę Wieczystą, obiecując mu swą służbę. Przyrzekł mu więcej: życie i duszę, stając się jednym z wybranych, najwierniejszych, nagrodzonych specjalnymi względami. Wraz z obietnicą spełnienia najskrytszych pragnień dostając ostrzeżenie. Jego nie interesowały półśrodki, chciał mieć ich wszystkich, na wyłączność.
Transformacja białej, świecącej w półmroku laboratorium czaszki sprawiła, że Avery nie mógł oderwać oczu od Czarnego Pana, od ruchów jego nadgarstka, od wąskich ust syczących przedziwne, niezrozumiałe inkantacje. Obce, a mimo wszystko wyraźnie rysujące się w podekscytowanym umyśle, gotowym do powtórzenia rytuały, mającego obdarzyć go upiorną całością. Dosłownie przekuwał plugawe kości mugola na swoją nową twarz. Maskę, przyjmowaną specjalnie dla lorda Voldemorta.
Łup w jego dłoniach powoli tężał, kości się kruszyły, odsłaniając warstwę polerowanego metalu. Błysnęło złoto o przytłumionym połysku, powierzchnia wygładzała się, stając się plastyczna, podatna na rzeźbienie myślą. Idealnie bezosobowa maska, nie wyrażającą uczuć, emocji, beznamiętna, chłodna, jednocześnie piękna i przerażająca. Ostre kości policzkowe, ciemne szczeliny w kształcie pików zamiast zionącego czernią wycięcia na usta. Złoto o ton ciemniejsze zaznaczające oczodoły, delikatne linie przecinające ją całą, od czoła, wzdłuż brody, znacząc abstrakcyjnymi, niedostrzegalnymi z daleka wzorami gładką fakturę. Chirurgicznie czysta, nieskażona, perfekcyjna, zbrodnicza - maska, jaką musiał przyodziać już na zawsze i ... nauczyć się zasłaniać ją innymi.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke http://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 http://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 http://www.morsmordre.net/f173-durham-rezydencja-w-tees-valley http://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
32
Szlachetna
Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
3
15
0
0
1
20
0
8
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Laboratorium   01.12.16 1:57

Złote nici znikły a Craig wycofał się na swoje miejsce.
Tak oto zaprzedał duszę diabłu. Chyba było to całkiem dobre określenie? Już na zawsze miał być spętany przez tego, który miał uwolnić społeczność czarodziejów od szlam i mugolaków. Stał się częścią dzieła, które miało być opowiadane z dumą przez późniejsze pokolenia. Zmiany nigdy nie są pokojowe. Wymagają poświęceń. Wymagają ofiar. Krwi.
Śmierć jednorożca miała prześladować go już do końca życia. Ale była nieunikniona. Czasem nawet niewinni musieli płacić, by nastąpić mogła znacząca zmiana. Jednakże widoku życia znikającego w oczach tegoż majestatycznego zwierzęcia Craig nigdy nie zapomni. Prześladowało go ono nawet w snach. Nie sypiał więc ostatnio dobrze. Ale takiego czynu potrzebował. By móc przekonać samego siebie, że jest gotów, by służyć w pełni.
Spojrzał na swoją szkatułę, kiedy zobaczył, co Czarny Pan zrobił z czaszką przyniesioną przez Morgotha.
A więc wszystko miało jakieś przeznaczenie. Nie była to jedynie próba, mająca na celu tylko i wyłącznie sprawdzenie ich umiejętności i lojalności. Z niejaką dumą wyciągnął z pudełka czaszkę zamordowanej przez siebie kobiety. Przypomniał sobie, dlaczego właśnie tę mugolkę wybrał. Bo była piękna. Bo takiej urody pragnęła niejedna czarownica czystej krwi. Więc ona nie mogła dłużej chwalić się taką twarzą. Przypomniał sobie moment, kiedy najpierw żywcem oskórował jej głowę. Zastanawiał się wtedy też, czy jej czaszka będzie równie piękna co twarz? Cóż, teraz miała taką szansę.
Odczytując inkantacje przekazane mu przez Voldemorta, Craig wysunął swoją różdżkę z rękawa i uniósł ją nas czaszką. Ta po chwili zaczęła pokrywać się czarnym srebrem. W oczodołach pozostały dość szerokie szpary, nieutrudniające widzenia. Cała twarz od brwi w dół oraz środek czoła zostały naznaczone drobnymi, jaśniejszymi zdobieniami - nie był to motyw roślinny, raczej plątanina zgrabnych, delikatnych krzywizn, tworzących razem piękne ornamenty - w okolicach nosa przechodząc gładko w gadzią łuskę. W miejscu ust powstała charakterystyczna szpara, przysłonięta jednak siedmioma maleńkimi grotami. Zapadnięte policzki, mocno zarysowana szczęka i wystające kości policzkowe - upodobniały maskę do twarzy samej śmierci. Do twarzy, niosącej rozpacz i zagładę każdemu brudnemu stworzeniu, kalającemu dobre imię czarodziejów. Twarz, której od tej chwili, należało się po prostu bać.
Piękna, pomyślał.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Laboratorium   01.12.16 17:54

Myśli o wycofaniu się nawet nie przemknęły przez pochłoniętą wizjami potęgi i nieśmiertelności głowy Avery’ego - jakże by mogły, skoro los swój przypieczętował jeszcze na długo przed przepleceniem swojego życia złocistą nicią wiążącą go nierozerwalnie z Czarnym Panem, jeszcze na długo przed odkorkowaniem pierwszej fiolki, by zebrać gęstą krew, przybliżającą go o krok w kierunku, który obrał już dawno. Chociaż nie miewał problemów z podejmowaniem spontanicznych decyzji - ba, szczycił się tym, że zdroworozsądkowe podejście umożliwiało mu skuteczne działanie pod presją czasu - tak w życiu prywatnym wolał przemyśliwać wszystko na chłodno, skrupulatnie wyznaczać obrane ścieżki i popierać wybory zgromadzonymi informacjami. Nie czuł ciężaru przysięgi, nie czuł ciężaru słów, które wydobywały się z jego ust zupełnie naturalnie i z nadspodziewaną lekkością, która jednak nie zastąpiła zdecydowania przebrzmiewającego w każdej wypowiadanej sylabie.
Spojrzenie przenikliwych tęczówek utkwił w czaszce, która pod wpływem finezyjnych, obco brzmiących zaklęć szybko przestała przypominać swoją pierwotną, plugawą formę, stając się jedynie szkieletem dla maski graniczącej z dziełem sztuki. Nowa twarz, pierwszy z punktów przysięgi już się urzeczywistniał - jak szybko Lord Voldemort upomni się o wywiązanie z reszty obietnic? Wygotowana do nagiej kości czaszka pobłyskiwała w dłoni Perseusa upiorną bielą, wyjaśniając jednocześnie, dlaczego tego wieczoru spotykali się w laboratorium. Avery umieścił swoje trofeum na stojaku i przyłożył do niej cisową różdżkę, by odtwarzając ruchy i inkantacje Czarnego Pana, pozbyć się zbędnej części czaszki, która obróciła się w nicość, pozostawiając go z frontalną. Lekki uśmiech zatańczył na pełnych wargach szlachcica; gdy metaliczna substancja pochłaniała płaskie kości, wiedział już, jaką maskę pragnął przywdziewać. Ostre krawędzie pękniętej czaszki zaokrągliły się, stając się miłe w dotyku, stalowoszary metal nadbudował miejsce nieistniejących chrzęści nosa, by zwieńczyć uwypuklenie szczelinami nozdrzy. Puste oczodoły zawęziły się w migdałowym kształcie, by utrzymywać w cieniu jasne tęczówki twarzy skrytej pod maską, której srebrzyste wargi, choć rozdzielone szczeliną, zdawały się być zaciśnięte w wąską, nieznacznie wygiętą linię. Wyraziście zarysowany kształt szczęki, wysokie kości policzkowe, lśniąca powierzchnia o barwie wiekowego srebra. Drobne wyżłobienia perfekcyjnie symetrycznych linii tylko pozornie służyły walorom wyłącznie ozdobnym - chociaż metalicznej warstwy nie przecięły utarte symbole czy sztampowe zdobienia, Avery wiedział, że krzyżujące się ze sobą linie tuż przy skroni układają się w runę thurisaz, hagalaz wpasowywał się we wzory u nasady nosa, powyżej, przy linii marsowej znajdował się algiz, na wysokości łuku kupidyna wkomponowana została isa, a dzieła zatajonego całkowicie w plątaninie nieczytelnych wzorów dopełniała runa tiwaz w centralnej części czoła. Drobne akcenty przeznaczone tylko dla niego, dodające mistycyzmu zamierzchłych znaków i w jakiś nieoczywisty sposób personalizujące chłodne, metaliczne oblicze - teraz jego bliźniacze.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Laboratorium   01.12.16 18:06

I stało się. Ofiarowali mu swoje usługi, swą lojalność i oddanie wraz z duszą. Zaprzedali ją za tanią obietnicę spełnienia najskrytszych marzeń, najbardziej abstrakcyjnych i pięknych. Najgłębszych. Znał ich przecież na wylot, tak dobrze jak nikt inny — być może nawet oni sami. Jego obecność emanowała potęgą, wzniecała głód śmierci i żądzę posiadania tego, czego inni mieć nie mogli. Był ich ostatnią, jedyną nadzieją, powoli kiełkującą w ich nagich umysłach, pustych jak opróżnione naczynia sercach. Zepsutych. Trędowatych. Gnijących. Cuchnących złem w najczystszej postaci.
Nie musiał się zastanawiać nad tym, co się wydarzy, jeśli spróbuje mu się przeciwstawić. Nie zamierzał tego robić. Był mu oddany od pierwszej chwili, gdy go poznał, czując bijąca od niego siłę i moc, która przypominałaby smołę, gdyby tylko mogła przybrać jakąkolwiek materialną formę. Gęstą, obłapiającą, czarną i zdradliwą. Czując ból spiętych mięśni wokół kręgosłupa patrzył na nieznany do tej pory rytuał. Słuchał nieznanych zaklęć, obserwował skutki wypowiadanych inkantacji, których do tej pory nie przyszło mu poznać. To miejsce kipiało czarną magią, a w burzynach pojawiała się obca twarz rodzona w przysięgach wierności i przyrzeczeniach posłuszeństwa. Ze zła i śmierci powstawała maska, którą założą i już nigdy się jej nie pozbędą.
Nawet śmierć jej nie zdejmie.
Wyciągnął swoją czaszkę z worka, nie widząc w niej już rysów młodego, upitego studenta, którego oczodoły wypełniały szarańcze i robactwo zjadającego go żywcem w opuszczonej londyńskiej uliczce.  Była pusta, biała, dobrze wygotowana. Kiedy ją szykował, nie podejrzewał nawet do czego będzie mu potrzebna. Teraz celował w nią różdżką, powtarzając rytuał po Voldemorcie. Błysnęło szmaragdowe światło, pękła, mugolska kość pokryła się metaliczną cieczą. Zalała szwy, wygładziła nierówności, uformowała prosty nos, wypełniając dziurę w kości. Srebrzysty kolor stopniowo ciemniał, przybierając odcień brudnej stali, jak jego oczy w każdy pochmurny dzień, a w końcu osiągając barwę antracytu. Rząd zębów zniknął, a na jego miejscu powstała pozioma szczelina, przypominająca rozchylone usta, spięta metalowymi klamerkami. Nowa twarz Mulcibera zachowała swój kościsty kształt. Poliki maski wydawały się zapadnięte, wklęsłe, podkreślające kształt formy pod spodem. W dużych, pustych oczodołach pojawiła się cieńsza i ciemniejsza powłoka ze szparami w kształcie migdałów, przypominającymi nieco zmrużone, podłużne oczy. Różdżka drgnęła lekko w jego dłoni i w tej samej chwili gładką powierzchnię nowej twarzy naruszyły płytkie szczeliny, nieco ciemniejsze od całości. Nad linią brwi, ku skroniom i wzdłuż nich w cienkich lekko zawiniętych kształtach, przypominających cierniowy krzew, spływające wraz z nosem w doliny oczodołów i zachodząc lekko na uwypuklenia stalowych kości. Nie przypominały wymyślnych ornamentów, ale czyniły maskę twarzą ułożoną w konkretnej logice, nie pozbawioną sensu i bezmyślnej przypadkowości. W jednolitym oświetleniu mogła wydawać się bez wyrazu, przy grze cieni stawała się złowieszcza.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
9
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Laboratorium   01.12.16 20:25

Patrzyłem w skupieniu na ruchy różdżki, które z czaszki mugola tworzyły maskę godną samej śmierci. Tym się stawaliśmy, jej posłańcami odbierającymi życie na zawołanie. Pojawiającymi się w kłębach czarnego dymu, by rzucić zaklęcia, które w rozbłysku zielonego światła na zawsze zamkną oczy tych, którzy staną nam na drodze. Nie czułem wyrzutów sumienia, kiedy zabijałem mugolkę. Jedyne, o czym wtedy myślałem to obrzydzenie. Była jak karaluch, którego zgniotłem butem. Teraz jednak stawała się czymś więcej. Nie była już kupą niepotrzebnego nikomu miejsca zabierającego nam powietrze, wysysającego życie swą pasożytniczą egzystencją. Jej marne życie miało wreszcie nabrać sensu po śmierci. Jej czaszka miała być moją nową twarzą, przypominać o misji, o tym, co gotów jestem poświęcić, by ją spełnić.
Naśladowałem ruchy różdżki Czarnego Pana patrząc jak kość pomału zaczyna się zmieniać. Nabiera metalicznej barwy. Zmienia się w coś, co bardziej przypominało mnie. Taką twarz miała śmierć w bajkach, które czytała mi mama, kiedy jeszcze nie miałem pojęcia o tym, co ona oznaczała. Pamiętam obrazki z książki z baśniami, strony poryte cyrylicą. Śmierci autor poświęcił całą kartkę, odwzorował ją bardzo szczegółowo, na nagich kościach widać było miejscami gnijące mięso. Mogłem godzinami wpatrywać się w rysunek z mieszaniną przerażenia i fascynacji. Widok, który jednocześnie mnie odpychał, powodował strach i pociągał, zmuszał wręcz do dogłębniejszego studiowania szczegółów. Tak wyglądała moja maska. Całkowicie biała, z wąskimi otworami na nosie, układającymi się wokół niego idealnie. Na wysokości ust nie było szczeliny, jedynie dużo cieńsza warstw kości i niewielkimi, okrągłymi otworami. Kolejnym machnięciem różdżki wygładziłem jej niedoskonałości i dopasowałem do mojej twarzy, rozciągając ją, jak było mi wygodnie. Była cała biała, trupio blada. Nie mogłem jednak powstrzymać swojej ręki, gdy na czole i brodzie pojawiły się podłużne pręgi. Otwory na oczy były duże, jednak pod nimi pojawiła się kolejna warstwa, cała czarna, tak kontrastująca z niemalże rażącą oczy bielą całości. Były tak uformowane, by nie było widać, kto spogląda zza maski. Z tej maski świat obserwowała bezdenna pustka o uśmiechu śmierci. Patrzyłem na własną twarz, drugą twarz, której nie będę już więcej skrywał przed światem pod pozorami. Patrzyłem na zwierciadło mojej duszy, która przetrwała Tower pielęgnując w sobie to, co najgorsze. Widziałem w niej obrazek z dzieciństwa, hipnotyzującą swoją groteską śmierć. Tylko że to nie był obrazek. To była maska zbudowana na czyimś przedwcześnie zakończonym życiu, prawdziwe oblicze śmierci, moja nowa twarz.
Podniosłem wreszcie oczy na innych, na ich dzieła, wróciłem do świata. Moje oczy pobiegły do maski Ramseya. Spojrzałem na nią niespecjalnie kryjąc się z własną ciekawością.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Laboratorium   01.12.16 21:30

Przyjęta przysięga teoretycznie nie zostawiła po sobie w nim żadnego śladu, a jednak - Tristan czuł, że odtąd naprawdę utracił wolność, którą przecież tak wysoko sobie cenił, a jednak, utracił ją w imię wartości, które były tego warte. Za kimś takim jak on, Czarny Pan, można było pójść w ogień. Warto było pójść w ogień. Pozostawała kwestia ofiar, które dla niego przynieśli - czarnoksiężnik nakazał im przynieść pewne trofea, czy wyłącznie celem sprawdzenia ich wierności? Czaszka, wzrok Tristana powiódł ku Morgothowi, który wręczył Czarnemu Panu własną zdobycz - i obserwował, jak kość powoli przeobraża się... w maskę. Ich nowe twarze, jak nazwał to czarnoksiężnik - doskonale, twarze wymieniało się bardzo łatwo, Tristan wymieniał ją przed każdą napotkaną osobą. Ale ta maska niosła za sobą więcej - oprócz widma kłamstwa, niosła widma śmierci i strachu. Starał się nie myśleć, ani o tym, po co konkretnie były im te maski, ani o tym, czym ta maska była przed paroma dniami, kiedy położył na stole worek, wyjmując zeń własną zdobycz - pozostałość po mugolce, naprawdę ładnej, niebieskookiej blondynce. Bez zawahania powtórzył ruchy Czarnego Pana, uważnie obserwując, jak zażółcona kość ciemnieje, oblewając się brudnym złotem. Złoto - barwa jego rodziny, nie mogło być inaczej, nawet jeśli to zupełnie oczywiste. W szmaragdowym blasku miało głębszy odcień, niż w rzeczywistości.
Przez środek czoła przechodziła wąska, subtelna pozioma wstęga, przypominająca coś pomiędzy aureolą a książęcym diademem, pod pogrubionym łukiem brwiowym światło przepuszczały jedynie dwie wąskie, drapieżne szczeliny, usytuowane z lekkiego ukosa. Nos - prosty, smukły, wolny od zdobień. Usta wycięte zostały podobnie jak oczy, ale wydawały się być zszyte zdobieniami kształtem przypominającymi różane kolce. Blacha na policzkach była mocno wyprofilowana, sprawiając wrażenie przesadnie wychudzonej twarzy; całość pokrywały bogate wzory, żłobiona i wypełniona ciemniejszym odcieniem - układała się we florystyczne wstęgi odchodzące od wewnętrznej strony oczu, wśród których dało się dostrzec pąk róży ginący wśród kolców przy skroni, oraz od brody - gdzie dominowały kolce. Na swój sposób poetycka i metaforyczna - tym upiorniejsza przez to książęce piękno mu się zdała. Był w końcu estetą.
Przesunął dłonią wzdłuż jej krańców, biorąc ją do rąk; przyglądając się jej matowej fakturze - w niczym nie przypominającej już martwej dziewczyny - prócz wciąż symbolizującego ją piękna. Uniósł wzrok - tylko wzrok, w oczekiwaniu.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Czarny Pan
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry http://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://www.morsmordre.net/f303-piwnica http://www.morsmordre.net/f303-piwnica
Czarnoksiężnik
30
Półkrwi
Kawaler
Ja, który zaszedłem dalej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności...
99
99
99
99
99
99
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Laboratorium   01.12.16 21:56

Czarny Pan przyglądał się każdemu kolejno - wciąż z rysującym się na jego milczącej twarzy zadowoleniem. Dopiero, kiedy na ostatniej z mask dokładnie odcisnęły się zdobienia, odezwał się ponownie:
- Krew niewinnej ofiary... i krew jednorożca, który ściągnął na was klątwę. - Uniósł dłoń z różdżką, przed wami, każdym z osobna, zmaterializowały się srebrne kielichy wypełnione czarną, dymiącą się substancją. Szponiasta dłoń Czarnego Pana wskazała na jeden z opasłych alchemicznych traktatów, którego grzbiet błyszczał na wiszącej u ściany półce.
- Zmieszane z eliksirem rozpaczy, którego recepturę już dla mnie zdobyliście. Dodajcie brakujące składniki, jeden po drugim. Ostrożnie. Kropla po kropli... zapamiętajcie, jak się to robi... następnym razem to wy ją przygotujecie i to wy będziecie podawać ją innym. - Zamilkł na dłuższy moment, przyglądając się tańczącym nad naczyniami czarnym kłębom dymu.

- Wypijcie to, całe. - Jego zimny głos mógł zabrzmieć jak wyrok.

Na odpis macie 48h.


Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
9
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Laboratorium   02.12.16 0:45

Swoją uwagę poświęcałem Jemu. Jego słowom i potędze, którą ofiarował. Wszyscy skupili się na tym samym. W milczeniu obserwowali każdy ruch, bez słowa wykonywali polecenia, których nawet nie trzeba było wydawać. Ciszy daleko jednak było do mitycznego porozumienia dusz. Nikt się tu z nikim nie porozumiewał, każdy był tu z pobudek własnych, nieraz egoistycznych. Jakakolwiek sympatia łączyła nielicznych i na pewno nie wszystkich. Jedyną wspólną był ON. Dlatego zamierzałem trwać przy nim do samego końca, bo bez niego moje marzenie nie istniało. Cel mojego życia tracił resztki realności. Nie było nadziei, jeśli nie przewodził nam Czarny Pan, a ja rozumiałem to doskonale. Mogłem czuć zazdrość, że miał to, czego brakowało mi, zawiść, że to jego imię zostanie odnotowane w kartach historii, kiedy ja będę tylko jednym z wielu jego popleczników. Mogłem, ale nie czułem. Oddałem mu swoje usługi, swoje życie w całości tylko dlatego że poprosił. Tylko dlatego że wiedziałem, że jest jedyną drogą do osiągnięcia mojego marzenia. Chcąc nie chcąc, sam stał się jego częścią. Dlatego kiedy pokazał nam księgę zbliżyłem się do niej bez wahania. Zapamiętywałem dokładnie wszystko. Proporcje, sposób mieszania, czas na to potrzebny. Nie miałem pojęcia czy właśnie tworzę truciznę, która spowoduje, że ktoś, kto ją wypije będzie cierpiał wieczne katusze, okropne męki, czy może zdobędzie potęgę, o jakiej inni mogą śnić. Nie wiedziałem, co stanie się po pomieszaniu krwi dwóch niewinnych istot z eliksirem rozpaczy. Co powstanie, kiedy coś niewątpliwie złego, mrocznego i plugawego rozjaśnię srebrzystą posoką najczystszej magicznej istoty, jaką widziałem w życiu. I czy będzie miało znaczenie, że robi to ktoś przeklęty jego zabiciem. Czy musiałem to być ja? Ten, który zadał śmierć, by zdobyć tę śmieszną ilość krwi, dla której morderstwo nie jest przecież konieczne? Czy musiał być to ktoś skalany? Czy maska, w której przed chwilą odzwierciedliłem własną duszę miała jakiekolwiek znacznie? Nie potrzebowałem odpowiedzi na żadne z tych pytań. Wystarczyło, że polecenie wydał On.
Patrzyłem na eliksir, na kłębiący się dym i czułem rosnące obawy. Wiedziałem, że mam do czynienia z najczarniejszym rodzajem magii, o którym wcześniej mogłem tylko śnić. Poznawałem rzeczy, których ludzkie oko nie oglądało od dawna. I nie zdziwiło mnie, kiedy usłyszałem kolejny rozkaz. Wydany zimnym głosem, w którym doskonale wyczuwałem kryjące się okrucieństwo. Kolejny test? A może raczej wyrok? To nie miało znaczenia, liczyło się coś zupełnie innego. Liczyło się, że polecenie zostało wydane przez Czarnego Pana, a on nie znosił sprzeciwu. Jeśli mieliśmy umrzeć, nie miało znaczenia czy wypijemy truciznę, czy nie. A odmowa wykonania rozkazu była samobójstwem. Choćby dlatego nie musiałem się wahać. Miałem ten komfort, że wiedziałem, że teraz już nie stać mnie na zbędne dywagacje. Popatrzyłem na człowieka, w którym złożyłem wszystkie moje nadzieje i wychyliłem eliksir wypijając go do dna. Czekając, co stanie się dalej. Jako pierwszy skacząc na głęboką wodę, wiedząc, że mogę zyskać wszystko, gdy do stracenia nie mam już nic.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Laboratorium   02.12.16 9:35

Krew jednorożca, która ściągnęła na was klątwę. To zdanie odbiło się echem w jego głowie, gdy przeniósł wzrok ze swojej nowej twarzy na Lorda Voldemorta. Nie czuł, by cokolwiek po jego ubiciu uległo zmianie, ale jeśli cokolwiek wisiało w powietrzu, prędzej czy później będzie musiało spaść. Gdy runie bez ostrzeżenia uderzy z całą swoją siłą. Myśl o klątwie nie dawała mu spokoju bardziej niż sumienie — jego głos przeszedł mutację, przestał mu szeptać na ucho bzdurne frazy już wiele lat temu. Lecz klątwy były różne. Z perspektywy innych on, oni wszyscy powinni smażyć się w piekle. Byli przeklęci jeszcze zanim wypełnili fiolki krwią jednorożca. Czym gorszym mogli się więc stać w przyszłości? Wydawało mu się, że nic ich już nie zaskoczy. Działał w słusznej sprawie, jego czyny nie były złe, nie budziły w nim odrazy i lęku, były ledwie wyborem, który w oczach innych miał negatywne skutki.
Dymiący wywar przysłonił mu na moment widok, w którym utkwił wzrok. Zmuszony był spojrzeć na kielich. Receptury tego eliksiru poszukiwał wcześniej, ale nawet u Borgina i Burka nie wierzono w możliwość jego uwarzenia. Uśmiechnął się lekko, sam do siebie na tę myśl, przypominając niedowierzanie i drwinę młodego pracownika. Kolejny z setki innych dowodów, czyniących potęgę Czarnego Pana. Podziw wobec niego rósł z każdą chwilą. Był zadowolony, że mógł trwać u jego boku i mu służyć. Był dumny z tego, że Czarny Pan może potrzebować kogoś takiego jak on. I nie zamierzał go nigdy zawieść.
Zachłannie upamiętniał w myślach wszystko, czego uczył ich Lord. Kropla po kropli, powoli. Czynił tak, jak należało, nie dopuszczając myśli o błędzie. Poczuł przypływ pasji, tej samej, która towarzyszyła mu przy nakładaniu klątw na przeróżne artefakty. Dopiero, gdy padła ta zimna, bezduszna komenda, obudziła się w nim również trwoga. Doskonale wiedział, czym był eliksir rozpaczy, jakie miał skutki. To nie wahanie w niego wstąpiło. Uparcie wierzył w sens działań Czarnego Pana, uwiązanie ich wszystkich przy sobie pod groźbą śmierci. Jedyne mądre posunięcie. Ale złożyli przysięgę wieczystą. Czym miał być więc wywar? Czy naiwnie liczył na to, że ich wzmocni, jednocześnie czyniąc silniejszym samego Voldemorta?
Podążył wzrokiem za swoim ojcem, który wykonał pierwszy ruch. Był w końcu Mulciberem. Czuł to właśnie teraz, mając go na wyciągnięcie ręki. Więc i on, podążając za jego śladem uczynił to samo, nie ociągając się. Przechylił kielich i pił jego zawartość, póki nie ujrzał błyszczącego dna.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
 

Laboratorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Stare laboratorium Hydry
» Opuszczone laboratorium
» Biuro koronera i laboratorium
» Laboratorium Beta
» Laboratorium [Podziemie]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Biała Wywerna :: Piwnica-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17