Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnia   26.07.16 1:49

First topic message reminder :

Kuchnia

Kuchnia to miejsce w "Słodkiej Próżności" dostępne oczywiście jedynie dla personelu, choć kto tak naprawdę wie, czyja niespokojna dusza zabłądzi wśród tych ścian...? Wypiekanie to nie tylko pasja i sposób zarobku, ale również świetna zabawa i terapia w jednym!
Dokładnie w tym miejscu poprzez wszelkie ręczne oraz magiczne batalie - zwane również zabawami - z ciastem powstają słodkie cuda sprzedawane zarówno w sklepie, jak i dostarczane na zamówienia do odbiorców. Tu również mają okazję powstawać nowe przepisy, a także najsłodsze żarty na temat ciężkiej pracy u pani Vanity... Taaak! Strzeżcie się, moi mili, ponoć ściany mają uszy!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   17.04.17 20:36

Marianne zazwyczaj pamiętała, że szlachcianki nie gotują, ale nikt nie wyjaśnił jej nigdy, dlaczego właściwie nie trudzą się tym zajęciem - miały od tego ludzi i fakt ten był jednym z oczywistych i niepodważalnych, być może dlatego nie dostała jeszcze wykładu na temat tego, że nie wypada jej zarządzać kuchennymi sprawami. Ta niepisana (a może i pisana?) zasada wyleciała jej teraz z głowy i przejęła się wycinaniem chmurek z ciasta, z wielkim entuzjazmem starając się nadać im odpowiedni kształt.
Miała w sobie wiele z dziecięcego, niewinnego uroku, nawet przy kształtowanych powoli poglądach, które przez niektórych uznane zostałyby za skrajne i nieodpowiednie - nie rozumiała jeszcze podziałów i rozłamów tak, jak powinna, ale stanowiła mały łącznik światów, nieświadomie przecierając granice, jeśli już trafiła się ku temu okazja. Tak jak teraz - weszła w inne środowisko ze szlacheckimi manierami, których uczyła się pilnie i o dziwo - całkiem ochoczo, ale nie oburzała się na zapędzenie do pracy, postrzegając ją jeszcze jako zabawę. Takiej nie udało jej się poznać w domu. Z koleżankami bawiła się w damy dworu, w mamę, czasem, ale bardzo skrycie, w guwernantkę.
- Co to znaczy fusujące? - zapytała najpierw, zapominając dołączyć do niezrozumiałych słów również "uniwersalny", zasłyszane wcześniej w trakcie jego tłumaczeń.
- I skrzaty też muszą być wesołe, jak robią ciasto? A pani Finnlay? Jak jej tort jest niesmaczny, to znaczy, że była na mnie zła? Tata zabronił mi wchodzić do kuchni, nie mogę rozweselać ciast - zasmuciła się nieco, rozmyślając o tym, że nie byłaby w stanie wcielić w życie planu poprawiania humoru malinowej masie do popisowego wypieku pani Finnlay. Wydęła nieświadomie usteczka i pochyliła lekko głowę - smutek trwał jednak tylko moment. - Poproszę Brutusa żeby pomógł mi dostać się do kuchni, może Alohomora będzie wiedziała jak tam wejść, ona czasami lata po korytarzach i mama się złości, że znów rzucałam jej listy. I obiecuję księciu, że jak już dotrzemy do kuchni, to wszystkie wypieki będą tam szczęśliwe. Pan Salvador nam pomoże, on jest różowy jak ma... - starszy brat, puszek pigmejski i sowa z pewnością będą nieocenioną pomocą. Dopiero teraz Malfoyówna zauważyła, że rozgadała się, dlatego zwolniła, ale zgrabnie dokończyła zdanie, troszkę ciszej i nieśmielej, wszak damie nie wypadało paplać! - liny w cieście - wzrok powędrował do ślicznych bucików, wystających spod sukienki. Aż tak skromna nie była, by wytrzymać zbyt długo w podobnej pozycji, więc uniosła główkę i uśmiechnęła się delikatnie, jeszcze z drobną drobiną speszenia w jasnych oczętach.
Ucieszyła się niezmiernie, gdy otrzymała nową foremkę na specjalne zamówienie, oniemiała przyglądała się zaś jej tworzeniu, na ruch uszka reagując zachwytem wyrażonym w cichym westchnieniu. Zaśmiała się uroczo i od razu użyła nowości na cieście, leżącym przed nią. Westchnęła.
- Wszyscy lubią ciasteczka, nauczę go jak je jeść. Och i wie książę, takie ciasteczka kotki mogłyby chodzić po żywopłotach - jak kotki. Może lubiłyby się z pawiami. Ciekawe, jakie ciasteczka jadłyby pawie... - przerwała, aby z uwagą wycinać kolejne sztuki dla swojego pupila, a po ukończeniu tego zajmującego zadania, zapomniała o pawiach. Jej plany dotyczące kocich przysmaków nie obejmowały takich szczegółów jak ich zawartość i odpowiednie dla zwierzaka składniki, martwiła się bardziej ich magicznymi właściwościami oraz prezencją. - A czy ciasteczka mogą mówić? Albo śpiewać? - zapytała jeszcze, ciekawa na ile można sobie pozwolić przy wypiekach. - Może będą rozśpiewane, jeśli będzie się śpiewać przy robieniu ciasta? Myśli książę, że kotki będą lubić śpiewające ciasteczka? - ona na pewno byłaby zachęcona, choć nie mogłaby się zdecydować, czy woli je jeść, czy słuchać ich śpiewu. Chyba że tworzyłby je ktoś strasznie fałszujący!
Układała owoce na ciasteczkach, starając się zachować charakter wyciętych wzorów, ale nie wszystkie wyglądały tak ładnie, jak miś stworzony przez Bertiego. Noski, oczka, płatki - wszystko było kolorowe, tak jak i palce dziewczynki.
Pokiwała głową na wzmiankę o swojej rodzinie, potwierdzając, że często można o niej usłyszeć - tata był przecież najlepszy i wierzyła, że zna go cały świat, tak jak i mamę - damę nienaganną. Mniemanie o Malfoyach miała wybujałe i wykreowane przez opiekunów, dbających o to, by pamiętała skąd pochodzi i do kogo należy. Miała niecałe sześć lat, a już wypowiadała nazwisko z niemałą dumą i uniesioną brodą. - Tak, jesteśmy bardzo szlachetnym rodem! - musiała dodać słowną przechwałkę, nie mogła sobie darować, skoro już temat wypłynął, ale poprzestała tylko na tym, interesując się bardziej prawie gotowym, wspólnym dziełem i miała nadzieje, że była wystarczająco pozytywna, by ciasteczka okazały się sukcesem! Kiwnęła główką i pociągnęła znów noskiem z uśmiechem, nie spuszczając wzroku z tacy, a gdy dostała pozwolenie, chwyciła ślicznego kwiatuszka. Ugryzła skromny kawałek, odgryzając kawałek jednego płatka.
- Brutus musi ich spróbować! - zachwyciła się. - Lordzie Nox, proszę przyjść po ciasteczko - zwróciła się do kota, rozglądając za nim, ale... zniknął. Zaniepokojona spojrzała na Botta. - Czy schował książę kotka?




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   18.04.17 16:43

W życiu Bertiego wszystko jest zabawą, kiedy on o tym postanowi. Lubił obracać obowiązki w zabawę lub pretekst do zrobienia czegoś fajnego, by ostatecznie zająć się zawodowo czymś, co robić po prostu lubił. Nigdy nie wymagano od niego bardzo wiele i domyślał się, że do jedenastych urodzin nie miał tylu lekcji, czy obowiązków co mała dziewczynka która przed nim teraz siedzi. Miała jednak bardzo dużo dziecięcego uroku. Nie miała w sobie też chłodu, który kojarzył mu się z większością Malfoyów. Na szczęście.
Na jej pytanie uśmiechnął się wesoło. Patrzył na kolejne dzieła jakie powstawały pod jej małymi dłońmi.
- Frustrujące, księżniczko. - poprawił ją z ciepłym uśmiechem, zastanawiając się przez chwilę. No tak, dla niego to słowo było czymś oczywistym, używał go intuicyjnie, a jak teraz je wyjaśnić? Co to w ogóle znaczy, że coś jest fajne, miłe, czy jakiekolwiek inne. Trochę go to nawet rozbawiło, dostał ciekawe zadanie. - Kiedy bardzo czegoś chcesz, jesteś blisko ale nie możesz tego osiągnąć w żaden sposób. Próbujesz, ale i tak się nie udaje to jest frustrujące. Wypiek który powinien być doskonały, a okazuje się tylko niezły też może frustrować, bo masz na myśli to jaki powinien być i trzymasz go w ręce, ale tego czego chcesz i tak nie dostaniesz.
Spróbował w końcu wyjaśnić to obrazowo na tyle na ile potrafił. Nie był pewien, czy przedstawił to jak należy, nigdy nie próbował opisywać uczuć i emocji, choć teraz wydało mu się to całkiem niezłą grą. Wpatrywał się w dziewczynkę ciekaw, czy takie wyjaśnienie jej odpowiada zastanawiając się, czy może opisać to jeszcze w jakiś inny sposób, może bardziej dosłowny. Jeśli panienka Malfoy będzie niezadowolona, na pewno spróbuje!
- Ta zasada dotyczy wszystkich. Ale to, że pani Finnlay coś nie wyjdzie nie znaczy, że gniewa się akurat na ciebie. - dodał patrząc na zasmuconą dziewczynkę i w swoim zwyczaju wyłączając myślenie nieznacznie wzruszył ramionami. - Do tej kuchni możesz wpadać kiedy zechcesz. Ale to musi być sekret. - zaznaczył, unosząc palec wskazujący ku górze, bo był pewien, że ojciec dziewczynki nie byłby zbyt zadowolony z tego jak spędzili dzisiejsze popołudnie. A szkoda! Bertie był przekonany, że i jego mógłby przekabacić na stronę ciast, ciasteczek i muffinek z dodatkiem miłości, radości i pokoju na świecie.
Rozbawiła go też kolejna scenka, nawet rozczuliła możnaby powiedzieć, czy dzieci nie są wspaniałe? Delikatnie "pyknął" w jej mały nosek kiedy podniosła głowę. Zaczepnie, lubił tak zaczepiać dzieci, bo zazwyczaj robiły wtedy zabawne miny.
- Tylko uważaj na swoich przyjaciół, zwierzęta w kuchni bywają odrobinę chaotyczne i zdarza im się coś strącić przez przypadek. - ostrzegł ją jedynie nie chcąc, żeby mała narobiła sobie w domu kłopotów. Z drugiej strony akurat on nikogo chyba przestrzegać nie powinien, czy dzieciństwo nie jest po to, żeby czasami w kłopoty powpadać? Te niegroźne oczywiście.
Zrobienie foremki, czy raczej przerobienie jej nie było w ogóle trudnym zadaniem, jednak Bertie doskonale pamiętał, jak sam w tym wieku patrzył na dorosłych, szczególnie swojego tatę, który przecież potrafił zrobić wszystko, ale to WSZYSTKO!
- Na pewno polubi ale odpowiednie. Nie chciałabyś przecież jeść jego jedzenia, prawda? A on lubi własne, a nie przepada za jedzeniem które jedzą ludzie. Musi dostać kocie ciasteczka, oczywiście godne samego lorda kota.
Stwierdził uśmiechając się przy tym, kiedy wszystko się już tworzyło.
- Mogą śpiewać, śmiać się albo mówić. Pracujemy nad tym. Wiesz, ta kuchnia jest jak laboratorium, pracujemy tutaj żeby ciasteczka były coraz lepsze i mogły robić coraz więcej magicznych rzeczy, księżniczko.
Chętnie zrobiłby jej także śpiewającą masę i pozwolił zaśpiewać, żeby mogła się cieszyć, że udało jej się czarować, jedna nie mieli aż tyle czasu. Wolał nie narażać opiekunki małej Marianny na duże nieprzyjemności. Nie chciał, żeby jej rodzina dowiedziała się o tej ucieczce, może liczył, że dziewczynka na prawdę jeszcze do niego wróci? Była wspaniałym towarzystwem.
Nie poprawił dziewczynki, nie chcąc wyjaśniać różnicy pomiędzy słowem "szlachetny" i "szlachecki", nie chcąc też wdawać się w większe dyskusje o Malfoyach. Była tylko małą dziewczynką, bardzo uroczą i wierzył, że może wyrosnąć z niej prawdziwa dama, która będzie myśleć samodzielnie, a nie wyłącznie przez pryzmat tego czego zapewne jest uczona. Czuł, że nie powinien się w to teraz nieproszony wtrącać, jak i szufladkować kogokolwiek. Nie wierzył, że jakikolwiek ród może być po prostu zły. A mała mogła być przecież dumna ze swoich sukni i z tego, że dla wszystkich jest prześliczną księżniczką.
Uśmiechnął się więc znów, czy raczej uśmiechał się nadal, zajmując się przy tym ich wypiekiem. Patrzył, jak dziewczynka bierze ciasteczko pewien, że będzie idealne, bo przecież nie mogło być inaczej. Sam też wziął jedno - i miał rację! Oboje z resztą zaraz zaczęli pachnieć owocami.
- Nie schowałem, ale zaraz na pewno znajdę. Ty w tym czasie możesz wziąć sobie ciasteczka do tej paczuszki. - dodał, dając dziewczynce papierową paczuszkę. - I możesz być bardzo dumnym młodszym cukiernikiem. Jesteś jedyną księżniczką z tym tytułem.
Dodał puszczając jej oczko, by zaraz zacząć się rozglądać po kuchni i zerkać do półek, na zaplecze, czy salę. Wolałby nie gonić kota przez pełną gości salę, ale... cóż, może po prostu się znajdzie? Bertie otworzył kolejną szafkę, nie stresując się zbytnio, bo i był pewien, że kocur daleko nie odszedł.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Marianne Malfoy
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t4373-marianne-lamia-malfoy#93831 http://www.morsmordre.net/t4379-alohomora http://www.morsmordre.net/t4380-dwor-panienki-malfoy http://www.morsmordre.net/f229-wilton-w-wiltshire-rezydencja-rodu-malfoy http://www.morsmordre.net/t4457-marianne-lamia-malfoy#95125
lilia wśród róż
5 i 11/12
Szlachetna
Panna
Tata wie wszystko!
0
0
0
0
0
0
3
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.05.17 14:36

Chłód trzymał się, jakimś cudem, z dala od niej - może dzięki Brutusowi, który także nie wpisywał się w rodzinny schemat arystokratycznego charakteru, lecz mogło to wynikać tylko i wyłącznie z jej wieku. Była jeszcze małą, uroczą dziewczynką, której nadzieja i wiara sięgały wysoko ponad przykrości świata. Interpretowała je inaczej, lżej, miękko i wesoło, będąc oczkiem w głowie rodziców. Wiedziała, jak ich rozczulać, choć świadomość tego dopiero w niej rosła, lecz widząc wszelkie pozytywne strony nie próbowała jej hamować.
Wciąż nie potrafiła powtórzyć trudnego słowa, ale starała się je zapamiętać - z marnym skutkiem, dlatego przynajmniej spróbowała przyswoić definicję, jaką przedstawił jej Bertie. Kiwnęła głową, szukając własnego przykładu, aby mógł potwierdzić, czy zrozumiała prawidłowo. - To jak wtedy, kiedy mama mówi Lucjuszowi żeby się uspokoił, a on dalej krzyczy i do tego brudzi swoje ubranko? - zapytała, kojarząc minę Larissy z podobnej sytuacji. Nigdy nie miała ochoty pomagać przy Lucjuszu - nie dość, że zabierał czas mamy, to jeszcze bywał okropnie nieznośny.
Domyślała się, że nie powinna mówić zbyt wiele o tej niezaplanowanej wyprawie do kuchni Słodkiej Próżności, wciąż mając z tyłu głowy zasadę "szlachcianki nie gotują". Liczyła na to, że pani Abernathy także nie dowie się, co dokładnie miało miejsce, gdy Marianne zniknęła - wolałaby pozostać przy wersji, że rozglądała się za opiekunką. Tak byłoby lepiej dla wszystkich - dla taty, dla guwernantki oraz dla niej - chciała być wzorową lady, dlatego później, mimo wszystko, miała przemyśleć swoje zachowanie w zaciszu pokoju, podburzona do tego przez Abraxasa, czy też niekoniecznie. W tym momencie dziecięce serce pragnęło przygód i zaspokajania ciekawości. Podobnie uniosła palec, przykładając go do ust i wydając z siebie szeleszczące "tsss", na dowód utrzymania przewinienia w tajemnicy. Nie sądziła, by lord Malfoy dałby się przekabacić na stronę świata słodkości. Na krótką zaczepkę zachichotała uroczo, przymykając oczy, po czym mrugnęła nimi dwukrotnie, jakby podrażnił jej czubek nosa piórkiem.
- Proszę się nie martwić, uczę lorda Noxa dobrych manier i umie już nawet skakać z pufy na pufę. Nawet mamie podobała się ta sztuczka, a musi książę wiedzieć, że mama nie przepada za Noxem - pochwaliła się swoim małym sukcesem wychowawczym. Kot w istocie był dosyć posłusznym zwierzęciem, lecz traktował większość ludzi wrogo, broniąc małej Marianne. - Nie pozwolę mu nic zrzucać - obiecała jeszcze, wyobrażając sobie, jak zdenerwowałaby się pani Finnlay i na pewno wiadomość przeniknęłaby do taty. W domu wszystko docierało do niego ekspresowo - gdy przypomniała sobie o tym, natychmiast zaczęła mieć wątpliwości, czy jego oczy i uszy nie sięgają również na Pokątną, w zakamarki kuchni Botta.
- Hmm - mruknęła tylko pod nosem z zastanowieniem. Karmieniem kotka zajmowała się służba i nie do końca wiedziała, co zwierzę je, trzymając się z dala od jego misek, których przecież nie pozwolono jej trzymać we własnym pokoju. Westchnęła, polegając przy próbie wyobrażenia sobie ogórka w kształcie kota, odpowiedniego pożywienia dla jej pupila. - Co jedzą koty? - zapytała niepewnie, nieco upokorzona swoją niewiedzą, co odbiło się w ruchach - dłonie schowały się za plecami.
- Laborarium? - dopytała jeszcze, jedynie kojarząc słowo, lecz nie mogąc przywołać dokładnego znaczenia, a wydawało jej się w wypowiedzi bardzo istotną częścią. Jak nic, musiała się pobawić z Brutusem w laborarium, kiedy już wróci do domu. Myśl o Wilton wracała do niej jak bumerang, przed którym uchylała się w obawie, zamiast uchwycić z pewnością w dłoń.
Kiwnęła posłusznie głową, pałaszując resztę ciasteczka, a dowody zbrodni w postaci okruszków przyozdobiły sukienkę, dlatego otrzepała dłonie, by zaraz pozbyć się ich również ze stroju - wtedy dostrzegła białe ślady po mące oraz pojedyncze zabrudzenia od innych składników. Niedobrze. Zgarnęła ciasteczka do zaoferowanej torebki, prędko, podążając zaraz za Bottem.
- Będę bardzo dumnym cukiernikiem, ale lepiej nie mówić pani Abernathy - zarządziła, rozglądając się już po kuchni za swoim białym stworzeniem. - Lordzie Nox, proszę do mnie wrócić, potrzebuję dzielnego rycerza u swego boku - wołała, przemykając między kolejnymi szafkami, ale nigdzie go nie było. Ze zrezygnowaniem oparła się o ścianę, smutnym wzrokiem wyglądając na salę. Wyobrażała sobie właśnie, że skoro ona tak martwi się o sierciuszka, jej opiekunka traci nerwy z jej powodu. Przygryzła usteczka.
- Prosze księcia, trzeba szybko znaleźć kotka i panią Aberna... - mówiła, ale przerwał jej zduszony okrzyk, dochodzący z sali. Jeszcze tego nie wiedziała, ale Nox właśnie syczał wściekle na jedną z klientek, próbując dobrać się do łakoci, spoczywających przed nią na stoliku. Nie dokończyła zdania, wychodząc z ciasteczkami do źródła dźwięku, zza boku lady zerkając na kolejne zamieszanie tego dnia.
- Lordzie Nox, proszę zostawić panią! - oburzona podbiegła do kota, ściągając go ze stołu. - Bardzo panią przepraszam - dygnęła jeszcze, ze skruszoną miną, a papierowa torebka szeleściła, gdy kot chwilę próbował wyrwać się z jej objęć - uspokoił się jednak.




Like a lotus blossom soft and pale
Wait and see, when we're through
boys will gladly go to war for you.
With good fortune (and a great hair-do)
you'll bring honor to us all!

Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   09.05.17 18:38

Słuchał i jakimś berbeciu, który pewnie na codzień mógłby działać mu na nerwy - chyba mało kto ma w sobie wytrzymałość, by łagodnie znosić niemowlęce wrzaski, chyba kiedy człowiek staje się rodzicem, dostaje w pakiecie trzy wielkie paczki cierpliwości, które wspomagają go w tym trudnym okresie - mimo, że na prawdę lubił dzieci. Uśmiechnął się przy tym dość wesoło, wyobrażając sobie przy tym biedną szlachciankę, nie mogącą nijak wpłynąć na swoje dziecko, które w tej akurat chwili ma ochotę z jakiejś przyczyny powrzeszczeć.
- Tak, myślę że to może wywoływać frustrację.
Przyznał szczerze. W sumie to raczej nie miał do czynienia z małymi dziećmi, nie miał też znajomych którzy by je mieli, jednak te małe bulwy całkiem go bawiły.
Cóż, w tej chwili jeszcze miał nadzieję, że młoda dama jeszcze kiedyś go odwiedzi, lub spotkają się w innych okolicznościach. Była uroczą osóbką, całkiem zabawną, miała mnóstwo uroku szczególnie jak na Malfoyównę (widocznie nie taki Malfoy straszny jak go malują). Nie miał pojęcia, że dla niej całe to spotkanie może skończyć się źle, spodziewał się raczej, że dziewczynka wróci do guwernantki, która raczej nie odważy się przyznać pracodawcy, że straciła młodą lady z oczu.
- Nie mogę w to nie wierzyć, kiedy księżniczka tak twierdzi. - odpowiedział na informację o zrzucaniu, wcale nie zdradzając, że pod tym względem nieszczególnie ufa czworonogowi. Nie było się jednak czym szczególnie przejmować, nie sądził też, by kot mógł zrobić tu dużo larma.
Wskazał na kolejną masę w innej misce różdżką, by ta zaczęła się ugniatać, jednocześnie rozglądając się za zwierzęciem.
- Jesteś w takim razie zdolną treserką. Koty z reguły mało kogo słuchają. - dodał jeszcze, zaczynając się w końcu za zwierzęciem rozglądać.
Na jej pytanie, a także pewne skrępowanie z nim związane, wzruszył lekko ramionami, chcąc dać jej znać, że hej - tu przecież nie musi się przejmować czymkolwiek, tu nie ma zasad, ani egzaminowania z czegokolwiek! Czyż to miejsce nie jest wspaniałe?
- Sam nie wiem bardzo dokładnie, ale głównie mięso na pewno. - oj, był pewien, że zna ludzi którzy jedzą gorzej niż kot szlachcianki. Wyobraził sobie, że ten pewnie dostaje w swojej miseczce codziennie porcję mięsa z najlepszego gatunku krów, czy kur, na pewno nie świń, bo świnie są takie nieszlacheckie. Do głowy mu przyszło, że Matt pewnie mając okazję, wykradałby Noxowi pożywienie, ale to już inna sprawa. Uśmiechnął się tylko z lekkim rozbawieniem.
- Laboratorium to miejsce badań. - wyjaśnił zaraz, odkrywając przy tym, że całkiem lubi się wymądrzać, czy tam przedstawiać nowe słowa dziewczynce, która i tak miała już w głowie niezłą kolekcję jak na swój bardzo młody wiek.
Dalej widząc, że młoda dama zaczyna się denerwować, skinął lekko głową, nie chcąc tego przedłużać. Zaczął się rozglądać za kotem, kiedy usłyszał hałas na zewnątrz. Odetchnął, przeprosi potem Cynthię za zamieszanie, teraz jednak wyszedł na salę, by zająć się zamieszaniem.
Na szczęście dziewczynka sama zapanowała nad kotem. Bertie dał więc współpracowniczce zza lady znać, że wróci za kilka minut, zaklęciem oczyścił sukienkę lady Malfoy i zaraz ruszył z nią na Pokątną. Odnalezienie opiekunki nie zajęło im długo. Wyjaśnił jeszcze uprzejmie, że znalazł zagubioną w tłumie dziewczynkę i ma nadzieję, że nie będzie z tego powodu kłopotu - wiadomo, w zamieszaniu łatwo się zagubić!
Dalej już cóż - wrócił do cukierni, gdzie czekało go dziś jeszcze trochę pracy.

zt x 2 <3





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.05.17 13:54

|15.04.1956r


Dzień był przyjemnie wiosenny. Już z samego rana zbudził się wypoczęty na tyle wcześnie, że zdążył przygotować słodkie bułeczki na śniadanie. Część jeszcze ciepłych zostawił na stole, by częstowali się i inni, wszak śniadanie to posiłek bardzo ważny, jak nie najważniejszy! Jedzenie jest w ogóle bardzo ważne, a słodkości to już w ogóle, niedobór cukru we krwi sprawia, że ludzie się stają zgryźliwi i nieprzyjemni, do tego nie można dopuścić.
Czekał jeszcze na Ari, ta jednak nie wychodziła. Nie miał pojęcia z resztą, czy nocowała w Ruderze, nie prześladował swoich współlokatorów, nawet tych którzy byli mu bliscy w końcu. Wiedział z resztą, że spotkają się w pracy, więc najedzony teleportował się prosto do kuchni. Dziś ktoś inny miał obsługiwać na sklepie, oni dostali za zadanie wykonać specjalne zamówienie. Przyjęcie urodzinowe jakiegoś berbecia: ciasta, ciasteczka, babeczki, oczywiście tort, wszystko na ich głowie!
A on się jeszcze cieszył, bo i na prawdę tę pracę lubił. Szczególnie, że dostali dużą dowolność: mieli jedynie zmieścić się w konkretnej cenie i sprawić, by jedzenie było dodatkową atrakcją tego pięknego dla jakiegoś sześciolatka dnia.
Nie czekając na nic przygotował dwa kubki kawy, aby sił im nie zabrakło, w Próżności każdy pracownik miał swój kubek w jednej szafce z nimi, stały razem, identyczne w kształcie, różniąc się jedyne kolorem i Bottowi przypadł akurat żółty.
Wyjął także wszystkie potrzebne miski i inne przyrządy, przez miesiące wykonywania swojego zawodu, przekonał się o tym, że faktycznie ma całkiem podzielną uwagę, bo i już po chwili jajka w jednej misce solidnie się ubijały na śmiejące bezy, w innej zaczęła się mieszać masa na ciasteczka Pachnę Pięknie (trzeba w końcu reklamować najnowszy wyrób cukierni!), a on sam oglądał przyprawy zastanawiając się nad tym, czy do owych ciasteczek wybrać cynamon, czy może wanilię. To dopiero dylematy!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.05.17 15:33

Dzień może i był przyjemnie wiosenny, ale nie dla niej. Po wczorajszym wątpliwie przyjemnym zajściu w pubie, kiedy prawie dostała w twarz (o ile tylko na tym by się skończyło, gdyby nie niezawodny refleks) i utraciła notes z przepisami na zakazane substancje, dalej kazała wsadzać sobie w buty wszystkie dobre dni i w zasadzie była w jeszcze gorszym humorze niż do tej pory. Dlatego nie podobał jej się fakt, że dzisiaj musiała stawić się w pracy, by pomóc w przygotowaniu ciasteczek i tortu na przyjęcie dziecięce. Bo jak niby miała włożyć w nie serce i moc pozytywnych emocji, skoro miała ochotę zamordować każdą napotkaną na swojej drodze osobę? Zresztą, wyglądała jak zmora z wyraźnymi cieniami pod oczami i fryzurze, która nijak nie chciała z nią współpracować, nie wspominając o sukience, która w drodze do cukierni rozdarła się szwie od rękawa. Przeczuwała, że był to tylko wstęp do tragikomedii dzisiejszego dnia i nie myliła się; gdy tylko przekroczyła próg kuchni uderzyła się piszczelem prosto w otwartą szufladę. Zaklęła pod nosem, zapowietrzając się i czując, jak mocno właśnie zacisnęła zęby, w niezgrabnym skłonie rozmasowując nogę; zignorowała fakt, że prawdopodobnie niedługo wyskoczy na niej duży siniak.
- Nauczcie się w końcu zamykać te szuflady, nie będę wiecznie tego poprawiać - rzucając uroczym "dzień dobry" na wstępie, minęła Bertiego posyłając mu nadzwyczaj pochmurny uśmiech, a potem narzuciła na siebie fartuch i zaraz po tym zabrała się za swoją pracę.
W milczeniu zajęła się przyrządzaniem kolorowych polew i lukru, starając się nie przesadzić z ilością słodkości; w tak ponurym nastroju ciężko było jej znaleźć wyważony środek, ale starała się jak mogła. Nie mogła pozwolić sobie na straty, czy zepsucie wyrobionej przez cukiernię renomy.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.05.17 20:19

Pracowało mu się całkiem dobrze. Popijał swoją kawę, odpalił nawet radio jakie stało w rogu i słuchał jakiejś nowej melodii, jeszcze jej nie znał, ale całkiem wpadała w ucho. Skrzywił się za to widząc, jak na wejściu urządziła się Roots i zaraz pokręcił głową.
- Panno Roots, nie będzie pani piekła w mojej kuchni w takim nastroju.
Oznajmił tonem belfra wyrzucającego dziecko z klasy. I fakt, że to nie jest żadna jego kuchnia nie ma tu znaczenia. Wskazał na trzepaczkę, by zlitowała się nad białkami i gestem nadgarstka nakazał misce się obrócić, by mógł sprawdzić, czy masa jest już dość sztywna. Zawartość ani drgnęła - idealnie. Cukier!
- Zalecam zacząć poranek od kawy. - dodał, wskazując na jej kubek z ciepłym jeszcze napojem przy pomocy różdżki i sprawiając, że ten podleciał pod sam nos dziewczyny. Niby wiedział, że czasami człowiek po prostu nie ma ochoty z nikim gadać, jednak nie mógł jej tak pozwolić marudzić, burczeć i nienawidzić świata, kiedy mają tak przyjemne zadanie. Szczególnie, że pieczenie nienawidzi negatywnych emocji. Tak, robi to dla dobra ich zadania! - Chcesz mi opowiedzieć, co się stało?
Spytał wprost, do masy z bezą dodając żabi proszek i rzucając zaklęcie opóźniające, żeby smakołyk zaczynał uciekać dopiero po chwili od rozpoczęcia jedzenia. Stary przepis, a jednak dzieciaki zawsze go lubiły. Sam z resztą nadal czasem się ścigał na jedzenie uciekających bez.
Teraz tylko podzielić na porcje: to robił ręcznie i upiec kolejnym zaklęciem. Voila! Bezy akurat robiło się niesamowicie szybko, już mieli pierwszą porcję smakołyków. To jednak dopiero początek, skoro zabawa ma trwać cały dzień. Wrócił do zapachowych ciasteczek, decydując się tym razem na cynamon i skórkę pomarańczy, zaraz zabrał się za wycinanie foremkami kolejnych wesołych wzorków. Latającej chmurki - to jest trudny kształt, lubi uciekać! - kwiatuszka, misia poruszającego uszkiem, kameleona który rozwija i zwija język, pufka pigmejskiego, który porusza futeriem, czy machającego maczugą trolla.
W tej chwili jednak poczuł jak coś twardego spada prosto na jego głowę. Zamknął oczy zamroczony i syknął, słysząc jak jedna z do tej pory wiszących na szczęście nisko nad nim patelni spada całkowicie na podłogę. Uniósł wzrok nad siebie i... oczywiście, no któż by inny.
- Luluś, przysięgam, że cię kiedyś ogolę.
Oznajmił jedynie. Oj, był pewien, że ten pufek robi to celowo!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   27.05.17 0:45

Pierwsza próba zrobienia lukru nie powiodła się; najwidoczniej słodycze wyczuwały kiedy ktoś miał zły humor, bo w ostatecznym rozrachunku biała masa była za rzadka, wylewająca się z łyżki z powrotem do naczynia. Dodała więc odrobinę cukru pudru, ponownie ucierając, a ta - kpiąca sobie z jej zdolności kulinarnych - tym razem była zbyt gęsta. Miała ochotę rzucić tym wszystkim wprost do kosza na śmieci, ale nie dając za wygraną dolała minimalną ilość wody, ucierając jeszcze raz... i potem kolejny. Za czwartym razem wreszcie przeklęła głośno, trącając miską w kąt.
- Nie chcę kawy. Moje serce tego nie wytrzyma - burknęła pod nosem, odwracając się, chociaż zapach aromatycznego napoju - od którego była uzależniona - kusił i prowokował; ujęła więc kubek w obie dłonie, licząc w myślach do dziesięciu, nim zamoczyła wargi w ciepłym płynie. Nie chciała się poparzyć, a los, czy impulsywność jaką się dzisiaj wykazywała powodowała, że wszystko było możliwe.
- Nic się nie stało, Bertie. Wszystko jest w porządku, poza tym, że mężczyznom chcącym uderzyć kobietę ręka powinna uschnąć w powietrzu - wywróciła oczami, odstawiając kubek na blat. Bez słowa podjęła kolejną próbę zrobienia lukru - delikatnie ubiła białko, dodając do niego przesiany przez sitko cukier puder. Lukier nie znosił grudek, więc i nie miał prawa wyjść, gdy te znajdowały się w masie. Później zaczęła ucierać, tym razem mając więcej szczęścia; dla większej finezji dodała do masy kilka spożywczych barwników, mieszając wszystko razem. Masa - gładka i lśniąca - mieniła się mieszanką podstawowych barw tęczy.
- Zresztą, skradziono mi mój notes. Ten, który dostałam w dzieciństwie od babci - przechwytując partię wyciętych ciastek, wstawiła je do pieczenia i nim zdążyła ponownie się odezwać zauważyła jak patelnia spada prosto na głowę Bertiego. Winowajcę dostrzegła niemal od razu: w końcu szukała go cały dzień. - Czemu grozisz mojemu Lulusiowi?! - krzyknęła obrażona, dopadając do biednej różowej kulki; zdjąwszy pufka z wiszącego naczynia, przytuliła go do siebie, pozwalając by wdrapał się po jej fartuchu na kark. Tam zadomowił się równie szybko, wplątując się we włosy. - Przecież on nie ma nawet siły, żeby zrzucić tę patelnię. Kochany, nie żartuj nawet - spojrzała na chłopaka, jednak nie umiała długo się na niego gniewać. - No chodź - gestem dłoni wskazała, by pochylił się nieco, a potem ujęła jego policzek w chłodną dłoń, drugą rozmasowując czubek głowy. Wydawało jej się, że tak mała odległość lotu uchroniła go przed dużym guzem. - Spokojnie, będziesz żyć - ucałowała Bertiego prosto w czoło i wreszcie wróciła do piekących się ciastek. Brakowało im jeszcze chwili, którą poświęciła na podratowanie się kawą i głaskaniem Lulusia opuszkiem palca po czubku miniaturowego łebka.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   27.05.17 23:27

W pierwszej chwili nawet pomyślał o tym, żeby ratować sytuację i zatrzymać miskę zaklęciem - a przynajmniej spróbować - jednak doszedł do wniosku, że Roots potrzebuje dać upust swoim emocjom i lepie, jeśli jej na to pozwoli. Skoro musi wyżyć swoją złość, lepiej w końcu na lukrze, niż czymś już gotowym! Szczególnie, że sądząc po jej nerwowości, i tak raczej nie wyszedł.
- Odrzuciłaś mnie kiedyś, co jest dowodem na to, że nie masz serca. - przypomniał jej żartobliwie. Absolutnie nie miał jej tego za złe, przez siedem lat szkoły jego sercem władała jedna osoba, nikt inny nie zagościł w nim na bardzo poważnie, więc i jakiekolwiek odrzucenia, czy miłostki wspominał raczej wesoło. - Poza tym kawa tak nie działa, a jest smaczna.
Dodał, wzruszając przy tym ramionami i patrząc, jak Ari pije i postanawia trochę się wygadać. On sam w tym czasie dalej wycinał kolejne ciasteczka, po części foremkami, po części pomagając sobie nożem, kiedy miał dodatkowy pomysł, lub przeformowując istniejące foremki na coś jeszcze innego.
Kiedy jednak powiedziała, przynajmniej częściowo co się stało, uniósł obie brwi ku górze, na moment samemu odsuwając się od swoich wypieków.
- Popieram. Kogo masz na myśli i co się stało dokładniej?
Spytał, przez moment nie wracając do pracy, bo i jemu ciśnienie się podniosło, kiedy dowiedział się, że Roots ktokolwiek próbował uderzyć. Nie miało właściwie znaczenia, dlaczego, przemoc względem kobiety zawsze jest, była i będzie zła.
W końcu jednak wrócił do wykrawania, powoli i ostrożnie, choć słuchał jej dalej. Na informację o notesie zmarszczył brwi, bo i przede wszystkim zastanowiło się, cóż to był za notes, skoro od wczesnego dzieciństwa miała jeden, a jego zawartość nadal była dla niej cenna. Dość szybko doszedł do wniosku, że musiał mieć wartość czysto sentymentalną, co wcale nie umniejszało jej stracie, jednak kradzież czyniło po prostu jeszcze bardziej głupią, niż w innym wypadku.
Nie zdążył się jednak odezwać, bo zaraz oberwał patelnią, a Ari w dodatku zaczęła się użalać nad winowajcą. Pokręcił głową.
- Mówiłem ci nie raz, że to wredna bestia czychająca na moje życie. - prychnął pod nosem, patrząc na różową kulkę. Luluś. Doskonałe imię dla mordercy.
- Nie musiał jej podnieść, zepchnął po prostu. - pokręcił głową, choć chłodna dłoń była bardzo przyjemna w obolałym miejscu. Odetchnął, choć zerknął jeszcze na małą, puchatą bestię, któr pewnego razu na pewno ogoli. Ciekawe swoją drogą, jakby pufek wyglądał łysy. Nigdy się nad tym do tej pory głębiej nie zastanawiał, choć tę groźbę wymawiał nie raz.
Dostał jeszcze buziaka, jak mały chłopiec, jednak nie skomentował tego, a jedynie się łagodnie uśmiechnął, wracając do swojego zadania. - Tym razem tak, ale puchatemu psychopacie się kiedyś uda, wspomnisz me słowa. Na moim nagrobku ma być napisane A winnym jego śmierci jest Luluś, psychopatyczny puszek pigmejski.
Oznajmił, choć już na nowo się uśmiechnął.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   30.05.17 19:33

Nie skomentowała jego słów, które wcale jej nie rozśmieszyły, a spowodowały jedynie, że posłała mu pobłażliwy uśmiech. Odrzuciła go, bo była zakochana do szaleństwa w Matthewie i wciąż miała wrażenie, że coś dalej czuje do tej gorszej wersji Botta, choć nie była jeszcze tego pewna. Zresztą, miłość, co dobrego wychodziło z tego nieszczęsnego uczucia? Absolutnie nic. Po krótkiej euforii, prędzej czy później, nadchodził przykry moment rozczarowania; miłość była silniejsza niż trucizna, a w zasadzie sama była trucizną, najgorszą z możliwych, wystawiając nieszczęśnika na cierpienia.
Z tak żałosną myślą przygotowała właśnie miseczki, do których kolejno wsypała po niewielkiej ilości ozdóbek – wypiekanie ciastek było jednym, ozdabianie drugim, najlepszym zajęciem. W końcu każdy cukiernik miał w sobie coś z artysty i tym bardziej z dziecka, kiedy upatrywał sobie wyśmienitej rozrywki w dekorowaniu ciast na dziecięce przyjęcia.
- Sama nie wiem. Trochę przesadziłam, nie jestem tu bez winy, ale gdyby nie refleks i stan upojenia tamtego mężczyzny to wolę nie wiedzieć jak skończyłabym wczoraj wieczorem. Nie sądzę, że skończyłoby się na samym uderzeniu w twarz, gdyby tamten, którego oblałam alkoholem, nagle odzyskał siły i pomógł swojemu koledze – zacisnęła mocniej dłonie na krawędzi blatu, który przed paroma sekundami złapała na samo wspomnienie wizyty w pubie; choć miała nieco rewolucjonistyczne myśli i podejście do życia, wciąż pozostawała tylko kobietą; kruchą, drobną istotą, bez specjalnych umiejętności. Co z tego, że potrafiła uwarzyć skomplikowaną truciznę i umiała uderzyć kogoś z pięści w splot słoneczny – czego nauczył ją zresztą Matthew – jeśli w takiej sytuacji traciła nerwy?
Luluś właśnie ciumkał jej włosy, jednak czując świeże ciastka, które dopiero co opuściły piekarnik, z zadziwiającą szybkością pomknął po jej fartuchu na blat, dobierając się do jednego z  nich. Naturalnie, poparzył sobie wszystko, ale Ariadna niespecjalnie przyłożyła do tego uwagę; chwyciwszy go ostrożnie w dłoń, wraz ze zdobycznym ciastkiem, przeniosła nieznośnego puszka na oddzielny, pusty stół, tam go zostawiając.
- Czy ty aby na pewno nie przesadzasz, Bertie? – prychnęła, słysząc apokaliptyczną wersję śmierci chłopaka. Kiedy ciasteczka przestygły odrobinę, nałożyła na nie za pomocą łyżeczki lukier, kolejno dekorując zjadliwymi kuleczkami, żelkami i innymi dodatkami. - Nie rozumiem dlaczego go tak nie lubisz – kiedy skończyła część ciastek, jedno z nich przystroiła ulubionymi dodatkami Botta i następnie chwyciwszy ciasteczko w serwetkę, podstawiła je mu pod nos.
- To za to, że złamałam ci kiedyś serduszko - uśmiechnęła się lekko, wystawiając nieco drżącą dłoń w stronę chłopaka.




Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   02.06.17 18:59

Oh, n pewno jest to jakaś forma sztuki, ponadto sztuki bardzo niedocenianej! Czym się w końcu różni obraz przedstawiający kota od wyciętej formy tegoż kota w odpowiednich kolorach i z dodatkami? Szczególnie, że sztuka ostatnimi czasy wariuje, przynajmniej w mugolskim świecie i choć Bertie wiele o niej nie wiedział, nie mógł nie słyszeć żartów na jej temat.
Pozwolił jej w każdym razie dekorować ciasteczka, a sam zajął się tortem, a to już poważniejsza sprawa! Musiał się odrobinę bardziej skupić, kiedy dobierał składniki, choć słowa Ari wcale go nie uspokajały.
- Mogłaś zachować się nie w porządku, ale nie ważne co zrobiłaś, nie miał prawa podnieść na ciebie ręki. - jego głos był pewny, lekko nerwowy, choć gniew wcale nie kierował się w stronę Ari. Zostawił na moment ciasto, bo i nie było sensu czegokolwiek ruszać, zanim nie ochłonie. Siadł na chwilę, popijając swoją kawę. - Kolejna rzecz, która jest nie taka to to, że znów mieszałaś się w czymś w czym nie powinnaś. Jak chcesz wyjść w ten sposób na prostą?
Znów właziła w jakieś szemrane towarzystwo. Nie naciskał, nie dopytywał, nie chciał wchodzić w to z butami, choć jeśli Ari zechce, chętnie wysłucha co nią kierowało. A jednak nie to było najistotniejsze, a to, że znów się w czymś babrała. Jak inaczej nazwać zadawanie się z kimś, kto najwidoczniej nie zna najbardziej podstawowych zasad rządzących społeczeństwem, nie ma moralnych zachamowań?
Obserwował dalej poczynania puszka, jednocześnie przywołując miskę i składniki, zaczął zsypywać odpowiednie składniki, mieszając je dokładnie. Tort miał być szalenie czekoladowy, więc wrzucił całą masę kakaa, po części zastępując nim mąkę, dodając jednak odpowiednich składników, by wszystko się trzymało.
Przemieszał, by zaraz różdżką wskazać na kolejną miskę, w której zaczęła się ubijać piana z białek. Żółtka oddzielone wcześniej wylądowały w pojemniku który mieszał własnoręcznie.
- Rozruszaj je, bo zaraz lukier zastygnie. - podsunął, bo i przy własnej próbie połamał lukier ostatnimi czasy, kiedy za późno nałożył zaklęcie. Ciasteczka miały w końcu się poruszać, bo takie były fajniejsze. Troll machał swoją maczugą, kot poruszał uszkiem, niuchacz śmiesznie kręcił nosem.
Zaraz jednak złapał podsunięte mu ciasteczko i uśmiechnął się szeroko.
Zauważył przy tym drżenie jej dłoni, które wcale jej się nie spodobało. Skoro aż tak się denerwowała, czy coś jej nie grozi?





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   04.06.17 10:30

Zerknęła na tort, zastanawiając się jaki właściwie miał być - czy pozostawiono im inwencję twórczą, czy może i tym razem zamawiający miał specjalne wymagania co do smaku, koloru i ozdób. Czasami wymagania te były wprost absurdalne, ale oni - jako zespół dzielnych cukierników - potrafili im sprostać. W końcu, nie byli początkującymi, a praca była ich pasją, sposobem na życie.
Udekorowała właśnie kolejne ciastko, które zupełnie przypadkiem prawie złamała, słysząc zarzut Bertiego. Nie rozumiała czemu z góry założył, że "mieszała się w czymś", ale to jedynie ją zasmuciło.
- Byłam po prostu w barze. Chyba nawet w dziurawym, po powrocie z pracy. Czy to jest mieszanie się w czymś, co nie pomoże mi wyjść na prostą? - odparła dość drażliwie, jednak łatwość w dekorowaniu ciastek przychodziła jej naturalnie; nie zwróciła uwagi na poczynania chłopaka, wedle jego rady ruszając ciastka za pomocą zaklęcia. Kiedy skończyła, odstawiła ciastka w bezpieczne miejsce, z daleka od klejących stópek Lulusia, po czym spoglądnęła do miski.
- Nie za dużo tego kakao? - spytała, wtykając paluch w ciemną masę. Zawsze tak robiła, tłumacząc to sobie sprawdzeniem jakości i smaku; tutaj po prostu nie powstrzymała się przed zaskakującą ilością kakao, które wprost uwielbiała. - Nigdy nie rozumiałam idei tak mocno czekoladowych tortów. Nawet ja sama mam problem ze zjedzeniem do końca jednego kawałka, bez odruchu wymiotnego - westchnąwszy, nie miała w tej chwili co robić, dlatego zaklęciem pozbierała brudne naczynia i łyżki, a następnie postanowiła je umyć. Gdy i to zajęcie nie zajęło jej zbyt wiele czasu, za pomocą ściereczki i wody, wyczyściła brudne blaty, o których zapomnieli wczoraj; dziwiła się - przecież dobry kucharz i cukiernik zawsze zaczynał i kończył pracę od przygotowania odpowiednio swojego stanowiska pracy, lecz komentarz tym razem pozostawiła dla siebie.





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   08.06.17 22:05

Odetchnął słysząc, że poczuła się urażona. Spojrzał na nią, ale cóż mógł zrobić?
- Nie wiem. Po prostu się o ciebie martwię, może w Kotle zbyt łatwo trafić na niewłaściwe osoby. Poważnie nie mam pojęcia, jestem bezradny, bo niczego ci przecież nie zabronię, a nawet nie wiem czego bym miał, a chcę dla ciebie dobrze, puchaty demonie.
Uśmiechnął się nieznacznie, choć nie był w tej chwili zbyt wesoły. Nie chciał jej irytować, nie chodziło mu w tej chwili o to, żeby się kłócić, wręcz przeciwnie: starał się uważać, jednak trzymali się dość ciężkich tematów, a to zawsze trochę stąpanie po kruchym lodzie.
- Eh. Gardzę panią, panno Roots. - odpowiedział, tonem wskazującym na ostentacyjne oburzenie. Uśmiechnął się przy tym pod nosem, bo to raczej bardziej niż oczywiste, że nie mówił poważnie. Mieszał masę, którą po chwili zaczął przelewać do forem, które miały później ułożyć się jedna na drugiej od największej do najmniejszej. Ze środka na górę za to jak w fontannie będzie się lała czekolada. - Zjadłbym cały. No, może dnia bym potrzebował. A to są dzieci, dzieci to demony jeśli chodzi o jedzenie słodyczy. Nie dziwię się temu zamówieniu. Choć sam dodałbym owoców, może truskawek.
Stwierdził, rzucając odpowiednie zaklęcie, by ciasto zaczęło się piec i zabierając się za masę do fontanny. Domyślał się, że inne, mniej słodkie zamówienia są po to, by i dorośli zjedli coś mniej zasładzającego.
Patrzył, jak Ari ukończywszy ciasteczka zaczyna sprzątać. Dokończenie tortu zajęło mu kilkanaście minut. Był dosyć prosty, podobnie jak większość tego o co poprosili klienci. Obydwoje cukiernicy wyrobili się więc przed szesnastą, jak powinni.
Kiedy czekoladowy tort obciekający czekoladą na odpowiedni półmisek czekał gotowy na odbiór obok ciasteczek - i babeczek, które zrobili w międzyczasie - Bert pomógł ze zmyciem ostatnich rzeczy - wskazując różdżką na to, czego na koniec używał. Pod tym względem lubił wyręczać się magią.
- Zadanie wykonane, panno Roots. Da się pani zaprosić na herbatkę w naszych skromnych progach?
Spytał, by zaraz teleportować się do Rudery.

zt.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Ariadna Roots
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4536-ariadna-roots#96426 http://www.morsmordre.net/t4566-poczta-arii#97734 http://www.morsmordre.net/t4562-cukiernica#97533 http://www.morsmordre.net/t3474-pokoj-ariadny#60506 http://www.morsmordre.net/t4633-ariadna-roots
cukiernik, truciciel, prowokator
23 lata
Półkrwi
Panna
Pije, pali i przeklina jak prawdziwa dama;
Nie wypędzajcie ze mnie diabłów, bo wraz z nimi odejdą anioły
2
15
15
0
0
3
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   09.06.17 0:21

Nie odzywając się, kontynuowała podjęte zadanie. Swoją irytację przerzucała właśnie na porządkowanie miejsca pracy, co zresztą powinno ucieszyć i innych pracowników i właścicielkę cukierni. Zdawała sobie jednak sprawę, że codzienne sprzątanie kuchni na błysk nie miało najmniejszego sensu - w końcu kolejnego dnia cała magia działa się na nowo, mąka latała dookoła, nie wspominając o klejącym się do wszystkiego lukrze i kolorowych posypkach, którymi ani nie raz, ani nie dwa upstrzone były jej ciemne włosy, łącznie z ubraniem. Sprzątała bez większego użycia magii; ta nie pozwoliłaby się jej wyżyć na tyle mocno, co bieganie o własnych nogach i machanie szmatką dookoła. Przetarła kolejno blaty, zlew, biorąc się za lodówkę, z której pozbyła się starych owoców i przeterminowanych produktów - nie używali ich, jednak przy tak częstych dostawach o części zapominali, więc chcąc nie chcąc szły na zmarnowanie, ale Ariadna uważała, że to normalne zjawisko w gastronomii. Przetarła nawet zabrudzone lekko od soków szufladki, kierując się do sterty naczyń - te poodkładała na swoje miejsca, co zajęło jej więcej czasu, pochłaniając przy okazji znaczną część energii. Puszek pigmejski siedział - o dziwo - spokojnie, pochłaniając drugą część podsuniętemu mu ciastka, jakby zapominając o morderczych zapędach wobec Bertiego. A Bertie? Aria nie odpowiedziała na jego zarzuty, wzdychając tylko raz po raz; nie była zła, być może zmęczona, zastanawiając się nad jego słowami. Sądziła, że zaoferowana przez niego pomoc i próba wyciągnięcia jej "na ludzi" była głupim, niewykonalnym pomysłem, ale nie chciała zabierać mu całego entuzjazmu i pozytywnych emocji, którymi ją darzył. Kochała go, jak brata, martwiąc się o to, co przyniesie jutro; nie chciała go przecież zawieść, z drugiej strony zaś nie mogła złożyć obietnicy o nagłej zmianie i odcięciu się od dawnego życia. Do tej pory zresztą takowej mu nie złożyła, więc poniekąd czuła się rozgrzeszona.
Gdy skończyli, Aria skontrolowała stan upieczonych babeczek oraz porządek w pomieszczeniu, by następnie zabrać swoje rzeczy i Lulusia, teleportując się prosto do domu.

zt





Czasem, żeby wyleczyć,
trzeba użyć
trucizny.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   09.06.17 16:49

|Badania Poszukiwaczy Zaginionego Karmelka, 12.04.1956, wczesny ranek


Zadziwiająco wcześnie wstał i jakoś nie mógł dospać. Jednocześnie wisiała nad nim świadomość, że powinien się czymś zająć - ruszył jednak nie w tę stronę w którą powinien, teleportował się nie w to miejsce w które powinien i tym sposobem znalazł się tuż przed cukiernią. Była piąta nad ranem, czuł że musi się czymś zająć, odrobinę zbić myśli, więc korzystając z faktu że najpewniej będzie w Próżności sam postanowił zająć się pracą nad nowymi wypiekami. Wspólnie z pozostałymi wciąż pracowali nad lodami, nie mając jednak pomysłu na to konkretne zadanie, skupił się póki co na czymś innym - o czym sam myślał już od dłuższego czasu, gromadząc informacje i składniki.
Kąsające ciasteczka. Kąsające delikatnie oczywiście, jedzenie ich ma stanowić formę gry, zabawy z jedzeniem najpewniej dla dzieci, ale także tych dorosłych, którzy mają ochotę czasem zapomnieć o tym, co oznacza dla społeczeństwa dorosłość. Zaczął od bazy - zastanawiając się. Ciasteczka nie mogą mieć rzecz jasna zębów, muszą za to być w stanie otworzyć się w pół, by kłapnąć wargę jedzącego.
Zaczął więc lepić ciasteczka, jednak przed upieczeniem ich, przeciął wszystkie w pół, uniósł przy pomocy zaklęcia i dopiero zaczął piec. Założył ręce na piersi myśląc w tym czasie, co dalej. W głosie siedziały mu sproszkowane uszy chochlików kornwalijskich, które potrafią sprawić, że wypiek staje się wredny: jednak czy dokładnie o to chodzi? Choć gdyby ciasteczka były wredne, na pewno by kłapały.
Myśląc nad tym, Bott przygotował sobie kawę. Spojrzał już po chwili na czekające na niego na blacie wypieki, póki co zwykłe, proste ciasteczka maślane, choć na pewno kolejne wersje będą mogły mieć wszelkie smaki, trzeba się tylko porządnie nad tym zastanowić.
Trzy części ciasteczek złożył, po chwili namysłu dodając do środka odrobinę konfitury, żeby nie rozpadały się same z siebie. W tej chwili zależało mu na tym, by mogły się otwierać i zamykać nie rozpadając się same z siebie i nad tym właśnie pracował, dodatek ze sproszkowanych uszu chochlików to coś na kolejny etap!
- Inanimatus Conjurus.
Mruknął, chcąc nakłonić ciasteczka póki co do samego otwierania się i zamykania - we właściwy sposób, żeby górna część lekko podskakiwała. W ten sposób dodany składnik powinien sugerować ciasteczku próby podgryzania.
Oby się udało, póki co Bott czekał na efekt pierwszej tury swoich działań. Jeszcze tylko jedno zaklęcie, kiedy górne części ciasteczek zaczęły podskakiwać i kruszyć się nieznacznie, znów wymierzył w ciasteczka różdżką nie chcąc, by dalej niszczały.
- Mollio - mruknął chcąc, by ciasteczka były odrobinkę tylko bardziej miękkie. To powinno załatwić sprawę!

zt.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Cukiernia "Słodka Próżności"-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17