Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnia   26.07.16 1:49

First topic message reminder :

Kuchnia

Kuchnia to miejsce w "Słodkiej Próżności" dostępne oczywiście jedynie dla personelu, choć kto tak naprawdę wie, czyja niespokojna dusza zabłądzi wśród tych ścian...? Wypiekanie to nie tylko pasja i sposób zarobku, ale również świetna zabawa i terapia w jednym!
Dokładnie w tym miejscu poprzez wszelkie ręczne oraz magiczne batalie - zwane również zabawami - z ciastem powstają słodkie cuda sprzedawane zarówno w sklepie, jak i dostarczane na zamówienia do odbiorców. Tu również mają okazję powstawać nowe przepisy, a także najsłodsze żarty na temat ciężkiej pracy u pani Vanity... Taaak! Strzeżcie się, moi mili, ponoć ściany mają uszy!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
15
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.12.17 1:01

Miała szczerą nadzieję, że jej pomysł okaże się trafiony. Już widziała mnóstwo możliwości co do smaku takich baniek! Owocowe, orzechowe, czekoladowe, a nawet sezonowe, o smaku pierniczkowym na święta! Udało jej się na chwilę zachwycić swoim pomysłem i niemal z niecierpliwością wypisaną na twarzy patrzyła, jak Bertie zaczyna mieszać w misce, aż proszek bananowy całkowicie połączy się z miską.
Mimo wszystko powoli zaczynała być trochę zmęczona. Długie batalie z przeróżnymi kombinacjami składników odcisnęły na niej swoje piętno nie tylko w postaci masy lukru na włosach. Choć skupiała się na bańkach, łapała się na tym, że wspomina swoje super wygodne łóżko w mieszkanku kilka bloków dalej. Ponownie jednak odgoniła tę wizję, obserwując jak Bertie podejmuje milionową już próbę nadmuchania bańki. Za każdym razem trzymała kciuki, by tym razem im wyszło, ale w miarę pozytywne testy przyszły dopiero z czasem. Bańka, którą teraz nadmuchał Bercik, prezentowała się całkiem obiecująco.
- Będę spać do południa - stwierdziła, zerkając na odbitą od jego palca bańkę. Florence wiedziała, że wróci do domu późno. Jej brat też to wiedział. Testy w kuchni Bercika zawsze zajmowały mnóstwo czasu, a z racji, że była to również świetna zabawa, nim się człowiek obejrzał, okazywało się, że na samym dobieraniu składników spędzili już wieczność. Ale i tak zawsze najzabawniejszą częścią były testy.
Florence złapała więc drugi patyczek i spróbowała nadmuchać bańkę. Wyszła jej podobnie do tej Bercikowej, była może troche mniejsza. Jeśli kto by ją spytał, zaszli już naprawdę daleko. - No, ale potem do pracy. Nie zostawię Florka na posterunku samego cały dzień.
A propos Florka, już wyobrażała sobie jego zachwyt, jak zobaczy efekt ich dzisiejszej pracy!




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   01.12.17 1:01

The member 'Florence Fortescue' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 27


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   07.12.17 16:09

- To dobrze, oboje zasłużyliśmy na solidny sen.
Przyznał, patrząc na maź, z której już po chwili uformował słodką bańkę. Konsystencję miała w każdym razie doskonałą, nie pękała od razu ale była delikatna, przezroczysta ale delikatnie mieniąca bańkowymi kolorami. Wszystko wydawało się w porządku szczególnie, że pozostałe powoli leciały lekko ku górze, jednak dość długo dało się je złapać. Nie mieli zamiaru w końcu frustrować dzieciaków, prawda?
- Też będę na popołudnie, dogadałem się z Cynthią. - dodał bo chociaż właścicielka cukierni nie brała czynnego udziału w badaniach, bardzo się nimi cieszyła i czasami pomagała kiedy mieli jakąś większą zagwozdkę. Dodatkowy umysł w końcu zawsze jest plusem, prawda?
- Smakują... jak papier. Słodki ale papier.
Mruknął niezadowolony, spróbowawszy bańki i skrzywił się lekko. Nie tego się spodziewał, nie tego chciał. Mieli tutaj za dużo chyba, za mało myśleli o smaku a zbyt mocno o tym jakie bańki mają być. Jeśli chodzi o cechy fizyczne - wyszło doskonale. Ostatecznie była to jednak cukiernia i takie rzeczy nie wystarczą.
- Wiesz... mogę spróbować to sam skończyć, wiele nie zostało, trzeba tylko pokombinować z proporcjami, pomyśleć nad smakami. - wzruszył ramionami, bo owszem zabawa była dobra ale chyba oboje mieli już na dzisiaj dość. Marzyli o solidnym prysznicu, Bert w każdym razie marzył i o tym, żeby się położyć. - Może będą owocowe? Wiesz, cytrusy głównie na przykład, dzieciom powinny smakować, ale banan może był zbyt mdły po prostu. Miałoby sens.
Podsumował swoje myśli, zapisując na kartce ostatnie zmiany, żeby nie musieć potem zaczynać na nowo i odkładając kolejne gary do zlewu. Już celował różdżką chcąc, by naczynia same się zmyły, jednak wspominając dziwne reakcje jakich doznał przy odnawianiu Starej Chaty, postanowił zabrać się za ręczne zmywanie naczyń.
- Brakuje mi magii pod tym względem. - przyznał niechętnie, bo i podłoga i blaty, czy raczej sprzątanie z nich słodkiej mazi miał0 zająć im spokojnie pół godziny.

zt x 2





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.12.17 0:43

29.05.1956, praca

Kolejny dzień w pracy. Bertie ostatnimi czasy miał ręce pełne roboty. Badania szły pełną parą, kolejne pomysły, kolejne próby, szykowali się do promocji nowych słodyczy, do tego odbudowa Starej Chaty bardzo go zajęła, dała mu poczucie pracy, pracy na coś lepszego, być może niewielki krok, lepsze jednak to niż stanie w bezruchu. Podobnie wiele innych rzeczy, kolejny już remont Rudery, świat szalał, życie toczyło się niesamowicie szybkim tempem - choć akurat na to Bott nigdy nie narzekał.
Dziś jednak znów został w pracy trochę dłużej, zaledwie kilka dni temu złożono zamówienie, słodycze na urodziny jakiejś młodej szlachcianeczki. Słodka Próżności była coraz bardziej popularna, zyskiwała rozgłos, swego rodzaju prestiż. Być może dla niektórych nadal była zbyt zwyczajna, plebejska, jednak mało kto mógł zaprzeczyć: tutejsze słodycze po prostu były doskonałe.
Bertie kończąc pracę zamknął drzwi i przekręcił plakietkę tak, by na zewnątrz widniał napis zamknięte, uprzątnął wszystko, na szczęście tym razem bez szaleństw (tańczące w rytm Elvisa krzesła były fajne, chyba jednak Bott miał już powoli dość emocji jak na jeden miesiąc) i ruszył do kuchni.
Umył dokładnie ręce, w tej chwili pracował raczej bez użycia magii, jeśli było to możliwe, w ten sposób pieczenie zajmowało więcej czasu, jednak było bezpieczniejsze i znacznie bardziej panował nad tym, co później sprzeda. Z różdżki od czasu do czasu nadal korzystał, jednak już nie wykonywał przy jej pomocy większości czynności.
Zaraz powyciągał wszystko, co trzeba: jajka w ilości olbrzymiej, mleko, mąki wszelkiej maści po słoiku każdej, na drugi stół ozdoby i składniki magiczne, sproszkowane skrzydełka chochlików kornwalijskich, proszek śmieszek, trochę bardzo ruchliwych goździków (zamknął je w małym słoiczku), niewielkie opakowanie sproszkowanych skorupek jaj świergotnika różnych kolorów. Powinno wystarczyć na zamówienie pełne niesamowitości.
Najważniejszy był jednak tort, tort zgodnie z zamówieniem waniliowy, biały jak śnieg, z lukrowanymi postaciami, których zdjęcia otrzymał tańczącymi na jego trzech poziomach. Postaci były przedstawicielami zaprzyjaźnionych rodów z tym którego przedstawicielka była solenizantką.
Niby ród promugolski, a jednak dziwnie to trochę wyglądało w umyśle Bertiego. Bott nigdy do końca nie rozumiał lukrowych figurek, wyglądały mu one dość makabrycznie, no bo kto by chciał zjadać bliskich? Znaczy dla żartu to i jeszcze, ale jednak jakoś tak... dziwnie. Ale klient zamawia, klient płaci - klient wymaga.
Póki co Bott wziął się po prostu za ciasto, najzwyklejszy, prosty biszkopt, masło roztopione, mąka wymieszana, jajka poodzielane. Ubijanie białek zawsze zajmowało dobrą chwilę, jednak Bertiemu szło to już całkiem nieźle, miał ostatecznie całkiem długą praktykę, w końcu więc piana była sztywna i i przetrwała nawet test odwróconego garnuszka. Złączenie składników, delikatnie, ostrożnie. Potem wszystko przełożyć do już przygotowanych form i piec. Mugolskie pieczenie zajmowało znacznie więcej czasu, jednak także zapach wydobywał się z pieca zdecydowanie wolniej, zostawał jakby na dłużej. To było całkiem przyjemne, trzeba przyznać.
W tym czasie Bertie zabrał się za przygotowywanie kremu waniliowego, też całkiem zwyczajnego i mugolskiego. Nie wszystkie ciasta muszą być zaraz zaczarowane, wystarczy w końcu żeby były pyszne i i tak wszyscy będą zadowoleni zazwyczaj. Poza tym tańczące po torcie postaci już i tak będą ciekawym elementem, bez wątpienia!
Krem był idealnie gotowy, kiedy trzeba było wyciągać biszkopt, trzy porcje ładnie urosły i się zarumieniły. Wszystkie młody cukiernik pokroił na mniejsze i poprzekładał przygotowanym kremem, by zaraz także całość nim zakryć po bokach. Jeszcze troszkę śnieżnego puszku, żeby na prawdę był idealnie biały i może lekko chłodnawy, choć nie zimny jak lody i, żeby ładnie mienił się w świetle. Bertie bardzo lubił dbać o tego typu szczegóły, może dlatego tak często dostawał specjalne zamówienia do wykonania?
Tak czy inaczej tort był już po chwili niemal gotowy. Trzeba było dać mu trochę czasu żeby masa lekko zastygła. Teraz była typowym kremem, jednak w kilkanaście minut delikatnie stwardnieje i dobrze będzie się ją później kroiło. No i figurki ładniej staną, nie będą brodziły jak po błocie!
Właśnie za lepienie figurek zabrał się dalej, trzeba było do nich dużo cukru pudru, sporo wanilii i do tego mleka dobrego póki co. Magiczny składnik przyjdzie na sam koniec, póki co Bott mieszał masę dobrą chwilę i podzielił na czterdzieści elementów, bo tyle dokładnie małych figurek miało ładnie tańczyć na torcie.
Dalej formowanie - to jednak musiało być magiczne, Bertie aż takiej zdolności manualnej nie miał, ale różdżką radził sobie dobrze, nakazując kolejnym figurkom przybierać wygląd poruszających się na fotografiach wesołych postaci, z których część z resztą miał przyjemność znać. Sporą część z Hogwartu, Zakonu lub innych imprez. Tego typu zadania przynosiły mu dodatkową radochę, kiedy myślał o bliskich osobach, które zobaczą takie figurki na torcie i zaczną doszukiwać się w nich swoich odruchów, gestów, czy mimiki. Czy chociażby faktycznego podobieństwa.
Trwało to dobrą chwilę, bo i różdżka nie zawsze chciała słuchać poleceń, czasami płatała głupie figle i tworzyła karykatury lub zmieniała kolor lukru. W końcu jednak stało przed nim czterdzieści lukrowanych przedstawicieli kilku szlachcekich rodów, które za kolejnym skinieniem różdżki zaczęły dobierać się w pary i tańczyć jakieś całkiem eleganckie tańce. Poustawiał ich zaraz na miejsca, na dole dwudziestu, trochę wyżej piętnastu i piątkę dzieciaków zgodnie z zamówieniem na samej górze, one całkiem zabawnie tuptały, choć też już powoli zaczynały swoje taneczne podrygi.
Jeszcze tylko trzeba było go spakować, wsunął pod niego długą, cienką tacę i za jej pomocą przełożył ostrożnie wypiek na tekturę, którą zaraz złożył, dobierając odpowiednią wysokość. Kolejnym zaklęciem dopilnował, by w środku panowała odpowiednia temperatura i wystawił tort w miejsce gdzie zwykle stawiali zamówienia (pozbawiony mebli róg kuchni, lekki podeścik) i podpisał co to dokładnie jest.
Poszło nawet szybko i całkiem bezproblemowo. Dalej trzeba było przygotować jeszcze trochę porcji kąsających ciasteczek, które okazywały się prawdziwym hitem na dziecięcych zabawach (tylko ich przygotowywanie od czasu do czasu jeszcze bywało kłopotliwe). Prócz tego solidna porcja płynnej czekolady, idealnej do wlania w przygotowaną specjalnie czekoladową fontannę, trochę innego rodzaju ciasteczek, od tych dzielących swoim zapachem, po zwykłe, owocowe.
Na sam koniec trochę małych, kokosowych kuleczek, wszystko ponownie zapakować i można wyjść!
No, jak tylko ogarnie to, co wydarzyło się w kuchni, a pod koniec pieczenia mąka zwykle jest dosłownie wszędzie, podobnie jak kremy, cukier, lukier zaschnięty tak, że trzeba go zdrapywać i inne takie. I lady Selwyn, która uciekła z pudełka. O.
Bott zaraz złapał małą figurkę.
- Wiem, że lord Prewett kiepsko tańczy, ale musi lady wytrzymać do jutra. - pokręcił głową na tę lukrowaną niesubordynację i odłożył zaraz figurkę na miejsce. Policzył jeszcze resztę figurek czy na pewno wszystkie są na swoich miejscach, lekko wbił lorda Prewetta żeby był trochę przyblokowany kremem i nie mógł już deptać lady Selwyn i znów zamknął opakowanie. I tym razem zrobił to bardzo szczelnie, by mieć pewność, że żadnych więcej uciekinierów nie będzie.
Odetchnął, znów zatęsknił za magicznym sprzątaniem, złapał jednak szmatkę w dłoń i zaczął szorować solidnie duży stół pełen zaschniętego lukru, potem kolejną jego część - tę oblepioną ciasteczkową, lepką masę. Szmatka na sam koniec wydawała się tylko do wywalenia, za to Bertie zabrał się za dokładne zamiatanie podłogi, by na koniec zmyć ją solidnie mopem - znów wyśpiewując przy tym arię tęsknoty za prostym chłoszczyść.
W końcu jednak mógł spokojnie i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zgasić wszystkie palące się w pomieszczeniu świece, opuścić lokal i pozamykać wszystkie drzwi na klucz.
To był długi i pełen dobrze wykonanej pracy dzień.

zt





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   03.01.18 12:37

15.05.1956r


W tym pomieszczeniu sporo się działo. Praca nad nowymi i starymi słodyczami szła pełną parą, pracownicy Próżności zmieniali się co chwila, z kolei sama cukiernia wciąż się rozwijała. Gości także było wciąż i wciąż coraz więcej, słodkie zapachy kusiły kolejne osoby, inne przychodziły zachęcone przez innych, mieli coraz więcej zamówień na różnego rodzaju wydarzenia, a wszyscy którzy pracowali tu dłużej czuli się dumni mogąc obserwować i niewątpliwie wpływać na rozwój tego miejsca.
Badania były jedną z tych rzeczy które młodego Botta emocjonowały najbardziej. Jego twórcza natura aktywowała się, kiedy tylko przekraczał progi kuchni Słodkiej Próżności, nie miał najmniejszego problemu z nadgodzinami, zarówno praca z ludźmi jak i na kuchni była czymś, co szczerze lubił. No, na kuchni chyba nawet spełniał się trochę lepiej.
Tak i teraz skończywszy swoją zmianę za ladą, wszedł właśnie tutaj, bo i obiecał w końcu dopracować ich bańki. A wiedział przecież, że są już blisko, zaledwie maleńki kroczek oddziela ich od celu. Wyjął ostatnie notatki, zapisane jego charakterystycznym, okrągłym pismem, odczytał po raz kolejny wypisane składniki by sprawdzić, jak ostatnim razem dobrnęli do celu. Jedynie smak jeszcze był nie taki, coś mu nie odpowiadało, ani on ani Flo nie była zadowolona, a ostatecznie są to nadal słodycze nie tylko do zabawy, a głównie do jedzenia.
Masa sama w sobie działała dobrze, jednak smakowała jak słodki papier, Bertie postanowił więc że nie będzie skupiał się na niej, a na konkretnych wariantach smakowych. Odtworzył masę dokładnie, zgodnie z przepisem, zapewne jeszcze będzie z nim kombinować, czegoś doda więcej, czegoś mniej, póki co jednak potrzebował dokładnie tego samego, co stworzyli z Florence.
Prócz tego powyciągał z szafek suszone owoce, które po kolei zmielił w młynku i przesypał proszek do osobnych miseczek. Jagody, cytryny, pomarańcze, owoce o wyrazistym smaku. Do tego starta wanilia osobno, jako przeciwwaga i cynamon.
Do kolejnych miseczek znów przelał po trochę przygotowanej wcześniej masy i zaczął dokładnie mieszać. Zapach sugerował, że wszystko powinno już działać, niestety jednak zapach nie zawsze równa się smakowi, poza tym nowe składniki mogą wpłynąć na właściwości magicznych słodyczy. No, ale mniejsza, trzeba próbować!
Bertie niezrażony wieloma porażkami jakie zawsze wiązały się z eksperymentowaniem, nie tylko tym kuchennym złapał patyczek i zamoczył go w pomarańczowej masie, zamierzając sprawdzić, czy tym razem osiągnął to, czego wspólnie chcieli.

zt





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   03.01.18 12:37

The member 'Bertie Bott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 29


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
I’m a phoenix in the water,
A fish that’s learnt to fly,
And I’ve always been a daughter,
But feathers are meant for the sky.
4
15
0
10
6
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   15.01.18 12:46

xx.06?

- No dobra, Bertie. To jeszcze raz od początku. Jaki eliksir z tych leczniczych próbowałeś uwarzyć? - zapytała już chyba po raz dziesiąty. Prawdopodobnie stawało się to już nieco nużące, ale jednak pracowali nad eliksirem -  a w tej kwestii Florene nie miała absolutnie żadnego doświadczenia. Dotychczasowe próby na których spędzili niemal pół dnia spełzły na niczym - a Florence było już nieco głupio, kiedy drugi raz musiała zajrzeć do apteki, żeby zakupić całą skrzynkę składników do eliksirów na przeziębienie. Musiała przyznać, że Bertie faktycznie był geniuszem - jego pomysł był objawieniem niemal tak samo intrygującym, jak jadalne bańki, na które wpadł Florean. Jednak z drugiej strony bardzo chętnie Florka trzepnęłaby go w głowę za próby mieszania w składzie wywarów, w momencie kiedy znał się na tym tak samo dobrze, jak ona. Pomijając sam fakt, że było to niezwykłą głupotą, Florka postanowiła zdecydowanie bardziej dbać o swoich przyjaciół - tych, którzy jej zostali. Ale co mogła zrobić, kiedy sami wpadali na dziwne pomysły i testowali je potem na sobie? Eh.
Na stole leżało pełno przeróżnych buteleczek - część z nich zaczęta, część z nich jeszcze nie rozpakowana. Florence zajrzała do kociołka, w którym właśnie bulgotała głośno ich dziesiąta próba uwarzenia czegoś konkretnego. Breja przypominała jednak raczej fioletowe błoto - co z resztą różniło się zarówno od wyglądu eliksiru na przeziębienie jak i od opisu wywaru, który udało się jakimś sposobem zrobić Bercikowi. Zniesmaczona, skrzywiła nos i łapiąc za grube rękawice do pieczenia, najgrubsze jakie Bott miał w swojej kuchni, a potem ujęła kociołek za rączkę i wylała jego zawartość do kubła w kącie. Wyszorowała go porządnie i ponownie postawiła na stojaku - całe szczęście, że był niewielki, przynajmniej było mniej sprzątania po nieudanych próbach! Chociaż i tak kuchnia wypełniona była mnóstwem kolorowego dymu i różnorakich plam, a Florence zdążyła już nabawić się tęczowych łusek na dłoniach i zmiany koloru części włosów na jaskrawy róż po tym, jak skosztowała jednej z ich nieudanych prób. Bercik też doczekał się pewnych zmian w wyglądzie, chociaż były one nieco mniej estetyczne - chyba szósty eliksir, który warzyli, sprawił, że na głowie, pomiędzy włosami, wyrosły mu pióra. Wyglądał trochę jak wyrwana ze snu sowa.
- Może w punkcie trzecim mieszamy w złą stronę? To w końcu też ma znaczenie! - skrzywiła się lekko. Podążanie za recepturą na eliksir na przeziębienie niby było proste. Podążanie za tylko częścią opisanych instrukcji, by odkryć inną recepturę, już stanowiło jednak pewne wyzwanie!




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Cukiernia "Słodka Próżności"-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18