Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pracownia twórcy perfum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pracownia twórcy perfum   26.07.16 18:04

First topic message reminder :

Pracownia twórcy perfum

Jest to prywatna pracownia Victorii Parkinson, gdzie ta ma możliwość tworzenia nowych perfum. Również w tym miejscu odbywają się wszystkie poszczególne etapy wytwórstwa flakoników, w których sprzedawane lub rozdawane będą te cudowne eliksiry. Osoby pracujące w Domu Mody mają tu dowolny wstęp, mogą tu wejść również osoby z zewnątrz, zaproszone przez samą Victorię. Samo pomieszczenie jest wystarczających rozmiarów. Po środku stoi duży stół, na którym stoją puste buteleczki, kilka kociołków, pod którymi pali się ogień. Za stołem stoi wielki regał z potrzebnymi ingrediencjami oraz roślinnością nadającą zapach, na przykład kwiatami. Oczywiście jest także gdzie usiąść, w pomieszczeniu jest także na tyle jasno, aby w razie potrzeby móc pracować w nocy.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia twórcy perfum   16.09.17 11:53

Doskonale o tym wiedzieli, a będąc realistami nie oczekiwali innej przyszłości. Ojciec nigdy nie oszukiwał, twierdząc, że małżeństwo będzie dla niego czymś wyjątkowym pod względem uczuć. Miał poślubić kobietę nie dla siebie. Dla rodziny i tylko ona się liczyła w tym wszystkim. Pamiętał o tym i z dawał sobie sprawę z faktu, że zapewne senior Yaxleyów oglądał się za kimś odpowiednim, by sojuszom stało się zadość. Musiał więc czekać, ale nie bał się. Dzięki odpowiedniemu wychowaniu sam chciał spełnić kolejny obowiązek wobec rodziny, która go wychowała i sprawiła, że był kim był. W przeciwieństwie do lady Parkinson nie znał drugiej osoby, jednak znał swojego ojca na tyle, by dostrzec to jak patrzył on na swego syna. Jak nie dopuszczał go do niektórych rozmów i spotkań, chociaż wcześniej tak nie było. Możliwe że nie chodziło o to, ale nie miało to większego znaczenia. Tak czy tak miał się w końcu dowiedzieć, co się działo za drzwiami wielkiego gabinetu w Yaxley's Hall. Wciąż ta nowa nazwa zbijała go z tropu i dziwnie brzmiała, gdy wypowiadał ją w myślach. Było to dziwne posunięcie, ale przywiązanie do tradycji musiało stać się zadość. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że podobny zapisek znajdował się w obowiązkach nestora, które spisywali nagminnie jego przodkowie, a w którego posiadaniu znajdował się jego ojciec. Każda nowa siedziba seniora i jego rodziny powinna nieść za sobą nazwę starej. Było jednak jeszcze wiele rzeczy, o których istnieniu nie wiedział i możliwe że nigdy nie miał się dowiedzieć. Jedynie głowa rodziny miała do nich prawo.
Matki były szczególnymi osobami w życiu każdego człowieka. To one zdecydowały się na noszenie ich pod sercem przez dziewięć miesięcy, a potem długie lata wychowywały. Niektórzy nie mieli tyle szczęścia by zobaczyć chociażby ich twarz, ale mimo wszystko samo słowo matka było czymś wyjątkowym. Dlatego też Morgoth zamierzał dołożyć wszelkich starań, by nadchodzący dzień jej urodzin był idealny. Beatrice zawsze ze sporą dozą wrodzonej delikatności i łagodności budziła go, gdy był młodszy i starszy o kolejny rok. Było to miłe wspomnienie. Być może najsilniejsze, które posiadał pod względem tych dobrych. Nie wystarczyło jednak dla kogoś takiego jak on, by wyczarować patronusa. A przynajmniej już nie. Wraz z przyjęciem Mrocznego Znaku który wciąż delikatnie poruszał się czasami na jego lewym przedramieniu, wyrzekł się tej umiejętności, stając się kimś na wieki przeklętym. Ale czy jeden człowiek pchnięty w otchłań potępienia, nie był wart, by dzięki temu uratować rodzinę?
Ocknął się dopiero, gdy szedł już z lady Parkinson, chociaż jego myśli wciąż błądziły przy matce. Ona musiała wiedzieć czym zajmował się jej mąż, a potem syn. Wiadomo że nie była to pełnia wiedzy, ale jednak nie była naiwna. Co by zrobiła gdyby znała całą prawdę? Również tak łagodnie patrzyłaby na swoje dziecko, które na rękach wciąż miało i będzie miało jeszcze mieć? Dlatego dobrze że działania te były wykonywane w ukryciu, a przynajmniej jeszcze. Po wydarzeniach w Białej Wywernie na pewno sam fakt ich istnienia ujrzał światło dzienne. Jednak czy zainteresował ludzi na tyle, by przedłożyli go ponad wybuchy anomalii? W końcu wszedł do pracowni swojej towarzyszki, wracając znów do sprawy, która go tu ściągnęła. Poczuł mocny zapach ziół jak i przeróżnych mieszanek, które zdążyły już przedrzeć się przez zakamarki ścian i wchłonąć do ich wnętrza. Nawet gdyby starano się wywietrzyć je magią, aromat wciąż by pozostał. Ciekawe czy Victoria wciąż je czuła tak silnie jak on? Spędzała tu całe dnie i można było przywyknąć. Stać się praktycznie jednym z zapachów, które się tworzyło.
- Dziękuję, nie - odparł, gdy spytała o coś do picia. Zaraz potem również i wskazał dłonią jej miejsce, by usiadła. Dopiero gdy to zrobiła, sam zajął siedzisko niedaleko, by swobodnie wymieniać informacje. Nie musiała czekać na jego zgodę, bo to on był zależny od niej, ale oboje znali etykietę w najdrobniejszym szczególe dlatego wiedzieli jak działała. Dlatego też on czekał teraz na nią. Jako profesjonalistka, jako kobieta musiała go spytać nim zabrałby głos. Było to jednak dla nich tak naturalne, że można było z boku stwierdzić, że nikt ich tego kiedyś nie uczył.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia twórcy perfum   17.09.17 0:18

Każdego czekał ten sam los. W każdym szanującym się rodzie, gdzie szanującym się to słowo klucz, los młodych czarodziejów i czarownic był przesądzony od dnia ich narodzin. A nam pozostało jedynie się z tym pogodzić. Nic więcej. Ja się pogodziłam, Lupus również i wiedziałam, że lord Yaxley także. Taka była nasza rola, nasze przeznaczenie i nie mogliśmy z nim walczyć, stawiać się czy protestować. I tak byśmy nie wygrali. Miałam ogromne szczęście, że mój ojciec pozwolił mi na mój rozwój, na rozwijanie swoich zainteresowań. Dzięki niemu, dzięki mojej matce byłam tu gdzie jestem, mogłam przyjąć klienta, dla którego miałam stworzyć coś pięknego. I korzystałam z tego póki mogłam nie będąc pewną, czy mój przyszły mąż mi na to pozwoli. Mężczyźni mieli przeogromną władzę, a kobiety miały być im podporządkowane. Niedopuszczalnym było nie słuchać się męża i tylko szalone decydowały się na ten krok. Ja szalona nie byłam, nie chciałam buntu i nie potrzebowałam go. Patrząc na lorda Yaxley’a mogłam od razu stwierdzić, że był stanowczym, nie znoszącym sprzeciwu mężczyzną, jednak dobrze traktującym kobiety i potrafiącym je docenić. Gdyby taki nie był nie próbowałby zadbać o prezent dla swojej matki, który miał być dla niej prawdziwą przyjemnością. Dlatego też z miłą chęcią chciałabym mu pomóc, sprawić, aby ten dzień dla jego rodzicielki był bardzo miły, właśnie za sprawą idealnie dopasowanych perfum. Bo perfumy były dopełnieniem każdej kreacji, po perfumach można było poznać z kim ma się doczynienia, co lubi, jaką jest osobą. Były najważniejsze i nie było nic ważniejszego od perfum.
Do zapachu w mojej pracowni przywykłam. Oczywiście po nieobecności był on wyczuwalny, ale w ciągu kilku chwil przestawałem go zauważać. Tworzyłam już tutaj od jakiegoś czasu, zdążyłam więc przywyknąć. Do ciągle gotującej się zawartości kociołków, do małych fragmentów luster porozrzucanych po całym stole, z których uczyłam się robić flakoniki, do szafek, w których ingrediencje ułożone były według mojego własnego klucza. Moje królestwo, w którym rządziłam ja. Jakże pięknie było mieć takie miejsce, które należało tylko i wyłącznie do mnie. Gdzie mogłam się wyciszyć, odpocząć i zapomnieć. Oddać się pracy. Nawet na tej kanapie często przesiadywałam, tak właśnie jak teraz, gdy lord Yaxley wskazał mi miejsce. Tu odpoczywałam, pijałam popołudniową herbatkę, tu dostawałam olśnienia. Spojrzałam na niego i nie czekając na jego słowa od razu sięgnęłam po pergamin leżący na półeczce pod blatem stołu. Na wierzch wyciągnęłam też kałamarz, ręką odgarniając lustrzane fragmenciki trójkątów na bok. Abym miała miejsce na pisanie.
- Proszę podyktować mi ingrediencje, o których lord wspominał - zaproponowałam.
Byłam ciekawa co takiego miało się w nich znaleźć, jaka nuta zapachowa miała wybijać się na pierwszy plan, czy były to nuty słodkie i ciężkie odpowiednie do wieczornych kreacji i na zimę, czy raczej delikatne i soczyste, które dodawałyby jej lekkości podczas letnich poranków. Każda kobieta lubiła na sobie nosić coś innego. Ja zdecydowanie preferowałam kwiatowe pachnidła, które także i teraz otaczały moje ciało. Zdecydowanie można było wyczuć fiołki, które tak uwielbiałam. W perfumach, które tworzyłam dla siebie, nawet jeśli podstawa i serce były inne, tak głową zawsze był fiołek. Moja matka natomiast lubiła otaczać się jaśminem. Ostatnio stworzyłam dla niej nowe. Głową był jaśmin, kwiat pomarańczy i mandarynka, sercem natomiast gwoździki, konwalia i lilia, a podstawą było drzewo sandałowe. Na Merlina, jak trudno było to zdobyć!
- A przy okazji, dobrze by było gdybyś opowiedział mi o swojej matce, sir - dodałam po chwili. - Abym mogła trafić w jej gusta.
Miałam nadzieję, że nie było to zbyt nachalne i nie odpowiednie. Nie chciałam wyjść na wścibską czy zbyt nachalną. Jednak, gdy dostawałam takie zamówienie, zawsze chciałam się chociaż co nieco dowiedzieć o osobie, której perfumy miały zostać przekazane. Dzięki temu łatwiej było mi się wczuć, wyobrazić daną postać i dobrać dla niej podstawę. Każdy kwiat, każda roślina odpowiadała w pewien sposób cechom charakteru, tak jak rdzenie czy drewno w różdżkach. Zasada była podobna. A przynajmniej ja niesamowicie mocno w to wierzyłam.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia twórcy perfum   26.09.17 15:57

Wiele osób chyba zapominało czym naprawdę była arystokracja, robiąc przy okazji z nich bandę rozkrzyczanych, rozwydrzonych dzieciaków, które nie wiedziały tak naprawdę do czego dążyły, ściągając na siebie uwagę wszystkich dookoła. I to nie miało znaczenia czy obserwujący należeli do arystokracji, czy niższych statusem ludzi. Być może nawet brudnej krwi. Mimo wszystko wciąż spotykało się jeszcze osoby, które nie robiły z siebie pośmiewiska i nie przynosiły wstydu ich pozycji. Nic dziwnego, że rodzina Parkinsonów należał do jednych z niewielu sojuszniczych Yaxleyom rodów. Nie znał wszystkich członków słynących z tego miejsca arystokratów, ale jak na razie mógł powiedzieć, że przedstawiciele, z którymi się spotkał godnie reprezentowali tradycje i szlacheckie obyczaje. Z tego co się mówiło lady Victoria miała niedługo wyjść za mąż za jego kuzyna Lupusa, a jeszcze nie ukończyła dwudziestu lat. Morgoth patrzył na swoją siostrę, na Lilianę, które były już od niej starsze i nie paliły się do spełnienia obowiązku względem rodziny. Już nie raz próbował powiedzieć o tym młodszej kuzynce, by nie czekała na decyzję nestora tylko sama się zaczęła interesować tematem. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, a głównym krokiem zrobionym w tym kierunku winna być rezygnacja z pracy w Ministerstwie Magii. Rosalie na pewno by go poparła, chociaż już jakiś czas temu stracił z Lilianą dobry kontakt na rzecz zdystansowanych grzeczności. Nie widział jednak w tym nic złego. Oboje dorastali, wiadomym było, że nie zawsze będą ze sobą tak blisko. Teraz zwyczajnie nie miał dla niej wystarczająco dużo czasu, a trudny charakter kuzynki sprawiał, że nawet te krótkie chwile nie były wynagradzającymi. Nic dziwnego, że jak już wolał w ciszy spędzać urwane chwile z Rosalie, która nie zadawała pytań, a jak już gorliwie nie oczekiwała odpowiedzi, wyczuwając nastawienie kuzyna. Dopiero pytanie padające z ust lady Parkinson wyrwało go z chwilowej zadumy.
- Baza na pewno składa się z drzewo cedrowego i piżma - zaczął, pamiętając zapisane ingrediencje, które tkwiły w wewnętrznej kieszeni jego marynarki. Ale nie zamierzał ich wyjmować. Za dobrze znał zapach matczynych perfum, by je pomylić z czym innym. Nie znał się na tyle jednak by tak łatwo rozpoznać każdy składnik. Mimo to z niewielką pomocą siostry zdołał spisać przynajmniej niektóre z nich. Były to wszak typowo kobiece zainteresowania. Nic dziwnego, że Leia tak dobrze się określiła. - Była jeszcze magnolia, mandarynka, sól morska. Później jeszcze lekko wyczuwalne były miód, wiciokrzew i imbir - zakończył, czekając po każdym składniku, zawieszając głos w powietrzu, by dziewczyna mogła spokojnie je spisać. Musiał przyznać, że cała ta kompozycja tworzyła wysoko energetyczną, kwiatowo-owocową mieszankę o ciekawym słonecznym zabarwieniu. Liczyło się dla niego, by lady Parkinson zawarła rzeczy, które wymienił. O resztę mogła zadbać sama i mógł zaufać jej w tej kwestii na tyle, by nie interweniować. Niezauważalnie skrzywił się, gdy padło pytanie o jego matkę. Morgoth nie dzielił się informacjami o członkach rodziny i nie chciał nigdy tego robić bez potrzeby. Nie sądził, by lady Parkinson zamierzała to wykorzystać w niecnym celu, ale nie chodziło tutaj o brak pokładania w niej choćby cienia wiary w profesjonalizm. Jako Yaxley był bardzo skryty, nigdy nie rozmawiał o uczuciach ani też ich nie okazywał. Mimo to ugiął się. Wstał delikatnie i cicho, czując, że siedzenie w ostatnim czasie w jednym miejscu stało się dla niego męczące. Podszedł do jednej ze ścian, gdzie znajdowały się szafki z ingrediencjami i odezwał się po tej chwili wymownej ciszy. - Jest inna niż wszyscy Yaxleyowie. Ciepła i pełna dobroci. Wyjątkowa, a przy tym znajduje idealną równowagę między obowiązkiem, a bliskimi. Orzeźwiająca - urwał, by obrócić lekko głowę w prawo, chociaż nie patrzył na siedzącą wciąż kobietę. - Chciałbym, żeby właśnie to oddawał ten zapach.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia twórcy perfum   09.10.17 21:39

Dlatego też najważniejszym było aby rodzice oraz nestorzy tak dbali o to, aby ich pociechy, młodzi arystokraci byli wychowywani w odpowiedni sposób już od najmłodszych lat. Bo to wychowanie było tym, co sprawiało, że młodzi czarodzieje podążali szlakami wytyczonymi przez swoich przodków, ulegając ich naukom i poddając się narzuconym od wieków regułom. Jeśli tak się nie działo, to na pewno było winą nieodpowiedniego wychowania, zbyt małego przykładania wagi do nauki i przekazywanej w trakcie nich lekcji. Tak przynajmniej uważałam ja, osoba, która od najmłodszych lat uczona była wszystkiego, co pozwoliło mi dzisiejszego dnia cieszyć się z opinii dobrze wychowanej panny o odpowiednich manierach, godnej szlachcianki. Nie w głowie był mi bunt i sprzeciw czy zmiana poglądów, starałam się być idealna, taka jaką być powinnam. I cieszyłam się, gdy było to dostrzegane oraz chwalone. A najlepszą pochwałą dla mnie i nagrodą zarazem był plan moich zbliżających się zaręczyn, bo cóż lepszego mogło spotkać młodą kobietę, jak oddanie w ręce odpowiedniego mężczyzny? Za takiego uznawałam Lupusa Black i będę to chyba powtarzać już zawsze, że cieszyłam się, że właśnie na niego trafiłam. I miałam ogromną nadzieję, że będzie zadowolony z mojej osoby, bo wkładałam całe serce w to, aby brylować, tak samo jak wkładałam całe serce w swoją pasję, która sprawiła, że byłam dzisiaj właśnie tutaj i pięłam się po szczeblach kariery zawodowej, póki jeszcze mogłam to czynić. Spoglądałam z zaciekawieniem na lorda Yaxley oczekując od niego odpowiedzi na swoje pytanie. Zdawało mi się, że on również odpłynął na chwilę z myślami, ale widocznie mój głos sprowadził go na ziemię i zdecydował się podyktować mi odpowiednie składniki. Oczywiście, czekałabym tyle ile by ode mnie wymagał, jednak nie chciałam, aby poświęcał temu zadaniu zbyt dużo swojego czasu. Czy dla perfum, dla ukochanej matki, nie było jednak warto?
Skrupulatnie zapisywałam poszczególne części. Cedr atlaski, który my wykorzystujemy, zawsze sprowadzamy, ponieważ występuje jedynie w afryce. Jest niesamowicie drogi, właśnie ze względu na trudność w jego zdobyciu, ale byłam pewna, że jeszcze mi się trochę ostało z ostatniej dostawy. Mówi się, że zapach drzewa cedrowego umożliwia poczucie połączenia z ziemią oraz daje ukojenie oraz duchowy spokój. Dalej, lord Yaxley podał piżmo, które również zapisałam. Zawsze mnie to bawiło, że do perfum, których składnikami są zazwyczaj substancje pochodzenia roślinnego, pojawia się substancja pochodząca od zwierzęcia. Ponoć jest to najbardziej zmysłowy i erotyczny zapach na całym świecie. Magnolia jako silny afrodyzjak, mandarynka odświeżająca i pobudzająca, sól morska, miód, wiciokrzew i imbir.
- Ciekawe - mruknęłam pod nosem, patrząc na swoją listę.
Wychodziła z tego interesująca mieszanka, bardzo kobieca, słodka, pociągająca dla mężczyzn, jednocześnie gdzieś czuć było te pobudzenie i energię. Uśmiechnęłam się pod nosem, bowiem wyzwaniem było stworzyć perfum, który byłby dla tej kobiety idealne. Dlatego też zdecydowałam się zadać pytanie na temat tego jaka jest jego matka i niezwykle się ucieszyłam, gdy otrzymałam odpowiedź. Opisywał ją jako cudowną osobę, ciepłą, dobrą, jednocześnie znającą swoje miejsce i obowiązki. To w jaki sposób o niej mówił od razu pokazywał, że jest to jedna z wyjątkowych, czy może najbardziej wyjątkowa, osoba w jego życiu i choćby bardzo chciał zaprzeczyć, to tymi słowami zdradził się w zupełności.
- Będzie tak, jak sobie lord życzy - odpowiedziałam, trzymając pergamin w dłoniach. - Na dniach zbiorę wszystkie potrzebne mi ingrediencje i zacznę pracować, czy życzy sobie lord, abym relacjonowała o postępach prac? Oczywiście wyślę do lorda próbki tego, co uda mi się stworzyć i pełny flakonik wykonam po zatwierdzeniu przez pana odpowiedniego zapachu - zapewniłam.
Starałam się brzmieć profesjonalnie, uchodzić za osobę, która zna się na swoim fachu i chociaż byłam jeszcze bardzo młoda, to uważałam, że radzę sobie bardzo dobrze. Odkąd zaczęłam pracę w perfumerii w Domu Mody nikt nigdy nie miał zastrzeżeń do zapachów, które tworzę. Mogłam więc mieć szczerą nadzieję, bo nigdy nie można było mieć pewności, że i tym razem uda mi się trafić w gust samego lorda oraz jego szanownej matki.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
24
18
11 (20)
5 (28)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia twórcy perfum   10.10.17 8:53

Nie można było jednak nawrócić całego świata arystokracji na właściwe tory, chociaż pogubienie się ich po drodze należało jedynie do winy poszczególnych zaniedbań odbijających się w bardzo nieprzyzwoitym, ujmującym sposobie bycia. Czy nie było widać różnic między rodziną Macmillanów, którzy dzikością odstępowali jedynie psom, chociaż ich dzieci wychowywały się na podłodze wraz z kundlami i uważano ich za szlachtę w dalszym toku tego słowa jak i uznania? Nikt nie robił nic, by zdemontować te plotki, a ostatnie wydarzenia wydziedziczenia jednej z frywolnej córek, której typowe wychowanie szkockich dypsomanów najwyraźniej nie przyniosło chwały i uznania. Morgoth był pełen zaskoczenia nie dla samej winnej, a dla rodu, który w taki sposób ją potraktował. Czy sami jej tego nie wpajali od początków jej istnienia? Że wszystko jest dozwolone? Samo przyzwolenie na pracę w Biurze Aurorów dorastającej szlachcianki było niczym strącenie jej od razu w stronę zepsucia i libertynizmu. Przyzwalanie, wręcz zachęcanie do podobnych postaw od dziecka musiało mieć swoje konsekwencje w przyszłości i najwidoczniej Macmillanowie szukali winnych wszędzie, tylko nie u siebie. Czy ten wypadek miał ich uświadomić, co zrobili nie tak? Czy od teraz mieli wrócić na właściwą drogę bycia prawdziwym szlachcicem, a nie jedynie imitacją i hańbą dla tytułu? Szczerze w to wątpił, bo alkohol tak wyżarł im przez stulecia świadomość i podświadomość, że było im wszystko jedno. Czy pozbycie się również i takiej rodziny, postawienie ich w opozycji było błędne? Morgoth przywołał instynktownie obraz Barryego Weasleya, który nie był niczym więcej nad zwykłym degeneratem, a krew płynąca w jego żyłach już dawno przestała być błękitna.
- Dobrze - odparł jedynie, wciąż nie spuszczając wzroku z ingrediencji przed sobą i chociaż odpowiedział poniekąd na zadane przez lady Parkinson pytanie, jego myśli były wciąż zupełnie gdzie indziej. W końcu przez ostatnie kilka tygodni działo się wystarczająco dużo, by odrywać go od spraw codziennych - nawet tych dotyczących prezentu dla ukochanej matki. Pomimo chęci utrzymania się właśnie przy tym temacie, nie potrafił. Wciąż wracały mu zasłyszane w domu słowa od ojca lub wydarzenia mające największy wpływ na Yaxleyów. Dlatego już pod koniec wizyty w Domu Mody Parkinson nie znajdował się z całą uwagą w tym miejscu. Nie było od tego odpoczynku i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zgodnie z tradycją pożegnał znajdującą się w pracowni szlachciankę odpowiednio do statusu jej urodzenia, po czym skierował się do holu głównego, by tym samym wrócić do swoich wcześniejszych spraw.

|zt x2




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pracownia twórcy perfum   03.12.17 12:44

4 maja

Musiałam się czymś zająć, ciągłe myślenie o ostatnich wydarzeniach mi nie służyło. Rodzice nie chcieli, abym wracała do pracy. Moje blizny nie były jeszcze wystarczająco zaleczona, a ciało było osłabione, jednak korzystając z ich chwilowej nieobecności w posiadłości wymknęłam się, biorąc potem na siebie wszystkie konsekwencje mojego czynu, i korzystając z sieci Fiuu przetransportowałam się do Domu Mody Parkinsonów. Od razu znalazłam się w swojej pracowni, czułam się tu zdecydowanie bardziej bezpieczna niż we własnej sypialni, skąd anomalie zabrały mnie tak brutalnie.
Zabrałam się za pracę nad eliksirem Silnej Woli. Ostatnio nie miałam czasu, aby się tym zająć, nie wiedziałam nawet czy moja przyjaciółka Inara coś w tej kwestii poczyniła, aczkolwiek miałam dziwne wrażenie, że powinnyśmy się już za to zabrać Myślę, że teraz, kiedy potrzebowałam zająć czymś swoje myśli, to był idealny moment, aby trochę popracować. Przede wszystkim nad dobraniem składników.
Pierwszym tropem jaki podjęłam było sprawdzenie jak reagują razem róg byka i muchy siatkoskrzydłe. Róg garboroga łączył ze sobą dwa eliksiry: siły i niezłomności. Stąd też stawiałam na to, że powinien być on podstawą naszego eliksiru. Jednakże, pochodził z ingrediencji neutralnych, należało dobrać mu kolejne składniki, sprawdzić czy bardziej będą pasować szlachetne czy plugawe. Tyle pracy przed nami. Póki co jednak miałam zamiar skupić się na kroku pierwszym. Jeśli nie wyjdzie, to wtedy będę się martwić.
Nalałam wody do kociołka, włączyłam pod nim ogień i zabrałam się do testów. Jest kilka cech charakterystycznych, które pokazują, że dane składniki dobrze ze sobą współpracują. Przede wszystkim - nic nie powinno wybuchnąć i to chyba była najważniejsza uwaga. Dalej kolor nie powinien zmieniać się zbyt gwałtownie, odpowiedni zapach, wszystko to było opisane w książce do eliksirów, którą szybko ściągnęłam z półki o, niemal znając na pamięć jej spis treści, otworzyłam na odpowiedniej stronie. Muchy siatkoskrzydłe rozdrobniłam, a następnie bardzo drobniutko poszatkowałam, natomiast róg garboroga należało utrzeć w moździerzu. Wymagało to ode mnie trochę siły, ale udało się. Stwierdziłam, analizując opis składników, że najlepszy efekt osiągniemy, jeżeli właśnie główną ingrediencją będzie róga garboroga, był eliksir, który posiadał te dwa skłądniki - eliksir siły, ale wydaje mi się, że gdyby użyła ilość roga garboroga jaka jest w nim wykorzystywana, to efekt byłby inny od tego, który chciałabym osiągnąć. Nie chodziło przecież o to, aby dodać siły fizycznej, a siły bardziej duchowej. Zmniejszyłam więc proporcje z 4/5 na ⅗. Czyli trzy części rogu garboroga i dwie części much siatkoskrzydłych. Należało teraz obserwować efekt, porównać go ze wskazówkami zawartymi w książce i ewentualnie zmodyfikować dodając więcej jednego lub drugiego składnika. Metodą prób i błędów na pewno uda mi się osiągnąć odpowiedni efekt.


+ statystyka eliksirów





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pracownia twórcy perfum   03.12.17 12:44

The member 'Victoria Parkinson' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 34


Powrót do góry Go down
 

Pracownia twórcy perfum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Pracownia alchemika
» Pracownia Nanaś~
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Pracownia Laczka.
» Opuszczona pracownia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Dom Mody Parkinson-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18