Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Perfumeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Perfumeria   26.07.16 18:06

First topic message reminder :

Perfumeria

Jest to duże pomieszczenie z ladami. Za nimi stoją wysokie, aż po sufit regały, na których ustawione są różnorodne flakoniki z perfumami, rodzimych projektantów zapachów, jak na przykład młodej lady Parkinson, a także tych zagranicznych, na przykład pochodzących z Francji. Odwiedzające te miejsce panie bądź panowie mogą sobie usiąść na krzesełkach, gdzie zostaną obsłużeni na najwyższym poziomie. Wychodząc, będą zadowoleni nie tylko z zakupów, ale także z tego, z jakim szacunkiem zostali potraktowani. Częściej w perfumerii można spotkać czarodziejów szlacheckich, ale raz na jakiś czas pojawiają się także ci mniej zamożni, którzy planując wydać tutaj swoje ciężko zarobione pieniądze.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ziva Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke http://www.morsmordre.net/t3596-karmelek http://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
30
Szlachetna
Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
7
14
0
0
1
8
10
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Perfumeria   16.08.17 11:05

Wciąż przeglądała kolejne fiolki, zaciągając się ich przyjemnymi woniami. Jednocześnie zaciekawiona przysłuchiwała się dialogowi między mężczyzną, a ekspedientkami. Niech Merlin go błogosławi za cierpliwość i stalowe nerwy, bo sama Ziva już dawno by opuściła perfumerię gdyby ktoś tak bardzo ją napastował przed zakupem. Czy te kobiety sobie nie zdawały sprawy z faktu, że w ten sposób zdecydowanie nie zachęcają do kupienia czegokolwiek? W niekontrolowanym przypływie dobroci, postanowiła zainterweniować.
- Panie Walker! - przywitała się nazbyt entuzjastycznie, podchodząc bliżej i uśmiechnęła się szeroko do mężczyzny. Znała tę twarz, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Lady Burke miała nadzieję, że Jayden zrozumie cały ten teatrzyk i spróbuje w nim zagrać. Tonący brzytwy się chwyta, a tonął przecież, prawda? - Jak ja pana dawno nie widziałam! No naprawdę, ciągle nam chyba nie po drodze spotkać się na Pokątnej. - mówiła dalej, śmiejąc się w duchu na zdezorientowanie sprzedawczyń. - Mam nadzieję, że pańska hodowla kudłoni dalej się rozrasta? Wie pan, ostatnio postanowiliśmy z mężem zakupić dla naszych dziewczynek kilka aetonanów z hodowli rodu Carrow. Jednak z powodu tych dziwnych anomalii, wszystko opóźni się w czasie… - westchnęła, a niemal szczery smutek wymalował się na jej twarzy. Nie potrafiła sobie wyobrazić, aby te stworzenia potrafiły przywyknąć do surowego klimatu panującego w Durham. I przerażeniem napawała ją myśl, aby któraś z córek dosiadała tego stworzenia bez opieki doświadczonego czarodzieja. Jednak teraz była to tylko gra.
Chwyciła mężczyznę pod rękę. Delikatnym ruchem zasugerowała odsunięcie się od tego gniazda żmij i przejście w dalszą część perfumerii, na bezpieczniejszy grunt.
- Możemy porozmawiać na osobności? Oczywiście pomogę panu wybrać jakiś flakonik dla narzeczonej. Proszę się nie martwić i zaufać kobiecemu zmysłowi. - może ekspedientki były pazerne, ale nie takie głupie. Z pewnością zwróciły uwagę na brak obrączki na palcu Jaydena. Swego czasu, kiedy bywała częściej na sabatach, ten odruch musiała mieć wyćwiczony do perfekcji. Łatwiej było znaleźć temat do rozmowy z obcymi lady i lordami.
Kiedy odeszli, kącik jej ust powędrował do góry na widok zakłopotanej miny mężczyzny. Może uznał ją za wariatkę? Chociaż jej strój jasno sugerował przynależność do jednego z rodów ze Skorowidza. Szlachta nie pozwoliłaby sobie przecież na ukazywanie światu członka rodziny, który postradał zmysły.




So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Perfumeria   17.08.17 20:50

Nie spodziewał się, że ta drobna wyprawa po zwykły prezent skończy się właśnie w ten sposób. Lub dopiero rozpocznie, skoro nie miał pojęcia kto jeszcze znajdował się we wnętrzu perfumerii. Spotykanie ludzi ze swojej przeszłości odcisnęło na nim w ostatnim czasie spore piętno, bo i rusz ktoś z jego uczniów potykał się w parku i wpadał na profesora albo odbywał wizytę w Wieży Astrologów. Jeszcze dalej dawno niewidziana rodzina również odnajdywała miejsce w jego życiu, zupełnie jakby ciężkie czasy naturalnie łączyły bliskich. Jay miał nadzieję, że chociaż to zmieni się na dobre szczególnie, że polityka wcale nie szła w tak dobrym kierunku jak wszyscy sądzili. Ale nie był to dobry moment, żeby o tym rozmyślać, bo kolejne słowa wyrzucane z ust ekspedientki powodowały nawał lawiny w myślach Vane'a, który chciał po prostu uciec. Jeszcze nie wiedział, że ktoś stanie się jego wybawieniem. Zareagował na wykrzyczane nazwisko, ale tylko dlatego że stało się to tak nagle, a przy okazji znał ten głos. Oczywiście, że go znał! Nasłuchał się go wystarczająco przez siedem lat podczas edukacji w domu Kruka. Później również zdarzyło mu się spotkać ciemnoskórą panią prefekt, która odsyłała go z kwitkiem za każdym razem jak chciał wyjść pooglądać gwiazdy w późnych porach wieczornych. Zobaczył twarzy Zivy, która uśmiechała się do niego szeroko. Otworzył usta, żeby zaprzeczyć i powiedzieć, że chyba zupełnie zapomniała jego prawdziwego nazwiska, ale kobieta nie zamierzała dać mu dojść do słowa. Zamiast tego kontynuowała bez żadnego zająknięcia grę, której JJ w ogóle nie rozumiał. Gdy poruszyła jeszcze temat jakiejś hodowli jedyne co wydobyło się z jego wnętrza to było:
- Eee... Yyy... No...
Te nieposkładane słowa i sylaby zginęły w morzu słów. Aetony... Kudłonie... Roweno najukochańsza. Co tu się działo? Przyszedł tylko do sklepu, a został wciągnięty w dwie różne i równie dziwaczne rozmowy przez przedstawicielki płci przeciwnej, że nie zostało mu już nic jak dać się sobą kierować i siedzieć cicho. Najwyżej później wszystko wyjaśni i umknie, chociaż chciał jeszcze coś kupić dla Evey i był dość mocno zdeterminowany. A przynajmniej był. Zanim wszedł do Domu Mody rodziny Parkinson. Przynajmniej odsunęła go dalej od kobiety, która już chciała sięgać za ladę, by pokazać mu multum perfum, które uważała za godne uwagi. I dał się prowadzić, słuchając przy okazji dalszych słów... O narzeczonej. Już miał na końcu języka Ale ja nie mam narzeczonej, gdy rozejrzał się po kobietach dookoła. Wszystkie miały wlepione w niego spojrzenia. Zapewne przez to że był jedynym mężczyzną w pomieszczeniu i przez tą dziwną rozmowę, którą odbył. Dlatego się nie odezwał, czując jak na policzkach występują mu rumieńce zawstydzenia. Gdy znaleźli się na uboczu, wyślizgnął ramię z jej uchwytu i spojrzał na nią z mieszanymi uczuciami.
- Ziva. No, co ty. Przecież to ja - mruknął cicho, nie mogąc wyjść z zaskoczenia, że koleżanka z roku w ogóle go nie rozpoznała. Może że się najadł czegoś i wyglądał jak sto nieszczęść. No chyba zarost i worki pod oczami go tak nie zmieniły, prawda?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Ziva Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3515-ziva-burke http://www.morsmordre.net/t3596-karmelek http://www.morsmordre.net/t3594-mrs-gburkowa http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle
Badacz Historii Magii i autorka podręczników szkolnych
30
Szlachetna
Zamężna
Sen
jest chwilowym złudzeniem
bo on podaruje Ci władzę, a Ty bez litości
na tronie we krwi odnajdziesz się.
7
14
0
0
1
8
10
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Perfumeria   04.09.17 15:13

Odeszła wraz z Jaydenem od lady, przy której kręciły się ekspedientki i miała dziwne wrażenie, że powietrze jakby stało się rzadsze. Nikt nie deptał im po piętach, nie czuli nieświeżego oddechu podstarzałych sprzedawczyń, chcących ciągle coś wcisnąć. Generalnie Zivie było bardziej komfortowo. Puściła rękę mężczyzny i słysząc jego głos wypowiadający jej imię, zmarszczyła brwi. Od początku wiedziała, że skądś go zna.
- Vane? - Ściszyła głos i zmierzyła go jeszcze raz spojrzeniem i faktycznie. Gdyby go trochę ogolić i doprowadzić do porządku, to byłby jak stary, dobry Jayden. - Na Rowenę, jak ty wyglądasz? - Wymsknęło się jej. Pokręciła z politowaniem głową, wciąż badając wygląd mężczyzny. Czy nikt mu nie powiedział, że w takim stanie będzie straszyć ludzi na ulicach? - Znaczy… Dobrze cię widzieć - poprawiła się i zebrała na lekki uśmiech. Nie tak powinno się witać kolegę z roku i to w dodatku w miejscu publicznym. Zerknęła w kierunku sprzedawczyń, które bez wątpienia próbowały podsłuchać ich rozmowę. Czy Parkinsonowie nie mogli zatrudnić mniej nachalnych i wścibskich kobiet? Może gdyby to zrobili, obroty dzienne perfumerii mogłyby spaść, a żaden arystokratyczny ród nie chciał pozwolić sobie na straty. Nie w tych niepewnych czasach.
- Musisz być bardziej asertywny. - Wskazała głową na ekspedientki. Bycie prefektem, a teraz matką dwóch nadzwyczajnie energicznych bliźniaczek, odpowiednio ją wyszkoliło w kwestiach odmawiania i przekonywania do swoich racji. - W przeciwnym razie wejdą ci na głowę. - Strach pomyśleć w jaki sposób wyglądają zajęcia u profesora Vane’a. Krukoni i Puchoni należeli do bardziej potulnych, ale Gryfoni i Ślizgoni bywali mocno przebojowi i potrafili czasem rozwalić całe lekcje.
- Sprawiajmy chociaż pozory to dadzą nam spokój - westchnęła i podeszła do wystawki z fiolkami. Chwyciła jedną w dłonie i zaciągnęła się lekkim, cytrusowym zapachem. - Jak ci się żyje, Vane? - Zapytała, przesuwając dłońmi po kolejnych karteczkach opisujących nuty zapachowe zawarte we flakonikach. Już zdążyła wydedukować, że mimo swojego wieku, nie był jeszcze żonaty. Gwiazdy, planety i cały nieboskłon dalej zaprzątały mu głowę, tak samo jak w jej przypadku - przeszłość świata magicznego. Pewne rzeczy pozostają niezmienne.




So when you're restless, I will calm the ocean for you
In your sorrow, I will dry your tears
When you need me,
I will be the love beside you
☙ ❧
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Perfumeria   06.09.17 22:47

Nie nadawał się chyba na takie zakupy. Nie jeśli w środku czyhało na niego tyle niebezpieczeństw w postaci dość chętnych do pomocy osób, które wręcz odstręczały klientów zamiast im pomagać. Cóż. Chyba taki był urok tych miejsc, gdzie zaopatrywali się bogatsi klienci. Średniozamożnych było szukać ze świecą, chociaż nie bywali tutaj aż tak skrajną rzadkością. Woleli wydawać swoje galeony na coś z większym sensem niż zapachy, które otaczały ich z każdej strony na ulicach miasta, w lasach, nad jeziorami. Jeśli się chciało, można było dostrzec to piękno przyrody i świata. O ile się przystanęło na chwilę i pozwoliło im do siebie dojść. Jayowi nie było trudno, bo miał to na wyciągnięcie ręki, a jego usposobienie mówiło samo za siebie. Dla niego nie było to nic trudnego, chociaż mniej wrażliwym duszom zapewne to zadanie wcale tak łatwe się nie wydawało. Może wręcz niewykonalne? Ale teraz musiał stanąć twarzą w twarz z przeszłością. Która w dodatku go nie rozpoznała, co wpędziło go w dziwne uczucie zagubienia i dezorientacji.
- No, przecież że ja - odpowiedział nieco zaskoczony, a na jego twarzy można było zauważyć zmieszanie faktem, że kobieta go nie poznała. No, przecież się tak mocno nie zmienił. Dłoń znów zawędrowała mu do włosów, gdzie przez chwilę tkwiły. Na jej kolejne słowa wzruszył ramionami, wiedząc, że ten zarost nie był czymś codziennym w jego życiu, jednak jakoś ostatnio nie miał siły ani głowy do tego by się nim zajmować. Jednak czy to zmieniało go nie do poznania? Cóż. On dalej poznawał się w lustrze. Może faktycznie Heweliusz mówił mu o tym, że może warto byłoby coś zmienić, ale nie miał na to czasu. Kto zresztą miał, gdy inni go potrzebowali? Zapominał o sobie całkowicie, gdy warzyły się losy jego uczniów. Ziva mogła go zrozumieć. Była w końcu matką. Nie odpowiedział na jej słowa, pozwalając, by zasłona milczenia opadła wraz z tymi zdaniami. Jego zajęcia nie wyglądały koszmarnie, chociaż na pewno chaotycznie z tego względu, że sam nie był dość rozgarniętą osobistością. Nie oznaczało to jednak, że musiał specjalnie starać się trzymać w ryzach swoich studentów i nawet nie próbował. Lubił widzieć u nich zapał. Większość jednak nie miała nawet siły na jakiekolwiek psoty, skoro zajęcia z astronomii odbywały się najczęściej o północy i wszyscy swoją ciekawość przekładali na podziwianie widoków bądź obserwacji nieba przez wielkie teleskopy. Albo zwyczajne staranie się nie zasnąć, co zdarzało się nawet największym niepokornym osobnikom. Jayden jednak lubił ich wszystkich i nie mógł stwierdzić, by kiedykolwiek ktoś zaszedł mu za skórę. Gdy było trzeba, stawał za uczniami murem niezależnie od domu, do którego należeli, a i dzieci te młodsze i starsze wiedziały, że mogą przychodzić do niego w każdej sprawie. Nawet polepszenia stanu w hogwarckiej kuchni... Czy wymiany kart z czekoladowych żab.
- Tylko że ja wiem, czego chcę - odparł, wydymając usta i z dłońmi w kieszeniach spodni obserwował stojące flakoniki, szukając odpowiednich zapachów. Stał u boku Zivy, co chwila przesuwając się kilka cali w obie strony, gdy badał nazwy czy rysunki tkwiące przy odpowiednich mieszankach. - Całkiem dobrze. Dzięki, że pytasz - mruknął, pomijając niedźwiedzią część wszystkiego, co wydarzyło się od ich ostatniego spotkania. Burke jednak nie chciała raczej tego słuchać i nie zamierzał jej tym obarczać. - Kolejna publikacja nieco się opóźniła przez zmiany w Ministerstwie, więc tymczasowo jestem uziemiony. A ty odbywasz niedługo jakąś ciekawą podróż, by odkrywać skarby przeszłości? - spytał, podchodząc do jednej z półeczek i sięgając po cytrynową esencję. Musiał znaleźć jeszcze morską bryzę i poprosiłby, żeby pracownicy się tym odpowiednio zajęli. Ta mieszanka będzie idealna.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Perfumeria   19.09.17 20:13

Od pierwszej chwili, w której przestąpiła przez próg perfumerii, wiedziała, że to nie jest jej dzień. Była spóźniona, co nie umknęło jej szefowej i zostało podsumowane słowami, potrącę to z twojej pensji. Do tego nie udało jej się doczyścić swojego uniformu, zmuszona unikać afiszowania się niewielką wybieloną plamką na brzegu czarniutkiej koszuli, siedziała za ladą jak na szpilkach dopóki nie została poproszona by doradzać jakiejś wyjątkowo wybrednej klientce. Jedyną pociechą były krótkie momenty, kiedy spoglądała na zegarem, w myślach błagając dużą wskazówkę, by zlitowała się nad nią i przyspieszyła swój bieg. Niestety, nie miała tyle szczęścia. Ludzie wbiegali do domu mody, chroniąc się przed deszczem, a ona zmuszona była nakładać swój firmowy uśmiech, rzucając się z pomocą. Pracowała tu już kilka miesięcy i czasem zdawało jej się, że każdy, kto tu wchodził wyglądał tak samo, przychodził w poszukiwaniu jednej rzeczy, a opuszczał lokal kupując zupełnie co innego i to jeszcze w ogromnych ilościach. Zdarzało jej się kątem oka obserwować mało asertywnych czarodziejów, łatwowiernie wpadających w sidła nieco zbyt nadgorliwych ekspedientek, które być może liczyły, iż któryś z nich się zainteresuje nimi zamiast flakonikami perfum. Ona nie miała takich nadziei, lata świetności były daleko za nią, a według jej matki - nie nastąpiły nigdy. Poza tym czyż nie było tak, że wszyscy najlepsi byli już zajęci? O, jak na przykład ten dość wysoki pan o ciemnobrązowych włosach, który pogrążony był w rozmowie z jakąś niezwykle piękną kobietą. Uśmiechnęła się do siebie, notując w głowie, iż wcześniej zaczepiła go jej koleżanka, a to, że nie zdołała mu doradzić sprawiło jej pewną satysfakcję. Właściwie to mogła zająć się czymś innym, kończyła wypełniać papiery związane z wcześniejszą sprzedażą, lecz kiedy zobaczyła jak kierowniczka pokazuje w jego stronę i sugestywnie spogląda w jej stronę, zdecydowała się spróbować. Sięgnęła po tacę z kilkoma próbkami, cztery damskie oraz jeden męski, po czym zebrała się w sobie i skierowała swe kroki w okolice pary. Unosiła nieśmiało kąciki ust, z szacunkiem kiwając głową na przywitanie aż podskoczył jej niemal idealny kok upleciony z blond pasem, poprzetykanych już siwymi kosmykami. Czuła się w pewnym sensie hipokrytką, ale może też próbowała sobie coś udowodnić.
- Witam państwa! - Dygnęła, niezręcznie acz z sukcesem odzyskując równowagę. - Zachęcam do wypróbowania jednej z naszych nowych serii, są to wcześniejsze najbardziej popularne pozycji z dodaną nutą kokosa oraz wiśni. - wyjaśniła, a jej serce przyśpieszyło chyba o stokroć. Oby im się spodobało.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Perfumeria   19.09.17 21:02

Deszcz, który siąpił na zewnątrz w bardzo skuteczny sposób zaganiał przechodzących czarodziejów i czarownice, by zaglądali w progi Domu Mody Parkinson zupełnie jakby to właściciele znaleźli genialny sposób na powiększenie swojej klienteli. Oczywiście Jayden nie był przypadkowym gościem z łapanki, wiedząc, że teraz albo nigdy. Szczególnie że przerażały go takie miejsca. Były takie... Idealnie sterylne. Wszędzie na półkach panował niepodważalny porządek, który wydawał się być bardzo łatwy do zmieszania. Jedno dotknięcie jego dłoni mogłoby zaburzyć harmonię, symetrię i ideał. Czuł się bardzo niezręcznie dookoła tego wszystkiego, uważając przy okazji na każdym kroku, by na coś nie nadepnąć. Lub na kogoś. Szczególnie że angielskie kobiety były takie drobne. Niziutkie i czasem wydawało mu się, że nie wystawały wyżej niż źdźbła trawy. A w dodatku w takim miejscu, gdzie panowała elegancja i wysoki poziom nie tylko w cenach, ale również w zachowaniu czy ubiorze sprawiał, że czuł się jeszcze bardziej wystawiony na pierwszy plan, nie potrafiąc się w tym odnaleźć. Była to pewna prawda, skoro chwilowo był również jedynym mężczyzną w całej perfumerii. Kobiety dookoła niego wyglądały na takie zdecydowane, sięgając po co chciały i zachwycające się nad zapachami, używając miliona słów na ich opisanie, gdy on znał jedynie główny aromat i koniec. Czy to nie znaczyło już, że się wyróżniał? Z małą pomocą Zivy udało mu się uciec przed jedną z ekspedientek, która wydawała się być bardzo złakniona nowej klienteli. A szczególnie tych naiwnych dżentelmenów, na których można było pasożytować i manipulować ich brakiem asertywności. Jayden akurat idealnie się nadawał na takie przedsięwzięcie. Nie znał się przecież na perfumach, wiedząc jedynie co lubiła Cecylia i to wszystko. Nawet nie był na tyle w takich chwilach twardy, by powiedzieć, by kobieta przestała już mówić i dała mu dojść do słowa. Będąc naprzeciwko jednak gaduły, jego charakter był dominowany i zapewne tkwiłby tam do teraz nie wiedząc jak uciec, gdyby nie lady Burke. Mimo wszystko cieszyłby się, gdyby zdał sobie sprawę, że byli również klienci, którzy potrafiliby nakrzyczeć na takie pracownice. Wolał więc, by go męczyły niż żeby sprawił im przykrość.
A propos pracownic... Podeszła do nich malutka Angielka z jasnymi włosami z próbkami zapachów. Przejechał dłońmi po obu stronach głowy, zaczesując też włosy i wpatrując się w uśmiechniętą, nieco nerwowo, kobietę naprzeciwko. Nie wyglądała na taką, która zaraz by go zaatakowała i nie dała dojść do słowa, a on wciąż potrzebował jeszcze esencji przypominającej morską bryzę. Chciał odmówić, gdy zaproponowała spróbowanie wspomnianych pozycji, ale zapewne tą decyzją zmazałby ten nawet niepewny uśmiech z jej twarzy, więc poddał się. I tak ostatni czas wszystkim psuł nastrój i humor łącznie z nim samym, chociaż wiedział, że ten dzień był warty wyczekiwania, gdy w jego drzwiach miała się pojawić Pandora.
- Mogłaby mi pani powiedzieć, gdzie znajdę esencje związane z morzem lub oceanem? - spytał łagodnie, posyłając przy tym Zivie spojrzenie i uśmiech, który oznaczał, że na tym etapie mieli się już rozdzielić i wrócić do swoich spraw. Czas na rozmowy zdecydowanie miał mieć miejsce gdzie indziej i kiedy indziej. Już zdecydowanie za długo zabawił w perfumerii. Nie bał się deszczu za szybami, dlatego mógł opuścić lokal w każdej chwili. Gdy postąpił krok w stronę jasnowłosej kobiety, uśmiechnął się do niej ciepło i kontynuował:
- I wtedy spróbuję tych proponowanych przez panią. Zgoda?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Perfumeria   19.09.17 23:57

W przestrzeni między jedną sekundą a drugą, kryło się wszystko. Swoje szare, oczy, które okalał wianeczek drobnych zmarszczek, przeniosła z tacy na twarz tego mężczyzny, równocześnie ciesząc się i żałując, że odważyła się do niego podejść. W jego spojrzeniu odnajdywała coś znajomego, utraconego. Najpierw pomyślała, iż te niebieskie oczy widziała już wcześniej, może u swej pierwszej miłości, ale zreflektowała się i z niejakim zdziwieniem stwierdziła, że chyba to swoje odbicie widziała w tej wyrozumiałości, jaką jej okazał. Och, przez ten moment wydawało jej się, iż nie znajdują się już w perfumerii, nie ma wichury za oknem, nie słychać monotonnego szczebiotania ekspedientek, powraca do niej cześć duszy... Nie trwało to jednak długo, zostało przerwane przez jego głos.
Pokiwała głową, przyjmując to z prawie z ulgą. Jej obowiązkiem było proponowanie danych próbek, narzucanym im z góry przez, cóż, właściwie nie wiedziała, kto o tym decydował, a i tak wydawało się jej bezduszne narzucanie gustów, sugerowanie, co powinno się podobać, dosłowne wodzenie ludzi na nos. Dusiło to jakąkolwiek unikalność, a to właśnie to określenie sprawiło, że odpowiedziała na ogłoszenie dotyczące pracy w tej właśnie perfumerii. Nie było to tak dawno, z drugiej strony miała kłopoty z przywołaniem w pamięci pewnych szczegółów, czy tak właśnie miało wyglądać jej życie? Odsunęła od siebie te myśli, przypominając sobie, że jest w pracy i nic z tym nie może zrobić.
- W porządku, zacznijmy więc od nowa! - powiedziała z przejęciem, którego po chwili się zawstydziła. Nie chciała go zrazić do siebie swoim entuzjazmem, była też już trochę za stara, aby tak łatwo wpadać w poruszenie. Ponownie dygnęła, przepraszająco, po czym konturowała - Jestem Boni i będę pana obsługiwać - oświadczyła, odstawiając tacę na ladę po prawej stronie i posyłając spojrzenie pozbawione łagodności, jaką okazywała klientowi, ku jednej ze swych koleżanek, właśnie tej która tego ranka zdecydowała się na krzywdzący komentarz na temat jej wyglądu. Oczywiście, nie miała już dwudziestu lat, nie powinna aż tak brać do siebie słów innych, lecz czy to oznaczało, że nagle stawała się pozbawioną uczuć maszyną? Wciąż pragnęła żyć z harmonii ze swoim ciałem, ze swymi nawykami oraz móc uśmiechać się na swój widok w lustrze. Musiała być silna. Dla siebie.
- Wybaczy pan, ale chyba podsłuchałam wcześniej, że zapach ma być damski? - zapytała ostrożnie, unosząc kąciki ust w subtelnym geście. Nie chciała naciskać na jego prywatność, sama na przykład rzadko przedstawiała się pełnym imieniem, które brzmiało Bonifacia, chcąc uniknąć tych pobłażliwych, wszystkowiedzących spojrzeń. Wskazała w kierunku półeczek z morskimi zapachami i jej ręka od razu powędrowała ku jednej z buteleczek, wsuniętej trochę dalej i pozbawionej przepychu w dekoracji. - Nazywa się „Gwiazda Oceanu”. Trochę kiczowate, prawda? Ale proszę sobie wyobrazić horyzont, miejsce zetknięcia nieba z taflą wody... I w oddali tylko jedna samotna gwiazda, która od zawsze próbuje opaść niżej i niżej, przekonać się, co by na nią czekało pośród morskich fal. - Spuściła wzrok, orientując się, że znów zagłębia się w historię, która nawet nie do końca ma związek z oferowaną pozycją. W zamyśleniu podała mu flakonik, panując nad drżeniem rąk i zastanawiając się czy, jak każdy, nie powinna mu zaoferować tego najnowszego zapach, który wyróżniał się swym jaskrawym kolorem i był preferowany przez klientów. Znów próbowała iść swą drogą i znów zostanie skarcona przez kierowniczkę! W świetle tej myśli, dodała - A może jednak spodobałby się panu „Spacer na plaży”?




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#121095
astronom, profesor w Hogwarcie
30
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Perfumeria   20.09.17 0:56

Nie mógł jednak powiedzieć, że ta chwila spokoju między zamętem, który wprowadziły nachalne ekspedientki, a zakończeniem rozmowy z Zivą nie był przyjemny ze względu na poznawanie nowych zapachów. W końcu wszystkie się ze sobą mieszały, ale nie tworzyły paskudnej chmury, przez którą nie można się przedostać, a wręcz mógł wyczuć wszystkie najbliższe swojemu sercu aromaty. Działała tu inna magia, która gdyby nie dość mocna chęć nadskakiwania klientom, mogłaby również mieć swój urok. Jayden jednak dość trudno odnajdywał się w podobnych sytuacjach, szczególnie że spotkania z samymi kobietami nieco go przerażały. Pomimo faktu, że jego najbliższa rodzina składała się głównie z przedstawicielek płci pięknej. Pokaźne grono kuzynek o czymś świadczyło, chociaż najwidoczniej nie był to odpowiedni argument dla zakochanego w gwiazdach profesora, by zszedł na ziemię i zainteresował się czymś innym. Lub kimś. Ciężko byłoby ścigać się z taką konkurencją jak gwiazdy niebieskie czy ogromne niebo bez kresu, bez końca, bez granic z miliardami możliwości. Chociaż nieboskłon potrafił również pokazać swój gniew jak na przykład teraz, gdy wiatry jedynie przybierały na sile podobnie jak i deszcz uderzający raz po raz w chodnik i siekający uciekających przed nim przechodniów po policzkach. Mimo wszystko w tym również tkwiło pewne piękno, które można było dostrzec jedynie zdając sobie sprawę z faktu, że i deszcz i śnieg i grad i słońce były potrzebne, by istniało życie. Dlaczego więc mieliby się smucić, widząc krople na swoich szybach?
Przyuważył to lekkie odetchniecie jasnowłosej kobiety, gdy zaproponował inne rozwiązanie tej sytuacji. Naprawdę chciał już kupić te idealne perfumy, chcąc sprawić niespodziankę nie tylko Evey, ale również i Pandorze, która w końcu nie była jedynie gościem. A skoro już tu był mały podarunek na pewno by jej nie zaszkodził. Nie wiedział jedynie co lubiła... Pamiętał jedynie, że zawsze siedziała z nosem w jego książkach, gdy przyjeżdżała do niego w odwiedziny. Miał pokaźną biblioteczkę, na którą składały się stare egzemplarze, a mała Panda od razu biegła na piętro do jego pokoju. Uśmiechnął się do siebie w myślach na te wspomnienia, a także na fakt, że dawno nie nazywał Pandory w ten sposób. Kiedyś nawet z mamą uszyli jej strój małej pandy na Halloween, gdy on szedł dziarsko obok jako żołnierz. Opowieści dziadka o historii mugoli były zaskakujące, a przy okazji również inspirujące. Do odważnych w końcu należał świat, a Jay właśnie taki zamierzał być. Na jego twarzy wykwitł kolejny uśmiech, gdy kobieta dość entuzjastycznie podjęła się jego propozycji. Od razu poczuł się lepiej, wiedząc, że był w dobrych rękach. Gdy dygnęła, sam skłonił się w jej stronę w pewien sposób, dając do zrozumienia, że nie ma czego wybaczać, a nie był żadnym wielkim lordem, by traktować go jak króla.
- Jayden. Miło poznać, Boni - odparł, uznając, że przedstawienie się będzie w stosunku do kobiety równowagą. Nie musiał, ale to był profesor Vane. Zupełnie inaczej podchodził do wielu spraw w tym również prostych, międzyludzkich relacji, które powinny być oczywistą wymianą informacji. On coś dostał, więc nie mógł pozostać dłużny. Słysząc pytanie, skinął głową w geście potwierdzenia. - Tak. Siostra niedługo będzie miała urodziny, a korzystając z chwili czasu... - urwał, zostawiając resztę oczywistym domysłom. Oczywiście do końca czerwca pozostało jeszcze trochę czasu, jednak dla JDego te dni miały zlecieć w tempie błyskawicznym. I jeszcze po drodze były egzaminy... O nich zapomniał - wcale nie był taki przewidujący jak się wydawało. Zwykłe szczęście lub opatrzność, którym obłożył go wszechświat z dniem narodzin. Słuchając opowieści o zapachu, uniósł brwi, a gdy Boni skończyła, zaśmiał się lekko, chociaż w jego głosie było słychać to zmęczenie. - Teraz chyba nie mam wyjścia i pozostał jedynie zakup. I myślisz, że dałoby się je połączyć razem z tym cytrynowym? - spytał, przekazując esencję, którą wziął z poprzedniej półeczki. Wydawał mu się na tyle delikatny i nieinwazyjny, że idealnie potrafiłby się zgrać z tym, który mu zaproponowała kobieta. Oj, tak. Na pewno spodobałoby się to Evey. Była tak zalatana w swojej pracy aurora, że na pewno zapominała o sobie. A przynajmniej o niektórych aspektach. Przy okazji kupowanie drogich perfum uważała za marnowanie pieniędzy, ale on mógł dla niej je marnować całymi stosami. I tak miała się ucieszyć, a to był najpiękniejszy skarb. Zaraz jednak wyrwał się z zamyślenia o siostrze i podniósł spojrzenie na blondynkę przed sobą, która jakby wyczekiwała na jego odpowiedź. - Nawet bardzo. Tylko czy to tak można? W końcu jesteś w pracy - odpowiedział bez zająknięcia, nie mając absolutnego pojęcia, że Boni chodziło o perfum. W końcu kto nie lubił spacerów po plaży?




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Perfumeria   20.09.17 14:56

Może jednak niektóre powiedzenia miały w sobie ziarno prawdy. Zapowiadało się na to, że po deszczu miało nadejść słońce. Oczywiście na zewnątrz wciąż spadały krople, skrapiając utęsknioną ziemię oraz budząc ją do życia po kilku mroźnych miesiącach, lecz ten dzień, który zaczął się dość ponuro, nagle nie wydawał się już taki przytłaczający. Dopiero gdy ten pogodny mężczyzna przyjął jej pomoc, poczuła jak zmniejsza się ucisk na jej sercu, a jej wcześniej nieco spięty uśmiech wygładza się. Do jej uszu zaczęła dochodzić przyjemna, lekka melodia, na którą wcześniej nie zwracała uwagi. Chyba nawet wstrzymała oddech, więc mogła go w końcu uwolnić! Nie posuwała się na tyle daleko, by rozpytywać o życie klientów, ale lubiła wyobrażać sobie, że jest na ich miejscu. Jakie wybory musiałaby podjąć, aby się z nimi zamienić? Z kim szła by pod rękę, nawet gdy padał deszcz i obok kogo kładłaby się wieczorem? W pewien sposób, właśnie dzięki tym historiom, które sobie dopowiadała, żyła trochę bardziej. Potrafiła wzbudzić sobie tyle empatii, iż cieszyła się tym odłamkiem szczęścia, zostawianym przez ludzi w perfumerii. Tylko to jej pozostawało, tylko to było jasnym promyczkiem w pracy... pośród wzruszeń ramion, odwracanych spojrzeń, wymówek i nieczystych zagrań, w jej umyśle rzeczywistość mogła pozostać tak czysta, idealna jak sobie to wymarzyła. Czasami też, tak jak teraz, pojawiali się klienci, którzy nie pasowali do reszty - nie spoglądali na nią z góry, nie byli tak samo przewidywalni w swoim zadufaniu i udowadniali jej, że świat nie kończył się na tej perfumerii, a poza nią mogło leżeć coś więcej.
- Miło poznać, panie Jayden - odpowiedziała szybko, a w jej sercu rozlało się ciepłe, przyjemne uczucie, ponieważ ktoś potraktował ją na równi. Tak często odnosiła wrażenie, że klienci patrzą na nią jak na maszynę, współpracownicy zaś jak powietrze, pewną konieczność przez którą trzeba przebrnąć. Próbowała odganiać od siebie takie skojarzenia, acz po jakimś czasie zaczęła to uznawać za naturalne, przyzwyczaiła się do tego. Dzięki temu mogła się chyba lepiej wpasować, nie dochodziło do dysonansu, oszczędzała sobie niepotrzebnych frustracji. A jednak nie dało się ukryć, iż gdzieś na dnie nadal m a r z y ł a.
Pokiwała głową na znak, że rozumiała, co miał na myśli. Gdyby tak ktoś pamiętał  o niej i chciał jej zrobić prezent jak ten czarodziej swojej siostrze. Nie mogła się powstrzymać i posłała mu kolejny, łagodny uśmiech, chociaż tym razem uważała, by nie przyglądać mu się zbyt nachalnie. Nie chciała by poczuł się niekomfortowo, bo nie była jak te inne ekspedientki... prawda?
Splotła dłonie za swoimi plecami, starając się w ten sposób nie okazywać przed nim swojego zdenerwowania, które czaiło się jeszcze gdzieś w opuszkach jej palców. Niegdyś w stresowej sytuacji miała nawyk niespokojnego przekręcania obrączki, ale od kiedy jej już nie nosiła musiała zadowolić się dotykaniem tego pustego miejsca, co zazwyczaj wprawiało ją w większe zakłopotanie. Przerwał to śmiech pana Jaydena, na który uniosła z niepewnością podbródek aż kok na czubku jej głowy zafalował.
- Najważniejsze żeby się panu podobał! - Pochyliła się ku szafeczkom, które skrywały czyste esencje. Wyjęła ją ostrożnie, odstawiła i w następnej chwili przyjęła buteleczkę od niego, by zakropić dwa zapachy na próbę. Odsunęła od siebie specjalny pergamin z próbkami, zafalowała nim w powietrzu, by dać mu czas na połączenie cytrusów oraz morskiej bryzy, po czym podała go mężczyźnie. - Taki będzie mniej więcej efekt. Tylko trochę lepszy, bo w pracowni mamy do tego sprzęt. Jak się pan zdecyduje, to się tym zajmę i po kilku minutach wszystko będzie gotowe. - wyjaśniła pogodnym tonem. Musiała przyznać, że perfumy pachniały naprawdę ciekawie, były orzeźwiające i finezyjne. - Może to pan powinien tu pracować - zażartowała, pakując esencje wstępnie do małego pudełeczka, by wziąć je ze sobą na tyły sklepu. Zanim jednak się tam skierowała, dotarł do niej sens jego ostatniej wypowiedzi. Teraz to ona się cicho zaśmiała, zakrywając przy tym usta jedną dłonią, wszak było to bardzo nieprofesjonalne. Przechyliła głowę, zastanawiając się na ile sobie może pozwolić w rozmowie z nim. Po namyśle teatralnie przygryzła wargę, posyłając mu spojrzenie, w którym po raz pierwszy od dawna czaiły się ogniki rozbawienia.
- Ma pan rację! - Spuściła wzrok, wbijając go w buty. Potem, jakby nagle sobie o czymś przypomniała, znów powróciła do niego. - To może chociaż jeden z naszych zapachów o nazwie „Spacer na plaży”? - Tym razem wyraźnie zaakcentowała ich miano, wskazując palcem ku plakietce. - Podobno gdy się go powącha, zmysły przenoszą się na plażę! To jak, chciałby pan spróbować? - Zanim zdążył odpowiedzieć, odkorkowała fiolkę, wysuwając ją w jego stronę. To, co mówiono o zapachu było dużą przesadą, ale mimo wszystko był całkiem miły, nawet jeśli miał w sobie dość narzucającą się nutę. Przeprosiła go, zostawiając mu to do przetestowania, po czym zrobiła tak jak zapowiedziała. Nie minęło długo zanim powróciła z przewiązanym wstążką pakunkiem, a on odchodził - jak jej się wydawało - całkiem zadowolony z zakupu.

| zt x 2




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Perfumeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Dom Mody Parkinson-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18