Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Carkitt Market   31.07.16 22:20

Carkitt Market

Carkitt Market jest popularnym centrum handlowym ukrytym pod szklanym dachem, które zostało zbudowane tuż przy ulicy Pokątnej. W środku znajduje się mnóstwo przeróżnych sklepów - zarówno tych wykwintniejszych, jak i o cenach przystępnych dla przeciętnych czarodziejów - wskutek czego o każdej porze dnia można natrafić tu na tłumy. Do spotkań w Carkitt Market zachęcają także liczne kawiarenki znane z serwowania najznamienitszego ciasta dyniowego.


Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   22.08.16 7:25

Para nr IV

Ten luźniejszy dzień Elizabeth spędzała na Carkitt Market. Oglądała sklepowe witryny, przechadzała się wolno po centrum handlowym, korzystając z tego, że to miejsce wciąż nie było zatłoczone jak zwykle. Jej uwagę przyciągnęła piękna biżuteria w jednym ze sklepów jubilerskich, lecz nie dane było jej wejść do środka i przyjrzeć się ozdobie z bliska, gdyż niespodziewanie ze środka wyskoczyła jasnowłosa kobieta, potrącając przy tym lady Fawley. Zaraz za nią wyskoczył pracownik sklepu, krzycząc w niebogłosy:
— Złodziejka! Złodziejka! Łapać ją!

W tym samym czasie Lucinda spieszyła się do domu, bo była już spóźniona na wspólny podwieczorek z jednym z kuzynów. Ktoś przebiegł obok niej, wytrącając jej z ręki małą torebkę. Lady Selwyn musiała przykucnąć, aby pozbierać to, co z niej wypadło, lecz w tej chwili pojmało ją dwóch czarodziejów. Chwycili ją za ramiona mocno i boleśnie, szarpiąc w bok, nie przejmując się tym, że nie przystoi tak traktować damę.
— Mamy cię! Myślałaś, że się wywiniesz?— spytał jeden z nich, kręcąc głową z irytacją.  — Zaraz zjawi się policja i odpowiesz za wszystko, kradziejko!
Lucinda miała podobny kolor szat, co złodziejka ze sklepu jubilerskiego i dwóch jegomościów w stanie nieco wskazującym musiało ją omyłkowo wziąć za pierwszą lepszą czarownicę, która obrobiła jubilera. Świadkiem całego zdarzenia była Elizabeth, która odwracając się za uciekająca kobieta mogła dostrzec jak znika w tłumie, a przypadkowa ofiara dwóch opryszków zgrywających bohaterów została niesłusznie oskarżona o przestępstwo. Ktoś musiał wyjaśnić, że to niefortunna pomyłka, nim na miejsce zjawią się specjalne służby, a lady Selwyn trafi do aresztu.

Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy!  




Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   23.08.16 22:26

/26.02 (?)

Nigdy nie sądziła, że swój wolny czas będzie trwonić na zakupach. Zbliżał się powoli koniec zimy, a ona miała nieodpartą chęć kupna czegoś dla siebie, zrobienia sobie noworocznego prezentu. Przyszła do galerii otwarta na nowe kolekcje- nie chciała się ograniczać. Rzadko kiedy miała czas na większe zakupy, przy tym nie przywykła do robienia ich samotnie. Dzisiejsza wyprawa była spontaniczna, szybka kalkulacja po pracy, że ma całkiem sporo czasu do zamknięcia sklepów. Pierwsze miejsce, które odwiedziła nie zaoferowała jej niczego znośnego – podobne rzeczy widziała tam w zeszłym roku, więc nie pochwalili się swoją kreatywnością. W drugim sklepie sytuacja była już lepsza, ale tutaj problem stanowił jej wzrost – sukienka była na niższe kobiety, przynajmniej o dziesięć centymetrów, więc wymiary Inary. Zrezygnowana miała zamiar udać się do ostatniego miejsca na liście, gdy spostrzegła piękny naszyjnik na wystawie sklepu jubilerskiego. O biżuterii nie pomyślała wcześniej, ale zauważając ozdobę od razu uznała, że jest zbyt piękna, by się marnować na wystawnie. Jako Fawley umiała docenić kunszt i estetykę biżuterii – zdecydowanie ktoś utalentowany zaprojektował to dzieło. Zajęta podziwianiem naszyjnika nie zauważyła wybiegając kobiety, która potrąciła ją, ale nie przerwała przez to swego biegu. Obserwowała jak dwóch samozwańczych bohaterów chwyta pewną czarownicę w swój uścisk, ale ona zdawała sobie sprawę z ich pomyłki. Odprowadziła wzrokiem uciekającą złodziejkę, ale szybko skupiła się na zatrzymanej kobiecie. Podeszła bliżej i od razu ją rozpoznała. To była jej kuzynka! Szybko zaczęła przedzierać się przez tłum zanim zdołają powiadomić policje, gdyż nie chciała spędzić następnych godzin tłumacząc im pomyłkę mężczyzn. Oczywiście, była duża szansa, że będzie znała policjantów i może przymrużą oczy na zgłoszenie.
- Proszę ją puścić, to nie jest wasza złodziejka. – zwróciła się do nich stanowczym głosem. – Arystokratki nie mają w zwyczaju kraść, gdyż stać je na kupno całego sklepu jakby chciały. – stwierdziła ostro. Nie była wcale pewna tego stwierdzenia, ale nie musieli o tym wiedzieć. – Wasza złodziejka uciekła spokojnie w kierunku głównego wejścia. – dodała jednak jej wzrok powędrował już do jej przyjaciółki, która nadal była przez nich trzymana. – Hej, Lynn. Ty to masz pecha. – powiedziała uśmiechając się lekko.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   24.08.16 12:35

Pasuje tylko rano Smile

Lynn nie lubiła takich miejsc. Zakupy nigdy nie były dla niej odpowiednią formą spędzania wolnego czasu, a wręcz przeciwnie. Traktowała je jako smutny obowiązek. Niestety istniały okoliczności, z których Lucinda nie mogła się wywiązać. Żyła szybko dlatego bardzo często zapominała o urodzinach, imieninach i rocznicach. Zwykle później prosiła o szybkie wybaczenie i zapomnienie jej gapiostwa by za rok zrobił dosłownie to samo. Nie było w tym nic złośliwego. Ona zawsze bez względu na okazję życzyła członkom swojej rodziny tych wszystkich dobrych rzeczy. Jeden dzień w roku nie miał tego zmienić w żaden sposób. Jednak teraz kiedy w Londynie była na dłużej postanowiła przypilnować się i ograniczyć swoje gapiostwo. Kupując prezent na szybko nie myśli się o tym co kto lubi, ale o tym co będzie przyjemne dla oka. Zadowolona z wybranego prezentu już miała kierować się w stronę kominka by teleportować się na spotkanie z solenizantem, kiedy nagle dwóch mężczyzn złapało ją za ramionami. Prezent upadł na ziemię, a Lynn zaczęła się wyrywać. Z jej ust padło kilka słów, których z ust arystokratki usłyszeć nikt nie powinien. Słysząc słowa mężczyzn wściekła się. - Ja coś ukradłam? Proszę mnie w tej chwili puścić, albo… - kobieta nie zdążyła skończyć zdania bo zobaczyła podchodzącą do nich Elizabeth. Jak mogli pomyśleć, że jest złodziejką? Jeszcze w jakimś głupim sklepie na środku całego pasażu? Kiedy Lizzie próbowała wyjaśnić mężczyznom ich krótkowzroczność Lynn tylko mroziła ich wzrokiem. Spojrzała na kuzynkę i przygryzła dolną wargę. - Jestem tu pierwszy raz od ponad roku i co? Zostaje oskarżona o kradzież. Kto inny mógłby poszczycić się tak naciągną kartoteką? - powiedziała uśmiechając się lekko. - Miło Cię widzieć, Lizzie. - dodała w formie przywitania. Było to trochę krępujące. Dwóch mężczyzn trzymających jej drobne ciało w żelaznym uścisku. Wyrywanie się nie wchodziło w grę, a więc czekała aż informacje dotrą do ich i postanowią pobiec za prawdziwą złodziejką. - Proszę… Panowie. Nie wiem co jedliście na śniadanie, ale prawdopodobnie przysłoniło Wam to jasność myślenia. Ja. Nic. Nie. Ukradłam. - powiedziała patrząc błagalnie na kuzynkę. Jeżeli ktoś miał im to przetłumaczyć to tylko ona.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   25.08.16 22:18

Gdyby tylko wiedzieli, z kim mają do czynienia zupełnie inaczej, by się zachowywali. Oskarżyć arystokratkę o kradzież?! Oczywiście, każdy wobec prawa był równy – nie ważny był wiek czy pochodzenie, ale nie dajmy się zwariować. Ludzi bogatych stać na zakupy, nie mają potrzeby zwracania się przeciwko prawu dla zaspokojenia swoich potrzeb czy zachcianek. Tym bardziej, że Lucinda nie miała przy sobie biżuterii – gdzie niby mogła ją schować? A może zniknęła? Nawet nie wiedziała ich nazwisk, ale była pewna, że ich by świetnie rozpoznała. Zapewne miała przed sobą czarodziei, którym nie powiodło się z szukaniem swojego miejsca w szeregach policji lub aurorów i teraz próbowali ich wyręczać. Reakcja społeczna była słuszna, lepsze to niż bezczynność, ale w tym przypadku okazała się zupełnie nietrafiona.
- Jestem aurorem  i zostałam potrącona przez złodziejkę,  zapewniam was, że to nie jest kobieta przez was złapana. – wytłumaczyła im używając przy tym swojego zawodu, by zasiać w nich niepewność.  Ludzie zawsze szanowali aurorów i można było nawet zauważyć jakie wrażenie zrobiły na nich jej słowa. Stracili trochę odwagi, poluzowali uścisk  - wszystko szło w dobrym kierunku. Teraz trzeba było jeszcze przekonać ich do odpuszczenia, gdyż tego brakowało, by jeszcze jakiś reporter tu był i następnego dnia w gazecie byłoby o tym zdarzeniu. Zapewne ona sama uznałaby to nawet za zabawne, ale to Lynn byłaby na pierwszych stronach gazet.
- To chyba jasny znak, że twój wygląd jest podejrzany. Nie wiem czy to te włosy czy szata, ale wzięli Cię za przestępcę. – oznajmiła kiwają lekko głową. Całe to wydarzenie było dla niej tak abstrakcyjne, że gdyby w tym nie uczestniczyła to by w to nie uwierzyła. To się mogło tylko jej kuzynce przytrafić, choć przecież pełno było tu blondynek z podobnym kolorem szat, ale to jej przyjaciółka była tą złapaną. – Panowie, udajmy się do sprzedawczyni w sklepie. Ona szybko rozwiąże wasze wątpliwości, a wy może zajmiecie się prawdziwą złodziejką. – zaproponowała wskazując ręką w stronę sklepu. Gdy wyrazili milczącą aprobatę razem udali się w stronę sklepu.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   26.08.16 10:24

Dlatego właśnie nienawidziła takich miejsc. Pełnych osądów, ludzi gnających za czymś co wydaje im się cenne i omamionych ideą zakupów. W końcu podczas wędrówki przez równikowe lasy nikt Cię nie oskarży o kradzież epifitu z drzew. Odzwyczaiła się od tego ja płytcy są ludzie, jak łatwo jest im coś wmówić i jak łatwo sami siebie oszukują. Potrafiła to zrozumieć, ale ona sama nie chciała tak szybko zagłębiać się w to co daje rozwój i cywilizacja. Właściwie mało magiczny. To była jedna z rzeczy, którą tak bardzo ceniła będąc arystokratką. Pamięć o historii i cenienie tego co było i jest, a nie co nęci zza horyzontu. Cieszyła się, że akurat dzisiaj trafiła na kuzynkę. Pewnie gdyby nie ona wyjaśnienie tym dwóm mężczyznom prawdy trwałoby o wiele dłużej. W tym czasie pewnie wszystkie gazety zdążyłyby ją uchwycić, a ona sama prędzej czy później umarłaby z wściekłości. Teraz ta sytuacja zaczynała ją bawić. Kiedy Elizabeth użyła swojego zawodu do zasiania niepewności w nadal trzymających Lynn mężczyznach blondynka uśmiechnęła się szeroko. Zawsze lubiła patrzeć na twarze osób, które myślą, że jedyne co może robić arystokratka to być. Jakież było zawsze zdziwienie gdy się okazywało, że można o wiele wiele więcej. Poczuła, że uścisk „pilnych” ochroniarzy zelżał. - Tak Panowie… powinniście się zastanowić nad badaniem wzroku. W każdy czwartek do zakupionych oprawek wizyta gratis. - powiedziała nawet na nich nie patrząc. Skupiła wzrok na przyjaciółce uśmiechając się szeroko. - Widocznie bliżej mi złodziejki niż arystokratki – powiedziała żartobliwie. Nie wyróżniała się jakoś szczególnie… właściwie w ogóle się nie wyróżniała. W Londynie zawsze ubierała się tak jak na arystokratkę przystało. Podczas swoich wypraw nie przejmowała się takimi rzeczami. Pewnie coś w tym było… w końcu poszukiwanie artefaktów nie było całkowicie legalne. Gdyby nie fakt, że ludzie, którzy te przedmioty ukrywają już dawno nie żyją to można by było się wpakować całkowicie nieświadomie oczywiście w jakieś bagno. Kiedy szli w stronę sklepu Lynn zwróciła się do kuzynki. - Dziękuje Ci Lizzie. Obawiam się, że gdyby nie Ty to jutro byłaby w każdej gazecie, a ojciec… lekko by się zdenerwował na kolejne szaleństwo swojej córki. - powiedziała i wzruszyła ramionami. Co mogła na to poradzić? Kiedy weszli do sklepu właścicielka na początku ucieszyła się tak jakby w Lynn rozpoznała ów złodziejkę, a dopiero po chwili zbladła. Pierwsze słowa jakie padły to „na Merlina”.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   27.09.16 17:56

Centra handlowa… Symbol konsumpcjonizmu i nowego sposobu spędzania wolnego czasu. Było tu kolorowo, reklamy, które czarowały Cię pomysłem i jaskrowością mogłeś spotkać na każdym kroku i jeszcze tłumy ludzi, którzy byli sobie nieznani – anonimowi. Ludzie na początku ich wieku mieli problemy z szerzącym się kapitalizmem – rozrastały się miasta, zaczęto produkować hurtowo i każdy stracił pewien fragment indywidualizmu, a anonimowość tak obca dla ludzi ze wsi była za razem pociągająca jak i przerażająca. Tak bardzo różniło się to od ich miejsc urodzenia, gdzie każdy znał każdego i nic nie uciekło uwadze sąsiadów. Sama Elizabeth urodziła się z dala od miasta, ale szybko Londyn stał się jej domem. Gdyż ze wszystkimi minusami miasta jak rosnąca przestępczość czy wysokie ceny szły również pozytywy w postaci szerszego dostępu do edukacji na wysokim poziomie, praca dla kobiet czy w końcu wielki rozwój sztuki. Panna Fawley mogła narzekać na te tłumy, które uniemożliwiały jej swobodne przemieszczanie się, ale doskonale wiedziała, że czasy się zmieniają i nie da się wrócić do tego co było jak chcieliby niektórzy politycy czy arystokraci. Same społeczeństwo się zmieniło i tych zmian nie da się cofnąć jak prawa.
- Myślę, że najlepiej będzie jak Panowie skupią się na innych zajęciach niż łapaniem arystokratek. My jesteśmy jeszcze miłe… - stwierdziła, gdyż potrafiła sobie wyobrazić reakcje niektórych arystokratek. Zrobiłyby tu akcje na całą galerie, ale możliwe, że ich sposób były o wiele bardziej efektywny. Każdy by się przeraził słysząc jakie wrzaski mogą się wydobyć z takich małych ciał. – Wiesz, niektóre złodziejki naprawdę mają klasę. – próbowała ją pocieszyć z uśmiechem, ale chyba jej nie wyszło. Lynn nie wyglądała jak typowa przedstawicielka arystokracji, której strój krzyczy z daleka z kim masz do czynienia. Gdyby jej nie znała uznałaby ją za dobrze urodzoną czarownice, która patrząc na jakość materiały jej ubrań ma pieniądze. – Nie ma za co. Cieszę się, że mogłam uniemożliwić im wsadzenia Cię do aresztu i oszczędziłam Ci kilku godzin przesłuchań. I jestem pewna, że jakoś przeżyłby sławę swojej córki z kariery przestępczej. – Mrugnęła do niej okiem i razem udali się do sprzedawczyni sklepu. Zareagowała tak jak można było się tego spodziewać, dobrze, że nie dostała żadnego ataku na ich widok. Długo nie było czekać aż mężczyźni zaczęli się kajać.
- Zdradziłaś mi swój cel pobytu tutaj? Przyznam, że nigdy nie postrzegałam Cię jako fankę zakupów. – zauważyła oddalając się trochę od sklepu.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   28.09.16 19:37

Wiedziała, że nie prezentuje się dokładnie tak jak reszta arystokratek. Oczywiście zawsze dbała o swój wygląd, ale to była raczej kwestia bycia kobietą, a nie szlachetnie urodzoną. Jednak nie przepadała za dużo ilością biżuterii, nie eksponowała swojego wyglądu powalającymi sukniami, nie zachowywała się tak jakby jedyną rzeczą jakiej jej brakowało to diadem na głowie. Szczerze gardziła takim zachowaniem. Oczywiście każdy zachowywał się tak jak tylko chciał i nie leżało w jej kwestii ocenianie kogokolwiek. Jednak gdzieś zachowała świadomość, że będzie arystokratą w dzisiejszych czasach nie znaczyło tyle sam co dawniej. Teraz jednak żałowała, że nie ma na głowie napisane SZLACHCIANKA. Oczywiście nie miała nic przeciwko kilkugodzinnym przesłuchaniom. Na pewno było to o wiele ciekawsze niż rozmawianie o kolejnej rocznicy narodzin z wujkiem i jego ponurą żoną. Mogłaby nawet dla czystej zabawy udawać, że jednak ukradła to coś co ukraść miała i wplątać się w coś szalonego. Tylko takie rzeczy zawsze wychodzą, a dawanie kolejnych okazji rodzicom do podkreślenia tego jak bardzo im się nie udało jej wychować nie było zbyt dobrym pomysłem. W tym momencie podchodziła już do tego na luzie. Dobrze było mieć znajomości. Dobrze było mieć Lizzie. - Taaa… klasa sama w sobie, dzięki kochana. - powiedziała z przekąsem, ale w jej głosie nie było złości, a śmiech. Ta cała sytuacja ją po prostu bawiła. Nie przeszkadzało jej aż tak, że została wzięta za złodziejkę, bo patrząc na zatrzymujących ją ochroniarzy czuła, że jedyną istotną dla nich w tamtym momencie rzeczą był jej kolor włosów. Wcale by się nie zdziwiła gdyby zatrzymali wszystkie chodzące po centrum blondynki. - Mówisz? - uśmiechnęła się unosząc brew. - Ja myślę, że jeszcze tego samego dnia znalazłby mi narzeczonego, za tydzień byłby ślub, a ja patrzyłabym za znikającym promykiem wolności przez stalowe kraty. Tatuś bywa pomysłowy. - oczywiście żartowała. Może nie z tym, że jej ojciec był gotowy wydać ją za mąż w każdym momencie, ale z tym, że wydałby ją za kogoś kto by pozbawił jej wolności. Jedynego czego potrzebowała do życia. W sklepie właścicielka zaczęła energicznie rozmawiać z ochroniarzami wybijając im skutecznie z głowy brednie na temat kradzieży. Posypało się parę słów, których Lynn raczej słyszeć nie chciała więc przeniosła wzrok na przyjaciółkę. - Kupiłam prezent na urodziny wujka Cyriusa. Brata mojej matki. - powiedziała i spojrzała do torby, w której ów prezent trzymała. - Ale chyba już nic z tego nie będzie. - dodała pokazując jej stłuczony wazon. - I tak był brzydki, ale byłam nawet z niego zadowolona. Trudno. Będę musiała znaleźć coś innego. A Ty co tutaj robisz? Czekałaś na moment by uratować mi życie? - zapytała z szerokim uśmiechem.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   13.10.16 22:02

Może Lynn nie wyglądała jak typowa przedstawicielka arystokracji, ale dla Lizzy zawsze wyglądała dobrze. Miała swój styl i zdanie – właśnie to mówił jej strój, który wyróżniał ją na tle kukieł- arystokratek, które nosiły tylko drogie ubrania zgodne z wytycznymi (odpowiednia długość, to oczywiste). Jej zdanie na pewno było subiektywne i musiała przyznać, że niektóre arystokratki wyglądają przepięknie w sukniach szytych na miarę i z najlepszych tkanin, ale czasami nie mogła nie patrzeć na ten strój jak na swego rodzaju kajdany. Na jej spojrzenie nałożone były jej poglądy, ale iwiele dobrze urodzonych kobiet dobrze się czuło w wykwintnych strojach, ale to nie było dla niej. Zbyt bardzo lubiła wygodę- dbała o siebie, ale nie miała czasu, by godzinami dobierać sobie strój.  Jeśli dana osoba nie pracuje, gdyż jej nie wypada, to ma wiele czasu, by zadbać o swoją prezentacje. Prawdę mówiąc to jeśli od wyglądu zależałaby cała przyszłość Lizzy to i ona by się postarała. Kwestią, która zawsze wywoływała emocje były spodnie. Niby takie proste ubranie znane od wieków, ale gdy kobieta nosiła spodnie podnosił się krzyk jakby złamała święte prawo, którego nie przyszło jej nigdy poznać.  Czasami trzeba było być naprawdę delikatnym, bo ludzie dawali się łatwo ponieść emocjom.
- Możesz być taką ekskluzywną złodziejką. Wiesz, szef wszystkich szefów. – zaproponowała z szerokim uśmiechem, gdyż ona sobie mogła taką wizję wyobrazić. Mimo że nie życzyła nigdy Lynn kariery w przestępczości zorganizować czy jakiejkolwiek innej. To musiała być ciężka praca, która niosła ze sobą duże ryzyko. Oczywiście, zarobki nie były małe i można było zaznać życia, które idealnie następnie nadawało się pod książkę, ale nadal była to kariera przestępcy.
- Zawsze lubiłam tą żywiołowość i energię, która się w nim znajdowała. W tydzień potrafiłby to wszystko zaplanować, niesamowite. – stwierdziła z uznaniem kiwając poważnie głową, choć ironie była wyczuwalna w jej słowach. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że Lucinda bez walki poddałaby się woli ojca. Zbyt zahartowana dziewczyna, by spokojnie przyjmować co los da.
- Naprawdę był to brzydki wazon. – powiedziała zaglądając do środka torby. – Dobrze się stało, że tak skończył. Ja przyszłam, by sprawić sobie przyjemność. Uznałam, że zasługuje na prezent, ale wtedy musiałam udać się na misje ratowania życia. – wytłumaczyła przyglądając się jej uważnie. – Może razem poszukamy prezentu dla twojego wuja? Tym razem ładniejsze, zdecydowanie. -  zapytała nadal spoglądając z odrazą na zakupiony przez nią wazon.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   15.10.16 11:30

Ona jak każda kobieta lubiła czasami ładnie wyglądać. Zwykle stawiała na komfort i prostotę, ale były przecież okazje dla, których warto było wskoczyć w piękną, szytą na miarę suknię. Sama uważała, że do niej to nijak nie pasuje. Niektóre z tych sukien już dawno minęły swoją epokę, ale czy szlachta właśnie taka nie była? Zatrzymali się myśląc, że zostając w przeszłości oszukują czas. A tak wcale nie było. I Lynn miała wrażenie, że co raz więcej osób zdawało sobie z tego sprawę. Też nie rozumiała fenomenu spodni. Dlaczego (zwykle mężczyźni) tak krzywo patrzyli na kobiety, które je zakładały? Oczywiście kiedyś dawno dawno temu był to strój przypisany mężczyznom, ale czy ze zmianą zawodów nie powinien także zmienić się styl ubierania? Jakoś sobie nie wyobrażała siebie biegającą po górach czy grobowcach z wielkim kołem przyczepionym do tyłka. Tak samo nie wyobrażała sobie Lizzie ścigającą jakiegoś czarnoksiężnika z wielką falbaną u stóp. To było nie tylko niebezpieczne. To było po prostu pozbawione jakiegokolwiek racjonalnego myślenia. Spojrzała na kuzynkę i pokiwała głową. - Wyobraź sobie o ile moje życie byłoby wtedy prostsze. - powiedziała. Naprawdę tak by było. Czasami jej myśli odbiegały od tego kim była. Wyobrażała sobie, że jest poza tym i podobała jej się taka wizja. Jednak nie mogła pozostawać w tym zbyt długo. Choć znała się właśnie ze strony bycia wielką marzycielką to tylko mocne stąpanie po ziemi trzymało ją przed całkowitym odlotem. Pokręciła głową na słowa o jej ojcu. Oczywiście, że nie poddałabym się tak szybko słowom ojca, ale cóż… pewnie gdyby się zaparł to nie miałaby zbytniego wyboru. Już raz zarządziła zamianę swojego życia i raz się jej udało. Niestety nie miała takiego szczęścia w życiu by móc postawić na to kolejny raz. Spojrzała jeszcze raz na zbity wazon. - Tylko pytanie brzmi czy wujek zasługuje na ładniejszy prezent? - uśmiechnęła się szeroko. - Przyznaje się… to mój całkowity brak gustu. Gdybym chciała mu kupić coś od siebie to prawdopodobnie byłby to jakiś artefakt. Wątpię, żeby ucieszył się z Indyjskiej misy płodności. - wzruszyła ramionami. - Musisz mi pomóc, Lizzie. Tak jak wtedy, kiedy zniszczyłam ulubiony obraz mamy myśląc, że z drugiej strony jest mapa. - dodała łapiąc ją za dłoń. Wtedy ich uwagę odwróciła podbiegająca do nich właścicielka sklepu. - Tak bardzo Panie przepraszam. Nawet nie umiem znaleźć słów… - gdzieś tutaj Lynn się wyłączyła. Nienawidziła słuchać przeprosin. Jakby była jakąś półkrwi czarownicą nikt by się nawet nie przejął tą pomyłką.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   25.11.16 23:12

Najgorsze były gorsety. Nosiła tylko kilka razy w swoim życiu to okropieństwo, ale nigdy nie chciałaby więcej. Cieszyła się, że wyszły z mody na początku lat dwudziestych, ale nadal niektóre kobiety je nosiły. Elizabeth nie mogła w nich oddychać, talia o kilkanaście centymetrów węższa, ale nie było to tego warte. Gorset miał zapewnić idealną figurę i we wcześniejszych wiekach kojarzony był z moralnością. Później zaczęła się liczyć wygoda, a gorset pod żadnym względem wygodny nie jest. Sam długi proces jego zakładania, problemy z oddychaniem w czasie noszenia i brak komfortu sprawiały, że Lizzy uciekała od tego ubrania. Zmieniła się również długość spódnic, które były coraz krótsze, ale w latach dwudziestych pokazanie łydki było objawem wolności obyczajowej. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniło się wiele w modzie właśnie ze względu na nowości społeczne. Moda kroczyła wraz z rewolucjami i pokazywała nową pozycje kobiet, w niektórych środowiskach.
- Na pewno wtedy byłabyś bardzo bogata, ale myślę, że to dosyć ryzykowny zawód. Możesz mieć wielu niebezpiecznych wrogów, mafiosów – byłabyś na to gotowa?- zapytała uśmiechając się pod nosem. Życie arystokratki nie jest łatwe, ale zarazem nie można powiedzieć, że jest trudne. Mają pieniądze, więc nie cierpią głodu i stać ich na leczenie chorób. Ukończyły edukacje, mają pewność wolność no i żyją w czasach pokoju. Ile na świecie było ludzi, którzy marzyli o takim życiu? Którzy bali się każdego dnia, że umrą? Ile dzieci umierało dziennie z powodu niedożywienia? I to wszystko działo się w ich świecie tylko daleko od nich.
- Może jak mu kupisz ładniejszy prezent to nie będzie Ci zawracał głowy? Nie znam twojego wujka. – przyznała, gdyż nawet nie wiedziała o tym człowieku za wiele. Znała wygląd, ale nie osobowość. – Przynajmniej byłby to osobisty prezent, ta misa płodności. Może by to docenił, ale na wszelki wypadek poszukamy czegoś innego, bardziej przystępnego. – zaproponowała w myślach przeglądając już listę sklepów, do których mogły się udać. Została jednak szybko wyrwana ze swojego zajęcia przez podbiegającą kobietę, która w nerwowy sposób zaczęła przepraszać.– Już dobrze, takie pomyłka mogła się zdarzyć każdemu. – ucięła szybko jej słowotok, jednak zaraz uśmiechnęła się do kobiety.- Ale może mogłaby pani nam pomóc… Poszukujemy prezentu, widziałam u pani interesujące zegarki. – popatrzała w stronę jej sklepu wiedząc już co robić.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   26.11.16 15:15

- My akurat o ryzykownych zawodach wiemy całkiem dużo – powiedziała posyłając kuzynce szeroki uśmiech. Pomimo tego, że na jej ustach pojawił się uśmiech to powodów to radości było w tym mało. Lizzie zawód wymagał od niej ciągłej koncentracji, oczu szeroko otwartych i poświęcenia. Przede wszystkim jednak robiła to dla dobra wszystkich. Dla bezpieczeństwa ich świata. Lynn nie mogła tego powiedzieć. Chociaż bardzo często współpracowała z Ministerstwem, biurem aurorów czy innymi instytucjami, które jej pomocy potrzebowali to głównie ryzykowała dla samej siebie. Wzruszyła ramionami. - Każdy ma jakichś wrogów. Chociaż… chyba nie potrafiłabym w tym momencie kogokolwiek nazwać wrogiem. - odparła. W końcu ona taka nie było. Daleko jej do zawistnej i wrogiej. Nie wiedziała jak to jest czuć do kogoś prawdziwą wrogość. W końcu niechęć, żal czy smutek.. te emocje znała. Wrogości na pewno nie. Uśmiechnęła się na dalsze słowa blondynki. - Masz racje. Misa płodności nie jest zbyt dobrym pomysłem. - powiedziała. Czasami miała wrażenie, że jej kuzynka była jak jej sumienie. Lynn pewnie w życiu zrobiłaby wiele gorszych rzeczy gdyby nie Lizzie. Chociaż i tak wielkość ich pomysłów kiedy były młodsze był ogromny. Blondynka przeniosła wzrok na sprzedawczynię i pozwoliła Lizzie poprowadzić wybór prezentu. Tak naprawdę mało było osób w jej życiu, którym tak prawdziwie ufała. Mogłaby je policzyć na palcach jednej ręki. Elizabeth zdecydowanie do takich osób należała. Kiedy udało im się wybrać idealny prezent. A przynajmniej o wiele lepszy od tego jaki sama wcześniej kupiła Lucinda uśmiechnęła się szeroko do kuzynki. - Idźmy coś zjeść… ja stawiam. Jestem Ci winna wielką porcję lodów.

z.t x2




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Czara Ognia
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/u731contact http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 http://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
n/d
0
n/d
n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   08.01.17 14:00

Para nr VI

Ulica Pokątna znacząco zmieniła swe oblicze od ubiegłego lata, co do tego nie było wątpliwości. Kolejne dekrety i ciężar wydarzeń najnowszych sprawiły, że czarodzieje kręcący się między lokalami wydawali się bardziej przygaszeni, nerwowo rozglądający się na boki i niespokojni. Nikt nie wiedział co tak dokładnie przyniosą zmiany zapowiedziane przez Ministerstwo po ogłoszeniu wyników referendum, a spodziewać się można było wszystkiego i jeszcze więcej.
Louis i jeden z jego magicznych przyjaciół pojawili się dziś na Pokątnej razem - czarodziej postanowił zabrać znajomego mugola na trochę do magicznej części Londynu. Przyjaciel Louisa zajrzał dosłownie na chwilę do jednego z lokali, nawet nie do końca do niego wchodząc, jedynie by zapytać się o pewien drobiazg. W tym czasie Louis pozostał parę metrów od niego; przyglądał się wystawie jednej z cukierni, na której zaczarowane ciasteczka przedstawiające zwierzątka zachowywały się, jakby była to cyrkowa arena. Wtedy zbliżyło się do Louisa dwóch jegomościów, którzy od razu wyciągnęli odznaki.
- Policja Antymugolska, prosimy okazać swoją różdżkę - powiedział wyższy, wyciągając w kierunku Louisa dłoń. A ten musiał zadziałać bardzo szybko, bowiem sama nazwa jednostki do której funkcjonariusze należeli wystarczała, by wzbudzić w mugolu złe przeczucia. Dialog na pewno tu nie pomoże, jedynym wyjściem pozostawała ucieczka. Parę metrów od niego znajdowało się wejście na wiecznie zatłoczony i upstrzony stoiskami Carkitt Market - miejsce wydawało się być idealnym, by spróbować ukryć się w tłumie i zniknąć z oczu antymugolskich policjantów.

Garrett znalazł się dziś na Pokątnej w jasno określonym celu - miał spotkać się w kawiarni z pewną osobą, której dość długi czas nie widział, zgodził się więc uszczknąć odrobinę czasu ze swojego dnia dla dobrego znajomego. Weasley pojawił się w wyznaczonym miejscu o kwadrans wcześniej. Zajmując jeden ze stolików na świeżym powietrzu mógł oddać się obserwacji ulicy. Bystrookiemu aurorowi nie zajęło długo, by zobaczyć wśród wielu twarzy jedną znajomej - nie tę jednak, którą zobaczyć się spodziewał, a na dodatek osoba Louisa Botta wydawała się mieć duże kłopoty w postaci dwóch członków Policji Antymugolskiej.

Mechanika

Etap I
Garrett i Louis mają trzy możliwości reakcji:

Ucieczka:
 

Walka:
 

Przekonanie:
 

Etap II
Występuje tylko w przypadku ucieczki zakończonej powodzeniem.
Spoiler:
 

Datę spotkania możecie założyć sami. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
W związku z tym, że rozgrywka może zakończyć się trafieniem przez postać do Tower, nie można odgrywać wątków o dacie późniejszej niż w tym wątku.
Miłej zabawy!


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   27.05.17 4:06

| 25 IV

Zdecydowanie zbyt długo odwlekał spotkanie ze stosunkowo bliską rodziną; dalsze odsuwanie w czasie rozmowy z Deborah, jego drogą kuzynką od strony matki, uchodziłoby już za grubiaństwo - szczególnie w sytuacji, w której poprosiła go o przysługę. Nie znał szczegółów; list był niewylewny i skoro Deborah nie zdecydowała się poruszać tego tematu na piśmie, nie drążył - tym bardziej jednak rodziło to w nim ciekawość.
Na miejscu pojawił się szybciej; nie spóźniał się nigdy, także tym razem z piętnastominutowym zapasem przysiadł do stolika w omówionej knajpce. Bębnił palcami w blat ciemnego stołu i w milczeniu delektował się kwitnącą wiosną; choć zbliżał się wieczór, powietrze wciąż przyjemnie kąsało ciepłem i wyzwalało czarodziejów z okowów ciemnych płaszczów i grubych peleryn. Garrett, zajęty myślami, z przyzwyczajenia podwijał za łokcie rękawy jasnej, lnianej koszuli, odsłaniając liczne bandaże na przedramionach; luzował kołnierzyk, nie lubił być więźniem krępującej ruchy mody. Był człowiekiem czynu - i musiał zapewnić sobie do tego odpowiednie warunki.
Gdzieś w oddali błysnął mu jasny pukiel włosów i uśmiechnął się, nieznacznie się prostując; przy akompaniamencie stukotu butów na niskim obcasie zbliżała się Deborah, rozkładając już ręce do ciepłego powitania. Garrett w szarmanckim odruchu podniósł się z krzesła, ale gdzieś pomiędzy wymienianiem pierwszych uprzejmości a rozpoczęciem części prawidłowej skromnego tête-à-tête kątem oka dostrzegł coś, co wzbudziło jego czujność - patrol antymugolskiej policji. Znów siadali do stołu, Deborah, poprawiając kapelusz, plotła coś z zaangażowaniem o pogłoskach krążących wśród rodziny Morganów, ale Garrett już po chwili nie do końca jej słuchał - pseudoskandale wśród dalekich krewnych nie martwiły go tak bardzo jak... jak widok zagubionego w pobliżu, znajomego mugola, który znalazł się o krok od stanięcia z policją twarzą w twarz.
- Przepraszam cię, moja droga, wrócę dosłownie za chwilę - mówił już po ułamkach sekund, spoglądając na kuzynkę przepraszająco i wstając z krzesła; najprawdopodobniej na jej obliczu odbiło się oburzenie, może krztyna rozczarowania (ostatecznie wszystkie spotkania z Garrettem kończyły się podobnie - wymówką w postaci aurorskich obowiązków). Garry jednak nie zdążył już tego dostrzec; jeszcze na odchodne zdążył rzucić kelnerowi, by do ich stolika przyniósł najznamienitsze skrzacie wino, po czym czym prędzej ruszył w kierunku zbliżającego się do Louisa patrolu. Nie do końca wiedział, co robił; przyspieszył jednak kroku, gdy dostrzegł, że policjanci otwierają usta, a gdy zauważył u nich gest, który mógł oznaczać tylko jedno - prośbę o różdżkę - przeklął pod nosem, przyspieszając kroku i być może potrącając ramieniem jednego z niczego niespodziewających się przechodniów. Był już o krok od niepokojącego go źrodła zamieszania, gdy ten nieszczęśnik, Louis, najwidoczniej wpadł w panikę - i zdecydował się na bieg po życie, na widok którego Garrettowi niemalże opadły ręce.
Utrudniało to sprawę: nie miał jednak zamiaru zostawiać chłopaka samemu.
- Przepraszam - rozpoczął szaleńczą improwizację, niejako zagradzając dwóm policjantom drogę - w pierwszej chwili przyjrzał im się z uwagą, chcąc ocenić swoje szanse w potencjalnym starciu, choć, przyznałby szczerze, wolałby uniknąć takiej ewentualności: zwłaszcza na środku centrum handlowego, w którym roiło się od ludzi. - Czy coś się stało? Nie przypominam sobie, żeby dzisiaj miał się odbyć patrol antymugolskiej policji w Carkitt Market - ciągnął, mając wielką nadzieję, że w tym czasie, cholera jasna, Louis biegł naprzód jak opętany: nie miał możliwości kupowania mu czasu w nieskończoność.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   28.05.17 2:29

Mężczyzn było dwóch. Niemal równi wzrostem, wcale nie wybijali się z tłumu wyglądem: obaj całkowicie przeciętni, ani nadmiernie umięśnieni czy obdarzeni szczególnie potężną aparycją, ni to drobni czy kościści. Na co dzień zlaliby się z tłumem, w szczególności jeden z nich, blondyn w kwadratowych okularach, który w trakcie patrolu wydawał się być nieobecny, jakby zatopiony w otchłani własnych myśli, niezbyt przejmował się tym, co dzieje się naokoło. Stanowił pod tym względem przeciwieństwo towarzysza, który wyprostowany jak struna zdawał się być wyższy mimo, iż w rzeczywistości mierzył dwa centymetry mniej. Mierzył spojrzeniem kolejne osoby, a w spojrzeniu tym czaiła się pewność i groźba. Był to człowiek, który czuł się kimś i najwyraźniej chciał się wykazać, nic dziwnego, że jego uwagę od razu przykuł młody chłopak w całkowicie mugolskim ubiorze, którego spojrzenie kierowane na zaczarowaną witrynę jawnie sugerowało iż ma do czynienia z czymś dla siebie niecodziennym.
Ludzie schodzili im z drogi, kiedy pewnym krokiem przebijali się przez ulicę w wybranym kierunku, blondyn pół kroku za swoim towarzyszem, choć najwidoczniej wyczuwając pewniejszy ruch przy sobie także się rozprostował i dość szybko dostrzegł to, co partner.
To brązowowłosy czarodziej wyciągnął rękę w stronę Louisa, domagając się oddania różdżki. Wbił w niego wyczekujące spojrzenie, jego postawa pewna, wyprostowana, chłodne, utkwione w młodym chłopaku spojrzenie, każdy drobny gest wskazywał na pewną czającą się groźbę. Nic dziwnego, że Bott się przeraził, mężczyznę natomiast najpewniej bardziej zszokowało, że odważył się mu przeciwstawić. Już miał ruszać w pogoń, kiedy drogę zaszedł im nieznajomy.
- Na co do cholery czekasz, Pickett?
Warknął na swojego towarzysza, który także zatrzymał się przed Weasleyem. Wzrost Louisa nie działał na jego korzyść, bez trudu dało się go dostrzec w tłumie, biegł jednak szybko. Blondwłosy funkcjonariusz nie odpowiadając towarzyszowi rzucił się biegiem w pogoń podczas, gdy drugi z policjantów pozostał z Garrettem, choć wcale nie wydawał się z tego powodu zadowolony. Bardziej najwidoczniej zainteresowało go, dlaczego ktoś postanowił im przeszkodzić i konsekwencje, jakie może z tej sytuacji wyciągnąć.
- Ja natomiast nie przypominam sobie, byśmy mieli tłumaczyć się każdemu na swojej drodze, jaki teren jest nam przydzielany na jaki dzień. Z kim mam do czynienia?
Ton wypowiedzi około trzydziestoletniego mężczyzny pozostawał chłodny, spojrzenie błękitnych oczu padło teraz na rudzielca. Nie było w nim ani grama obawy, najpewniej nie sądził, by jakikolwiek przełożony faktycznie miał im coś do zarzucenia w chwili, kiedy tak efektownie pełnili służbę.
Ludzie dookoła ich omijali, nikt nie miał odwagi by przystanąć, choć wiele spojrzeń kierowało się w ich stronę. On sam zaczął wyglądać za swoim towarzyszem, który - przynajmniej jego zdaniem - powinien już tu być razem ze skutym uciekinierem. Czyżby nastąpiły komplikacje?




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
 

Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» West Market

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17