Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Carkitt Market   31.07.16 22:20

First topic message reminder :

Carkitt Market

Carkitt Market jest popularnym centrum handlowym ukrytym pod szklanym dachem, które zostało zbudowane tuż przy ulicy Pokątnej. W środku znajduje się mnóstwo przeróżnych sklepów - zarówno tych wykwintniejszych, jak i o cenach przystępnych dla przeciętnych czarodziejów - wskutek czego o każdej porze dnia można natrafić tu na tłumy. Do spotkań w Carkitt Market zachęcają także liczne kawiarenki znane z serwowania najznamienitszego ciasta dyniowego.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   09.06.17 6:02

Gdy jeden z mężczyzn - ten, zdawałoby się, mniej stanowczy, nieco zabłąkany we własnych myślach, średnio wpasowujący się w standardy agresywnej antymugolskiej policji - ruszył w pogoń, Garrett znów miał ochotę przekląć; zamiast tego jednak wytężał zmysły, wbijając w nieznajomego dziwnie rozżarzone spojrzenie oczu jasnych jak niebo w bezchmurny dzień. Jeżeli jego nowy kompan pragnął niemej bitwy na pewność siebie wyrażoną mową ciała, otrzyma ją - Garrett nie miał w zwyczaju chylić głowy ani podkulać lisiego, rudego ogona. Nieznacznie uniósł jeden z kącików ust w wyrazie uprzejmego sam-nie-był-pewien-czego, ale jego wzrok pozostawał stanowczy: do granic profesjonalny i nieznoszący sprzeciwu.
- Rozumiem, że szkolenie antymugolskiej policji trwało nad wyraz krótko, ale wierzę, że w jego trakcie wyjaśnia się, jak winno zwracać się do osób wyższych rangą. - Nie było tajemnicą, że Ministerstwo rządziło się własnymi, niespisanymi prawami - i że jedno z nich oznajmiało, jakoby praca w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów była zaszczytem, a bycie w dodatku aurorem - jako należenie do specjalnej jednostki - wyjątkowym prestiżem. Garry miał zamiar rozpaczliwie to wykorzystać. - Garrett Weasley - zaczął, już teraz stawiając nacisk na nazwisko - przynależność do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki budującej Skorowidz Czystości Krwi budziło niekiedy respekt, nawet jeżeli osobiście uważał to za bzdurę, przekonany, że do tego spisu jego rodzina nigdy nie powinna należeć. Albo inaczej - że taki bezsens mający na celu wyniesienie na piedestał osób, które na to w żaden sposób nie zasłużyły, nie powinien powstać. - Starszy auror w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. - I znów ze zdecydowaniem podkreślił swoją pozycję - nawet jego spojrzenie przypominało, że miał za plecami Szefa Biura Aurorów, jednego z najpotężniejszych (jeżeli nie najpotężniejszego) czarodzieja w Ministerstwie; z Rogersem zawsze dogadywał się zaskakująco dobrze i przełożony stanąłby za nim murem. Przypadkowy policjant służący w jednostce, która powinna zostać rozwiązana jeszcze przed tym, jak właściwie powstała, nie mógł powiedzieć tego o sobie.
Garrett gardził nim bezgranicznie, nawet jeśli skrywał to za maską profesjonalnego stoicyzmu. W tej chwili zdążył nawet zapomnieć, że wstawiał się za Louisem, którego losy właśnie zaczęły się ważyć; tu chodziło już o zasady i o fakt, że stojący przed nim mężczyzna stanowił uosobienie całej zarazy trawiącej Ministerstwo, tej korupcji, obrzydliwej polityki, szkodliwych ideologii. Rozkruszenie go na pył Garry traktował już jako prywatną misję.
- Nie omieszkam twierdzić, że w tym momencie to ja powinienem prosić o wylegitymowanie się, ale oszczędzę panu i pańskiemu towarzyszowi dalszych upokorzeń. - Nieprzerwanie grał na czas, ale nie zdradzała tego jego mimika - ostrzejsze niż zwykle rysy zdawały się w milczeniu opowiadać historię bezbrzeżnego spokoju, a w niewinnych słowach czaił się stanowczy jad. Gdzieś z tyłu głowy przemknęła mu myśl, że będzie musiał jakoś wytłumaczyć się Deborah - zapewne to przedstawienie z boku wyglądało niedorzecznie. Rozmowa z przypadkowym policjantem nie stanowi dobrej wymówki dla przerwania troskliwych rozmów. - Ponawiam więc pytanie i za kimkolwiek pan goni, panie... - urwał, dając mu możliwość dopowiedzenia swojego nazwiska - to proponuję nie przerywać pościgu - być może w jego głosie mimowolnie zabrzmiało coś na kształt szydery: coś znów błysnęło mu metalicznie w oczach, a na przekór słowom każda sekunda spędzona w towarzystwie tego człowieka napędzała w jego żyłach furię - i oferuję pomoc. Darmowe, przyspieszone szkolenie, bo nie kojarzę pańskiej obecności na tym ministerialnym z zeszłego tygodnia. Obowiązkowym. Nie wydaje mi się, żeby pański przełożony był z tego faktu zadowolony. - Po części łgał; faktycznie cały czas w Ministerstwie miały miejsce niezbędne szkolenia i rzeczywiście brał niekiedy w nich udział jako prowadzący, dzieląc się swoją wiedzą nie tylko z młodymi aurorami, ale nie miał zielonego pojęcia, jak wyglądał aktualny rozkład nauk dawanych antymugolskim policjantom - był jednak przekonany, że jego nowy przyjaciel również tego nie wiedział. Była to wszak jednostka zbudowana z przypadkowych osób niemających nawet wyobrażenia o tym, jak wygląda praca w prawdziwych służbach; zwykłe skupisko niewyszkolonych osób karmionych fałszywą propagandą. Garrett słyszał niewyobrażalną ilość historii traktujących na temat niekompetencji policjantów - i wierzył, że ma przed sobą podręcznikowy przykład przyklaskującego wszelkim poleceniom ćwierćinteligenta. - Ruszajmy więc, w tym tygodniu to mój teren dyżurów. - I kolejna półprawda, o której sam zainteresowany nie mógł mieć pojęcia: akurat pytania na temat akcji aurorów często można było odrzucić pięcioma słowami ("przykro mi, to ściśle tajne") i miał zamiar dzisiaj z tego skorzystać. - Kto jest poszukiwany i za jakie przewinienia? - zaczął więc znowu, parodiując entuzjazm i marząc tylko o tym, by dźgnąć swojego towarzysza różdżką w oko. Właściwie jeśli nic się już dzisiaj nie powiedzie, taki właśnie miał plan - zaciągnąć go w ciemny zaułek, znokautować w imię walki o bezpieczeństwo mugoli, przeczyścić pamięć i udawać, że nie miał z tym nic wspólnego.
I koniecznie nie mówić o tym nikomu. Zniszczyłby swoją niezszarganą (jeszcze) opinię nienagannego idealisty o rękach niesplamionych krwią, który ponad rozwiązania przepełnione przemocą cenił wyszukaną dyplomację.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   11.06.17 15:39

Jego postawa odrobinę się zmieniła, choć ewidentnie nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji. Nowa posada zmieniła w pewien sposób jego życie: oto dostał odznakę i był kimś, liczył się, ludzie wypełniali jego polecenia. Wzbudzał szacunek, jeśli nadal można używać tego słowa jeśli jest on wymuszony lękiem, bo przede wszystkim były osoby w których wzbudzał lęk. Chociażby chłopak, który przed chwilą rzucił się do ucieczki. Podobało mu się to. Obserwując także nastroje i to co działo się dookoła, w duchu nosił nadzieję, że z czasem policja antymugolska nabierze większego i większego znaczenia. Wierzył w to i zdecydowanie uważał podobne działanie za słuszne. Nie dostrzegał: nie chciał dostrzegać niewątpliwych minusów powołanej grupy, jak chociażby faktu, iż powstała ona z osób bez kwalifikacji, była tak liczna że niewątpliwie przyjęto niemal każdego chętnego oraz, że - jak wspominał jego rozmówca - nie zostali odpowiednio przeszkoleni.
To w jego oczach nie miało znaczenia, jego cel, pilnowanie tego co uważał za porządek na ulicach uważał za bardziej istotny i liczył, iż z czasem obowiązki się poszerzą. Zdawało się, że rodacy gotowi byli na znacznie bardziej drastyczne ruchy.
W tej chwili nie mógł jednak zaprzeczyć, iż niewątpliwie miał do czynienia z osobą wyższą rangą, osobą której podlegał. Nie podobało mu się to. Widział przecież, że Weasley rzucił się do pomocy osobie, którą usiłowali legitymować, a jego stosunek do policji antymugolskiej z każdą chwilą był bardziej wyrazisty - nic jednak nie mógł zrobić ze swojej bądź co bądź przegranej pozycji.
Przemilczał więc jedynie uwagę o legitymowaniu, najwidoczniej nie mając dobrej odpowiedzi lub nie chcąc ładować się w jeszcze gorsze bagno. Choć jego twarz wyrażała poirytowanie, nie mówił i nie robił nic - nawet, kiedy jego towarzysz wrócił na miejsce lekko zdyszany, poprawił okulary i spojrzał na obu mężczyzn najwidoczniej usiłując odnaleźć się w sytuacji.
- Uciekł.
Poinformował jedynie krótko, co spotkało się jedynie z pełnym irytacji prychnięciem. Najpewniej w innej sytuacji niejaki Pickett usłyszałby kilka słów na temat swojej nieudolności, w tej chwili jednak byłoby to nad wyraz ryzykowne.
- Johnes. Marc Johnes. - przedstawił się w końcu milczący do tej pory mężczyzna, nie odwracając wzroku. - To rutynowy patrol, pilnujemy bezpieczeństwa na ulicach. Obecnie jak zapewne pan wie, po ulicach chodzi wielu kryminalistów.
Miał tutaj niewątpliwie osoby które w całym panującym na ulicach chaosie dały radę uciec policji antymugolskiej, oskarżane niejednokrotnie bezpodstawnie, osoby którym zarzuca się zbrodnie których sprawców nie udało się znaleźć - często zarzuca się je im wyłącznie przez wzgląd na gorsze pochodzenie. W tonie wypowiedzi mężczyzny tkwiła pewność i przekonanie o słuszności jego działań. Oczyszczał ulice.
- Ktoś kto ucieka mimo, iż został jedynie poproszony o wylegitymowanie nie może być w pełni niewinny. - dodał kolejną rzecz, która wydawała się oczywista. W normalnej sytuacji nawet osoba o mniej zwiędniętym kręgosłupie moralnym mogłaby mu przyznać rację, w tej chwili jednak oczywistym było, że jest przed czym uciekać. Sama nazwa jednostki budziła lęk wśród konkretnych grup społecznych - jeszcze zanim ludność Londynu dowiedziała się, że na prawdę jest się czego bać.
Mężczyzna na pewno nie omieszka wspomnieć swojemu przełożonemu, że jego patrol został przerwany, a niewylegitymowana osoba - a więc najpewniej przestępca - zbiegła, ponieważ przeszkodził mu auror. Póki co jednak ruszył ulicą zgodnie z wolą Weasleya.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   23.08.17 10:44

|z warsztatu

Jayden w ogóle się na tym nie znał, ale najwidoczniej we dwóch zawsze było raźniej. Szczególnie, że obaj posiadali listy, dzięki którym mieli zrobić to łatwiej i bez problemu. Odwiedziny u Flitwicków skończyły się pomyślnie i właśnie o to chodziło. JJ miał jedynie nadzieję, że te gwoździe to nie będzie wielki problem - pięć funtów powinno im starczyć. Był to jednak taki materiał, że bez problemu można było go zakupić bez zbędnego czekania na odbiór zamówienia. Z tego co się orientował to nawet mugole posiadali podobne przedmioty związane z budowlanką, jednak były to jedynie domysły. Nie znał się na mugoloznastwie, a jego wiedza była jedynie związana z rzuconymi przez Howell hasłami. Dobrze mimo wszystko, że powiedziała mu o kilku sklepach, do których powinien był zajrzeć. Adrien również miał swoją listę, co niezwykle ułatwiło im pracę chodzenia po sklepach. Nigdy nie spodziewałby się, że coś takiego mu się przydarzy, ale nie mógł narzekać. W końcu całkiem zgrabnie im to szło i większość rzeczy mieli załatwionych w jednym miejscu. Kto by się spodziewał, że wszystko pójdzie tak zgrabnie. Farby mieli dostać w kolejnym sklepie i zostały jedynie drabiny. Było to dość kłopotliwe, jednak Londyn i jego możliwości były naprawdę szerokie. Wystarczyło popytać, rozejrzeć się. W końcu drabiny nie były takie niespotykane, żeby nie mogli ich nigdzie dostać. Skinął głową, gdy Carrow wspomniał coś o dziesięciu wiadrach. Zostawił tę część składania zamówienia w rękach starszego Zakonnika, zdając sobie sprawę, że ten miał rację. W końcu wiadro niby takie proste, a ile możliwości i sposobów jego wykorzystania. A potem przyszło czas na opłacenie wszystkiego i mimo że Jay nie miał tak sporej sumy jak Adrien, to dołożył się do zamówienia, ciesząc się, że też miał w tym swój wkład, po czym przeszli na temat odbioru sprzętu. - Jasne. W takim razie wszystko mi pasuje. Tylko no... Egzaminy w Hogwarcie są tuż za rogiem, więc odeślę sowę z informacją - odparł, przypominając sobie o stosie papierkowej roboty, która miała go czekać. Przez to wszystko jego godziny pracy nie były usystematyzowane i nie mógł z góry powiedzieć, kiedy był wolny, a kiedy jeszcze nie. Wyszli w końcu z warsztatu i skierowali się do Carkitt Market.
- Jakie kolory będą najlepsze? - spytał, próbując sobie wyobrazić jaka barwa najlepiej, by pasowała do Starej Chaty. - A może tylko naturalny? Ten co nie będzie zasłaniał drewna, a tylko je chronił? - mówił dalej, zbliżając się wraz z lordem Carrowem do wyznaczonego miejsca. Pachniało tam czymś niezidentyfikowanym, nieco nieprzyjemnym, ale to był ten sklep. Był tu wcześniej, jednak nie rozglądał się zbytnio nie mając wystarczająco dużo czasu.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   27.08.17 3:28

Część zakupów mieli już z głowy. A przynajmniej w kwestii formalnej - bo materiały z warsztatu zamówione, zaliczka opłacona. Kwestia praktyczna wisiała co prawda w powietrzu niemniej z tego co Carrow zdołał dostrzec to Vane należał do ludzi zorganizowanych, a więc na pewno dojdą do jakiegoś wspólnego porozumienia w kwestii zmówienia się po odbiór. Adrien czuł, że najprawdopodobniej i tak przyjdzie im dokupić coś jeszcze przy tej okazji jakiś drobiazg bo magicznym sposobem okaże się że coś jeszcze by się przydało ponad to.
- Oczywiście. Na pewno to jeszcze dogramy - skinął raźnie głową w przytakującym geście. Chociaż dziwnie było słuchać o tym, że wciąż tam jest. Adriena kusiło by dopytać się o nastroje panujące w szkole lub o to jak sobie radzi z tym wszystkim. Miejsce i czas nie był sprzyjający. Może później. Zaczerpnął więc ze swojej nieskończonej skarbnicy wstrzemięźliwości i wraz z profesorem udali się dalej. Prawdę powiedziawszy Adrien odkrywał w ten sposób pokątną na nowo - nigdy wcześniej nie zwracał uwagi na takie sklepy, na to, że takie rzeczy można kupić zaraz za rogiem.
- Masz na myśli coś takiego przezroczystego po czym drewno jest też tak jakby bardziej gładkie? - oczami wspomnień przypominał sobie, że z czymś takim miał już nie raz do czynienia - Hmm...to dobry pomysł. Weźmy też może trochę czegoś z kolorem do wewnętrznych pokoi? Tak, by nie było za monotonnie. Właściwie...co sądzisz by wziąć wiadro białej? Zawsze można nadać wówczas jakiś odcień odpowiednim eliksirem - zaproponował i oczami wyobraźni widział już wianuszek całej żeńskiej części zakonu zastanawiających się nad wybraniem tego konkretnego pasującego do firanek i wazonu w zacienionym kącie, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie zauważy. Pocieszna wizja. Tym bardziej, że gdyby tak zrobili zrzuciliby z siebie ciężar odpowiedzialności wybrania koloru kwatery. To może być zastanawiające, lecz wydawało się to uzdrowicielowi trudniejsze do dźwignięcia niż wzięcie odpowiedzialności za zdrowie pacjenta - Chyba. Zawsze można się w sumie o to podpytać czy istnieje taka możliwość. Powinni mieć również chyba jakieś magiczne farby dla niezdecydowanych - w tym momencie w sumie bardziej zażartował, lecz...tak właściwie czemu coś takiego miałoby nie istnieć?


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   27.08.17 17:51

Jay był w tym beznadziejny - zakupach, które nie dotyczyły w żadnym wypadku astronomii. A jednak potrafił się w tym mniej więcej odnaleźć i nie szło tak koszmarnie! Znaczy się - miał pomoc w postaci lorda Carrowa i chyba tylko to go ratowało przez totalną klęską. Kiedyś chciał zrobić niespodziankę Mii i kupić za nią parę prostych rzeczy codziennego użytku do jej mieszkania, bo wspominała, że potrzebuje. Zamiast jednego talerza kupił cały zestaw, który zajmował połowę pokoju zajmowanego przez jego kuzynkę. I zamiast pomocy zrobił się problem. I jeśli Adrien odniósł wrażenie, że JJ był zorganizowany to niestety było to bardzo złudne, bo pomimo tego, że Vane był naukowcem, profesorem w tak dobrej szkole jak Hogwart to mimo wszystko daleko było mu do kogoś kto szedł według określonego planu i miał głowę na karku w sprawach mających duże znaczenie w planie. Teraz pokazał się z tej lepszej w tym znaczeniu strony z tego względu, że taki musiał być. Jeśli chodziło o dobro bliskich jak i swoich uczniów potrafiła w nim zajść duża zmiana. Od końca kwietnia przez początek maja wylała się fala nieszczęść dotykająca pracowników jak i studentów zamkowej szkoły, dlatego potrzebowano ludzi potrafiących sobie poradzić z tym chaosem. A Jayden miał wystarczającą motywację, by nie być zakałą, a człowiekiem radzącym sobie z przeciwnościami. Nie na odwrót. Może dlatego też potrafił być również tą zorganizowaną personą przez jakiś czas. Gdyby Adrien spytał o nastroje panujące w murach jego drugiego domu, odpowiedziałby, jednak z małą ochotą. Ostatnio tak wiele osób go o to pytało, wcześniej również przez Grindelwalda, a on był zbyt dobrze wychowany i zbyt otwarty, by odmówić. Był mimo wszystko zmęczony i wolałby o tym nie rozmawiać.
- Dokładnie o czymś takim mówię - odparł, uśmiechając się do swojego towarzysza. Czyli jednak mówił coś z sensem? Idealnie. Słysząc jego słowa, kiwnął głową. Tak, to był dobry pomysł. - Można kupić w sumie kilka białych farb. Sama w sobie też wnosi pewne światło - odparł, zamyślając się po tych słowach na chwilkę. Nie zdążył odpowiedzieć na jego kolejne słowa, bo znaleźli się w odpowiednim miejscu i Vane pokierował ich do środka. Tam też znalazła ich zgrabna, całkiem ładna dziewczyna z plakietką lokalu.
- Nie mogą się panowie zdecydować? - zapytała śpiewnie, przenosząc spojrzenie z Adriena na Jaydena i uśmiechając się przy tym promiennie. - Proszę się nie martwić. Dzięki naszym alchemikom udało się stworzyć farbę CUD. Czynnik Ułatwiający Dekorację. Wystarczy pomalować nim pokój, a ściany przybierają ulubioną barwę wchodzącego. Czy to nie wspaniałe? - zaśmiała się delikatnie, czekając na opinie swoich klientów. JJa nieco zbiła z tropu swoimi ofertami na wejściu, dlatego chwilę nie mógł nic z siebie wyrzucić, zostawiając tu drogę już jedynie Adrienowi do uratowania sytuacji.




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   30.08.17 13:01

Próbował sobie wyobrazić jak mogłaby wyglądać nowa chata i tak zawiesił się na tym, czy aby na pewno będzie cała z drewna jak poprzedniczka? A jeśli tak to nie wiedział czy to dobre by z zewnątrz jak i wewnątrz ściany oblepiała ta sama barwa. Może to było jakieś szlacheckie wypaczenie poczucia estetyki, które wychodziło teraz z Carrowa? chociaż niewątpliwie dziwnie było rozpatrywać Starą Chatę pod kątem estetycznym. Była miejscem które gromadziło ludzi w określonym celu. Tak właściwie mogliby ją pomalować i na niegustowny róż, a i tak przecież nie straciłaby na funkcjonalności. Wciąż byłaby miejscem mogącym trzymać pod dachem tych których powinna. Ale z drugiej strony skoro mieli teraz wpływ na jakieś zmiany to czemu by z nich nie skorzystać tak by było lepiej...?
- W pewnym sensie - odpowiedział niewieście uprzejmie - Chcielibyśmy zakupić farby do drewna. Takiej nie mającej barwy, przezroczystej, która jednak chroni drewno.
- Chodzi Panu o bejcę?
- Jeśli spełnia wymienione wymagania to tak.
- Do stosowania do wnętrza, zewnętrza?
- Będziemy potrzebowali takiej i takiej - zaczął niepewnie, a potem wraz z coraz to nowszymi, mnożącymi się pytaniami Carrow postanowił wyłuszczyć sprawę. Powiedział kobiecie, że planuje odbudować domek letniskowy, który został zniszczony podczas anomalii. Było to niewinne, gładkie kłamstwo które nie mogło wywołać niewygodnych pytań. W końcu anomalie niszczyły i zniszczyły wiele domów, dworów. Każdy teraz prowadził budowy. Zobrazowanie sytuacji jednak pomogło w tym by kobieta doradziła w sposób bardziej szczegółowy czego będą potrzebowali i w jakich ilościach. Carrow decydował się na te górne granice bo zawsze lepiej było, gdy czegoś było za dużo niż za mało. Nie chcieli przecież utrudniać nikomu pracy. Zakupili też pędzli i foli. Tak jak Adrien się spodziewał, kobieta proponowała magiczne emalie, lecz Adrien odmówił. Po spisaniu zamówienia i dogadaniu szczegółów mogli opuścić to miejsce.
- To by było wygodne. Chodzi mi o tą magiczną emulsję jednak teraz, kiedy te anomalie szaleją to lepiej nie nasycać drewna czymś co mogłoby je przyciągać. Nie wspominając o tym, że nie jestem pewien jaki wpływ ta magia mogłaby mieć na zaklęcia maskujące - zdradził Vane'yowi, gdy przemieszczali się dalej.
Ilość wydawanych pieniędzy rosła, lecz jak na razie Adrien wątpił by przekroczyła 150 galeonów i wychodziło na to, że dokładnie tyle dziś roztrwoni


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   30.08.17 13:52

Nie wyobrażał sobie chaty. Po prostu skupił się na liście i nazwach sklepów. Chyba to całe zamieszanie niezbyt mu służyło, jeśli chodziło o skupienie się na tym co mieli później zrobić z tymi wszystkimi materiałami. Owszem. Nie byłoby go tutaj, gdyby nie wiedział w czym rzecz, jednak skupienie się na tu i teraz było znacznie łatwiejsze niż długoterminowe zamartwianie się. Teoretycznie powinien jeszcze zastanowić się nad domem rodzinnym, bo nieco też tam namieszała fala magii, jednak nie było to coś z czym nie uporaliby sobie jego rodzice. Byli w końcu piekielnie zdolnymi czarodziejami, nie musiał się aż tak o nich martwić. Zamiast tego jednak jego uwagę znowu zwróciła ekspedientka, która zasypując ich gradem informacji, skupiła się w końcu na Adrienie, który zaczął wykładać to czego potrzebowali. Jayden stał jedynie obok i słuchał słów starszego Zakonnika, jakby był co najmniej niedoścignionym mentorem zakupów farb. Vane jedynie ubezpieczał tyły na wypadek, gdyby jakiś złośliwy klient zdecydował się ich okraść. Chociaż i tak w tej roli zapewne wypadłby koszmarnie. Dlatego już skupił się na słuchaniu dialogu między dwoma osobami, które znały się lub starały się znać lepiej od niego na materiałach do malowania. Gdy Adrien dobijał targu i wykładał to, czego potrzebowali, astronom zaczął rozglądać się dookoła, obserwując próbki farb, które prezentowały się na większych i mniejszych sztalugach, by każdy mógł je dojrzeć z bliska. Jego uwagę przyciągnęła ta ciemnogranatowa z błyszczącymi się niczym gwiazdy dodatkami. Prawdę powiedziawszy kupiłby ją, gdyby Carrow nie podniósł nieświadomie głosu i nie przywołał profesora na ziemię. Ten otrząsnął się z chwilowej konsternacji, obiecując sobie jednak, że wróci tu z kolejnymi monetami i kupi sobie tę farbę! Koniecznie ją zdobędzie! Nie ma na to mocnych.
- A wie pani może gdzie możemy kupić drabiny? - zagadnął kobietę, gdy stali już przy kasie i zaraz mieli płacić. Zerknął na Adriena porozumiewawczo. Potrzebowali również i tego sprzętu. Młoda czarownica uśmiechnęła się szeroko i skinęła głową.
- Zakład Bonesów jest po drugiej stronie ulicy - odpowiedziała, po czym schowała ich zakupy do toreb, na które naniesione zostały specjalne zaklęcia powiększające. Dzięki czemu jedna mała siateczka mogła pomieścić wiele produktów. Gdy wyszli, JJ skinął głową rozmówcy, zgadzając się z nim w stu procentach. Mieli to, co chcieli. Nawet zamówili kilka drabin, a całość nie kosztowała go więcej niż 100 galeonów, które dołożył do ogólnej kwoty. Były to zadowalające zakupy i zdecydowanie pomyślnie przeprowadzone.

|zt x2




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
xxx
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   04.11.17 17:01

| 11.05?

Lubiła to miejsce, było jednym z częściej przez nią odwiedzanym, ilekroć bywała na Pokątnej. A bywała tu regularnie, choć zazwyczaj wtedy, kiedy potrzebowała dokupić sobie nowych składników alchemicznych i innych przydatnych rzeczy. Nie tylko w aptece można było znaleźć przydatne ingrediencje, także na Carkitt Market znała zaufanego sprzedawcę, który czasem oferował jej atrakcyjne ceny lub sprowadzał dla niej rzadsze składniki. W pracy dla Munga miała zapewnione ingrediencje, ale często warzyła eliksiry też dla użytku własnego lub znajomych, więc zawsze dbała o to, by mieć w domu wszystko co potrzebne. Oprócz stoiska z ziołami było tu też i wiele innych, choćby stragan z używanymi książkami, gdzie czasem mogła kupić coś taniej niż w „Esach i Floresach”, była też maleńka kawiarnia, w której mogła zjeść najlepsze dyniowe ciasto.
Ciekawe tylko, ile z tego zastanie dzisiaj? Ostatni raz była tu jeszcze przed anomaliami, choć już wtedy można było wyczuć w powietrzu nastrój niepokoju, od czasu kiedy zabroniono na Pokątnej czarów nie było tu już tak samo, jak kiedyś. Kto by pomyślał, że w czasach szkolnych ta ulica kojarzyła jej się głównie z kolorowymi witrynami, gwarem ludzi robiących spokojnie zakupy i beztroską? Dziś, idąc szybko ulicą, wcale nie widziała beztroski i radości. Ludzi było mniej i wydawali się bardziej spięci. Niektóre lokale były pozamykane i nie była nawet pewna, czy targ będzie działał, czy handlarze w ogóle tam przybędą. Pogoda w ostatnich dniach była okropna, a przecież anomalie wpływały nie tylko na nią.
Także Charlie nie wyglądała szczególnie dobrze, choć jeszcze niecałe dwa tygodnie temu była energiczna i pełna pasji. Blada, z podkrążonymi oczami i potarganymi włosami, sprawiała wrażenie zmęczonej i zmartwionej, ale dziś nie wyróżniała się na tle innych.
Miała zamiar dokupić trochę składników do swoich zapasów, żeby nie zostać pewnego dnia zaskoczoną brakiem czegoś bardzo potrzebnego oraz zerknąć czy nie ma jakichś interesujących książek; zazwyczaj kupowała tu lekkie odprężające czytadła, ale kiedyś udało jej się trafić i na stare, niewznawiane od lat wydanie księgi poświęconej wpływowi gwiazd na warzenie eliksirów.
Zaraz po wejściu na obszar targu mogła zauważyć, że i tu było mniej ludzi i mniej straganów. Ale pocieszająca była myśl, że wciąż toczyło się tu jakieś życie, nawet jeśli bardziej anemiczne i przesycone niepokojem. Szybko wypatrzyła znajomy stragan ze składnikami alchemicznymi, ale jak się okazało, wybór był dużo mniejszy niż zwykle, a sprzedawca nie był w stanie powiedzieć, kiedy sytuacja się poprawi. Jego działalność też stała pod znakiem zapytania. Dokonała jednak podstawowych zakupów, po czym podała mężczyźnie kilka monet i ruszyła dalej, pakując zawiniątka z ingrediencjami do torby. I właśnie wtedy prawie wpadła na osobę, która wyglądała bardzo znajomo, którą rozpoznała prawie natychmiast, choć kiedy widziała go ostatni raz, była kotem, ale on nie mógł mieć o tym zielonego pojęcia. Zapewne wciąż wierzył, że ostatnie spotkanie miało miejsce w Hogwarcie.
- Johnny? – zapytała, udając, że wcale go od tamtego czasu nie widziała. – Czy to naprawdę ty?







Powrót do góry Go down
 

Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» West Market

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17