Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Przejście   31.07.16 22:22

First topic message reminder :

Przejście

Jeżeli tuż za sklepem Ollivanderów skręci się w lewo, trafi się prosto na przejście pomiędzy ulicą Pokątną a jedną z sąsiednich alejek. Gdy sprzyja pogoda, można spotkać tu starszego, brodatego czarodzieja, który z wiecznym uśmiechem oferuje malowanie karykatur wszystkim przechodniom... niezależnie od ich pochodzenia. Czasem wykonuje portrety nawet bez ostrzeżenia, a przedstawione na nich postaci często mają wielkie nosy i wystające zęby. Jego dzieła są zaczarowane - wykrzykują bardzo trafne, choć nieco złośliwe i wulgarne uwagi.
Przejście jest dobrze oświetlone nawet w nocy, a nieopodal mieszka wielu czarodziejów. Dzięki temu jest tu bardzo bezpiecznie i nie trzeba obawiać się niespodziewanego ataku ani kieszonkowców.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Eden Sykes
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4185-edward-sykes http://www.morsmordre.net/t4253-orion#87461 http://www.morsmordre.net/t4254-eden#87462 http://www.morsmordre.net/f239-pokatna-6-6 http://www.morsmordre.net/t4346-eden-sykes#92898
żeglarz, łowca magicznych stworzeń
25
Czysta
Kawaler
Życiem szczur lądowy kieruje sam,
Chce - zostanie, lub pójdzie w dal,
Ale kiedy morze wejdzie w krew,
Gdy zawoła - pójdziesz wnet.
7
13
0
0
0
0
0
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przejście   21.02.17 23:32

| 15 kwietnia, przed południem

Miał być fajny post, ale będzie to, bo cały tekst mi się skasował, wybacz.

To był zwykły dzień, nikt nie spodziewał się, że coś przeszkodzi Edenowi w jego planach. Właśnie wracał do domu ze składnikami na ciastka, które miał przygotować dla Cece. Było to już dla nich małą tradycją, ponieważ tej najczęściej nie było w domu, albo przesiadywała w pracy, albo trenowała te swoje balety. Z resztą on też nie należał do osób, które miały nadmiar wolnego czasu, jednak teraz umówili się na to spotkanie, a on zamierzał przynieść jej coś do jedzenia. Co prawda ciastka nie były jakimś super posiłkiem, jednak wiedział, że siostra na pewno się ucieszy się na ich widok. W zasadzie to nie wiedział jeszcze, gdzie dziś będzie siostra, ale w międzyczasie zamierzał jeszcze napisać do niej list, aby wiedzieć, gdzie ma się udać. Bardzo nie chciał, aby coś przeszkodziło mu w tym wszystkim, ponieważ takie spotkania z siostrą były dla niego ważne. On sam prawie codziennie wybierał się do portu, tak więc bywało, że przez jakiś czas się mijali. Niestety, nie był to dla niego szczęśliwy poranek, najpierw złodziej postanowił zabrać mu torbę i zamienić w chwasta plującego glutami, a potem ten oto glut postanowił trafić w oko nieznajomej kobiety, która akurat przechodziła obok. Potem jeszcze pojawiła się policja, która zniknęła tak szybko jak się pojawiła, w pogoni za niedoszłym złodziejem. Natomiast jego pozostawiono w dość kłopotliwej sytuacji. Został z kobietą, której musiał pomóc i z wściekłą zieleniną, którą oczywiście chciał naprawić, aby wróciła do swojego poprzedniego kształtu, najlepiej z zawartością. Póki co nie zwracając uwagi na to drugie (na tyle na ile się dało, bo przy okazji gluty śmierdziały niemiłosiernie, nie żeby był jakiś wrażliwy, no ale kwiatkami to one nie pachniały). Tylko niby jak miałby udzielić jej pomocy? Pierwsze co przyszło mu do głowy to zwykłe polanie wodą, jednak nie miał pewności czy to zadziała. Podszedł do niej od razu dzieląc się z nią swoimi wątpliwościami - Wiesz może co to była za roślina? Chciałbym ci pomóc, ale nie wiem czy nie pogorszę tylko sytuacji - nawet nie zaprzątał sobie teraz głowy przedstawianiem się, uznając, że teraz zdecydowanie ważniejsze jest, aby poradzić sobie z jej okiem. Czekając na odpowiedź rozejrzał się, po czym zauważył, że podczas szarpaniny ze złodziejem z jego torby wypadła butelka z wodą - Poleję ci to wodą, mam nadzieję, że to choć trochę pomoże, bo niestety nie bardzo znam się na tego typu sprawach - powiedział w przypływie pewności siebie, tak czy inaczej dzieląc się z nią tym, że był raczej słaby w pierwszej pomocy, czy jakkolwiek to zwał. Po krótkim czasie zdał sobie również sprawę z tego, że nawet informacja o nazwie rośliny nie bardzo by mu coś dała. W międzyczasie zgarnął butelkę i wrócił do nieznajomej - Uwaga, leję - uprzedził o tym co chwilę później zrobił, otóż najzwyczajniej w świecie polał jej oko. Czy powinien już wołać Cece? Ona na pewno wiedziałaby co teraz zrobić i fachowo zajęłaby by się sprawą.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przejście   22.02.17 1:45

The member 'Eden Sykes' has done the following action : rzut kością


'k100' : 61


Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna

No, I would not believe
The light could ever go

11
6
7
3
15
0
1 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przejście   24.02.17 22:41

nie przejmuj się, post fajniuchny!!

Od czasu, gdy Ministerstwo ogłosiło wprowadzenie w życie zmian, które wciągnęły za sobą również Policje Antymugolską, Eileen próbowała unikać ulicy Pokątnej i wszystkich przynależących do niej korytarzy, żeby… nie dać nabić sobie guza? Nie bała się o swoje życie, była czysta, a jej matka, która mogła mieć problemy, wyjechała do swojego rodzinnego domu razem z ojcem, gdzie oboje powinni być bezpieczni. Nic więc nie wskazywało na to, że powinna mieć problemy z tytułu swojego pochodzenia.
Od Pokątnej odpychał ja ten obecny na niej terror, który wprowadzała niedawno utworzona policja antymugolska. Odpychały ją cienie snujące się po bruku, odpychały ją ciemniejące sklepy i sylwetki równym krokiem tłoczące się między budynkami. Miała aż ciarki na samą myśl, że za chwilę ktoś mógłby zostać złapany, a ona… nic by na to nie poradziła. Bała się o Louisa, bo doskonale wiedziała, że miałby ogromne kłopoty, gdyby kręcił się teraz w tych okolicach.
Jednak nieważne, jak bardzo nie chciała tu być, i tak w końcu los musiał dać jej do zrozumienia, że jeśli chce unikać tej ulicy, będzie musiała z nim bardziej powalczyć. Doszło do tego, że potrzebowała specjalistycznego nawozu do mandragor, bo całkiem niedawno zaczęły dojrzewać i od razu więdnąć w zastraszającym tempie. Spodziewała się, że to „zasługa” nieodpowiednio dobieranej ziemi i zbyt małego nawodnienia, ale z drugiej strony nie wierzyła, że Pomona mogłaby tak zaniedbać swoje rośliny na zajęciach. Może uczniowie jej w tym pomogli?
W momencie, gdy zbliżała się do sklepu zielarskiej, coś przykuło jej uwagę. Zatrzymała się przy rogu uliczki i wyjrzała na plac, gdzie... Merlinie, co się tam działo?
Dojrzała jak młody chłopak wyrywa z rąk mężczyzny torbę i nagle zamienia ją w roślinę, której ostatnio tak poszukiwała. Jej ostatni okaz Mimbulusa nie przeżył spotkania z diabelskimi sidłami i prędko umarł, obryzgując całym swoim odorosokiem jej starą szklarnię. Nie kupiła nowej doniczki z tym specyficznym kaktusem, bo nie miała pieniędzy, a potem… a potem Wielka Brytania opuściła MKCz i już była musztarda po obiedzie.
Zachłysnęła się niemal powietrzem, kiedy drogi okaz tej dość egzotycznej rośliny wylądował na bruku i poturlał się wprost pod nogi przechodniom.
- Nie, nie, nie, proszę poczekać! – zaczęła biec w stronę zgromadzenia, machając dłonią, by zwrócić na siebie uwagę i zatrzymać tę karuzelę szaleństwa. – Nie, nie, niech pan tego nie depcze! To Mimbulus mimbletonia, ja go mogę uratować!
Oh, naiwna panno Wilde, naprawdę sądziłaś, że to zrobisz?
Sądziła.
Ale nie spodziewała się, że gdy padnie na bruku z chęcią przygarnięcia Mimbulusa w swoje opiekuńcze dłonie, dostanie od niego w twarz… odorosokiem.
Najpierw cholernie zapiekło, co zmusiło ją do wypuszczenia z rąk doniczki i podniesienia palców do oczu w bezwarunkowym odruchu. Syknęła z bólu, krzywiąc się okrutnie.
- Przepraszam… przepr… praszam, ja potrzebuję chyba, Merliniejaktoboli, chusteczki! – zawołała na oślep, w ciemność i hałas, które otoczyły ją wyjątkowo grubymi pętami. Za chwilę ktoś się odezwał. Obróciła głowę w prawo i lewo, szukając źródła głosu. Mężczyzna? - To Mimbulus mimbletonia - odpowiedziała natychmiast, jakby był środek nocy (oh, dla niej był), a ją ktoś właśnie obudził z zamiarem powtórnego przepytania jej z na owutemy z zielarstwa. - Woda powinna pomóc...
Odruchowo zacisnęła usta i oczy, kiedy pierwsze strugi wody pomknęły po jej piekącej od odorosoku skórze. To trwało chwilę, może trochę dłużej. Gdy przestało piec, podniosła do oczu rękaw płaszcza, by móc wytrzeć nim pozostałości po całej akcji. Uchyliła powieki dość niepewnie. Promienie słoneczne od razu ją poraziły, ale mogła zobaczyć twarz swojego ratownika.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do niego z ulgą. - Nie spodziewałam się w tym czasie kogoś chętnego do pomocy... oh, gdzie moje maniery. Eileen Wilde, miło mi cię poznać, chociaż... w dość niefortunnych nastąpiło to okolicznościach.
Wyciągnęła w jego kierunku dłoń.




In the dawning light I found you breathless
but I won't deny I love you helpless


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/t4028-pokoj-deirdre#78458 http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
prostytutka
25
Czysta
Zaręczona

my ashes
become
steel


5
10
0
0
0
36
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przejście   18.07.17 9:21

| 17.04

Trzynaście minut po godzinie pierwszej, gdy bruk Pokątnej skąpany był w południowym świetle, Deirdre Tsagairt traciła zimną krew. Trzepotanie skrzydełek, nieznośne brzęczenie tuż obok ucha, świst przecinanego najpierw dłonią, potem zaklęciami, powietrza - nie sądziła, że coś tak nieistotnego, jak uprzykrzające życie mucha, może doprowadzić ją do furii, ale w stanie dość nadwyrężonej psychiki widocznie nawet drobiazg wywoływał dziką wściekłość. Dziwne, że bardziej wpłynęły na nią dylematy wolności i zależności od męskiego wpływu, niż brutalne morderstwo szlachcianki, ale na szczęście nie musiała zastanawiać się nad żadną z tych kwestii, pochłonięta bestialskimi planami wytępienia przeklętego owada. Zaczarowana mucha brzęczała jej nad głową od rana, z drobnej niedogodności urastając do rangi poważnego problemu. Żadne z zaklęć nie okazało się celne, nie pomogło nawet przemieszczenie się z biblioteki, w której spędziła poranek, na zewnątrz - owad uparcie podążał za nią, zdając się odporny na wszelkie próby pozbawienia go skrzydełek. Prawdopodobnie wyczuł nienawiść do wszelkich stworzeń i rozchwiany nastrój Deirdre, która i tak zachowywała trupi spokój. Nie mogła ignorować problemu w nieskończoność - posiadała merlińską cierpliwość i znosiła irytujące towarzystwo przez prawie trzy godziny załatwiania niezbędnych sprawunków, lecz z każdą sekundą zbliżała się niebezpiecznie do granicy szaleństwa.
Z zaciśniętymi szczękami wyszła z apteki i ruszyła wśród tłumu ludzi Pokątną, zgrabnie omijając zawalidrogów, przewrócone beczułki i zagubione dzieci, śmigające między nogami. Tłum denerwował ją niemożebnie; czuła, że wściekłość napływa jej do gardła dzikim wrzaskiem a lewa powieka drga przy każdym przelocie uroczej muszki tuż obok skroni. Gwałtownie skręciła w bok, w przejście pomiędzy alejkami, także nieco zatłoczone. Przecisnęła się obok muru i...właśnie w tej sekundzie straciła cierpliwość. Potrafiła mordować z zimną krwią, odcinać najsilniejsze emocje, zrywać okowy podległości, a nie mogła poradzić sobie z irytującym owadem? Działa odruchowo i instynktownie: zacisnęła szczupłą palce w pięść, aż paznokcie wbiły się we wnętrze dłoni, i machnęła nią w bok, z całej dostępnej siły, na oślep, licząc na zabójczy refleks.
Dosłownie zabójczy, bowiem zamiast świstu powietrza usłyszała nieprzyjemny chrobot, trzask, cichy jęk, a sekundę potem jej rękę przeszył ból - czyżby zderzyła się z wyjątkowo krzywą ścianą nisko sklepionego przejścia? Zatrzymała się gwałtownie, zdezorientowana i zszokowana, stając twarzą w twarz, a raczej twarzą w tors jakiegoś spływającego krwią jegomościa, trzymającego się za nos.





carry me, hooting and howling, to the river to wash off my hands of the hot blood the sweat and the sand
x
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przejście   18.07.17 16:22

Byłem nieco nieobecny. Ciągle myślałem o tej rozmowie z Edgarem i o tym, jak po raz kolejny nic nie wspomniałem o tym, że mam ochotę zabrać swoją dupę z dalej od jego sklepu w sposób bardziej formalny. Może jednak dobrze się stało. W końcu nie od parady było to przysłowie mówiące, że od Burke'a odchodzi się jedynie w trumnie. Lepiej jednak zrobić to po cichu, nagle, ot tak przepaść sobie zaraz po ostatniej wypłacie. To będzie dużo wygodniejsze. Co prawda potrzebowałem pieniędzy lecz na szczęście zbliżało się lato więc dużo łatwiej będzie zarobić na niezobowiązujących zleceniach mając przy tym zdecydowanie więcej swobody. Obowiązek codziennej pracy nie był dla mnie. Nic nie mogłem jednak poradzić na to, że w tamtym momencie, zimą, po prostu musiałem skorzystać z oferty stabilnej wypłaty. Wzruszyłem ramionami i westchnąłem odrzucając niedopałek gdzieś w bok uznając swoje myśli za postanowienie. Czas pokaże czy to będzie kolejna decyzja podjęta w moim życiu walcząca o miano najgłupszej.
Kiedy znalazłem się na tętniącej życiem pokątnej. Przechodząc zatrzymałem się koło straganu z magicznymi jabłkami. Po zaopatrzeniu w pól tuzina ruszyłem dalej przed siebie kierując się wolnym krokiem w stronę przejścia do mugolskiej części miasta. Nie śpieszyłem się. Wgryzłem się owoc który z pozoru normalny posiadał ciepły, cierpko-słodki miąższ zupełnie taki sam, jaki posiadają jabłka pieczone nad ogniskiem, obsypane mieszanką cukru i cynamonu. I właściwie dzień byłby udany...gdyby ktoś nagle nie trzepnął mnie po twarzy. Mój już dwukrotnie składany w tym miesiącu nos nie widział żadnych przeciwwskazań przed wydaniem po raz kolejny niepokojącego, znienawidzonego przeze mnie dźwięku. Nieprzyjemny ból za świdrował wgłąb twarzy, a krew załaskotała mnie pod nosem. Będąc ciągle zamroczony wydałem z siebie bolesne:
- Cholerszlagbytojegokurwaagrrr... - jabłka, wszystko posypało się na ziemie, ja będąc nieco zamroczony, trzymając się za nos szukałem sprawcy w tłumie. Wzrokiem przebiegłem po przechodniach którzy z zainteresowaniem gapili się, jak gdyby oglądali darmowe przedstawienie. Poza Chinką -
ta stała niemalże na przeciwko mnie. Zmarszczyłem gniewnie czoło - Czy ty....czy ty dobrze się czujesz?! Co ci takiego zrobiłem?! - oburzyłem się bo jakoś tak nie przywykłem do obrywania od obcych za nic i właściwie po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem się jak rasowy poszkodowany.




 
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/t4028-pokoj-deirdre#78458 http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
prostytutka
25
Czysta
Zaręczona

my ashes
become
steel


5
10
0
0
0
36
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przejście   18.07.17 17:06

Rozkołysana wściekłością i rozstrojona żywymi wspomnieniami Deirdre posiadała więcej fizycznej siły, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Wątła kibić skrywała sekretną moc, kumulującą się w szczupłej ręce, wymierzające ostateczny cios natrętnej muszce. Fluorescencyjne skrzydełka owada zatrzepotały po raz ostatni, zgrabnie umykając przed pięścią - tym razem na dobre. Błoga cisza, w końcu niewypełniona doprowadzającym do białej gorączki brzęczeniem, była pierwszym, co rzuciło się Dei w uszy. Wokół panował gwar, ktoś przeklinał, ktoś nawoływał dzieci, ktoś warczał coś o napaści w biały dzień i wezwaniu policji, ale czarnowłosa mogła jedynie odetchnąć z ulgą. Szybko przesunęła wzrokiem po zakrwawionym licu nieznajomego, zerkając w bok, by upewnić się, że nigdzie nie czai się ohydne muszysko: powrót irytującego potwora wydawał się jej poważniejszym problemem od rozkwaszenia nosa przypadkowemu przechodniowi. Dopiero głośne, parszywe przekleństwo, wyrywające się z męskich ust, nieco otrzeźwiło sfiksowaną na nasłuchiwaniu brzęczenia Deirdre.
Odruchowo strzępnęła nadwyrężoną dłoń - palce piekły ją od uderzenia a część krwi z przetrąconego nosa skapywała z paznokci, na razie jednak nie wycierała ich o szatę, przezornie skupiona na reakcji ofiary. Barczystej, o złowrogim spojrzeniu, zmierzwionym włosiu i gabarytach zagrażających nietykalności cielesnej.
- Och - padło jedynie z jej ust, gdy w końcu poukładała rozsypane przed kilkoma sekundami puzzle. Niefortunny przypadek posłał jej pięść prosto w twarz napakowanego męta, używającego okropnego języka i nie mającego nic przeciwko wywołaniu ogólnej sensacji. Jakby po prostu nie mógł zwinąć się w kłębek pod ścianą i sczeznąć w milczeniu. Deirdre z trudem powstrzymała chęć sięgnięcia po różdżkę. W innych okolicznościach przywołałaby na twarzy wyraz zakłopotania, ba, może nawet rozpłakałaby się rzewnie, płynnie wchodząc w rolę ofiary - zdradzonej kochanki, wymierzającej brutalną sprawiedliwość celnym ciosem - ale dziś była zbyt sfrustrowana i zmęczona na utrzymywanie pozornej maski i zabawę w odgrywanie ról. - Mógłbyś powstrzymać rynsztokowy język - poradziła sucho, ocierając wierzch dłoni o bok czarnej szaty, ciągle wpatrując się - dość skołowana - w nieznajomego. Nie wyglądał na lorda, tak samo jak nie wyglądał na kogoś, kto po raz pierwszy dostępuje wątpliwej przyjemności przetrąconego nosa - chociaż, co zauważyła z zawodową drobiazgowością, poobtłukiwane szczegóły tylko podkreślały samczy, prosty urok- Nic ci nie będzie, nie umiera się od złamanego nosa - dodała, wspinając się na wyżyny nieudawanego pocieszania. Nie odpowiedziała na oczywiste pytanie, nieszczególnie chcąc, by zebrany wokół tłumek był świadkiem pasjonującej opowieści o nawiedzonej muszce, która wywołała w niej niesamowitą agresję. Słabo świadczyłoby to o jej zdrowych zmysłach a nie zamierzała zostać zamknięta w Mungu.





carry me, hooting and howling, to the river to wash off my hands of the hot blood the sweat and the sand
x
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przejście   20.07.17 14:25

Och. Skierowałem swoje spojrzenie w stronę tego nieśpiesznego,odkrywczego och i dostrzegłem drobną kobietę o dziwnych ciemnych oczach, które zdawały się zajmować całą dostępną przestrzeń na jej twarzy. Oczywiście natychmiastowo zyskała status sprawcy od którego się nie wymigiwała. Tym bardziej dałem sobie przyzwolenie na wyładowanie na niej zrodzonej frustracji i bólu. Gdy pierwsza fala tego minęła wyprostowałem się i początkowo niepewnie przetarłem palcami skórę pod nosem by potwierdzić to, że mi go znów rozbito.
- Szlag... - burknąłem kwaśno już pewniej przyciskając do miejsca zranienia wierzch dłoni, na który naciągnąłem rękaw - jeszcze zanim pomyślałem co robię. Przecież miałem wstąpić do Lily i ogarnąć czy się przypadkiem nie zghuliła się bardziej niż powinna. Ostro sobie wkręciła całą to całe przesłuchanie, świrowała i wątpiłem by ochlapana krwią koszula i rozbita twarz wprawi ją w spokój. Tak więc tak...będę musiał się wrócić. Co prawda istniały zaklęcia służące do tak prozaicznych czynności jednak biorąc pod uwagę moje umiejętności obawiałbym się, że chcąc wywabić plamę skończyłbym w piżamie. Nie wspominając że potrzebowałem uzdrowiciela który by mnie przypudrował.
Skrzywiłem się bardziej. Cisnęło mi się na usta kolejne przekleństwo mające być wyrazem tym razem mojego zrezygnowania, gdy sprawczyni całego zamieszania rzuciła upomnienie ponownie skupiając na sobie moją uwagę.
- Mogłabyś robić użytek ze swoich oczu? - odbiłem piłeczkę niczym dziesięciolatek, lecz z oburzeniem godnym osiemdziesięciolatka - Na Merlina, jak można mieć tak porozciągane po twarzy oczy i nie widzieć gdzie się wymachuje łapami - ciągnąłem i kategoryzując Skośną Kobietę jako po prostu fajtłapowatą. Na kolejną uwagę zacisnąłem usta w wąską kreskę. Może wyolbrzymiałem. Ba robiłem to. W końcu nie raz kończyłem w gorszej sytuacji, a mimo to umiałem się nawet śmiać w głos. Trochę to jednak przestawało być śmieszne jak się zdarzało ciągle, a tym bardziej ponownie po tym, jak ledwie się wyleczyłem.
Wywróciłem oczami, mając zamiar zabrać się za zbieranie co moje.




 
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/t4028-pokoj-deirdre#78458 http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
prostytutka
25
Czysta
Zaręczona

my ashes
become
steel


5
10
0
0
0
36
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przejście   20.07.17 17:18

Wzbudzanie sensacji na środku ulicy - cóż z tego, że bocznej, skoro w okolicach obleganej mimo ostatnich dekretów Pokątnej - było ostatnią rzeczą, na jaką Deirdre miała w obecnym stanie ochotę. Potrzebowała ciszy, spokoju i truchła muchy: musiała upewnić się, że przeklęty owad nie powróci, niczym potworne widmo, prześladujące ją do końca dni. Pozostawała czujna, ale każda sekunda spędzona w względnie błogim spokoju, nie licząc gapiów i wściekłego nieznajomego, ciągle ociekającego krwią, dawała nadzieję na pomyślne pozbycie się irytującego stworzonka. Prastare prawo natury, mówiące o równowadze, działało jednak wyjątkowo skutecznie, stawiając na drodze Tsagairt kreaturę innego rodzaju. Równie denerwującą, równie obrzydliwą - lecz nie z powodu lepkich nóżek i skrzydełek, a rynsztokowego słownictwa i żałosnych docinków, wypadających spomiędzy zabarwionych na czerwono ust niczym resztki niestrawionego posiłku.
Deirdre skrzywiła się. Tak, naprawdę, skrzywiła się, nie tyle nie panując nad mimiką, co nie widząc powodu, by ukrywać niezadowolenie. Właśnie prawie znokautowała człowieka, na litość Merlina - miała prawo być zła, dotknięta i urażona, zwłaszcza po tym, jak ją obraził. Nie, żeby po raz pierwszy otrzymała werbalny cios, uderzający w jej oczywiste, egzotyczne pochodzenie. Żyła w Anglii prawie od ćwierćwiecza i gdyby za każdy podobny przytyk, nierzadko bardziej wulgarny, otrzymywała choć knuta, nie musiałaby wypruwać sobie żył w Wenus, żyjąc dostatnio dzięki rasizmowi. Chamski tekst jeszcze dziesięć lat temu doprowadziłby do furii, dziś - jedynie do wzruszenia ramion i uniesienia brwi w grymasie lekkiej pogardy. Pyskaty męt, chociażby i najpiękniej prezentujący się w zakrwawionej koszuli, nie zasługiwał na jej gniew. I chociaż perspektywa zmiażdżenia czaszki, wyłupienia gałek ocznych i przebicia niewidzialnym mieczem byłaby słodkim finiszem przypadkowego nieporozumienia, to myśli Deirdre nawet nie pomknęły w tym kierunku - tego dnia była zbyt przyziemna, by śnić na jawie o zachwycających morderstwach zabłąkanych kundli, i tak ociekających już czerwoną cieczą.
Nie mogła jednak od razu odejść; coś trzymało ją w centrum marnego przedstawienia. Drobna muszka wyprowadziła ją z równowagi na dobre, nieco rozluźniając sztywne obyczaje. Przez chwilę rozważała kopnięcie jabłka, po które schylał się mężczyzna, ewentualnie umiejętne umiejscowienie obcasa buta na jego paliczkach - głuchy gruchot kości, ustępujących pod jej ciężarem, zagłuszyłby fantomowe brzęczenie skrzydełek. Nie chciała wzbudzać sensacji, nie chciała, by ktoś uważny - a nie wątpiła, że wśród gapiów znajduje się chociaż jedna osoba niekoniecznie przypadkowa, pilnująca porządku w okolicach Pokątnej - skojarzył wojującą skośnooką kobietę, miażdżącą ludziom nosy i ręce, pełną agresji i furii. Przezorna zawsze ubezpieczona. Wykreowanie obrazu wrażliwej kobiety mogło się kiedyś opłacić, zresztą: odegranie smutku kosztowało ją znacznie mniej od ewentualnej fizycznej konfrontacji z niewychowanym dryblasem. Nie mogli używać magii a wolała nie skończyć z przetrąconą szczęką - Cassandra miała wystarczająco dużo na głowie. - Dlaczego mnie obraziłeś? Jak...jak możesz tak mówić - spytała cicho, z umiejętnie budowanym smutkiem, urażeniem i dziewczęcym niezrozumieniem. Kąciki zaciśniętych ust opadły a oczy, które wzbudzały tak skrajne emocje, zalśniły od łez. Czasami najprostsze pytania i okazanie słabości wytrącały oręż z ręki i chociaż jeszcze nie zanosiła się płaczem, to już słyszała zaniepokojone szepty obserwatorów. Doskonale, powinna zapaść im w pamięć jako skrzywdzona niewiasta a nie jako ktoś, kto rozorał gardło przypadkowego przechodnia czarnomagiczną klątwą - Przecież nie chciałam - dodała jeszcze słabszym tonem, już balansując na granicy łez spływających po policzkach.





carry me, hooting and howling, to the river to wash off my hands of the hot blood the sweat and the sand
x
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Przejście   21.07.17 21:54

Podniosłem owoc który potoczył się po bruku przecierając go o tors i przez chwilę zastanawiałem się co dalej. Rozejrzałem się za papierową torbą która...kąpała się w kałuży stając się bezużyteczną. No tak, w końcu kwiecień. Oblizałem usta czując na nich sączącą się z nosa wilgoć. Prostując się i jeszcze raz przetarłem rękawem skórę pod nosem. Zmarszczyłem go z bólu. Jeszcze raz przypomniałem sobie całą historię i po prostu...ech. Pokręciłem z niedowierzaniem głową mamrocząc sobie coś do siebie samego, gdy...gdy zdałem sobie sprawę, że tak właściwie jest dziwnie wokół dziwnie cicho. No może nie tyle co w okół bo mimo wszystko była to Pokątna, lecz w tym konkretnym miejscu, punkcie. Przez chwilę myślałem, że ta Chinka to sobie już poszła, lecz coś oburzającego oraz pouczającego w spojrzeniu mijającego mnie starszego człowieka kazało mi odwrócić się i upewnić. Głupi ja to też uczynił i cóż...
- CO - tyle bąknąłem w odpowiedzi, gdy ledwie zrozumiałem jej ciche mamrotanie. Nie można powiedzieć, że brzmiało to mądrze bo czułem się całą sytuacją nieprzyjemnie przytłoczony, zaskoczony - tak, to bardzo dobre określenie mojego obecnego stanu. Nie rozumiałem w którym momencie to się tak wszystko niefortunnie potoczyło, że pomimo iż byłem ofiarą, która tak właściwie nie żądała niczego w zadość uczynieniu to nagle stałem się oprawcą nad którym wisiała presja kajania się przed skośnooką. Nigdy specjalnie nie interesowałem się zdaniem innych, lecz wcale nie miałem zamiaru ryzykować linczu ze strony bandy idiotów. Westchnąłem ciężko.
- Słuchaj no... - zacząłem ostrożnie robiąc krok w przód, gdy ta załkała po raz kolejny, a jej oczy bardzo niebezpiecznie zabłyszczały. - O nie, nie, nie, nie - nie. - wyrwałem naprędce mówiąc to na bezdechu skrupulatnie niwelując przy tym dzielący nas dystans - Nie. Nie rób tego, po prostu NIE - nie płacz do cholery - Jeszcze nauczysz się chodzić nikogo nie krzywdząc. To nie takie trudne, jesteś jeszcze młoda - mówię, ją i przekonuję bardziej polubownie, lecz ona zupełnie jak gdyby była na to wszystko głucha...robi to. Jej oczy szkliły się już tak mocno - Shhh.... - Dodałem, słysząc nieprzychylny szept za plecami. Zależało mi bardzo na tym by nikt nie wzywał żadnych funkcjonariuszy. Miałem dość tłumaczenia się mundurowym ze wszystkiego. Nie naruszałem jeszcze specjalnie jej przestrzeni nie mając pojęcia czy toby nie wywołało jakiegoś innego ataku histerii. Nadwrażliwi, obcy ludzie...ugh. Miałem nadzieję, że się uspokoi i nie zacznie szlochać.




 
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/t4028-pokoj-deirdre#78458 http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
prostytutka
25
Czysta
Zaręczona

my ashes
become
steel


5
10
0
0
0
36
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Przejście   22.07.17 9:42

Dawno nie płakała.
Opanowanie tej umiejętności zajęło jej najwięcej czasu, lecz finalnie i potok łez, spływających z kącików oczu, porywał serca gości Wenus, lubujących się w kreowaniu złudnego spektaklu przerażonej uległości. Początkowo gardziła takimi zagrywkami, alergicznie reagując na mężczyzn, którzy oczekiwali od niej złożenia się na stosie ofiarnym razem ze swoją kobiecą słabością, ale z czasem i w tej roli nauczyła się odkrywać pewną władzę. Udawany płacz, wywołany wcale nie tak dotkliwym uderzeniem, gwarantował jej utrzymanie wątpliwej pieszczoty na tym samym akceptowalnym poziomie, czasem chroniąc ją w ogóle od niechcianej bliskości. Wrażliwość płci pięknej stanowiła jej oręż, odsuwała podejrzenia, a docelowo słaba płeć od razu skrywana była pod płaszczem ochrony. Pomimo niebagatelnych zalet, Deirdre rzadko rosiła policzki łzami: nie lubiła słonej cieczy drażniącej usta, nie lubiła spuchniętych oczu i nie lubiła wyczerpania, jakie zawsze przychodziło po zapierającym dech w piersiach spektaklu. Wyważonym, dalekim od dramatycznej histerii, wzbudzającym jedynie smutek i poruszenie. Utrzymanie go na odpowiednim tonie wymagało dodatkowej energii, ale cóż zrobić - traktowała pechową sytuację na Pokątnej jako laboratorium do ćwiczeń.
Gwałtowne zaprzeczenie mężczyzny tylko pomogło w wywołaniu łez - już nie szkliły się w kącikach skośnych oczu a spłynęły strumieniem po niezdrowo bladych policzkach. Deirdre gwałtownie pokręciła głową a czarne kosmyki przykleiły się do szyi i ust, nadając jej jeszcze smutniejszego wyglądu. - To-to było przykre - wychrypiała mokrym od płaczu głosem... - Nie mam porozciąganych oczu - załamującym się finalnie w tym miejscu. Zgarbiła się, skuliła i zaczęła po prostu płakać, rzewnie i z pewną nieśmiałością, wskazującą na fakt, że sytuacja jest jej niezmiernie zawstydzająca, ale cóż zrobić, gdy emocje, wywołane bestialskim chamstwem, przejmują kontrolę. Na szczęście krew, spływająca z nosa jegomościa zaczęła zasychać i budziła już mniejsze zainteresowanie niż łkające, ciemnowłose dziewczątko, chwiejące się pod sklepieniem przejścia.
Zręczne odwrócenie sytuacji, w której to ona - biedna, wychudzona, młoda kobieta, atakowana werbalnie przez nieokrzesanego zakapiora, gotowego ukręcić swymi umięśnionymi łapami jej smukłą szyję - staje się ofiarą, przyszło jej z łatwością. Po raz kolejny nieoczywiste umiejętności nabyte w Wenus zaprocentowały, chroniąc ją od odpowiedzialności za agresywny atak na środku ulicy. Tłumaczenie się przed czarodziejską policją nie widniało na dzisiejszym harmonogramie, tak samo jak sprawienie, by ktoś zapamiętał jej twarz i połączył z rozlewem krwi. Kolejny spazm szlochu wydarł się z jej gardła, uniosła więc do góry ręce, ukrywając twarz w dłoniach. Traciła mniej energii na utrzymywanie zrozpaczonej mimiki - i mogła skupić się na nasłuchiwaniu prawdziwego zagrożenia w postaci powracającej muchy - a poza tym umykała wzburzonym spojrzeniom tłumu, zapamiętującego lico zakapiora, wyżywającego się na wrażliwym dziewczęciu. Musieli zapisać w pamięci twarz niebezpieczeństwa, by ostrzec przed nim dzieci i sąsiadów.
- Obelżywe i niesprawiedliwe - chlipała cichutko a chude ramiona, skryte pod czarną szatą, drżały. Wyczuwała, że mężczyzna zmniejszył dystans, starając się załagodzić sytuację: zbliży się jeszcze bardziej, by mogła wtulić się w szeroką klatkę piersiową (albo rozpaczliwie krzyczeć o ratunek przed paskudnym, niemoralnym obłapiaczem), czy zostawi ją samotnie, rozpaczającą na środku ulicy, godząc się na wrogą reakcję otaczającej ich grupki gapiów? Sama była ciekawa reakcji, na razie jednak chwiała się na słabych nogach i płakała, z największym smutkiem, bezsilnością i urażeniem, na jakie było ją stać.





carry me, hooting and howling, to the river to wash off my hands of the hot blood the sweat and the sand
x
Powrót do góry Go down
 

Przejście

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17