Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zaplecze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Zaplecze   02.08.16 0:14

First topic message reminder :

Zaplecze

To tutaj dzieje się magia! Zaplecze urządzone jest bardzo prosto i praktycznie, aby ułatwić utrzymywanie wnętrza w czystości. Jasne blaty; otwarte szafki, w których poukładane są elementy wyposażenia; no i oczywiście wielka zaczarowana szafa chłodnicza, w której kryją się gotowe do sprzedaży lody. Wszystko zaplanowane jest w taki sposób, by nie tylko ułatwić produkcje lodów na bieżące potrzeby lokalu, ale również pracę nad kolejnymi recepturami. Ważne miejsce stanowi wysoki stół otoczony przez cztery krzesła - to tutaj najczęściej odbywają się degustacje nowych smaków, na którą można czasem otrzymać zaproszenie od właścicieli.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   08.01.17 18:49

Nigdy niczego nie ukrywał przed Florence. Od najmłodszych lat siostra była powierniczką wszystkich jego sekretów. Znała go na wylot. Czasami nawet miewał wrażenie, że znała go lepiej niż on sam. O wszystkim wiedziała pierwsza, zawsze stała obok, kiedy miał jakiś problem. Była jego ostoją. Kiedy wszystko się waliło, wiedział, że może na nią liczyć. Każda próba kłamstwa kończyła się na wyrzutach sumienia i zdradzeniem prawdy szybciej niż Florence w ogóle zdążyłaby zauważyć, że coś jest nie tak. A teraz? Teraz wpakował się w tak poważne rzeczy i nie mógł pisnąć Florence nawet jednego słówka. To pierwsza taka sytuacja w jego życiu i czuł się z tym fatalnie. Miał ochotę o wszystkim jej powiedzieć. Przynajmniej wiedziałaby, że obecna sytuacja to żadna chora zazdrość. Spojrzał na nią tak jakby naprawdę miał zamiar zdradzić każdą męczącą go tajemnicę. Ale nic nie powiedział.
- Nie, nie rozumiesz - przerwał mu, kiedy Florence już wyszła z zaplecza. Spojrzał za siebie, uświadamiając sobie, że za bardzo podniósł głos. - Nic nie rozumiesz - dodał już ciszej, podchodząc bliżej niego. - Alan - zaczął i od razu zamilkł, bo w jego głowie kłębiło się tyle myśli, że aż nie wiedział od której zacząć. - Florence nie da sobie rady jeżeli coś ci się stanie. Może sprawiać wrażenie silnej osoby, ale tak nie jest. To znaczy jest, Florence jest bardzo silna, ale w swoim życiu straciła wystarczająco dużo osób - i ruszył, czując jak wzrasta mu ciśnienie. Nieświadomie zacisnął mocno pięści ze zdenerwowania. Nie chciał opowiadać mu o chorobie ich matki, tym bardziej nie chciał opowiadać mu o samobójstwie ojca. To były bardzo prywatne sprawy i Florean po prostu nie potrafił ot tak opowiedzieć o tym Alanowi. Z nikim o tym nie rozmawiał, co dopiero z obcym człowiekiem. Bo tak naprawdę Alan wciąż był dla niego obcy. Czym było te parę rozmów? Szczególnie teraz, kiedy okazało się, że postanowił związać się z jego siostrą - Zaskoczyły cię?! - Powiedział z niedowierzaniem, czując, że to przelało czarę goryczy. Szybko wyjął różdżkę z kieszeni i wycelował w nią Alana. - Wziąłeś udział w próbie. Doskonale wiedziałeś na co się piszesz. Bathilda wystarczająco dużo czasu tłumaczyła jakie są tego konsekwencje, a ty i tak postanowiłeś na nią iść - wycedził przez zęby, nie pozwalając dojść mu do słowa. - I już wtedy kręciłeś z Florence? Jesteś poważny? - Samo patrzenie na Alana wyprowadzało go z równowagi. Myśl, że podjął decyzję o przystąpieniu do próby i następnego dnia obściskiwał się z Florence spowodowała, że mocniej zacisnął palce na różdżce i bez zastanowienia rzucił - Deprimo! - Nawet przez sekundę nie pomyślał o konsekwencjach swojego czynu ani o tym jak bardzo właśnie naraził się Florence. W zasadzie nawet nie potrafił sprecyzować dlaczego to zrobił - po prostu dał się unieść emocjom. - Jeżeli naprawdę ci na niej zależy to ją zostaw. Zniknij z jej życia. Mniej ją skrzywdzisz zniknięciem niż śmiercią - powiedział, ale wtedy usłyszał kolejne słowa Alana. Opuścił powoli różdżkę, czując się jak ostatni idiota.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   08.01.17 18:49

The member 'Florean Fortescue' has done the following action : rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   11.01.17 21:06

Dokładnie widział obawę, która pojawiła się w oczach Florence, gdy wypowiedział swoją prośbę na głos. Nie dziwił się. To była dla nich wszystkich nowa, niecodzienna sytuacja. Chcieli to zrobić na spokojnie, grzecznie, a wyszło... no cóż, wyszło jak wyszło. I choć Florek z Alanem dobrze wiedzieli o co tak naprawdę chodzi, nieświadoma Florence musiała uważać, iż jest to po prostu złość starszego brata, który nakrył siostrę z facetem, o niczym nie wiedząc. Jakże bardzo się myliła! Tu chodziło o coś zupełnie innego, o coś dużo większego, dużo poważniejszego. I niebezpiecznego. Alan dobrze wiedział jak wiele ryzykował, jak bardzo ją narażał. Mogło mu się coś stać, mógł zostać zamordowany i zniknąć z jej życia nagle, bez uprzedzenia. Tak jak jej ojciec oraz matka. Florean nie zdawał sobie sprawy z tego ile razy Alan bił się z myślami i próbował powstrzymać siebie samego. Ale nie wyszło. Nie miał wystarczającej ilości sił, by od niej odejść, by zostawić ją w spokoju. Było to poniekąd egoistyczne. Potrzebował jej.
- To bardzo mocno zakrawa o hipokryzję, Florean. - Odparł, początkowo w miarę spokojnie, ale im dłużej mówił, tym bardziej zaciskał zęby. Czuł rosnącą w nim złość. Złość na kogo lub na co? Na zakon? Na przyłapanie ich? Na Floreana? A może na siebie? Musiał się postarać, by nie podnieść głosu. - Jak myślisz kto jest dla niej ważniejszy z naszej dwójki? Ja czy Ty? Najpierw więc zastanów się nad swoją przynależnością do Zakonu, bo w tym momencie nie masz prawa kierować do mnie takich słów.
Zacisnął pięści. Zdawał sobie sprawę z faktu, iż na złość Floreana składało się bardzo dużo czynników. Zaskoczenie, nowa sytuacja, myśl o tym, że Alan celowo pominął pewne informacje w rozmowie z nim, zakon i... próba. To ostatnie i najważniejsze było jednak czymś, o czym Fortescue nie miał pojęcia. Bennett nie wziął udziału w próbie, choć początkowo planował, jednak brat bliźniak Florence nie musiał o tym wiedzieć. Alan zamierzał mu to powiedzieć, chciał wszystko wyjaśnić. Złapał głębszy oddech, by uspokoić się i nadać swemu głosowi naturalną dla niego łagodność. Ale wszystko potoczyło się inaczej niż chciał.
Wyprostował się i uniósł lekko dłonie, gdy zauważył wycelowaną w siebie różdżkę. Nie spodziewał się tego, że Florean po nią sięgnie. Zdawał się być łagodnym człowiekiem, łagodnym podobnie jak Florence, choć posiadał iskrę, która zaprowadziła go do Zakonu, a której, całe szczęście, nie miała sama Florka. A może tak naprawdę wcale go nie znał?
- Florean. - Odezwał się, całkiem spokojnie, próbując jakoś opanować nerwy, które targały mężczyzną przed nim. Ale jego złość rosła w oczach i było to widoczne nawet dla Alana. - Uspokój sie. Da-daj dojść do słowa. - Próbował przebić się przez słowa Floreana, wypowiadane z coraz większą złością. Ale on nie chciał słuchać. Bennett widział wyraźnie jak wściekłość rośnie w tym niepozornym człowieku. I miał do tego prawo, choć tak wielu rzeczy nie rozumiał, o tak wielu ważnych sprawach nie wiedział. Nie spodziewał się, że z jego różdżki ostatecznie wystrzeli magia, lecz w tej sytuacji nie mógł niczego wykluczać. Zdążył jedynie zmrużyć oczy, gdy zaklęcie zostało rzucone. Nim się obejrzał - został boleśnie przygwożdżony do podłogi. Powiew powietrza zawył cicho, wprawiając w lekki ruch także kilka przedmiotów znajdujących się w pomieszczeniu. Na szczęście niezbyt mocno. Czy Florence nie usłyszy?
- Nie wziąłem udziału w próbie, Florean. - Rzucił w końcu z trudnością, zaraz po słowach Florka, nie mogąc się podnieść przez czar, który nadal przygważdżał go do podłogi. Czemu się tak bronił? Czemu tak usilnie starał się znaleźć usprawiedliwienie i zezwolenie na bycie z nią? Czy był przeklętym człowiekiem? Czy nie miał prawa do tego, aby być z kimś, kochać i być kochanym? Czasem się nad tym zastanawiał. Ostatnio bardzo często, gdy walczył ze sobą, próbując odpowiedzieć na pytanie - czy mógł i czy powinien być z Florence?
- Poszedłem do zakonu i rozmawiałem z Bathildą. Powiedziała, że nie jestem na nią gotowy, ale także otworzyła mi oczy na wiele spraw. - Dodał, nawet nie próbując się podnieść. Jakie miał szanse z magią i dobrze rzuconym czarem? Nie zamierzał się odgryzać, nie zamierzał się mścić. Dobrze wiedział, że zasłużył sobie na to. Nie miałby za złe Floreanowi nawet, gdyby ten rzucił na niego jakiś poważniejszy czar, bądź po prostu go uderzył.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   15.01.17 20:42

Opuścił różdżkę, głęboko przy tym oddychając. Cofnął się parę kroków jakby miał się przez to stać mniejszy i stąd zniknąć. Spuścił wzrok na różdżkę, którą wciąż mocno trzymał w dłoni i zrobiło mu się przeraźliwie głupio. Jak mógł postąpić tak irracjonalnie? Dlaczego dał się ponieść emocjom? Nigdy nie robił takich rzeczy. Spojrzał na Alana. Chciał go przeprosić, ale żadne słowa nie chciały mu w tym momencie przejść przez gardło. Przestraszył się sam siebie i tego, że na krótką chwilę przestał nad sobą panować. Może to nic wielkiego, ale Florean widział to w inny sposób. Nigdy nikogo nie krzywdził - nawet muchy było mu szkoda. Był wesołym i całkiem nieszkodliwym Puchonem. Teraz trwała wojna i doskonale wiedział, że musi się zmienić, ale i tak podświadomie chciał pozostać tym samym człowiekiem. - Przepraszam - powiedział zachrypniętym głosem. Odchrząknął i przerwał działanie zaklęcia, następnie chowając różdżkę z powrotem do kieszeni. Wyprostował palce prawej dłoni, które zdrętwiały mu od mocnego uścisku. - Ja... - zaczął niepewnie i spojrzał za siebie, bojąc się, że zaraz wpadnie tu jego siostra zwabiona hałasem. Naprawdę nie chciał, żeby była świadkiem tej sytuacji. Nie znała powodów jego złości i aż bał się pomyśleć w jaki sposób mogła to wszystko odebrać. - Nie wiedziałem - powiedział. I to by było na tyle. Zawsze miał coś do powiedzenia, a jednak w tym momencie zabrakło mu języka w gębie. Postąpił jak kompletny idiota i miał nadzieję, że Alan mu to wybaczy. Jeżeli naprawdę kocha Florence i Florence naprawdę kocha jego to nie chciał im w tej miłości przeszkadzać. Nie chciał stać pomiędzy nimi jak jakiś zły duch. Westchnął, przecierając dłońmi oczy. Dobrze wiedział, że jego zachowanie bardzo poważnie zakrawało o hipokryzję i może właśnie dlatego tak go to zdenerwowało. Gubił się we własnych emocjach. Po prostu zależało mu na bezpieczeństwie Florence i... tak naprawdę tylko na tym. Na dobrą sprawę nie miał nikogo innego o kogo mógł się martwić. Zaczął poważnie powątpiewać w swoje szczęście do miłości, ale może to i lepiej? Teraz, będąc w Zakonie, musiał się martwić tylko o jedną osobę a nie o dwie czy trzy. Może to on powinien przystąpić do próby?


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   15.01.17 21:30

Początkowo można powiedzieć, że był zły. Był zły na siebie, ale również na Florka. Na siebie za to, że nie był pewien co ma o tym wszystkim myśleć. Nie wiedział, czy powinien podkulić ogon i przyznać światu racje, stwierdzając, że nie zasługuje na bycie z kimś, a jedyna droga, jaką powinien podjąć to walka o lepsze jutro. Drugą opcją było natomiast bycie z Florence, ale także rezygnacja z walki. Był na rozstaju dróg i miał problem, nie wiedział, którą ze ścieżek powinien wybrać. Poszedł na próbę. Poszedł, choć towarzyszyły mu przy tym wątpliwości. A potem dopiero zrozumiał co, albo raczej kto, je wywołał. Była to Florence i choć trochę mu to zajęło - w końcu zrozumiał, że to ona jest osobą, której nie potrafił poświęcić "w imię lepszego jutra". Florean miał całkowite prawo do tego, aby wyrażać swoją złość. Zwłaszcza, że nie wiedział, iż Alan nie przystąpił do próby. Rozumiał to. Rozumiał i szanował, choć w pierwszym momencie był zły za słowa, które wyleciały z jego ust. ,,Zostaw ją" - nie był świadom ile razy Alan powtarzał to sobie po przebudzeniu.
Leżał na ziemi, przygwożdżony przez zaklęcie i jedyne co mógł robić to mówienie, które sprawiało mu pewne trudności, a także zerkanie na Florka. Miał wyrzuty sumienia, kiedy wreszcie dotarły do niego słowa Bennetta. Nie wiedział co powiedzieć i magomedyk bardzo dobrze to widział, wszak obserwacja ludzi była także elementem jego pracy. Wstał z ziemi i otrzepał zakurzone ubranie. Florence mogła wejść tutaj w każdej chwili. Była bystrą dziewczyną - z pewnością zauważyłaby szybko, że coś jest nie tak. Westchnął i podszedł do Floreana, by popatrzeć na niego w milczeniu, a następnie położyć mu dłoń na ramieniu i poklepać go po nim.
- Nie przejmuj się. Gdybym miał młodszą siostrę - zareagowałbym tak samo. - Jego usta wygiął lekki uśmiech. Miał nadzieję, że nie wyglądał on nieszczerze. - Właściwie to nawet cieszy mnie Twoja reakcja. To znaczy, że jesteś cholernie dobrym bratem, że dbasz o nią.
Odsunął się od niego i posłał mu szczery uśmiech pełen zrozumienia. Florence powinna mieć brata, który o nią dba, martwi się o nią i gotów jest posunąć się naprawdę daleko, by ją chronić. Florean taki był i Alana bardzo cieszył ten fakt.
- Twoja siostra uratowała mi życie. Trochę zajęło mi zrozumienie tego. - Zaczął, wlepiając wzrok w drzwi prowadzące do lodziarni. Tam była ona. - Nawet ona sama nie zdaje sobie z tego sprawy. Było ze mną źle, naprawdę źle. I gdyby nie ona - albo sam bym sobie coś zrobił, albo zginąłbym zapijaczony gdzieś w rynsztoku. Długo zajęło mi zrozumienie, że nie chodzi mi jedynie o wdzięczność. - Spojrzał na niego i zacisnął usta w wąską linię. Trudno mu było mówić o czymś takim, zwłaszcza, że Florean był bratem Florence. - Nawet nie wiesz ile razy budziłem się z myślą, że na nią nie zasługuje.
Westchnął, dłonią przeczesując włosy pod włos. Całkiem nieświadomie zacisnął pięść na własnym ubraniu. Czy Florean zrozumie? Powie mu, że ma racje, czy zaprzeczy? Nie był świadom tego jak bardzo potrzebował odpowiedzi na te pytanie.


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   17.01.17 1:00

Florence zdecydowanie nie chciała zostawiać ich samych. Widziała to napięcie, widziała złość buzującą w oczach jej brata. Floreana, który przecież zawsze był oazą spokoju. Zwykle gdy ona wpadała w gniew, to on był jedyną osobą, która potrafiła ją uspokoić.
Poszła jednak obsługiwać klientów. Była jednak wyraźnie rozkojarzona podczas swojej pracy. Dwa razy z rzędu niemal pomyliła nakładane smaki, raz też wydała jakiejś kobiecie o kilka knutów za dużo. Niby nic, ale jednak zwykle takie pomyłki jej się nie zdarzały. Przez cały czas rzucała ukradkowe, zaniepokojone spojrzenia w kierunku zaplecza. Kiedy usłyszała hałas - bo jak można było go nie usłyszeć! - aż podskoczyła, zaniepokojona. Miała zamiar zaraz pójść i sprawdzić co się dzieje. Chyba nie doszło do rękoczynów?!
Musiała jednak zostać w bo w tym momencie nagle do lodziarni zwaliła większa grupa. Flo obsługiwała więc ludzi, choć miała niemalże duszę na ramieniu. Przecież chyba Florek nie byłby zdolny...?
Kiedy tylko klienci dostali to czego chcieli, Florence wytarła ręce w ściereczkę i zaraz skierowała się do magazynka. Tam się coś musiało stać, to nie była z pewnością rozmowa zbyt spokojna! Po chwili była o tym już przekonana, bo gdy tylko pchnęła drzwi, jej oczom ukazał się wcale niemały bałagan a pośrodku tego wszystkiego - wymięty, pognieciony Alan z potarganymi włosami i stojący obok Florean. Chociaż żaden z nich nie miał już tej złości, tego napięcia w oczach (Floreance odetchnęła szczególnie widząc, że zniknęły one z twarzy jej brata), i tak nie była udobruchana.
- Co tu się stało? Słyszałam hałas. A teraz widzę tu... - rozejrzała się, szukając odpowiednich słów, po chwili jednak zrezygnowała i wskazała ręką otoczenie a potem jeszcze na Alana - to.
Podeszła do nich i przyjrzała się mężczyźnie bliżej. Lustrowała go niemal oceniającym okiem, nie podobał jej się jego wygląd. Zdecydowanie coś się tu stało. A jeśli któryś z nich spróbuje jej odpowiedzieć, ze "nic", to obaj dostaną po łbach.
- Florek, czy ty rzucałeś jakieś zaklęcia? - mruknęła, marszcząc nos. - To miała być męska rozmowa a nie obrzucanie się czarami! Poza tym, moje serce już go wybrało, rozumiesz, braciszku?
Zadała pytanie i odwróciła się do Alana by choć trochę poprawić jego wygląd. Spróbowała mu jakoś ułożyć włosy, poprawić ubranie.




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   29.01.17 2:54

Nawet nie wiedział co odpowiedzieć na jego słowa. Był w zbyt wielkim szoku spowodowanym swoją pomyłką i niespodziewaną reakcją. Nie powinien był podnosić na niego różdżki nawet wtedy, kiedy to wszystko byłoby prawdą. Nie miał prawa go krzywdzić bez powodu, a przed momentem spowodował, że przeleciał przez całą długość pomieszczenia. Florean nigdy nie kierował się złością, a jednak chwilę temu to właśnie ona odebrała mu zdrowy rozsądek. Może to był tylko drobiazg, ale co, jeżeli zacznie mu się to zdarzać coraz częściej? Co, jeżeli to Zakon tak na niego wpływa? Co zrobi, kiedy stanie naprzeciw prawdziwego niebezpieczeństwa? I nie miał tu na myśli dzikiego stworzenia czy wybryku natury - miał tu na myśli drugiego człowieka. Jakim cudem na piórku pojawiło się jego imię i nazwisko skoro paraliżował go strach nawet w takim momencie? Skoro nie potrafił walczyć? Skoro ostatnie, co chciał robić, to krzywdzić drugiego człowieka? W odpowiedzi kiwnął tylko głową. Najwidoczniej Florence trafiła o wiele, wiele lepiej niż Florian na początku przypuszczał. Wiedział, że powinien coś mu odpowiedź, jakoś pocieszyć albo jeszcze raz przeprosić - a jednak nic nie mogło mu przejść przez gardło. Jeszcze raz kiwnął głową i spuścił wzrok, a w tym momencie do pomieszczenia weszła główna przyczyna ich konfliktu. - Nie, ja... - już chciał zaprzeczyć, ale przecież jego siostra nie była ślepa ani tym bardziej głupia. Uśmiechnął się lekko, kiedy zaczęła usilnie poprawiać wygląd Alana. Flo chciał, żeby była szczęśliwa. Życzył jej, żeby to szczęście odnalazła u boku Alana skoro tak bardzo tego pragnęła. Tylko wciąż nie był pewny czy Zakon nie okaże się dla nich zbyt dużą przeszkodą. - Rozumem - odpowiedział i odwrócił się w kierunku drzwi. - Pójdę do klientów - dodał, po czym wyszedł z zaplecza. Przez krótką chwilę tak stał, twarz schowawszy w dłoniach, jakby miało mu to pomóc w uspokojeniu pędzących myśli. Wydawało mu się, że stał tak około dziesięciu minut, choć w rzeczywistości minęło zapewne niewiele ponad pięciu sekund. Wziął głęboki wdech i pobiegł obsługiwać klientów. Wiedział już, że będzie musiał na spokojnie porozmawiać z Alanem.
|zt




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett http://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana http://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 http://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 http://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   04.02.17 1:21

Florean już przy pierwszym spotkaniu sprawiał wrażenie spokojnego, opanowanego i stroniącego od przemocy. Był dobrym człowiekiem i Alan uparcie w to wierzył. W głowie usprawiedliwiał wszystkie jego czyny i słowa, tak naprawdę wiedząc, że miał do nich święte prawo. I wiedział również, że on sam nie był bez winy. Wręcz przeciwnie - miał jej całkiem sporo. Reakcja Fortescue była jak najbardziej adekwatna do sytuacji, której Florka nie rozumiała i rozumieć nie mogła. Ale wystarczyło, że oni wiedzieli, że oni rozumieli. W pewien sposób byli do siebie podobni, choć jednocześnie również zupełnie różni. Alan jednak mógł bez problemu zrozumieć jego obawy. Bowiem jego własne brzmiały bardzo podobnie.
Mówił, wyrzucał z siebie słowa, będąc tylko połowicznie świadomym faktu, że równie dobrze mógłby je rzucać o kamienny, wysoki mur. Florean zdawał się być nieobecny, dalej tkwiący w szoku wywołanym własną reakcją. A Bennett nie wiedział jak do niego dotrzeć. Patrzył tak na niego zmieszany, pełen współczucia i wyrzutów jednocześnie, gdy aż drgnął zaskoczony tak nagłym wpadnięciem Florence do zaplecza. Jego wzrok od razu powędrował w jej kierunku, by milcząco obserwować jej reakcje, mimikę, gesty, które łączyły się z pełnymi obawy i złości słowami. Miał ochotę zakląć w duchu na siebie samego, karcąc się za fakt, że nie poprawił chociażby własnych, rozwichrzonych włosów. To by ją nieco uspokoiło. Miast tego, stał tak i obserwował, po czym energicznie kręcił głową, próbując wyłapać wzrok Floreana gdzieś tam zza odwróconej ku niemu Florki. ,,Nie mów, nie przyznawaj się" - powtarzał bezgłośnie. Ale czy do Florka dotarło? Nie wiedział. Ważny był jednak efekt końcowy, choć ten nieco zasmucił Bennetta. Może i Florek nie przyznał się do rzucania czaru, jednak jego nastrój i ciche opuszczenie zaplecza sprawiały, że jakaś nieprzyjemna siła wypalała dziurę gdzieś w jego wnętrzu. Dziurę zwaną wyrzutami sumienia.
- Florence. - Odezwał się w końcu, patrząc na nią, gdy w przejęciu usiłowała doprowadzić go do porządku. Nie wyglądał tak źle. Trochę rozwichrzone włosy i pomięte ubranie. - Jesteś w błędzie. To nie Florean rzucał zaklęcie, tylko ja. - Skłamał. Nie wiedział czemu tak zrobił i od razu poczuł kolejne ukłucie, gdy kolejna igiełka dokładała się do dołka pod tytułem ,,wyrzuty sumienia". Ale nie mógł się wycofać. - Kręciłem się w kółko ze zdenerwowania i rozrzuciłem kilka rzeczy dookoła. Chciałem to naprawić i próbowałem rzucić zaklęcie Chłoszczyść. No ale... Wstyd się przyznać, ale nie jestem w nim zbyt dobry. Zresztą, Ty najlepiej powinnaś to wiedzieć. Sprzątałaś w moim mieszkaniu. - Westchnął, podziwiając się jednocześnie za aktorstwo. Chociaż dobrze wiedział, że w tym przypadku nie było to nic godnego pochwały.
- Musisz go zrozumieć. Jest w szoku, może czuje się oszukany. Przyłapał nas zamiast po ludzku się dowiedzieć. Może mieć do nas żal, może myśli, że się ukrywaliśmy. Próbowałem to wyjaśnić.
Odruchowo jego dłoń przejechała po jej głowie. Lubił czuć jak miękkie są jej włosy. Lubił mieć ją blisko i czuć, że była obok. To go uspokajało.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   20.02.17 11:33

Zajęta poprawianiem wyglądu Alana, nie zauważyła jak ten kręci głową, by ostrzec jej brata. Miała zamiar porozmawiać poważnie z obojgiem. Ale osobno. W ten sposób nerwy powinny być mniejsze. Z całą pewnością będzie musiała przeprosić Floreana. Mimo że zareagowała tak gwałtownie i oskarżyła go o bezpodstawną zazdrość, to jednak czuła się winna. Bo przecież mogła go uprzedzić o tym, że jednak sobie kogoś znalazła! Chociaż szczerze, to wszystko naprawdę potoczyło się bardzo, bardzo szybko.
Kiedy odwróciła się do brata, ten już wręcz znikał za drzwiami. Tym samym tylko pogłębił wyrzuty sumienia, które zaczęły gryźć Florence.
- Florek, zaczekaj...! - zawołała za nim, ale on już skupił się na pierwszym kliencie.
Westchnęła cicho, czując się nieco rozbita. Już w obecnej sytuacji nie było jej łatwo - dwójka facetów, na których najbardziej jej zależało najwyraźniej nie potrafiła się dogadać! Co ona miała w takiej sytuacji zrobić? Wyraźnie oklapła, patrząc za drzwi.
Odwróciła się do Alana, kiedy ten powiedział jej, kto rzucał zaklęciami. Spojrzała na niego, ale tak szczerze to nie bardzo mu uwierzyła. Nagle przestało mieć to jednak jakiekolwiek znaczenie. Liczyło się tylko to, że Florean na pewno poczuł się skrzywdzony i Florence czuła się przez to źle. Słowa Alana tylko jeszcze bardziej pogłębiły jej wyrzuty sumienia. Odruchowo wtuliła się w niego, szukając pocieszenia.
Będzie musiała zebrać siły. I na spokojnie porozmawiać z bratem. Przekonać go, ze to wcale nie tak miało wyglądać. Przeprosić z całego serca. Nigdy chyba nie mieli takiej sytuacji, zawsze byli ze sobą w stu procentach szczerzy, prawda?
- Przepraszam, Alan... może powinniśmy stąd iść. Ja... chyba pójdę do domu. Poczekam na Floreana i porozmawiam z nim, przeproszę go... Całą trójką chyba musimy sobie co nieco przemyśleć - powiedziała, odsuwając się, by po chwili sięgnąć do jego ust i złożyć na nich krótki pocałunek. - Naprawdę mi przykro, że tak to wyszło.
Musiała odetchnąć odrobiną świeżego powietrza. Uspokoić się. Ochłonąć. Opuściła więc lodziarnię, a Alan podążył za nią.

zt x2




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   18.06.17 1:01

|2 kwietnia

Obudziłem się razem z pierwszymi promieniami słońca i już nie mogłem ponownie zasnąć, choć bardzo tego chciałem. Nie miałem ochoty wychodzić spod ciepłej kołdry ani tym bardziej mierzyć się z problemami dnia codziennego. Wolałem oddać się w ramiona Morfeusza i przeżyć kolejną senną przygodę, o której zapewne zapomniałbym w pięć minut po przebudzeniu, ale to nieważne. Byle tylko dać umysłowi odpocząć. Moje mało wymagające marzenie niestety się nie spełniło, więc niechętnie wstałem, by przypadkiem nie zgnić w łóżku. Nałożyłem na siebie granatowe spodnie i żółtą koszulę z niebieskimi guzikami, na którą narzuciłem zielony sweter. Spoglądając na siebie w lustrze stwierdziłem, że Marcel załamałby nade mną ręce, jednak nie miałem w tamtym momencie nastroju do zastanawiania się nad swoim ubiorem. Wzruszyłem ramionami do własnego odbicia i udałem się do lodziarni, bo w zasadzie nie miałem nic lepszego do roboty. Do otwarcia zostało jeszcze trochę czasu, dlatego zaszedłem na zaplecze z celem przyjrzenia się prima aprillisowym lodom. Wczoraj nieźle mnie przestraszyły, niemniej przez noc zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem niektóre z tych zmian nie byłyby korzystne. Cicho nucące lody może okazałyby się hitem? A może tym usypiającym dałoby się zmienić działanie na uspokajające skołatane nerwy? Możliwości było mnóstwo, a mój młody cukierniczy umysł pragnął jakiegoś odkrycia. Tego konkretnego poranka postanowiłem zająć się jednak lodami narzekającymi na swój marny los - te denerwowały mnie najbardziej, ale też zapewne z tego powodu nabrałem ochoty do działania. Wyjąłem je z zamrażalnika, dziękując w duchu, że jeszcze ich nie wyrzuciliśmy. Postawiłem je z cichym łomotem na stół, dokładnie im się przyglądając. Cóż, lody jak lody. Waniliowe, więc w żółtawym kolorze. Zmrożone, więc dosyć twarde. - Och, jak upalnie w tym pomieszczeniu! Zaraz się rozmrozimy, umrzemy, och! Marne życie lodów waniliowych i wszystko marność! - Lody rozpoczęły swoją tyradę, a ja tylko cicho westchnąłem. Wyjąłem z pobliskiej szuflady srebrną łyżkę i zebrałem nią z wierzchu odrobinę lodów. Nie miałem odwagi wsadzić ich do ust - doskonale pamiętałem, co stało się wczoraj z klientami po skosztowaniu lodów czekoladowych. Obawiałem się, że i mnie po skonsumowaniu tego przysmaku coś się stanie: na ciele pojawi się swędząca wysypka, oczy się wytrzeszczą albo skrzela wyrosną. Możliwości było mnóstwo, niemniej nie chciałem popadać w paranoję. Zamknąłem oczy i szybko wsadziłem sobie lody do ust, równie szybko je przełykając. Jakby to miało sprawić, że mniej mi zaszkodzą. - Tak, zjedz nas! Nasze życie i tak nie jest niczego warte. Niczego, niczego, niczego... - Lody smakowały wanilią, czyli tak, jak smakować powinny. Obejrzałem się po rękach, ale nie znalazłem na nich żadnych czerwonawych krost. Wyczułem zębami język, ale wciąż był tej samej długości. Czyli zjedzenie lodów niczego nie zmieniało, czyli ich jedynym mankamentem był weltschmerz. W tym wypadku postanowiłem nie ruszać ich cech sensorycznych, a zamiast tego zająć się ich złym humorkiem. Przyglądałem im się przez jakieś pięć minut, myśląc intensywnie nad następnym krokiem moich małych badań, aż w końcu zaczęły głośno narzekać na proces topnienia. Wyrwało mnie to z zamyślenia i jednocześnie podrzuciło do głowy jedno ze znanych mi zaklęć. - Amicus - rzuciłem, mając nadzieję, że ich ból świata zamieni się w jego afirmację. Lody jak na złość zamilkły, więc nie mogłem stwierdzić jak poszło, ale w niczym mi to nie przeszkadzało. Mój mózg zaczął działać na najwyższych obrotach, kiedy próbowałem wpaść na kolejny pomysł. A gdyby tak zmienić działanie zaklęcia? A gdyby tak nie tylko nadać lodom pozytywne nastawienie do życia, ale sprawić, by na krótki okres czasu przenosiły to nastawienia na konsumenta? Aż uśmiechnąłem się na tą myśl, bo w mojej głowie brzmiała genialnie! Dosłownie zakasałem rękawy, próbując obmyślić dalszy plan działania. Musiałem podjąć próbę dostosowania zaklęcia do moich niecnych celów i z pewnością ją podejmę jak tylko wyjdę z pracy. A tymczasem schowałem lody z powrotem do zamrażalnika, wychodząc na salę główną i przygotowując ją do przywitania pierwszych klientów.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   18.06.17 1:01

The member 'Florean Fortescue' has done the following action : rzut kością


'k100' : 84


Powrót do góry Go down
Florence Fortescue
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue http://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 http://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Współwłaścicielka lodziarni
27
Półkrwi
Panna
Pora przełamać pierwsze lody Very Happy!
4
14
0
10
6
0
2
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   13.08.17 1:51

23.04

Kiedy dziecko wymagało uwagi, dobra matka zawsze spieszyła, by doglądać swoje dziecię: zapewnić mu wszystko, czego było mu potrzeba (a może nawet więcej), sprawić, by było szczęśliwe, zdrowe no i roześmiane. Często niezbędnym elementem takiej opieki było wstawanie bardzo wcześnie - i mowa tu już o bladym świcie! Dzięki temu matka mogła mieć pewność, że chociaż sama pokładała się ze zmęczenia a oczy wciąż sklejone były snem, jej dziecko będzie zadbane i odpowiednio przygotowane na powitanie i walkę z nadchodzącym dniem.
Florence jednak matką nie była. Nie miała dzieci. Była jednak jedna rzecz, którą obdarzyła miłością równą tej rodzicielskiej, a może nawet mocniejszą. Było to - "o zgrozo!" zawołaliby niektórzy - jej miejsce pracy. Lodziarnia na Pokątnej, nosząca na szyldzie nazwisko jej oraz jej brata. I choć większość ludzi traktowała swoją pracę jako zło konieczne, dla Florence każdy dzień za ladą był dniem udanym. Nawet jeśli czasem zdarzali się klienci wybitnie wredni. Nawet jeśli czasem jakieś dziecko upaćkało lodami cały stół. I nawet mimo że czasem po całym dniu pracy była tak wymęczona, że ledwo trzymała się na nogach.
Tego dnia, jak zwykle gdy ona miała na poranną zmianę, wstała wcześnie. W toalecie spędziła konieczne minimum, nigdy nie należała bowiem do rodzaju typowych strojniś. Przygotowała śniadanie dla siebie i wciąż chrapiącego za ścianą brata - kochany Florek, miał za sobą poprzedni ciężki dzień, niech się wyśpi! - chwyciła torebkę i wyszła z mieszkania. Do lokalu na szczęście droga była niezwykle krótka, mieścił się on w końcu na tej samej ulicy. Na Pokątnej nie było jeszcze prawie nikogo, tylko kilku czarodziejów, najwidoczniej również spieszących już do pracy. Florence przywitała się grzecznie skinięciem głowy z nieco starszą już czarownicą sprzątającą chodnik przed sklepem z obuwiem i poszła dalej. I oto stanęła przed lodziarnią, najsłynniej znaną jako Lodziarnia Rodzeństwa Fortescue. Florence wciąż miała w pamięci dzień, kiedy dopiero otwierali swój mały biznes. Jak oboje z bratem bali się, że to nie wyjdzie. Że lada dzień splajtują, wylądują na bruku. Ale jaki towarzyszył temu również zastrzyk adrenaliny oraz radość. Kiedy pierwszy raz spojrzeli razem na ukończony szyld. I jak do środka zaczęli wchodzić pierwsi klienci. Florence uśmiechnęła się pod nosem, odganiając wspomnienia i skupiając się na rzeczywistości. Trzeba się było w końcu zabrać do pracy. Dlatego też kobieta minęła główne wejście i skierowała się do bocznego, takiego, które prowadziło na zaplecze. Poprzedniego dnia ponoć skończyło się kilka smaków lodów. Przed sprzedażą należało więc ich dorobić, zeby klienci mieli większy wybór. Nie chcieli w końcu sytuacji, kiedy jakieś dziecko zajdzie do lodziarni z marzeniem o lodach brzoskwiniowych, których to akurat zabrakło! Tym samym Florence przystąpiła do kontroli. Na noc wszystkie lody zanoszone były na zaplecze i chowane w specjalnych chłodziarkach. Kobieta po kolei wyciągała więc pudełka i sprawdzała ich zawartość. Każde z opakowań było pięknie oznakowane, w końcu brunetka bardzo dbała o porządek w ich miejscu pracy. Dzięki temu dość prędko zdała sobie sprawę, że istotnie, aż trzy smaki lodów zostały niemal zupełnie wyczerpane! Miała więc zdecydowanie wiele do zrobienia, zanim jeszcze drzwi do lokalu zostaną dzisiaj otwarte. Na samym początku zdecydowała się zabrać za dorobienie brakujących smakołyków. Zebranie odpowiednich składników było proste, Florence próbowała bowiem być przygotowana na każdą okazję i po prostu często kupowała przeróżne potrzebne rzeczy na zapas. Dzięki temu w chłodni na zapleczu miała odpowiednią ilość wiśni, pieprznych diabełków i czekoladowych żab - bo to właśnie tych smaków zabrakło. Samo przygotowanie lodów nie zabrało jej zbyt wiele czasu. Należało w końcu tylko połączyć wszystkie składniki. Florence robiła to jednak powoli i bardzo dokładnie. Wszystko dlatego że wierzyła, że iż właśnie w uczuciu, jakie cukiernicy wkładali w swoje twory i smakołyki, tkwił sekret udanego słodycza. Florence rozpoczęła więc swoją pracę. Po kolei dodawała odpowiednie rzeczy do miski i w ten sposób powstały trzy zimne masy, które już wkrótce miały stać się lodami i zadowalać podniebienie klientów. Zanim jednak trafią do chłodziarki na głównej sali, by mogły kusić ludzi swoim wyglądem, Florence zamknęła pudełka ze świeżymi lodami i wsadziła je do chłodni. Oczywiście mogła po prostu machnąć różdżką i masy byłyby odpowiednio schłodzone i o idealnej konsystencji - ale to był właśnie jeden z tych elementów, które twórcy słodyczy zachowywali w sekrecie. Sekretem Florence było to, że lody musiały przez pewien czas poleżakować w zimnie. Dzięki temu później ich smak był wyjątkowo wyrazisty i aromatyczny.
Następnym krokiem było przygotowanie sali głównej na zmasowany atak gości. Był już koniec kwietnia, mimo że ostatnie resztki zimy wciąż czaiły się w powietrzu w postaci chłodu, zaczynało być coraz cieplej, dzięki czemu ludzie mieli ochotę na zimne łakocie. A kim była Florence by im tego odmawiać? Zgrabnym krokiem przeszła więc z zaplecza na salę główną. Machnięciem różdżki sprawiła, że krzesła postawione do wczorajszego sprzątania podłogi do góry nogami na stolikach, zsunęły się i grzecznie ustawiły na swoich miejscach. Parasole przed wejściem do lokalu otworzyły się dumnie, prezentując swoje szerokie ramiona i zachęcając by usiąść sobie w ich cieniu i zjeść gałeczkę lodów. Kolejne machnięcie i z zaplecza po kolei zaczęły wyfruwać lody. Zgrabnym szeregiem, grzecznie przetransportowały się w powietrzu do głównej chłodni, by w szeregu, za szybką, prezentować potencjalnym klientom swoje słodkie wnętrza. Brakowało rzecz jasna trzech smaków, tych które Florence dopiero przygotowała... ale to nic, wciąż był czas do otwarcia lokalu, więc nikogo nie raził ten drobny brak. Następnie Florence sprawdziła, czy pod ręką znajdują się wszystkie odpowiednie narzędzia, naczynia i dodatki. To, czego było za mało, donosiła z zaplecza. Dla przykładu, zauważyła że zdecydowanie za mało było posypki malinowej, zaraz więc uzupełniła ją. Szklane pucharki stały dumnie w szafce obok lady, lśniące i gotowe przyjąć smakowite lody do swojego wnętrza. Były również wafelki, ustawione w niewielką piramidę. Miała ona oczywisty cel - rzucać się w oczy i kusić klientów by skosztowali zimnych smakołyków.
I kiedy tylko Florence upewniła się, że wszystko jest na swoim miejscu, uśmiechnęła się z satysfakcją. Akurat wyrobiła się na czas. Przytargała szybko z zaplecza trzy brakujące smaki i ustawiła je między pozostałymi. I właśnie wtedy nadszedł czas by otworzyć drzwi. Z samego rana klientów nie było wielu. Tłumy pojawiały się raczej w południe. Tak też było i dzisiaj - Florence musiała rano poczekać, aż w końcu ktoś zdecydował się zajść do lodziarni i zakupić słodki (albo i nie), zimny przysmak. Powitała pierwszego klienta tego dnia szerokim uśmiechem, a to co później nastąpiło, było typową sytuacją, znaną z tego typu lokali - klient wybrał sobie dwa smaki, zapłacił za nie, wziął swoje lody, które Florence przygotowała w międzyczasie i wyszedł. Przez tych kilka lat kobieta wyrobiła sobie kilka nawyków oraz umiejętności, które przydawały się przy chwilach, kiedy koncentrować się trzeba jednocześnie na kilku czynnościach. Florean nadal miał z tym niewielkie problemy, u niego zawsze kolejki stały kilka chwil dłużej niżby u jego siostry. Nie przeszkadzało mu to jednak, z czego też Florence bardzo się cieszyła. Widząc kolejnych potencjalnych klientów, zmierzających w stronę lodziarni, ponownie przybrała firmowy ale jednocześnie szczery i od serca uśmiech.
Florence kochała swoją niewielką lodziarnię, znaną z tego, że lody robione były na miejscu i z ogromną dawką uczucia. Kochała swoją pracę, kontakt z ludźmi (szczególnie z dziećmi, chyba że tymi wrednymi, rozrabiającymi dzieciakami), kochała lody oraz sprawianie ludziom radości - nawet jeśli za tę radość musieli zapłacić kilka sykli. Z satysfakcją Florence obdarzała takim drobnym szczęściem coraz więcej i więcej osób. Zapowiadało się na to, że dzień będzie niezwykle pracowity, ale to nic. Florence przecież to kochała.

zt




Show me that you're human
You won't break.

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue http://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 http://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 http://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 http://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   03.09.17 19:06

|6 maja - badania
Musiałem odpocząć. Choroba Florence, odsiecz, zaginięcie Lily, anomalie - nie mogłem ostatnio narzekać na brak zmartwień. Przez to wszystko zaniedbałem lodziarnię, pojawiając się w niej jedynie z doskoku, i udając, że mam głowę się nią zająć. Nie miałem, myślałem o wszystkim innym oprócz własnego biznesu, ale miałem zamiar to dzisiaj nadrobić. Przyszedłem do niej wcześnie rano zanim pojawili się pierwsi klienci i Stephanie, nasza wybawicielka. Koniecznie musiałem jej podziękować za owocną pracę, bez niej ta lodziarnia świeciłaby pustkami. Zdjąłem krzesła ze stolików i poszedłem po wilgotną szmatkę, żeby przetrzeć blaty. Równie dobrze mogłem skorzystać z magii, ale będąc wychowanym przez mugolkę, lubiłem czasem z niej zrezygnować. Nieco bardziej się wysilić, ruszyć mięśnie, mieć z tego większą satysfakcję. Poza tym magia szalała i nawet zwykłe chłoszczyść mogło przynieść mi więcej szkody niż pożytku, tym samym mugolski sposób myślenia zaczynał być na wagę złota. Skończyłem czyścić ostatni blat i wrzuciłem ścierkę do wcześniej przygotowanej miski, z której wyleciało kilka niewielkich baniek. Leciały coraz wyżej, w końcu znajdując się na wysokości moich oczu, a ja, jak dzieciak, zniszczyłem je palcem. Sprawiło mi to o wiele większą przyjemność niż powinno, więc poszedłem na zaplecze w poszukiwaniu dwóch podłużnych rzeczy i sznurka. Ostatecznie powiększyłem zaklęciem wykałaczki i przetransmutowałem sznurówki w coś dłuższego i cieńszego. Bańki zawsze wywoływały we mnie miłe wspomnienia z dzieciństwa, więc postanowiłem podzielić się nimi z innymi dziećmi. Zmontowałem ze stworzonych półproduktów porządne narzędzie do robienia baniek, takich dużych, które po chwili latały po całej sali. Prezentowały się pięknie przy porannym świetle, lekko się mieniąc i niestety szybko niszcząc. Przyglądałem im się przez parę minut, myśląc w jaki sposób można by było je utrwalić. Wtedy naszła mnie genialna cukiernicza myśl.
Cukierki. Bańkowe cukierki. Równie delikatne co prawdziwe, rozpływające się w ustach jak najdelikatniejsza czekolada, pękające cicho po ugryzieniu. Od razu się rozchmurzyłem, zapominając o wszelkich troskach, bo oto znalazłem się w swoim żywiole. Kto by pomyślał, że poza historią, odnajdę go w cukiernictwie. Przeniosłem się z misą na zaplecze, żeby nie zaszczycić gości bałaganem, i zacząłem kombinować. A gdyby tak dodać cukier? Bańki stałyby się słodsze, może zjadliwe. Wyjąłem z szafki cały worek, niefortunnie wsypując o wiele za dużo do środka miski. Mikstura niebezpiecznie zgęstniała, a ja zanurzyłem w niej łyżkę, chcąc spróbować co wyszło. Cóż, nic nie wyszło. Od razu wszystko wyplułem, język pozostawiając na zewnątrz jak pies w gorące dni, poszukując czegokolwiek do popicia. Fuj, cukier niczego nie zmieni, ale coś musiało. Oparłem się dłońmi o roboczy blat, dalej intensywnie poszukując rozwiązania. Postanowiłem wysłać Florence list, ona mogła na coś wpaść. A jak Florence, to i Bertiemu - w końcu z niego był cukiernik pełną gębą. Znalazłem nieco zaplamione kawałki pergaminu i zacząłem dzielić się z nimi swoim pomysłem, który uważałem za genialny. Entuzjazm we mnie rósł wraz z każdym napisanym słowem i byłem pewny, że oni poczują się podobnie. Bańki! Tak proste rozwiązanie a tak trudno było na nie wpaść. Włożyłem każdy z listów do koperty i pobiegłem na górę do mieszkania, grzecznie prosząc Laverne o ich wysłanie. - Twoje pióra pięknie prezentują się na tle tej ściany - zapewniłem ją, a ona wtedy delikatnie złapała za obie koperty i pofrunęła do adresatów. Ja wróciłem na dół do swojego projektu "Bańki". Wpatrywałem się w miskę, postanawiając dosypać do niej jeszcze trochę cynamonu i wiórek czekoladowych. Mikstura wciąż okazała się być paskudna, a w dodatku straciła swoją właściwość tworzenia baniek. Zasmuciło mnie to, chodziło mi przecież o całkiem przeciwny efekt. Zapewne siedziałbym nad tym jeszcze długo gdyby nie dźwięk otwierających się drzwi. Przyszli pierwsi klienci, zapewne domagający się dawki chłodnych lodów przed długim dniem pracy. Niechętnie porzuciłem próby tworzenia bańkowych cukierków, ale tylko na chwilę, nie zrezygnuję z rozwinięcia tego pomysłu.
- O, dzień dobry panie Moe! Dzisiaj też waniliowe?




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zaplecze   03.09.17 19:06

The member 'Florean Fortescue' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 51


Powrót do góry Go down
 

Zaplecze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Lodziarnia rodzeństwa Fortescue-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17