Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnia   03.08.16 1:30

First topic message reminder :

Kuchnia

Do w miarę stałego umeblowania tego wnętrza należą flakoniki, garnki, stół, kredens, zlewozmywak, cała masa patelni i tym podobbnych rzeczy oraz Bertie. Kuchnia w Ruderze jest bardzo przytulnym i ciepłym miejscem w którym jest wszystko, czego trzeba do zrobienia pysznego posiłku. Bardzo często z resztą na stole stoi jakieś ciasto, albo na kuchence garnek zupy, którym goście, czy domownicy mogą się częstować.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.


Ostatnio zmieniony przez Bertie Bott dnia 13.11.16 0:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   26.05.17 19:41

Zerknął na szalenie wysokiego towarzysza kucającego nad jego królikiem, który na moment znieruchomiał najpewniej rozważając próbę ucieczki. Roger był jednak szalonym ryzykantem, dodatkowo królikiem kanapowym i potwornie odważną bestią gotową ryzykować porwanie i przerobienie na pasztet, jeśli miał się dorobić odrobiny głaskania, lub (olaboga!) dostać marchewkę. Teraz nawet wzięto go na ręce, a ten szalony królik uwielbiał patrzeć na świat z wysoka. Poruszył uszami, układając łapki na piersi trzymającego go Selwyna i zaczął rozglądać się dookoła.
Warto też przetestować, czy nosiciel nie jest ubrany w coś jadalnego. Zawsze warto testować jadalność rzeczy, skoro marchewki leżą na ziemi, a są jadalne - a łóżko też stoi na ziemi, rozumowanie królika jest chyba dość oczywiste. A ludzie to już w ogóle stoją na ziemi!
- Osobiście uważam, że generalnie zwierzęta rządzą światem, a my stanowimy jedynie ich bardzo liczną służbę. Gdzieś tu powinien biegać puszek jednej z lokatorek i wierz lub nie, ale to dopiero wredna bestia. - uśmiechnął się pod nosem, rozglądając się przy tym, czy przypadkiem małe, urocze zwierzątko nie czai się gdzieś w okolicy. Był absolutnie pewien, że ostatnim razem zrzuciło na niego patelnię całkowicie i w pełni celowo. Tylko dlaczego ono go nie lubi?
Uśmiechnął się pod nosem widząc, że terapia osładzająca nerwy działa perfekcyjnie. Tak już jest, niedobór cukru we krwi sprawia, że ludzie stają się zgrzybiali, nerwowi, mniej doceniają piękno świata. A tu obok właśnie widać, jaką ulgę przynosi uzupełnienie owego niedoboru, a jak.
- Dzieciom wyjaśniam, że chodzi przede wszystkim o pozytywne emocje, ty jesteś na to za stary i i tak pewnie nie uwierzysz. - stwierdził, zerkając na Selwyna tylko na chwilę. - A jeśli uwierzysz, nauczę cię piec, bo w tym tkwi dar i sekret którego nie można niedoceniać.
Zakończył swoją wypowiedź, choć spodziewał się, że jego rozmówca jest zbyt przyziemny, by potraktować go poważnie. Ech, ciężki los porządnego cukiernika, marzyciela, tak to już jest.
Bardzo lubił patrzeć, jak szlachta zachowywała się niezbyt szlachecko, bawiło go to nawet, choć po części przywykł. Przyjaźnił się w końcu z młodym Ollivanderem, który nigdy przy nim nie szalał z nadmiarem dworskiej etykiety.
Na szczęście.
- Szkoda w takim razie, że wyjechałeś. Mógłbyś dołączyć do konkursu jaki mieliśmy z Titusem, zanim nie połączyliśmy sił. Komu uda się lepiej, bo jak wiemy, nie w ilości tkwi siła. - stwierdził, z uśmiechem na twarzy krojąc kolejne warzywo i uznając, że wystarczy, bo przecież tu o mięso głównie chodzi. - Czasem myślę, że te sztywne zasady w jakich się wychowujecie, w niektórych wypadkach muszą skutkować czymś... szczególnym.
Dodał po chwili, bo tak właśnie myślał o Titusie. Tylko jak w takim razie tłumaczyć jego samego? Nie był wychowywany sztywno, raczej po prostu miał to w naturze, która nie była niczym krępowana. A może za rok zaproszą Alexandra do Nocy Błaznów?
Choć ewidentnie coś się w nim zmieniło, skoro lata temu miał podobną chociaż naturę, może jednak przydałoby mu się do niej dogrzebać. Jeśli będzie chciał rzecz jasna.
- Niuchacza? - udał zdziwienie, acz w ewidentnie teatralny sposób, słuchając dalej wywodu Alexandra. Odetchnął. - Zdajesz sobie sprawę, że gdy bawiłeś się krzesłem nauczycielki, mogło ci się nie udać i mogłeś doprowadzić do wypadku? - spytał spokojnie, z lekkim rozbawieniem. Oczywistą odpowiedzią wydawało mu się ja z tego wyrosłem, jednak skoro Lex zaczął od tego, że rozumie zabawę, niechaj widzi, że ona nigdy w pełni bezpieczna nie będzie nawet, jeśli wypadki nie zdarzają się często. Bottowi się na szczęście żaden poważny nie trafił, a te małe nie raz wiązały się z małą przygodą. - Nie mówię tego, żeby cię napadać, absolutnie. - dodał tym samym pokojowym tonem co do tej pory, a uśmiech z jego twarzy wcale nie znikał. - Chodzi mi tylko o to, że podobnie jak zapewne ty wiem, że cokolwiek robimy, może to ze sobą nieść przykre konsekwencje, nie mam tu na myśli tylko żartów i to nie oznacza, że przestajemy robić cokolwiek, tylko że zabezpieczamy się przed konsekwencjami. Jak i twój pokój został zamknięty w taki sposób, by nikt z zewnątrz go nie otworzył i by na pewno nie zrobiło tego zwierzę, właśnie po to, żeby twój dobytek był bezpieczny. Uwierz, bardzo żałuję, że wiązało się to z tym, że nie mogliśmy obserwować polowania na niuchacza. - był szczery, całkowicie szczery jak niemal zawsze w swoim życiu. Zabezpieczyli pokój Lexa jak tylko się da, więc nie bał się o jego dobytek, myślał o tym kiedy było trzeba. - Jak zapewne wiesz, te zwierzęta nie do końca zjadają rzeczy jakie ukradną, można je bez wielkiego problemu odzyskać. Moim celem nigdy nie jest zrobienie komukolwiek krzywdy czy przykrości.
Zerknął na pierścień Alexa a potem na samego króliczka w jego dłoniach.
- Nie myśl, że nie traktuję tego poważnie. Ale właśnie dlatego zadbałem, by zwierz nie mógł uciec. - wrócił do krojenia królika, który mu pozostał. Nie lubił rozmawiać o poważnych sprawach, szczególnie o takich od których wiele zależało. Nie lubił też się tłumaczyć, choć Alexander wyraźnie tego oczekiwał, Bott zamierzał poprzestać na tym, co powiedział: żart był bezpieczny, razem z Titusem o to zadbali. I nadal żałował, że nie mógł oglądać polowania na cholernie sprytne zwierzę. Jeśli jeszcze nie wydobył z niego swoich własności, powinien się udać do weterynarza, czy magizoologa, który mu z tym pomorze, na pewno jednak mu się uda. - Myślałeś już nad imieniem? Dopiero rozmawialiśmy o tym, że króliki są charakterne, nie wątpię, że z niuchaczem także dasz radę się dogadać. Dziewczynka w sklepie w którym go kupowałem wydawała się nim wprost zauroczona. Trudno się dziwić, ma urok spryciarza.
Wrócił do typowego wesołego tonu, machnął różdżką, by woda w kociołku zagotowała, kolejnym machnięciem wskazał muffina, który wleciał w usta Alexandra, gdy ten je tylko otworzył. Małe napomknienie, najpierw się rozwesel, potem mów!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
18
10
0
16
6
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Kuchnia   29.06.17 1:20

Rzucił Brtiemu na wpół zaciekawione, na wpół rozbawione spojrzenie, gdy mierzwił białe królicze futerko w okolicach ucha.
- Czyli mówisz, że puszek pigmejski wyrządził ci tak wielką krzywdę, byś zaczął uważać to urocze stworzenie za wredne? - zapytał, unosząc pytająco jedną brew, zaraz jednak przenosząc spojrzenie na zmyślne stworzenie w swoich ramionach. Przez ostatnie parę minut zdążył polubić małego rozrabiakę. Przemieścił się odrobinę i podkradł Bertiemu kolejny kawałek marchewki z deski, podsuwając go pod króliczy nos.
- Bardzo chętnie - chrup chrup - wysłucham twoich - chrup chrup - traumatycznych przeżyć związanych z rzeczonym nasieniem zła jakim jest puszek. Naprawdę, jeśli tylko poczujesz taką potrzebę nie wahaj się ani sekundy - zaoferował tonem niezwykle zatroskanym, jednak po tej delikatnej nucie obecnej w jego głosie można było domyślić się, że nie do końca wierzy w piekielność rzeczonego stworzonka. Słyszał co prawda, że puszki potrafią mieć charakterek, jednakże nigdy nie uwierzyłby w to aż w takim stopniu, żeby posądzić któregoś z nich o bycie wrednym. Puszki były przecież urocze, słodkie i kochane, typowy towarzysz typowej szlachcianeczki do lat dwunastu. Co nie?
Selwyn wrócił na swoje miejsce na krawędzi stołu, przemieszczając Rogera Bardziej na ramię. Zwierz począł bowiem z lekka się wiercić, znudzony siedzeniem zaledwie na wysokości piersi Selwyna. - Pozytywne emocje... - powtórzył po Botcie, zamyślając się. - Powiedzmy, że wierzę w emocje i ich moc. Swoje widziałem w szpitalu i zdecydowanie coś jest w tej całej wróżbiarskiej mowie o aurze - odparł, jednocześnie wykonując niewielkie kółko głową. W kuchni poniósł się krótki dźwięk strzykającego karku na który królik lekko się nastroszył. Selwyn jednak szybko go ugłaskał, jednocześnie zastanawiając się nad tym, czy da się wyczuć aurę drugiej osoby przy pomocy legilimencji. Dało się w sumie wyczuć jak kłamie, to dlaczego by nie robić tego samego z emocjami? Alexander musnął palcami swoją różdżkę i delikatnie  ją obrócił, w myślach inkantując: Legilimens. Poczuł, jak macka jego świadomości wypełza w kierunku Bertiego i delikatnie zbliża się do jestestwa Botta. Cofnął się momentalnie, gdy tylko wyczuł emocje wręcz promieniujące z cukiernika. Tak, Bertie Bott na pewno był czarodziejem o dobrej, ciepłej, pozytywnej aurze.
- Trochę żałuję, muszę przyznać. Obaj również jesteście rocznik trzydziesty piąty? - zapytał, chcąc się upewnić, bowiem takie informacje w tej chwili nie były mu znane. Strzelał tylko, ale szacując to różnica wieku nie mogła być między nimi zbyt wielka. Merlinie, na pewno nie była, a Selwyn już czuł się przynajmniej dekadę starszy. Zaczynam zmieniać się w Weasleya, pomyślał z przerażeniem, odnosząc się do Garretta. Ciężko było jednakże nie upodabniać się trochę do aurora, kiedy ich cele były takie same, a okoliczności wcale nie przedstawiały się sprzyjająco. To wchodziło w człowieka nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak - po prostu, nagle było obecne i nie zamierzało nigdzie odejść. - Co masz na myśli mówiąc "szczególnym"? - zmarszczył czoło i na chwilę zaprzestał głaskania królika, na co ten szybko zareagował, znów znęcając się nad kołnierzykiem koszuli. Przez myśl przemknęło mu tylko, że Solene na pewno nie będzie zadowolona z faktu, że jej ciężka praca staje się pożywieniem dla jakichś małych szkodników, nie ważne jak urocze by nie były. Następne słowa drugiego Zakonnika przyjął w ciszy, uważnie go wysłuchując. Nie odezwał się ani razu, nie odpowiedział na żadne z postawionych pytań. A gdy już zdecydował się otworzyć usta został zapchany muffinem.
- Hemfsze sie! - wymruczał, a zabrzmiało to niepokojąco podobnie do słów "zemszczę się". Jednak nie brzmiało to groźnie, ponieważ Alexander walczył ze śmiechem, muffiną i królikiem, który zaczął ewidentnie dawać znać, że chce się znaleźć na podłodze. Lex parskając okruszkami i prawie zaczynając się dusić ześlizgnął się z krawędzi stołu i opadł swoim szlachetnym zakończeniem pleców na podłogę, odstawiając na nią królika i uważając - mimo dramatycznej sytuacji - aby nie stała mu się krzywda. Zaczął kaszleć i uderzać się raz po raz pięścią w klatkę piersiową aż w końcu poczuł, jak wyjątkowo duży kawałek wypieku wylatuje z zachyłka gruszkowatego w jego gardle i trafia w swoje miejsce - do przełyku. Selwyn posiedział jeszcze chwilę na podłodze łapiąc oddech i ocierając łzy, które wyciekły mu z kącików oczu w czasie całej tej scenki. - Momencik - wykrztusił, wciąż się śmiejąc. W końcu jednak się opanował i wstał, obracając w dłoni sprawczynię tej całej komedii - zabójczą babeczkę. Takie przecież zawsze sprawiały, że mężczyźni lądowali twardo na ziemi.
- Primo, zaczarowałem podłogę zaklęciem zmiękczającym, a jako że transmutacji uczył mnie nie kto inny jak nasz poczciwy Hereward Bartius to możesz mieć pewność, że zabezpieczyłem się przed nieszczęśliwym wypadkiem - zaczął, unosząc ostrzegawczo palec wskazujący ku górze, by Bert mu nie przerywał. - Secundo: nie wiem czy zatrzymam tego szkodnika, wiem za to że moja kuzynka zajmuje się magicznymi stworzeniami i na pewno odzyskam wszystko to, co ten urwipołeć wchłonął, bez obaw. Jednak nie to jest głównym powodem, dla którego tutaj przychodzę - rzekł, odkładając nadgryzioną muffinkę na blat stołu i zaplatając ręce na piersi. Twarz miał trochę marsową, a z lekka zmartwioną, a ponadto odrobinę zabarwioną smutkiem. - Bertie, mówię to jako osoba ci życzliwa. Może i jestem trochę zgorzkniały, ale codzienne oglądanie śmierci w pracy robi różne rzeczy z człowiekiem - nie wiem. Wiem jednak, że planowanie Nocy Błaznów w czasie spotkania Zakonu, niezwykle ważnego spotkania, spotkania na którym mówimy o śmierci... rozumiesz chyba. Włamywałem się do Tower zeszłej jesieni razem z kilkoma innymi Zakonnikami. Straciliśmy na tej misji nie jednego przyjaciela, a trójkę. Każdemu przydaje się od czasu do czasu odrobina oderwania, jednak nie w takich sytuacjach. To było nieodpowiednie, Bertie. Nie chciałbym żebyś się obraził, mam nadzieję iż tak się nie stanie, jednak na przyszłość miej baczenie na to, że są różne momenty w życiu i nie każdy jest odpowiedni na planowanie primaaprilisowych żartów - zakończył i westchnął po swoim monologu, ponownie opadając na krawędź stołu. Złapał w dłoń porzuconą wcześniej muffinę i wgryzł się w nią, wyczekujące spojrzenie srebrzystoniebieskich oczu kierując na stojącego przed nim mężczyznę.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   10.07.17 1:02

Pokręcił lekko głową widząc rozbawienie i niedowierzanie na twarzy Alexandra. Nie uśmiechał się, choć widać było, że po części i jego bawi cała sytuacja, choć o zwierzątku mówił prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.
- Nie słyszałeś o tym, że im coś jest mniejsze i słodsze, tym większego demona w sobie chowa? - uniósł lekko brew. - Spójrz na kobiety.
No dobrze, może to po prostu jego ciągnęło do temperamentnych pań w jakiś sposób, przynajmniej do tej pory - nie mógł tego ukryć - jednak miał wrażenie, że tak na prawdę małym demonem jest każda. Panują nad tym, uśmiechają się i są cudowne, jednak kiedy zachodzi potrzeba, wychodzi z nich moc z piekła rodem.
Dokładnie, jak z puszkami.
- Mieszka tutaj jakiś miesiąc. - zaznaczył, by podkreślić pracowitość małej, wrednej bestii. - A już od niego zdołałem oberwać patelnią i stracić ze trzy kubki kawy. Dużo tego, lubi siedzieć na szafkach, tylko jakimś sposobem tylko ja obrywam spadającymi z nich przedmiotami. A co najgorsze nie potrafię wypowiedzieć jego imienia ze złością. No sam spróbuj: Luluś.
Westchnął dramatycznie, rozkładając ręce w swojej bolesnej bezradności. Fakt faktem, próbował wiele razy, szczególnie kiedy gorąca kawa wylądowała na jego spodniach. Nic jednak z tego, samo brzmienie tego słowa od razu łagodzi charakter wszystkich miotanych przy okazji gróźb. I jak puchaty psychopata ma go potem traktować poważnie?
Ciężkie życie, ciężki los Botta, co poradzić? Nawet najbardziej słodkie z możliwych stworzeń może się na niego uwziąć.
Póki co jednak czując się względnie bezpiecznie, wrócił do krojenia warzyw. Robił to sprawnie i szybko, prawie przy tym nie patrząc na to, co robi, a jednocześnie jakimś sposobem wykonując czynność dokładnie i bez uszczerbków na swoim zdrowiu. O dziwo.
Słysząc, że Sewlyn nie zamierza wyśmiać jego dalszej paplaniny, uśmiechnął się pod nosem. Mało kto faktycznie rozumiał o co chodzi i, że nie jest to tylko gadanina głupca, który lubi mówić bzdury. Emocje pomagają w wielu rzeczach, nie tylko w gotowaniu, choć tutaj zdaniem Botta mają bardzo wiele do powiedzenia.
- Zapraszam na kurs pieczenia ciasteczek. - stwierdził więc zgodnie z wcześniejszą obietnicą. Nie sądził, by Alexander skorzystał, choć mówił całkowicie poważnie. To już jakiś początek, zrozumienie idei! Spojrzał znów na chłopaka i królika, który eksplorował akurat jego ramię zadowolony z otrzymywanej atencji i wysokości na jaką dzięki temu się dostał. Rety, czym tego człowieka karmili?
Tak czy inaczej nie wyczuł tego co robił Selwyn. Pewnie nie byłby zadowolony - legilimencja zawsze lekko go przerażała, nawet w rękach osób, które wiedziały, kiedy powinny z niej korzystać, a kiedy należy trzymać się pewnych barier. Mimo wszystko dziwiło go, że ktoś chce posiąść zdolność aż tak silnego wchodzenia w prywatność drugiej osoby. Niewątpliwie w czasach, jakie nadeszły, ta zdolność będzie bardzo przydatna, mimo to w Botcie wzbudzała swego rodzaju niechęć.
Być może nawet dość nieuzasadnioną jako, że prócz Zakonu nie posiadał on zbytnio sekretów, prowadząc żywot wyjątkowo otwartej na ludzi papli.
- Ja tak, Ollivander jest dwa lata młodszy. - przyznał. To pewne, Selwyn sprawiał wrażenie starszego, niż był, gdyby nie znać cyfr i nie widzieć wyglądu, zapewne możnaby uznać, że ma około trzydziestu lat. A Titus? Najmłodszy Zakonnik. Cóż, emocjonalnie chyba odpowiadał wiekiem Bottowi, który chciał się mimo wszystko bawić czasem jaki jest mu dany. Walczyć o niego, walczyć o swoich bliskich, skoro nastały czasy w których trzeba to robić, ale mimo to korzystać z życia.
- Tłamszą was szlacheckim wychowaniem, mam wrażenie, że w ten sposób łatwo wychodować chochlika osadzonego w pozorach szlachectwa. - wyjaśnił zaraz, wzruszając przy tym ramionami. Gar pożywienia został krojony, mięso już zaczynało pachnieć, przyjemny zapach gulaszu powoli unosił się w kuchni. Bott wrzucił ostatnie dodatki, znów poruszając różdżką, by kociołek nabrał odpowiedniej temperatury. - Lepiej byłoby w kominku, ale cholera wie, czy zaraz tu ktoś nie wejdzie...
Mruknął, marszcząc nos, kiedy rozważał tę opcję. Nie podpala się jednak wycieraczki w domu otwartym na gości, a takim właśnie była Rudera. Nie ustawia się też potrawki pod nogami gości, jeśli jest się głodnym, gulasz z dodatkiem buta nie smakuje już tak dobrze.
Niechaj więc zaklęcie działa samo - powinno wystarczyć!
W tym czasie Alexander musiał zająć się muffinem, a Bertie łapiąc swój kubek usiadł wreszcie na miejscu. Zerknął na Rogera znęcającego się nad częścią koszuli Selwyna, zanim ten się nie odezwał.
Nie próbował się wtrącać w jego wypowiedź, uśmiechając się przy tym nieznacznie na słowa o zabezpieczeniu podłogi. Lex po części potwierdzał tym jego słowa: kiedy robisz coś głupiego, staraj się przy tym myśleć. Jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało.
- Powinieneś go zatrzymać. - stwierdził po wysłuchaniu całej wypowiedzi Alexandra, zamierzając odpowiedzieć mu na wszystko po kolei. Nie reagował na smutek rozmówcy nadmiernie, jednak nie wydurniał się w tym momencie. - Myślę, że z czasem się z nim dogadasz.
Dodał jeszcze i mówił prawdę. Uwielbiał zwierzęta, jak już zostało wspomniane. Może ten urwis trochę rozerwie młodego Zakonnika?
- Nie miałem na celu obrazić kogokolwiek. Nie sądziłem, że ktokolwiek poza Titusem to usłyszy i przykro mi, że stało się inaczej. - powiedział mu całkiem poważnie, bo i rozumiał, o co chodzi. - Nie chcę też, żebyś myślał, że tego nie rozumiem. Nie widziałem na własne oczy śmierci, więc może faktycznie nie rozumiem do końca. - wiedział, jak to jest stracić kogoś bliskiego, jednak nie wiązał tego ze śmiercią, nadal odrzucał podobne myśli, więc nie chciał w tej rozmowie odnosić się do tego. - Raczej... - czuł, że się tłumaczy, a jednocześnie coś mu podpowiadało, że Selwyn na to tłumaczenie zasługuje. - Wiem, że wiele przeszliście. Możliwe, że trochę mnie to przeraża. - jak skrajnym idiotą musiałby być, żeby go nie przerażało? Starał się dobierać słowa. Nie chciał się nadmiernie uzewnętrzniać. Nie dlatego, że trzymał cokolwiek w sobie, raczej nie sądził by Alexander miał ochotę słuchać wywodu o jego życiu i osobowości. - Powiedzmy, że nigdy nie umiałem reagować na stresujące sytuacje w chwilach, kiedy nie można nic zrobić. Bezczynność mnie morduje. Jeśli nie mogę naprawić tego, co się dzieje, irytuje mnie to do granic i powiedzmy, że to swojego rodzaju sposób na odreagowanie.
Wzruszył w końcu ramionami. Co jeszcze mógł powiedzieć?
- Domyślam się, że czujesz coś podobnego, tylko potrafisz na to odpowiednio zareagować. - oh, nikt nienawidzi bezczynności, nie czuł się w tym wyjątkowy. Tylko że on kiedy czuł, że nic nie może zrobić, odciągał swoje myśli. Lubił wierzyć w to, że świat tak na prawdę jest dobrym miejscem, że ludzie są z natury dobrzy mimo, że często robią głupstwa i zawsze w końcu pojawi się możliwość na rozwiązanie problemu. Jakikolwiek by on nie był. - W każdym razie przepraszam.
Nie chciał nikogo urazić, a jednocześnie musiał zrozumieć resztę. Gdyby ktoś robił sobie przy nim głupie żarty w chwili, kiedy szukał siostry, pewnie skończyłoby się to źle.
Zaraz jednak zapach w kuchni wezbrał na intensywności, więc Bertie uniósł różdżkę, wskazując na kociołek.
- Swoją drogą gdyby moja babcia cię zobaczyła, uwiązałaby cię do krzesła i karmiła, zmieniając się jedynie na sen z babcią od strony ojca. - dodał, wracając do naturalnego sobie tonu, kolejnym ruchem różdżki wyjmując miski z szafek i układając je na stole. Cóż, po części przejął rodzinny nawyk karmienia całego świata, ale świat jak dotąd wcale na to nie narzeka! O nic nie pytając, wskazał na chochlę. Tę ostatnio wymieniał, bo poprzednia się popsuła i zaczęła rozlewać pożywienie. Ta pięknie nałożyła obu Zakonnikom po solidnej porcji potrawki z królika.
Roger całkowicie nieświadom tego, co właśnie się dzieje, poruszył jedynie swoimi dużymi, przyklapniętymi uszkami, przez chwilę smyrając noskiem szyję Alexandra.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: West Country, Dolina Godryka 24-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17