Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jadalnia/salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Jadalnia/salon   03.08.16 0:39

First topic message reminder :

Salon

Jak widać na załączonym obrazku: duży kominek podłączony do sieci fiuu, drewniane podłogi (jak w całym domu), trochę rozgardiasz, trochę magicznych i trochę mugolskich bzdurek dookoła. W samym środku pomieszczenia stoi drewniany stół z białym obrusem. Dwa krzesła przy nim wyglądają jak na zdjęciu - są bujane (znalezione w domu i naprawione) - dwa pozostałe są zwyczajne, dokupione przez właściciela. Właściciel uprzejmie prosi nie obrażać firanek. Firanki są piękne.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.


Ostatnio zmieniony przez Bertie Bott dnia 13.11.16 11:27, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Jadalnia/salon   02.09.17 11:53

Proponując jej mieszkanie tutaj, a właściwie stawiając ją przed faktem dokonanym nie myślałem o żadnych potencjalnych profitach. Chciałem dla niej jak najlepiej - tylko to miałem w głowie. A jednak nie mogłem zaprzeczyć, że nie czerpałem z tej sytuacji żadnych korzyści. Bo tak w sumie to nie było złe - wstać, zajść do kuchni, patrzeć jak ona się po niej krząta. To było coś nowego. Nawet nie zdałem sobie sprawy, że poruszałem się ciszej chcąc się tym nasycić. Cierpka była jednak myśl, że ani kuchni, ani będącej w niej kobiety nie mogłem nazwać swoją - z tego też powodu do głowy mi nie przyszło nawet chcieć tak zawsze.
- Brzmisz jakby ten kurczak jeszcze o tym nie wiedział - na swój sposób było to zabawne, a jako że miałem dobry humor to uderzyłem w tę nutę
- Nie do końca... - jęknąłem - Obraz w salonie lubi żyć życiem wszystkich tylko nie swoim. Tak samo zresztą jak Lana. Chociaż w jej przypadku trudno powiedzieć, że ma wybór - śmiechom nie było końca. Tak, to było trochę chamskie poczucie humoru, lecz nikt nie jest w końcu idealny. Gdy przestałem się szczerzyć jak głupi do sera spoważniałem zdając sobie sprawę z czegoś istotnego - cokolwiek o mnie nie powie, a na pewno będzie miała nie mało do powiedzenia - nie wierz jej. Nie lubi mnie. Można powiedzieć, że jest za sztywna by się odnaleźć w moim towarzystwie - Poruszyłem brwiami w geście rozbawienia wymieszanego z dziwnym rodzajem dumy. Chyba nie trudno już się było domyślić Lil dlaczego, chociaż ja sam nigdy się tego nie dowiem.
- Jak nie chcesz by tak robił to go zbesztaj - zasugerowałem, dostrzegając w końcu tą jej niepewność co do tego co powinna zrobić, gdy się nuż rozbudził. Wiedząc, ze może to brzmieć absurdalnie ciągnąłem dalej - Kysznij na niego. Tak jak na kota, no, tak: ksz, ksz - osobiście wolałem wyżywać się na nim od nieposłusznych męt ale po czasie okazało się, że i na to reaguje, a wówczas Eilen mniej krzywo na mnie patrzyła - To przestanie cudować. Lubi się nieproszony popisywać - może i Bertiemu to odpowiadało, może i innym domownikom też, jednak ja wolałem mieć pewność, że to ja kontroluję nóż, a nie magia.
- Pomóc ci w czymś, tak w ogóle...?




 
Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia/salon   02.09.17 12:57

Matt. Uśmiechnęła się lekko. Czasem lubiła jego humor. Głupkowaty, dość abstrakcyjny, często wredny. Pokręciła głową na jego słowa i zerknęła na pozbawiony pierza i wnętrzności kawał mięsa.
- Czemu czarodzieje sami wnoszą sobie do domu wścibskich, półrealnych lokatorów? - nie mogła tego pojąć. Taki obraz mógł w gruncie rzeczy być czymś niezłym dla osób samotnych, jednak właściciel tego domu raczej nie cierpiał na brak ludzi. A może obraz był tu już, kiedy mieszkała tutaj Lana? Tylko ona z tego co mówiła była tu z mężem, więc też by nie pasowało.
Przypomniała sobie całe zgromadzenie ze schodów w posiadłości Prewettów. Czasem mogli być w sumie zabawni i póki byli tylko na schodach może nie było to zbyt uciążliwe?
Na słowa o Lanie, pokręciła głową, że niby jej to nie bawi, choć uśmiech na jej twarzy świadczył o czymś całkowicie innym.
Nie od dziś najlepszym remedium na stresy jest głupek w dowcipnym nastroju.
Kiedy usłyszała o tym, jak należy traktować magiczny nóż, uniosła obie brwi ku górze. No, poważnie?
- Przy tym całym remoncie transmutowaliście zwierzęta sąsiadów w przyrządy kochenne? - spytała, bo o ile jak każdy, kto mieszkał sam zdarzało jej się mówić do siebie, o tyle kszykanie, czy reprymenda względem noża wydawała się jej już dość dziwna. I to ja jestem ta pokrzywiona?
- Wiesz, żyję w magicznym świecie już czternaście lat, a nadal czasami nie wiem kiedy czarodzieje mówią o czymś serio, a kiedy robią ze mnie idiotkę. Z tobą to już w ogóle nie wiadomo. - pokręciła głową. Oj, owszem, była w stanie uwierzyć, że Matt kłamie żeby sobaczyć, jak ona mówi do durnego noża, żeby móc jej to potem bezczelnie wypominać. Uśmiechnęła się przy tym pod nosem. Nawet nie umiała mieć mu tego za złe.
- Choć w sumie Bertie wspominał coś o wrednej chochli. - obłęd. Przywykła do ruchomych obrazów, nawet przyjęła fakt istnienia duchów, magii, dziwnych stworzeń, to że czarodziejskie szachy to wzajemnie mordujące się pionki, ale no przyrządy kuchenne z osobowością?
- Możesz przynieść ziemniaki, jeśli gdzieś tu macie. I je obrać. O ile nożyk do ziemniaków nie jest psychopatą, albo nie ma depresji. - dodała w końcu, po chwili namysłu ostrożnie łapiąc za rączkę delikatnie odsunęła nóż od deski do krojenia, by bezpiecznie zebrać z niej czosnek. I dorzucić do KOCIOŁKA. Eh.
Czemu ten dom nie stoi na kurzych nóżkach?




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Jadalnia/salon   04.09.17 4:01

- Jestem ostatnią osobą którą powinnaś o to pytać - zauważyłem wesoło. Lubiłem i wolałem mugolski świat z czym się zresztą nie kryłem. Był ciekawszy, wartościowszy, bardziej zależny od nas samych - Bert szybciej to wszystko znosił niż byłem wstanie wynosić - początkowo robiłem to z przekonania. Szanowałem jednak fakt, że to jego dom i skoro chce ten magiczny złom to niech go ma. Dlatego też po tym gdy to zrozumiałem to kontynuowałem swoją krucjatę wynosząc te śmieci ze zwykłej, małpiej złośliwości. A przynajmniej pozorowałem takie próby. Było zabawnie. Dopóki mnie nie rozgryzł.
- Jeśli Bert coś takiego by robił, a brzmi to jak coś w jego stylu, to będę ostatnia osobą która się o tym dowie. Nawet nie miałbym mu tego za złe. Długo - wzruszyłem ramionami dojadając owoc. Tak jak na czarodzieja byłem dość nienaturalnie sceptycznie nastawiony do jedzenia które się rusza lub wykazuje jakieś inne, dziwne magiczne właściwości - Nie przepadam za przesadnie magicznym jedzeniem, a takie podawane chochlą z papugi, przyprawiane solniczką z kota i pieprzniczką z psa już by przekraczało jak dla mnie granicę. Nie wspominając już o tych wszystkich czekoladowych żabach, śpiewających lodach, rzucające się na twarz bezach... - skrzywiłem się zniesmaczony. To wszystko było jak dla mnie trochę chore. No kurde. Jak można zjeść ciastko w kształcie kota które się rusza, a w ustach musuje i mruczy? Być może trochę wyolbrzymiałem. Może miało to jakiś swój urok - ja tego nie dostrzegałem. Posiadanie w rodzinie alchemika-socjopaty mimo wszystko robiło swoje i zniechęcało do eksperymentalnej, magicznej kuchni. Nie oznaczało to, że nie ulegałem. Bertie to głupek, lecz jeśli chodziło o jego wyroby to potrafił być cholernie przekonywującym głupkiem.
- Doceń, że chociaż nie robię tego w towarzystwie - przypomniałem jej nie wspominając jednak o tym, że motywował mnie do tego fakt, że była w takich momentach po prostu urocza. Patrzeć jak na przykład klaszcze myśląc, że w ten sposób wygasi kominek było zabawne. To, że orientowała się o tym jak komiczne jest to co robi dopiero po drugim zachęceniu do głośniejszego i energiczniejszego klaskania - potrafiło być rozkoszne.
Ugh, nie zdałem sobie sprawy, że trochę odpłynąłem w podobne myśli. Ale z tego, że pozwoliłem sobie patrzeć na nią trochę bardziej specjalnie, szczególnie niż zamierzałem...cóż, z tego nie mogłem zdać sobie sprawy.
- Pewnie. Zaraz będziesz miała tu ich całą tone - uśmiechnąłem się wymuszenie, a potem jak stałem, tak w drugiej chwili skierowałem swoje kroki w stronę piwnicy. Pilnuj się, Bott. Po prostu staraj się, do cholery, tym razem niczego jej nie utrudniać - upomniałem się, przechodząc na parterze przez salon i dopadając klamkę drzwi prowadzących do jądra ziemi. Fantastycznie - pomyślałem, patrząc na schody prowadzących w ciemność - przynajmniej od razu mogę się zapaść pod ziemię. Sapnąłem marudnie wybudzając jednocześnie płomień zapalniczki do życia by się przypadkiem nie zabić na schodach. Będąc gdzieś między pierwszym, a drugim poziomem pod ziemią zatrzymałem się gasząc płomień i dając mugolskiemu narzędziu czas na ostygnięcie. Nie śpieszyło mi się tak bardzo by ryzykować oparzeniem. Stałem więc sobie chwilę w tej ciemności i w sumie wszystko byłoby w porządku, gdybym nie usłyszał sapania. Szmery to jeszcze pół biedy - szczury i myszy lubiły piwnice. Ale sapanie, a właściwie jak gdyby dyszenie...skojarzyło mi się zjednym - psem. Zamarłem zastanawiając się czy mnie widzi i próbując ocenić jak daleko się znajduje. Jeśli się ruszę to go sprowokuję. Jak się nie ruszę to mnie rozszarpie. Byłem tego pewny. Nie mogło być inaczej. Chyba, że się wcześniej uduszę. Wstrzymałem powietrze. Albo tak mi się przynajmniej wydawało. Chciałem sięgnąć do wewnętrzej kieszeni płaszcza. Tam trzymałem nóż ale przecieżniemiałemna sobie płaszcza. Dopiero wstałem. Cholernej rózdżki też nie miałem. W ustach miałem chyba szklankę żwiru wymieszanego z piachem. Co do kurwy, bede tak tu stał? Niebyłomowy. Zwłaszcza, gdy bydle mlasneło.
Ja pierdzielę.
Moje ciało w ułamku sekundy się zerwało do panicznego biegu przezcieność, ku górze. Byle szybciej, byle prędzej. Potknąłem się. O chuj. Już po mnie. Krzyknąłem wyprzedzając ból który miał nastąpić po tym, jak za kostkę chwycą mnie rzędy ostrych i powyginanych jak sztylety zębów. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Nie doszukiwałem się powodu. Pozbierałem się ze schodów i jak poparzony wpadłem do salonu zatrzaskując z hukiem drzwi od piwnicy. Naparłem na nie plecami łapiąc oddech. Chyba pierwszy od godziny
- Kurwa jego psidwacza mać! - warknąłem ze wściekłością - Szlag, cholera, ogrza rzyć...! - inkantowałem dalej w zbulwersowaniu i przerażeniu - Popierdoliło go do reszty! - wybuchałem będąc blady jak kreda. Przeciągnąłem dłońmi po twarzy. Ciągle nie byłem pewien czy chcę się od tych drzwi odsunąć, czy też mieć pewność że to bydle stamtąd nie wyjdzie tutaj - Lil! Daj mi krzesło. Szybko - rozkazałem gdy tylko pojawiła się w zasięgu mojego wzroku. Wskazywałem jej te przy stole. Niech mi je da - Szybko




 
Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia/salon   04.09.17 16:26

Uniosła brwi, przesuwając spojrzeniem po kolejnych przyrządach kuchennych, w dużej mierze zwisających nad szafkami. Już zaczęła sobie wyobrażać, jak mniejszy kociołek nagle zaczyna się wiercić i szczekać na drewniany wałek, który z kolei w popłochu skacze na ziemię by się ratować i przy okazji trafia kogoś w głowę. A co w tym wszystkim najbardziej absurdalne, byłaby w stanie uwierzyć w ten scenariusz gdyby Matt powiedział, że coś takiego się już wydarzyło.
- Lody są super. Flo&Flo mają jakieś nowe w ofercie, Florean przyniósł mi do Prewettów paczkę takich, które opowiadają dowcipy i prawią komplementy. - wspomniała z lekkim uśmiechem. Lubiła magiczne słodycze, bawiły ją. I choć czekoladowe żaby w pierwszej chwili ją rzecz jasna przeraziły, w szkole lubiła kolekcjonować karty. - I chyba nie powiesz, że nigdy nie ścigałeś się na jedzenie bez? - uniosła lekko brew. Czy na prawdę nigdy się z nią nie ścigał? Lubiła tę głupią zabawę jak była młodsza, dawno tego nie robiła, ale jeszcze w szkole całkiem ją to bawiło. Jak i inne bzdury. Magia jest świetna.
Choć utracony słodycz zawsze boli.
Znała awersję Matta do magii i zawsze ją to bawiło. Bo jak to możliwe, że on wychował się w świecie czarodziejów? Otoczony tymi wszystkimi samo-zmywającymi się naczyniami, w świecie w którym wystarczy powiedzieć chłoszczyść żeby bałagan, chociaż ten wierzchni się ogarnął, w świecie w którym na zbity wazon wystarczy rzucić reparo? Ona radziła sobie bez tego, bo zwyczajnie nie była w magii najlepsza, nigdy jej nie szło, nie sądziła żeby miała jej zbyt dużo. I, bo była nauczona żyć po mugolsku. Ale on?
Co prawda Matt nigdy szczególnie nie przejmował się sprzątaniem, jednak inne aspekty magii musiał przecież doceniać.
Zaraz jednak zarzuciła te myśli, Matt nie od dziś lubił marudzić, nieraz dla samego marudzenia czy wyolbrzymiania. Bawił ją tym. Zamieszała w kociołku, żeby sos na jego dnie się wyrównał i pokręciła lekko głową. Czuła się dobrze, to wszystko było tak absurdalnie zwyczajne i normalne. Kiedy ostatnim razem była tak po prostu wesoła?
- Oh, doceniam. - pokręciła głową, po części żałując że Matt tak sprawnie wszedł w mugolski świat. Jego pierwsze chwile były cudowne. Mogła uwierzyć, że on po prostu nadal mści się za wszystko, czym wraz z braćmi go straszyła w trakcie jego pierwszych w pełni mugolskich wakacji. Zaraz spojrzała na niego, zamierzając mu wypomnieć w jakich okolicznościach niszczył jej bratu lampkę nocną, jednak coś w wyrazie jego twarzy sprawiło, że się speszyła. Zamilkła, odwróciła się do kurczaka i zaczęła szukać mniej buntowniczego noża. Poczuła przy tym, jak jej serce bije trochę mocniej. To było dziwne. Dziwnie było wiedzieć, co on czuje, dziwnie było myśleć, że ona na prawdę może tyle dla niego znaczyć. Dla niego. Przecież on zna ją na wylot.
Widuje jej histerię, słucha jej marudzenia, wyolbrzymiania, miliona lęków racjonalnych i irracjonalnych, chyba każda koszula jaką on ma została przez nią któregoś razu zaryczana i zasmarkana z bardziej lub mniej sensownej przyczyny. Ma nawet super moc rozumienia jej i słuchania, kiedy ona zaczyna się jąkać i powiedzenie "w łazience był pająk gigant" zajmuje jej trzy godziny.
Czy on na prawdę mówił to, co myślał? Przygryzła wargę, kiedy Matt ruszył po ziemniaki. Starała się o tym nie myśleć. Choć wiedziała, że może powinna o tym myśleć. Ucieczka była dla niej naturalną reakcją i to właśnie próbowała robić, zostając w bezpiecznym jest dobrze jak jest, jednak czuła że on jej na to nie pozwoli.
Poza tym przecież nie mogła go nie doceniać. Za wszystko. Tylko działo się zbyt wiele.
Jej rozmyślania zaraz z resztą znów zostały przerwane, tym razem przez kiść przekleństw wywarczanych głosem jej drogiego rycerza, giermka, osła, a może wszystkiego na raz. Zdecydowanie wszystkiego na raz.
Uniosła lekko brwi, może Matt nie znał języków obcych jednak znajomość świata mugolskiego i magicznego sprawiała że stać go było na wiązanki które niewątpliwie należałoby w sposób językowy docenić. Z początku zestresowała się jedynie trochę, Matt nigdy nie był oazą spokoju, a napad złości mógł się wiązać nawet z zapleśnieniem ziemniaków. Wyszła więc na schody, żeby zobaczyć co się dzieje, jednak jego zlękniona mina sparaliżowała ją w jedną chwilę.
Nie wiedziała, co jest w piwnicy. Mogło być wszystko. Usłyszała po chwili trzaśnięcie, jakby ktoś rzucił czymś w drzwi. Potem kolejne i kolejne. Ktoś? Coś? Nie wiedziała. Cofnęła się i zapewne już dawno uciekłaby daleko, gdyby tych drzwi nie trzymał Matt.
Pewnie stałaby tak długo, być może tak długo aż potwór z piwnicy by się wydostał, niezdolna zbiec do Matta, niezdolna porzucić go i uciec, jednak kątem oka dostrzegła różdżkę Matta porzuconą na blacie niedaleko noża. Wróciła po nią szybko i wskazała na jedno z krzeseł.
-Wi-wingardium Leviosa.
Proszę działaj, proszę działąj, proszę, proszę, proszę...
Jeszcze nie do końca rozumiała, czego konkretnie się boi, to jednak nie miało znaczenia, skoro przeraziło Matta to było czego się bać. A jeśli to ludzie z Ministerstwa?




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia/salon   04.09.17 16:26

The member 'Lily MacDonald' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 11


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jadalnia/salon   04.09.17 17:06

The member 'Lily MacDonald' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Jadalnia/salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: West Country, Dolina Godryka 24-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17