Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wspólny stolik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wspólny stolik   03.08.16 1:58

Wspólny stół

Uwielbiasz grupowe spotkania z przyjaciółmi? A może twój dzień poprawia rozmowa z przypadkowym nieznajomym czarodziejem? Wspólny stół otoczony krzesłami barowymi sprawi, że poczujesz mniejsze odosobnienie od społeczeństwa, nakarmisz swą żwawą duszę nowymi doznaniami, zaś sam - kto wie? - poznasz kogoś nowego, kto wywróci twoje życie do góry nogami czy też o trzysta sześćdziesiąt stopni!
Zdarza się od czasu do czasu, że personel cukierni gotuje coś dobrego na obiadek, którym nie omieszka poczęstować również klientów "Słodkiej Próżności". Dla odważniejszych zaś organizowane są degustacje nowych smakołyków oraz inne wydarzenia związane z konsumpcją słodkości.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   31.10.16 16:35

|10.03.1956r

Słodka Próżności to może i nowa cukiernia, ale bardzo szybko zdobyła na popularności. Mało kto nie słyszał o tym miejscu, jego niesamowitej atmosferze, wspaniałych cukiernikach i najlepszych w całym Londynie wypiekach. Tak i dzisiaj w cukierni był świetny ruch: szczególnie, że prócz możliwości kupienia sobie czegoś słodkiego, dzisiaj dodatkowo każdy może dokonać degustacji nowych smakołyków, nad którymi ostatnio pracowali Polly, Cynthia, Florean i Bertie. Tak więc do każdego zamówienia podawane było dodatkowo nowe ciasteczko i prośba o opinię. Oczywiście najpierw wypieki sprawdzili sami cukiernicy, żeby mieć pewność, że klienci nie doświadczą z ich winy czegoś nieprzyjemnego, nie potrują się, ani nic z tych rzeczy! Nikt nie ryzykowałby dobrem klientów tego miejsca, a więc i szarganiem jego wspaniałej opinii.
Tak więc Bertie od samego rana uwijał się między stolikami. Dzisiaj była jego kolej na obsługę sali, serwował więc ciasta, ciasteczka, torty, kawy, czekolady i wszelkiej maści inne pyszności, chodząc między klientami i starając się nie dokonać za wielu zniszczeń. Niby już było wiadomo, że w Próżności chyba naczynia są troszeczkę nawiedzone, bo coś za chętnie wyskakują młodemu kelnerowi-cukiernikowi z rąk, ale jednak lepiej, żeby ta opinia nie była zbyt głośna. No i, żeby nie przeszło to w stwierdzenie, że Bertie po prostu nie potrafi chodzić i stanowi zagrożenie dla klientów! Może i trochę prawdy w tym jest, ale akurat klienci kompletnie nie powinni o tym wiedzieć.
Już zrobiło się trochę więcej spokoju, kilku klientów opuściło cukiernię, zadowolonych z obsługi i, co Bertiego znacznie bardziej ucieszyło: chwaląc najnowsze wynalazki cukierni! Wszedł więc Bertie do kuchni, żeby sprawdzić jak sobie radzą piekące w tej chwili Polly i Cynthia, zabrać najświeższe wypieki i pójść je porozkładać w odpowiednim miejscu, żeby klienci mogli je także wybierać.
Zaraz do cukierni weszła jakaś para i Bertie w pierwszej chwili już wiedział, że przez kilkanaście minut obsługa klientów nie będzie wyłącznie czystą przyjemnością. Ta to już jest w pracy z ludźmi nawet, jeśli na codzień bardzo się ją lubi, a ludzi uważa się za z natury wspaniałych i dobrych, zawsze znajdzie się jakiś wyjątek potwierdzający regułę.
Kiedy młoda kobieta w szacie krzyczącej, że pochodzi z najdroższego domu mody weszła do kawiarni, jej idealnie wyrównana brew uniosła się ku górze, a mina wyrażała jawne niezadowolenie. Spojrzała na swojego towarzysza wyczekująco i nie musiała powiedzieć ani słowa, by jasnym się stało, że nie tego oczekiwała po miejscu ich spotkania.
Mężczyzna, sądząc po szacie także wysoko urodzony, około trzydziestopięcioletni na oko właściciel bujnego, brązowego wąsa odpowiedział jej odrobinę nerwowym, ponaglającym tonem.
- Nie będziemy chodzić teraz i szukać lokalu. - jego akcent zdradzał, że nie jest Anglikiem, choć Bertie nie mógł przypasować go do żadnego konkretnego miejsca. Jak dla Botta, mógłby to być równie dobrze Francus, co Włoch, czy Hiszpan. - Jestem już zmęczony.
Dodał i skinął na Bertiego, a gest ten się bardzo cukiernikowi nie spodobał. Przełknął jednak blondyn niezadowolenie i podszedł, nie chcąc nieprzyjemnej sytuacji w cukierni.
- Co tu podajecie? - spytała kobieta, kiedy Bertie wskazywał im stolik, czego z reguły nie robił jako, że Próżność to przytulna kawiarnia, nie restauracja. Podał klientom rozpiskę zamówień w odpowiedzi.
- Dzisiaj do wszystkich zamówień oferujemy degustację najnowszych wypieków. - poinformował uprzejmie i zamierzał odejść, żeby klienci mieli czas zastanowić się nad wyborem, kiedy kobieta spoglądając na niego uniosła brwi z wyraźnym oburzeniem. Jej szare oczy dosłownie wwiercały się w niego z chłodem.
- Jak rozumiem, w Anglii robienie z klientów królików doświadczalnych to typowy zwyczaj? - zapytała przeciągając głoski. Bertie z trudem powstrzymał się przed uniesieniem brwi jako, że z jej sposobu mówienia dość łatwo wnioskował, że w przeciwieństwie do swojego towarzysza była Angielką, jeśli nawet nie pochodziła z Londynu. Bott domyślał się z resztą, że doskonale wiedziała, co miał na myśli, uśmiechnął się jednak uprzejmie, żeby wytłumaczyć nieporozumienie.
- Wszystkie wypieki jakie podajemy w Słodkiej Próżności są sprawdzone... - przerwał, bo mężczyzna uciszył go, unosząc rękę. Tym razem młody cukiernik potrzebował chwili, żeby w jakiś sposób nie zareagować, dokładniej nie zacząć się śmiać, bo kiedy pierwsza fala oburzenia mu przeszła, cała ta sytuacja i ludzie, którzy chyba czyli się jak goście wykwintnej restauracji zaczęli go zwyczajnie bawić. Zapanowanie nad uśmiechem było w tej chwili na prawdę ciężkim zadaniem.
- Zjedzmy coś i wychodźmy, nie chcę spędzać tu za wiele czasu. - powiedział w stronę swojej towarzyszki i Bertie po prostu odszedł za ladę, żeby tym razem już odsunąć się od nietypowych klientów na trochę dłużej, jednocześnie zajmując się osobą, która przyszła do cukierni kupić tylko coś na wynos. Zapakował miłej blondynce z kolorowym parasolem rurkę z kremem, wrzucił pieniądze do kasy, jacyś klienci wyszli, więc przetarł stolik i zebrał naczynia, a już trzeba było wracać do tamtej dwójki.
Zamówili oboje po czekoladowym ciastku i czarnej, najzwyklejszej kawie dla pana oraz (skąd macie kawę?) białą z likierem dla panienki. Mówił oczywiście on tonem chłodnym, nawet nie unosząc wzroku na pracownika kawiarni. Bertie aż miał ochotę zacząć go przedrzeźniać. Niestety jednak jako człowiek pracujący musiał dojrzeć do świadomości, że nie zawsze można robić to, na co w danej chwili ma się ochotę, spamiętał więc zamówienia i zaraz poszedł po dwa kawałki czekoladowego ciasta. Zastanawiał się, czy powinien dawać im te próbne: czy będą oburzeni, że zniża ich do roli królików doświadczalnych, czy wręcz przeciwnie: stwierdzą, że skoro inni klienci coś dostali to przecież i oni powinni i kelner jest bezczelny, że im nie przyniósł. Tak na prawdę wiedział jednak, że jeśli ta dziwna para będzie miała ochotę się oburzyć to to właśnie zrobi. Nałożył im więc po ciasteczku, a może i poprawi im ono humory? Choć to chyba nie kwestia nastroju w tych przypadkach, a sposobu bycia - nie ważne! Przygotował im po kawie i najpierw je zaniósł, uprzejmie uśmiechając się tylko na pełne oburzenia oznajmienie, że strasznie długo to trwało i zaraz doniósł słodycze.
Dalej obserwował tę dwójkę, bo tak bardzo nie pasowała mu do tego miejsca, że aż przyciągała wzrok. Jednocześnie musiał jednak chodzić między stolikami. Powoli zbliżało się zamykanie, dziewczyny w kuchni pewnie już sprzątają. Miały przygotowywać głównie jakieś zamówienie na czyjeś urodziny. Jutro on będzie siedział w kuchni, a ktoś inny zajmie się kelnerowaniem, ale skoro zamówienie już dzisiaj wyślą w świat to pewnie jedna osoba będzie mogła czasem pomagać w obsłudze, a czasem w kuchni.
Goście powoli wychodzili, więc sprzątał stoliki, co chwila wracając jednak za ladę, bo sporo osób chciało czegoś na wynos. Co bardzo go cieszyło, dość dużo osób kupowało ciasteczka, jakie dzisiaj rozdawali w celach promocyjnych! To była najlepsza opinia, jaką mogli wystawić, tak to przynajmniej sam Bertie odbierał.
Ostatnie zetknięcie z tamtą parą miał przy płaceniu. Żadne z nich nie tknęło promocyjnego ciasteczka, podobnie zamówione przez nich ciasta były zjedzone ledwie w połowie. Zwykle Bertie pyta, czy wszystko w porządku, tym razem nie chciał jednak narażać się na napad nieprzyjemności i przyjął, że każdy człowiek ma swój gust i być może ciastka okazały się dla nich na przykład za słodkie. Albo po prostu mieli ochotę pokazać, że to nie miejsce dla nich, a przyszli tu z braku lepszego w okolicy? Dla Bertiego było to bez znaczenia, zabrał zaraz ostatnie naczynia do kuchni, rzucił zaklęcie, żeby zaczęły się zmywać, pomachał dziewczynom, które także swoje przyrządy posyłały już do zlewu.
Ostatni goście wyszli na kilka minut przed zamknięciem. Zamiótł jeszcze tylko podłogi, podgłaśniając lekko przy tym radio. Ostatecznie kolejny dzień pracy zleciał dość szybko. Tak jednak było zazwyczaj - Bertie po prostu na prawdę przepadał za pieczeniem ciast oraz obsługą klientów w Słodkiej Próżności.

zt





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-budowa http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Stajenna
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
5
18
0
0
0
0
26
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   01.12.16 21:25

|11.03.1956

Idę ulicą a przy nodze ciągnę TO. TO waży więcej niż połowa tego co ja, jest całe czarne, futrzane i sięga i połowy uda pod warunkiem, że nie ciągnie nosem po ziemi. To wabiło się Tajfun i nie było jeszcze mokre. Ja też nie byłam. Zaraz to się jednak wszystko mogło zmienić, bo pierwsze krople zwiastujące oberwanie chmury lądują mi na twarzy. Nie mam jak trzymać różdżki by mnie chroniła przed deszczem bo w jednej ręce trzymam kawałek lonży przystosowany do bycia smyczą, a w drugiej torbę z zakupami. Do najbliższego kominka z siecią Fiu do którego wpuszczał mnie z moim kompanem pół godziny drogi stad. Fenomenalnie. Widzę więc sklep, widzę cukiernię, a w niej praktyczny brak ludzi - to pewnie przez porę, dzień i pogodę. Próbuję więc sił. Uchylam drzwi i...
- PRZEPRASZAM, A Z PSEM TO MOGĘ WEJŚĆ? - drę się jak stare prześcieradło od progu w stronę lady, a oczy me błagają i zapewniają, że będzie grzeczny. Zapominam czasem jak silny potrafię mieć głos - Mam go na sznurku, proszę...


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   01.12.16 23:02

Dzień był spokojny i Bertie spędził go w dużej merze na kuchni. Kiedy usłyszał dźwięk dzwoneczka, podniósł się zaraz, nie zdążył jednak wyjść, kiedy usłyszał głośno zadane pytanie. Wiedział, że nie powinien się zgadzać. Właściwie nie było zakazu, nikt mu nie powiedział, że nie wolno, że ktoś może się zwierzęcia bać, a ludzie przychodzą tu z dziećmi, ale... no, w tej chwili nikogo nie ma. A Bertie zdążył już szybko przejść na salę i zakochać się w zwierzęciu.
- Hmmmmm... - przez chwilę widocznie ze sobą walczył. - Szefowa się o tym nie dowie.
Dodał. Cynthia to wspaniała osoba, kto wie, pewnie też by się zgodziła. Choć wiedział, że nie powinien się zgadzać. Zaraz spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się szeroko.
- My się nie znamy? - spytał wprost, bo twarz wydawała mu się znajoma. Ostatnio był jednak dość rozkojarzony. Musiał ją spotkać, ale pewnie całe lata temu, skoro nie pamięta. - Wskazał jej zaraz miejsce, nawet pomógł zdjąć płaszcz, nie było ruchu dziś prawie wcale, więc mógł i podał menu. Walczył przy tym ze sobą usilnie, żeby nie siąść na podłodze i nie zacząć się bawić z psem. Bardzo walczył. BARDZO. Powinien dostać medal pracownika roku za tę walkę.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-budowa http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Stajenna
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
5
18
0
0
0
0
26
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   04.12.16 18:59

- Dziękuję bardzo! - po chwili niepewności uśmiecham się od ucha do ucha i podniesiona na duchu popędzam moje ciele by weszło do środka. Mimo iż Tajfun był duży to teraz wyglądał na nieco spłoszonego. Mimo wszystko nie przepadał za nieznanymi mu miejscami. Cykor z niego. Jak chodzę z nim po mieście to przecież ciągle chodzi przyklejony do mojego uda. Więc po przeciągnięciu go przez próg nie boję się, że zacznie mnie ciągnąć w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie usze bo zgodnie przewidywaniami podąża za mną jak cień z podkulonym ogonem, kiedy to ja wieszam swój płaszcz, a raczej taki miałam zamiar bo mnie wyręczono. Trochę się rumienię.
- Dziękuję, panu bardzo i czy znam... - klepię pocieszająco po pyszczku Tajfuna by dodać mu odwagi, stawiam na jeden ze stolików swój balast i jeszcze raz przenoszę spojrzenie na mężczyznę. Mrużę ślepia.
- Eeee...- przekręcam trochę głowę na bok i przyciskam palec wskazujący do polika. Myśl Sally! Potrafisz! - ....yyyy...chłopak od trujących grzybów...? - rzucam skojarzeniem by zaraz pstryknąć palcami - Bertie. BERTIE? - wytrzeszczam oczy, lecz się nie ruszam. Ciągle bowiem istnieje szansa, że się mylę Więc patrzę badawczo na człowieka, wobec którego Tajfun coraz śmielej się zachowuje - początkowa nieufność przeminęła i jak kot zaczął z pomrukami ocierać się o jego ręce domagając się większej ilości uwagi.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   04.12.16 21:48

Przyglądał jej się dobrą chwilę, ale kiedy wymówiła jego imię, sam też uśmiechnął się tym szerzej, bo i jego od razu olśniło.
- Sally!
Kto inny nazwałby go chłopakiem od grzybów? Co prawda początku tej znajomości za dobrze nie pamiętał zajęty wymiotami i gorączką, ale kolejne dwa tygodnie, dochodzenie do siebie i praca u Moore'ów były super! Nawet bardzo super, to jedna z lepszych części całej tej szalonej wyprawy. I, co najważniejsze, Sally pomogła im przekonać rodzinkę, żeby nikt nie powiadamiał jego i Titusa rodziców, gdzie są. A to nie było łatwe!
- Przeniosłaś się do Londynu? Wow, nie sądziłem, że cię jeszcze spotkam. Siadaj. - dodał wesoło. Jako, że nie było ludzi, nie musiał od razu wędrować za ladę, zerkał jednak w stronę drzwi. - Kawy? Herbaty? Gorącej czekolady? Ciastka? Ręczę za wszystko, co mamy w Próżności, wszystko pieczemy tutaj, jest świetne.
Dodał zachęcająco, bo przecież słodycze to najlepsza rzecz pod słońcem i chyba nikt temu nie zaprzeczy?





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-budowa http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Stajenna
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
5
18
0
0
0
0
26
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   06.12.16 21:00

A jednak! Nie myliłam się!
- Bertie! - powtarzam z pewnością i obejmuję niedowierzająco człowieka stojącego przede mną - Rety, ale wyrosłeś! Kto by pomyślał! - nie kryję ekscytacji z jaką badam jego twarz i by to czynić to jeszcze muszę zadzierać głowę do góry! Nie to co kiedyś - Gdybyś się nie odezwał to nie wiem czy bym cie rozpoznała - przyznaję szczerzę i siadam zgodnie z sugestią. Przez chwilę zastanawiam się czy uwiązać Tajfuna do nogi krzesła, lecz przypominam sobie co się stało jak podobną taktykę zastosowałam w domu. Kto by pomyślał, że pies potrafi sprawić, że człowiek był w stanie latać...Trzymam więc ją w rękach, które składam na kolanach.
- To ja poproszę kawy...macie bezę lub coś z bezą? - dumam i potem wracam myślami do pytania. Czy przeniosłam się do Londynu?
- Tak. Tak się złożyło, że mi się trochę warunki pracy zmieniły i zmuszona byłam znaleźć jakiś kwaterunek. Traf chciał, że dorwałam bardzo korzystną ofertę w mieście, nawet w centrum Londynu więc korzystam. Najem mieszkania w świecie mugoli jest tańszy niż tu u nas, a przecież to bez znaczenia, gdy tak łatwo nam się przemieszczać - tłumaczę, nie chcąc jednak mówić o tym, że hasło "zmiana warunków pracy" to tak właściwie odnosiło się do jej straty. Nie a się czym chwalić. Właściwie to się reflektuję - a, własnie - bo ja skończyłam jako stajenna... - tu się jednak już ewidentnie chwalę i duma przeze mnie przebija - ...i przez to wcześniej pracodawca mój organizował kwaterunek. W tym fachu to bardzo popularne rozwiązanie. Można więc by powiedzieć, że mieszkałam w pracy, a teraz...cóż, właściwie taka odmiana też jest dobra choć trzeba trochę wcześniej wstawać.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   07.12.16 16:47

Aż zaczął się śmiać, bo jeny - na prawdę nie sądził, że na nią jeszcze kiedyś trafi! Ale w jego życiu chyba nigdy nie wiadomo, zawsze muszą się dziać jakieś dziwne - pozytywnie, lub negatywnie - rzeczy. Poczochrał jej włosy, kiedy ona mu się przyglądała i go badała, bo teraz była taka zabawnie niska. Znaczy dość wysoka w sumie, ale nadal niższa od niego. Choć znacznie mniej niż on się pewnie zmieniła, w sumie był w stanie ją rozpoznać, a to już coś. Po tylu latach!
- Mamy bezy. W sumie są super, tylko jeśli nie jesz szybko to uciekają i skaczą na ziemię. Chcesz spróbować? To w sumie super, zawsze w to wygrywam. - stwierdził wesoło. Bo i dzieciaki często się ścigały, komu uda się zjeść zanim beza zacznie szaleć, a jak dzieciaki to i Bertie zwykle znajdował sobie przeciwnika. Z Polly na przykład kilka razy wygrał, ale to teraz trochę smutny temat, więc lepiej go nie ruszać. I z innymi też! Bo świetne jedzenie to super pretekst do zabawy!
- Super. Stajenna? Ej, to powiedz mi jeszcze, że u Skamanderów?
Zgadywał, ale to wydawało mu się najbardziej realne. Był ciekaw, czy ma rację. Sam przepracował w tej ich stadninie, kiedy mama go wysłała za karę po ucieczce z domu. No i spędził tam całą masę czasu, kiedy w wakacje ganiał za Judy. Choć na koniach nadal się nie znał, ale bardzo je lubił!
- W sumie to jesteś mugolakiem, więc mieszkanie między mugolami ci pewnie nie przeszkadza. - zgadywał. Wiedziała o nich wszystko, potrafiła z nimi funkcjonować, więc opcja jest spoko. - Bo nadal jesteś stajenną, tak?
Dopytał, bo w końcu mówiła, że zmieniała pracę. Choć może zmiana warunków oznaczała odesłanie do innej stajni tego samego właściciela, tylko dalej? Nie wiedział, jak to rozumieć, ale pewnie zaraz się dowie. Zabrał się za przygotowywanie kawy zaraz.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-budowa http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Stajenna
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
5
18
0
0
0
0
26
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   14.12.16 16:48

Marszczę nosek w cichym buncie, gdy moje włosy są czochrane, lecz niewątpliwie mimo to twarz mi się śmieje.
- A może jakieś mniej energetyczne, słodkie ciastko...? Ostatnio mam wrażenie, że za często i zbyt wiele rzeczy robię za szybko w towarzystwie zdecydowanie zbyt małej ilości cukru. Przydałaby się odmiana - zarządzam pewna swego i pokazuję zęby w szerokim uśmiechu.Niewątpliwie końcówka lutego i początek marca okazał się okropną kumulacją całej masy rzeczy w moim życiu. Powoli się z tego wygrzebywałam, a co miało mi w tym pomóc lepiej jak nie słodycz?
- U Skamanderów zdarzyło mi się przelotem gościć jedynie. I to dość dawno, jakoś rok temu. Nie utrzymuję z nimi stałych kontaktów na co dzień, a co...? Chciałbyś bym kogoś pozdrowiła? Myślę, że jeśli chodzi o Panią Skamander to przez wzgląd na małżonka nie mogłaby ci okazać zainteresowania, lecz osoba w jej wieku na pewno odebrałaby twoje zainteresowanie jako pochlebstwo - żartuję sobie, puszczam oczko i szturcham Bertiego łokciem. Naturalnie żartuję sobie mając na myślę mamę Sama.
- Myślę Tak, jestem, jestem. Możesz mnie czasami spotkać w tej publicznej stajni Carrwów w Yorku. Teraz się ładnie zielono robi, a i pogoda zaczyna sprzyjać - odwiedź mnie czasem to cię przedstawię swoim podopiecznym.


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   15.12.16 23:19

- No wiesz? Po tobie spodziewałbym się więcej z żyłki zawodnika. - pokręcił głową z ostentacyjnym niezadowoleniem, jak zawsze się przy tym uśmiechając, bo przecież on ma ten uśmiech na twarzy przyklejony, wytatuowany, to nim się inspirować będą twórcy Jockera, a kot z Cheshire to przy nim ostatni smutas. Pokręcił więc głową ten klaun, zastanawiając się co podać swojej klientce.
- To może sernik z brzoskwiniami? Najzwyklejszy w świecie, mugolski i pyszny. - zapewnił, choć przecież nie musiał, bo tutaj wszystko jest pyszne. I zaraz słuchał co mówi, zerkając na nią co chwila, a jego oczy się śmiały i błyszczały wesoło, jakby uśmiech sam to było za mało.
Zupełnie, jakby wspomnienie o Skamanderach nie naderwało ledwo powstającego strupka, który całkowicie rozdrapał się jakieś sześć dni temu, rozpoczynając emocjonalną karuzelę, która nie stanie do końca marca.
- Pani Skamander jest doskonała w każdym calu. Sam tam kiedyś pracowałem! Przez jedne wakacje, chwilę właściwie. Właściwie to była część kary za wycieczkę na której mnie poznałaś. - zaśmiał się pod nosem na to wspomnienie, bo teraz to, jak wszyscy zareagowali na jego powrót go rozczulało i już nie czuł dramatyzmu faktu, że całą resztę wakacji spędził na wszelkich zadaniach domowych i stajennych, jakie tylko mu ktokolwiek wymyślił. W sumie to i wtedy nie przeżywał, no może troszkę przeżywał, ale nadal był ucieszony całą wyprawą. Bycie nieodpowiedzialnym szczeniakiem ma swoje zalety.
- Super, na pewno wpadnę. - stwierdził i na bank to zrobi. Śmiesznie mu było z myślą, że znowu spotkał kogoś, kogo miał już nigdy w życiu nie widzieć, więc czemu tego nie przeciągnąć, czemu nie wytworzyć kontaktu od nowa? - Może nauczysz mnie jeździć konno. - dodał, bo zawsze chciał, ale jakoś nigdy to nie wychodziło. Może wszyscy dookoła czuli, że lepiej znaleźć mu zajęcie przy którym trudniej skręcić kark? Choć on i tak zawsze znajdował jakieś karkoskrętne, a potem przeżywał, więc może to zwyczajne zrządzenie losu.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-budowa http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Stajenna
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
5
18
0
0
0
0
26
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   19.12.16 1:55

- Ostatnio mam wrażenie, że wojuję z całym światem. Każdemu przydałaby się chwilka przerwy - zdradzam i mrugam mu oczkiem, żeby sobie nie myślał, żem teraz miętka buła. On chyba jednak też nie wiele się zmienił. Tak mi się przynajmniej wydaje, gdy patrzę na jego roześmianą twarz. Przytakuję na jego propozycję sernika.
- Za karę? Blisko ze Skamanderami żyje twoja rodzina? - podpytuję i nie kryję w głosie zaskoczenia. Zaraz jednak moja myśl przeskakuje na kolejny kwiatek - A jak tam Tito? Też urósł? Ciągle utrzymujecie kontakt? - przypominam sobie jeszcze młodszego od Bertiego chłopca, którego pucowata twarz pojawiła mi się w głowie, a który w jeszcze zabawniejszy sposób radził sobie z obowiązkami powierzanymi mu przez mojego tatę niż Bertie - Mam nadzieję, że wszystko u niego dobrze się układa - ciekawe czy również wyrósł na dobrze prezentującego się młodego mężczyznę i wyprzystojniał. Jak ten czas leci...
- Nie umiesz jeździć konno? Jak...? Jak możesz nie umieć jeździć mając praktykę u samych Skamanderów?! - normalnie nie dowierzam! - Przecież to jak pracować w księgarni i nie mieć pojęcia o literaturze, albo...albo w cukierni i nie umieć gotować...bo umiesz, prawda?


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   20.12.16 16:29

- No dobra, dobra. Innym razem po mojej pracy zrobimy sobie zawody.
Zadecydował, nie naciskając już i podał jej zaraz całe zamówienie. Musiał ją jednak zaraz przeprosić, żeby obsłużyć kolejną osobę, starszego człowieka, który brał paczkę ciasteczek cynamonowych na wynos. Zaraz jednak wrócił do dawnej znajomej, zerkając tylko co jakiś czas w stronę drzwi. Na pytanie o Skamanderów, pokręcił lekko głową. Czy żyli blisko?
- Byłem z ich córką dość bardzo długo, kilka razy mnie zaprosili do siebie. Między rodzinami nic wybitnie bliskiego, ale Jud zaoferowała tę opcję mojej mamie i obie były z niej niezwykle zadowolone. - przyznał, wzruszając ramionami. Po co w ogóle zaczynał temat? Nie ważne z resztą. Mimo wszystko wspomnienie było całkiem śmieszne, całkiem je lubił. Całe to lato było niesamowite mimo, że pewnie wywarło nieodwracalne szkody w psychice jego obojga rodziców.
- Jasne, że tak. Znaczy urósł, trochę bo trochę, ale nie zmienił się jakoś szczególnie. - zaśmiał się i pokręcił głową. - Nadal jest pokręcony. Ma jakąś dziewczynę coś ostatnio. Generalnie dobrze żyje. - podsumował. Żałował, że nie może jej opowiedzieć o tym, jak szukali mu auta. Ale no, tajemnica to tajemnica, bycie paplą nie sprawia, że można ujawniać cudze sekrety, a o Miętusie ja najmniej osób powinno wiedzieć! Z resztą może się kiedyś wszyscy przejadą? Śmiesznie by było kiedyś Sally porwać.
Cały czas jak wspominał jej imię swoją drogą, myślał o swoim motorze. Nawet zapomniał, że jego maszynka ma imienniczkę!
- Nie trzeba jeździć konno, żeby zajmować się zwierzętami. Było tam sporo ludzi, ja byłem od wykonywania tego, czego nie da się popsuć i miałem zakaz wsiadania. - wzruszył ramionami, wspominając całkiem dobrze te wakacje. Żałował, że nie mógł pojeździć, ale co poradzić? Jakoś tak wszyscy wokół byli pewni, że by się połamał. - Mogę cię nawet zaprosić na obiad w ramach dowodu, jeśli chcesz.
Stwierdził, bo i czemu nie? Nikt nie będzie podważał jego talentu kulinarnego!





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3629-sally-budowa http://www.morsmordre.net/t3806-sroka http://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore http://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 http://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Stajenna
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
5
18
0
0
0
0
26
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   26.12.16 21:08

Och Bertie, Bertie...jak miło wiedzieć, że niektórzy się nie zmieniają, a jednak zaskakują. Bo w życiu bym nie zgadła, że Bertie mógłby być ze Skamanderową. Trochę zaskoczenia wymalowało się na mojej twarzy. Potem zrobiłam takie klasyczne - no, no, Bott... - i tematu nie ciągnęłam. Może gdybym była śmielsza to bym dźgnęła go palcem w bok, a jednak po takim kawałku czasu niewidzenia się to nie czułam takiej swobody jeszcze. Poza tym trochę tak nie uważałam za coś stosownego, takie zgłębianie czyjegoś życia prywatnego. Tym bardziej przeszłego. Sama bowiem wolałabym nie mówić o Barrym. Zgrabnie więc go zamknęłam.
- Cieszę się, że mu się powodzi - przyznałam i jakby jakiś niewidzialny ciężarek spadł mi z barków. Wieści o tym,że ktoś ci znany radzi sobie z życiem zawsze podnosiły mnie trochę na duchu.
- Mhmmm...fakt, powiedzmy więc, że cie rozgrzeszam - rzekłam w sposób teatralny niczym ksiądz za konfesjonałem przed grzeszną owieczką, a potem uśmiechnęłam się konspiracyjnie.
- O, to co ty na to, byśmy się tak jakoś zmówili. Ja cie bym wzięła na siodło, a ty zaś potem na jakiś obiadek? Fajnie jakbyś Titusa przyprowadził, jakby mógł. Przyniosłabym jakieś od siebie smakołyki bo też co-nieco-umiem. Właściwie moglibyśmy się umówić wspólnie wszyscy na gotowanie! to by było fajne


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   27.12.16 0:01

Uśmiechał się czym szerzej i cieszył, bo fajnie wiedzieć dawną znajomą. Świat nie musi się składać z samych najlepszych przyjaciół, ludzie tak po prostu lubiani też są dla nas istotni, dla Bertiego na pewno, a za Sally przepadał bardzo. W końcu uratowała mu życie (kto wie?)!
Musi swoją drogą przed śmiercią zrobić spis ludzi, którzy uratowali mu życie w jakiś sposób. Ciekawe, ile kartek mu zajmie. Ale każdą kolejną osobę, każdą pojedynczą sytuację bardzo pamięta i bardzo docenia!
- Ej, to jest dobry plan. Super plan. Może w weekend? Zobaczymy jeszcze jak z pogodą, ale wyślę ci sowę na bank. - stwierdził jeszcze radośnie, bo i plan brzmiał świetnie. Do Ollivandera też się zaraz odezwać musi! - Możemy coś upichcić razem, to zawsze jest śmieszne.
Dodał, jednak do cukierni zaczęło wchodzić trochę więcej osób, więc musiał wracać do pracy. Kilka najbliższych minut zajęło mu przyjmowanie zamówień i roznoszenie tego, co sobie kto życzył. Kiedy skończył, Sally już wychodziła, machnął jej więc na pożegnanie.

zt x 2





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
15
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wspólny stolik   03.03.17 23:21

|19.04.1956r

Dzień jak codzień, pracować trzeba. Choć dzisiaj Bertie był trochę bardziej rozkojarzony, niż zazwyczaj i jakby odrobinkę ponury - co na prawdę nie zdarza się często! Zapytany o co chodzi uśmiechał się, zbywał wszystko żartem, kacem, niewyspaniem ale nie chcąc nadmiernego kontaktu z ludźmi skrył się w kuchni, gdzie wypiekał słodycze. Na masę oczywiście ciasteczka Pachnę Pięknie, które od dwóch dni były nowością Cukierni i sprzedawały się wyśmienicie!
Okazały się prawdziwym sukcesem, ludzie zaczynali sami o nie pytać i kojarzyć. Bertie musiał dopiec dodatkowe dwie blachy ponad zwyczajne dzienne zapotrzebowanie. Prócz tego oczywiście ciasteczka czekoladowe z dodatkiem czekolady, polane czekoladą - te zawsze schodziły wspaniale, bo przecież wszystko, co zawiera dużo czekolady daje ludziom radość, to udowodnione naukowo. Spójrzcie na Botta, on wiecznie je czekoladę i wiecznie się szczerzy.
No dobrze, dzisiaj nie aż tak jak zwykle, ale pewnie do jutra dojdzie do siebie.
Dzisiaj trochę myśli uciekały mu do siostry. Porzuciła lusterko? Ktoś jej je zabrał? Po co?
Ciasteczka się spaliły. Otworzył więc czym prędzej okno, to chyba prawda, że żeby robić dobre wypieki trzeba w nie wkładać dużo dobrego uczucia przede wszystkim, a nie nerwy, czy negatywne myślenie. Negatywne myślenie nie pomaga w niczym, czy nawet wszystko psuje, to zdecydowanie.
Włączył więc radio, jakąś lekką muzykę, lekki jazz, muzyka pomaga na kiepskie nastroje i zmartwienia. Siadł przy stole, by mieszać ciasto - po mugolsku, tak wychodzi lepsze. I niech ludzie mówią co chcą, na prawdę: tak wychodzi lepsze.
I spędził tak większość dnia, w między czasie przygotowując jeszcze tort na zamówienie - Słodka Próżności się rozwija, ma coraz więcej zamówień i to na prawdę jest powód do dumy i radości. Bo i Bertie nieskromnie był pewien, że przyczynili się do tego wszyscy troje, on, Cynthia i Polly! Oczywiście, miejsce też ma znaczenie, ale to oni wymyślili mnóstwo wspaniałych wypieków, to oni ja robili dodając za każdym razem najlepszych składników i dużo pozytywnych emocji, to oni zawsze uprzejmie i wesoło obsługiwali klientów. Pozytywną atmosferę jaką wytwarzali we trójkę także na pewno dało się wyczuć, to miejsce ją chłonęło, przyjmowało jak gąbka, a potem obdzielało klientów - którzy nie mogli wyjść stąd niezadowoleni!
Popołudniu jednak Polly kończyła wcześniej niż zwykle, a Cynthia musiała zabrać się za własne testy nad wypiekami - czyżby szykowała jakąś niespodziankę? - Bertie wyszedł więc na salę, w znacznie lepszym z resztą niż nad ranem nastroju. Stanął za ladą patrząc na grupkę młodych-dorosłych siedzącą przy stoliku wspólnym i rozmawiającą wesoło, chyba wspominając Hogwart. Bertie sam uśmiechnął się wesoło, słysząc nazwiska dawnych profesorów, czy szkolnych gwiazd (to w końcu ludzie góra trzy lata młodsi od niego, przeminęli wiele tych samych twarzy na szkolnych korytarzach). Przysłuchiwał się nawet dla zabicia nudy, czasem poproszony przynosił jakąś kawę lub herbatę domawiane w trakcie, zerkając przy tym na wejście. Zbliżało się powoli zamknięcie, więc i gości było coraz mniej.
Grupka wyszła na pół godziny przed zamknięciem najedzona i zadowolona, w kilku wypadkach zabierając po paczuszce ciasteczek na wynos "dla rodziny" (choć i tak sami je zjedzą ledwie stąd wyjdą, to Bertie nie zna możliwości ludzkich dotyczących słodyczy? Zna, testował na sobie!).
Ostatnimi tego dnia klientami była bardzo elegancko, choć nie szlachecko ubrana kobieta pod trzydziestkę na wysokich obcasach dzięki którym niemal dorównywała Bertiemu wzrostu. Wyglądała się chłodna i dystyngowana, rozejrzała się po wnętrzu sklepu uważnie jakby upewniając się, czy aby na pewno jest to miejsce warte jej uwagi. Jej młodsza kopia - identyczna! Te same czarne, proste włosy, te same brązowe oczy, idealnie tak samo blada cera, kształt nosa nawet się całkiem dobrze zgadzał - wbiegła jednak zaraz, przyklejając się do lady pełnej słodyczy w pozycji "na glonojada".
- Mamo mamo, ja chcę to! I to i to i to i to i jeszcze to i tamto u góry też i to z malinami i te takie z tyłu, co chichoczą, a ten czekoladowy możemy zabrać tatusiowi, mamusiu, możemy kupić wszystko, prooooooooooooszę! - wyrzuciła z siebie te słowa w ciągu maksymalnie trzech sekund, aż Bertie miał ochotę zerknąć na zegarek i sprawdzać jak szybko wypowie kolejne słowo. Wychylił się jednak, uśmiechając przy tym do małej wielbicielki słodyczy. To się nazywa bratnia dusza!
Zachowanie jej mamy z resztą dość szybko się zmieniło, nabrała jakiegoś takiego ciepła typowego dla mam, kiedy spojrzała na dziewczynkę i kucnęła obok niej, obejmując przy tym delikatnie i odciągając od już porządnie zapalcowanego przeszklenia.
- Jak zjesz to wszystko, staniesz się tak gruba, że będę musiała cię turlać na spacerach, bo nie będziesz mogła chodzić. Możesz wybrać jedno ciastko. - oznajmiła, burząc tym samym mały świat berbecia i zmuszając go do podjęcia decyzji najgorszej w świecie. Bo jak można wybrać jedno ciastko spośród tylu pysznych i wspaniałych i pięknych pełnych najróżniejszych dodatków? NO JAK?!
Pytanie to mocno odmalowało się na twarzy czarnowłosej dziewczynki, która pewnie za dwadzieścia lat będzie bardzo zgrabną, dość wysoką kobietą o niesamowitym uroku (o ile nie zje wszystkich ciasteczek ze Słodkiej Próżności i nie będzie się turlać zamiast chodzić). Mama pacnęła ją jednak tylko palcem w nos i wsparła się lekko lady czekając, aż córeczka podejmie zapewne najtrudniejszą w swoim pewnie siedmio, maksymalnie ośmioletnim życiu decyzję.
- A jak wezmę te malutkie to dostanę ich kilka? - postarała się targować, używając przy tym tego zabawnego tonu jakiego używają dzieci, kiedy usiłują być poważne i naśladować rozmowy dorosłych. Bertie patrzył na nią oczarowany i myślał sobie, że kobieta która ją urodził musi mieć niesamowicie silną psychikę i być nieziemsko twardą osobą, że ta mała istotka jeszcze się nie roztuczyła. Sam Bott w dziesięć sekund oddałby jej serce i wszystkie słodycze jakie posiada, tyle miała w sobie uroku!
I już jakiekolwiek negatywne nastroje poranka znikały, mała w przyjemny sposób odciągnęła jego myśli od rzeczy na które w tej chwili i tak nie ma przecież wpływu.
- Ale tylko kilka i nie zjesz wszystkich na raz. - zadecydowała najtwardsza kobieta świata, ze spokojem patrząc w wielkie, ciemne oczy dziewczynki która najbardziej ze wszystkich istot na tej planecie chciała dostać wszystkie słodycze jakie kiedykolwiek zostaną upieczone i zdecydowanie nie była zadowolona z odpowiedzi, jaką uzyskała.
- W takim razie chcę to z czekoladą. Albo nie! To z tyłu, to to z ziarenkami! Albo... alboo albo wolę to z owockami jednak. - i pewnie wymieniałaby tak dalej wszystko w kółko i zapętliłaby się biedna, gdyby mama łakomczucha nie postanowiła jej w pewnym momencie przerwać i zwrócić się do młodego sprzedawcy.
- Poleci pan coś dla małego głodomora? - spytała uprzejmie, przyciągając kilkulatkę do siebie pewnie i stanowczo, żeby choć trochę przestała się ekscytować wspaniałym widokiem za szybą.
- Najnowsze ciasteczka cynamonowe albo waniliowe. Po zjedzeniu przejmuje się ich zapach na jakiś czas. A same w sobie są bardzo dobre. - stwierdził i widząc wahanie pojawiające się na twarzy dziewczynki nie mógł się nie zaśmiać. - Więcej osób wybiera waniliowe.
Podpowiedział. Sam był zwolennikiem cynamonu, jednak co poradzić, większość to większość, taka prawda!
Kobieta skinęła więc głową.
- Proszę zapakować kilka w takim razie. - zgodziła się i dopiero teraz skuszona sama posłała wzrok w kierunku ciasteczek i Bertie dostrzegł w nich dokładnie taki sam błysk, jak ten który jawił się w oczach jej córeczki. Nawet eleganckie damy mogą być łakomczuchami! - I jeszcze tych z kremem. Troszeczkę więcej. Odrobinkę.
Czuć było, że sama sobie musi być silną matką, żeby także nie oznajmić, że pragnie wykupić wszystko, nie powiedziała już jednak ani słowa i dumnie z jedynie dwiema malutkimi paczuszkami w ręku opuściła cukiernię, prowadząc obok siebie swoją małą córeczkę.
Bertie pożegnał je szczerym, wesołym uśmiechem i cóż mógł zrobić - zabrał się za sprzątanie, pakowanie tego co zostało, by zamknąć cukiernię o odpowiedniej porze.

zt





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Wspólny stolik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Drewniany stolik
» Narożny stolik
» Stolik przy oknie
» Wspólna Komnata
» Astrid Westerberg

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Cukiernia "Słodka Próżności"-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17