Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala numer jeden   30.03.15 23:57

First topic message reminder :

Sala numer jeden

Niedawna wojna zrobiła z Mungiem swoje - znaczna większość pomieszczeń potrzebuje remontu; pociemniała biała farba na sufitach, którą bardziej określić można jako szaro-żółtą lub zwyczajnie szarą, w zależności od oświetlenia, parapety pomalowane paskudną olejną farbą, wszelkiego rodzaju rysy, obdrapania, ślady po stuknięciach... Chybotliwe łóżka, pod których nogi częstokroć podstawiane są drewniane klocki lub kawałki gazet, by jakoś je ustabilizować, z lekka nieszczelne okna, na które niby rzucane są wszelkiego rodzaju zaklęcia, lecz raczej z dosyć marnym skutkiem... Długo by wymieniać wszelkie mankamenty.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   13.07.16 4:03

Wszystko działo się jakoś dziwnie szybko, rejestrował to w zwolnionym tempie; nie będąc pewnym, jak powinien zareagować na absurd mającej miejsce sytuacji, nie reagował wcale, przez chwilę pozostając biernym, milczącym obserwatorem. W poruszeniu Lyry - mającej przecież niewiele ponad wspomniane piętnaście lat, a burzącej się, jakby ktoś pomylił jej wiek o dekadę, ujmując jej jednocześnie wielu doświadczeń - było coś jednocześnie tak groteskowego i rozczulającego, że choć spojrzał na Cassiana karcąco, to w jego oczach zatańczyła iskra na kształt rozbawienia. Powiódł za siostrą wzrokiem, gdy opuszczała pomieszczenie, ale zaraz na nowo skupił się na uzdrowicielu, którego wizyty już dzisiaj się nie spodziewał. Czy nie otrzymał tego dnia całej potrzebnej opieki lekarskiej?
- Rozjuszyłeś małą lisicę - stwierdził w końcu z ledwo widocznym uśmiechem, spoglądając na mężczyznę łagodniej. - Uważaj, słyniemy z ostrych zębów - my, potomkowie Weasley'ów, dumne lisy stawiające honor i własną niezależność wysoko ponad ustalane przez innych normy; jakaś cierpka uwaga nasunęła mu się na usta, spojrzał jeszcze przelotnie na drzwi, za którymi zniknęła Lyra, ale nic już nie dodał, wierząc, że z niektórymi goryczami powinien mierzyć się w samotni i milczeniu.
- Dobrze cię widzieć - rzucił w stronę Cassiana, choć w spojrzeniu Garretta wciąż czaił się zalążek czegoś ganiącego. - Nawet pomimo tej przemocy i nazywania zdechlakiem. Jak widzisz, wciąż żyję - jeszcze - dodał w myśli, bo ze swoimi ostatnimi skłonnościami do wpadania w tarapaty nabierał wrażenia, że los zamierza z niego zakpić i przedwcześnie wysłać go parę dobrych stóp pod ziemię.
Póki co jednak nie mógł sobie pozwolić na umieranie, ciążyło na nim zbyt wiele obowiązków.
- Jakieś wieści? - spytał, doskonale wiedząc, że Cassian zrozumie, co miał na myśli; przykucie do szpitalnego łóżka oznaczało odcięcie od ważnych informacji, na przykład tych związanych z Zakonem. Co u pozostałych? czy znaleźli się zaginieni? jak nastroje? czy wszystko jest w porządku? - zdawały się pytać jego oczy, choć profilaktycznie żadnego z tych pytań nie zadał na głos.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   18.07.16 17:46

Cassian splótł ręce na piersi, przez co jego postura przybrała na masie. Mimo, że zmizerniały od zażywanych używek mężczyzna nie miał już tyle siły, co kiedyś, anatomia nie kłamała. Kiedyś wprawiony w bójkach i w szermierce młody Morisson musiał cieszyć się bardzo dobrą sprawnością fizyczną i koordynacją ruchów. Teraz opierał się raczej na echu tamtych świetlistych dni. Pożegnał dziewczynę milczeniem i wrócił wzrokiem do swojego zakonowego kolegi.
O, ironio — stwierdził — to zabawne. Wiedziałeś, że mój patronus przybiera formę lisa? — och, tak, tak, tak. To znaczy, ze Cassian mógł się czuć już jak członek rodziny Weasleyów! A te złośliwości posyłane do młodszej siostry Garretta to tylko takie rodzinne przekomarzania się. Takie było jego usprawiedliwienie wobec karcącego wzroku rudzielca. Siadając obok niego na wyrku podciągnął rękawy uzdrowicielskiego kiltu, odpiął guzik koszuli, przygotowując się do kontroli pacjenta, zaczynając od ochrzanu.
Karzesz mi tu przychodzić w dzień wolny od pracy, Weasley. Za to wisisz mi Ognistą.
Zanim Garrett zdążył zaprotestować i zauważyć, że jedną kontrolę miał już dzisiaj za sobą, Morisson wyciągnął już swoją różdżkę, przykładając ją nad ciało mężczyzny, dokładniej nad połamane kończyny:
Oculio Tertia.
Zaklęcie pozwoliło mu przyjrzeć się procesowi gojenia się złamań Weasleya. Cassian zmarszczył brwi, oczywiście, w całej swojej medycznej egocentryczności stwierdzając, że on zająłby się Garrettem lepiej niż ktokolwiek, kto zrobił to za niego. Cofając różdżkę, prychnął więc z pogardą, pytając:
Kto Cię nadzoruje? Chyba nie ta cała Vanity, czy inny Bennett?
Och, nazwisk niekompetentnych jego zdaniem uzdrowicieli mógł wymienić znacznie więcej, ale że nie po to się tu zjawił i wbrew pozorom wcale też nie w celu zajęcia się Garrettem, chociaż w efekcie ubocznym właśnie to robił, traktując go kolejno kilkoma zaklęciami uśmierzającymi ból i bardzo niekomfortowym pytaniem:
Nie masz ty odleżyn od tego siedzenia na dupie? — profilaktycznie zapobiegł temu kolejnym zaklęciem — Bedesores. W sumie wolę tego nie sprawdzać.
Udając, że coś tam jeszcze kontroluje, czytał kartę Garretta bez zainteresowania, bo przyszedł również z inną kwestią.
Minerwa McGonagall — zaczął pozornie bez przekonania, trochę znudzony — jeśli gdzieś ją poślecie w sprawie Zakonu, chcę iść z nią, da się coś z tym zrobić? — nie uniósł spojrzenia, nie chcąc dać mu do zrozumienia zainteresowania tą kwestią. Zamiast tego udzielił odpowiedzi na pytanie Weasleya.
Znalazł się Brand. Ogarniałem go po waszej ostatniej eskapadzie. Bydlak oberwał jakimś zaklęciem, przez co jego morda wyglądała jeszcze bardziej paskudnie niż zwykle. W życiu nie widziałem wcześniej bardziej obrzydliwego ptactwa, niż to, które sobą prezentował Brand. Po wielu magicznych interwencjach, w końcu wrócił do swojej ludzkiej formy. Zginęło… kilku — mruknął, a żeby Weasleya tą kwestią nie niepokoić, rzucił mu inne niepokoje na głowę:
Mogę Ci połamać te nogi na nowo? Naprawię Ci je tak, że zrosną się lepiej niż ta spartaczona robota, którą Cię tu potraktował…
Zerknął w kartę, żeby odczytać z niej podpis nadzorującego przypadek Garretta:
Jakiś niewykwalifikowany tuman — zakończył nie mogąc się doczytać.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   25.07.16 1:52

Na słowa Cassiana uniósł w lekkim, teatralnym zdziwieniu brwi; cały cynizm, który starał się wbić w spojrzenie, wyglądał jakoś niewiarygodnie, gdy kontrastował z bladą twarzą, na której odbijały się ślady zmęczenia.
Nie znosił tego stanu, gdy inni pochylali się nad nim i wzruszali jak nad męczennikiem, spodziewając się, że będzie cierpiętniczo wzdychał i krzywił się wraz z kolejnymi falami bólu. Nie lubił ukazywać słabości, bał się bezradności i niemożności podejmowania kolejnych (irracjonalnych?) działań. Gasł, gdy ktoś przykuwał go do łóżka, mizerniał, kiedy zbyt długo pozostawał w bezruchu.
Był człowiekiem czynu, nawet jeśli przez to niektórzy nazywali go nierozsądnym.
- Dokładnie - o, ironio - wysilił się na szyderę, choć jej podstawą była szczera sympatia. Cenił to, że Cassian nie zachowywał się, jakby czuwał przy łożu jego śmierci i nie dmuchał i nie chuchał na jego nic nieznaczące zranienia. - Najwidoczniej twojemu lisowi wypłowiała ruda sierść i stępiły się ostre niegdyś kły - ciągnął dalej, bo miło było skupić myśli na czymś innym niż na własnych myślach i na tym, jak bardzo obwiniał się o śmierć poległych zakonników.
Prawdę mówiąc, lis był ostatnim zwierzęciem, które przyszłoby mu na myśl, gdyby zastanowił się dłużej nad potencjalną formą patronusa Cassiana. Nie wiedział, dlaczego.
- Nie trafiłeś - powiedział zaraz, próbując sobie przypomnieć nazwisko jego prowadzącego uzdrowiciela. Z początku nie potrafił - przez pierwsze dni spędzone w Mungu skupiał się raczej na kruszejącym świecie, klęsce, jaką ponieśli i wszystkich bolesnych stratach, które były konsekwencjami niefortunnego wypadu do Tower. - Mea... Meadowes chyba? O imię mnie nie pytaj, nie mam zielonego pojęcia. - Pamiętał tylko jej twarz - bystre, młode jeszcze oczy, brązowawe, niedługie włosy kręcące się przy skroniach - i ciepły głos otwarcie kłamiący, że wszystko szybko wróci do normy.
Nie wróci, dobrze o tym wiedział. I w tym przekonaniu utwierdzały go zazwyczaj niedostrzegalne dla innych skłonności do dramatyzowania.
Mimowolnie uśmiechnął się nieco szerzej niż dotychczas, gdy usłyszał padające z ust Morissona imię panny McGonagall i ledwo powstrzymał się od kąśliwego komentarza. Przyglądał mu się, kiedy mężczyzna uporczywie uciekał wzrokiem do karty pacjenta, żeby uniknąć skrzyżowania spojrzeń.
- To nie moja decyzja, Cassian - powiedział z delikatnym rozbawieniem, choć bardzo starał się zachować powagę. - Może lepiej sam powiedz Minnie, że się o nią troszczysz, to rozwiąże kilka problemów.
Skinął tylko głową na informacje o pozostałych zakonnikach - cieszył się, że Cassian nie drążył tematu poległych. Zdążył już się o wszystkim dowiedzieć (a nawet więcej, niż w rzeczywistości by chciał), a każda sekunda spędzona na rozmyślaniach o tym, czego nie da się już naprawić, działała na jego niekorzyść. Zatruwała umysł.
Z ulgą przyjął ponowną zmianę tematu.
- Chciałbym zobaczyć minę lorda Avery'ego - przy słowie lord modulował głos tak, że zakrawał o kpinę - kiedy wytkniesz mu nieprofesjonalizm - dalej zagłuszał ciszę słowami, bo było to łatwiejsze niż milczenie. - Ale nóg mi nie łam, za dwa dni mam wyjść z Munga. Nie chcę tu zostać ani chwili dłużej.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   25.07.16 22:50

Cassian uniósł kąciki ust w kwaśnym bardzo wyrazie. Garrett nie miał nawet pojęcia jak bardzo jego uwaga była bliska prawdzie. Nawet się w tej kwestii nie odzywał, jedynie zajmując się dalszym studiowaniem jego karty. Poniekąd z nawyku, a poniekąd dlatego, że musiał sobie jakoś szukać powodu, żeby tu być. Niezbyt nachalna opieka nad Garrettem była wystarczającym powodem. Odłożył jego dokumenty, nie reagując w żaden sposób na nazwisko, którego nawet nie kojarzył. Zmarszczyl w konsternacji brwi, ale nie przypominał sobie żadnego lekarza, tytułującego się w ten sposób. Wyraźnie był to ktoś mało istotny w hierarchii uzdrowicieli w Mungu.
Convalesco
Zaklęcie rzucił jeszcze kontrolnie, zanim oparł się o ramę szpitalnego łóżka, zgięty w pół, z wyciągniętymi na swojej podpórce ramionami, przypatrując się Weasleyowi. Nie przyznałby się w żaden sposób, że los Minerwy McGonagall nie jest mu obojętny. Czuł się w obowiązku żeby zadbać o jej bezpieczeństwo, ale tylko po to żeby wyrównać rachunki za znalezienie go pod pubem i opatrzenie jego ran, chociaż wcale o to nie prosił.
To nie o nią się troszczę — burknął posępnie, decydując się, żeby już więcej Garretta o żadne przysługi nie prosić, bo taka była z niego pomoc, jak z koziej dupy trąba. — Tylko o siebie. Jest dobra z transmutacji. To mogłoby być pomocne.
Wyjaśnił to jemu i sobie w ten sposób, więcej już nie wchodząc w tą dyskusję. Uśmiech Garretta był tak irytujący, że miał ochotę mu ściągnąć go z mordy zaklęciem, ale ponoć uzdrowicielom nie można ranić pacjentów, a należy ich leczyć. Jakże niesprawiedliwy układ, kiedy pacjent Cię wkurza.
Ale jesteś bezużyteczny, Weasley. Zwłaszcza przygwożdżony czasowo do wyrka — marudził, na wspomnienie o lordzie Averym unosząc nieznacznie brew ku górze. Wyczuwając sardoniczny ton Garetta w temacie tytułowania Avery’ego, świadomie czy też nie, zagrał tonem głosu w podobny sposób jak rudy, kpiąc sobie zaraz po nim.
Ach, a więc Jego Lordowska Mość Niewykwalifikowany Tuman. To wszystko zmienia. Jakbym wiedział od razu nazwałbym go Niewykwalifikowanym Cwelem. Teraz chociaż mamy jasność.
Cassian upewniwszy się kto się zajął Garrettem, pozwalał sobie na nabijanie się z konkurencji. Samael mógł się cieszyć, że w ogóle Cassian go pamiętał.
A co ty masz do roboty poza Mungiem? Nie udawaj, że czeka tam na ciebie jakieś życie, Weasley. Siedź na dupie.
Może nie brzmiało to jak profesjonalna porada uzdrowiciela, ale w istocie to był właśnie fachowy komentarz. Garrett mógłby spędzić więcej czasu w Mungu, żeby mieć pewność, ze kiedy będzie potrzebował swoich nóg, te go wcale nie zawiodą. Doświadczenie uczyło Cassiana, że będąc w Zakonie Feniksa, trzeba umieć spierniczać dalej niż się widzi, co by kobieta nie musiała później ratować powolnego, ociągającego się za kolumną uciekinierów zakonnika.




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   31.07.16 4:18

Uparcie milczał, przyglądając się różdżce Cassiana, jakby oczekiwał, że zaraz zamiast zaklęcia uzdrawiającego wymknie się z niej urok zmuszający do wymiotowania ślimakami; profilaktycznie zachowywał czujność, badawczo zerkał na jasne drewno, choć przecież doskonale wiedział, że w przypadku nagłego ataku i tak nie mógłby się obronić.
Zresztą - nie miałby dokąd uciec. Ani jak.
Raz jeszcze poprawił poduszkę, która uwierała go w plecy, po czym oparł dłoń o metalową, raczej niestabilną ramę szpitalnego łóżka. Pod palcami czuł bijący od niej chłód.
- Mhm - nie wysilał się nawet na zbudowanie pełnego zdania, wiedział, że krótka onomatopeja podszyta przyjazną złośliwością i przekąsem wystarczą w sam raz, żeby doprowadzić Cassiana do szewskiej pasji.
Garrett nawet na chwilę nie przestawał się lekko uśmiechać. Wiedział lepiej.
A choć cała kolekcja dalszych komentarzy nasuwała mu się na język - przecież to Hereward jest mistrzem transmutacji, czemu nie poprosisz o pomoc jego; wiele osób w Zakonie miota doskonałymi zaklęciami, oni też cię obronią - nie wypowiedział żadnego z nich, choć miał nadzieję, że Morisson i tak będzie wiedział. I że chociaż odrobinę naciśnie mu to na odcisk.
Tak właściwie Minnie mogłaby go wiele nauczyć - odzyskiwania szacunku, podejścia do innych, szczerego uśmiechu, niezmąconego optymizmu.
Szkoda byłoby już teraz spisać go na straty.
- Nie żal ci czasu na zasklepianie ran bezużytecznych osób? - ciągnął beztrosko, wciąż nie wygaszając podrygującego w głosie rozbawienia. Spojrzał przelotem na jeszcze niedawno pogruchotaną nogę, bo poczuł w niej nieprzyjemne mrowienie; dobrze wiedział, że nieprzyzwoite ilości eliksirów wyciszały ból, zastanawiał się, czy wbrew słowom lekarzy zapewniających, że wszystko będzie dobrze, odzyska pełną sprawność w kończynie.
Musiał odzyskać. Wizja przykucia do ministerialnego biurka jeżyła mu włos na karku.
- Ale noga jest cała, uznaję to za sukces - rzucił w odwecie, z pozoru bezsensownie przyjmując pozycję defensywną i bez powodu broniąc lordowskiego medyka przed atakiem, mimo że jeszcze przed sekundą sam podkpiwał. - Bywało gorzej. - Uśmiechnął się szerzej, na chwilę wbijając spojrzenie gdzieś w obraz roztaczający się za zaszronionym oknem. - Kiedyś spędziłem dwa tygodnie w szpitalnym łóżku tylko dlatego, że pomylono fiolki z eliksirami. - Zamyślił się; to było tak dawno, że zdawało się należeć do innej rzeczywistości, być historią kogoś innego. - Od tej pory nie jestem bezkrytyczny wobec służby zdrowia - i nie ufam zbyt wielu uzdrowicielom, przeszło mu przez myśl, choć nie dodał tego na głos.
Pewnie nie musiał.
Gdy padły kolejne słowa, jego uśmiech przekształcił się w dość krzywy.
- Znajdzie się parę rzeczy, którymi mógłbym się zająć. - A nawet więcej niż parę. Zostawał w tyle; odwiedzający go znajomi z pracy samym spojrzeniem przekazywali, czym skutkuje jego nieobecność, a gdy nie mógł trzymać ręki na pulsie i kontrolować działań Zakonu, czuł, że rozczarowuje wszystkich wkoło.
Uczucie beznadziei przypominało nieprzyjemny nacisk na klatkę piersiową.
- Zapaliłbym - stwierdził nagle fakt, choć sam nie wiedział, dlaczego. - Ale wciąż wyganiają mnie, żebym w tym celu wychodził na dwór. - Chwila zastanowienia, bo coś nie pasowało mu w słowach, które wypowiedział. - Wylatywał - poprawił się, przypominając sobie o niemożności poruszania nogą i zaczarowanym fotelu, na którym mógł bez problemu lewitować i przelatywać przez rozwidlające się korytarze szpitala.
Nawet schody nie były mu straszne!




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Cassian Morisson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t2183-cassian-t-morisson#33199 http://www.morsmordre.net/t2797-whisky#45280 http://www.morsmordre.net/t2247-witaj-w-piekle#34028 http://www.morsmordre.net/f225-blackhorse-lane-13-5 http://www.morsmordre.net/t2795-cassian-tobias-morisson#45256
UZDROWICIEL ODDZ. URAZÓW POZAKLĘCIOWYCH
33 LATA
Mugolska
Wdowiec
I will not budge for no man’s pleasure, I
3
5
9
16
0
1
0
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   31.08.16 13:32

Cassian łypał na Garretta groźnie. Rudzielec miał rację. Jego kpiący uśmieszek i zdawkowe reakcje rzeczywiście drażniły uzdrowiciela. Właśnie dlatego postanowił milczeć i udawać, że tylko w celach leczniczych przyszedł do pacjenta chociaż nie była to do końca nawet jego zmiana, a na pewno nie jego pacjent. Niedelikatnie, wbrew woli Garretta – unieruchomionego, nie mającego w tym temacie dużo do gadania, zaczął badać usztywnioną nogę mężczyzny. Przynajmniej tyle, na ile umożliwiał to jego opatrunek. Całkowicie niespecjalnie zacisnął dłoń nad kolanem poszkodowanego, niewątpliwie wywołując tym nieprzyjemną falę piorunującego bólu, promieniującego do miejsca wcześniej połamanych nóg.
Przepraszam. Mówiłeś coś? Nie słyszałem. Skupiłem się na ratunku.
Posłał mu wredny uśmieszek, bo chociaż nie miał kontrargumentów na jego wyraz zadowolenia, paskudny, bezczelny i pełen przekonania o swojej słuszności, to siłę swoją opierał na przewadze fizycznej nad uziemionym Weasleyem. Im dłużej Garrett milczał, tym dłużej narażał się na rozdrażnienie Morissona, dlatego sprawy powoli przybierały nienaturalny obrót. Uzdrowiciel, który miał leczyć niepełnosprytnych, swoim badaniem kontrolnym powodował więcej szkód, z każdą chwilą coraz bardziej dotkliwych. Zrezygnował tylko w obliczu konkurowania z lordowską mością Averym. Ściągnął brwi, postanawiając, ze jeśli tak dalej pójdzie, Garrett w końcu uzna, że brak mu kompetencji nawet do prostego, codziennego zadania. Dlatego odzyskał rozum, prostując się i wpatrując się w Weasleya już wyłącznie z wyrzutem i żalem, jak typowy wrzód na tyłku, jakim dla Zakonnika był, nie tylko prywatnie, ale również jako członek Zakonu Feniksa.
Zasklepiam rany dla rozrywki. Uważaj, następnym razem, jak mi się będzie nudzić tłuknę Cię tak, że nawet ja sam Cię nie pozbieram. Tymczasem…
Zerknął na zegarek nad ich głowami. Godzina wskazywała wzięcie przez Garretta leków wspomagających jego rehabilitację. W tym celu rzucił już ostatnie zaklęcie. Tym razem nie wywołując nim żadnych szkód pacjentowi.
Potum. Za chwilę przyjdzie jakiś stażysta ze specyfikami dla Ciebie. To pomoże Ci lepiej wchłonąć leki. Skoro jednak jeszcze jej nie ma…
Oparł się biodrami o wyrko Wealeya, wyciągając z kieszeni kurtki fajkę. Jedną z nich podstawił usłużnie Garrettowi pod nos, dodając dla przekonania, gdyby zbyt moralny Zakonnik miał opory:
I tak zamierzam tu palić, więc tak czy inaczej nie unikniesz problemów.
Wzruszył ramionami, zapalając swojego papierosa, służąc też ogniem Garrettowi. Po wypaleniu papierosa w milczeniu i całkowitym skupieniu przyszedł czas na pożegnanie. Na odchodnym rzucił jeszcze tylko:
Zlizuj te rany szybciej, Weasley. Ludzie bez ciebie błądzą, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
Miał na myśli oczywiście zakon i ZDECYDOWANIE nie mówił o sobie i o tym, że nie miał pojęcia jakie były jego obowiązki wobec organizacji.

| ztx2




I don't want to understand this horror
There's a weight in your eyes

I can't admit

Everybody ends up here in bottles



Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   18.01.17 21:47

|ze stanowiska

Raiden nawet nie zauważył, kiedy znaleźli się w szpitalu Świętego Munga. W sumie to wszystko od przeniesienia Lyry na nosze, po siedzenie pod salą wydawało mu się jakby mgłą. Był tam, ale nie pamiętał niektórych skrawków. Na przykład podróży świstoklikiem nie zarejestrował - nie mógł sobie za cholerę przypomnieć, a było to ile? Sekundę? Minutę, a może godzinę temu? Obwiniając siebie za to wszystko, nie mógł dojść do ładu, bojąc się, że stało się z dziewczyną coś poważniejszego niż można było sądzić. Dodatkowo fakt że niedawno dowiedział się, że sam będzie ojcem, nakręcał go jeszcze bardziej. Bo czy było coś gorszego jak próba ratowania ciężarnej, która przeradzała się w katastrofę? Zapewne niedługo miał sporządzić raport, zeznania na pewno z akcji na Ulicy Pokątnej. I mimo że w sprawie antymugolskiej nie był przekonany, do rzucenia zaklęcia na Travers był w stu procentach zmobilizowany, by nie zostawić na Sykesie suchej nitki. Niech pójdzie siedzieć na miesiąc za napaść to może zmądrzeje. Nigdy nie powinno dojść do tej sytuacji. Nigdy! Ale teraz co mógł zrobić? Widział jedynie przepychających się ludzi, którzy odbierali od niego nosze, by zaraz pobiec przez korytarz do jednej z sal, gdzie mieli się zająć przybyłą pacjentką. Białe kitle fruwały mu przed nosem, gdy stał tam w dziwnym amoku. Skierował się ich śladem, ale nie wszedł do środka. Siedział pod drzwiami na brzydkim krześle, patrząc na swoje ręce całe we krwi. Gdy zdał sobie sprawę, że ciągle na nie patrzy, wyprostował się i próbował jakoś oprzeć się o ścianę, ale zupełnie mu to nie wychodziło. Przejechał czerwonymi palcami przez włosy, głupio uświadamiając sobie, że w tym porzuconym przez właścicielkę sklepie zostawił swój płaszcz i marynarkę. Chyba powinien po nie później wrócić i przeprosić tę strachliwą kobietę. Ale równie szybko jak o tym pomyślał, znowu o tym zapomniał.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint http://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 http://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 http://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood http://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   19.01.17 14:40

ze stanowiska

Dotknąłem świstoklika, czując nieprzyjemne szarpnięcie w okolicach brzucha, a potem świat zawirował mi przed oczami całą paletą kolorów w szaleńczym tempie, które nie zwolniło nawet wtedy, gdy już znaleźliśmy się na miejscu. Otoczyły nas dodatkowe pary pomocnych dłoni - podciągnąłem rękawy uzdrowicielskiej szaty (gdy ktoś zastąpił mnie przy niesieniu noszy, by dać mi chwilę na odetchnięcie) i wpadłem do łazienki, żeby przemyć twarz lodowatą wodą. Igły kropel wbiły się w moją skórę na tyle odczuwalnie, że miałem nadzieję, iż to wystarczy, bym w końcu się obudził oraz zaczął działać.
Do jedynki dotarłem niemalże biegiem i zlekceważyłem Notta, który znajdował się już w pomieszczeniu. Że też to właśnie jego musieli tutaj przysłać... Będzie tylko dodatkowo rozstrajał mnie swoją, cóż, wkurwiającą obecnością. - Przynieś dwie fiolki, jedną z eliksirem uzupełniającym krew, a drugą z wywarem wzmacniającym, o ile znowu ich nie zabrakło - druga część wypowiedzi nie ma z sobie nic z formalizmu pierwszej, ot, zawoalowany komentarz na temat tego, w jak żałosny sposób funkcjonował ostatnimi czasy Mung. Słowa skierowałem w stronę stażysty, z którym się tutaj teleportowałem.
Fakt, iż w obecności Notta wydawałem polecenia stażystom bez wątpienia można było odczytać jako podważanie jego autorytetu - posłałem mu więc tylko pełne wyższości spojrzenie, po raz pierwszy dając znak, iż w ogóle dostrzegłem jego obecność w tym pomieszczeniu. - Dostała oszałamiającym, straciła sporo krwi - nie musiałem uściślać, gdzie znajdowało się źródło krwotoku, bowiem plamy oblepiające sukienkę ciemnym burgundem w okolicach złączenia ud mówiły same za siebie - ale zanim straciła przytomność, dowiedziałem się, że odczuwała silny ból w okolicach podbrzusza, lecz nic poza tym, żadnych skurczy - co, o ile mi wiadomo, wykluczało poronienie, a przynajmniej jego zaawansowaną fazę. Nie patrzyłem się na mojego mentora, gdy suchym tonem zaznajamiałem go z tym przypadkiem - przyglądałem się bladej twarzy Lyry, która zdawała się być o odcień jaśniejsza niż na Pokątej (a może to tylko gra światła?). - Kilka lat temu pacjentka przebywała w Mungu - utkwiło mi to w pamięci, bo to właśnie tutaj, a nie na salonach, mieliśmy okazję się poznać - przelotnie, lecz wciąż jeszcze nie zapomniałem niektórych szkiców Travers (o ileż łatwiej było mi zaakceptować fakt, iż natura obdarzyła ją takim talentem, gdy nie nosiła już nazwiska zdrajców krwi) - dowiedz się wszystkiego o historii choroby, a także, czy później były jakieś jej nawroty... I niezwłocznie poinformujcie lorda Travers, jeśli jeszcze tego nie zrobiono - kolejne polecenie, tym razem skierowane do drugiego stażysty towarzyszącego mi na Pokątej.
- Oculio Tertia - rzuciłem zaklęcie, nie czekając na dyspozycje od Notta - uznałem, że do pełnej diagnozy brakuje jeszcze tej niezmiernie istotnej informacji.

dołączy do nas Rafi


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   19.01.17 14:40

The member 'Mortimer Flint' has done the following action : rzut kością


'k100' : 94


Powrót do góry Go down
Raphael Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2915-raphael-nott http://www.morsmordre.net/t3084-willem#50546 http://www.morsmordre.net/t3065-nieporzadek-w-chaosie http://www.morsmordre.net/f302-great-ormond-st-34-3 http://www.morsmordre.net/t3099-raphael-nott#50775
uzdrowiciel; choroby genetyczne
26
Szlachetna
Kawaler
Loving you was
The most
Exquisite form
Of self
Destruction.
3
3
0
18
1
1
0
5
Czarodziej
 Trzeba żyć bez względu ile razy runęło niebo.

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   20.01.17 21:56

W jednej chwili siedział, uzupełniając kartoteki pacjentów z dyżuru, a w drugiej gnał na złamanie karu za pielęgniarką. Jego protegowany pojawił się zakrwawiony z równie umorusaną lady Travers. Czy coś mogło zapowiadać się równie tragicznie? Nie wiedząc na co się przygotować po prostu wyciągnął z kieszeni kitla różdżkę, bezwiednie zaciskając mocniej palce na cynamonowym drewnie. Drzemiąca w niej siła zawsze napawała go spokojem i stanowiła niezwykłe wsparcie. Nie dawała mu wiary, dawała mu pewność, że magia to jedno z niezachwianych praw natury, które w połączeniu z umiejętnościami było zdolne do niesienia ogromnej pomocy. Nie zawsze wystarczającej, ale wciąż wielkiej.
Niestety wątpił czasem czy wszyscy rozumieją tę powagę, zwłaszcza Flint, który nie pojawił się w sali razem z noszami. Gdyby nie momentalne skupienie nad chorą zapewne poczułby wypełniającą go do granic irytację na nieprofesjonalnego stażystę. Pierwszym, co zrobił, oczekując swojego niekompetentnego podopiecznego, było sprawdzenie pulsu bladej niczym papier pacjentki. Odsłonięta z teraz ostro kontrastujących rudych włosów szyja zdawała się delikatna niczym papier. Słaby, ledwo wyczuwalny, ale wciąż walczący. Dobrze.
Flint oczywiście musiał powrócić w wielkim stylu, co Nott skwitował tylko zmarszczeniem brwi. Tak samo jak wydawanie poleceń drugiemu stażyście, który przecież był z nim na równym szczeblu. Zapewne skomentowałby to jakoś gdyby nie fakt, że satysfakcje ze sprowadzenia go do rzeczywistości może zostawić sobie na później.
- Jakie to było zaklęcie? Czy wiesz, w którym tygodniu ciąży się znajduje? Cokolwiek, co wiesz, a nie miałeś jak wykorzystać wcześniej? - zalał go pytaniami, oczekując natychmiastowych, treściwych odpowiedzi. Czas był w tej chwili najważniejszy. Nie kojarzył jej z piętra chorób genetycznych, więc prawdopodobnie nie cierpiała na żadną z nich. Przynajmniej tych, które mogłyby być teraz gwoździem do trumny. Póki co potrzebowali ostatecznego wglądu, co konkretnie ucierpiało. Płód czy narząd? Jednym ruchem podciągnął zakrwawione poły sukni. W takich miejscach jak szpital granica wstydu zanikała, ustępując miejsca potrzebie ratowania życia. Chociaż kobiece piękno zazwyczaj mocno na niego oddziaływało to w pracy dążył do perfekcji, więc starał się być profesjonalny do bólu.
- Diagno Haemo - wypowiedział spokojnie, skupiając się na gładkiej skórze, która miała dać mu potrzebną odpowiedź.




and we are the reason
they write love songs so sad

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   20.01.17 21:56

The member 'Raphael Nott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 86


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   22.01.17 4:24

Zaklęcia obu uzdrowicieli okazały się perfekcyjne - nie wskazały jednak na żadne większe obrażenia wewnętrzne pacjentki. Wskutek zaklęcia Raphaela podbrzusze Lyry zabarwiło się na lekki błękit, informując, że krwawienie musiało pochodzić z macicy. Mortimer mógł dostrzec zalążek lekkich skurczów, które przy odpowiednio prędkiej reakcji nie powinny stanowić dużego zagrożenia. Wniosek był prosty: przyczyną preludium do poronienia musiał być silny stres, korzystanie z używek bądź bliżej nieokreślone zakażenie.
Życie Lyry nie wydawało się zagrożone, jej organizm wymagał głównie ustabilizowania. Wyglądała na wciąż znacznie osłabioną, była blada, choć przestały zalewać ją zimne poty. Pozostawała niezmiennie nieprzytomna.
Tymczasem jeden ze stażystów przyniósł wspomniane eliksiry.

| Kolejka: Mortimer, Raphael, Mistrz Gry. Raiden może (ale nie musi - przez wzgląd na brak pokrewieństwa i tak nie zostanie dopuszczony do żadnych informacji) pisać poza kolejką, Lyra do momentu wybudzenia przez uzdrowicieli jest nieprzytomna. Przepraszam za poślizg, na odpis macie 48h.


Powrót do góry Go down
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint http://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 http://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 http://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood http://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   23.01.17 16:08

Nott zaczął zadawać pytania, na które nie miałem odpowiedzi. To, co działo się na Pokątnej, można nazwać jedną, wielką improwizacją. W emocjach działałem chaotycznie, zapominając nawet o tym, by przez rzuceniem Fosilio upewnić się, skąd wydobywa się krwotok - założyłem z góry, że z macicy i choć było to trafne założenie, to przecież nie powinienem był czegoś takiego robić. Natrętny umysł notorycznie przypominał mi o wszystkich tych mniejszych tudzież większych błędach, co tylko sprawiało, że narastała we mnie frustracja. Miałem wrażenie, że zupełnie się do tego nie nadaję.
Kaskada pytań pomogła mi się jednak oderwać od zbędnych w tym momencie przemyśleń na temat racji mojej bytności w tymże miejscu i przekierowała moją uwagę na to, co istotne.
- Oszałamiające, jakie to ma znaczenie? - cóż, nie miałem pojęcia, jakiej udzielić odpowiedzi, a nie potrafiłem przyznać się wprost, że zapomniałem dopytać o to przeklęte zaklęcie. Co nie zmienia faktu, iż naprawdę nie sądziłem, by robiło to jakąś różnicę - efekt był znany, lady Travers upadła na ziemię i właśnie to stanowiło zapalnik. - Wnioskując po długości zarodka - dzięki poprawnie rzuconemu Oculio Tertia przynajmniej na to pytanie mogłem odpowiedzieć, aczkolwiek i tak zawahałem się, szacując, ile mniej więcej milimetrów ma ta niemalże niemożliwa do dostrzeżenia ludzkim okiem kropeczka. - Drugi, trzeci, może nawet czwarty tydzień? - tak przynajmniej mi się wydawało. - Uczyniłem wszystko, co w mojej mocy, by jej pomóc - dodaję tak lodowatym tonem, że mam wrażenie, iż po tej wypowiedzi temperatura w pomieszczeniu obniżyła się o kilka stopni. Lecz nie mogłem się powstrzymać przed owym komentarzem - bowiem wypowiedź Notta zabrzmiała jak zawoalowany zarzut.
- Najprawdopodobniej zaraz zaczną się skurcze - o ile dobrze zinterpretowałem to, co zobaczyłem dzięki zaklęciu. - Spróbuję wybudzić pacjentkę, żebyśmy mogli podać jej eliksiry - choć miało to być twierdzenie, można się było doszukać w moim głosie znaku zapytania - mimo wszystko, jakkolwiek nie zaprzeczam temu swoim zachowaniem, wiem, że Nott ma naprawdę spore doświadczenie, którego mi tak bardzo brakuje. Szukam więc w jego spojrzeniu potwierdzenia. - Clavum - wypowiadam inkantację.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   23.01.17 16:08

The member 'Mortimer Flint' has done the following action : rzut kością


'k100' : 48


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   24.01.17 16:03

Ukłucie wybudziło Lyrę. Stan młodej szlachcianki pozostawał bez zmian - była słaba, miała dreszcze, odczuwała chłód. Utraciła sporo krwi; zaczęły dokuczać jej  lekkie skurcze. Każdy gwałtowniejszy ruch mógł nieść zagrożenie, ale Lyra i tak nie zyskała wystarczająco sił na taki gest.

| Kolejka: Mortimer, Raphael(?), Lyra, Mistrz Gry. Na odpis macie 48h.


Powrót do góry Go down
 

Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Cieplarnia numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Parter: Wypadki Przedmiotowe-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18