Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ukryta Komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ukryta Komnata   07.08.16 19:33

First topic message reminder :

Ukryta Komnata

O ukrytej komnacie w całej Wywernie wie tylko jedna osoba - właściciel przybytku i jego skrzat, który sekretu musi pilnować pod groźbą śmierci, jeśli piśnie choćby słowo niepowołanej osobie. Oprócz nich o pomieszczeniu wie Tom Riddle i ci z jego popleczników, którym zdecyduje się o nim powiedzieć. Pomieszczenie obłożone potężnymi zaklęciami nienanoszalnymi i wyciszającymi oddzielone od korytarze jest obrazem, który przedstawia atakującego węża. Strażnik otwiera przejście jedynie na hasło. Brzmi ono Morsmordre.
Komnata jest spora, wysoka, szczególnie jak na fakt, że znajduje się pod ziemią. Bogato zdobionych ścian i wygodnych krzeseł nie powstydziłaby się żadna szlachecka rezydencja. Na środku znajduje się masywny stół, który oświetlają ustawione w niewielkich odległościach świeczniki. U jego szczytu stoi duże drewniane krzesło obite skórą, znacznie większe niż inne, podobne ustawione przy dłuższych bokach. Świetna akustyka pomieszczenia pozwala usłyszeć nawet najcichszy szept. Jedynym źródłem światła w komnacie są świece ustawione na stole i duży żyrandol zwieszający się z sufitu. Sprawia to, że jasno jest jedynie w okolicach stołu, ściany, a już w szczególności kąty giną w mroku.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   18.03.17 21:29

Czarne kłęby musiały być zwiastunem nadejścia złego, Tristan jeszcze przez chwilę wpatrywał się w pustą przestrzeń, nim przeniósł wzrok ku swemu panu, z pokorą, lękiem z wolna otulającym jego ramiona i szyję, nie próbując spojrzeć mu w oczy. Znał swoje miejsce wobec niego i nie próbował walczyć o jego zmianę, a kiedy usłyszał jego głos - z szacunkiem pochylił głowę, wsłuchując się w skąpe rozkazy. Lakoniczne jak zawsze, z ulgą przyjmując fakt, że swoich dopełnił. Dopełnili, na krótko spojrzał na Deirdre.
- Panie - zabrał głos jako pierwszy, chcąc przerwać gęstniejącą ciszę. - Nakazałeś mi odwiedzić Isoldę Bulstrode, która pragnęła dostać się w twoje łaski, lecz zawiodła. - Przypomniał krótko, przenosząc wzrok na rycerzy siedzących po przeciwległej stronie stołu. Spiął się, zastanawiając się, czy czarnoksiężnik zachce wedrzeć się do jego umysłu, upewniając się, czy mówi prawdę; przechodzenie przez legilimencję za każdym razem przychodziło mu z równym trudem. Teraz zdawało mu się jednak, że Czarny Pan wcale nie musiał tego robić, by poznać prawdę. Był ponad nich, był najpotężniejszym czarnoksiężnikiem, o jakim świat kiedykolwiek słyszał i kiedykolwiek usłyszy, nie istniały dla niego żadne granice. Przezwyciężając ten lęk, mówił dalej:
- Wraz z Deirdre odwiedziliśmy Isoldę w jej mieszkaniu - przeszedł do opowieści; szczegółowo, powiedział - co znaczyło szczegółowo? Zastanawiał się, który z aspektów Czarny Pan przyjmie za istotny, który za zbędny. - Nie okazała skruchy za swoją porażkę ani szacunku wobec ciebie, panie. Nie przyznała się nawet do porażki. Stała przed nami buntownicza i pewna siebie, lekceważąc wszystkie nasze słowa. Wymierzyliśmy jej dotkliwą karę. - Umilkł na moment, zastanawiając się nad doborem słów, anatomiczne szczegóły ani inkantacje klątw zapewne nie interesowały Czarnego Pana. Chciał konkretów, ale szczegółowych konkretów. - Zamęczyliśmy ją - rzekł więc w końcu, bo była to najtrafniejsze omówienie. Pastwili się nad nią,  połamali kości, wykonali kilka cięć, zdarli trochę skóry, potem wstrząsnęli, a na koniec wstrząsnęli jeszcze mocniej. - Nie przeżyła, a na niebie nad Pokątną zabłysnął Mroczny Znak - Morsmordre. Symbol naszego zwycięstwa. Symbol terroru. Symbol tego, co dzieje się z ludźmi, którzy sprzeciwią się twojej potędze.
Zgodnie z twoją wolą, panie.
Przez twarz Tristana nie przemknął nawet cień emocji, który poświadczyłby o ich dawnej bliskości.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   19.03.17 10:20

Morgoth czekał na przybycie Czarnego Pana, nie poruszając się. Widział kto wszedł, a kto nie, ale nie interesowało go to zbytnio. Nie przyszedł tu dla towarzystwa. Gdy zaczęła pojawiać się gęsta mgła, wszyscy już wiedzieli, że to już czas. Nie poruszył się jednak nawet wtedy, a dopiero usiadł, gdy przybyły Czarny Pan zezwolił. Obserwował go przez chwilę, czekając na dalsze instrukcje, a wcześniej poczuł jego przeszywające spojrzenie. Było o wiele wyraźniejsze niż ostatnio, można by powiedzieć, że jeszcze bardziej przenikliwe. Jeśli to w ogóle było możliwe. Yaxley zastawiał się przez chwilę, co wydarzy się podczas tego spotkania... Na pewno informacje z misji, ale... Wiedział, że u góry gromadzili się Rycerze Walpurgii, do których należał również jego kuzyn. Gdy zostało rzucone polecenie, wszyscy przez chwilę milczeli, a pierwszy odezwał się Tristan. Słuchał słów kuzyna, które rozbrzmiewały w Ukrytej Komnacie jak odbicia dzwonu. Odpowiadała mu cisza. Gdy Rosier skończył, znowu zapanowała cisza, którą podjął przerwać.
- Zgodnie z twoim poleceniem, panie udaliśmy się z Goshawk do Megary Carrow - zaczął wolno, przypominając sobie wydarzenia sprzed dwóch dni. Z łatwością przywołał twarz Megary i zaciętość Marianny, która na początku okazała się dla niej zgubna... - Zabraliśmy ją z rodzinnego domu na pustkowie w Irlandii. Broniła siebie i swoje dziecko, jednak udało się ją unieszkodliwić. - Krótkie zdania z maksymalną ilością informacji. Morgoth nigdy nie był specjalistą w długich przemowach, a przelew słów nad treścią traktował jako coś zbędnego. Nie zamierzał też przeciągać swojego raportu z tego co działo się na jednym ze szczytów Kerry. - Została pozbawiona różdżki, a możliwość poronienia zmusiła ją do wyjawienia tego, co wiedziała. Przed tym jednak coś zapłonęło jasno na jej palcu. Ogień wybuchł tak szybko jak się pojawił - szczegółowo. To mógł być ważny szczegół, do tego również że razem z Marianną nie rzucali żadnego zaklęcia, a Carrow nie była w stanie. To musiało się stać samoistnie, bez udziału żadnego z nich. Nie każąc czekać na dalsze wyjaśnienia, kontynuował:
- Wymieniła dwa nazwiska. Glaucusa Traversa i Lilith Avery - mówił dalej, nie przerywając. - Wspomniała również o miejscu, gdzie się spotykali. Wiemy, że to obrzeża Londynu. Nie zabiliśmy jej - Przeniósł na chwilę spojrzenie na Tristana. - Goshawk wezwała medyków i zostawiliśmy ją tam nieprzytomną. Jeśli będzie coś pamiętać to będzie dobrą nauczka dla Deimosa - zakończył, wiedząc, że zabijanie tej nastolatki nie przyniosłoby mu chluby. Od początku zamierzał się powstrzymać, bo nie taki był cel tej misji. Lepiej żyć ze świadomością, że zostało się zdrajcą, niż umrzeć jako bohater.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   19.03.17 12:41

Niemalże wyczuł obecność Czarnego Pana, jeszcze nim jego sylwetka wyłoniła się z kłębów czarnej mgły zbierającej się w pomieszczeniu - mógłby przysiąc, że temperatura w komnacie obniżyła się dodatkowo, gdy w cisz zadźwięczał szelest ciężkich szat i kroków zbliżających się do należytego miejsca u szczytu stołu, a w blasku świec ukazała się trupioblada twarz o rysach ostrzejszych, niż zapamiętał. Avery czuł na sobie przeszywające spojrzenie ostatniego dziedzica rodu Gauntów, czuł chłodne mrowienie skóry przebiegającej wzdłuż kręgosłupa, lecz nie odnalazł wzrokiem tęczówek Czarnego Pana, pomny tego, jak zgubna była niesłuszna hardość. Błąd, którego nie zamierzał nigdy popełniać.
Szczegółowy raport. Czy tym razem zatem obędzie się bez wdzierania do głów i przeglądania samodzielnie wszystkich szczegółów? Nawet nie odnotował, kiedy odruchowo spiął mięśnie, jakby już szykując się na to, na co przygotować się nigdy nie było sposób, lecz nic nie nastąpiło. Wysłuchał uważnie słów Tristana, choć historię końca buńczucznej Isolde usłyszał już wcześniej z ust Deirdre - tego samego dnia, którego opisywał jej pobieżnie wydarzenia ostatniej marcowej nocy. Nie czuł żalu nad małą Bulstrode, nie opłakiwał wyidealizowanej miłostki z czasów szkolnych, nie czuł właściwie nic; przestała dla niego istnieć w momencie, w którym jej dłoń przyozdobił pierścionek Lestrange’ów, a wyrok na sobie podpisała, pchając się do robienia rzeczy, które były większe od jej wyobrażeń własnych umiejętności - i zawodząc. Wymierzona jej kara była słuszna w każdym calu.
Nim Perseus otworzył usta, by przedstawić swoje podsumowanie, głos zabrał Morgoth. Megara Carrow, cóż za ciekawa historia! Jakim cudem właśnie ona, zdrajczyni ideałów wyznawanych przez konserwatywną szlachtę, z której podobno się wywodziła, dziedziczka Malfoyów, których okrywała hańbą, żona tego, który sam zasilał ich szeregi nim okazał zgubną słabość charakteru i tchórzostwo, za które miał zapłacić - przeżyła spotkanie ze Śmierciożercą w założeniu bezwzględnym i Goshawk chłonącą czarną magię niczym gąbka? Udało się ją unieszkodliwić. Czy jest aurorem z wieloletnim doświadczeniem, Yaxley? Czy jest groźnym przeciwnikiem? To dziecko, krucha nastolatka, która ledwie opuściła mury szkolne, której umiejętności nie mogą się równać z tymi posiadanymi przez nas, której siły witalne wysysa dziecko - zatrute ziarno, takie samo, jak ona i Carrow, nie wyrośnie z niego nic dobrego. Myśli wrzały w jego głowie, domagając się zneutralizowania tej, która pluła w twarz swoim przodkom - ich przodkom, wciąż pamiętał, że, o zgrozo, mieli wspólne korzenie, milczał jednak jak zaklęty, wiedząc doskonale, że to nie jego miejsce do czynienia komentarzy i wyrażania opinii, do których prawo miał tylko Czarny Pan.
Lodowaty dreszcz oblał całe jego ciało; śmieszne, jak wielką moc potrafi mieć zlepek zaledwie paru słów w odpowiednim kontekście. Zakon Feniksa i personalia jego… byłej żony? Wciąż nie wiedział jakim mianem określać tą, o której myśleć nie chciał już wcale od momentu, w którym odesłał ją w niełasce do Derbyshire, odbierając nazwisko, którego nigdy nie była godna i plując sobie w brodę, jak nieskończoną głupotą się wykazał. Już nie Avery, dobitny protest cisnął się sam na usta, które zagryzł pospiesznie, by nie powiedzieć nic. Choć wszystko się w nim buntowało, nieproszony o komentarz powinien milczeć jak zaklęty, niezależnie od tego, jak wiele trudu go to kosztowało. Metaliczny smak krwi zawitał w jego ustach, lecz to nie on sprawił, że jedzona samotnie kolacja podjechała mu do gardła - czy to możliwe, by pomylił się aż tak okrutnie w kolejnej kwestii dotyczącej jabłka Greengrassów, zgniłego jak cały ród i padającego, zgodnie z porządkiem, blisko jabłoni? Czy to możliwe, by przeoczył coś oczywistego, właśnie on, szczycący się swoją spostrzegawczością i rozwijający karierę w oparciu o umiejętności obserwacji? Kim, słodki Salazarze, była kobieta, z którą próbował dzielić swoje życie, nim zawiodła go tak okrutnie? Coś we wnętrzu Avery’ego umierało boleśnie, zwątpienie we wszystko podburzało brutalnie fundamenty, na których opierał swoje jestestwo, a on sam zapadał się w sobie odrobinę z każdą sekundą - kto inny, jak nie on, odpowie za tą, o której miał wiedzieć wszystko i która miała być w jego kontroli? W podziemnej komnacie ponownie zapadła cisza, lecz gdy zabrał głos, nie odnosił się w jakikolwiek sposób do dopiero co zasłyszanych rewelacji, wierząc w to, że jeszcze przyjdzie na to pora, a jemu dana będzie szansa na powiedzenie tego, co powiedzieć musiał: że nie znajdował żadnego wytłumaczenia i nie miał nic na swoją obronę.
- Panie - odezwał się, zwracając twarz w kierunku szczytu stołu, wbijając spojrzenie stalowoszarych tęczówek w kołnierz szaty czarnoksiężnika i zmuszając głos do brzmienia nienacechowanego nadmiarem emocji, który kłębił się pod jego skórą. - Razem z Ignotusem i Ramseyem złożyliśmy wizytę Dorei Potter i jej mężowi w ich domu w Dolinie Godryka. Imperius rzucony na Charlusa zapewnił nam bezpieczne przejście przez zaklęcia ochronne i wejście do środka, gdzie Dorea została rozbrojona - rozpoczął opowieść, skupiając się na najważniejszych punktach odwiedzin i zastanawiając się krótko nad tym, czy oczekiwane od niego było przedstawienie pełnego wykazu rzuconych zaklęć. - Próbowaliśmy wyciągnąć z nich informacje o Zakonie Feniksa, o jego członkach i kwaterze, lecz tortury, nawet Cruciatus ani Imperius nie rozwiązały im języków, nie byliśmy w stanie przełamać magii chroniącej tajemnic zakonu. Jedyne, czego się dowiedzieliśmy, to że ich syn, James, znajdował się tamtej nocy pod opieką rodziców Pottera - tamtej nocy, lecz zapewne już kolejnego ranka został przeniesiony w bezpieczne miejsce, nie miał złudzeń. - Z pokoju na piętrze przez otwarte okno wyleciała sowa, nie sądzę jednak, by przyspieszyła pojawienie się kogokolwiek w Dolinie - czy i ten szczegół był istotny? Nie wiedział sam. - Dom Potterów strawiła Szatańska Pożoga - razem z nimi, zmuszonymi do pozostania wewnątrz - nie zasłużyli na łaskę szybkiej i bezbolesnej śmierci. - Klątwa wymknęła się spod kontroli, doznaliśmy poparzeń, Ignotus i ja powierzchownych, Ramsey wymagał pilnej interwencji uzdrowiciela - kontynuował zdawanie raportu rzeczowym tonem wypranym z targających nim niepokojów, przechodząc do mniej chwalebnej części o pożarze, który nieomal strawił jednego z nich żywcem. Ale przeżyli wszyscy, dopełnili zadania. - Na niebie nad Doliną Godryka pojawił się Mroczny Znak - i teraz wszyscy już będą wiedzieć, co oznacza, wszyscy będą drżeć w grozie, widząc na ołowianym nieboskłonie czaszkę z wężowym językiem, znak nowych czasów, znak woli Czarnego Pana. Umilkł, skończywszy opowieść i tylko jego lewa dłoń, skryta pod stołem, zacisnęła się na brzegu krzesła aż do zbielenia knykci w niecierpliwym poddenerwowaniu w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić.
[bylobrzydkobedzieladnie]




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 


Ostatnio zmieniony przez Perseus Avery dnia 19.03.17 12:57, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   19.03.17 12:47

Kiedy Czarny Pan wyłonił się z czarnych kłębów dymu, po plecach przebiegł mu nieprzyjemny dreszcz. Spuścił wzrok na stary, drewniany blat stołu i tam utkwił go do czasu aż Tristan nie odezwał się jako pierwszy. Nie był gotów spojrzeć czarnoksiężnikowi w oczy. Misja, którą mu powierzył była zakończona, ale nie wykonana w pełni i tak jak tego oczekiwał. Pozyskane informacje były skąpe i praktycznie bezużyteczne. Czuł na swych barkach ciężar niepowodzenia, lecz naiwnie wierzył, że inna zgromadzona wiedza, wizje jakich doświadczył wynagrodzą zawód jakim obdaruje Czarnego Pana.
Wysłuchał słów Tristana, patrząc na niego w skupieniu, a później skierował swą uwagę na Morgotha. Kiedy wymienił żonę Perseusa, zerknął na niego ukradkiem. Jak wielką ironią losu była ich stosunkowo podobna przez chwilę sytuacja. Jego słowa nie dodały mu ani siły ani wiary. Nie pamiętał już ciepła ognia, który palił jego szaty, ani bólu, który rozdzielał jego pierś. Jak mawiają, co cię nie zabije to wzmocni. Nie było nic straszniejszego od gniewu Czarnego Pana i to właśnie ta myśl dławiła go w gardle.
Nie przeciągając dłużej, zabrał głos:
— Zgodnie z twoją wolą, Panie, wraz z Alisą odnaleźliśmy Cornelię Mulciber — zwrócił się ku niemu, choć nie miał na tyle odwagi, by skrzyżować z nim spojrzenie. — Niestety, w przeciwieństwie do Megary nie miała nic do stracenia, nie zamierzała z nami współpracować, więc nie zostawiła nam wyboru. Cierpiała, ale ani ból ani obietnice nie skusiły jej do zdrady Zakonu Feniksa. Przed śmiercią wywołała nazwiska: Morgan, Skeeter, Potter, Eliott, lecz oni wszyscy są już martwi.— Mulciber był blefem, wiedział to od początku. — Nad cmentarzem, nad jej grobem zawisł Mroczny Znak.
Przełknął ślinę, nabierając w płuca powietrza.
— Lecz to nie wszystko. — podjął znów, pozwoliwszy sobie na krótką pauzę, pełną wątpliwości. Zamierzał przyznać wszystko, co wie o Zakonie, był zbyt mocno zaangażowany w sprawę Rycerzy Walpurgii, aby zignorować nawet najbardziej błahe informacje. A nuż okażą się pomocne.— Trafiłem na innego członka Zakonu Feniksa, który prawdopodobnie uczestniczył w jakiejś misji w domu Slughorna. Przyznała — Bo to była przecież ona— że zrzeszają wiele osób walczących w ich "słusznej sprawie". Podejmują walkę przeciwko czarodziejom popierającym ideę czystości krwi, przeciwko większości konserwatywnej arystokracji, tępią pomioty czarnej magii i chcą stać się opozycją dla Grindelwalda, zwalczając jego terror i to na nim skupiają swe działania.
Trzeba pamiętać, by w mroku zapalić światło... Pamiętał dobrze jej słowa. Pamiętał z jaką pasją mówiła o ideach i jak wielkie wątpliwości pojawiały się w jej oczach z każdym wypowiedzianym słowem.
— A po wszystkim pierścień, który nosiła na palcu— zawahał się, próbując sobie przypomnieć kiedy po raz pierwszy zwrócił na niego uwagę. — spłonął, tak jak w przypadku Megary, zadając jej przy tym silne obrażenia i ogromny ból. A potem o wszystkim zapomniała.— spojrzał na Morgotha na krótką chwilę, by znów opuścić głowę z szacunku wobec Czarnego Pana, kiedy się do niego zwracał. — Najwyraźniej Zakon Feniksa skreślił ze swej listy Katyę Ollivander.
Nie wiedział, co się z nią aktualnie działo. Od tamtego spotkania przestała mu być potrzebna, tym bardziej, że nie mogła mu już pomóc, gdy o wszystkim zapomniała. Ale nie mógł pozbyć się dziwnego przeczucia, że jej bliskie relacje z niektórymi osobami mogły go naprowadzić na właściwy trop.
— Pogrzeb Potterów, poza znanymi nam osobami odsłonił kilka sylwetek, które niewątpliwie pasują do Zakonu Feniksa. Będę się im przyglądał, jeśli mi na to pozwolisz.
Samuel Skamander. Jesteś pierwszy na mojej liście.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   19.03.17 13:34

W milczeniu obserwowała kolejno pojawiające się postacie, obdarzając ich twarze tylko przelotnym spojrzeniem, zbyt krótkim, by odebrać je nawet jako uprzejme, niewerbalne powitanie. Nie przybyli tutaj, by prowadzić przyjacielskie konwersacje a ciężka atmosfera przestronnej, zawieszonej w mroku, komnaty nie sprzyjała strzępieniu języka. Powoli zsunęła z twarzy maskę, która zniknęła w głębokiej kieszeni płaszcza, po czym zajęła miejsce, tym razem blade dłonie kładąc na podołku. Może i w porównaniu z zasiadającymi wokół niej rosłymi mężczyznami wyglądała niepewnie i niewinnie, lecz jednocześnie dostrzegała chwilowe niedyspozycje. Nie mogła i nie chciała przyglądać się siedzącemu po tej samej stronie stołu Samaelowi, ale dostrzegała pewną ostrożność w ruchach Ramseya i niezdrową bladość twarzy Vitalija. Od czasu wizyty u Potterów, jedynej, o której efekcie wiedziała wiele, ich rany powinny z powodzeniem się zasklepić: czyżby na przestrzeni mijającego miesiąca spotkało ich coś nieprzyjemnego? Czy miało to związek z Zakonem? Nieobecność Craiga, rzucając się w oczy w tak kameralnym gronie, nieco ją zaniepokoiła. Lekceważenie rozkazów Czarnego Pana byłoby głupotą, nie pojawił się więc tutaj z powodu przeznaczonego mu sekretnego zadania, zwalniającego go z obowiązku obecności tego wieczoru, lub...z powodu porażki, jaką poniósł w konfrontacji z Garrettem Weasleyem? Czy Samantha i Crispin czekali teraz piętro wyżej z odpowiednim usprawiedliwieniem? W jej głowie pojawiało się coraz więcej pytań; potok wątpliwości został przerwany dopiero przez pojawienie się w komnacie Czarnego Pana. Czarna mgła, czarne, ciężkie szaty, czarne, puste oczy, z którymi skrzyżowała spojrzenie zaledwie na sekundę, odwracając pokornie wzrok. Serce biło jeszcze głośniej, przyśpieszając rytmu, na szczęście niesłyszalne w kontraście z mocnym głosem Tristana, opowiadającego o ich zadaniu. Uniosła nieco głowę, czujna na ewentualną powinność dodania swoich spostrzeżeń, lecz Rosier dokładnie przedstawił ich wizytę. Krótką, owocną, pełną dumy Isolde, krwi, bólu, szmaragdowego światła, opromieniającego Pokątną. Nie miała nic do dodania, milczała więc dalej, uważnie śledząc kolejne raporty.
Nieco zdziwiła ją łaskawość Yaxleya - miał do czynienia z ciężarną, bezbronną dziewczyną, żoną zdrajcy i zdrajczynią szlacheckiej krwi w jednej osobie i...postanowił ją oszczędzić? Troskliwie wzywając uzdrowicieli? Pozostawienie jej przy życiu niosło ze sobą duże ryzyko, ale nie zamierzała kwestionować podjętych decyzji, zwłaszcza, że kolejna rewelacja padająca z ust Morgotha przykuła jej uwagę znacznie mocniej. Lilith Avery. Deirdre nie zerknęła nawet na sekundę w bok, na twarz Perseusa, przez krótką chwilę pewna, że musiało dojść do pomyłki. Cóż, nie popierała małżeństwa z Lilith, lecz jej zaangażowanie w sprawy Zakonu Feniksa wydawało się nie do pojęcia. Zwłaszcza biorąc pod uwagę personalia jej młodego męża. Wolała nie zastanawiać się nad tym, co to oznacza dla przyjaciela - pod każdym względem - utrzymującego jednak całkowity spokój, gdy dzielił się opowieścią o Potterach. Słyszała ją już, dlatego szybciej przeniosła spojrzenie na Ramseya. Nazwiska, kolejne potwierdzenie informacji o tajemniczych pierścieniach, widocznie gwarantujących, że tajemnice Zakonu pozostaną bezpieczne. Mieli do czynienia z silną ochronną magią zaklętą w drobnych przedmiotach, lecz nie wątpiła, że On posiada moce stukrotnie potężniejsze. Jak do tej pory większość zadań została poniekąd wypełniona, Mroczne Znaki oświetliły ciała zdrajców, broniących jednak do końca informacji o Zakonie; jak poradzili sobie pozostali? W milczeniu słuchała dalej, czując rosnące napięcie.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   20.03.17 17:02

Nagły chłód, podchodzący Avery'emu do gardła, strzępy czarnej mgły opalizujące w najdalszym kącie komnaty, dziwne zadrżenie gęsto zapalonych świec - niepewna aura mogła zwiastować wyłącznie jedno, materializację Lorda Voldemorta. Wyłonił się z oparów dymu odziany w ciemną szatę, jak zwykle tajemniczy, spokojny, a przy tym wszystkim - niezwykle niebezpieczny. Wyostrzone rysy, cienka, pergaminowa skóra napięta na kościach nadawała jego twarzy wygląd maski. Nie musiał ukrywać się za zasłoną wypolerowanego metalu; budził strach i instynktowny szacunek, niewymagający nakładania na swe oblicze kolejnych gróźb. Avery nie odważył się już spojrzeć wprost na niego, jednakże ominęła go legilimencka ingerencja - Czarny Pan wiedział wszystko, mógł z łatwością dobyć z nich te informacje, jakich pożądał, to, czego był głodny, to, na czym mu zależało, ale... chciał z nimi mówić. Doceniał ich, potrzebował ich. Po ostatnim, mało chwalebnym akcie sprzeciwu Samael wyzbył się nieodpowiedniej buty i czuł się dumny, siedząc nieopodal niego, słysząc sączący się z wąskich warg szept i mogąc mu służyć. Przysiągł mu duszę: nie mógł dać więcej, ale pragnął oddać wszystko, nie zważając na cenę. Już i tak płacił ją ogromną, chociaż długi wobec Niego - miał nadzieję - zostały już spłacone. Wąskie grono zgromadzone w komnacie musiało nieść w sobie identyczną gotowość, takie samo poświęcenie. Wszyscy, prócz... Burke'a? Czyżby jego zadanie się nie powiodło? Bo niby cóż innego mogłoby sprawić, że się nie pojawił? Prócz głupoty, rzecz jasna, skoro zarówno obaj Mulciberowie, jak i on sam zlekceważyli swoje obrażenia, by pośpieszyć na wezwanie Czarnego Pana. Z czymś na kształt fascynacji słuchał za to relacji Tristana, uderzającego w małą Bulstrode, której wydawało się, że może wkroczyć w kompetencje znacznie przewyższające kobiece możliwości. Głupia, widać zdawało się jej, że opowiedzenie się po stronie Czarnego Pana będzie niewiele trudniejsze od porodu, jedynego chyba heroicznego zadania, w jakim sprawdzają się niewiasty. Zastanawiał się, cóż z nią uczynili, co zrobił z nią Rosier, niegdyś jej przyrzeczony; co zrobiła z nią Deirdre, niepokojąco mroczna i bezwzględna w roztaczanym wokół siebie milczeniu. Kontrastującym ogromnie z niefrasobliwością Yaxley'a, który ulitował się nad ciężarną dziewczynką. Zagryzł suche wargi, powstrzymując prychnięcie, należało ją zabić i posłać zwłoki Deimosowi, by wiedział, że nie mają żadnych względów na dawne sympatie. Dwa nazwiska padły przydatne - lekko się skrzywił, doskonały wybór, k u z y n i e - jak i informacje o dziwnym, spalającym się pierścieniu. Potwierdzone zaraz przez Ramsey'a, konkretnie streszczającego zabójstwo swej krewnej i ogłaszającego rewelacje o niepokornej Katyi, która pięknie prezentowałaby się złożona w jakimś wspólnym grobie, razem z ciałami pozostałych Zakonników. Idee, opozycja dla Grindelwalda, piękne mrzonki wariatów, niegodzących się na to, że świat już dawno uporządkował role i że najlepsze przypadły najsilniejszym.
-Panie, wraz z Percivalem mieliśmy zająć się Herewardem Bartiusem, lecz nie udało się nam go dopaść. Obserwowaliśmy go pilnie, nie opuszczał terenów Hogwartu, a tam nie mogliśmy się zakraść niepostrzeżenie. Wybacz, że cię zawiedliśmy, panie - rzekł cicho, skłoniwszy lekko głowę, świadom, że jest jedyną osobą, która poniosła porażkę - nie spocznę, póki nie przyprowadzę Ci go żywego, mój panie - obiecał, a jego oczy rozbłysły niezdrowo - zdobyłem za to informacje o Sylvii Harrington. Nie żyje, wraz z całą rodziną jest pochowana na cmentarzu w Dolinie Godryka - dodał, przypominając żmudne poszukiwania z początku kwietnia. Wiedział, że to nie zmazuje jego winy, ale czekał. Czekał cierpliwie na możliwość przytargania tu Bartiusa, by Czarny Pan sam mógł z niego wyciągnąć informacje o Zakonie.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
9
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   20.03.17 21:40

W milczeniu zwalczałem przemożną ochotę odpłynięcia w objęcia Morfeusza. Utrzymywałem świadomość tylko dzięki sile woli. Czekałem, gdy w pomieszczeniu pojawiali się kolejni Śmierciożercy i zajmowali miejsca przy stole. Czarnego dymu, który pojawił się wreszcie w komnacie nie sposób było pomylić z niczym innym. Wreszcie przybył zajmując swoje miejsce przy stole. Na tronie, u szczytu, z którego zwykł wydawać rozkazy. Cisza, jaka zapadła w pomieszczeniu pełna była równie mocno strachu, co szacunku. Oba mieszały się z sobą tworząc atmosferę, której nie sposób było pomylić z żadną inną. W swoim życiu nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się znaleźć żadnej, która nawet by ją przypominała. Skłoniłem głowę, odwróciłem wzrok. I czekałem aż inni odezwą się pierwsi. Sukcesy, mroczne znaki jarzące się na niebie. Wsłuchiwałem się w kolejne zdawkowe raporty. Ten zdawany przez Perseusa przywoływał na myśl wspomnienia. Doreę, która zacieklej broniła tajemnicy Zakonu niż bezpieczeństwa własnego syna. Nieustannie zastanawiałem się czy był to efekt magii. Czegoś potężniejszego, co potrafiło przełamać imperiusa. Niektórym jednak się udało, część z nich wydusiła informacje od Zakonników. Możliwe, żeby tylko niektórzy objęci byli czarem pozwalającym dochować tajemnicy? Wytłumaczenie jednak mogło być dużo łatwiejsze, Dorea Potter naprawdę mogła tak zaciekle bronić czegoś, co uważała za największą tajemnicę własną siłą woli. Były takie przypadki. Jeśli tak było w rzeczywistości, ciekawiło mnie, ilu z siedzących przy stole wykazałoby się podobnym oddaniem w stosunku do Czarnego Pana. Ilu potrafiłoby przeciwstawić się jednemu z najpotężniejszych istniejących zaklęć. Jego siła nie podlegała kwestionowaniu. Rzuciłem je osobiście, wiem, że było poprawne, silne. Zmusiło matką do zdradzenia miejsca pobytu jej dziecka. Zdawałoby się, zmusiło do największego poświęcenia, jakiego człowiek jest w stanie dokonać. A jednak nie wystarczyło do wyduszenia nawet jednego nazwiska z ust Potterów. Ust, które zamilkły na wieki strawione pożogą. Spojrzałem na Ramseya pewny, że i on doskonale pamiętał wieczór.
- Ja też, Panie, nie zdołałem dotrzeć do Carrowa. Poczyniłem jednak postępy w jego odszukiwaniu, wiem już, jak się do niego dostać, to tylko kwestia czasu.
Deimos Carrow wykazał się lekkomyślnością. A tej Czarny Pan nie wybacza. Nie miałem zamiaru iść w jego ślady. Skłoniłem więc tylko głowę w pełnym szacunku geście. I znowu czekałem. Na kolejne słowa tego, który nas wszystkich dziś zgromadził.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Czarny Pan
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry http://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://www.morsmordre.net/f303-piwnica http://www.morsmordre.net/f303-piwnica
Czarnoksiężnik
30
Półkrwi
Kawaler
Ja, który zaszedłem dalej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności...
99
99
99
99
99
99
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   21.03.17 0:03

Gdy Tristan odezwał się jako pierwszy, oblicze Czarnego Pana pozostało niewzruszone. Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać obserwował go uważnie, chłodno, nie mówiąc nic. Rosier mógł poczuć lodowaty jęzor legilimencji muskający jego umysł, ale niewdzierający się do niego brutalnie - dziś Czarny Pan nie wyrwie informacji siłą od swoich popleczników. Padło imię jedynej kobiety zajmującej miejsce przy stole i gdy Tristan wspomniał o jej udziale, Deirdre mogła poczuć ciężar uważnego spojrzenia.
Niedługo potem przywódca Rycerzy Walpurgii przeniósł wzrok na Morgotha, a w jego oczach niebezpiecznie błysnęło coś na kształt zainteresowania, kiedy Yaxley wspomniał o płomieniach buchających na palcach Zakonników.
- Travers, Avery - powtórzył szlacheckie nazwiska głosem naznaczonym chłodem, a gdy padło drugie z nich, zawiesił spojrzenie na Perseusie. - Obserwujcie ich. Część z was nie powinna mieć z tym trudności. - Przeszywał mężczyznę spojrzeniem na wskroś z tą samą, lodowatą obojętnością. Nie przerwał nawet wtedy, gdy Avery zabrał głos: wysłuchał go z uwagą. Perseus mógł poczuć legilimencję obejmującą jego umysł, ale trwało to wyłącznie ułamki sekundy - Czarny Pan szybko się wycofał, pozwalając mu mówić. Kiedy padały słowa o obrażeniach, których zaznali Śmierciożercy w trakcie misji, zdawał się uznawać to za nieważne. Wysłuchał opowieści Ramseya, dopiero teraz zwracając na niego uwagę - ale nie na stan zdrowia mężczyzny.
- Dowiedz się jak najwięcej - skwitował krótko.
W pomieszczeniu zaległa cisza przerywana wyłącznie słowami bacznie obserwowanego przez Czarnego Pana Samaela - dopiero gdy zamilkł, Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać ponownie zabrał głos.
- Odkupiłeś swoje winy - odrzekł, by po chwili objąć spojrzeniem wszystkich zgromadzonych i znów przyjrzeć się uważnie każdemu z osobna - w szczególności Vitalijowi, który odezwał się jako ostatni. - Nie zawiedliście mnie. - Jego słowa, choć zimne, zabrzmiały jak największa pochwała. - Najsilniejsza magia nie uczyni zarazy godnym przeciwnikiem. Mimo to Zakon Feniksa musi zostać wytępiony. - Głos niósł się po komnacie z wielką mocą, budząc obawy i zmuszając do posłuszeństwa. Tuż po tym znów zapadła cisza tak głęboka, że zdawała się uwypuklać nawet dźwięki bijących serc. - Brakuje tu jednego z nas. - Spojrzenie Czarnego Pana stało się jeszcze bardziej lodowate - oczekiwał wyjaśnień.

| Na odpis macie 72h.


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt http://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 http://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 http://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa http://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Zamężna

she tastes like every dark
thought I've ever had

17
10
0
0
0
41
2
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   22.03.17 17:31

Materializujący się ze strzępów czarnej mgły niepokój, powoli, prawie niezauważalnie, przemieniał się w strach, otulający Deirdre złudnym spokojem. Nie ustępującym także wtedy, gdy poczuła na sobie palący wzrok, wślizgujący się natychmiastowo do myśli, wertujący je, sprawdzający, odczytujący bez żadnego problemu. Ciągle nie mogła przyzwyczaić się do tego nagłego dyskomfortu, blade dłonie zacisnęły się, ale oddychała spokojnie, w żaden sposób nie próbując wpłynąć na to, co Czarny Pan mógł wydobyć z jej wspomnień. Jego moc przerażała ją i koiła jednocześnie, dokładnie obdzierając ją ze zwykłej hardości. Znała swoje miejsce w utworzonej niedawno hierarchii, czuła, że nie zawodzi pokładanych w niej oczekiwań - lub raczej twardo stawianych wymagań - lecz i tak czuła niemiły posmak gorzkiego niedowartościowania. Chciała przysłużyć się mocniej, bardziej, na równi z mężczyznami, którzy znali go już od wielu lat, obserwując przemianę z bystrego młodzieńca w najpotężniejszego czarnoksiężnika obecnych czasów, ale wybieganie przed szereg z szaleństwem w oczach i nadgorliwością w czynach z pewnością nie przyniosłoby jej ani dumy ani przesadnego szacunku. Musiała uzbroić się w cierpliwość, pohamować chore ambicje i po prostu działać. Zgodnie z wytycznymi Czarnego Pana, w jego imię, dla ich sprawy i idei, mającej doprowadzić magiczny świat do upragnionego ładu i pełni magicznej władzy.
Zmierzali w tamtą stronę powoli acz uparcie, pozbywając się zdrajców, starając się dotrzeć do naiwnych głupców, wierzących w ckliwe, brudne ideały coraz mniej tajemniczego Zakonu Feniksa, oraz powoli uświadamiać postronnych o tym, że nadchodzą lepsze, czystsze czasy. Mroczny Znak nie miał być już niespotykaną, przerażającą marą, a stałym fatum, przypomnieniem, gwarantem, obietnicą. Spełnioną już niedługo, wierzyła w to i wierzyła w nich, wypełniających rozkazy, za które zostali...docenieni.
Tak przynajmniej odbierała zdawkowe potwierdzenie kolejnych sprawozdań, lecz nie dane jej było w jakiekolwiek sposób ucieszyć się i nieco złagodzić wewnętrzne rozedrganie, bowiem cisza, która wypełniła komnatę szczelnie niczym trujący, dławiący płuca gaz, nie zapowiadała niczego dobrego. Była przestrogą? Dyskretnym preludium do podjęcia poważniejszych kwestii, rozdzielenia wymagających zadań, podzielenia się magią, o jakiej żadne z nich nie miało do tej pory pojęcia, a która mogła pomóc im w starciu dziedzictwa Dumbledore'a w proch? Lub...rzeczowym spostrzeżeniem, zbyt oczywistym, by Czarny Pan wygłosił je bez powodu.
Deirdre wyprostowała się odruchowo jeszcze bardziej, prawie niedostrzeżenie przenosząc wzrok w górę stołu, na pozostałych Śmierciożerców. Czy wiedzieli coś o losach Craiga? Czy ktokolwiek był mu tu przyjacielem, mogącym wiedzieć, jak potoczyła się jego wizyta? Narastające, coraz boleśniejsze milczenie wskazywało, że raczej nikt nie miał pojęcia o tym, co działo się z lordem Burke. Potwierdzanie oczywistości byłoby skrajnie niemądrym posunięciem, Deirdre milczała więc dalej, z niepokojem oczekując na kolejne słowa Czarnego Pana.





clearly out of body experience interferes and dreams of flying i fit nearly surrounds me though i get lonely interia creepsmoving up slowly
x




Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber http://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 http://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 http://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 http://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
Nie wstawaj,
noc się jeszcze mroczy.
Ten blask to tylko twoje oczy.
20
20
0
0
0
43
1
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   22.03.17 21:12

Pochylił głowę niżej na znak wdzięczności, w myślach powoli układając plan na konfrontację z ludźmi, których miał w pamięci. Nie spocznie, póki nie przyniesie Czarnemu Panu informacji, głów, języków tych wszystkich zdrajców krwi. Choć nie usłyszał względem siebie słów przepełnionych zawodem, nie był zadowolony z tego, co tego wieczora przyniósł do Wywerny. Z oczywistych powodów wiedział, że stać go na więcej, a osiągnięte wyniki mogą być znacznie lepsze. Tego sam oczekiwałby od innych i wierzył, że właśnie w ten sposób patrzy na nich Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.
Wyprostował się, kiedy głos zabrał Samael i zerknął w jego kierunku, wysłuchując do końca wszystkich opowieści, oceniając postępy innych, na dłużej zatrzymując wzrok na swoim ojcu, którego zadanie wciąż czekało na wypełnienie.
Niebywała pochwała ze strony Czarnego Pana niewątpliwie podsyciła motywację. Spojrzał w jego kierunku, w ciszy chłonąc każdego jego przepełnione mądrością słowo, zgadzając się ze wszystkim. Ton jego głosu zdawał się przecinać ciszę, która stała się uciążliwa i dławiąca, kiedy ostatnie dźwięki rozniosły się echem po surowych ścianach piwnicy. Obrócił głowę, by podążyć wzrokiem wzdłuż stołu i sprawić, kto ośmielił się nie stawić na spotkanie. Nie zauważył wcześniej, nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Dopiero teraz, po zgromadzonych twarzach dostrzegł brak Burke'a.




Crushed and filled with all I found
Underneath and inside just to come around
More, give me more, give me more

Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber http://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 http://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 http://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 http://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
pośrednik nielegalnych transakcji
51
Czysta
Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
9
16
0
0
0
30
1
1
Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   22.03.17 23:05

Milczałem siedząc ze spuszczoną głową, zwalczając wszechogarniającą słabość, próbując zignorować ból w klatce piersiowej, który pojawiał się przy każdym oddechu. Słowa Czarnego Pana przyjmowałem z ulgą. Jego głos był jedynym dźwiękiem, który rozbrzmiewał w komnacie. Nikt nie miał w sobie na tyle odwagi, a może raczej głupoty, by spróbować mu przerwać. Potwierdziłem, gdy nakazał obserwację Traversa, a także, gdy z jego ust padło nazwisko Perseusa. Czyżby Avery doczekali się w swoim rodzie zdrajcy? Nie śmiałem o to pytać, nie miałem odwagi nawet spojrzeć na Czarnego Pana dopóki nie usłyszałem, że nie jest zły z powodu Carrowa. Pewne było, że nie zostanie mi wybaczone, jeśli zawiodę. Dlatego zamierzałem dołożyć wszelkich starań, by zniszczyć Zakon Feniksa. Może i nie stanowił zagrożenia, grupa nawet najodważniejszych nie miała wszak sił, by sprzeciwić się Jemu. Czekałem na kolejne zadania. Zamiast nich jednak w głosie Czarnego Pana zabrzmiało coś niebezpiecznego i mógłbym przysiąc, że w komnacie zrobiło się nagle chłodniej. Faktycznie brakowało Burke'a. Dyskretnie, choć pewnie zauważalnie w martwej ciszy i ogólnym bezruchu, przyjrzałem się twarzom obecnych. Jednej brakowało. Nie byłem pewien czy złość wymierzona jest w nieobecnego, czy w nas. Nie byłem jednak samobójcą, nie zamierzałem pozwolić skupić na sobie złości kogoś, kto mógł mnie zabić jednym machnięciem różdżki. Wszyscy na własne oczy przekonaliśmy się, czym jest jego gniew. Dlatego milczałem zastygając nieruchomo, czekając na kolejne słowa Czarnego Pana, walcząc z sobą, by nie spuścić tchórzliwie wzroku. W tym momencie był to chyba szczyt brawury, na jaki było mnie stać.




Death and danger do not have to
come with trappings.
Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   23.03.17 10:51

Rysowane scenariusze nie były dlań optymistyczne, lecz nie uważał się za tchórza, uciekającego przed przyjęciem swej odpowiedzialności. Powinien się pośpieszyć, zrobić wszystko, co tylko leżało w jego mocy, by Bartius już teraz klęczał przed Czarnym Panem i jąkając się zdradzał tajemnice Zakonu Feniksa. Wybaczenie spływające z ust Lorda Voldemorta przekonało Avery'ego, ze jeszcze ma swoją szansę do dowiedzenie mu prawdziwej wierności, że nic nie zostało stracone, że nie zaprzepaścił danych mu możliwości. Odzyskał względy swego Pana, nie mógł stracić ich ponownie. Wtedy konsekwencja byłaby tylko jedna i nazwałaby się: śmierć. Nie zamierzał marnotrawić łaski, jaką otrzymał; przekonał się na własnej skórze, że gniew Czarnego Pana jest straszliwy i biada tym, którzy mu się sprzeciwią. Zepchnięty na dno i wyniesiony nagle na piedestał (a może raczej czuwający przy podnóżku Riddle'a?) był pokorny i gorliwy w wypełnianiu rozkazów. Służył mu, ale z pełnym poświęceniem, racją i wiarą w przebłyskującą im wspólną ideę lepszego świata, uwolnionego od muglskiego plugastwa. Robactwo tępiono bezlitośnie i tak samo winny zniknąć stąd szlamy, zaraza bezprawnie panoszącą się na ziemiach należących do prawdziwych czarodziejów. Pochwały Czarnego Pana podkręcały wiarę, wzbudzały dumę, że to właśnie w ich rękach zostało złożone tak wiele, że najzdolniejszy czarnoksiężnik świata zawierza im tak ważne zadania. Avery gotów był na wszystko, każdy kto stał przed jego obliczem oddał mu wszak siebie we władanie. Mógł stać się maszyną do zabijania... ale póki co nieruchomiał nagle, zdrętwiały gęstniejącą atmosferą. Cyrkulacja powietrza jakby ustało, zimno wzmogło się w nieprzyjemny chłód, a wzrok Lorda Voldemorta zdawał się zmrażać nieliczne płomienie świec, rzucających dygoczące światło na poważne, skupione twarze siedzących dokoła stołu Śmierciożerców. Pytanie potoczyło się kołem wśród martwej ciszy i wzmagającego się napięcia. Avery nie wiedział nic o misji Burke'a, nie otrzymał wieści od Crispina, nie szukał kontaktu z kuzynką. Zacisnął usta, pochylając lekko głowę przed wwiercającym się w niego spojrzeniem Czarnego Pana, lecz milczał.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley http://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 http://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 http://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow http://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#110829
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Kawaler
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
23
18
11 (20)
5 (26)
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   23.03.17 12:17

Gdy skończył mówić, po prostu patrzył się w stół i słuchał wszystkich wypowiedzi, chociaż tak naprawdę był w pewnym sensie nieobecny. Zauważył wcześniej to zainteresowanie na temat ognia, z którym najwidoczniej nie tylko on miał do czynienia. Dwie noce wcześniej nie wydawało się to, aż tak istotne jak teraz. I nie było jedynie przypadkiem skoro potwierdził to jeszcze jeden ze Śmierciożerców. Pierścień... Faktycznie pasowałoby to do miejsca pojawienia się ognia. Nie miał żadnych wieści ani nie słyszał nic w domu, co mówiłoby o stanie młodej Carrow i jej dziecka. Deimos postanowił to wyciszyć? A może zwyczajnie był nieosiągalny razem ze swoją żoną? Wiedział, że Megara należała do Zakonu Feniksa? Wiedział, co się wydarzyło właśnie przez niego? Nie było to już jednak jego zmartwienie. Jego czas dopiero miał nadejść, a nowy rozkaz ze strony Czarnego Pana odnośnie obserwacji wziął do siebie. Ostatnio nawet widział się z żoną Glaucusa i raczej pomimo dawnych szkolnych niesnasek nie była do niego wrogo nastawiona. Mógł to wykorzystać w odpowiedni jego zdaniem sposób, ale jego uwaga została ponownie odciągnięta. Jeden z nich... Nie było trudno, żeby zrozumieć kogo miał na myśli. Widział, że brakowało Burke'a. Miał jednak określone zdanie o bracie Rowan i nie zamierzał go zmieniać. Czyżby Śmierciożercą był równie kiepskim jak szlachcicem? Nie odpowiedział jednak na ostatnie słowa Voldemorta. Yaxley nie wiedział nic o sytuacji Burke'a i nie wiedział, gdzie się ten znajdował ani nawet nie znał szczegółów misji, na którą został posłany. Nie widział się z żoną zmarłego kuzyna, nie pisała do niego, dlatego nie wiedział, że nie dawał znaku życia. Dał się schwytać? A może nie pojawił się z innych powodów? Pytanie Czarnego Pana jednak wciąż rozbrzmiewało po sali, a wymowne milczenie zebranych osób było aż nadto wymowne. Nikt nie wiedział, gdzie jest Craig Burke.




The enemies we have at present will be multiplied tenfold. We must survive the storms
ourselves

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 http://www.morsmordre.net/t639-vespasien http://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 http://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 http://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
29
30
0
0
0
42
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   23.03.17 14:59

Nie zrobił tego: nie wszedł w jego myśli, Tristan nie poczuł bolesnego szarpnięcia; czyżby w grę zaczynało wchodzić zaufanie? Czyżby on zaczynał wierzyć w ich oddanie? Sukces za sukcesem, pomijając dwie grupy, które nie zdążyły - jeszcze, to przecież tylko kwestia czasu - namierzyć swoich ofiar. Spisali się dobrze, a Czarny Pan był z nich wyraźnie zadowolony, jednak słowa pochwały płynące z jego ust zostały przerwane jednym krótkim i wydawałoby się oczywistym pytaniem: gdzie jest ten, którego brakowało?
Oczywiście, brakowało Craiga. Nie przyszedł, nie bez powodu; gdyby to zależało od niego, z pewnością byłby tutaj. Mogło to oznaczać tylko tyle, że coś poszło nie tak jak powinno, że Craig nie dopełnił swojej misji: że zamiast on dopaść ofiarę, ofiara dopadła jego. Jego myśli toczyły się jak w kalejdoskopie, przeskakując z jednej myśli na drugą, kiedy wyczuwalne napięcie otuliło całe jego ciało, niepokój gęstniał wzdłuż stołu, a powietrza zaczynało brakować. Nie wiedział, gdzie był Craig. Nie wiedział też, z kim Craig właściwie miał udać się na swoją misję - z zapewne uzasadnionych przyczyn nie było go w momencie, w którym Czarny Pan rozdawał pomiędzy rycerzy zadania. Nie wiedział też, do kogo miał się zwrócić, choć nietrudno było wywnioskować, że należałoby zapytać o to Crispina - jedynego, który wdarł się w jego łaski na tyle, by otrzymać to zadanie, a jednocześnie nie siedzieć dzisiaj pomiędzy nimi. Gdyby Craiga zatrzymały naprawdę ważne sprawy, on przecież by o tym wiedział. A zdrady - Burke nie dopuściłby się nigdy.
Wciąż trwała cisza, niczym niezmącona cisza, informacji nie miał nikt. Po własnym zadaniu winien przecież pojąć, że Czarny Pan, oprócz posłuszeństwa, wymagał od nich pewnej solidarności. Solidarności, która najwyraźniej zawiodła - nikt mu nie pomógł. Wyczekujące, lodowate spojrzenie czarnoksiężnika zapewne znało prawdę, oczekiwał wyjaśnień, których nikt z nich nie potrafił mu dać. Pozostało im milczeć - z pokorą i żalem, wiedząc, że mimo sukcesów zawiedli.




the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns outgrown

Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery http://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 http://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 http://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
wiedźmia straż
25
Szlachetna
Kawaler
vicious
vengeful
victorious
6
19
0
0
10
32
3
8
Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Ukryta Komnata   23.03.17 23:47

Świetny wybór, Perseusie, zaledwie jeden z wielu na osi czasów twoich ostatnich przedsięwzięć - najpierw wziąć sobie za żonę pannę z rodu, który nie bez powodu pozostaje w stosunkach wrogich, a następnie odesłać ją do domu bez uprzedniego sprawdzenia czy zbrodnia, jakiej się dopuściła, nie towarzyszyła zdradzie na zupełnie innym poziomie, czemuś niewybaczalnemu. Zacisnął szczęki mocno, niedowierzając w to, że przez te wszystkie dni nie zachłysnął się na amen otaczającymi go szczelnie oparami absurdu, których zdawał się nie dostrzegać - a przynajmniej niewystarczająco szybko. Czy naprawdę miał pod swoim dachem opętańca z Zakonu Feniksa i tkwić w zaślepieniu? A może, szalona myśl, Lilith od początku była szpiegiem wysłanym do domu tego, który zdradził Zakon? Chaos panował w jego głowie niepodzielnie, dopóki wszystkiego nie zmroził głos Czarnego Pana. Obserwujcie ich. Część z was nie powinna mieć z tym trudności. Zakłamana twarz Greengrass była ostatnią, którą chciał oglądać i którą mógł oglądać (skąd mógł mieć pewność, że w przypływie impulsu jego dłonie same nie zacisną się dookoła jej wątłej szyi?), lecz jasnym było już to, że ich historia, wbrew jego gorliwym życzeniom, nie dobiegła jeszcze końca; jeśli takie było życzenie Czarnego Pana, Avery byłby gotów szturmem wedrzeć się do Derbyshire i spacyfikować wszystkich domowników, by przywlec przed jego oblicze tą, która jeszcze niedawno mamiła go powabem swojego ciała i słodyczą pustych słów - niech przewertuje jej psychikę wzdłuż i wszerz, niech wedrze się w każdy zakamarek umysłu, niech pozna każdy sekret, zostawiając ją pustą niczym wydmuszkę, nieprzydatną do niczego, szmacianą lalkę, nadającą się tylko do zniknięcia i zapomnienia.
Pochłonięty całkowicie (czy to nie dziwne, że właśnie w Wywernie poznawał najplugawsze sekrety skrywane przez bliskie mu osoby, że to właśnie w Wywernie za każdym razem wyszarpywano mu spod stóp stabilny grunt?), dostrzegł brak Burke’a, dopiero gdy jego uwaga została na ten fakt werbalnie nakierowana. Ciemne brwi zbiegły się ku sobie, gdy szybkim spojrzeniem omiótł stół i siedzące przy nim osoby, jakby dopiero teraz dopuszczając do siebie możliwość, że jedna z ich misji mogła się nie powieść, że jeden z nich mógł napotkać komplikacje poważniejsze niż wymykająca się spod kontroli judaszowa klątwa. Jaki los spotkał Craiga i dlaczego towarzyszący mu rycerze nie poinformowali pozostałych Śmierciożerców o przebiegu ich krucjaty? Czy właśnie teraz siedzieli sobie spokojnie poziom wyżej, popijając palącą w przełyk whisky z oblepionych brudem szklanek? Wątpliwe wszak było to, by związany przysięgą wieczystą Burke tak po prostu nie stawił się na wezwanie lub dał się pochłonąć sprawom na tyle ważnym, by spóźnić się w znaczący sposób. Sprawy ważniejsze nie istniały, wiedzieli to wszyscy z zebranych; grono uszczuplone o jedną osobę, na której temat Perseus, jak i inni, nie miał nic do powiedzenia. Zacisnął usta w wąską linię, milcząc pokornie, chociaż jego wnętrze palił wstyd wywołany myślą, że z morderczymi sztukami radzili sobie wybornie - lecz sztuka komunikacji była im obca.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
 

Ukryta Komnata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Ukryta Komnata
» Komnata Tajemnic
» Zapomniana komnata
» Komnata Rozkosz (wieża)
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Biała Wywerna :: Piwnica-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17