Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lipiec 1955, Toskania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Lipiec 1955, Toskania   18.08.16 17:48

Lucinda uwielbiała lato. Promienie słońca ogrzewające skórę, żar lejący się z nieba. Takie dni lubiła zdecydowanie najbardziej. Ludzie chowali się za drzewami szukając chociażby jednego powiewu wiatru, ale ona nie. Chciała więcej i więcej. Potrzebowała tego ciepła. Nie tylko z powodu pogody Lynn miała taki dobry humor. Od kilku dni wraz z innymi poszukiwaczami artefaktów starali się odkryć nieprawdopodobną lokalizację przedmiotu. Nie było to łatwe zadanie, bo była to okolica okalana z każdej strony przez strome zbocza i dużą ilość jaskiń. Przeszukanie każdej było niemożliwe. A już z pewnością trudne nawet jeżeli miało się do dyspozycji magię. Na szczęście nie była to ich pierwsza wyprawa i jak na starych wyjadaczy przystało w ciągu dwóch dni udało im zbliżyć do celu. W takich miejscach, z tymi ludźmi czuła się o wiele bardziej sobą niż w domu wśród rodziny. Nikt nie mógł jej winić. Tutaj było wszystko czego potrzebowała. Wolność, adrenalina, przyjazna atmosfera, a przede wszystkim ona sama. Prawdziwa. Bez maski i sztucznych uprzejmości. - Hej… jestem pewny, że nie namówisz go by poszedł z Tobą – powiedział Jerry – jeden z poszukiwaczy. Lucinda spojrzała na mężczyznę, o którym mówił Jerry. Edgar jako szef całej brygady już skupiał się na tym jak zrobić to szybko i bez większych strat. Właściwie jej szef zawsze chodził zamyślony, albo zwyczajnie taki miał wyraz twarzy. Podczas poszukiwań jasne stało się, że przedmiotu nie będę szukać w jaskini na wzgórzu, a w tej pod wodą. Musieli najpierw przepłynąć kawałek, a później zanurkować tak by dotrzeć do jaskini. Jaskinia już wola od wody miała być miejscem ukrycia przedmiotu. Tylko tak naprawdę nie wiedzieli co ich w tej jaskini czeka. Zaśmiała się i poklepała mężczyznę po ramieniu ruszając w stronę Edgara. Minęła go najpierw patrząc w tafle wody. Zagwizdała cicho odwracając się do niego. - Głęboko – powiedziała kiwając głową. Chciało jej się śmiać, ale musiała zostać poważna. - Utonięcie, możliwość skręcenia karku, połamania wszystkich kończyn, wstrząs mózgu, zjedzenie przez trytony. - nie był głupi… dobrze wiedział, że czegoś chce. - Chyba przyszło mi pracować z samymi paniami, bo nikt nie chce ze mną tam zejść… - dodała głośniej nie kryjąc już uśmiechu. - Zdecydowanie przydałby mi się ktoś doświadczony. Lordzie Burke… chyba mi Pan nie odmówi? - dodała unosząc brew.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   10.09.16 0:54

Tego dnia pogoda była wręcz idealna do przeszukania podwodnej jaskini. Edgar stał na wzgórzu i przyglądał się spokojnej tafli wody nieruszonej przez absolutny brak wiatru. Zastanawiał się nad najlepszą metodą wstrzymania oddechu, czując jak pojedyncze krople potu pojawiają się na jego czole. Nie zwracał na to uwagi, uwielbiał taką pogodę. Zawsze przypominała mu o jego pierwszej wyprawie w odległe zakamarki Sahary, chociaż dzisiejszy upał nie mógł się z tamtym równać. Często przychodziło mu wyjeżdżać do ciepłych krajów, tym samym rzadko prezentował sobą bladość godną brytyjskiego szlachcica. On sam nigdy się tym nie przejmował, gdyż szczerze mówiąc niewiele obchodziła go czystokrwista śmietanka towarzyska. Przychodził na ich spotkania kiedy naprawdę musiał, a i tak najczęściej bywał tam wtedy jedynie ciałem, nie wdając się w pogawędki o niczym. Przemyślenia o bezużyteczności skrzeloziela (działa tylko przez godzinę, a to zdecydowanie za mało czasu) przerwało mu przyjście młodszej łamaczki. Niechętnie odwrócił wzrok od tafli wody, spoglądając na nią ze swoją standardową miną, mówiącą... Cóż, niewiele, choć tak naprawdę był zainteresowany jej osobą. Lady Selwyn czołgająca się po brudnych jaskiniach? Jakakolwiek lady niebojąca się ubrudzić sobie rąk? To jeszcze nie było aż tak zaskakujące - jego żona potrafiłaby zdobyć się na to samo, gdyby tylko dany artefakt wpasowałby się w jej zainteresowania. Tu nawet sposób bycia lady Selwyn był inny, tak odstający od reszty arystokratek. Lubił to w niej. Słuchaj jej słów, nie przerywając. - Lady Selwyn - zaczął, z przyjemnością używając jej tytułu tak kontrastującego z całą osobą. - Wszystkie te niebezpieczeństwa mogą uniemożliwić brylowanie na parkiecie. Może lepiej nie ryzykować? - Zapytał, spoglądając na nią z ciekawością. Starał się jej nie oceniać przez wzgląd na płeć i wysokie urodzenie, jednak nie potrafił całkiem tego ignorować. Ponownie skupił wzrok na spokojnym morzu. Zaklęcie bąblogłowy powinno wystarczyć, choć wciąż nie był pewny co dokładnie może ich spotkać w tej konkretnej jaskini. Chciałby, żeby poszło łatwo i przyjemnie, ale nie był naiwny i wiedział, że to marzenie ściętej głowy. Chociaż możliwe, że kiedyś w końcu się spełni.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   12.09.16 0:51

Czuła się o wiele pewniej na lądzie niż wodzie. Choć pływanie nie sprawiało jej żadnej trudności to jednak zawsze czuła się ograniczona. Tłumaczyła to sobie na dwa sposoby. Przy pierwszym wracała wspomnieniami do dzieciństwa kiedy to uczyła się pływać. Nikt nie rozumiał, że potrzebowała na to więcej czasu. Brat wraz z kuzynami wyrzucali ją na głębokie wody nie zważając na fakt, że jej umiejętności pływackie ograniczają się do unoszenia się na wodzie. Drugi okalany ze wszystkich stron jej rodową historią. Była zżyta z ogniem nie z wodą. Te dwa całkowicie różne od siebie żywioły nie mogły w tak samo silnie istnieć w jednej osobie. Jednak dzisiejszego dnia nie miała zamiaru się ograniczać. Wiedziała, że na samym dnie, w podwodnej jaskini czeka na nich artefakt, za który było warto zignorować myśli o wodzie i wszystkich czyhających tam niebezpieczeństwach. W pewnym sensie czuła, że jest to próba. Nie tylko określona odgórnie przez jej kompanów mająca na celu sprawdzenie jej możliwości, ale także nadana przez samą siebie. Czy w ogóle się do tego nadaje. Czy ma tyle odwagi by zapomnieć o wszystkim co znane, a stanąć w obliczu nowego. Uśmiechnęła się na jego słowa. Tak delikatnie. Kącikiem ust. Wiedziała, że ją podpuszcza. Nikt nie patrzył tutaj na urodzenie, a na umiejętności. Jeżeli byłeś silny, sprytny i przygotowany to nie liczyło się z jakiego rodu pochodzisz i kim jesteś. To wystarczyło by coś znaczyć w ich załodze. Do czegoś dojść. Spojrzała na przysłuchujących się im kompanom, a potem znowu przeniosła wzrok na Edgara. - Pomimo tak wielkiego niebezpieczeństwa, a nawet narażenia swojego towarzyskiego życia jestem w stanie zaryzykować. - powiedziała spoglądając na tafle wody. Brylowanie na salonach? Przecież ona tego nienawidziła. Robiła to tylko by zaspokoić zdrowie ojca. Zawsze była inna. - Oczywiście nie mam zamiaru namawiać lorda na takie niebezpieczeństwo. Może być to głupotą, ale jestem zdeterminowana zrobić to sama jeżeli obawia się Pan skutków tego zadania. - dodała. Wiedziała, że pozwala sobie na więcej słów niż powinna. Jednak tutaj nie było sztywnych zasad. Nie musiała zastanawiać się nad każdym słowem, nie musiała martwić się o dwuznaczności i szukać prawidłowego rozwiązania. Bo takie nie istniało. I to właśnie było piękne.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   26.09.16 1:34

- W takim razie muszę przyznać, że nie brak lady odwagi. Ryzykowanie życia towarzyskiego dla jakiejś jaskini... - tu pokręcił głową, żeby podkreślić swoje zdumienie jej postawą. Dyskretnie zerknął na jej dłoń, lecz nie dostrzegł na niej żadnego pierścionka. Czyżby udało jej się na razie uniknąć małżeńskiego obowiązku czy zdjęła obrączkę na początku wyprawy tak jak Edgar? - Podejrzewam, że lady dobrze wie jak jeden nieudany bal może zaprzepaścić szansę na dostatnie życie - dodaje,  chcąc tą wzmianką poznać jej stan cywilny. Każdy szlachcic wiedział, że nieudany sabat mógł skomplikować przyszły ożenek czy zamążpójście. A starokawalerstwo czy staropanieństwo nie przystawało osobie wysoko urodzonej, która przecież miała w obowiązku przedłużyć swój ród i jeszcze bardziej umocnić jego pozycję. Niczym nie różnili się od swoich przodków. Cały czas przyświecał im ten sam cel i właściwie nawet dążyli do niego w ten sam sposób. Bale, intrygi, aranżowane małżeństwa. Zatrzymali się w czasie.
Uśmiechnął się pod nosem, odwracając od niej swój wzrok. - Ja? Ja niczego się nie obawiam - powiedział, powstrzymując się przed parsknięciem śmiechem. Droczył się z nią. Obawiał się mnóstwa rzeczy, wyznając zasadę, że lepiej dmuchać na zimne niż się sparzyć. Niemniej w przypadku tej konkretnej jaskini zdążył przemyśleć każdą opcję i raczej nie było potrzeby dalej się nad nią główkować. - Ale jeżeli lady tak bardzo chce się wykazać to proszę bardzo - dodał, wskazując dłonią na niekończącą się przestrzeń oceanu. Wątpił, by kobieta zdecydowała się na samotną podróż do jaskini. Naprawdę mocno by się zdziwił, gdyby w tym momencie rzuciła się w toń oceanu. Choć może gdyby poświęcił chwilę na poznanie swojego nowego współpracownika, wiedziałby, że Lucinda Selwyn jednak jest w stanie zaskoczyć. Odwrócił na nią swój wzrok, chcąc zobaczyć jak się wycofuje z jego absurdalnej propozycji.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   27.09.16 0:00

Przez długi czas czuła się ograniczona. To tak jakby zamknąć w klatce odzwierciedlenie wolności. Nie wiedziała o tym dopóki nie poczuła jej smaku na własnej skórze. Gdzieś to przeświadczeniu o dążeniu do spełniania własnych planów i postanowień znikał za sprawą powinności wypełnienia obowiązku. Tak byłoby pewnie do dzisiaj gdyby nie myśli o formujące się w jej głowie. Przez pewien czas, parę lat temu była całkiem blisko zamążpójścia. Tak blisko, że w jej głowie pojawił się obraz rodziny jaki przyjdzie jej stworzyć. I to rodzące się przeświadczenie, że nigdy nie pozwoli na to by jej dzieci z tak wieloma rzeczami musieli się konfrontować. Bycie szlachetnie urodzonym otwierało nieznane horyzonty, a nie blokowało. A tak przynajmniej wtedy myślała. Więc kiedy okazało się, że jednak żoną szybko nie zostanie postanowiła przedstawić tę wizję rodzinie. I jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi zdawało się, że stracili względem niej już wszelkie nadzieje. Trudno. Jeżeli dzięki temu mogła być po prostu sobą to komu właściwie jest potrzebna nadzieja? Jakiejś jaskini? Wiedziała, że sobie z niej kpi. Ktoś kto naprawdę tego nie chciał nie narażałby życia dla… jak on to powiedział? A tak. Jakiejś jaskini. Ktoś komu bardziej zależałoby na salonach nie posunąłby się do przejścia po tych zboczach. Znała takie szlachcianki i wcale nie była zachwycona im życiem. Za to swoim już tak. Uniosła kącik ust w leniwym uśmiechu i skłoniła się w podziękowaniu za komplement. Było coś w nim… nie mogła nawet tego wyjaśnić. Po prostu jego wzrok ją elektryzował. Wbijał w ziemię i gdyby miała choć ciut rozumu to by w tej ziemi została. Jednak zawsze miała talent do pakowania się w najgorsze kłopoty. A on bez wątpienia mógł być kłopotem. Na kolejne jego słowa wzruszyła ramionami. - Nie myśl proszę, lordzie, że nie cenię sobie  tego co niesie szlacheckie życie. Jednak żyje już dostatnie od niemalże trzech dekad i życie to zwyczajnie przestało ekscytować. - odparła utrzymując na nim ciągle spojrzenie. - Wychodzę z założenia, że należy kuć żelazo póki gorące. Wam mężczyznom, lordom… jest łatwiej – tu spojrzała też na innych stojących nieopodal nich. - Zakładając rodzinę nie musicie wyrzekać się tego wszystkiego. A ja już tak. Więc póki mogę… porzucam szlacheckie salony dla jakiejś tam jaskini. - dodała i uśmiechnęła się szeroko. Nigdy nie miała problemu ze słowami. Chyba, że z tym, że było ich aż nadto. Słysząc wyzwanie w jego głosie uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Ilu z nich nie wierzyło, że ona naprawdę to zrobi? Ilu z nich myślało, że stchórzy? Pokiwała głową jakby właśnie ważyła w głowie to czy warto ryzykować czy lepiej zrezygnować. Bała się. Nie była głupia. To było coś w rodzaju testu, a ona nie miała zamiaru go oblać. Miała zamiar zdać go śpiewająco. Pokiwała głową ponownie chcąc przekonać się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Uśmiechnęła się jeszcze pod nosem, a później rzucając zaklęcie bąblogłowy schowała różdżkę do wewnętrznej koszulki kamizelki i z rozpędem wskoczyła do wody. Nie wiedziała co ją bardziej zaskoczyło… to, że woda była lodowata czy to, że tak szybko przyzwyczaiła się do zamąconego przez wodę obrazu. Jeżeli miała to zrobić sama to trudno! Choć chyba nie chciała robić tego sama.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   28.09.16 0:57

- Nam jest łatwiej? - Powtórzył, uśmiechając się niezbyt szczerze. Nie uważał, żeby to była prawda. Może i mieli więcej pozornej wolności, ale za to mieli też więcej obowiązków. Więcej od nich wymagano, wiązano z nimi większe nadzieje. Nie miał jednak zamiaru drążyć tego tematu, a jej kolejna wypowiedź była jednocześnie odpowiedzią na jego wcześniejsze wątpliwości. Czyli jednak nie miała jeszcze męża, ale Edgar podejrzewał, że czeka na nią jakiś narzeczony. Może to jej ostatnia wyprawa? Albo jedna z ostatnich? A może będzie jeździć dalej? Właściwie Edgar nie miałby nic przeciwko, gdyby jego córki wybrały właśnie taki zawód. Jego siostra para się czymś podobnym i nikt nie widzi w tym niczego złego, ale Burke zawsze wiedział, że reszta szlachetnych rodów kurczowo trzymała się wyjątkowo sztywnych zasad odnoszących się do tych najmniej ważnych rzeczy. Całymi latami uczyli się tylko historii sztuki i tańca zamiast poświęcić więcej czasu na naprawdę przydatne zajęcia. Burkowie w tym się od nich różnili. - W takim razie mam nadzieję, że uda nam się coś w niej znaleźć - powiedział i to było dość niezwykłe z jego strony, bo właściwie powinien był dawno zakończyć tą niezobowiązującą pogawędkę. Rzadko bywał taki rozgadany! I zdecydowanie nie spodziewał się, że Lucinda Selwyn weźmie jego słowa na poważnie. Wcale jej nie podpuszczał, choć mogło to tak zabrzmieć. Nie pomyślał o tym, że kobieta po prostu skoczy do wody. Na jego twarzy wymalowało się zaskoczenie, ale też strach, bo nie chciał tracić współpracownika jeszcze przed rozprawieniem się z gwoździem programu. A na samym końcu poczuł złość, bo nie tego od niej oczekiwał. Nie skoczył od razu. Najpierw szybko poszedł się przebrać w odpowiednie ubrania, bo nie miał zamiaru przez jej niekompetencje marznąć. Nie po to je ze sobą przytargał! Tak więc minęło niecałe pięć minut, kiedy rzucił na siebie zaklęcie bąblogłowy i skoczył w to samo miejsce. - Co to było? - Zapytał z lekka rozeźlony, nie spodziewając się od niej żadnej odpowiedzi. - W tej pracy nie zawsze można być takim spontanicznym i radzę to zapamiętać - dodał, zawieszając na niej swój wzrok. Nie lubił takiej nieuzasadnionej brawury. - Chodźmy - westchnął po chwili, stwierdzając, że teraz i tak niczego nie zmieni. Popłynął w kierunku jaskini.


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   28.09.16 16:42

Tak właśnie myślała. Mogło się wydawać, że w tym wszystkim to kobiety mają lepiej, ale wcale tak nie było. Może i ich życie polegało na dbaniu o życie towarzyskie, brylowaniu na salonach, pogawędkach i wydawaniu rodowych pieniędzy. Jednakże jeśli nie jesteś osobą, która przywiązuje do tego jakiekolwiek znaczenie to nie widzisz w tym życiu żadnych przyjemności. Nie podobało jej się to wszystko. Chciała czegoś więcej od życia, chciała być wolna i niezależna. Chciała działać. A jedyne czego nie chciała to być komukolwiek podporządkowaną. I chyba właśnie dlatego tutaj była. By móc choć na chwile być sobą. Nawet jeśli miało to potrwać jeden dzień. Nawet jeśli przez swoją głupotę miała dzisiaj zginąć. Jednak nie uważała skoku za głupotę. Chciał tego, a ona już wcześniej dokładnie przeanalizowała wszystkie wyjścia. Mógł ją brać za niekompetentną i może właśnie taka była. Mógł ją brać za szaloną bo taką była na pewno. Jedno było pewne. Nie przyszła tutaj umrzeć. Nie skoczyłaby gdyby nie pewność, że da sobie radę. Pomimo upału na dworze woda była lodowata. Im głębiej tym bardziej czuła lodowate zimno. Usłyszała za sobą plusk wody i odwróciła. Na początku nie była pewna kto za nią wskoczył. Mógł to być Edgar, ale równie dobrze mógł to być jakiś inny poszukiwacz. Nie robiło jej to żadnej różnicy. Pewnie poszłaby sama gdyby nikt się nie pojawił. Jednak wiedziała, że jej nie zostawią. Nigdy nie chodzą samemu. Zawsze w parach. Widząc złość na jego twarzy poczuła się malutka. Tak jak wtedy ojciec skarcił ją za wyjadanie pierników z choinki. Dopiero po chwili jednak uśmiechnęła się. Wiedziała, że nie było to zbyt rozsądne, ale czego od niej oczekiwał. Nie odezwała się słowem. Po kilkunastu minutach dopłynęli do wejścia jaskini. Już samo wejście robiło wrażenie. Uformowane skały tworzyły łuk. Dało się odczuć zmianę ciężkości wody świadczący o odpływie. Wpłynęli do jaskini i wynurzyli się na powierzchnie. Aby wejść do wnętrza musieli wspiąć się po skalnej półce. Edgar wszedł pierwszy podając jej dłoń co ona przyjęła z wdzięcznością. Rozejrzała się. Miejsce zapierała dech w piersiach. Jeżeli znajdą tu coś w przybliżeniu pięknego do tego miejsca to będzie szczęśliwa. -Wierzę, że trzeba brać konsekwencje za własne słowa – powiedziała wracając do ich wcześniejszego tematu. - Spontaniczność nie równa się nieprzygotowaniu. - dodała i podeszła do jednej ze ścianek chcąc sprawdzić jej uformowanie. W tej pracy każdy drobny element się liczył. Czarna magia zawsze zostawiała po sobie ślady. Tego mogła być pewna. Uśmiechnęła się pod nosem. -  Jak można chcieć robić coś innego? Jak można chcieć siedzieć za biurkiem, albo zajmować się łamaniem klątw u Gringotta? - nie rozumiała.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Edgar Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 http://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 http://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 http://www.morsmordre.net/f295-durham-barnard-castle http://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
łamacz klątw, B&B, diler opium
34
Szlachetna
Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
14
0
0
5
0
19
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   23.10.16 0:25

Nie uważał się za osobę pokrzywdzoną przez los. Nie podobało mu się, że nie mógł decydować o swoim własnym życiu, ale i tak cieszył się z bycia Burkiem. Dlatego też zanadto nie buntował się ojcu i starał się wypełniać każde jego polecenie najlepiej jak tylko potrafił. Rozumiał, że dzięki temu wszystkiemu uda im się zachować czystokrwistą linię godną przodków zamiast zniżać się do poziomu zdrajców, szlam i mugoli. Krytykę starał się pozostawić dla siebie samego, na zewnątrz okazując szacunek dla tradycji. Miał nadzieję, że spędzając czas z Lucindą, nie spędza jednocześnie czasu z przyszłą czarną owcą rodziny. Bo choć lubił w niej pasję i zaangażowanie - nie wyobrażał sobie, by parała się tym zawodem przez resztę życia.
Wciąż poddenerwowany popłynął w kierunku jaskini. Nie tak to miało wyglądać. Mieli jeszcze poczekać i przyjrzeć się wodzie, ale skoro sytuacja zaczęła wyglądać tak a nie inaczej, plan uległ zmianie. Niemniej wychodząc z wody, nie zamierzał udawać, że zapomniał o jej niekompetencji. - Nie powiedziałbym - odparł, jednak nie zamierzał dłużej ciągnąć tego tematu. Lumos pomyślał, nieco rozświetlając wnętrze jaskini. Rozejrzał się dookoła siebie, zatrzymując wzrok na Lucindzie. Na jej dłoni, która dokładnie badała każdą skałę. Może jednak miała większą wiedzę niż początkowo sądził? - Akurat łamanie klątw dla Gringotta jest całkiem interesujące - nie zgodził się, podchodząc bliżej niej. Mógłby się nawet tym zajmować, gdyby nie fakt, że poszukiwanie artefaktów zajmowało jedynie część jego wyjazdów. Kolejną poświęcał na ciemne interesy, a ciężko byłoby wyodrębnić na to czas, pracując dla goblinów. Idąc za jej śladem, dotknął wilgotnej ściany, przesuwając dłoń w dół. Kucnął i przyjrzał się wyrytemu śladowi, może przez wodę, może przez zaklęcie. Przyłożył do tej niewielkiej szczeliny różdżkę, ale nic się nie stało. - Niektórzy wolą spokojniejsze życie - dodał ciszej, bo skupiony był bardziej na pracy niż odpowiadaniu na jej głośne rozmyślenia. Podejrzana szczelina okazała się być szczeliną całkiem normalną, więc wstał i podszedł do oddalonego o parę metrów stalagmitu. Ocenił jego wielkość i odległość od pobliskiego stalaktytu. Nie była duża. Jeżeli żył tu jakiś stwór to albo nigdy stąd nie wychodził albo był niewielki. Spojrzał z ciekawością na swoją towarzyszkę, nie zaczynał jednak kolejnego tematu. Chyba zdążyła zauważyć, że nie należał do rozmownych ludzi.




We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lipiec 1955, Toskania   31.10.16 15:16

To wszystko było dla niej nowe. Stała przed wyborami, które nie należały do łatwych. Musiała być elastyczna. Choć zawsze uważała, że ludzie nie powinni się zmieniać to dostosowanie się wymagało od niej łamania nawet własnych reguł. Ten kto się nie wyróżnia ten się nie wybija. A ona naprawdę chciała być w tym dobra. Porzuciła szlacheckie życie dla tego całkowicie innego. Tylko, że w oczach innych już zawsze miała zostać tylko szlachcianką. Wzrok Edgara mówił jej, że popełniła jedną z tych rzeczy, które nigdy nie powinny się zdarzyć podczas wspólnych wypraw. Teraz jeszcze tego nie wiedziała, ale w końcu sama zda sobie sprawę z tego, że najlepiej działa właśnie pod wpływem impulsu. Nawet jeśli jest to nierozważne i pozbawione zdrowego rozsądku. Nic się nie odezwała. Nie chciała przecież podważać jego słów. Miał potrzebne doświadczenie, staż, wiedział co jej wolno, a czego nie. Przede wszystkim jej nie znał. Chyba myślał, że ma zamiar wskoczyć do wody, ruchem różdżki zniszczyć jaskinie, a potem wzruszyć ramionami i powiedzieć „no trudno”. Nie była taką osobą. I miała zamiar mu to udowodnić. Kiedy jaskinia rozświetliła się światłem o wiele dokładniej mogła zobaczyć wszystkie skalne zacieki. To pozwoliło jej stwierdzić, że to na pewno jest miejsce, którego szuka. Kiedy wspomniał o pracy łamacza w banku spojrzała na niego lekko zaskoczona. - Potrafiłby lord? - zapytała szczerze zainteresowana. Wierzyła, że jeżeli ktoś nie chce odpowiadać to nie odpowiada, a jeżeli opowiada to znaczy, że nie istnieje żadne niezręczne pytanie. - Codziennie w jednym miejscu, codziennie jedno zajęcie. Czy to właśnie poszukiwania artefaktów nie są dopełnieniem dla łamacza klątw? - dodała. Już parę razy słyszała, że praca z lordem Burkiem zwykle jest spokojna i milcząca, ale ona była ciekawa. Miała wiele pytań na które odpowiedzi wciąż szukała. Nie chciała go nimi zasypywać, ale nie wydawał się być też zamknięty w sobie na tyle by czuła się skrępowana podczas rozmowy. Jaskinia nie była naturalna. Nie stworzyła jej natura. To można było zauważyć od razu. Magię czuć było od samego wejścia. Skupiła się na poszukiwaniu czegoś co dałoby się przesunąć. Na pewno było przejście dalej. Nie ma tak płytkich jaskiń. A do tego Lynn miała przeczucie, że to tylko czysta iluzja. Usiadła na brzegu skalnej pułki, na której właśnie stali i zaczęła szukać dłońmi czegoś pasującego. - Chyba… chyba coś mam. - powiedziała głośniej kiedy rękami znalazła skalną zasuwę. Nie byłaby w stanie przesunąć jej sama. Była ciężka, a Lynn miała wrażenie, że przymocowana na amen.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Lipiec 1955, Toskania

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Przeskok czasowy [lipiec-wrzesień 2283]
» 10.07.1955 r.
» 28.08.1955 R.
» 7.11.1955 r.
» 01-07.08.1955 r.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17