Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sherwood, Nottinghamshire [II]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sherwood, Nottinghamshire [II]   19.08.16 15:04

First topic message reminder :

Sherwood

Tajemnicze, pełne magii lasy Sherwood przynależą do hrabstwa Nottinghamshire. Od stuleci znajdują się one pod opieką Nottów, którzy dbają o bezpieczeństwo na jego granicach oraz pilnują, by nikt niepowołany nie zakłócał spokoju żyjącym tam istotom ani nie niepokoił driad zamieszkujących osławiony dąb Major Oak. Czyjakolwiek obecność bez uzyskania pozwolenia ze strony opiekunów Sherwood skończy się tragedią, bowiem lasy te same potrafią się obronić przed niepotrzebną ingerencją. Każdy nieupoważniony zabłądzi w gęstwinach i nie znajdzie drogi powrotnej, dlatego lepiej uważać, czy rzeczywiście pragnie się móc podziwiać to piękno po raz ostatni.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   05.05.17 16:35

Muszę przyznać, że sam lubię plotki - te prawdziwe i te, naturalnie mniej. Przynajmniej póki nie dotyczą mnie samego. Wielokrotnie spędzając czas za granicą jedynym dostępnym źródłem informacji były dla mnie magazyny plotkarskie i choć Lucinda mogła się ze mnie śmiać, żartując, że podczytywałem Czarownicę, taka była prawda. Bo wolałem czytać o tym, że Selwyn dręczy klątwa staropanieństwa, niż nie czytać o niej w ogóle, w ten sposób wiedziałem przynajmniej, że żyje i ma się… Względnie dobrze, jak się okazuje. Mogłem w sumie także pisać listy. Ale jestem okropnym przyjacielem.
Nie obawiam się o pracę Elizabeth, dla mnie może robić co tylko zechce - w sumie im rzadziej będziemy się widywać tym lepiej. Nie zamierzam niszczyć jej życia tylko przez to, że została zmuszona mnie poślubić, bo przecież nie był to wolny wybór żadnego z nas.
- Obawiam się, że Szczęście mnie nie lubi - mruczę cicho pod nosem, niezbyt poważnym tonem.
I vice versa. Gdybym tylko mógł wziąłbym miecz i osobiście uderzyłbym boginie szczęścia, nie jedną, a wszystkie po kolei. Gdyby tylko mogłoby mi to w jakiś sposób pomóc. Gdybym tylko wierzył w takie rzeczy. Łatwiej jednak wyobrazić mi sobie wizję kapryśnej Tyche rzucającej kością by zobaczyć w jaki sposób zniszczy mi życie tym razem, niż tego, że sam jestem w pełni odpowiedzialny za swoje porażki. Dorosłość była beznadziejna.
Nie chcę sprawiać Ci przykrości, nie mam jednak zamiaru karmić Cię beznadziejnymi kłamstwami, nie widzę bowiem ku temu powodów. Kiedy więc zaczynasz mówić słucham uważnie, zbierając w sobie słowa by na Twoją wypowiedź odpowiedzieć dokładnie tak jak czuję.
- Powiem Ci prawdę, Evelyn, to dość ciężka sprawa - obowiązki i pozostawanie sobą. Myślę, że jest to wykonalne, spójrz tylko na mojego drogiego kuzyna Percivala i moją drogą przyjaciółkę Inarę - mówię, biorąc głęboki oddech. - Nie wiem jak sprawy potoczą się w Twoim przypadku, ale uważam, że od życia zawsze powinnaś wymagać jak najwięcej. Niezależnie od tego co Cię czeka.
Dzień jest wyjątkowo ładny i nie muszę tym razem przeklinać typowej, angielskiej pogody. Mijamy kolejne drzewa, a także strumienie i polany pełne kwiatów.
Gdy docieramy do jednej z nich, wyglądającej jak miejsce z prawdziwej bajki - bo tak jest w istocie, z bajki o Robin Hoodzie i pięknej lady Marion - i słyszę Twoje pytanie natychmiast zatrzymuję konia. Jeżeli masz tylko ochotę na szukanie ziół to ja nie mam nic przeciwko.
- Uważam, że to całkiem prawdopodobne, muszę się jednak przyznać do tego, że kompletnie nie znam się na ziołach. Nie była to moja mocna strona w Hogwarcie i nie sądzę bym był w stanie odróżnić najprostszą trawę od najrzadszej ingrediencji - dodaję szybko, ostrzegając Cię prze moją wiedzą, a raczej niewiedzą.
I nie kłamię, bowiem nienawidziłem Zielarstwa i byłem w tej akurat dziedzinie ogromnym ignorantem. Mimo to zeskakuję z siodła i nawet cieszę się, kiedy moje stopy dosięgają ziemi. W powietrzu unosi się woń świeżej trawy, woń, która przypomina mi o najmłodszych latach. Uprzejmie wyciągam dłoń w Twoją stronę by pomóc Ci w zejściu z Twojego rumaka, choć zdaję sobie sprawę, że zapewne sama bez problemu dałabyś sobie radę.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
18
0
2
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   05.05.17 21:38

Kiedy Evelyn była w Beauxbatons, jej łączność ze światem, który pozostawiła w Anglii, stanowili rodzice, starsi bracia oraz kuzynostwo, które nie zostało wysłane do Francji. Auriga, choć była w tym samym wieku i była dla niej jak druga siostra, została przez swoją matkę wysłana do Hogwartu i tym sposobem uczyły się oddzielnie, ale mogły za to listownie wymieniać się informacjami na temat swoich szkół, nauki oraz znajomych. Gdy skończyła szkołę, to właściwie nie opuszczała już kraju, jeśli nie liczyć stosunkowo krótkich wizyt u krewnych we Francji.
Evelyn chciałaby trafić na mężczyznę, który i jej pozwoliłby robić, co zechce. Jeśli nie mogła liczyć na żadne przyjazne, ciepłe uczucia, miała nadzieję przynajmniej na pokojową neutralność i nie wchodzenie sobie wzajemnie w drogę. Gorzko brzmiała wizja takiego życia, w którym małżonkowie na zawsze pozostają dla siebie praktycznie obcymi ludźmi, udającymi parę tylko w obecności innych, podczas gdy w domowym zaciszu zaszywali się oddzielnie, ale lepsze było to niż wzajemna niechęć powoli wyniszczająca obie strony, czy jawna dominacja ze strony mężczyzny, który zabroniłby żonie zajmowania się jej zainteresowaniami.
- Chciałabym to jakoś pogodzić. Spełnienie rodowego obowiązku i zachowanie tych elementów życia, które są dla mnie tak ważne – powiedziała, także myśląc o Inarze i Percivalu. Niespełna dwa tygodnie temu była na ich ślubie i trudno było jeszcze mówić o tym, jak będzie wyglądać ich przyszłość, ale na samym początku ich wspólnej drogi mogło się wydawać, że łączyło ich coś więcej niż tylko obowiązek. – Pięknie wyglądali razem i wydawali się całkiem zadowoleni jak na aranżowane małżeństwo. Można było odnieść wrażenie, że to ślub dwóch bratnich dusz, ale czas pokaże, jak jest naprawdę. Oczywiście życzę im jak najlepiej. – Gdy patrzyła na Inarę wychodzącą za Percivala poczuła leciutkie ukłucie zazdrości, ale cieszyła się, że chociaż jej dobra znajoma po fachu była już mężatką, oby szczęśliwą. – Czasami zastanawiam się, czy wypada mi tyle wymagać, ale nie chciałabym spędzić reszty życia w poczuciu niezadowolenia z układu, w który wstąpiłam.
Po jakichś kilkunastu minutach jazdy przez las dotarli do niewielkiej polanki. Choć była dopiero połowa kwietnia już można było tu zobaczyć mnóstwo kwiatów, a przez rzadkie korony drzew docierało tu słońce. Dzień był naprawdę ładny, a chociaż Evelyn była przyzwyczajona do angielskiej pogody, zawsze z radością witała słoneczne dni.
Gdy się zatrzymali, po chwili zsiadła z konia, przyjmując podaną jej dłoń Alastaira. Oczywiście potrafiła dosiadać konia i schodzić z niego bez niczyjej pomocy, ale ceniła szarmanckość i uprzejmość ze strony mężczyzn.
- Obawiam się, że pewnie trochę przesadzasz – uśmiechnęła się na wzmiankę o jego ignorancji; prawdą było, że trudno było jej sobie wyobrazić aż taką niewiedzę, może dlatego, że sama uczyła się rozpoznawać roślinne i zwierzęce ingrediencje krótko po tym, jak w ogóle nauczyła się czytać. Jej ojciec, podobnie jak większość Slughornów, dbał o odpowiednią edukację dzieci od najmłodszych lat, co dotyczyło zarówno synów jak i córek.
Dzięki swojej wiedzy mogła rozpoznać większość widzianych tu roślin i ocenić, które z nich mają walory alchemiczne. Niedługo później jej torba zaczęła zapełniać się ziołami.
- W domu na spokojnie przygotuję je do dalszej pracy. Nie ma to jak świeże, samodzielnie zebrane zioła... Kto wie, w jakich warunkach rosły te z apteki? – westchnęła. Największe zaufanie miała do składników, które samodzielnie zrywała czy to w rodowych szklarniach, czy w lasach, które odwiedzała. Ale niestety nie wszystkie ingrediencje mogła zdobyć w ten sposób, niektóre trzeba było zakupić w aptece lub od handlarzy, choć w ostatnich tygodniach zaczęły pojawiać się problemy w pozyskiwaniu rzadkich składników z zagranicy. – Gdyby wszystkie składniki można było zdobyć w taki sposób, byłoby dużo prościej. Jak możesz się domyślić, nowe ograniczenia utrudniają pewne sprawy także nam, alchemikom.
Kolejne świeże listki zniknęły w jej torbie, ale jasnoniebieskie oczy spoczęły na twarzy mężczyzny.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   07.05.17 22:20

Zawsze zastanawiałem się jak wyglądałoby moje życie w Beauxbatons, jednak chyba nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Tym bardziej Durmstrangu - nie potrafię wyobrazić sobie mojego życia bez, no cóż, lwiej jego części. Znając bardzo dobrze zarówno Inarę jak i mojego duchowego brata bliźniaka, Percivala, wiedziałem, że byli czymś więcej niż tylko aranżowanym małżeństwem. Widziałem w ich oczach tą miłość, o której kiedyś opowiadał mi Sam. Której nigdy sam nie poznałem - i raczej nie poznam.
- Mam szczerą nadzieję, że Ci się uda Evelyn - odpowiadam, bez cienia kłamstwa w głosie.
Zresztą każdemu życzyłbym szczęścia w miłości, nawet najgorszym wrogom, a co dopiero serdecznym przyjaciółkom. Jestem zdania, że każdy zasługuje na ten właściwy rodzaj miłości i na coś co pokocha. Ja kochałem podróże.
W sumie nieszczególnie mnie obchodzi czy ktoś pięknie przy kimś wygląda - liczy się to, czy uśmiech na ich twarzach jest fałszywy czy może prawdziwy. W końcu ponoć nawet moi rodzice dobrze wyglądali na ślubnym kobiercu - dla dużej części szlachty są wciąż perfekcyjną parą.
- Percy to mój najdroższy kuzyn, Inarę także znam od dzieciństwa i wydaję mi się, że między tymi dwoma jest jakieś prawdziwe uczucie. Z pewnością nie wyglądało to na kolejny aranżowany ślub - mówię, zamyślonym głosem.
Chciałbym być choć w połowie tak szczęśliwy jak oni. Chociaż w jednej czwartej. Swoje zdanie odnośnie wymagań raz już wyraziłem, więc tym razem po prostu słucham. Czuję się doskonale oddychając świeżym, czystym powietrzem. Londyn jest pełen brudu, smogu i innych zanieczyszczeń. Do zanieczyszczeń zaliczam też mugoli - a tu, w bajkowym lesie Sherwood ciężko było spotkać kogoś poza czarodziejami, w dodatku czystej krwi.
- Obawiam się, że nie - mówię, całkowicie poważnie.
Moje zielarstwo było na zerowym poziomie. Albo nawet na minus pierwszym. Sam wciąż zastanawiam się jakim cudem zaliczyłem je w Hogwarcie - może to wina miłego usposobienia nauczyciela.
- Cóż, też jestem zdania, że najlepiej korzystać ze sprawdzonych źródeł. Widzisz, może polityka i alchemia tak bardzo się nie różnią? - pytam, w pewien sposób retorycznie, lecz tylko w połowie żartując.
W istocie wszystko na tym świecie zapewne sprowadza się do kilku podstawowych czynników. Krzywię się na samo wspomnienie zbliżającej się reformy.
- Obawiam się, że nowe ograniczenia utrudniają wszystko wszystkim, Evelyn. Nie widzę żadnej dobrej strony tego… Beznadziejnie głupiego pomysłu - wzdycham, ledwo powstrzymując się od wypowiedzenia o wiele bardziej niestosownych słów.
Bo jeśli chodzi o Wilhelminę Tuft to mógłbym kląć całymi latami. Wiekami. W wielu językach, których i tak by nie zrozumiała. Przy jej niezwykle niskim ilorazie inteligencji jedynym przesłaniem które wzięłaby do siebie byłoby zapewne wymierzenie siarczystego policzka, ale obawiam się, że nie zrobiłoby to dobrze mojej karierze.
Kiedy ponownie znajdujemy się na naszych wierzchowcach i właściwie już zawracamy spoglądam na chmury wlekące się powoli po co raz to ciemniejszym niebie. Takie chwile jak ta, są dla mnie niezwykle przyjemne jednak zdaję sobie sprawę, że nie będą trwały wiecznie. Ba! Nie będą nawet trwały długo.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
18
0
2
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   08.05.17 18:14

Zapewne niewiele było takich małżeństw, gdzie już na tak wczesnym etapie istniały głębsze uczucia. Więcej pewnie można było znaleźć takich, gdzie udawało się wypracować jakiś kompromis i zbudować relację opartą na przyjaźni lub przynajmniej sympatii, ale pewnie najczęściej zdarzało się, że ta relacja zawsze pozostała przede wszystkim obowiązkiem, a małżonek był kimś, kogo się tolerowało z konieczności. Tej ostatniej ewentualności wolałaby uniknąć, ale pewnie pogodziłaby się z tym, gdyby mogła dalej zajmować się tym co obecnie. Alchemia i inne zainteresowania pomogłyby ukoić poczucie rozczarowania nieudanym związkiem, ale znosiłaby go z godnością i dumą, wiedząc, że przyczynia się do przedłużenia linii czystej krwi, o którą należało szczególnie dbać w tych trudnych czasach, w których coraz bardziej szerzyły się zdrady i postępowe, promugolskie poglądy.
- Ja też. Myślę, że najbliższe dwa lata pokażą, jak potoczy się moja przyszłość. – Bo tyle zostało jej do umownej granicy staropanieństwa. Nieco ponad dwa lata. Liczyła, że w tym czasie ojciec zadba o jej odpowiednie zamążpójście, a jeśli nie... Cóż, staropanieństwo i poświęcenie się dalszemu zgłębianiu tajników alchemii i tak zawsze pozostawało dużo lepszą opcją niż związek niegodny jej pozycji. Nigdy nie poślubiłaby mężczyzny nie posiadającego szlachetnej krwi.
Evelyn nie była tak próżna, żeby myśleć wyłącznie w kategorii wyglądu. Owszem, przykładała pewną wagę do dobrej prezencji, ale nigdy nie wykazywała nadmiernego zainteresowania strojami czy fryzurami, co cechowało wiele jej rówieśniczek, których tematy rozmów ograniczały się w znacznej mierze do sukien, balów i ploteczek. Ale nie ulegało wątpliwości, że Inara i Percival wyglądali pięknie, bo stali obok siebie szczęśliwi, co było widać nawet obserwując ich siedząc w gronie innych gości. Widziała w swoim życiu trochę ślubów i w większości przypadków potrafiła wychwycić pewne przesłanki świadczące o tym, jak panna młoda traktowała swoją powinność – czy szła w stronę przyszłego męża ze znużeniem, niechęcią czy może lękiem. Nie wszystkie potrafiły dobrze kryć się ze swoimi odczuciami, więc spostrzegawczy obserwator mógł coś zauważyć. Takie emocje obserwowała najczęściej, ale nie było tak w przypadku Inary i Percivala, stąd jej wewnętrzny zachwyt, ale i ta maleńka iskierka zazdrości.
Również chciałaby patrzeć w taki sposób na przyszłego męża, ale zapewne nigdy nie będzie jej to dane, więc pozostawało marzyć chociaż o takiej relacji, jaką stworzyli jej rodzice.
- Ciekawe, czy gdzieś w naszym świecie istnieje moja bratnia dusza i czy kiedyś ją poznam – zamyśliła się, ale można było wychwycić, że podkreśliła słowa „w naszym świecie”, nie biorąc pod uwagę opcji, że być może jej bratnia dusza mogłaby nie mieć szlachetnego nazwiska. To absolutnie nie wchodziło w grę, skoro czarodziejów nieczystej krwi nawet nie traktowała jak równych sobie.
W szkole przekonała się, że naprawdę wielu uczniów miało problemy z eliksirami. Ten przedmiot uchodził za jeden z najtrudniejszych i najbardziej znienawidzonych, więc tym bardziej mogła być dumna, że tak dobrze sobie z nimi radziła. Wciąż wiele brakowało jej do umiejętności jej ojca, który w jej oczach był niekwestionowanym mistrzem eliksirów, ale była na dobrej drodze, by w przyszłości osiągnąć podobny poziom.
- Najwyraźniej nie. Nawet alchemicy i zielarze odczuwają na sobie skutki politycznego zamieszania. Kiedyś łudziłam się, że to nie ma żadnego związku, ale... Myliłam się. Ojciec słusznie przewidział, że możemy napotkać pewne problemy i że sytuacja może się pogorszyć. – Skrzywiła się, mając nadzieję, że nie będzie tak źle, jak przewidywał ojciec. – Pozostaje liczyć na to, że wszystko jakoś się ułoży, a nasze życie nie ulegnie zmianie. - O wiele bardziej odpowiadał jej ład, w którym dorastała.
Spędzili trochę czasu na polance. Evelyn nazbierała całkiem sporo ziół, po czym oboje znowu dosiedli swoich wierzchowców. Czas spędzony na wcześniejszej przejażdżce oraz na polanie mijał zaskakująco szybko, więc pojeździli jeszcze trochę po lesie, sycąc się jazdą oraz panującą wśród wiekowych drzew atmosferą, a później zaczęli coraz bardziej kierować się w stronę miejsca, gdzie się spotkali. Wszystko co dobre musiało kiedyś dobiec końca, ale niewątpliwie ten dzień miał dobry wpływ na Evelyn, której po zimie i chłodnym przedwiośniu zdecydowanie brakowało spędzania czasu na łonie natury.




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   08.05.17 21:28

Pozornie w istocie nie było zbyt wielu takich ślubów, oczywiście tych szlachetnych, które były brane z miłości. Jednak wciąż pamiętam lady Greengrass i lorda Avery, którzy wydawali się niezwykle zadowoleni, nie mówiąc już o Percym i Inarze. Nawet ta młoda lisica, lady Weasley nie sprawiała wrażenia smutnej czy przymuszonej do małżeństwa z o wiele starszym Glaucusem Traversem. Zdarzały się też takie, które w jakiś sposób działały, no i oczywiście takie jak moi rodzice. Idealni na salonach, pełni nienawiści poza nimi. Niemal przykro mi, że dla mnie małżeństwo jest jedynie brzemieniem i obowiązkiem, jednak muszę się z tym pogodzić.
Najbliższe dwa lata. Kto wie co wydarzy się przez najbliższe dwa lata - czarne chmury zbierają się nad Wielką Brytanią i tym razem nie są to po prostu przelotne burze. Kiwam jednak głową wyrażając milczącą aprobatę.
Nie wiem czy istnieje coś takiego jak umowna granica staropanieństwa. Daphne pisała mi kiedyś w liście, że mógłbym być kawalerem i do czterdziestego roku życia, ale mój ojciec chyba nie podzielał jej opinii. Nie muszę nawet doszukiwać się niczego w oczach Inary by wiedzieć, jakim uczuciem darzy mojego kuzyna. Była między nimi specjalna więź, której mógłbym jedynie pozazdrościć.
- Wszystko przed Tobą - mówię, wzruszając ramionami.
Jeśli chodzi o wybór małżonki to teoretycznie miałem większą swobodę, gdyż mogła być czystej krwi - jednak ta sprawa pozostawała tylko w teorii. Wielu szlachciców z niechęcią spoglądało na wżeniające się w szlachetne rody panny, a nawet na ich potomstwo.
Eliksiry były od zawsze czymś co po prostu mnie nudziło - nie dostrzegałem ani piękna ani subtelności tej sztuki i choć zdecydowanie wolałem je od zielarstwa, nigdy nie osiągnąłem w tej dziedzinie mistrzostwa.
Mam ochotę dalej krytykować nadchodzące zmiany, ale z trudem powstrzymuję się od gorzkich słów. I tak nie zajmujesz się polityką, więc z pewnością nie będziesz zainteresowana.
- Obawiam się, że to niemożliwe - dodaję tylko w odpowiedzi na ostatnie słowa.
Równy chód koni i mijane przez nas setki drzew stają się już niemal monotonne. Powoli docieramy do punktu wyjścia, gdzie czeka na nas stajenny. Zanim jednak to się stanie mamy jeszcze chwilę by rozkoszować się dobrą pogodą i otaczającą nas przyrodą. Gdy w oddali majaczy mi już znany początek naszej drogi odwracam się w Twoją stronę.
- Cieszę się, że przyjęłaś moje zaproszenie, Evelyn. To był w istocie bardzo relaksujący sposób na spędzenie tego dnia - rozpoczynam.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn http://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn http://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka http://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Alchemik
23
Szlachetna
Panna
...
10
10
18
0
2
1
2
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   08.05.17 23:08

Ludzie różnie podchodzili do kwestii małżeństw, ale niewątpliwie dla wielu było ono ważnym elementem życia. Przede wszystkim było obowiązkiem, i nawet jeśli niektórzy próbowali się uchylać i przedłużać sobie lata młodości, prędzej i później ród i tak wywierał presję, nalegając na ustatkowanie się takiej osoby i aranżując dla niej odpowiedni związek. Mężczyźni otrzymywali więcej czasu, nierzadko można było spotkać nawet trzydziestolatków, którzy wciąż korzystali z uroków wolności. Kobiety często były wydawane za mąż w bardzo młodym wieku, krótko po skończeniu szkoły lub w ciągu kilku lat po tym, a Slughornówny i tak uchowały się długo. Mężczyźni mogli też poślubiać kobiety krwi czystej, ale nieszlachetnej, jeśli spełniały odpowiednie warunki, by zostać zaakceptowanymi przez ród owego mężczyzny. W drugą stronę to nie działało – kobieta poślubiająca nieszlachetnego mężczyznę traciła nazwisko, tytuł i przywileje, stając się zwykłą czarownicą. Dlatego też Evelyn taką ewentualność musiała wykluczyć, bo wolała być samotna niż stracić szlachectwo i więź z rodem, który wiele dla niej znaczył. Jako stara panna, ale posiadająca oparcie w swojej rodzinie poradziłaby sobie, a nawet mogłaby przysłużyć się rodzinie, doskonaląc się w sztuce alchemii, nie rozpraszana przez małżeństwo i wychowywanie dzieci. Istniały zresztą przypadki, kiedy stare panny były bardzo szanowanymi osobami, z których zdaniem się liczono, jak choćby krewna Alastaira, lady Nott, gospodyni sabatów. Mimo staropanieństwa dobrze służyła swojemu rodowi, stanowiąc przykład dla tych kobiet, które nie miały szczęścia do małżeństwa.
Po pewnym czasie mogła już zauważyć, że zbliżali się do punktu początkowego. Ale po kilku godzinach jazdy po leśnych ostępach zaczęła być już zmęczona, w końcu miała sporą przerwę od regularnych przejażdżek, w zimne miesiące rzadko się na nie wybierała, tym bardziej, że minionej zimy jej bracia nie mieli zbyt wiele czasu, a siostra nie jeździła konno. A zawsze raźniej jeździło się z kimś, choć czasem lubiła robić to w samotności, szczególnie gdy potrzebowała pomyśleć i zrelaksować się bez zawracania sobie głowy rozmową.
- Ja także dziękuję. Za samą przejażdżkę i za rozmowę. Było naprawdę miło – powiedziała, gdy dotarli już na miejsce. Zsiadła z konia i poklepała go lekko, jemu także dziękując za pomyślną jazdę. Dobrze się zgrali, ani razu nie spadła z siodła, a sama jazda była płynna i przyjemna. – Mam nadzieję, że do naszego następnego spotkania nie minie tyle czasu, ile upłynęło od poprzedniego... Do zobaczenia, Alastairze.
Pożegnali się, a niedługo później Evelyn wróciła do rodzinnego dworku w Westmorland, czując się przyjemnie lekko, ale i mając w pamięci rozmowę tak często zahaczającą o kwestie, które w ostatnich tygodniach nawiedzały jej myśli zdecydowanie zbyt często.

| zt. x 2




Felix, qui potuit rerum cognoscere causas
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   11.06.17 17:33

| 22.04
Ostatnie promienie słońca już dawno zniknęły za horyzontem, a ja powolnym, niezbyt spiesznym krokiem przemierzam leśne ścieżki. Otulony chłodnymi skrzydłami nocy, nadzwyczajnie jak na siebie spokojny kroczę samotnie, jakby wychodząc na spotkanie nieznanemu. Choć w istocie kieruję się w stronę jedynie sobie znanego kierunku, z każdym kolejnym krokiem zbliżając się do Major Oak, wyglądam zapewne na zagubionego. Znam jednak baśniowe bory Sherwood lepiej niż jakiekolwiek inne miejsce na świecie, choć nigdy się do tego przed sobą nie przyznam. Te okolice są zapewne jedynym miejscem które mógłbym nazwać domem, choć zawsze znajdzie się jakiś sentymentalista, który stwierdzi, że dom to nie miejsce, lecz uczucie. Uczuciem nie przynależę zapewne nigdzie, choć kłamałbym mówiąc, że nie jestem przywiązany do tych lasów. Niecodzienna godzina spotkania nie sprawia mi problemów - i tak od wielu, wielu dni cierpię na insomnię, nie mogąc zmrużyć oka. I choć z tego lasu nikt niepowołany jeszcze nie wyszedł to ja obsesyjnie i tak szukam wszędzie cudzych uszu. Mam jakieś abstrakcyjne poczucie, że osłona ciemności sprawi, że nasze słowa będą mniej słyszalne. Nie, żebyśmy koniecznie rozmawiali o czymś co nie przystoi idealnym dziedzicom rodziny czy porządnym czarodziejom. Ja jednak odczuwam ogromną urazę do podsłuchiwania i przetwarzania moich słów, nie ważne czy rozmawiam o pogodzie czy też krytykuję panią Minister, co zdarza mi się ostatnio nad wyraz często. Gdy wreszcie docieram na miejsce, moim oczom ukazuje się Twoja ciemna czupryna. Nie czuję się spóźniony, bo przecież nie określały nas żadne ramy czasowe. Nie byłeś Abraxasem, który czas każdego spotkania odmierzał starannie na poniszczałym zegarku. Odnoszę wrażenie, że przez to jedynie tracił go więcej, co prawdopodobnie było zupełnie odwrotne od jego pierwotnego założenia.
Nie widzieliśmy się długo. Zbyt długo, można by rzec - dochodziły do mnie jedynie plotki dotyczące Twojej osoby, a kiedy ja wróciłem, ty niedługo potem postanowiłeś na chwilę zniknąć. Może to właśnie leżało w naszej naturze, może to płynęło w naszej rzekomo błękitnej krwi - znikanie. Podchodzę bliżej, ledwo dostrzegając Twoją twarz w bladym, mizernym świetle jakie rzuca księżyc.
- Miło mi Cię wreszcie zobaczyć, kuzynie - rozpoczynam, niezbyt ceremonialnie.
Rodzina z pewnością różni się od reszty, niekiedy bardzo wymuszonych, znajomości. Nie musimy uciekać się do sztywnych konwenansów czy mdłych powitań. Na tą myśl przypominam sobie mimowolnie ostatnią przejażdżkę z Evelyn, z którą choć łączyło mnie coś w rodzaju przyjaźni, nigdy nie mogliśmy ich ominąć. Może prowadziła do tego dawna niechęć narzucana przez rody, a może to ona po prostu taka była?
- Czyżbyś zaraził się ode mnie tendencją do znikania w najmniej odpowiednich momentach? - pytam lekko.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
That heart is so cold
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
Let it... smoke!

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   11.06.17 21:01

Choć znacznie wcześniej tego samego dnia Cassius wyglądał na zadowolonego z własnych osiągnięć lorda, tak z nastaniem wieczora i przybyciem do Sherwood jego entuzjazm uległ znacznemu wyciszeniu. Rzadko bywał w okolicach lasu, który dwadzieścia lat wcześniej stał się koszmarem jego życia. Nie chciał na nowo przeżywać lęku i strachu, które w sobie tu odnalazł, które sprowadziły na niego największą z kar. Minęło jednak dostatecznie dużo czasu, aby przestał demonizować okres dzieciństwa i nie drżał niczym osika na samą myśl o Sherwood. Na przekór losu to właśnie tutaj miał prawo odczuwać największe bezpieczeństwo. Był przecież na swoim [terenie].
Nie wiedział, nie dbał o to, ile upłynęło czasu. Słońce dawno schowało się za horyzontem, a Cassius tkwił oparty o jeden ze starych dębów przy wydeptanej ścieżce, jakby postanowił zostać strażnikiem rodzinnego lasu. Różdżka, spoczywająca niemal przez cały dzień w kieszeni płaszcza, teraz tkwiła w dłoni i co rusz zmierzała w dowolnym kierunku. Absolutne i niepowtarzalne przedłużenie ręki, któremu tyle zawdzięczał, stanowiło teraz zabawkę. Szepcząc pod nosem inkantacje, obserwował jak koniec wypolerowanego drewna migocze pośród iskier, tym samym powiadamiając otoczenie o swojej obecności. Wydawać by się mogło, iż postępował nierozważnie o tej porze, jednak tkwił w przekonaniu, że to Cassius był na z góry wygranej pozycji. Znajomość boru stanowiła niepodważalną zaletę, gdyby przyszło mu toczyć bój właśnie tutaj. Kto wie, może kiedyś będzie musiał stanąć w obronie rodowego dziedzictwa.
Rozciągnąwszy się wzdłuż dębu, oparł głowę o chropowatą powierzchnię kory, by móc spojrzeć w niebo rozświetlone księżycem. Blask nocnego światła docierał do jego twarzy mimo gęstniejących koron drzew, jakby gałęzie i liście usługiwały mu, pozwalając znaleźć się w bezpiecznej połaci bladej jasności. Licząc gwiazdy na niebie przy pomocy różdżki, wytyczył Mały i Wielki Wóz, po dłuższej chwili odnajdując gwiazdę polarną. Wprawdzie mógł użyć różdżki i bez problemu wytyczyć kierunek północny, jednak umysłowy wysiłek uznał za dużo bardziej satysfakcjonujący. Z resztą nie przypuszczał, iż ktoś zagości w gęstwinach Sherwood o tej porze, toteż nie przejmował się tym, jak osobliwy musiał stanowić widok; a jednak pomylił się. Nie tylko on szukał ukojenia w cieniu boru.
Ciebie również, Al — odparł nieco zamyślonym głosem, nie racząc drogiego mu kuzyna spojrzeniem. Dopiero po chwili skierował na niego spojrzenie, przypominając sobie ostatni moment, kiedy miał możliwość porozmawiać z młodszym Nottem na osobności, jednak daty tego spotkania nie potrafił przyporządkować.
Czyżbyś nabrał mądrości mego ojca i nestora, by twierdzić, który moment jest tym właściwym? — spytał równie lekko, wolną ręką wskazując na spory kawałek pnia pochylonego dębu. Choć zewsząd unikał niepotrzebnego i niepożądanego dotyku, dla rodziny zawsze znajdywał miejsce obok siebie. Zawsze.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   11.06.17 23:16

Duży dąb o potężnej koronie i setkach gałęzi przypomina mi dzieciństwo. To tu często spędzałem czas z Percivalem, a także z Elizabeth i Inarą. Przywołuje na myśl słodko-gorzkie wspomnienia, które bolą szczególnie teraz, kiedy moim życiem rządzą przypadki. Mam wrażenie, że noc wokół nas gęstnieje, choć niebo wciąż pokrywają setki gwiazd. Mimowolnie przypomina mi się tajemniczy nieznajomy, napotkany przed jedną z londyńskich katedr. W mieście próżno szukać pogodnego nieba i tak pięknego widoku, jedynie księżyc czasami wychyla się zza chmur. Wydajesz mi się jakby rozmarzony i nieobecny, czuję, że myślami jesteś zupełnie gdzie indziej - na kilka sekund łapię Twoje spojrzenie, choć przy obecnym półmroku nie dostrzegam nawet wyraźnie rysów Twojej twarzy. Głos masz jednak wciąż ten sam, przypomina mi o wspólnym dzieciństwie i o cennych radach, zasłyszanych z Twoich ust. Różnią nas ledwie dwa lata, jednak z mojej perspektywy zawsze tak było - Ty i Percival byliście wzorem członka naszej rodziny, choć z pewnością oboje mieliście swoje skazy. Quentin i Edgar stali się przewodnikami po podziemnym świecie, a kuzynki Wynonna i Ursula, skarbami, które należało chronić. Był też Raphael i jego błędy - nasze błędy. Prawdopodobnie najbardziej do mnie podobny, choć i mnie zupełnie najdalszy. Przystaję przy Tobie, opierając się o kawałek pochylonego pnia. W moim życiu było wiele osób z którymi chętnie dzieliłem przestrzeń, rodzina zaś z pewnością się do nich zaliczała. Przynajmniej ta nieco dalsza niż rodzice.
- Gdybym nabrał mądrości Twego ojca, nestora, a w dodatku jeszcze mojego ojca powiedziałbym zapewne, że każdy moment jest niewłaściwy - odpowiadam w lekkiej zadumie.
Żadnego znikania - godne reprezentowanie rodziny, siebie, swojego nazwiska. Ślub, gromada dziedziców, wielka kariera polityczna. Zasady od początku były jasno wyznaczone. Czuję się nieco dziwnie w tej ciszy, jakby ten moment był zawieszony w czasie, pozbawiony wszelkich wspomnień. Jakby nic się nie wydarzyło, nie było trapiących mnie problemów. Tylko milczenie przerywane szumem pobliskich drzew. Nie było nawet wiatru - nie było też zimno, co oznaczało, że być może wiosna zawitała tu już na dobre. Ja jednak nienawidziłem wiosny, pory nowości i zmian.
- Słyszałem, że lady Parkinson nie jest już Twoją narzeczoną. Czyżby porzuciła Cię dla jakiegoś Blacka? Choć nie sądzę, byś bardzo ubolewał nad tym faktem - zagaduję, pobłażliwym tonem.
Jedne zaręczyny w tą czy w tamtą nie powinny robić różnicy, szczególnie dla kogoś kto cieszy się powodzeniem wśród kobiet. To zaskakujące jakim tonem można rozmawiać o czymś pozornie tak ważnym i istotnym w życiu człowieka jak małżeństwo. Najwyraźniej jednak - nie w życiu arystokraty, gdzie zaręczano się głównie z przymusu bądź chęci zysku, nie z miłości. Choć i od tego bywały wyjątki.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
That heart is so cold
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
Let it... smoke!

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   12.06.17 21:48

Od dziecka uczony właściwego wysławiania się, ukrywania emocji i panowania nad sytuacją Cassius nie wiedział, czy istniały słowa, które były w stanie oddać to, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Wszak nie czuł zbyt wiele w kwestiach frapujących tych, którzy go znali. Nie mógł jednak zachowywać milczenia po grób. W końcu musiał nadejść moment, w którym myśli skryte za maską poważnego, obojętnego lorda znajdą ujście, lecz nie był przekonany, czy chwila ta miała objawić się w tej rozmowie. Z resztą nie miał zbyt wiele do powiedzenia w tej sprawie. Wszystko rozgrywało się na dużo wyższym szczeblu, do którego dostęp posiadał jego ojciec i to on reprezentował swojego syna, gdy sprawy tyczyły się znalezienia godnej kandydatki na żonę. Nie wiedział, jak doszło do unieważnienia zaręczyn zaaranżowanych przez ciotkę ani co ciotka w tej sprawie miała do powiedzenia, ale podejrzewał, że szanowny lord Reginald starł się z Adalaide w dość spektakularny sposób; jednakże, mimo wszystko, to w dalszym ciągu niewiele zmieniało sytuację. Jemu przyszło jedynie odgrywanie swojej roli najlepiej jak potrafił, co aż takie trudne przecież nie było. Nawet teraz, przy bliskiej rodzinie, grał w takt kłamstw, które objawiono mu lata temu.
Całe szczęście na żadnego z nas nie czeka chwała mądrości nestora i ciotki Adalaide — odparł nieco rozbawiony wspomnieniem szarej eminencji Nottów. — Śmiem jednak twierdzić, że moment momentowi nierówny. Jeden względem drugiego będzie tym właściwym, jednak osobno na zawsze pozostaną nieodpowiednimi.
Różdżkę trzymaną w dłoniach wsunął do wewnętrznej kieszeni płaszcza, zastanawiając się nad chwilą, do której zmierzał Alastair. Nie żałował, że przyszło im rozminąć się w wyjazdach, jeśli tak mógł nazwać swoją nieobecność. Jej szczegóły były i są zbyt okrutne, by dzielić się nimi nawet z najbliższą rodziną. Nie chciał wynosić na piedestał kolejnych kłamstw w stosunkach z krewnymi, jeśli nie widział ku temu stosownej potrzeby. Wątpił jednak, aby Al odpuścił. W żyłach Nottów płynęła towarzyska zawziętość, czy tego chcieli, czy też nie.
Nie — mruknął krótko. — Żałowanie jest bezcelowe i nie niesienie ze sobą niczego więcej niż jeszcze większy żal. — Przymknął oczy, na moment wprowadzając krótką ciszę między nich, po której wolnym, eleganckim tonem kontynuował: — Znaliśmy się na tyle krótko, by nie groziło jej złamane serce. Z pewnością ktoś poszedł po rozum do głowy i wybił ciotce myśl, by swatać mnie z tak młodą damą. Dla mnie nie ma to większego znaczenia. Wierz mi... albo tego nie rób. Nie ciążą na tobie żadne zobowiązania wobec mnie. Jeśli jednak chcesz ze mną porozmawiać albo zwierzyć się, możesz zrobić to z niezłomną wiarą, że sprawy dotyczące naszej rodziny pozostają w naszej rodzinie. — Właściwie nie wiedział, czemu nasunęła mu się myśl, że Al pragnął mu o czymś powiedzieć. To raczej on miał tyle tematów, który mógłby raczyć kuzyna całymi godzinami i przekonywać go do swoich racji; zwłaszcza tej jednej, o której nie miał pojęcia i lepiej, żeby tak zostało.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   14.06.17 21:53

Czas jest ciężki do opisania słowami, tym bardziej wszystkie wydarzenia które pochłania. Sam doskonale wiem, jak ciężko jest czasem odnaleźć właściwe słowa, właściwie je ułożyć, by uzyskać właściwe brzmienie - tak, chociaż właściwie. Bo na nic więcej nie można liczyć. Nawet najwięksi mówcy nie są w stanie zatrzymać chwili, powiedzieć jej by trwała wiecznie, nie są w stanie oddać całego jej piękna i koszmaru. Kwestie dobierania narzeczonych i aranżowanych małżeństw najwyraźniej nie miały się dobrze w rodzinie: choć przecież ledwie kilka tygodni temu Percival stanął na ślubnym kobiercu z kobietą, którą jak mi się zdawało prawdziwie kochał. Zresztą nie wyobrażałem sobie nikogo równie dobrego dla niego, jak i dla Inary. Nie wiem czy połączyło ich czyste szczęście, czy to kapryśna Fortuna uśmiechnęła się do nich łaskawie. Mam nadzieję, że nie, bo znaczyłoby to, że w każdej chwili mogą nadejść czasy dla nich tak mroczne, że przyćmią całe to światło. Na tym właśnie polegała cała ta wymyślna metafora: nikt w kole, którym kręci bogini losu nie jest wiecznie na szczycie. Wolałbym już wierzyć, że to umiejętności szacownej cioci Nott ich połączyły, choć szczerze nie mogę w to wierzyć. Jej zamiłowanie do swatania młodych znane jest wszystkim, jednak ja uważam, że nawet ona potrafi natrafić na problemy. Co z Lucindą? Czy wszystko to tak naprawdę wina tego, że zawodowo łamie klątwy? Co z Tobą i Victorią? Co ze mną? Tyle pytań i tak mało słów, tak mało dobrych odpowiedzi.
- Może jest w tym i sporo racji, Cass - odpowiadam w swego rodzaju zadumie.
To zaskakujące jak głębokie i filozoficzne przemyślenia potrafią wypłynąć ze zwykłej, przypadkowej rozmowy. Może to znak, że powinniśmy rozmawiać więcej, bo nigdy nie wiadomo, co z tego wyniknie. W milczeniu słucham kolejnych wygłaszanych przez Ciebie zdań i nawet żałuję, że nie mogę się do nich zastosować. Żałuję, że nie może opuścić mnie żal - jak paradoksalnie to brzmi? Nie potrafię ruszyć do przodu, nie w tym momencie.
- Jestem tego w pełni świadom, wierz mi. Rodzina ponad wszystko, zwłaszcza jeśli chodzi o zwierzenia - bo komu innemu miałbym się zwierzać, jeśli nie rodzinie.
Prawdopodobnie tym, którzy rozumieją mnie najlepiej. Bo przecież nawet Lucinda, tak bliska mojemu sercu, nie potrafiła ostatnio mnie zrozumieć. Wręcz przeciwnie, wprawiała mnie w rozdrażnienie i złość. Może brakowało mi takiej rodzinnej rozmowy, jednak nie umiem jej rozpocząć. Choć całe życie uczono mnie jak mówić, teraz brak mi słów.
- Sam nie do końca potrafię chyba zwierzyć się nawet samemu sobie. Jak być może słyszałeś, ojciec i mi znalazł narzeczoną. Lady Elizabeth Fawley. Nie mogę narzekać na jej brak urody lub intelektu, ale… To Fawley. Zupełnie inny świat. Artyści, bo politykami okazali się dość kiepskimi. A ich bzdurne poglądy stają się coraz bardziej radykalne. Na domiar złego ta akurat dama jest z zawodu aurorem - nie muszę chyba dopowiadać, bo mam wrażenie, że doskonale zrozumiesz o co mi chodzi.
Nie to jest jednak źródłem moich problemów. Różnice poglądów można pominąć. Wybudować mosty, zmienić nastawienie. Są jednak rzeczy, których nie da się zmienić - przeszłości.
- A najgorsze jest to, że właściwie się znamy. Bardzo dobrze, powiedziałbym. Może zbyt dobrze. Na tyle, że nie chciałbym… Niszczyć jej życia tym małżeństwem.
Bo tak właśnie to widzę: kobieta jest zależna od męża i nawet jeśli ja personalnie ją szanuję, to przecież nie mogę pozwolić by przyszła lady Nott pałała miłością do mugolaków czy nadal rozwijała karierę aurora. I choć w wielu kwestiach nie podoba mi się to, kim stała się Elizabeth nadal nie chciałbym zabierać jej sporej części osobowości. Nie chciałbym zabierać jej wolności, której mnie zawsze odmawiano.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
That heart is so cold
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
Let it... smoke!

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   15.06.17 18:24

Nieodpowiedniość chwili, w której zaczęła się ta rozmowa, sięgała Cassiusa coraz mocniej. Pragnął gryźć się w język, zamykając słowa w zaszytych milczeniem usta. Niewypowiedziane myśli ciążyły mu jednak zbyt mocno, by zachował je dla siebie. Wątpił jednak, żeby ta rozmowa przyniosła ukojenie, którego pragnął nade wszystko. Nic nie było w stanie przywrócić mu równowagi zaburzanej najmniejszą z wątpliwości. Wahania i rozterki targały nim odkąd tylko wrócił do przestrzeni publicznej arystokracji. Zamknięcie oraz izolacja wywarły na nim tak wiele, iż z trudem i niemałym podziwem dla samego siebie odzyskiwał swój świat. Osobowość stłamszona nadmiarem ojcowskich uczuć gniła gdzieś wewnątrz niego, lecz powoli odzyskiwała utraconą wolność. Zapach zgnilizny będzie sączyć się jeszcze przez długi czas, nim nie odnajdzie sposobu na odebranie tego, co należało do niego. Czuł nadciągające szaleństwo niczym chorobę otumaniającą jego ciało od dzieciństwa. Nie winił nikogo za to, co przekazano mu wraz z poczęciem. Płacił cenę za bogactwo, idealne życie i tytuły przysługujące z racji urodzenia. Wiedział jednak, że poza przekleństwem krwi, w jego żyłach – od momentu pewnych wydarzeń – objawiła się szaleńcza fascynacja. W niezrozumiały dla siebie sposób łaknął zemsty, choć nie sądził, by ktokolwiek mu zawinił. Pragnienie przelewu krwi musiało tkwić w nim od zawsze i dopiero niedawno dało o sobie znać. Doskonale pamiętał moment, kiedy Czarny Pan ukarał Avery'ego za przewinienia jego życia bez najmniejszych skrupułów i zapragnął tego samego. Krew spływająca po stole nie była jego własną, lecz urzeczywistniała jego wewnętrzny strach oraz przerażenie, że śmierć mogła nawiedzić go wyjątkowo łatwo. W tamtej chwili był wdzięczny, że wieść o krwawym przekleństwie pozostała między nim a ojcem. Magomedycy nie mieli znaczenia; czuł, że ojciec zadbał o to, aby tak istotna informacja nie opuściła niczyich ust nawet za cenę życia. Nie rozumiał jednak, dlaczego właśnie teraz emocje kłębiły się niczym toksyczny dym utrudniający oddychanie. Czuł, że wybuch ciemności zakorzenionej głęboko w nim nadciągał i pragnął poznać sposób na ukojenie rodzącego się szaleństwa. Nie mógł przecież przelać własnej krwi; bez względu na to, czy Alastair, czy ktokolwiek inny z jego rodu, wyznawał zasady sprzeczne z jego własnymi, nazwisko Nottów nie mogło zostać skalane w taki sposób.
Jesteśmy Nottami — odparł półszeptem. — Sączymy kłamstwo i plotkę w umysły innych. Prowokujemy słowem, nigdy pięścią, lecz zawsze stoimy z boku i obserwujemy konsekwencje naszych czynów. Bądźmy wdzięczni za to, że potrafimy bronić się w taki sposób, nie zniżając się do brutalności. — Nie był do końca przekonany, czy w nim samym nie zagościło zło. Sam przed sobą doskonale wiedział, że nie miałby wątpliwości, gdyby przyszło mu ukarać za zdradę. A może je miał i potrzebował przekonać się, jaki był naprawdę?
Słyszałem to i owo o lady Fawley — mruknął. — I wiem, że bycie aurorem kłóci się z byciem damą. Nie wiem, jak tego dokonasz, ale żona ma być posłuszna mężowi. Ma stanowić ozdobę lorda, z którym się związała. Takie są zasady i... jeśli Fawleyowie nie wpoili ich swojej córce, ty będziesz musiał to zrobić. — Zacisnął wargi w wąską kreskę, zastanawiając się nad sensem tego, co właśnie powiedział. Odnosił wrażenie, jakby nagle nabrał lat doświadczenia, choć nie było tak ani trochę i musiał nakreślić swą opinię nieco bardziej wyraźnie.
Możesz się ze mną nie zgadzać. Możesz pozwalać jej na wszystko, na co będzie miała ochotę, wtedy jednak nasze nazwisko zacznie tracić wartość. Rodzimy się z darem słów i całe życie uczymy mądrze z niego korzystać. Nie musisz jej zabraniać bycia aurorem. Kiedy przyjmie nasze nazwisko, będzie musiała pogodzić się z naszymi zasadami. W końcu będzie reprezentowała Nottów, nie Fawleyów. — Oparł głowę o szorstką korę i zamknął oczy, pragnąc, aby wypowiedziane słowa okazały się wymysłem jego wyobraźni. Głęboko wierzył w rodzinne zasady i chciał jak najlepiej dla swoich krewnych, by – przede wszystkim – uniknęli niebezpieczeństw czyhających na horyzoncie. Nie mogli wiedzieć, że jeden z ich potomków sam stanowił zagrożenie. A może powinni?




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   16.06.17 11:31

Choć przecież to ja w tym momencie otwieram się przed Tobą, wciąż odnoszę wrażenie, że to Ciebie coś gryzie najbardziej - nie musisz się tym ze mną dzielić, z pewnością nie w pełni. A jednak wypowiedzenie pewnych słów na głos może sprawić, że będą lżejsze. Słucham uważnie Twoich słów, mimowolnie spuszczając nieco głowę w dół, jakbym błądzącym spojrzeniem chciał uciec od prawdy. Nie potrafię sobie tego wyobrazić - nie potrafię wyobrazić sobie lady Elizabeth Nott, dla mnie brzmi to jak słowo, które nie powinno istnieć. Połączenie, które kłóci się ze sobą, niczym woda z ogniem. A jeśli ona nie będzie mogła się z tym pogodzić, co mam zrobić? Jak to na niej wymusić? Nie została wychowana by bezwzględnie słuchać poleceń mężczyzn: to Fawleyowie popełnili tu błąd. Bo przecież gdyby zachowywała się tak, jak nakazuje tego rodzina, gdyby została artystką, a nie łowcą czarnoksiężników, wszystko byłoby o wiele prostsze.
- Zapewniam Cię, że okrycie naszego nazwiska niesławą jest ostatnim czego mógłbym chcieć. Ojciec wybrał mi taką narzeczoną, twierdząc, że jeśli zajdzie taka potrzeba wpoję jej odpowiednie zasady. A jednak nie dostrzegam sposobu w jaki miałbym to zrobić. Lady Fawley nie należy do posłusznych i ułożonych dam. Owszem, potrafi się zachowywać jak na damę przystało, zdaje się bowiem, że jest dość dobrą aktorką. Obawiam się jednak bardzo o jej znajomości, które mogą podsycać w niej dawne poglądy. Jakkolwiek chciałbym ją kontrolować, nie mogę zamknąć jej w pokoju na klucz, to też nie świadczyłoby o nas zbyt dobrze - wzdycham ciężko, sam już do końca nie wiedząc co powiedzieć.
Nie jest to do końca konfesja szczera, bowiem nie potrafisz zrozumieć co łączy mnie z tą dziewczyną, lecz nie mogę też za to Cię winić. Może to wreszcie czas bym rozstał się z przeszłością, bo tamtej dziewczyny już nie ma, podobnie jak tamtego chłopca, który ją znał. Jak teraz przecież się o niej wysławiam? Jak o kimś zupełnie obcym, kompletnie mi nieznanym. Czasy Hogwartu minęły wiele lat temu, a kurczowe trzymanie się wspomnień nie pomagało, tylko utrudniało życie. Życie i tak już przepełnione problemami. Widzę to, widzę doskonale - czarne chmury zbierające się na horyzoncie. I tym razem nie mają zwiastować deszczu, a ciemne, mroczne czasy dla całego społeczeństwa. Nie trzeba być jasnowidzem, by dostrzec, że zmiany idą tylko na gorsze. Przecież już polityka mówi o tym jasno i wyraźnie. Marionetkowy rząd porcelanowych lalek i stojący za nim Gellert Grindelwald, który w dowolnej chwili może wszystkie je roztłuc w drobny mak. Pociągający za wszystkie sznurki. Bo Wilhelmina, choć przewyższająca wszystkich w swojej głupocie, na niektóre ruchy nie mogłaby zdobyć się sama. Policja antymugolska? Nie, to zbyt śmiałe, zbyt innowacyjne. Zbyt inteligentne, by mogła myśleć o tym ta sama osoba, która postanowiła sfałszować wyniki idiotycznego referendum. Kiedy wyrzucam już z siebie wszystko, rzucam Ci pytające spojrzenie.
- Widzę, że i Ciebie coś gnębi. Jeśli chcesz się czymś podzielić, to obiecuję, że cokolwiek powiesz, nie wyjdzie poza te lasy i nas dwóch - mówię, choć spodziewam się, że prawdopodobnie odmówisz.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
That heart is so cold
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
Let it... smoke!

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   17.06.17 23:57

Taksujące spojrzenie zawisło przez dłuższą chwile na młodszym kuzynie, kiedy zbłąkane myśli ważyły słowa, które Cassius zamierzał powiedzieć. Nie było ich wiele, a jednak ciążyły mu niemiłosiernie. Tkwiły w nim niczym ości zjedzonej przed chwilą ryby; niby smaczny posiłek, lecz ostatecznie niosący ze sobą ból. Zaś ból, czy też cierpienie nieustannie kojarzyły mu się i przywodziły na myśl jedno: krwawe przekleństwo wyniesione wprost z rodową krwią. Odczuwał nieposkromioną przyjemność z tych wszystkich zdarzeń, kiedy mógł zadać ból komuś innemu, jednak zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jak sam był bardzo podatny na jakiekolwiek zranienie. I nie chciał rozmawiać na ten temat ze swoim niczego nieświadomym kuzynem. Wmieszanie Alastaira w odmęty brudnej polityki Ministerstwa, czy w jeszcze bardziej gorszące ich działania było ostatnią rzeczą, której dla niego pragnął. Trzymanie go z dala od niebezpieczeństw traktował jako swoisty obowiązek, mając dużą wiedzę o tym, co się działo i nie musiał przebywać w tym celu pośród ludzi. Zbyt długo uczestniczył w politycznych machinacjach, by nie przypuścić konsekwencji tego wszystkiego; i nie musiał mieć racji. Wolałby się mylić co do wszystkich słów, które wypowiedział w stronę swojego drogiego kuzyna. Naprawdę nie chciał mieć racji, choć w każdych innych okolicznościach szczyciłby się nieomylnością i zdolnością przewidywania.
Nie jestem przekonany, czy chcę wiedzieć, w jak podejrzanym towarzystwie lady Fawley lubuje się pokazywać. Mam jednak nadzieję, że nie jest to nikt, kto mógłby przynieść ci hańbę, kuzynie — odparł cicho, po czym odepchnął się stopą od konaru dębu i zrobił kilka kroków po skrzypiącym pod butami leśnym runie. Nie wiedział wielu rzeczy o swoim kuzynie. Mimo tego, jak bardzo cenił sobie plotkę i domysły, szanował prywatność członków swojej rodziny na tyle, na ile pozwalało mu sumienie. Oczywiście nie posyłał za nimi żadnych obserwatorów. Po prostu toczył rozmowy, które pozwalały mu dowiedzieć się tego i owego o własnych krewnych. Zyskiwał dzięki temu nieco świeższą perspektywę i pogląd na ogólną sytuację, co pośrednio przyczyniło się do tego, że postanowił nadać aktualnej konwersacji nieco dynamiki i zmienił własne położenie.
Obaj dobrze wiemy, że własną zgryzotę trzymamy głęboko w sobie. Jedynie ten las pozostaje niezmienną ostoją naszych sekretów. Skorzystajmy z jego dobroci raz jeszcze, Al. Jeszcze raz pozwólmy sobie wylać z siebie gorycz, na której rosną dęby i topole. — Rzekł, przyjacielsko wyciągając dłoń do kuzyna. Cóż, nie zamierzał mu pomagać wrócić do pionu, nie dosłownie, lecz gestem tym ofiarowywał swoje pokojowe nastawienie i chęć przemierzenia ramię w ramię kawałka lasu, który tak go przecież przerażał.




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Pracuje w Ministerstwie
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   24.06.17 11:06

Czuję na sobie Twoje spojrzenie, ale pozwalam mu ześliznąć się po mnie bez większych problemów. Instynktownie wiem, że coś ukrywasz, że coś Ci ciąży - to nie jest zresztą zbyt ciężkie do dostrzeżenia. Może to dlatego, że jesteśmy rodziną, że to kolejna spokojna noc w lesie należącym do naszych włości. Nie naciskam jednak - niektóre słowa są lepsze jako niewypowiedziane, choć uwolnienie się od ich ciężaru może być zbawienne. Sam uważam, że najtrudniej jest przyznać się najpierw przed samym sobą, dopiero później przed kimś innym. Może nie jesteśmy dokładnie tacy sami, ale ja staram się negować rzeczywistość, która mi nie pasuje. Niezbyt to dobry przykład dla innych, bo i niezbyt efektywny. Staram się myślami uciec od Ministerstwa Magii, od tego całego bałaganu, gnoju, który już niebawem zacznie niemiłosiernie śmierdzieć. Ale mam wrażenie, że wszyscy zatykają nosy i zupełnie nie zważają na to, co się dzieje. A nawet jeśli wiedzą co się dzieje, gdzie mają iść? Jestem politykiem, nie uzdrowicielem i nie sportowcem. Co mógłbym w życiu robić? Być może mam wiele perspektyw, ale bycie arystokratą i obowiązki względem rodziny znacznie ograniczają wiele z nich.
Wzdycham głośno, unosząc spojrzenie do rozgwieżdżonego nieba, jakby wołając jakieś siły wyższe o zlitowanie się nad moim marnym bytem. Sam wolałbym nie wiedzieć w jakim towarzystwie obraca się Elizabeth - ale przecież nawet jej rodzina była nieciekawa. Angażowała się w bieganie z różdżkami w obronie żałosnych kreatur, które nazywali niemagicznymi braćmi. Nie, tego wszystkiego było za wiele. Ale jak miałem ją od tego odciąć, jak miałem w jakikolwiek sposób ją kontrolować? Nie zamknę jej w pokoju, ani w dworku, a nie zabronię jej podejrzanym znajomym kręcenia się po Londynie.
- Sam wolałbym nie wiedzieć - kiwam smętnie głową, po czym kręcę nią kilka razy, w wyrazie zniesmaczenia dla tego wszystkiego.
Och, naprawdę ojcze, czy nie mogłeś wybrać jakiegoś głupiego dziewczęcia usilnie próbującego znaleźć sobie męża? Ściągam brwi do dołu i mocniej opieram się o konar dębu, przez chwilę trwając tak w narastającej ciszy. Sam z pewnością nie wiem wielu rzeczy o Tobie, a choć bardzo lubię plotki, staram się akurat by omijały moją rodzinę. Zwłaszcza, że przekazują wiele rzeczy, które nie do końca stanowią prawdę. Jestem jednak pewien, że i Ty doskonale o tym wiesz, bo to właśnie rzecz naszej rodziny: manipulacja słowem.
To właśnie nasz problem. Trzymanie wszystkiego w sobie, aż zacznie narastać i narastać. Aż stanie się jeszcze większym kłopotem, będzie cięższe dla naszego sumienia. Ale to sytuacja bez wyjścia. Przyjmuję podaną mi dłoń, jako przyjacielski i pokojowy gest. Spacer po lesie dla mnie nie był niczym dziwnym - wielokrotnie bywałem tu, wielokrotnie odbywałem go, niekiedy nocą, po to tylko by poukładać zagubione myśli.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
 

Sherwood, Nottinghamshire [II]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Domki na drzewach Sherwood
» Gonitwa koni w Sherwood
» Las Sherwood

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17