Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sherwood, Nottinghamshire [II]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sherwood, Nottinghamshire [II]   19.08.16 15:04

First topic message reminder :

Sherwood

Tajemnicze, pełne magii lasy Sherwood przynależą do hrabstwa Nottinghamshire. Od stuleci znajdują się one pod opieką Nottów, którzy dbają o bezpieczeństwo na jego granicach oraz pilnują, by nikt niepowołany nie zakłócał spokoju żyjącym tam istotom ani nie niepokoił driad zamieszkujących osławiony dąb Major Oak. Czyjakolwiek obecność bez uzyskania pozwolenia ze strony opiekunów Sherwood skończy się tragedią, bowiem lasy te same potrafią się obronić przed niepotrzebną ingerencją. Każdy nieupoważniony zabłądzi w gęstwinach i nie znajdzie drogi powrotnej, dlatego lepiej uważać, czy rzeczywiście pragnie się móc podziwiać to piękno po raz ostatni.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cassius P. Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t2650-cassius-prince-nott http://www.morsmordre.net/t2726-ksiaze#43660 http://www.morsmordre.net/t2725-jegomosc-pijane-szalenstwo#43606 http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t2859-cassius-prince-nott
Urzędnik Ministerstwa Magii
28
Szlachetna
Kawaler
I am the tall dark stranger
those warnings prepared you for
5
10
4
0
0
15
4
4
Czarodziej
?

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   06.07.17 22:38

Zgryzota; w oczach Cassiusa zdawała się być esencjonalnym fragmentem jego duszy, jego prawdziwej osobowości wynikającej wprost z noszonego nazwiska. Nikt jednak nie potrafił przeniknąć masek noszonym wraz z odpowiednią okazją. Perfekcyjne opanowanie twarzy, nawet najmniejszego towarzyskiego gestu było tak naturalne jak oddychanie. Wypowiadane słowa jawiły się niczym wyuczone formułki prosto z ksiąg. Wprawdzie każdego arystokratę ceniono za niemal cudowne obycie z językiem, ale to jego rodzina wiodła towarzyski prym. Bawidamek czy orator, wszystko to płynęło z duszy spętanej perfekcyjną znajomością obyczajów. Każde wypowiedziane słowo powstawało z potrzeby sytuacji i padało niczym młot na rozgrzane żelazo, kując dialog w określony sposób. Analogia ta okazała się jednak dla Cassiusa obosiecznym mieczem. Wraz z kuzynem kuli ten sam kawałek żelastwa, nadając mu – dla niewprawnego oka – jednakowy kształt, lecz obaj wywodzili się z tej samej krwi i potrafili dostrzec detale widoczne jedynie dla nich. Byłby bezczelnym ignorantem, gdyby próbował wyprzeć ze świadomości ten fakt. On wie, miał co do tego bezgraniczną pewność, choć nie musiał ubierać swoich trosk w pospolite słowa. I nie miał mu tego za złe. Czytanie emocji i myśli z twarzy, a zwłaszcza z użytych słów, było ich domeną. Jednakże najpierw należało ją ujrzeć, a rozpoczęta wędrówka w głąb lasu niespecjalnie ku temu sprzyjała.
Cienie wielkich drzew spowijały oblicze, skrywały w mroku mimo blasku nocnego nieba. Było późno i nikt o zdrowych zmysłach nie zapuściłby się w leśne gęstwiny o tej porze, lecz przebywał na swoich włościach i nie przysługiwało mu prawo do strachu przed dziedzictwem. Wspomnienie dziecinnego lęku towarzyszyło przez cały czas gdzieś na dnie świadomości, jednocześnie będąc spychanym poza granice rzeczywistości. Ta była przecież tym, co właśnie trwało: przechadzką w towarzystwie skazanym na sukces. Lub też porażkę, jeśli ziszczą się obawy Alastaira.
Ostatecznie nie będziemy mieli wpływu na oczekującą na nas wiedzę. Jedno proste słowo poruszy lawinę konsekwencji, którym będziesz musiał stawić czoła. Pamiętajmy zatem, że rodzina zawsze stanie po naszej stronie. — We własnym stwierdzeniu dostrzegał mądrość ojca, paradoksalnie wynosząc naukę z ostatnich wydarzeń. To jemu zawdzięczał brak reperkusji i tego samego życzył drogiemu kuzynowi, choć nie wspomniał o tym ani słowem. Powinien cieszyć się wolnością Sherwood, jak i on próbował ją łapać z każdym oddechem i krokiem stawianym na ścieżce. Nie lękał się ciemności, w którą wkraczał. Trwał u boku Alastaira, towarzyszył mu, wspólnie z nim przemierzał trudną drogę milczenia i ciszy, które niosły ulgę i ukojenie. Właśnie tak pragnął zakończyć ten dzień, gdy już znajdzie się w posiadłości. Na to jednak miał jeszcze dość czasu. Teraz liczył się tylko spacer.

|z/t x2




We're not cynics, we just don't believe a word you say
We're not critics, we just hate it all anyway
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Przewodnik, pracownik Borgina & Burke'a
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (16)
22 (23)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   14.07.17 14:56

11.04.56

Chłodny, kwietniowy wiatr targał poły rozpiętego płaszcza oraz bezwstydnie wiewał twarz sprawiając że czułem prędkość. Leciałem na tej miotle bez większego celu gdzieś przed siebie odnosząc dziwne wrażenie, że jeśli dziś nie zapełnię płuca wolnością to być może nie będzie mi dane tego uczynić ponownie przez kolejne tygodnie, miesiące. Nie dało się ukryć, że mimo wszystko coś ciężkiego wisiało w powietrzu. Nawet ja, choć z uporem maniaka ignorowałem wszystkie znaki, zakłamywałem oczywistości dla własnej wygody to gdzieś z tyłu głowy siedział ten głos szepczący o nadchodzącej burzy. Albo to po prostu zasługa ognistej...? Nie byłem pijany, lecz kłamstwem nie było, że alkohol wesoło bratał się z moją krwią.
Nagle, zupełnie, jakby wiodła mnie ta myśl podniosłem wzrok wyżej, na niebo. Te było usłane gwiazdami i bladym księżycem. Ciemne, deszczowe obłoki unosiły się gdzieniegdzie. Nie były zbite w jedną masę. Rozganiał je wiatr. Podniosłem trzonek miotły niemalże pionowo w górę by przebić się przez gromadę wilgotnego gazu nie mając w tym żadnego konkretnego celu prócz myśli, że to zabawne. Rozpędzając się poleciałem łukiem, by zapikować i wyrównać lot na linii równej z czubkami drzew. Las Sherwood rozciągał się pode mną, a ja mógłbym przysiąc, że z tej ciemności dochodzą do moich uszu niespokojne pieśni driad. Czy gdybym jeszcze trochę obniżył lot to któraś pochwyciłaby mnie za kostkę na samo dno? Beztroskie myśli i zachęta do igrania z niebezpieczeństwem, pragnienie adrenaliny...kusiło by sprawdzić. Przynajmniej do momentu w którym nie usłyszałem końskiego rżenia dochodzącego gdzieś z ciemności nade mną. Zaciekawiony wytężyłem więc swoje oczy by dostrzec kobiecą postać na grzbiecie magicznego stworzenia. Nie myśląc wiele poderwałem miotłę wyżej,ku odkryciu
- Hej słodka, z której wieży uciekasz? - odezwałem się uśmiechając się łobuzersko kiedy to wyłoniłem się z jej prawej. Może moje zachowanie mogło uchodzić za prostackie ale...cóż -nikt nie jest idealny, prawda? - Albo uciekacie - sprostowałem przenosząc spojrzenie na konia




 
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sherwood, Nottinghamshire [II]   04.08.17 0:47

Nie była pewna czemu wprawiała Sayuri w coraz głębszy pęd. Potężne, chociaż gładkie skrzydła aetonanki lśniły w w rzucanych przez półksiężyc blasku, a wiatr szarpał czarne włosy rozsypana wokół twarzy Inary. Spięte wcześniej pasma, teraz tańczyły z szumem, który wybijał się ponad ciagnacy się gdzieś pod stopami las. Alchemiczka nie patrzyła w dół. Z uśmiechem, który w żaden sposób nie chciał zejść z ust, pochylona nad grzbietem magicznego zwierzęcia, z furkotem podwiniętej pod kolana sukienki - czuła się wolna. Lica miała już zaczerwienione od chłodu nocny i wiatru, który tak dziarsko otulał jej sylwetkę. Nie chciała się zatrzymywać i całą postawą dawała o tym znać swej aetonatce. W tym się rozumiały doskonale, wyczuwały napięcie, które spływało na ramiona i nadawało ciału swoistą gibkość. Inara nie potrzebowała siodła, czuła się na grzbiecie rumaka lepiej, niż w statecznym fotelu. Czuła się pewniej, lepiej odnajdując zamiary Sayuri, która mknęła przez noc, niczym dziwny, mugolski anioł. Kiedyś słyszała, że były to istoty potężne, obdarzone mocą skrzydeł, ale zaklęte w ludzkich sylwetkach. Może jej wierzchowiec nie przypominał człowieka, ale nie raz wydawało się lady Nott, że jej magiczna przyjaciółka rozumiała więcej, niż...niejeden czarodziej.
Nie zwróciła uwagi na tajemniczy, chociaż kiedyś bardzo dobrze znany furkot szat, tańczący tak wyraźnie tylko znajdując się na miotle. Nie dostrzegała, a może nawet nie próbowała odnajdować w ciemności równie tęskniącej za swobodą istoty. Ufała zmysłom Sayuri, a i sama dostrzegała więcej, chociaż w zupełnie inny sposób. Spostrzegawczość, której kalejdoskop nastrojony był na przestrzeń, nie ucieczkę przed potencjalnym towarzystwem. Czego mogłaby się obawiać Inara na grzbiecie ukochanej aetonanki?
Zwolnienie pędu przyszło naturalnie. Wiatr, który odbierał oddech nie mógł bez końca szarpać jej ciałem. Wyprostowała się dając sygnał rumakowi, by uderzenia skrzydeł zmniejszyły częstotliwość. Bez kłopotu chwyciła prąd powietrzny, unosząc się łagodniej nad czernią rodowych lasów. Ile zwinnych driad zerkało w górę z myślą, by porwać jeźdźca w swe ramiona? Ale to nie szmaragdowookie istoty przykuły uwagę czarnowłosej. Nim pełnia zmysłów zaalarmowała ją o obecności, tuż obok pojawiła się sylwetka, wyraźnie odznaczająca sie na tle granatu nieba. Sayuri wierzgnęła gwałtowniej przednimi kopytami, uderzając powietrze przed sobą. Głos, który rozbrzmiał tuż obok nie nosił jednak śladów niebezpieczeństwa. Lekka złośliwość obleczona w niskich lotów...zaloty - Mówisz do mnie?... - Inara objęła nieznajomego mężczyznę spojrzeniem ciemnych, w toni nocy, prawie czarnych źrenic - ...czy do niej - ruchem głowy wskazała na niespokojną klaczkę, która - gdyby była na ziemi - dreptała niespokojnie - I nie uciekamy - czy aby na pewno? wsunęła dłonie na szyję zwierzęcia - ścigamy się z wiatrem - nawet, gdyby chciała, nie umiała się oburzyć na niskolotne podchody. Nie umknęła jej pewna dzikość, która lśniła w zawadiackim uśmiechu i oczach, które niejednej musiały skraść serce. Zagubiona, a może już zwyczajnie nie dostępna innym mężczyznom, łobuzerska zalotność zatańczyła i w niej samej, kradnąc uśmiech i chochlikową iskrę.
Złapiesz wyzwanie czające się na niewypowiedzianym pytaniu?





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
 

Sherwood, Nottinghamshire [II]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Domki na drzewach Sherwood
» Gonitwa koni w Sherwood
» Las Sherwood

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17