Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Marcel Parkinson

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marcel Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3606-marcel-parkinson http://www.morsmordre.net/t3826-eros http://www.morsmordre.net/t3641-i-m-so-cool-and-totally-awesome http://www.morsmordre.net/f107-egerton-crescent-44 http://www.morsmordre.net/t3988-pan-ladny
Doradca wizerunkowy "he he"
27
Szlachetna
Kawaler
Dziewczyny tkwiły w tej układance
układ ze smukłą dupą uwypukla bycie samcem
10
0
0
0
19
0
29
10
Czarodziej

PisanieTemat: Marcel Parkinson   23.08.16 10:45


Marcel Parkinson

Data urodzenia: 16 kwietnia 1929
Nazwisko matki: Flint
Miejsce zamieszkania: Skromny dom przy Egerton Crescent w Londynie
Czystość krwi: Czysta szlachetna
Status majątkowy: Bogaty
Zawód: Mówię pozbawionym gustu ludziom, co mają ubierać i jak to nosić, aby choć sprawiali wrażenie, że rzeczywiście są arystokratami.
Wzrost: 179 centymetrów
Waga: 76 kilogramów
Kolor włosów: Ciemne
Kolor oczu: Piwne
Znaki szczególne: Ekstrawagancki ubiór, olśniewający uśmiech



Trzeba mieć spryt - przebiegłym sprzyja sama Wenus



Marcel Parkinson, dwukrotny laureat Najbardziej Czarującego Uśmiechu Tygodnika Czarownica, ulubieniec naszych czytelniczek oraz czytelników. Młody, przystojny, dumnie kontynuujący tradycję swego rodu, przez niektórych nazywany nieomylną modową wyrocznią. Idealny w każdym calu... jednakże nawet i perfekcyjny lord Parkinson skrywa za swymi rozwichrzonymi lokami i błyszczącymi oczami brzydkie sekrety.



Wszystko zaczęło się od historii płomiennej i prawdziwej miłości, jakiej niezwykle rzadko doświadcza się w prawdziwym życiu - jeszcze rzadziej zaś w środowisku szlacheckim. Arystokraci nie starają się już tego ukrywać; nie zawierają uświęconych związków z powodu błahego uczucia. Liczą się jedynie trzy rzeczy: koneksje, złoto oraz zapewnienie ciągłości rodowi. Na miłość zabrakło miejsca w tradycjach możnych tego świata, ale nie stanęło to na przeszkodzie Henry'emu Parkinsonowi oraz Gabrielle Flint. Niczym współcześni Romeo i Julia zlekceważyli familijne konflikty i pobrali się w tajemnicy, ponad dwie dekady temu wywołując ogromny skandal. Lady Flint była już przyobiecana innemu, podobnie jak panicz Parkinson, jednakowoż bezpieczniejsze było zerwanie zrękowin, aniżeli pogwałcenie świętej przysięgi. Zwłaszcza, że małżeństwo zostało już skonsumowane, zanim ktokolwiek z obu rodów zdołał dowiedzieć się o tym, co zdarzyło się w Gloucestershire. Mimo zdawałoby się szczęśliwego zakończenia - czyż młodzi nie dali zwaśnionym rodom idealnego (i niezwykle romantycznego) powodu do zapomnienia o dawnych niesnaskach? - kłótnie nie ucichły. Ba, wybuchły ze zdwojoną siłą, przesuwając prywatę również na arenę publiczną. Niepochlebne komentarze, występowanie przeciw sobie w politycznej szermierce, obrzucanie błotem oraz wzajemne obwinianie; ot, tyle i nic więcej przyniosło małżeństwo Henry'ego i Gabrielle. Flintowie oskarżali Parkinsonów, że to jedynie zagrywka, mająca na celu wykorzystać ich ród oraz zaprzepaścić lata przyjaźni z Ollivanderami (którzy zerwanie zaręczyn potraktowali jako osobistą zniewagę; pisaliśmy o tym w numerze archiwalnym z 1928 roku), natomiast Parkinsonowie podejrzewali Flintów o chęć odebrania im dziedzica. Jak było naprawdę? Tego nie wiadomo, choć my chcemy wierzyć, że Henrym i Gabrielle pokierowały porywy ich młodych, namiętnych serc. Prawdopodobnie to rzeczywiście była miłość, skoro ledwie po roku urodził się ich pierworodny syn, Marcel.



Chłopiec dorastał więc na dworze w Gloucestershire zupełnie szczęśliwy, nie znając zmartwień ani trosk, nie przejmując się plotkami ani docinkami, iż jest on kością niezgody w sporze Flintów oraz Parkinsonów, każde godzące w siebie słowo zbywając zaś kolejnym, bardziej złośliwym i okrutnym od ciosu wymierzonego w niego. Szybko jednak przemówił do niego argument siły; wbrew naukom guwernantek nim zdołał ochłonąć i rozwiązać spór przy pomocy dyplomacji, jął puszczać w ruch swe drobne pięści. Henry karał go przykładnie za wdawanie się w bójki - czyż to nie przystoi młodemu dziedzicowi? - lecz Marcel nawet mimo przestróg, próśb i gróźb i tak czynił po swojemu. Uciekał z lekcji dobrych manier, by w zamian za to pojeździć konno po okolicznych lasach. Wymykał się z z zajęć historii magii, żeby móc poćwiczyć szermierkę. Ryzykował, opuszczając zajęcia rysunku, odbywające się w jednej z najwyższych wieży dworu, gdy przez okno opuszczał komnatę, biegnąc do sali tanecznej

Do dziś odnajdujemy w Marcelu jego pasję z dzieciństwa, z przyjemnością obserwując cuda, jakie wyczynia na parkiecie podczas Sabatów oraz nie mniej oficjalnych, eleganckich bankietów. Nie mniej jednak, lord Parkinson nie podzielił się z nami nigdy na żywo swoją rzeczywistą (i absolutnie niemęską!) pasją. Baletem. Zainteresowaniem zaraziła go jego kuzynka, o kilka lat starsza od samego Marcela. Również ona zdradziła nam ten sekret - że ów uwielbiany przez panie, męski, twardy i zawadiacki lord Parkinson jest... dużo lepszą baletnicą od niej samej, odnoszącej w tej dziedzinie niesamowite sukcesy.
"Marcel to zdolny młodzieniec" - mówi lady Parkinson (obecnie już Prewett) - fotorelację ze ślubu można obejrzeć w poprzednim numerze) - "Gdy tańczył, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Pożyczałam mu wówczas swoje stroje (co prawda bez spódnicy), były dużo wygodniejsze. Wcale nie wyglądał jednak śmiesznie; jego adagio i pas de chat są widowiskowe, a on sam prezentował się imponująco. Po prostu przepięknie" - twierdzi, choć odmawia komentarza na temat tego, czy Marcel "pożyczał" od niej również inne stroje.

Ojciec postanowił wkrótce (czy słusznie?) ukrócić swawole swego wychowanka i poddać go rzeczywistemu, twardemu wychowaniu. Niespełna dziesięcioletni chłopczyk recytował wielkie leksykony wiedzy historycznej oraz roczniki zawierające niemalże encyklopedyczne hasła (stosując co prawda zasadę WZD - wykuć, zdać, zapomnieć), posiadł również podstawy języka francuskiego, niezbędnego do nauki w Beauxbatons, gdzie miał kształcić się dalej. Jazda konna, ćwiczenia z floretem a nade wszystko ukochany taniec stał się wyczekiwaną nagrodą, zaś codzienność stanowiły wykłady, także o polityczno-społecznym zabarwieniu, z których Marcel zapamiętał tyle, że mugole oraz ich pomioty należy natychmiastowo i skutecznie wytępić

Nauki we francuskiej Akademii Magii Marcel w ogóle nie pamięta, gdyż... zupełnie nie poświęcał jej uwagi. Nagły wyjazd zmusił jedynie krnąbrnego i niesfornego chłopca do błyskawicznego opanowania języka - poza tym, lord Parkinson nie przejmował się ani ocenami, ani - w późniejszych latach - obecnością na zajęciach. Jak zatem udało mu się skończyć szkołę, pytają zszokowani czytelnicy, do tej pory uważający Marcela za uzdolnionego, pełnego werwy czarodzieja? To proste. Robił to, w czym jest najlepszy: uwodził. Na początku zupełnie niewinnie, posyłając uśmiechy do zauroczonych nim pracowitych i sumiennych panienek. Błysk białych zębów za dwustopowe wypracowanie na temat wykorzystanie skóry boomslanga w eliksirze wielosokowym nie wydawało się dużą cenę. Randka w zamian za wykonanie modelu z astronomii - dobrze, pod warunkiem, że zostanie oceniony na przynajmniej Powyżej Oczekiwań. Pocałunek za wściekle trudną pracę z transmutacji o ofiarach nieprawidłowej animagii? Załatwione. Jedyne, w czym Marcel naprawdę był (i jest nadal!) dobry to wszelakie rozrywki; wiódł zatem prym w szermierce, tańcu, quidditchu (grał na pozycji ścigającego) oraz jeździe konnej, dołączając do odpowiednich klubów, gdy tylko mógł wstąpić w ich szeregi. Angażując się w ich działalność do tego stopnia, iż niewiele brakowało, by oblał końcowe egzaminy, zawalając rok oraz przynosząc rodowi hańbę.  W jaki sposób uniknął tego wstydu, skoro ledwie miesiąc przed testami z transmutacji, średnia jego ocen z tego przedmiotu wynosiła Trolla?
"Nie miał szans na poprawę" - mówi jeden ze szkolnych kolegów Marcela, który woli pozostać anonimowy - "był jełopem, a w szóstej klasie nie potrafił nawet zmienić żuka w guzik" - wspomina przy tym, kręcąc z politowanie głową - "Nauczycielka dawała mu prywatne lekcje.... spał z nią, wszyscy o tym wiedzą" - dodaje, wzruszając ramionami w odpowiedzi na pytanie, jak w takim razie Marcel Parkinson zdołał tego dokonać.

Zarzut ów nigdy nie został udowodniony (ba, przed naszym artykułem nigdy nie ujrzał światła dziennego), a główny zainteresowany ukończył szkołę z wynikami bardzo dobrymi jak na kogoś, kto wedle słów jego przyjaciół, nigdy nie spędził nad książką dłużej niż pięciu minut, poświęcając zdecydowanie więcej czasu owej pani profesor aniżeli rzekomej nauce. Marcel jeszcze przez trzy lata pozostał we Francji, podróżując po kraju, zwiedzając, chłonąc tamtejszą kulturę. Oraz modę, którą pokochał bardziej, niż którąkolwiek ze swych licznych kochanek (plotki perfidnie milczą, ile panien pozbawił ich wianków). Nigdy nie zabierał się za samodzielne tworzenie; czuł wstręt do nożyczek, igły, innymi słowy, do jakiejkolwiek fizycznej pracy. Nie przerażał go wysiłek - częstokroć spływał potem po treningach baletu (nie zaniechał go podczas pobytu w Beauxbatons) - lecz sama idea wykonywania czegoś własnymi rękami i otrzymywania za to zapłaty. Brzydził się podobnym zajęciem, przekonany, iż do tego winno się zatrudniać prostaczków, harujących za grosze i ku zadowoleniu ich, lepszych ludzi, bogatszych, o szlachetnym rodowodzie. Nauki ojca nie poszły na marne, kiedy zetknął się ze szlamami na ulicach; w szkole musiał się hamować, natomiast na zewnątrz nie posiadał żadnych skrupułów. W ruch szły nie tylko pięści (nadal ma słabość do brudnych, mugolskich walk), ale i zaklęcia. Życie nauczyło go tego, czego nie zdołał pojąć w szkole; wszelkie zaczepno-obronne czary musiał przyswoić w lot, jeśli nie chciał nieustannie być upokarzanym przez ludzi, którymi gardził. Wówczas docenił magię obronną oraz znienawidzoną do tej pory transmutację, odnajdując niemalże sadystyczną przyjemność w zmniejszaniu swych przeciwników do rozmiarów świerszczy i przetrzymywania ich przez kilka godzin w pudełku od zapałek.

Wielką Brytanię zaszczycił dopiero po nagłej śmierci swego ojca którego zabrała śmiertelna bladość. Marcel opłakał go szczerze... zraszając łzami piękny dom, leżący w najlepszej dzielnicy Londynu, który został mu ofiarowany wraz z wiernym skrzatem domowym przez opiekuna w jego testamencie. Może właśnie śmierć Henry'ego tknęła Marcela, który nareszcie poczuł poczuwać się do roli dziedzica... Choć szybko okazało się, że są to jedynie słowa, a samo działanie młodego lorda ogranicza się do pokazywania na imprezach towarzyskich oraz polowaniach. Marcel nie miał zamiaru zmienić swego stylu życia - spanie do południa, śniadanie w łóżku, zakupy w najlepszych domach czarodziejskiej mody, wybieranie nowych zapachów perfum, zabawianie się z kolejnymi dziewczętami. Nie mogło mu się to znudzić i zapewne w rodzinie nadal pogardliwie nazywano by go "sitem" (od przepuszczania pieniędzy) - gdyby nie list od nestora rodu, w którym groził wydziedziczeniem, w ten sposób przywołując do porządku. Młody Marcel otrzymał ultimatum - albo w ciągu roku ożeni się z godną tego (znaczy szlachetnie urodzoną) panną, albo będzie musiał pożegnać się ze swymi przywilejami. Poprzednie narzeczeństwa (aż trzy!) rozmywały się w niebycie w dość ciekawych okolicznościach, gdy rodzina przyszłej (niedoszłej) lady Parkinson pośpiesznie zrywała umowy małżeńskie ze względu na... nieciekawe  nawyki mężczyzny (który podobno zawsze starał się sprawić jak najgorsze wrażenie, aby dłużej cieszyć się swą wolnością.
"Bardzo się tym przejął" - mówi ktoś z bliskiego towarzystwa Parkinsona - "boi się, że przez stratę nazwiska panny nie będą już na niego leciały... Znaczy się... Hej, zaraz, skąd pan właściwie o tym wie?!

Marcel podjął pracę w rodzinnym domu mody, choć nadal się nie ustatkował. Lubi swoje zajęcie, uważając je raczej za hobby, niż hańbiącą robotę, jaką szlachcice nigdy parać się nie powinni. Zamiast tego szepcze komplementy wprost do uszka ślicznej panny, zakładając za nie niesforny kosmyk włosów i nieznacznie, prawie niezauważalnie muskając gorącymi wargami delikatną, łabędzią szyję. Cedzi słowa, które przesączą się wkrótce przez usta innych szlachciców, oszołomionych jej wdziękiem, znakomicie podkreślonym przez kreację, jaką osobiście dla dla niej wybrał. To ona jest ozdobą jego sukni, nigdy odwrotnie. Ona przydaje jej blasku, dzięki niej może lśnić najjaśniej i opętać każdego.
I pomyśleć, że wystarczy tylko jeden uśmiech, uwodzicielski, a jednocześnie nieco znudzony i zupełnie niewinny, by ona zrobiła dokładnie to, czego chce, zostawiając w kieszeni Parkinsona swoją fortunę w zamian za pięknie brzmiące kłamstwa.
Mimo stałego zatrudnienia, nie wyzbył się wszakże nawyku zaglądania do barów, tawern oraz kasyn. Czarodziejskie oczko, poker - jest amatorem hazardu w każdej jego postaci.
Prócz zupełnie naturalnej niechęci do mugoli oraz szlam, obrzydliwego pospólstwa, jakie poznaje gołym okiem (co oni mają na sobie?!) Marcel nie angażuje się w polityczne zawiłości. Działania Grindelwalda napawają go odrazą oraz krzykliwym sprzeciwem - nie może się pogodzić, iż rola arystokracji stopniowo zostanie zmniejszona (choć i tu obawia się raczej o konieczność zmiany swego rozrywkowego trybu życia aniżeli o los anglosaskiej socjety), lecz nie poczuwa się do jakiegokolwiek obowiązku wychodzenia z inicjatywą sprawczą. Kości, karty, obstawianie koni, dobry alkohol oraz panienki. Inne każdej nocy; to właśnie spełnienie marzeń owego uroczego lorda Parkinsona oraz wszystko, o co poprosiłby Merlina.
Nie dajcie się zwieść tym brązowym oczom, filuternemu uśmiechowi oraz szarmanckiemu zachowaniu. Marcel Parkinson to prawdziwy smok w skórze jednorożca.



Co to ma być? Nie możemy tego wydrukować. Obaj chyba oszaleliście. Jeśli Parkinsonowie to zobaczą, zniszczą nas. Całą Czarownicę. Wiecie, kto pakuje w nas najwięcej galeonów? Domyślcie się - warczy szczupła, atrakcyjna kobieta, mrożąc dwójkę reporterów surowym wzrokiem.
Co-co mamy zatem z tym zrobić? - pyta śmielszy z mężczyzn, zerkając nieporadnie na swoją przełożoną.
- Zniszczyć. Spalić - odpowiada beznamiętnie blondynka, odwracając się tyłem do nich i zaciągając się magicznym papierosem - albo schować. Nie wiadomo, kiedy utoną.



Patronus: Paw jest idealnym odzwierciedleniem Marcela. Piękny, dumny, łaskawie dzielący się z innymi swoim pięknem. Przywołując go, Marcel przypomina sobie dzień, w którym udało mu się skończyć szkołę. Wbrew pozorom, jest za to niezwykle wdzieczny


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 10 +5 (różdżka)
Zaklęcia i uroki: 0 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 19 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 10 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język obcy: francuskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
RetorykaII10
KłamstwoII10
Ukrywanie sięI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Szlachecka EtykietaI-
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Projektowanie UbrańII3
Malarstwo(tworzenie)I½
Literatura (wiedza)I½
Literatura(tworzenie poezji)I½
Muzyka(śpiew)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
BaletII7
Taniec balowyII7
JeździectwoII7
Latanie na miotleII7
PływanieI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 14

Wyposażenie

Różdżka, 13 punktów statystyk


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Marcel Parkinson dnia 30.08.16 18:16, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Marcel Parkinson   04.09.17 17:02

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Mówią, że nie szata zdobi człowieka - nawet jeżeli nie zdobi, to z pewnością wiele o nim mówi. Świat Marcela od zawsze oscylował wkoło zwierciadeł, manekinów oplecionych najznamienitszymi materiałami i... typowej dla Parkinsonów, bezbrzeżnej próżności. Marcel przez całe życie rozdawał uśmiechy na prawo i lewo, a to właśnie ten urok osobisty ułatwił mu bezbolesne omijanie rzucanych pod nogi kłód. Przez długi czas pozostawał bezkarny, uwodzicielskie spojrzenia i starannie dobierane półsłówka chroniły go przed potknięciem, ale nic nie może trwać bez końca. Młody lord Parkinson został wkrótce sprowadzony do pionu i zawisła nad nim groźba ustatkowania. Jak Marcel poradzi sobie ze zwykłą, nudną i monotonną egzystencją idealnego szlachcica bez skaz na reputacji?

OSIĄGNIĘCIA
Uśmiech sfinksa
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Garrett Weasley


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Marcel Parkinson   04.09.17 17:02

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa, pantofle do tańca

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Brak

BIEGŁOŚCI[21.11.16] Wsiąkiewka +1 PB do reszty
[31.01.17] Wsiąkiewka +2 PB do reszty
[03.11.17] +1 PB do puli (nagroda za szybką zmianę)

HISTORIA ROZWOJU[30.08.16] Karta postaci -880 PD
[02.10.16] Sowa - 50 PD
[06.11.16] +15pkt ; mecz Quidditcha
[13.11.16] Wykonywanie zawodu - marzec: +50 pkt
[21.11.16] Klub pojedynków (marzec), +10 pkt
[21.11.16] Wsiąkiewka (styczeń/luty); +30 pkt, +1 pkt biegłości
[18.12.16] Ulica zbrukana krwią: +75 pkt
[03.01.17] Klub pojedynków (kwiecień) +20PD
[26.01.17] Zwrot PD; +20 PD, +1 pkt sprawności
[28.01.17] Fałszoskop dla Victorii -50 PD
[31.01.17] Wsiąkiewka - marzec: +90 PD, +2 PB
[12.02.17] Pantofle do tańca x 2 -200 PD
[02.06.17] Dodatkowe punkty statystyk (+5 pkt sprawności)
[13.06.17] Aktualizacja postaci: +1 punkt transmutacji, -40 PD


Powrót do góry Go down
 

Marcel Parkinson

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Elisabeth Parkinson

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17