Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Archiwum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Archiwum   06.09.16 12:23

Archiwum

Archiwum mieści w sobie magazyn ksiąg nieużywanych oraz starych, wymagających specjalnych warunków przetrzymywania. Aby dostać się do tych woluminów, należy najpierw wypełnić rewers, będący pokwitowaniem wypożyczonej książki. Na rewersie składany jest podpis wypożyczającego, w celach zapewnienia większego bezpieczeństwa dla tych zbiorów. Tomy wypożyczane z archiwum przeglądać można jedynie w przeznaczonej do tego strefie. Nie można ich wynosić poza określony obszar. Władze instytucji zapewniają jednak względnie komfortową przestrzeń, która ułatwia zapoznanie się z interesującą gościa biblioteki lekturą.


Powrót do góry Go down
Victoria Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson http://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 http://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 http://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow http://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
20
Szlachetna
Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
10
10
21
0
0
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Archiwum   11.09.16 15:58

29 lutego '56

Zdobyte przeze mnie informacje w rodzinnej bibliotece były nieocenione. Przesiedziałam nad nimi długie godziny, powoli przyswajając teoretyczną wiedzę, ale jak się okazało, aby wszystko zrozumieć, potrzebowałam czegoś jeszcze. Bez wiedzy teoretycznej nie byłam w stanie przejść do praktyki, dlatego nie szczędziłam ani chwili, co chwilę zasiadając do książek.
W rodzinnej bibliotece znalazłam, to co było mi potrzebne… prawie. Był opis tworzenia lustra, czyli to co już umiałam, to jak przejść do tworzenia większych zwierciadeł, wspomniano nawet o nadawaniu im magicznych właściwości… właśnie - nadawaniu. Z tego co wiedziałam, będziemy lać eliksir, który przygotuję, właśnie na te zwierciadło i w ten sposób nadawać mu te właściwości, i było to bardzo logiczne, jednak lustro wymagało przygotowania. A tego już w naszej bibliotece nie znalazłam. Za to osoby, z którymi rozmawiałam ze swojej rodziny, pokierowali mnie do Londyńskiej Biblioteki, abym zajrzała do archiwów i tam poszukała informacji. Był to strzał w dziesiątkę.
Chwilę czasu zajęło mi znalezienie odpowiednich ksiąg, jednak kiedy już nie zgromadziłam, zasiadłam do stołu i mogłam wrócić do poszerzania swojej wiedzy. Informacje jakie uzyskałam, pomogły mi w usystematyzowaniu mojej wiedzy. Było to niezwykle ważne, przecież bez zrozumienia danego materiału, nie mogłam iść dalej. Przez chwilę czułam się jak uczennica Hogwartu, która przygotowuje się do jakiegoś egzaminu. I w pewnym sensie tak właśnie było. Stworzenie lustra, a potem eliksiru było dla mnie pewnego rodzaju testem. Jeśli tego nie powołam, cała grupa badawcza skończy z niczym. A nie chciałam ich zawieść, przecież sama zgłosiłam się ze swoją pomocą.
Dowiedziałam się na czym polega przygotowanie zwierciadła do nadania mu magicznych właściwości, na jakiej zasadzie to działa i jak do tego podejść. W jednej z ksiąg znalazłam nawet w punktach opisane, co po kolei będzie mi potrzebne i jak wyglądają wszystkie kroki. Od razu przepisałam to na osobny pergamin, by móc potem pokazać swoim towarzyszom, co takiego udało mi się znaleźć. Jak się okazało, nie stworzenie lustra było najważniejsze, nie eliksir, chociaż ten był równie ważny, a właśnie przygotowanie zwierciadła, ażeby ono dobrze przyjęło właściwości i podczas prób nie zrobiło nam żadnego psikusa.
Miałam nadzieję, że wszystko co najważniejsze, przepisałam. Przejrzałam tyle ksiąg, że  byłam niemal pewna, że udało mi się znaleźć wszystko. Jeśli nie, to zawsze będę mogła tutaj powrócić. Po odłożeniu wszystkiego na miejsce i zapamiętaniu, w razie czego, gdzie co jest, zabrałam wszystkie swoje zapisane pergaminy ze sobą, aby pochylić się później nad nimi jeszcze raz i upewnić się, że wszystko czego potrzebuję, posiadam.





Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze



Ostatnio zmieniony przez Victoria Parkinson dnia 11.09.16 16:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Archiwum   11.09.16 15:58

The member 'Victoria Parkinson' has done the following action : rzut kością


'k100' : 11


Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu http://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Archiwum   05.03.17 23:44

Na dzień przed odsieczą
Alexander miał po próbie cichą nadzieję, że będzie miał po niej odrobinę więcej czasu na regenerację nim wystąpi pierwszy raz w roli Gwardzisty Zakonu na misji. To jednak nie miało miejsca. Dwa tygodnie musiały my wystarczyć - zaleczone stopy były już sprawne jak dawniej, odzyskiwał również siłę w dłoniach, a skóra na lewej ręce wydawała się być już wystarczająco wytrzymała. Teraz, korzystając z powracającego zdrowia (a w perspektywie dwóch dni mając kolejną okazję do jego nadszarpnięcia) udał się na swoich już nie odmrożonych nogach do Biblioteki Londyńskiej. Skłoniły go ku temu słowa Bathildy, które usłyszał na ostatnim, nagłym spotkaniu Zakonu Feniksa. Ministerstwo bowiem znów postanowiło pokazać, że ma władzę nad wszystkim i wszystkimi - informacja przekazana im od Margaux była zatrważająca. Przesłuchania, pojmanie mugolaków, uwięzienie. Alexander przez całe spotkanie czuł pewną gorycz - wiedzieli, że podobne rzeczy mogą mieć miejsce, jednak nijak nie byli w stanie im zapobiec. Teraz mogli jedynie podjąć próbę kontrataku i postarać się uwolnić wszystkich pojmanych.
Dotarł do biblioteki koło godziny dziesiątej. Nie musiał martwić się pracą, bowiem miał wolne aż do trzeciego maja. Choć możliwe, że ten okres trochę się wydłuży - kto wie bowiem, co spotka ich na Wyspie Rzeźb, na którą mieli się udać? Po Tower nauczony był już, że należy spodziewać się dosłownie wszystkiego, jeżeli do gry wchodziło Ministerstwo Magii z Wilhelminą Tuft na czele. Wpisując się na listę osób odwiedzających archiwum (po raz kolejny już zresztą w tym miesiącu), przypomniał sobie noworoczną rozmowę z Garrettem o rzekomym byciu pani Minister pod czyimś wpływem. Strząsnął jednak te myśli kręcąc głową i skupiając się na tym, co miało miejsce w teraźniejszości.
Przez dobre trzy godziny przetrząsał całe archiwum w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby mu się przydać. Zaczynając na "Magicznych Wyspach Wielkiej Brytanii", przechodząc przez pozycje takie jak "Starożytna magia i jej dzisiejsze ślady" i "Klątwy małe i duże", a kończąc na "Transmutacyjynych zdonościjach bestyi", napisanych siedemnastowieczną angielszczyzną - miał bowiem nadzieję poszukać w nich czegoś o bazyliszkach, które swoim spojrzeniem były w stanie przemienić ludzkie ciało w kamienną rzeźbę. Ostatecznie cały stół usłany był najróżniejszymi dziełami, poukładanymi w miarę zorganizowane stosy. Wśród książek znalazły się również takie traktujące o pływach i prądach morskich, ponieważ niestety to, co Alexa poznał na zajęciach astronomii już dawno uleciało gdzieś w niebyt, zostało bowiem wypchnięte z jego umysłu przez wiedzę potrzebną mu na kurs uzdrowicielski.
Selwyn poczuł się niesamowicie dobrze wertując i wczytując się w kolejne pozycje, jak za starych, dobrych lat szkolnych dotykając w końcu tych dziedzin, do których dawno nie miał okazji zaglądać. Dzięki wyrobionej latami mozolnego kucia pamięci Alex nie bał się, że umkną mu z niej jakieś istotne fragmenty, jeżeli na takowe się natknie w czasie swoich poszukiwań. Po pięciu godzinach oderwał się w końcu od lektury, przerywając na chwilę by rozprostować kości i ułożyć sobie w głowie to, co właśnie przyswoił. Nie miał jednoznacznych odpowiedzi, pełno było wśród czytanych tekstów ślepych zaułków lub czegoś, co mogło być albo tylko trochę, troszeczkę przydatne, albo w ogóle. Zamyślił się, po czym jeszcze raz ruszył wśród sięgające sklepienia archiwalne półki. Tym razem powrócił tylko z pięcioma książkami, bardzo delikatnymi i nadszarpniętymi zębem czasu. Mężczyzna wydający mu je ostrzegał go kilka razy, że nawet ze szlacheckimi funduszami ciężko byłoby mu się wypłacić za uszkodzenie tych dzienników. Tak, były to bowiem dzienniki badawcze, czarodziejów którzy zajmowali się przez ostatnie sto lat zgłębianiem tajemnic wielkiej Brytanii. Z uwagą przejrzał pierwszy, znajdując w nim parę interesujących informacji. Podobnie był w drugim, jak i w trzecim. Jego wyobraźnia działała pełną parą, tworząc barwne obrazy i dając życie słowom zapisanym na pożółkłym papierze. Czwarty zaś dał Alexandrowi wielkie nadzieje, że zarówno dziennik który obecnie czytał, jak i następny, dadzą mu potrzebne informacje. I choć było już późno - gdzieś w tych tomiszczach zniknął mu cały dzień - z nową energią wziął się za czytanie strony po stronie, dopakowując do swojego umysłu kolejne informacje. W końcu jednak dobrnął do ostatniej kartki w ostatniej książce, oparł się na krześle i rozmasowując kark analizował, co właśnie przeczytał. Oby tylko to było to. Oddając książki obsłudze myślał tylko o jednym - by jak najszybciej skontaktować się z pozostałymi członkami jego grupy i wymienić się z nimi informacjami. Czuł lekką ekscytację, a serce zabiło mu mocniej, gdy wyszedł w wiosenny chłód z budynku biblioteki. Mieli zadanie do wykonania, a on postara się z całych sił, by misja została zwieńczona sukcesem.

|zt; 733 słowa[bylobrzydkobedzieladnie]




If you're loved by someone
you're never rejected.


Ostatnio zmieniony przez Alexander Selwyn dnia 25.06.17 21:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Archiwum   05.03.17 23:44

The member 'Alexander Selwyn' has done the following action : rzut kością


'k100' : 43


Powrót do góry Go down
Isla Podmore
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t4421-isla-w-budowie http://www.morsmordre.net/t4540-poczta-is#96508 http://www.morsmordre.net/t4519-idziesz-do-kobiet-nie-zapomnij-bicza http://www.morsmordre.net/f276-salisbury-middle-street-24 http://www.morsmordre.net/t4518-isla-podmore
Łamacz klątw, poszukiwaczka
30
Półkrwi
Panna
I'm friends with the monster
that's under my bed
Get along with the voices
inside of my head
15
3
0
0
0
17
0
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Archiwum   24.09.17 20:36

|13 maj

Szukanie informacji w bibliotece nie było zbyt ambitnym zadaniem, ale jakoś szczególnie nie narzekała. Co prawda nie mogła liczyć na zastrzyk adrenaliny podczas przeszukiwania dokumentacji skrywających informacje o miasteczku, ale zadanie to było nierozłączną częścią planu, który ktoś musiał wykonać, a z tego co się okazało ona miała do tego największe "kwalifikacje". O ile wiedzę gdzie ma szukać można tak nazwać.
Padało. Przez dłuższy czas stała nieopodal budynku rozglądając się po okolicy i wsłuchując się w uderzające o bruk krople deszczu. Jej dłoń cały czas znajdowała się na schowanej pod materiałem szaty różdżce. Wątpiła, aby ktokolwiek wiedział o ich planach, a tym bardziej chciał im w nich przeszkodzić, ale zawsze lepiej jest dmuchać na zimne. Nie chciałaby tu niezapowiedzianych gości i tym bardziej niechcianych pytań. Westchnęła cicho przeczesując wolną ręką swoje długie rude włosy decydując się w końcu wyjść z ukrycia i wziąć się do roboty. Włamanie się do budynku nie było zbyt trudne, toteż nie trwało zbyt długo. Całą sprawę ułatwiał też fakt, iż niegdyś tu pracowała i znała ten budynek bardzo dobrze. Oczywiście mogła tu przybyć w zupełnie legalny sposób, ale wtedy byłaby zmuszona wypełnić rewers na co nie mogła sobie pozwolić. Nie mogła zostawić po sobie żadnych śladów. Przy pomocy Lumos oświetliła sobie drogę szukając obecnie interesującego ją pomieszczenia. Archiwum. To właśnie tam miała zamiar znaleźć wszelkie potrzebne im informacje na temat miasteczka. Albury, Manufaktura Komików... to właśnie te kluczowe słowa starała się odnaleźć  przechadzając się między wysokimi półkami pełnymi ksiąg i woluminów. Na szczęście do swej pełnej dyspozycji miała swą magie, która pomagała jej w poszukiwaniach. I faktycznie za pomocą zaklęcia Wskazującego odszukała kilka interesujących ją dokumentów. Przywołała je do siebie i wszystkie z nich odłożyła na pobliski stół, aby następnie przy nim zasiąść. Zapaliła świece stojącą na stole po jej prawej stronie, aby następnie przenieść swój zaciekawiony wzrok na kilka woluminów i jedną książkę.
Trochę żałowała, że przydzielono jej tak statyczne zadanie. Oczywiście w żaden sposób nie miała zamiaru narzekać na fakt przebywania w Bibliotece, będąc w otoczeniu tak wiele ksiąg, wdychając zapach starego pergaminu. Dawno tu już nie była. Miejsce to jednak, w porównaniu do niej, w żaden sposób się nie zmieniło. Wszystkie półki tam gdzie stały, tam i stoją, dane działy są nadal na swych miejscach, a jedyną zmianą jaką można zapewne zaobserwować, a która jednak nie rzuca się za bardzo w oczy, to fakt, że przybyło tu "eksponatów". Może jednak nie miała czego żałować... Księgi zawsze były bliskie jej sercu, więc w takich miejscach jak to czuła się niemal jak ryba w morzu. Nie opuszczało ją jednak wrażenie, ze powinna robić teraz coś innego. Bardziej czynnie zaangażować się w tą misję. Nie chodziło tu nawet o Craiga. Czuła względem niego sympatię, ale to nie było nic wiążącego. Fakt, czy mężczyzna przeżyje, czy nie mało ją interesował. Chciała się wykazać. Nawet nie tyle przed Czarnym Panem, co przed samą sobą. Od kiedy dołączyła do Rycerzy Walpurgii jej działania na rzecz czarnoksiężnika były bardziej statyczne, inaczej sprawa wyglądała, gdy służyła Gellertowi. Wtedy jej działania były dużo śmielsze, mogła pozwolić sobie na więcej. Czarny Pan był jednak znacznie bardziej ostrożniejszy. Wolał nie skupiać się na sianiu destrukcji, a na stopniowym i cierpliwym działaniom. Szanowała to. Czarnoksiężnik, któremu obecnie służyła był znacznie mądrzejszy niż Grindelwald. Grał w szachy, w których była jednym z pionków i dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Co ciekawe, godziła się na to. Sama nie osiągnęłaby nigdy tego co Tom Marvolo Riddle. Nie była nim i nigdy nie śmiałaby nawet się do niego porównać. Miała cichą nadzieję, że niejasne plany Czarnego Pana się spełnią. Nie znała jego prawdziwego celu, ale wszystko było lepsze, niż obecna polityka Ministerstwa, czyż nie?

| zdobywam informacje na temat miasteczka i wcześniejszych systemów zabezpieczeń , sposób h) (st 60, historia magii IV)




Spe Sal­vi fac­ti su­mus


Ostatnio zmieniony przez Isla Podmore dnia 24.09.17 21:30, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Archiwum   24.09.17 20:36

The member 'Isla Podmore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18


Powrót do góry Go down
Isla Podmore
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://www.morsmordre.net/t4421-isla-w-budowie http://www.morsmordre.net/t4540-poczta-is#96508 http://www.morsmordre.net/t4519-idziesz-do-kobiet-nie-zapomnij-bicza http://www.morsmordre.net/f276-salisbury-middle-street-24 http://www.morsmordre.net/t4518-isla-podmore
Łamacz klątw, poszukiwaczka
30
Półkrwi
Panna
I'm friends with the monster
that's under my bed
Get along with the voices
inside of my head
15
3
0
0
0
17
0
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Archiwum   24.09.17 21:28

-Co do...? - Rzuciła w przestrzeń jeszcze raz przeglądając dokumenty. Naprawdę? Czy jej magia musiała ją zawodzić w tak banalnych zaklęciach? Ani w woluminach, ani w książce nie odnalazła potrzebnych jej informacji. Ba! Nawet słowo nie było tam wspomniane na temat Albury, czy Manufaktura Komików. Czyżby dokumentacja ta była w jakiś sposób chroniona, a może faktycznie jej magia postanowiła poudawać kapryśną. Zirytowana wstała z krzesła niemal go przy tym nie przewracając. Przy pomocy zaklęcia upewniła się jeszcze czy czasem na dokumenty nie zostały rzucone jakiegoś typu zaklęcia maskujące, gdy jednak okazało się, że tak nie było zirytowana odłożyła je na swoje miejsce. Zacisnęła szczękę rozglądając się po ledwo oświetlonym skrawku pomieszczenia ponownie decydując się na zaklęcie Wskazujące. Tym razem jednak zaklęcie ukazało jej zupełnie inne woluminy znajdujące się w nieco oddalonej części Archiwum. Zaciekawiona udała się w tamtym kierunku, aby zabrać potrzebne jej materiały i zamaszystym krokiem wrócić do stolika, przy którym jeszcze niedawno siedziała. Tym razem jednak nie zdecydowała się powtórnie na wykonanie tejże czynności, a po prostu odepchnęła lekko nogą krzesło, aby zrobić sobie tym samym więcej miejsca. Rozłożyła woluminy na stole starając się jak najszybciej tylko potrafiła przewertować je swym bacznym wzrokiem.
Nie chciała zostawać w tym miejscu dłużej niż powinna. Oczywiście nie było to zadanie w zagrażające w jakiś sposób życiu. Nie zmienia to faktu, że gdyby została przyłapana miałaby sporo problemów, choć akurat to najmniej ją by wtedy martwiło. Znacznie niepokojącą myślą było to, że nie zdążyłaby ukryć dokumentów, które właśnie teraz wertowała. Znacznie bardziej kłopotliwy byłby fakt, iż nie byłaby w stanie wykonać swego zadania pozostawiając tym samym Rycerzy z dość sporym problemem. Wybadanie gruntu było ważnym aspektem tejże misje. Przydadzą im się wszelkie, nawet najmniejsze informacje na temat tego miejsca, które stanowi dla nich jedną, wielką niewiadomą. Nie wiedzą przecież czego mogą się tam spodziewać. Jaka dokładna jest jego historia, jakie przeciwności mogą stanąć na ich drodze... W trakcie wykonywania misji muszą być gotowi niemal na wszystko. Odpowiednie przygotowanie się jest niezwykle ważne. Choć zapewne wielu uważa, iż działanie stoi znacznie wyżej niż dobra strategia, są w błędzie. Jedno i drugie jest równo istotne. Jeśli plan zawiedzie działania również. Jeśli jednak działania nie przyniosą żadnych efektów, to plan okaże się być niepotrzebnym.
Ona sama jest raczej z tego typu osób, którzy najpierw myślą, później działają. Cóż, w końcu była uczennicą Slytherinu, to jednak o czymś świadczy. Choć akurat w każdym z domów znaleźć można było jakąś przysłowiową "czarną owce", którą na szczęście ona sama nie okazała się być. Charakterem i sposobem bycia idealnie wpasowała się do domu Salazara, jedynym co wyróżniało ją na tle innych uczniów noszących z dumą na swych szatach zieleń była czystość krwi. Dobrze pamięta szydercze spojrzenia i wyzwiska, których była adresatem. Z biegiem lat może jednak swobodnie stwierdzić, iż wszystkie te nieprzyjemności wzmocniły jej charakter. Wzmocniły jej silną już i tak wtedy wolę, przygotowały na znacznie gorsze upokorzenia, które musiała znosić po opuszczeniu bezpiecznych murów Hogwartu. Gdyby teraz miała tylko okazje z chęcią podziękowałaby wszystkim tym którzy częstowali ją codzienną dawką szyderstwa i kpiny. Oczywiście, zaraz po tym jakby się na nich zemściła. Bądźmy w końcu realistami.
Odrzuciła myśli o swych niecne planach. Nie czas teraz na to. Upewniając się, iż woluminy, które miała przed sobą posiadają potrzebne informacje odetchnęła z ulgą. Przeglądnie te dokumenty na spokojnie, ale gdzie indziej. Nie miała pewności, czy ktoś jej tu nie przyłapie. Oczywiście budynek był pusty, ale ostrożności nigdy nie za wiele. Nie czekając dłużej wstała chowając dokumenty do torby i gasząc świece. Rozejrzała się jeszcze raz po otulonym teraz zupełną ciemnością pomieszczeniu, a następnie skierowała się do wyjścia upewniając się jeszcze czy nie zostawiła tu żadnego śladu swej obecności.




Spe Sal­vi fac­ti su­mus
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Archiwum   24.09.17 21:28

The member 'Isla Podmore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 27


Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 http://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 http://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec http://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 http://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
szalony naukowiec, historyk
24 lata
Mugolska
Panna
Speak and may the world come undone.
14
20
0
1
0
0
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Archiwum   22.11.17 22:08

17 maja

Moje życie w ostatnim czasie przypominało festiwal żenujących sytuacji i absurdów, które nie mieściły się w mojej głowie, a jednocześnie skutecznie odciągały mnie od maniakalnego myślenia na temat zmarłej matki. Być może było to bardzo egoistyczne z mojej strony, jednak nie potrafiłam sobie poradzić z tym faktem. Mogłam co prawda porozmawiać z Justine, Charlene, kimkolwiek mi bliskim, gdyby nie to, że nigdy-przenigdy nie dzieliłam się swoimi problemami z otoczeniem. Zamykałam się w sobie, trawiłam na spokojnie w swojej głowie i wreszcie przechodziło. Czy tym razem miało być tak samo? Wmawiałam sobie od kilku dni, że tak, nie przyznając się przed samą sobą do tego, że nie dopuszczam do siebie świadomości o tak wielkiej stracie i że z tym akurat nie poradzę sobie sama. Jedynie irytowałam się coraz mocniej, gdy mój poziom skupienia i spostrzegawczości mocno podupadł, a ja miałam problem z najprostszymi czynnościami.
Tego popołudnia uznałam, że nie dam rady więcej ślęczeć w domu nad opasłymi księgami, które - niestety - nie przynosiły upragnionej odpowiedzi na ostatnie zakłócenia magii. Swoje kroki skierowałam do biblioteki, licząc po cichu na to, że wśród ksiąg i zapachu zakurzonego pergaminu mój humor się poprawi.
Poszukiwanie odpowiedzi na anomalie, które denerwowały mnie coraz bardziej (a raczej niewiedza) zaczęłam od archiwum, chcąc przejrzeć zapisy na kartach starych woluminów - nie mogłam uwierzyć w to, że byliśmy pierwszym pokoleniem, które dosięgnął taki bunt magii. Poza mną w pomieszczeniu nie było chyba nikogo, a ja skierowałam się machinalnie do regału związanego z historią magii - przeglądałam tytuły z przekrzywioną na bok głową (chyba po raz milionowy, w końcu tak dużo razy już tu byłam), niemal skręcając sobie kark, potem zaś stałam prawie na palcach, szukając dalej. I gdy znalazłam dzieło, które mogło mi jakkolwiek pomóc, leżało poza moim zasięgiem. Niewiele myśląc wspięłam się na palce (używanie magii było niezbyt rozsądne) i dość pokracznie chwyciłam za brzeg tomu. Raz, drugi, trzeci... za czwartym księga drgnęła, spadając i uderzając mnie w głowę. Wokół rozległ się huk, kiedy poległam na ziemi, widząc przed oczami czarne plamy, a na moim czole pojawiła się strużka krwi.



Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape http://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 http://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 http://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 http://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
2
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Archiwum   24.11.17 18:01

Przytaknąłby słysząc o festiwalu żałosnych sytuacji oraz absurdów - chociaż Leanne miała zdecydowanie więcej powodów do zmartwień niż on. Nie wiedział o śmierci jej matki, nie było go na ostatnim spotkaniu Zakonu. Just także niczego mu nie mówiła - nie był zdziwiony, może odrobinę zawiedziony - i to powodowało życie w niewiedzy. Nie domyślał się nawet co mogła czuć, jak dotąd jego rodzina jeszcze stąpała po tej ziemi, lecz podobne stwierdzenie w kontekście sparaliżowanego brata mogło jawić się jako krzywdzące. Prawdopodobnie nawet wieść o śmierci rodziców nie ubodłaby go tak, jak mógłby się tego spodziewać - za to za braci sam dałby się zabić. Doszedłby do takich właśnie wniosków gdyby tylko wpadł na pomysł zastanowienia się nad tym tematem; na szczęście nie musiał go jeszcze roztrząsać. Jego aktualnym zmartwieniem była porażka na polu warzenia eliksirów oraz spotkanie siostry Iris w szpitalu - akurat czego jak czego, lecz tego mógł się poniekąd spodziewać. Mimo to pozostawał rozbity, dlatego myślami uciekał do przyszłościowych badań nad pyłem kosmicznym. Żałował, że zmuszony został przerwać staż w USA, ponieważ Snape wręcz odnosił wrażenie, że znajdował się blisko rozwiązania przynajmniej części problemów magicznego świata. To zaś stanowiło już niepodważalny powód do odczuwania chociażby minimalnej ilości zawodu.
Zamierzał odwiedzić bibliotekę w jasnym celu - znalezienia nadających się do badań tomów, które mogliby pożytecznie wykorzystać. Cyrus nie lubił tracić bezproduktywnie czasu - chwila, kiedy poświęcał się użalaniu nad sobą oraz przeżywania porażek w nieskończoność na szczęście minęła, nawet jeśli trudno było określić na jak długo.
Wszedł do budynku jeszcze rankiem, chociaż zbliżało się już południe. Dość długo błąkał się między alejkami głównej wypożyczalni, aż wreszcie zrezygnowany zszedł do archiwum. Wypisał potrzebny do tego rewers oraz złożył swój podpis po otrzymaniu pieczątki - udawszy się na interesującą go półkę zastał go niecodzienny widok. Aż przetarł oczy nie dowierzając własnemu zmysłowi wzroku.
- Tonks, na Rowenę - mruknął kucając przy niej. - Nie wstawaj - dodawał. Najgorsze, że nie miał zbyt dużego przeszkolenia medycznego, za pomocą magii nie zdołałby uleczyć nawet zadrapania, a co dopiero krwawiącego czoła. - Będziesz mieć piękną bliznę. Na środku czoła. Nie wiesz, żeby nie sięgać po ciężkie książki wątłymi ramionami? - spytał, wyjmując z kieszeni materiałową chusteczkę. Co jeszcze mógł zrobić?




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 http://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 http://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec http://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 http://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
szalony naukowiec, historyk
24 lata
Mugolska
Panna
Speak and may the world come undone.
14
20
0
1
0
0
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Archiwum   26.11.17 18:37

Kiedy otępienie minęło, a ja odzyskałam wzrok, pierwszym co zrobiłam nie było bynajmniej podniesienie się z ziemi. Głowa bolała mnie jeszcze na tyle mocno, że wolałam jeszcze chwilę podrzemać wśród pięknie pachnących starych woluminów - w międzyczasie wsadziłam paluchy prosto w krwawiącą ranę, krzywiąc się i sycząc z przeszywającego moje czoło bólu. Gdzieś z oddali dochodził do mnie nawet czyjś głos, który chyba kierował swoje słowa do mnie, jednak teraz znacznie bardziej przejęłam się potencjalnym wstrząśnieniem mózgu. Spanikowana prawie poderwałam się do pozycji siedzącej, gdyby nie pojawiająca się nade mną znikąd twarz Cyrusa. Mrugam więc kilkukrotnie nie wiedząc czy jeszcze mi się wydaje, czy on faktycznie siedział obok, patrząc na mnie - niestety - z góry, i demonstracyjnie tykam go brudnym palem w policzek. Jego grymas uświadomił mi, że nie mam omamów.
- Jedna blizna nie robi mi różnicy. - Uznaję spokojnie, opuszczając rękę z powrotem na ziemię. Na moim policzku można dostrzec ledwo widoczną bliznę po spotkaniu z ptasimi szponami - reszta była ukryta pod ubraniem. - Co ja mogę poradzić? Chciałam tylko zdjąć księgę, nie było nikogo w pobliżu... planowałam jeszcze wejść po tym regale jak małpa, ale to skończyłoby się dewastacją biblioteki. Chyba lepiej, że to ja ucierpiałam a nie one! - One, czyli księgi, woluminy, które miały swoje lata i nie bez powodu znajdowały się tutaj, w archiwum. - Bardzo ucierpiała? Ta księga? Merlinie, no przecież! Księga! - Pytam nagle, a na mojej twarzy pojawia się przerażenie. Uświadomiwszy sobie, że mogłam zniszczyć księgę, która leżała może trzy metry dalej, wbrew rozkazom mężczyzny podrywam się z pozycji martwej na kolana i rozglądam nerwowo dookoła. Zamroczenie, przeszywający ból w czaszce nie są mi jednak teraz straszne, kiedy wykazałam się tak wielkim brakiem szacunku wobec mozolnie spisywanego dzieła. Dopadam ją wreszcie, po czym oglądam dokładnie wzdłuż, wszerz i wewnątrz, po czym oddycham z ulgą - była cała, calutka, nienaruszona. - Strasznie boli mnie głowa. - Stwierdzam wreszcie, odkrywając przy tym niewątpliwie niemal nowy kontynent swojej głupoty, a ręką po raz kolejny łapię się za głowę. W międzyczasie opieram się plecami o regał i oddycham głęboko.
- Czego dzisiaj planowałeś poszukać? - Spytałam. Ciekawiło mnie czy ktoś poza mną ślęczał tutaj po godzinach i próbował odnaleźć złoty środek na ogarniające świat anomalie.



Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape http://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 http://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 http://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 http://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
2
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Archiwum   30.11.17 12:35

Z początku Snape cieszył się z potulności Leanne, kiedy nie wstawała z ziemi. Prawdopodobnie tylko przez wzgląd na promieniujące otępienie, dlatego nie przyzwyczajał się do tej wizji. Patrzył za to szczerze zmartwiony na kobietę oraz krew sączącą się z jej czoła. Księga była naprawdę potężna wagowo oraz gabarytowo - nie rozumiał jaki cel przyświecał Tonks kiedy po nią sięgała. Mało było pracowników biblioteki? Ach, tak, ja sama. Cyrusowi momentalnie przestało być jej żal, na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Pogłębiający się z każdą chwilą, podczas której wciskała brudne palce w otwartą ranę, zamiast skorzystać z ofiarowanej chusteczki. Przecież była czysta. Na dokładkę umazała mu osoczem policzek, przez co sam zaczął go pocierać w nadziei, że czerwona plama zechce zniknąć.
- Przypomniałaś mi dlaczego za tobą nie tęskniłem - powiedział z wyrzutem, tym razem spoglądając blondynce w oczy. Nie na długo, prędko go taki manewr speszył. Odjął zatem spojrzenie z jej twarzy i nakierował je gdzieś w bok, na podłogę. To zapewne dało szanse czarownicy na niedostosowanie się do jego usilnej p r o ś b y. Wywrócił oczami.
- Nie wiem czy jest powód do szczycenia się blizną na środku czoła. Powiesz, że to to atak zmutowanej książki? - spytał ironicznie, nie mogąc pojąć tej bezmyślności. Wszakże była naukowcem, człowiekiem inteligentnym, zachowywała się zaś jak rozkapryszone dziecko o zaniżonym poziomie intelektualnym. Dlaczego? Nie, nie miał tu na myśli sytuacji po zderzeniu z opasłym tomem, lecz tym, co ją podkusiło do sięgania po niego w pojedynkę.
- Przecież musiałaś podejść do obsługi kiedy tu wchodziłaś. Przed chwilą jeszcze tu byli. Chyba za mocno uderzyłaś się w tę głowę - stwierdził trochę rozczarowany, trochę zły, a trochę realnie zaniepokojony. Nie chciał, żeby stała jej się krzywda, miał wyrzuty, że nie zdążył na czas. Niby nie stało jej się nic poważnego, lecz te brednie, które wypowiadała były martwiące. Na końcu języka miał odpowiedź, że owszem, wszakże trafiła na jej zakuty łeb, lecz w porę się powstrzymał. Nie wypadało mówić takich okropnych rzeczy, nawet jeśli myślał tak tylko z powodu złości.
- Nic jej nie jest… - zaczął, lecz nie zdążył. Lea była dla niego zbyt chaotyczna, zbyt żywiołowa i zbyt lekkomyślna. Nie zdołał jej powstrzymać. - To przestań się tak ruszać - odparł. - Mam tabletki przeciwbólowe, chcesz? - spytał. Czasem sam używał, nie trzeba było ich robić w przeciwieństwie do eliksirów i były poręczniejsze, dlatego mógł je brać ze sobą zawsze i wszędzie. - Z tego wszystkiego już zapomniałem - mruknął, podnosząc się do pionu i strzepując ze spodni biblioteczny brud.




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 http://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 http://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec http://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 http://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
szalony naukowiec, historyk
24 lata
Mugolska
Panna
Speak and may the world come undone.
14
20
0
1
0
0
0
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Archiwum   04.12.17 20:36

Słowa mężczyzny faktycznie ponownie ostudziły mój zapał i spowodowały, że zawiesiłam na nim wzrok na dłużej, niż to odpowiednie, przez co chyba się biedaczyna speszył. Nie tęsknił za mną i mówił to tak otwarcie? Nie znaliśmy się co prawda zbyt dobrze, ale to jednak nie wykluczało dziwnej nici porozumienia między nami - tym bardziej zrobiło mi się przykro, zaś cierpki uśmiech pojawił się na moich ustach. Nie odpowiedziałam, choć wydawało mi się, że bez problemu mógł dostrzec tę emocję na mojej twarzy. Nie odezwałam się też przez kolejne kilka minut, kiedy Cyrus dawał upust swojej złości. Irytowało mnie jego matkowanie i wytykanie mi mojej głupoty. Co było dziwnego w tym, że obsługa była a potem zniknęła na chwilę? Przecież też musieli chyba coś jeść albo chodzić do łazienki. Albo załatwiać inne super ważne sprawy związane z biblioteką. Czy tylko mnie się to wydawało logiczne? Siedziałam na tej ziemi, krzyżując ręce pod biustem i czekając tylko aż skończy wreszcie jojczeć.
- Nie, dziękuję. - Westchnęłam ciężko, by wreszcie obrażona za całokształt jego postawy podnieść się z ziemi i chwycić leżącą obok księgę. Otrzepałam ubranie z potencjalnego brudu, a następnie zerknęłam na mężczyznę. - W takim razie nie przeszkadzam, Cyrusie, miłej pracy. - Zadarłam nos, odrzuciłam włosy do tyłu i skierowałam się wgłąb biblioteki, do stolików, przy których nie było ani jednej żywej duszy. Po drodze oczywiście ponownie zakręciło mi się w głowie, ale tym razem ani nie upadłam ani nie zrobiłam nic głupiego, poza instynktownym chwyceniem się ściany.
Poczułam się urażona postawą mężczyzny, chociaż nie rozumiałam właściwie dlaczego. Był tym, który nie wierzył za bardzo w kobietę-naukowca, co dał mi kilkukrotnie odczuć i nawet jeśli stroniłam od towarzystwa takich osób, uprzednio udowadniałam im, jak bardzo się mylą. W tym przypadku nie miałam póki co takiej okazji, co okrutnie uwierało moje ego. Nie rozumiałam też, czemu akurat zawsze przy nim wpadałam w jakieś absurdalne sytuacje, które jedynie podcinały moją wiarygodność - z tą refleksją zastygłam w bezruchu przy ścianie, kurczowo zaciskając palce na księdze.



Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape http://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 http://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 http://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 http://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Alchemik
30
Mugolska
Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
10
5
20
0
0
0
2
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Archiwum   25.12.17 20:40

Popłynął z prądem, po prostu dając się ponieść nurtowi zmartwienia. Martwił się o Leę, nie chciał, żeby robiła sobie krzywdę. I powiedział kilka słów za dużo. Wcale tak nie myślał, sam już nawet nie wiedział. Odczuwał dziwny ścisk w żołądku oraz chaos myśli przepływający w jego rozumie. Pragnął jej pomóc, ona jednakże za każdym razem odrzucała wyciągniętą ku niej dłoń. Biegła gdzieś, skakała, goniła za wiatrem - a on nie mógł jej dogonić. Nie miał takiej możliwości. Gubił się zatem w tym wszystkim, nie wiedział czego chciał i nie domyślał się, czego potrzebowała Tonks. Myślał, że się trochę przekomarzają, lecz cierpki uśmiech na bladej twarzy czarownicy okazał się być pierwszym ostrzeżeniem. Zbagatelizował je - błąd.
Nie widział luk w swoim rozumowaniu, chociaż one oczywiście istniały. To był niepodważalny fakt. Zaślepiony głupią chęcią pomocy nie zauważył własnych przewinień - powinien. Oddychał ciężko, szybko, ni to ze zdenerwowania, ni to z wysiłku jaki wkładał w tę relację. Dzisiaj. Teraz. W archiwum ubogie w ludzi.
Obserwował bez słowa jak wstawała, samemu również dźwigając się wreszcie z klęczek. Obserwował również jej majestatyczne obrażenie się, wsłuchiwał w chłodne słowa oraz nadęte oblicze. Oniemiały ze zdziwienia dość długo patrzył za jej sylwetką, aż zniknęła mu z oczu. Jego serce przyspieszyło, natomiast dusza poczuła nieprzyjemne ukłucie. Nie lubił go, świadczył o posiadaniu przezeń wyrzutów sumienia. Przygryzł lekko wargę, wywrócił oczami oraz westchnął ciężko, z miną nieskończonego męczennika. Zdecydował się ruszyć w ślad za nią.
Zauważył jak trzymała się ściany - nagle poczuł się głupio. Po co łaził za nią jak natręt? Po co wtrącał się w jej istnienie? Jeśli chciała nabijać sobie guzy, dokładać wojennych ran do ciała, to miała do tego prawo - on go nie miał w przypadku wygłaszania swoich osądów oraz oczekiwań. Dlatego postanowił przeprosić.
- Przepraszam Lea, nie gniewaj się. Po prostu nie chciałem, żeby coś ci się stało - powiedział ostatecznie, czując, jak rumienią mu się policzki. Niedbale podrapał kark, krzywiąc się przy tym i uśmiechając głupkowato. Czuł się jak kretyn i nigdy nie lubił przyznawać się do błędów. Tym trudniejsze wydało mu się wypowiedzenie tych słów na głos. Ze świstem nabrał powietrza.




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
 

Archiwum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Archiwum w Shirotsume

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Biblioteka Londyńska-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18