Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stoliki w pobliżu sceny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stoliki w pobliżu sceny   06.09.16 22:28

First topic message reminder :

Stoliki w pobliżu sceny

Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora, i smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny, w noc ciemną i złą nam będzie się śnił... Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover i znów noc w kubryku wśród legend i bajd...

W obskurnym kącie tawerny ustawiono prowizoryczne podwyższenie, na którym dają występy portowe dziewki nie obawiające się towarzystwa upojonych rumem marynarzy i pracowników portu. Poza tym niewielkim elementem, ta część sali jest tak samo zaniedbana jak cała reszta. Niewielkie stoliki są odrapane i lepkie od warstwy brudu i rozlanego alkoholu, a gęsty dym papierosowy wraz z ciężkim zapachem męskiego potu jeszcze bardziej dławi w gardło niż w pobliżu drzwi. Pomimo to co wieczór właśnie te stoliki są najszybciej zajmowane przez mężczyzn żądnych uciech dla oka.
Możliwość gry w czarodziejskie oczko, darta, kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny   10.12.16 12:57

The member 'Ain Eingarp' has done the following action : rzut kością


'k100' : 77


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny   10.12.16 13:02

Było blisko. Prawie zdążył się uchylić, lecz chłopaczek był szybszy. To pewnie przez tą masę; ruchy Petera były zbyt powolne, ciężkie, mało zgrabne. Pięść zetknęła się ze skronią. Teraz dopiero czuł, że włożył w to bardzo dużo siły. Zakręciło mu się w głowie, mroczki pojawiły się przed oczami. Miał wrażenie, że zebrało mu się na mdłości, lecz nie zdążył zwrócić tego, co miał w żołądku, bo momentalnie stracił przytomność i upadł na ziemię, jak długi, z ociężałym hukiem, trzaskiem, opadając na krzesło, które pod wpływem jego ciężaru rozpadło się na części.
Jego upadek wzbudził zainteresowanie innych. Spojrzeli w tamtym kierunku, jak wygłodniałe psy na swoją zwierzynę. Nie chodziło o Petera. Dla części z nich był zupełnie obcy, a dla większości czarodziejów, która go znała był po prostu obojętny. Ale bestie zwietrzyły zapach krwi, złości. Bójki były o wiele ciekawsze na ten moment, niż panny tańczące na scenie. Dwóch marynarzy z pobliskiego stolika podniosło się powoli, wbijając swoje przekrwione ślepia w Avery'ego. Inni też, odsunęli się z krzeseł. Ktoś strzaskał butelkę.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 http://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 http://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love http://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 http://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
ordynator oddziału magiipsychiatrii
30
Szlachetna
Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
0
30
0
10
0
14
Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny   11.12.16 10:13

Poczuł opór powietrza, potem tępy, piekący ból pięści, kiedy ta zetknęła się z głową osiłka. Uderzył mocno, silnie, zajadle, pragnąc posłać go do diabła. Już dość mu było wrażeń: krew w dalszym ciągu sączyła się ze złamanego, przekrzywionego nosa, a podbite oko pulsowało i nabrzmiewało coraz bardziej. Sam pragnął poczuć, jak rozrywa skórę, zobaczyć krew, krzywe zęby turlające się po skrzypiącej podłodze. Włożył w cios całą swoją frustrację, całą złość, gromadzącą się w nim od kilku miesięcy. I to jedno uderzenie starczyło, by powalić portowego zakapiora wprost na deski: padł jak długi, najwyraźniej tracąc przytomność. Avery spojrzał pogardliwie na nieruchome ciało leżące u jego stóp i otarł zakrwawione knykcie o przód swej szaty. Dopiero po tym drobnym, zwycięskim geście dostrzegając zbliżające się niebezpieczeństwo: mężczyźni dotychczas spokojnie popijający sobie ale przy stolikach i ze znudzeniem obserwujący burdę, nagle wstali i skierowali się w jego stronę. Nieśpiesznie, złowróżbnie, z szerokimi uśmiechami na ogorzałych twarzach, niechybnie zwiastujących kłopoty. Samael zaklął w myślach i cofnął się w głąb sali - ale przecież nie tchórzył - budując dystans. Jeszcze chwila czasu na reakcję, na podjęcie decyzji, czy pozwoli obić sobie twarz i zapewne ograbić ze złota, czy ratować się niezgrabną ucieczką.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 http://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 http://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 http://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 http://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny   05.01.17 20:59

Szukała ucieczki, odejścia od zmysłów, czegokolwiek, co choć na chwilę dałoby jej zapomnieć o strachach, które czaiły się w cieniach lub tuż za jej plecami i choć na chwilę uwolnić ją od niepokoju, który wolno, acz sukcesywnie, doprowadzał ją do obłędu. Brzemię, jakie zostało jej przekazane, odbijało na niej piętno, którego nie spodziewała się zaznać. Nigdy nie doświadczyła tego, że wiedza może być tak fascynująca, a jednocześnie tak niebezpieczna. Wczoraj przytulała tą księgę do piersi, czując drażniące łaskotanie pod palcami, jakby członki nie mogły się doczekać, by ją otworzyć, choć zamiast tego przyciskała ją do siebie mocno, odnajdując ukojenie w szeptach, które swoją pieszczotliwością koiły jej zmysły, ale też równie drażniąco pobudzały, sprawiając napięcie niemożliwe do zniesienia. Każda pojedyncze sekunda w domu była więc torturą. Musiała szukać oazy gdzie indziej, niezdolna do zaryzykowania zmiany kryjówki dla tomu, który miał być chowany przed niepowołanymi rękoma. Z każdym dniem z coraz większym przekonaniem dochodziła do wniosku, że jej własne definitywnie zasługiwały na to, by zajrzeć do środka.
Nie spodziewała się jednak tego, w co siebie samą wrzuci. Po ostatnich wydarzeniach w Dziurawym Kotle bądź Pod Wypatroszonym Zającem powinna uważniej dobierać miejsce, ale nie uczyła się zbyt szybko na własnych błędach. Nawet od Alfy i Omegi nie można było oczekiwać, że przewidzi jak efekt będzie miało na pijanego Avery'ego ostatniego spotkanie, a tym bardziej, że tamtejsze zachowania wydają mu się na tyle stymulujące, że zachowa je w pamięci. Jakkolwiek nie byłaby elektryczną rozmowa w izolatce, tak działanie wbrew niej wywołało głównie gniew i sprzeciw oraz przemożną chęć naciśnięcia tej drugiej osobie na odcisk. Nikt (prawie) nie przywłaszczał sobie Seliny Lovegood bez konsekwencji. Ale czy nie była to ucieczka, której szukała? Zapomniała o strachu, który wspinał jej się wzdłuż kręgosłupa, swoimi szponami znacząc każdy z kręgów.
Zmrużone oczy przemknęły po twarzy intruza, i tylko złość nie pozwoliła szokowi wstąpić na jej facjatę, kiedy zauważyła ślady, które nie powinny znaczyć arystokraty jak jakiegoś podrzędnego rzezimieszka.
Odbiła się od ściany, mając zamiar popchnąć Samaela do przodu i wepchnąć go na któryś ze stolików, ale zanim zdołała wykonać więcej jak dwa kroki, obce ciało oderwało się od niej zgodnie z życzeniem, kiedy między nim wtargnął samozwańczy bohater. Tym razem była zaskoczona, ale szybko wybuchnęła śmiechem, obserwując niedorzeczność sytuacji. Czy ordynator jednego z oddziałów Munga, członek arystokratycznego roku, mężczyzna, z którym wiązało ją tyle, co nic, właśnie bił się w jej imieniu z jakąś moczymordą? Po chwili zaczęło się jednak robić niebezpiecznie. Zanim zdarzenie zdołało eskalować choćby o stopień dalej, a Selina ponownie naraziła się na dosięgnięcie konsekwencji odwiedzania podobnych miejsc, pociągnęła za sobą nieszczęsnego rycerza, dziękując Merlinowi za cudowny wynalazek proszku Fiuu. Trzy sekundy później powitał ich blask setki świec, które rozświetliły się jednym machnięciem różdżki Lovegood, witając ich w progach jej mieszkania.

/zt x2






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 http://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 http://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 http://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 http://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny   06.01.18 20:04

19 czerwca?

piosnki
Parszywy Pasażer żył dziś wyjątkowo radośnie, a krzyki zadowolonych klientów niosły się po całych dokach zachęcając tym każdego, kogo jeszcze nie było w środku, by dołączył do wielkiego pijaństwa i zepsucia towarzyszącemu w tym pozbawionym większych wygód burdelu. W końcu było to miejsce, gdzie zlewał się cały męt z okolicznych przystani oraz statków. Wyraźnie wyczuwalne były tutaj trzy rzeczy - rozlewany wciąż alkohol, dym tytoniu o przeróżnym zapachu zależącym od właścicieli oraz krwi. Tej ostatniej można było spotkać wiele, szczególnie gdy się jej nie szukało. Nowi, nieznający zasad nędznej dzielnicy portowej marynarze mieli nadzieję na znalezienie statku, na który mogliby się zrekrutować; najczęściej jednak spotykali się twarzą z wielką pięścią jednego z podżegaczy. Inni tłukli się po pijaku o cokolwiek - nawet podejrzenie o skradzione buty. Parszywy Pasażer kochał każdego, kto chciał prowadzić w jego murach transakcje niezgodne z prawem. A mimo to zaglądali tutaj sławniejsi i ci mniejsi kapitanowie ze swoimi załogami, szukając trunków, które zmoczyłyby im gardła i pięknych kobiet do towarzystwa. Część z nich grała w czarodziejskie oczko, inna robiła zakłady, gdy na statku było to absolutnie zakazane, a jeszcze kolejna zaczynała tłuc się i przewracać okoliczne stoliki. Butelki tłukły się raz po raz, rubaszne śmiechy mieszały się ze skoczną muzyką typową dla portowych lokali. Masa przelewających się postaci tworzyła jeden wielki organizm, który nie mógł znaleźć spokoju. Mało kto siedział w jednym miejscu i pozostawał jakby wyłączony z tego chaosu, jakim była noc w dokach. Nic jednak nie było w stanie ruszyć postaci tkwiącej w rogu hałaśliwego zbiegowiska maści wszelakiej.
Calhoun już od jakiegoś czasu zajmował to miejsce, a żadne towarzystwo nie chciało się nawet do niego zbliżyć. Położył wygodnie nogi na stoliku i odpalił papierosa, którego ostry dym wpełzł mu do gardła niczym smoczy ogień. Mimo że jego twarz kryła się w półcieniu, można było wyraźnie rozpoznać duże oczy wyglądające na wiecznie zmęczone i charakterystyczny wysoki wzrost. Nawet półleżąc, Goyle zdawał się przewyższać niskich Anglików o głowę. Tym razem nie obchodziły go żadne sprawy związane z dobijaniem targu, dowiadywaniem się od odpowiednich osób, co porabiał jego ukochany ojciec ani nawet karenażu, który już wkrótce był potrzebny. Wędrował spojrzeniem za jedną z wirujących na scenie tancerek. Część jasnowłosych panienek kręciła się równie zgrabnie, jednak jego uwagę przykuła smukła brunetka. Karmazynowa suknia trzepotała pod każdym ruchem wprawnej dziewczyny, pozwalając by materiał przyciągał zmysły. Raz za razem unosiła się, by odsłonić nagie łydki i uda tancerki. Podczas gdy jej towarzyszki skupiały się na zachęcaniu zbitych w ciasną grupę marynarzy u swych stóp, ona nie pozwalała się dotykać. Czuła na sobie wzrok Goyle'a i wcale nie odwracała swego, gdy wracał nim na poziom jej twarzy. Doskonale potrafiła lawirować w tej grze urywanych spojrzeń, kusząc młodego kapitana, dając mu podgląd do części, które panna powinna trzymać przed nieznajomymi z daleka, by zaraz odebrać mu ten przywilej. Kręciła się na podwyższeniu jak diablica, stukając obcasami w rytm wygrywanej przez grajków muzyki. Cal wiedział, że po występie przyjdzie prosto do niego.
- Kapitanie? - usłyszał obok siebie, jednak nie zwrócił uwagi. A przynajmniej zamierzał ignorować każdego, kto zamierzał mu przerywać obserwowanie występu. Wiedział, że jego kwatermistrz prowadził nabór za brakującego bosmana, który nie cieszył się zaufaniem Goyle'a i zapewne jego truchło dopłynęło już do Chin niesione azjatyckimi prądami. Wybrano odpowiedniego człowieka na jego miejsce, ale w załodze wciąż były luki, które trzeba było zapełnić.




Everyone is a monster to someone
Since you are so convinced
that I am yours, I will be it

Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk http://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 http://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
żeglarz
24
Mugolska
Kawaler
Jo - ho! Ciągnąć szot razem! Banderę stawić na maszt! Ciągnąć go, złodzieje, nędzarze! Śmierć nie dotknie nas!
5
6
0
0
1
0
9
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny   06.01.18 22:29

/19 czerwca

Od wczoraj byłem bezrobotny i spłukany, a od jutra miałem być dodatkowo bezdomny, bo jak się okazało Lemoniadowy Joe wcale nie opłacał naszej kawalerki, tylko całą moją marynarską dolę wydawał na alkohol i prostytutki. Z jednej strony zupełnie mu się nie dziwiłem, z drugiej jak szydło wyszło z worka to obiecałem, że uduszę tę gnidę własnymi rekami, jak mi tylko zamajaczy gdzieś na horyzoncie. Wciąż czekałem także na odpowiedź Leanne w nadziei, że moje słodkie słówka zdołały ją oczarować i faktycznie przyjmie mnie pod swój dach chociaż na kilka dni. Aktualnie jednak penetrowałem port w poszukiwaniu... chyba głównie szczęścia, a szczęściem było dla mnie towarzystwo jurnych dziewuch i strumienie alkoholu tryskające wprost do mojego gardła. Chociaż w woreczku ze skóry wsiąkiewki zostało ledwie kilka marnych knutów, wciąż mogłem liczyć na swoją piersióweczkę, z której z kolei pociągałem co rusz. Stan upojenia alkoholowego nie ustawał.
W tym momencie siedziałem przy jednym ze stolików Parszywego Pasażera, oddając się mojej drugiej po pijaństwie, ulubionej rozrywce - hazardowi. Tuż obok, nachylając się w stronę stłoczonych wokół blatu mężczyzn, siedziała moja urocza znajoma, mająca przynieść mi dzisiaj szczęście. Jej dorodny biust i perlisty chichot skutecznie odwracał uwagę od moich drobnych oszustw i w taki oto sposób zbierały się przed nami coraz wyższe wieże srebrnych sykli oraz miedzianych knutów. Nie robiliśmy tego po raz pierwszy, w gruncie rzeczy byliśmy całkiem zgranym duetem.
- No, moja droga, ostatnia kolejka, oddaję kości w twoje śliczne paluszki. - rzuciłem do niej, a ona odpowiedziała mi kolejnym uśmiechem. Widziałem jak zgarnia kilka sykli od naszego sąsiada, gdy z grymasem zadowolenia na ustach lądowała na stole, prezentując zebranym wszystkie swoje wdzięki. Później ukradkiem wsuwała mi je w dłonie schowane pod blatem stolika, a ja z kolei kryłem je w obszernych kieszeniach płaszcza. To było takie proste! Czasem dziwiłem się jak to możliwe, że ci frajerzy nabierają się na to za każdym razem, ale później patrzyłem na krągłe ciało mojej wspólniczki i nie miałem więcej pytań. Gdybym nie znał jej od lat i nie wiedział jaka z niej menda, sam mógłbym się zakochać... Szczęście dopisało jej także w rzucie, więc wygraną wsunęła sobie między pokaźnych rozmiarów piersi, a ja klepnąłem ją w tyłek, tym samym dając znać, że to już koniec naszego przedstawienia. Nie potrzebowałem niczego więcej - miałem kilka monet, a przede wszystkim od siedzących tuż obok marynarzy dowiedziałem się, że gdzieś tutaj, w Parszywym Pasażerze, odbywa się dzisiaj werbunek do załogi... Gola? Gloya? Goyla? Coś w ten deseń. Potrzebowałem tej roboty, tylko pech chciał, że nikt nie chciał mi zdradzić gdzie tego całego Goyle'a szukać, a tłum zebrany dzisiaj w gospodzie skutecznie utrudniał widoczność.
- No panowie, ja pasuję. Pożegnajcie się z tą uroczą damą, tylko łapy przy sobie. - rzuciłem do towarzyszy, grożąc im jednym palcem, po czym zebrałem wygraną i obejmując dziewczynę w talii, oddaliliśmy się na ubocze - Twoja dola, skarbeczku. Jestem twoim dłużnikiem, wiesz gdzie mnie szukać. - pożegnaliśmy się, dając sobie soczystego buziaka. Jeszcze chwilę patrzyłem na jej rozkołysane biodra, kiedy oddalała się coraz bardziej, ostatecznie znikając w tłumie. Posłałem za nią ulotnego całusa, muskając wargami wnętrze dłoni. Kolejny haust rumu wylądował w moim gardle - musiałem podtrzymywać swój stan, bo szczerze powiedziawszy całkowicie trzeźwy byłem ostatni raz jeszcze przed skończeniem Hogwartu. Wyobrażacie sobie tego kaca, gdybym pozwolił alkoholowi kompletnie wyparować z organizmu? Ja bałem się o tym myśleć. Wreszcie moje spojrzenie padło na wirujące w akompaniamencie muzyki ciała lokalnych tancerek. Gdybym miał wybrać tę, która podoba mi się najbardziej... wybrałbym smukłą brunetkę o gładkich, szczupłych łyskach i kształtnych udach. Chciałbym znaleźć się tej nocy pomiędzy nimi, zdecydowanie.
- Ty widzisz jakie ona ma bimbały? - mówię do przypadkowego gościa, zarzucając mu rękę na ramiona. Właściwie nawet nie zauważyłem, że miał zamiar wdać się w dyskusję z innym mężczyzną, siedzącym przy najbliższym stoliku. Wsuwam w usta dwa palce, gwiżdżąc tak głośno, że prawie udaje mi się przebić przez gwar Parszywego Pasażera, a później ciągnę typa za sobą, jeno kawałeczek, tym razem nieświadomie przystając prawie że na wprost persony, której szukam, tym samym zrywając wzrokowe połączenie kapitana ze znajdującą się na podwyższeniu tancerką. Może i nie należałem do najwyższych, ale artystyczny nieład na łbie dodawał mi kilka centymetrów. Te moje niesforne kłaczory miały taka objętość, że mogłyby przysłonić słońce.
- Na ogarniętego waćpan wyglądasz, powiedz no mi, gdzie znajdę kapitana... Goyle'a? - pytam żeglarza, wciskając mu w ręce swoją piersiówkę, wciąż będąc kompletnie nieświadomym, że osobę, której szukam mam na wyciągnięcie ręki. Wystarczy się odwrócić.


Powrót do góry Go down
Calhoun Goyle
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5475-cal-pracujemy#124811 http://www.morsmordre.net/t5485-okno-parszywego-pasazera#125261 http://www.morsmordre.net/t5593-hear-the-ocean-s-roar#130336 http://www.morsmordre.net/f109-doki-parszywy-pasazer-pokoj-7 http://www.morsmordre.net/t5484-calhoun-goyle#125257
kapitan, żeglarz, przemytnik
27
Czysta
Kawaler
I don’t believe in no
devil
Cuz I done raised this
hell
0
25
0
0
0
5
10
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki w pobliżu sceny   11.01.18 15:02

Nigdy nie żałował podjętych przez siebie decyzji i dotyczyły one również rotacji w załodze, która teraz już nie miała takiego tempa jak wcześniej, gdy wszystkie pozycje, bunty, wątpliwości zostały dokładnie wyklarowane. Nikt nie mógł być częścią jego statku, a przy okazji myśleć o chociażby najmniejszej niesubordynacji względem głównodowodzącego. Kiedyś kwatermistrza teraz kapitana w młodym wieku ciężko było znaleźć gdziekolwiek indziej, jednak przemytnictwo nie było zawodami, w których mogli stawać starsi wiekiem. Może na lądzie panowały inne zasady. W zderzeniu z szalejącym, nieposkromionym żywiołem trzeba było mieć siłę, by przeżyć, a ten który jej nie posiadał, szedł na dno, wcześniej marnując jedynie prowiant i słodką wodę. Nie było ich stać na słabe ogniwa, które miały jedynie zawieźć i pęknąć. Statek, załoga była tak silna jak jej najsłabszy z członków, dlatego też nie mogli sobie pozwolić na nieopierzonych, chcących jedynie zarobić. Ludzi, których interesowały jedynie złudne przyjemności w postaci kolejnych portowych dziwek czy pieniędzy łatwo było kupić i przekabacić. Gdy ktoś chciał dostać informację, wystarczyło, że opłacił ulubioną z kurewek wybranego marynarza i mógł dostać wszystko na tacy. Właśnie to wyróżniało jego załogę od innych - nie byli jedynie psami, które rzucały się na pieniądze i kobiety, gdy przybijali do portu. Mogliby umrzeć z pragnienia, jeśli taki byłby rozkaz. Tworzyła ją armia fanatyków, których ani życie, ani ambicje, ani żadne morskie męty nie mogło powstrzymać. Potrafili być równie niepowstrzymani i dzicy niczym wygłodniałe zwierzęta, chociaż wiernie słuchali swojego kapitana, który czasami nie był nawet ich równolatkiem. Ale wiek nie grał w tym żadnej roli - chodziło jedynie o zdolność poświęcenia tego samego, co cała reszta. Wspólnie śmiali się, gdy Aegir próbował zepchnąć ich w najgłębsze odmęty podczas oszalałych rejsów; wspólnie wierzyli w opiekę starych nordyckich bóstw. Praktycznie wszyscy pochodzili z krajów Europy Północnej, dlatego przypominali bardziej grupę morderczych wikingów lub złodziei niż przemytników. Calhoun podejmował się w dużej mierze zleceń, które odganiały resztę konkurencji z uwagi na niebezpieczeństwo, które ze sobą niosły. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zajmowałby się takim towarem, ale jeśli ktoś desperacko potrzebował odpowiedniego kandydata, musiał zgłosić się do Goyle'a.
Teraz jednak nie zamierzał jeszcze wypływać. Jeszcze. Póki mógł pozwalał sobie i swoim ludziom na chwilę rozprężenia, by wkrótce znów wrócić na wodę. Z tego co już zdążył się przekonać nielegalny handel w Londynie i przy wybrzeżach Wielkiej Brytanii potrzebował takich jak on. Szczególnie gdy nowy Minister Magii trzymał wszystkich za jaja. Ta zależność nigdy nie miałaby miejsca, gdyby ludzie się postawili, ale z każdym rokiem mógł się upewnić w przekonaniu, że mieszkali doków miękli, a wraz z nimi miękły doki jako niezależny półświatek. Jeszcze nikt się nie przyznał do kryzysu, póki policja nie wpadała przez drzwi Parszywego Pasażera i nie zgarniała każdego w okręgu kilku mil. Bo nikt kto zasiadał w tym miejscu nie trafiał tu przypadkiem i zdecydowanie nie był niewinny w stosunku do kwiecia prawa. Calhoun uchylił się leniwie w odpowiednim momencie, gdy przed jego nosem przeleciała jakaś butelka rzucona przez tłukących się pijaków, rozbijających się po całym wnętrzu lokalu, jednak nie byli w stanie zagłuszyć muzyki, krzyków i śpiewów. Gwizdanie przebijało się ponad wszystko, a chlupot rozlewanego alkoholu działał na zgromadzonych niezwykle pobudzająco. Goyle musiał skupić się na zataczających się facetów, którzy zasłonili mu widok na scenę i coś krzyczeli. Jakiś maruder przed nim obrócił się gwałtownie, a wraz z nim przypominający szczurka dzieciak z burzą nieogarniętych włosów. Wyglądał bardziej na drobnego złodzieja niż marynarza, któremu niestraszne były szkwały.
- Słyszałem, że rekrutujecie ludzi. Z chęcią bym dołączył - zaczął jeden z nich, rzucając spojrzenie stojącemu niedaleko kwatermistrzowi, który najwyraźniej zamierzał podesłać nowych kandydatów pod nos kapitanowi, by mógł się im przyjrzeć. Nie wszyscy nadawali się to tej załogi. Cal odetchnął nieznacznie, chociaż dało się zauważyć, że był zniecierpliwiony.
- Czyli chcecie się przyłączyć? - mruknął, nie chowając ironii w swoim głosie i czekając na odpowiedź drugiego. W międzyczasie włóczący się jak dotąd po okolicy pan Silver pojawił się na stoliku, machnął ogonem, zagarniając okruchy ze stołu i wpatrując się w stojących przed nim mężczyzn, by po chwili wskoczyć na kolana właściciela, mrucząc głośno.




Everyone is a monster to someone
Since you are so convinced
that I am yours, I will be it

Powrót do góry Go down
 

Stoliki w pobliżu sceny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Stoliki w pobliżu sceny
» Stoliki w głębi sali
» Bar i stoliki w Dziurawym Kotle
» Kawiarnia Solace
» Stoliki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Doki :: Parszywy Pasażer-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18