Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Matthew Bott

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Matthew Bott   07.09.16 19:06

Żywotność

Wartość żywotności postaci jako WILKOŁAK: POSTAĆ LUDZKA: 194

żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5157 - 175
71-80%brak-10138 - 156
61-70%zaklęcia z st > 90; potężne ciosy w walce wręcz-15118 - 137
51-60%silne ciosy w walce wręcz-2099 - 117
41-50%blokowanie ciosów w walce wręcz-3080 - 98
31-40%metamorfomagia, animagia-4060 - 79
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 70-5041 - 59
11-20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja-6021 - 40
1-10%Postać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-702 - 20
0Utrata przytomności

Wartość żywotności postaci jako WILKOŁAK: POSTAĆ WILCZA: 344

żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5279 - 310
71-80%brak-10244 - 278
61-70%zaklęcia z st > 90; potężne ciosy w walce wręcz-15210 - 243
51-60%silne ciosy w walce wręcz-20175 - 209
41-50%blokowanie ciosów w walce wręcz-30141 - 174
31-40%metamorfomagia, animagia-40107 - 140
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 70-5072 - 106
11-20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja-6038 - 71
1-10%Postać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-703 - 37
0Utrata przytomności

Kategoria 1

Styczeń/lutyStyczeń 1956
początek stycznia | Pan Wścibski, a potem Tylda | Dziurawy Kocioł -> Pokój Tyldy
Wpierdol w barze i spotkanie po latach w jednym


Luty 1956
7 | Botty | Ruera Bertiego
Remont ruiny

27 | Lily | Chata Lily
Witaj na starych śmieciach

29 | Grzmotołap | Doki

-->
- Potrzebuję trochę mięsa armatniego. Chętny?
- Zawsze.

29 | Cass | Chata doktorka
Ręce które leczo






Do you wanna stick around to see

How bad can I be?



Ostatnio zmieniony przez Matthew Bott dnia 15.04.17 19:21, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Matthew Bott   21.10.16 4:42

Marzec

1 marca | Benjamin Wright | Biała Wywerna
[...] Chwilę zajęło nim ponownie wróciliśmy do przerwanej rozmowy. W tym momencie wszedł też do Wiwerny jakiś kloc wysoki na dwa i prawie tak samo szeroki. Co zabawne - nie zauważyłbym go, gdyby któryś z chłopaków nie wytknął go swoim paluchem prawie pozbawiając mnie przy tym oka. Nie miałem w zwyczaju interesować się innymi. No chyba, że były to kobiety. Bez większego zaangażowania słuchałem więc opowiastek o tym, jak widział tego człowieka w akcji (w senie, że bójce). Brew mi nieco drgnęła gdy ponad piedestał zaczął go wznosić i wychwalać. Skrzywiłem się kiedy zaczął mi posyła prowokując spojrzenie. Reszta znajomych tylko zerkała ku mnie ukradkiem co jakiś czas zastanawiając się czy połknę haczyk.
Splotłem dłonie na torsie i kpiąco prychnąłem. Zapadła cisza. Poruszyłem szczęką.
Chuj.
Uderzyłem dłonią w blat, by zaraz pogrozić palcem koledze, który tak się klocem zachwycał. Zobaczymy. Wstałem od stołu i skierowałem swoje kroki w stron wielkoluda. Nie myślałem za wiele (taka tam nowość) i gdy tylko zauważyłem, ze zwrócono na mnie uwagę, a jeśli nie zwrócono to się do gościa odezwałem by zwrócił i cóż...zaraz potem posłałem w kierunku jego twarzy swoja prawą pięść. Co się będę pieścić.

2 marca, południe | Lily | Miasto -> Mung
Połamany dwa dni temu nos ciągle wyglądał...cóż, tak jak wyglądał. Zwłaszcza, że wyszedł z pod różdżki najebanego w trzy dupy magomedyka. Nie żebym narzekał - grunt, że nie był rozmazany po całej mojej twarzy. Wystarczyło, że wyjątkowo obfity siniak rozlał się po niej, przykuwając spojrzenia przechodniów. Do tego drugi wylazł mi przez noc na krawędzi szczęki po prawej stronie - pamiątka po wczorajszej nocy spędzonej w Wiwernie. Wszystko to było dość nieprzyjemnie obrzęknięte. Łamałbym rączki, gdyby komuś przyszło do głowy próbować wyciągnąć je w stronę mojej twarzy.
I tak sobie pełzłem przez park w ponurym nastroju w sobie tylko wiadomym kierunku, kiedy kątem oka dostrzegłem ją.
Szlag.
3/4 marca | Mia | Biała Wiwerna
- Zrzuciłaś mnie mendo dwulicowa - teraz ja zawtórowałem pretensją i złością, ignorując przy tym jej rewelacje kierowany chęcią zemsty za ten klif. Nie myśląc wiele chwyciłem za wystający rąbek prześcieradła, a w drugiej chwili szarpnąłem nim mocno tak, by Mią targnęło, a w najlepszym wypadku również sprowadziło do parteru razem z połacią pościeli. Dopiero później dotarło do mnie sens jej wypowiedzi. Zmarszczyłem czoło i leżąc na podłodze podniosłem głowę by dojrzeć źródło dźwięku.
Co.
Że niby ja?
Prychnąłem.
- A może ty się dorobiłaś skoro najwyraźniej przybrało ci na wadze tyle, że potrzebujesz tak dużo miejsca w łóżku. - burknąłem, przecierając oczy, a potem zaśmiałem się parszywie - I co się przejmujesz. I tak tam nic nie chowasz. - żartuję, choć faktycznie jazgot nie pozwalał mi zebrać myśli i zrozumienia co się właściwie zadziało.
5 marca, wieczór | wszyscy | Rudera->Ulica->Pub
Urodziny Bertiego
6 marca | Bertie |  Rudera
Złapałem go wzrokiem i się skrzywiłem widząc wyraz jego twarzy. Wypuściłem powoli z płuc powietrze wytrzymując jego spojrzenie. Cóż...na pewno nie zapowiadało się, że będzie lekko. Nie żebym oczekiwał czegoś innego.
- Hej - rzuciłem sucho bo nic innego nie przychodziło mi do głowy, a on się zbliżał. Nie wiem czemu, lecz założyłem, że jak coś powie to mi potem będzie łatwiej zdobyć się na jakieś wyjaśnienia, lecz Bertie chyba nie miał w planował paktować bo zanim się odezwał to się na mnie zamachną. Nie uchyliłem się. Nie miałem nawet ku temu możliwości bo po prostu się tego po nim nie spodziewałem. Moja głowa podążyła za ciosem. Zacisnąłem zęby i syknąłem z bólu. Nos ciągle nie był zagojony po moich ostatnich przygodach, a mi wcale nie podobało się to, że kuzyn postanowił mi o tym w ten sposób przypomnieć. Mimo wszytko nie oddałem mu. Po części dlatego, że faktycznie uważałem, że na to zasługiwałem. Po części dlatego, że nie po to tu przyszedłem. Zmrużyłem ślepia uśmiechając się podle. Próbowałem się powstrzymać, lecz nie mogłem. Mimo wszytko jakby ktoś mi powiedział, że Bertie sam z siebie się na mnie rzuci to bym wyśmiał, a teraz proszę. Zycie lubiło płatać figle.
- O nie, bawić to my się dopiero zaczniemy. Przykładowo od rozmowy o Jude. Lepiej siądź - nie sugerowałem mu tego tylko nakazywałem o czym świadczył ton mojego głosu. Próbowałem go trochę zastraszyć swoją postawą licząc, że straci przy tym na swoim wojowniczym zapale i przejdziemy do rzeczy nim stracę na cierpliwości.
7 marca | Eillen |  Rudera
Znalawszy się na piętrze, co prawda zauważyłem przez szparę framugi zamkniętych drzwi światło, lecz to mnie nie zniechęciło do położenia reki na klamce. Cząstka budzącej się we mnie świadomości dawała mi cynk, że chyba wanna szumi więc kibel wolny to se żem wszedł. Zmrużyłem oczy, gdy naparła na nie jasność. Dopiero po chwili zarejestrowałem obecność Eli w wannie. Trochę jeszcze nieobecnym spojrzeniem powiodłem po niej (Ellie, nie wannie), unosząc niemrawo jedną rękę ku górze w geście powitania.
- Umghm - sapnąłem niewyraźnie, co miało znaczyć 'cześć', a potem dałem jej znak ręką by sobie nie przeszkadzała. Drzwi za sobą nie domknąłem, jak mi się początkowo wydawało, lecz nawet tego nie zauważyłem i zacząłem sunąć w stronę kibla drapiąc się po głowie i przeciągle ziewając. Stopą uniosłem deskę do góry i zacząłem bawić się w jeno osobową fontannę czując z każą chwilą rosnącą na swym prywatnym zbiorniku ulgę.
8/9 marca | Tylda | Nokturn -> Mój dom
W pewnym momencie do moich uszu dobiegł głos kobiety, upadku i ucieczki. Oczywistym dla mnie było co się nieopodal mnie wydarzyło i szczerze mówiąc miałem to w głębokim poważaniu. Przynajmniej do moment w którym zdałem sobie sprawę, że głos ten brzmiał znajomo. Zatrzymałem się, zmarszczyłem w zastanowieniu czoło. W kościach poczułem, że mimo wszystko nie chcę się upewniać co to tożsamości właścicielki. Bo podejrzewałem kim mogła być, lecz trochę nie dowierzałem. Mimo to niechętnie się wychyliłem z pomiędzy budynków i spojrzałem na tą kobiecą sylwetkę udającą wyrzuconą na bruk rybę. Zakląłem pod nosem, a potem zrobiłem to jeszcze raz gdy zdałem sobie sprawę, że to faktycznie ona...
10 marca | Cece | Rudera
Po wytelepaniu, Rycerz wypluł mnie niemal przed Ruderą. Całe szczęście bo inaczej to bym się chyba przekręcił trzy razy, a tak to udało mi się przewlec przez prób i niewyobrażalną przyjemnością padłem w salonie na jednym z krzeseł. Miałem wrażenie, że zamiast nogi mam jeden, wielki bal drewna. Cholernie się o sobie przypominający przy każdym kroku. Miałem nadzieję, że nikt w tym momencie nie był w ruderze i nikogo nie będzie. Choć z drugiej strony dałbym wiele by ktoś mi podał butelkę ognistej.
11 marca, wieczór | Raiden | Port
Zaraz byłem w drodze na arenę. Podniosła się wrzawa o mniej lub bardziej pozytywnym wydźwięku i po chwili wszystko się zaczęło - stanąłem na przeciwko Jankesa, którego moja twarz dobrze zapamiętała. Uśmiechnąłem się pod nosem i nauczony doświadczeniem postanowiłem być tym razem szybszy od swojego przeciwnika. Wyprowadziłem cios na jego twarz [...]  Jankes dogonił mnie, właściwie wyrósł niewiadomo skąd, złapał. Próbowałem się wyrwać, lecz zaskoczony zareagowałem zbyt instynktownie. Kurwa mać. Przygwoździł mnie, a na moje nadgarstki już po chwili były ozdobione magicznymi kajdankami. Przekląłem siarczyście pod nosem czując jak rozlewa się po mnie wkurwiająca mnie bezradność, a w myślach przewijała mi się najpierw zmartwiona twarz Lily, a zaraz potem ciotki. Czemu jak trzeba to nie mogę mieć tej pieprzonej różdżki przy sobie...?!
12 marca | Artis | Kwatera aurorów
[...] Powiedzieć, że było ciasno to mało. Wspomnieć, że część z części musiała okazywać swoje niezadowolenie z tytułu swej bytności w Tower to też mało. Ogólnie więc noc była bardzo wesoła - oka nie zmrużyłem i sam się sobie dziwię, że nikogo przez ten czas nie zabiłem. Z radością udałem się wraz ze strażnikami, którzy koło południa przyszli po mnie i po kliku takich. Teleportowali nas do Ministerstwa i przestało mi być tak wesoło gdy weszliśmy na wydział aurorów. No bo no...ja nawet kurwa różdżki swojej od dwóch dni nie miałem przy sobie, więc...o co tu do cholery chodziło? Nie podobało mi się to.
Po chwili znalazłem się w pokoju przesłuchań. Usadzono mnie przy jednym z krzeseł. Ciągle byłem skuty, ciągle nikt mnie nie zaopatrzył w jakąkolwiek koszulę. Pociecha w tym, że tu przynajmniej było cieplej tylko co dalej...?
12 marca, popołudnie | Raiden | Cela
Z półsnu wyrwał mnie strażnik wypowiadający moje nazwisko. Chyba źle zniosłem niechcianą pobudkę bo w powietrzu zawisła kierowana ku mnie groźba. Nie stawiałem oporu, byłem jeszcze półprzytomny, a więc byłem jak potulne zombie. Przez chwilę pomyślałem, że może przydzielono mi prywatny apartament - ucieszyłbym się, bo osobiście nie chciałem myśleć o tym, że jak na potrzymają w zbiorowej jeszcze kilka ni to pływać będziemy we własnej urynie. Ale nie. Co prawda prowadzono mnie do oddzielnego pomieszczenia, znalazłem się w jego wnętrzu...a potem zobaczyłem JEGO. Momentalnie moją senność szlag trafił, a mięśnie twarzy stężały.
- Ty chuju - warknąłem, a potem splunąłem ku niemu. Co z tego, że teoretycznie sam sobie byłem winny. Praktycznie jednak to właśnie on był bezpośrednim powodem mojej obecności w tym chlewie.
12 marca, wieczór| Brendan Weasley | Cela zbiorowa
- Brendan... - wycedziłem, krzywiąc się jeszcze bardziej jakbym właśnie mielił w ustach coś obrzydliwego. Tak właśnie zresztą było. Z poziomu podłogi zmierzyłem go niechętnie. Zignorowałem jego pierwsze słowa. Ponownie go słysząc zacisnąłem ręce w pięści i pociągająco się podniosłem do pionu. Pozwoliłem sobie przy tym ostentacyjnie, leniwie wytrzepać ubranie by ostatecznie nie śpiesznie stanąć na przeciwko aurora. Drażnił mnie ton jego głosu.
- Czego chcesz, Weasley? - fuknąłem patrząc gdzieś w bok.

21 marca | Thilda | Trybuny
Mecz
22 marca | Lily, Sam| Nokturn -> Mój dom
Przemierzając uliczki nie rozglądałem się jednak za nią zbyt nachalnie. Zawsze jeśli jej nie spotkam to dzień okazać się może trochę bardziej szczęśliwy, a i przecież pustakiem nie była - postoi trochę to ogarnie sama że coś jest nie tak i wróci do sklepu. Nie miałem więc szczególnego parcia by koniecznie ją dojrzeć, lecz niestety to zrobiłem. Przekląłem pod nosem i skierowałem ku niej kroki. Gdy jej sylwetka stała się wyraźniejsza, a odległość mniejsza - odezwałem się
- Gówniarz przyszedł do sklepu, Burke chce byś wróciła bo coś chce - gdy przystanąłem zauważyłem że Sam stoi na przeciwko czegoś mizernego. Zmarszczyłem czoło - Nie no serio, Wesley...? Masz tak niską stawkę, że musisz od dzieciaków galeony wyłudzać? - prychnąłem złośliwie nieco rozbawiony tym co widziałem, a przynajmniej tym jak to dla mnie wyglądało. Zaraz jednak nie było mi wcale tak do śmiechu. Ściągnąłem kaptur swojej peleryny - Lil...?




[bylobrzydkobedzieladnie]




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?



Ostatnio zmieniony przez Matthew Bott dnia 15.04.17 17:14, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Matthew Bott   13.01.17 4:26

Kwiecień

3-5 kwietnia | Lily | Dom jej rodziców

Lily nadal miała klucze z domu. Otworzyła więc drzwi i już po chwili czteroosobowy tłumek przyszedł witać ich w salonie zwołany dźwiękiem klucza. Bracia pozostali przy osiadnięciu na kanapach i machnięciu przybyłej dwójce, kiedy mama domu, dość drobna kobieta po której Lily odziedziczyła olbrzymią część urody ściskała córkę jakby chciała wydusić z niej wnętrzności. Kiedy postanowiła, że dziewczynie już wystarczy, przygarnęła także Matta.
- Ciebie też dawno tu nie było! Wyrośliście oboje niesamowicie. Czyj to był pomysł, żeby pozwalać tej dziewczynie wyjeżdżać aż do Anglii! - pani MacDonald pokręciła głową, choć mówiła bardzo miłym tonem. Zaraz ruszyła do kuchni, żeby przygotować nowo przybyłym po kubku herbaty. Dopiero w tej chwili do powitania został dopuszczony oficjalny pan domu, który zaraz zasiadł w swoim-i-tylko-swoim fotelu, kiedy Lily i Matt mogli się wreszcie porozpłaszczać.
- Was się tu nie podziewałam! Jak rozumiem, Matt śpi u któregoś z was.
5 kwietnia | Florka | Jej dom

To nie tak, że spodziewałem się radosnego rzucenia się na szyję, śmiechów, kąśliwej odpowiedzi i zaproszenia do wnętrza na ciastka i herbatkę - na samą myśl tej alternatywnej rzeczywistości czułem nieprzyjemny dreszcz niepokoju. Nie byłem więc bardzo zaskoczony, gdy mnie smagnęła po twarzy - zakładałem, że i tak do tego dojdzie, lecz dopiero po tym, jak przekroczę próg mieszkania. Stałem więc przed tymi drzwiami poruszając szczęka i rozmasowując nieprzyjemną spiekotę ręką. Nie zdążyłem westchnąć, a już byłem ciągnięty przez korytarz mieszkania by zaraz wylądować w kuchni.
6 kwietnia | Bertie, Titus | Rudera ->Wyścig mioteł
- Że co, jakie zlatywanie z miotły...? Umawialiśmy się na coś...? - pytam, udając, że ja sam przecież pierwszy raz o jakichś miotłach od miesięcy słyszę. Nie pamiętam też bym mu o czymkolwiek wspominał, choć czający się pod skórą niepokój zdawał się świadczyć o czymś kompletnie innym. Jakby tego wszystkiego było mało do mieszkania wparował Tito zupełnie, jakby on też był w mieszany...
Zastygłem. Iskra przeskoczyła ze styku na styk. Mentalna żarówka rozbłysła.
- Nie...- zacząłem patrząc to na Bertiego, to na Titusa, to znów na kuzyna - Nie. - poprawiłem swój ton na bardziej stanowczy, obdarzając Młodego znaczącym spojrzeniem - Mowy nie ma. Zostajesz tu z kumplem i udajesz, że niczego nie wiesz.
X kwietnia | Peony Sprout | Rudera
 - Że co...? - chciałem by powtórzyła bo czegoś chyba nie zrozumiałem i wtedy, gdy spojrzałem na piersiówkę...to na mnie spłynęło - olśnienie. Części zamglonej układanki zaczęły się klarować i do siebie dopasowywać. Ja, plac, piersiówka, gówniak - wizje z przeszłości, z wczoraj raz po raz atakowały mnie zdjęciami kolejnych chwil. Już wszystko wiedziałem. Podniosłem na nią spojrzenie w którym było widać - ŻE WIEM. Usta zacisnęły się w wąską kreskę. Sekunda trwająca godzinę. Chrząknąłem wracając do rzeczywistości.
10 kwietnia | Oliver Bott, Eilen Wilde | Przed Ruderą
 Unosząc jedną brew odchyliłem się w poziomie by spojrzeć przez drzwi zupełnie,jakbym miał cokolwiek przez nie zobaczyć. Niestety tak uzdolniony nie byłem. Odłożyłem chochlę na blat i uchyliłem drzwi frontowe, by zobaczyć go - Botta Marnotrawnego. Jego to tu się nie spodziewałem. Patrzyłem na niego z pewnym skonsternowaniem na twarzy czekając, aż mozg wyśle dalej odpowiedni sygnał.
- Matt...? - spytał się, a ja zupełnie jak gdyby miał być to jakiś sygnał sprzedałem mu solidną bulwę na twarz.
- Tylko. Mi. Tu. Nie. Mattuj. - wycedziłem
13 kwietnia | Craig Burke | Borgin&Burke, Cela
Ten dzień w pracy był gorszy od wszystkich innych do tej pory. Świat wydawał się być przeciwko Matthew, przeklęty los rzucał mu kłody pod nogi, a wyjątkowo wyrachowana i wybredna klientela pogarszała jego sytuację z godziny na godzinę. W sklepie dawno nie było takiego ruchu, a to wszystko za sprawą nowego, niezwykłego artefaktu, o którym plotki rozniosły się wśród stałych bywalców Borgina&Burke'a. N
15 kwietnia | Alan | Ulica
Pożegnałem go i sobie tak dopalałem w spokoju mugolskiego papierosa, gdy w ten dostrzegłem znajomą mi sylwetkę. Zmrużyłem ślepia.
- Alan...? - szepnąłem sam do siebie w zamyśleniu, a po kilku kolejnych sekundach byłem już pewny - to był Alan.
- Ej, Alan! - podniosłem rękę w której trzymałem końcówkę papierosa wychylając się mocniej z pomiędzy budynków. Trudno było mnie nie zauważyć. Wyszczerzyłem się i gdy byłem pewny, że mnie dostrzegł i ku mnie się zbliża (niech tylko spróbuje mnie nie rozpoznać) odrzuciłem niedopałek na wilgotny bruk by móc uścisnąć mu rękę
16 kwietnia | Edgar | Borgin&Burke
Odwlekałem sprawę. Może nie jakoś przesadnie, lecz mimo iż wypuścili na wolność wczoraj to dopiero dziś niechętnie zdałem sobie sprawę z tego, że dodatkowy dzień zwłoki mógłby mnie kosztować więcej niż tylko własne zdrowie. Niespiesznie przemieszczałem się więc brukowanymi, ciemnymi uliczkami Nokturnu. W głowie mi jeszcze szumiało po nocy spędzonej w Kotle i kilku innych przybytkach (wolność trzeba opijać, objadać i obijać). Ale to może i dobrze. Może na swój sposób sprawi to, że będzie trochę łatwiej przez to przebrnąć, na takim jakby znieczuleniu, prawda...?
- Cholera jasna - kogo ja oszukiwałem.
17 kwietnia | Chinka | Pokątna
Nie śpieszyłem się. Wgryzłem się owoc który z pozoru normalny posiadał ciepły, cierpko-słodki miąższ zupełnie taki sam, jaki posiadają jabłka pieczone nad ogniskiem, obsypane mieszanką cukru i cynamonu. I właściwie dzień byłby udany...gdyby ktoś nagle nie trzepnął mnie po twarzy. Mój już dwukrotnie składany w tym miesiącu nos nie widział żadnych przeciwwskazań przed wydaniem po raz kolejny niepokojącego, znienawidzonego przeze mnie dźwięku. Nieprzyjemny ból za świdrował wgłąb twarzy, a krew załaskotała mnie pod nosem. Będąc ciągle zamroczony wydałem z siebie bolesne:
- Cholerszlagbytojegokurwaagrrr...
18 kwietnia | Lily | Jej dom
Po powrocie do domu znów trzymałem w ręku list od Lily. Znów nakreślony tą samą nerwową linią, o treści podobnej do tej, jaka widniała na kilku wcześniejszych listach, które napływały do mnie niezmiennie od tygodnia - bała się i potrzebowała mnie. Nie cieszyło mnie to jednak, tak jak powinno. Nieprzyjemnie wręcz ciążyło niczym ponury obowiązek. Takie to mało przyjemne było, że po tym wszystkim co mi mówiła w Tower, co mi powiedziała o Duncanie chodziła na spacery z Floreanem... Czemu więc pisała do mnie skoro mnie nie dostrzegała? Frustrujące. Bardzo. Niemniej nie potrafiłem zignorować jej wezwania. Odświeżyłem się i użyłem kominka w Ruderze, by zaraz pojawić się w domu Lily, który był nieco niższy toteż zaraz przydzwoniłem głowa o kant.
- Cholera - skrzywiłem się przykładając zaraz rękę do głowy i rozmasowując obolałe miejsce - Tak się wita gości? - rzuciłem żartobliwie widząc, jak celuje we mnie różdżką zza szafy. Cieszyłem się, że udało mi się na chwilę zdystansować od swych myśli.
18 kwietnia | Mathilda | Dziurawy Kocioł

Ktoś, kto mnie znał i usłyszałby, że tak właściwie to miałem inne plany na wieczór niż wałęsanie się po melinach i barach uznałby, że żartuję. Sam się uśmiechałem do tej myśli kiwając niedowierzająco głową, zupełnie jakbym oceniał nieprzychylnie trzymane w dłoni karty - te jednak były po mojej stronie. Już trzecie rozdanie z rzędu. Być może właśnie to zraziło moich chwilowych towarzyszy, którzy po skończeniu partii postanowili z kilkoma bluzgami na ustach opuścić mój stolik. Nie było mi z tego powodu smutno. Zaczepiłem przechodzą obok kelnerkę za rąbek spódnicy, domagając się uzupełnienia szklanki ognistą. Nie przejmowałem się tym, że mógłbym spotkać tu Lily. Przynajmniej nie po tych dwóch piwach, które wypiłem w Parszywym nim mnie stamtąd wyrzucili. Ciągle też nie byłem pewien czy się na to zdecydowała, czy ją zatrudnili. Poza tym - najpewniej noc zleci jej na wpłukiwaniu się w poduszkę. Tak sądziłem. Co prawda męczyło mnie z tego powodu sumienie, lecz jeszcze dwie, trzy szklanki i będzie...wygodniej. Miałem taką nadzieję.
Upiłem zawartości uzupełnionego naczynia. Tasowałem w tym momencie karty, co jakiś czas przenosząc nieobecne spojrzenie na salę. Miałem wrażenie, że spadam w przepaść na trzeźwo w sposób nieprzyjemnie powolny.
19 kwietnia | Bertie | Rudera

- Nie poddali. Zrozumieli. Może też powinieneś dla własnego dobra w końcu zrozumieć, że świat nie jest taki różowy, jaki chciałbyś by był - nie zdawałem sobie nawet sprawy, że mógłbym być w stosunku do niego taki szorstki, a jednak. Zakleszczoną na jego ramieniu rękę puściłem dopiero po wypowiedzeniu tych, a nie innych słów, nie pozwalając mu wcześniej się odsunąć.
- Rób co chcesz. Może wyjdzie ci to na dobre. W końcu skoro nie potrafisz zrozumieć co się do ciebie mówi najwyraźniej sam musisz się przekonać jak naiwny jesteś - syknąłem w gniewie do którego zachęcała mnie bezsilność. Nie mogłem przecież przywiązać go do krzesła, nie przemówię mu do rozsądku, nie powiem prawdy... - Nie może. - poprawiłem go.
 20 kwietnia | Aria | Kuchnia, Kuchnia
- To bardzo, baaardzo, baaaardzo zły czas, Ari na proszenie mnie o takie rzeczy. Tym bardziej, że moja wizja zostania tutaj nie obejmuje w tym momencie twojego zasypiania, a do tego twoja deklaracja łagodności bardzo się z nią kłóci - popatrzyłem na nią nieodpowiednio, pożądliwie, mimowolnie unosząc nieznacznie kącik ust. Wyłożyłem karty na stół, bo przecież nie zamierzałem się czaić z zamiarami, które i tak wprowadziłbym z premedytacją w życie, jeśli tylko zamierzała pozwolić mi przebywać w tym momencie bliżej i dalej spoglądać na mnie tymi kokieteryjnymi, błyszczącymi od alkoholu ślepiami. Niech wie.
 21 kwietnia | Just | Dom brata Just
Dlatego po skończonej robocie pojawiłem się niedługo potem pod domem brata Just. Już od jakiegoś czasu (trochę już zleciało od tego lutego...) podpytywała mnie o to, kiedy znajdę czas dla jej garbusa. Ciekawe czy była zaskoczona, że dzień wcześniej to ja się do niej odezwałem w tej sprawie? Machnąłem jej ręką na powitanie, gdy dostrzegłem ją wyglądającą przez okno w moim kierunku.
- Hej! - odezwałem się, unosząc lekko kąciki ust - Nie będę wchodził do środka. Poczekam na ciebie pod twoim małym. Weź kluczyki, a i przydałyby się jakieś ścierki
 23 kwietnia | Aria| Rudera, kuchnia
Jej sylwetka się napięła, lecz uznałem to za gest zaskoczenia. Na swój sposób było to pocieszne
- Nie cykaj. Razem z Bertim nałożyliśmy na Ruderę tyle zaklęć ochronnych, że nawet kurz musi prosić o pozwolenie na lądowanie. Nie chwalił się?
 24 kwietnia | Aria | Most nad Tamizą
Ster i tej nocy wypuściłem z dłoni oddając się beztroskiej zabawie. Pochylając kolejne kieliszki powtarzałem sobie przekonywując, że co ma być to będzie, jak coś - mnie znajdą wszędzie. I właściwie z rozbawieniem musiałem przyznać sobie, że to niekoniecznie musiała być przenośnia bo towarzyszyła mi Ari. Przypadkowe spotkanie, przypadkowa szklanka ognistej, druga, piąta...
 25 kwietnia | Jud | Wygwizdów
Świat zdawał się na chwilę spowolnić. Sekundy zmieniły się w minuty, gdy uświadomiłem sobie, że jestem za wolny, że nie zniknę za drzewem. Prócz strachu poczułem nieprzyjemne uczucie bezradności wobec tego co miało nastąpić. Już po chwili poczułem bowiem na sobie ciężar zwierzęcia napierającego na mnie i przyciskającego do ziemi. Rzuciło się na mnie z impetem. W akcie zawziętości i swego rodzaju desperacji wyciągnąłem przed siebie lewe ramię tak, że dzieliło ono bestię od mojego gardła i to właśnie w nim zatopiło swoje szczęki. Boleśnie, głęboko. Skręciło mnie z bólu do tego stopnia, że ie byłem w stanie zdławić dźwięku, który o tym świadczył. W zamian zacisnąłem mocniej dłoń na różdżce. Wątpiłem bym w pojedynkę podołał konfrontacji tym bardziej, że większość zaklęć ofensywnych jakie znałem nie nadawała się do użycia z takiej odległości. Potrzebowałem czegoś co odsunie ode mnie potwora. Da mi szansę na ucieczkę.
Levicorpus
27 kwietnia | Marianna | Ulica, gospoda

Czułem, jak jej wzrok prześlizgiwał się metodycznie po mojej ranie. Wiedziałem, że w ten sposób nie jest w stanie wywnioskować za wiele, a jednak czułem niepewność co do tego, czy mimo wszystko powinienem skorzystać z jej umiejętności. Nie była kimś kogo znałem, komu ufałem, nie wiedziałem co zrobi jeśli rozpozna pochodzenie rany? Jeszcze mogłem się ze wszystkiego wycofać. Tylko co dalej? Nie mogłem się oszukiwać - nie było szans na to bym sobie tak po prostu z tym poradził sam. Koniec końców rozsądek wygrał. Nie oznaczało to jednak, że nie irytowała mnie sytuacja, a ja nie zacząłem się zastanawiać co zrobię jeśli dziewczyna czegoś się dowie. Istniało w końcu ryzyko.
X kwietnia | Mia | Balkon

- Erniemu to pewnie teraz łyso...o ile bardziej można być łysym niż Erni - Uśmiechnąłem się szeroko, pijacko na same wspomnienie barmana, który po raz kolejny (daj Merlinie, że nie ostatni!) dał się podejść i sprowokować do zakładu. Jego owocem (tego zakładu) była skrzynia piwa niesiona w moich ramionach. Szkło samo z siebie zdawało się nawet z dumą szemrzeć przy każdym moim kolejnym kroku. Muzyka dla uszu
28 kwietnia | Demony | Przedmieścia LondynuDom

- Niedługo zamykamy - Noel odezwał się ciężkim barytonem, lustrując przerzedzoną, ale wciąż obecną widownię karczmy. I byłby dodał coś więcej, zerkając na dwóch ochroniarzy siedzących przy drzwiach, ale względną ciszę przebiło najpierw potężne grzmotniecie - na zewnątrz rzeczywiście zbierała się burza - a potem coraz głośniejszy, przybliżający się tętent końskich kopyt i stukot pędzących ..kół? Kilka spojrzeń, jak na komendę zwróciła twarz ku wejściu, a w oczach łatwo można było dostrzec rosnący lęk. Wszystko umilkło, przecinane tylko szumem deszczu za ścianą i trzaskaniem ognia w kominku.
29 kwietnia | Flo | Mung

Przeciągnąłem po zmęczonej twarzy ręką czując ciężar podjętych przeze mnie decyzji, zawodu jaki prawdopodobnie sprawiłem, rozczarowania...Co u Lily, jak sobie radziła? Co z Flo? Jak się tu znalazła? Ostatecznie ciekawość tkwiąca we mnie przezwyciężyła niepewność i sprawiła, że ostatecznie znalazłem się po drugiej stronie szyby.
- Hej - uniosłem w jej stronę rękę, i uśmiechnąłem się krzywo, gdy mnie zza tej szyby spostrzegła





Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 http://www.morsmordre.net/t3632-klopot http://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 http://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Wolny strzelec
26
Półkrwi
Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
15
2
0
0
0
1
15 (17)
22 (24)
Wilkołak

PisanieTemat: Re: Matthew Bott   23.09.17 1:16

Maj

1 maj | uzdrowiciele | cmentarz

W nocy, z ostatniego dnia kwietnia na maj, niespodziewanie poczułeś przeraźliwy ból głowy; nagły, rwący, tak silny, że powalił cię na kolana. Nagle obraz przed twoimi oczyma zaszedł jasną, śnieżną bielą, która całkowicie cię oślepiła. Nic nie widzisz. Potrzebujesz eliksiru, który przywróci ci wzrok - i czasu, żeby przyzwyczaić się do otaczającej cię mgły. Zapachy wokół przestały być znajome, prawdopodobnie nie znajdowałeś się już w swoim domu. Nie miałeś jednak pojęcia, co się stało, ani gdzie mogłeś się znajdować.

1 maj | wszyscy | Rudera

Ulga i wdzięczność, że nic jej nie jest. Jeszcze do mnie nie dotarło to jak wyglądała, czy coś jej dolegało - stała tu i to na ten moment było ważne. Przygarnąłem ją do siebie. Drżała, była brudna, głos jej się łamał i tu zaczęła rodzić się złość
- Co ci się stało Just? - To przez magię? Ktoś ci to zrobił? Gdzie się podziewałaś...? Gdy się odsunęła jeszcze lepiej widziałem jej twarz dostrzegając na jej twarzy smugi rynsztokowego brudu zmieszane z krwią. Merlinie, Just...

2 maj | Botty | Rudera
Czemu on musiał taki być?! Taki...taki...ech. Cholera jasna! Czasami gubiłem się w tym czy on był taki głupi czy jednak przez te wszystkie lata coś tam się jednak zdołało zagnieździć. Potem jednak myślałem o tym, jakie miał szczęście, że jeszcze chodził po tej planecie. Albo nieszczęście...? To jak go potraktowała ta anomalia...Może nie powinienem tak na niego naskakiwać. Przecież to nie tak, że doprowadził się do takiego stanu bo tego chciał. Tamtej nocy nikt nie wybierał.  

5 maj | Lily | Dom Prewettów

Na szczęście (a może niekoniecznie?) myślałem jedno, a robiłem zwyczajowo drugie i ostatecznie przełamałem się nad samym sobą przenosząc się do posiadłości Prewettów. Otrzepałem ubranie z resztek popiołu i uważnie się rozejrzałem czując jak wszystkie moje mięśnie się spinają. Jak na razie nie miałem zbyt dobrego zdania o jakiejkolwiek arystokratycznej rodzinie, a właśnie w budynku jednej się znajdowałem.  

7 maj | Lily | Rudera

A jednak nie mogłem zaprzeczyć, że nie czerpałem z tej sytuacji żadnych korzyści. Bo tak w sumie to nie było złe - wstać, zajść do kuchni, patrzeć jak ona się po niej krząta. To było coś nowego. Nawet nie zdałem sobie sprawy, że poruszałem się ciszej chcąc się tym nasycić. Cierpka była jednak myśl, że ani kuchni, ani będącej w niej kobiety nie mogłem nazwać swoją - z tego też powodu do głowy mi nie przyszło nawet chcieć tak zawsze.

9 maj | Lily | Rudera
Wyszedłem z domu na chwilę by rozmówić się ze znajomym i umówić się na jutrzejsze wyjście do Rosiera. Gdy wróciłem - jej nie było. Uspokoiła(?) mnie dopiero Lana uśmiechając się trochę parszywie. Wyszła z przyjacielem. Trochę niskim ale szarmanckim. Czekał na nią z kwiatami. Mówiła, a widząc mój grymas niezadowolenia od razu spróbowała mi dokuczyć.

10 maj | Olie, Rosier | Rezerwat
- Idziemy, nie wkurwiamy nikogo, uzgadniamy szczegóły i znikamy - powtórzyłem plan w skrócie po raz szósty tego dnia zupełnie jak dybym sam próbował się przekonać, że to właśnie tak to będzie wyglądało.
Chyba nie bardzo w to wierzyłem.

14 maj | Flo | Ulica

Tym samym Florence znalazła się na Pokątnej... ale dojście do domu stanowiło już bardzo konkretne wyzwanie, bo ziemia kołysała się niemiłosiernie. Florence poprawiła jednak okropnie potargane włosy i podjęła wędrówkę. Będzie chyba musiała wymyślić jakąś wymówkę dla Floreana... ale to później... później... Teraz tak bardzo chciało jej się spać...





Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
 

Matthew Bott

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Matthew Montgomery
» Matthew Finnigan
» Matthew Osborne
» Pandora Rouse & Matthew Turner

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Woreczki z wsiąkiewki-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17