Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Poczekalnia   12.09.16 13:43

First topic message reminder :

Poczekalnia

Po wyjściu z windy, tuż po lewej stronie znajduje się poczekalnia z ciasno ustawionymi ławkami, na których, po przedstawieniu celu wizyty i odebraniu przepustki, mogą oczekiwać przybyli goście. Niektórzy trafiają tu w charakterze świadka lub też chcą złożyć donos, inni znów liczą na przyjęcie przez urzędników. Czas oczekiwania bywa różny, lecz nierzadko można dostrzec tu zirytowane miny petentów.
Przez wielkie okna do pomieszczenia wpływa duża ilość świtała, rzucającego mieniące się refleksy na zaczarowane obrazy. To właśnie one stanowią pewne urozmaicenie dłużących się minut - w ramach desperacji można podjąć się rozmowy z uwiecznionymi postaciami, nikt jednak nie gwarantuje, na jakie tory zejdzie dyskusja; mówi się, że malowidła mają dość nietypowe usposobienie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   22.10.16 0:19

Łatwo było ją speszyć. Szczególnie, kiedy już nie czuła się za pewnie, a w tym miejscu nigdy się tak nie czuła. Widząc, jak mężczyzna unosi brwi, przygryzła wargę, nie bardzo wiedząc, jak się zachować. Czuła się głupio i bała się, że za chwilę ją opieprzy i przegoni. I jej rekwizyt będzie tu błądził. W jednej chwili pożałowała, że w ogóle go goniła. Mogła zrobić nowy. A jednak przerażało ją, że coś związanego z jej zawodem będzie sobie biegało po Ministerstwie. Im mniej tu wiedzą o jej pracy tym lepiej. Może i nie miała się czego bać, ale Lily po prostu bała się z natury.
- Tak. Moje. - odpowiedziała szybko tonem typowym dla takich sytuacji, przyspieszonym i trochę nerwowym. W niektórych wzbudzała nim litość, w innych irytację, częściej to drugie. I nawet na co dzień się tym nie przejmowała, dopóki znów nie stawała w takiej sytuacji. I najchętniej odwróciłaby się na pięcie i odeszła, ale kiedy już tu przybiegła zdyszana trochę po całej tej pogoni na oczach całej masy ludzi i stała przed tym-kimś (kto swoją drogą wydawał jej się dziwnie znajomy, ale nie mogła jego twarzy przypisać żadnemu znanemu sobie nazwisku), po prostu nie mogła tego zrobić.
Nie wchodziła mu do biura. Widziała, że chce wyjść i zamknąć, a Lily nie była kimś, kto stawiałby na swoim w spotkaniu z obcą osobą. Widocznie raczej pogodziła się z tym, że pani mysz ubierze się dzisiaj w jej śliczną, kolorową chustkę z małymi magnesikami, starannie powszywanymi gdzie trzeba, żeby nadawała się do jednej z wielu prezentowanych przez MacDonald iluzjonistycznych sztuczek. Z resztą co zrobiłaby, gdyby ją wpuścił? Ganiała po tym biurze za małym, szybkim zwierzęciem, którego do tej pory nie złapała i, które świetnie potrafi wciskać się w zakamarki?
Cofnęła się po prostu, żeby mu już nie przeszkadzać.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   22.10.16 18:37

Raiden nie był nieuprzejmym człowiekiem, chociaż wielu go za takiego brało. A on po prostu był szczery i potrafił powiedzieć komuś wprost coś, co mu się nie podobało. Zabawnym faktem było to, że większość populacji ludzkiej twierdziła, że woli słyszeć prawdę nawet najbardziej bolesną. Cartera szczerze to bawiło. Ludzie byli żałośnie fałszywi, oszukując nie osoby dookoła, ale samych siebie. W życiu jednak nie skrzyczałby lub powiedział coś dziewczynce, która zajrzała mu do gabinetu. W końcu ile ona mogła mieć lat? Czternaście? Piętnaście? Wyglądała naprawdę na speszoną przez co zapewne ubywało jej nieco wieku, ale nie jemu już było osądzać. Fakt faktem że przybiegła tu za myszką i chusteczką znaczyło, że albo jej się nudziło w Minisiterstwie Magii albo naprawdę mu na niej zależało. Pytanie tylko na czym? Zwierzęciu czy kawałku materiału? Zapewne nie miał się tego dowiedzieć. Niektórzy mieli ciekawe zainteresowania.
- Czarodziejka z ciebie czy co? - rzucił luźno w formie żartu, chociaż w ich świecie musiało to brzmieć naprawdę karykaturalnie. Wśród czarodziejów różnego pokroju to słowo przypominało bardziej wróżkę lub elfa, który skacze po kwiatkach. Na pewno nikt nie nazywał wiedźmy czarodziejką. Nie teraz i pewnie nie nigdy. Raiden nie był zwyczajnym czarodziejem i co ciekawe, wolał się brać za człowieka, który sięga po magię w ostateczności. Nawet w domu pozbył się takich udziwnień jak samosprzątające się pokoje czy pranie bez suszenia. Zafascynowani mugolami rodzice często dla własnej przyjemności i przygody wprowadzali do domu niektóre z ich sposobów życia, a Raiden nie miał nic przeciwko. Zresztą mieszkanie przez dłuższy czas z mugolską panną w Chicago utrwaliło w nim te nawyki. Chociaż czasami gdy przypadała jego kolej na sprzątanie, nie zaprzeczałby, jeśli ktoś spytał się czy zamachnął różdżką raz czy drugi.
Chciał tak zrobić - wyjść i zamknąć, ale wiedział, że rudowłosa po prostu wolałaby złapać to zwierzątko. Bez względu na powód.
- Jak chcesz możesz ją złapać czy chodzi ci tylko o chusteczkę?
Przecież nie musieli się męczyć. Wystarczyło przy tym jedno machnięcie drewnianego patyka, który nazywali różdżką. Był dziś zbyt zmęczony, żeby ganiać za małą myszką. Czuł tylko jak wzywa go jego łóżko.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   22.10.16 18:55

A jednak byli w urzędzie, a urzędy z reguły nie cechują się uprzejmą kadrą. Nie można rzecz jasna w pełni generalizować i wrzucać wszystkich urzędników do jednego worka: na pewno trafiały się miłe sekretarki, czy ludzie na każdym stanowisku, na pewno nie wszyscy byli znudzeni, sfrustrowani, lub zirytowani swoją pracą. A jednak na takie właśnie przypadki nie raz się trafiało, co nie raz wywoływało niemiłe sytuacje. I ot jako, że człowiek bardziej przywiązuje się do niemiłych wspomnień i z natury więcej o nich mówi, powstaje aura typowego urzędu i opinia typowego urzędnika, człowieka którego należy się bać, bo zacznie warczeć i krzyczeć!
Lily Cartera rzecz jasna nie znała, ale jeśli jest możliwość, żeby ktoś się zestresował to na pewno ta ruda pannica już to zrobiła.
- Iluzjonistką. - przytaknęła automatycznie. Nie wyjaśniała więcej, bo i zwykle o pracy rozmawiała z mugolami. Czarodzieje zwykle tego typu rozrywki zwyczajnie nie znali - bo i nie była im ona potrzebna. Tak, czy inaczej uśmiechnęła się lekko, bo uprzejmy ton nieznajomego trochę ją uspokoił.
Gdyby Lily usłyszała jego myśli, pewnie uśmiechnęłaby się wesoło głównie przez skojarzenie z Mattem. Ona prawie nie czarowała, bo zwyczajnie kiepsko jej to wychodziło. Matt za to zwyczajnie odrzucał czary. Nie w stu procentach, ale nie wyręczał się nimi na co dzień, odnajdując wiele plusów mugolskiego życia. Nawet ją to trochę bawiło. I musiała mu pod wieloma względami przyznać rację.
Ah, no i wiedziałaby, że nie musi się martwić swoim spoufalaniem z mugolami. Bo, kiedy ktoś zgadza się żyć po mugolsku to i zwykle ma podobne do panny MacDonald poglądy.
- Tylko o chustkę. A jednak jedno bez drugiego do mnie nie przyjdzie. - przyznała, wchodząc do środka i znów rozglądając się za swoim materiałem. Nie wyjmowała różdżki, bo miała taką zasadę, że w stresie raczej nie czarowała. I zasada ta nie brała się z nikąd, a z jej słabych zdolności. Ale może uda jej się tę mysz złapać! I wrócić do swojej kolejki zanim urzędnik do którego miała trafić pójdzie do domu!




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   22.10.16 21:17

Raiden wiedział co znaczy pracownik urzędu. I chociaż mógł się zgodzić, że tutaj bywali wyjątkowo złościli ludzie, tak musiał również przyznać, że znajdowało się też spore grono naprawdę sympatycznych. Przecież nie można było szufladkować pracowników Ministerstwa Magii tylko dlatego, że któreś z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów powiedziało lub zrobiło coś niemiłego. Sam niestety miał wczoraj pewien zatarg, którego wolałby nie rozdmuchiwać. Czasem jednak odpowiedź była nie do powstrzymania i tak właśnie nazwał jednego z wyżej postawionych idiotą. Czy stwierdzenie faktu było karalne?
- O - powiedział jedynie, przejeżdżając dłonią we włosach. - To chyba za dobrze ci nie płacą, co? - rzucił, wiedząc oczywiście, że czarodziejom nie było to potrzebne. Co bardziej niż zabawne wydawało się, że mała rudowłosa w ogóle się tym faktem nie przejmowała. Było to może w pewien sposób irracjonalne. Magik wśród prawdziwych czarodziejów? To tak jakby nagle ktoś chciał nauczyć ryb pływać, bo nie przeszły odpowiedniego kursu. Dla innych magia była jak powietrze. On lubił takie drobne niuanse jak na przykład wyciągnięcie królika z kapelusza, chociaż dla magicznego społeczeństwa nie miało to większego sensu. Czasem uśmiechał się jedynie pod nosem, gdy bywał w parku rozrywki z mugolaczką i głowiła się nad faktem, że iluzjonista przekroił jednego ze swoich asystentów na pół. Jakby to było, gdyby istniała magia? No, właśnie. Dobre pytanie.
- Daj spokój - odparł, machnąwszy ręką i sięgając do wewnętrznej kieszeni płaszcza, gdzie w specjalnym miejscu tkwiła jego różdżka. Skoro to właśnie tak miało wyglądać to czemu, by nie? - A co tu robiłaś o tej porze? - spytał, szukając dalej potrzebnej mu rzeczy. W końcu co to za problem rzucił Accio? Chociaż lepiej, żeby on to zrobił. - Nie za późno dla ciebie?
Dalej był pewien, że stoi przed nim jakaś uczennica Hogwartu czy czegoś podobnego. Bo w końcu ile tych szkół może być w okolicy? Zdecydowanie był zbyt zmęczony.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   23.10.16 12:18

- Wręcz przeciwnie. Branża rozrywkowa jest dość hojna.
Stwierdziła. Oczywiście, nie były to kokosy, jakie pozwalałyby jej żyć w apartamentach, ale należała do klasy średniej i odnosiła wrażenie, że może (przynajmniej finansowo) zajmowała w niej względnie wyższą pozycję. Przynajmniej, kiedy dawała większe pokazy. Może teraz było słabiej, ale była pewna, że z końcem miesiąca idealnie jej się to odbije.
- Mugole lubią dostawać swoją odrobinkę magii. Nawet oszukanej. - dodała ośmielona uprzejmym zachowaniem urzędnika. I tym, że szukał różdżki. Czasami była zła na siebie, że bywa bardzo niesamodzielna i, że tak często potrzebuje pomocy. Gdyby się kiedyś dowiedziała, że teraz robi z siebie kompletną ofiarę przed przyjacielem kogoś, kto dopiero co ratował ją w parku, pewnie spaliłaby się ze wstydu. Nic na to jednak nie może poradzić.
Dopiero po kolejnych jego pytaniach Lily uświadomiła sobie, że ten człowiek ma ją za małą dziewczynkę i twarz rudej faktycznie stała się zaczerwieniona. Nie, żeby był to pierwszy raz. Lil wiedziała, że wygląda na zdecydowanie mniej lat, niż ma, choć zwykle była brana za dziewiętnasto-dwudziestolatkę. Chyba, że była poddenerwowana, zestresowana, jąkała się i trzeba jej było pomóc.
- Dostałam wiadomość, że mam złożyć jakieś dokumenty związane z pracą. A Hogwart skończyłam dziewięć lat temu. - wyjaśniła więc, bo chyba trzeba, choć jej głos znów zdradzał wyraźne skrępowanie. Teraz najpewniej nieznajomy uzna, że jest upośledzona, albo zacofana. To też się zdarzało, kiedy ludzie jej nie znali, a trafiali na jej gorszy dzień.
I coraz bardziej miała ochotę zostawić tu tę chustkę i wszystkie formalności i po prostu uciec. I jako piętnastolatka na pewno by tak zrobiła, bo panna MacDonald bardzo lubiła uciekać przed wszystkim, przed czym tylko uciekać mogła. A jednak dorosłe życie zmuszało ją od czasu do czasu do stania w miejscu, przyjmowania tego, co życie dla niej ma, bo trzeba coś zrobić. Musi chociażby dotrzeć z tymi cholernymi dokumentami do okienka. A i jak zwieje teraz to ten człowiek już kompletnie jakiś oddział opieki wezwie podejrzewając ją o magiczną (lub i nie) wersję autyzmu co najmniej.
Czym nawet by się nie martwiła. Ale za wiele rzeczy ją tu teraz trzymało. A skoro ma zaraz swoją chustkę odzyskać to zaczeka jeszcze tę chwilę. W kolejce już pewnie będą nowi ludzie, oni całej tej pogoni nie widzieli. A potem (pewnie za godzinę) stąd wyjdzie. I pójdzie się napić. Tak.




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   23.10.16 17:38

- Ale to chyba nie u nas, co? - rzucił, mając na myśli u nas, czyli w czarodziejskim świecie. Bo w końcu jak iluzjonistka miałaby się utrzymać wśród czarodziejów? Dziwne. Ale nie zaprzątał sobie tym głowy. Bo zwyczajnie wyleciało mu to i zaraz zamyślił się nad papierami, które dziś uzupełniał. W sumie powinien je już zdać osobiście. Szybciej będzie, zamiast męczyć Lucy z księgowości. - No, tak. To wiele wyjaśnia. Mugole.
Odwiesił swoje ubrania na oparcie krzesła, by łatwiej wyciągnąć tę różdżkę i czym prędzej zanieść swoją pracę w odpowiednie miejsce. I może też pomóc tej dziewczynce. W końcu mogła tu czekać już parę ładnych godzin, a jego nazwisko otwierało tutaj dużą część drzwi. Nie wszystkie, ale kilkadziesiąt w jednym rzędzie. Może do którychś z nich czekała?
- Yhym. Rozumiem - rzucił jeszcze chwilę, szukając swojej różdżki i niespecjalnie nie zarejestrował słów dziewczyny o zakończonym Hogwarcie. Jedyne co usłyszał to dokumenty, związane z, Hogwart. W Ministerstwie Magii? No, niech będzie. Może jakieś super specjalne przepisy, o których nie miał pojęcia? W końcu nie pamiętał żadnej większej papierologii w Szkole Magii i Czarodziejstwa, ale skończył ją tak dawno temu... Wolał nawet o tym nie myśleć, bo zaraz czuł się staro. W końcu jednak udało mu się wydobyć z połów płaszcza charakterystycznie uformowane drewno, by machnął nim i z łatwością chusteczka znalazła się w jego dłoni. Czasem magia naprawdę była niezwykle użyteczna. Schował różdżkę z powrotem do płaszcza i wziął ubrania na rękę, a drugą zajął się dokumentami. - Coś jeszcze czy to już na tyle? - spytał.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lily MacDonald
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3510-lily-macdonald#61296 http://www.morsmordre.net/t3545-kukulka http://www.morsmordre.net/t3544-zostan-moim-przyacielem#62383 http://www.morsmordre.net/f102-fleet-street-187-9 http://www.morsmordre.net/t3580-lily-macdonald#64284
Iluzjonistka
26
Mugolska
Panna
Creagan an fhithich!
5
13
0
0
0
0
8
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   25.10.16 15:47

- Czarodzieje też czasem chętnie oglądają. Szukają rozwiązania równie chętnie, co mugole. Bo wiedzą, że to nie magia, a jednak nie powinno się dziać. - uśmiechnęła się lekko, może trochę niepewnie. Mówiła prawdę. Ilu czarodziejów wiedziało, czym się zajmuje... no, za wyjątkiem kilku przykrych przypadków, większość jednak reagowała bardzo przyjaźnie i okazywała zainteresowanie, które wyglądało na szczere. Często próbowali ją rozpracować, sprawdzali swoją spostrzegawczość.
Kiedy dostała swoją własność, uśmiechnęła się lekko. Na prawdę się cieszyła, że darowano jej żałosne próby czarowania w stresowej sytuacji i, że nie musiała za myszką po mugolsku ganiać.
- Dziękuję. - schowała swoją własność do kieszeni płaszcza, tym razem wcisnęła głęboko, żeby w żaden sposób nie mogła wylecieć i pognać w świat. - Nie, wszystko. Muszę wracać do swojej kolejki. Może jeszcze zdążę. Dowidzenia.
Dodała i skierowała się w stronę kolejki. Stres powoli z niej opadał, czy przynajmniej był już odrobinę mniejszy. Już było, minęło, odzyskała swoją własność, urzędnik kimkolwiek był okazał się całkiem uprzejmy, pomógł jej, a tu już doszło tylu ludzi, że może i postoi sobie z godzinkę, ale przynajmniej nikt jej nie skojarzy z tą żenującą sytuacją. Taką przynajmniej miała nadzieję.
Oby jak najszybciej udało jej się opuścić to miejsce.

zt




Maybe I'm scared because you mean more to me than
any other person.

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   25.10.16 19:11

- Może coś w tym jest. W sumie sam czasem się nad tym zastanawiałem, ale niektórzy używali do tego czarów, co niestety nie powinno być legalne. W końcu niecne oszustwa powinny być karane, nie? - mrugnął do niej z uśmiechem. Było to w pewnym sensie o wiele większe wyzwanie dla czarodziejów niż mugoli, którzy w większości nie zdawali sobie sprawy z tego, że magia istnieje. Widywał iluzjonistów w cyrkach lub parkach rozrywki, którzy niestety właśnie wspomagali się magią. Cała sztuczka traciła na wartości, chociaż niemagiczna część społeczeństwa była pod wrażeniem wykonania. Zwykła sztuczka, która nie wymagała myślenia. Domyślał się również, że dziewczyna mogła nie mieć zawsze szczęścia z czarodziejką publiką. Nie każdy chciał mieć styczność z czymś tak żałosnym jak mugolskie sztuczki. O takich ludziach wolał jednak nie myśleć. - Proszę bardzo. Raczej ciężko byłoby za nią latać - odparł, wzruszając ramionami i zabierając swoje papiery. Otworzył szerzej drzwi, by rudowłosa opuściła jego gabinet i mógł w końcu zamknąć. - Do widzenia - odpowiedział jej, odprowadzając ją wzrokiem, aż nie zniknęła za zakrętem. Podśpiewując sobie jakąś piosenkę, Raiden skończył na ten wieczór pracę i zdał wszystko do odpowiedniej pani w okienku. Wiedział, że to nie ostatni raz, gdy miał to robić, ale oby jeszcze mógł tego pounikać. Gdy wracał, zatrzymał się przy odpowiednim urzędniku i rzucił parę słów i rudowłosej dziewczynce. Jego znajomy obiecał się nią zająć szybciej niż innymi. Carter uśmiechnął się na podziękowanie i wyszedł w stronę alejki, zakładając płaszcz i kapelusz.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   30.10.16 21:32

23 marca
Raiden mruczał pod nosem piosenkę murzyńskich bluesmanów, gdy chodził po poczekalni z Alastorem na rękach. Tamuna siedziała w biurze odpowiedzialnego za aurorów Jordana Rogersa. On zapewne miał tam wejść chwilę później, gdy kobieta już skończy składać zeznania. Wiedzieli, że należało się do niego umówić, ale patrząc na okoliczności, mężczyzna musiał ich przyjąć. W końcu zamordowano najprawdopodobniej jego podwładnego, do tego męża kobiety, która również pracowała w jego jednostce. I mimo że krzywo patrzyli na funkcjonariusza policji z dzieckiem przy boku, musieli go wpuścić. Tu nie chodziło o konflikt na linii aurorzy-policja. Chyba zresztą wszyscy widzieli już po stanie Tamuny, że działo się coś niedobrego. I to cholernie... Gdy znaleźli się w środku Ministerstwa Magii kobieta zniknęła mu z oczu i nie było prosto ją odnaleźć. Zestresowana i dalej w szoku mogła zrobić wiele głupich rzeczy. Do tego zostawiła swojego syna z Carterem. Akurat on cieszył się z takiego obrotu sprawy - nie był wciąż przekonany do opcji zostawiania Alastora z świeżo upieczoną wdową. Znalazł ją koniec końcu na poziomie drugim. Wyglądała na niezbyt przejętą faktem, że się od niego oddaliła. Zły na nią Raiden złapał ją za ramię i zaprowadził prosto do biura aurorów. Tam zażądał natychmiastowego spotkania z ich przełożonym. Oczywiście wzięto go za jakiegoś napaleńca, ale jego krzyki szybko wyciągnęły odpowiedniego mężczyznę z gabinetu. Raiden zagryzł wargę, gdy przedstawiali początkowe informacje Jordanowi. Oczywiście Tamuna nie była w stanie powiedzieć za wiele. Wszystko jej się mieszało. Jedyne o co poprosił Carter było natychmiastowe wysłanie grupy egzekutorów prawa jak i aurorów do przejęcia domu Moodych.
- Rzuciłem parę zaklęć obronnych, ale dacie radę je złamać - rzucił na koniec, gdy okazało się, że obie jednostki szybko zebrały się, by zabezpieczyć teren, na którym najwidoczniej dokonano przestępstwa. I to nie byle jakiego. Gdy mordowano jednego z lepszych pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, wszyscy stawali na nogach i musieli dowiedzieć się, co się wydarzyło, kto i dlaczego za tym stał. To było koszmarne. Raiden żałował, że nie mógł z nimi iść, ale wiedział, że był potrzebny tutaj. Chodząc po poczekalni, nie zauważył wodzących za nim i za Alastorem spojrzeń kobiet odpowiedzialnych za sprawy dokumentów w biurze aurorów. On dalej głowił się nad tym czy to co widział - laleczkę Cilliana w pudełku... Czy to był jego przyjaciel?




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
24
20
0
1
0
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   31.10.16 13:23

To był dla Sophii zwyczajny dzień w Biurze Aurorów, spędzony głównie na papierkowej robocie. Pierwszy szok po dowiedzeniu się o znajomości jej brata i Artis, oraz zamieszkaniu kobiety w ich domu powoli mijał. Sophia zdawała sobie sprawę, że musiała zaakceptować ten stan rzeczy. Najważniejsze było jednak, żeby to Raiden był szczęśliwy; oby tylko tak już pozostało. Za dużo mieli w ostatnich miesiącach problemów, wszyscy potrzebowali spokoju, także Artis, która została porzucona przez własną rodzinę i teraz niejako była skazana na Carterów. To dopiero musiało być przykre – utracić bliskich tylko dlatego, że złamało się jakieś przestarzałe zasady!
W każdym razie, dziś była w pracy i z pozoru wydawało się, że ten dzień nie różnił się od większości poprzednich. Przynajmniej dopóki do jej uszu nie dotarły niepokojące pogłoski o Tamunie i znalezieniu ciała jej męża. Sophia nie mogła tego tak po prostu zlekceważyć; oboje byli jej współpracownikami, regularnie widywali się w biurze, z Tamuną nawet uczestniczyła już w kilku misjach. W dodatku byli przyjaciółmi jej brata!
Postanowiła więc sprawdzić, czy to prawda i odszukać Tamunę, którą ponoć widziano w ministerstwie. Nic się nie stanie, jeśli na chwilę oderwie się od piętrzącej się na biurku sterty papierów. Miała nadzieję, że ktoś się pomylił, że sprawa okaże się tylko wyjątkowo głupim żartem. Ale przecież aurorzy nie powinni żartować ze śmierci współpracowników, skoro każdy z nich mógł pewnego dnia nie wrócić z misji, prawda?
Szła korytarzem, próbując wypatrzeć gdzieś Tamunę. Chociaż pewnie jeśli aurorka była teraz w biurze, to u szefa. Tak podejrzewała Sophia, chociaż wciąż miała nadzieję, że te pogłoski nie były prawdziwe.
Nagle jednak, kiedy przechodziła obok poczekalni, zauważyła znajomą twarz. Odruchowo się zatrzymała, zauważając swojego brata pilnującego małego chłopca, w którym rozpoznała Alastora, synka Cilliana i Tamuny. Na jego widok poczuła coś zimnego w gardle, ale szybko do nich podeszła.
Dlaczego Raiden tutaj był, i w dodatku z Alastorem?
- Raiden? – zapytała cicho, siadając obok. Próbowała uśmiechnąć się do niego oraz do dziecka, ale przez niepokój nie potrafiła tego zrobić. – Czy to... prawda, co mówili? Czy Cillian...? – Nie potrafiła dokończyć.
Ale była pewna, że jeśli naprawdę coś się stało, to jej brat na pewno o tym wiedział.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   31.10.16 15:07

Raiden teraz zupełnie zapomniał o sprawach związanych z domem. Nie dlatego że nie zdawał sobie z nich sprawy czy znaczyły mniej. Po prostu czuł się jakby ktoś wyssał z niego całe życie. Wszystko dokładnie zabrał, nie pozostawiając nic tylko szok i niedowierzanie. Bo może starał się być twardy przy ludziach dookoła, wiedział, że musiał taki być dla Tamuny i Alastora. Kto jak nie on miał się tym zająć? Kto jak nie on miał mówić kobiecie, co i jak miała robić? To wydawało się naprawdę jak jeden wielki zaplanowany wcześniej żart. Ale czy Cillian mógłby być tak okrutny? Nie był. Nie mógł być i nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Prawda z jaką musiał się zmierzyć i równocześnie dając wsparcie rodzinie przyjaciela były praktycznie nie do zniesienia. Ale musiał sobie poradzić.
Alastor zagaworzył odrywając go od tych wszystkich ponurych myśli i złapał Raidena za włosy, lekko je ciągnąc. Carter uśmiechnął się, ale nic z tym faktem nie zrobił. Jedynie chodził w tę i z powrotem zupełnie jakby chciał uspokoić dziecko, a tak naprawdę musiał sam siebie jakoś uspokoić. Nie szło mu to najlepiej, ale siedzenie w miejscu wcale by nie było lepsze. Dlatego chodził z jednego końca poczekalni do drugiego. Zapewne w komiksie już by wyrobił całkiem niezłą dziurę na tej trasie. Ale nie było mu do śmiechu. Cholernie nie tym razem. W międzyczasie co chwila rzucał spojrzenie w stronę drzwi do gabinetu Rogersa, zastanawiając się, kiedy wyjdzie przez nie Tamuna i kiedy okaże się, co postanowili.
- Co, młody? Zapłacę ci, żebyś już mnie nie szarpał - mruknął Raiden do małego Moody'ego, gdy ten znowu zabiegał o uwagę. Stanął z chłopcem przy ścianie, obserwując zawieszone na niej obrazy, ale tak naprawdę ich nie dostrzegał. Przed oczami wciąż miał wizję ogrodu i pudełka na trawie. Co za okrutny żart... Zacisnął szczękę, czując jak coś łapie go za gardło, a zaczątki łez zaczynają gromadzić się w kącikach oczu. Nie zorientował się, co się z nim działo. Zupełnie jakby ktoś zatrzymał w tej chwili czas. Wyrwał go z tego wszystkiego znajomy głos. Drgnął i dopiero wtedy odwrócił się w stronę nadchodzącej siostry. - Sofi... - zaczął, ale głos uwiązł mu w gardle. Zaczął więc mówić o rzeczach, które działy się własnie w tym momencie. - Tamuna jest u Rogersa i nie wiem... Siedzą tam pewnie z godzinę? Poszedłem do nich dziś rano, żeby odebrać Ala i... - urwał, słysząc słowa siostry. Patrząc jej w oczy, nie mógł już powstrzymać tej okrutnej prawdy. Tak samo nie mógł zapanować nad tym, że znowu zaczęły lecieć mu łzy, chociaż jego twarz była spięta. - Tak. Byłem tam - odpowiedział, spuszczając głowę. A więc stało się. Przyznał to przed samym sobą, że to się działo naprawdę. Jego najlepszy przyjaciel nie żył.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
24
20
0
1
0
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   31.10.16 19:54

Sophia doskonale wiedziała, z czym wiąże się praca aurora. Zdawała sobie sprawę, że był to niebezpieczny zawód i każdy z nich pewnego dnia mógł nie wrócić. Na pewno Raidena (i rodziców, kiedy jeszcze żyli) przygotowała na ewentualność, że pewnego dnia w ich domu może pojawić się ktoś z ministerstwa, by zawiadomić ich o jej tragicznej śmierci podczas akcji. Oczywiście, nie chciała umierać ani krzywdzić swoim odejściem bliskich. Nie należała do tych aurorów, którzy wręcz pragnęli zginąć za sprawę. Sophia uważała, że bardziej przysłuży się słusznym celom, żyjąc. Dlatego unikała niepotrzebnej brawury i starała się działać rozsądnie, przynajmniej na miarę swojego wcale nie tak dużego doświadczenia.
Ale czasami nawet ostrożnych aurorów mógł spotkać koniec. Cillian nie należał do głupców ani żółtodziobów. Był naprawdę utalentowanym aurorem, powtarzającym, jak ważne jest zachowanie stałej czujności. To, że zginął, wydawało się abstrakcyjne, ale patrząc na Raidena, już znała odpowiedź, zanim jeszcze się odezwał. Wiedziała, że brat by sobie z tego nie żartował, zwłaszcza że cała jego sylwetka emanowała rozpaczą i niedowierzaniem, jakby sam jeszcze nie dopuszczał do siebie tej ewentualności. Do Sophii także nie w pełni to dotarło. Jak to możliwe, że Cillian mógł zginąć? Sophia nawet nie wiedziała, jakimi sprawami się teraz zajmował i czy miało to związek z którąś z nich, a może po prostu to był nieszczęśliwy wypadek?
- Och... – westchnęła tylko, krzywiąc się i ukrywając twarz w dłoniach. To był przede wszystkim jego przyjaciel, ale sama też go znała. Ta wiadomość naprawdę ją poruszyła, więc przez kilka chwil po prostu milczała, analizując usłyszane informacje.
Cillian nie żył. Tamuna pozostawiła Alastora z Raidenem i poszła do Rogersa, który zapewne chciał dowiedzieć się jak najwięcej o całej sprawie.
- Jak to się w ogóle stało, Raidenie? Kto go znalazł? Czy... – Nawet nie musiała kończyć; jej brat łatwo mógł się domyślić, o co pytała – czy była to sprawka osób trzecich, czy może nieszczęśliwy wypadek, bo i takie przydarzały się aurorom. Tak czy inaczej, tragedia już się wydarzyła, a Tamuna i Alastor zostali sami, pozbawieni tak ważnego członka rodziny.
- Tamuna na pewno bardzo to przeżywa – szepnęła, zerkając na drzwi prowadzące do gabinetu szefa i odruchowo przypomniała sobie to, co czuła, kiedy powiedziano jej o śmierci Jamesa. Coś ścisnęło ją w środku. Nie, nie chciała o tym myśleć.
Westchnęła cicho i ostrożnie objęła brata, opierając głowę na jego wolnym od Alastora ramieniu, po czym przeniosła smutny wzrok na chłopca, zbyt małego, żeby zrozumieć, że jego tata już nigdy nie wróci do domu, wciąż żyjącego w rozkosznej, dziecięcej nieświadomości.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   02.11.16 0:10

Śmierć była czymś z czym wszyscy pracujący stróże prawa się utożsamiali. Znali ryzyko i możliwe konsekwencje swojego zawodu. W końcu rzadko kiedy zdarzały się miesiące bez ran, poważniejszych wypadków czy nawet opuszczenia doczesnego świata przez jednego z nich. Dlatego większość z ich grona żyła na kocią łapę, omijając tematy stałych związków czy zakładania rodziny jak ognia. Były jednak wyjątki, które podejmowały to ryzyko. Jednym z nich było właśnie małżeństwo między Tamuną a Cillianem. Raiden czuł się jakby znał ich historię od początku - w końcu utrzymywali listowny kontakt z Moodsem praktycznie od końca szkoły i wspierali się w każdy możliwy sposób. On zdawał relacje z tego jak radził sobie na Nowym Kontynencie, który był również związany z jego przodkami, a auror relacjonował życie codzienne i niecodzienne ich ojczyzny i swojej rodziny. Były to ważne listy. Zapewne głównie one utrzymywały go w garści przez trzy lata przez które nie rozmawiał zupełnie ze swoją siostrą. Cieszył się, że Sophia unika wszelkiego bohaterstwa, chociaż on wręcz przeciwnie podchodził do sprawy. Lubił ryzykować, a dzięki adrenalinie buchającej mu w żyłach naprawdę czuł, że żyje. Nie chciał tego samego u siostry lub Artis. Były teraz najbliższymi mu osobami i zależało mu na nich jak na niczym innym.
Cillian popełnił błąd. Po ich wspólnym wyjściu z domu Moodych i udaniu się do baru na jednego głębszego nie wrócił do domu. Mówił, że ma do załatwienia pewną sprawę. Raiden pytał go czy potrzebna mu pomoc. Idź spać, przyjacielu. Powinieneś się wyspać przed jutrem. Były to ostatnie słowa, jakie usłyszał od aurora. Na samo wspomnienie wykręcało mu żołądek i robiło mu się niedobrze. Najchętniej zaszyłby się szybko w łazience, chociaż na chwilę. Ale nie mógł tego zrobić. Jeszcze nie było czasu na rozklejenie się. Musiał wytrzymać, szczególnie że przyszła Sophia, której spojrzenie mówiło więcej niż kiedykolwiek. Chciała znać prawdę i zamierzał ją jej dać.
- Poszedłem do nich dziś rano. Zastałem płaczącego Alastora i Tamunę w ogrodzie. Było tam pudełko z... - urwał, nie mogąc przełknąć słów. Tak ciężko wychodziły z zaciśniętego silnie gardła. - To był Cillian, Sofi. Ale tak mały, tak brutalnie rozorany...
To było zdecydowanie za wiele. Nie odpowiedział również na jej pytanie dotyczące sprawców. Gdyby jednak był to wypadek, mógłby jej powiedzieć o tym co się wydarzyło. Ale to było morderstwo z zimną krwią. Widział przecież doskonale liścik, znał jego treść i to jak okrutnie zmieniało całe podejście do sprawy. Nie poruszył się, gdy go objęła, a jedynie przeniósł dłoń, by przyciągnąć ją do siebie równie blisko co Alastora. Przystawił usta do czubka jej głowy i trwał tak przez chwilę, starając się dać jej jakieś wsparcie w tej chwili. Wpierw utrata w Chicago, morderstwo rodziców, teraz śmierć Cilliana. Ile jeszcze bliskich mu osób miało odejść z jego życia? Kto miał być następny? Czy zawsze działał za późno?
- Zamordowali go, Sophi - wymruczał w końcu gardłowo., wyzbywając się już chęci do łez. - Zabili go i muszę się dowiedzieć kto za tym stoi.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
24
20
0
1
0
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   02.11.16 22:52

No niestety, praca, o której tak marzyła jako nastolatka, miała i swoje ciemne strony. Ale przekonała się przecież, że nie tylko aurorzy giną tragicznie, czego przykładem byli James oraz jej rodzice. Żadne z nich nie było aurorem ani przedstawicielem innego ryzykownego zawodu, a jednak wszyscy byli już martwi i wszyscy zginęli w nie do końca jasnych okolicznościach. Jaką miałaby pewność, czy gdyby została kimś innym, to nie napadłby jej jakiś szaleniec, jak to miało miejsce w przypadku jej narzeczonego? Był uzdrowicielem urazów pozaklęciowych i jak na ironię, zginął od czarnomagicznego zaklęcia.
Rozumiała więc, co czuł Raiden, bo sama straciła kiedyś swojego najdroższego przyjaciela i ukochanego, a potem bardzo długo się o to obwiniała. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się, co takiego mogło się stać, skoro nie wiedziała o żadnej planowanej poważnej akcji.
Kiedy usłyszała jego wyjaśnienia, spojrzała na niego z niedowierzaniem, czując, jak ogarnia ją dziwny chłód. Nie widziała tego wszystkiego, ale mogła sobie wyobrazić, jak to mogło wyglądać. Makabryczny podarunek dostarczony prosto do domu Tamuny, a w nim Cillian, martwy i nie przypominający już swojej żywej wersji. Na samą myśl coś ścisnęło ją w gardle, przypomniała sobie mimowolnie jakąś starą sprawę, w której sprawca wysyłał rodzinie ofiary jej odcięte części ciała. Jak bardzo chorym trzeba było być, żeby w ogóle kogoś zabijać, a potem dręczyć jego bliskich widokiem jego okaleczonych zwłok? Kto był tak przebiegły i pewny siebie, żeby dać radę tak urządzić zdolnego, doświadczonego aurora, a potem tak po prostu wysłać ciało jego żonie, również aurorce?
- Ciągle nie mogę w to wszystko uwierzyć – wyszeptała, a w jej oczach błysnęły łzy. Rzadko płakała, nie należała do kobiet, które rozklejały się z byle powodu, ale obecne okoliczności chyba usprawiedliwiały chwilę słabości. – Nie rozumiem, dlaczego ktoś mógł mu zrobić coś tak okropnego. Jemu i Tamunie – znowu zerknęła na drzwi gabinetu, wyobrażając sobie, jak porażającym przeżyciem musiało być znalezienie ciała męża w pudełku przed domem.
- Myślę... Jestem pewna, że Biuro Aurorów zrobi wiele, żeby dowiedzieć się, kto to zrobił, a następnie odpowiednio go ukarać – zapewniła po długiej chwili milczenia, kiedy pierwszy szok już minął i wróciło racjonalne myślenie. Rękawem otarła oczy i znowu spojrzała ukradkiem na swojego brata.
Nagle uderzyła ją pewna myśl. Co, jeśli Raiden będzie próbować działać na własną rękę?


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   05.11.16 0:15

Ich rodzina już taka była - poświęcała się wyższej sprawie niesienia dobra i prawa tam, gdzie nie zawsze było ono przestrzegane. Chronili tych, którzy nie potrafili ochronić sami siebie. Zamykali tych, którzy na to zasługiwali, a winnych ciągnęli przed oblicze sprawiedliwości. Nie potrafili inaczej. Zupełnie jakby to krew Carterów dosłownie buzowała w ich żyłach tak usilnie pchając ich w tę określoną stronę. Zarówno ojciec, matka jak i teraz ich dzieci związane były silnie ze służbą. I chociaż William ani Marlene nie należeli do szeregów aurorów, policji czy brygady, działali w podobny sposób. Jako pracownicy Ministerstwa Magii i Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów mieli równie wielkie zasługi, co Raiden i Sophia. Byli twardzi i potrafili dojść do swojego określonego celu. Ganiali złoczyńców, chronili ludzi, to był rodzinny biznes.
Najgorsze z tego wszystkiego było to, że Raiden widział już podobne rany. I to całkiem niedawno. Piętnastego marca znaleziono przy katedrze okaleczone zwłoki bezdomnego z Enfield. Oznaczało to, że odpowiedzialny za te brutalne gry zaczął rozprzestrzeniać się nie tylko na świat mugoli, chociaż wiadomo, że używał czarów. Najwidoczniej Cillian musiał trafić na jego trop i spotkać go... Równocześnie przypieczętowując to swoją śmiercią.
- Nie wiem, Sofi... To są po prostu... Chorzy ludzie - wydusił z siebie, chociaż oczywiście, że oboje znali odpowiedź na to pytanie. Nikt normalny nie podjąłby się takiego aktu okrucieństwa. I jeszcze dobijania rodziny zmarłego. Niehonorowo zmniejszonego, zbezczeszczonego, poturbowanego, zniszczonego, stłamszonego... Pozbawionego człowieczeństwa. Alastor zagaworzył i dotknął policzka Raidena zupełnie jakby wiedział, kiedy odwrócić uwagę mężczyzny. Carter przeniósł spojrzenie na chłopca i pocałował go w czoło, czując charakterystyczny zapach małego synka Moodych. Nie odsuwał ust od jego główki, chcąc jeszcze trwać w tej milisekundzie zapomnienia. Zupełnie jakby malec chronił go przed całym złem świata. I tak tez poniekąd było. Raiden bardzo pragnął wtulić się w Artis i po prostu zasnąć w jej ramionach. - Już policja i aurorzy udali się do domu Tamuny i Cilliana - odpowiedział na słowa siostry, wtulając się policzkiem w jasne włoski Alastora. Oczywiście że planował działać, ale nie był na tyle lekkomyślny, by zrobić od razu to w pojedynkę. Potrzebował ludzi. A do tego musiał przekonać McGregora, by przekazał mu sprawę. W końcu kto jak nie on znał najlepiej ich podejrzanego o te wszystkie mordy? A jeśli przełożony nie miał się zgodzić... Cóż, nie miał wyjścia. Musiałby zamknąć Cartera w celi, żeby nie pchał się w to wszystko. Ale lepiej żeby nie wchodził mu w drogę.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Poczekalnia rydwanów
» Poczekalnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17