Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Poczekalnia   12.09.16 13:43

First topic message reminder :

Poczekalnia

Po wyjściu z windy, tuż po lewej stronie znajduje się poczekalnia z ciasno ustawionymi ławkami, na których, po przedstawieniu celu wizyty i odebraniu przepustki, mogą oczekiwać przybyli goście. Niektórzy trafiają tu w charakterze świadka lub też chcą złożyć donos, inni znów liczą na przyjęcie przez urzędników. Czas oczekiwania bywa różny, lecz nierzadko można dostrzec tu zirytowane miny petentów.
Przez wielkie okna do pomieszczenia wpływa duża ilość świtała, rzucającego mieniące się refleksy na zaczarowane obrazy. To właśnie one stanowią pewne urozmaicenie dłużących się minut - w ramach desperacji można podjąć się rozmowy z uwiecznionymi postaciami, nikt jednak nie gwarantuje, na jakie tory zejdzie dyskusja; mówi się, że malowidła mają dość nietypowe usposobienie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   12.01.17 21:12

To było dla niego najważniejsze i priorytetowe. Skoro wiedział, że fizycznie nic im nie dolega, mógł się uspokoić i zacząć myśleć o reszcie. Nie, żeby traktował Artis jako pojemnik dla wychowania dziecka. Nigdy tak nie pomyślał! Ale mimo wszystko stan jej zdrowia był dla niego niesamowicie kluczowy i wiedział, że oszalałby, gdyby coś było nie tak. Wcześniej nie unikali swojego towarzystwa, chociaż w domu z oczywistych przyczyny ostatnio nie potrafili za długo ze sobą wytrzymać. Buforem była Sophia, która przekazywała bratu kilka zdań o tym jak czuje się Finnleigh, co robiła, czy nic jej nie jest. I chociaż było to niesamowicie pomocne w ciągu tych dni milczenia, to Raidenowi nie wystarczało. Czuł, że po prostu powoli zapada się w sobie i nawet w pracy szło mu gorzej. Tracił zapał, zasypiał i chodził rozdrażniony. Nawet wyjście na piwo z Penny'm nie pomagało. Nic nie pomagało, jeśli było między nimi źle i odbijało się to wyraźnie na Carterze. Dobrze, że przynajmniej wczoraj doprowadził sprawę do końca.
- Ostatnio w ogóle z niego nie wychodzę - odparł, zerkając nad nią spod lekko pochylonej głowy, gdy badał spojrzeniem jej ukryty pod ubraniem brzuch. Zupełnie jakby zamierzał tym samym skontrolować czy wszystko było w porządku. Zupełnie jakby samym spojrzeniem potrafił ochronić tego małego przyszłego rozrabiakę. Najwidoczniej Artis nie zamierzała specjalnie komentować tego, że ciągle przesiadywał w pracy, chociaż pytanie o to co robił w Ministerstwie Magii było dość... Dziwne. Nie myślał jednak o sensie jej słów, gdy widział, że coś było nie tak. Słyszał o Potterach. Wiedział, że byli aurorami i to było bardziej niż pewne, że znali się z Artis i Sophią. Sam czuł się podle, gdy odebrano mu najlepszego przyjaciela. Dalej czuł tę stratę i najwyraźniej jego kobiety również ją teraz dostały. Podwójną. Całą trójka aurorów osierociła małe dzieci, a Raiden poczuł uścisk w żołądku. W końcu ostatnio gdy tu był, stał z Alastorem na rękach. Czy kruchość życia potrafiła mieć bardziej brutalne oblicze niż wtedy? - Tęsknię za tobą - mruknął nagle, zupełnie odrzucając ten dziwny tryb rozmowy, w który weszli, nie zamierzając mu się poddawać, chociaż dystans, który przybierali i maski, które musieli zakładać w pracy były okropnie wyczerpujące. Carter pomimo pracy w policji nie potrafił udawać w sprawach prywatnych. Zawsze mówił i robił to na co miał ochotę. Teraz musiał się z tym ukrywać i gdy się odezwał, dostrzegł jak Artis rozejrzała się lekko po poczekalni jakby sprawdzając czy nikt go nie usłyszał. Wiedział, że nie powinien był, ale skoro się spotkali, nie zamierzał udawać, że wszystko jest w porządku i rozejść się bez wyjaśnienia czegokolwiek.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   12.01.17 22:18

Po jej zachowaniu nie było widać, by Carter powiedział coś ważnego, ale że on ją już znał, łatwiej było mu przejrzeć jej maskę. Oczy zdradzały jak bardzo poruszyły ją te słowa. Tylko silna wola powstrzymywała ją od zrobienia czegoś głupiego, niezbyt skutecznie. Uniosła na moment rękę jakby chciała go dotknąć, ale zaraz opuściła ją wiedząc, że nie powinna. Zacisnęła usta i spojrzała na niego smutno, w tym spojrzeniu były zawarte przeprosiny.
- My też - odpowiedziała cicho. I rzeczywiście tak musiało być, bo działo się z nią tylko gorzej od ich kłótni. Mniej panowała nad sobą, czuła się bardziej apatyczna i zmęczona. Było tak jeszcze zanim usłyszała złe wieści, teraz była chodzącą katastrofą.
- Nie powinnam była się tak wściekać. Zrobisz jak uważasz, a ja muszę uporać się ze swoimi problemami - mówiła tak cicho, że nie było możliwości by ktoś poza Carterem ją usłyszał - Chyba zaczyna mnie to wszystko przerastać - sama była zaskoczona tym, jak łatwo przyznała się do słabości. Najchętniej zamknęłaby oczy i udawała, że nic się nie dzieje. Że nikt nie znalazł ostatnio hobby mordowania aurorów, że nikt nie porywa ludzi i nie następuje idiotyczny podział społeczeństwa. Wiedziała co stało się Sophii przez jej pochodzenie. Ona była bezpieczna tak długo jak nikt nie wiedział, że została wydziedziczona. Ile mogła mieć jeszcze czasu zanim ktoś spróbuje pozbawić ją stanowiska? Odrzuciła te myśli wiedząc, że nic i tak nie zmieni. Już dawno postanowiła cieszyć się spokojem ile będzie się dało, a potem walczyć o odzyskanie go ile tylko będzie miała sił.
Carter wiedział co ona do niego czuje, nie wiedział za to jak bardzo jest jej potrzebny. Nikt nie potrafił jej tak uspokoić, rozśmieszyć, czy nawet zdenerwować. Stanowił dla niej kotwicę od kiedy straciła stały grunt pod nogami i ostatnie dni gdy omijali się szerokim łukiem były jednymi z cięższych. Nienawidziła siebie za słowa, które wypowiedziała, ale nie wiedziała co powiedzieć, by i on to wiedział.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   12.01.17 22:43

To było tak beznadziejne, że nie można było nie przyznać Raidenowi racji. Nawet nie mógł jej przytulić, a o dotknięciu jej też nie było mowy, chociaż wydawało się to komiczne, wcale takie nie było. Nigdy nie musiał uważać ze swoimi związkami, ale wiedział, że ten związek nie był taki jak jego poprzednie. Początkowo można było powiedzieć, że to przez ciążę, co było w sumie racją. Ale wcale nie na dłuższą metę i Carter miał się o tym przekonać. Znał reakcje Artis na w sumie każdą możliwą emocję, która ją opanowywała. Gdy się śmiała, płakała, była zła czy wzruszona. Zaskakujące, że to wszystko przeżyli już w ciągu tych kilku miesięcy. I to wcale nie takich pełnych. Ale po prostu już zdążył rozpoznać co czuła, chociaż nie mogła mu tego powiedzieć czy nawet go dotknąć. Działało to w obie strony. Dostrzegł w jej spojrzeniu to, co wtedy gdy dał Finnleigh pierścień z kamieniem księżycowym, a potem wielką falę uczucia w pokoju na piętrze, gdy go jej pokazał. Teraz też było to samo, chociaż mogła mu to okazać jedynie spojrzeniem. Zauważył ruch ręki i również to jak ją cofnęła praktycznie po sekundzie od podjęcia decyzji. Gdyby nie ci wszyscy ludzie od razu by przygarnął ją do siebie, ale... No, właśnie. Ci wszyscy cholerni ludzie...
My też.
Bardzo chciał, by wszystko wróciło do normy. By mogli dalej żyć obok siebie, ale bez tych wszystkich kłótni, bo zadziwiająco beznadziejnie szło im w dogadywaniu się. Gdy chodziło o mini Cartera, było zupełnie inaczej. Potrafili współpracować. A gdy Artis powiedziała o niej i bobasie jako o jednym, całkowicie rozmiękł. Wydawało mu się, że będzie go to rozczulać już zawsze. I wcale przez to nie czuł się słaby, a wręcz przeciwnie. Spojrzał na nią ponownie z lekkim uśmiechem ulgi i równocześnie czegoś jeszcze, chociaż nie można było to jeszcze zinterpretować. - Nie mówmy o tym. To był mój błąd - odparł na jej pierwsze słowa, wiedząc, że nie musiała go przepraszać. Nigdy nie musiała. Zaraz jednak dodał:
- Wiesz, że jestem obok.
W jego oczach było zrozumienie. Sam przecież radził sobie z kompletnymi zaskoczeniami, uderzeniami od życia raz i drugi. Bagaż, brzemię, które dostał było ogromne i równocześnie tak kontrastujące, że trudno było to pojąć. A co dopiero żyć z tym. Ale Raidenowi się udawało, więc nie zamierzał się poddawać. Zawsze było warto się podnosić i nie popadać w represje. Pracowali w tej samej branży, więc wiedział jeszcze lepiej co czuła. Też dostał sprawę o zaginięciach, parę spraw morderstw, jeszcze parę o zamieszkach... Było ciężko, dlatego musieli jeszcze bardziej trzymać się razem, a nie kłócić, tracąc sojusze i siebie wzajemnie. Obserwował jej zmęczoną twarz, gdy wpadł mu pewien pomysł do głowy. - Masz chwilę czasu? - spytał. - Bo znam świetną knajpkę na Piccadilly Circus i czułbym się lepiej poza tymi wszystkimi spojrzeniami - dodał nieco luźniej, uśmiechając się do niej na zachętę. Naprawdę chciał z nią stąd wyjść, porozmawiać, zjeść. Po prostu spędzić z nią trochę czasu, bo wspomnienia o ich dniu w magicznym porcie jedynie podsyciło apetyt na bycie z Finnleigh.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   14.01.17 23:04

Wiesz, że jestem obok.
Wydusiła z siebie lekki uśmiech, wiedziała. Mimo, że ich życia skrzyżowały się nie tak dawno, już wiele razy udowodnił, że jest w stanie sprostać wszystkiemu i że wspiera ją, obojętnie co się działo. Nadal czuła się z tym niepewnie, nieprzywykła do takiej otwartości i poświęcenia. Uczyła się od niego i Sophii jak wygląda szczera i bliska relacja z drugim człowiekiem. Chwilę zajęło jej, zanim zobaczyła jak oschła wobec niej była zawsze jej rodzina. Od dawna wiedziała, że nie pasowała do ich wyobrażeń, ale teraz doszła do wniosku że ma znacznie więcej z Longbottomów niż z jakiegokolwiek Macmillana. Nie czuła się dumna z tego powodu, ale w jakiś sposób mniej zraniona.
Uniosła lekko brodę by spojrzeć Raidenowi w oczy i skinęła głową. Nie było dobrze, wciąż się bała, wciąż opłakiwała śmierć dobrych ludzi, ale wiedziała, że da radę sobie z tym poradzić. Carter stał murem za jej plecami i dzięki jakiejś tajemniczej sile zawsze wiedział kiedy się pojawić, co powiedzieć i nie zapominał zaproponować jedzenia. Im dłużej z nim mieszkała tym większym smakoszem się stawała.
- Myślę, że nic się nie stanie jeśli zniknę na jakiś czas - odpowiedziała spokojnie, a choć wciąż uśmiechnięta, grymas ten powoli zmywał się z jej twarzy jakby mięśnie nie potrafiły go utrzymać. Pogodzenie się z Raidenem przyniosło ogromną ulgę, ale inne sfery życia pozostawały tak samo zmącone.
- Mam nadzieję, że mają dobrą herbatę - dodała, nie chcąc znów oddać się otępieniu. Carter był jej kotwicą i wiedziała, że lepiej dla niej by było jej nie puszczać. Powoli ruszyli w stronę wyjścia z Ministerstwa zachowując odpowiedni dystans i zupełny brak kontaktu cielesnego, jak na współpracowników przystało. Finnleigh była nawet odpowiednio spięta, choć wynikało to przede wszystkim z faktu jak nienaturalna była przestrzeń między nimi. Ich sekret wciąż był bezpieczny, zapewne do momentu gdy nie będą w stanie ukryć jej brzucha pod luźnymi ubraniami.
/zt x2


Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   20.01.17 8:51

Lucinda doskonale potrafiła go zrozumieć. Tu nie chodziło o jak najszybsze rozwiązanie sprawy na swoje widzi mi się. Ludzkie życie wisiało na włosku, a on przysiągł zdrowia i życia bronić. A jednak… nie widział tego co mu pokazywała. Nie słuchał tego co chciała mu przekazać. Oczekiwał krótkiej konwersacji najlepiej ze wskazaniem miejsca rzuconej klątwy, ale ona nie była jasnowidzem. Gdyby to była klątwa mogłaby mu powiedzieć jakie zaklęcia zostały rzucone, czego mogła dotyczyć i ile jeszcze czasu miała zraniona dziewczyna. Mogłaby mu to powiedzieć, ale nie była w takich sprawach ignorantką i jeżeli nie była o czymś przekonana, a to coś stanowiło o życiu drugiej osoby… nie mogła tego zrobić. Mógł widzieć w niej ignorantkę, mógł widzieć pozbawioną świadomości szlachciankę, która od czasu o czasu postanawia pobawić się w szalonego podróżnika. Słyszała to w jego głosie i wcale się tym nie przejęła. Już dawno mógłby porzucić myśli o klątwie i zająć się kolejnym śladem. Jednak to nie było już w jej kwestii. Miała ochotę warknąć, że bycie takim bucem nie pomoże mu w znalezieniu tej dziewczynki żywej, ale czuła w kościach, że to nie kwestia charakteru, a zawodowej skuteczności. - Od kiedy pośpiech jest ważniejszy od rozsądku? - spojrzała na niego twardo mrużąc oczy. Nie chciała być niemiła. Nigdy nie była, ale ta sytuacja zaczynała wyprowadzać ją z równowagi chociaż nie widziała tego w ten sposób. Nie była zadufaną w sobie szlachcianką krzywiącą się na każde niepochlebne słowo do niej skierowane. Przyszła tutaj dzisiaj z zamiarem pomocy i nadal chciała pomóc… gdyby tylko mogła. Jednak w jej rozumowaniu pomoc miała być daleka od szkody, a jej gdybanie, naciąganie faktów, szukanie czegoś na siłę… mogłoby zaszkodzić nie tylko tej dziewczynce, ale także całej sprawie. Cokolwiek by myślał nie miała zamiaru opowiadać mu tego co chciał usłyszeć nawet jeśli był do tego przyzwyczajony. - Farsa? - powtórzyła kręcąc głową. - Nie wiem już co jest większą farsą. - mruknęła kiedy wieczko skrzyni zamknęło się z trzaskiem. I chociaż teraz wierzyła, że działa z rozsądkiem to po powrocie do domu, kiedy zacznie całą sytuację analizować będzie żałowała, że nie miała na to więcej czasu. Chociaż teraz była pewna, że nie ma do czynienia z klątwą tak później będzie pluć sobie w brodę, że może jednak w tym wszystkim coś jej umknęło. Gdyby była jednak pewna, że tak jest… bez zastanowienia by mu o tym powiedziała. Nie zważając na to, że mężczyzna w ogóle jej nie słucha. Nie zastanawiając się nad tym jak duży ciężar pomyłki przyjdzie jej nosić. Odwróciła się w stronę mężczyzny chowając różdżkę do wewnętrznej kieszeni szaty. - Traci Pan czas… - zaczęła, ale czując, że to tylko jej płonna nadzieja zamknęła usta i skinęła głową. - Proszę wysłać sowę do lorda Edgara Burke'a w takim razie. - powiedziała sama nie wierząc, że to powiedziała. - Mam szczerą nadzieje, że się mylę… - dodała i skinęła mu głową ruszają w stronę drzwi. Już zaczęła żałować, że w ogóle zgodziła się w tym uczestniczyć. Już zaczęła myśleć o tej biednej kobiecie. Miała nadzieje, że postąpiła słusznie.

z.t




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley http://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 http://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 http://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 http://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
Choć krwią zachłysnął się nasz czas, choć myśli toną w paranojach...
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poczekalnia   21.01.17 23:29

- Odkąd rozsądek donikąd nie prowadzi - żachnął ze złością, nie dostrzegając sensu w tych rozważaniach - bo cóż rozsądek miał za znaczenie, kiedy rozsądku w tej rozmowie nie było. Rozsądek - był powściągliwy, spokojny i cierpliwy, a tutaj trzeba było działania, szybkiego, zdecydowanego i ostatecznego. Pewnego - takiego, które  jasno przekreśli szanse na zamordowanie tej dziewczyny czarnoksiężnika, który zostawił po sobie jeden jedyny ślad: ten felerny sztylet. Klucz do zagadki - szyfr, który musiał wpierw rozpoznać. A którego Lucinda rozpoznać nie chciała lub nie potrafiła. Zirytowały go ostre słowa wypowiedziane przez panienkę, sprawiała wrażenie, jakby wiedziała, o czym mówiła - a przecież była tylko niedoświadczoną szlachcianką. Brendan nie znał jej zbyt dobrze - nie wiedział, kim była i nie mógł wiedzieć, na ile - albo czy w ogóle - zadzierała nosa jako arystokratka, idąc jednak stereotypem nazwiska ocenił ją z góry tak, jak oceniał po nazwisku wszystkich. - Nie wiesz - powtórzył po niej chłodno, wwiercając się w jej ostre spojrzenie własnym, nie mniej niepochlebnym. - Zaskoczyłabyś mnie bardziej, gdybyś wiedziała - przyznał, bo między Morganą a prawdą panienka zdawała się nie wiedzieć nic, a już na pewno - nic przydatnego. Być może nakładał na nią zbyt dużą presję, ale tego nie widział; był nauczony pod presją pracować - i robił to praktycznie całe życie. Nawet na trudne zadania czas był ograniczony, zwłaszcza wszędzie tam, gdzie ważyły się losy ludzkiego istnienia. Naprawdę - czy biuro aurorów nie było w stanie zatrudnić lepszych specjalistów? Nie tylko bardziej doświadczonych, ale i doroślejszych - duchem i ciałem, panienka Selwyn zdawała się nie rozumieć wagi toczącej się sprawy. Zdawała się nie rozumieć, jak ważny jest czas. Bo - naturalnie - był ważniejszy od rozsądku. Jeśli istniał choć cień szansy, że złapie tego zwyrodnialca, mógł zaryzykować i złapać niewinnego - który przecież swoją niewinność i tak by udowodnił.
Westchnął, może dziewczę wychowane na salonach nie przywykło, by ktoś mu otwarcie mówił, co sądzi o jego pracy. Nieprzyzwyczajone do ostrych słów krytyki i dalekie od rzeczywistości, takie właśnie zwykle były szlachciątka, a szlacheckie panienki w szczególności. Wziął kuferek do rąk, doskonale wiedząc, że miała rację - tracił czas, a słowne przepychanki tego nie zmienią. Nie miał czasu się przekomarzać, musiał zacząć faktycznie działać. Wtedy jednak dotarły do niego kolejne słowa - wyjątkowo okrutne, doprawdy? Burke? Pomijał tytulaturę z oczywistego powodu, czuł wstręt do tego człowieka - nawet jeśli nigdy go nie spotkał. Wstręt za samo to, kim był i za samo to, że nie sprzeciwiał się temu, kim był. I choć mógł być wyjątkowo zdolnym czarodziejem, choć mógł mieć doświadczenie o wiele większe od Lucindy... coś wewnątrz niego miało opór, by zwrócić się do tego człowieka o pomoc. Ale - czy nie zwracał jej przed chwilą uwagę na to, że liczy się tylko czas? Może jednak - warto spróbować? Skrzywił się - ale skinął jej głową, nim odszedł wgłąb korytarzy.
Mimo wszystko - spróbowała.

/zt




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
 

Poczekalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Poczekalnia rydwanów
» Poczekalnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Ministerstwo Magii :: Poziom II: Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17