Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala numer trzy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala numer trzy   18.09.16 15:07

Sala numer trzy

Niedawna wojna zrobiła z Mungiem swoje - znaczna większość pomieszczeń potrzebuje remontu; pociemniała biała farba na sufitach, którą bardziej określić można jako szaro-żółtą lub zwyczajnie szarą, w zależności od oświetlenia, parapety pomalowane paskudną olejną farbą, wszelkiego rodzaju rysy, obdrapania, ślady po stuknięciach... Chybotliwe łóżka, pod których nogi częstokroć podstawiane są drewniane klocki lub kawałki gazet, by jakoś je ustabilizować, z lekka nieszczelne okna, na które niby rzucane są wszelkiego rodzaju zaklęcia, lecz raczej z dosyć marnym skutkiem... Długo by wymieniać wszelkie mankamenty.


Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   19.09.16 18:42

28 lutego ‘56

Wczoraj przenieśli mnie do innej sali. Z dobrze wyposażonego pomieszczenia, ładnego, z wygodnymi łóżkami, kazali mi się przenieść do tej nory. Sala wyglądała jakby przeszło przez nią tornado; na łóżkach ledwo co dało się siedzieć, ponieważ miałam wrażenie, że zaraz się przewrócą, tynk odpadał ze ścian, a z okien tak wiało, że było niesamowicie zimno. Absolutnie nie miałam zamiaru tutaj zostać, od razu zażądałam, że chcę widzieć się ze swoim lekarzem prowadzącym, dyrektorem, kimkolwiek, ale ponoć nikogo nie było… miałam ochotę zabrać swoje rzeczy i wyjść z Munga, a moja stopa miała tu więcej nie nie stanąć.
Całą noc przesiedziałam owinięta w koc, nie zmrużyłam oka, bojąc się, że jak zasnę, to najzwyczajniej w świecie albo zamarznę albo spadnę z łóżka. I akurat moje koszmary absolutnie nie miały tutaj nic do rzeczy.
Skoro świt ubrałam się w swoje ubrania i oczekiwałam porannej wizyty lekarza. Nie miałam zamiaru zostawić tak tej sprawy, wystarczająco dużo przeżyłam, aby jeszcze upokarzano mnie w szpitalu. Po za tym, miałam zamiar zażądać wypisu, a jeśli nie chcieli by mi go dać, to posłałabym sowę po ojca i on już by to wszystko załatwił.
Już i tak wystarczająco się denerwowałam, tym co czeka mnie za murami Świętego Munga, oczywiście. Jak ja mam się pojawić na jakiś spotkaniach? Przecież wszystkie oczy zostaną zwrócone w moją stronę. Akurat w tym wypadku nie potrzebowałam rozgłosu i całych artykułów na mój temat w Czarownicy.
Gdy tylko drzwi do sali się otworzyły, a moje oczy dostrzegły lekarski kitel, niemal zeskoczyłam z łóżka, by obcasami uderzyć o, i tak rozwalającą się, posadzkę. Zmierzyłam swojego lekarza srogim wzrokiem, byłam zmęczona i przepełniona negatywną energią. A magomedyk był pierwszy na linii frontu, osoba, w którą jako pierwszą chciałam uderzyć. Może nie tak dosłownie, gdybym uderzyła mężczyznę, to byłby dopiero skandal.
- Dzień dobry - powiedziałam ostro.
Nie mogłam przecież pozwolić sobie na brak dobrego wychowania. Chociaż byłam zdenerwowana, to trzeba było zachować pozory, a w zachowywaniu pozorów, my, kobiety, byłyśmy najlepsze na świecie. I śmiem twierdzić, że nikt, żaden mężczyzna, nie był w stanie nam dorównać.
- To są chyba jakieś kpiny, dlaczego przeniesiono mnie do takiej nory… rudery… dawno nikt mnie tak nie uraził - zaczęłam, a mój głos stopniowo ze zdenerwowanego, przeobrażał się w bardziej rozgoryczony. - Jestem lady Yaxley, należą mi się lepsze standardy, niż ledwo stojące łóżko i spadający tynk z sufitu.
I chyba tyle było po moim ataku i próbie udowodnienia, że to ja mam tutaj władzę. Przełknęłam ślinę, wpatrując się w mężczyznę, ale nim on cokolwiek zechciał powiedzieć, zaczęłam kontynuować.
- Żądam... - dodałam, lekko tupiąc nogą, aby dodać swojej wypowiedzi trochę pewności. - Żądam wypisu.
Zacisnęłam mocno usta, mając nadzieję, że nie będę musiała go długo przekonywać, albo grozić mu, że poproszę w takim razie o pomoc swojego ojca. Miałam nadzieję, że uzdrowiciel jest na tyle mądry, że zrozumie, że wystarczająco mnie już tu upokorzono i lepiej ze mną nie zadzierać.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   20.09.16 14:49

Ostatnie tygodnie nie przynosiły żadnych zmian. Lestrange przestał dostrzegać już, czy zajmuje się tymi samymi pacjentami, czy też praktycznie nieruchome ciała leżące na łóżkach należą do innych osób, niż przed kilkoma dniami. To były obowiązki, to była rutyna, to była kupa kości, skóry oraz mięsa, którą musiał doprowadzić do stanu sprzed wypadku. Dowolnego. Od szlacheckich incydentów związanych z uroczymi mankamentami genetycznymi, po skutki wybuchów kociołków, rozkosznej małżeńskiej sprzeczki, niebezpiecznego pojedynku, czy próby skrzyżowania dwóch gatunków groźnych, magicznych stworzeń. Czasami zastanawiał się, z jakiego powodu dokonywał trudnego wyboru specjalizacji (zapewne dlatego, by nie narażać się na niepotrzebne kontakty ze szlamami), skoro i tak biegał po wszystkich piętrach i pomagał każdemu, kto tego potrzebował. Nie tego spodziewał się dwadzieścia lat temu, kiedy kończył swój staż.
Sądził raczej, że nie kiwnie palcem w sprawie innej od śmiertelnej bladości tudzież innej genetycznej przypadłości. Wróżył sobie rychły awans, stanowisko ordynatora, potem może nawet i kogoś ważniejszego. W efekcie miał nocne dyżury, wielkie cienie pod oczami oraz nieustanną niechęć, przed pojawieniem się w progach Munga kolejnego dnia. Był już zmęczony, czuł się potwornie niedoceniany i choć mienił się szlachcicem, z Lestrange'a kiełkowała zawiść właściwa raczej maluczkim, którym pogardzał.
Przynajmniej jest odpowiednia do mych kwalifikacji - myślał, otwierając z hukiem drzwi do jednej z bardziej zaniedbanych sal w Mungu. Jak zwykle, wszędzie okropny tłok, ledwo przepchnął się przez korytarz, zatłoczony petentami, uzdrowicielami oraz odwiedzającymi. Limonkowy kitel zaszeleścił, kiedy wyjął z kieszeni różdżkę, transmutując jedno z łóżek w drewniane biurko, drugie zaś w krzesło, na którym usiadł, mierząc zbulwersowaną dziewczynę znudzonym spojrzeniem.
-Bry - burknął, jeszcze niezbyt przejmując się jej obecnością, po czym zaczął wykładać z kieszeni kitla połamane pióro, na szczęście mocno zakręcony kałamarz z atramentem, pognieciony plik pergaminu, kartę pacjentki.
-Jeszcze raz pani godność? - mruknął, dopiero teraz podnosząc głowę znad papierów i... na chwilę zapominając języka w gębie. Otrząsnął się jednak dość szybko, był przecież zawodowcem - a ja jestem lord Lestrange i jak lady może zobaczyć, moje żądania od kilku lat nie zmieniły sytuacji - rzekł kąśliwie, wracając do wypełniania papierów - ile masz lat, panienko, że tak tupiesz tą nóżką, dwanaście? - spytał, chichocząc pod nosem z własnego dowcipu, wciąż wpisując konieczne informacje. Wypis miała gwarantowany, ale kontrola, zalecenia i inne powinności. Musiała poczekać.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   22.09.16 15:12

Byłam niesamowicie urażona zachowaniem uzdrowiciela. Żadnych dobrych manier, ukłonienia się przed moją osobą, wyrażenia szacunku. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego zostałam sprowadzona do poziomu zwykłego pacjenta, mimo że mój status krwi absolutnie stawiał mnie wyżej niż normalnego czarodzieja. Skupiłam swój wzrok na mężczyźnie słuchając jego wywodu i absolutnie nie miałam zamiaru mu na to odpowiedzieć. Byłam urażona jego zachowaniem, urażona miejscem w jakim kazano mi spędzić ostatnią noc i nie mogłam doczekać się już momentu, gdy będę mogła opuścić tą zatęchłą dziurę.
Jeżeli ten mężczyzna jest lordem, to mi zaraz wyrośnie lilia z dłoni. Uniosłam wyżej brew, nie mogąc zrozumieć, dlaczego ktoś tak wysoko postawiony, zachowywał się jak przeciętny człowiek. Gdzie zasady dobrego wychowania, gdzie obowiązki? Czyżby magomedyków zasady wobec przedstawicieli innych rodów nie obowiązywały?
- Skoro jest pan lordem, to gdzie podziały się pańskie dobre obyczaje? Zero szacunku dla szlachecko urodzonej panny, nie świadczy to o panu zbyt dobrze, sir - stwierdziłam.
Jego żart, może dla niego bardzo śmieszny, dla mnie absolutnie taki nie był. Cichy chichot niezwykle mnie zdenerwował, chociaż przecież powinnam była nad sobą panować, chociażby ze względu na fakt mojego urodzenia. Coś było jednak nie tak, i nawet zwykły uzdrowiciel potrafił wyprowadzić mnie z równowagi.
Stałam, mocno zaciskając usta. Nie miałam zamiaru się ruszyć, ani tym bardziej usiąść, wszakże nikt mnie o to nie poprosił, a tym bardziej nie zrobił tego uzdrowiciel, co wydaje mi się było w kwestii jego dobrego wychowania.
- Spodziewał się lord ciepłego przywitania? - zapytałam już trochę spokojniej. - Od kiedy to szlachcianki są na równi traktowane z innymi czarodziejami, z dnia na dzień przenoszone do innej sali w dodatku… takiej.
Nie mogłam tego przeboleć. Służba w Yaxley’s Hall miała lepiej, niż ja teraz tutaj. Nic więc dziwnego, że się bulwersowałam. Mój ojciec, gdyby się o tym dowiedział, na pewno od razu by zareagował, a ktoś za takie potraktowanie mnie słono by zapłacił. I nie omieszkam się mu o tym powiedzieć, nie będę przecież pokornie znosić takiego traktowania.
- Dlaczego nie przyszedł do mnie mój uzdrowiciel prowadzący, który przyjmował mnie na oddział? - zapytałam.
Starałam się już nie krzyczeć ani tym bardziej nie tupać nóżką, ponieważ widać było, że akurat ten mężczyzna miał w głębokim poważaniu moje zdanie. Zdawał się być arogancki, nieuprzejmy, a jego szlacheckie zachowanie już dawno szlacheckim było tylko z nazwy. Nie lubiłam obecności takich ludzi, dlatego patrząc jak powoli wypełnia dokumenty zaczynałam się niecierpliwić.
- Proszę się pośpieszyć, jestem bardzo zmęczona - dodałam. - W tej sali są takie warunki, że w nocy nie zmrużyłam oka…
I taka była prawda, że akurat dzisiejszej nocy powodem mojego nie spania, absolutnie nie były koszmary, podczas których mój narzeczony padał na ziemie martwy, próbując przy okazji zaciągnąć mnie ze sobą.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   22.09.16 18:15

Dostrzegał wyraźne wzburzenie dziewczyny: arogancja biła z niej tak intensywnie, iż Lestrange niemal czuł, jak chłoszcze go po twarzy. Była jednak wyłącznie jedną z wielu podobnych sobie szlachcianek, które ze swych pluszowych komnat wylądowały w Mungu. Sale przypominały obozowiska dla uchodźców, lecz z pewnością nie pokoje arystokratek - życie najwyraźniej dawało po tyłku nie tylko tym niższym stanem. Ci właściwie znosili warunki szpitalne całkiem nieźle, w przeciwieństwie do błękintokrwiostych. Lestrange należał do osób niezwykle nerwowych i nieraz strzelał oszołamiaczem w tych najbardziej niepokornych i wszechwiedzących szlachciców. W swym miejscu pracy wyjątkowo się z nimi nie utożsamiał. I niby cóż miałby zrobić, dla lady Yaxley? Na pewno nie zamierzał jej przepraszać: to stanowczo wykraczało poza zakres jego kompetencji, dziewczyna w ogóle miała szczęście, że zdecydował się ją przyjąć. W przeciwnym razie zapewne gniłaby w tej sali jeszcze długo, przynajmniej z tydzień, póki jego skubany partner nie wróci z urlopu. O ile wróci.
-Droga pani, jestem przede wszystkim uzdrowicielem - odparł, szczerząc zęby, bo przecież... istotnie, jedna rola nieco mijała się z drugą - jakbym tracił czas na te wszystkie ukłony i inne bzdury, połowa pacjentów kopnęłaby w kalendarz, zanim znaleźliby się na bloku operacyjnym - wyjaśnił uroczo, ale nie pomijając żadnego (albo prawie żadnego) powodu swej zgryźliwości - jeszcze jakieś niejasności? - spytał, unosząc brew i kpiąco przyglądając się dziewczynie. Może i była ładna, ale cóż z tego, skoro prezentowała się jak rozkapryszona księżniczka. Nie to, żeby nie życzył swojemu synowi paskudnej narzeczonej, ale po prostu zbyt cenił sobie własny spokój.
-Spodziewam się, że będzie panienka współpracować, lady Yaxley - rzekł chłodno, ucinając dyskusję. Nie zamierzał wdawać się w jakąś nieprowadzącą do niczego błazenadę. Potarł dłonią szczękę, zastanawiając się, co też takiego ten idiota zapisał w jej karcie, lecz za nic nie potrafił doczytać się tych bazgrołów.
-Wyjechał - odppowiedział krótko, raczej dlatego, że spodziewał się niezawodnego wysypu pytań z jej strony, gdyby postanowił jednak ją zignorować. W walce z odręcznymi notatkami musiał poświęć się całkowicie, więc na szczęście nie słyszał dalszego narzekania irytującej pannicy. W końcu jednak stwierdził, że pasuje; zerknął na Rosalie spod okularów i spytał:
-Tak właściwie, to na co panienka choruje, [i]lady Yaxley? - rzekł, ostatnim dwóm słowom nadając nieco prześmiewczy ton. Lestrange oczekiwał już wytknięcia braku kompetencji, ale z racji, że był przygotowany, na pewno nie zrobi to na nim już żadnego wrażenia.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   25.09.16 20:23

Prychnęłam jedynie pod nosem. Absolutnie nie przyjmowałam do wiadomości jego wytłumaczenia. Nie interesowało mnie to kto kopnie w kalendarz i kiedy, jak to stwierdził lord Lestrange. Ważniejsze dla mnie było to, że oczekiwałam szacunku takiego, na jaki zasługiwałam. I nikt nie miał prawa zwracać się do mnie inaczej. A jak już tego nie robił, to niech nie dziwi go fakt, że byłam mało uprzejma. Gdybyśmy spotkali się na salonach, zapewne oczekiwałby ode mnie podobnego traktowania. I ja dobrze o tym wiedziałam.
Nie odpowiedziałam mu nic, ani na jego wypowiedź o dobrych manierach, ani na skwitowanie o naszej współpracy, jakakolwiek by ona nie była, ani tym bardziej gdy wyjaśnił mi dlaczego mój magomedyk do mnie nie przyszedł. Oczywiście niesamowicie zmartwił mnie fakt, że go nie ma, był to mężczyzna, któremu najbardziej ufałam jeśli chodzi o moją chorobę. Jedyne co mogłam teraz zrobić, to mieć nadzieję, że niedługo wróci. Akurat z lordem Lestrange nigdy więcej nie chciałam mieć do czynienia na płaszczycie pacjent i uzdrowiciel.
Na jego pytanie, na co ja właściwie choruję na początku bardzo się zdziwiłam. Tak bardzo, że przez chwilę patrzyłam na niego nie wiedząc, czy to ja źle zrozumiałam, czy to on się pomylił. Ale mężczyzna milczał, najwidoczniej oczekując ode mnie odpowiedzi. A ja? Uśmiechnęłam się tylko, lekko złośliwie, szybko odchrząkając i przyjmując bardziej neutralny wyraz twarzy.
- Przecież jest lord przede wszystkim uzdrowicielem - powtórzyłam jego słowa. - Proszę więc poszukać odpowiedzi na swoje pytanie w mojej karcie. Jako magomedyk, który przyszedł przygotować dla mnie wypis, powinien pan wiedzieć co mi dolega. Nie chcę wchodzić w pańskie kompetencje, sir.
Nie mogłam uwierzyć, że przytrafiło mi się coś tak okropnego. Miałam ochotę wyjść nie czekając na żaden wypis i jak najszybciej skontaktować się z jego przełożonym. To było niemal niemożliwością, aby taki niekompetentny człowiek tutaj pracował. Jednak nie powiedziałam mu tego prosto w twarz, stałam oczekując aż sam sobie znajdzie odpowiednie informacje. Niech je sobie wyczaruje, weźmie inne dokumenty, cokolwiek. Ja nie miałam zamiaru mu ułatwiać.
- Zaraz pojawi się tutaj mój ojciec, aby mnie odebrać. Chyba nie chce pan kazać lordowi Yaxley zbyt długo oczekiwać - stwierdziłam spokojnie.
Mnie mógł poniżać, byłam kobietą, a kobiety nie dla wszystkich niestety były osobami ważnymi. I jakże bardzo mi się to nie podobało, to za dużo nie mogłam na to poradzić. Jednak w starciu z moim ojcem, starszym od niego mężczyzną, lordem, bratem nestora Yaxley’ów nie mógł już sobie tak pogrywać. Tym bardziej, że Yaxley’owie i Lestrange mieli dosyć neutralne stosunki, które przez jedną głupotę, czy też jednego głupca uzdrowiciela, nie mogły przecież tak nagle zostać zepchnięte na negatywne tory.
Patrzyłam na mężczyznę wyczekująco, co jakiś czas zerkałam w stronę zegarka, cicho wzdychając. Chciałam już opuścić to paskudne miejsce, wrócić do swojego domu, zamknąć się w swoim pokoju by mieć swój święty spokój. Który był w tym momencie zakłócany przez takiego jednego magomedyka, który nie wiedział dlaczego leżałam na oddziale przez cały miesiąc.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   26.09.16 10:00

Po bardzo długim dniu w pracy, Lestrange tracił resztki swej cierpliwości. Nigdy nie był za nadto uprzejmy, przez salonowe towarzystwo uznawany raczej za gbura, aniżeli zabawnego kompana, a po kilkunastu ciężkich godzinach, nieprzyjemny charakter mężczyzny uwydatniał się jeszcze bardziej. Nic dziwnego, że zachował się nieprzyjaźnie, będąc szorstki w obyciu i przykry dla Rosalie. Nie miał absolutnie żadnego zrozumienia dla jej ględzenia, które jeszcze bardziej wytrącało go z równowagi, powodując kolejną falę niezbyt sympatycznych uwag.
-Przyszedłem, bo nikogo innego nie było - wyjaśnił znudzonym tonem, powoli wymawiając każde słowo, jakby trafił na wyjątkowo oporne i upośledzone umysłowo dziecko - pierwszy raz widzę na oczy panienkę i tę kartę, z której niczego nie mogę odczytać - burknął, gwoli wyjaśnienia. Nie dość, że bazgroły w ogóle nie przypominały liter, to tu i ówdzie pergamin pokrywały wielkie, czarne kleksy zaschniętego atramentu. Lestrange ze zirytowaniem potrząsnął głową, już planując zlecenie jakiemuś przypadkowemu stażyście przepisania na czysto kartoteki lady Yaxley. A przy okazji również innych, żeby nie nudził się zanadto. Najpierw jednakże musiał zająć się sprawą priorytetową, mianowicie Rosalie we własnej osobie. Zmierzył ją chłodnym spojrzeniem, które nie zmieniło się ani na jotę, gdy wspomniała swego ojca. ON miał się niby bać lorda Yaxley'a?
-Zasłanianie się ojcem, niewiele panience przyniesie. Wątpię, by zdołał zmienić standardy Munga, a i o swoją posadę zupełnie nie muszę się troszczyć. I tak brakuje uzdrowicieli. Radzę panience nieco spokornieć, lady Yaxley - rzekł oschle, nie artykułując groźby, że i on może rozmówić się z lordem Yaxley'em, tudzież puścić w obieg na salonach sprawdzone informacje o niewdzięcznym charakterze Rosalie oraz jej kapryszeniu.




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   26.09.16 20:41

Westchnęłam jedynie. Dlaczego to wszystko musiało spotkać właśnie mnie? Czyż nie za dużo wycierpiałam ostatnimi czasy? Nie zasługiwałam chociaż na odrobinę szacunku i spokoju i nawet podczas opuszczania Świętego Munga, musiałam zostać tak okropnie potraktowana?
Nie obchodziło mnie, czy jest nabazgrane, naplute, wysmarowane sokiem dyniowym, był magomedykiem, więc powinien sobie w tej kwestii poradzić. Może powinnam ufundować kurs ładnego pisania uzdrowicielom? Bo jak widać wielu w dzieciństwie nie nabyło tej jakże pomocnej, jak widać, sztuki.
Spojrzałam na mężczyznę z niechęcią. Miałam już dosyć tej walki, a widać było, że ani on, ani ja nie bardzo chcemy ustąpić. Ktoś jednak musiał, jeśli chciałam dzisiejszego poranka opuścić to miejsce.
- Klątwa ondyny - powiedziałam w końcu. - Ale nie mam pojęcia co mój magomedyk dokładnie tam zapisywał. Podawali mi to, to i także to. Dwa pierwsze dwa razy dziennie, to ostatnie tylko wieczorem. Oraz inhalacje, standardowo…
Machnęłam różdżką raz po razie przywołując z mojej szafeczki nocnej fiolki z jakimiś eliksirami. Nazwy kompletnie nic mi nie mówiły, właściwie nie bardzo wiedziałam co jest na co i prawdę mówiąc, to mało mnie to przez większość czasu interesowało. Patrzyłam na niego z lekkim znudzeniem, obojętnością. Tak bardzo chciałam już się stąd wydostać.
- Następnym razem proszę się bardziej przygotować, to że jest pan w zastępstwie, nie znaczy, że nie powinien się pan starać, sir - zwróciłam mu ponownie uwagę.
Na wspomnienie o ojcu, zmarszczyłam jedynie nosek, zakładając ręce na piersi. Nie podobał mi się jego ton, ani to co mi sugerował. Zamachnęłam włosami, przerzucając je na drugie ramie i ponownie spoglądając na zegarek.
- Ale ja się wcale nie zasłaniam ojcem, skądże znowu ten pomysł, lordzie? - Zapytałam nad wyraz uprzejmie. - Ja tylko lorda informuję.
Patrzyłam na niego, mając nadzieję, że już niedługo zakończy się nasze spotkanie i będę mogła wrócić do domu. Ta rozmowa była bardziej męcząca niż cała dzisiejsza noc, którą bądź co bądź, musiałam odespać.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   27.09.16 20:43

Lestrange wysłuchał objaśnień samozwańczej królewny szpitalnych korytarzy, po czym zupełnie nieporuszony wrócił do wypełniania karty. Pismem o wiele czytelniejszym, niż te wzorki pozostawione przez jego kolegę po fachu. Miał przynajmniej już wszystkie informacje, na jakich mu zależało i mógł bez dalszych przeszkód (za wyjątkiem wyjątkowo irytujących uwag i pouczeń) dokonać wypisu.
-Diagno Halito - rzekł spokojnie, celując w Rosalie różdżką, z ukontentowaniem wpatrując się w jasnoniebieską mgiełkę, wydychaną przez kobietę. Wyglądało na to, że wszystko jest w najlepszym porządku, co zdejmowało z jego barków odpowiedzialność za młodą damę oraz pozwalało mu na wcześniejsze udanie się do domu.
-Świetnie. Stan panienki jest w normie. Proszę nie zapominać o przyjmowaniu eliksirów - rzekł ostro, jednocześnie sapiąc i prychając na wielce niestosowne uwagi. Paradne, aby młoda dziewczyna śmiała tak zachowywać się względem niego! Właściwie, dlaczego by jej o tym nie napomknąć? P o w i n i e n wręcz, choć nieco wchodziło to w kompetencje ojca. Czyżby stary Yaxley nie potrafił ustawić sobie córki?
-I jeszcze jedno... Nie życzę sobie równie bezczelnych uwag. Jestem od panienki starszy, jestem mężczyzną, któremu należy się szacunek. I nie obruszaj się, panienko, bo nie skończyłem. Damom również taki okazuję, ale panienka nie jest damą, tylko rozwydrzoną pannicą, której przydałaby się lekcja pokory. Chętnie porozmawiam sobie z lordem Yaxley'em, jeśli panienka go do mnie przyśle z jakąś skargą. A teraz... - na ostatek, Lestrange uśmiechnął się łagodnie - tam są drzwi - podał jej kartkę z wypisem i obserwował, jak wychodzi niepyszna. Pieprzył tę robotę.

|zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   27.09.16 21:00

Obserwowałam jak celował we mnie różdżką, potem spojrzałam na swój wydychający dymek, zadowolona jego kolorem. Tyle razy rzucano na mnie to zaklęcie, że mogłam już rozpoznać, czy jest ze mną wszystko w porządku, czy może jednak nie bardzo. Uwagę o przyjmowaniu eliksirów skwitowałam tylko kiwnięciem głowy, nie spodziewając się tego, co jeszcze usłyszę.
A jego słowa niezwykle mnie poruszyły. Mi zarzucał złe wychowanie? Mi brak szacunku? A kto zlecił przeniesienie mnie do tej rudery? Kto przyszedł nieprzygotowany? Kto właściwie się ze mną nie przywitał, burcząc coś pod nosem? Aż się cała zagotowałam w środku. Już chciałam coś powiedzieć, ponownie na niego naskoczyć, kiedy bez żadnego pożegnania podał mi kartę i wskazał drzwi. Aż mi języka zabrakło, kompletnie nie wiedziałam co mam powiedzieć.
Ze złością wzięłam kartę, zaciskając na niej swoje palce. Nawet nie interesowały mnie żadnego rodzaju zalecenia tam napisane, na to przyjdzie czas później w domu.
- Chętnie skorzystam, żegnam - powiedziałam.
Machnęłam różdżką, aby kuferek z moimi rzeczami zaczął lewitować i opuściłam tą przeklętą salę. Mój ojciec czekał już na mnie, nie wysłałam go jednak do tego uzdrowiciela, zostawiając tą nieprzyjemną sytuację za sobą i z wielką ulgą wracając w końcu do domu.

zt





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   03.10.16 23:27

Już jakiś czas temu Adrien został proszony przez swojego przyjaciela po fachu o pomoc. Wszytko rozchodziło się o to, że ten przyjaciel musiał wyjechać na kilka lat do innego, odległego kraju w ramach jakiegoś badawczego projektu. Sęk w tym, że przez kilkanaście lat pracy w Mungu zdołał sobie uzbierać pokaźna bazę pacjentów, których nie chciał zostawić na lodzie. Porozdzielał ich więc między swoich przyjaciół. Adrien szedł korytarzem trzymając w jednej ręce kartotekę jednej z dusz, jaką otrzymał w tym niecodziennym spadku. Nie czytał jej. Zrobił już to zeszłej nocy. Bardziej był zaabsorbowany tym by nie rozlać herbaty, która przy każdym jego kroku niebezpiecznie wychylała się z odważnie różowego kubka trzymanego w drugiej ręce.
- Lady Travers...Wybornie, że już jesteś, pchełko. Byłbym ci dozgonnie wdzięczny, gdybyś dopomogła mi i uchyliła drzwi od gabinetu bo jak widzisz, moja droga...brakuje mi rąk. Są otwarte.  - zwrócił się do siedzącej na korytarz Lyry, która czkała właśnie na niego choć niekoniecznie mogła być tego świadoma.
- Od dziś będę zastępował uzdrowiciela Brown'a. Proszę się jednak nie niepokoić, szczegóły podam, jak tylko wejdziemy do środka. - Wyjaśnił jej dokładniej. Nie zdziwiłby się bowiem gdyby za pierwszym razem pomyślała, że nie mówi do niej. Nie miałby jej za złe. Na dowód tego posłał jej ciepły uśmiech i pokornie czekał pod drzwiami w swym słynnym, kolorowym kitlu.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   04.10.16 0:10

Lyra nigdy nie lubiła wizyt w Mungu, dlatego unikała ich jak ognia. Czasami jednak niestety już dłużej nie mogła tego robić, bo od czasu do czasu musiała pojawiać się na kontrolach w celu przedłużenia recepty na lecznicze eliksiry oraz określenia, jakie dawki powinna teraz przyjmować. Czuła się znacznie lepiej, niż rok temu o tej samej porze, rzadziej doskwierało jej osłabienie i omdlenia, chyba że przesadzała ze zbyt dużą ilością godzin dziennie poświęcanych malowaniu, marginalizując przy tym zbawienną rolę wypoczynku.
Powiedziano jej, że dziś przyjmie ją ktoś inny, wskazano jej też salę na innym piętrze niż zazwyczaj. Zdziwiło ją to, bo zwykle była przyjmowana na oddziale pozaklęciowym, ale poszła tam, gdzie polecono jej zaczekać i przysiadła na ławeczce. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą i wrócić do domu, najlepiej z dobrą nowiną, którą mogłaby przekazać Glaucusowi. Chciała, żeby się okazało, że poprawa nie jest jej przywidzeniem, a rzeczywiście jej organizm z pomocą zażywanych mikstur skutecznie zwalczał resztki pozostałości starej klątwy.
Po chwili nadszedł uzdrowiciel, o ile się nie myliła, był to lord Carrow, którego grzecznie i uprzejmie przywitała.
- Dzień dobry, lordzie Carrow... Oczywiście, pomogę panu – zgodziła się, wstając i otwierając drzwi, pozwalając mężczyźnie przejść wraz zawartością jego rąk. – Trochę się zdziwiłam, że dzisiaj inne piętro i w ogóle... Co się stało z moim poprzednim uzdrowicielem? Już jakiś czas tutaj nie byłam – dodała, rumieniąc się lekko, kiedy właściwie przyznała się, że nie dbała o regularność kontrolowania swojego stanu. W tym roku chyba jeszcze tego nie zrobiła, a pewnie powinna. Ale teraz jej eliksiry były na wykończeniu i potrzebowała nowej recepty. Ciekawe tylko, ile Carrow wiedział o jej sprawie...
Oboje weszli do salki. Lyra, gdy uzdrowiciel już wszedł, weszła za nim i zamknęła drzwi. Trochę się denerwowała, jak zawsze w takich sytuacjach, bo po prawie trzech miesiącach pobytu na oddziale w 1954 roku, do tej pory odczuwała pewien lęk przed uzdrowicielami i procedurami leczniczymi. Tamten czas nie należał do przyjemnych i do tej pory kojarzył się Lyrze z bólem, stresem i goryczą straconych marzeń... Chociaż z perspektywy teraźniejszości to chyba dobrze się stało, że jej naiwne, nastoletnie plany zostały przekreślone i zajęła się malarstwem, o wiele bardziej adekwatnym dla szlachcianki i dobrej żony swojego męża. Którą przecież chciała być, bo naprawdę zależało jej na Glaucusie.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   12.10.16 2:00

- Tacy pacjenci to skarb - mruknął dziękczynnie przechodząc zaraz radośnie przodem przez te drzwi co się przed nim rozstąpiły. Z uwagą prowadził swój napar razem ze swoją osobą w stronę lichego stolika mającego robić za coś na wzór biurka.
- Cóż...myślę, że nie powinienem tego tak ujmować, lecz powiem Lady szczerze, że to z powodu zbliżającej się wiosny. Ludzie tracą o tej prze roku na uwadze i prezentują sobie głupie wypadki w głupi sposób i z głupich powodów. Osobiście lokowałbym co zdolniejszych na ortopsychiatrii, lecz tam już dawno przestali się mieścić. Sytuację pogarsza też zbliżający się marcowy mecz quiddicha. Wie pani jak wielu amatorów postawia sobie za cel wyrobienie formy zawodowego gracza w miesiąc? - zrobił krótka pauzę w czasie której zachęcił gestem ręki Lyę by sobie usiała na wskazanym przez niego miejscu. Sam upił nieco herbatki. Trzeba zaznaczyć, że w jego głosie nie było skargi czy złości, a jedynie coś pogodnego - Cóż, ja też nie wiem. Lecz jest to wystarczająco liczna grupa by jej część wypełniła piętro urazów pozaklęciowych i zaczęła się wpraszać na wydział zakażeń. I dobrze. Może pomoże to opanować tą plagę. - zażartował, zając obie sprawę, że trochę w tym całym swoim potoku nieco popłyną. No trudno, zdarzało mu się.
- Krótko mówiąc - mamy niecodzienne obłożenie. Wszędzie. A co do uzdrowiciela to nie ma się czym przejmować, Lady. Freddie jest cały i zdrowy tylko niestety, został z obowiązku zmuszony do delegacji. Przed wyjazdem poprosił mnie bym konsultował przypadek Lady, wtajemniczając mnie w sprawę więc wiem, że wiem o Pani długiej niebytności. - uśmiechnął się delikatnie, otwierając kartotekę Lady Travis vel Weasley. Jak łanie. - Coś niepokojącego się wydarzyło?


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   12.10.16 11:44

Lyra usiadła we wskazanym miejscu, po czym wysłuchała wyjaśnień mężczyzny, kiwając głową w odpowiednich momentach. Jej to nie przeszkadzało, że dzisiaj inne miejsce i inny uzdrowiciel, po prostu była ciekawa, skąd te zmiany. Wyjaśnienia brzmiały dosyć przekonująco, a sam uzdrowiciel wydawał się dużo sympatyczniejszy niż niektórzy spośród tych, którzy zajmowali się nią niecałe dwa lata temu. Na myśl o Blacku nadal czuła ciarki na plecach, chociaż nigdy nie dowiedziała się o tym, co jej robił. Wtedy z pewnością bałaby się tego miejsca jeszcze bardziej.
- Rozumiem, wierzę panu. W końcu też słyszałam o meczu, myślę że mój mąż także planuje się na niego wybrać – powiedziała, nieco niespokojnie bawiąc się swoimi dłońmi splecionymi na kolanach. Była jednak pewna, że Glaucus był rozsądny i nie wyląduje na oddziale po niefortunnych popisach miotlarskich.
- Tak, wiem, że powinnam pojawiać się bardziej regularnie. Ostatnio miałam jednak trochę... komplikacji i unikałam tego – wyjaśniła kulawo. W końcu dwa miesiące temu wzięła ślub, wciąż wdrażała się w nowe życie, w dodatku jej nową rodzinę dotknęła niedawno taka tragedia, jak utrata nestora, a stara rodzina (a przynajmniej bracia) jej unikali...
Skrzywiła się, po czym natychmiast odsunęła od siebie te nieprzyjemne myśli, zajmując się teraźniejszością, czyli rozmową z uzdrowicielem, który mógł potwierdzić lub rozwiać jej wątpliwości.
- Ostatnio chyba nic szczególnego, ale moja recepta na eliksiry traci ważność – powiedziała. – I nie wiem, czy tylko mi się wydaje, ale mam wrażenie, że ostatnimi czasy jest... lepiej. Chciałabym się upewnić... Czy to rzeczywiście poprawa, czy tylko sobie to uroiłam?
Miała gorącą nadzieję, że wcale jej się nie wydawało. Chciała usłyszeć potwierdzenie: że jej stan się poprawia. Że będzie mogła znowu zmniejszyć dawki eliksirów (których i tak zażywała dużo mniej, niż na początku), a może wkrótce będzie już mogła całkowicie się bez nich obejść? Może wbrew temu, co prognozowano jej na samym początku, po wybudzeniu się, nie będzie odczuwać pozostałości klątwy przez długie lata? Jej zielone oczy z nadzieją wpatrywały się w Carrowa, który wertował właśnie jej dokumentację, w której na pewno nie brakowało zapisków z jej długiej rekonwalescencji po wypadku oraz z późniejszych wizyt kontrolnych.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
37
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   15.10.16 2:18

- Winszuję odwagi małżonka. Proszę przypilnować tylko by porządnie się ubrał. Wielu bagatelizuje pogodę, a w pędzie wiosenny wiatr bywa bardziej przeszywający niżby się to mogło wydawać. - zawodnicy w ferworze walki nie odczuwali chłodu, lecz to wcale nie oznaczało, że ten na nich nie wpływał. Przeważnie za jego sprawą drętwiały dłonie, ciało dygotało...o wypadek było łatwo. Nie chciał jednak tymi konkretami straszyć młodej żony.
Słuchał jej za to uważnie, popełniając notkę w papierach i upijając kolejnego łyka herbatki.
- No dobrze, to zaraz zobaczmy, jak się sprawy mają. Wykonam kilka standardowych zaklęć diagnostycznych- zapewne wszystkie będą Lady dobrze znane, zadam do tego parę pytań i będziemy mieli nadzieję, że nikt dziś nie dostanie skierowania na wydział magiopsychiatrii - zażartował, nawiązując do tej lyrowej wspominki o urojeniach, po czym wstał od biurka, gestem ręki uspokoił w razie konieczności dziewczynę, żeby sobie siedziała i się nie kłopotała. Podszedł do niej i przyklękną przed nią na jednym kolanie, tak, że znajdował się trochę poniżej jej linii wzroku. Sięgnął za pazuchę i wyciągnął pierścionek różdżkę. Nie lubił wisieć nad pacjentami, nie chciało mu się też szurać krzesłem. Tak było idealnie.
- Proszę oddychać normalnie, diagno coro - zarządził z entuzjazmem, przykładając różdżkę do piersi i w myślach zaczął wyliczać uderzenia spoglądając na zegarek. - Dobrze, teraz głęboko. - przysłuchiwał się teraz przez kilka chwil pracy organów, a gdy skończył podniósł się na nogi.
- Porywa się Lady na jakiś regularny wysiłek? Dłuższe spacery, a może jakiś mniej wymagający sport? Omdlenia się zdarzały? Jakieś inne infekcje typu przeziębienia, grypy...? - metodycznie sprawdzał stan węzłów.


Powrót do góry Go down
 

Sala numer trzy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer trzy
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: VI piętro: Choroby wewnętrzne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18