Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala numer trzy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala numer trzy   18.09.16 15:07

First topic message reminder :

Sala numer trzy

Niedawna wojna zrobiła z Mungiem swoje - znaczna większość pomieszczeń potrzebuje remontu; pociemniała biała farba na sufitach, którą bardziej określić można jako szaro-żółtą lub zwyczajnie szarą, w zależności od oświetlenia, parapety pomalowane paskudną olejną farbą, wszelkiego rodzaju rysy, obdrapania, ślady po stuknięciach... Chybotliwe łóżka, pod których nogi częstokroć podstawiane są drewniane klocki lub kawałki gazet, by jakoś je ustabilizować, z lekka nieszczelne okna, na które niby rzucane są wszelkiego rodzaju zaklęcia, lecz raczej z dosyć marnym skutkiem... Długo by wymieniać wszelkie mankamenty.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   08.04.17 20:47

No tak. Może to prawda, może coś w tym jest, a jednak moje brwi wędrują w górę - ze zdziwienia. Następnie w dół - z irytacji. Po co w takim razie to pytanie? Gdyby eliksir nie działał, lub działałby źle, z pewnością bym o tym powiedział. A już na pewno nie prosiłbym o jego zapas na drogę. Wzdycham więc dość cierpiętniczo, prostując niewidoczne zgięcia na spodniach. Staram się przetrawić informację odnośnie braku stężonej dawki, ale nie kłócę się. Chyba nie mam na to siły. Chciałbym już otrzymać tę receptę, udać się do szpitalnego alchemika oraz odebrać co mi się należy. Czy raczej zlecić to zadanie skrzatowi, gdyż mam ciekawsze rzeczy do roboty. Trucizny same się nie uwarzą, artefakty same się nie sprawdzą. Ostatnio coraz częściej jestem proszony przez ojca o pomoc w interesie, a tego ignorować nie można. I naturalnie zostaje jeszcze kwestia spakowania się na nadchodzące tygodnie poza granicami kraju. W końcu będę stąpać po dzikich, barbarzyńskich krainach, muszę zatem się do tego przygotować najlepiej jak to możliwe. Nie wiedząc jeszcze, że te przygotowania na nic zdadzą, a absolutnie wszystko, co tam zobaczę, będzie skandalicznie trudne - niemożliwe do ogarnięcia tego umysłem.
Wyjaśnienie wydaje się być zaskakująco logiczne. Dlatego moja złość gdzieś odpływa, ustępując raczej rezygnacji. Nigdy nie może być tak jak tego oczekuję - to trochę deprymujące, ale nie mogę dać się zwariować. Powinienem skoncentrować się na ważniejszych sprawach, chociaż zdrowie też do nich należy, bez dwóch zdań. Żyjąc z traumą krwi tyle czasu powinienem się do niej przyzwyczaić przynajmniej na najniższym szczeblu świadomości.
- Rozumiem - odpowiadam spokojnie, nie zdradzając żadnych emocji. Dopiero następne słowa wytrącają mnie z równowagi, co objawia się ponownym ściągnięciem brwi. - Nie jestem dzieckiem - upominam mężczyznę. Nie powinien tak do mnie mówić, nawet jeśli uważa się za mądrzejszego z powodu swojej wiedzy medycznej. Odbieram za to ten świstek, który wypisał chwilę temu, kiwam głową. Dobrze, że wizyta dobiega już końca, a przynajmniej taką mam nadzieję. Posyłam mu pytające spojrzenie.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f47-sowia-poczta http://www.morsmordre.net/f5-powiazania http://www.morsmordre.net/f55-mieszkania http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   18.04.17 1:22

Świstek został wypisany i przekazany pacjentowi - cel lorda Burke z pewnością został osiągnięty. I chociaż tej wizycie w szpitalu towarzyszyło nieco negatywnych emocji, takich jak lekka irytacja czy delikatne oburzenie, nic nie dało się na to poradzić.
Posłał Burke'owi przeciągłe i nieco krytyczne spojrzenie, słysząc jego słowa.
Mógłby usiąść i na spokojnie wytłumaczyć swojemu pacjentowi tok rozumowania, którym się kierował. Wyjaśnić, czemu oburzenie lorda Burke było tu zupełnie niepotrzebne. Jako uzdrowiciel po prostu musiał zadać kilka pytań - nawet, jeśli była to formalność. Musiał także przestrzec go jeszcze raz o dawkowaniu leków. Chociażby po to by później, w razie problemów, nikt nie zarzucił mu, że nie poinstruował mężczyzny o szczególikach dotyczących łagodzenia objawów traumy krwi.
Wszystko to nie miałoby jednak żadnego sensu. Uzdrowiciel niepotrzebnie tylko strzępiłby język, wywołując u swojego pacjenta większą irytację. Zalecenia zostały przekazane, recepta na lek wydana. Najlepszą opcją było teraz, by obaj mężczyźni rozeszli się, wszak każdy z nich miał swoje własne zadania do przypilnowania.
Uzdrowiciel wstał, wyciągając jeszcze rękę do lorda Burke, chcąc ją uścisnąć na pożegnanie.
- Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak życzyć panu udanej i bezpiecznej podróży. Kiedy już lord wróci, proszę się do nas udać na kontrolę.
Po zakończonej wizycie Quentina zaś pozostało mu jedynie wyglądać kolejnego pacjenta. Czekało go tego dnia jeszcze wcale niemało pracy!

zt




Żyjemy tak jak śnimy – samotnie.
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
5
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   02.05.17 12:16

Atmosfera gęstnieje, irytacja wzrasta. Upominam siebie samego, żeby jej poziom opadł do bezpiecznego poziomu. Nieco rozluźniam własne mięśnie, szczególnie twarzy. Usta nadal zaciskają się w wąską linię, dłonie natomiast na kolanach. Oddycham spokojnie, licząc w myślach zabity szlam, co pozwala mi na uspokojenie się. Cokolwiek uzdrowiciel zamierzał, powinien bardziej ważyć swe słowa. Nie zwraca się w końcu do byle kogo - do lorda, mającego już prawie trzydzieści lat, na Salazara. Doskonale wiem jak się dawkuje leki, a ewentualne swawole w tej sprawie… cóż, są tylko i wyłącznie działaniem z premedytacją. Sądząc, że w ten sposób poprawię własną kondycję. Jestem zdruzgotany własną chorobą, która pozbawia mnie wielu życiowych przyjemności. W głowie układam już plan badań naukowych, w których wynajdę odpowiednie lekarstwo. Niestety to wszystko musi zaczekać, gdyż teraz najważniejsza jest podróż. Zdobycie cennych artefaktów, zadowolenie Caractacusa, Serpena oraz Marcusa - trzech najistotniejszych czarodziejów u Borgina&Burke’a. Wierzę w pomyślność naszej wyprawy oraz w to, że zapewni nam ona ich przychylność. To wymaga z kolei drastycznych środków.
- Dziękuję. Tak zrobię - odpowiadam, kiwam lekko głową. Wstaję ściskając dłoń magomedyka. Tego wymaga kultura, chociaż ja najchętniej posłałbym mu tylko ostrzegawcze spojrzenie. Nie mogę robić sobie wrogów, na pewno nie wśród Nottów, którzy stali się nam sojusznikami. Dlatego powściągam emocje, być może zbyt jawnie wypływające na wierzch. Żegnam się jeszcze, po czym odsuwam krzesło oraz kroczę do wyjścia. Zamykam za sobą drzwi, a w ręku dzierżę kawałek pergaminu. Rozglądam się po korytarzach szukając drogi do szpitalnego alchemika. Kiedy ją wreszcie odnajduję, udaję się w tamtą stronę. Kładę na ladę kartkę pytając się kiedy to skrzat mógłby odebrać. Dziś wieczorem, wspaniale. Jedna sprawa z głowy. Krótkie, kolejne kiwnięcie w ramach podziękowania oraz pożegnania jednocześnie. Udaję się w miejsce, gdzie mogę się teleportować i robię to - znikam z cichym pyknięciem odnajdując drogę do Durham. Najlepszego miejsca na ziemi. Bezpiecznego. Nie mam ochoty na dalsze pogawędki.

zt.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Iseult Hariri
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t4860-idziemy-w-mase#105222 http://www.morsmordre.net/t4866-poczta-isu#105436 http://www.morsmordre.net/t4865-isu#105434 http://www.morsmordre.net/f328-west-country-dolina-godryka-13 http://www.morsmordre.net/t4867-iseult-asija-hariri#105437
uzdrowicielka na od. chorób wewnętrznych
27
Półkrwi
Zaręczona
Zdrowie wymaga stanu równowagi między wpływami środowiska, sposobem życia oraz różnymi elementami ludzkiej natury.
10
5
0
20
0
0
14
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Sala numer trzy   04.07.17 13:58

26 kwietnia
Noc panowała nad Londynem i całą Anglią, a wszyscy mieszkańcy spokojnie spali w swoich łóżkach i nic ani nikt nie burzył ich bezpiecznego snu. Zupełnie jakby ktoś z wysoka czuwał nad nimi. Podobnie było w jeszcze jednym miejscu - w całym szpitalu Świętego Munga panował spokój podobnie jak wszędzie indziej. Było to jednak bardzo względne, bo w sali numer trzy na Oddziale Chorób Wewnętrznych walczono o życie jednej z pacjentek. Miała nie więcej niż dwadzieścia pięć lat, a wyglądała teraz jak czterdziestolatka zmęczona życiem. Ani uzdrowiciele ani personel pomocniczy nie mogli powiedzieć ile czasu spędzili w tym pomieszczeniu, starając się jakoś opanować krwotok jak i uratować dziecko, które właśnie rodziła szarpiąca się na łóżku kobieta. Kilka osób musiało trzymać matkę i próbować podawać jej jakieś eliksiry do zmniejszenia bólu, ale nic nie pomagało. Ból był za mocny przez co ciężko było cokolwiek wskórać. W dodatku pacjentka niekontrolowanie zęby, nie pozwalając sobie pomóc. Nie było to czymś niespodziewanym. Nie przy takiej dawce cierpienia. Zmagania praktycznie nie miały końca, chociaż i jedna i druga strona chciała, żeby chora przeżyła. Podobnie jak jej jeszcze nienarodzone dziecko. Stres był niewyobrażalny i nic dziwnego, że w końcu jedna postać wybiegła z sali i wpadła do łazienki, gdzie zwymiotowała do umywalki.
- Co się z tobą dzieje, Hariri? Weź się w garść!
Isu patrzyła na swoje odbicie w lustrze i przez chwilę mierzyła się swoimi brązowymi oczami. Cała drżała, a wory pod oczami z niewyspania i wyczerpania były mocno widoczne nawet na jej śniadej cerze. Wytarła usta wierzchem dłoni i zamknęła na chwilę oczy, starając się opanować dreszcze. Szamotanina i walka o życie obu pacjentów sprawiła, że na czole uzdrowicielki wystąpiły duże krople potu. Wszyscy w tamtej sali byli w podobnej sytuacji, ale tylko ona nie wytrzymała napięcia. Sądziła, że da radę. Przecież była wytrzymała. Na stażu widywała gorsze rzeczy, ale chyba nigdy nie była tam jedną z głównych odpowiedzialnych za kontrolowanie osób. Po prostu coś w niej pękło i była na siebie za to zła. Nie. Mało powiedziane. Była wściekła. Wyszła na słabiaka nie tylko przed swoimi współpracownikami, ale również i głównie przed samą sobą. Była uzdrowicielem i powinna panować nad takimi rzeczami. Otworzyła oczy ponownie i wpatrywała się w swoje odbicie zmarnowanej pracą kobiety. Obok na zlewie leżała zakrwawiona różdżka, którą starała się jakoś uratować dwójkę pacjentów na sali obok. Nie było to jednak takie proste zważywszy, że sama była już wyczerpana psychicznie i fizycznie. Słuchanie głośnych krzyków powolnej agonii nie było czymś, co szybko miało pozwolić jej spokojnie spać. Zacisnęła pięści na brzegach starego zlewu i spuściła głowę, wypuszczając ciężko powietrze. Serce biło jej w klatce piersiowej jak szalone i pewnie gdyby nie doświadczenie, wyskoczyłoby na zewnątrz. Isu wyprostowała się w końcu z trudem odrywając zesztywniałe ręce od umywalki i przejechała nimi we włosach. Syknęła, gdy poczuła ból po wewnętrznej stronie dłoni. Spojrzała na nią i zauważyła wiele odcisków i pęcherzy od ściskania mocno różdżki. Skrzywiła się na sam widok. Szybko jednak odkręciła kurek z wodą i nim ochlapała sobie twarz na odświeżenie, usłyszała czyjeś kroki na korytarzu, a chwilę później ktoś otwierał drzwi łazienki.
- Isu! Isu na Merlina! Chodź tu! - Krzyki starszego pana Bonesa sprowadziły ją na ziemię tak gwałtownie, że o mało nie odskoczyła i nie upadła na ziemię. Ten szalony mężczyzna jak chciał to potrafił się nieźle wydrzeć, przyprawiając przy tym o zawał przebywających dookoła niego ludzi. Nawet po tylu latach współpracy Hariri trudno było przywyknąć. Chyba by się przyzwyczaiła dopiero gdyby ogłuchła... Obserwowała potężnego brodacza, który jak gdyby nigdy nic wszedł do damskiej ubikacji i stanął naprzeciwko niej, łypiąc uważnie na drobną kobietę. - Gdzieś ty tak wybiegła! Nie mamy czasu na takie głupoty! Jesteś potrzebna na sali! - fuknął, po czym umilkł, czekając na jakąś reakcję. Iseult w tym czasie drżącą ręką złapała za wiszące na jej szyi Oko Horusa, chcąc się jakoś pokrzepić. Wiedziała przecież, że pan Bones ma rację i musiała wrócić, by dokończyć zadanie, ale z drugiej bała się wchodzić do tej sali. Pełnej krzyków i cierpienia. Był to jednak jej obowiązek i jeśli nie miała się w sobie zebrać to mogła zostać w tej łazience do końca życia, dręcząc się wyrzutami sumienia, że nie ruszyła na pomoc.
- Już idę... - wyszeptała w końcu, ledwie poruszając ustami i podnosząc wolno spojrzenie na uzdrowiciela przed sobą. Zerknęła na wciąż leżącą na swoim miejscu różdżkę, a potem na mężczyznę naprzeciwko. Ten pokręcił tylko głową i wyszedł, zostawiając Isu znowu samą. Uzdrowicielka odchrząknęła i umyła twarz zgodnie z przerwanym jej założeniem, obmyła również ręce, chcąc jakoś złagodzić ból odcisków i ruszyła w stronę drzwi. Przeszła korytarz i weszła do sali numer trzy, skąd wciąż dochodziły odgłosy szarpaniny i krzyków cierpiącej, ale również uzdrowicieli, którzy chcieli jakoś zapanować nad sytuacją. - Jak to wygląda? Jak dziecko? Wypiła cokolwiek? - rzuciła Hariri już o wiele pewniej niż wcześniej, wchodząc między skumulowanych przy łóżku pracowników Munga. Jednak z kobiet odpowiedziała jej, że bez zmian, ale główka już się pokazała. Jak zwykle ubrana była w swoje stare łachy, które przypominały ubranie trolla, włosy niedbale związała w coś na kształt koka i nie poruszała się z większą gracją niż wyglądała. Mimo to Iseult lubiła tę starszą kobietę - była niezwykle doświadczoną uzdrowicielką i przyjęła niejeden poród. - Musimy skupić się na ratowaniu dziecka. Chorą rozsadza od wewnątrz serpentyna. Możliwe że nie uda nam się jej ocalić! - rzuciła głośniej, chcąc jakoś złapać kontakt wzrokowy z pacjentką. Ta po jakimś czasie spojrzała na Isu, a w jej spojrzeniu widać było jak bardzo się bała. Było to normalne. Każdy się bał śmierci, ale widać było, że ta młoda szlachcianka chciała jedynie życia dla swojego dziecka. Sama traciła dużo krwi przez krwotok wewnętrzny spowodowany nagromadzeniem się energii w jej ciele. Krew lecąca jej z nosa była najmniejszym z objawów, które nasiliły się poprzez skurcze porodowe. Hariri rzuciła kolejne już Sanusio Maxima, starając się jakoś wspomóc wchłanianie się eliksirów, które miały uśmierzyć ból.
- To nie daje rady! - krzyknął ktoś rozpaczliwym głosem najwidoczniej również tracąc nadzieję na pomyślne rozwiązanie. Isu rozglądała się po uzdrowicielach i chociaż robili, co mogli, wyraźnie widziała na ich twarzach zrezygnowanie i wątpliwości. W końcu dawali z siebie naprawdę wszystko, a to i tak nie pomagało. Musieli jednak za wszelką cenę uspokoić pacjentkę.
- Vis Ricora! - podniosła w pewnym momencie głos i nie czekając na reakcję czy potwierdzenie, że dobrze robiła i wypowiedziała zaklęcie, ufając, że tak potężna magia będzie mogła zwalczyć nawet serpentynę. Musiała głownie bazować na zaklęciach, bo picie eliksirów w ciąży przy tej niebezpiecznej chorobie musiało być niezwykle kontrolowane. Zbyt duża dawka prowadziła do poronienia. Niesamowitym faktem było już samo dotarcie do porodu przez młodą arystokratkę. Takie przypadki zdarzały się bardzo rzadko, chociażby ze względu na pokaźną śmiertelność chorych na serpentynę dziewcząt. Zaraz w stronę kobiety poleciało również Subsisto Dolorem Horribilis
i czując, że szamotanie się ustępuje, Hariri przeniosła się niżej, by kontrolować poród. Jedna z obecnych pielęgniarek pomagała rodzącej oddychać, a uzdrowiciele kontrolowali jej stan podczas kurczów. Łóżko było całe we krwi, która zdawała się nie mieć końca, ale udało się dostrzec dziecko lub właściwie jego główkę. Błagam, Anubisie. Nie zabieraj go jeszcze, zwróciła się do boga śmierci, zerkając na swój palec, gdzie zazwyczaj widniał pierścień z podobizną egipskiego bóstwa. - Immunitaris - skierowała różdżkę w stronę małego człowieka, zamierzając doprowadzić poród do końca. Między krzykami matki, chociaż już z mniejszym natężeniem, pomagała przyjść mu na świat. Magia już na niewiele się zdawała w tym etapie, który wciągnął Iseult w dziwny trans. Trwał dopóki malutkie ciałko nie opuściło organizmu pacjentki. - Mam je! Mam! - krzyknęła nagle Isu, trzymając w dłoniach małe stworzenie i spojrzała z radosnym uśmiechem na matkę. Zaraz jednak zastygła, widząc, że nie udało im się. Pacjentka zmarła, a na sali zapanowała cisza przerywana jedynie kwileniem nowo narodzonego dziecka.

|zt




من بره هالله هالله ، ومن جوا يعلم اللهNie ludziom osądzać czyny innych, nie im potępiać, lecz bogom.
Powrót do góry Go down
 

Sala numer trzy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer trzy
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: VI piętro: Choroby wewnętrzne-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18