Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Rodzinny warsztat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Rodzinny warsztat   29.09.16 1:49

Warsztat różdżkarzy

Warsztat to z pewnością najbardziej niesamowite pomieszczenie w posiadłości Ollivanderów. Znacznie także różniące się od innych komnat - mniej tu przepychu, więcej tajemniczej, magicznej aury. Drewna czekające na obróbkę, rdzenie leżakujące w słojach, ozdoby zwisające z sufitu, stolarski stół, słupy światła wpadające przez zakurzone okienka, dłuta oraz pędzle - znaleźć można tutaj wszystko i wszystko to sprawia, że owa pracownia wygląda jak enigmatyczny gabinet osobliwości. Raczej nie wchodzą tu obcy, a goście przyjmowani są zazwyczaj w bardziej reprezentacyjnych punktach dworku. To azyl każdego różdżkarza!


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   29.09.16 13:19

/2.03

- Wybacz wujku, nie dam rady dzisiaj sprzątnąć sklepu, dwa dni temu szachowałem warsztat i nie zamierzam z niego wychodzić! - krzyknął, zanim zatrzasnął za sobą wrota pracowni. Oparł się o rzeźbione, dębowe skrzydło i odetchnął z ulgą oraz niejaką ekscytacją - nie był to pierwszy raz kiedy miał pracować w warsztacie, ale za każdym razem czuł to samo - to przyjemne ciepło rozpływające się po ciele. Kochał różdżki i wszystko co z nimi związane, ba! Nawet jeśli nie zawsze wychodził stąd z przysłowiową tarczą, to był szczęśliwy jak nigdy gdy mógł na te kilka godzin odciąć się od świata zewnętrznego, całkowicie oddać tworzeniu i poświęcić swej największej pasji. Przesunął spojrzeniem po niesamowitym wnętrzu - po kawałkach drewna na stolarskim stole, po przyszłych rdzeniach, które oblegały półki i wreszcie po ozdobach zwisających z sufitu - wszystko to sprawiało, że ollivanderowska pracownia wyglądała jak kunstkamera wyciągnięta z czasów średnich. To był najprawdziwszy gabinet osobliwości, którego inne szlacheckie rody mogły im pozazdrościć, szczególnie, że zgromadzone tu zbiory w większości faktycznie były bezcenne.
- Matko, jaki tu syf... - Titus wywrócił oczami. Dlaczego poprzednik nie mógł po sobie posprzątać? To, że ten tutaj gagatek był prawdopodobnie najmłodszym z rodu (przynajmniej najmłodszym, który wciąż pomieszkiwał w rodzinnym lokum) wcale nie znaczyło, że musiał usługiwać całej reszcie starszych Ollivanderów! Przeciągle westchnął, szukając wzrokiem miotły, w której kierunku zaraz wyciągnął obie dłonie. Zmrużył oczy, całkowicie skupiając uwagę na drewnianym kołku z długimi, sztywnymi witkami.
- Sprzątaj... - powtórzył raz i drugi. Kilka dni wstecz, kiedy leżał w łóżku umierając na świerzba, przeczytał w jednej książce o magii bezróżdżkowej - tak go ten temat zaintrygował, że postanowił przyjrzeć mu się bliżej. Skoro miał być różdżkarzem to czy nie powinien umieć czarować także bez owych niesamowitych kołków? By wiedzieć, że hokus pokus z użyciem czarodziejskich artefaktów jest mimo wszystko o niebo lepsze! Wierzył, że opanowanie tej umiejętności pozwoli mu lepiej zrozumieć różdżkarstwo jako sztukę, otworzy oczy na niektóre sprawy i wreszcie uczyni z niego lepszego wytwórcę. Więc od tej pory starał się skupiać wszystkie swoje magiczne zdolności na poznawaniu magii bezróżdżkowej - aktualnie bez żadnych rezultatów.
- No sprzątaj... - powtórzył raz jeszcze. Niestety miotła nawet nie drgnęła, więc ze zmarszczonym nosem sięgnął po patyk, machając nim w kierunku narzędzi do sprzątania i prostym zaklęciem wprawiając je w ruch. Miotła i szufla zatańczyły na skrzypiącym parkiecie, a Titus razem z nimi, szczególnie, że muzyka wypełniła każdy kąt pracowni, kiedy stuknął w stary gramofon. Przy akompaniamencie skocznych, rock'n'rollowych przyśpiewek uwinął się w mig!
Wytarł ręce w brudny fartuch, wokół bioder przewiązując pas stolarski, w którego szlufki wcisnął kolejno kilka dłut, gruby pędzel oraz oczywiście swoją prywatną różdżkę.
- No to do roboty! - klasnął w dłonie, podsuwając sobie stare krzesło, na którym zaraz wsparł jedno kolano.
Faza pierwsza - przygotowanie części zewnętrznej. Sięgnął po zacisk - mosiężny bolec wsunął w otwór w blacie stolika, drugą jego część przykręcił do krawędzi, a w środku umieścił długi kawałek drewna, który po odpowiedniej obróbce będzie można nazwać różdżką. Zacisnął palce na rączce dłuta, pochylając się nisko nad stołem... Zaostrzona końcówka błysnęła, zanim wbił ją w twarde drewno - ech, heban! Rzeźbienie w nim graniczyło z cudem, więc Titus wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia. Chyba będzie musiał zrezygnować z wszelkich ozdób... Z drugiej strony całkiem proste wyglądały niezwykle elegancko i szykownie, a on przecież miał dzisiaj stworzyć coś godnego najbogatszych arystokratów. Jeszcze w styczniu przywiózł z odległej Rumunii serce Rogogona Węgierskiego - przygotował owy organ na koniec tego samego miesiąca, wycinając zeń odpowiednie włókna (bardzo nieprzyjemna i niezwykle krwawa robota!), które aktualnie czekały na rytuał łączenia - taki rdzeń z pewnością wyląduje w rękach wielkiego czarodzieja, co do tego nie miał żadnych wątpliwości! Przesunął palcami po długim kijku, badając opuszkami nierówną fakturę pełną drzazg - nie, wciąż była za gruba na szlifowanie. Przez kilka kolejnych minut bił młotkiem w dłutko, starając się dopasować do rytmu - eter przecinało głośne stukanie i następna piosenka Elvisa Króla Presleya - brzmiało to trochę jak jam session z dzięciołem... W końcu jednak blat pokryły drobne, ciemne wiórki rozrzucone po całości, a rzeźbiony kawałek drewna nabrał odpowiedniej smukłości - Titus wysunął go z zacisku, podkładając pod niego jeden palec i sprawdzając czy jest dobrze wyważony. Wyglądało, że wszystko było w jak najlepszym porządku, więc ze spokojem mógł przejść do tej najnudniejszej części - szlifowania, czyli kilkugodzinnej zabawy z papierem ściernym o różnej granulacji. Najpierw sto dwudziestka, dwieście pięćdziesiątka i bite pół godziny pięćsetki. Później szorowanie siedemsetką, tysiącem, dwoma, wreszcie dwoma i pół. W powietrzu unosił się duszący, drewniany pył, który zalegał w nozdrzach sprawiając, że chciało mu się kichać... Ale! Kiedy skończył i kilkoma machnięciami rozwiał fruwające drobinki, kiedy ponownie przesunął palcami po fakturze różdżki... Poczuł dreszcze na kręgosłupie! Była idealnie gładka, żadne drzazgi nie szpeciły jej satynowej powierzchni, w dodatku ten nienaganny kształt! Ach, był z siebie dumny! Zostało jeszcze zaznaczyć spod czyich rąk wyszło to dzieło sztuki - każdy jeden różdżkarz działający w zawodzie naznaczał co jego i nie inaczej było tutaj, wśród Ollivanderów. Niewprawne oko pewnie nawet nie zwróci uwagi na ten malutki symbol, wycięty w drewnie z niebywałą precyzją - Titus wybrał T połączone z F, okrążone zgrabnym O - Tytus Flawiusz Ollivander w jednym drobnym znaku. Czyż to nie genialne w swej prostocie? W końcu z niejakim uwielbieniem, ostrożnie, odłożył różdżkę na blat, w zamian sięgając po słoik z woskiem, który zaczął rozgrzewać ponad kilkoma błękitnymi płomykami - maź na sam koniec, by utrzymać w drewnie rdzeń. Przezroczysta breja potrzebowała jednak czasu aby zmienić swój stan skupienia.
Fazę drugą (chociaż może to właśnie powinna być faza pierwsza?) - przygotowywanie wnętrza - miał już za sobą. Włókna zostały wycięte i spreparowane wcześniej, bo przecież i one potrzebowały czasu by dojrzeć, by uwolnić całą magię skrytą w tej niewielkiej powłoce. Leżakowały zakonserwowane w formalinie, cierpliwie czekając na dalszy rozwój sytuacji. Titus skocznym krokiem przemknął przez pracownię, obiema dłońmi sięgając po niewielki słój, w którego wnętrzu pływały wybrane części serca. Kiedy tylko odkręcił zatyczkę, pomieszczenie wypełnił ostry, drażniący zapach ekstraktu.
- O rany, fu... - Ollivander odwrócił głowę, przykładając nadgarstek do nosa. Za każdym razem reagował tak samo - potwornym grymasem niezadowolenia oraz kilkoma dławiącymi odgłosami wydobywającymi się spomiędzy warg. Chyba nigdy nie przyzwyczai się do tej woni, choć przecież pracę z formaliną również przeżywał wielokrotnie. Metalowymi szczypcami schwycił pojedyncze włókno, układając je na połyskującej, srebrnej tacy - wyciągnięte z formaliny wiło się i skręcało jak dżdżownica, za co mógł podziękować niezbadanym wyrokom magicznym, bo przecież świadczyło to tylko o jednym - o mocy, która nie potrafiła utrzymać go w bezruchu. Zakręcił słój, odkładając go jak najdalej od swojego noska, a gdy rozochocone włókno zaczęło podskakiwać i miotać się po całej tacy, czym prędzej założył nań szklaną osłonę - nie chciał przecież, żeby zaliczyło bliskie spotkanie z podłogą i utknęło w jednej z dziur. Przez chwilę jedynie przyglądał się owemu przedstawieniu, co rusz postukując jednym palcem w szkło, tym samym drażniąc rdzeń, sprawiając, że jego popisy wyglądały jeszcze bardziej efektownie.
- Hm, mocne, baaaardzo mocne... - mruknął sam do siebie, kątem oka zerkając na przygotowaną powłokę - Obyś nie okazało się zbyt mocne. - westchnął. Zakasał rękawy.
Faza trzecia - rytuał łączenia - czyli to co najtrudniejsze i najbardziej tajemnicze. Coś, o czym wiedzieli tylko nieliczni, w zasadzie zapewne tylko Ollivanderowie, bo Titus mniemał, że każdy szczep różdżkarzy ma swoje sposoby na łączenie rdzenia z drewnem. Stąd jego zainteresowanie innymi wytwórcami, chęć poznania każdego jednego człowieka, który kiedykolwiek miał coś wspólnego z tą dziedziną. Pewnie wiele mógłby się nauczyć od Gregorowicza, od każdego innego artysty czy rzemieślnika... Nie chciał być najlepszym wśród Ollivanderów, chciał być najlepszym ze wszystkich, a to wiązało się z wieloletnimi studiami nie tylko nad samym wytwórstwem, ale także istotą różdżek, filozofią czarów i technikami powstawania. Miał ambicje i miał czas. Swoje przecież już wiedział, a i tak czuł, że dopiero wstępuje na ścieżkę wydeptaną przez ród swój i innych jemu podobnych. Pochwycił drewno układając je na tacy i dopiero po kilku głębszych oddechach (i pociągnięciu z piersióweczki) odstawił szklaną osłonę, czym prędzej przytrzymując rdzeń dwoma palcami - czuł jak się wije i pali opuszki, widział jak wygina niczym struna, kiedy próbował je rozprostować.
- A uspokójże się, cholero jedna... - mruknął, marszcząc brwi. Zacisnął dłoń na własnej różdżce. Potrząsnął nią, a z końca wypłynęła srebrna nić, która z wolna zaczęła owijać włókno - mocno i ciasno. Nietrzymana końcówka wirowała jakby chciała jeszcze uwolnić się ze świetlistego uścisku, ale było już za późno i za moment całość zniknęła pod srebrzystym czarem. Uniósł je ostrożnie - gdyby teraz coś poszło nie tak, rdzeń pewnie wybiłby mu oczy albo poparzył dłonie. Ale wszystko szło zgodnie z planem, a on mógł zacząć ostatni etap tej fazy - łączenie, który sam nazywał po prostu wszywaniem, bo w jego mniemaniu tak to właśnie wyglądało. Kiedy udało się przywiązać włókno do drewna, to wystarczyło kilka kolejnych ruchów by całe zatonęło w zewnętrznej części, zaś gdy ostatni fragment zniknął we wnętrzu patyka, widoczne słoje na krótką chwilę zalśniły srebrem. Fantastycznie! A więc drewno przyjęło rdzeń i nie jest tylko bezużyteczny kij. Titus odsunął się - bywało czasem tak, że magiczna substancja momentalnie rozsadzała swą powłokę, pamiętał Ollivander jak nabawił się stu drzazg, bo nie zdążył odskoczyć, a różdżka po prostu wybuchła z wielkim hukiem! Teraz był ostrożniejszy, ale i wyglądało na to, że wszystko grało i buczało. Ułożył w dłoni hebanową rączkę, przesuwając po niej palcami, badając fakturę, która zdawała się tak samo gładka. Świetnie! Sprawdził jak ma się sprawa wosku, a gdy i ten okazał się całkiem rozpuszczony, złapał za pędzel, kilkoma pociągnięciami smarując drewno. Teraz zadziałać miał czas, więc odłożył kijek na poduszeczkę. Zerknął także w kierunku słoja z formaliną, gdzie inne włókna zaczęły nieznacznie zmieniać wygląd - końcówki zbrązowiały, trochę jakby zaczęły gnić i choć Titus nie wiedział dlaczego tak się dzieje - nie było dwóch takich samych różdżek, tak jak nie ma dwóch takich samych smoków, feniksów czy jednorożców. Jednocześnie świadczyło to o tym, że stworzony przez niego egzemplarz będzie działał, skoro inne części smoczego serca wiedziały już, iż nie będą potrzebne. Niemniej nadmierna ekscytacja nie była wskazana - to wciąż była loteria, a on nie wiedział czy wybrał odpowiednie włókienko.
W czasie kiedy różdżka dojrzewała, on zajął się sprzątaniem - zamiótł wióry ze stolika, odłożył słoiczek na poprzednie miejsce (pozbędzie się go jak reszta włókien całkiem zmarnieje i będzie można uznać je za odpady), uporządkował dłuta, schował ścisk i zgasił palenisko pod woskiem, i go odkładając na jedną z tutejszych szafek. Umył pędzel, a kiedy skończył zerknął na zegarek - wskazówka wlekła się niemiłosiernie, więc usiadł na krześle składając dłonie na blacie stolika i gapił się na różdżkę. Czekał.
Faza czwarta, czyli ostatnia - faza testów. Ostrożnie ujął swoje najnowsze dzieło - wciąż nie było żadnych widocznych oznak błędu, więc nieznacznie się uśmiechnął. Już miał machnąć różdżką, kiedy drzwi odskoczyły od framugi, a w szparze pojawiła się radosna twarz pana Ollivandera.
- I jak? - zapytał. Nie czekał jednak na odpowiedź. Jak tylko zobaczył różdżkę w dłoniach syna, to wydał z siebie okrzyk zadowolenia i czym prędzej doskoczył do Titusa, zabierając mu tę nowość. Młody zmarszczył nos, wyrzucając z siebie pojedyncze słowa, ale ojciec jedynie machnął na niego ręką.
- Nie marudź, pokaż starszemu. Hmm, dziesięć cali, sztywna, heban i... OOOO! Serce Rogogona! Dobrze, bardzo dobrze, elegancka, wygląda w porządku... Testowałeś? - zerknął na syna. Tytus pokręcił głową.
- MIAŁEM testować, ale wpadłeś tu jak do siebie i... - papa wcale go nie słuchał, zamiast tego układając różdżkę w dłoni i delikatnie nią machając - kilka iskier przecięło powietrze, więc stary uśmiechnął się szerzej, zerkając na syna z błyskiem w oku. Wiedział Titus co to znaczy... Złapał pospiesznie za swoją różdżkę, odskoczył w tył i wyciągnął ją w kierunku ojca.
- Broń się! - zakrzyknął, machnąwszy bronią jak szpadą. Starszy Ollivander również przyjął bojową pozycję i już za moment obydwoje rzucili pierwsze zaklęcia. Huknęło, błysnęło, pomieszczenie wypełnił obłok gęstego, drażniącego dymu, dało się słyszeć głośny kaszel, a gdy chmura opadła na blaty i podłogę, Titus zobaczył coś, co wprawiło go w dwa odmienne stany - płakał ze smutku i z radości jednocześnie. Z radości bo stary stał oszołomiony, ściskając w ręku coś, co wcale już nie przypominało różdżki, ze smutku, bo bezsensownie spędził tu cały dzień. Zbliżył się do ojca, wysuwając z jego zesztywniałej dłoni pozostałości - a więc rdzeń rozsadził drewno! Cóż za niesforne włókno! Wióry wciąż krążyły wokół, padał deszcz drzazg, a to co zostało z rdzenia momentalnie zmieniło barwę na zgniły brąz, skręciło się w sprężynkę i... umarło. Chwilę trwało zanim pan Ollivander otrząsnął się, zanim wytarł umorusaną twarz i zbadał dłoń, dochodząc do wniosku, że owy wybuch na szczęście nie urwał mu ręki. Zamrugał, spoglądając na Titusa, który zdążył już całkiem oddać się smutkom.
- Nie udało się... - jęknął, a ojciec wyjął kawałek hebanu z jego uścisku, wyrzucając go tam gdzie jego miejsce - do skrzyni opatrzonej napisem niewypały.
- No cóż, synu, raz na wozie, raz pod wozem. Może następnym razem się uda! - pokiwał głową. Tytus zaczął lamentować, ale on wcale go nie słuchał, w zamian zarzucając mu rękę na ramiona i prowadząc ku wyjściu z warsztatu. To był pracowity dzień! Szkoda, że efektów owej roboty brak. Ale! Czym byłaby nauka bez pomyłek? W końcu najlepiej wyciągać wnioski z własnych błędów.

/zt




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   08.01.17 9:34

10 kwietnia
Lancaster znał dosyć dobrze, choć ostatnimi czasy nie było mu po drodze. Najwięcej chwil spędził tu zaraz po ukończeniu Hogwartu, choć i podczas nauki, w każde wakacje, ojciec zabierał go do większego dworku, starając się urozmaicić spojrzenie na warsztaty. Ten był znacznie bardziej przestronny, z mnóstwem potwornie starych narzędzi, które przez lata zdołały sprawować się znakomicie. Do wpadającego przez przykurzone szyby światła nie dało się porównać żadnego innego, w żadnym innym pomieszczeniu, jakie znał. Razem z zapachem drewna tworzyły mieszankę, która wyryła się w jego wspomnieniach, choć zapachów nie wyczuwał zbyt sprawnie.
Pojawił się w rezydencji dosyć wcześnie, wymieniając z rodziną kilka zdań, ale Titusa nie zdążył nigdzie uchwycić. Przespacerował dobre dwie godziny, wyciszając myśli, ostatnio wzrastające nieznośnie. Poza zamieszaniem w politycznym światku, który wykrzywiał jego usta w zgorzkniałym, niemalże pogardliwym, uśmiechu, nie mógł zapomnieć o Ophelii. Trzecia rocznica jej śmierci zbliżała się nieubłaganie. Lancaster było więc wytchnieniem od Silverdale, gdzie kwitnące kwiaty przywodziły na myśl dziewczynkę i nikt nie próbował z tymi myślami walczyć.
Znajome pomieszczenie pogrążone było w absolutnej ciszy, która zdawała się wibrować w powietrzu razem z drobinkami kurzu, ale nie była w żaden sposób drażniąca. Stary, drewniany zegar dobijał powoli do dziesiątej, kiedy Ulysses chwycił różdżkę, leżącą na stole. Przewracał ją z wolna w palcach, dokonując pobieżnych obserwacji, oparty o kant solidnego mebla.


Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   08.01.17 22:05

Titus był podekscytowany... wróć! Był niezwykle podekscytowany od momentu, w którym zapowiedziano, że kolejne nauki będzie pobierał pod skrzydłami kuzyna Ulyssesa; może nie byli ze sobą zbyt blisko, ale młody słyszał o jego podejściu do tradycyjnego różdżkarstwa, słyszał o zamiłowaniu do eksperymentów i... szczerze ufał, że będą mieli okazję poeksperymentować wspólnie. Lubił wykłady wuja Garrica, lubił wypady z ojcem i ćwiczenia z innymi członkami rodu, ale praca z kolejnym Ollivanderem miała być czymś świeżym, nowym, czymś ekscytującym...
Cały ranek był więc trochę rozkojarzony, włóczył się po posiadłości nie mogąc sobie znaleźć miejsca, zaś w myślach powtarzał rodzaje drewna rdzenie i ich połączenia - nie wiedział w końcu czego spodziewać się po tym pierwszym spotkaniu. Zbliżała się dziesiąta kiedy wreszcie oparł dłoń na klamce warsztatu i pchnął drzwi - mieli spotkać się o równej, więc by się nie spóźnić Titus postanowił przyjść kilka minut wcześniej. Ale gdy skrzydło odskoczyło od framugi jego oczom ukazała się sylwetka Ulyssesa.
- O. - rzucił w pierwszym odruchu, a już za moment jego usta wykrzywił delikatny uśmiech - Dzień dobry kuzynie! Mam nadzieję, że się nie spóźniłem? - odruchowo zerknął na zegar - wskazówka powoli zbliżała się do dziesiątej, ale minutnik wciąż pozostawał w niewielkiej odległości - Od czego zaczniemy? - zapytał, wlepiając w niego roziskrzone spojrzenie błękitnych ocząt, a w międzyczasie ruszył w kierunku centrum, pochylając się nad stolikiem by wesprzeć nań oba łokcie, zaś policzki ułożyć w dłoniach.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   12.01.17 22:33

Kilka minut wystarczyło mu na obejrzenie różdżki z każdej strony - uniósł ją i przeciął swobodnie powietrze, wsłuchując się w prawie niesłyszalny świst, jaki towarzyszył krótkiemu ruchowi. Przejechał opuszkami palców po zdobieniach, które, choć trochę typowe, prezentowały się dobrze. Wyglądało mu to na zwykłą różdżkę, tworzoną z myślą o losowym nabywcy - w żadnym wypadku na specjalne zamówienie, ale szczerze powiedziawszy, nie miał pojęcia, czy Titus próbował zajmować się już wytwórstwem nakierowanym na konkretnego klienta. Było to zdecydowanie jedno z trudniejszych zadań, z jakim przyszło się mierzyć różdżkarzom. Różdżka, choć formalnie wydawała się już gotowa - wyrzeźbiona, nie była jeszcze ukończona. Brakowało jej szlifu, inicjału i, co najważniejsze, rdzenia.
Z początku, słysząc nadejście kuzyna, nie poruszył się ani nie zareagował w żaden inny sposób. Z młodzieńcem więcej niż w bezpośrednim kontakcie miał do czynienia poprzez zasłyszane o nim historie, krążące pod nazwiskiem Ollivander w akompaniamencie niezadowolenia. Sam Ulysses zmysł własnego zdania miał wyrobiony już od wczesnych lat, dlatego słuchał opowiastek, ale nie reagował na nie w żaden sposób - nie krytykując ani nie chwaląc kuzyna. Zachowywał się tak, jak miał w zwyczaju się zachowywać - z dystansem, rezerwą i chłodną obojętnością, jak gdyby pół świata nie dotyczyło go wcale. Na prośbę wuja, aby podjąć współpracę z Titusem, zgodził się z czystej ciekawości, a do tego wierzył, że sam może na tym skorzystać. Ciągły rozwój był jedną z niewielu stałych w jego życiu, więc przylgnął do niego, skupiając się na osiąganiu celów i własnej satysfakcji. Świeża krew wnosiła nowe rzeczy. Nikt jednak nie musiał wiedzieć, że jedną z pobudek ku działaniom jest jawny powiew egoizmu. Uniósł powieki, obdarzając młodszego Ollivandera spokojnym spojrzeniem, nie trudząc się patrzeniem na zegar. Godzina nie miała większego znaczenia, choć duże spóźnienie na pewno nie umknęłoby jego uwadze. Kiwnął głową w niemym geście powitania. Zdaje się, że zignorował też pytanie Titusa, choć uniósł lekko głowę i zgrabnym gestem wycelował w niego nieukończoną różdżką, trzymając ją tyłem na przód, aby chłopak mógł ją przejąć.
- Twoja? - zapytał krótko, cichym, mrukliwym głosem. - Opowiedz mi o niej.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   13.01.17 1:16

Wbił spojrzenie w różdżkę, którą Ulysses wyciągnął w jego kierunku - rozpoznał w niej swoje własne, nieskończone dzieło i... trochę jakby się zarumienił. Nie chciał by wpadła w czyjeś ręce, nie zamierzał jej nawet kończyć - kiedy pare dni temu wrócił ze sklepu na Pokątnej od razu udał się do warsztatu, gdzie pracował kilka długich godzin w głowie mając pewną osobę. Pewną osobę, która i tak nie mogłaby z niej skorzystać. Ani z niej, ani z żadnej innej różdżki. Powoli uniósł brodę, odklejając ją od dłoni, wyprostował się, z lekkim zawahaniem zaciskając palce wokół rączki - tę rzeźbił w florystyczno-zwierzęce wzory; niezbyt skomplikowane, ale przyjemne w odbiorze, zwyczajnie estetyczne i wykonane całkiem porządnie.
- Moja. - kiwnął głową. Wsunął się na stolik, przysiadając nań bokiem i bokiem także będąc zwróconym do kuzyna. Nie patrzył jednak na mężczyznę, wbijając spojrzenie w patyk, który powoli obracał w dłoniach - Dąb szypułkowy... - zaczął - Ledwie dziesięć cali, chciałem nadać jej trochę więcej elastyczności, teraz jest za sztywna. - podobnie jak wcześniej starszy Ollivander, tak i Titus machnął nią przecinając powietrze, wsłuchując się w cichy świst - Zdecydowanie za sztywna. Chciałem żeby sprawdzała się przy pracy ze zwierzętami i nie zawodziła nawet w najtrudniejszych chwilach, żeby nadawała się do różnych dziedzin magii i nie pozwoliła swojej właścicielce stracić głowy. Żeby była silna i może dodawała trochę odwagi. Miała być troszkę ponura, raczej cicha, powściągliwa, trochę... wycofana, ale wyjątkowa. Miała pomagać w podejmowaniu trudnych decyzji i wskazywać odpowiednią drogę. Chciałem żeby była wierna i oddana, ale tylko swojej właścicielce i nikomu innemu. - kąciki jego ust uniosły się ku górze, a dłonie wciąż dzierżące różdżkę nieznacznie opadły - ułożył je na własnych kolanach, dopiero po chwili unosząc wzrok na kuzyna - Nie wybrałem jeszcze rdzenia i raczej nie wybiorę. Nie zamierzam jej kończyć. - wzruszył ramionami, wciąż obracając patyk w palcach, przesuwając opuszkami po rzeźbieniach zaprojektowanych specjalnie dla tego egzemplarza. Zresztą gdyby rozejrzeć się wokół można było dostrzec kawałki pergaminu zapełnione przeróżnymi szkicami - chyba nie mógł się zdecydować gdy rozrysowywał owe zdobienia.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   13.01.17 20:27

Teraz, w kontraście do wcześniejszego podejścia, obserwował Titusa dokładnie, wyłapując najdrobniejsze reakcje. Czujny, nieruchomy wzrok, skoncentrowany na postaci kuzyna, zauważył lekkie zawahanie i rumieniec, które mógł przypisać tylko emocjonalnemu zaangażowaniu. Pozwolił mu mówić, nie przerywając żadnym dźwiękiem, ani nawet ruchem. Milczał jeszcze chwilę, przebiegając wzrokiem po szkicach, które wcześniej miał za plany na różne, nowe, zaplanowane twory. W jego słowach nie dało się też pominąć jednego, przedstawiającego sytuację w nowym świetle. Właścicielka.
- Bardzo precyzyjna wizja. Dąb to solidne drzewo, ciężko uczynić je elastycznym, te różdżki z założenia będą sztywne - ingerencja w strukturę może je osłabić. Drzewo dobre do rozwoju. Zdecydowanie sprzyjałoby porywom odwagi - ocenił, nie spiesząc się ze swoimi argumentami, zerkając przelotnie na różdżkę. - Wiele od niej wymagasz, wiele określasz. Zgubna droga, ale bywa, że się opłaca - wiele różdżek, które tworzył w ten sposób, czekało na swoich właścicieli bardzo długo, piekielnie długo. Najwcześniejsze różdżki Ulyssesa oraz cała masa wykonanych przez jego ojca, leżały zapakowane w sklepie na Pokątnej, nie mogąc doczekać się swojego czasu. - Jeśli jesteś wystarczająco trafny w ocenach.
Ollivander pokręcił nieznacznie głową, dwoma krótkimi dźwiękami, przypominającymi śmiech, podejmując temat rdzenia. Uniósł brwi i podszedł do słojów z przeróżnymi składnikami, wystawionymi nieopodal. Nie odzywał się jeszcze chwilę, równocześnie wciąż nie pozwalając Titusowi wtrącić słowa.
- Obawiam się, że nie będziesz miał wyjścia - odwrócił się, lekko opierając ramię o szafkę. - Świadome decyzje to podstawa. Za nimi idą konsekwencje - decydując się na zrobienie różdżki, szczególnie z tak wyostrzonymi kryteriami, lepiej skończyć ją dla własnego spokoju. Dopóki tego nie zrobisz, będzie utrudniać pracę nad innymi. Nawet jeśli nie, jeśli potrafisz odsunąć ją na bok i zapomnieć, że miała powstać, skończysz ją - pewny ton, w jaki uderzał mimowolnie, zazwyczaj nie pozwalał na sprzeciw.
- Przy tak dokładnym wyobrażeniu rdzeń nie powinien być problemem. Skąd niepewność? Widzisz w niej błędy? Nudzi cię? - dopiero teraz, zarówno słowami, jak i swoją postawą, pozwolił mu na odpowiedź.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   14.01.17 0:44

Milczał, nie przerywając ciszy, która na moment zaległa w warsztacie. Przestał obracać różdżkę w palcach, powoli unosząc spojrzenie na kuzyna, wsłuchując się w jego słowa. Obserwował jak wstaje i podchodzi do słojów leżakujących na półkach i choć uchylił usta to nic nie powiedział, zamiast tego ponownie złączył wargi jedynie przyglądając się poczynaniom Ulyssesa, zaś gdy ten pozwolił mu się wreszcie odezwać, cicho westchnął.
- Nie. - wzruszył ramionami. Znowu się zawahał, nie będąc do końca pewnym czy powinien mu o tym mówić. Ta różdżka to był tylko taki nagły zryw, sam tak do końca nie wiedział co pchnęło go do wykonania owej powłoki, a w tym momencie nawet trochę żałował. Te wszystkie pytania były takie niewygodne! Zerknął przelotnie na zamknięte drzwi warsztatu, już za moment powracając do obserwacji starszego Ollivandera. Przez chwilę dumał nad jego słowami - co jeśli niedokończone dzieło faktycznie będzie go męczyć? Jeśli nie będzie mógł zapomnieć o tym dębowym kijku spoczywającym gdzieś na dnie szuflady tutaj, lub w jego własnym pokoju? Głęboko zaciągnął się powietrzem, wypuszczając je z płuc z cichym świstem - Robiłem ją z myślą o... kimś. Ale ten ktoś i tak nie będzie mógł jej użyć, a nie chciałbym żeby służyła komuś innemu, bo raczej się z nikim nie dogada. - wsunął się głębiej na stolik, pozwalając stopom oderwać się od podłoża; zamachał nimi - Zresztą... wcześniej nie wiedziałem jaki rdzeń będzie pasował i nadal nie mam pojęcia. - odwrócił się w kierunku kuzyna, wspierając jedną dłoń na blacie stolika, drugą wciąż zaciskając na różdżce, którą oparł luźno o własne kolana - Może jakieś sugestie? - uniósł obie brwi. W sumie to był ciekaw czy mężczyzna będzie umiał mu pomóc - miał wrażenie, że naprawdę zna się na rzeczy (no raczej, w przeciwnym wypadku nie zostałby przecież wykwalifikowanym twórcą), a Titus, jako adept, był raczej otwarty na wszelkie propozycje.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   14.01.17 2:04

Ulysses zmrużył powieki, zacieniając nieco swoje jasne tęczówki i unosząc pytająco brew, w reakcji na nie kuzyna, u którego znów wyczuł niepewność. Był zupełnie świadomy faktu, że pytania były niewygodne. Wzmianka o niedokończonych dziełach, rzekomo zaprzątających myśli w przyszłości, również była celowa. Świadoma prowokacja, która siłą rzeczy zmuszała młodego Ollivandera do faktycznych powrotów. Mężczyzna hołdował logice i wykorzystywał ją w swoich poczynaniach bardzo często, choć nie można zaprzeczyć, że była względna - ktoś inny mógł jej nie wychwytywać wcale, kiedy sam poruszał się w niej sprawnie. W każdym razie - niewygodne pytania i pchnięcie w coś na kształt wyrzutów sumienia, zmuszały Titusa do obrania pewnej drogi, a tego chciał od niego Ulysses.
- O kimś - powtórzył szorstko, wyłapując nieznaczną przerwę. Mierzył w każdą słabość. - Tego nie wiesz. Może wybrać kogoś, kogo zupełnie byś się nie spodziewał - zdarzały się także takie sytuacje. - Co nie zmienia faktu, że jeśli robiłeś ją z myślą o... kimś - podrzucił, akcentując wymownie i nieco drwiąco, robiąc krótką przerwę, aby chłopak mógł sobie przypomnieć, kogo miał na myśli - nie musi iść w ręce innej właścicielki. Co znaczy ktoś nie będzie mógł jej używać? Ktoś jest za młody? Czas to pojęcie względne, ludzie dorastają. Jest mugolem? Wtedy faktycznie nie miałoby to sensu, ale podziwiam kreatywność i wciąż sądzę, że znajomość danej osoby to duża baza, aby móc eksperymentować nad różdżką.
- Owszem - odparł odnośnie sugestii, zgubnie przyjemnym tonem, niewinnym, jak i spojrzenie niebieskich tęczówek, które wydawały się teraz łagodne i ciepłe. - Mogę zasugerować odniesienie się do gryfońskich wartości, szczególnie rzekomej odwagi. Gryfoni faktycznie bywali leniwi, jak przychodziło do myślenia - zadrwił, krzyżując ręce. - Twoje niezdecydowanie gubi cię najbardziej, Titusie - poinformował chłodno. - Moją jedyną, na ten moment, sugestią jest odpowiednie wyważenie różdżki. Jeśli dobierzesz dosyć obciążający rdzeń, pęknie na szczycie. Musisz ją skrócić, niewiele, ale jednak, albo wybrać coś, co nie zadziała jak pasożyt.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   14.01.17 19:17

- Może. - wzruszył ramionami. Niezbadane są wyroki Merlina! I tak na dobrą sprawę nigdy nie wiesz która różdżka będzie chciała z tobą współpracować, a która raczej nie zadziała. Założył nogi na stolik, krzyżując je i przysiadając po turecku. Odwrócił się przy tym do kuzyna, wbijając w niego spojrzenie. Och, on doskonale wiedział dla kogo robił tę różdżkę! Wiedział także, że nie miało to najmniejszego sensu, a jednak wtedy, kiedy wrócił ze sklepu, nie mógł się powstrzymać - dłonie same sięgnęły po kawałek dębu, same sunęły po pergaminie ściskając grafitowy rysik i w końcu same złapały za dłuto, wbijając ostrze w drewno.
- Coś w tym guście. - no i masz, wydało się - Dlatego nie będę jej kończył. - ponownie skinął czerepem.
Skrzywił się gdy dotarły doń kolejne słowa Ulyssesa; Titus wywrócił oczami.
- Nie musisz być taki uszczypliwy. Ta rzekoma odwaga to najszczersza prawda, zapewniam. - jak się okazało, że wcale nie został krukonem to był załamany, ale z czasem dotarło do niego, że nigdzie by tak nie pasował jak do domu Godryka, a te siedem lat było najcudowniejszym okresem jaki tylko mógł sobie wymarzyć, choć wiązał się z niezbyt przychylnymi spojrzeniami ze strony rodziny ojca. Ale się wtedy nasłuchał! Ulysses nie był więc jedynym, który lubił sobie zakpić z faktu, że jego młodszy kuzyn nosił kiedyś szkarłat i złoto zamiast granatu połączonego ze srebrem.
- Myślisz? Dziewięć i trzy czwarte? - przekrzywił łeb na jedną stronę, zaciskając dłoń wokół końcówki różdżki, zasłaniając ledwie ćwierć cala. Przez chwilę oglądał ją w ciszy, a w końcu powrócił spojrzeniem do kuzyna - Pazur sfinksa. - westchnął, sięgnął dłonią do czoła, dwoma palcami rozmasowując skroń - Co myślisz?




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   14.01.17 21:49

Mimika Titusa była tak wymowna, że czytało się z niego jak z otwartej księgi, a w połączeniu z wywiązującą się dyskusją, Ulysses miał już całkiem pełny obraz sytuacji, a przynajmniej na tyle, na ile sam go sobie wykreślał. Szybka analiza, powodowana słowami "coś w tym guście", dała mu kolejne dwie opcje - zwierzę lub charłak. Zwierzę byłoby zbyt absurdalne i nie sądził, żeby chłopak zerwał się nagle do tworzenia różdżki dla jakiegokolwiek pupila, dlatego obstawił w myślach charłaka, choć wziąż nie odrzucał zwyczajnego mugola. Nie miało to jednak większego znaczenia.
- Nie mam zamiaru przerzucać się z tobą twierdzeniami, Titus - poinformował, nie unosząc się w żaden sposób, utrzymując jedynie swój zimny charakter wypowiedzi. Nie bawiły go sprzeczki w stylu nie zrobię-zrobisz. Szkoda było czasu i nerwów. - To jedyny cel, jaki ci zlecam. Średnio obchodzi mnie, w jaki sposób zmusisz się do osiągnięcia go - różdżka miała być wykonana, o ile wciąż był zainteresowany współpracą.
W żadnym wypadku nie kpił z przydziału Tiary. Jego własna siostra skończyła w Hufflepuffie i nikt nie widział w tym problemu, a Ophelia, choć przejawiająca rodzinną inteligencję, zdecydowanie przeważała w stronę dobrych dusz, jakie trafiały do domu Helgi. Sam Ulysses żywił pozytywne uczucia względem Gryfonów, których kojarzył na ogół dobrze - nawet do ich impulsywności, niekiedy bezmyślności, dało się przyzwyczaić. Celował bardziej w samą odwagę, której teraz jakoś brakowało, a różdżkarstwo zazwyczaj dawało tyle możliwości, że szkoda było z niej nie korzystać.
- Od zapewnień do działań długa droga - sprostował, po krótkim odkaszlnięciu, nie siląc się na większe wyjaśnienia. Działań wymagał, zapewnienia w życiu wyrządzały więcej krzywd niż korzyści. Kiwnął głową, sugerując, że podana długość będzie odpowiednia i powinna przyjąć większość rdzeni, a na proponowany pazur sfinksa wzruszył ramionami.
- Nieistotne, co myślę. Powiedz, co ty myślisz. Nie ja tworzę tę różdżkę - cóż, nikt nie powiedział, że Ulysses ułatwi mu robotę. - Czasem pierwsze skojarzenia są najlepsze, ale dobrze wziąć pod uwagę kolejne. Dopasować do drewna. Charakteru. Nie znam potencjalnej właścicielki. Potrzebujesz przenikliwości i zrozumienia, musisz być obiektywny. Niektóre cechy osobowości przysłaniają inne, które mogą być wystarczającym czynnikiem do odrzucenia rdzenia - podpowiedział, choć był pewien, że w wieku Titusa był tego świadomy. Może różnica polegała na obserwacji, bo na tym głównie opierał się starszy Ollivander, który od kołyski zdawał się trenować czujność.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   07.02.17 22:44

Westchnął, choć przez chwilę miał ochotę walnąć głową w stolik i siedzieć tak aż do wieczora. Chcesz czy nie chcesz, masz zadanie - jak on to doskonale znał! Odkąd skończył Hogwart wszyscy Ollivanderowie traktowali go w ten sposób i Titus właściwie wcale się nie dziwił, bo bycie adeptem chyba po prostu tak wyglądało; jak już zostanie prawdziwym różdżkarzem to sam będzie mógł pomiatać młodszymi, tłumacząc, że to w imię nauki! Albo po prostu zrozumie wówczas, że to wszystko naprawdę było potrzebne.
- Pan kazał, parob musiał. - wzruszył ramionami. Przecież nie będzie się kłócił - jakby ojciec usłyszał, że jest Titus nieposłuszny, to chyba urwałby mu uszy, a później na nowo przymocował do głowy tylko po to, by wyrwać je ponownie.
Wbił spojrzenie w kuzyna, wciąż obracając różdżkę w palcach - kilkukrotnie uderzył nią w otwartą dłoń, bądź zaciskał i rozluźniał palce wokół końca, jeszcze kilka razy sprawdzając jak będzie wyglądać nieco krótsza - Lotta była drobną istotą, nie potrzebowała niebotycznie długich badyli... Inna sprawa, że właściwie w ogóle nie potrzebowała różdżki.
- Albo mandragora. - mocno zmarszczył brwi, w geście zamyślenia przykładając palec wskazujący do ust - Nie, sfinks będzie lepszy, jakoś bardziej mi pasuje. Ona nie jest zbyt ufna i raczej nie lubi o sobie mówić... - wsunął kawałek drewna w dziurę w stole, po czym spuścił z krawędzi obie nogi, zaraz przykładając stopy do podłoża i zmierzając w kierunku półek uginających się pod rdzeniami. Przesunął spojrzeniem po zgromadzonych tam słojach oraz pudełkach - Mamy tu w ogóle jakiegoś sfinksa? Nigdy nie pracowałem z tym rdzeniem. - stwierdził, przystając na palcach by sięgnąć dalej po zakurzone fiolki - To całkiem ekscytujące, kiedy się nie wie czego właściwie się spodziewać... - stwierdził, ale zerknął w kierunku kuzyna jakby oczekiwał od niego, że powie mu co nieco o owym rdzeniu. I było to widoczne w tym krótkim spojrzeniu, tak jak zresztą wszystkie inne emocje, które targały młodszym Ollivanderem podczas tego spotkania.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   09.02.17 2:42

Nie zaprzeczał - taka była natura nauki. O ile nie chciała wchodzić sama, trzeba było jej pomóc różnymi sposobami. O nieposłuszeństwie (na szczęście póki co tylko hipotetycznym) lord Ollivander nie musiałby nawet słyszeć. Ulysses zwyczajnie zrezygnowałby ze swoich przysług, tłumacząc się jedynie rozbieżnością podejścia, nie poczuwając się do dalszego precyzowania tego określenia. Gdyby się uprzeć, bardziej od posłuszeństwa wymagał konsekwencji i inwencji, wyobrażeń, polotu i tej iksry, która trzymała wszystko w kupie. O ile wcześniej mówił dużo, wydawało mu się nawet że zbyt dużo, teraz zbywał milczeniem każdą kwestię adepta, przyglądając się jego ruchom - wciąż niepewnym i ślepym, ale przez to świeżym i szczerym. Nie odpowiedział na ostatnie stwierdzenie - przez myśl przemknęło mu wtedy, że nawet najbardziej znajome rdzenie nie były przewidywalne. Zawsze dało się trafić na wyjątkowy element i była to niewątpliwie zaleta ich sztuki. Tu trzeba było wziąć na poprawkę fakt, że mężczyzna nie lubił przewidywalności w tej dziedzinie - może dlatego nie wiązał żadnych elementów z konkretnymi utrudnieniami.
- Przyzwyczajaj się - celowo zbył Titusa tak wątłym strzępkiem odpowiedzi, nie udzielając mu żadnych wskazówek i nie dzieląc się wiedzą o pazurze feniksa. Wystawiał go na próbę, nie zwracając uwagi na to, że może chłopaka zirytować albo zniechęcić. Czekał na dalsze akcje i takie też wyczekujące spojrzenie posłał, w odpowiedzi do tego żądnego wiedzy. Częściej pytał, niż odpowiadał i było to coś, do czego należało się przyzwyczaić. - Kto nie ryzykuje... - mruknął tylko pod nosem, dosyć posępnie, jeśli przyrównać ton do słów, ale było to wybaczalne. Titus zdanie uzupełnić mógł, jak chciał. W tym czasie starszy Ollivander poczuł się jednak do drobnej rady. - Dla dobra cennego rdzenia lepiej o nim poczytaj - bo do najłatwiejszych nie należy. Nie bez powodu uchodził za unikatowy.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   09.02.17 21:15

Zastygł w miejscu, wciąż stojąc na palcach i wyciągając jedną rękę w kierunku półki znacznie wyższej od niego samego, drugą wspierał na tej usytuowanej niżej by zaraz nie stracić równowagi... Doprawdy! Jak Merlin rozdawał wzrost to Titus stał chyba w kolejce po... coś innego. Najniższa krajowa wśród mężczyzn - nie polecał. W każdym razie miał ochotę westchnąć - najpierw to się będzie musiał przyzwyczaić do tego, że kuzyn Ulysses jest taki powściągliwy, ale w gruncie rzeczy jakoś specjalnie mu to nie przeszkadzało.
- ...ten nie traci głowy. - dokończył, wyciągając usta w uśmiechu. Wiedział, że nie o to mu chodziło, ale jakoś nie mógł się powstrzymać. Jeszcze krótką chwilę wlepiał ślepia w kuzyna, by ostatecznie powrócić do przeszukiwania półek. Zmarszczył przy tym brwi, zagłębiając się coraz dalej i dalej i, na gacie Merlina, czuł się przez moment jak Alicja przechodząca przez lustro.
- Hm? - uniósł brew - Jakieś lektury warte polecenia? - zapytał, a gdy wreszcie zacisnął palce na poszukiwanej fiolce, gdzie na dnie spoczywał ostry pazur sfinksa, wydał się z siebie głośne ha! i podrzucił ją, zaraz łapiąc w otwartą dłoń. Powoli wrócił do centrum, do stołu, na nowo opierając się o blat.
- A ty, kuzynie? Budziłeś kiedyś sfinksa? - był zwyczajnie ciekaw. Ciekawość rzecz ludzka. Uniósł fiolkę na wysokość oczu, przez szkło przyglądając się mężczyźnie. Obrócił ją w palcach, oglądając pazur ze wszystkich stron, chociaż dzisiaj i tak nic już z nim nie zrobi - nie chciał postępować zbyt pochopnie, a uwaga Ulyssesa jasno dała mu do zrozumienia, że to nie będzie prosta sprawa. Ale! Kto nie stawia sobie wygórowanych celów ten się nie rozwija!




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander http://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 http://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu http://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler

w zagubionej przestrzeni trwam, cały świat płynie obok gdzieś

13
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rodzinny warsztat   22.02.17 1:34

I zadowala się utartymi ścieżkami, bo są sprawdzone i bezpieczne - dopowiedział sobie jeszcze, unosząc leniwie brwi na uzupełnienie kuzyna. Nie odezwał się, wciąż obserwując jak męczy się z ukrytym rdzeniem, zamiast przywołać fiolkę zaklęciem - byłoby prosto, szybko, bezboleśnie - jak krew nakazała. Darował sobie westchnienia i chrząknięcia na entuzjastyczne reakcje Titusa - byli tak skrajnie różni, że współpraca mogła zakończyć się albo sromotną porażką, albo niespodziewanym sukcesem. Żadnych opcji pośrednich. Niemniej - nie oceniał, dostrzegając potencjał i zaangażowanie w tej wylewności, której sam nie posiadał za grosz.
- Wypiszę ci co ciekawsze lektury, spodziewaj się sowy w przeciągu tygodnia - póki co zamierzał przekazać mu część tych bardziej wartościowych, ale ogólnych. W Silverdale dało się znaleźć sporo zapisków, których nie zdążył nawet jeszcze tknąć, ale te przejrzane pogrupował według własnej logiki, poświęcając na to jeden dział domowej biblioteki. Wiele było do odkrycia, wiele do powtórzenia, a najwięcej do nauki.
- Dwukrotnie. Osobliwy rdzeń - pierwszą współpracę wspominał wyjątkowo żywo. Pazur poharatał mu całe przedramiona, ale wytrwale z nim walczył, próbując wyciągnąć, co najlepsze. Z powodzeniem, choć była to długa przeprawa, umieścił go w drewnie. Zanim podjął próbę, zdołał przesiedzieć na świecie całe dwadzieścia sześć lat - był więc wtedy starszy niż Titus i miał całkiem pokaźne zaplecze wiedzy, a i tak wyzwanie okazało się większe niż początkowo zakładał. - Wyczuwa słabości.
- W międzyczasie sporządź mi listę tego, co zdążyłeś przerobić, w czym kulejesz, co opanowałeś. Wszystko, co wyda ci się istotne. Spisuj sobie też ewentualne pytania - i zastanów się cztery razy, czy warto je zadać. Zbierał się powoli do wyjścia, chcąc pozostawić młodemu Ollivanderowi tylko pobieżne wrażenie z krótkiego spotkania. Nie zamierzał go dziś sztorcować, wymiana informacji wydawała mu się zresztą istotna, lecz cenny czas nie pozwalał na przesiadywanie w warsztacie i oczekiwanie, aż Titus przypomni sobie wszystkie składowe, na których pracował, czy wynajdzie niejasności.
- Stawiam wiedzę na równi z praktyką. Do następnego, lordzie Ollivander - kiwnął głową na odchodnym, pozostawiając kuzyna z fiolką w ręku, z kąśliwym uśmieszkiem opuszczając pracownię. Mieli przed sobą jeszcze wiele spotkań i mnóstwo pracy, ale obydwoje byli tego świadomi.

/zt, możemy niedługo zacząć coś nowego żeby się nie zastać!




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
 

Rodzinny warsztat

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» [P1] Zbrojownia i warsztat
» Warsztat
» Warframe
» Warsztat Starka
» Warsztat Koali

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Lancashire, Lancaster Castle-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18