Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 John Jeffrey Carter

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
John Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3850-john-jeffrey-carter#72069 http://www.morsmordre.net/t4560-poczta-johnnego#97455 http://www.morsmordre.net/t3939-johnny http://www.morsmordre.net/f158-baker-street-3-12 http://www.morsmordre.net/t3911-john-carter
Barman i właściciel pubu "Pod Wypatroszonym Zającem"
51
Półkrwi
Kawaler
"Sooner or later, the past is going to catch up to you like it always does. You know what happens then? People die. Baby, the people closest to you die."
0
6
0
0
25
0
7
10
Czarodziej

PisanieTemat: John Jeffrey Carter    09.10.16 22:40


John Jeffrey Carter

Data urodzenia: 22.02.1905
Nazwisko matki: Rookwood
Miejsce zamieszkania: Dalsze dzielnice
Czystość krwi: Półkrwi
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Barman i właściciel pubu "Pod Wypatroszonym Zającem"
Wzrost: 188 cm
Waga: 86 kg
Kolor włosów: Brązowy
Kolor oczu: Piwne
Znaki szczególne: Zawsze z zarostem na twarzy, bądź nawet gdy tydzień nie dopisuje bródką, skórzana kurtka, opalenizna


Ponoć nieszczęścia chodzą parami. Dwudziestego drugiego lutego tysiąc dziewięćset piątego roku fakt faktem coś parą przyszło, ale było w tym tylko jedno nieszczęście. Tego dnia w małym rodzinnym domu w jakże "słonecznej" Anglii urodziły się bliźniaki: William Carter i jego młodszy o całe dwie minuty brat John... czyli ja.



Jako niemowlęta byliśmy identyczni. Dla obcych ludzi, nie mających kontaktu z nami na co dzień nie było szans w tym aby nas rozróżnić. Później jedynie małe rzeczy jak pieprzyki, które mieliśmy gdzie indziej, sposoby uśmiechania się, czy minimalnie różne nosy były kierunkowskazami, który z braci jest którym. Wraz z wiekiem ludzie zaczęli dostrzegać więcej różnic, nie tych w wyglądzie, a w charakterze, a jeśli o to chodziło to w pewnym momencie trzeba było ze świecą w dłoni szukać podobieństw. Mój starszy brat, zawsze prawy, pomocny i grzeczny, a ja... buntownik, leniwy, małe utrapienie. Na początku byliśmy z bratem nierozłączni, ale kiedy zaczęto nas porównywać to i przepaść między nami zaczęła się poszerzać. I choć matka chciała jak najbardziej zatrzeć ślady naszych różnic, to ojciec przy każdej nadarzającej się okazji je zaznaczał.



Hogwart był jednym z najlepszych okresów w moim życiu. Uwolniłem się od rodziców, pozostała jedynie kwestia brata, z którym już wtedy mieliśmy zaognione stosunki. Trafił on na szczęście do Ravenclawu, ja za to do Gryffindoru za co dziękuję Tiarze po dziś dzień. Niestety i tu porównywanie nas do siebie nie miało końca. Zgadnijcie tylko kto był tym gorszym? To nie tak że się nad sobą użalam. Staram się zawsze zaciskać zęby i iść dalej, ale to właśnie na tej jednej rzeczy, na byciu gorszym bliźniakiem, bratem, synem ukierunkowało się całe moje życie.
Wracając do Hogwartu - Zamiast pokazywać im, że mnie również stać na osiągnięcia Willa robiłem wszystko tak jak mówili, jak oni mnie widzieli.
Ślizgoni założyli sobie paczkę znęcających się nad dzieciakami z innych domów? Ja założyłem paczkę znęcających się nad nimi. Szlabanów jakie musiałam odpracować nie jestem w stanie zliczyć, a ilość punktów które stracił Gryff przez te lata była chyba większa niż od dnia założenia szkoły. Miałem złe oceny, bo nie chciało mi się uczyć. No może prócz jednego przedmiotu. Transmutacje pokochałem całym sercem, co mnie samego zdziwiło. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia latania na miotle. Pałkarzem i kapitanem drużyny nie zostaje się przecież od tak.
Teraz gdy tak o tym myślę, szczerze dziwie się, że mnie nie wywalili….



Po szkole ledwo, bo ledwo, ale ukończonej zdobyłem licencję na teleportacje, a potem to już sam nie wiedziałem co ze sobą począć...

Byle do przodu.

Oczywiście mój brat zajął posadkę w Ministerstwie, ja za to chwytałem się jakiś dorywczych prac, ponieważ chciałem zyskać jeszcze na czasie zanim podejmę decyzję co bym chciał robić naprawdę. Zgadnijcie komu się to nie spodobało… Nie jestem i nie byłem krystalicznym człowiekiem. Mam więcej wad niż zalet, ale ile można mi to wypominać? Teraz wiem, że ojciec chciał dla mnie i dla moich braci jak najlepiej, choć w dobry sposób co prawda tego nie okazywał. Ja nie byłem zresztą lepszy. Robiąc mu cały czas na przekór tylko i wyłącznie sobie szkodziłem. Nieciekawe towarzystwo, alkohol, bijatyki, piękne panie, a nawet kilka miesięcy w wiezieniu za dużo dobrego o mnie nie mówiły. Szkoda, że mądrzeje jak jest już za późno. Zresztą tak samo było z Willem. Wyżywałem się jedynie na nim wiedząc dobrze, że nie było w tym nawet kropli jego winy. Jestem uparty i jeszcze głupszy, nawet sam sobie nie jestem w stanie nabić rozumu do głowy, a co dopiero inni, którzy próbowali już tego nie raz.



Tylko raz trzymałem małego Raidena w ramionach. O ile można było to w ogóle nazwać trzymaniem widząc przerażenie na twarzy Marlene. Był zdecydowanie za mały, zbyt delikatny, a ja za bardzo bałem się, że mógłbym mu zrobić krzywdę. Skończyło się to na tym, że chłopiec się rozpłakał, a ja miałem na to pewnie jeszcze większą ochotę niż on. Później Marlene uspokoiła malucha i pokazała mi jak mam go trzymać, aby go za bardzo nie uszkodzić, a sama poszła gotować kolacje zostawiając mnie na całe popołudnie z żywą syreną. Okrutna kobieta, zawsze to wiedziałem… ale gdy dzieciak w końcu zasnął, a ja kołysałem go jak ostatni idiota nucąc jakąś piosenkę z radia to muszę przyznać, że nie było nawet tak źle… Szkoda, że nie miałem do tej pory okazji poznać Sophie. Do kobiet zawsze miałem jakoś lepszą rękę.



Później przyszedł czas mojej emigracji. Dobrze pamiętałem ten dzień. Pokłóciłem się po raz setny z ojcem i chcąc na jakiś czas odpocząć od tego miejsca spakowałem manatki i wyjechałem. Byłem to tu, to tam, czy to w Anglii, czy za granicą, w końcu natrafiając na mój mały azyl-Brazylię. Nigdy nie natrafiłem na kraj przepełniony tyloma kolorami, takim zróżnicowaniem. No i przede wszystkim tu było ciepło. Czułem się tam jak w domu i można by powiedzieć, że wziąłem się tam za siebie i ustatkowałem. Cóż kto inny na pewno by tak tego nie nazwał, ale nie zadzieranie z prawem i w miarę legalne interesy były dla mnie nowością. Do Anglii nie przyjeżdżałem wcale. Nie czułem takiej potrzeby. Z mamą i drugim z braci pisałem regularnie. Za to Will pisał regularnie do mnie. O tym co się dzieje, jaka jest sytuacja w kraju, co dzieje się w naszej rodzinie, wysyłał mi nawet czasem zdjęcia. Na jego pięć listów odpisywałem jednym, zawsze o tej samej, idiotycznej treści.

"Żyje"



Całe życie miałem więcej szczęścia niż rozumu. Dotyczyło to tych małych jak i dużych spraw. Dajmy jako przykład wojny. Tak się złożyło, że żadna z nich nie dotknęła mnie bezpośrednio. Szczęście w nieszczęściu.
Nigdy nie bałem się pracy. Brałem to co dawali, czy było to zajęcie u czarodziei, czy u mugoli, nie miało to dla mnie większego znaczenia. Zawsze miałem dryg do majsterkowania. Lubiłem grzebać w różnych rzeczach i je naprawiać. Przez dłuższy czas zarabiałem w ten sposób na czarodziejskich ulicach w Brazylii, gdzie mieścił się mały zakład przeznaczony dla właśnie takich “Złotych rączek”, później zająłem się pracą mugolskiego mechanika, w między czasie budowlanka, a później barman i dorywczo kucharz. Teraz patrząc na swoje dłonie, szorstkie, ze śladami po odciskach i kilkoma bliznami czuje jedynie dumę. Tego nikt mi nie odbierze.



Kobiety… to właśnie wokół nich praktycznie kręci się całe moje życie. Począwszy od wspierającej jak tylko mnie mogła matki, przez wiele dziewczyn w Hogwarcie, skończywszy na… reszcie. Musze przyznać, że  starałem się zachowywać w stosunku do nich fair. Zawsze traktowałem je z należytym szacunkiem, nigdy ich nie okłamywałem, mówiłem czego oczekuje, nie obiecywałem gruszek na wierzbie.  

Nawet ja, zawodowy kobieciarz byłem kiedyś zakochany i wbrew pozorom nie była to mała szczenięca miłostka, a prawdziwe uczucie. Kto by pomyślał co?
Poznałem ją przez zupełny przypadek widząc jak jakiś facet szarpie ją na środku ulicy. Oczywiście stanąłem w jej obronie, a później zaprosiłem ją na kawę gdzie opowiedziała mi o wszystkim. Damskim bokserem okazał się być jej mąż, który od kilku lat napastował ją i jej syna. Wtedy coś mnie tknęło i raz w życiu wziąłem za coś odpowiedzialność. Przygarnąłem ich i żyliśmy tak ze sobą przez dwanaście lat. Nie nadawałem się na męża, więc się nawet nie oświadczyłem, nie nadawałem się na ojca, ale starałem się nim być. W końcu odeszli, oboje. I choć z młodym utrzymujemy cały czas kontakt, tak jego matka nie chce mnie widzieć na oczy. Nie ona pierwsza.



Po kilku latach stęskniony o dziwo za starymi śmieciami wróciłem do Anglii. Kupiłem małe mieszkanko w centrum Londynu, jak i pub, w którym swego czasu bywałem częściej niż w domu. Praktycznie całe moje życie toczy się jedynie na kilku ulicach. Jeśli chodzi o rodzinę to sporadycznie spotykałem się jedynie z kuzynką oraz młodszym bratem, a Willowi i jemu rodzinie nie wchodziłem nawet w drogę, prócz przypadkowego i wbrew pozorom miłego spotkania z Marlene. Zresztą wyłączając ją nie wiedzieli oni nawet, że wróciłem. Uznałem, że tak właśnie będzie najlepiej. Oczywiście tak nie było, ale dowiedziałem się o tym po fakcie.



Wiedziałem od razu. Nigdy nie czułem tej mistycznej więzi bliźniaczej z bratem, tego połączenia o którym wszyscy mówili. Nigdy, prócz tego dnia. To uczucie jest nie do opisania. Jakby ktoś wyrywał i jednocześnie zgniatał ci serce. Nie jesteś w stanie złapać tchu, upadasz na ziemie cały się trzęsąc. Następnego dnia nie musiałem nawet otwierać gazety, wiedziałem już co w niej znajdę, ale złudnie chciałem się upewnić. Wyszedłem z domu, kupiłem Proroka i fakt faktem nie musiałem otwierać gazety. Wystarczył nagłówek.

Żałuję, tak bardzo tego wszystkiego żałuję.

Nie lubię pogrzebów. Nie, to mało powiedziane. Nienawidzę ich z całego serca. Nie byłem na pogrzebie ojca, bo nawet nie chciałem, nie byłem na pogrzebie matki, bo bałem się sam siebie, swojej reakcji. Wystarczała już mi świadomość, że osoba, która dała mi życie, wspierała, troszczyła się o mnie, przemywała rany, opatulała szalikiem w zimie po porostu nie żyje. Później było tylko gorzej. Chciałem, tak bardzo chciałem pojawić się na pogrzebie Willa i ślicznej Marlene. Ubrałem jedyny garnitur jaki miałem w swojej szafie, nawet zawiązałem krawat, ubrałem buty i stanąłem naprzeciwko drzwi wyjściowych z ręką na klamce. Stałem tam jak ostatni idiota przez dobre kilkanaście minut. Nie byłem w stanie spojrzeć w oczy tym wszystkim ludziom, którzy przyjaźnili się z nimi, którzy ich szanowali i lubili, a tym bardziej tym dzieciakom. Tego dnia moje wyjście z domu skończyło się na dziurze w drzwiach, zdemolowanym mieszkaniu i zakrwawionej białej koszuli.



Zawsze byłem i będę dzieckiem uwięzionym w ciele dorosłego mężczyzny. Nieodpowiedzialny, lekkoduch, który nie potrafi ogarnąć własnego życia, choć i tak je uwielbia. Pewnego dnia jednak nawet dziecko musi podjąć dojrzałą decyzje. Jedna z nich stoi właśnie przede mną.






Patronus: Dzik symbolizuje waleczności i porywczość. Pozornie jest samotnikiem i lekkoduchem, ale dba też o swoich bliskich.
Przywołując patronusa w mojej głowie pojawia się wspomnienie matki. Tłumaczy mi ona, że "Tak nie wolno", wydaje się zła, ale zaraz później gładzi mnie po policzku i mocno do siebie przytula, aby następnie mnie puścić, uśmiechnąć się szeroko mówiąc, że zaraz będzie obiad.  


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 0 Brak
Zaklęcia i uroki: 6 3 (różdżka)
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 22 2 (różdżka)
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 10 6 (waga)
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język obcy: portugalskiII3
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Silna WolaIII10
RetorykaI2
ZastraszanieII5
Historia MagiiI2
SpostrzegawczośćI2
ONMSI2
Jasny umysłI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznastwoII20
EkonomiaII10
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Gotowanie, tworzenie drinkówII7
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 3

Wyposażenie

10 punktów statystyk, różdżka, teleportacja, legalny środek transportu (motocykl), prawo jazdy



[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez John Carter dnia 01.11.16 21:31, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: John Jeffrey Carter    04.09.17 14:57

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Mówią, że mężczyźni nigdy nie dojrzewają - John Carter wydaje się być tego idealnym przykładem. Unikający obowiązków lekkoduch-kobieciarz, który pochował już obojga swoich rodziców, wciąż się nie ustatkował - nie chciał? A może nie potrafił? Azyl, jaki odnalazł w dalekiej i ciepłej Brazylii, z pewnością go odmienił, ale w jaki sposób? Dziś zajmuje się własnym pubem, znajdziecie go Pod Wypatroszonym Zającem - i ponoć mało który gospodarz tak skrupulatnie dba o swój interes.

OSIĄGNIĘCIA
wieczne dziecko
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Prawo jazdy
Kartę sprawdzał: Tristan Rosier


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: John Jeffrey Carter    04.09.17 14:57

WYPOSAŻENIE
Różdżka, legalny środek transportu (motocykl)

ELIKSIRYBrak

INGREDIENCJEposiadane: Brak

BIEGŁOŚCI[05.03.17] Wsiąkiewka +2 PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[15.10.16] Karta postaci -825 pkt
[29.12.16] Wykonywanie zawodu (marzec) +50 pkt
[28.01.17] Zwrot PD; +20PD, 1pkt Transmutacja
[05.03.17] Wsiąkiewka (marzec): +60 PD, +2 PB
[28.03.17] Wykonywanie zawodu (kwiecień): +50 PD
[02.04.17] Zwrot PD (teleportacja): +1 do transmutacji
[02.06.17] Dodatkowe punkty statystyk (+5 transmutacja)
[24.06.17] Aktualizacja postaci: -160PD, +3 Transmutacja


Powrót do góry Go down
 

John Jeffrey Carter

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Remus John Lupin
» Sharon Carter
» Rory Carter i Jack Caulfield
» Remus John Lupin
» John Murphy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17