Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Trybuny   10.10.16 16:55

First topic message reminder :

Trybuny

Część boiska przeznaczona dla publiczności. Najbardziej zapaleni fani Quidditcha rezerwują z wielomiesięcznym wyprzedzeniem najlepsze miejsca. Pomimo to czarodzieje, którzy na mecze przychodzą wyłącznie z ciekawości lub dla bliskich sobie osób, wciąż mogą cieszyć się podziwianiem mniej lub bardziej pasjonujących rozgrywek. Trybuny chronione są przed oczyma mugoli, a odpowiednie zaklęcia sprawiają, że dostosowują się do ilości widzów.

Trybuny przeznaczone są dla widowni podczas meczów Quidditcha.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 0:09

Po pierwszej nocy w domu Carterów nie była wyspana. I nie była to ich wina, nie jest łatwo usnąć gdy tak wiele dzieje się w głowie. Ona miała tam bardzo dużo, wciąż niepoukładane. Mimo niewyspania i okrutnej odmowy Raidena na wypicie kawy, pozwoliła się zaciągnąć na mecz. Ciężko byłoby trzymać Macmillana z dala od quidditcha, nawet jeśli ten Macmillan został wydziedziczony. Obawiała się troszkę, że może spotkać członka byłej rodziny, ale uświadomiła sobie, że już nie ma dostępu do miejsc dla uprzywilejowanych. Tam, gdzie miała siedzieć, nie zapuszczał się raczej żaden z Macmillanów. Z dziwnym sentymentem patrzyła na boisko, które znała niemal jak własną kieszeń. Mogła nawet wskazać zadrapania w drewnie, które zrobiła wiele lat temu w boku trybun. Z dumą jednak uniosła brodę i szła obok Cartera, który nie powiedział jej, że mają kogoś spotkać. Już niedługo miała się o tym dowiedzieć, choć póki co, nie czuła stresu.
Uniosła brwi słysząc jego pytanie.
- I ty chcesz wychowy... - zatrzymała się w pół słowa, omal sama nie wydała ich sekretu - To poważna wada, nie rozumieć quidditcha - pokręciła głową z niedowierzaniem, ale uznała, że lepiej mu wyjaśnić zasady zanim zacznie wiwatować w złym momencie i zrobi wstyd siostrze.
- Bramki, których broni bramkarz. Trzech ścigających w każdej drużynie, rzucają kafel. Przerzut przez bramkę to dziesięć punktów. Ponadto dwóch pałkarzy na zespół i dwa tłuczki. Mogą ratować swoich lub atakować przeciwnych - wzięła głęboki oddech, przerywając na sekundę swój wywód - Tłuczki mają coś jakby własną wolę, bez pomocy też atakują. Latają po boisku i szukają ofiar. Ponadto dwóch szukających. Lata gdzieś maleńka złota piłka ze skrzydłami, to złoty znicz. Sto pięćdziesiąt punktów za złapanie i zakończony w ten sposób mecz.
Niemal nie mogła uwierzyć, że ze wszystkich mężczyzn ona trafiła na takiego, który nie ogarniał jej ukochanego sportu. Może i miała to w genach, ale jakim cudem on się uchował?
- Grałam kiedyś - mruknęła, w sumie bez jakiegoś ważnego powodu. Może to przez nostalgię, może po prostu chciała, żeby wiedział.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 1:55

W pierwszym momencie naprawdę sądził, że Artis przyjdzie do niego w środku nocy i powie, że nie może spać na tym łóżku dla plebsu. Jednak zasnął po tym jakże emocjonującym dniu snem sprawiedliwego i nic mu go nie zaburzało. Może powinien czuć się winny za to, że aż tak dobrze spędził tę noc, chociaż to było bez sensu. Mieli się przyzwyczaić - po kolei od niego przez Macmillan na Sophii kończąc. Pamiętał jak blondynka mówiła mu, że to rodzinny sport. Mogła się zastanawiać czy nie spotka kogoś ze swojej rodziny, ale kto ze szlachty patrzyłby na miejscówki niższej kategorii? Zabawne, gdyby jednak ktoś ją tam dojrzał. Ściągnie kłopotów było jego jedną z czołowych umiejętności na równi z ich wychodzeniem. A co do samego quidditcha - nigdy nie lubił tego sportu i nie interesował się nim. Znaczy nie miał zbytnio czasu, żeby przyjrzeć się mu w szkole. Ze względu na wydarzenia podczas jego nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa mało to przykładał uwagę do sportów. Na mecze Sophii też nie chodził, bo gdy ona szła na pierwszy rok, on opuszczał Hogwart. Nie widział więc swojej winy w braku zachwycania się praktycznie jedynym czarodziejskim sportem. Widząc jednak zdziwione spojrzenie Artis, wzruszył ramionami. Obie jego kobiety uwielbiały ten sport i musiał przynajmniej wiedzieć jak się zdobywało tu punkty.
- Nie widzę w tym nic złego - odparł, wodząc spojrzeniem od blondynki do jej brzucha. A czasami zerkał na boisko. Jego towarzyszka nie musiała się w sumie martwić, że wygadałaby sekret. Kto by ją usłyszał w takim chaosie? W każdym razie słuchał ją tak uważnie jak się dało. Gdy skończyła, ziewnął, chociaż bardziej ze względów emocjonalnych niż przez znudzenie. - Czyli trzeba rozwalić jak najwięcej graczy i zdobywać punkty. Gra jak każda inna - odparł, jednak zaraz wstał, gdy wszyscy się poderwali i zaczęli krzyczeć. Raiden wyglądał jak mały szczeniak, chcący pobawić się w wielkim pokoju z milionem zabawek, ale nie wiedział do której podbiec najpierw. Gdy emocje przeszły, znowu usiadł koło Artis i spojrzał na nią z uśmiechem. - I co? Zabiłaś kogoś? - spytał, machając do niej brwiami. Widząc jednak że zebrało jej się na wspominki, przygarnął jej głowę i pocałował we włosy. - Mój mistrz tłumaczenia zasad.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski http://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 http://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 http://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
malarka
25
Półkrwi
Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
0
14
0
0
5
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 10:02

- Na prawdę? - to cię dziwi, że ktoś może się cieszyć na twój widok. Czy osoby, których oczy są jedyną wadą, nie znają się na duszy lepiej niż ty, jasnowidząca? Czy nie powinna wyczuwać podskórnie, że twoje intencje z którymi chodzisz po świecie, nie są aż tak pozytywne. A moze to wszystko to tylko bajki.
- Nie ma za co i tak wtedy już tylko marzyłam o upiciu się. Wyboraża sobie pani, ona była ze swoim narzeczonym prawie dekadę przed ślubem. Poznali się doskonale i wiedzieli, że jedno drugiego nigdy nie zawiedzie. Jeżeli nawet ja swojego poznałabym dziś, to ślub mogłabym tym tropem, wziąć dopieo za dziesięć lat. A w tym czasie zamienię się już w zgrźliwą rodzynkę, proszę mi wierzyć - czy takie wylewanie żali to po brytyjsku? Wprowadzasz kolejne amerykańskie nowum w szeregi tych brytoli, którzy mają się za półbogów konserwatyzmu.
Okazuje się, że to jednak ona przerywa sztuczność, zwracając się do ciebie per ty. Nie ukrywasz usmiechu, to takie trafione, pytać akurat ciebie o tego typu sprawy.
- Nie na tyle, by grać. Ale generalnie trochę znam, mój brat gra w lidze i czasami zmusza mnie do tego, bym uczestniczyła w oglądaniu. Dziś też mnie zmusił, ale zamiast spędzania czasu ze mną, to już siedzi w strefie dla vipów. A ty... właściwie to wyda się niegrzeczne, ale kto zmusił ciebie?
Przecież widzisz, że jest niewidoma. Chyba że to jej dziwny kolor oczu. A może jest tylko zjawą, wszak wygląda jak zjawa.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 12:35

Dumnie wypięła pierś i uśmiechnęła się - To było w Hogwarcie, oczywiście, że nie zabiłam. Ale za to połamałam parę kończyn. Byłam pałkarzem - wyjaśniła na koniec. Gdyby Carter znał się bardziej, zapewne zdziwiłoby go, że szlachcianka o niezbyt imponującej posturze wolała machać pałką niż zdobywać punkty. Ona jednak zawsze była silniejsza niż wyglądała, lubiła też komuś dobrze przywalić, na co nie mogła sobie przecież pozwolić. Poza tym kto jak kto, ale on wiedział, że jej figura była raczej atletyczna. Niestety nie mogła się przez to pochwalić krągłymi kształtami, ale za to posiadała ładnie wyrzeźbione mięśnie, które przy tym nie wyglądały przesadnie robiąc z niej mężczyznę. Czasami była z tego dumna, a czasami z zazdrością patrzyła na kobiety eksponujące ładny dekolt, czy posiadające cieniutką talię.
Zesztywniała lekko, nieprzyzwyczajona do pieszczot w miejscach publicznych. Powstrzymała się jednak od rozglądania czy ktoś to widział. Wątpiła, by została rozpoznana. W końcu nikt jeszcze nie wiedział o jej zmianie statusu, nie spodziewał się też jej poza jej rodzinnym sektorem. Nieśmiało wyciągnęła rękę i chwyciła dłoń Cartera, splatając swoje palce z jego. Bardzo chciała się nauczyć tej swobody, którą on miał i nawet jej nie zauważał.
- Jest Sophia! - pokazała mu wolną ręką, kiedy młodsza Carterówna śmignęła niedaleko z kaflem w ręce. Macmillan miała ochotę kibicować jej na głos, ale nie leżało to w jej naturze, dlatego tylko machnęła ręką zwiniętą w pięść, kiedy rudzielcowi odebrano piłkę. Pokręciła głową obserwując jedynego gracza, który zupełnie nie pasował jej do zestawienia.
- Nie mam pojęcia co tam robi laluś Parkinson - mruknęła, nie wiadomo czy do siebie, czy do Cartera. W pobliżu quidditcha objawiała się jej agresywna strona, która potrafiła nieźle kląć i równie dobrze przyłożyć w tłuczek. Żałowała, że zbyt późno dowiedziała się o meczu, ale wiedziała, że i tak nie mogłaby grać w obawie, że coś się stanie dziecku. Coraz więcej przyjemności wypadało z jej życia przez ciążę. Kawa, alkohol, sport. Mogła się założyć, że jak tylko brzuch stanie się widoczny to Raiden nie pozwoli jej nawet nosić torebki.
- Poproszę soczek - wyciągnęła w stronę mężczyzny wolną rękę, drugą nadal mając splecioną z jego i uśmiechnęła się szeroko na sekundę odwracając wzrok od gry. Nie chciała jednak nic przegapić, dlatego szybko wróciła do obserwowania akcji.


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 13:15

To był bardzo dobry dzień. Nathaniel kończył dzisiaj siedem lat, a ona jakoś nie mogła przyjąć do wiadomości, że jej synek nie jest już wcale taki mały. Ciężko było sobie wyobrazić, że minęło siedem lat odkąd była w ciąży i go urodziła. Choć te czasy pamięta jak przez mgłę to ten dzień miała wspominać do końca życia. Pierwszy raz od dwóch lat chłopiec miał spędzić urodziny wśród bliskich. I choć w poprzednich latach dawała z siebie wszystko by ten dzień był wyjątkowy to dopiero teraz czuła jakąś lekkość w tym dniu. Bez stresu, że coś jest niewystarczające. Pójście na mecz było dobrym pomysłem chociaż ona naprawdę nienawidziła tej gry. Nie wiedziała dlaczego tak jest. Może przypominała jej zapatrzonego w tłuczki męża? A może po prostu nie każdy może być zażartym kibicem tej dyscypliny? Przez to też chłopiec nigdy na takim meczu nie był i to była jej wina. Nie mogła mu przekazać tych wszystkich zasad i przedstawić wszystkich zawodników jakieś tam drużyny. W takich momentach naprawdę żałowała, że nie ma przy sobie kogoś… innego. Nie zawsze mogła być i ojcem i matką. Czasami była tylko matką. Z samego rana odwiedzili dziadków, którzy powitali młodego solenizanta tortem i prezentem. Prezentem była miotła. Dość szczególna miotła. Każdy z jej rodzeństwa na właśnie tej miotle uczył się latać. I choć była już wiekowa to ciągle do użytku. Dzisiejszy dzień miał więc przebiegać pod znakiem Qudditcha, mioteł i latania. Teleportowali się chwile przed rozpoczęciem meczu. Piwka nie miała kompletnie pojęcia ile czasu zajmie jej przedostanie się do odpowiedniej strefy. Nawet nie wiedziała, że aż tylu czarodziei może chcieć oglądać tę grę. Nigdy nie była na takim meczu więc to dla niej prawie jak czarna magia. W sklepie z pamiątkami kupiła małemu Sproutowi czapkę z logiem drużyny, w której grała Sophi i trąbkę, z której wylatywało konfetti przy każdym trafieniu drużyny. Chwile im zeszło zanim znaleźli odpowiednie miejsca, a przede wszystkim Raia i… no właśnie i kogoś. Nie znała siedzącej obok kuzyna dziewczyny chociaż jej twarz wydawała się być choć trochę dla niej znajoma. Nate nie czekając na Piwkę poleciał widząc w oddali znajomą postać. Ona na spokojnie przeciskała się przez ludzi zajmujących swoje miejsca. Jak dobrze było być dzieckiem. Uśmiechnęła się i poprawiła synowi czapkę, kiedy w końcu udało jej się przejść. - Przestań szaleć chyba, że chcesz dzisiaj wylądować w Mungu. - powiedziała i przeniosła wzrok na Raia, a po chwili na jego towarzyszkę - Cześć. Jestem Peony – odparła wyciągając dłoń w stronę kobiety. Szybko zajęła swoje miejsce nie chcąc nikomu przeszkadzać w oglądaniu gry. - Czy tylko ja kompletnie nie wiem o co w tym chodzi? - zapytała zdezorientowana i wzruszyła ramionami.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 13:56

Raiden mógł się oczywiście spodziewać, że wszystkie wspomnienia związane z quidditchem najsilniej ukształtowały się podczas nauki w Hogwarcie. Nie ma to jak dobre współzawodnictwo. On jednak miał nieco inne zainteresowania w tym czasie… O których chyba w tej chwili nie wypadało mu wspominać. Uniósł brwi, słysząc słowa Artis. Musiał przyznać, że zaskakiwała go z każdym dniem, a ich ilość, którą spędzili wspólnie można było policzyć jeszcze niedawno na palcach jednej ręki. Nie musiał się dobrze znać na tej grze, by ulec zdziwieniu. W końcu żaden sport, a na pewno nie taki, gdzie wymagało się bliskiego kontaktu z innymi zawodnikami, nie był odpowiedni dla szlachcianki.
Poczuł jak się spięła, ale przypisał to miejscu publicznemu i właśnie trafił w sedno. Fakt faktem nie zamierzał obchodzić się z tą znajomością szczególnie tajemnie. Bo przecież czy kiedykolwiek interesowało go lub obchodziło zdanie innych ludzi? Uśmiechnął się jedynie pod nosem, czując ciepło jej dłoni. Rozchylił nieco swoją rękę, by mogła z łatwością spleść ich palce. Był postęp.
- Gdzie?! – krzyknął nagle, słysząc imię siostry i wyprostował się gwałtownie, odnajdując znajomą sylwetkę. Mimo że nigdy nie przepadał za tym sportem, teraz wczuł się o wiele bardziej niż mógł kiedykolwiek pomyśleć. Szczególnie że naprawdę widział siostrę pierwszy raz na boisku. Zawył przeciągle, gdy zabrano jej piłkę. – A to nie jest dziewczyna? – spytał zaskoczony, zerkając na Artis, gdy mruknęła coś pod nosem o Parkinsonie, wskazując zawodnika, który znalazł się najbliżej z nich. Raiden jeszcze nie wiedział, że za parę dni będzie musiał chronić go przed wściekłym tłumem. A co do zakazywania jej wielu spraw – miała rację. Carter miał dopilnować, żeby męczyła się najmniej, robiła najmniej i najlepiej, żeby ciągle odpoczywała.
Uzupełniaj płyny, moja droga – rzucił na jej słowa o soczku. Schylił się do torby schowanej pod ławką, którą zajmowali i przez chwilę szukał odpowiedniej butelki. Przekazał ją Macmillan i tak jak ona odwrócił się z powrotem do gry, ale jeszcze przez dwie sekundy obserwował profil blondynki. Nie minęło zbyt wiele czasu, gdy kątem oka dostrzegł jakieś poruszenie obok i zaraz usłyszał znajome wołanie wujka.
- Hej, młody! – uśmiechnął się szeroko, widząc zaaferowanego syna Peony. Już chciał wstać, ale chłopiej rzucił mu się na szyję i podziękował za prezent. Przybili sobie jeszcze po piątce jakby nie widzieli się długie tygodnie. – Nie ma sprawy. Wszystko najwidoczniej kazało nam się tu spotkać – dodał, pstrykając w daszek czapki solenizanta. – Artis. To jest Nathaniel – odwrócił się do blondynki i przedstawił nowo przybyłego. Zaraz też zobaczył z tyłu zbliżającą się Peony. Machnął jej, a gdy podeszła, zaraz też wytłumaczył kto jest kim. Sprout jego bliską kuzynką nie była, ale nikt nie zagłębiał się w rodzinne korzenie. Gdy wszyscy siedzieli już na swoich miejscach, spojrzał wpierw na zadowolonego dzieciaka i na jego mamę. – Najwidoczniej będziemy musieli się dokształcić - odpowiedział na jej słowa. - Mam nadzieję, że znaleźliście nas bez problemu - dodał, nie odrywając już spojrzenia od sylwetki siostry.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 14:33

Musiała przyznać, że czuła się świetnie, wręcz promieniała radością, oczywiście subtelnie, wciąż była sobą. Bliskość Cartera, quidditch, koniec, lub jeszcze brak zmartwień. W jej głowie chwilowo panował spokój, czuła się coraz pewniejsza stawiając kroki w zupełnie nowym dla niej świecie, na który patrzyła z innej niż dotychczas perspektywy. Uczyła się, dość powoli, ale za jakiś czas miała już zupełnie wyzbyć się ograniczeń niegdyś jej narzuconych.
Miała odpowiedzieć coś Carterowi na temat płynów, kiedy dotarł do nich nieznajomy jej młody człowiek. Najwyraźniej jednak dobrze znał jej towarzysza, ponieważ rzucił mu się na szyję i to nie w celu uduszenia delikwenta. Uśmiechnęła się, choć odrobinę blado. Nie spodziewała się, że ktoś ma do nich dołączyć, a w szczególności ktoś z rodziny.
- Witaj - powiedziała niepewnie podając chłopcu rękę - Bardzo miło mi poznać - dodała, starając się wypaść sympatycznie. Niekoniecznie wiedziała jeszcze jak to działa wobec dzieci. Zmroziła ją myśl, jak wiele musiała się nauczyć przed przyjściem na świat ich maleństwa.
Nadeszła kolejna osoba, jak się domyślała matka chłopca. Na szczęście i tutaj Carter przedstawił je sobie, nie musiała więc wiele robić. Nigdy nie umiała w ludzi.
Powstrzymała się od komentarza, na temat ich niewiedzy. Nie rozumiała jak to się stało, że otaczały ją aż dwie osoby nie mające pojęcia o grze. Kiedyś powiedziałaby, że przynoszą jej wstyd siedząc na stadionie, który należy do jej rodziny, oczywiście w żartach. Teraz usiłowała o tym raczej nie myśleć. Kiedy teleportowali się na miejsce bała się, że jakaś magia wyrzuci ją z ich terenów, co było ewidentnie głupie, ale ciężko zachowywać się racjonalnie w takiej sytuacji. Pozbyła się jednak ponurych myśli, nie chcąc psuć sobie świetnego dnia.
Zauważyła, że Nathaniel jest zapalonym kibicem, zagadnęła go więc na temat mioteł zawodników i ich umiejętności. Z jednej strony chciała dać Raidenowi możliwość rozmowy z kuzynką, z drugiej, chyba usiłowała dowiedzieć się jak nawiązać kontakt z dzieckiem. No i nigdy nie umiała odmówić porządnej rozmowy o quidditchu, a malec wydawał się prawdziwym fanem.


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 17:12

W świecie czarodziei to mogło uchodzić za dziwactwo. Fakt, że nie miała bladego pojęcia o Quidditchu.  Oczywiście w jej domu bracia często o tym rozprawiali, ale ona jakoś nie przywiązywała do tego zbyt dużo uwagi, a dodatkowo  nie wiedziała czy w ogóle byłaby w stanie przekazać tę wiedzę synowi. Wolała nie próbować. Już i tak zbyt często robiła za obu rodziców. Nie wiedziała, że ktoś jeszcze ma im towarzyszyć na meczu, ale przecież to był tylko mecz. Tylko tak… poczuła jakby to zapoznanie się było o wiele bardziej oficjalne. Z Carterem mieli różne kontakty i właściwie ciężkie do określenia, ale chyba tak naprawdę nigdy nie widziała go z kobietą „tak na poważnie”. Szybko wyrzuciła te myśli z głowy skupiając się na śmigających po stadionie zawodnikach. - Znalazłeś już ciocię? - zapytała syna sama szukając Sophi spojrzeniem. Dopiero kiedy przeleciała niedaleko ich sektora Piwka zaśmiała się. - Już wiemy kto Cię będzie uczył latania. - dodała jeszcze w kierunku syna i przeniosła wzrok na Cartera. - To Ty się dokształć, a ja będę cieszyć się śmieciowym jedzeniem. - powiedziała wyciągając z torebki paczkę prażynek, które kupiła jeszcze przed wejściem na stadion. Pewnie nie tylko prażynki miała tam ukryte. Wzięła sobie kilka i paczkę podała dalej przez Nate do Raia, aż po Artis. - Tak znaleźliśmy Was bez problemu, ale szczerze nie spodziewałam się takich tłumów. Chyba sobie ubzdurałam, że to będzie całkiem kameralna impreza. - dodała i wzruszyła ramionami. Uważała, że bilety na mecz jako prezent dla Nate to trochę za dużo. Oczywiście wiedziała też, że chłopiec będzie skakał z radości, ale nie chciała, żeby Carter się dla niego wykosztowywał. Samą było ją na to stać, bo eliksiry w końcu zaczęły się sprzedawać. A tak? Najpierw legitymacja, teraz to.  Jednak wiedziała, że nie ma za dużo do gadania jeśli o to chodzi. Peony nachyliła się by spojrzeć na blondynkę. - Musisz naprawdę lubić tę grę skoro zdecydowałaś się znosić tak dzielnie Cartera przez ten czas. - powiedziała uśmiechając się szeroko. Oczywiście sobie tylko żartowała. Chociaż Piwka miała trudności ze znoszeniem jego obecności przez bardzo długi czas. Teraz też pewnie trochę miała, kiedy z kuzyna stawał się policjantem. Ludzie zaczęli bić brawo i krzyczeć więc Piwka poszła za ich śladem co wydało się być jej strasznie zabawne.




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 18:08

Po spotkaniu w ich domu z Sophią nie miał obiekcji już do niczego. Przecież to własnie rudowłosa była najważniejszą osobą w jego życiu. Cóż. A przynajmniej teraz tą z narodzonych. Mimo że minęło dopiero dwadzieścia cztery godziny odkąd Artis postawiła walizkę pod ich drzwiami, widział w niej pewną zmianę. Nie wiedział czy chciał to widzieć, czy była to prawda, ale czuła się swobodniej. Z każdym kolejnym dniem miało się to zmieniać i zastanawiał się jak będzie wyglądała ich relacja, gdy wszystkie bariery opadną.
Nie widział nic złego w tym, że nie powiedział nikomu o towarzystwie kolejnych nieznajomych. Pewnie Macmillan czułaby się bardziej spięta, idąc na mecz, a Peony skrzywiłaby się charakterystycznie. Lepiej dla wszystkich jeśli wyrzucił ich na głęboką wodę. Najważniejsze, że Nate się dobrze bawił, a cała reszta dzisiejszego dnia była błahostką. Gdy chłopiec do niego podbiegł, wyswobodził rękę z uścisku Artis, ale po zamianie paru słów z małym Sproutem i jego mamą, podświadomie wrócił do jej dłoni. Niezauważenie jeszcze przejechał palcami po brzuchu kobiety.
- Cóż. Ja przynajmniej chcę wiedzieć kiedy się cieszyć jak nasi zdobędą punkt – odparł, szczerząc się do kuzynki złośliwie. Zaraz jednak zapchał sobie usta prażynkami, a ostatnią z nich śmiesznie podrzucił w górę i złapał w zęby. Dokładnie ten sam ruch powtórzył Nate’a tylko jemu nie udało się złapać jedzenia. – Do tego potrzeba lat praktyk, ale spokojnie. Jak zostaniesz policjantem to szybko się nauczysz – powiedział pocieszająco, wiedząc, że Peony najchętniej zabiłaby go wzrokiem. Tak jak ona nie widziała kuzynka z żadną kobietą na poważnie, on nie widział kuzynki z jakimś mężczyzną. Bo i który by z nią wytrzymał? Oczywiście, że było to złośliwe myślenie, ale pewnie Peony było ciężko funkcjonować za matkę i ojca równocześnie. Nie wyobrażał sobie sytuacji, gdyby po tych dziewięciu miesiącach zabrakło jednego z nich przy mini Carterze.
Wzruszył również ramionami na słowa Sprout. Gdyby powiedziała swoje obiekcje na głos, stwierdziłby, że nic się nie wykosztował. Legitymacja była jego starą z Chicago, której oczywiście na terenie Anglii nie mógł używać, bo traciła ważność. Dodanie zdjęcia i nazwiska Nate'a nie było problemem. A bilety musiały być zakupione! W końcu nie dość, że mały miał urodziny to jeszcze na boisku latała Sophia. Nie przeszkadzał w międzyczasie rozmowie Artis z chłopcem, ale zaraz też Peony rzuciła swoją złośliwość, a on spojrzał na nią z przymrużonymi oczami. Uniósł brew w górę, chcąc coś powiedzieć, ale zaraz Nate pociągnął go za rękaw i zaczął mówić o legitymacji i zatrzymaniu osiedlowego kota, który ukradł mamie klucze. Odznaka dzielnego funkcjonariusza policji nie istniała, ale Raiden zmierzwił ze śmiechem włosy młodego i zaraz wrócił do rozmowy dorosłych. - W ogóle zapomniałem, że dziś pierwszy dzień wiosny! Co nie, Nate?
Odszukał Sophię i wodził za nią spojrzeniem przez chwilę. Wstrzymali z młodym oddech w tej samej chwili, ale zaraz też odetchnęli z rezygnacją, widząc udane przechwycenie siostrze kafla.
- Jak stoimy z punktami? - spytał Artis, chwilowo zbyt zajęty szukaniem jakiś drażetek, które wybuchały w ustach. To był dobry moment, żeby ponabijać się z Nate'm.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   16.10.16 19:48

Nie powstrzymała się przed rzuceniem Carterowi czułego uśmiechu, kiedy ten musnął palcami jej brzuch. Oczywiście był to gest bardzo subtelny, niemal niezauważalny dla osoby postronnej. Bywały chwile, kiedy Macmillan odczuwała ochotę podzielenia się ze światem swoim szczęściem, wiedziała jednak, że byłaby to bardzo zła decyzja. Wystarczyło że jak na razie widmo brukowców rozpisujących się na jej temat wisiało nad ich głowami, nie było sensu przyspieszać tego procesu.
Roześmiała się szczerze słysząc słowa Peony. Nie była typem człowieka, który łatwo określał swoje uczucia wobec określonych osób, ale była skłonna uznać, że mogłaby tą kobietę polubić. Podziwiała ją za to, jak dobrze wychowała syna, który był bardzo bystry jak na swój wiek.
- Przekupił mnie - wyjaśniła wciąż się śmiejąc i sama sięgnęła do torby Cartera, w której ten ukrył jedzenie. Usiłowała wygrzebać czekoladę, widziała jak ją tam wkładał, ale zamiast tego zadowoliła się kanapką, która był łatwiej dostępna.
- Remis. Nie podoba mi się, że w Gnomach gra zawodowiec. To dość nie fair - mruknęła z miną poważnie zaangażowanego kibica. Widać było, że autentycznie się wczuwa, nieważne, że był to mecz amatorski na niewysokim poziomie.
- Ale Blackówna w Trollach gra całkiem dobrze, ma potencjał - dodała. W quidditchu dla niej nie istniało lubienie i nielubienie poszczególnych osób, a raczej orientacja na naszych i nie naszych. No, z wyjątkiem Parkinsona, który zwyczajnie Macmillan nie pasował na boisku wizualnie. Dziwne, że się zgłosił w ogóle. Z tego, co o nim wiedziała, to powinien się martwić czy nie zniszczy fryzury. Uznała jednak, że nie znali się tak naprawdę, wielu rzeczy mogła o nim nie wiedzieć.
- To jest pyszne, co jest w środku? - spytała z ciekawością, patrząc na Cartera zachwyconym wzrokiem. Przy szukaniu owszem, puściła jego rękę, ale później jedną mając zajętą jedzeniem, ich splecionymi dłońmi poruszała odrobinę przy gestykulacji i niemal machała, kiedy wściekała się na grę. Dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę, kiedy pytając o kanapkę uniosła też jego rękę by na nią wskazać. Trochę zawstydzona opuściła je i grzecznie ułożyła znów na swoim kolanie. Zbyt łatwo przyzwyczajała się do jego bliskości, tak samo jak zbyt łatwo udało mu się ją zdobyć. Czasami aż ją to irytowało, tak jak w tym momencie.


Powrót do góry Go down
Peony Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3392-peony-sprout http://www.morsmordre.net/t3422-zafir#59251 http://www.morsmordre.net/t3421-piwonia#59246 http://www.morsmordre.net/f105-west-country-dolina-godryka-73 http://www.morsmordre.net/t3742-peony-sprout
własna hodowla Mandragor & warzenie eliksirów
27
Czysta
Wdowa
nie widziałam cię już od miesiąca. nic.

jes­tem może bledsza,

trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca, lecz wi­dać można żyć bez powietrza.
2
13
19
1
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   17.10.16 12:04

Nawet trochę podziwiała kuzynkę, że potrafiła się tak szybko odnaleźć w tej grze. Peony pewnie spadłaby z miotły zanim sędzia krzyknąłby słowo „quidditch”. A Sophi naprawdę radziła sobie dobrze. W końcu nie była profesjonalną zawodniczką i drugiej strony o to w tym wszystkim chodziło. Chociaż nie do końca rozumiała co właśnie się działo na boisku to udzielały się jej te wszystkie emocje innych. Nawet trochę w tym momencie żałowała, że nie jest fanką. No, ale cóż… chęci to nie wszystko, a ona raczej by się nie przełamała. Na złośliwą zaczepkę Cartera wzruszyła ramiona i uśmiechnęła się szeroko. - Będę się cieszyć razem z Tobą.- odparła. Oh nie mogło być między nimi kolorowo. Przecież zanudziliby się na śmierć. W tym momencie trochę żałowała, że nie ma z nimi Pomki. Tak właściwie to mocno żałowała. Ona na tym wszystkim znała się o wiele lepiej, a jeszcze po ich całym rodzinnym obiedzie poczuła, że naprawdę dobrze się dogadują wszyscy razem. No, ale cóż. Nie można mieć wszystkiego. To nawet było trochę dziwne. Że nagle zaczęła myśleć o innych. Znaczy zawsze myślała, ale że zaczęła myśleć w kontekście braku ich obecności. Zaśmiała się na słowa blondynki. - A myślałam, że mi tylko syna próbuje przekupić. - odparła ciepło. Oczywiście tylko sobie żartowała, ale Nate chyba nie uznał tego za żart i spojrzał na mamę z oburzeniem. - Mamo… - zaczął. - Tylko sobie żartuje, maluszku. - powiedziała szybko naciągając mu czapkę na oczy. Wsłuchała się słowa kobiety dotyczące gry i była pod szczerym wrażeniem jej wiedzy na ten temat. - Naprawdę dobrze się na tym znasz. Może kiedyś nas w tym podszkolisz, żebyśmy na następny mecz nie szli całkowicie nieświadomi. - oczywiście mówiła tutaj o sobie i Raiu, bo mały Sprout już dawno to wszystko załapał i bardzo się z tego cieszył. Nie wiedziała tak naprawdę czy tych dwoje są parą, ale ich splecione dłonie pozwoliły jej właśnie tak myśleć. Więc miała nadzieje, że później kuzyn nie będzie miał do niej pretensji o ciekawość i milion pytań. Co mogła poradzić? Musiał się z tym liczyć przedstawiając młodemu nową ciocię. - Więc… długo się znacie? - zapytała z uśmiechem. Przez chwile znowu zrobiło się strasznie głośno. Kibice wykrzykujący imię jednego z zawodników. Piwka nie miała pojęcia o kim mówią więc nawet nie podniosła się z krzesła. Jak wielką wtopą to było? Spojrzała na Cartera, a potem przeniosła wzrok na blondynkę. Pewnie powinna zająć się grą, a nie ciekawskimi pytaniami. Ale kto jak nie rodzina?




do not cry because it is over
smile because it happened

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow http://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa http://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
21
0
0
0
10
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Trybuny   17.10.16 13:06

| Noc z 21 na 22 marca?

Uśmiech, niby wizytówka tkał na wargach Inary kolejną salwę, gdy zebrany tłum na trybunach skandował imiona zawodników. Tylko alchemiczka nie poruszała się z falującą aurą ekscytacji, ani pomruków niezadowolenia, gdy przedwcześnie wstrzymano rozgrywkę. Czarnowłosa tkwiła z zaciśniętymi dłońmi na cienkim siedzeniu. Tylko ciepło bijące od przyjaciółki pobudzało ją do oderwania spojrzenia od wirujących w ciemnościach lampionów i unoszących się na miotłach sylwetek. Wypatrywała dwóch szczególnych, znajdujących się po przeciwnych stronach...nieba. I drużyn. W pewien nieokreślony sposób cieszyła się, że widzowie byli ledwie widoczni z podniebnego boiska. Pozostawała rozpoznawalna tylko dla Hattie, której dłoń, w którymś momencie odnalazła, by zacisnąć chłodne palce na jasnej, wilowej skórze.
- Chyba wolałabym siedzieć tam, na miotle - wskazała ruchem brody przemykając sylwetki. Musiała oderwać się od kotłujących w głowie myśli i smutku, który drążył kłujące ścieżki, po których próbowała się poruszać - po omacku. jasnowłosa kobieta, wydawała się być od jakiegoś czasu nieco bardziej oderwana od rzeczywistości, tym samym chroniąc Inarę przed ewentualnymi pytaniami...które to ona sama chciała zadać. Tylko nie dziś. Chyba.
Przyobleczone w wesołe iskry spojrzenie, dziś było nieco nieobecne, zamglone i zamyślone. Z uwagą śledziło sytuację na meczu, ale źródło widzenia sięgało gdzieś dalej, albo głębiej. Prawdopodobnie nie rejestrując tylko tego, co działo się wokół, na trybunach. Jej pole zainteresowań ograniczało się do siedzącej obok kobiety.
- Bywałaś..na meczach Bena, zawsze? - wyrwało jej się, odwracając twarz ku kobiecemu obliczu. jaśniejszemu, ze złotymi lokami, których refleksy mieniły się, gdy padały na nią nikłe światełka, rzucane przez unoszące się w powietrzu lampiony. Świadomie, bądź nie, próbowała zebrać jakiekolwiek informacje, które zbudowałyby podstawę, do...późniejszej rozmowy. Bolesna zadra, wciąż jaśniała świeżą raną na sercu, ale zanim cokolwiek miała zapytać przyjaciółki, musiała się uspokoić i zrozumieć, co tak naprawdę czuła. I dlaczego tak bardzo ją bolało dotychczasowe milczenie.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
Because a man who doesn't spend time with his family can never be a real man
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   17.10.16 14:02

Raiden właśnie nad tym ubolewał, ale znał konsekwencje powiedzenia ludziom o ciąży. Ale miało się to prędzej czy później wydarzyć, więc mieli mieć przez to i kłopoty, ale równocześnie i radość. Nie powinni jednak o tym myśleć. Było na to zdecydowanie za wcześnie. I prócz ustalenia ogółów nie mieli żadnego dokładniejszego planu. Na chociażby to, że wydziedziczenie niedługo miało wyjść na jaw. A pewnie jakiś nachalny pismak miał to wywąchać i nie dawać spokoju Macmillan w pracy czy w innych miejscach. Dzięki Bogu istniała teleportacja. Zawsze można było uciec w najgorszym momencie.
Nie odpowiedział już Peony. A przynajmniej nie miał zamiaru na jej pierwsze słowa. Gdy Artis mówiła o przekupstwie, a Sprout wspomniała o Nathanielu, musiał obronić siebie i według męskiej solidarności młodego.
- My, faceci nie potrzebujemy żadnego przekupstwa – odparł, zerkając na chłopca, który patrzył na niego wyczekująco. Nachylił się nad nim i rzucił, jednak tak żeby obie kobiety go usłyszały:
- Bo to my rządzimy tymi babami, nie?
Zamachał brwiami, uśmiechając się szeroko, po czym wyprostował się ponownie i ogarnął spojrzeniem boisko. Wzruszył ramionami zrezygnowany na słowa Artis o graczach. Sądził, że zawodowcy nie mieli wejścia na mecz jako zawodnicy, ale najwidoczniej istniały nieco inne zasady. Nie wspomniała o Milesie, więc to raczej nie był on. Na szczęście. Jeszcze tego brakowało, żeby mu ten facet latał przed nosem. Podzielił się drażetkami z Nate’m, ale w tym samym momencie Macmillan spytała z czym jadła kanapkę. Spojrzał z miną zawodowca jakby oglądał przedmiot zbrodni i stwierdził:
- Co najmniej dwadzieścia procent gnoma i reszta mielonki z karaluchów.
Zaraz też wybuchnął śmiechem, po czym ugryzł kanapkę i rzucił blondynce z pełnymi ustami:
- Dostałaś kurczaka z sosem curry i jeszcze rzeżuchą. Polecam się.
Zamachnęła jego ręką, chociaż rozbawiło go jeszcze bardziej jej zawstydzenie zdaniem sobie z tego sprawy. Dla niego to nie był powód do zmieszania. Uścisnął nieco mocniej jej dłoń na znak, że nie zrobiła nic złego, chociaż pewnie jeszcze długo miała nie wiedzieć, że niektóre gesty były naturalne. Zaraz też na powrót zaczął rozmawiać z Nate'm o tym co się działo na podwórku i o legitymacji. Nie porozmawiali zbyt długo, bo Peony poruszyła temat, który zapewne interesował ją od chwili, w której zobaczyła Artis. Co było dość zabawne w ogóle nie pomyślał o tym, że Peony o to zapyta. Jednak byli rodziną i to w jego obowiązku leżała odpowiedź. Musiał odczekać, aż fala ekscytacji przeszła i dopiero wtedy lekko nachylił się w stronę kuzynki, chociaż nie odrywał spojrzenia od siostry.
- Od lutego - odpowiedział dyplomatycznie, nie określając konkretnej daty. Chociaż tak naprawdę musiał krzyknąć, żeby doszła do niej odpowiedź. - Uznałem, że to dobry moment na otwarcie fundacji wspierającej samotne pracownice Ministerstwa Magii - dodał, po czym spojrzał na Nate'a. - Patrz i ucz się, młody. Patrz i ucz.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Trybuny   18.10.16 15:29

Lyra także była pozytywnie nastawiona do tego meczu. Oczywiście kibicowała mężowi, a także grającym z nim Alexandrowi i Samuelowi, ale nawet jeśli nie uda im się zwyciężyć, to ona i tak będzie bardzo dumna. Najważniejsze, żeby dobrze się bawili... i oczywiście wyszli z gry bez szwanku. Przy takiej pogodzie i w dodatku po ciemku gra była dodatkowo utrudniona.
- Najwyraźniej nie wszyscy zapoznali się z zasadami – zauważyła z rozbawieniem Lyra, patrząc na rzeczonego mężczyznę, który w porównaniu z Glaucusem czy innymi zawodnikami wypadał zdecydowanie blado i sprawiał wrażenie, jakby na boisku znalazł się przez przypadek. Jego nazwisko też nie kojarzyło się Lyrze zbyt dobrze, w czasach szkolnych miała trochę spięć z pewnymi członkami tego rodu, którzy nie darzyli Weasleyów poważaniem. Dlatego też Lyra nie miała zaufania do Parkinsonów.
- Kilka dni! To musiałoby być bardzo męczące, kilka dni latać po boisku i to przy takiej pogodzie – zauważyła Lyra, wzdrygając się lekko na tę myśl. Oni na widowni mogliby w każdej chwili wrócić do domu, ale zawodnicy musieli pozostawać w grze bez względu na warunki. No i Lyra też chciałaby zobaczyć cały mecz, dlatego lepiej, żeby nie ciągnął się aż tak długo. – Możemy pójść gdziekolwiek. Ja, ty i Glaucus – zgodziła się, bo oczywiście jak inaczej świętować zakończenie meczu, jak nie z nim? Mogli wszyscy udać się do ich dworku, do dworku Cressidy i jej rodziców... Albo, jeśli nie będą zmęczeni, mogli teleportować się do portu, chociaż Lyra przypuszczała, że jeśli mecz będzie trwać do rana lub dłużej, to żadne z nich, a zwłaszcza Glaucus, nie będzie na tyle dobrze trzymać się na nogach, i najbardziej wymarzoną perspektywą staną się łóżka, suche ubrania i grzejące kominki, a także parująca herbata przyniesiona przez skrzata. – Możemy wszyscy posiedzieć przed kominkiem z herbatą i jeszcze raz przeżyć to, co tu się działo – zaproponowała, bo spodobała jej się ta wizja długich rozmów pod kocem, z herbatą, wciąż pod wpływem tej luźnej atmosfery, która panowała na boisku.
Także zerknęła, rozglądając się za złotym błyskiem, ale wydawało jej się, że to tylko jakiś lampion zamigotał mocniej w podmuchu wiatru. Szybko jednak znowu odnalazła wzrokiem kafla, znajdującego się w drużynie przeciwnej. Chociaż wynik był obecnie wyrównany, z emocji aż zaciskała dłonie, patrząc, jak Glaucus podlatuje do ścigającego przeciwników, by zręcznie odebrać mu kafel. Krzyk radości po chwili przemienił się w głośny jęk zawodu, kiedy to jej mąż stracił piłkę, zapewne zaskoczony przez ścigającą, która, o ile Lyra pamiętała, była zawodowym graczem, co tłumaczyło jej niezwykłe umiejętności i zaskoczenie Glaucusa.
- I tak uważam, że idzie mu bardzo dobrze – powiedziała, wierząc w swojego męża i obserwując jego dalsze ruchy.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Trybuny   18.10.16 20:08

Nieco przyklapła, ale zamaskowała to uśmiechem, który mógł się wydać podejrzany jedynie Carterowi, choć nie na pewno. Oboje byli spostrzegawczy i tak samo dobrzy w ukrywaniu emocji.
- To tak jakby sport rodzinny – wyjaśniła starając się nie myśleć o tym, jak bardzo już nie był nim dla niej – Polecam się na następny raz – dodała po chwili, walcząc sama ze sobą o powrót pozytywnego myślenia. Pomógł jej w tym Raiden, mówiąc o jakiś obrzydliwościach w jej jedzeniu. Trąciła go lekko łokciem, a tej odpowiedział jej z pełnymi ustami.
- Trochę kultury, Carter! – rzuciła mu oburzone i urażone spojrzenie, nie była przyzwyczajona do takiego braku manier. Jeszcze chwilę patrzyła na niego ze zmrużonymi oczami, usiłując mu uświadomić jego błąd. Musiała w końcu przyjąć porażkę, ale obiecała sobie, że w przyszłości nie odpuści mu takiego zachowania.
Starała na powrót skupić się na grze, obserwując uważnie drużynę Trolli i zaciskając mocniej dłonie przy każdej akcji. Momentami nawet miała odruch wstawania lub krzyczenia w ekscytacji, ale panowała nad tym, nigdy nie zdarzyło jej się kibicować w ten żywiołowy i głośny sposób jak robili to otaczający ich ludzie. Rzuciła nawet jednemu mężczyźnie z piwnym brzuszkiem, który był wyjątkowo głośny, zdegustowane spojrzenie, ale ten zupełnie się tym nie przejął. Wtedy jednak Peony zadała pytanie, które zmroziło Macmillan. Odwróciła się do kobiety z zakłopotaną miną, ale w odpowiedzi ubiegł ją Carter. I tym razem zarobił sobie rzeczywiście obrażone spojrzenie i zapowiedź niezłej burzy.
- Doprawdy – mruknęła pod nosem i zaczęła rozważać, czy najpierw powinna zamordować ojca swojego dziecka, czy może jednak opuścić trybuny. Zdecydowała się jednak obrócić do niego plecami i zająć milczącą obserwacją meczu. Pod pretekstem poprawienia płaszcza, zabrała też swoją dłoń z jego uścisku. Oj, nie powinien denerwować ciężarnej, a choć nie zamierzała zrobić sceny i wesoło gawędziła z młodym Sproutem, Cartera nie zaszczyciła nawet jednym spojrzeniem. Jakkolwiek irracjonalne było to zachowanie, ona czuła się urażona od czubka głowy po same palce.


Powrót do góry Go down
 

Trybuny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Trybuny
» Trybuny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Anglia :: Puddlemere-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17