Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Salon   12.10.16 18:49

First topic message reminder :

Salon

Salon Carterów jest przytulnym pomieszczeniem, niegdyś będącym swoistym centrum życia rodziny. Choć minęło trochę czasu od śmierci rodziców Sophii i Raidena, we wnętrzu niewiele się zmieniło, wciąż widać tu rękę ich matki, która urządziła pokój. Salon jest urządzony w ciepłych barwach, na ścianach oraz na gzymsie kominka znajdują się ruchome fotografie przedstawiające członków rodziny. Znajdują się tu też kanapa, fotele i stół; salon jest miejscem do przyjmowania gości oraz wypoczynku. Ze sporych rozmiarów okna roztacza się widok na znajdujący się za domem ogródek.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Sophia Carter dnia 01.10.17 12:52, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   15.10.16 19:05

Jej uśmiech nieco się poszerzył, choć nadal był dość gorzki. Zdołała już oswoić się z myślą, że nie ma rodziny. Nie wiedziała, czy może rzeczywiście w wydziedziczeniu nie było jakiejś magii, bo zrobiła się na Macmillanów zupełnie obojętna. Jedyne co wciąż wpływało na jej humor było ogólne poczucie odrzucenia, choć nie aż tak silne jak wcześniej.
- Nie znają niczego innego. Mieli tak samo związane ręce jak i ja - powiedziała w końcu spokojnie - Nie, żeby byli specjalnie kochającymi rodzicami, prawda? - wzruszyła lekko jednym ramieniem, coś, co jej matka uważała zawsze za niegrzeczne. Stawała się z każdym dniem pewniejsza siebie, pewniejsza swojej wartości jako kobieta i auror, właśnie dlatego, że przestała być córką swoich rodziców. Może nie było to najlepsze co mogło jej się przydarzyć, ale zdecydowanie część skutków kwalifikowała się jako pozytywna.
- Na szczęście nie używałam swoich pieniędzy z zarobków przez te lata, spora suma nie zniknęła z mojej skrytki, nadal przecież zarabiam. Nie zostałam z pustymi rękami, choć nie posiadam zbyt wiele - cały czas kusiło ją by spytać, na jakich właściwie warunkach miała zamieszkać w tym domu, ale nigdy nie pasowało to do rozmowy, brzmiało jakby traktowała to wszystko zbyt przedmiotowo. Nie chciała po prostu stać się nagle przybłędą i utrzymanką, choć była pewna, że gdy tylko media wywęszą gdzie zamieszkała, takie przypuszczenie zostanie wysnute. Na pytanie, czy sobie poradzą kiwnęła tylko nieśmiało głową. W pełni zgadzała się z Raidenem i cieszyła się, że to on wspomniał o trzymaniu ciąży w tajemnicy, nie ona. Uznała jednak, że wyjaśni od razu sytuację w pracy, którą przecież miały wspólną.
- Rogers wie, przesunął mnie już do papierów na czas ciąży - nie chciała wspominać jak bardzo się zdziwił, choć zdecydowanie zrekompensował się od razu proponując pomoc. I on wiedział jak to się dla niej skończyło. Cieszyła się, że przynajmniej pozwolił jej wciąż pracować i dał szansę na łatwy powrót po urlopie macierzyńskim. Nie było to pewnie tak oczywiste.
Skupiła wzrok na przyjaciółce chcąc rzeczywiście poznać odpowiedź na pytanie. Czy ona miała sobie poradzić, jak się w ogóle z tym czuła. Nie śmiała jednak spytać wiedząc, że to przede wszystkim jej wina, to całe zamieszanie.


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
27
20
0
1
0
0
8
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   16.10.16 14:32

Pewnie gdy minie już to zaskoczenie i niezręczność, może przyjść taki czas, kiedy Sophia będzie się naprawdę cieszyć, że Raiden ma kogoś i jest szczęśliwy. Przecież już kiedyś, tak samo jak matka, liczyła na to, że mężczyzna się ustatkuje, chociaż wiedziała, że podchodził do kwestii związków zupełnie inaczej, niż ona. Sophia pragnęła stabilności i bezpieczeństwa. W przypadku jej i Jamesa cały proces poznawania się, zaprzyjaźniania, a potem wchodzenia w związek trwał znacznie dłużej. W przypadku Raidena i Artis wszystko wydawało się bardzo szybkie, jeśli, oczywiście, mówili prawdę o tym, że nie spotykali się wcześniej, ale chyba nie miała powodów, żeby aż tak im nie ufać w tym względzie i dalej podawać w wątpliwość ich wyjaśnienia.
Mogła być zdumiona i może trochę rozżalona, ale z całą pewnością się martwiła o to, jak będzie wyglądać ich życie, każdego z nich. To Artis zdecydowanie była w najtrudniejszym położeniu, pozbawiona wsparcia rodziny i zdana na Carterów. Złość na Macmillanów, którzy ją wyrzucili i odcięli się od niej, przysłoniła jej wcześniejsze emocje i wątpliwości. Jak oni mogli być tak bardzo zaślepieni zasadami, żeby nie zobaczyć niczego więcej?
- Sporo mi o nich opowiadałaś, ale nie spodziewałam się, że są zdolni do czegoś takiego – powiedziała tylko.
Jeszcze nie zastanawiała się, jak będzie wyglądać mieszkanie Artis z nimi, jeśli chodzi o kwestie materialne. W ogóle jeszcze nie myślała o sprawie pod tym kątem, bo najpierw należało uporać się z innymi problemami. Z czasem pewnie dojdą do porozumienia, jak rozwiązać ten dylemat.
Usłyszała słowa brata. Pytającego, czy i ona poradzi sobie z tą sytuacją.
- Tak – zapewniła go starannie. – Dam sobie radę.
Była przecież silna i wytrzymała. Przetrwała tragiczną śmierć Jamesa i rodziców, trzy lata wyczerpującego kursu aurorskiego i pierwsze miesiące tej niebezpiecznej, obfitej w drastyczne widoki pracy. Przetrwa i to. Wierzyła, że przecież niedługo wszystko się unormuje.
- Wszyscy musimy dać sobie radę... I zgadzam się z tym, że może na razie nikt postronny nie powinien o tym wiedzieć, dla dobra Artis – powiedziała po chwili, ale rozumiała, że powiedzenie szefowi było konieczne. Była zresztą przekonana, że Rogers nie wykorzysta tej wiedzy do zaszkodzenia Artis, a po prostu będzie mieć na nią baczenie w pracy i nie będzie wysyłał jej do niebezpiecznych zadań. Gorzej byłoby ze szlacheckimi znajomymi kobiety, którzy mogliby chcieć wietrzyć jakiś skandal. Sophia podejrzewała, że niestety wielu z nich odwróci się od Macmillan, gdy tylko poznają prawdę, a zapewne prędzej czy później do tego dojdzie. Obecna sytuacja dobitnie pokaże jej, kto był jej prawdziwym przyjacielem, a kto lubił ją tylko dopóki pasowała do jego wyobrażeń. To na pewno będzie bolesne i Sophia coraz bardziej cieszyła się, że urodziła się w normalnej rodzinie, gdzie nic takiego jej nie groziło. Żadne wyklęcie ani próba narzucenia jej, jak ma żyć.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   16.10.16 17:00

Raiden na razie wstrzymywał swoją radość, chociaż ona wciąż w nim tkwiła. Na razie jednak musiała zostać zagłuszona w oczekiwaniu na reakcję Sophii. Zdawał sobie sprawę, że siostra nie będzie chodziła przez cały czas w szoku i koniec końców zacznie darzyć sytuację pozytywnymi odczuciami. Faktycznie różnie to z nim bywało, ale nigdy nie doszło do podobnych wydarzeń w rodzinie Carterów, a działo się naprawdę całkiem sporo. I to jeszcze za życia ich rodziców, gdy jeździli w czwórkę na przeróżne spotkania związane z aktywnością promugolską. Tak. Carterowie od zawsze żyli aktywnie i w szybkim tempie w przeciwieństwie do innych spokrewnionych z nimi rodzin. Raiden żył jeszcze szybciej od swojej młodszej siostry, co przemawiało też za tym, że spotkanie Artis działo się w krótkim czasie. Na razie nie miał pojęcia jak będzie wyglądało ich dalsze życie, ale priorytetem było to, że byli razem. I mogli być. Nikt im się nie wtrącał, żaden Macmillan czy inny niepożądany gość. Carter miał przez chwilę wątpliwości czy Macmillanowie naprawdę wyrzucą Artis. W końcu byli szlachtą, a z nimi nic nie wiadomo. Na szczęście wszystko potoczyło się zgodnie z przewidywaniami blondynki. I chociaż wiedział, że straciła rodzinę, czuł, że był to najlepszy obrót sprawy.
Co w pewien sposób było nieco ironiczne Sophia znała Artis lepiej od niego, jednak nie czuł się z tym źle. Nawet było to dobre dla asymilowania się obu kobiet w nowej sytuacji. Przecież nic się nie zmieniły prócz tego jednego wydarzenia. Prócz tego dalej były tymi samymi młodymi kobietami co wcześniej. Miał nadzieję, że to pomoże im w odnalezieniu się w tej niecodziennej, trochę niezręcznej dla każdego chwili.
Gdyby ktokolwiek zapytałby go Co z pieniędzmi? odpowiedziałby po prostu, że on jest głową tej rodziny. Oczywiście, że wydatki miały się zwiększyć, ale dopiero po narodzinach mini Cartera. Naturalnym było, że nie będą dzielić gotówki na stole czy nakreślać linie między zakupionym jedzeniem przez jedno z nich. Teraz było wszystko wspólne. A przynajmniej ta część Raidena, chociaż wcześniej już dzielił wszystko z siostrą. Ktoś kupił chleb i nie było pytania czy można ruszyć niezakupiony przez siebie wypiek. Powoli miało się to wyostrzać i Artis miała też do tego przywyknąć. Pieniądze były teraz najmniej ważne, a równocześnie dla niego tak oczywiste, że w ogóle o tym nie pomyślał.
Słysząc zapewnienie Sophii, uśmiechnął się, a równocześnie dziwne spięcie odeszło. Zależało mu na tych słowach. W końcu mogła powiedzieć, że nie była pewna. Różnie to mogło wyglądać. A jednak szybko się otrząsnęła. Był dumny z takiej dojrzałej siostry. Czasami zdawało mu się, że była dojrzalsza od niego i zapewne tak było. Przez kolejną chwilę panowała cisza, którą przerwał.
- No! - rzucił. - Proponuję się ogarnąć, a potem coś zjeść. Co wy na to?
Wstał i podszedł do rudowłosej, która patrzyła na niego pytająco. Bez słowa przygarnął ją do siebie, czując znajomy zapach owocowego szamponu Sophii.
- Wiesz, że cię kocham, maluchu, nie? – wyszeptał jej do ucha i ścisnął nieco mocniej. Nie zauważył nawet, że również podniósł ją kilka centymetrów nad ziemię. Gdy odstawił z powrotem, uśmiechnął się do niej i podbił jej podbródek jak robił to gdy była nastolatką. Po nawiązaniu niemego porozumienia, wyszedł z salonu i wziął bagaż Artis. Z torbą w ręku wychylił się z korytarza i rzucił do blondynki:
- Zapraszam panią na zwiedzanie posiadłości Carterów.
Puścił oczko do siostry i czekał na Macmillan.

|zt x3




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 1:07

|24 marca?
Nie potrafiła wytrzymać bezczynności. W pracy siedziała na tyłku, na Overbury, w domu którego jeszcze nie potrafiła tak nazwać, też praktycznie się nie wysilała. Ostatni raz, kiedy mogła sobie przypomnieć robienie czegokolwiek wymagającego siły, był kiedy się rozpakowywała rozkładając rzeczy w niewielkim pokoiku gościnnym. Miała dość tego bezruchu, ale bała się wychodzić z budynku, niepewna czy znajdzie drogę powrotną. Po namyśle uznała, że ćwiczenia z szablą są bez sensu, nadawałyby się raczej na salę treningową w ministerstwie, gdzie chodziła nieczęsto, stresując się że ktoś przyjdzie i będzie ją obserwował. Zamiast tego doszła do wniosku, że zawsze może poćwiczyć taniec. Dawno temu nauczyła się go nienawidzić, ale od jakiś dwóch lat zdarzało jej się włączać płyty i uskuteczniać coś, co z powodzeniem dało się nazwać tańcem towarzyskim. Tym razem zrobiła podobnie, choć salon Carterów znacząco różnił się od sali, którą wykorzystywała w dworze swojej rodziny. Nie czuła żalu, a nawet tęsknoty. Potrafiła po prostu odnaleźć różnice, a znaczącą był rozmiar pomieszczenia.
Chwilę zajęło jej nim znalazła odpowiednią płytę i piosenkę. Nie zastanawiała się zbyt długo, mimo iż niejakiego Franka Sinatrę znała i kochała, a wybór powinien być trudny. Miewała jednak swoje humory, a na ten konkretny moment pasował jej dokładnie jeden utwór. Zamknęła oczy i z delikatnym uśmiechem na ustach zaczęła przypominać sobie kroki dobrze znanego walca. Ręce uniosła w górę, udając, że w ramionach trzyma ją partner. Może była w tym momencie sentymentalna, potrzebowała jednak tego. Korzystała z okazji, że wszyscy wyszli i mogła na chwilę przestać udawać, że wszystko jej w porządku. Nienawidziła się za okłamywanie Raidena, czy Sophii, sądziła jednak, że nie ma sensu obarczać ich błahymi problemami, które mogły być tak naprawdę spowodowane ciążą i związanym z nią rozchwianiem emocjonalnym. Uważała, że z tym akurat mogła poradzić sobie sama, po prostu potrzebowała na moment dać się ponieść tej romantycznej stronie siebie, która budowanie rodziny wyobrażała sobie w zgoła innej kolejności. Nie dane jej jednak było to wszystko, mogła więc tylko marzyć.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 1:28

24 marca
Zastanawiającym faktem w życiu Raidena było to czego potrzebował. Wiedział, czego chciał. Do niedawna wszystko było takie proste. Chodziło jedynie o dobrą zabawę, piwo w kuflu i pracę, w której mógł się spełniać. Potem jednak pojawiła się Macmillan ze swoją wieścią i coś w jego mózgu przeskoczyło na zupełnie inne tory. Tory myślenia o dziecku i nadchodzącym szczęściu. Jednak tak skupił się na superlatywach, że nie dostrzegał najważniejszego - Artis.
Wrócił do domu z papierową siatką zakupów, którą zostawił w kuchni na blacie. I dopiero wtedy zrzucił z ramion ciężki płaszcz, który odwiesił przy wejściu na wieszaku. Do tego czym prędzej pozbył się marynarki i kamizelki. Poluzował krawat i przejechał dłońmi po twarzy. Tak cudacznego tygodnia to jeszcze nie przeżył. Nie wspominając o dowiedzeniu się o ciąży, śmierci Cilliana, spotkał przecież niemal swojego ojca, o którym nie chciał myśleć. Odetchnął ciężko, próbując sobie poskładać to sobie w głowie, gdy usłyszał nieśmiałe, ale potem głośniejsze dźwięki muzyki. Dobiegały z salonu. Raiden odwrócił głowę w tamtym kierunku i po chwili również skierował się do pomieszczenia. Znajomy głos Sinatry rozbrzmiał w całym domu, wprowadzając go w jakiś magicznym świat prosto z hollywoodziego filmu. Pełnego tej magii. Z niemałym zaskoczeniem dostrzegł poruszającą się po pokoju blondynkę w wolny rytm śpiewu Franka Sinatry. Jak to miał w zwyczaju, z lekkim ciepłym uśmiechem wbił w nią spojrzenie, opierając się ramieniem o framugę. Włożył dłonie w kieszenie spodni i czekał.
Obserwował ją przez dłuższą chwilę, aż do końca piosenki. Wodził za nią wzrokiem jak pływała mu po salonie w tę i z powrotem z zamkniętymi oczami i uniesionymi ramionami. I wtedy zrozumiał coś, czego wcześniej nie nawet nie mógł dopuścić na pierwszy plan swoich myśli. Że Artis nie należała do jego świata i możliwe, że nawet gdyby się bardzo starał, tego faktu nie dało się zamazać lub zmienić. Nie patrzył na blondynkę jak na osobę z domu obok, ale jak na wyrwaną z bogatego, dostatniego życia szlachciankę, której nie było łatwo przyjąć do siebie sytuacji o drastycznej zmianie statusu. Wiedział jak obchodzić się z kobietami, ale nie wiedział jak zajmować się arystokratkami. I to go w pewien sposób przerażało. Piosenka zaczynała się kończyć, a on oderwał się od framugi, chciał się odwrócić i odejść, by Artis nie zobaczyła, że tam był. To go zdecydowanie zasmuciło.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 1:50

Otworzyła powoli oczy, czując jak magia melodii powoli się rozwiewa i westchnęła cicho, wracając do rzeczywistości. Wtedy jednak zauważyła Raidena usiłującego uciec z pola widzenia. Gdyby nie była świetnie wyszkolona w ukrywaniu emocji, być może zaczerwieniłaby się. Zamiast tego jednak zatrzymała muzykę i zagryzła wargę, odzywając się by zwrócić na siebie jego uwagę.
- Przepraszam, myślałam, że nikogo nie ma. Potrzebowałam jakiegoś zajęcia - uśmiechnęła się delikatnie, powoli do niego podchodząc. Czuła się trochę głupio, przyłapana na tak sentymentalnym zajęciu jak tańczenie po pokoju, wciąż jednak była młoda i jeszcze nie potrafiła dobrze sobie radzić z nowymi sytuacjami w życiu. Nie, nie było jej już przykro z powodu utraty rodziny. Minęło niewiele czasu, tylko kilka dni, ale im dłużej była wyrwana spod ich wpływu, tym lepiej rozumiała ile swobody uzyskała w ten sposób. Ponadto obserwując relacje Sophii i Raidena, zauważyła jak nieprawidłowe były te, które miała ze swoją rodziną. Niemal cieszyła się z ich utraty, co brzmiało wręcz niedorzecznie. Ale nie chciała, by ktoś tak pozbawiony uczuć zbliżył się do jej dziecka. Sama starała się zauważać jak najwięcej, chociażby obserwując Peony i jej syna na meczu, by w przyszłości nie popełniać błędów swojej matki.
Tym, co przeszkadzało jej bardziej, była ta niepewność dotycząca jej obecnej sytuacji i trudność dostosowania się. A w tym konkretnym momencie, kiedy szukała ukojenia w muzyce, bolała ją najprostsza i zarazem najpłytsza rzecz pod słońcem. Mianowicie sama nie umiała się odnaleźć w swoich uczuciach. Była pewna tego, że już kocha swoje rozwijające się w łonie dziecko. Nie wiedziała jednak co sądzić o jej obecnych relacjach z Carterem. Nie wiedziała też, jak właściwie będzie to wszystko wyglądało w przyszłości. Możliwe, że trochę się bała. Bała się tego, że utknie w tym, czego nie chciała najbardziej, czyli nieszczęśliwym związku. Z jednej strony nie ustalili nic w kwestii tego jakie będą ich relacje wobec siebie, poza tym, że nie zamierzają brać ślubu. Nawet bez tego jednak nie miała zbyt dużych szans na miłość, prawdopodobnie jej ciążowe hormony postanowiły stworzyć z tego problem.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 2:07

Chciał uciec, chociażby dlatego, że poczuł wstyd. Zniszczył dziewczynie życie i dopiero w tamtej chwili to do niego dotarło. Do wiecznego dziecka, którym był i po części nawet nie chciał wychodzić z tej roli. Pasowało mu to i tak naprawdę nie widział powodu, dla którego miałby z tym skończyć. To zawsze był on. Jeden jedyny raz podjął decyzję, która miała zaważyć nad jego życiem i nie skończyła się dobrze. Ale przynajmniej wtedy wiedział na czym stoi. Teraz jedynymi rzeczami, które łączyły go z Artis było dziecko i fakt, że się z nią przespał więcej niż raz. Ale czy to miało rozwiązać niepewność między nimi? Byłby zdecydowanie głupi i naiwny, gdyby wierzył, że to prawda. Mimo wszystko nie był na tyle bezrozumny i lekkomyślny, by zostawić to samemu sobie.
- Nie, nie - zaczął, patrząc na nią, jednak nie zatrzymał się na jej twarzy zbyt długo, czując, że pewnie nie byłoby to takie proste. Nie odrywanie od niej spojrzenia. Cofnął się o krok jakby chciał oddać jej z powrotem salon, do którego wszedł jako nieproszony gość. I równocześnie ominąć temat nadchodzący wielkimi krokami. A mianowicie dotyczył jednego zasadniczego pytania - co dalej? Dla niego to było proste, jednak razem z zobaczeniem tańczącej, rozmarzonej Artis prowadzonej przez niewidzialnego partnera, coś mu nie pasowało w tym planie. - Nie przeszkadzaj sobie. Właśnie wróciłem.
Umilkł, zerkając na nią i czując, że robiło się niezręcznie. Kim byli dla siebie w tej chwili? Raiden patrzył na dziewczynę w swoim salonie, a Macmillan zapewne patrzyła na swojego gospodarza, czekając, aż coś powie. Nie znali swoich ról i Carter sam nie wiedział jakie one były. Powinien traktować ją jak swoją żonę czy może wręcz przeciwnie - przejść w relacje czysto przyjacielskie? A może Artis wcale nie chciała go w okolicy do czasu rozwiązania i zgodziła się na zamieszkanie z nim, bo nie miała wyjścia i nie chciała go odsuwać od dziecka? Tyle niedomówień i tyle pytań, na które powinien znać odpowiedź, a wcale tak nie było. Dalej utrzymywał swoje słowa, że czekał na nią całe życie, ale nie potrafił wcielić tego w plan na co dzień. Z jednej strony chciał, żeby była szczęśliwa, a z drugiej wciąż czuł, że musi ją chronić. Jednak czy to, że siedziała wciąż w domu było dla niej dobre? Odchrząknął, nie wiedząc zbytnio co powiedzieć.
- Jak ci minął dzień?
Idiota. Cholerny kretyn.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 2:23

- Skończyłam już... - odpowiedziała, tym razem czując że zdradziecki kolor wpływa na jej blade na ogół policzki. Nie było to łatwe do zauważenia, ale zdecydowanie świadczyło o trudnościach z kontrolowaniem uczuć, kolejna nowa rzecz do przyswojenia. Przysiadła na oparciu jednego z foteli i przechyliła lekko głowę, patrząc na niego ciepło.
- Leniwie, aż za bardzo. Jakaś ciekawa sprawa dzisiaj? - spytała z delikatnym uśmiechem, wygładzając brzeg cienkiego, luźnego swetra, który miała na sobie. Można powiedzieć, że ubrana była w domowy strój, który opierał się w dużej mierze na tym właśnie swetrze, miękkich, lnianych spodniach i ciepłych skarpetkach, które stanowiły jej podstawową część odzieży w zimniejszych miesiącach. Zawsze miała zimne stopy.
Przyjrzała się uważnie jego twarzy zauważając zmieszanie. Sama zaczęła czuć się przez to bardziej niepewnie, bojąc się, że może Carter zauważył właśnie jakieś nieprawidłowości w jej zachowaniu. Starała się pokazywać jedynie jak dobrze jest w stanie sobie poradzić z sytuacją, nie obarczając nikogo głupotami. Z drugiej strony nie chciała, by dowiedział się on o tym co się u niej dzieje emocjonalnie, zanim ona sama to rozgryzła. Niewiele wiedziała o prawdziwym życiu i uczuciach, żyjąc przez dwadzieścia cztery lata pod kloszem. Zdecydowanie czuła coś w obecności Raidena, nie potrafiła jednak jeszcze stwierdzić co, nie mając zbyt dużej styczności ze związkami, a nawet romansami. Zapewne i tak jej doświadczenie było większe niż wielu panien wydawanych za mąż w rodzinach szlacheckich, dla normalnych ludzi było raczej bliższe zera.
Zmarszczyła brwi, przyglądając się zmianom na jego twarzy i usiłując zrozumieć powód jego niepokoju, czy po prostu niepewności.
- Jakieś problemy w pracy? - spytała w końcu, chociaż ostatnią rzeczą jaką chciała zrobić, to być wścibska. Nie odważyła się jednak zbliżyć, z jakiegoś powodu wyczuwając dystans między nimi jako trudny do przebycia. Siedziała za to sztywno na tym cholernym fotelu, zaciskając dłonie na materiale i nie mając zielonego pojęcia, co właściwie uczynić z zaistniałą sytuacją.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 2:43

Uniósł brodę w górę na pół sekundy w geście przyjęcia do informacji faktu, że zakończyła swój taniec z Sinatrą. Zauważył wyjście delikatnego różu na jej policzkach, ale przypisał to chwili zapomnienia, niż swojej obecności. Przecież to wszystko było zupełnie nowe dla niej i dla niego. Pomimo mieszkania przez dłuższy czas z pewną kobietą w Chicago nie znał dłuższych związków, który przetrwałby chociażby dwa tygodnie. O miesiącu nie wspominając. Jego styl życia jak i charakter temu przeczyły, a on nigdy też nie oszukiwał żadnej z kobiet. Nie obiecywał niczego, bo nie musiał. Teraz było inaczej. Teraz chciał spełnić obietnice związane z postacią blondynki przed sobą, ale za cholerę nie wiedział jak się za to zabrać. A może prawda była o wiele bardziej okrutna, że nigdy nie była mu pisana rola człowieka ustatkowanego i ojca? Zmarszczył brwi na tę paskudną myśl, nie chcąc, by miała wpływa jeszcze bardziej na jego humor. To od niego zależało jak się to wszystko potoczy. Nie od żadnego fatum, wróżki czy innego dziadostwa. Od niego i musiał to wykorzystać za wszelką cenę. Śmierć rodziców, nieumiejętność odnalezienia wspólnego języka z Sophią, zabójstwo Cilliana... To wszystko jakby krzyczało, że jego życie opiera się na pasmie nieszczęść. Jakim więc cudem miałby być szczęśliwy?
Z amoku wyrwał go głos Artis. Podniósł na nią spojrzenie, po czym odpowiedział dość głęboko i monotonnie zupełnie jakby był zmęczony:
- Nie, ja... Ciągle myślę o Cillianie, Tamunie i Alastorze. Byłem u nich dzisiaj i...
Nie mógł o tym mówić. Te wszystkie rany były jeszcze zbyt świeże. Zbyt bolesne, by się zasklepiły. Cios zadany wraz ze śmiercią rodziców wciąż nie dawała mu spać. Minęły dopiero lub aż trzy miesiące, a on nie posunął się z tą sprawą ani trochę do przodu. A teraz jeszcze Moods... Odsunięto go na początek od sprawy z wiadomych przyczyn, ale on musiał czuć się potrzebny! Musiał działać! Ale nie pozwolono mu na to. Raiden po raz kolejny w swoim życiu czuł się bezradny - w pracy jak i w domu. Zawiódł swojego najlepszego przyjaciela, siostrę i matkę swojego dziecka. Był nieudacznikiem. Skoro nie potrafił uchronić swoich bliskich jak mógł obiecać opiekę komukolwiek innemu?
- Nie - odparł. - Martwię się, ale... - odetchnął ciężko, nie ruszając się z miejsca. Jak miał jej to powiedzieć? Nie było żadnych ich. Na dodatek bez niej nie mówiłby nawet ja. Musiało to wyglądać wręcz karykaturalnie, gdy starał się jakoś przedstawić jej swój punkt widzenia. Swoje obawy i troski. W końcu jednak wyrzucił to z siebie. Widział, że ją też to dręczyło. - Wiesz, że nie musisz tutaj być. Nie musisz tu tkwić. Z Sophią i....
Nie chciał, żeby powiedziała, że tego właśnie chciała. Że wolałaby odetchnąć. Że wolałaby samotnie spędzać dni. Też coś czuł w jej obecności, ale jak mógłby pozostać bez emocji w stosunku do kobiety, która nosiła jego dziecko? Jednak czy chodziło tylko o to? Przywiązał się do niej, ale razem z tym szło coś innego. Prawda była taka, że jej nie znał. Czy miało to w ogóle podstawy do tego, by prosił, żeby została. Została...
- Ze mną.
Zerknął na nią, ale szybko odwrócił wzrok, bojąc się, że zobaczy w jej oczach ulgę. Ulgę wypowiedzianą przez niego możliwością. I mimo że nie chciał, czuł, że musiał jej o tym powiedzieć.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 3:02

Widząc wyraz jego twarzy nie potrafiła po prostu stać w miejscu. Jedynymi uczuciami wobec niego, które na pewno rozpoznawała była troska i wsparcie, które była gotowa okazać o każdej porze dnia czy nocy. Zbliżyła się ostrożnie wyciągając rękę, by pogłaskać jego szorstki policzek. Patrzyła na niego poważnie, ale ciepło, dając mu znak, że jest obok. Dłoń lekko jej drżała, gdy kciukiem obrysowała kształt jego szczęki, w subtelnym geście, który po raz pierwszy nie miał zbyt wiele wspólnego z pożądaniem. Powoli opuściła rękę, zaskoczona swoją śmiałością, ale nie odsunęła się dalej.
- Poradzisz sobie, Tamuna i Alastor na pewno też, z Twoją pomocą - powiedziała uspokajająco, sama w to wierząc. Stała blisko niego, usiłując wymyślić jakiś sposób by go pocieszyć. Na pewno mogła coś zrobić, choć może sam fakt, że wciąż stała blisko coś dawał.
Reszta jego wypowiedzi spowodowała jednak, że zwątpiła w swoje myśli. Wykonała kilka chwiejnych kroków do tyłu, czując że traci grunt pod nogami. Zbladła, ale jej twarz nie wyrażała emocji. Za to jej zielone oczy pokazywały jak zdruzgotana się poczuła.
Nie chciał jej. Dziecko miało mieć zapewnione wsparcie ojca, ale ona nie miała być tego częścią. Wolał, by znalazła sobie inne miejsce do życia, mimo, że jeszcze niedawno prosił by została. Na zawsze. Myśli krążyły w jej głowie podsuwając coraz gorsze scenariusze. Nie liczyła na wiele, ale najwyraźniej i tak przesadziła. Może zauważył, że zbyt mocno się przywiązała?
Pociemniało jej przed oczami, ale cofnąwszy się o kilka kroków zatrzymała się w końcu, utrzymując jakimś cudem równowagę gdy podłoga wydawała się uciekać spod jej stóp.
- Zrobiłam coś nie tak? - spytała w końcu cicho, głos wyraźnie jej drżał, a ona zaciskała dłonie na brzegach rękawów w nerwowym geście. Nie wiedziała co mogło spowodować tą zmianę zdania, ale w tym momencie starała się prześledzić w myślach przebieg wszystkich dni, które minęły od czasu, kiedy mu powiedziała o ciąży. Nic nie znalazła, ale przecież mogła zapomnieć. A może zwyczajnie nie rozumiała? Może rzeczywiście była zbyt inna od niego, by mógł to zaakceptować. Usiłowała wziąć kilka głębokich oddechów, by uspokoić nerwy, czuła się coraz słabiej. Przytłoczona przez emocje, sytuację i jeszcze w dodatku reakcje własnego organizmu.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 11:19

Gdy się zbliżyła, podniósł na nią spojrzenie, a chwilę później przesunął się lekko w stronę jej dłoni. W pewien sposób było to niezwykle mu potrzebne, ale również i dziwnie zaskakujące. Wcześniej ich jedynym dotykiem był ten związany z nadchodzącą, wspólnie spędzoną nocą lub oznajmiający chwilę po. Patrzył w oczy Artis dalej, widząc w nich troskę. Wyczuwał drżenie jej dłoni, ale nie przerwał. Sięgnął jedynie do dłoni kobiety, by zatrzymać ją jeszcze przez chwilę. Sam nie zdawał sobie z tego sprawy, ale był bardzo łakomy na bliskość, a szczególnie teraz, gdy potrzebował jedynie subtelnego gestu.
- Nie wiem - odpowiedział bardziej do siebie niż do niej. Wszystkich zawodzę. - Wszystko w porządku.
Bo był zmęczony. Ale nie zamierzał okazywać słabości, a na pewno nie zaczynać się nad sobą użalać. W tym samym jednak momencie, poczuł, że Artis się odsunęła. Szybciej i dalej niż sądził. Podniósł wzrok z podłogi na nią.
- Co? - rzucił, marszcząc brwi i szybko reagując, widząc jak Macmillan się odsuwała. Krew odpłynęła jej z twarzy, wyglądała na przerażoną. Nie musiała się odzywać, by wiedział co się działo. Dlaczego kobiety zawsze przeinaczały jego słowa, tworząc z niego jakiegoś potwora? Nie chciał przecież wyrzucać jej z domu. Chciał jedynie spytać czy dziewczynie to odpowiada. Bo prawdę powiedziawszy nie mieli żadnej chwili do rozmowy. Jego rysy twarzy się wyostrzyły, gdy podszedł do niej zdecydowanym krokiem i spojrzał z góry na zdruzgotane, drobne ciało pani auror. - Jak mogłabyś zrobić coś nie tak? - zaczął twardo, czując jak wszystko z dnia poprzedniego go wreszcie dopada, a do tego w domu jeszcze Artis, która myślała, że zmienił zdanie... Czy tak właśnie się czuł ktoś, kogo przerastało życie? - Ile razy mam powtarzać, że chcę, żebyś została? Ale nigdy nie spytałem czego ty chcesz. Jesteś młoda, masz wszystko przed sobą. Boję się, że zostając tutaj, nie czujesz się dobrze. Że jesteś nieszczęśliwa, że cię ograniczam i że robię coś wbrew twojej woli. Nie mam zamiaru trzymać cię tu na siłę. Ostatniego czego bym chciał to żebyś stąd wyszła, ale jeśli tego chcesz...
Cisza. Długa i nie do przejścia. Zdecydowanie nie mógł do niej przywyknąć.
- Ty naprawdę pomyślałaś, że zmieniłem zdanie, prawda? - spytał, po czym zawahał się, odsuwając się i przejeżdżając dłońmi po włosach. Musiał odetchnąć. Patrzył przez dłuższą chwilę przed siebie w milczeniu i dopiero później odezwał się cicho:
- W ogóle nie rozmawiamy. Skąd mogę wiedzieć co myślisz, Artis?




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 12:26

Patrzyła na niego z wyrazem twarzy, który jasno pokazywał, że po tym pierwszym zdaniu jest dość sceptyczna wobec tego, co mówi. Gdy podszedł, ona tylko zadrżała, jak zwykle zresztą kiedy był tak blisko. Zamknęła na chwilę oczy usiłując się uspokoić, ile razy nie odczuwała jakiś silniejszych emocji, stawały się one spotęgowane do absurdalnego stopnia, zupełnie krzywiąc jej reakcje.
- Jestem w stanie decydować o sobie, nie chcę jednak być dla kogokolwiek ciężarem. Nie sądzisz, że gdyby czegoś mi brakowało, czy czułabym się tu źle, to odeszłabym? Na tym etapie to byłoby nawet dla Ciebie łatwiejsze, po prostu ustalilibyśmy zasady spotkań jeśli chodzi o dziecko – powiedziała twardo, choć tak naprawdę jej głos drżał i brzmiał niemal płaczliwie. Nie powiedziała jednak, że odejście byłoby dla niej łatwe, zaczynała powoli godzić się z myślą, że zdążyła się do niego przywiązać. Była młoda, właśnie to stanowiło największy problem. O ile radziła sobie świetnie z panowaniem nad fizycznymi objawami ciąży, jej własne emocje zastawiały na nią pułapkę, utrudniając rozeznanie w sytuacji i odpowiednią reakcję. Po tej pierwszej, ostrej odpowiedzi zmiękła odrobinę.
- Nie umiem mówić o tym co myślę. Nikt tego nigdy nie oczekiwał, a wręcz unikano pytania mnie o takie rzeczy – zmarszczyła brwi, patrząc uparcie na jego klatkę piersiową, a konkretnie na jeden z guzików koszuli. Przełknęła ślinę i westchnęła, usiłując zdecydować, czy rzeczywiście jest w stanie wyrzucić z siebie choć trochę z tego, co działo się w środku. Rozumiała co miał na myśli, mówiąc, że nie rozmawiają. Ciężko prowadzić konwersację z kimś, kto jest raczej małomówny i niemal można zobaczyć, jak całe fragmenty konwersacji formują się w jej głowie nigdy nie wychodząc na zewnątrz.
- Ja… Nie chcę być nigdzie indziej, nie chcę też jednak ograniczać Ciebie. Gdybym mieszkała gdzieś indziej na pewno uniknęlibyśmy nieporozumień w przyszłości, kiedy spotkałbyś jakąś kobietę – to uzewnętrznianie nie szło jej najlepiej, mówiła głupoty, a co najgorsze były one rzeczywiście tym, co pałętało się gdzieś z tyłu jej głowy. Mogła się założyć, że to było to, o czym mówiła jej matka, kiedy przeprowadzała z nią rozmowę o seksie. Powiedziała dokładnie, że młode kobiety często mylą fizyczną bliskość z miłością, choć akurat jej matka uważała to za świetną rzecz, ponieważ panna mogła chociaż przez chwilę żyć złudzeniami o uczuciach pomiędzy nią, a mężem. W tym momencie jednak Artis uważała to za problem, z którym nie umiała sobie poradzić. Aż źle jej się robiło na myśl, że za kilka lat miałaby być zazdrosna o to, że Raiden ruszył do przodu. Ona nie miała zbyt wielu szans, raczej nie stanowiła dobrej partii jako była szlachcianka z dzieckiem.
- Nie chodzi o to, że wolałabym tu nie mieszkać. Po prostu na pewno nie będzie to proste – sama nie mogła znieść głupot, które wygadywała. Nadal pomijała lwią część tego, co myślała, ale tym razem raczej z poszanowania dla niego. Nie potrzebował do kompletu zagubionej panny, wystarczyło mu już problemów.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 13:04

Im dłużej znajdował się w salonie, tym mniej rozumiał z tego co się działo. Dlaczego nie mogła przyjąć do wiadomości, że zwyczajnie się martwił? Może właśnie to chodziło o to, że Artis nie była właśnie jedynie młodą kobietą. Była szlachcianką nawet jeśli pozbawiono jej tytułu. Skrzywił się, gdy zdał sobie sprawę, że to naprawdę była jego wina. Może mimo wszystko Macmillan chciała żyć w tej ułudzie realności, którą oferowała jej rodzina? A on jej to zniszczył? Gdy wzdrygnęła się, gdy podszedł, nie potrafił tego zinterpretować. Bała się? Nie chciała jego bliskości? Dlaczego zawsze wszystko musiał psuć?
- Nie wiem, co byś zrobiła. Nie znam cię, Artis – odpowiedział szczerze, czując jak bardzo go to dotknęło. – Co? Co ty wygadujesz? Jakie spotkania z dzieckiem?! Wiem tylko, że nie byłoby to dla mnie łatwiejsze, bo chcę, żebyś tu była. I wcale nie chodzi o… Nie chodzi o nie. Nie rozumiesz tego?
Może wcześniej traktował ją jako przygodę. Tak było prościej niż sądzić, że cokolwiek mogłoby się udać z dziewczyną o krwi szlachetnej, bo musiałby być kompletnym kretynem, gdyby spodziewał się po tym czymś więcej. A jednak stało się i wszystko się zmieniło. Jego myślenie też przeskoczyło na inne tory. Kto by się zresztą spodziewał, aż takiej zmiany sytuacji? Nic dziwnego, że byli zagubieni i nie wiedzieli jak się w niej odnaleźć. Nikogo chyba nie spotkała jeszcze aż taka wiadomość i to w tak krótkim czasie. Ale Raiden nigdy nie miał życia jak każdy inny, szary obywatel. Raczej nie miał zapomnieć wydarzeń ostatniego miesiąca, bo byłoby to wręcz nie do zapomnienia. Na razie też nie miał pojęcia jeszcze co czuł w stosunku do Artis, ale na pewno nie zamierzał unikać jej z tego powodu. Musieli trzymać się razem bez względu na wszystko. Mieli wspólne problemy, powody do radości - kto miał ich zrozumieć, jeśli nie oni sami siebie nawzajem?
- Ale ja chcę wiedzieć - odpowiedział ciągle twardo, chociaż było to bardziej pewne niż oschłe. - Nie jestem jednym z nich. Obchodzi mnie co myślisz, co czujesz i masz mi o tym mówić. A przynajmniej... Postaraj się. Nie potrafię czytać w myślach. Musisz mi pomóc się zrozumieć, Artis.
Naprawdę potrzebował rozmowy. Nie zamierzał podejmować decyzji za nią, bo to przecież nie różniłoby się niczym od jej poprzedniej rodziny. Teraz tkwili w tym wspólnie i była częścią, a nie pionkiem. Miała sama decydować o sobie. O swojej przyszłości i o przyszłości ich dziecka. Jej następne słowa jednak uderzyły go dość mocno, że aż lekko się odchylił. Przetwarzał to, co powiedziała, starając się zrozumieć sens. Co chwilę marszczył to unosił brwi, nie wiedząc jak się do tego odnieść. Miała jednak rację. Było prościej, gdy byli blisko w fizycznym aspekcie. Tak potrafili się porozumieć. Nie znali się od innej strony - mentalnej i psychicznej. Właśnie przez to pewne zaburzenie ich relacji nie potrafili się określić czy czują coś do siebie przez wzgląd na swoje ciała, czy chodziło o coś więcej. Otumaniony sprawami ciąży Raiden sam się w tym gubił, ale wiedział, że w tej własnie chwili nie zamierzał się od niej odsuwać. Nawet przez myśl mu nie przeszły inne kobiety lub jakaś kobieta, jak ją nazwała Artis. Cokolwiek miało się wydarzyć, nie miał zamiaru jej zostawiać.
- Nie chcę nikogo więcej - powiedział zdecydowanym tonem w pewnym aspekcie nawet i groźnym. - Tylko zostańcie ze mną.
Dlaczego nie potrafiła mu powiedzieć, co myślała? Czy nie byłoby o wiele prościej? Jeśli się czegoś bała, dlaczego mu o tym nie powiedziała? Dla niego fakt, że zostanie z nim był oczywisty. Myślała, że obiecywał jej to wszystko tylko na chwilę? Ale nie wziął poprawki na to, że nie znali się od tej strony. Zagryzł dolną wargę. Myślała, że ją zbałamucił, bo chodziło tylko o jej ciało? A teraz by ją zostawił? To bolało, ale krzywdziła go nieświadomie.
- Wszystko jest proste, Artis. Tylko ludzie sami sobie to utrudniają.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Artis Finnleigh
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t3347-artis-macmillan#56642 http://www.morsmordre.net/t3359-balou http://www.morsmordre.net/t3360-yer-oot-yer-face-macmillan#57065 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3404-artis-macmillan
Auror
25
Zdrajca
Panna
I'm gonna trust you, babe
I'm gonna look in your eyes
And if you say, "Be alright"
I'll follow you into the light
15
8
0
0
2
0
0
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 13:26

Pokręciła głową, a potem na moment zakryła twarz dłońmi usiłując ułożyć w swojej głowie choć jedną sensowną wypowiedź, która rzeczywiście zostanie wypowiedziana w całości. Nadal nie podniosła wzroku, nie do końca wiedząc jak powinna się zachowywać mówiąc o tak osobistych rzeczach.
- Teraz tak mówisz. A jeśli z czasem okaże się, że tak naprawdę mnie nie znosisz? Uznasz, że poza dzieckiem nic nas nie łączy, a ja zdążę Cię pokochać! - wypaliła w międzyczasie w końcu patrząc mu w twarz. Dopiero wtedy dotarło do niej co właściwie powiedziała, a także czego nie wyraziła. Może właśnie to był jej problem, może ona rzeczywiście, tak jak niegdyś mówiła jej matka, zakochała się w nim jak jakaś gówniara. Odeszła kilka kroków by usiąść na kanapie i znów ukryć twarz w dłoniach.
- To idiotyzm, myśleć o czymś takim kiedy dookoła są ważniejsze problemy - powiedziała niezbyt wyraźnie, bo mówiła w swoje dłonie. Odetchnęła kilka razy głęboko usiłując znaleźć z powrotem tą zrównoważoną i dorosłą część siebie, która przecież tam była zanim ciążowe hormony ją dopadły. Nie obwiniała ich oczywiście o swoje uczucia względem Cartera. Uważała po prostu, że kiedy ktoś czuje tak wiele emocji i to tak intensywnie, może mieć problem ze rozumieniem tych pozostałych. Huśtawki jakich doświadczała w ciągu dnia wyczerpywały ją emocjonalnie.
- Nie znasz mnie. Ja Ciebie. Nie mam zielonego pojęcia co robisz w wolnym czasie, co Cię interesuje. Nie wiem o czym marzysz, jaką kawę pijesz i co byś najchętniej jadł na śniadanie. Nie mam też pojęcia jaki byłeś w szkole i ile miałeś kobiet. Mamy jednak osiem miesięcy na rozpracowanie siebie nawzajem i określenie jakiejś relacji, ponieważ nie chcę by nasze dziecko musiało znosić nasze wzloty i upadki - jej głos brzmiał niemal spokojnie, choć wciąż odrobinę drżał zdradzając, że wcale nie ochłonęła do końca. Starała się jednak dojść do czegoś, co pozwoli im stworzyć szczęśliwy dom dla ich syna lub córki. Dom, w którym nie ma kłócących czy obojętnych wobec siebie rodziców. Mogli być w związku, ale mogli też zostać przyjaciółmi, kiedyś może każde z nich znalazłoby sobie kogoś, ale czuła, że relacja między nimi musi zostać określona do czasu pojawienia się maleństwa. Czasami miała wrażenie, że już na tym etapie dziecko odczuwa wpływ ich sytuacji, ale przeczytała wystarczającą książek na temat ciąży i rozwoju potomstwa, że potrafiła oddzielić odczucia od prawdy. Jak na razie fasolka, jak lubiła myśleć, była tak mała, że raczej nie przejmowała się problemami dorosłych, a raczej swoim rozwojem. Dawało to im potrzebny czas na uporządkowanie spraw.


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 http://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 http://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   23.10.16 14:13

Dlaczego aż tak ją to zajmowało? Czemu ukrywała przed nim twarz i nie mogła na niego spojrzeć? Raiden zadawał sobie te pytania w kółko przez dobrą chwilę, aż dostał odpowiedź. Która równocześnie uderzyła go jak zimna, mocna fala, ale równocześnie powinna być oczywista. Jednak nie dla niego. On zwyczajnie był zajęty czym innym, jego głowa i myśli również. Skupił się na dziecku, a nie na uczuciach Macmillan. A wydawało mu się, że myślał o wszystkim... Chciał znać jej myśli, ale zwyczajnie się tego nie spodziewał. Czy gdyby stał obok, zobaczyłby co się działo?
- Artis... Ja... - zaczął, nie wiedząc, co odpowiedzieć na jej słowa. Poczuł chłód w podbrzuszu, a coś mocnego osadziło mu się na klatce piersiowej, utrudniając oddychanie. Płuca zatrzymały mu się na tę chwilę i nie mógł tego kontrolować. Równocześnie serce zabiło mu szybciej, a w głowie miał dosłowny mętlik. Spotkali się spojrzeniami, a Raiden nie wiedział, co mogła odczytać w jego prócz zmieszania i zaskoczenia. W jej zobaczył prawdę. Ale on nie potrafił jej teraz odpowiedzieć. Bo on kochał ją razem z dzieckiem. Dla niego stanowili jedność. Serce dalej łomotało mu w klatce piersiowej przez te parę słów. Artis odeszła od niego, siadając na kanapę, ale on chciał krzyczeć, by tego nie robiła. Żeby podeszła i pozwoliła mu być blisko. On nie potrafił czasami mówić tego co czuł, woląc przekładać to na fizyczność, ale wiedział, że nie mógł tego zrobić teraz. Czuł się zaskoczony i zupełnie wytrącony z równowagi. Był zafascynowany Macmillan, ale nigdy nie pomyślał o tym, że się w niej zakochiwał. Po prostu nigdy nie musiał tego mówić na głos. Nie wiedział, co się z nim działo. Nigdy jednak nie mógłby powiedzieć, że jej nienawidzi. Podczas ich krótkiej znajomości wydarzyło się o wiele więcej niż u niektórych ludzi przez całe życie i z jednej strony - nie znali się, ale czy nie poznali się w najbardziej wyzywających chwilach?
Zgadzał się z każdym jej słowem, gdy w końcu odetchnął i jakoś zaczął przetwarzać to co powiedziała. Nie zmieniło to jednak jego dziwnego zawieszenia i stanu szoku wywołanym jej słowami. Ale czy miał się jej dziwić? Nie raz już kobiety z rodziny dosadnie przedstawiały mu jak działał na inne przedstawicielki ich płci. I nawet nie musiał się starać. Co jednak miało się wydarzyć w chwili, gdy przywiązał się do młodej dziewczyny, okazując jej coś więcej niż tylko zainteresowanie? Nie chciał jej krzywdzić, ale musiał się też opowiedzieć co do niej czuł. Nie mógł wiecznie się nad tym zastanawiać...
- Artis... - zaczął, podchodząc do niej i siadając naprzeciwko. Przez chwilę siedział w milczeniu, próbując zrozumieć wszystko, co się właśnie wydarzyło. Nie było to proste, ale chciał tego samego co ona. Wyciągnął rękę i ujął jej policzek, przejeżdżając równocześnie po nim kciukiem. - Boisz się. W porządku. Rozumiem. Masz jednak rację. Nie mogę ci nic obiecać, ale potrzebuję cię. Mocniej niż kogokolwiek, bo chcę cię poznać. Chcę, żebyśmy stworzyli kiedyś rodzinę, z której będziemy dumni, a na to potrzeba czasu. Jeśli będziesz przy mnie, obiecuję, że nie pozwolę cię skrzywdzić. To jedno wiem na pewno. Że kocham nasze dziecko, bo tego jestem pewien i do końca swojego życia będę to wiedział. Dlatego proszę cię... Zostań.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Przedmieścia :: Beckenham, Overbury Avenue 13-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17