Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jak diabeł nie może, to Burków da-1956

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   26.10.16 15:05

4 marca

W odczuciu Wynonny to Edgar zdawał się osobą najbardziej odpowiednią jeśli chodzi o artefkaty, przede wszystkim - znał się na nich najlepiej przy okazji posiadając coś czego ona nie miała – umiejętność rozmowy z ludźmi. Pamiętała jak kilka lat wstecz sam zabrał ją na jedną ze swoich wypraw i to właśnie tego dnia zaszczepił w niej powoli rosnącą chęć by przemierzać świat.
Szybko porzuciła stanie nad kociołkiem na rzecz podróżowania w celu sprowadzania rzadkich ingrediencji. Może nie było to zadanie godne damy ale zdecydowanie pomagało jej na wyrwanie się z ciężkich okowów codziennego życia.
Dlatego też gdy Quentin zaproponował wyprawę zgodziła się na nią bez wahania. Tym bardziej wiedząc że razem z nimi popłynie All. Choć każdy Burke wydawał się innym jednostką specyficzną, a nawet zaryzykować można by stwierdzeniem, że dziwną, tak zdecydowanie najszybciej Wynonna odnajdywała się w towarzystwie swoich bliskich.
Przygotowania do podróży zaczęły się na dwa tygodnie przed wyjazdem. Nie należała do spontanicznych. Wręcz przeciwnie dobrze i pewnie czuła się tylko wtedy gdy wszystko było zaplanowane a ona podążała według swojego planu.
Czwartego marca jeszcze zanim słońce wstało cała ich trójka postawiła swoje stopy na statku który miał ich zabrać prosto do Rosji – celu ich podróży. Ubrana w gruby płaszcz pod którym miała standardowy zestaw – spodnie i białą męską koszulę. Włosy spięte były w mocny i porządnie zapleciony dobierany warkocz. Dłonie trzymała w kieszeniach.
Ledwo stanęli na pokładzie stukot ciężkich butów obijających się o drewniany pokład dał znać o tym, że ktoś zmierza w ich stronę. Wyższy od nich, barczysty mężczyzna z fajką w ustach i pobielałymi włosami zatrzymał się dokładnie przed nimi.
-Wasze kwatery znajdują się pod pokładem. Wyruszamy za pół godziny. Płatność za transport z góry. – wyrzucił z siebie trzy zdania które nie zdziwiły prawdopodobnie żadnego z nich. Mówił z akcentem rosyjskim, ale to jedynie było wrażenie które odebrała Wynonna. Jeśli Quentin albo Alastair chcieli o coś zapytać kapitana powinni zrobić to teraz. Jasno dawał znać całej trójce że podczas całej podróży są tylko dodatkowym bagażem i nikt z załogi nie kiwnie palcem gdy któreś z nich wyleci za burtę.


/Dobra misiaczki lecimy z tematem. O wybaczenie proszę że tyle to zabrało. W obecnej chwili kolejny pisze kto chce potem trzymajmy się utworzonej kolejki. Będzie pięknie <3 oww




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.  
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f284-durham-posiadlosc-nad-wear http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   31.10.16 18:19

Noc. Ranek? Nie wiem jak myśleć o tej nieludzkiej porze, o której przyszło nam wstawać. Kolejny dzień, który miał być tym innym. Wyczekiwanym? Tak. Cieszę się, że mogę na krótką chwilę wyrwać się z Wielkiej Brytanii. Bez oceniających mnie wszędzie oczu. Patrzących z dezaprobatą, z brakiem przychylności. Najlepiej czuję się wśród rodziny. Część z nich będzie mi towarzyszyć, co napawa mnie nieokreśloną lekkością, wręcz zadowoleniem. Pakowanie odbyło się na ostatnią chwilę, spać - nie spałem zbyt długo. Teraz stoję w porcie. Z bagażami. Skrzat rozpłynął się w dymie teleportacji zostawiając nas samych przed potężnym statkiem. Zdarza mi się co jakiś czas pływać, ale bez rewelacji co do częstotliwości. Moja choroba mi na to nie pozwala. A wierzcie mi, z chęcią bym się częściej wybierał poza granice kraju. A przynajmniej tak to widzę teraz, kiedy nie dotyka mnie jeszcze żadne niebezpieczeństwo.
Z Wynonną się nie witam, to naturalne, że wyszliśmy oboje razem. Trochę głupio się czuję pod wpływem jej niepasującego stroju, ale z drugiej strony, skoro ma być jej wygodnie, to nic nie mówię. Ściskam natomiast dłoń naszego kuzyna, z którym spotykamy się już na miejscu. Spoglądam na drewnianą konstrukcję. Wolę nie myśleć czy aby na pewno jest bezpieczna. I czy mam ze sobą wszystko, co zabrać powinienem. Oprócz nas płynie z nami spora część podwładnych, ale oni muszą się tu zjawić we własnym zakresie. Nieważne. Wreszcie ruszamy do przodu, na kładkę, a już chwilę potem stawiamy nogi na pokładzie.
Otwieram usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy ubiega mnie mężczyzna. W ułamku chwili rozpoznaję kapitana. Ściągam gniewnie brwi. Rosjanie zawsze byli nieokrzesani, to jednak mnie trochę denerwuje.
- Z góry? Oszalał pan? - wyrywa się z moich ust. - Połowa teraz, połowa jak dotrzemy na miejsce. Nie ma głupich - dodaję stanowczo. Co to za zwyczaje? Jak nie chce, to znajdziemy inny statek. Nie będę płacić konowałowi. Wyrzucą nasz na środku wody w szalupie (jak dobrze pójdzie) i tyle z naszej wyprawy, pieniędzy, wszystkiego. Nie możemy tak ryzykować.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   05.11.16 9:11

I masz nigdzie się z Anglii nie ruszać - nakazał mi jeszcze niedawno ojciec. I co? Najwyraźniej nigdy nie byłem posłusznym dzieckiem, ale czy to moja wina, że wystarczy jak ledwie na trzy dni pojawię się w kraju, a moi kuzyni już ładują mnie na statek? Nie, żebym narzekał. Wręcz przeciwnie.
Kiedy oznajmiłem szanownemu lordowi Nott, o tym, że płynę na północ, wyglądał, jakby chciał udusić mnie własnymi rękoma, przed czym powstrzymała go chyba tylko matka. Cóż miał jednak zrobić, skoro postawiono go przed faktem dokonanym? Z drugiej strony, z pewnością nie polepszy to jego stosunków z rodziną żony, za którą i tak nieszczególnie przepadał.
Uzbrojony w gruby płaszcz, wygodne buty i swoje jakże niezawodne poczucie humoru, stawiam się na miejscu spotkania z jasnymi lokami rozrzuconymi na wszystkie strony i zasłaniającymi mi znaczną część pola widzenia. Uśmiecham się ciepło, gdy dostrzegam swoje kuzynostwo, które wyprzedziło w przybyciu nie tylko mnie, ale i samo słońce. Widząc niecodzienny strój Wynonny, ale nie odzywam się słowem, jakbym zdążył już przywyknąć do podróżowania w towarzystwie podobnie ubranych kobiet. W moim umyśle wciąż słychać echo słów, które wypowiedziała wczoraj Lucinda, ale staram się wyrzucić je z głowy, kiedy witam się z Quentinem.
Moim ratunkiem jest jednak zapach i szum morza przypominające mi o najlepszych chwilach mojego życia - wciąż pamiętam swoją pierwszą wyprawę do Rosji, tak przecież odległą. Kiedy wchodzimy na pokład czuję znajome kołysanie łodzi i jakaś część mnie chce skakać z radości, po czym odpłynąć w siną dal i nigdy nie wracać. Nie dzisiaj. Może w ogóle nie w tym życiu.
Kiedy pojawia się przed nami wysoki, barczysty mężczyzna z fajką, rozpoznaję w nim kapitana - a słów kapitana na jego własnym statku nie powinno się raczej kwestionować. Stoję więc, z rękami w kieszeni swojego płaszcza i wydaję mi się, że świat oszalał, bo oto właśnie ja, Nott, milczę, kiedy mój kuzyn, Burke, gada. W słowach marynarza również, podobnie jak Wynonna, słyszę zagraniczny akcent i mam ochotę głęboko westchnąć - Rosjanie. Żadnych więcej słów, bowiem wyraża to wszystko. Nie odzywam się jednak, a jedynym znakiem mojego zirytowania jest to, że unoszę brwi i nieznacznie przewracam oczami, ciągle przenosząc wzrok z jednego na drugiego, oczekując dalszego rozwoju wydarzeń.


Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   08.11.16 20:43

Milczenie Wynonny nie było czymś nowym. Zdecydowanie i spokojnie można było wysnuć wniosek że było elementem jej osobowości z którym chyba każdy się już oswoił. To nie tak, że milczała zawsze. Po prostu milczała często. Lubiła(!), odezwać się czasem by w ramach zwykłej - przeważnie nie uskutecznianej - pogawędki zamienić kilka zdań z rodziną. Ale tylko z nią. Teraz jednak nie czas był na to. Stali w dziwnym szyku. A może znów całkowicie normalnym i naturalnym jakby? Quentin pośrodku - jako najstarszy z całej trójki, odrobinę bardziej w przodzie niż ona i Alastair który znajdował się po jego prawicy. Twarz jej nawet nie drgnęła, gdy kapitan odezwał się. Dłonie nadal mocno wciskała w kieszenie ciepłego płaszcza. Mimo że był już marzec powietrze o poranku było chłodne sprawiając, że każde słowo obarczone były malutką mgiełką wydobywającą się z ust przy wydechu. Nie zdziwiły ją też słowa brata. Wszak nie było się co dziwić jego zachowaniu było logiczne. Chciał mieć pewność że nie zostaną oskubani i oszukani przez kapitana. Zdziwiło ją jednak milczenie kuzyna - z ich trójki to on był tym, który pozornie mówił najwięcej. Teraz jednak milczał postanawiając chyba tak samo jak i ona pozostawić rozmowę z kapitanem Quentinowi.
Na słowa Quentina coś błysnęło w ostrym spojrzeniu Rosjanina. Przez chwilę mierzył wzrokiem lorda Burka. Przez statek przetoczyła się cisza. Potężna. Głucha wręcz. Zdawać by się mogło, że nawet załoga oczekiwała na to, co zrobi. Ten zaś nieśpiesznie przeniósł spojrzenie na drugiego mężczyznę w tym specyficznym składzie, by potem jeszcze uważniej zmierzyć Wynonnę unosząc ku górze brwi na widok jej - skrywanych pod płaszczem - spodni. Finalnie swoje spojrzenie znów ogniskuje na Quentinie. Mija jedna sekunda, dwie, trzy a w końcu pięć. I po tym czasie kapitan wybucha gromkim śmiechem klepiąc się po brzuchu. Załoga dołącza do niego.
-Masz tupet panie. - mówi w końcu unosząc dłoń do brody którą przez chwilę chwilę się bawi. Dziwna to broda jest. Cała biała - tak samo jak włosy, ale w przeciwieństwie do nich dziwnie długa. Podczas gdy włosy ledwie odrastają od głowy tak broda sięga mu aż do połowy klatki piersiowej. - Jeśli wypadnie smok zgodzę się na pańską propozycję, jeśli nie płaci pan całość. - mówi wyciągając z kieszeni galeona. Nawet nie poczekał na odpowiedź mężczyzny tak, jakby nie miał istniała szansa by nie zgodził się na ten jakże korzystny układ.
W końcu moneta wzlatuje powietrze. Kapitan łapie ją a potem układa na swoim przedramieniu. Zanim jednak odsłania wynik swojego rzutu rzuca spojrzenie każdemu ze stojącej trójki, jakby żeby sprawdzić jakie są ich reakcje.

/Quentin rzuca kostką, jeśli wypadnie mniej niż 51 zakład wygrywa Burke, jeśli 51 i więcej to po kapitana stronie jest szczęście
Alastair w zależności od reakcji Quentina możesz próbować przekonać kuzyna żeby zapłacił całość lub spróbować nakłonić kapitana do tego by pozwolił nam zapłacić połowę później - w obu wyżej wymienionych przypadkach Quenio musi rzucić więcej niż 50 - na obie akcje rzucasz kostką.




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.  
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f284-durham-posiadlosc-nad-wear http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   09.11.16 10:18

Nikt się nie odzywa. Stoimy w przejmującej ciszy, w błysku w oczach kapitana, który mógłby nas oślepić swoją gromowładnością. Hardo wytrzymuję to nieprzyjemne spojrzenie przewiercając go swoim własnym. Nazywam się Burke, nie będę się kajać przed byle Rosjaninem bez rodowodu, o nieznanym mi statusie krwi, o ograniczonych zasobach pieniężnych. Nie wyznacza dla mnie żadnych wartości, a rządzi się jakby był nie wiadomo kim. Dziwię się sam sobie - do tej pory zawsze opanowany, dzisiaj trafia mnie jasny szlag, bynajmniej nie ten bijący ze wzroku siwobrodego. Nie wiem ile mija czasu - może to sekundy, a może minuty. Lub lata. Stoję twardo na statku oczekując na jakiekolwiek słowa. Nagle cisza bombardowana jest salwami niezrozumiałych dla mnie śmiechów – poczucie humoru zostawiłem w innym kufrze. Marszczę brwi uznając nieprzyjemność tak głośnych wrzasków drażniących przewód słuchu, zirytowanie narasta z każdą chwilą. Mam tupet? To ty go masz, człowiecze malutki, że śmiesz dyktować warunki lepszym od siebie. Nie mówię tego wprost, raczej sam się prostuję jak kot gotowy do ataku.
Jeszcze słyszę ten durny zakład. I zanim zdołam zaprzeczyć, burknąć na temat tej dziecinady, ten już podrzuca monetą w górę. Nawet nie obserwuję trajektorii jej lotu, spojrzenie mając utkwione w wyraźnie rozbawionej twarzy kapitana. Zaciskam mocno szczęki błagając siebie w myślach o pohamowanie swoich dzikich zapędów. Tego głosika w głowie nakazującego rzucenie na wszystkich zaklęcia imperiusa. Przełykam ślinę, nadal nie zaszczycając monety ani jednym spojrzeniem - nie mam najmniejszego pojęcia co wypadło i co robić w tej sytuacji. Jestem gotów znaleźć inny statek, byleby nie dać się wykiwać temu podstarzałemu typkowi. Zaciskam palce w pięści.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.



Ostatnio zmieniony przez Quentin Burke dnia 09.11.16 10:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   09.11.16 10:18

The member 'Quentin Burke' has done the following action : rzut kością


'k100' : 17


Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   13.11.16 19:43

Wciąż - co do mnie niepodobne - milczę. Może po prostu wszystko to co działo się w moim życiu sprawiło, że nie byłem chwilowo szczególnie rozmowny? A może uważałem, że nie mam właściwie nic do powiedzenia? Zapewne oba. Nie odzywam się także gdy kapitan rzuca monetą, a ta lśni w powietrzu i wykonuje kilka obrotów. Niemal niedostrzegalnie przewracam oczyma, jakby niespecjalnie interesował mnie wynik rzutu. Najwyżej znajdziemy inny statek - dla kogoś o naszym statusie majątkowym nie powinno być to problemem. W najgorszym razie może wreszcie postanowię użyć swojej, tak zwanej "charyzmy" i spróbuję przekonać Rosjanina, w ten czy inny sposób.
Kiedy kapitan chwyta monetę i pokazuje nam na wyciągniętej dłoni symbol smoka, nie robię nic nadzwyczajnego. Postawny mężczyzna najwyraźniej nie ma wyboru, teraz musi przystać na naszą propozycję. Zastanawiam się, czy nie rzucić mu jakiejś uwagi po rosyjsku, jednak nie robię tego. Tym samym uświadamiam sobie, jak długo nie używałem tego języka - w końcu w Anglii nie miałem ku temu zbyt wielu sposobności. Wraz z kuzynostwem ruszam za obcym, który prowadzi nas do naszych kwater i staram się być mentalnie obecny we wszystkim co dzieje się dookoła mnie, choć mój wzrok i moje serce dawno porwała już migocząca poniżej nas woda i szum fal rozbijających się o siebie. Miłością do morza zaraził mnie mój dawny przyjaciel, lord Glaucus Travers, jednak nawet bez niego często zdarzało mi się szukać ucieczki w żegludze. Sam, niestety, nie znałem się na tym na tyle by spełniać na statku jakąś odpowiedzialną funkcję, choć wciąż miałem nadzieję, że może kiedyś się to zmieni. Tylko co na to moja przyszła żona, kimkolwiek by nie była? Kto wie? Może będę miał szczęście i trafię na kogoś pokroju Lucindy, czy nawet Cressidy? W głębi serca marzyłem tylko o tym, by moja narzeczona nie okazała się zaborczą i kapryśną kobietą, z resztą mógłbym chociaż spróbować jakoś się dogadać.




Let's stay lost on our way home
Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   21.11.16 19:06

Nie drgnęła, ani nie wstrzymała oddechu gdy złota moneta poszybowała do góry. Nie wierzyła w szczęście, znała jednak swoich kompanów. I choć kapitan Morozowa uchodził za specyficznego osobnika, to jednocześnie też posiadał swojego rodzaju renomę. Może i podróż z nim nie należała do najprzyjemniejszych – jeśli oceniać ją pod względem luksusów do których przywykła większość szlachty – ale z pewnością była najszybsza. A każdy w kogo żyłach płynęła krew Burków cenił sobie tak samo czas, jak złoto i milczenie.
W końcu moneta ukazała  im oczom symbol smoka. Stanęło na propozycji Quentina, choć zadecydował o tym ślepy los któremu Wynonna rzadko kiedy powierzała jakiekolwiek sprawy. Po uregulowaniu zapłaty ruszyli w trójkę za kapitanem, który pokazał im ich komnaty. Dzień się dopiero zaczynał. I choć Burke zazwyczaj zakładała z góry najgorsze tak minął on bez większych niespodzianek. Nie miała pojęcia co w wolnym czasie robił jej kuzyn czy brat, ona studiowała mapy naprzemiennie z podręcznikiem do rosyjskiego. Wszak Allastair znał język, ale nie byłaby sobą gdyby nie spróbowała podłapać choć kilku słówek zanim wejdą na obcą ziemię. Sen przyszedł szybko. Kołysanie statku wpływało na nią kojąco i nużąco. Zgasiła świeczkę oddając się w objęcia Morfeusza.

5 marca
Burza przyszła szybko i ciężko było powiedzieć co konkretnie ją spowodowało. Przynajmniej jeśli chodzi o warunki pogodowe bowiem Wynonna mogłaby przysiąc że gdy późnym popołudniem wyszła na pokład zaczerpnąć świeżego powietrza i rozprostować nogi niebo było przejrzysta i nie jawiła się na nim nawet jedna chmurka. Po dwóch kwadransach przyglądania się niebu i marynarzom uznała że lepiej spożytkować czas w bardziej produktywny sposób – wróciła więc do swoich komnat. Nie długo jednak pochylała się nad pergaminami. Ostre, porywiste wstrząsy targały całym statkiem. Znajoma ciekawość i potrzeba działania rozbudziła się w niej. Musiała wyjść i pomóc w razie potrzeby. Zależało im na tym by nie nabywać opóźnień jeszcze przed dotarciem do Rosji. Przysiadła na pryczy i zasznurowała buty. Ledwie zdołała się podnieść gdy poleciała na posłanie ponownie, obijając głowę o ścianę kwatery. Fale przybrały na sile i nie zapowiadało się by coś miało się zmienić. Ruszyła do drzwi próbując lawirować i poruszać się w rytm fal. Dojście na pokład zajmowało dłużej poruszanie się w rytm fal, które tego rytmu de facto nie miały zbyt stałego, wcale nie było prostym zadaniem. Zanim wyszła postawiła kołnierz i naciągnęła kaptur na głowę, wyciągając różdżkę by móc w razie potrzeby z niej skorzystać. Kilka kroków później była już na zewnątrz, wśród deszczu zacinającego okropnie o takiej sile że jego uderzenia dawały o sobie znać. Rozejrzała się po pokładzie analizując otoczenie. I już po chwili czując za plecami obecność Quentina i Allastaira. W niektórych wypadkach byli jednomyślni. Jeden z masztów został złamany przez uderzenie pioruna. Wiele rzeczy walało się po pokładzie kompletnie zmieniając swoje wcześniejsze położenie. Niedaleko złamanego masztu leżała sterta lin. Do tego w ich stronę zmierzał kapitan, był wściekły już z daleka krzyczał coś, co rozwiewał szalejący nad nimi wicher. Wynonna nie zamierzała czekać aż podejdzie - i tak nie znała języka, pertraktacjami z Morozowem musiał zająć się jej kuzyn. Ona zaś machnęła różdżką w stronę lin chcąc jeden koniec każdej przywiązać do stabilnego masztu drugi zaś do każdego z nich. Może i liny utrudniały poruszanie się, ale zapewniały to, że nikt z nich nie opuści statku bez własnej zgody.


Każdy rzuca kostką :
 




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.  


Ostatnio zmieniony przez Wynonna Burke dnia 21.11.16 19:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   21.11.16 19:06

The member 'Wynonna Burke' has done the following action : rzut kością


'k100' : 95


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f284-durham-posiadlosc-nad-wear http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   23.11.16 15:13

Pozostajemy w milczeniu. Nawet wtedy, kiedy moneta zmienia trajektorię lotu, obraca się w ciężkim, mroźnym powietrzu i ląduje na ręku zakichanego kapitana. Smok. Wygrywam? Nawet nie wiem - wyczytuję to z miny tego śmiałka, któremu teraz zrzedła mina. Już nie jest taki wesoły, taki rubaszny, taki dowcipny. Mimo to nie dostrzega w mojej twarzy oznak tryumfu - nadal jestem zirytowany, nadal minę mam zaciętą. Bez słowa wyjmuję sakiewkę płacąc połowę dogadanej sumy. Może dzięki temu nas nie wyrzuci w diabli zimną wodę, a może z czystej przekory i tak nas tam zrzuci podczas snu - tego nie wiem. Nie żegnam się z nim nawet, rzucam wymowne spojrzenia Wynonnie i Alastairowi, którzy chyba zasnęli z powodu tych emocji towarzyszących zakładowi. Zabawa jak podczas obserwacji gumochłona, zaiste fascynujące. Już wiemy, że wypływam bez poczucia humoru. Tak jak wspomniałem, zostało ono w innym bagażu. Powoli reszta podwładnych zjawia się na pokładzie, ale ja na nich nie patrzę. Skinięciem głowy żegnam rodzinę, po czym udaję się do swojej kajuty. Rzucam tam bagaż wypakowując tylko niezbędne przedmioty. Kładę się na niewygodnej pryczy przeklinając cicho pod nosem - co mnie podkusiło do wybrania tak marnego statku? Nie wiem kiedy rozmyślania zakłóca wyczekiwany sen. Trwający w dzień, w nocy - zdecydowanie za długo.
Budzę się kiedy już buja, głową uderzam w drewnianą ścianę. Nie przepadam za tego typu formą transportu, ale inaczej się nie da. Przebieram się naprędce starając się utrzymać w pozycji siedzącej. Jest trudno, nawet bardzo, dlatego udaje mi się to z mocnym opóźnieniem. Z różdżką w dłoni, zawinięty we wszystko, co się da, wypadam, na pokład. Orientując się, że niesamowicie się ślizgam po mokrym drewnie. Przytrzymuję wolną dłonią spadający od wiatru kaptur, nie mam się czego trzymać. Sytuację ratuje siostra, która unieruchamia nas linami. Oby nie do tego złamanego masztu.
Zebrawszy siły rzucam szybko zaklęcie reperujące zniszczone drewno, przez które możemy mieć same problemy. Jest mi zimno, mróz szczypie w policzki, zbiera mi się na mdłości od tego kołysania, ale wierzę, że jakoś damy sobie radę. Załoga jest równie licha co jej przywódca, skoro jeszcze tego nie ogarnęli i to właśnie my musimy się z tym borykać. Cholera, nie znam się na żeglarstwie.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   23.11.16 15:13

The member 'Quentin Burke' has done the following action : rzut kością


'k100' : 77


Powrót do góry Go down
Alastair Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3799-alastair-nott http://www.morsmordre.net/t3820-iuventas http://www.morsmordre.net/t3819-the-sky-is-the-limit http://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor http://www.morsmordre.net/t3821-alastair-nott
Urzędnik Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
26
Szlachetna
Zaręczony
Hell is empty and all the devils are here
5
17
0
0
5
1
4
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   28.11.16 23:56

Byłem przyzwyczajony do takich ewenementów jak burza - zdarzyło mi się w końcu już wielokrotnie płynąć statkiem. Najwyraźniej mam dzisiaj dzień milczenia - może za długo przebywam w towarzystwie Burkowego kuzynostwa - bo nie odzywam się niemal wcale przez cały dzień. Wciąż dręczy mnie niedawna rozmowa z Lucindą i groźba wiszącego nade mną małżeństwa. Jeżeli mam być szczery, osobiście wolałem pójść z tym statkiem na dno, niż żenić się z zadufaną szlachcianką. Cóż, pozostawało mi jedynie czekania na wiadomość o tym kim ta nieszczęsna dziewczyna była - może mi się poszczęści, może chociaż ten raz. Szanse były w sumie niemal takie same jak w przypadku rzutu monetą Quentina, więc może i mnie uda się wyrzucić smoka? A może mój kuzyn wyczerpał miesięczny przydział szczęścia dla naszej rodziny? Nie wiedziałem.
Kiedy Morozow z krzykiem zmierza w naszą stronę stoję niewzruszony i jedynie unoszę do góry brew w zdziwieniu. Wynnonie udaje się utrzymać nas na powierzchni, jej brat skutecznie naprawia maszt. Zobaczymy w jakim humorze jest dzisiaj nasz ulubiony Rosjanin. Przewracam w głowie strony niewidzialnej księgi, nieco zbyt nerwowo jak na mnie, szukając odpowiednich słów, którymi mogę się posłużyć. Standardowa metoda nie pomaga - w tym całym zamieszaniu jedyne do czego zdolny jest mój mózg, to bezustanne krzyczenie rosyjski, rosyjski, na brodę Merlina! Wzdycham, a moje westchnienie zostaje porwane przez gwałtowny wiatr, więc nikt nie może go usłyszeć. Jednocześnie zamiast stać dalej jak kłoda kieruję się w stronę kapitana, wychodząc mu na przeciw. Moje zielone oczy znajdują się teraz na poziomie jego własnych ślepiów i uśmiecham się moim politycznym uśmiechem, w duchu błagając opatrzność bym nie zapomniał, jak mówi się po rosyjsku.
- Kapitanie - rozpoczynam i z ulgą słyszę we własnych słowach melodię i brzmienie obcego języka - Jak z pewnością dojrzałeś, mój kuzyn zdążył już w czasie pańskiego narzekania naprawić maszt, śmię wobec tego wysunąć twierdzenie, że jednak na coś się przydamy. Z pewnością bardziej tu, niż pod pokładem.
Mówię uprzejmym tonem, choć nieznoszącym sprzeciwu - w całej zaistniałej sytuacji jednak wciąż boję się, że coś mogło pójść nie tak. Oczywiście, to zdecydowanie był rosyjski, ale czy na pewno powiedziałem to, co miałem na myśli?


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   28.11.16 23:56

The member 'Alastair Nott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 22


Powrót do góry Go down
Wynonna Burke
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke http://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 http://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 http://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812
Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
24
Szlachetna
Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
7
7
10
0
2
1
4
8
Czarownica
Snow Queen

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   06.12.16 12:40

Niezawodnie z precyzją chirurga Wynonna mocuje siebie i rodzinę do lin. Później raz jeszcze macha różdżką by obwiązać i kapitana. Ostatnie czego było im potrzeba to pozostanie na pastwie kilku majtków. Morozowv może i był przez większość czasu wrzodem na tyłku, ale znał się na rzeczy. Nie skupiając się na jego słowach - których i tak nie rozumie Wynonna postanawia zadbać o bezpieczeństwo reszty załogi, pewnie nikt by się nie spodziewał że przejmie się losem kilku ludzi. Po prawdzie faktem jest, że nie robi tego z troski a dla zysku. Strata marynarzy zdecydowanie spowolni ich podróż. Dlatego z uporem i cierpliwością wiąże niezliczone ilości liny to do jakiejś stałej części statku, to do kolejnego ludzkiego istnienia. Machnięcie, za machnięciem.
I Quentin zdaje się mieć co robić. Naprawa masztu dopiero początkiem. Gdzieś obok nich rozlega się grzmot, a zaraz po nim piorun z precyzją uderza w kadłub statku. Robi się nieciekawie. To fakt, nawet kapitan na chwilę zamyka usta które wykrzywia w grymasie niezadowolenia. Jego spokojna postawa jest doprawdy godna podziwu bowiem widać, że wiele osób pod nim powoli zaczyna trząść nogami ze strachu. Na nowo odwraca twarz w stronę stojącej trójki z której woda spływa potokami. Kilka długich sekund mija w rytmie szalejącej burzy i bujającego statku.
W końcu Morozov zostawia ich bez słowa na kolejną chwilę podczas której, w rozjaśnionej grzmotami nocy, można dostrzec zniszczeń dokonanych na statku. Każda rzecz znalazła swoje nowe miejsce, większość jest zniszczona. Masz - choć naprawiony przez Quentina, stracił na przydatności gdyż żagiel porwany jest w strzępy. Woda wlewa zza burt i nieba. Nim jednak którekolwiek coś robi wraca kapitan, spoglądając na Alastaira wypowiada kilka zdań w rodzimym języku.
Z słów kapitana, a może bardziej tonu w jaki mówi i faktu że zawołał jednego ze swych ludzi jasno wynika że podzieleni zostaną na dwie grupy. Kapitan wskazuje na Quentina a potem na swojego człowieka i zejście pod statek. Potem zaś na Wynonnę i Notta.

/Quentin nie rzuca, może jednak od razu zejść pod podkład nie czekając na instrukcje. All rzuca kostką na zrozumienie zadań od kapitana.




You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.  
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 http://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 http://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 http://www.morsmordre.net/f284-durham-posiadlosc-nad-wear http://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
17
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jak diabeł nie może, to Burków da-1956   15.12.16 12:25

Jest zimno, jest ciemno, jest koszmarnie. Mam ochotę zawrócić do domu - szkoda, że nie mogę, wielka szkoda. Czuję, jak wzbiera deszcz, jak fale uderzają o burty, jak wstrętnie kołysze. Przymocowani jesteśmy linami do statku, a ja i tak mam wrażenie, że zaraz wyfruniemy z pokładu wprost w mroźną toń szalejącej wody. Słyszę szumy, uderzenia, odgłos uderzanych kropel od płaszcza. Wreszcie decyduję się naprawić maszt - stoi właśnie piękny, dumny, bez uszczerbku. Jestem mocno zdziwiony, że w takich warunkach udaje mi się poprawnie rzucić zaklęcie. Niesamowite. Marszczę brwi oraz czoło z lekkiego zdenerwowania. Wszyscy coś robią, krzątają się, a i tak nie widać żadnych efektów. Dalej jest beznadziejnie. Trzeba było wybrać statek Traversów, tam to z pewnością wygląda inaczej - tak sobie właśnie wmawiam. Zerkam to na Wynonnę, to na Alastaira szukając w ich twarzach zrozumienia. Wreszcie spoglądam na znienawidzonego kapitana pozostającego we względnym spokoju. Jednak z niewiadomych przyczyn sprawia wrażenie, jak gdyby nie wiedział co robić. To mnie jeszcze bardziej denerwuje. Wręcz czuję nieznośny ucisk paniki w żołądku. Dobrze, że jest on pozbawiony treści, w przeciwnym razie nieźle by fikała z nami po tym statku.
Wtem uderza w nas piorun. Głuchy, donośny huk rozlega się dookoła. Mimowolnie się w sobie kulę przez ułamek sekundy - ze strachu. Unoszę wzrok na poszarpany żagiel wiedząc już, że jest źle, bardzo źle. Przeklinam w duchu wszystkich Rosjan oraz to, że to na pewno oni sprowadzili na nas to nieszczęście. To pewnie ten buc-szef po przegranym zakładzie zrobił nam na złość, na pewno. Próbuję utrzymać równowagę, zrozumieć coś ze słów wypowiadanych do kuzyna. Patrzę na nich, ale nic nie rozumiem. Gest potrafię odczytać - zejście na dół z obcym marynarzem. Świetnie, tego mi trzeba. Niecierpliwię się, denerwuję coraz mocniej. Ściskam w dłoni różdżkę kiwając głową na tamtego człowieka. Idę za nim - chcę przeżyć, ba, nawet dotrzeć na miejsce we względnym zdrowiu. Błagam. Niech ta podróż się już skończy.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
 

Jak diabeł nie może, to Burków da-1956

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Numerologia
» Kobieta to diabeł
» Tajniki Tarota
» "Niebieski Diabeł" i jego słodycz: Seria niefortunnych zdarzeń
» 08.01.1956 r.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17