Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój na piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Pokój na piętrze   27.10.16 21:04

Pokój na piętrze

Mniejszy od głównego salonu i znajduje się na piętrze, nieopodal kwater sypialnych Lyry. Ze znajdującego się w nim balkonu roztacza się widok na wybrzeże. Nadal znajduje się tutaj sporo bibelotów i pamiątek zgromadzonych jeszcze przez poprzedniego właściciela, wisi tu także kilka portretów dawnych członków rodów Travers, a także pejzaże przedstawiające miejsca istotne w historii rodu. Lyra ma zamiar kiedyś powiesić obok nich obrazy swojego autorstwa, ale póki co jeszcze nie naruszyła "duszy" tego miejsca, czasami jedynie przychodząc tutaj podumać, pomyszkować w szufladach starych komód i serwantek, a niekiedy wykorzystuje ten pokój do mniej oficjalnych spotkań.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   27.10.16 21:10

| 15.03?

Lyra spędziła większość poranka, spacerując wokół posiadłości w poszukiwaniu oznak nadchodzącej wiosny. Powietrze było cieplejsze niż jeszcze miesiąc temu, a resztki śniegu zniknęły z podwórza, pozwalając trawie nieśmiało zacząć się zielenić. Wiosna była chyba ulubioną porą roku dziewczęcia, był to czas, kiedy wszystko budziło się do życia i kwitło. Już niedługo zapewne ta okolica miała przemienić się w istny raj dla artystycznej duszy. Nowa pora roku niosła ze sobą jednak inną, mniej przyjemną rzecz – już wkrótce Glaucus miał wyruszyć na swoją pierwszą dłuższą wyprawę, co wprawiało Lyrę w stres. Cressida uprzedzała ją o tym, jednak dziewczyna i tak czuła smutek na myśl o spędzeniu paru tygodni samotnie, bez męża. Będzie sama w tym wielkim dworku, jeśli nie liczyć skrzatów, i wprawiało ją to w konsternację, bo do tej pory zawsze mieszkała z kimś; z matką i braćmi, a potem z Garrettem, w międzyczasie uczęszczając do Hogwartu, gdzie również nie była sama. Potem wyszła za mąż i nawet, jeśli Glaucus opuszczał posiadłość, to nie znikał na długi czas.
Zaproszenie Rosalie było dość spontanicznym pomysłem. Panna Yaxley przed jej ślubem udzielała jej wskazówek na temat szlacheckiego życia, ale później nie widywały się zbyt często; tylko na ślubie Lyry i sabacie noworocznym, który zakończył się tragicznie dla nestorów ich rodów i kilku innych osób. Niedoszły ślub Yaxleyówny również zakończył się fatalnie, dlatego Lyra dopiero dużo później zdobyła się na zaproszenie dziewczyny do swojej nowej posiadłości, by pokazać, że rzeczywiście wzięła sobie do serca jej rady i potrafi być godną szlachcianką. Trochę jednak się obawiała tego spotkania, jednak, skoro Rosalie zgodziła się tu zjawić, może nie będzie tak źle?
Zaprowadziła ją do pokoju na piętrze, gdzie, zgodnie z jej poleceniem, skrzat chwilę wcześniej przyniósł herbatę oraz ciasto ułożone na błękitnych talerzykach malowanych w morskie wzory. Niestety nie mogła ugościć jej dziś w salonie, ponieważ niedawno przygarnięty kociak zapaskudził dywan i pazurkami podrapał obicie kanapy.
- I co o tym myślisz? – powiedziała, pozwalając jej wejść przodem do urządzonego w granatowych barwach pokoju, z którego okna roztaczał się wspaniały widok na okolicę. – Przyznaję, że długo trwało, zanim przyzwyczaiłam się do mieszkania tutaj. Przez pierwsze dni myślałam, że to tylko sen, bo jak to możliwe, że taka skromna, nijaka Weasleyówna jak ja została żoną Glaucusa i zamieszkała z nim w takim dworze?
Opadła na jeden z foteli, przygładzając materiał sukienki. Podczas oglądania domu ani słowem nie zapytała na temat jej samopoczucia po niedoszłym ślubie, czując, że jest to bardzo drażliwy temat.
- Mam nadzieję, że wszystko u ciebie w porządku, Rosalie – powiedziała tylko, przyglądając jej się. – Ale dawno się nie widziałyśmy. Bardzo dawno.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   31.10.16 20:00

Zaproszenie od lady Travers nie było dla mnie niczym niespodziewanym. Pewna byłam, że prędzej czy później w końcu mnie do siebie zaprosi, a ja, prawdę mówiąc cieszyłam się, że nastąpiło to trochę później, niż bym się na początku tego spodziewała. Było to zwykłe towarzyskie spotkanie, podczas którego, z tego co wiedziałam, miał nie towarzyszyć nam lord Travers. Dlatego swój ubiór dobrałam odpowiednio do zaistniałej sytuacji. Zwykła, prosta, długa suknia, z przodu zapinana na guziki, na długim rękawie i z kołnierzykiem. Prosto, a jednak z klasą. Suknia miała jednak nietypowy kolor biel przełamana z szarością, a materiał był z dziwnej faktury, lekko koronkowa. Nie do końca byłam pewna, czy ten ubiór mi pasował, jednak, gdy stałam przed lustrem stwierdziłam, że wyglądam ładnie, a dobrane dodatki dodały mi blasku. Emanowałam naturalnym pięknem, sądzę, że nawet w domowej podomce można było się mną zachwycić.
W posiadłości Traversów pojawiłam się o umówionej godzinie. Od razu zostałam wpuszczona do środka, a przez nową gospodynię tego domu - zaprowadzona na piętro. Tam obie weszłyśmy do, jak sądzę, mniejszego salonu, który utrzymany był w kolorystyce rodu. Bardzo ładny, elegancki i zdecydowanie “morski” jeśli można było tak ująć. Być może nie moje klimaty, aczkolwiek nie można było odmówić uroku temu miejscu.
- Bardzo ładny pokój - przyznałam na pytanie Lyry.
Słuchałam dalej jej słów, sama swoje kroki, zamiast do kanapy, kierując w stronę okien. Tam rozprzestrzeniał się cudowny widok, który potrafił zauroczyć. Jednak ja, przyzwyczajona do widoku lasu i bagien za oknami, nie mogłam przyzwyczaić się do tej ilości światła i dochodzącego do nas cichego szumu wody. Odwróciłam się w stronę lady Travers, gdy ta wspominała o sobie jako biednej Weasley’ównie i przewróciłam oczyma.
- Lyro, przestałabyś w końcu nazywać się Weasley’ówną, ponieważ nie jest to zbyt dobrze odbierane w towarzystwie - zauważyłam. - Nosisz teraz inne nazwisko, przynależysz do innego rodu i ciągłe wspominanie o przeszłości ci nie służy. Rozumiem, że być może posiadasz ciągle silne relacje wraz z braćmi czy swoją dalszą rodziną, jednak powinnaś umieć się już pohamować.
Nie chciałam, aby moje słowa brzmiały jak krytyka, jednak dochodziły do mnie głosy, że dziewczyna zdecydowanie przesadza z takimi stwierdzeniami, a ja, jako osoba, która wzięła na swoje barki powinność nauczenia Lyry jak żyć w towarzystwie, miałam pełne prawo, aby móc ją skierować na odpowiednie tory. Osobiście nie wyobrażałam sobie, że jako mężatka, posiadająca inne nazwisko, miałabym ciągle chodzić i wspominać o sobie jako o księżniczce z bagien i każdemu przypominać o swojej przeszłości. Przecież liczy się teraźniejszość.
Idąc za Lyrą i ja zasiadłam w jednym z foteli układając dłonie na kolanach i czekając, aż herbata naleje się do mojej filiżanki. W końcu powinna już mnie ona oczekiwać. Spojrzałam na koleżankę posyłając jej lekki uśmiech. Radziła sobie coraz lepiej, chociaż jeśli miała zostać kiedykolwiek panią tego domu i dobrą gospodynią, która potrafi przyjmować gości, musiała się jeszcze trochę nauczyć. Chociażby tego jak rozporządzać skrzatami.
- U mnie wszystko dobrze, powoli wracam do normalności - przyznałam, omijając jednak temat swojego niedoszłego małżeństwa. - Jak twoja kariera malarska? Nadal masz czas na malowanie obrazów?
Ciekawa byłam jak Lyra godzi oba te światy. U mnie też się szykowały zmiany, te mniej i bardziej zawodowe.
Przyłożyłam dłoń do wisiorka w kształcie lili wodnej, aby sprawdzić, czy w odpowiednim miejscu znajduje się na mojej szyi. Drugą ręką natomiast sięgnęłam po filiżankę, aby w ciepłej cieczy zatopić swoje usta.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   01.11.16 10:13

Cały dworek Lyry i Glaucusa był utrzymany w kolorystyce i motywach charakterystycznych dla rodu Travers. Praktycznie każde pomieszczenie w jakiś sposób nawiązywało do morskich motywów, nie brakowało także przedmiotów przywiezionych z wypraw (niektóre przywiózł sam Glaucus, a po ślubie zostały przeniesione do tego dworku), i nawet w ogrodzie stały rzeźby przedstawiające morskie postacie i wodne stworzenia. Dla Lyry to była pewna nowość, bo dorastała bez przepychu i rodowej symboliki, bez okazałych wnętrz i pięknych strojów. Ale musiała przyznać, że bardzo jej się to podobało, w jaki sposób ród Glaucusa dbał o swoje tradycje i dziedzictwo.
Zwróciła uwagę na to, że Rosalie podeszła do okna. Ją samą też zawsze urzekał ten widok, bo nigdy wcześniej nie miała okazji mieszkać blisko morza. Z jej pracowni także roztaczał się wspaniały widok i nawet widziała z niej morze.
Uśmiechnęła się lekko.
- Tak, jest pięknie... Mamy tu w pobliżu nawet własną plażę, możemy tam później pójść, jeśli zechcesz. – Plaża była jednym z najbardziej ulubionych miejsc Lyry. I chociaż odczuwała paniczny lęk przed głęboką wodą, lubiła spacerować wzdłuż plaży lub stać na brzegu, w bezpiecznej odległości nie narażającej jej na powtórzenie się nieprzyjemnych doznań. Często tam chodziła, czasami sama, czasami z mężem. Niemal namacalnie czuła jego szczęście spowodowane bliskością morza.
Kiedy Rosalie wytknęła jej sposób myślenia, Lyra zarumieniła się i spuściła nieznacznie wzrok. Chociaż wyszła za mąż i zmieniła nazwisko, w środku często nadal była Weasleyówną, niepewną siebie, z niskim poczuciem własnej wartości i pogubioną w tym nowym dla niej świecie. Różnica pomiędzy starym a nowym życiem była ogromna.
- Nie posiadam – zaprzeczyła odruchowo dosyć słabym i drżącym głosem, a przez jej twarz przemknął cień na myśl o braciach, którzy nie zaakceptowali jej nowego życia i nie chcieli w nim uczestniczyć. – Już nie.
Jeszcze mocniej opuściła głowę, nagle bardzo interesując się zawartością swojej filiżanki. Jej policzki były mocno zaczerwienione pod piegami. Chociaż to nowe życie tak bardzo ją pociągało, trudno było całkowicie zapomnieć o starym, zwłaszcza jeśli sprawa braci i konfliktu, jaki powstał między nimi, wciąż nie potrafiła dać jej spokoju.
- Wiem, przepraszam. Jestem teraz Traversem, zaczęłam nowe życie. Muszę przestać babrać się w przeszłości – przytaknęła więc, chociaż wiedziała, że łatwiej było coś powiedzieć, a trudniej zrobić. – Chcę być prawdziwą szlachcianką, taką jak ty czy Cressida. To siostra mojego męża, sporo mi mówi o życiu wśród Traversów.
Lyra wiedziała, że Rosalie miała dobre chęci, dzieliła się z nią swoją wiedzą i doświadczeniem. Była prawdziwą szlachcianką, kwintesencją tego, jaka powinna być młoda dziewczyna z dobrego rodu. I naprawdę aż trudno było uwierzyć w problemy, które niedawno jej się przytrafiły, ale Lyra wyczuła, że Yaxleyówna nie potrafi lub nie chce rozmawiać o niedoszłym ślubie. Więc i Lyra ominęła ten temat.
- Dziękuję, ma się naprawdę dobrze. Oczywiście, że mam czas, w końcu to moja praca oraz pasja w jednym, nie wyobrażam sobie, że mogłabym żyć bez sztuki – odpowiedziała, lekko unosząc filiżankę do ust. Zdecydowanie wolała rozmawiać o sztuce niż o relacjach z braćmi, które były dla niej bardzo trudnym tematem. – Nie mogę narzekać na brak propozycji, jestem w trakcie przygotowań do otwarcia nadchodzącej wiosennej wystawy w jednej z londyńskich galerii, i niedawno nawet sam Lanford Fawley zaproponował mi swój mecenat – przyznała z dumą; jako pełna marzeń i ambicji artystka była bardzo dumna ze swoich sukcesów. Zdecydowanie było być z czego dumnym, zwłaszcza kiedy było się młódką pochodzącą z ubogiego rodu, która skończyła Hogwart zaledwie niecały rok temu. A z małżeństwem jej to w żaden sposób nie kolidowało, malarstwo było przecież odpowiednim zajęciem dla młodej mężatki, tym bardziej, że Glaucus i tak spędzał wiele czasu poza domem, a już za dwa tygodnie miał wyruszyć na pierwszą dłuższą wyprawę.
- A jak ma się praca w rezerwacie jednorożców? Szkoda, że już nie będę mogła ich zobaczyć – powiedziała smutno, zdając sobie sprawę, że jednorożce nie będą tak ufne wobec kobiety zamężnej i raczej nie pozwolą jej podejść zbyt blisko.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   08.11.16 0:53

Słuchając jej słów przyglądałam się widokowi za oknem. Plaża brzmiała bardzo przyjemnie i na pewno z chęcią bym się tam wybrała. Ostatni raz byłam tam w lato, jeszcze podczas letniego festiwalu i to na pewno byłaby miła odmiana od bagnistych jezior Fenland. Świeże, morskie powietrze na pewno dobrze mi zrobi.
- Chętnie się przejdę na plażę - przytaknęłam.
Ucieszył mnie fakt, że Lyra zrozumiała o mi chodziło. Jej zarumienione policzki i spuszczona głowa sprawiła mi pewnego rodzaju satysfakcję, że nadal liczy się z moim zdaniem i nadal chce pobierać nauki, mimo że już przecież nie musi. W końcu jest już szlachcianką i to pełnoprawną. Na jej odpowiedź, że nie posiada już bliskich kontaktów z rodziną na początku lekko się zdziwiłam, dopiero potem lekko się uśmiechając.
- To nawet lepiej - stwierdziłam, lekko wzruszając ramionami. - Przynajmniej nic cię nie trzyma i możesz z czystym sumieniem o tym zapomnieć. A twoi bracia i tak nie byli najlepszym towarzystwem, chociaż, może nie powinnam wyrażać się tak o lordach.
W moim głosie czuć było nutkę obrzydzenia, gdy o nich wspomniałam. O ile w ich towarzystwie nigdy nie dałabym po sobie poznać, że coś jest nie tak, tak nakazywała w końcu etykieta, to jednak przy Lyrze, absolutnie nie bacząc na jej uczucia, pozwoliłam sobie na dozę szczerości.
Pokiwałam kilkakrotnie głową, na kolejne słowa Lyry ze satysfakcją, mając nadzieję, że w końcu to wszystko zrozumie i zacznie się zachowywać tak, jakby naprawdę tak było. Już nie była Weasley’ówną i jeśli chciała, aby na salonach postrzegano ją jako lady Travers, to musiała na to jeszcze zapracować. Przede wszystkim swoim nastawieniem, które wołało o pomstę do nieba.
Słuchałam jej uważnie jak opowiadała o swojej pracy i było mi bardzo miło, że tak dobrze jej się wiodło zawodowo. To było bardzo szczodre ze strony lorda Traversa, że pozwolił swojej żonie na dalszy rozwój i aby zarabiała swoje własne pieniądze. Dopiero, gdy przyszło mi stracić swoją pracę, wtedy zorientowałam się jak wiele to dla mnie znaczy i jak bardzo chciałabym, aby i mój przyszły partner mi na to zezwolił. Oczywiście dostosowałabym się do jego woli, ale nie miałabym nic przeciwko, gdybym mogła się dalej rozwijać.
- To bardzo się cieszę, lord Fawley na pewno pomoże ci wejść na jeszcze wyższy poziom. Powinnaś podziękować swojemu mężowi, że ci na to pozwala, bo, mam nadzieję, że o tym wiesz, ale to od jego dobrej woli zależała twoja dalsza kariera. Jak widać, zależy mu na tobie, co jest rzadko spotykane - dodałam w lekkiej zadumie.
Lyra zapytała mnie jak mi się wiedzie z jednorożcami. Faktycznie, ona już nie była w stanie się do nich zbliżyć. A przecież miałam ją zabrać jeszcze przed jej ślubem. Gdyby się tak nie pospieszyli, na pewno byśmy zdążyły. A tak, no cóż. Pozostawało pokazać je jej na obrazku w książce.
- Bardzo dobrze, ja również dostałam pewnego rodzaju awans. Mój ojciec na niego przystał, dzięki czemu doradzam teraz w zarządzie rezerwatu - pochwaliłam się. - Spadły na mnie nowe obowiązki i zdobywam nowe doświadczenie, które, mam nadzieję, niedługo mi się przyda.
Ale, nie chcąc rozmawiać tylko o pracy, zechciałam poruszyć z nią temat, który ostatnio był bardzo popularny, a to przez to, gdy pojawił się nowy artykuł w Walczącym Magu. Nie byłam pewna, czy Lyra go przeczytała, miałam jednak nadzieję, że nie będę musiała jej uświadamiać.
- Czytałaś ostatni artykuł z walczącego maga? - zapytałam. - Tego o rozpoznawaniu zdrajcy krwii.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   10.11.16 19:51

Lyra dawniej miała do dyspozycji co najwyżej okoliczne pola, ale teraz praktycznie codziennie chodziła na spacery w okolicę morza. Uśmiechnęła się więc, gdy Rosalie powiedziała, że chętnie się tam przejdzie. Mogły udać się tam zaraz po wypiciu herbatki i zwiedzeniu dworku (Lyra chciała pokazać pannie Yaxley jeszcze swoją pracownię).
Niepewną siebie młódkę łatwo było wpędzić w zakłopotanie, a wiedziała, że Rosalie jest znacznie bardziej doświadczona w szlacheckim życiu, dlatego liczyła się z jej zdaniem, no i nadal uważała ją za swego rodzaju autorytet w kwestii bycia dobrą szlachcianką. Jej do tego jeszcze dużo brakowało, wiedziała o tym, chociaż starała się nadrabiać swoje zaległości. Korzystając z dobrodziejstw nowego dworku, kiedy tylko nie musiała malować, poświęcała czas na poszerzanie umiejętności, które powinna posiąść.
Kiedy jednak rozmowa zeszła na temat jej braci, Lyra odwróciła spojrzenie. Był to temat bolesny, trudny, ale nawet teraz poczuła nieprzyjemne ukłucie w sercu, słysząc, jak Yaxleyówna wypowiadała się na ich temat. Z niechęcią, wzgardą, a przecież byli jej rodziną.
- Proszę, nie mów tak – powiedziała cicho, po chwili wahania podnosząc wzrok na półwilę. – To nadal są moi bracia, są dla mnie ważni, chociaż nie zaakceptowali mojego nowego życia i nie chcą w nim uczestniczyć. Tęsknię za nimi i zastanawiam się, czy jest możliwe, żebyśmy się kiedyś pogodzili.
Zacisnęła nieznacznie powieki, starając się jednocześnie utrzymać jak najbardziej kamienny wyraz twarzy. Było to trudne, miała także wrażenie, że Rosalie nie przepadała za jej braćmi. Wydawali się należeć innego świata, a Lyra stała okrakiem na granicy tych dwóch światów, rozdarta między swoimi pragnieniami, rosnącym przywiązaniem do męża i pasją do malarstwa, a tęsknotą za bliskimi.
- Barry był tutaj jakieś dwa tygodnie temu. Pokłóciliśmy się, wytknął mi, że jestem szlachecką marionetką, kazał mi wracać do męża... a potem znikł! – skrzywiła się na wspomnienie tamtej rozmowy. Może nie powinna o tym wspominać, ale chciała się komuś wygadać, rozwiać swoje wątpliwości, czy aby na pewno zrobiła dobrze, pozwalając mu tak po prostu odejść. – Dlaczego nie potrafią zrozumieć, że naprawdę chciałam wyjść za Glaucusa i jestem tutaj szczęśliwa?
Glaucus dawał Lyrze naprawdę dużo swobody. Nie zabraniał jej pracy malarki ani utrzymywania kontaktów ze znajomymi, chociaż oczekiwał od niej szczerości i nie ukrywania przed nim ważnych spraw czy problemów.
- Glaucus nie zabroniłby mi malować. Wie, że kocham to tak, jak on kocha morze i podróże – powiedziała, wzdrygając się na samą myśl, że jej największa pasja, sztuka, mogłaby być zależna od woli męża. I że równie dobrze mogła trafić na kogoś, kto nie chciałby, żeby w ten sposób się realizowała i żeby malowała także zarobkowo. – Ale oczywiście, jestem mu wdzięczna za okazane mi wsparcie. Sam wyposażył moją pracownię w niezbędne rzeczy. – Przelotnie wspomniała w myślach tamten dzień, kiedy oboje z Glaucusem krótko po ślubie urządzali pomieszczenie przeznaczone na jej pracownię. To był bardzo miły dzień.
- Mam nadzieję, że twój przyszły mąż również pozwoli ci robić to, co kochasz i będziesz mogła pozostać w rezerwacie. Nie rezygnuj ze swoich pasji, zresztą, jeśli mężczyzna chce twojego dobra, nie powinien ci tego zabraniać – powiedziała, zdając sobie sprawę, że Rosalie już nie będzie mogła pracować z jednorożcami, ale może będzie mogła zajmować się ich rezerwatem w inny sposób. Dla Lyry to było naprawdę smutne, że istnieli mężczyźni, którzy mogliby chcieć pozbawić swoje żony możliwości rozwijania swoich zainteresowań. Tylko co im to dawało?
Kiedy Rosalie zmieniła temat na kwestię ostatniego artykułu z Walczącego Maga, Lyra poruszyła się niespokojnie. Kiedy pierwszy raz przeczytała ten artykuł, wzbudził w niej dość silne emocje, a także niepokój. Najpierw referendum, a teraz to... Czyżby w ich świecie naprawdę zaczęły nasilać się antymugolskie nastroje oraz podziały?
- Czytałam – powiedziała ostrożnie, odruchowo zerkając na swoje rude włosy; artykuł jako jedną z oznak bycia zdrajcą wymieniał rudość. Ród jej pochodzenia słynął z rudych włosów i w niektórych kręgach cieszył się opinią rodu zdrajców krwi. – Wydaje mi się... dosyć kontrowersyjny, chociaż chyba nie powinno mnie to dziwić, biorąc pod uwagę niedawne referendum w ministerstwie. – Lyra jednak, chociaż nie była uprzedzona do osób nieczystej krwi i w referendum zagłosowała przeciwko nowym reformom, nie uważała siebie za zdrajczynię. Chciała być szlachcianką, w końcu spełniła swój obowiązek wobec rodu i wyszła dobrze za mąż, a przecież samo to, że wśród jej znajomych były osoby półkrwi albo że miała rude włosy, nie czyniło jej jeszcze zdrajcą. Nie rozumiała fanatyzmu i oderwanych od rzeczywistości bredni, jakim wydawał się być przesycony cały artykuł, ale w obecności Rosalie powstrzymała się od okazywania swoich odczuć. – Mam nadzieję, że nie wierzysz w to, o czym tam pisali? – zapytała tylko, bo przecież uważała Rosalie za rozsądną dziewczynę, która nie skreśli ich znajomości za sam fakt rudości Lyry, czy tego, że nie wszyscy jej znajomi posiadali nienagannie szlachetną krew.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   20.11.16 18:51

Zdziwiona byłam trochę wyznaniem Lyry. Chociaż w sumie byłam nawet ją zrozumieć. Chociaż ja, przed swoim niedoszłym ślubem, pogodziłam się z faktem, że będę musiała zostawić swoją rodzinę i oddać się innej, tak Lyra nie była na to przygotowana i może faktycznie był to dla niej zbyt duży szok. Wysłuchałam jednak jej słów dość uważnie, układając usta w prostą linię i przez chwilę nie wiedząc, co jej odpowiedzieć.
- Uważam, że nie - stwierdziłam w końcu. - Twoi bracia należą do zupełnie innego świata, nie zrozumieją, że możesz chcieć być szlachcianką, nosić piękne suknie, bywać na salonach i mieszkać w pięknym domu. Czasami się dziwię, że twoi bracia chociaż czasami pojawiają się na balach, nikomu nie zrobiłoby różnicy, gdyby nie przychodzili w ogóle.
Może i temat braci Lyry był dość niewygodny dla jej samej, to ja jednak nie miałam zamiaru jej okłamywać. Cieszyłam się, że chociaż jedna Weasley’ówna wyszła na dobrą czarodziejkę, która w końcu zadbała o dobre imię swojego rodu i wykonała swoją powinność.
- Szlachecką marionetką? - prychnęłam pod nosem. - Skoro im nie odpowiada szlacheckie życie, to zawsze mogą zrezygnować ze szlacheckiego nazwiska i wieść życie zwykłego czarodzieja. Chociaż może przemawia przez niego zazdrość, że tobie się udało, a jemu nie? Nie wiem, nie mam pojęcia i według mnie absolutnie nie powinnaś się tym przejmować. Masz teraz męża i to jego zdanie powinno być dla ciebie najważniejsze.
Gdy słuchałam o ich relacji z lordem Traversem, aż zrobiło mi się miło, że dziewczyna tak dobrze trafiła. Niewiele panien miało takie szczęście, by ich mężowie pozwalali im na wszystko, czego chciały. Oczywiście, suknie, biżuteria, bezpieczeństwo, ale nieraz pasje musiały odejść na dalszy plan. Tak miało być również i w moim przypadku i oczywiście uszanowałabym wolę męża, jakakolwiek by ona nie była. Jej dalsze słowa jednak zirytowały mnie lekko. Dziewczyna chyba nadal nie rozumiała na czym polega związek małżeński, nie istniało coś takiego jak miłość. Chociaż starałam się z tym pogodzić, wmawiać to sobie i innym i udawać, że absolutnie coś takiego nie istnieje, to w głębi serca pragnęłam tego jak mało kto. Jednak takie słowa, jeśli padały z ust innych, niemiłosiernie mnie drażniły.
- Lyro, obowiązkiem żony po ślubie jest być obok męża i urodzić mu dziedzica. To, czy pozwoli ci na pasje, to tylko jego dobra wola, z którą nie należy się sprzeciwiać. Nie ma tu nic do rzeczy, że jeśli cię kocha to ci pozwoli i mam nadzieję, że w końcu to zrozumiesz.
Westchnęłam cicho, upijając łyk herbaty z filiżanki i uniosłam wzrok dopiero, gdy Lyra zdecydowała się odnieść do artykułu. Również zerknęłam na jej rude włosy, dlatego też poruszyłam ten temat, aby sprawdzić jaką ma opinię na ten temat i miałam nadzieję, że dowiem się czegoś ciekawego.
- Masz rację, dość kontrowersyjny, bardzo jednoznacznie wskazuje na ród Weasley’ów jako ród zdrajców. A twoi bracia swojej rodzinie nie pomagają w odzyskaniu dobrego mienia. Mamy pozytywne relacje, to znaczy Yaxley’e z Weasley’ami, ale to nie oznacza, że będziemy bronić zdrajców - powiedziałam bez żadnych ogródek. - Ale ty, Lyro… mam nadzieję, że twoje kontakty nie wybiegają poza normy, w jakich powinnaś się poruszać. Na pewno nie przyniosłoby ci to dodatkowej chwały, a jedynie utrudniło dążenie do wyższej pozycji w społeczeństwie. Twój lord musiałby się za ciebie wstydzić…
Lyra była gryfonką, a tam było takich pełno, co mimo swojej czystej krwi lubili się ze zdrajcami, mugolakami i półkrwi. Miałam głęboką nadzieję, że Lyra takich kontaktów nie posiada i nie będę musiała się od niej odwracać, jeśli okaże się, że ma bliższe znajomości z osobami, z którymi nie powinna.
- Nie, akurat rudość włosów nie jest wyznacznikiem, ani tym bardziej zapach glonów, chociaż tutaj… jesteśmy nad morzem, sądzę, że zapach glonów jest między innymi zapachem morza
Uśmiechnęłam się do niej uprzejmie, po raz kolejny upijając łyk z filiżanki.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   26.11.16 17:56

Lyra zawsze była pewna, że ślub niczego nie zmieni, ale nie zauważała (może nie chciała zauważyć?), że dwa światy, świat Weasleyów i świat szlachecki, dzieli aż tak duża przepaść. Dlatego rozłam w relacjach z rodzeństwem był dla niej tak wstrząsającym i nieprzyjemnym przeżyciem, i pozostawił ją rozdartą. Nie wiedziała, komu powinna być lojalna – tej starej czy nowej rodzinie? Dlaczego w ogóle musiała wybierać i dlaczego to, w jakiej rodzinie się urodziła, miało dla niektórych aż takie znaczenie?
Tak, jej bracia żyli w innym świecie, pozbawionym blichtru i przepychu salonów, ale chyba tylko Lyra przejmowała się tym, jak jej ród jest postrzegany. Dlatego tym bardziej zależało jej na spełnieniu powinności i mimo strachu przed zobowiązaniem, jakim był ślub, zgodziła się na zaaranżowanie jej zaręczyn, co wiązało się również z wejściem w ten szlachecki świat. Zupełnie nie potrafiła zrozumieć, dlaczego jej bracia odnosili się do niego z taką nieufnością, wręcz niechęcią, podczas gdy Lyrę tak ekscytowały wszelkie bale i inne wyjścia, cieszyła się, mogąc ubrać się w piękne suknie i tańczyć z narzeczonym, a później mężem. Dlaczego nie dali Glaucusowi przynajmniej szansy?
- Właśnie tym teraz jestem. Marionetką bez własnego zdania, która pozwoliła się wpakować w małżeństwo – westchnęła. I chociaż czuła, że Rosalie miała sporo racji, to i tak czuła żal, może właśnie dlatego, że tak było w istocie. Wybrali różne drogi, które trudno było pogodzić, ale mimo wszystko byli jej rodziną i kiedy Rosalie wspominała o nich z taką niechęcią, czuła, jakby ktoś wbijał w jej ciało zimne, ostre odłamki.
- Nie rozmawiajmy już o tym, proszę – powiedziała więc, obawiając się, że byłaby gotowa powiedzieć coś nieprzyjemnego, dlatego wolała wyprowadzić konwersację z tak grząskiego gruntu. Bo chociaż bardzo zależało jej na akceptacji Rosalie, nie mogła tak obojętnie tolerować obrażania jej rodziny.
Jeśli chodzi o małżeństwo, Lyra nie wiedziała, jak to wyglądało u innych. Trudno było jej jednak wyobrazić sobie to, co mówiła Rosalie, ponieważ ze strony swojego męża nigdy (przynajmniej do tej pory) nie zaznała żadnego przymusu. Glaucus nie próbował zmieniać jej życia ani zakazywać robienia tego, co kochała. Był bardzo tolerancyjny, wydawał się nie mieć nic przeciwko temu, że miała swoje zainteresowania i nie była całkowicie od niego uzależniona.
Dlatego też, słysząc słowa Rosalie, uniosła brwi, i mimowolnie poczuła pewien smutek na myśl o tym, że ta dziewczyna naprawdę wierzyła, że ślub będzie oznaczać dla niej koniec posiadania swojego zdania i pasji, oraz konieczność biernego dostosowania się do wszystkich kaprysów męża. Tylko dlaczego tak myślała? Czy to możliwe, że prawdziwe szlachcianki były tego uczone tak, jak były uczone sztuki, tańca, poruszania się i innych niezbędnych umiejętności?
- Ślub nie musi oznaczać wyrzeczenia się wszystkiego – powiedziała więc. Sama musiała bardzo zmienić swoje życie, ale jej pasje pozostały tym, co nierozerwalnie wiązało tę starą Lyrę z nową. – Dlaczego zakładasz, że twój mąż nie pozwoli ci robić tego, co lubisz? Dlaczego miałby to zrobić?
Może pod tym względem nadal myślała trochę jak Weasley, nie potrafiąc uwierzyć, że inne szlacheckie małżeństwa są dużo bardziej restrykcyjne niż jej związek z Glaucusem, oparty na wyrozumiałości i zaufaniu, nie zakazach i nakazach. Jak Rosalie mogła się tak łatwo godzić na unieszczęśliwienie jej?
Artykuł był kolejnym trudnym, grząskim tematem. Oczywiście, Lyra była świadoma, jak niektóre rody postrzegają Weasleyów, ale czy to naprawdę był powód, żeby piętnować ich na łamach czasopisma? Bo nawet jeśli nie padło ich nazwisko, rude włosy należały do najbardziej charakterystycznych cech Weasleyów. Byli z tego wręcz znani, i było to równie absurdalne, jak zapach glonów. W myśl tego podpunktu wszyscy Traversowie również musieliby zostać uznani za zdrajców z powodu kultywowania morskich tradycji i życia blisko wybrzeża.
- Nie mam na to wpływu, mogę odpowiadać tylko za swoje sumienie i swoje decyzje – powiedziała. Mogła próbować na swój skromny sposób podratować honor rodu, zgadzając się na aranżowane małżeństwo, ale inni członkowie rodziny sami decydowali, czy podjąć się takich zobowiązań, czy może wybrać wolność. Jej próba porozmawiania z Garrettem skończyła się, jak się skończyła. Może słusznie miał do niej żal. A i jej brakowało odwagi, żeby wykonać jakikolwiek ruch, więc oddała się życiu Lyry Travers, odkrywając, że mąż coraz więcej dla niej znaczy.
Na kolejne pytanie Rosalie nie odpowiedziała. Zamiast tego powoli wstała i podeszła do okna, wpatrując się w dal. Wcale nie uważała swoich kontaktów za nieodpowiednie ani nie chciała zrywać wszystkich znajomości tylko dlatego, że wyszła za mąż. Wciąż wierzyła, że jakoś da się to pogodzić i nie będzie musiała zastanawiać się, komu powinna być lojalna.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   14.12.16 20:22

Nie uważałam, jakoby Lyra była marionetką. Zachowywała się tak, jak powinna się zachowywać. Podporządkowała się decyzji matki, przyjęła nazwisko męża, zmieniła ród i na dobre jej to wyszło. Była jednak pełna obaw, jakby sama do końca nie wiedziała czy to co robi na pewno jest słuszne. A kto miał to wiedzieć jak nie ona sama? Spojrzałam na nią, wysłuchałam jej i delikatnie pokręciłam głową. Niby przyjmowała moje nauki, ale przez swoje związki z braćmi nie potrafiła ich w stu procentach zastosować. Trzeba było to uciąć, inaczej nic z tego nie wyjdzie.
- Nie jesteś marionetką, zachowujesz się tak jak przystało i nikt nie powinien ci niczego zarzucić - stwierdziłam stanowczym głosem. - Musisz zerwać ze swoimi kontaktami z braćmi, oni cię ciągle próbują zbuntować, zmienić twoje decyzje wpływając na twoje sumienie. Nie pozwalają ci wieść szczęśliwego życia, czy tak zachowują się prawdziwi bracia? Bo ja w to wątpię.
Może i moje słowa były ostre, jednak przekazałam jej całą prawdę taką, jaką ja widziałam. I byłam święcie przekonana o słuszności swoich słów. Lyra dopiero osiągnie szczęście i wyzwoli się spod Weasleyów gdy zerwie z nimi absolutny kontakt. Weasleye są dość krytycznie postrzegani, za swoje upodobania, za to co robili w przeszłości. Dlaczego nie rozumieją, że większość rodów zabrałoby im tytuł szlachecki? Chociaż braciom Lyry zapewne nie zrobiłoby to większej różnicy, nawet by się nie zorientowali.
- Jeśli tak chcesz, to nie musimy, ale powinnaś uporządkować swoje życie rodzinne i skupić się na tym co masz teraz i na przyszłości - dodałam jeszcze, lekko wzruszając ramionami.
Naprawdę wierzyłam w słowa, które wypowiedziałam. Tak zostałam wychowana, takie nauki odebrałam. Nie tylko mąż miał władzę nad żoną, ale i ojciec nad córką. Mój ojciec był wobec mnie bardzo surowy, często zabraniając mi tego co chciałam, tłumacząc to obawą o moje zdrowie. A ja ufałam mu w stu procentach i jeśli mówił, że tak będzie lepiej, to, chociaż bardzo mnie to bolało, zgadzałam się z jego zdaniem. Ostatnio pierwszy raz powiedziałam mu “nie” i było to dla mnie niezwykle trudne. Sama nie wiem skąd znalazłam w sobie tyle odwagi, aby to zrobić i jakim cudem, widząc jego surowe spojrzenie, nie podkuliłam ogona i nie przeprosiłam za samą próbę sprzeciwu.
- Nie musi, ale może. Wychowywałam się bez ojca, nie wiesz jak duży wpływ na życie, najpierw panny, a potem kobiety ma mężczyzna. To ojciec, bracia i kuzyni mają najpierw władzę nad dziewczyną, potem w dniu zawarcia ślubu, ta władza przechodzi na męża - zaczęłam jej jeszcze raz wszystko dokładnie tłumaczyć. - Kobiety obowiązkiem jest wspierać swojego partnera, zgadzać się z każdym jego słowem, a sprzeciw, w bardziej konserwatywnych małżeństwach, może wiązać się z konsekwencjami.
Wcale nie czułam się unieszczęśliwiona. Prawdę mówiąc, byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby znalazł się mężczyzna, który byłby odpowiedzialny i potrafił wziąć na swoje barki również i moje życie. Miał być dla mnie ochroną, miał mnie bronić i zapewnić byt, w zamian miałam być dobrą żoną.
- Spełnienie obowiązku wobec męża powinno być największym szczęściem dla kobiety, nawet jeśli będzie się to wiązać z utratą własnych marzeń. A ty nie cieszysz się na to, że będziesz mogła spełnić swój obowiązek?
Obserwowałam Lyrę, gdy odpowiadała mi na temat gazety. Odpowiedziała słusznie, nie mogła brać odpowiedzialności za własny ród, tylko i wyłącznie za siebie. Nie spuściłam z niej wzroku nawet gdy wstała i podeszła do okna. Liczyłam na to, że odpowie mi, że wcale nie ma takich kontaktów… no ale była gryfonem. Gryfonem jest się zawsze.
- Jeśli chcesz być traktowana jak szlachcianka, musisz się jak szlachcianka zachowywać. Dotyczy to również twoich kontaktów, gryfonem się być nie przestaje, ale lepiej dla ciebie będzie, jeśli w twoim przypadku się uda - dałam jej delikatnie znać, że jeśli cokolwiek jest na rzeczy, to powinna z tego zrezygnować.
Odstawiłam filiżankę i również podeszłam do okna. Chciałam zmienić temat na jakiś przyjemniejszy, więc oparłam się o parapet, głowę przekręcając w stronę Lyry i patrząc na nią z lekkim uśmiechem i zainteresowaniem.
Na samą myśl jakie pytanie chciałam jej zadać lekko zarumieniłam się i miałam ochotę się zaśmiać, jednocześnie widząc już oczami wyobraźni jak piękne czerwone buraczki zrobią się z jej policzków. Pamiętałam ten śliczny erotyk, który Lyra dostała na wieczorku poetyckim u Darcy, wtedy to było dla niej zdecydowanie za dużo.
- Jak wam idą starania o nowego potomka? Czy lord Travers dobrze wywiązuje się ze swojego obowiązku? - Zapytałam. - Nie mogę się już doczekać małego Traversa, twój mąż na pewno byłby bardzo zadowolony z syna, prawda?





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   16.12.16 16:12

Przez chwilę w zamyśleniu wpatrywała się w Rosalie. Panna Yaxley od dawna jawiła jej się jako ideał młodej szlachcianki i poważnie traktowała jej nauki. I jakkolwiek słowa o braciach były bolesne, udało jej się zasiać w dziewczęciu iskierkę wątpliwości. Przygryzła wargę, starając się jednak utrzymać spokojny wyraz twarzy. Sama nie wiedziała, co robić, więc prawdopodobnie pozostawało jej po prostu czekać. W tej naiwnej nadziei, że wszystko prędzej czy później samo się ułoży i uda jej się ogarnąć swoje życie.
Nigdy nie zaznała męskiego wpływu, o jakim mówiła Rosalie. Dorastała bez ojca, tylko z matką i braćmi. Ci owszem, przez długi czas mieli na nią wpływ, szczególnie najstarszy z nich, w którego mała Lyra była zapatrzona, ale nigdy nie doświadczyła przymusu i trudno było jej sobie to wyobrazić, że byłaby do czegoś zmuszana wbrew swojej woli.
- Masz rację, nie wiem. Nigdy tego nie zaznałam. Mój ojciec... Nie było go przez większość mojego życia – zgodziła się. Ciekawe, kim by była, gdyby ojciec był dla niej kimś więcej niż mglistym wspomnieniem z dzieciństwa i miał realny wpływ na jej życie? – Z konsekwencjami? – Czy Glaucus mógłby wymierzyć jej konsekwencje w przypadku różnicy zdań? Trudno było jej sobie to wyobrazić, zwłaszcza że nigdy nie wymagał od niej posłuszeństwa i przytakiwania we wszystkim. – Cieszę się, ale staram się to pogodzić. Glaucus... on stara się mnie rozumieć. Wie, że to mnie uszczęśliwia. – Gdyby zrezygnowała z własnych marzeń, wtedy faktycznie byłaby marionetką pozwalającą, by to inni decydowali o każdej sferze jej życia. Chciała być dobrą żoną, ale nie marionetką. Oboje z Glaucusem zachowali swoje zajęcia i pasje, i nawet, gdy pewnego dnia ich rodzina się powiększy, będzie mogła spełniać się artystycznie.
Tematu gazety już nie kontynuowała, przypuszczając, że Rosalie nie byłaby zadowolona, słysząc, że wśród znajomych Lyry znajdowały się osoby spoza szlacheckiego grona, więc lepiej było ominąć grząski temat. Mało to gryfońskie, ale może Tiara jednak pomyliła się względem Lyry? Westchnęła cicho, stojąc przy oknie i oddychając rześkim, morskim powietrzem sączącym się przez szparę. Jak się okazało, dobrze, że chwilowo stała odwrócona tyłem, bo pytanie Rosalie rzeczywiście wywołało intensywne rumieńce na jej policzkach.
- Jest dobrym mężem – odpowiedziała nieco wymijająco po chwili wahania, chociaż jej policzki wciąż miały barwę zachodzącego słońca; od ślubu minęły prawie cztery miesiące, ale Lyra wciąż nie spodziewała się potomka... A przynajmniej, nie wiedziała o tym, dlatego na pytanie o dziecko odpowiedziała przecząco. Glaucus też nie wywierał na niej nacisku, chociaż podejrzewała, że w głębi duszy pragnął potomstwa, nawet jeśli nie mówił o tym głośno. Przekroczył już w końcu trzydziesty rok życia. A czego pragnęła ona? Nie była pewna, czy sprawdziłaby się jako dobra matka, mając zaledwie dziewiętnaście lat, ale z drugiej strony, pragnęła w przyszłości trzymać w ramionach delikatne ciałko swojego dziecka, a później patrzeć, jak w dworku i ogrodzie bawią się urocze istotki o zmieniających kolor czuprynkach. – Jestem pewna, że tak. Chciałabym pewnego dnia uszczęśliwić jego i siebie wspaniałą nowiną. – Rodzina Glaucusa wprost nie mogła się doczekać. Podczas każdej wizyty u Traversów, matka jej małżonka dopytywała o dziecko i zachęcała ją do przeglądania ksiąg rodowych w poszukiwaniu odpowiedniego imienia. Lyra nigdy nie powiedziała jej wprost, że wolałaby jeszcze trochę poczekać.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley http://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 http://www.morsmordre.net/t695-rosalie http://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall http://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
22
Szlachetna
Zaręczona
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
0
17
3
5
5
0
7
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   24.12.16 23:45

Nie wiedza jaką ogarnięta była Lyra i jej brak znajomości życia sprawił, że miałam ochotę się zaśmiać. Tak bardzo rozczulała mnie jej postawa, że nawet gdy mówiła kompletne głupoty, o których przecież powinna, jako szlachetnie urodzona panna, wiedzieć, nie potrafiłam się na nią złościć. Jedynie wzdychałam ze zrezygnowaniem, zdając sobie sprawę z tego jak wielkie ta dziewczyna ma braki i jak dużo powinna się jeszcze nauczyć. I nauczyłaby się szybko, gdyby jej mężem nie był miły i kochający lord Travers, a ktoś inny z bardziej konserwatywnej rodzinie i o bardziej konserwatywnych poglądach.
- Myślałaś, że jakikolwiek mężczyzna pozwoli, aby to kobieta rządziła w jego domu? Aby wydawała mu polecenia? Aby stawiała na swoim mimo braku zgody mężczyzny? - zapytałam z delikatnym uśmiechem. - Myślisz, że to dla mężczyzny jakiś problem, aby kobietę sobie przyporządkować? Konserwatyzm nadal jest w rodzinach obecny, mój ojciec nigdy nie pozwoliłby mi, abym się mu sprzeciwiła i gdybym zrobiła coś bez jego zgody, to by mnie ukarał, po prostu.
Nie było w moim głosie żadnego żalu, złości, czegokolwiek co mogłoby wskazywać na mój sprzeciw. Byłam tego nauczona od małego, wiedziałam jak się zachowywać, co mnie czeka, jeśli się nie podporządkuje. Ojciec miał pełny szacunek i autorytet, a jego słowo było najważniejsze i nie ważnym było to, co sama chciałam. Musiałam się dostosować. I to samo będzie, gdy przyjdzie mi złożyć przysięgę wierności przed mężczyzną, z którym będę miała spędzić resztę swego życia.
Wymijająca odpowiedź Lyry wcale nie była taka wymijająca. Przyjrzałam się jej twarzy, jej czerwieniącym się policzkom i miałam wrażenie, że absolutnie nie próżnują. Może na małego Traversa wcale nie będziemy musieli tak długo czekać?
- To dobrze, obyś ty również wypełniała swój obowiązek należycie, lord Travers powinien być z ciebie zadowolony - uśmiechnęłam się, może lekko zawadiacko?
W każdym razie, byłyśmy we dwie, więc raczej nikt nie powinien dowiedzieć się o naszej rozmowie. Zresztą, co w tym dziwnego, w końcu pora już była, aby w końcu na świecie pojawił się jakiś potomek. Sądzę, że uważałam tak samo jak cała ich rodzina. Nie zdziwię się, jeśli z miesiąca na miesiąc coraz więcej będzie pojawiać się takich pytań, w końcu Lyra nie jest mężatką od wczoraj, a od dobrych kilku miesięcy. Im dłużej będą zwlekać, tym gorzej dla niej.
- Lord Travers ponoć wyrusza w podróż, tak? - zapytałam z zainteresowaniem. - Sądzę, że wiadomość o twej brzemienności byłaby dla niego idealnym prezentem powrotnym. Może powinnaś o tym pomyśleć?
Zapytałam tak, jakby dziewczyna miała na to jakiś wpływ. Ale jeśli dobrze się postara, to może im się uda? Kto wie? Ja byłam tym faktem bardzo podekscytowana, sama chciałabym móc już niedługo uszczęśliwić jakiegoś pana, chociaż w moim przypadku było to bardziej skomplikowane przez wzgląd na moją chorobę, która była ogromną przeszkodą. Jednak, nie mi o tym teraz myśleć. Pierw wypadałoby, aby na mym palcu znalazł się pierścionek zaręczynowy, a potem obrączka. Potem będę myśleć o swoich zdrowotnych konsekwencjach moich czynów, które i tak, bez względu na wszystko, musiały zostać wypełnione.
Odwróciłam się w stronę okna, spoglądając mniej więcej w miejsce, w które patrzyła lady Travers. Do moich nozdrzy dotarł również zapach świeżego, morskiego powietrza i nagle przypomniało mi się, że miałyśmy się przejść.
- Oprowadzisz mnie po plaży? - zapytałam.
Chwila poza domem dobrze nam zrobi.





Odnaleziona w życiu, zrodzona w królestwie marzeń – kobieta jest
jak ów kwiat mistyczny
lilia przeczystej bieli
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój na piętrze   25.12.16 12:16

Niestety, Lyra wciąż posiadała duże zaległości i trudno było to ukryć. Nawet w takich błahych, codziennych sytuacjach, jak rozmowa ze znajomą potrafiła wykazać się niewiedzą i niechcący się zbłaźnić, ponieważ wiele sytuacji było jej zupełnie nieznanych.
- Nie, oczywiście, że nie – zaprzeczyła szybko, chociaż trudno było jej sobie wyobrazić surowego, karzącego ją Glaucusa. Bywał zawiedziony, kiedy dowiadywał się, że zataiła przed nim jakąś sprawę, ale nigdy nie widziała go rozeźlonego. Oczywiście, na tym etapie małżeństwa trudno jej było przewidzieć, co przyniesie przyszłość i jak będą wyglądały ich relacje za kilka miesięcy, za rok czy za dziesięć lat. Mimo to ufnie wierzyła, że jej przyjaźń z mężem przetrwa próbę czasu. – Po prostu... Nigdy tego nie zaznałam, ani przed ślubem, ani po nim. Wielu rzeczy o tym, jak być dobrą żoną i szlachcianką, dopiero się uczę.
Rosalie sprawiała wrażenie pogodzonej z tym wszystkim. Mówiła o konsekwencjach i roli kobiet w taki sposób, jakby całkowicie wierzyła, że tak właśnie wyglądał świat, i zapewne jej życie właśnie na taki scenariusz ją przygotowywało. Dorastała pod pieczą surowego ojca, który zapewne miał wobec niej konkretne oczekiwania. Oczekiwania, jakich nikt nigdy nie miał wobec Lyry.
Rozmowa o spełnianiu powinności wobec męża oraz potomstwie bardzo ją peszyła. Mimo że często słyszała pytania o dziecko z ust matki Glaucusa, to i tak ten temat zawsze ją zawstydzał. Trudno było jej też stwierdzić, czy mąż był z niej zadowolony. Był dużo starszy i bardziej od niej doświadczony. Czy spełniała jego oczekiwania? Tego nie wiedziała, dlatego jedyną odpowiedzią na to pytanie był rumieniec na jej policzkach i kilkusekundowa zmiana koloru końcówek jej włosów.
Pod wpływem tych wszystkich nacisków także uświadamiała sobie, że bez względu na jej młody wiek oczekiwano od niej spełnienia obowiązku. Mogła chcieć przedłużać sobie młodość, mogła pragnąć najpierw poznać lepiej swojego męża... Ale powinność była powinnością i (chociaż chciała naiwnie wierzyć, że było inaczej) pewnie mało kto liczył się z tym, co ona sama czuła.
- Tak, wyrusza pod koniec marca. To jego pierwsza dłuższa wyprawa od czasu naszego ślubu – przytaknęła, zastanawiając się, czy Glaucus rzeczywiście byłby szczęśliwy, gdyby tak powitała go po powrocie taką nowiną. A może byłby w szoku? Nie wiadomo, zresztą na ten moment wydawało jej się to jeszcze mało prawdopodobne. Dopiero miała się przekonać, że słowa Rosalie mogły okazać się prorocze. – Chcę, żeby był szczęśliwy. Będę wyczekiwać jego powrotu – powiedziała nieporadnie, bo przecież była pewna, że i tak nie ma wpływu na to, kiedy ogłosi mężowi taką wiadomość.
Nieco niespokojnie poprawiła rękawy sukienki, zamyślając się. Z zadumy wyrwało ją jednak pytanie Rosalie.
- Tak, oczywiście! – zgodziła się, przypominając sobie, że miały się przejść.
Opuściły więc salonik i dworek, przez podwórze kierując się w stronę plaży, gdzie było naprawdę przyjemnie, a fale przez noc wyrzuciły na brzeg ładne muszelki i drobne kamyki. Ten spacer był więc przyjemnym zwieńczeniem ich spotkania, bo w takiej scenerii łatwiej było zapomnieć o wszystkich niezręcznościach.

| zt. x 2






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Pokój na piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku
» Pokój Śmiechu
» Pokój Zakochanych

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Nieaktywni :: Posiadłości :: Norfolk, dworek na wschodnim wybrzeżu-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-17