Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Hej, przygodo! Lipiec, 1951r

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Hej, przygodo! Lipiec, 1951r   29.10.16 17:04

Pierwsza w nocy. Wszystko dokładnie tak, jak ustalili. Nie spał dziś ani chwili z całej ekscytacji. Wyciągnął z szafy swój plecak ze wszystkim co zdążył przygotować na tę podróż. Miał wrażenie, że wszystko, co robi robi potwornie głośno, choć to chyba całkiem normalne, kiedy człowiek próbuje uciec z domu, prawda?
Jeszcze tylko napisał list na kartce. Bo no, nie chciał, żeby rodzice tracili nerwy, myśleli, że ktoś go porwał albo, że on uciekł, bo mu w domu było źle. W tym domu było najdoskonalej na świecie! Tylko tyle, że on chciał przygody. Napisał więc krótko, ale treściwie o tym, że rusza na wycieczkę, że wie, że rodzice by go nie puścili, ale mają się nie martwić, że nic mu nie będzie i, że wróci na pewno przed końcem wakacji no i, że ich kocha i właściwie to tyle. Zostawił kartkę na parapecie i wyszedł ze swoimi rzeczami. Trochę był obładowany, bo i trochę rzeczy potrzebowali. Na szczęście znalazł u jednego z wujów duży plecak idealny na tę okazję.


Kiedy cicho zamykał za sobą drzwi, nie mógł nie zacząć się szczerzyć z ekscytacji. Plecak przyjemnie ciążył na ramionach, ulice były prawie całkowicie puste, dookoła panowała ciemność. Lato było przyjemnie ciepłe, choć dziś akurat zbierało się na burzę i wiał silny wiatr. Pomyślał jeszcze o nie zamkniętym oknie, ale dość szybko doszedł do wniosku, że niczego ważnego raczej pod nim nie ma.
Zamachał na Rycerza i zaraz wszedł do środka najbardziej szalonego środka transportu wszechczasów. I zaśmiał się na widok Titusa, który w nim czekał, zamachał mu. Powiedział tylko kierowcy, że jedzie za Londyn i ruszył do młodszego przyjaciela. Bo jak deprawować to na całego, nie?
- Haha, już byłem pewien, że stchórzysz. - odezwał się do niego i złapał za rurkę, żeby nie polecieć do tyłu, kiedy pojazd ruszył. Rzecz jasna jego starania wiele nie pomogły i może i bardzo nie poleciał, ale i tak udało mu się trochę poobijać. No cóż, w tym miejscu to chyba nic dziwnego?
- Masz mapę? - dodał zaraz, bo tę miał zorganizować Ollivander. Podobnie jak namiot i oby to zrobił. Choć w sumie, nocowanie pod gołym niebem? No dobra, może nie w burzę.
Bott dalej szczerzył się nieziemsko z całej tej ekscytacji i radochy przed podróżą.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hej, przygodo! Lipiec, 1951r   30.10.16 16:59

Bertie jeszcze nie wie, że jego list porwie wiatr, zmoczy deszcz i, że jego rodzina nigdy go nie zobaczy. Jeszcze nie wie, że wszyscy w domu będą myśleli, że Bertie został co najmniej porwany, jeśli nie uciekł przez coś złego. No dobra, na pewno wezmą pod uwagę, że jest po prostu Bertiem, jednak nieobecność ma trwać na tyle długo, że nerwy państwa Bott zostaną poważnie nadszarpnięte. Nie wie także, że do domu odprowadzi go auror, a tam będzie trzeba wysłuchać tyrady o nieodpowiedzialności, braku szacunku, mózgu, wyobraźni i takich tam. Nie wie więc także, że zostanie skazany na areszt domowy, przymus wykonywania obowiązków całego domu i wszelkich dodatkowych jakie tylko rodzinka mu wymyśli oraz, że prawdopodobnie zostanie wysłany dodatkowo do stajni Skamanderów do pracy za sprawą sugestii swojej cudownej dziewczyny w komitywie z nadal wkurzoną matką. Tak, w tym momencie Bertie podejrzewał, że po powrocie to Titus będzie miał jednak bardziej przewalone, bo szlachcicom jednak o wiele więcej nie wypada, nie przystoi i nie wolno. Chyba dlatego podejrzewał, że ten mógłby odpuścić, choć to była tylko bardzo słaba, spychana gdzieś na tyły, na bok myśl bez większego znaczenia.
- Dawaj. - wziął od niego mapę, jak tylko ją dostał. - Dzisiaj musimy się zmyć byle daleko. Bo rodzice na bank spytają w Rycerzu gdzie wysiedliśmy, więc dalej musimy gdzieś nawiać, bo jutro nam się wycieczka skończy. - stwierdził i przesuwał palcem po mapie, a konkretne elementy się przybliżały, lub oddalały. - Chcę zaliczyć najwyższy szczyt na wyspach i przeżyć. No, powaga, głównie to przeżyć.
Zaśmiał się, bo z jego zdolnościami przyciągania wypadków i brakiem umiejętności chodzenia, może to być różnie. Ale no, dadzą radę! - Ale on jest tu. - wskazał punkt na mapie. - To jeszcze Szkocja. Musimy sobie zrobić fotki z tymi facetami w spódniczkach.
Zaznaczył, bo oczywiście zabrał swój aparat! - W ogóle w Szkocji bym trochę połaził. To taki główny plan. Wysiadamy za Londynem i próbujemy złapać stopa, może do Sheffield narazie? No, bliskie cele. Tam też są jakieś lasy i skałki to się tam można rozbić i przesiedzieć chwilę, bo jutro trzeba odespać i musimy wszystko jako-tako zaplanować.
Zadecydował, składając mapę i oddając ją Ollivanderowi w chwili, kiedy Rycerz znów z impetem się zatrzymał. - Pora wysiadać!
I faktycznie wysiedli, a pojazd zniknął. I... w sumie to byli sami na pustkowiu. Bertie spojrzał w niebo z którego pewnie niedługo dość mocno lunie deszcz, wzruszył ramionami i ruszył w przeciwną stronę, niż autobus, który wracał do Londynu.
Niewiele tą drogą jeździło, więc szli tak ładnych kilka godzin czasem się przepychając, czasem wydurniając. Zaczęło lać koło trzeciej w nocy. Plecak Bertiego na szczęście był zabezpieczony nałożonymi jeszcze przez wuja zaklęciami, ale jego ubrania już po chwili lepiły się do ciała.
- No dobra, przynajmniej nie walnął w nas piorun! - wyszczerzył się do Ollivandera zadowolony ze swojego nędznego dowcipu, nie zamierzając się jeszcze ani zatrzymywać, ani tym bardziej zawracać!
Minęło ich w tym czasie kilka aut, ale żadne się nie zatrzymało, nie zareagowało na przyjazne kciuki dwójki dzieciaków z plecakami. Dopiero po czwartej jakiś człowiek zaczął zwalniać widząc ich i zatrzymał się kilka metrów przed nimi. Bertie podbiegł zaraz i uśmiechnął się szeroko do człowieka koło trzydziestki, z pokaźnymi wąsami i ciemnymi, gęstymi włosami.
- Rodzice wiedzą o tej wycieczce, dzieciaki? - spytał. - Możecie wsiadać, ale rozłóżcie ten koc z tyłu, żeby mi auta całkiem nie zamoczyć.
Dodał zaraz i Bertie faktycznie wskoczył do tyłu i rozłożył koc na którym mieli siedzieć na siedzeniach, kładąc plecak w swoich nogach. Człowiek wydawał się trochę... dziwny. Ale no, co się może stać?
- Jasne, że wiedzą, sami nas namawiali, żeby coś samodzielnie w końcu zrobić. - odpowiedział zaraz. - Gdzie najbliżej Szkocji nas pan może wyrzucić?
Spytał, kiedy już siedzieli, a z radia samochodowego bardzo kiepskiej jakości dało się słyszeć jakąś mugolską piosenkę. Bertie zaczął nucić pod nosem.
- Będziecie w połowie drogi do Liverpoolu. - odpowiedział podając nazwę jakiejś małej miejscowości, na co Bertie energicznie pokiwał głową. Spojrzał na Ollivandera z entuzjazmem świadczącym o tym, że na liście miast, o jakie chce zahaczyć pojawiła się dodatkowa pozycja.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hej, przygodo! Lipiec, 1951r   02.11.16 12:28

Rozsiadł się wygodniej na materacu, krzyżując na nim nogi i z zaciekawieniem przyglądając się to mapie to Bertiemu. Chwilę milczał i zdawał się jakiś taki poważny, ale już za moment w całym swym entuzjazmie wyrzucił do góry obie ręce.
- To brzmi super! - wszystko mu się podobało! I motyw podróży do Szkocji i wspinaczka na najwyższy szczyt i nawet zdjęcia z gościami w spódniczkach. Zacisnął palce wokół swoich kostek, co rusz kiwając głową - tym oto gestem dając Bottowi do zrozumienia, że chłonie każde jego słowo.
- Komu w drogę temu czas! - zakrzyknął, zeskakując z łóżka i sięgając po swoje bagaże - plecak zarzucił na ramiona, zaś namiot pochwycił w ręce, przyciskając go mocno do piersi. Pożegnał się z bileterem, a gdy jego stopy dotknęły podłoża, mocno wciągnął w płuca, chłodne, prawie że deszczowe powietrze.
I faktycznie wkrótce zaczęło lać, ale zimne strugi cieknące mu po kręgosłupie wcale nie ostudziły entuzjazmu młodego panicza.
- Nie mów hop, Bertie. - roześmiał się, spoglądając w niebo, gdzie ani jedna gwiazda nie wyglądała zza skłębionych chmur.
Czas leciał, raz wydawało mu się, że każda sekunda wlecze się w nieskończoność, innym razem, kiedy wdali się w rozmowę, nawet nie zauważył jak zleciało kolejne pół godziny.
Kiedy w końcu jakieś auto zatrzymało się na poboczu, Ollivander ruszył biegiem za przyjacielem, równie ciekawsko zaglądając do wnętrza samochodu. Wyszczerzył się w uśmiechu, takim sposobem witając gościa z wąsem. Wgramolił się do auta zaraz za Bertiem, rzucając pod nogi namiot i zdejmując plecak, który umieścił gdzieś pomiędzy nim samym, a bagażami Botta. Dał starszemu mówić, a sam tylko gapił się w okno, na zalany deszczem świat. I im dłużej słuchał kropli stukających o szybę, tym bardziej chciało mu się spać, więc co rusz rozcierał zmęczone ślepia, albo ukradkiem ziewał, przysłaniając usta wierzchem dłoni. W końcu łeb mu opadł i Titus na krótką chwilę przysnął, kołysany przez dźwięki z radia i odgłosy natury.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott http://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 http://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
16
20
0
0
0
0
1
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hej, przygodo! Lipiec, 1951r   04.11.16 13:16

Bertie z trudem się trzymał, ale nie usnął w trakcie drogi. Ktoś musiał przytakiwać, czy jakkolwiek rozmawiać z ich kierowcą. Niby powinien też patrzeć na drogę, ale to i tak mijało się z celem, bo Bertie nigdy nie był w tych okolicach. Poza Londynem bywali na jakichś wakacjach, to jednak zawsze przy pomocy sieci fiuu, a ta wycieczka miała być w pełni mugolska, żeby trudniej było ich znaleźć. Bo Bertie nie wątpił, że rodzice będą ich szukać, żeby im tę całą zabawę ukrócić.
Kiedy wąsaty mężczyzna zatrzymał auto, zaczynało już świtać. Byli faktycznie w jakiejś niewielkiej mieścinie, niedaleko lasu. Bertie szturchnął więc Ollivandera, żeby ten się obudził, podziękował za podwózkę, zabrał swój plecak o Titusowy namiot i wysiadł patrząc, jak samochód odjeżdża między domy.
- Noo... to mamy pierwszy dzień. - przeciągnął się mocno. Ostatecznie był tylko dzieciakiem, zdecydowanie nie był przyzwyczajony do zarywania nocek, więc teraz poruszał się odrobinę flegmatycznie i myślał tylko, gdzie by tu się rozłożyć.
Powietrze przyjemnie pachniało deszczem, ale było już sucho. Słońce wschodziło, a niebo było jasno błękitne, bez ani jednej chmurki. Można było mieć nadzieję, że czeka ich cudownie ciepły dzień. Chłopcy rozbili namiot pod lasem i jako, że głód okazał się silniejszy, niż chęć snu, zjedli trochę ze spakowanego na drogę pożywienia, a dopiero później usnęli. Bertie obudził się popołudniu. Pochodził trochę po miasteczku, które okazało się całkowicie mugolskie. Ucieszony zaczął zaraz oglądać wszystkie rzeczy. Dużo o mugolach wiedział przez swoją rodzinę i otoczenie w jakim mieszkał, ale i tak go to wszystko bawiło, sam zazwyczaj z wielu rzeczy nie korzystał. Zaraz zawołał Titusa, żeby z nim pochodził po sklepach i pooglądał wszystkie mugolskie rzeczy. Telewizor, gramofon, telefon! Telefon nawet on miał w domu, żeby rozmawiać z mugolską częścią rodziny, zawsze go to bawiło, że mówi do słuchawki, a mugol trzymający drugą słuchawkę go słyszy.
Na koniec poszli spać i kolejnego dnia ruszyli dalej. Na początku się spieszyli, żeby oddalić się jak najmocniej od Londynu. Z czasem też poczuli się spokojniej i pewniej w podróży. Kiedy nie umarli w ciągu tygodnia, zaczęli zatrzymywać się w jednym miejscu na dłużej, zwiedzać wszelkie atrakcie turytyczne, zagadywać mieszkańców, poznawać ludzi. Oczywiście, byli dziećmi, zwracali uwagę, więc nie mogli zostawać zbyt długo, żeby nie interesować sobą zbytnio policji. Któregoś ranka jednak akurat, kiedy zebrali swoje rzeczy i chcieli ruszać dalej, podszedł do nich umundurowany mężczyzna, zapewne zaalarmowany przez kogoś z mieszkańców myślących, że uciekli z domu. I w sumie wiele się ci mieszkańcy nie mylili.
- Cześć, dzieciaki. Mam kilka pytań. - przywitał ich wysoki mężczyzna w modnych okularach przeciwsłonecznych. - Skąd jesteście?





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 http://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 http://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 http://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow http://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
3
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Hej, przygodo! Lipiec, 1951r   11.11.16 23:03

Obudził się dopiero szturchnięty przez Bertiego i krzyknął coś w rodzaju bekon!, co pewnie trochę zdziwiło kierowcę... Zanim jednak zdążył o cokolwiek zapytać, obydwoje ładnie się z nim pożegnali i tyle ich widział! I vice versa.
Odpoczywał w namiocie jeszcze dłużej niż Bertie, właściwie znowu został zbudzony przez Botta i choć z początku trochę marudził, to ostatecznie ruszył z nim na wycieczkę po miasteczku, gdzie długo oglądał wszystkie mugolskie przedmioty, wyrażając swój zachwyt lub wręcz przeciwnie - dziwiąc się, że mugole korzystają z takich rzeczy. Telefon? A to ci dopiero! Wiadomo, że dużo lepiej korzystać z kominka tudzież sowy!
Czas leciał szybko gdy byli w ciągłym ruchu, zatrzymując się zaledwie na chwilę tutaj lub tam, rozbijając namiot w krzakach, rozmawiając z tubylcami i poznając uroki samodzielności. Titus ani razu nie pomyślał o swojej rodzinie ani biednej Sviecie, która pewnie umierała ze strachu przeszukując całe wyspy w poszukiwaniu swojego niesfornego wychowanka. Zresztą... kto by mu się dziwił? Miał ledwie trzynaście lat, zbyt był zaaferowany tą wycieczką i faktem, że póki co wszystko szło w miarę gładko, a oni mieli co jeść, gdzie spać i chociaż kąpali się głównie w chłodnych strumieniach, to Ollivander wcale nie czuł się z tym źle. Po tygodniu zdążył się już przyzwyczaić do warunków, w których przyszło im żyć przez te wakacje... Ba! Każdego kolejnego dnia był coraz bardziej podekscytowany nowymi widokami i krajobrazami, które mieli okazję podziwiać.
- To chyba wszystko? - zarzucił na ramiona plecak, ściskając pod ręką złożony w torbie namiot. Rozejrzał się naokoło, z początku nie zwracając uwagi na umundurowanego mężczyznę zmierzającego w ich stronę i pewnie gdyby ten się w końcu nie odezwał, wcale by go nie zauważył. Drgnął, odwracając się w kierunku mężczyzny i mierząc spojrzeniem jego postawną sylwetkę. Przestraszył się, serio, to nie wróżyło niczego dobrego, więc szturchnął Bertiego w bok, głośno przełykając ślinę. Zaraz jednak obdarzył policjanta szerokim uśmiechem, bo lepiej przecież udawać, że wszystko gra, niż dać po sobie poznać, że jest się nieletnim uciekinierem.
- Dzień dobry! - rzucił na powitanie - Ale piękny dzień, idealny na zadawanie pytań. - stwierdził głupkowato - jak się denerwował to gadał co mu ślina na język przyniesie... - Myyyyy? My jesteśmy... przyszliśmy tu z miasteczka obok. Wie pan, taki rajd krajoznawczy, ale już chcieliśmy wracać do domu, co nie? - i znowu zaczął Bertiego szturchać łokciem, jakby chciał z niego wyszturchać całe śniadanie, albo chociaż jakąś bardziej sensowną odpowiedź. Szczególnie, że ten gość przyglądał mu się ponad szkłami okularów w taki sposób, że Titus stracił całą pewność siebie.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,why not us?
Powrót do góry Go down
 

Hej, przygodo! Lipiec, 1951r

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Przeskok czasowy [lipiec-wrzesień 2283]
» lipiec, 1940

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17